Coś z przedszkola- autentyk

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 18:54
Autentyczne zdarzenie z tych dni, przysłała mi koleżanka zatrudniona jako
przedszkolanka:

Pani przedszkolanka pomaga dziecku zalozyc wysokie, zimowe butki.
Szarpie sie, meczy, ciagnie. No, weszly! Spocona siedzi na podlodze, dziecko
mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie! No to je sciagaja, morduja sie, sapia...
Uuuf, zeszly! Wciagaja je znowu, sapia, ciagna, ale nie chca wejsc...
Uuuf, weszly! Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...
Pani niebezpiecznie zwezyly sie oczy. Odczekala i znowu szarpie sie z
butami... Zeszly! Na to dziecko:
- ...bo to sa buciki mojego brata, ale mama kazala mi je nosic. Pani
zacisnela rece mocno na szafce, odczekala az przestana jej sie
trzasc, i znowu pomaga dziecku wciagnac buty. Wciagaja, wciagaja... Weszly! -
No dobrze - mówi wykonczona pani - a gdzie masz rekawiczki?
- W bucikach...
    • Gość: ja Re: Coś z przedszkola- autentyk IP: *.aster.pl 18.11.05, 19:22
      umarlam :)))))))))))))))))
      • Gość: :) Re: Coś z przedszkola- autentyk IP: *.nwn.pl / 80.48.9.* 18.11.05, 19:31
        a to bardzo ciekawe ze z tych dni i to autentyczne, bo ta sama historyjka
        pojawila sie na tym forum juz jakis czas temu
        • Gość: wojtek Re: Coś z przedszkola- autentyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 19:34
          To ja chyba przekłamałem nieświadomie, dostałem to mailem parę chwil temu od
          koleżanki-przedszkolanki.
          Mam nadzieję, że w dalszym ciągu jest śmieszne:-)
          • Gość: :) Re: Coś z przedszkola- autentyk IP: *.nwn.pl / 80.48.9.* 18.11.05, 19:37
            no, smieszne jest :D
    • joanne2o Re: Coś z przedszkola- autentyk 18.11.05, 19:50
      :D
    • Gość: Julia Re: Coś z przedszkola- autentyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.05, 21:39
      Z przedszkola w budynku mojej szkoły. Na początek uwaga - dzieciaki mają
      zwyczaj zachowań stadnych, zwłaszcza na stołowce. Jak sobie jedno ubzdura, ze
      zupa/drugie/kompot/kanapka jest niesmaczne, zaraz pozostałe odstawiają i nie
      jedzą. Za nic w świecie. A, i sporo dzieci nie lubi na drugie kotetów w żadnej
      formie - mielonych, schabowych, z kurczaka, pulpetów....Ciężko wmusić chocby
      kawałeczek.
      Ale wracając. Otóz w grupie pięciolatków jest jeden wyjątek. Wsród pań znany
      jako "Mięszo" wielki mołośnik wszelkiej chabaniny. Uznaje tylko kanapki z
      mięskiem, zupka - be, ale na drugie wtrząchnie swojego kotleta, wyżebrze od
      innych dzieci, w ostateczności...ukradnie, jak się właściciel zagapi.(najlepsze
      do przejęcia bez zgody właściciela sa pulpety i mielone - wystarczy dobrze
      chwycić, zacisnąć pięść i otworzyć dopiero w paszczy:). No i pewniego dnia na
      obiad jest kotlet z piersi kurczaka, panie namawiają maluchy na zjedzenie
      choćby kawałeczka, dzieci się krzywią, Mięszo zjadł swojego kotlecika i tęsknie
      rozgląda się po sąsiednich talerzach...Nagle przy sąsiednim stoliku dziewczynce
      spada kotlet z talerza na podłogę. Pani, oczyma duszy widząć, jak dziecko
      wchodzi pod stół, wyciaga kotleta, przy okazji wali łepetyną w nózkę, etc.
      prosi, zeby nie podnosiła mięska, przynosi nowego kotlecika, dziewczynka je.
      Za chwilę wszyscy kończą, ustawiają się w pary i maszerują na salę zabaw. Nagle
      okazuje się, ze Mięszo pogryza po drodze coś schowanego w kieszeni...Pani
      podchodzi i pyta:
      - Co jesz?
      - Mięszko - odpowiada dumnie Mięszo.
      - A skąd masz?
      - Pod sztołem znalażłem...
      Pani odebrała zdobycz i wymieniła na egzemplarz nieuzywany....:)Dobrze, ze w
      kuchni akurat ostał się jakiś kotlecik:)
Pełna wersja