Gość: Anna
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
21.04.06, 11:02
Co ja wczoraj widziałam w centrum handlowym...Pani, w okolicach 50tki, bardziej po niż przed, w obcisłych dżinsach i ciasnej bluzeczce, nie gruba, ale nie o to chodzi. Pani była po "poprawianiu" urody skalpelem, co się rzuca w oczy na kilometr. W biust wpuszczone jakies silikony, bo idealnie okrągłe, twarde piłki miała, podejrzanie duże. Ale najgorsze były usta...Botoks jakiś czy inne paskudztwo, nie wiem, ale wyglądała, jakby ją pszczoła użądliła. te opuchliznę miała mocno uszminkowaną, pewnie jej się te usta wydawały seksowne...Twarz ponaciągana. Ręka mistrza tego nie robiła...Potwór. Pewnie jeszcze za to zapłaciła.
Przyszła mi wczoraj do głowy myśl, że Monika Olejnik też sobie coś w usta wstrzyknęła, nie? Kiedyś takich spuchniętych nie miała...
Dlaczego kobiety nie umieją się starzeć z godnością? Przecież budzą politowanie, bo ingerencja chirurga jest zawsze widoczna i często śmieszy.
Nie ma nic smutniejszego niż 50tka udająca młodość. Z tej pani podśmiewały się dwie osiemnastki, których liczka przypominały świeże jabłuszko i które były śliczne młodością...Aż mi było przykro za nią...
Mnie to się kojarzy z polakierownym starym autem. Żeby nie wiem jak swietnie to zrobić, to jest to po prostu stary model i na to, że nowy nikt się nie nabierze.