Gość: wojtek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.11.05, 18:54
Autentyczne zdarzenie z tych dni, przysłała mi koleżanka zatrudniona jako
przedszkolanka:
Pani przedszkolanka pomaga dziecku zalozyc wysokie, zimowe butki.
Szarpie sie, meczy, ciagnie. No, weszly! Spocona siedzi na podlodze, dziecko
mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie! No to je sciagaja, morduja sie, sapia...
Uuuf, zeszly! Wciagaja je znowu, sapia, ciagna, ale nie chca wejsc...
Uuuf, weszly! Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...
Pani niebezpiecznie zwezyly sie oczy. Odczekala i znowu szarpie sie z
butami... Zeszly! Na to dziecko:
- ...bo to sa buciki mojego brata, ale mama kazala mi je nosic. Pani
zacisnela rece mocno na szafce, odczekala az przestana jej sie
trzasc, i znowu pomaga dziecku wciagnac buty. Wciagaja, wciagaja... Weszly! -
No dobrze - mówi wykonczona pani - a gdzie masz rekawiczki?
- W bucikach...