Dodaj do ulubionych

sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków

21.12.05, 09:53
uporządkowałem i zebrałem dla fanów Rżewskiego, tak pod choinke enjoy! vkusna!
W dniu urodzin Rżewskiego Natasza Rostowa zaprosiła go do siebie zdradzając,
że ma dla niego prezent. Gdy znaleźli się sami, zrzuciła suknię i stanęła
przed Rżewskim naga, ozdobiona tylko kokardką w intymnym miejscu. Rżewski
zawijając rękaw zapytał: - Głęboko on?
* * * * *
Porucznik Rżewski wyszedłszy na ganek, wskoczył na siodło i pocwałował
majdanem, aż się kurz za nim podnosił. Przecwałowawszy dwie wiorsty zatrzymał
się: - Job twoju mać, a koń gdzie?!
Zwymyślawszy się od ostatnich pogalopował z powrotem.
* * * * *
Poruczniku, czy lubi pan romanse? - zapytała Natasza Rostowa Rżewskiego w
czasie spaceru.
O tak, madame, zwłaszcza te z wprowadzeniem!
* * * * *
Poruczniku, czy w młodości miał pan jakieś hobby ?
- Nawet dwa. Polowanie i kobiety.
- O, to ciekawe. Na co pan polował ?
- Na kobiety...
* * * * *
- Poruczniku, spał pan ze mną, a dziś nawet nie chce się przywitać ?
- Madame, kopulacja to jeszcze nie powód do znajomości...
* * * * *
Jedzie Natasza z porucznikiem w jednym przedziale. Porucznik czyta gazetę,
Natasza bezskutecznie usiłuje zwrócić na siebie jego uwagę.
Poruczniku, jak nazywa się kamień w pańskim pierścionku ?
- Ech, Nataszko... jakoś mi się dziś nie chce...
* * * * *
- Uratowałem dziś kobietę przed gwałtem - mówi porucznik.
- Wspaniale! Jak pan to zrobił ?
- Wytłumaczyłem, że po dobroci będzie lepiej....
* * * * *
Porucznik i Natasza płyną razem w łódce.
- Nataszko czy jechała pani kiedy gołymi jajami po rżysku ?
- Nie..., a co ?
- E... nic.... tak tylko chciałem rozmowę podtrzymać...
* * * *
Bal w kasynie. Zauważono brak Rżewskiego.
- Kornet! A gdzie to pan porucznik ?
- Powiedział, ze wpadnie za dwie godziny jak da radę....
- A jak nie da ?
- To za 10 minut....
* * * * *
- Poruczniku, podobno w młodości był pan członkiem Towarzystwa Naukowego?
- Ech, madame... młodość... członkiem tu, członkiem tam...
* * * * *
- Poruczniku , jest pan tu zaledwie trzy dni a już wszystkie nasze kobiety o
panu mówią. Jak pan to robi ?
- Zwyczajnie. Podchodzę do damy i pytam: Madame, czy mogę panią zgwałcić ?
- Ależ poruczniku ! Za to można po pysku....
- No tak, najpierw po pysku, a potem się gwałci....
***********
Porucznik Rżewski ubierając się na bal wkłada do prawej kieszeni spodni
banana.
- Na co wam banan w spodniach, poruczniku ? - pytają go.
- Ot, cóż...zatańczę z jakąś damą ona przylgnie do mnie, poczuje banana i
przesunie się tak by przytulić się z drugiej strony....I tuśmy jej czekali!!!
* * * * *
Porucznik Rżewski rozmawiał z Nataszą Rostową. W pewnym momencie poprosił o
wybaczenie i wyszedł. Po chwili wrócił cały mokry.
- Deszcz? - spytała Natasza Roztowa.
- Nie, wiatr...
* * * * *
Porucznik Rżewski tańczy z Nataszą Rostową.
- Poruczniku, niezbyt ładnie pan pachnie - zwraca uwagę dama - chyba ma pan
brudne skarpetki. Proszę natychmiast wyjść stąd i je zdjąć!
Porucznik po kilku minutach powrócił i znowu tańczy z Nataszą.
- Panie poruczniku, ciągle pan źle pachnie - dama wyraźnie się niecierpliwi -
nie zdjął pan?!
- Ależ zdjąłem! - Broni się porucznik Rżewski eleganckim ruchem wydobywając
skarpetki spod munduru.
* * * * *
Madmoiselle - spytał raz porucznik Rżewski na balu - do czego służy wycięcie
w pani rękawiczce?
- Aby mężczyźni mogli ucałować moją rączkę...
- Teraz wiem, do czego służy rozcięcie w moim szynelu!
* * * * *
Pewnego razu w pociągu porucznik Rżewski zdjął skarpety i powiesił na
wieszaku.
- Czy pan, panie poruczniku - spytał go współpasażer – wymienia czasami
skarpetki?
- Z góry uprzedam - tylko na wódkę!
* * * * *
Porucznik Rżewski dowiedział się, iż aby poznać dziewczynę, trzeba do niej
swobodnie podejść, porozmawiać o pogodzie i przedstawić się. Pewnego razu
spotkał śliczną dziewczynę spacerującą z pudelkiem.
Podszedł więc, z całej siły kopnął pieska i rzekł:
- Nisko leci. Chyba na deszcz... Nawiasem mówiąc, niech pani pozwoli się
przedstawić: Porucznik Rżewski jestem!

Rozmawia porucznik Rżewski z Nataszą.
- Poruczniku, zagrajmy w niedopowiedzenia.
- A jak to?
- Jeśli panu powiem: ’Niech mnie pan pocałuje w r...’ to należy mnie pocałować
w rękę.
- OK, zrozumiałem.
- Pan zaczyna, Rżewski.
- Natasza, złap mnie za ch*** dwoma r...

Natasza z porucznikiem Rżewskim goszczą na proszonym obiedzie. W pewnej chwili
Rżewski mówi:
- Wyjdę się odlać do ogrodu...
- Fuj, poruczniku, jaki pan niewychowany. Nie mógł pan powiedzieć, ze idzie pan
pooglądać gwiazdy?
Po niejakim czasie porucznik wraca, siada do stołu, bierze widelec i zaczyna
jeść. Natasza:
- Panie poruczniku, to już szczyt braku wychowania! Mógł pan chociaż ręce umyć!
- Teleskop trzymałem w drugiej ręce - wyjaśnił Rżewski.

Tańczy porucznik Rżewski z Nataszą Rostową. Robiąc kółko, schowali się za
kolumnę. Wypły-nęli na salę - Natasza płonie rumieńcem. Kolejne kółko - znów
się schowali za kolumnę. Po ukazaniu się ponownym - Natasza włos zwichrzony,
lico goreje.. Za trzecim razem Nataszka omdlewa na ramionach Rżewskiego.
- Panie poruczniku - pyta kornet Jajcew. - Co się tam działo za tą kolumną?
- Za pierwszym razem - pocałowałem ją mocno - opowiada Rżewski.
- Za drugim - złapałem za piersi.
- A za trzeciem, gdy Nataszka o mało nie zemdlała?
- Hmmm... Jakby to opisać...? A dawałeś kiedyś kobyle kostkę cukru z ręki?

Porucznik Rżewski płynie z Nataszą łódką po jeziorze, nocą.
N: Jaki piękny księżyc!
R:(milczy)
N: Jakie piękne gwiazdy!
R:(milczy)
N: Jak romantycznie!
R: Natasza, po prostu nie mam ochoty.

Porucznik Rżewski z Nataszą w łódce.
N: Czy nie chciałbyś być łabędziem?
R: W porządku, płyniemy w szuwary i wezmę cię od tyłu.

Kolega pyta Rżewskiego:
- Jak pan tak łatwo zbliża się z kobietami?
- Kolego, pieprze się z nimi, to bardzo zbliża!

Porucznik Rżewski poznał piękną kobietę. Idzie z nią wieczorem na romantyczną
randkę do parku, siadają na ławce. Porucznik ujmuje ją za kolano, potem
przesuwa rękę wyżej, a owa urocza kobieta na to: "Poruczniku nie bądź pan taki
raptus, pobaw się pan cyckiem"

Porucznik Rżewski przychodzi do kolegów cały zdenerwowany i mówi:
Panowie! Dzieci na ulicy wołają o litość! Idę dziś ulicą, podchodzi do mnie
mała dziewczynka i mówi: "Daj pan grosik, zrobię wszystko co zechcesz"! Wiecie,
Panowie! Ja płakałem! Pieprzy-łem ją i płakałem!

Na carskim dworze odbywało się przyjęcie. Za suto zastawionym stole (pełnym
półmisków, świec) siedzą panowie w perukach i kobiety w wielkich
rozdekoltowanych sukniach. Trwa im-preza, gra orkiestra. Nagle huk. Wpada
kopiąc w drzwi porucznik Rżewski. Był jednak trochę w nietypowej sytuacji. Miał
opuszczone gacie i trzymał przy tyłku sedes. Doczłapał do stołu, przy którym
zasiadł obok ucztujących dam i panów. Oddawał się czynności opróżniania, w
pewnym momencie wyciągnął papierosa i zaczął palić. Wtedy się zorientował, że
wszyscy na niego
dziwnie patrzą. Więc się spytał:
- Coś nie tak?...Aha, rozumiem...Palić nie wolno!!

Wieczór, pusta biblioteka akademii wojskowej. Na stołach w nieładzie leżą
książki. Idzie kie-rownik akademii i myśli:
"A może tak zobaczę co czytają moi oficerowie?"
Na stole księga "Cytaty starożytnych"
Generał:
"O, Qu!! Ale ich ciągnie do nauki!"
Otwiera na przypadkowej stronie:
"Do jednej rzeki nie da się wejść dwa razy" (Konfucjusz)
Niżej dopisane krzywymi literami:
"Tym właśnie rzeka rożni się od baby" (Rżewski)

Porucznik Rżewski wyszedłszy na ganek, wskoczył na siodło i pocwałował
majdanem, aż się kurz za nim podnosił. Przecwałowawszy dwie wiorsty zatrzymał
się:
- Job twoju mać, a koń gdzie?!
Zwymyślawszy się od ostatnich pogalopował z powrotem.


- Pani sobie przedstawi, madamme - zabawia porucznik Rżewski swoją towarzyszkę
na balu - nie dalej jak pozawczoraj wyszedłem wieczorem na spacer, patrzę, a tu
generał N. na ławeczce stojąc klaczkę jebie. P
Obserwuj wątek
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 09:59
      Przyszedł raz porucznik Rżewski na dziwne przyjęcie. Nikt nie rozmawiał, tylko
      od czasu do czasu ktoś wypowiadał liczbę, a pozostali pękali ze śmiechu.
      - O co tu chodzi? - spytał Rżewski znajomego.
      - Opowiadamy dowcipy. Dobrze znamy wszystkie, więc ponumerowaliśmy je dla
      wygody.
      - Ciekawe - mruknął Rżewski - sto siedemnaście!
      Mężczyźni uśmiechnęli się z zażenowaniem, a jedna z dam podeszła do porucznika
      i wymierzyła mu siarczysty policzek.
      - W obecności dam, poruczniku, nie opowiada się nieprzyzwoitych dowcipów!
      * * * * * * * * *
      Pewna pani zaprosiła do siebie porucznika Rżewskiego. Ponieważ miał przyjść
      późnym wieczorem, uprzedziła go, aby zdjął buty w przedpokoju, ze względu na
      mającą czujny słuch starą ciotkę.
      O ustalonej godzinie porucznik wszedł do domu. Skrzyp, skrzyp - słyszy dama
      odgłosy z korytarza. Po chwili Rżewski przekracza drzwi sypialni.
      - Poruczniku - denerwuje się dama - przecież prosiłam, żeby pan zdjął buty!
      - Przecież zdjąłem!
      - To co tak zgrzytało po parkiecie?
      - Pewnie pazury...
      * * * * * * * * *
      Pewnego wieczoru porucznik Rżewski spotkał się w restauracji z pułkownikiem.
      - Poruczniku - rzekł pułkownik - widzę, że pan często chodzi do restauracji.
      Prawie codziennie. Mnie zawsze brakuje pieniędzy...
      - A co pan robi z pensją, panie pułkowniku?
      - Wszystko oddaję żonie. A ona na hulanki nie chce dawać...
      - Nie umie pan postępować z kobietami, panie pułkowniku. Kiedy nie chce dać
      pieniędzy, niech pan podejdzie do niej od tyłu, pocałuje w szyję, delikatnie
      weźmie w ramiona. Na pewno wtedy da.
      Pułkownik wraca do domu i robi tak, jak mu powiedział porucznik. Podszedł od
      tyłu do żony, objął ją i pocałował w szyję. Żona przeciągnęła się z rozkoszą i
      mówi:
      - Co, poruczniku, znowu skończyły się pieniążki?
      * * * * * * * * *
      Cudowny poranek. Polana pełna kwiatów. W promieniach wschodzącego słońca lśnią
      na ich płatkach krople rosy. Ślicznie śpiewają ptaszki. Na środku polany
      śnieżnobiały namiot. Wychodzi z niego porucznik Rżewski, rozgląda się dokoła,
      wznosi ręce i mówi z uniesieniem:
      - Boże, jak mogłem żyć do tej pory nie zauważając tego wspaniałego dzieła Twych
      rąk?!
      Mać, mać, mać - jak zwykle odpowiedziało echo.
      Rżewski wygrał na loterii. Zamówił kawior, szampana. Impreza na całego. Damy, oficerowie piją i tańczą. Zniesmaczony kornet pyta:
      - Panie poruczniku, nie szkoda panu pieniędzy? Przecież nic nie zostanie...
      - Zostanie, zostanie - mówi Rżewski. - Ot, na przykład - niedawno spotkałem i pokochałem pewną damę. Ona dała mi pieniądze. Za te pieniądze kupiłem los na loterii. Wygrałem. Piję i poznałem pewną damę. Kupię los... I tak w kółko kornet, i tak w kółko...
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:02
      Rżewski śpi. Oficerowie cieszą się tymi chwilkami spokoju i ciszy. Na paluszkach chodzą, co by nie obudzić porucznika. Nagle... Rżewski otwiera jedno oko. Oficerowie w panice. Porucznik otwiera drugie oko i mruczy:
      - Jak najlepiej podsmażyć jajka?
      - Na... oleju słonecznikowym...? - któryś szepnął cichutko.
      Rżewski zamknął oczy. Cisza. Nagle otwiera jedno oko i mruczy:
      - Ale który prawdziwy mężczyzna się na to zgodzi...?
      * * * * *
      - Poruczniku, zdarzyła się wam kiedyś katastrofa kolejowa?
      - Owszem....
      - Opowiedzcie
      - No, jadę sobie w jednym przedziale z generałem i jego córką, pociąg wjeżdża w tunel.... no i zamiast córki wyru..ałem generała....
      * * * * *
      Ordynans do generała po balu (pod nosem):
      - Ale żeś się wczoraj obżarł i ochlał.... aż żeś się sfajdał w spodnie... (zdejmując): a nie, to porucznika Rżewskiego!
      * * * * *
      Podczas bitwy jeden z jenerałów został ciężko postrzelony. Czując zbliżający się koniec, wzywa do siebie porucznika Rżewskiego:
      - Rżewski, riezaj ch***a.
      - Ale tawariszcz jenerał, paczemu?
      - Riezaj ch***a!
      Rozkaz to rozkaz, więc Rżewski obciął umierającemu jenerałowi narząd.
      Po bitwie udał się do sztabu generalnego:
      - Tawariszcze jenerały! Jenerał Gołosow pagib!
      - Jenerał Gołosow pagib?
      - Da.
      - A to ch**j z nim.
      Na to Rżewski wyciąga generalski chwost:
      - Niet, tawariszcze, ch***j z wami!!!

      * * * * *
      Porucznik Rżewski przychodzi do Nataszy Rostowej z wizytą.
      - Natasza, właśnie wymyśliłem nową pozycję - nazwałem ją "pozycją na bobra". Chodż na schody.
      Porucznik i Natasza przechodzą na schody, porucznik ustawia Nataszę na czworakach.
      - Poruczniku, ja to znam. To jest na ..raka...
      - Nie Natasza, w tej pozycji musisz gryźć poręcz...

      * * * * *
      - Doktorze, po raz ostatni mówię, że to wstążka z gorsetu Natalii Rostowej, który rozwiązywałem bez użycia rąk, a nie tasiemiec!

    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:03
      Porucznik Rżewski rozmawia z Polakiem:
      - To prawda, że mówicie w innym języku, nie po rosyjsku?
      - Tak, po polsku.
      - To jak jest po waszemu "dom"?
      - Dom.
      - Piwo?
      - Piwo.
      - Żopa?
      - D*pa.
      - I z powodu jednego słowa wymyślacie nowy język?!
      * * * * *
      Pewnego wieczoru porucznik Rżewski spotkał się w restauracji z pułkownikiem.
      - Poruczniku - rzekł pułkownik - widzę, że pan często chodzi do restauracji. Prawie codziennie. Mnie zawsze brakuje pieniędzy...
      - A co pan robi z pensją, panie pułkowniku?
      - Wszystko oddaję żonie. A ona na hulanki nie chce dawać...
      - Nie umie pan postępować z kobietami, panie pułkowniku. Kiedy nie chce dać pieniędzy, niech pan podejdzie do niej od tyłu, pocałuje w szyję, delikatnie weźmie w ramiona. Na pewno da.
      Pułkownik wraca do domu i robi tak, jak mu powiedział porucznik. Podszedł od tyłu do żony, objął ją i pocałował w szyję. Żona przeciągnęła się z rozkoszą i mówi:
      - Co, poruczniku, znowu skończyły się pieniążki?
      * * * * *
      - Strzelał się pan już kiedyś, poruczniku, przez kobietę? - zapytano Rżewskiego.
      - Hm - zasępił sie porucznik - przez kobietę nie, ale przez płot - bywało.
      * * * * *
      Podczas przerwy w bitwie porucznik Rżewski wiedziony potrzebą zmniejszenia ilości płynów w organiźmie udał się do niewielkiego zagajnika pod drzewo.
      Kiedy wykonywał tą wielce przyjemną dla ciała czynność na linii nieprzyjaciela zwiadowcy przekazali do sztabu meldunek następującej treści: - Przeciwnik ulokował pośród drzew działo średniego zasięgu!
      * * * * *
      Noc. Rżewski i Natasza leżą w łóżku.
      - I co ja mam zrobić, poruczniku? Golicyn mi się oświadczył...
      - Jak to co? Wyjdzie pani za niego, będziecie mieli dom, dwójkę dzieci, psa...
      - A pan?
      - Ja będę przyjacielem domu...
      ***
      Było to przed Wielkanocą. Natasza Rostowa zobaczyła, jak na łące ogier dopadł klacz.
      - Co robią koniki? - pyta nianię.
      - Jeden konik wskakuje na drugiego, żeby zobaczyć z góry, gdzie rośnie lepsza trawka. Aby koniki później mogły ją zjeść.
      Kilka dni później Natasza przechadza się po łące z porucznikiem Rżewskim. Nagle młodzi widzą jak konik z klaczką wykonują zabawne ruchy.
      - A wiecie poruczniku co robią koniki? - pyta Natasza.
      - Oczywiście - odpowiada Rżewski.
      - Jeden konik wskakuje na drugiego, żeby zobaczyć z góry, gdzie rośnie lepsza trawka. Aby koniki później mogły ją zjeść - wyjaśnia Rostowa.
      - No co pani, mademoiselle?! Patrzą, gdzie rośnie lepsza trawka??!! Konie, jak się r*uchają to świata bożego nie widzą.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:04
      Przy wielkanocnym stole siedzi pułk ułanów. Biesiada trwa, jaja - nomen omen - znikają ze stołów. Gorzałka się leje.
      - Opowiem wam mój sen - zaczyna Rżewski. - Otóż wychodzę z domu, ptaszek lata, słonko świeci a w oddali...
      - Wielka dupa!!! - chórem ryknęli ułani.
      - Nieeeee - mówi Rżewski. - W oddali pojawił się pagórek, porośnięty trawką zieloną. Wszedłem na niego, patrzę, a tam....
      - Wielka dupa!!! - chórem ryknęli ułani.
      - Nieeeeeee... Lasek. Zagajnik nawet bym rzekł. Wchodzę w ten zagajnik, ciemno, ale miło, a tam...
      - Wielka dupa!!! - chórem dopowiedzieli ułani.
      - No tak. Wam też to się śniło?!
      * * * * *
      - Poruczniku co to jest monarchia ?
      - To jak rządzi król
      - A jeśli król umrze?
      - To wówczas, królowa
      - A jeśli królowa umrze?
      - Walet
      * * * * *
      Podczas świątecznego balu porucznik Rżewski nieźle wstawiony tańczy z Nataszą Rostową. Wpierw walca, a następnie szybki taniec z przysiadami i przytupem. Wykonując głęboki przysiad porucznik głośno "grzmotnął" zwieraczem, aż kurz wzbił się z podłogi.
      - Ależ poruczniku! Jak pan może, żeby tak głośno!
      - To jest nic! Droga Nataszo - mówi porucznik tańcząc dalej.
      Słyszała pani o Meteorycie Tunguskim? To oficjalna wersja, a tak mówiąc między nami to mojemu dziadkowi wyszło porządne "grzmotnięcie".
      * * * * *
      Tańczy Rżewski z Nataszą, w pewnym momencie mówi:
      - Ale u was szyja.....
      - Całe ciało mam takie! - odpowiada kokieteryjnie Natasza.
      - To się myć trzeba....
      * * * * *
      Porucznik Rżewski pyta adiutanta:
      - Słuchaj no, co takiego mam zrobić, żeby mnie dzisiaj na przyjęciu wszyscy podziwiali?
      - Powinien Pan, poruczniku doprowadzić do tego, żeby księżna Woroncewa publicznie zaklnęła.
      - To niemożliwe! Ona takich słów nawet nie zna!
      - To bardzo prosta sprawa mówi adiutant: Podchodzi Pan, poruczniku do księżnej i pyta:
      - Księżno, była Pani w Pskowskiej Gubernii? Gdy odpowie "tak", pyta pan porucznik dalej:
      - A w Michajłowskiej gubernii też księżna była? I gdy znowu odpowie "tak" pyta Pan porucznik dalej:
      - To znaczy, że zna księżna hrabinę Janichu?
      I wtedy księżna odpowie "Nie, Janichu ja nie znam! I tu ją Pan, panie poruczniku masz!
      Wieczór, przyjęcie. Porucznik podchodzi do księżnej Woroncewej i pyta:
      - Księżno, była pani w pskowskiej gubernii?
      - Nie - odpowiada księżna.
      - (Zdziwiony) To i w Michajłowskiej gubernii też księżna nie była?
      - Nie.
      - To Wy co, nichuja nie znacie?
      * * * * *
      - Niech pan wejdzie w moje położenie – poprosiła Natasza Rostowa porucznika Rżewskiego.
      - Rżewski wszedł, wszedł jeszcze raz i zostawił ją w tym położeniu.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:05
      W pułku zrobili konkurs - kto ile razy zadowoli kobietę w ciągu nocy.
      - Pięć - mówi major Rublow.
      - Na pewno pan nie pali...?
      - Oczywiście.
      - Siedem - mówi kapitan Kozakow.
      - Na pewno pan nie pali, nie pije...?
      - Oczywiście.
      - Piętnaście - oświadcza porucznik Rżewski.
      - Oooo... pewnie pan nie pali?
      - Palę.
      - Nie pije?
      - Piję.
      - To jakże to tak piętnaście razy w noc?
      - Co ja mogę powiedzieć... Po prostu lubię tę robotę.
      * * * * *
      Natasza i porucznik leżą w łóżku. Świeczka płonie, romantycznie się zrobiło.
      - A pamięta pan poruczniku swoją pierwszą nauczycielkę? - pyta Rostowa.
      - Hmmmm... Nauczycielkę? Pierwsza była pielęgniarka - odpowiada Rżewski.
      * * * * *
      Młody porucznik Rżewski przybył do pułku. Pułkownik zabierając go na bal u gubernatora zaznaczył:
      - Przedstawię pana gubernatorowej. Zaprosi ją pan do tańca i powie parę komplementów.
      ...Rżewski tańczy z gubernatorową:
      - Jestem panią oczarowany, madam! Poci się pani o wiele mniej, niż każda inna tłusta kobieta pani wzrostu!
      * * * * *
      Kiedyś, w trakcie boju z Francuzami - opowiada porucznik Rżewski. - Chwyciłem zamiast szabli swego ch*uja...
      - I co się stało?!
      - Dwóch zabiłem, nim dostrzegłem pomyłkę.
      * * * * *
      Natasza Rostowa wyszła wieczorem na werandę zaczerpnąć świeżego powietrza.
      W dole, w łopuchach, coś się czerniło.
      - Poruczniku, czy to pan?
      - Ja.
      - Czemu jest pan taki malutki?
      - Nie jestem malutki. S*am.
      * * * * *
      Rżewski przyszedł do laryngologa. A tam młoda pani doktor. Porucznik wyciąga przyrodzenie - okrutnie podrapane, pocięte nawet... - i kładzie na stół.
      - Oszalał pan?! Z tym to do urologa!
      - Chwilunia... Otóż co sobotę chodzę z kolegami do sauny. Pijemy sporo, jakieś dziewczynki...
      - To nie do mnie - do wenerologa paszoł won!
      - Chwilunia.... Jak już dużo się napijem, Wasia Sokołow bierze tasak. Wszyscy kładą przyrodzenia na stół. On wywija tasakiem nad głową i robi takie: "Uchuchachchaaaaa". Po czym tasakiem wali w stół - kto nie zdąży... Może sobie pani wyobrazić...
      - Do psychiatry, a nie do laryngologa!
      - Do pani, do pani... Problem bowiem w tym, że bardzo często nie słyszę tego "Uchuchachchaaaaa".
      * * * * *
      Na balu Rżewski podchodzi do Nataszy.
      - Opowiem pani taki dowcip, że ze śmiechu odpadną pani cycki.
      Rostowa zaczerwieniła się i aż ją zatkało. Porucznik zerknął na nią raz, drugi...
      - Hmm.... Widzę, że ten dowcip już pani opowiadałem.
      * * * * *
      - Poruczniku, tak nie wolno! Kobietę należy najpierw zdobyć...
      - Uuuuurraaaa - krzyknął Rżewski, złapał członka w dłoń i rzucił się na nagą Nataszę.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:07
      - Pani sobie przedstawi, madamme - zabawia porucznik Rżewski swoją towarzyszkę
      na balu - nie dalej jak pozawczoraj wyszedłem wieczorem na spacer, patrzę, a tu
      generał N. na ławeczce stojąc klaczkę jebie. Podkradłem się cichcem, jak nie
      gwizdnę, to po klaczce tylko kurz został!
      - Fuj, ordynus!! - oburzona dama oddaliła się pośpiesznie.
      Po chwili na balu pojawił się generał N. Dama podeszła do niego by się pożalić:
      - Ten pański porucznik Rżewski to straszny ordynus!
      - A i podlec niepospolity - przytaknął generał. - Pani sobie przedstawi,
      madamme, onegdaj stoję sobie na ławeczce, spokojnie klaczkę jebię, a swołocz
      Rżewski jak nie gwizdnie!

      Porucznik Rżewski z kompanami, pijaństwo ogólne oczywiście.
      - Panowie huzarzy, wykąpmy konie w szampanie!
      - Ale panie poruczniku, toż to wydatek byłby straszny, a żołdu nie było od
      trzech miesięcy!
      - Ech, wy... To chociaż oblejmy piwem kota!
      Porucznik Rżewski został wysłany przez generała do Sankt Petersburga z bardzo
      ważnymi do-kumentami. Po dwóch tygodniach wraca i melduje się u generała:
      - Co interesującego w Piotrowym Grodzie? - pyta zaciekawiony generał.
      - To, że są tam białe noce to wcześniej słyszałem! Ale, że damy mają dupy jak
      śnieg białe, tego nie wiedziałem!

      Porucznik Rżewski wskutek ciężkiego przepicia popadł w śpiączkę. Jego
      towarzysze broni po-słali po popa, żeby mu na wszelki wypadek udzielił
      ostatniego namaszczenia. Pop okazał się być zajętym, więc w zastępstwie
      przyszła popadia. Popadia nasłuchawszy się o wyczynach Rżewskiego od męża,
      któremu żaliły się liczne damy, postanowiła sama obejrzeć narzędzie zbrodni -
      cichutko podniosła koc i oceniwszy kobiecym okiem odnośny narząd głęboko wes-
      tchnęła. W tym momencie Rżewski ocknął się i wyjęczał:
      - Oto kara za moje grzechy - w chwili śmierci - pop pedał!

      Rżewski przejeżdżając z ordynansem nad jeziorem dostrzegł w oddali kąpiącą się
      blondynkę - długie jasne włosy, białe ciało...
      - Popłyń do niej - mówi do ordynansa - i zaproponuj, żeby się ze mną wybrała do
      miasta na wi-no, tańce, karty i tak dalej.
      Po chwili ordynans wraca wykonawszy zadanie:
      - Na wino, tańce i karty zgoda. Na "i tak dalej" nie, bo to pop.

      Jedzie pociągiem dama, Anglik, Francuz i porucznik Rżewski. Cisza. Nagle dama
      głośno pusz-cza bąka.
      - Przepraszam, boli mnie żołądek - dzielnie bierze na siebie incydent dobrze
      wychowany Fran-cuz. Po chwili dama znów głośno psuje powietrze.
      - Przepraszam, żołądek nie wytrzymał... - winę na siebie bierze Anglik.
      Wstaje porucznik Rżewski.
      - Panowie, idę zapalić na korytarz. Jak ona jeszcze raz pierdnie, powiedzcie,
      że to ja.

      Car Mikołaj II spacerował po parku. Zamachowiec rzucił w niego bombą, ale
      władcę własnym ciałem zasłonił porucznik Rżewski.
      - Jestem Twoim dłużnikiem - mówi car. - Co chcesz w zamian?
      - Nic.
      - Niemożliwe, mów; dam radę wszystko zrobić.
      - Chciałbym ożenić się z córką pułkownika Siemienowa.
      Car Mikołaj II wzywa pułkownika.
      - Dajcie swoją córkę Rżewskiemu.
      - Panie, nie godzi się - ja pułkownik; on - ledwie porucznik... - broni się
      Siemienow.
      - OK, pułkowniku, oddajcie więc córkę GENERAŁOWI Rżewskiemu...
      - Ale on taki prostak...
      - Oddajcie córkę KSIĘCIU GERNERAŁOWI Rżewskiemu
      - Prostak Rżewski nikogo nie zna na dworze...
      - Dajcie córkę księciu generałowi Rżewskimu, NAJLEPSZEMU PRZYJACIELOWI CARA.
      Na to Rżewski nie wytrzymał - rzucił się na szyję carowi:
      - Nikuś, kochany, a na ch.. mi ta młoda Siemienowna? Teraz to se lepszą babę
      znajdę.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:07
      Porucznik Rżewski przyprowadził swoich przyjaciół pułkowych na ekskluzywne
      przyjęcie. Wcześniej wszystkich ostrzegł, żeby nie używali nieprzyzwoitych
      wyrazów. W pewnym momen-cie gospodyni rozgląda się trzymając w ręce świecę.
      - Brakuje lichtarzy - tłumaczy się - nie wiem w co jedenastą świecę wstawić...
      Porucznik Rżewski podrywa się z kanapy i toczy dokoła straszliwym wzrokiem.
      - Wszyscy milczeć!

      Rankiem porucznik Rżewski wychodzi z burdelu.
      - A pieniądze - krzyczy za nim dziewczyna.
      - Huzarzy pieniędzy nie biorą! - dumnie odparł porucznik.
      Jedzie porucznik Rżewski w przedziale pociągu z dwiema damami.
      - Niech pani nie kładzie jaj na srebro - radzi jedna z pań drugiej. - Od tego
      srebro matowieje.
      - Trzeba się uczyć przez całe życie – powi

      Mój ulubiony dowcip - ten o balu.
      - Poruczniku, tamta dama bierze do buzi?
      - Bierze.
      - A tamta?
      - Hmmm...Też.
      - A tamta?
      - Bierze.
      - Skąd pan wie?
      - No co? Buzię ma, to dlaczego ma nie brać???

      Żenię się z Natalią Rostową! - oznajmił Rżewski niespodziewanie kolegom oficerom.
      - Co też pan, poruczniku, toż ona mężatka! Za Pierre’a Bezuchowa wydana!
      - Ot figlarka, ilem razy ją je*ał, zawsze ktoś za ścianą chrapał. - Niedźwiedź,
      mówiła, oswojony.

      * * * * *

      Porucznik Rżewski spaceruje z Nataszą po lesie. Jako, że porucznik coś milkliwy,
      Natasza próbuje podjąć konwersację:
      - Niech pan popatrzy, poruczniku, jak tu cudownie - las szumi, ptaszki śpiewają.
      - A propos ptaszków - ożywił się Rżewski - kornetowi Obłońskiemu mieści się na
      ch*ju pięć drozdów i trzy wróble!
      - Poruczniku! Fuj! Jaki pan... prostolinijny! - spłoniła się Natasza.
      - A propos prostolinijny - jak kornet Obłoński krowę j*bał, to jej się rogi
      wyprostowały!
      - Boże, poruczniku, niech pan natychmiast przestanie! Pan ma w głowie próżnię!
      - A propos próżni - jak Obłoński ch*ja z krowy wyciągał, to stóg siana pyskiem
      zassała!

      * * * * *

      Siedzi Rżewski, coś pisze... Wchodzi pułkownik:
      - Cóż to pan pisze, panie poruczniku?
      - Hymn pułku tworzę.
      - Doprawdy? Pozwól pan spojrzeć... Toż to same bluźnierstwa!
      - Jakże same bluźnierstwa? O, w drugiej linijce - słowo "sztandar!

      * * * * *

      - Poruczniku, jeśli pan mnie kocha, powinien pan od dziś traktować wszystkich
      ludzi tak, ja by pan chciał, żeby oni pana traktowali! - powiedziała Natasza
      Rostowa podjemując kolejną próbę ucywilizowania porucznika Rżewskiego.
      - Znaczy co, Nataszeńka? Mam wszystkim robić laskę? - zdziwił się porucznik.

      * * * * *

    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:08
      Po zdobyciu przez pułk fabryki gorzałki porucznik Sołżenicyn rzekł do Rżewskiego
      - Tyle gorzałki to i nasz pułk nie wypije poruczniku...
      - Sołżenicyn! Gwardia umiera, a nie poddaje się! - wykrzyknął Rżewski
      * * * * *
      W posiadłości Rostowych odbywa się wielki bal z okazji urodzin Nataszy. Do sali
      głównej gdzie odbywają się tańce zagląda spóźniony porucznik Rżewski. Natasza
      widząc w drzwiach porucznika kieruje swe kroki w jego stronę:
      - Nareszcie - mówi zachwycona, proszę ze mną zatańczyć! Bo na razie nikt z
      obecnych nie potrafi mi dzisiaj dotrzymać kroku!
      - Krok trzymać to ja potrafię! Gorzej jednak z tańcem przy tym!
      * * * * *
      Natasza spotyka rankiem Rżewskiego.
      - Co się stało poruczniku? Choroba? Tak źle pan wygląda...
      - Eee.... upadłem wczoraj...
      - O Boziuniu ty moja... z konia?
      - Nie, mordą w talerz z sałatką.

      - Poruczniku! Słyszeliście, że Natasza umarła na raka?
      - Biedactwo! To była jej ulubiona pozycja...

      * * * * *

      Porucznik Rżewski jedzie pociągiem.
      Wychodzi z przedziału zapalić - szuka po kieszeniach, ale zapałek nie znajduje.
      Ale obok, na korytarzu stoi zakonnik.
      - Wielebny Ojcze! Macie zapałki?
      - Mnich poszperał w swojej sutannie, wyciągnął zapałki i podaje porucznikowi.
      Rżewski przypalił, zadumał się i pyta mnicha:
      - Powiedz mi Wielebny Ojcze - po co Ci zapałki, kiedy nie możesz palić, bo to
      grzech przecie?
      Zakonnik odpowiedział:
      - Nadmiar w kieszeniach nie ciąży, ani jeść, ani pić nie prosi - mimo, że
      zakonnik mniszek nie je*ie, ale ch**a w kieszeni nosi...
      "Wysokiej klasy przypowieść" - pomyślał porucznik, dzisiaj ją na balu sprzedam.
      Wieczorem na balu, porucznik Rżewski zabiera głos:
      - Panowie i Panie! Dzisiaj usłyszałem wysokiej klasy dowcip, ale ponieważ są
      wśród nas damy, zamienię niecenzuralne słowa na HO-HO i HA-HA, ale sens mam
      nadzieję zostanie ten sam.
      - Nadmiar w kieszeniach nie ciąży, ani jeść, ani pić nie prosi, zakonnik mniszek
      nie Ho-Ho, ale ch*j w kieszeni że HO-HO-HO...

      * * * * *

      Porucznik Rżewski wyprowadziwszy Nataszę Rostową w czasie balu na werandę nie
      zwlekając wsadził jej rękę pod suknię.
      - Ależ poruczniku! - wykrzyknęła Natasza oburzona - skąd panu przyszło do głowy,
      że pan sobie może na takie coś ze mną pozwolić?
      - Cały szwadron tak powiedział.

      * * * * *

      Innym razem Rżewski wyprowadził chyłkiem inną znowu damę z balu do ogrodu.
      Gospodarz balu, guberantor Żopomordski wyszedłszy po chwili na werandę zawołał
      za nimi:
      - Dobrze się bawicie?
      Odpowiedziała mu cisza.
      - A, to dobrze - powiedział gubernator Żopomordski.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:09
      Pułk Rżewskiego przenieśli na Kaukaz. Dla poprawy morale wojaków oraz
      zacieśnienia przyjaźni z ludnością tubylczą zaproszono balet z Moskwy. W trakcie
      spektaklu, gdy gorący taniec rozgrzał publikę, dzicy kaukascy górale rzucili się
      na roznegliżowane kobiety. Gonitwa, krzyki, piski, szamotanina... gwałt i poruta.
      - A mówiłem Bezuchowowi, że to "Taniec z k*rwami" - relacjonuje Rżewski. - A on,
      jak debil powtarza: "Taniec z szablami", "Taniec z szablami"...

      * * * * *
      Siedzi pułkownik z Rżewskim za stołem.
      - Wy, poruczniku, jesteście głupi, jak ten stół - mówi pułkownik i wali w blat
      stuk, stuk...
      - Kornet!!! - ryczy Rżewski. - Otwórzcie drzwi, ktoś puka!

      * * * * *
      Porucznik Rżewski płynie łódką wraz z Nataszą. Natasza:
      - Oj, poruczniku, na prawym brzegu jeleń! Jak ja bym chciała być jeleniem!
      Porucznik uważnie wpatruje się w wodę.
      - Poruczniku, co Pan tam widzi?
      - Nic, nic szczególnego...
      Płyną dalej.
      - Oj, poruczniku, popatrz Pan, tam przy lewym brzegu! Łabędź płynie. Jak ja bym
      chciała być łabędziem!
      Porucznik uważnie wpatruje się w wodę.
      - Poruczniku, co Pan się tak w tą wodę wpatruje!
      - Ku***, raki, gdzie są te raki!!!

      * * * * *
      - Poruczniku - zapytali kiedyś Rżewskiego - ile pan zna sposobów wiązania krawata?
      - Trzy: na szyi, na ręce, na nodze... A, nie! Cztery, cztery znam!
      * * * * * *
      Porucznik Rżewski do Nataszy:
      - Ściągaj łachy!
      - A po co? - pyta zalotnie Natasza...
      - A, tak sobie popatrzę.


      Porucznik Rżewski przyszedł do laryngologa. A tam młoda pani doktor.
      Porucznik wyciąga przyrodzenie - okrutnie podrapane, pocięte nawet... – i kładzie na stół.
      - Oszalał pan?! Z tym to do urologa!
      - Chwilunia... Otóż co sobotę chodzę z kolegami do sauny. Pijemy sporo,
      jakieś dziewczynki...
      - To nie do mnie - do wenerologa paszoł won!
      - Chwilunia.... Jak już dużo się napijem, Wasia Sokołow bierze tasak.
      Wszyscy kładą przyrodzenia na stół. On wywija tasakiem nad głową i robi
      "Uchuchachchaaaaa".
      Po czym tasakiem wali w stół - kto nie zdąży... Może sobie pani
      wyobrazić...
      - Do psychiatry, a nie do laryngologa!
      - Do pani, do pani... Problem bowiem w tym, że bardzo często nie słyszę
      tego
      "Uchuchachchaaaaa"

      Rżewski z Natalia tańczą na balu. Porucznik mówi:
      -Jaka to u was szyja...
      -U mnie całe ciało takie...-odpowiada zalotnie Natalia.
      -Ot, bo to się myć trzeba.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:10
      Po całonocnych - ostrych dodajmy - igraszkach budzi się Rżewski. A w łożu obok niego niespodzianka - najbrzydsza dziewoja jaką widział.
      - O żesz w mordę! Ktoś ty? - wzdrygnął się porucznik z niezbyt skrywaną odrazą.
      - Teraz tak naprawdę to nie wiem - odpowiada dziewczę. - Ale przez całą noc nazywałeś mnie ruskaja krasawica.
      * * * * *
      Rżewski umówił się na nocną schadzkę w hotelu. Dama, przez baczenie na swą reputację rzecze:
      - Poruczniku, widzę was o północy. Tylko na Boga, zdejmijcie buty...
      Noc. Ba, północ. Hotel śpi. Nagle stukot jak cholera. Z pokoju, w peniuarze tylko odziana wybiega dama:
      - Rżewski, kufa, co to znaczy?! Miał pan iść boso...
      - Buty mam w rękach - odpowiada porucznik.
      - O co to tak stuka?!!
      - Ostrogi.
      * * * * *
      Natasza kończy 19 lat. Wchodzi do kantyny, gdzie siedzą oficerowie. Z tortem, na którym jest tylko 18 świeczek.
      - Mości oficerowie - chichocze Rostowa. - Nie zmieściła się jedna świeczka. Co z nią zrobić?
      - Panowie - słychać teatralny szept Rżewskiego - Ani słowa o pi*dzie.
      * * * * *
      - Poruczniku, czy to prawda, że odbywa pan stosunki seksualne sześć razy w tygodniu?
      - Prawda - odpowiada Rżewski.
      - Jak się to panu udaje?
      - Nie powiem, jest ciężko. Ale wziąłem sobie za punkt honoru - muszę mieć jeden dzień odpoczynku.
      * * * * *
      Natasza tańczy na balu z oficerami.
      - Jajcew, ma pan kurz na mundurze - mówi złośliwa Rostowa.
      Kapitan wybiega i strzela sobie w durny łeb.
      - Bezuchow, ma pan zakurzone spodnie.
      Major wybiega i strzela sobie w łeb.
      - Rżewski ma pan kurz na butach.
      - To nie kurz, to gó... Jak przyschnie to samo odpadnie.
      * * * * *
      Natasza Rostowa podchodzi na balu do Rżewskiego.
      - Poruczniku, zapomniałam swego nowego kapelusza. Czy pójdzie pan ze mną do pokoju? Albowiem kapelusz leży na szafie. Najpierw więc mnie pan podniesie za biodra, a później opuści. A jak się nie uda: to znów podniesie i opuści.
      - Ech ta dzisiejsza młodzież... - westchnął Rżewski. - A nie lepiej normalnie? Na łóżku?
      * * * * *
      A propos śpiewu ptaków - wtrąca porucznik Rżewski. - Posadziłem ją na fortepian... i jak nie wsadzę ptaka... a ona jak nie zaśpiewa...
      * * * * *
      Rżewski z kniaziem Golicynem postanowili zrobić zawody. Kto więcej kobiet zadowoli w ciągu nocy. Wynajęli dwa pokoje w boordelu i ustalili, że każdy stosunek zaznaczą kreską na ścianie.
      Rano wpada porucznik do pokoju Golicyna. Patrzy na ścianę - tam trzy kreski...
      - Sto jedenaście... brawo książe! Prawie cztery razy lepiej ode mnie!

      * * * * *
      Natasza Rostowa odwiedza około 13.00 rano porucznika Rżewskiego - zastaje go w pościeli, lecz na podłodze, w rozchełstanym ubraniu a la "wczoraj był kulturnyj wieczier w chutorie bliz dikanki".
      - Poruczniku! ależ tak nie można, to nie przystoi oficerowi! Czy w pańskim życiu nie ma innych dążeń niż pijaństwo!?
      - Droga Nataszo... - smutno wzdycha Rżewski - a czy wie pani, że ja nigdy nie miałem własnego domu, choćby najmniejszego dworku z najbiedniejszym chutorem....
      - Ależ poruczniku.... proszę nie płakać...!
      - Ja nie płaczę, ale tak mi żal ściska serce, że nie mam już nic do przepicia....
      * * * * *
      - Poruczniku, czy pan jest szlachcicem?
      - Oczywiście! Mam takie wielkie drzewo genealogiczne, że damy mdleją....
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:12
      Towarzystwo na balu zabawia się rozmową:
      - Drodzy państwo, proszę odgadnąć moją zagadkę, dodam, że bardzo pikantną - Natasza zabiera głos - co to jest: czarne i można o to rozbić jajko?
      - Siodło! - wyrywa się Rżewski.
      - Fuj, co za chamstwo - oburzają się damy - to oczywiście patelnia!
      - No, no, no - prawda - rzecze Rżewski głęboko się zamyślając - patelnią po jajcach... naprawdę pikantne...i kto tu jest chamem...?
      * * * * *
      W małym miasteczku na Smoleńszczyżnie zatrzymał się na odpoczynek pułk gwardyjski. Pierwszego wieczoru oficerowie wypili cały zapas alkoholu, zgwałcili miejscowe kobiety i pobili mężczyzn. Drugiego dnia zrujnowali karczmarza, zgwałcili mężczyzn i pobili kobiety. Trzeciej nocy złupili wszystkich "samogonszczikow" i poszli do stajen i obór. Na czwarty dzień do pułku dojechał porucznik Rżewski i zaczęły się hulanki.....
      * * * * *
      Za butelką wódki w paryskiej restauracji siedzą Rżewski i Golicyn. Orkiestra zaczyna grać "Emigranckie tango"...
      - Ech...jaka tęsknota - wzdycha Rżewski - tak by się chciało choćby zaraz wskoczyć na scenę i nasr.. w ten biały fortepian...
      - Ni można drogi panie, to nie Rosja - smutno odpowiada Golicyn - Francuzi nie zrozumieją , swołocze...
      * * * *
      Rżewski ,a może kobieta być porucznikiem?
      -Nie , tylko podporucznikiem
      ***
      Poruczniku, jakie jest wasze największe marzenie?
      - No cóż, nie została mi ani jedna pamiątka rodowa...
      - Chcielibyście je odzyskać?
      Nie, znów przepić.
      ***
      Porucznik Rżewski otwiera drzwi:
      - Madam, jest pani przepiękna w tej toalecie....
      Cham!!! Proszę natychmiast zamknąć drzwi!!!
      ***
      W powozie jadącym z Moskwy do Petersburga siedzą Natasza Rostova, Pierrre Bezuchov i oczywiście, porucznik Rżewski. Porucznik, siedząc naprzeciwko dwójki towarzyszy drzemie beztrosko pochrapując, natomiast Pierre i Natasza prowadzą rozmowę:
      - Och Pierre, dopiero wyjechaliśmy, jeszcze taka daleka droga, a ja już czuję się jedną nogą w Petersburgu, ale drugą jeszcze w Moskwie-derevuszkie... – rozmarzonym głosem szepcze Natasza.
      - Nataszo, chciałbym znaleźć się gdzieś pośrodku....na przykład w Wołogdzie..... – filuternie mruga Bezuchov.
      - Byłem tam nieraz.... – budząc się mruczy Rżewski – okropna dziura..... śmierdząca i brudna....
      ***
      - Śliczne zdjęcia, Mario Iwanowna.
      - Och dziękuję poruczniku.
      - A to kto? - zapytał Rżewski wskazując fotografię starszej pani z dziewczynką na kolanach.
      - To ja - zarumieniła się Natasza - dwadzieścia lat temu.
      - No, no - zamyślił się Rżewski - a ta mała dziewczynka, to kto?
      ***
      Porucznik Rżewski uchlawszy się na balu jak świnia zaczął się narzucać damom. Nie zwracał przy tym uwagi ani na urodę, ani na wiek, ani na płeć.
      * * *
      - Rżewski czy w czasie ostatniego stosunku używał pan prezerwatywy?
      - Panie doktorze, dlaczego pan wymówił słowo "ostatni" tak ponuro?
      * * *
      W milenijnego Sylwestra reporter zaczepia Rżęwskiego na ulicy Moskwy:
      - Jakie pan ma plany na nowe tysiąclecie?
      - Dość skromne, przez jego większość będę nieżywy.
      * * *
      Po pojawieniu się na rynku wódki w butelkach 0,8l narodził się problem - jak to wypić we trzech? Matematycy nie potrafili tego rozwiązać, Rżewski znalazł rozwiązanie - należy rozlać po setce i problem staje się klasycznym
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:14
      Było mroźne popołudnie w głębokiej Rosji. Pułkownik Rżewski, z kilkoma ogromnymi walizkami czekał na pociąg do Polski. Na peronie tuż obok niego stała piękna kobieta. Oczy błękitne, piękna figura.... i równie ogromne walizki. Pociąg nadjechał. Z wielkim trudem zapakowali walizki do jednego przedziału. Byli sami. Kobieta zdjęła gruby płaszcz zimowy. Wtedy oczom Rżewskiego ukazały się piękne długie nóżki owej damy. Pułkownikowi aż cieplej się zrobiło na duszy. Spojrzał wyżej. Co za widok pomyślał Rżewski. Zobaczył on przecudny pępek z pięknym kolczykiem. Boże...jaki płaski opalony brzuszek... Spojrzał jeszcze wyżej... Cudnej urody biust skrywany jedynie za delikatną bluzeczką z dużym dekoltem... Ona również dokładnie przyjrzała się pułkownikowi. Pociąg ruszył w kierunku ich wspólnego przeznaczenia. Jej oczy patrzyły z pożądaniem na przystojnego pułkownika w mundurze wyjściowym... W zachwyt wprawiły ją wszelkie medale zawieszone na dumnej klacie Rżewskiego. I te walizki... Ogromne z krokodylej skóry... Poprawiła swoją bluzeczkę by dekolt jeszcze bardziej odsłaniał jej jędrny biust... Rżewski nie wytrzymał... Zadał tylko pytanie które miało wielce poważny wydźwięk:
      - Hmmmmyy?????
      Ona z wielkim uśmiechem na swej cudnej twarzy, zalotnie mrużąc oczęta odpowiedziała:
      -Yhhhmmm!!!!
      I rzucili, rzucili się z szaleństwem w oczach na.....
      ... na walizki swoje, by z ogromną radością i nieukrywaną nadzieją na ich twarzach chować po całym przedziale przemycane do Polski papierosy...
      ***
      Bracia oficerowie przechwalają się w kasynie przewagami u dam:
      - Ha, nie dalej jak w zeszłym tygodniu posiadłem dziewiętnastolatkę! Sam miód, powiadam wam panowie! - powiada jeden.
      - Ach, to jest nic, ja onegdaj posiadłem szesnastolatkę! Raj, powiadam, panowie, raj!
      - rzecze drugi.
      - A ja wczoraj posiadłem trzylatkę - przelicytował wszystkich Rżewski.
      - Jej-Bohu, poruczniku, co też pan mówi, jak pan mógł?! - oburzyli się bracia oficerowie.
      - Jak to - jak mogłem? Normalnie, rozsiodłałem ją i ją posiadłem.
      * * * * *
      Rżewskiemu wpadł w łapy dziennik Pierre’a Bezuchowa i ten kanalia i podlec zamiast uszanować intymność takich zapisków, zagłębił się z lubością w lekturze:
      - 1 sierpnia, poniedziałek, pocałowałem tej nocy pierwszy raz Nataszę w wargi, ale tak, że zacisnąwszy nogi z rozkoszy połamała mi pince-nez...
      * * * * *
      Rżewski z Rostową przechadzają się po parku.
      - Echhhh... – wzdycha Natasza. – To właśnie tutaj przeminęły najlepsze lata mojej młodości. Jak ja tu często przychodziłam... Siadałam na tej ławeczce i... Oj, oj, jeśliby drzewa umiały mówić... Na przykład ta topola. Zgadnijcie poruczniku co by opowiedziała?
      - Niewątpliwie ta topola, madame, powiedziałaby, że jest dębem.
      * * * * *
      Żenię się z Natalią Rostową! - oznajmił Rżewski niespodziewanie kolegom oficerom.
      - Co też pan, poruczniku, toż ona mężatka! Za Pierre’a Bezuchowa wydana!
      - Ot figlarka, ilem razy ją je*ał, zawsze ktoś za ścianą chrapał. - Niedźwiedź, mówiła, oswojony.
      * * * * *
      Zakochany Pier Biezuchow klęcząc u stóp Nataszy Rostowej:
      - Nataszka, ja gotów bym całować piasek, po którym pani chodziła...
      Idyllę przerywa brutalnie porucznik Rżewski:
      - Pier, lepiej pocałuj mojego ch*ja, na którym ona siedziała!
      * * * * *
      Porucznik Rżewski spaceruje z Nataszą po lesie. Jako, że porucznik coś milkliwy, Natasza próbuje podjąć konwersację:
      - Niech pan popatrzy, poruczniku, jak tu cudownie - las szumi, ptaszki śpiewają.
      - A propos ptaszków - ożywił się Rżewski - kornetowi Obłońskiemu mieści się na ch*ju pięć drozdów i trzy wróble!
      - Poruczniku! Fuj! Jaki pan... prostolinijny! - spłoniła się Natasza.
      - A propos prostolinijny - jak kornet Obłoński krowę j*bał, to jej się rogi wyprostowały!
      - Boże, poruczniku, niech pan natychmiast przestanie! Pan ma w głowie próżnię!
      - A propos próżni - jak Obłoński ch*ja z krowy wyciągał, to stóg siana pyskiem zassała!
      * * * * *
      - Nataszeńko, chodźmy się pie*rzyć! - zagadnął Rżewski Nataszę Rostową w tańcu.
      - Fi donc, poruczniku, jest pan cham i nachał!
      - A co, nie chce pani?
      - Owszem, ale jest pan cham i nachał!
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:15
      Rżewski i Natasza jadą sobie w kolasce. Wtem jeden z koni puścił przeciągłego i głośnego bąka.
      - O Boże! - wyszeptała zmieszana Natasza.
      - Nathalie, to było doprawdy niepotrzebne! Gdyby pani milczała, pomyślałbym, że to koń!
      * * * * *
      Porucznik posyła ordynansa, Wanię, do gospody po gorzałkę.
      - Kiedy wszystkiego 10 kopiejek gotówki nam się ostało, Wasze błagarodje - zaoponował Wania.
      - No to sobie weź te 10 kopiejek - błysnął hojnością porucznik. - Albo nie, kup za to duży arkusz papieru, narysuj na nim dupę i powieś go w oknie!
      - Po co, za pozwoleniem, Wasze błagarodje? - zdziwił się Wania.
      - A widzisz - będzie ktoś przechodził, zobaczy, to oczywiście zajdzie, żeby zapytać, czemu dupa w oknie wisi. A ja, dla podtrzymania rozmowy, poślę go do gospody po gorzałkę.
      * * * * *
      Pierre Bezuchow nieopatrznie oznajmił w klubie garnizonowym, że medyk pułkowy stwierdził u niego hemoroidy. Jak się pokazało, żaden z huzarów nie wiedział, co to za przypadłość, wiedzeni ciekawością postawili więc Pierre’a na czworakach na stole bilardowym i jęli oglądać krwawe objawy wzmiankowanej dolegliwości w wiadomym miejscu.
      W tym momencie na salę wszedł Rżewski, który ujrzawszy tę scenę stwierdził:
      - Panowie oficerowie! Bezuchow wczoraj przerżnął ze mną w karambol, ale - jej-Bogu - my graliśmy na pieniądze!
      * * * * *
      Rżewski tańczy z damą na balu, w pewnej chwili dama pyta kokieteryjnie:
      - Nie sądzi pan, poruczniku, że mam zbyt głęboki dekolt?
      Rżewski zapuszcza tak zachęcony żurawia:
      - Pani ma włosy na piersiach, madam?
      - Co też pan, poruczniku! - wykrzyknęła dama przerażona.
      - To za głęboki.
      * * * * *
      Porucznik Rżewski opowiada kolegom:
      - A Natasza to ma takie wielkie stopy! Rozmiar 46!
      - Bujasz, poruczniku, takie płetwy?
      - Gdzie tam bujam! Prawdę mówię! Sam ch*jem mierzyłem!
      * * * * *
      Bal. Jedna z dam opowiada swój sen:
      - Miałam dzisiaj straszny sen. Tak jak zawsze wkładam mały palec do buzi... - a tam nie mam ani jednego zęba!
      Rżewski:
      - Madam - na pewno włożyła pani palec do buzi?
      * * * * *
      Innym razem Rżewski wyprowadził chyłkiem inną znowu damę z balu do ogrodu.
      Gospodarz balu, guberantor Żopomordski wyszedłszy po chwili na werandę zawołał za nimi:
      - Dobrze się bawicie?
      Odpowiedziała mu cisza.
      - A, to dobrze - powiedział gubernator Żopomordski.
      * * * * *
      Pułkownik podpowiada Rżewskiemu, jak zadziwić kobietę, urządzając na jej cześć przyjęcie:
      - A jak będzie pan poruczniku podawał na stół pieczonego prosiaka, niech pan koniecznie - dla wywołania arcyciekawego efektu - wetknie w uszy pietruszkę, a w mordę: zielone jabłuszko.
      - Hmmm... pułkowniku... - mówi niepewny Rżewski. - Sądzi pan, że jej się spodobam z pietruszką w uszach?
      * * * * *
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:17
      Wizytacja wojsk na Syberii. Przed opatulonym przed zimnem batalionem przechodzi general Rżewski i pyta:
      - Uszy odmarzli?
      Batalion:
      - Odmarzli tawariszcz gieneral!
      - Nosy odmarzli?
      - Odmarzli tawariszcz gieneral!
      - Dupy odmarzli?
      - Odmarzli tawariszcz gieneral!
      - A ch... odmarzli?
      Niet! My zenskij batalion!
      ***
      W jego biografii czytamy: "Urodziłem się w 179..roku w husarskim rodzie. Ojciec mój był tak jak ja porucznikiem, a matka kornecistką, toteż nic dziwnego, że pierwsze słowo jakie padło z ust moich było "dupa" rodzice gdy to usłyszeli byli ze mnie tacy dumni, że zaczynam życie inaczej niż każde dziecko. Kazali mi się nawet chwalić przed wszystkimi swoimi znajomymi. I tak to dupa stała się dla mnie chlebem powszednim. W okresie dojrzewania duży wpływ wywarły na mnie oprócz dup wyroby spirytusowe. Z łatwością nauczyłem się już znacznie trudniejszych wyrazów takich jak: pić, popijać, zaprawiać się, upijać się w trzy dupy, zalać się w trupa, nawalić się jak szpak, padać na pysk, by potem znowu wstawać i na nowo rozpijać. Także mogę stwierdzić, że miałem niebywały talent do nauki trudnych wyrazów. Kolejnym etapem w moim życiu stały się poszukiwania odpowiedniego słownictwa i sposobu na podryw kobiet. Jak nie trudno się domyśleć znalazłem takowy i to nie jeden! No ale żeby nie wyjść przed wami na kompletnego chama zdradzę wam chociaż jeden. Otóż należy podejść do damy, powiedzieć jej coś ostrego, potem coś miłego, potem coś bardzo nieprzyzwoitego i na koniec tak mimochodem przedstawić się. Podaje praktyczny przykład: "SZYDŁO, MYDŁO, CH..J, a propos pani pozwoli, że się przedstawię Porucznik Rżewski jestem!".
      * * * * *
      Rżewskiego zesłali za kolejne bezeceństwa do garnizonu na zapadłej prowincji.
      A tam - choć się zabij - z osób płci żeńskiej same matrony.
      Na balu garnizonowym wszakże czujne oko porucznika wreszcie wypatrzyło apetyczną dziewuszkę w odpowiednim wieku. Zaraz też ją do tańca zaprosiwszy rzucił Rżewski mimochodem:
      - Pozwolę sobie odwiedzić panią, madam, dziś o północy, byś pani poznała, jak je*ią huzarzy.
      - Cham, nachał! - panienka uciekła spiekłszy raka, nie omieszkawszy uprzednio dać Rżewskiemu po pysku.
      Zaraz też pobiegła do taty, generała, bo okazała się być córką komendanta garnizonu, by się pożalić:
      - Papa, ten podlec Rżewski powiedział, że przyjdzie dziś do mnie o północy i... Tu wstyd nie pozwolił jej dokończyć, generał wszakże znając reputację porucznika domyślił się celu zapowiedzianej wizyty z łatwością.
      - Nic się nie martw córeczko, zaczaję się na łapserdaka z naganem, wtedy pozna, że nie może sobie na takie rzeczy pozwalać z generalską córką.
      Kiedy nadeszła północ generał skrył się z naganem w garści w szafie w sypialni córki.
      Równo z wybiciem północy do sypialni wpadł Rżewski z oddziałem huzarów i zakomenderował:
      - Dwóch do kuchni, dwóch pod drzwi wejściowe, dwóch na balkon, dwóch do szafy! - sam zaś dał susa do łóżka generałowej córki.
      Następnego ranka, kiedy już Rżewski z oddziałem oddalił się, spłonione dziewczę wykrztusiło do taty, który wreszcie mógł wyjść z szafy:
      - Co za mężczyzna, co za kochanek!
      - Ha, furda! Co tam mężczyzna, co tam kochanek! Co za dowódca!
      * * * * * *
      - Nataszo, chodź, pójdziemy w nocy wykąpać się nago w morzu...
      - Ale poruczniku, ja nie umiem pływać!
      - Przecież nie będziemy...
      * * * * *
      Rżewski stoi na balu. I pali papierosa, bacznie patrząc na kobiety. Wtem podchodzi do niego urocza niewiasta.
      - Tańczy pan poruczniku?
      - Kobieto, ja nienawidzę tańczyć. Stoję to sobie i patrzę na tych wyginających się kretynów...
      - A czytał pan może "Wojnę i pokój"?
      - Ja?! "Wojnę i pokój"?! Ja nienawidzę czytać! Kiedyś wziąłem w ręce to opasłe g*wno, to myślałem, że sam się zesram, jak przewróciłem pierwszą kartkę, a później...
      - A czy podoba się panu Paryż?
      - Paryż-sraryż... K*rwa, przecież to popierdzielone miasto! Jak ja nienawidzę Paryża... Bulwary-srary, uliczki-sryczki... Żmierinka to dopiero miasto. I na fortepian n*sr.. można i k*rewki poobmacywać...
      - Poruczniku, a czy...?
      - Nie!
      - Poruczniku, a...
      - Nie!!!
      Dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi.
      - Ot, suka, poszła sobie... - mruczy Rżewski. - I znów nie udało się zawrzeć znajomości.
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:19
      Rżewski odwiedził wieś, gdzie spędził najpiękniejsze lata swojej młodości. Przemierzając dziarskim krokiem jedyną bitą drogę, z satysfakcją stwierdził, że niecałkiem go zapomniano. Owce, które spokojnie wypasały się na łące, ze strachem w oczach przysiadły na zadach....
      * * * *
      - Pułkowniku, melduję, że w czasie waszej nieobecności w pułku wystąpień przeciwko dyscyplinie nie zanotowano!
      - W pułku, to ja rozumiem, ale, poruczniku Rżewski, co robicie w łóżku mojej żony?!
      * * * * *
      Porucznik nocą włazi do pałacu Rostowych. Wchodzi do pokoju, robi swoje, ale patrzy - to nie Natasza. Wchodzi do drugiego pokoju - r*cha - znów nie Natasza. Wkrada się do trzeciego pokoju - dyma znów - wciąż to nie Natasza. Wkurzony wyskakuje na korytarz:
      - Natasza, gdzie żeś jest?!! Ja się za chwilę zaj*bię w tych poszukiwaniach!
      * * * * *
      Po nocnej burzy i wielkiej pijatyce wyczołguje się z namiotu porucznik Rżewski.
      Rozgląda się wokół i filozoficznie ogłasza wszem i wobec:
      - Boże, jaka mgła!
      Za nim wychodzi z namiotu Natasza i mówi, ziewając:
      - Poruczniku! Na początek zdejmijcie z głowy prezerwatywę, a potem prowadźcie tą dyskusję dalej...
      * * * * *
      Porucznik Rżewski był duszą kompanii. Natasza Rostowa jej ciałem
      *****
      Przychodzi kornet Obołoński do Rżewskiego i tak opowiada:
      - Idę raz na pocztę, list wysłać. A tam dziewczyna w okienku mówi: "U was list bez daty". A ja jej na to: "Sama p*zda ty".
      - Hehehehe... - dla towarzystwa roześmiał się porucznik.
      Ale sytuację komiczną zapamiętał i nie omieszkał wykorzystać jej w towarzystwie. Okazja nadarzyła się po tygodniu.
      Bal. Wszyscy lekko podchmieleni. Rżewski nieco bardziej. Gromko zaczyna opowiadać:
      - Wyobraźcie sobie państwo, idę na pocztę list wysłać. A tam dziewczyna w okienku mówi: "U was list bez adresu". A ja jej na to: "A poszła ty na ch*j"...
      * * * * *
      - Poruczniku, to prawda, że kobiety panu żyć nie dają?
      - Nieprawda Natasza. Nawet wczoraj były dwie takie, co się w rzyć ru***ć dały.
      ****
      Młody porucznik Rżewski przybył do pułku. Pułkownik zabierając go na bal u gubernatora zaznaczył:
      > - Przedstawię pana gubernatorowej. Zaprosi ją pan do tańca i powie parę komplementów.
      > ...Rżewski tańczy z gubernatorową:
      - Jestem panią oczarowany, madam! Poci się pani o wiele mniej, niż każda inna tłusta kobieta pani wzrostu!
      ***
      Do otoczonego przez ,,czerwonych”” sztabu dywizji białych' dociera furmanka. Wychodzi jej na spotkanie pułkownik Furmanow. Powożąca kobieta schodzi z kozła, ściąga chustę i oczom zdumionego komisarza ukazuje się uśmiechnięty Rżewski
      - Ale się zamaskowałeś! - cmoka z uznaniem Furmanow.
      Ja to jeszcze nic - mówi Rżewski skromnie - wyprzęgajcie pana generała!
      ***
      Wzięto do niewoli oficera ,,czerwonych'' i żeby wymusić od niego zeznania, spito do nieprzytomności. Jednakże oficer ku rozpaczy generała nic nie mówi.
      - Mam pomysł - odzywa się nagle Rżewski. - Wszystko powie, jak jutro nie damy klina!
      - Ależ ty jesteś potworem, Rżewski. - szepnął z podziwem generał.
      -***
      Wraca wieczorem porucznik Rżewski z koszar do domu ledwo trzymając konia... i się na nogach.
      Mundur galowy cały w błocie. Idzie i żali się do swojego konia:
      - Wszyscy oficerowie dostali dzisiaj jakieś odznaczenia...tylko ja wielkiego ch*ja dostałem.
      * * *
    • komnen Re: sam por. Rżewski bez zbędnych dodatków 21.12.05, 10:20
      Bal. Porucznik Rżewski pijany w trzy du*y idzie do toalety. Zrobiwszy, co trzeba, wraca, ale zapomniał zapiąć spodnie. Podchodzi do niego Natasza:
      - Poruczniku! Tu Wam sterczy... - pokazuje zawstydzona.
      Rżewski patrzy i mówi:
      - Proszę się nie łudzić, Nataszo! On nie sterczy, on wisi...
      * * *
      Pewnego dnia Rżewski bardzo zaniemógł. Udał się, więc do lekarza pułkowego. Diagnoza była krótka:
      - Niewiele mogę tu pomóc. Proszę jednak pić codziennie litr spirytusu i starać się d*pczyć co sześć godzin.
      - To pomoże?! - krzyknął uradowany Rżewski.
      - Nie, ale przynajmniej nie zepsuje pan sobie opinii przed śmiercią.
      * * *
      Natasza Rostowa chwali się Rżewskiemu.
      - A wie pan poruczniku, że kapitan Kazov oświadczył mi, że spełniam jego wszystkie wymagania.
      - Nie dziwię się... Kazov zawsze był największym perwersem w naszym pułku.
      * * *
      James Bond spotyka się z porucznikiem Rżewskim
      - I’m Bond... James Bond.
      Ch*j… Idź w ch*j…
      * * *
      Mroźny zimowy wieczór. Wpada Rżewski do burdelu. Chwyta pierwszą z brzegu panienkę.
      - Szybko!
      - Co? - odskakuje dziewczyna.
      - Szybko dawaj dupy, idiotko!
      - Ależ, Pan mnie obraża! Idę się poskarżyć!
      - Chciałam zgłosić, że jeden z klientów powiedział na mnie "idiotko"- melduje dziewczyna burdelmamie.
      - A cóż to za palant tak śmiał?
      - Porucznik Rżewski...
      - Wracaj! I szybko daj mu dupy idiotko! - krzyczy oburzona i czerwona ze wściekłości burdelmama....-Bo, znowu będziemy musiały zmieniać tapety w salonie!
      * * *
      - Na ostatnim raucie Natasza dała mi do myślenia - zwierza się Pierre Bezuchow Rżewskiemu.
      Mi też dała, ale jakoś się nad tym nie zastanawiałem.
      Huzarzy zabawiają się z damami. I tak i siak, wszystko wypróbowali, wszystko się znudziło. Na szczęście przyszedł Rżewski i zaproponował całkiem nową zabawę:
      - Damy stają pod jedną ścianą, panowie pod drugą. Który z panów trafi z rozbiegu, całuje damę w rączkę
      ***
      Zebrały się dziewczyny na wieczorku panieńskim. Całą noc opowiadały sobie dowcipy, zabawne historie, dzieliły się między sobą najskrytszymi tajemnicami...
      A nad ranem z szafy wypadł Porucznik Rżewski.
      Umarł ze wstydu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka