Gość: martema
IP: *.polskieradio.pl
21.06.06, 16:59
Pisze na goraco, pod wpływem wydarzen sprzed 10 sekund dosłownie...
powazna, biznesowa rozmowa z Waznym Panem, ja cała spięta, wiem, ze wszystko
idzie bardzo dobrze itepe, zblizamy sie do konca, on mowi "dziekuje za mila
rozmowe, do zobaczenia jutro, do widzenia" a ja, rozluzniona, ze wszystko
poszlo po mojej mysli, z gupia frant odpalam "do zbaczenia, pa-pa"
i sie rozłączam ...
myslałam, ze ztluke sie wlasnym telefonem komorkowym !! no ale przeciez, nie
bede oddzwaniała, zeby powiedziec mu, ze nie tak chcialam skonczyc.
Albo - mowienie do zacnego, starszego Pana Profesora "okej" i "spoko". Ja
wiem, ze tu wychodzi moje niewychowanie, ale jak w zespole, w pracy ze soba
tak rozmawiamy, a potem rozmawiam z klientem, to zapominam sie czasami...
Nie mówiąc juz o tym, że kiedys, załatwiając sprawy slubne w Kosciele udalo
mi sie powiedziec do ksiedza "tato". (jednoczesnie myslalam, zeby zadzwonic
do taty i powiedziec costam do ksiedza). Niezle jaja z tego wyszly, bo
rozmowa nie toczyla sie "w cztery oczy" ;)
z kolei moj kolega, "wytresowany" przez zone, ktorej zawsze mowi "buziaczki,
papa" kilka razy tez tak komus odpalił na dowidzenia...
Czy Wam tez zdarzają sie takie wpadki? Bo nie wiem, czy mozna nazwac je
przejezyczeniami.