Dodaj do ulubionych

Panie z dziekanatu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.05, 21:56
Macie jakies przygody zwiazane z paniami z dziekanatu? Ja nagminnie jestem przez nei opierniczana, za wszystko, nawet ostatnio za to, ze jaskarwo czerwona bluzka nie przystoi studentowi pewnej lubelskiej uczelni
Obserwuj wątek
    • uhu_an Re: Panie z dziekanatu 10.12.05, 22:20
      ;o)u nas na ucze;lni zamykaja dziekanat punkt 13-ta. ja niestety baaaaaaardzo
      potrzebowalam indeksu-syt. tuz po wakacjach,-do podpisania praktyk w terminie.
      niestety, dziekanat byl zamkniety. cale szczescie kluczyk byl na zewnatrz. w
      zwiazku z tym,. zdesperowana 2 czy 3 minuty po otworzylam dziekanat! ja to mam
      tupet. wchodze, a tam panie przy herbatce gaworzą! zaniemialy, patrza na mnie
      jak na ufo. hehe niespodziewaly sie nadgorliwego studenta. ja oczywiscie
      traktuje je z najwyzsza czcia, zaczynam sie korzyc: ze ja musialam, ze
      koniecznie mi jest to potrzebne, ze najmocniej przepraszam itd. po paru minut
      ponizania sie i opierniczania przez panie z dziekanatu, otrzymalam indeks. UFF!
      CEL OSIAGNIETY. bylo ciezko, ale dostalam to co chcialam.
    • sasrikal Re: Panie z dziekanatu 10.12.05, 22:31
      SAM do dziekanatu mozna wejsc tylko pojedynczo mimo iz siedza tam 4 baby, jak
      wejdzie wiecej niz 1 osoba to.. matko kochana, masakra. Ale jakie sie fajnie
      stoi w kolejce heh poezja..;)
      • Gość: Gość11 Re: Panie z dziekanatu IP: 148.81.190.* 13.12.05, 11:13
        A u mnie było tak: widzę, że w jednym pokoju siedzą 4 "prasowniczki" dziekanatu.
        Jedna "opiekuje" się stusenyami z matematyki, druga biologii... Weszłam po
        podbicie legitymacji i od drzwi słyszę
        !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Na to łagodnie i spokojnie odopwiadam: ale ja z fizyki jestem.
        Cisza i wszystkie 4 panie przepraszają, że pani Zosi nie ma, ale one chętnie mi
        pomogą. A dlaczego tak było? Bo Pani Zosia zawsze ze studentami bardzo dobrze
        żyła i koleżanki nauczyła, że jak ktoś z fizyki, to kulturalnie do niego!!!!
      • agatagnieszka1 Re: Panie z dziekanatu 06.01.06, 16:42
        Panie z Dziekanatu...1)tuz po rozpoczeciu studiow powinien pojawic sie przedmiot
        ,,Przysposobienie do Pani z Dziekanatu w aspekcie studenckiego zycia
        2)P.z Dziekanatu zwykla mi powtarzac,,Pani znow tutaj...-co dziwnym bylo bo w
        dziekanacie bywalam w celu podbicia,odbicia i oddania,co wyznaczalo srednia 4
        razy w roku
        3)w naszym DZiekanacie odbywal sie tak zwany ruch jednoosobowy(1 osoba w
        dziekanacie ,reszta czeka)co wywolywalo liczne awantury,gdyz niewielu studentow
        potrafilo przewidziec czy Ktos tam w srodku jest czy tez nie...
    • Gość: Biolog Re: Panie z dziekanatu IP: *.hsd1.tx.comcast.net 11.12.05, 00:55
      Pozwole sobie wkleic super tekst.
      W skomplikowanych, hierarchicznych strukturach administracyjnych wyższych
      uczelni łatwo się zgubić. Jeśli chcemy coś załatwić - warto wiedzieć, co kto
      może.



      REKTOR

      Przeskakuje najwyższe budynki za jednym zamachem. Jest silniejszy od lokomotywy
      i szybszy od pocisku. Chodzi po wodzie. Rozmawia z Bogiem.


      PROREKTOR

      Przeskakuje niskie budynki za jednym zamachem. Jest silniejszy od lokomotywy
      parowej. Czasami dogania pocisk. Chodzi po wodzie, gdy morze jest spokojne.
      Rozmawia z Bogiem, jeżeli otrzyma specjalne pozwolenie.


      DZIEKAN

      Przeskakuje niskie budynki z rozbiegu i o tyczce. Jest prawie tak silny jak
      lokomotywa parowa. Potrafi strzelać z pistoletu. Chodzi po wodzie na krytym
      basenie. Czasami Bóg zwraca się do niego.


      PRODZIEKAN

      Ledwo przeskakuje budkę portiera. Przegrywa z lokomotywą. Czasami może trzymać
      broń bez obawy o samookaleczenie. Bardzo dobrze pływa. Rozmawia ze zwierzętami.


      PROFESOR

      Obija się o ściany próbując przeskoczyć jakikolwiek budynek. Może zostać
      przejechany przez lokomotywę. Nie dostaje amunicji. Pływa pieskiem. Mówi do
      ścian.


      DOKTOR

      Wbiega do budynków. Nie wytrzymuje konfrontacji z ręczną drezyną. Moczy się
      pistoletem na wodę. Utrzymuje się na wodzie tylko dzięki kamizelce ratunkowej.
      Bełkocze do siebie.


      PANI Z DZIEKANATU

      Podnosi budynki i przechodzi pod nimi. Zwala lokomotywę z torów. Łapie pocisk
      zębami i go rozgryza. Zamraża wodę jednym spojrzeniem. Jest Bogiem.
      • Gość: zdzisiek Re: Panie z dziekanatu IP: 212.160.172.* 06.01.06, 11:39
        He he, świetny tekst i jaki prawdziwy. Jak dawno temu studiwałem na SGH, tak
        właśnie było. Kilometrowe kolejki, stanie z każdym papierkiem (teraz chyyba
        większość jest przez internet), a trzeba było np. składać na początku każdego
        semestru deklaracje podpisane przez wykładowców zajęć na jakie będzie się
        chodzić. Ja to robiłem zwykle tuż przed sesją, co oczywiście było absolutnie
        wykluczone przepisami ;)
        W ogóle miałem skomplikowaną historię studiów, urlopy, skreślenia z listy itp,
        8,5 roku w sumie ;) Szybko zostałem przypisany do okienka specjalnych
        przypadków. Była tam taka groźna Pani X. Na mój widok zawsze się od razu
        marszczyła i dawała tekst "Panie Tomku, i co Pan tym razem zawalił? A w ogóle
        to kiedy się Pan w końcu obroni"? Ale w gruncie rzeczy miała złote serce i po
        początkowym (zwykle zasłużonym) opieprzu załatwiała mi rzeczy niemożliwe,
        kiedyś nawet przy pomocy infromatyka, bo system nie przewidywał niektórych
        przypadków. W ogóle wszystkie panie w naszym dziekanacie były miłe, chociaz
        przypadki typu niemożliwość odnalezienia leżącej na wierzchu teczki rzecz jasna
        się zdarzały.
    • Gość: Kotka Re: Panie z dziekanatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 18:07
      Pracuję w branży związanej z kierunkiem studiów, więc napisałam podanie o
      zwolnienie z praktyk studenckich i załączyłam zaświadczenie o zatrudnieniu.
      Odrzucili i kazali pisać jeszcze raz. Dlaczego? Bo zamiast podania powinno być
      OŚWIADCZENIE. Nie mówiąc już o tym, że aby zaliczyć rok, trzeba oblecieć 3
      biblioteki w mieście i zebrać pieczątki "książki zwrócono". To nic, że
      zapiasana jestem tylko do jednej, a pozostałych dwóch na oczy nie widziałam,
      ale i tak musiałam zdobyć wpis o oddaniu nigdy niewypożyczonych książek!
      • Gość: eDzidek Re: Panie z dziekanatu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.05, 13:58
        A ja poprzejściach na pierwszym roku poszedłem po rozum do głowy i zaraz na
        początku drugiego roku udałem się do Dziekanatu z paczuszką kawy i większą
        tabliczką czekolady dla ciężko zapracowanych Pań.. Zostałem przyjęty ze
        zrozumieniem.
        Do końca studiów spotykałem się z życzliwym zainteresowaniem, sympatią i
        uśmiechem. :)

      • etiunis Re: Panie z dziekanatu 05.01.06, 20:18
        moze nie z ksiazkami ale mialam cos podobnego z akademikami.
        zrezygnowalam ze studiow i musialam przebrnac przez gory druczkow miedzy innymi
        druczek oznajmiajacy ze nie jestem nic winna akademinom. to mowie ze nie
        mieszkalam w akademiku... ale i tak trzeba zebrac pieczatki.
        pobieglam do pierwszego i sie dowiedzialam ze najpierw musze miec pieczatke z
        akademika A i jak ja bede miec to dopiero dostane pieczatke od nich, potem
        musze isc do akademika C po pieczatke bo nie dostane pieczatki z D. GRRRR!!!!!
        latalam jak glupia miedzy akademikami i mnie malo nie zalala, a jak juz
        zebralam wszystko i pobieglam do dziekanatu... no a jakby inaczej -PRZERWA!
        - - -
        inna swietna sprawa, dwa miesiace po tym jak zalatwilam sprawe z byla uczelnia
        dostala list polecony w ktorym uczelnia upomina sie o zwrot legitymacji o_O
        yyyy... ze jak? oczywiscie zignorowalam to. po jakims niedlugim czasie dostaje
        jeszcze jedno upomnienie, wiec napisalam list ze oddalam, trzy dni pozniej
        znowu list polecony ze NIE oddalam bo nie maja i nie ma druczku ze zwrocono...
        pojechalam, wchodze do dziekanatu, mowie co i jak, i sie dowiaduje ze to bylo
        drobne niedopatrzenie i ze jednak oddalam.... zabic te kobiety to chyba malo!
      • Gość: Asia Re: Panie z dziekanatu IP: 157.158.191.* 06.01.06, 10:59
        ja musiałam numer konta (żeby mogli mi przelewać stypednium) musiałam przyniść
        na oficjlanym druku z banku, nie mogła to być kartka napisana przeze mnie
        odręcznie ani nawet wydrukowana!!!! do dziś nie wiem dlaczego, w końcu to mój
        interes żeby ten numer podac im poprawnie.
        Dziekanat u mnie zamyka się o 12:00, pani zamyka drzwi na klucz od środka i
        sobie tam siedzi bez natretnych studnetów do 15:00.
      • Gość: dziadek Re: Panie z dziekanatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.05, 18:56
        Kwiecień 1968. Wchodzę do dzieknatu a tam siedem niewiast mierzy mnie
        bazyliszkowym wzrokiem. Niezręczna chwila ciszy i dociera do mnie groźny głos
        damski: Czy towarzysz student nie widzi, że mamy naradę POP ? (wyjaśnienie dla
        młodzieży - Podstawowa Organizacja Partyjna - tak, pisane wielką literą, bo
        Partia była wtedy wielka.)
        Ja na to: O jezu, ale wdepnąłem w g....?
        Studia skończyłem dopiero w dekadzie Gierka, w 1972. Przez dwa lata byłem
        Towarzyszem robotnikiem.
        • juzek_sz Re: Panie z dziekanatu 11.12.05, 19:19
          A mnie panie z dziekanatu zawieruszyły zaproszenie na konferencję. Byłem wtedy
          na studiach doktoranckich, więc oczko wyżej niż zwykły student, a i tak
          chodziłem do pań i szemrałem cichym głosikiem ( zeby się podlizać), czy czasem
          nie przysłali mi informacji o przyjęciu mojego referatu. No i nic nie było,
          więc uznałem, że może im nie spasował mój temat tyle. A potem były porządki w
          dziekanacie i pani rzuciła mi kiedys list mowiąc - tyle czasu to leży i czeka -
          trzeba się dowiadywać o swoje przesyłki! Na co je nieśmiało - przecież się
          pytałem! Dziekanica prychneła tylko, podniosła nos do góry i nic nie
          powiedziała. A tam w środku była informacja o przyjęciu mojejgo refertau i
          program konferencji z moim wystąpieniem. No szlag by trafił. Pozdrawiam miłą
          panią z dziekanatu ongiś na Rynku Gł.
    • agata_s2 Re: Panie z dziekanatu 13.12.05, 10:26
      Może jestem nieprzystosowanym studentem, ale ja ilekroć idę do dziekanatu to
      wiem, że moje nerwy nie wytrzymają. Np. zdałam indeks, zdawało by się, że pół
      roku!!! winno wystarczyć na rozliczenie tego indeksu, ale nie i nie dość że go
      mi kochany Pan z dziekanatu nie dał to jeszcze skomentował: :"wyście chyba
      pogłupieli, tak od razu byście chcieli mieć wszystko zrobione".
    • peter.steele Panie z dziekanatu z PP 13.12.05, 11:57
      U mnie Panie byly wspaniale nie dam zlego slowa na nie odpowiedziec, jak
      potrzeba bylo miec papierek na przedluzenie sesji, to za pierwszym razem dawal
      go dziekan a pozniejsze przedluzenia to one sama to robily. Nigdy nie bylem
      przez nie ochrzaniony a w dziekanacie bywalem naprawde sporo razy. Jak
      potrzteba bylo papierek na egzamin ze mam sesje przedluzona to natychmiast
      wystawialy.
      Moj kolega nie mial tak dobrze, ale widac tlko nasze Panie z dzeikanatu byly
      takie super. Zawsze je bede wspominal milo.
    • Gość: julia Re: Panie z dziekanatu IP: 83.9.12.* 13.12.05, 15:28
      Oj, znam to. Dziekanat czynny tylko do 13.00, latanie po bibliotekach w celu
      zebrania pieczątek (ja musiałam odwiedzić 7), kolejki przed dziekanatem (mogą
      wejść dwie osoby, jedna załatwia sprawę a druga czeka w środku chociaż w
      dziekanacie siedzą 4 panie z czego 3 popijają kawę i plotkują).
      Gdy kiedyś przyszłam po indeks do dziekanatu to pan nie mógł mi go dać bo
      jestem z socjologii, a on zajmuję się pedagogiką, ale od socjologii jest taka
      pani na którą musze poczekać.
      W czerwu się obroniłam, niedługo po tym wyjechałam zagranicę. Dyplom zdążyłam
      odebrać, ale sumplementu do dyplomu nie. Dziekanat miał mi go przysłać na adres
      domowy (sami zaproponowali!). Wracam 2 tygodnie temu a sumplementu nie ma. Bo
      pewnie są tak zajęci, że pół roku czasu to za mało żeby wysłać przesyłkę...
    • wrzask.pawiana Re: Panie z dziekanatu 13.12.05, 21:45
      Gość portalu: betina napisał(a):

      >Macie jakies przygody zwiazane z paniami z dziekanatu? Ja nagminnie jestem
      >prze z nei opierniczana, za wszystko, nawet ostatnio za to, ze jaskarwo
      >czerwona bluzka nie przystoi studentowi pewnej lubelskiej uczelni

      A ja kilka lat temu zrobilem burde w dziekanacie(kulturalna ale stanowcza) w
      dziekanacie na (najprawdopodobniej) tej uczelni o ktorej piszesz.
      Na tyle skutecznie ze po kazdej sesji pani zaczela mi do indeksu
      wpisywac "Szczesc Boże" :) (Nie byla to ta pani od filologii bo ona miala
      takie Szczesc Boże w standardzie dla wszystkich ;)
    • Gość: studencina Re: Panie z dziekanatu IP: *.law.uni.torun.pl 14.12.05, 10:53
      INSTRUKCJA KORZYSTANIA Z DZIEKANATU
      Do dziekanatu należy wchodzić na klęczkach, milej widziane wpełzywanie z
      jednoczesnym żarliwym przepraszaniem że się żyje, wygląd skromny, ubranie
      najlepiej wór lniany (stosuje się szczególnie do przedstawicielek płci pięknej)
      Głos powinien być cichy o wyrazie pokorno- błagalnym, zachowaj spokój,. OTÓŻ
      DROGI STUDENCIE DOSTĄPIŁEŚ ZASZCZYTU SPOTKANIA Z SAMYM BOGIEM
    • nancy_callahan Re: Panie z dziekanatu 14.12.05, 15:26
      Myślę, że jak najbardziej na miejscu w tym wątku będzie zacytowanie kawału
      starego jak świat.
      przychodzi baba do lekarza ze studentem w dupie.
      - Co Pani jest?
      - Dziekanat. (tu można wpisać dowolną uczelnię).
      A tak swoją drogą może to ewenement na skalę conajmniej krajową, ale WPiA UAM
      Poznań (a już szczególnie Pani Kamila) to naprawdę anioły wcielone.
      Na moim absolutorium Pani Kamila z dziekanatu dostała najdłuższe, najgorętsze,
      najgłośniejsze i najbardziej entuzjastyczne brawa...
      • Gość: asia Re: Panie z dziekanatu IP: 157.158.191.* 06.01.06, 11:05
        Moja siostra miała podobnie (UMCS): babka z dziekanatu zgubiła jej indeks, a
        kiedy siostra w końcu straciła cierpliwośc i poszła wyjaśnić sprawe bezpośrednio
        z dziekanem, ten jej powiedział: "No ja rozumiem problem, ale co ja mogę
        poradzić na ta panią?"
    • Gość: rzarufka Re: Panie z dziekanatu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 18:23
      Jestem już szczęśliwą absolwentką, ale .... nadal czekam na dyplom! Baba z
      dziakanatu powiedziała, żeby zadzwonić po jakieś info przed Świętami.
      Najlepsze, że po mnie weszła koleżanka w tej samej sprawie.... usłyszała ,że
      można dzwonić w styczniu. Cud, że wydała nam przynajmniej zaświadczenia.
      Najfajniej przyjmowała nasze prace - czekałyśmy 3 godziny, aż łaskawie
      burknęła, że czynne do 13. Po Świętach pójdę po dyplom, jak myślicie, będzie?
      • Gość: lapin Re: Panie z dziekanatu IP: *.orange.pl 18.12.05, 14:48
        Na szcęście jestem już na 5 roku i do dziekanatu wchodzę bez najmniejszego
        strachu ale też miałam nie jedno przejście. Najbardziej rozwalił mnie tekst
        pani z dziekanatu socjalnego gdzie składałam papiery o akademik itp. W
        formularzu trzeba było wpisać osoby mieszkające w twoim "gospodarstwie
        domowym". Wpisałam też męża jako że byłam już mężatką i mieszkaliśmy u moich
        rodziców.
        Na to ona: "męża trzeba wykreślić."
        Ja: "Dlaczego?"
        Pani: "mąż to nie rodzina"(!!!)
        Ja: "ciekawe jak na te rewelacje zareagowałby pani mąż. Co ja mówię, pani to
        stara panna przecież, czemu się zresztą nie dziwię".
        Wyszłam trzaskając drzwiami ale jej miny nie zapomnę do końca życia.
        • Gość: gabrielle Re: Panie z dziekanatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.05, 22:49
          Składałam podanie o stypendium socjalne. Między innymi, dołączyłam, wedle
          życzenia:
          1.zaświadczenie o dochodach z Urzędu Skarbowego (czyli instytucji państwowej),
          z pieczątkami, podpisami, stwierdzające, że w ub roku tata zarobił ileś tam, a
          mama ZERO (nie pracuje)
          2. zaświadczenie z Urzędu Pracy, że mama w 2004 roku była zarejestrowana w
          urzędzie do września (więc nie przez cały rok, wyrejestrowała się sama, proszę
          nie pytać).

          Podpisałam się na podaniu pod zdaniem oznajmiającym, ze poświadczam prawdę, a
          za poświadczenie nieprawdy grozi mi odpowiedzialność karna. Coś w tym stylu.

          Pani wniosek:
          1.MOJA MAMA PRACOWAŁA NA CZARNO! (nie pracowała!)
          2.Stypendium nie dostanę.

          Zaczęła coś gadać o kontrolach, pełnomocnikach, jej odpowiedzialności za
          przyjęcie takich dokumentów. Zrobiłam tam awanturę, poinformowałam, ze
          właściwie w tym momencie powinna dostać pozew za publiczne oczernianie, że
          podważa dokument wydany przez instutucje państwa (US).

          w końcu przyjęła.
          Stypendium dostałam.
          • Gość: Asia Re: Panie z dziekanatu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 13:10
            hahahaha, dobre. Ja miałam w dziekanacie co roku przez 5 lat przejścia
            traumatyczne, kiedy ubiegalam sie o stypendium lub akademik. A problem polegał
            na tym, że potrzebne były zaświadczenia o dochodach rodziców. Poniewaz ojciec z
            nami nie mieszkal i od wielu, wielu lat nie utrzymywałam z nim kontaktów, ani
            tez nie dostawalam od niego pomocy materialnej, zadanie to było nie do
            wykonania. Panie z dziekanatu za nic nie mogły zrozumieć, ze istnieją różne
            przypadki życiowe, i nie pomagał nawet moj podpis pod formułką o
            odpowiedzialności za składanie fałszywych oświadczeń. Bywało, że zostawałam
            niemal bez środków do życia, bo stypendium, mimo mojej kiepskiej sytuacji
            finansowej, przechodziło koło nosa. Teraz wspominam to ze śmiechem, ale wtedy
            do smiechu mi nie było i nie raz płakałam przez te pindy z dziekanatu. Pod
            koniec studiów potrafiłam już walczyć o swoje, ale poczatki były ciężkie.
            • Gość: Mroberto Panie z dziekanatu IP: *.chello.pl 10.04.06, 20:48
              Na prywatnej jest troche inaczej, jak chodzilem z papierami do panstwowego do bylo tak jak piszecie, za to w tym "prywatnym" pelna kultura, najlepiej to zobrazuje moja historia, po sesji odawalem indeks wszystko wpisane dlugopisem jedynie olowkiem byla napisana punktacja pani z dziekanatu powiedziala zebym sobie poprawil jak odbiore z powrotem, mija kolo 2 tygodni odbieram indeks patrze, a tam punktacja poprawiona z olowka na dlugopis, bylem mile zaskoczony. podobnie z legitka jedna pani rozmawiala z dziekanem to druga podeszla i wziela podbila mi legitke trwalo to doslownie 4 minuty :-). Najlepsze sa rozmowy studentow z tymi paniam to po prostu cud - miod, kultura wyrozumialosc i jeszcze pomoga, doradza zadko sa wpadki z ich strony ale jak sa ta od kolezanek wiem ze wtedy to klotnia jest ogromna, ale nie wiem czy to z powodu charakteru kolezanek czy z innego ;-). Pozdrawiam
          • Gość: AMK Re: Panie z dziekanatu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 18:37
            Jesli chodzi o stypendium to poczytaj ustawy i rozporządzenia. To naprawde nie
            ma znaczenia czy ta pani Cię odejrzewa czy nie. Minister ustala reguły
            przyznawania stypendium a potem wysyła ludzi którzy kontrolują te Twoje
            dokumenty. Ja rozumiem - Ty chciałaś załatwić ale ona może stracić pracę za
            niesłuszne przyznanie stypendium. Jaśli chodzi o państwową kasę nie ma zmiłuj
            się. Gdy w Polsce sie kradnie miliony jest ok a jak sie pomaga studentowi to
            czapa, nie wiesz?
      • Gość: Aga Re: Panie z dziekanatu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.06, 18:09
        Sorki, uśmiałam się setnie, o jakich uczelniach tu się pisze? ja jestem panią z
        dziekanatu ale takich historii u mnie nie ma, nie ma prawa być! rozporzadzenia
        mówią o wydaniu dyplomu najpóźniej po 30 dniach od obrony, jak ktoś potrzebuje
        na jutro to robię na jutro i tyle, zaświadczenie od ręki daje i bez łaski, tak
        ma być!, ludzie!, student ma swoje prawa, sama doradzam koleżankom jak ominąć
        te "wściekłe psy", Tobie też radzę: znajomością swoich prawa broń się, odwołuj
        na piśmie do dziekana- moje koleżanki wygrywają. Powołaj się na Rozporzadzenie
        MEN i S z dnia 18.07.2005r. & 8, pkt 1. Masz do tego prawo! Sama też
        studiowałam to wiem jak jest. Ale wierzcie mi: nigdy na nikogo nie podniosłam
        głosu, nie obraziłam i nie jadłam jak był student w biurze itd. wręcz
        odwrotnie, zawsze wszystko wyczerpująco tłumaczę, a jeżeli czegos odmawiam to
        podaję uzasadnienie, a mimo to niektórzy studenci sa dla mnie niegrzeczni np
        jak nie wydam karty egzaminacyjnej studence, która nie zapłaciła za studia to
        ona na mnie wrzeszczy a nie ja na nią, ja luzik, rozumiem ją, ale co mam
        zrobić, zapłacić za nią? jak ja jej to wydam to ja będę miała kłopoty bo są
        pewne zasady na uczelni, które ustala nie pani z dziekanatu ale rektor,
        dziekan, kanclerz i inni, zresztą są kontrole z ministerstwa - nie będzie w
        dokumentach studenta ok, to mogą nawet zamknąć uczelnię, u mnie wszystko w
        teczkach jest ok a nigdy nie wrzeszczę na ludzi ani nie wyrzucam za drzwi, to
        znaczy że można być człowiekiem w dziekanacie, co? z takimi doswiadczeniami jak
        tu się opisuje to trudno uwierzyć.
        • Gość: agra Re: Panie z dziekanatu IP: *.acn.waw.pl 06.01.06, 21:08
          POcieszające, że istnieją takie osoby jak Ty w dziekanatach. Ja zresztą na
          swoje zbytnio nie narzekałam (aczkolwiek byłam wyjątkiem). Inna sprawa, że
          szybko przyzwyczaiłam je d o tego, że nie daję się wypłoszyć tonem spławiającym
          albo warczeniem, jeśli uważam, że mam rację. Poza tym, zawsze byłam uprzejma i
          uśmiechnięta, - bo tak mam z natury i już. W rezultacie już od połowy drugiego
          roku miałam spokój, nawet jak kombinowałam ze zmianami numeru konta, potem
          zmianą nazwiska, potem przewlekały mi sie studia, skreślali mnie, wznawiałam,
          znowu skreślali, w końu dotarłam do obrony... I tylko na dyplom czekałam cztery
          miesiące, ale wersja oficjalna była taka, że przeleżało sie u rektora do
          podpisu - i sądzę, że to była prawda. Za to mogłam zadzwonić i zapytać, czy już
          jest, a nie tłuc się przez całe miasto i zwalniać z pracy po to ,zeby usłyszeć,
          że jeszcze nie ma....
    • Gość: gość Re: Panie z dziekanatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 19:19
      Witam wszystkich - jestem babą z dziekanatu.
      Wiem, ze trudno Wam to zrozumiec bo stoicie po drugiej stronie - lady, drzwi,
      pokoju czy czego tam jeszcze, ale uwierzcie mi, że baby z dziekanatu mają swoje
      przepisy, swoich, przełożonych, swoje terminy, spiętrzenie prac w okresach
      dyplomowania i rozpoczecia roku akademickiego, współpracują z całą plejadą
      profesorów , doktorów habilitowanych, doktorów, magistrów, którzy mają w nosie
      terminy, regulaminy, umowy i takie inne pierdoły.
      Poza tym sa normalnymi ludżmi ze swoimi sprawami i problemami.
      Ja z większością moich studentów potrafię sie dogadywac bez problemu i tylko
      wtedy, gdy bezwglednie muszę, trzymam sie ściśle różnych ograniczeń.
      Ale do dzisiaj pamiętam kilka takich przypadków, kiedy ponosiłam konsekwencje,
      nawet finansowe, nie mówiąc już o innych, za to, ze uwierzyłam studentowi i
      poszłam mu na rękę.
      A uwierzcie mi - takie historie uczą....ograniczonego zaufania.
      Pozdrawiam wszystkich studentów Akademii Medycznych.
      • Gość: sea9 Re: Panie z dziekanatu IP: *.crowley.pl 05.01.06, 19:30
        pewnego razu przyszło mi zostawic zwolnienie lekarskie ,ktore miało trafic do
        Pani dziekan ,zostawiłam je w dziekanacie w zamknietej kopercie kilka dni
        pozniej zatrzymuje mnie na korytarzu PANI Z DZIEKANATU z ytaniem : a da mi pani
        tel do tego ginekologa od ktorego miała pani zwolnienie ..... NO COMENT koperta
        miała adnotacje << do rak własnych dziekan wydz malarstwa >>> i była
        zaklejona:)))
    • Gość: gość Re: Panie z dziekanatu IP: *.chello.pl 05.01.06, 20:46
      Pisałam pracę magisterską u dziekana, który zawsze umawiał się ze mna właśnie w
      dziekanacie na omawianie pracy - na konkretny dzień i godzinę. I tutaj zaczynały
      się schody, ponieważ dwei spośród trzech pan z dziekanatu twierdziły, że "spraw
      studenckich nie załatwia się w dziekanacie"(!) i one mnie nie wpuszczą (po kilku
      miesiącach moich tam wizyt, trzecia z pań wpuszczała mnie po jakimś czasie). Tak
      więc czekałam pod dziekanatem aż dziekan będzie wychodizł i mnie zauważy, albo
      aż się zjawi miła sekretarka. A wystarczylo pokonać trzy metry i zapukać do
      kolejnych drzwi, do dziekana, który na mnie czekał, oczywiście mi nie wolno było
      tego zorbić:).
    • Gość: enorektyka Re: Panie z dziekanatu IP: 83.19.107.* 05.01.06, 21:08
      mam niesamowitą panią w dziekanacie która chyba lubi znęcać się psychicznie, na
      szczęście tylko do pewnego stopnia bo jak widzi że student za chwilę wybiegnie z
      płaczem to serducho jej mieknie i jest nawet bardzo pomocna (między innymi
      namawiała mnie żebym nie brała tak wcześnie dziekanki bo może zdam wcześniej
      egzaminy i wystarczy jak pojadę po nich)
      w skrócie: bądźmy odporni i nie dajmy się złamać, a sobie i wszystkim zyczę
      trafiania na miłych i kulturalnych urzędników

      i jeszcze z samego początku studiów: "pani matki nie ma w papierach, pani nie ma
      matki"
    • povilas Re: Panie z dziekanatu 05.01.06, 21:44
      Wspomnienia ze studiów mam raczej typowe. Pamiętam, jak spiżowy głos pani z
      sekretariatu niósł po sklepionych korytarzach instytutu wieść, że dziś lepiej
      tam nie probować wchodzić... Dziś zmieniły się trzy rzeczy: po pierwsze już tam
      nie studiuję, tylko tam pracuję, po drugie już tam nie ma instytutu, tylko
      wydział, no i - najważniejsze - nie ma już tych wrzasków. W sekretariatach
      studenckich nastąpiła zmiana pokoleniowa, w rolach sekretarek (i sekretarza)
      objawiły się młode dziewczyny (i chłopak), właściwie równolatkowie studentów (z
      wyższym wykształceniem, co powinno być sekretariatową normą) i mam wrażenie, że
      jest o niebo lepiej, że są mili nie tylko dla mnie, ale i dla studentów (i
      chyba nie jest to jedynie konsekwencja zmiany nr 1).
    • Gość: adiunkt Re: Panie z dziekanatu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 22:02
      Halo, jestem adiunktem, po doktoracie itd ale wyglądam raczej na studentkę niż
      pracownika. Nastawiałam kiedyś trochę dwój (sorry studenci). Zostałam wezwana
      przez panią z dziekanatu i zjechana przez nią dlaczego tyle złych ocen, bo jej
      to pracę bardzo utrudnia. Nieźle, nie? Wyśmiałam ją i poszłam. Tyle.
    • Gość: effie27 Re: Panie z dziekanatu IP: *.kon.tvknet.pl / 82.160.85.* 05.01.06, 22:19
      mnie Pani z dziekanatu wysłała na poczte oplacenie za legitke i indeks
      powiedziałam jej ze nie jestem z Poznania ale Pani nie baczając na moja uwage
      mowila dalej...Dobrze ze mam język w buzi i sie spytalam przechodniów bo idąc
      jej drogą bym trafiła na dworzec....
      wogóle ta Pani z dziekanatu na UAM jest zachwalana nawet wsrod wykładowców - są
      chorzy jak maja tam isc
      a godziny 13 pilnują jak swojej cnoty a nawet bardziej


      za to kobitka z sekretariatu to miód ....... pozdrawiam



      Ewa

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka