Humor w Nauce i Sztuce

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 04.01.07, 10:04
      Dzis urodziny obchodzilby I. Newton.

      Sir Isaac Newton (ur. 25 grudnia 1642, zm. 20 marca 1727, wg używanego wtedy
      kalendarza juliańskiego; lub ur. 4 stycznia 1643, zm. 31 marca 1727 wg
      kalendarza gregoriańskiego), angielski fizyk, matematyk, astronom, filozof,
      historyk, badacz Biblii i alchemik.

      W swoim słynnym dziele Philosophiae Naturalis Principia Mathematica przedstawił
      prawo powszechnego ciążenia, a także prawa ruchu leżące u podstaw mechaniki
      klasycznej. Niezależnie od Gottfrieda Leibniza przyczynił się do rozwoju
      rachunku różniczkowego i całkowego.

      Jako pierwszy wykazał, że te same prawa rządzą ruchem ciał na Ziemi jak i ruchem
      ciał niebieskich. Jego dociekania doprowadziły do rewolucji naukowej i przyjęcia
      teorii heliocentryzmu. Podał matematyczne uzasadnienie dla praw Keplera i
      rozszerzył je udowadniając, że orbity (w większości komet) są nie tylko
      eliptyczne, ale mogą być też hiperboliczne i paraboliczne. Głosił, że światło ma
      naturę korpuskularną, czyli że składa się z cząstek. Był pierwszym, który zdał
      sobie sprawę, że widmo barw obserwowane podczas padania białego światła na
      pryzmat jest cechą padającego światła, a nie pryzmatu, jak głosił 400 lat
      wcześniej Roger Bacon.

      Rozwinął prawo stygnięcia. Sformułował twierdzenie o dwumianie i zasady
      zachowania pędu oraz momentu pędu. Zajmował się też pomiarami prędkości dźwięku
      w powietrzu i ogłosił teorię pochodzenia gwiazd. Był twórcą rachunku
      wariacyjnego. Jako pierwszy opisał matematycznie zjawisko pływów morskich (1687).

      Wiecej:

      pl.wikipedia.org/wiki/Isaac_Newton


      Kilka anegdot:

      O roztargnieniu Newtona jest wiele opowieści. Oto pewnego razu, wracając konno
      do domu z Grantham, chciał ulżyć zwierzęciu, zsiadł więc z niego, by wejść
      pieszo na strome wzniesienie. Zatopiony w rozmyślaniach nie zauważył jednak, że
      koń wysunął z uzdy łeb i pobiegł na pobliską łąkę; dopiero kiedy na szczycie
      odwrócił się, aby znów dosiąść wierzchowca, okazało się, że trzyma w ręku tylko
      pustą uzdę.

      Pewnego razu Newton zaprosił na obiad przyjaciela, ale zapomniał o tym uprzedzić
      służbę. Gdy gość się zjawił, zobaczył na stole jedno nakrycie, a stwierdziwszy,
      że Newton akurat dokonuje obliczeń, zjadł obiad i nie chcąc przeszkadzać wyszedł.
      - To dziwne - rzekł uczony skończywszy pracę - gdyby nie dowody rzeczowe, które
      stoją na stole, mógłbym sądzić, że nie jadłem dziś obiadu.

      Podczas egzaminu Newton zadał pewnemu studentowi pytanie:
      - Proszę mi powiedzieć, dlaczego Ziemia się obraca?
      Stremowany młodzieniec po długim namyśle wyjąkał:
      - Ja... ja wiedziałem, panie profesorze, ale zapomniałem i nie mogę sobie wcale
      przypomnieć.
      - Nieszczęsny człowieku! - zawołał wielki uczony - na całym świecie pan jeden
      wiedział dlaczego Ziemia się obraca i właśnie pan musiał zapomnieć.

      Zapytano raz Newtona, czy dużo czasu zajęło mu sformułowanie odkrytych przez
      niego praw. Uczony odpowiedział:
      - Odkryte przeze mnie prawa są bardzo proste. Formułowałem je szybko, ale
      przedtem bardzo długo myślałem

      W młodości Newton lubił wino i piwo, a także ­ według niektórych przekazów ­ od
      czasu do czasu palił fajkę. W miarę upływu lat ograniczał się do niewielkiej
      ilości wina, tylko przy posiłkach. Jak każdy stary kawaler, z wiekiem zaczął
      wykazywać przesadną troskę o zdrowie i odżywiał się produktami, które miały mu
      je zapewnić. Na przykład na śniadanie spożywał tylko trochę chleba z masłem i
      popijał lekko osłodzony wywar ze skórki pomarańczy, co miało "rozcieńczać flegmę".

      Newton znany był z bardzo trudnego charakteru, a jego kłótnie z innymi uczonymi
      o pierwszeństwo w odkryciach nie były dobrym przykładem dla potomnych. O stopniu
      jego zainteresowania sprawami pozanaukowymi ma świadczyć anegdota, że jako
      członek brytyjskiej Izby Lordów raz tylko zabrał głos, prosząc o otwarcie okna.

      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 04.01.07, 10:57
        Poniższa anegdota pochodzi z pamiętników angielskiego matematyka Johna Wallisa
        (1616 - 1703).

        Pewnego razu Newton przechwalał się przed Wallisem swoim psem o imieniu
        Diament: "Mój pies Diament zna matematykę. Dziś przed obiadem udowodnił dwie
        teorie".
        "Twój pies musi być geniuszem" - stwierdził Wallis.
        "Oh, nie przesadzałbym" - odpowiedział Newton - "Pierwszy dowód miał błąd,
        drugi ciągle pojawiające się wyjątki...".


        ***


        Ów piesek Diament figlując pewnego razu na biurku swego pana wywrócił świecę,
        od której zajęły się i spłonęły wszystkie papiery. A zawierały one wyniki
        wieloletnich eksperymentów naukowych sir Isaaca! Na widok tej katastrofy wielki
        uczony westchnął jedynie z filozoficznym spokojem: - Diamenciku, gdybyś
        wiedział, jakąś mi wyrządził szkodę! - po czym spokojnie zabrał się do
        wykonywania żmudnych doświadczeń na nowo.
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Newton 04.01.07, 14:03
          Przypomnienie:


          Re: Humor w Nauce i Sztuce
          Autor: onufry_na_wyjezdzie
          Data: 28.11.06, 12:15

          Pewnego razu głupiec zapytał Newtona (1642-1727) o to, jak odkrył prawo
          powszechnego ciążenia. Wiedząc z kim ma do czynienia i chcąc się pozbyć natręta
          Newton odpowiedział, że spadające jabłko trafiło go w nos. I głupiec odszedł
          zadowolony, że teraz już wie.

          autor: Carl F. Gauss

          ***

          Re: Humor w nauce
          Autor: Gość: Onufry
          Data: 01.01.06

          Newton mając prestiżowe chair w Trinity College był zoobligowany do wygłoszania
          cotygodniowego wykładu. Ale nikt nie był zainteresowany chodzeniem na te
          wykłady. Wykładał więc do pustej sali, mając do pomocy asystenta, który miał
          demonstrowac dla sali różne doswiadczenia. Asystent ten uważał, że skoro nie ma
          nikogo na sali to nie trzeba demonstrować doświadczeń i sobie podsypiał.
          Newton natomiast uważał że wszystkie doświadczenia należy przeprowadzać, co nie
          napawało asystenta dobrym humorem.

          Otóż Newton spisał te swoje wykłady. Wyszła z tego ksiażka: "Philosophiae
          Naturalis Principia Mathematica - jedna z najważniejszych ksiażek w historii
          nauki".

          ***

          Re: Humor w nauce
          Autor: Gość: Onufry
          Data: 01.01.06

          Jeszcze garść (trochę zabawnych) informacji o Newtonie z książki A. K.
          Wróblewskiego "Uczeni w anegdocie":

          Urodził się on w dniu Bożego Narodzenia 25.12.1642. Byl wcześniakiem
          - jako noworodek byl maleńki, podobno mieścił się w litrowym garnku
          i tak słabowity, że nie dawano mu szans na przeżycie. Dożył jednak 85 lat.
          Mało znany jest fakt ze Newton w czasach szkolnych pisał wiersze. Bardzo
          lubił też rysować. Jednak w późniejszym okresie (gdy zajmował się intensywnie
          nauką) nie przejawiał zainteresowania sztuką. Był domatorem i nie lubił
          podróżować. Kiedy jednak musiał używać powozu, miał podczas jazdy zabawny
          zwyczaj rozpościerania szeroko rąk i wystawiania dłoni z obu stron przez
          okna - był to niecodzienny znak rozpoznawczy dla przechodniów, że jedzie
          Newton.

          :-)))
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Newton 04.01.07, 14:24
            Kilka mysli o Newtonie z recenzji ksiazki A. K. Wroblewskiego:
            "Historia Fizyki".


            Postacie są tu z krwi i kości. Na przykład odkrywca prawa ciążenia Izaak
            Newton jako pamiętliwy i złośliwy prześladowca, który na niemieckim
            uczonym Gottfriedzie Leibnizu potrafił mścić się jeszcze dziesięć lat
            po jego śmierci (Leibnizowi zdarzyło się skrytykować Newtona).


            Ilustracją niech będzie to, jak długo w Europie musiały się przyjmować
            rewolucyjne prawa Izaaka Newtona. Podobno za jego życia zrozumiało je
            do końca nie więcej niż pół tuzina uczonych. Królowała wtedy wymyślona
            przez Kartezjusza fizyka "wirów", które m.in. miały kręcić planetami na
            orbitach, a jej podręcznik obowiązywał w Cambridge jeszcze pół wieku po
            publikacji Newtonowskich "Zasad matematycznych filozofii naturalnej".
            • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: maksymy Newtona 04.01.07, 14:44
              * Co my wiemy, to tylko kropelka. Czego nie wiemy, to cały ocean.


              * Jeśli widzę dalej to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów.
              (Jest to parafraza zaczerpnięta z Lukana (vol. II, 10): Karły umieszczone na
              barkach gigantów widzą więcej niż sami giganci. Słowa te są przytaczane dzisiaj
              jako dowód szacunku jaki miał Newton do osiągnięć swych poprzedników. W
              rzeczywistości była to złośliwa uwaga poczyniona pod adresem Hooke'a, jako że
              ten był człowiekiem niskiego wzrostu.)


              * Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów.


              * Nie stawiam hipotez.
              (Stwierdzenie, że prawo powszechnego ciążenia to fundamentalne prawo doświadczalne.)


              * Nie wiem, jak wyglądam w oczach świata, lecz dla siebie jestem tylko chłopcem
              bawiącym się na morskim brzegu, pochylającym się i znajdującym piękniejszą
              muszelkę lub kamień gładszy niż inne, podczas gdy wielki ocean prawdy jest
              ciągle zakryty przede mną.


              * Istota filozofii przyrody polega na tym, by na podstawie zjawiska ruchu zbadać
              siły przyrody, a na podstawie tych sił wyjaśnić inne zjawiska.

              • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Newton i Hooke 04.01.07, 15:14
                Hooke prowadził nieustanne spory o pierwszeństwo odkryć, między innymi z
                Newtonem o odkrycie rozszczepienia białego światła na barwy oraz prawa ciążenia.
                Obaj uczeni całe życie darzyli siebie wzajemną niechęcią przechodzącą w otwartą
                wrogość. Hooke uważał, iż został okradziony z odkrycia prawa ciążenia. Był
                sekretarzem Towarzystwa Królewskiego w Londynie. Każdego tygodnia wykonywał i
                przedstawiał na posiedzeniach towarzystwa nowe eksperymenty. W roku 1687 ukazały
                się "Principia" Newtona i zmarła jego bratanica, którą Hooke wychowywał i która
                była wielką namiętnością starzejącego się i niezbyt pociągającego fizycznie
                uczonego. Stał się odtąd mniej czynny, bardziej melancholijny i cyniczny. Umarł
                bezpotomnie, pozostawiając żelazną skrzynię wypełnioną złotem. Po śmierci rywala
                Newton został przewodniczącym towarzystwa i jak głosi plotka kazał zniszczyć
                wszystkie portrety Hooke'a. Do dziś nie zachował się żaden portret Roberta
                Hooke'a. Pozostały jedynie szkice pośmiertne. Zachowane opisy fizjognomii
                Hooke'a są dość ogólne, natomiast wszyscy się zgadzają, że był ułomny i
                pokrzywiony - skąd pewnie brała się część jego niezbyt przyjaznego ludziom
                charakteru.
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Newton i Flamsteed 04.01.07, 16:00

                  Po przeczytaniu biografii Izzaka Newtona odnosi się wrażenie, że historia jego
                  życia jest historią licznych konfliktów z otoczeniem. Fragment z Wikipedii:
                  „W 1703 Newton został Prezesem Royal Society i zagranicznym członkiem
                  Francuskiej Akademii Nauk. W tym czasie popadł w konflikt z Johnem Flamsteedem,
                  astronomem królewskim, próbując przywłaszczyć sobie jego obserwacje gwiazd,
                  które miały być podstawą nowego katalogu. Newtonowi i Halleyowi udało się
                  wykraść większość danych do nowego katalogu i opublikowali je w 1712 r.
                  Flamsteed dowiedziawszy się o tym wykupił 300 z 400 egzemplarzy i spalił je.”
          • Gość: 6UL DV8 Zagadka o Newtonie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 16:27
            Newton napisał traktat poświęcony polskiemu uczonemu. Kim był ten uczony?
            • obrobka_skrawaniem Re: Zagadka o Newtonie 04.01.07, 16:39

              Mikołaj Kopernik?
              • Gość: 6UL DV8 Re: Zagadka o Newtonie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 16:47
                obrobka_skrawaniem napisała:

                >
                > Mikołaj Kopernik?

                Taka odpowiedź sama się narzuca, ale o ile wiem, Newton nie poświęcił żadnego
                traktatu Kopernikowi. Proszę próbować dalej! :))
                • eilean_donan Re: Zagadka o Newtonie 04.01.07, 16:55
                  To może Heweliusz?
                  Prowadził badania nad odchyleniami Księżyca i wspominał o nim Newton w swojej
                  pierwszej pracy naukowej...
                  • Gość: 6UL DV8 Re: Zagadka o Newtonie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 17:24
                    eilean_donan napisała:

                    > To może Heweliusz?

                    Heweliusz to drugi oczywisty kandydat, ale - wedle mojej wiedzy - jemu też
                    Newton nie poświęcił całego traktatu...
                    • Gość: 6UL DV8 Zagadka o Newtonie - wskazówka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 18:55
                      Najpierw trochę smutna refleksja. Odpowiedzi na zagadkę, którą zapodałem,
                      wyraźnie pokazują, jak uboga jest w sumie - wbrew temu, co twierdzą różni tacy -
                      historia polskiej nauki. Rzeczywiście, do końca XVIII wieku jedynymi polskimi
                      uczonymi światowej rangi byli Kopernik i Heweliusz... Później też nie było o
                      wiele lepiej :)))

                      A teraz wskazówka do zagadki. Wspomniany przeze mnie traktat dotyczy tej części
                      działalności Newtona, którą do niedawna wstydliwie przemilczywano ;)

                      PS. Teraz muszę odejść na parę godzin od kompa, więc rozwiązanie podam późnym
                      wieczorem.
                      • Gość: 6UL DV8 errata ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 18:59
                        W moim poprzednim poście powinienem oczywiście umieścić znaczek :(((
                        zamiast :)))...
                        • 3bezatu Re: errata ;) 04.01.07, 19:11
                          Może to polski alchemik Michał Sędziwój ??
                          • eilean_donan Re: errata ;) 04.01.07, 19:47

                            Jeśli już o alchemikach mowa to obstawiałabym też Sędziwoja vel Borealisa.
                            Był chyba najbatdziej znanym alchemikiem XVI i XVIIwieku, którmu poświęcono
                            wiele prac, ale czy akurat Newton ? Jest to prawdobodobne...
                            Właśnie Sędziwój przyczynił się na przykład do odkrycia tlenu. Pisał
                            o "pokarmie", który jest w powietrzu i o "saletrze życia", lotnej substancji,
                            która rodzi się w słońcu, z deszczem spada na ziemię, a bez niej nie mogłyby
                            żyć istoty ziemskie (ludzie, zwierzęta, rośliny). O Sędziwoju napisał traktat
                            Johann Glauber ("Gloria mundi"), z kolei w pismach Glaubera rozczytywał się
                            odkrywca tlenu, Karl Schelle...

                          • onufry_z_daleka Re: errata ;) 04.01.07, 20:38
                            3bezatu napisała:

                            > Może to polski alchemik Michał Sędziwój ??

                            ===================

                            Znalazlem w internecie taki fragment:

                            Mało kto wie, iż alchemią zajmował się także Isaak Newton. Badaczka niemiecka
                            Karin Figala odkryła, że wielki uczony interesował się działalnością polskiego
                            alchemika Michała Sędziwoja, który z powodzeniem, w 1604 r. na dworze cesarza
                            Rudolfa II w Pradze dokonał pozornej transmutacji.

                            ;-)
                            • obrobka_skrawaniem Re: errata ;) 04.01.07, 20:53
                              W Polsce Sędziwój pojawił się około 1600 r. na dworze króla Zygmunta III. Już
                              po krótkim pobycie w Krakowie miał wielki wpływ na króla, będącego entuzjastą
                              alchemii, z którym wspólnie eksperymentował. Na zamku wawelskim jeszcze dziś
                              zwiedzającym pokazuje się komnatę, gdzie doświadczenia te były przeprowadzane.
                              Scenę ukazującą eksperymenty Sędziwoja przedstawił Jan Matejko.

                              (Wikipedia)

                              Jan Matejko - "Alchemik Sędziwój", 1867:
                              www.wawel.net/images/malar/matejko/htm/23.htm
                              • Gość: 6UL DV8 Michał Sędziwój IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 22:09
                                Tak, chodzi o Michała Sędziwoja, znanego także jako Sendivogius. Newton napisał
                                traktat, którego angielski tytuł brzmi "Sendivogius Explained".

                                A oto, co o Sędziwoju pisze wikipedia:

                                Michał Sędziwój (łac. Sendivogius Polonus, ur. 2 lutego 1556 - zm. 1636) -
                                polski alchemik i lekarz.

                                Życiorys

                                Mieszkał w Krakowie, na rogu ulicy Św.Tomasza i Pl. Szczepańskiego. Opracował
                                metody otrzymywania licznych kwasów, metali i soli oraz podał sposoby
                                oczyszczania i rozpoznawania wielu związków chemicznych.

                                Podobnie jak większość alchemików, twierdził, iż jest posiadaczem kamienia
                                filozoficznego. Z tego powodu był kilkakrotnie więziony przez różnych książąt
                                niemieckich, którzy chcieli wydobyć z niego tajemnicę za pomocą tortur.

                                W Polsce Sędziwój pojawił się około 1600 r. na dworze króla Zygmunta III. Już
                                po krótkim pobycie w Krakowie miał wielki wpływ na króla, będącego entuzjastą
                                alchemii, z którym wspólnie eksperymentował. Na zamku wawelskim jeszcze dziś
                                zwiedzającym pokazuje się komnatę, gdzie doświadczenia te były przeprowadzane.
                                Scenę ukazującą eksperymenty Sędziwoja przedstawił Jan Matejko.

                                Dzieła, które pozostawił po sobie polski alchemik, pisane były w taki sposób,
                                aby mógł je zrozumieć tylko człowiek wtajemniczony. Jak wszystkie tego rodzaju
                                pisma zawierają one wiele rozważań filozoficznych i przyrodniczych. Pod koniec
                                swego życia Sędziwój osiadł w Pradze na dworze cesarza Rudolfa II, gdzie
                                zasłynął jako budowniczy kopalń rud i hut metali.

                                Hermetyczne pisma Sędziwoja czytał Izaak Newton i wielokrotnie przytaczał w
                                swoich dziełach.

                                Sędziwój w literaturze

                                Sędziwój jest bohater książki Józefa Bogdana Dziekońskiego Sędziwój: szkic o
                                życiu i twórczości. O Michale Sędziwoju, jego eksperymentach i historii możemy
                                także przeczytać jako o bohaterze fikcyjnym w trylogii fantastycznej Andrzeja
                                Pilipiuka: Kuzynki, Księżniczka, Dziedziczki oraz w powieści Pan Samochodzik i
                                tajemnica alchemika Sędziwoja (pisanej pod pseudonimem Tomasz Olszakowski).
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czekolada 04.01.07, 15:50
      Historia czekolady rozpoczęła się ponad dwa i pół tysiąca lat temu w Ameryce
      Środkowej. Pierwszymi jej amatorami byli Majowie - pili oni napój z roztartych
      ziaren kakao. Krzysztof Kolumb i jego załoga byli pierwszymi Europejczykami,
      którzy 15 sierpnia 1502 roku po raz pierwszy zobaczyli nasiona kakaowca -
      podstawowego surowca do produkcji czekolady.


      Czekolada poprawia nastrój, wywołuje uczucie zadowolenia, rozjaśnia umysł,
      zwiększa przepływ energii. Cała tajemnica to "czekoladowa chemia"- To zawarte w
      czekoladzie mikroelementy wpływają na stan psychiczny człowieka. Magnez
      reguluje sprawność komórek nerwowych, a cynk i selen zwiększają wydzielanie
      endorfin - naturalnych substancji znieczulających i osłabiających destrukcyjną
      rolę stresu. Nasz nastrój zależy także w znacznej mierze od poziomu serotoniny
      w organizmie. Czekolada pobudza jej wydzielanie, sprawiając, że czujemy znaczny
      przypływ energii i mamy lepszy humor.
      Niestety z powodu dużej zawartości cukru i tłuszczu czekolada jest niezwykle
      kaloryczna. Jedna tabliczka to przyjemność od 450 kcal (czekolada nadziewana)
      do 585 kcal (czekolada śmietankowa z orzechami laskowymi).

      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czekolada 04.01.07, 17:17
        Czekolada zawiera teobrominę – alkaloid o budowie podobnej do teofiliny (główny
        alkaloid zawarty w liściach herbaty) i kofeiny (podstawowy alkaloid ziaren
        kawy). To jej zawdzięczamy pobudzające działanie czekolady (aczkolwiek działa
        ona dużo słabiej niż kofeina). Najwięcej teobrominy jest w gorzkiej czekoladzie
        (10 g/kg). Ciekawe jest, że niektóre zwierzęta (w tym psy i koty) metabolizują
        teobrominę wolno, co powoduje, że mogą się one zatruć czekoladą.
        • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czekolada 04.01.07, 18:35
          Ta teobromina zawarta w czekoladzie skuteczniej hamuje kaszel niż najczęściej
          do tej pory stosowana kodeina, czyli czekolada ma właściwości przeciwkaszlowe!
          Ponadto
          czekolada przeciwdziała starzeniu, bo pod wpływem czekolady o 20 procent
          wzrasta poziom przeciwutleniaczy we krwi.
          Czekolada zmniejsza ryzyko zawału serca, bo po jej spożyciu płytki krwi
          wykazują mniejszą tendencję do zlepiania się.

          Markiz de Sade i Casanova oraz Napoleon podobno stosowali czekoladę na
          potencję. Rodzina Bonaparte słynęła z gorącej krwi. I cesarz, i jego siostry
          (zwłaszcza najpiękniejsza z nich - Paulina) byli zawsze gotowi do figli w
          łóżku, a uważano, że jest tak za sprawą czekolady, którą wypijali w olbrzymich
          ilościach. Napoleon nawet przed każdą bitwą wypijał filiżankę, na pobudzenie.
          Taka płynna czekolada przy tym jest podobno mniej kaloryczna.
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czekolada 04.01.07, 19:51
            Popularność czekolady na całym świecie jest naprawdę olbrzymia. Uwielbiają ją
            dzieci i dorośli. Jej spożycie stale rośnie. Pod koniec lat 80 spożywaliśmy ok.
            2 kg czekolady w ciągu roku. W 2000 już 3,96!!! To i tak mało w porównaniu z
            Niemcami, którzy jedzą 10 kg czekolady rocznie, Austriakami i Belgami (9,8 kg)
            czy Duńczykami (8,3 kg). Czekolada zyskała sobie wielu amatorów wśród sławnych
            osób. Jej pokusom nie oparł się nawet Voltaire, a Mozart, Czajkowski i Goethe
            to tylko niektórzy jej zwolennicy.
            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czekolada 04.01.07, 19:58
              Wiele postaci historycznych ceniło czekoladę i zachwalało ją wśród swoich
              przyjaciół. Np. Goethe nigdy nie wybierał się w podróż bez odpowiedniego zapasu
              czekolady, a Balzak, jeszcze przed naukowcami, odkrył pobudzające działanie
              tego przysmaku.
              Królowa Maria Teresa Austriacka mawiała zaś: „Mam dwie pasje – króla i
              czekoladę”.


              W zapiskach historycznych zachowały się również informacje o szkodliwym
              działaniu czekolady. Jedna z markiz francuskiego dworu nadużywała czekolady w
              takim stopniu, że poczęła dziecko o czarnej skórze. Winę przypisano oczywiście
              zgubnemu nałogowi i tylko niektórzy szeptali, że czekoladę do komnat markizy
              przynosił codziennie młody, kochliwy służący o skórze ciemnej jak czekolada...

              ;-))
              • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czekolada 04.01.07, 20:07
                Zdaje się, że wspomnianej Marii Teresie podano truciznę właśnie w filiżance
                czekolady.
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: w sprawie konkursu O. 04.01.07, 19:43
      Na konkurs wplynely 2 przeklady. Jury ma sporo pracy z wyborem najlepszego ;-)
      Werdykt bedzie ogloszony w niedziele 7.01. przed 20:00. :-)))

      Pozdr.
      O.
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: cieply rok 2007 04.01.07, 21:37
      Za GW:

      To będzie najprawdopodobniej rok najwyższych temperatur, jakie dotąd odnotowano
      - podaje BBC za brytyjskim instytutem meteorologicznym.
      Nadzwyczaj ciepła tegoroczna zima to przede wszystkim skutek wpływu prądu
      morskiego El Nino na Oceanie Spokojnym. Działanie prądu sprawia, że okres
      panowania wysokich temperatur przedłuża się, co z kolei spowoduje wzrost
      średniej temperatury globalnej.

      Prawdopodobieństwo, że tegoroczna średnia temperatura przekroczy tę z 1998,
      notowaną ostatnio jako najwyższą, wynosi 60 procent - oceniają brytyjscy
      meteorolodzy. Przewidują, że tegoroczna średnia osiągnie 14,54 stopni Celsjusza,
      czyli nieco ponad pół stopnia więcej niż rekordowo wysoka średnia z 1998. Wyniki
      te opracowali wspólnie naukowcy z UK Met Office's Hadley Centre i University of
      East Anglia.

      Na wzrost temperatur wpływają dwa czynniki. Pierwszy to efekt cieplarniany,
      spowodowany przez działalność człowieka, drugi - wpływ prądu El Nino.
      El Nino powstaje dzięki napływowi ciepłych wód z okolice północno-zachodnich
      wybrzeży Ameryki Południowej. Jego wpływ na temperaturę powietrza zależy od
      tego, jaką ma siłę. Prąd już przybrał na sile, jednak naukowcy mogą obecnie
      jedynie przewidywać, na ile zmienią się temperatury. - Pomiędzy zmianami siły El
      Nino a ociepleniem może upływa ok. czterech miesięcy - wyjaśnił profesor Chris
      Folland z Hardley Centre.

      Jak dodał, meteorolodzy stosują dwie metody przewidywania wpływów El Nino:
      statystyczną opierającą się na badaniu zmian ciepła powierzchni wód, w obrębie
      których powstaje prąd oraz drugą, bardziej skomplikowaną metodę matematyczną.
      Wyniki obydwóch są później porównywane z tym, jak zmieniały się temperatury pod
      wpływem El Nino w poprzednich 50 latach.

      Metody okazały się skuteczne przy przewidywaniu średniej temperatur m.in. dla
      roku 2006. Był on szóstym najcieplejszym rokiem, jaki badali Brytyjczycy:
      średnia temperatur wyniosła wtedy 9,7 stopnia Celsjusza.

      ;-)
      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: cieply rok 2007 04.01.07, 22:01

        Myślę, że GW powinna zatrudniać lepszych tłumaczy. El Nino to nie prąd, lecz
        zjawisko meteorologiczne, anomalia pogodowa (BBC: „El Nino weather event”
        news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/6228765.stm )
        • profes79 Re: Humor w Nauce i Sztuce: cieply rok 2007 08.01.07, 07:26
          Obrobko: El nino to takze nazwa cieplego pradu od ktorego przyjelo nazwe
          zjawisko.
          Dodano: wszedzie gdzie teraz patrze faktycznie El Nino opisuje sie jako
          zjawisko. Swego czasu jednak czytalem jakas starsza ksiazke, gdzie El Nino
          opisywano jak cieply prad ktory przysuwa sie badz odsuwa ofd wybrzezy Ameryki.
          Okazuje sie ze mam za dobra pamiec i nie zauwazam zmian w nauce :) Wiecej sie
          wymadrzal nie bede.
          (Ksiazka pisana w okolicach 1936 roku.)
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: wstep do alchemii 04.01.07, 21:53
      Polecam dobry tekst o alchemii autorstwa Jakuba Kaweckiego:

      ***

      „Alchemia – początki chemii”

      Streszczenie

      Słowo „alchemia” zazwyczaj kojarzy się z poszukiwaniem „kamienia
      filozoficznego”, tajemnymi i nie do końca zrozumiałymi formułami oraz
      niezwykłymi postaciami alchemików.

      W referacie zostanie omówiona alchemia jako sztuka, której celem było zachwycać
      i poznawać świat. W skrócie przedstawione zostaną prace alchemików w różnych
      częściach świata i na przestrzeni wieków. Omówione będą próby praktyczne,
      połączone często z mniej lub bardziej fantastycznymi teoriami oraz powstanie
      chemii praktycznej (stosowanej), które przyczyniło się do schyłku i prawie
      całkowitego zapomnienia alchemii, choć to właśnie praktyki alchemiczne dały
      początek chemii.

      Autor ma nadzieję pokazać słuchaczom, że alchemia to nie tylko „kamień
      filozoficzny” i transmutacje metali w złoto, lecz prawdziwa sztuka i wiedza
      praktyczna, o której warto trochę posłuchać.


      Słowa kluczowe: alchemia, transmutacje, „kamień filozoficzny”, dzieje alchemii

      „Alchemia jest sztuką kosmiczną, dzięki której części kosmosu – mineralne i
      zwierzęce mogą być uwolnione od swej chwilowej egzystencji i osiągnąć stany
      doskonałości: złota – w przypadku minerałów, a w przypadku ludzi –
      długowieczności, nieśmiertelności i odkupienia”.

      Harry Sheppard


      Najbardziej rozpowszechnionym na świecie poglądem jest, że alchemia polegała na
      poszukiwaniach „kamienia filozoficznego”, czyli substancji, dzięki której
      odbyłaby się transmutacja metali, np. ołowiu w złoto. Nic bardziej mylącego.
      Sztuki alchemiczne rozwijały się prawie we wszystkich starożytnych kulturach i w
      każdej z nich rozwój szedł w innym kierunku. Ponadto praktyki te mniej lub
      bardziej, ale zawsze były powiązane z filozofią, wierzeniami i sztukami
      magicznymi. Jednak na całym świecie alchemicy zajmowali się trzema rodzajami
      swej sztuki: makrobiotyką, wytwarzaniem sztucznego złota i jego imitacji.

      Alchemia chińska

      Chińczycy pozostawali pod silnymi wpływami filozofii TAO i pojmowali świat w
      kategoriach przeciwności. Yin i yang, ciemność i światło, kobiecość i męskość.
      Wierzyli oni, że z walki między tymi siłami zrodziło się pięć elementów, z
      których składają się wszelkie rzeczy: ogień, woda, ziemia, metal i drewno.

      W przeciwieństwie do Greków, czy Egipcjan, Chińczycy mniej interesowali się
      złotem, choć koncepcje i praktyki związane z wytwarzaniem go były im znane już w
      IV w. p.n.e. Bardziej zajmowały ich eliksiry, dzięki którym można było
      poprowadzić swe ciało do doskonałości, długowieczności, nieśmiertelności. Ich
      alchemia, podobnie, jak arabska, czy indyjska, była bardzo związana z medycyną.
      Tu też można podzielić chińską alchemię na dwie szkoły: waidan i neidan. Adepci
      pierwszej wzmacniali swe ciała spożywaniem rozmaitych eliksirów, drugiej
      natomiast wierzyli, że dzięki ćwiczeniom oddechowym, gimnastycznym i seksualnym,
      ciało samo wydziela odpowiednie eliksiry. Popularność alchemii neidan wzrastała,
      gdyż praktycy waidan zatruwali się swymi eliksirami, bogatymi w yang, takimi
      jak: cynober, jadeit, nefryt.

      Choć Chińczycy znali się na zielarstwie, potrafili otrzymywać rozcieńczony kwas
      azotowy, zatężać alkohol przez wymrażanie, to najważniejszym wynalazkiem ich
      alchemików jest proch strzelniczy.

      Alchemia grecka

      Grecy nie mniej interesowali się medycyną od Chińczyków. Ich praktyki
      alchemiczne dotyczą metalurgii, złotnictwa, farbiarstwa i perfum. Nazwy dni
      tygodnia pochodziły od nazw siedmiu najważniejszych metali. Potrafili stapiać
      cynę z miedzią tak, by podrobić stopo złota ze srebrem. Choć ich osiągnięcia
      techniczne były czysto empiryczne, to próba powiązania ich z odpowiednimi
      teoriami sprawiła, że alchemia w Grecji stawała się nauką. Największy wpływ
      miały tu teorie Platona, Arystotelesa, Sokratesa, czy Teofrasa. Chodzi tu o
      teorie pochodzenia wszystkiego od czterech żywiołów, teorię atomistyczną
      Demokryta, czy stoicką „pneumę” przenikającą kosmos i będącą motorem wszystkich
      przemian.

      Alchemia arabska i europejska

      Mistrzowie arabscy byli pod wpływami alchemików zarówno wschodu, jak i zachodu.
      Samo słowo „alchemia” jest jednak arabskie. To właśnie alchemia arabska miała
      największy wpływ na alchemię średniowiecznej Europy. Za największych mistrzów
      uważani byli Dżabir i Rhazez.

      Pierwszy, to tajemnicza postać VIII w. Był autorem ponad dwóch tys. pism w
      dziedzinach takich jak: alchemia, astrologia, numerologia, medycyna i mistycyzm.
      Teksty te bardzo przyczyniły się do rozpowszechnienia siarkowo-rtęciowej teorii
      budowy metali.

      Jednak Al-Razi lub Rhazes uczynił więcej, by alchemia w naukę przerodzić się
      mogła. Był on perskim lekarzem i alchemikiem praktykującym w Bagdadzie. Był
      systematycznym, pracowitym i racjonalnie myślącym człowiekiem. Stworzył on
      dzieło pt. „Tajemnica tajemnic”. Które wbrew pozorom jest podręcznikiem chemii
      praktycznej. Tekst ten zawiera systematykę substancji, które Rhazes podzielił
      według smaku i rozpuszczalności. Ponadto opisuje sprzęty i metody, które
      stosowane były powszechnie w laboratoriach końca XIX wieku.

      Na podstawie księgi Rhazesa otrzymano w XIII w. po raz pierwszy w Europie czyste
      kwasy: solny, siarkowy i azotowy.

      Średniowieczni alchemicy dzięki tym tekstom znali urządzenia destylacyjne,
      łaźnie wodne i piaskowe, czy kotły ekstrakcyjne, które znane były w Mezopotamii
      już 3000 lat p.n.e. zielarzom i wytwórcom perfum.

      Mistrzowie ci, napędzani żądzą władzy, sławy lub też chciwością swą, czy też
      swych panów, gnali za snami „eliksiru życia” i „kamienia filozoficznego”. Bardzo
      pięknymi, lecz jednak tylko snami. Było to o tyle dobre, że zostało wówczas
      zbadanych i opisanych wiele substancji, niestety zaszyfrowanym, magicznym językiem.

      Choć bezsprzecznie chemia zrodziła się z alchemii, to błędne jest
      przypuszczenie, że było to przeobrażenie. Chemia nie pojawiła się na miejsce
      alchemii, lecz trwała wraz z nią przez wiele wieków.

      Dopiero w XVI w. wraz z rozwojem technologii chemicznej zaczęły rozchodzić się
      drogi alchemii i chemii. Wydanych zostało wówczas wiele ksiąg, których sporą
      część stanowiły praktyczne opisy techniczne wielce podobne do sztuk dawniejszych
      mistrzów alchemii.

      Jedną z takich ksiąg była „Pirotechnia” Biringuccia wydana w 1540 r. we
      Włoszech. Opinią jego było, iż w XVI w. rozdzielanie i przekształcanie rud
      metali jest bardziej interesujące i bardziej ekonomiczne, niż bezpłodne
      zajmowanie się wyimaginowanymi transmutacjami.

      Zmierzch alchemii

      Mało kto wie, iż alchemią zajmował się także Isaak Newton. Badaczka niemiecka
      Karin Figala odkryła, że wielki uczony interesował się działalnością polskiego
      alchemika Michała Sędziwoja, który z powodzeniem, w 1604 r. na dworze cesarza
      Rudolfa II w Pradze dokonał pozornej transmutacji.

      Ponieważ wówczas uważano, że alchemia odzwierciedla pracę Boga podczas tworzenia
      świata, przypuszcza się, że Newton studiował owe prace w celu poznania sensu
      wszechrzeczy np. rozwiązania problemu wiązania się biernych korpuskuł w istoty
      żywe. Dlatego Newton uważany jest przez niektórych badaczy za ostatniego mistrza
      alchemii.

      Alchemia trwała bezsprzecznie bardzo długo. Nie powinno to nikogo specjalnie
      dziwić, gdyż marzenia o nieśmiertelności, władzy, czy nieograniczonym bogactwie,
      potrafią popychać ludzi do czynienia rzeczy gorszych, niż alchemia.

      Choć wielu władców, czy bogaczy opiekowało się alchemikami, chcąc rozwiązać swe
      problemy pieniężne, to w końcu wieków średnich nie cieszyli się oni zbytnią
      popularnością. Bat ten ukręcili sobie sami oszukując rzesze naiwnych ludzi
      „opętanych” ideą „kamienia filozoficznego”, sztuczkami bardziej kuglarskimi i
      iluzjonistycznymi, niż alchemicznymi. Na początku XIV w. papież Jan XXII
      w
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: wstep do alchemii 04.01.07, 22:01
        Poniewaz ostatni rozdzial sie nie zmiescil, powtarzamy go:

        ***

        Zmierzch alchemii

        Mało kto wie, iż alchemią zajmował się także Isaak Newton. Badaczka niemiecka
        Karin Figala odkryła, że wielki uczony interesował się działalnością polskiego
        alchemika Michała Sędziwoja, który z powodzeniem, w 1604 r. na dworze cesarza
        Rudolfa II w Pradze dokonał pozornej transmutacji.

        Ponieważ wówczas uważano, że alchemia odzwierciedla pracę Boga podczas tworzenia
        świata, przypuszcza się, że Newton studiował owe prace w celu poznania sensu
        wszechrzeczy np. rozwiązania problemu wiązania się biernych korpuskuł w istoty
        żywe. Dlatego Newton uważany jest przez niektórych badaczy za ostatniego mistrza
        alchemii.

        Alchemia trwała bezsprzecznie bardzo długo. Nie powinno to nikogo specjalnie
        dziwić, gdyż marzenia o nieśmiertelności, władzy, czy nieograniczonym bogactwie,
        potrafią popychać ludzi do czynienia rzeczy gorszych, niż alchemia.

        Choć wielu władców, czy bogaczy opiekowało się alchemikami, chcąc rozwiązać swe
        problemy pieniężne, to w końcu wieków średnich nie cieszyli się oni zbytnią
        popularnością. Bat ten ukręcili sobie sami oszukując rzesze naiwnych ludzi
        „opętanych” ideą „kamienia filozoficznego”, sztuczkami bardziej kuglarskimi i
        iluzjonistycznymi, niż alchemicznymi. Na początku XIV w. papież Jan XXII
        wypędził alchemików z Francji, a dominikanie grozili ekskomuniką każdemu
        człowiekowi, przyłapanemu na praktykowaniu alchemii. Jezuitów bardziej
        niepokoiła alchemia ezoteryczna, eksperymenty natomiast usprawiedliwiali
        poszukiwaniem leków itp.

        Wraz z rozwojem nauki upadła idea „kamienia filozoficznego”, lecz paradoksalnie
        to rozwój nauki potwierdził możliwość transmutacji, gdy przekształcono próbkę
        bizmutu w złoto. Stało się to w akceleratorze cząstek elementarnych na
        Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Otrzymano wówczas złoto o wartości
        10-11 dolara*, przy koszcie operacji 10 000 dolarów. Jak więc powiedział
        Frederick Soddy: „Jeżeli człowiek osiągnie dalszą kontrolę nad naturą, jest
        pewne, że ostatnią rzeczą, jaką będzie chciał zrobić, będzie przekształcenie
        ołowiu lub rtęci w złoto – dla dobra złota”.

        ***
    • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: dlaczego upadly cywilizacje? 05.01.07, 09:55
      Za onet:

      Upadek dynastii Tang, jednej z najważniejszych w historii Chin, oraz klasycznej
      cywilizacji Majów mógł wynikać ze zmian klimatycznych w Azji - piszą naukowcy
      pisma "Nature".
      Autorzy artykułu, którzy pracowali pod kierownictwem Geralda Hauga z Centrum
      Badań Ziemi w Poczdamie, twierdzą, że upadek tych dwóch wielkich kultur zbiegł
      się w czasie ze zmianami w cyklu klimatycznym w latach 700-990, polegającymi
      m.in. na zmianach w wianiu monsunów.

      Zmiany klimatyczne wywołały susze spowodowane naruszeniem cyklu deszczowego, co
      doprowadziło do drastycznego spadku plonów i niemal powszechnego zubożenia
      społeczeństwa. Może to - zdaniem naukowców - tłumaczyć głębokie napięcia
      społeczne, które doprowadziły do upadku obu kultur. Naukowcy wysunęli takie
      konkluzje na podstawie analizy osadów w jeziorze Huguang Maar na południowym
      wschodzie Chin. Ich właściwości magnetyczne oraz stężenie tytanu - jak
      tłumaczą - pozwalają oszacować siłę monsunów w Azji Wschodniej. Wiatry te zimą
      wieją w stronę morza (monsun suchy), a latem w stronę lądu (monsun wilgotny).

      Haug oraz jego chińscy i amerykańscy koledzy doszli do wniosku, że w ciągu
      ostatnich 16 000 lat trzy razy wiały bardzo silne monsuny zimowe, co powodowało
      susze w Chinach. Jeden z tych okresów zbiega się z upadkiem dynastii Tang (618-
      907 r. ne.).

      Naukowcy uważają, że zmiany w opadach deszczy tropikalnych mogły mieć charakter
      globalny, co tłumaczyłoby m.in. upadek klasycznej cywilizacji Majów (250-900)
      na terenie obecnego Meksyku i Gwatemali.

      • 3bezatu Re: HwNiSz: dynastia Tang-poezja 05.01.07, 12:20
        Dynastia Tang jest ważną dynastią w historii Chin. W tym okresie gospodarka
        była rozwinięta, społeczeństwo stabilne, a kultura i sztuka osiągały znakomite
        sukcesy. Nadzwyczaj dynamicznie rozwijała się wówczas klasyczna chińska poezja.
        Twórczość poetycka w dynastii Tang stała się jedną z głównych treści
        działalności kulturalnej i społecznej. Kandydat na urzędnika musiał wykazać się
        między innymi umiejętnością pisania wierszem, co sprawdzano podczas egzaminu.
        W powszechnie znanej księdze literackiej „Wiersze całej dynastii Tang” zebrano
        blisko 50 tys. wierszy napisanych przez 2300 poetów.
        • 3bezatu Re: HwNiSz: dynastia Tang-poezja 05.01.07, 14:33
          Okres panowania dynastii Tang uznawany jest za złoty okres poezji chińskiej.
          Niemalże każdy władca z tej dynastii był ogromnym wielbicielem i mecenasem
          poezji i poetów. Niejednokrotnie wielu z cesarzy było poetami. Ale szczególny
          wkład w rozwój poezji chińskiej przypisuje się Cesarzowej Wu Chao (684-704).
          Według historii, właśnie za jej panowania wprowadzono kursy i obowiązkowe
          egzaminy, wieńczące otrzymanie tytułu uczonego poety. Dzięki tej praktyce,
          poezja na stałe związana została z profesjonalizmem i nauką.

          Najważniejsi poeci z epoki dynastii Tang to: Wang Wei, Li Po (znany jako Li Bo,
          Li Bai Li T’ai), Du Fu, Bo Juyi (Po Chu-yi).
          • 3bezatu Re: HwNiSz: dynastia Tang-poezja 05.01.07, 14:39
            Li Bo

            NOCNE MYŚLI

            Przed łóżkiem jasny blask księżyca,
            Zda się jakby na podłodze szron.
            Patrzę w księżyc; głowę skłoniwszy,
            Myślą do rodzinnych wracam stron.

            Meng Haoran

            WIOSENNY ŚWIT

            Budzę się rześki o wiosennym świcie,
            Słyszę wokoło świergotanie ptaków.
            Nagle pamiętam burzę w środku nocy;
            Ileż ulewa połamała kwiatów?



            Wang Wei

            JELENI CHRUŚNIAK

            W górach nie widać człowieka,
            A słyszę echo rozmowy.
            Wraca i znika w lesie,
            Gdzie lśni zielony mech.


            Du Fu

            SPOTKAWSZY LI GUANA W DOLNYM BIEGU RZEKI

            Słyszałem często, odwiedzając możnych,
            Jak grałeś pieśni w książęcych pałacach.
            Minęła wiosna, teraz w dole rzeki
            Siedzisz samotnie wśród opadłych kwiatów.

            • obrobka_skrawaniem Re: HwNiSz: dynastia Tang-poezja 05.01.07, 15:02
              Dynastia Tang - poezja
              gallery.taipei.gov.tw/norris-chi/co_images/large/43.jpg
              www.schillerinstitute.org/newspanish/imagenes/clasic_art/DinastiaChina/Tang-Poem.jpg
          • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: dynastia Tang 05.01.07, 14:40
            Troche wiadomosci o Dynastoo Tang za wikipedia:


            Dynastia Tang (chiń.: 唐, pinyin: Táng) – chińska dynastia, panująca w latach
            618 - 907. Uważana za jedną z największych chińskich dynastii, w czasie jej
            panowania nastąpił intensywny rozwój kultury, sztuki i gospodarki. Na panowanie
            tej dynastii przypada szczytowy okres chińskiego buddyzmu, jednocześnie
            nastąpiło odrodzenie doktryny konfucjańskiej. Pod koniec dynastii buddyzm, po
            okresie rozkwitu (kiedy powstał m.in. chan) został poddany prześladowaniom, a
            na plan pierwszy wysunął się konfucjanizm. Był to także złoty wiek chińskiej
            poezji (tworzyli m.in. Li Bai i Du Fu), okres odrodzenia literatury i rozwoju
            malarstwa. Okres ten charakteryzowało otwarcie Chin na świat – stolica
            dynastii, Chang'an (長安; dzisiejszy Xi'an), stała się największym miastem
            świata, kosmopolityczną metropolią, gdzie istniały m.in. wspólnoty
            chrześcijańskie (nestorianie) i gdzie koncentrował się handel międzynarodowy,
            odbywający się na Jedwabnym Szlaku. Wpływy dynastii rozciągały się daleko w
            głąb Azji Środkowej i Południowo-Wschodniej, rozpoczęła się na duża skalę
            wewnętrzna kolonizacja południowych Chin. W czasach dynastii Tang wprowadzono
            system egzaminów urzędniczych, za pomocą którego rekrutowano urzędników do
            końca cesarstwa. Wynaleziono druk blokowy.

            Dynastia Tang była sukcesorem krótkotrwałej dynastii Sui, która zjednoczyła
            Chiny po kilkuwiekowym rozbiciu na wiele państw. W latach 684-705 panowała
            cesarzowa Wu Zetian i zmieniła nazwę państwa na Zhou, następny cesarz powrócił
            do nazwy Tang. W roku 755 wybuchła rebelia An Lushana i kraj pogrążył się w
            chaosie do roku 763. Rebelia złamała potęgę dynastii, od tego czasu zaczęła się
            ona chylić ku upadkowi. Pod koniec panowania dynastia straciła kontrolę nad
            lokalnymi gubernatorami wojskowymi i ostatecznie jeden z nich zagarnął tron dla
            siebie zapoczątkowując epokę krótkotrwałych Pięciu Dynastii.

            • obrobka_skrawaniem Re: HwNiSz: dynastia Tang - sztuka 05.01.07, 16:31
              Sztuka chińska z okresu dynastii Tang:

              upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/17/Tang-hores1.jpg
              upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/92/Tang_horse.jpg
              academic.brooklyn.cuny.edu/core9/phalsall/images/tanghors.jpg
              www.historyforkids.org/learn/china/art/pictures/tangcamel.jpg
              academic.brooklyn.cuny.edu/core9/phalsall/images/tangcaml.jpg
              www.eastwestart.com.au/images/Tang-Dynasty-Camel.jpg
              www.thegoldentriangle.biz/images/product-images-14.jpg
              www.arthorsemagazine.com/white_tang.jpg
              big5.cgan.net/english/china-art/chinese/history/tang.jpg
              www.weiyangart.com/BuddhistArt/RP-GP002B.jpg
              www.thecityreview.com/f02schi2.gif
              www.alantabor.com/i/str/tang_camel.jpg
              www.nga.gov.au/TTTsui/Images/LRG/17013.jpg
              www.museums.iastate.edu/Tests/Tang.jpg
              www.berwald-oriental.com/html/..%5Cpublish%5Cworksimages%5CKNeelingSweety109_LG.jpg
              www.coloradocollege.edu/Dept/AH/courses/AH113/horse.jpg
              www.artic.edu/aic/collections/images/large/1970_1073.jpg
              www.talariaenterprises.com/images/4650d.jpg
              • obrobka_skrawaniem Re: HwNiSz: dynastia Tang - sztuka 05.01.07, 20:15
                Sztuka chińska z okresu dynastii Tang:

                www.greatcommission.com/china/2002039.jpg
                www.clemson.edu/caah/history/facultypages/EdMoise/ch022288a.jpg
                www.avignon-et-provence.com/musees/angladon/img/danseuse_450.jpg
                www.sxhm.com/images/12-12_60_01.gif
                www.miho.or.jp/english/member/shangrila/vol13/image/01kiba.gif
                www.chinapage.com/images/dragon.jpg
                osaka-art.info-museum.net/selection_e/img/c_sculpture/sel_cscu18.jpg
                gallery.sjsu.edu/oldworld/asiangate/chinesetombs/web-images/DynTang2-3.jpg
                www.ackland.org/art/collection/asian/97.17.jpg
                www.sptimes.com/2003/03/02/photos/arts-horse.jpg
                www.mnsu.edu/emuseum/prehistory/china/images/tang4.jpg
                www.werner-forman-archive.com/Image175.jpg
                www.narahaku.go.jp/exhib/2005toku/kentoshi/images/kentoshi-06.jpg
      • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: cywilizacja Majow 05.01.07, 20:19
        Za Wikipedia:

        Majowie - grupa ludów indiańskich mówiących językami z rodziny maja,
        zamieszkujących pd.-wsch. Meksyk (płw. Jukatan i stan Chiapas), Gwatemalę,
        Belize i zach. Honduras; w węższym znaczeniu nazwę „Majowie” odnosi się
        wyłącznie do grupy zamieszkującej półwysep Jukatan (tzw. Majowie jukatańscy).
        Majowie byli twórcami wysoko rozwiniętej cywilizacji, której początki sięgają
        okresu preklasycznego późnego (400 p.n.e.–250 n.e.), wg chronologii przyjętej
        dla kultur Mezoameryki. Okres wczesnoklasyczny (250–400 n.e.) charakteryzowało
        powstawanie miast (m.in. Tikal oraz Uaxactún) spełniających funkcje
        sakralno-adm., z monumentalnymi zespołami architektonicznymi. W okresie
        średnioklasycznym (400–700) wystąpiły lokalne kryzysy polit., w konsekwencji
        których w okresie późnoklasycznym (700–900) rozwinęły się style regionalne w
        architekturze i sztuce, a cywilizacja Majów osiągnęła swe apogeum. Pod koniec
        tego okresu w rejonie centrum doszło do załamania rozwoju cywilizacyjnego i
        opustoszenia miast. W okresie poklasycznym wczesnym (900–1200) pn. część
        Jukatanu znalazła się pod silnym wpływem kultury Tolteków ze środkowego Meksyku;
        najważniejszym miastem regionu pn. stało się Chichén Itzá; ok. 1200 utraciło ono
        supremację na rzecz Mayapán. Okres poklasyczny średni (1200–1450), trwający do
        upadku Mayapán, był okresem dekadencji i tarć politycznych między zwaśnionymi
        rodami arystokracji, władającymi licznymi, stosunkowo niewielkimi państewkami.
        Okres poklasyczny późny zakończył się wraz z podbojem hiszpańskim w XVI w., ale
        ostatnie niepodległe miasto-państwo Majów, Tayasal na jeziorze Petén Itzá w
        Gwatemali, zostało zdobyte dopiero w 1697 r.

        Podstawą gospodarki Majów było rolnictwo, wykorzystujące technikę żarową i
        irygację, myślistwo, rybołówstwo i zbieractwo; dużą rolę odgrywał handel lądowy
        i morski (przybrzeżny). Społeczeństwo składało się z wyodrębnionych warstw i
        grup zawodowych; najwyższe miejsce w hierarchii społecznej zajmowała
        arystokracja, z której wywodzili się władcy, zwykle łączący funkcje polityczne i
        religijne, a ponadto — urzędnicy, zajmujący się administracją miasta-państwa,
        kapłani oraz wyżsi dowódcy wojskowi; najliczniejszą warstwę stanowili chłopi,
        których część, czasowo lub na stałe, zajmowała się rzemiosłem; istnieli też
        profesjonalni kupcy i inne grupy zawodowe; najniżej w hierarchii stali
        niewolnicy, stosunkowo nieliczni, rekrutujący się głównie spośród jeńców
        wojennych. Mimo że w odniesieniu do form organizacji politycznej Majów używa się
        niekiedy pojęcia imperium, w rzeczywistości tworzyli oni wyłącznie mniej lub
        bardziej trwałe związki kilku miast-państw; przed hiszpańska inwazją na
        Jukatanie nie istniały żadne ponadlokalne struktury polityczne.

        Dziedzictwo cywilizacji Majów

        Główne osiągnięcia cywilizacji Majów w dziedzinie architektury stanowiły
        monumentalne zespoły przestrzenne, złożone ze świątyń na wysokich piramidach
        schodkowych, pałaców, tarasów, dziedzińców i kamiennych boisk do gry w piłkę,
        oraz zastosowanie w budownictwie tzw. fałszywego sklepienia; W dziedzinie sztuki
        — ozdoby ze stiuku, malowidła ścienne, rzeźby i płaskorzeźby z kamienia, drewna
        i kości, polichromowana ceramika oraz wyroby złotnicze. Majowie rozwinęli pismo
        hieroglificzne i dwudziestkowy system zapisu matematycznego, prowadzili
        obserwacje astronomiczne i posługiwali się precyzyjnymi systemami rachuby czasu.
        Po hiszpańskim podboju nastąpił całkowity upadek cywilizacji Majów; w okresie
        kolonialnym, a także po zdobyciu niepodległości przez Meksyk i inne kraje na
        pocz. XIX w., Majowie podejmowali wiele lokalnych zbrojnych prób odzyskania
        samodzielności politycznej (m.in. przez kilkadziesiąt lat, do przeł. XIX i XX
        w., utrzymywali kontrolę nad częścią terytorium Quintana Roo na Jukatanie).
        • 3bezatu Re: HwNiSz: cywilizacja Majow 05.01.07, 22:04
          Niezwykłego odkrycia dokonali w czerwcu 2006 r. polscy archeolodzy z
          Uniwersytetu Jagiellońskiego pracujący w Gwatemali, w ośrodku kultury Majów o
          nazwie Nakum. W jednej z piramid natrafili na nie obrabowany grobowiec
          królewski.
          Jest to pierwszy grobowiec królewski znaleziony w Nakum.

          Oprócz fragmentarycznie zachowanego szkieletu grobowiec zawierał kilka naczyń
          (w tym pięknie malowaną misę przedstawiającą tancerza w bogatym stroju),
          kilkaset paciorków z jadeitu, nefrytu, kości i muszli tworzących naszyjniki,
          bransolety i inne ozdoby, kilka zausznic jadeitowych (ozdoby uszu), pierścień z
          muszli i wiele innych zabytków.

          W okolicy klatki piersiowej zmarłego spoczywał jadeitowy pektorał (emblemat
          władzy), pokryty rytym wyobrażeniem twarzy władcy oraz tekstem hieroglificznym,
          który stanowi niezwykle ważne źródło informacji dla poznania dziejów Majów.
          Ze wstępnej analizy tekstu pokrywającego pektorał wiadomo, że wśród hieroglifów
          znajduje się tytuł królewski.

          Grobowiec jest datowany na przełom VII i VIII wieku n.e., a więc na czasy
          bujnego rozkwitu cywilizacji Majów. Wiadomo jednak, że pektorał spoczywający na
          piersi zmarłego jest o kilka stuleci starszy i był przypuszczalnie
          przechowywany przez członków rodziny królewskiej jako ważna pamiątka rodowa.

          Nad grobowcem polscy archeolodzy natrafili również na dwa depozyty ofiarne, na
          które łącznie składały się trzy naczynia i podłużna rurka z jadeitu rytualnie
          przełamana przez Majów. Jedno z naczyń zawierało niezwykle rzadkie zabytki:
          trzy pierścienie pokryte wizerunkami ludzkich twarzy i osiem paciorków z
          jadeitu.

          Projekt Archeologiczny Nakum jest realizowany przez Instytut Archeologii
          Uniwersytetu Jagiellońskiego i kierowany przez mgr Wiesława Koszkula i dr
          Jarosława Źrałkę.

          • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Kalendarz Majow 06.01.07, 11:06
            U Majów rok liczył początkowo 360 dni i był podzielony na 18 miesięcy liczących
            po 20 dni. Dla uzgodnienia długości roku z okresem powtarzania się pór roku
            rozbudowano go o 5 dni dodatkowych, tzw. dni bez nazwy, które uważano za
            pechowe. W dnie te nie załatwiano żadnych transakcji handlowych, nie odbywały
            się posiedzenia sądów, powstrzymywano się nawet od robienia porządków domowych.

            Nazwy (**) 20 dni okresu tsolkin:
            imix, ik, akbal, kan, chiccan, cimi, manik, lamat, muluc, oc,
            chuen, eb, ben, ix, men, cib, caban, eznab, cauac, ahau.

            Nazwy (**) 18 miesięcy 20-dniowych z dodatkowym 5-dniowym uayeb:
            pop, uo, zip, zotz, tzec, xul, yaxkin, mol, chen, yax,
            zac, ceh, mac, kankin, muan, pax, kayab, cumhu, uayeb.


            Doniosłym wynalazkiem Majów była ciągła rachuba dni od umownie przyjętej daty,
            nazwana przez amerykańskich badaczy long count. Od tego momentu każdy dzień
            otrzymuje oznaczenie cyfrowe. Niestety korelacja kalendarza Majów z kalendarzem
            gregoriańskim napotyka na olbrzymie trudności. Najbardziej prawdopodobne są trzy
            daty ,,początku ery'' u Majów:

            * 11 lutego -3373 (Maud Makemsom, 1946),
            * 15 pażdziernika -3373 (H.J. Spinden, 1930),
            * 13 sierpnia -3113 (J.E. Thompson, 1935).

            Majowie traktowali swój kalendarz jako ogromne osiagnięcie naukowe. Wiele
            wysiłku poświęcali obserwacjom astronomicznym, których dokonywali ze szczytów
            swych świątyń-piramid. Obserwacje te opisywane były później w tzw. kodeksach
            (pośród których ledwie kilka dotrwało do naszych czasów) oraz ryte na stellach
            (obeliskach).
            Dla dokładnego określenia początku rachuby czasu należałoby przeprowadzić
            obliczenia dat pewnych charakterystycznych położeń planet wśród gwiazd,
            wyrzeźbionych na niektórych pomnikach.


            • 3bezatu Re: HwNiSz: akustyka piramid Majów 06.01.07, 13:55
              Grupa belgijskich naukowców pod kierownictwem Nico Declercq z Ghent University
              przeprowadzała badania dotyczące akustyki piramidy El Castillo. Według założeń
              jednej z teorii starożytni Majowie tak budowali swoje piramidy, aby były czymś
              w rodzaju wielkich rezonatorów, wytwarzających zdumiewające dźwięki.
              24-metrowa piramida El Castillo znajduje się na terenie ruin miasta Majów
              Chichen Itza w pobliżu Cancun w Meksyku. Jej dziwne echo fascynowało przybyszów
              już od wielu pokoleń. Fale dźwiękowe odbijające się od stopni i ścian piramidy
              wywołują bowiem złudzenie dźwiękowe podobne do ćwierkania ptaków i padającego
              deszczu. Ptasie odgłosy zostały po raz pierwszy rozpoznane w 1998 roku przez
              Davida Lubman, inżyniera akustyka. Efekt ten przypomina świergot quetzala,
              świętego ptaka Majów. Można go wywołać klaszcząc w dłonie w podstawy schodów.

              Według Declercq twórcy piramidy tak ukształtowali swoje dzieło, aby otrzymać
              pewne dźwiękowe impresje. Przypuszczalnie jednak nie zdawali sobie sprawy z
              końcowego efektu. Analizy akustyczne wykazują, że wrażenia dźwiękowe mogą się
              znacznie od siebie różnić, w zależności co jest przyczyną dziwnego echa.
              Np.bębny mogą wytwarzać inny rodzaj rezonansu. Kroki zwiedzających stwarzają
              złudzenie kropel deszczu wpadających do wiadra z wodą. Możliwe, że właśnie taki
              efekt padającego deszczu był zamierzeniem budowniczych piramidy El Castillo.
              Jak wiadomo, bóg deszczu zajmował bardzo ważne miejsce w wierzeniach Majów.

              Badania zespołu wykazują, że wysokość i odstępy pomiędzy poszczególnymi
              stopniami tworzą coś w rodzaju filtru, który wzmacnia lub osłabia określone
              częstotliwści. Piramida El Castillo nie jest jedynym takim dźwiękowym obiektem
              na świecie. W Kataragama na Sri Lance klaskanie w dłonie na schodach
              prowadzących do rzeki Menik Ganga wywołuje echo podobne do kwakania kaczek.

              • obrobka_skrawaniem Re: HwNiSz: Piramidy Majów 06.01.07, 14:23
                El Castillo, Chichen Itza:

                www.great-adventures.com/images/mexico/El%20Castillo.jpg
                misheli.image.pbase.com/u44/tuthillx2/large/28786813.IMG_9428.jpg
                www.mysteriousplaces.com/mayan/images2/venus01.JPG
                library.georgetowncollege.edu/images/Pyramid%20of%20Kukulkan%20El%20Castillo.jpg
                mishilo.image.pbase.com/v3/00/534500/2/51700681.ChichenItzaElCastilloweb.jpg
            • obrobka_skrawaniem Re: HwNiSz: Kalendarz Majow 06.01.07, 14:48
              Kalendarz Majów (Haab):

              www.ctio.noao.edu/REU/ctioreu_2005/Projects2005/lperez/calendar_maya.jpg
              • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Zapis liczb u Majow 06.01.07, 15:03
                SYSTEM ZAPISU LICZB

                Bardzo oryginalny system zapisywania liczb stworzyło indiańskie plemię Majów,
                które zamieszkiwało południowo-wschodnią część Meksyku, Gwatemalę i część
                Hondurasu. Jako jedni z pierwszych wynaleźli zero (ok. 500 r.n.e. - a więc
                później niż Sumerowie, lecz wcześniej od Hindusów). Zero zaznaczane było
                rysunkiem przypominającym skorupkę ślimaka lub - jak inni twierdzą - półotwarte oko.

                Liczby zapisywano w postaci kombinacji kropek i kresek. Odpowiednio pogrupowane
                stanowiły (wraz z zerem) podstawowy zestaw ,,cyfr'' od 0 do 19.

                wiecej:

                www-users.mat.uni.torun.pl/~much/maya.html#kalendarz
          • obrobka_skrawaniem Re: HwNiSz: cywilizacja Majow 06.01.07, 15:29
            Kompleks budowli w Nakum:

            www.yaxha.de/WWWyaxhaDEnakum.htm
            mojo.typepad.com/photos/guatemala/nakum_palace.JPG
            www.mikeaustin.org/AAA/guate2003_04/0110/48.jpg
            www.mikeaustin.org/AAA/guate2003_04/0110/47.jpg
            • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce 06.01.07, 20:24
              Październik 1869 r. James Gordon Bennett Jr., zaciekle antybrytyjski redaktor
              naczelny New York Herald wysłał jednego z dziennikarzy, Henry’ego Mortona
              Stanleya na poszukiwania wielkiego odkrywcy angielskiego, dr Livingstone’a,
              który zagubił się gdzieś w Afryce.
              Zadanie było proste: odnaleźć naukowca albo jakieś dowody jego śmierci.
              Wyprawa Stanleya rozpoczęła się w 1871r. w Zanzibarze, skąd podążyła w głąb
              kraju. Tam usłyszeli plotki, iż widziano tylko jednego białego człowieka, mniej
              więcej 750 mil od wybrzeża. Po wyczerpującej podróży, w której zginęło około
              2/3 składu wyprawy, Stanley dotarł do wioski Ujiji. Natychmiast otoczył go tłum
              tubylców. Stary biały człowiek odsunął tych stojących najbliżej, zdjął kapelusz
              i wyciągnął dłoń. Stanley, jak później się przyznał, chciał podbiec i wyściskać
              starca. Wiedząc jednak, że ma do czynienia z Anglikiem, powstrzymał emocje,
              ukłonił się tylko i rzekł...
              - Dr Livingstone, jak mniemam?
              - Nieeeeee !!!!! - wrzasnął starzec.
              Stanley poszedł więc ze swoimi ludźmi dalej, natomiast staruszek najwyraźniej
              zdenerwowany mamrotał pod nosem:

              - Idiotów wysyłają na te ekspedycje. Nie wie baran, że zostałem docentem…
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce 07.01.07, 18:35
                O czym David Livingstone napisał:

                "No one can imagine the beauty of the view from anything witnessed in England.
                It had never been seen before by European eyes; but scenes so lovely must have
                been gazed upon by angels in their flight".
    • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Rozstrzygniecie konkursu 07.01.07, 17:41
      Na konkurs wplynely 2 przeklady:

      ***

      Konkurs Onufrego
      Autor: 6uldv8
      Data: 30.12.06, 10:17


      Nie jest źle

      Gdy spadnie na mnie kłopot jakiś, Matka Maria wita mnie
      mówiąc do mnie ciepło: nie jest źle.
      A gdy ponury nastrój mam, ona stoi zawsze blisko mnie
      szepcząc mądre słowa: nie jest źle.

      Nie jest źle, nie jest źle, nie jest źle, nie jest źle
      szeptaj mądre słowa: nie jest źle.

      I wielu zakochanych, których ciężki los doświadczyć chce
      mówi wciąż do siebie: nie jest źle.
      Bo chociaż przestrzeń dzieli ich, nadejdzie dzień, by spotkać się,
      dzień, w którym wykrzykną: nie jest źle!

      Nie jest źle, nie jest źle...

      A kiedy ciemna noc zapadnie, światło, co prowadzi mnie,
      świeci aż do rana - nie jest źle.
      Gdy budzę się na dźwięk muzyki, Matka Maria wita mnie
      mówiąc do mnie ciepło: nie jest źle.

      Nie jest źle, nie jest źle...


      6UL DV8

      ***

      Re: Konkurs Onufrego
      Autor: 3bezatu
      Data: 30.12.06, 18:22


      Tak ma być

      Gdy czas kłopotów przyjdzie znowu, Matka Maria już tu jest
      Mądrze mnie pociesza: tak ma być.
      A kiedy ciemność po mnie sięga, ona blisko przy mnie jest
      Zawsze mnie pociesza: tak ma być.


      Tak ma być, tak ma być, tak ma być, tak ma być
      Wciąż powtarzam w myśli: tak ma być.


      A gdy ktoś o złamanym sercu z trudem życia trzyma się
      Jedna jemu rada: tak ma być.
      Bo choć samotność boli, ciągle szansa jest, by spotkać się
      Wtedy będzie jasne: tak ma być.


      Tak ma być, tak ma być….


      I nawet, kiedy noc jest ciemna, światło, które we mnie tkwi
      Świeci mi do rana: tak ma być.
      Gdy budzę w dźwiękach się muzyki, Matka Maria chowa sny
      Ciepło się uśmiecha: tak ma być.


      Tak ma być, tak ma być…


      ***

      Po baaardzo dlugim namysle Onufry postanowil przyznac 2 pierwsze nagrody:


      6uldv8 otrzymuje: CD "Sufi's voices"

      3bezatu otrzymuje: CD "Sufi ney&piano"


      Serdecznie gratuluje!!!

      Onufry


      PS. Prosze laureatow o informacje na skrzynke jak im przeslac
      nagrody.

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Hawking 8.01.... 08.01.07, 11:10
      Dzis urodziny obchodzi:

      Stephen William Hawking (ur. 8 stycznia 1942 w Oksfordzie, Anglia) – astrofizyk
      i kosmolog, jeden z najwybitniejszych fizyków teoretyków na świecie.

      Profesor matematyki na uniwersytecie w Cambridge i w Kalifornijskim Instytucie
      Technologii w Pasadenie, członek Royal Society, laureat wielu nagród i
      doktoratów honoris causa. Powszechnie uważany za jeden z większych autorytetów
      fizyki teoretycznej.

      Od 22 roku życia Stephen Hawking cierpi na stwardnienie zanikowe boczne. Choroba
      ta sprawiła, że jest on prawie całkowicie sparaliżowany, porusza się na wózku
      inwalidzkim, a ze światem zewnętrznym porozumiewa się przy pomocy syntezatora
      mowy – swoje wypowiedzi wprowadza przez wirtualną klawiaturę.

      Pomimo tak zaawansowanego inwalidztwa Hawking jest bardzo aktywny w fizyce, a
      także w życiu publicznym. Jego popularnonaukowa książka "Krótka historia czasu"
      stała się bestsellerem. Z jego innych znaczących dzieł należy wymienić również
      książki "W poszukiwaniu teorii wszystkiego", "Teoria Wszystkiego" oraz
      "Wszechświat w skorupce orzecha" (rok wydania: 2001).

      Pod koniec lat 70. Hawking postulował efekt utraty masy przez czarna dziurę w
      wyniku kreacji po obu stronach horyzontu zdarzeń par cząstka-antycząstka na
      koszt energii pola grawitacyjnego. Jak dotąd promieniowanie Hawkinga jest
      hipotezą. Obecnie jednak zrzekł się on twierdzenia, że materia, która raz wleci
      do czarnej dziury, już z niej nie wróci.

      Hawking wystąpił również gościnnie w serialu telewizyjnym "Star Trek" oraz
      użyczył swojego głosu w utworze zespołu Pink Floyd – "Keep Talking".

      (za Wikipedia)
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Hawking 8.01.... 08.01.07, 11:17
        Maksymy S. Hawkinga


        * Gdyby w przyszłości wynaleziono wehikuł czasu, przeżywalibyśmy dziś inwazję
        hord turystów z przyszłości.


        * Nie wierzę, że ludzkość przetrwa następne tysiąc lat, jeśli nie udamy się w
        kosmos. Zbyt wiele zagraża życiu na jednej planecie.


        * Odkrycie naukowe nie jest może lepsze od seksu, ale satysfakcja trwa dłużej.


        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Hawking 8.01.... 08.01.07, 14:30
          Przypomnienie:


          Re: Stephen W. Hawking
          Autor: Gość: Onufry
          Data: 13.09.06

          pinocchio999 napisała:

          > Stephen Hawking jest "gwiazda" (...)
          > Fakt,ze on jest w wozku inwalidzkim,mowi przez komputer,stwarza prawie
          >ponadludzka aure.

          =====================

          Znajomy, ktory spedzil w Cambridge pare lat i uczestniczyl w wielu wykladach
          S. Hawkinga opowiadal, ze jego stalym dowcipem rozpoczynajacym wyklad
          bylo przeprosznie widowni, ze bedzie mowil z amerykanskim akcentem. :-)))

          (Komputerowy syntezator mowy, ktorego uzywal S.H. byl produkcji amerykanskiej.)
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Hawking 8.01.... 08.01.07, 21:30
            Jeszcze jeden krotki artykul o S. Hawking:

            Stephen Hawking (1942-)

            Urodził się w Oxfordzie w Anglii. Jest synem Franka Hawkinga, lekarza i biologa,
            oraz Isobel Hawking. Od trzynastego roku życia Stephen uczęszczał do St. Albany
            School, był uczniem o przeciętnych zdolnościach. Jako nastolatek postanowił
            studiować matematykę lub fizykę. W wieku 17 lat otrzymał stypendium na studia w
            Oxfordzie, po dwóch latach przeniósł się do Cambridge. Jako specjalizację wybrał
            astronomię choć nie pasjonowała go ta dziedzina. Na początku 1963 roku Hawking
            zachorował na stwardnienie zanikowe boczne (SLA) - choroba ta powoduje
            nieodwracalne zmiany w kręgosłupie, szpiku i korze mózgowej, w końcu prowadzi do
            zaniku mięśni. Mimo iż choroba przykuła go do wózka inwalidzkiego i w wyniku
            tracheotomii stracił mowę, nie przestał pracować. W 1966 roku uzyskał doktorat
            za pracę 'Properties of the Expanding Universe'. Pozostał w Gonville i Caius
            Collage jako członek wydziału matematyki stosowanej oraz Instytutu Astronomii
            Teoretycznej. Od początku swojej pracy zawodowej Hawking zajmował się
            podstawowymi problemami kosmologii. Pierwszym ważnym odkryciem było ustalenie
            wraz z Penrose'em, że wszechświat, zgodnie z ogólną teorią względności, musi
            mieć początek. Twierdzenie o osobliwościach zostało ogłoszone w 1970 roku. Wtedy
            Hawking skoncentrował się na fizyce czarnych dziur. Odkrycie, że powierzchnia
            czarnej dziury nie może nigdy zmaleć, doprowadziło go do wniosku, że ma ona
            związek z entropią, która jest miarą stopnia nieuporządkowania układu. W 1974
            roku udowodnił, że czarne dziury mają niezerową temperaturę i emitują
            promieniowanie. 5 lat później (1979) Hawking został mianowany profesorem
            matematyki na katedrze Lucasa na uniwersytecie w Cambidge. Ochrzczono go mianem
            'nowy Einstein'; uzyskał wiele nagród, był bohaterem programu BBC, jego książka
            'Krótka historia czasu' stała się bestsellerem. W połowie lat 80-tych Hawking
            zaczął interesować się zastosowaniem teorii kwantów do warunków istniejących na
            początku wszechświata, w chwili Wielkiego Wybuchu. Jego ideą jest sformułowanie
            kwantowej teorii grawitacji, będącej tzw. teorią wszystkiego. Wspólnie z Jamesem
            Hartle'em napisał ważną pracę 'The Wave Function of the Universe', która, jak
            się okazało, miała zasadnicze znaczenie dla powstania dziedziny znanej jako
            kosmologia kwantów. Hawking i Hartle opracowali 'hipotezę braku brzegu', która
            określa warunki początkowe wszechświata. Pomimo ciężkiej choroby nie czuje się
            nieszczęśliwym człowiekiem. Ma dzieci, ożenił się po raz drugi.

    • onufry_z_daleka Re: Humor w... Sztuce: czlowiek - orkiestra 08.01.07, 22:04
      Za GW:

      Strajkujących na tle płacowym członków orkiestry i chóru opery w Bolonii zastąpi
      w operze "Cyganeria" Giacomo Pucciniego... jeden pianista - poinformowała w
      poniedziałek dyrekcja teatru. Niecodzienne przedstawienia z pianistą w
      charakterze "człowieka- orkiestry" odbędą się we wtorek i w środę.

      Zdaniem dyrektora teatru, Marco Tutino, strajk w subsydiowanej przez państwo
      operze może zagrozić tegorocznym uroczystościom 50-lecia śmierci słynnego
      włoskiego dyrygenta Arturo Toscaniniego. Związki zawodowe w operze nie zgodziły
      się na proponowaną przez dyrekcję podwyżkę w wysokości 50 procent żądanej kwoty.

      Prapremiera "Cyganerii" odbyła się w 1886 roku w Turynie i prowadził ją sam
      Toscanini; dyrygent później wielokrotnie wracał do tej opery.

      :-)


      No to przypomnijmy anegdoty z Toscaninim:

      Re: Humor w Nauce i Sztuce: Toscanini
      Autor: Gość: Onufry
      Data: 11.10.06

      Dzieciolatek Arturo Toscanini jako cudowne dziecko mial wystapic w koncercie na
      cel dobroczynny. Przed nim wystepowala Kobieta-dyrygent oraz Inwalida Frontowy-
      dyrygent. Znudzona orkiestra zostala zupelnie roztrojona i zamiast zagrać co
      trzeba zagrała bardzo głośno co nie trzeba. Arturek zdenerwowal sie,
      tupnal nozka i powiedzial:
      - Panowie, nie bądzcie dziećmi, zaczynamy!



      Obdarzony był genialnym talentem i twardym charakterem. Wybuchy złości
      Toscaniniego na próbach były powszechnie znane. Swą porywczość przelewał na
      muzykę - pełną namiętności i dramatyzmu. Do anegdot przeszła próba Yehudi
      Menuhina ze słynnym dyrygentem: podczas przegrywania sonaty Brahmsa w hotelowym
      pokoju nagle rozdzwonił się telefon. Nie przerywając gry na fortepianie,
      Toscanini jedną ręką szarpnął za sznur i wyrwał go z całym gniazdkiem ze ściany,
      po czym bez słowa kontynuował utwór.

      ***

      PS. A Onufry to sie dzis tu czuje jak ten pianista w Bolonii ;-)

      • 3bezatu Re: Humor w... Sztuce: A.Toscanini 09.01.07, 09:06
        Wielu sławnych dyrygentow włoskich, wśród nich Arturo Toscanini (1867-1957) i
        Pietro Mascagni (1863-1945), zostało zaproszonych do wzięcia udziału w wielkim
        festiwalu muzycznym w Mediolanie, urzadzonym na cześć Giuseppe Verdiego.
        Mascagni zazdrościł sławy Toscaniniemu i przyjął zaproszenie pod warunkiem, ze
        dostanie honorarium większe niż Toscanini. - Niech to będzie tylko jeden lir,
        ale musi być większe - oświadczył Mascagni. Komitet festiwalowy wyraził zgodę.
        Gdy Mascagni odbierał honorarium, ze zdziwieniem stwierdził, ze wyniosło tylko
        jeden lir. Toscanini dyrygował za darmo.
        • 3bezatu Re: Humor w... Sztuce: A.Toscanini 09.01.07, 09:56
          Arturo Toscanini na próbie przed koncertem w Nowym Jorku zwrócił uwagę
          śpiewającej z orkiestrą artystce. Ta wykrzyknęła oburzona:
          - Ja jestem wielką artystką, wie pan o tym?!
          - Niech pani będzie spokojna, nie powiem o tym nikomu!

          • • •


          Dziennikarka zapytała kiedyś Arturo Toscaniniego:
          - Mistrzu, dlaczego nie toleruje pan kobiet w orkiestrze?
          - Bo gdy są ładne, przeszkadza to moim muzykom, a gdy są brzydkie przeszkadza
          to mnie.
          • 3bezatu Re: Humor w... Sztuce: A.Toscanini 09.01.07, 12:41
            Początek kariery Arturo Toscaniniego był niezwykły – tym bardziej, że on sam
            wcale dyrygentem być nie zamierzał.

            Zdarzyło się, że dziewiętnastoletni Toscanini będąc wiolonczelistą w orkiestrze
            jakiejś wędrownej trupy operowej, popłynął wraz z nią do Rio de Janeiro. W
            spektaklu, który miał się odbyć 26 czerwca 1886 r., w programie była „Aida” –
            liczące wówczas zaledwie kilkanaście lat, słynne arcydzieło operowe Giuseppe
            Verdiego. Niestety jednak – spektakl ten stanął pod znakiem zapytania. Na kilka
            godzin przed planowanym przedstawieniem między orkiestrą, a dyrygentem doszło
            do gwałtownej kłótni, w wyniku której dyrygent został przegnany od pulpitu.

            Tymczasem sala operowa zaczęła zapełniać się Brazylijczykami, których
            temperamenty – jak wiadomo – są nie są mniej ogniste od tych, jakie zwykle mają
            Włosi. Dyrygenta zaś jak nie było, tak nie było. W powietrzu wisiała awantura i
            potężny skandal.

            Sytuacja zdawała się bez wyjścia. Na szczęście jednak dyrekcja zespołu
            przypomniała sobie o Toscaninim – młodym wiolonczeliście, o którym od dawna
            mówiło się, że jest „un genietto” – małym geniuszem, zdolnym podjąć się każdego
            muzycznego zadania. Poproszony o stanięcie za pulpitem dyrygenckim Toscanini
            poprowadził spektakl – przy czym zrobił to… z pamięci, mimo że nie było czasu
            na jedną choćby próbę.

            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w... Sztuce: A.Toscanini 09.01.07, 14:11
              Arturo Toscanini - obdarzony znakomitą pamięcią, dyrygował bez partytury, co
              można zobaczyć na filmie:

              www.youtube.com/watch?v=j9B70Ku5qSg Giuseppe Verdi "Hymn narodów" cz. 1
              www.youtube.com/watch?v=vMaXQX2YIwc Giuseppe Verdi "Hymn narodów" cz. 2
              • 3bezatu Re: Humor w... Sztuce: A.Toscanini 09.01.07, 15:03
                W 1896 r. w Turynie odbyła się prapremiera opery „Cyganeria” Giacomo
                Pucciniego. Spektakl ten, omal nie zakończył się gwizdami – poszło po prostu o
                to, że publiczność domagała się powtórzenia końcowego fragmentu opery – sceny
                śmierci chorej na suchoty Mimi. Jednak – mimo, iż bisy były dla włoskiej
                publiczności czymś oczywistym - Toscanini kategorycznie stwierdził, że do
                takiego błazeństwa w sensie dramaturgicznym nie dopuści.
                W rezultacie publiczność opuściła salę wściekła na krnąbrnego dyrygenta.


                Toscanini był człowiekiem o nadzwyczaj silnej osobowości – także w sensie
                moralnym, czemu w dobitny sposób dał wyraz odmawiając w 1928 r. zadyrygowania
                faszystowskim hymnem „Giovinezza”, za co został spoliczkowany i pobity przez
                bojówkę „czarnych koszul”. Po incydencie tym opuścił Włochy, by powrócić tam
                dopiero po II wojnie światowej.
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce 09.01.07, 16:34
      Anegdoty o Arturze Swinarskim:
      -----------------------------

      Jeden ze znajomych Artura Marii Swinarskiego wyskoczył tak nieszczęśliwie z
      tramwaju, że upadł i uderzył głową o krawężnik, wybijając sobie kilka zębów.
      Nieszczęśnik biegł przez ulicę trzymając chustkę przy silnie krwawiących ustach.
      Spotkawszy Swinarskiego złapał go za rękaw i pokazał, co mu się przytrafiło.
      Swinarski obejrzał uszczerbki w jego jamie ustnej, pokiwał współczująco głową i
      powiedział:
      - "Całe szczęście, że to ci się nie śniło.
      Zrozpaczony i zarazem zdziwiony przyjaciel spytał:
      - "Dlaczego?"
      - "Bo jak człowiekowi śnią się wybite zęby, to może się potem przydarzyć mu
      jakieś nieszczęście."

      ++++++++++++

      Swinarski lubił przebywać wśród aktorów. Pewnego wieczoru, znajdując sie w
      gronie aktorek warszawskich teatrów, prawił im komplementy.
      Jednej powiedział, że jest w stylu rokoko. Innej - że wygląda, jakby była
      żywcem wyjęta z obrazu Velazqueza.
      - "A jak mistrz mnie widzi? - zapytał pewien młody aktor.
      - "Pan to młody Werter."
      Młodzieniec któremu pochlebiło porównanie z bohaterem powieści Goethego
      uśmiechnął się z zadowoleniem. Wtedy Swinarski dodał:
      - "Powinien się pan natychmiast zastrzelić."

      ++++++++++++++

      Kiedy Stanisław Radkiewicz został mianowany ministrem Bezpieczeństwa
      Publicznego, Magdalena Samozwaniec, pisarka, spytała Swinarskiego:
      - "Słuchaj Arturku, ten nowy minister co to jest za postać?"
      Swiniarski natychmiast ją objaśnił:
      - "To nie postać, to posiedzieć."

      ++++++++++++
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 09.01.07, 18:19
        Po wystawieniu w teatrze nie dokończonego dramatu Stefana Żeromskiego "Grzech"
        do którego Leon Kruczkowski dopisał 3 akt, ktoś spotkał Artura Marię
        Swinarskiego i spytał:
        - "Jak zdrowie?"
        Swinarski odparł:
        - "Jak Kruczkowski"
        - "Co to znaczy?"
        - "Dopisuje"


        * * *


        Na zjezdzie Związku Literatów Polskich w Szczecinie w roku 1949 ogłoszono
        realizm socjalistyczny za kierunek obowiązujący w literaturze.
        Na popołudniowej części narady, po przemówieniu ministra Włodzimierza
        Sokorskiego na sali pojawił się poeta i eseista Paweł Hertz, odziany w czarny
        garnitur. Artur Maria Swinarski na jego widok zawołał:
        - "Cóż to za żałoba, Pawełku?"
        Hertz odparł z godnością:
        - "Przyszedłem na pogrzeb polskiej literatury."
        Swinarski zrobił gest zdziwienia i zawołał:
        - "To dziwne, przecież nie jesteś nawet jej krewnym!"


        * * *



        Gdy zapytano Artura Marię Swinarskiego po premierze "Pociągu do Marsylii"
        Krzysztofa Głuszczyńskiego w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, co sądzi o
        sztuce swojego młodszego kolegi, odpowiedział:
        - "Nie wiem, miałem bowiem miejsce sypialne"

        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce 09.01.07, 18:48

          Swinarski słynął z serdecznej wylewności.
          Kiedyś w wesołej kompanii artystów poznał się w Krakowie z dyrektorem Teatru
          im. Słowackiego w Krakowie Teofilem Trzcińskim. Gdy nowi znajomi wypili już
          bruderszaft, Swinarski klepie w kolano Trzcińskiego i powiada:
          - "Słuchaj, a tak między nami, starymi przyjaciółmi, powiedz mi, jak ty się
          właściwie nazywasz."


          +++++++++++++

          Pewnego dnia Artur Maria Swinarski obecny był na przedstawieniu "Balladyny"
          Juliusza Słowackiego. W czasie spektaklu opowiadał coś sąsiadowi swoim dość
          głośnym szeptem.
          - "Może by się pan uspokoił... Przecież nie słychać ani słowa" - zwrócił się do
          niego siedzący blisko wielbiciel autora sztuki.
          Na co Swinarski odpowiedział z całym spokojem i głośno:
          - "Słowackiego, mój panie, trzeba znać na pamięć."


          +++++++++++++

          Swinarski przybywszy do budynku poczty w Zakopanem został poproszony przez
          nieznajomego górala o odczytanie listu, który właśnie otrzymał od swojego syna
          z zagranicy. Swinarski na początku nie mógł go odczytać, gdyż był tak
          nieczytelnie napisany. Stary góral zniecierpliwiony rzekł wydzierając list z
          rąk Swinarskiego:
          - "A dyć nie mogliście panocku od razu pedzieć, co nie umiecie cytać, a nie
          zabirać czesu mnie i sobie?"


    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 09.01.07, 17:30

      Skąd się wzięło słowo "robot"?
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 09.01.07, 18:21
        Pewnie od roboty, którą miałby za nas wykonywać...
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 09.01.07, 18:42

          Kto pierwszy użył terminu "robot"?
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 09.01.07, 19:00
            Karel Čapek
            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka - Karel Čapek 09.01.07, 20:09
              3bezatu napisała:

              > Karel Čapek

              Tak, jak zwykle 3bezatu wie wszystko.

              Słowo „robot” pochodzi od czeskiego słowa „robota”, oznaczającego pracę.
              Termin „robot” został wprowadzony w roku 1920 przez Karela Čapka w sztuce RUR
              (Rossumovi Univerzalní Roboti)na określenie maszyny o wyglądzie ludzkim,
              mającej pewne właściwości intelektualne, wolnej od wszelkich uczuć i zdolnej do
              podejmowania samodzielnych decyzji.

              9 stycznia przypada rocznica urodzin Karela Čapka.

              Čapek KAREL, ur. 9 I 1890, Malé Svatoňovice k. Trutnova, zm. 25 XII 1938,
              Praga, brat Josefa, pisarz czes.; twórca awangardowej prozy czes.; powieści
              (Fabryka absolutu — wizja dehumanizacji kultury i etyki mieszcz., Inwazja
              jaszczurów — ostrzeżenie przed faszyzmem) oraz dramaty fantast.-nauk. (utopijny
              RUR); opowiadania, także dla dzieci, humoreski.
              (Wydawnictwo Naukowe PWN, encyklopedia on-line, encyklopedia.pwn.pl )
              • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Karel Čapek- cytaty 09.01.07, 20:29
                obrobka_skrawaniem napisała:

                > Tak, jak zwykle 3bezatu wie wszystko.

                Czasem wie, a czasem wie gdzie szukać:-)

                *****

                -Dziennikarzem staje się człowiek z reguły w ten sposób, że z młodzieńczego
                braku doświadczenia napisze coś do prasy.

                -Każda różnica w rzeczach i ludziach wzbogaca życie.

                -Każdy cud musi znaleźć wytłumaczenie, inaczej jest nie do zniesienia.

                -Królestwo kłamstwa nie jest tam, gdzie się kłamie, lecz tam gdzie się kłamstwo
                akceptuje.

                -Krytykować - to znaczy dowieść autorowi, że nie robi tego tak, jakbym ja to
                zrobił, gdybym potrafił.

                -Kto tylko o sobie myśli, traci z oczu świat.

                -Mało co bywa staranniej zorganizowane niż tak zwany spontaniczny bunt.

                -Na tym polega wartość życia, że płaci się za nie nawet życiem.

                -Niepowodzenie: nie wykorzystać okazji.

                -Pogoda jest wspólną własnością ludzi, którzy nie mają sobie nic do powiedzenia.

                -Poznać – to natknąć się na jakąś tajemnicę.

                -Tylko głupiec nie ma wątpliwości.

                -Tylko mali ludzie boją się o prestiż, wielcy go mają.

                -Walkę stworzyła natura, nienawiść jest wynalazkiem człowieka.

                -Wiele wymyślono po to, żeby nie trzeba było myśleć.

                -Wyobraźcie sobie tę ciszę, jaka by nastąpiła, gdyby ludzie mówili tylko to, co
                wiedzą !

                -Żadnego bohaterstwa nie da się zaplanować; może się ono jedynie przytrafić.

                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Karel Čapek- cytaty 09.01.07, 21:17

                  -Humor jest najbardziej demokratyczną formą życia człowieka.

                  -Musimy mieć do życia cierpliwość, ponieważ jest wieczne.

                  -To znana rzecz: im większy pan, tym mniej ma wypisane na tabliczce nad
                  drzwiami.

                  -Tolerancja - to dążenie do zrozumienia innych.

                  -Wszystko, co istnieje godne jest uwagi.

                  -Wszystko, co spotyka człowieka, pochodzi od niego samego.

                  -Gdyby psy umiały mówić, być może byłoby nam się tak trudno z nimi dogadać, jak
                  z ludźmi.
                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Karel Čapek- cytaty 09.01.07, 21:44
                    -Humor to sól życia: kto jest nią dobrze przesycony, zachowa długo świeżość.

                    -Im silniejsi jesteśmy, tym więcej mamy nieprzyjaciół.

                    -Człowiek, którego dusza jest skomplikowana, żyje w środowisku skomplikowanym i
                    dziwnym.

                    -Człowiek, który myśli, jest równie samotny jak człowiek, który umiera...

                    -...sam rozum każe przystosowywać własne środki do ludzkiej głupoty.

                    -Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy.

                    -Młode pokolenie jest przekonane, że z nim nadchodzi lepszy świat; stara
                    gwardia jest przekonana, że wraz z nią ów lepszy świat odchodzi. W ten sposób
                    koło się zamyka.

                    -Głos ludu [...] to z reguły ten, któremu najwięcej należy podpowiadać.

                    -Nie ma nic bardziej konserwatywnego niż władza.

                    -Rewolucję możesz sobie robić, gdzie chcesz, tylko nie w urzędach. Nawet gdyby
                    miał być koniec świata, trzeba najpierw zniszczyć wszechświat, a dopiero potem
                    urzędy.

                    -Mianem konieczności politycznej określa się sprawy, które nie są tak całkiem w
                    porządku, a których nie chcemy nazywać po imieniu.

                    -Dzięki wysiłkom mężów stanu świat nadal utrzymywany jest w niepewności.

                    -Frazes nie jest ustalonym zwrotem, ale ustalonym kłamstwem.

                    -Frazes zaciera różnicę między prawdą a nieprawdą. Gdyby nie było frazesów, nie
                    byłoby demagogii, nie byłoby publicznych kłamstw i nie można by tak łatwo
                    uprawiać polityki, która zaczyna się od retoryki, a kończy na mordowaniu
                    narodów.

                    -Posiadanie własnej opinii jest podobnym przyzwyczajeniem jak posiadanie w
                    gospodzie swego własnego kufla.

                    -Przy niczym nie obstaje człowiek tak uparcie jak przy rzeczach, o których w
                    głębi duszy nie jest przekonany.

                    -Prawdę musi się przemycać, musi się ją dawkować, tu odrobinkę, tam odrobinkę,
                    aby się do niej ludzie przyzwyczaili.
                    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce - Karel Čapek- cytaty 09.01.07, 22:45
                      * Na najlepsze pomysły człowiek wpada z głupoty.


                      * Jedna z największych plag cywilizacji: uczony głupiec.


                      * Każdy człowiek ma swoją słabą stronę, ale niczym nie urazisz
                      go bardziej niż tym, że ją rozpoznasz.


                      * I rewolucje mają swoich pedantów.


                      * Sława demoralizuje także i płazy.

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: D. Knuth 10.01.07, 14:02
      Dzis urodziny obchodzi Donald Knuth (ur. 10 stycznia 1938 r. w Milwaukee)– jeden
      z pionierów informatyki – jest najbardziej znany z wielotomowego dzieła Sztuka
      programowania (The Art of Computer Programming), uznawanego za najbardziej
      dogłębne, chociaż na razie niedokończone opracowanie na temat analizy
      algorytmów. Jest też autorem systemu składu drukarskiego TEX i języka opisu
      czcionek METAFONT, oraz twórcą i propagatorem techniki literate programming.

      Znany jest ze swojego poczucia humoru:

      * począwszy od wersji 3 programu TEX kolejne wersje są coraz bliższym
      przybliżeniem liczby π – 3.1, 3.14, itd.; najnowsza – 3.141592;

      * kolejne wersje języka METAFONT analogicznie do TEX są przybliżeniem liczby e;
      obecna wersja to 2.71828;

      * za znalezienie błędu w swojej książce płaci $2.56 czyli 100 (centów) odczytane
      w systemie szesnastkowym; dla książki 3:16 Bible Texts Illuminated jest to
      wyjątkowo $3.16;

      Od 1 stycznia 1990 nie używa poczty elektronicznej, tłumacząc, że "15 lat
      używania emaila wystarcza na jedno życie". Knuth ogłosił, że jego ostatnią wolą
      będzie, aby po jego śmierci zakończyć pracę nad programem TEX i METAFONT,
      oznaczyć wersje programów odpowiednio π i e, a wszystkie pozostałe w nich błędy
      nazwać właściwościami programów.

      W 2001 jego imieniem nazwano planetoidę Knuth (21656)

      :-)))
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: D. Knuth 10.01.07, 14:57
        Wiecej szczegolow o jubilacie, patrz:

        pl.wikipedia.org/wiki/Donald_Knuth


        Wiele ciekawych rzeczy mozna znalezc na stronie Knutha:

        www-cs-faculty.stanford.edu/~knuth/


        Moze jedna maksyma Knutha a propos tytulu tego watku:

        "Nauka to to co potrafimy objasnic komputerow; cala reszta to Sztuka."
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 10.01.07, 20:14
      Termin "Sztuka" obejmuje tez "Sztuke kulinarna".
      Zagadka: Jakiego spaghetti nie sposob zamowic w
      restauracjach w Bolonii?

      ;-)
      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 10.01.07, 20:21
        spaghetti bolognese?

        onufry_z_daleka napisał:
        > Termin "Sztuka" obejmuje tez "Sztuke kulinarna".

        Ale czy spaghetti to sztuka przez S?
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 10.01.07, 20:37
          obrobka_skrawaniem napisała:

          > spaghetti bolognese?

          Tak, tego dania nie uswiadczysz w Bolonii ;-)


          > onufry_z_daleka napisał:
          > > Termin "Sztuka" obejmuje tez "Sztuke kulinarna".
          >
          > Ale czy spaghetti to sztuka przez S?

          Znam takie miejsce w Turynie, ktore nazywa sie "Pasta i basta",
          gdzie kazde spaghetti to sztuka przez bardzo duze "S"

          ;-)))

    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 10.01.07, 20:46

      Co Hitler nazwał "skarbem narodowym"?
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbatka ;-) 10.01.07, 20:56
      Zbliza sie post 1600. Pozdrawiamy w nim wszystkich sympatykow watku,
      ktorzy sa jednoczesnie milosnikami herbatki. A oto male artykulik GW
      a propos:

      ***

      Anglicy mają problem, a przynajmniej tak sądzą naukowcy z uniwersytetu w
      Berlinie. W najnowszym wydaniu "European Heart Journal" opublikowali wyniki
      badań, które dowodzą, że korzyści, jakie daje układowi krążenia picie czarnej
      herbaty, są całkowicie niwelowane, jeśli ją przyrządzamy na sposób angielski, a
      więc dodając mleka. Uczeni z Niemiec sprawdzali, w jaki sposób picie herbaty
      wpływa na naczynia krwionośne, zarówno u ludzi jak i szczurów. Okazało się, iż
      rzeczywiście napój sprawia, że tłoczące krew tętnice znacznie łatwiej się
      rozkurczają, co z medycznego punktu widzenia jest bardzo korzystne. Niestety,
      dodanie do herbaty mleka blokowało ten efekt. W jaki sposób? Najprawdopodobniej
      białko zawarte w mleku, tzw. kazeina, zmniejsza w herbacie stężenie substancji
      zwanych katechinami. A to właśnie one chronią naczynia przed szkodliwym wpływem
      wolnych rodników.

      "Eksperymenty na szczurach pokazały też, że pod wpływem herbaty w zwierzęcych
      tętnicach wydziela się tlenek azotu, sprawiając, że ulęgają one rozkurczowi. Ale
      znów, dodanie mleka hamowało ten proces" - pisze kierująca badaniami dr Verena
      Stangl.


      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbatka ;-) 10.01.07, 21:01
        HERBATKA

        słowa: J.Przybora
        wykonanie: Kabaret Starszych Panów

        "(...)O jakżeś bliska chwilko
        Jesienna. Pachną kwiaty
        A my pragniemy tylko,
        Już tylko tej herbaty.
        Za oknem deszczyk sypnął
        A rivederci lato,
        Gdy wtem drzwi cicho skrzypną
        I tutaj nam herbata...
        Bo póki, póki ciebie nam pić,
        Póty jak w niebie, jak w niebie
        nam żyć
        Herbatko, herbatko, herbatko!

        Tak wdzięczni, że nas darzysz
        Pod koniec już sezonu
        O tobie będziem marzyć,
        Twój zapach czule chłonąć.
        Aż kiedyś syci woni
        Poprzestaniemy na tym,
        Bo doktor nam zabroni
        Picia mocnej herbaty
        Ach po co, po co, po co nam żyć,
        Kiedy nie będzie wolno nam pić
        Herbatki, herbatki"

        ;-)))
        • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbatka ;-) 10.01.07, 22:25
          Temat „herbaciano-poetycki” wywołany przez Onufrego przypomniał mi jak pięknie
          i dziwnie nieraz pisano o herbacie. Pewien Chińczyk żyjący jakieś dwa tysiące
          lat temu tak pisał:
          ” Najlepsze liście herbaciane muszą być pofałdowane jak skórzane buty z
          cholewami tatarskich jeźdźców, powinny skręcać się jak kosmata broda potężnego
          bawołu, lśnić jak morze poruszane lekkim zefirkiem, rozsiewać zapach jak mgła
          unosząca się z rozpadlin górskich, mieć soczystość i miękkość gleby zroszonej
          delikatnym deszczykiem.”
          W Polsce nie doceniano herbatki, kiedy się pojawiła w narodowym menu, znawca
          obyczajów, Jędrzej Kitowicz, zanotował: "herbatę, jako sprawującą suchoty i
          oziębiającą żołądek, wcale zarzucono: policzono ją w liczbę lekarstw przeciw
          gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach (wymiotach), mianowicie z
          gwałtownego pijaństwa pochodzących".
          Potwierdza to XBW Ignacy Krasicki, w jego satyrze „Pijaństwo”, bohater
          cierpiący kaca po imieninach żony mówi: „W południe się budzę, cięży głowa jak
          ołów, krztuszę się i nudzę, jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący".
          Dopiero gdzieś w XIX wieku zainteresowano się bliżej herbatką. Franciszek Wężyk
          w XIXw. cały zbiór poezyj poświęcił herbacie, m. in taki wierszyk:
          "Gdy przedtem Polak z wina chorował
          "herba thea" doktór zapisywał śmiały;
          Aptekarz zważył i opieczętował;
          funtem się obszedł kraj cały.
          Kogóż by wzgląd ten do łez poruszył,
          że grosz i zdrowie na to ziółko trwonim
          Co Chińczyk wypił i znowu wysuszył
          A kacap po nim?"
          (kacap – dawn. głupiec)
          no i też w XIXw. nikt inny jak sam Wieszcz Adam zaręczał, że w Soplicowie
          chętnie pijano „z chińskich ziół ciągnione treści”.
          A potem jeszcze Witkacy, znawca różnych, oględnie mówiąc „pobudzaczy”
          twierdził, że "Herbata ma jeszcze olejki lotne, które działają specyficznie.
          Daje ona więcej «natchnienia» i w pracy umysłowej i w rysunku, gdzie powoduje
          też większą koordynację oka z ręką".
          No, a za moich studenckich czasów śpiewało się na różnych wypadach piosenki
          Wolnej Grupy Bukowina o herbacie pitej w schronisku….
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbata - anegdoty 11.01.07, 11:54
            Jedną z głównych przyczyn powolnego rozpowszechniania się herbaty jako napoju w
            Europie było, w pierwszym okresie, nieumiejętne obchodzenie się z nią. W każdym
            prawie kraju istnieją więc różne żartobliwe anegdoty o przyrządzaniu herbaty.
            Przypomnijmy anegdotę o angielskim marynarzu, który w podarunku przysłał swojej
            matce funt herbaty. Matka, chcąc ugościć sąsiadki wykwintnym, zamorskim daniem,
            ugotowała w rondelku cały funt herbaty. Następnie odlała gorzką, jej zdaniem
            niepotrzebną brązową wodę, a na talerz wyłożyła wygotowane liście herbaty i
            polała je śmietanką.

            ***

            W 1644 roku Kompania Wschodnioindyjska przysłała w darze królowi angielskiemu,
            jako wielką egzotyczną rzadkość, dwa funty herbaty, kupionej w Holendrów. Na
            angielskim tronie panował wówczas Karol II Stuart, który poślubił rodowitą
            księżniczkę portugalską - Katarzynę Barganza. Nowa królowa "wniosła" swojemu
            małżonkowi niezwykłe wiano - indyjskie miasto Bombaj i tamtejsze zwyczaje picia
            herbaty. Te dwa wydarzenia zdecydowały o rozpowszechnieniu picia herbaty w
            Anglii i spowodowały, że zwyczaj ten zaczął przenikaćdo wyższych sfer
            społeczeństwa w innych krajach europejskich.

            • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbata - anegdoty 11.01.07, 12:01
              Arcyksiężna Northumberland, wychowawczyni angielskiej królowej Wiktorii,
              uważał, że picie herbaty oraz czytanie "Timesa", to ciężkie grzech młodych
              dziewcząt. Dlatego też surowo zakazała swojej wychowance obydwu tych
              przyjemności.

              ***

              Zaraz po koronacji na Królową w dniu 28 czerwca 1837r. królowa Wiktoria
              zażądała filiżanki herbaty najnowszego wydania "Timesa". Obydwa żądania zostały
              natychmiast spełnione, a wtedy Wiktoria powiedziała z uśmiechem: "Oto jest
              wreszcie dowód, że rzeczywiście panuję." Herbata, obok whisky, stała się
              ulubionym napojem tej królowej.

              ***

              Cecil Rhodes, angielski premier: Ostatnio byłem gościem barona Alfreda de
              Rotszylda w jego pałacyku miejskim przy Seamore Place. Wczesnym rankiem pojawił
              się w mojej sypialni lokaj w liberii z olbrzymim wózkiem śniadaniowym do
              obsługi gości w pokojach i zapytał: "Czy życzy pan sobie herbaty, Sir, czy może
              świerzą brzoskwinię?".Wybrałem herbatę, a wtedy padło pytanie: "Chińską,
              indyjską czy cejlońską, Sir?" Wybrałem herbatę indyjską i później nastąpił
              dalszy ciąg: "Z cytryną, śmietanką czy mlekiem, Sir?" Gdy zdecydowałem się na
              mleko, wtedy zapytano mnie o rasę krowy, od której miało pochodzić to
              mleko: "Jersey, Hereford czy Shorthorn, Sir?" Nigdy już więcej w życiu
              smakowała mi tak bardzo filiżanka herbaty jak wówczas; tutaj byłem
              rzeczywiście "Jego Wysokością Gościem".

              • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbata - anegdoty 11.01.07, 12:08
                Charles Lamb, znany smakosz herbaty: Wiara w herbatę to wielka sztuka
                zakrywania piękna, by je odkrywać ponownie, i domyślania się, czegoś, czego się
                nie ma odwagi ujawnić. Jest to subtelna tajemnica, jak można śmiać się z samego
                siebie, dyskretnie, ale serdecznie, a tym samym jest to najdoskonalsza recepta
                filozofów na wspaniałe samopoczucie.

                ***

                Przysłowie kaukaskie: Gdy masz dobrą żonę, barszcz i mocną herbatę, możesz być
                całkowicie zadowolony z życia.

                ***

                Przysłowie francuskie: Mężczyźni są jak herbata: przede wszystkim, muszą
                naciągnać... .

                ***

                Przysłowie chińskie: Całowanie przypomina picie herbaty z sita - ani jednym,
                ani drugim nigdy się nie można nasycić.

                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: herbata - przysłowia 11.01.07, 15:17
                  Przysłowia chińskie:

                  Na każdą chorobę inne lekarstwo, a herbata jest lekarstwem na każdą chorobę.

                  Najlepsza herbata pochodzi z wysokich gór.
          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Herbata po hindusku 11.01.07, 13:14

            Herbata po hindusku (chai lub masala chai) jest to czarna herbata przyrządzona
            z mlekiem, cukrem i różnymi przyprawami. Zestaw przypraw jest uzależniony od
            regionu kraju, najczęściej jest to kardanom, cynamon, imbir, goździki i pieprz.
            Niektórzy używają wanilii, kolendry, ziela angielskiego, kopru włoskiego.
            Herbata po hindusku ma działanie rozgrzewające i uspokajające.

            Przepis na masala chai:
            www.indianchai.com/masala.html
            • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Herbata :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.07, 17:34
              Porównanie czynności mężczyzn i kobiet przygotowywania herbaty

              Ona: 1.Nalać wody do czajnika.

              2.Włączyć gaz.

              3.Postawić czajnik na gazie.

              4.Po zagotowaniu wody zalać herbatę w szklance.

              ***

              On: 1.Odnaleźć kuchnię.

              2.Poszukać szafki ze szklankami.

              3.Półtorej godziny szukać herbaty.

              4.Jest szklanka !!!

              5.Po zrujnowaniu kuchni znaleźć łyżeczkę !!!

              6.Zapalić gaz (czym ?)

              7.Aha. zapałki lub zapalniczka do gazu.

              8.Po trzech kwadransach uruchomić zapalniczkę do gazu i o dziwo zapalić gaz.

              9.Czajnik - na szczęście jest na wierzchu.

              10.Nalać wody (zimnej !!!)

              11.Czekając na zagotowanie wody oglądać mecz.

              12.Po meczu poczuć swąd z kuchni.

              13.Stwierdzić spalenie czajnika.

              14.Wyjąć z szafki garnek.

              15.Powtórzyć czynności od pkt. od 10-12.

              16.Postanowić stać cały czas przy garnku.

              17.Po stwierdzeniu wydobywającej się pary z garnka uznać wodę na zagotowaną.

              18.Chwycić za ucho garnka.

              19.Sparzyć się (zakląć siarczyście !)

              20.Poszukać przez 10 minut ( ależ zrobił się bałagan... ) rękawiczki do
              uchwycenia garnka.

              21.Po odnalezieniu rękawicy uchwycić garnek.

              22.Dotknąć rękawicą płomienia.

              23.Ogień - panika.

              24.Co robić ?

              25.Rzucić rękawicę w kąt.

              26.Stwierdzić zapalenie się firanek.

              27.Biegiem do auta po gaśnicę.

              28.Wrócić z gaśnicą do mieszkania.

              29.Stwierdzić przeterminowanie gaśnicy z powodu nie wydobywania się z niej
              środka gaśniczego.

              30.Wpaść na pomysł - użyć wody.

              31.Ugasić pożar.

              32.Nareszcie zalać herbatę.

              33.Niestety zalać sobie wrzątkiem spodnie !!! (i nie tylko).

              34.Ale ból...

              35.Pędem do łazienki.

              36.Wziąć zimny prysznic.

              37.Przebrać się.

              38.Iść na herbatę do sąsiadki.
              • Gość: mariah Re: Humor w Nauce i Sztuce: Herbata :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.07, 10:24
                Ludzie, czytajcie swoje posty, albo używajcie wyszukiwarki, te anegdoty o
                herbacie, jak i wiele innych już były, pisała 3bezatu. A może Onufremu chodzi o
                nadprodukcję postów?
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Herbata :-))) 12.01.07, 13:56
                  Gość portalu: mariah napisał(a):
                  > Ludzie, czytajcie swoje posty, albo używajcie wyszukiwarki, te anegdoty o
                  > herbacie, jak i wiele innych już były, pisała 3bezatu. A może Onufremu chodzi
                  > o nadprodukcję postów?

                  Gratuluję świetnej pamięci. To przecież było ponad 2 miesiące temu.
                  Chyba nie szkodzi, że jakaś anegdota się powtórzy i nie sądzę, żeby komuś
                  chodziło o nadprodukcję postów.
                  Jeśli znasz jakieś anegdoty, których nie było, to zapraszamy do współtworzenia
                  wątku (myślę, że Onufry Ci wybaczy ten atak, to dobroduszny dziadziuś).
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 18:57
      Uprawa kawy

      * Ojczyzną kawy jest Etiopia. Po dziś dzień krzewy kawowca rosną tam dziko.

      * Kawa jest jedną z niewielu roślin, które mogą jednocześnie kwitnąć i owocować.

      * Warunki w jakich dojrzewają kawowce, takie jak temperatura, gleba,
      wysokość upraw, ilość deszczu czy słońca mają istotny wpływ na smak kawowego naparu.

      * Brazylia, największy producent kawy na świecie dostarcza jedną trzecią
      tego surowca.

      * Ponad 5 milionów Brazylijczyków żyje z uprawy 3 miliardów drzewek kawowych.

      * Kawa jest drugim, po ropie naftowej, światowym surowcem.

      * Kawa jest uprawiana w blisko 50 krajach świata.


      Kawa i medycyna

      * Kawa pomaga alergikom. Łagodzi objawy gorączki siennej i zapobiega ostrym
      reakcjom alergicznym.

      * Prawdopodobieństwo ataków astmy jest mniejsze jeśli regularnie pijemy kawę.

      * Mleko, jako dodatek do kawy, stało się popularne około 1680 roku, kiedy to
      francuski lekarz zalecał picia kawy z mlekiem jako lekarstwo.

      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 19:00
        Historia kawy

        * Kantata o Kawie J.S. Bacha powstała w 1732 roku jako odpowiedź kompozytora
        na spór miedzy zwolennikami I przeciwnikami kawy. Bach był znany jako miłośnik kawy.

        * Już podczas wojny secesyjnej żołnierzom rozdawano kawowe ziarna, w ramach
        racji żywnościowych.

        * Czekolada dodawana jest do kawy w Europie od początku XVII wieku.

        * Cukier, jako dodatek do kawy, zaczął być używany około 1715 roku na dworze
        Króla Ludwika XIV.

        * Próżniowe paczki do kawy, które ułatwiają zatrzymanie aromatu ziaren
        zostały wynalezione w 1898.

        * Café Procope to nazwa pierwszej francuskiej kawiarni, którą w 1689 roku
        otworzył Francois Procope.

        * Balzac, sławny francuski pisarz, pił 40 filiżanek kawy dziennie, natomiast
        Voltaire, filozof i literat, ponoć nawet 50.

        * Dorothy Jones była pierwszą właścicielką kawiarni w Ameryce Północnej. W
        1670 roku otrzymała licencję na sprzedaż kawy.

        * Pierwsza pisemna wzmianka o zakupie kawy w Ameryce Północnej pochodzi z
        1683 roku. Niejaki William Penn zapłacił $4,68 za funt kawy.

        * Pierwsze kawiarnie powstały w Konstantynopolu. Nazywano je gahveh khaneh,
        co oznaczało "szkoły mądrości", ponieważ spotykali się w nich uczeni
        i pisarze.

        * Jeszcze w XIX wieku jeśli tureckie kobiety nie otrzymywały od męża
        codziennie filiżanki kawy, mogły wystąpić o rozwód i .... najczęściej go
        otrzymywały.

        * Beethoven - wielki miłośnik kawy - miał zwyczaj odliczania 60 ziarenek
        kawy, z których przygotowywano dla niego filiżankę aromatycznego napoju.

        * Pierwsza reklama kawy pojawiła się w 1651 roku
        w Londynie.

        * "Arabskie wino" - tak określano kawę, gdy po raz pierwszy pojawiła się w
        Europie - około 1615 roku.

        * W 1716 roku weneccy właściciele kawiarni rozdawali ulotki sławiące zalety
        kawy. Była to zapewne pierwsza kampania reklamowa kawiarń.

        * Już w 1763 roku działało w Wenecji ponad 200 kawiarń.

        * Prototyp maszyny do kawy espresso został opracowany we Francji już w 1822
        roku.

        * Zawód Barista (osoba, która przygotowuje kawę) jest we Włoszech bardzo
        szanowany. Średni wiek włoskich baristas to 48 lat.

        * Melitta Bentz wynalazła filtr do kawy w 1809 roku. Po prostu użyła kartki
        z zeszytu swojego syna.

        * Jednym z pierwszych znanych wierszy o kawie to czterowersowy poemat
        napisany w Mekce w 1511 roku.

        * Kawę zaczeto uprawiać w XIV wieku na półwyspie arabskim, niedaleko portu
        Mocha.

        * Mrożona kawa w puszkach pojawiła się
        w Japonii już w 1945 roku.

        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 19:07
          Jeszcze o kawie:


          * Kawa, tak, jak wino ma swoich kiperów, którzy komponują kawowe mieszanki.

          * Zielone kawowe ziarna mogą być przechowywane nawet 10 lat. Według znawców
          niektóre gatunki kawy stają się przez to lepsze.

          * 75% kawy sprzedanej w Polsce to kawa mielona.
          W Wielkiej Brytanii jedynie 10%.

          * Kawa to najpopularniejszy napój świata. Co roku mieszkańcy Ziemi piją 400
          miliardów filiżanek.

          * Tradycyjne worki jutowe używane do przechowywania zielonej kawy mieszczą
          około 600,000 ziaren.

          * Przy ocenie kawy zmysł węchu ma większe znaczenie niż zmysł smaku.

          * Zapach kawy należy do najlepiej rozpoznawalnych zapachów na świecie.

          * Skandynawowie piją najwięcej kawy na świecie - spożycie sięga 12-13 kg na
          mieszkańca rocznie.

          * Palone ziarna kawy tracą swój aromat po około 2 tygodniach. Zmielona kawa
          traci aromat po godzinie, natomiast napar kawowy w ciągu kilkunastu minut.

          * Japonia jest jednym z największych importerów kawy. W samym Tokio działa
          10.000 kawiarni, nie licząc maszyn do kawy stojących na ulicach i w biurach.


          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 19:47
            Cytaty o kawie


            * Kawa musi być gorąca jak piekło, czarna jak diabeł, czysta jak anioł, słodka
            jak miłość.
            (Charles-Maurice de Talleyrand)


            * Kawa z wierzchu filiżanki, czekolada z dna.
            (powiedzenie Wenecjan)


            * Na myszy zawsze łasy kot,
            popijać kawę lubią panny.
            Nie może bez niej mama żyć
            i babcia ją lubiła pić,
            dlaczego więc obwiniać panny?
            (Jan Sebastian Bach, fragment tekstu Kantaty o kawie)
            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 20:06
              Według jednej z legend kawę odkryły... kozy, które po zjedzeniu owoców z krzewu
              kawowca brykały bardziej niż zwykle co zastanowiło ich pasterza, który również
              spróbował czerwonych owoców i poczuł się ożywiony, zapomniał o zmęczeniu i
              chęci snu.

              Inna legenda mówi, że kawę odkryli mnisi w Etiopii, którzy przygotowywali wywar
              z owoców kawy aby móc spędzać długie nocne godziny na modlitwach.

              Kawa pochodzi z okolic obecnej Etiopii.
              Kawa daje pracę 20 mln ludzi.
              • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 20:29
                Odkrycie wspaniałego smaku i cudownego działania ziaren kawy zainspirowało wielu
                bajarzy z Dalekiego Wschodu do stworzenia licznych, po dziś dzień chętnie
                czytanych i opowiadanych baśniowych historii na ten temat.

                ***

                Przy brodzie proroka

                Kiedy prorok Mahomet zaniemógł i osłabiony leżał na swoim posłaniu, archanioł
                Gabriel podał mu miseczkę kawy. Ledwie Mahomet spróbował wyśmienitego napoju,
                natychmiast poczuł się wspaniale wzmocniony i ożywiony.

                ***

                Chwalcie Pana...

                Najbardziej znana dziś historia na temat odkrycia kawy opowiada o pasterzu kóz z
                Abisynii (dzisiejszej Etiopii). Pasterze kóz byli zdziwieni, że niektóre z ich
                zwierząt są ociężałe i leniwe, inne natomiast zachowują się jak szalone, wciąż
                skaczą i nawet w nocy nie są spokojne. Pasterze poszli do pobliskiego klasztoru
                poprosić o radę. Gdy zakonnicy przyszli obejrzeć kozy na pastwisko, zauważyli,
                że te rozbrykane podgryzają owoce podobne do wiśni, rosnące na krzaku z białymi
                kwiatami. Byli ciekawi, jak smakują owe owoce i sami ich spróbowali, jednak tak
                rozczarowali się gorzkim smakiem, że wrzucili je do ognia. Po krótkim czasie z
                ogniska zaczął się ulatniać wspaniały zapach. Zachęceni zapachem, zakonnicy
                sporządzili ze spalonych w ogniu owoców napar, który im cudownie smakował. Jako
                że napój ten pomagał zakonnikom pokonać senność w czasie nocnych modłów, był
                traktowany jako dar Niebios.

                ***

                Legenda o młodym derwiszu Omarze

                Omar uwolnił miasto Mocha (znane również pod nazwą Mokka) od zarazy dzięki wielu
                modlitwom i swojej niezłomnej wierze. Jednak gdy jako nagrody zażądał ręki
                księżniczki, popadł w niełaskę i został wygnany na pustynię. Tam pewnej nocy
                ukazał mu się duch, który wskazał mu krzak i polecił wyjąć nasiona z jego
                owoców, uprażyć je i namoczyć w wodzie. Omar uczynił tak jak mu polecono, lecz
                spalone nasiona pozostały twarde, a woda jedynie stała się czarna. Bliski
                śmierci z pragnienia, wypił trochę czarnego napoju. Nagle poczuł się cudownie
                wzmocniony i odzyskał pogodę ducha. Uradowany powrócił do miasta Mocha, zaczął
                częstować jego mieszkańców cudownym napojem i wkrótce został ułaskawiony.


                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 21:24
                  Kawę sporządzamy z uprażonych i zmielonych nasion kawowca (Coffea).
                  Jest to wiecznie zielony krzew lub drzewo o skórzastych, błyszczących liściach,
                  białych kwiatach i czerwonych, 2-nasiennych owocach.

                  www.landart.ru/flowers/pic-flowers/Coffea-arabica-d.jpg kwiaty
                  www.henriettesherbal.com/pictures/p04/images/coffea-arabica-1.jpg owoce
                  www.botanik.uni-karlsruhe.de/garten/fotos-knoch/Coffea%20arabica%
                  20Kaffeekirschen%204.jpg owoce
                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: teraz o kawie :-))) 11.01.07, 21:41
                    Przepraszam, linki są czasami nieprzewidywalne.

                    Owoce kawowca:
                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/66/Coffee1.jpg
                    • onufry_z_daleka Re: Kawa - pochodzenie nazwy 12.01.07, 08:39
                      Mało kto wie, że nazwa "kawa" prawdopodobnie pochodzi, tak jak koniak czy
                      szampan, od nazwy miejsca pochodzenia, czyli praojczyzny rośliny kawy,
                      etiopskiej prowincji Kaffa. We wschodnioafrykańskiej Etiopii, a w szczególności
                      na Wyżynie Abisyńskiej, kawa była przypuszczalnie rozpowszechniona już w 1000
                      roku naszej ery.
                      Inna wersja pochodzenia słowa "kawa" mówi o jego źródłach w tureckim określeniu
                      wina, czyli "qavah" lub "kahve". Jako że spożywanie alkoholu zawsze było dla
                      muzułmanów surowo zabronione, chętnie oddawali się oni konsumpcji kawy, której
                      działanie uważali za podobnie pobudzające jak wino. Po jakimś czasie nazwa wina
                      została przeniesiona na ten popularny czarny napar.

                      Ze słów "qavah" lub "kahve" rozwinęła się również polska nazwa "kawa".


                      • onufry_z_daleka Re: Kawa - pierwsze wzmianki historyczne 12.01.07, 08:44
                        Z całą pewnością krzew kawy istniał od znacznie wcześniejszych czasów, jednak
                        sprzed 1500 roku zachowało się bardzo mało pewnych dowodów używania owoców kawy.
                        Pierwsza pisemna wzmianka o kawie, autorstwa Ibn-Siny (Awicenny), arabskiego
                        lekarza i filozofa, opisuje środek leczniczy pochodzący z Jemenu o nazwie
                        Bunchum. Pięćset lat później uprawę kawy, czy też ziarno kawy, określano mianem
                        Bunc.

                        To natchnęło historyków do wysnucia wniosku, że lekarstwo, o którym pisał
                        Awicenna, to właśnie kawa. Faktu, że napar kawowy był w Arabii znany od połowy
                        XV wieku, dowodzi znany arabski rękopis na temat zużycia kawy z roku 1587.
                        Pismo to, pióra Abd-al-Karifa, jest przechowywane w paryskiej Bibliotece
                        Narodowej. Opiera się ono na zaginionych zapisach Araba o imieniu Shihab-ad-
                        Din, które powstały podobno ponad 100 lat wcześniej.

                        • onufry_z_daleka Re: Kawa - wynalazek Arabow 12.01.07, 08:46
                          W połowie XV wieku kawa, pod nazwą "kahva", rozprzestrzeniła się na całe
                          arabskie mocarstwo, rozpoczynając swą drogę ku sławie od Mekki i Medyny.
                          Kluczową rolę odegrali pielgrzymi, którzy przybywali do świętych miejsc w Mekce
                          i zapewne tam poznawali nowy napój.
                          W roku 1510 ziarna kawy dotarły do Kairu i już wkrótce stały się powodem
                          konfliktu na temat pożytków picia kawy. W 1511 roku namiestnik egipskiego
                          sułtana zaordynował zamknięcie wszystkich pijalni kawy w Mekce, gdyż jego
                          wielki reformatorski zapał był szczególnie pogardzany przez towarzystwo pijące
                          kawę. Zamknięcie kawiarni zostało jednak wkrótce potem odwołane przez samego
                          sułtana.

                          Bez względu na tymczasowy "polityczny" zakaz picia kawy w Arabii, w roku 1517
                          Turcy przyjęli na następne 100 lat rolę popularyzatorów tego pobudzającego
                          napoju, który stał się wśród nich znany pod nazwą "kahve". W związku z
                          rozszerzaniem się mocarstwa osmańskiego, do którego w szczytowym okresie
                          należały Syria, Jemen, Egipt oraz południowo-wschodnia Europa, wszędzie tam
                          powstawały publiczne kawiarnie, w których można było się delektować smakiem
                          wybornej kawy.





                          • onufry_z_daleka Re: Kawa dociera do Europy 12.01.07, 08:56
                            W 1554 roku Haki z Aleppo oraz Dżems z Damaszku założyli w ówczesnej tureckiej
                            stolicy Konstantynopolu (dzisiejszym Istambule) pierwszą kawiarnię w Europie. Z
                            biegiem czasu podróżni zanosili wieść o niezwykłym nowym napoju w głąb
                            kontynentu europejskiego.
                            Lekarz z Augsburga, Leonhart Rauwolf, który w latach 1573-1576 podróżował po
                            Bliskim Wschodzie, w roku 1582 spisał kronikę swojej wyprawy, w której jako
                            pierwszy Europejczyk szczegółowo opisał sposoby podawania i składniki naparu z
                            owoców kawowca.
                            W 1592 roku włoski lekarz i botanik Prosper Alpinus stworzył, po wieloletnich
                            podróżach po Egipcie, dzieło z pierwszymi szczegółowymi opisami i rysunkami
                            kawowca i jego owocu.

                            Na początku XVII wieku do Europy dotarły pierwsze, początkowo bardzo skromne
                            jeśli chodzi o ilość dostawy kawy. W szczególności miasta portowe i handlowe,
                            takie jak Wenecja, Londyn, Marsylia, Amsterdam, Brema czy Hamburg, stały się
                            pierwszymi europejskimi ośrodkami przeładunku i spożycia kawy.

                            Od około 1650 roku można mówić o ożywionym handlu ziarnami kawy. Jako wyjątkową
                            datę w historii kawy należy wymienić rok 1683, kiedy to zapasy kawy
                            pozostawione przez bezskutecznie oblegających Wiedeń Turków stały się
                            zaczątkiem wiedeńskiej kultury picia kawy.


                            Otwarcia kawiarni w Europie

                            1645 Wenecja
                            1650 Oksford
                            1652 Londyn
                            1659 Marsylia
                            1663 Amsterdam
                            1672 Paryż
                            1673 Brema
                            1677 Hamburg
                            1683 Wiedeń
                            1696 Norymberga
                            1697 Würzburg
                            1704 Monachium
                            1721 Berlin

                            • onufry_z_daleka Re: Kawa jako towar kolonialny 12.01.07, 09:08
                              W XVI wieku uprawa kawy pozostawała wyłącznie w rękach Arabów, a
                              zapotrzebowanie na nią pokrywały całkowicie ziarna pochodzące z południowego
                              Jemenu. Arabscy plantatorzy i kupcy, którzy znali wartość swojego "zielonego
                              złota" (niepalonych ziaren kawy), strzegli tajników uprawy kawy niczym
                              tajemnicy o wadze państwowej.
                              Plantacje oraz zasiewy rozmnażające były ściśle nadzorowane, a ziarna
                              przeznaczone na sprzedaż dodatkowo oblewane wrzątkiem w celu osłabienia ich
                              zdolności kiełkowania.

                              Jednak wobec ciągle rosnącego popytu na kawę było jedynie kwestią czasu, kiedy
                              pierwsze rośliny tego gatunku wydostaną się poza granice swojej ojczyzny.
                              W XVII wieku wszystkie mocarstwa kolonialne oprócz Francji weszły w posiadanie
                              sadzonek kawy lub kiełkujących ziaren. Mimo przodownictwa Hiszpanii i
                              Portugalii w pierwszej fazie kolonizacji to głównie Holandia przyczyniła się do
                              rozprzestrzenienia kawy.

                              W roku 1602 Holendrzy utworzyli Kompanię Wschodnioindyjską, a w roku 1621
                              Zachodnioindyjską, aby rozszerzać zasięg handlu kawą na wszystkie kontynenty.
                              Już w roku 1648 Holendrzy przywieźli do Cejlonu wyhodowany w Amsterdamie krzew
                              kawy, a później systematycznie zakładali uprawy kawy na Jawie, Sumatrze, Bali,
                              Timorze i Celebes.

                              W XVIII wieku kawa została rozprowadzona przez kolonizatorów niemal na całym
                              świecie do tych miejsc, które nadawały się pod jej uprawę. Francja i Anglia
                              szczególnie aktywnie uczestniczyły w rozpowszechnieniu uprawy kawy w Ameryce
                              Łacińskiej. Podczas gdy dla krajów z tego obszaru kolonizacja oznaczała
                              początek smutnego rozdziału ich historii, zachodnim potęgom handlowym zapewniła
                              ogromne zyski.



                              • onufry_z_daleka Re: Kawa - przedmiot swiatowego handlu 12.01.07, 09:18
                                W połowie XIX wieku kawa stała się w wielu krajach narodowym trunkiem, a jej
                                znaczenie jako towaru handlowego błyskawicznie wzrosło. Podczas gdy w roku 1850
                                zapotrzebowanie na kawę wynosiło globalnie 300 tys. ton, to już po roku 1900
                                przekroczyło 1 mln ton. Dziś światowa produkcja kawy wynosi 6,9 mln ton, a kawa
                                jako towar jest zaraz po ropie naftowej najważniejszym towarem na świecie.


                                Wzrost znaczenia kawy w światowym handlu powodował coraz większe problemy
                                krajów dostarczających kawę, których gospodarki opierają się w głównej mierze
                                na jej produkcji. Zniszczenie zbiorów lub spadek cen spowodowany klęską
                                urodzaju mogą doprowadzić dane państwo na skraj bankructwa.


                                Z tego powodu w wielu krajach, w których uprawiana jest kawa, w latach
                                sześćdziesiątych XX wieku niszczono nadwyżki kawy, tak aby utrzymać ceny na
                                stałym poziomie. W celu uregulowania cen rynkowych 50 państw produkujących kawę
                                i 26 państw konsumenckich w 1962 roku podpisało międzynarodową umowę handlową.
                                Od tamtej pory ustalona wielkość produkcji kawy gwarantuje krajom-producentom
                                określony udział w rynku światowym, krajom-konsumentom natomiast stale
                                korzystne ceny importowanej kawy. Mimo to międzynarodowy obrót kawą jest nadal
                                polem działań spekulantów, którzy przykładowo wprowadzają do obiegu
                                nieprawdziwe informacje, próbując manipulować prognozami cen i zysku na swoją
                                korzyść.


                                • Gość: ewa Re: Kawa - przedmiot swiatowego handlu IP: *.dsl.club-internet.fr 12.01.07, 16:30
                                  Onufry napisal".....kawa
                                  jako towar jest zaraz po ropie naftowej najważniejszym towarem na świecie."
                                  ????? pod jakim wzgledem ??(cena? koniecznosc?, konsumpcja? objetosc?). A jak
                                  sytuuje sie zboze i ryz?
                                  • Gość: ewa Re: Kawa - przedmiot swiatowego handlu kilka cyfr IP: *.dsl.club-internet.fr 12.01.07, 17:02
                                    stal-900 milionow ton rocznej produkcji w skali swiatowej
                                    kukurydza-600 milionow ton rocznej produkcji w skali swiatowej
                                    zboze-567 milionow ton rocznej produkcji w skali swiatowej
                                    ropa naftowa-500 milionow ton rocznej produkcji w skali swiatowej
                                    ryz-400 milionow ton rocznej produkcji w skali swiatowej
                                    kawa-7 milionow ton rocznej produkcji w skali swiatowej
                                    herbata-4 miliony ton rocznej produkcji w skali swiatowe
                                    i.... cement 1 miliard 650 milionow ton produkcji rocznej w skali swiatowej.
                                    Czyli czeka nas raczej zabetonowenie niz upojenie kawa(-;

                                    • obrobka_skrawaniem Re: Produkcja światowa art. rolnych i przemysł. 12.01.07, 17:59
                                      Produkty rolne - pierwsze miejsce zajmuje trzcina cukrowa (1328 mln ton*)

                                      Wyroby przemysłowe - pierwsze miejsce zajmuje ropa naftowa (3484 mln ton*),
                                      drugie – węgiel kamienny (3434 mln ton*)

                                      * 2004 rok

                                      (jeszcze drobna uwaga: to nie są cyfry).
                                      • eilean_donan Re:Humor w Nauce i Sztuce - o kawie, poniekąd 12.01.07, 18:22
                                        Czytałam, że kawa była nazywana „winem Arabii” , ponieważ pierwotnie spożywano
                                        kawę żując owoce, a potem produkowano wino ze sfermentowanego soku z dojrzałych
                                        owoców,i ten napój rozpowszechnili w świecie derwisze podróżujący do Mekki.
                                        Początkowo kawę spożywano jedynie podczas ceremonii religijnych albo z
                                        zalecenia uzdrowicieli. Kiedy medycy odkryli zalety kawy, przepisywali ją jako
                                        lek na kamienie nerkowe, podagrę, odrę i kaszel.
                                        Nawet w XIX wieku Gustaw Flaubert leczył się kawą z obżarstwa. Namiętnością
                                        Flauberta (dożywotniego kawalera)było dobre jedzenie. Spotykał się z
                                        przyjaciółmi w Cafe Riche, a że miał duży majątek – biesiady były wystawne.
                                        Dość wymienić pasztety z raków, pieczenie z jelenia, bekasy, cietrzewie,
                                        bażanty, łososia w kaparowym sosie, kawior, chaud – froid z kwiczołów
                                        przyprawianych jałowcem, sery i trufle.Do tego mocna wódka z goździkami, miodem
                                        i kardamonem.W tych spotkaniach uczestniczył ulubiony siostrzeniec Flauberta,
                                        Guy de Maupassant, oraz Zola, Turgieniew… panowie rozprawiali o literaturze,
                                        głównie zaś o stylu (styl to idée fixe Flauberta, „Panią Bovary” cyzelował
                                        przecież przez sześć lat)
                                        Po takich obiadkach, Flaubert , przez dwa następne dni pił tylko kawę, a
                                        ponieważ po jej wypiciu nieopanowanie, za przeproszeniem, sikał, to święcie
                                        wierzył, że właśnie kawa oczyszcza jego organizm po obżarstwie.
                                        • onufry_z_daleka Re:Humor w Nauce i Sztuce - Onufry dziekuje :-) 12.01.07, 19:15
                                          Onufry dzis baaardzo zajetyk sprawami Bardzo Wysokiej Nauki ;-)

                                          Dziekuje Wszystkim milym Paniom :

                                          - o_s za wziecie w obrone Onufrego ;-)

                                          - ewie i e_d za cenne uzupelnienia !!!

                                          Jutro tez bede strasznie zajety sprawami jeszcze Wyzszej Nauki ;-)))


                                          Pozdrawiam,
                                          O.
                                        • 3bezatu Re:Humor w Nauce i Sztuce - o kawie 12.01.07, 19:25
                                          „Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju:
                                          W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
                                          Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
                                          Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta
                                          Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku
                                          I zna tajne sposoby gotowania trunku,
                                          Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
                                          Zapach moki i gęstość miodowego płynu.”


                                          Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”
                                          księga II, wers 495-504
                                          • 3bezatu Re:Humor w Nauce i Sztuce - Szwedzki eksperyment 12.01.07, 19:28

                                            Szwedzki eksperyment

                                            Król Gustaw III (1771-1782) postanowił rozstrzygnąć spór o to, który z napojów
                                            jest zdrowszy: kawa czy herbata. Do eksperymentu wybrano dwóch braci
                                            bliźniaków - więźniów skazanych na śmierć za zbrodnie. Codziennie podawano
                                            jednemu dużą porcję kawy, a drugiemu herbaty. Przebieg eksperymentu
                                            kontrolowali dwaj profesorowie. Mijały miesiące i lata. Po kolei zmarli dwaj
                                            naukowcy, a z ręki zamachowca zginął król. Obaj bracia natomiast dożyli późnej
                                            starości ciesząc się dobrym zdrowiem. Ostatecznie jednak Szwedzi wybrali kawę,
                                            której spożywają najwięcej ze wszystkich krajów świata.

                                            :-)
                                            • 3bezatu Re:Humor w Nauce i Sztuce - Malowanie w kawie 12.01.07, 20:21
                                              manager.money.pl/i/h/203/10955.jpg
                                              W kawiarni na Manhattanie można napić się kawy, na której barman rysuje dowolne
                                              obrazki.

                                              W Bottega del Vino można zamówić kawę z mlekiem ozdobionym rysunkiem imitującym
                                              Mona Lisę Leonarda da Vinci albo własnym portretem.

                                              24-letni barman-rysownik Sammy Lin bez fałszywej skromności przyznaje, że jest
                                              w tym naprawdę dobry. Precyzyjnie kieruje ułożeniem mlecznej pianki i kawy w
                                              coraz krótszym czasie. Tak doszedł do wprawy, że jest w stanie wykonać do 700
                                              obrazków dziennie.
                                              Ktoś mógłby zapytać, jak długo trwała nauka nietypowego rysunku. Otóż, barman
                                              pracuje w swoim zawodzie i jednocześnie w tej kawiarni od sześciu lat. To
                                              niewiele, biorąc pod uwagę, że Lin, Chińczyk w Ameryce, nigdy wcześniej nie pił
                                              kawy.
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 13.01.07, 08:52
      Mysl na dzis z serwisu naukowego PAP:

      Rozsądny człowiek dostosowuje się do świata; nierozsądny próbuje świat
      dostosować do siebie. Dlatego wszelki postęp zależy od ludzi nierozsądnych.

      George Bernard Shaw


      ;-)))
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 13.01.07, 11:21
        onufry_z_daleka napisał:

        > Mysl na dzis z serwisu naukowego PAP:
        >
        > Rozsądny człowiek dostosowuje się do świata; nierozsądny próbuje świat
        > dostosować do siebie. Dlatego wszelki postęp zależy od ludzi nierozsądnych.
        >
        > George Bernard Shaw
        >
        >
        > ;-)))



        …którzy są całkowicie zależni od ludzi rozsądnych, bez nich by wyginęli i gdzie
        wtedy byłby postęp???

        3bezatu
        ;-))
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zdrowy rozsądek 13.01.07, 12:15
          Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada,
          a nikt nie wie, że mu brakuje.
          (Benjamin Franklin)


          Zdrowy rozsądek jest czymś pośrednim między inteligencją a głupotą.
          (Voltaire)
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zdrowy rozsądek 13.01.07, 13:15
            Wikipedia:

            Rozsądek to termin określający skłonność człowieka do podejmowania decyzji
            odpowiednio do zaistniałych okoliczności. Termin "zdrowy rozsądek" opisuje
            wierzenia i założenia, które dla większości ludzi wydają się oczywiste, słuszne
            i właściwe, oraz niezależne od wiedzy ezoterycznej (wiary, religii). Owe
            wierzenia i założenia mają źródło w doświadczeniu empirycznym i instynktach.

            Zdrowy rozsądek należy odróżnić od "mądrości ludowych" w stylu "rosół jest
            dobry na przeziębienia". Zdrowy rozsądek mówi, żeby nie stąpać po krawędzi
            wysokiego budynku, oraz ustąpić komuś znacznie silniejszemu i chętnemu do
            bójki. W przeciwnieństwie do "mądrości ludowych" - przekonania zdroworozsądkowe
            nie muszą być przekazywane z pokolenia na pokolenie, gdyż naturalnie wywodzą
            się z instyktów człowieka.

            Termin okazał się niezwykle niewygodny dla filozofów, sprawiając, że wielu z
            nich ignorowało go kompletnie. Mimo to jest ciągle poruszanym tematem w
            epistemologii oraz często wykorzystywanym przez wielu filozofów.

            W naukach matematyczno-przyrodniczych (w szczególności matematyce i fizyce)
            zdrowy rozsądek oznacza powoływanie się na wcześniejsze teorie i doświadczenia,
            jednak jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ wiele teorii opisujących
            rzeczywistość nie jest zdrowo-rozsądkowe np. teoria względności.
            • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zdrowy rozsądek 13.01.07, 15:27
              Wspomniany przy kawowym temacie Awicenna to uosobienie geniuszu i zdrowego
              rozsądku.
              Naprawdę nazywał się Abu Ali al-Husajn Ibn Abdallah Ibn Sina, urodził się w 980
              r. n.e. znany był też jako Szajch ar-rais (Książę uczonych)
              To lekarz, który odkrył, bakterie, zaraźliwość chorób, stres, uzdrowicielskie
              działanie sportu i psychoterapii. To filozof, który twierdził, że świat powstał
              z materii, która jest odwieczna, który odrzucał bezwartościowe spekulacje,
              walczył z przesądami („ czy wypijesz napar miętowy z zaklęciami, czy bez,
              podziała on tak samo”) i pseudonauką – alchemią i astrologią. Jako pierwszy
              utrzymywał, że niektóre masywy górskie były kiedyś dnami mórz, jako zwolennik
              empiryzmu wyprzedził Leonarda, Leibniza i resztę.
              Oczywiście był samotny, jak każdy geniusz i znienawidzony przez ortodoksyjny
              kler muzułmański. Tylko mądrość i opinia czarownika uchroniły go od okrutnej
              śmierci . Ciągle zmieniał miejsca pobytu, przywdziewał różne maski, najczęściej
              ubogiego derwisza.
              Jako pięciolatek Awicenna czytał uczone księgi, jako dziesięciolatek – znał
              Koran na pamięć, a w siedemnastym roku życia uleczył emira Buchary, czego nie
              potrafił żaden lekarz Wschodu. Pozwolono mu za to korzystać do woli z
              biblioteki Samanidów zawierającej dzieła wszystkich mędrców Azji i Europy.
              Stwierdził: „przeczytałem je i posiadłem wiedzę każdego autora w jego
              dziedzinie”. Mimo to , gdy umierał rzekł: „ umieramy i zabieramy ze sobą tylko
              jedno – świadomość, że nie dowiedzieliśmy się niczego”.
              • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zdrowy rozsądek 13.01.07, 15:36
                Wśród osłów osłem bądź i ukryj swe serce.
                Zapytaj głupca – odpowie, że mądry jest wielce.
                Ten zaś, co oślich uszu wcale nie posiada,
                we wszystkim heretykiem jest dla osłów stada.

                Awicenna
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Awicenna 13.01.07, 16:01
                  Portrety Awicenny:

                  upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b2/Avicenna.jpg
                  m.onet.pl/_m/63b9d326da79174807b40ec9654450af,14,1.jpg
                • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce - Awicenna 13.01.07, 23:18
                  Udalo mi sie znalezc tylko jedna maksyme Awicenny. Moze nie podpada ona zbytnio
                  pod ten watek, ale trudno odmowic jej madrosci i swoistego piekna:

                  "Miłość określana jest jako dręczące rojenie natury melancholijnej, które rodzi
                  się wskutek ustawicznego rozmyślania o licu, gestach i obyczajach osoby
                  przeciwnej płci. Remedium na to jest połączenie dwojga kochanków węzłem
                  małżeńskim, i choroba minie."

                  (Awicenna)
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce 13.01.07, 17:57
      Na przekór pogodzie proponuję pooglądać lodowe rzeźby:

      www.danheller.com/images/Canada/LakeLouise/fish-ice-sculpture-big.jpg
      www.danheller.com/images/Canada/LakeLouise/sled-ice-sculpture-big.jpg
      www.fresh99.com/cool-ice-sculptures.htm
      www.sculpturesinice.com/bride.jpg
      icechef.com/images/Ice%20Sculptures/10-29-30-03%20Ice%20Carving%20Show%
      2015.JPG
      www.adelphiarestaurant.com/photogallery/images/finishing-touches/ice-
      sculpture-l.jpg
      static.flickr.com/17/90554623_e9f19db3ec_b.jpg
      www.helenabangert.com/Photos%20website/Ice/@%20Vaasa%20ice.jpg
      www.thornbury.ca/uploadfiles/images/Ice%20Sculpture.jpg
      www.citynoise.org/upload/8232.jpg
      www.veselo.info/images/photo/2006/jan/st-petersburg/ice-sculptures/ice-woman.jpg
      www.jsmoran.com/images/ICE%20SCULPTURE.jpg
      www.seanius.net/albums/2004-alaska/08070007_alaska_grandbuffet_icesculpture.sized.jpg
      atworkandbored.com/jokes-inc/fun-pics/ice-sculpture-1-3784.jpeg
      www.icesculptures.co.uk/images/index/flower_basket.jpg
      www.snowking.ca/2004%20pics/ice%20sculpture.jpg
      www.ice-impressions.com/images/weddings/displays/birdvasedisp.jpg
      www.seasonsevents.com/seasons/Ice%20Sculpture%20004.jpg
      www.srichinmoycentre.org/gallery/d/44051-2/Ice_sculpture.jpg
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Alfred Tarski 14.01.07, 11:33
      Dzis urodziny obchodzilby:

      Alfred Tarski urodził się 14 stycznia 1901 r. w Warszawie. Przeszedł gruntowną
      edukację – m.in. studiował rosyjski, niemiecki, francuski, grekę i łacinę. W
      1918 w dopiero co ponownie otwartym Uniwersytecie Warszawskim zaczął studiować
      biologię. Tam został dostrzeżony przez Stanisława Leśniewskiego, wybitnego
      logika, który wówczas kierował na UW katedrą filozofii matematyki. Leśniewski
      przekonał Teitelbauma, by ten porzucił studia biologiczne na rzecz filozoficznych.

      W 1924 r. doktoryzował się na podstawie rozprawy O wyrazie pierwotnym logistyki,
      pisanej pod kierunkiem Leśniewskiego. Habilitował się rok później. W latach
      1925-1939 był docentem Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie prowadził wykłady z
      podstaw matematyki i logiki. Równocześnie uczył w Liceum im. Stefana Żeromskiego
      w Warszawie.

      Tuż przed wybuchem wojny Tarski wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pozostał
      już do końca życia. Oto spis posad, które obejmował podczas pobytu w Stanach:

      * 1939-1941 – wykładowca na Uniwersytecie Harvarda;
      * 1940-1941 – profesor wizytujący w Nowym Jorku;
      * 1941-1942 – członek Institute for Advanced Study w Princeton;
      * 1942-1945 – wykładowca na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley;
      * 1946-1983 – profesor na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

      Był także profesorem wizytującym na uczelniach w Meksyku, Los Angeles, Chile,
      Londynie i na Sorbonie.

      Alfred Tarski zajmował się wieloma dziedzinami matematyki – m.in. teorią
      mnogości, algebrą, metamatematyką, a także logiką i filozofią.

      Z teoriomnogościowych dokonań Tarskiego najbardziej znany jest tzw. paradoks
      Banacha-Tarskiego, którego współautorem jest polski matematyk Stefan Banach. Nie
      jest to właściwie paradoks, lecz paradoksalnie brzmiące twierdzenie, mówiące że
      (zakładając aksjomat wyboru) kulę można rozłożyć na części, z których złożyć
      można dwie kule o tej samej średnicy co wyjściowa. Twierdzenie to kazało wielu
      matematykom ostrożniej podchodzić do aksjomatu wyboru, który wydaje się być na
      pozór zgodny z intuicją.

      Prawdopodobnie najważniejszym osiągnięciem Tarskiego była tzw. definicja prawdy.
      Pojęcie prawdy już od czasów starożytnych przynosiło wiele utrapienia filozofom,
      a to z powodu paradoksu kłamcy, który wykazywał sprzeczność wszystkich
      rozsądnych definicji prawdy, jakie proponowali filozofowie.

      Tarski wyprowadził pojęcie prawdy jako cechę zdań logicznych należącą do języka
      będącego metajęzykiem wobec języka, w jakim zdania te są wypowiadane. Ten krok
      uporządkował rozważania semantyczne i pozwolił na rozwój badań nad semantyką,
      logiką i filozofią matematyki.

      Tarski zapoczątkował w ten sposób nowy dział matematyki – teorię modeli, który
      bujnie rozwinął się w połowie XX wieku. Teorię modeli można określić jako próbę
      ogólnego spojrzenia na całą matematykę.

      Rozważania Tarskiego na temat prawdy wpłynęły również na wielu filozofów,
      spośród których wymienić należy Karla Poppera, Willarda Van Orman Quine'a oraz
      Donalda Davidsona.

      ***

      I anegdotka:

      Oto anegdota o Alfredzie Tarskim, swiatowej slawy matematyku, urodzonym w
      Warszawie w rodzinie zamoznego kupca, Ignacego Teitelbauma. W wieku 22 lat,
      Alfred zmienil nazwisko z zydowskiego na polskie. Gdy pozniej zwrocil sie do
      ojca po pomoc finansowa, ten mu odpowiedzial:
      - Idz z tym do starego Tarskiego.


      ;-)
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal !!! 14.01.07, 13:43
      Proponuje nastepne posty poswiecic KARNAWALOWI - oczywiscie "naukowo"
      i z humorem. Jest on zwiazany z tradycja katolicka; np. w Niemczech
      odbywany jest hucznie w landach tradycyjnie katolickich jak np. Nadrenia-
      Westfalia, a nieobecny w landach protestanckich (np. polnoc Niemiec).


      ***

      Karnawał - inaczej zapusty, mięsopust - okres zimowych balów, maskarad, pochodów
      i zabaw. Rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli a kończy w Środę
      Popielcową. Nazwa pochodzi od włoskiego carnevale, a słowo to zaczerpnięte z
      łaciny oznaczało pożegnanie mięsa (carnem mięso + vale żegnaj), przed
      rozpoczynającym się Wielkim Postem. Inna etymologia tej nazwy, każe szukać jej
      źródeł w (łac. carrus navalis wóz w kształcie okrętu), nazwie wozu który
      uczestniczył w procesji świątecznej ku czci bogini Izydy a później Dionizosa w
      Starożytnym Rzymie. Karnawał wywodzi się z kultów płodności i z kultów
      agrarnych. Od głębokiej przeszłości utrzymywało się przekonanie, że im wyższe
      będą skoki, tym wyżej będzie rodziło zboże. Między innymi dlatego Karnawał jest
      tak ściśle związany z tańcami. W wielu krajach europejskich, zwłaszcza na wsiach
      praktykowano także tańce dookoła ogniska, najczęściej w formie koła.

      Najbardziej znane karnawały odbywają się obecnie w Rio de Janeiro, w Wenecji
      oraz na Wyspach Kanaryjskich i w Niemczech.


      ;-)
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal !!! 14.01.07, 13:45
        Karnawał w Niemczech

        Centrum niemieckiego karnawału jest północna Nadrenia-Westfalia, gdzie co roku
        11.11 o godz. 11.11 rozpoczyna się tzw. piąta pora roku (tak nazywa się karnawał
        w Kolonii). Przez kolejne miesiące odbywają się posiedzenia karnawałowe, sowicie
        podlewane alkoholem i intensywne przygotowania stowarzyszeń karnawałowych do
        karnawałowej parady końcem karnawału. W ostatni czwartek karnawału
        (Weiberfastnacht) w Nadrenii i Westfalii kobiety uzbrojone w nożyce obcinają
        mężczyznom krawaty, oprócz tego odbywają się też kobiece szturmy na ratusze. Co
        roku w Weiberfastnacht, punktualnie o godzinie 11.11 kilkadziesiąt tysięcy
        przebranych w barwne kostiumy kobiet wdziera się do ratuszy w Düsseldorfie,
        Bonn, Kolonii, Moguncji i innych niemieckich miastach, by obciąć krawaty
        urzędnikom i otrzymać symboliczny klucz do bram miasta, przejmując na ten dzień
        symbolicznie władzę. W ostatni poniedziałek (Rosenmontag) odbywają się duże
        karnawałowe parady, z muzyką, wozami pełnymi przebierańców zrzeszonych w
        towarzystwach karnawałowych, rzucających słodycze w tłum.

        ;-)))
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawał staropolski 14.01.07, 14:28
          Karnawał staropolski był czasem różnych uciech: polowań, poczęstunków, tańców i
          swawoli.
          Zgodnie z duchem i temperamentem narodowym bawili się wszyscy, każdy na miarę
          swoich możliwości. Jedli, pili i tańczyli. Poświęcony temu tematowi
          jest “Kiermasz wieśniacki”, zbiorek sowizdrzalski z pocz. XVII w.:

          “Mięsopusty, zapusty,
          Nie chcą państwo kapusty,
          Wolą sarny, jelenie
          I żubrowe pieczenie.
          Mięsopusty, zapusty,
          Nie chcą panie kapusty,
          Pięknie za stołem siędą,
          Kuropatwy jeść będą,
          A kuropatwy zjadłszy,
          Do taneczka powstawszy,
          Po tańcu z małmazyją
          I tak sobie popiją.”
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawał staropolski 14.01.07, 15:03


            W rezydencjach magnatów spędzano czas na wystawnych ucztach i balach. Już w XVI
            w. stały się modne w Polsce kostiumowe bale zwane redutami.
            Proszone bale miejskie i wiejskie w wyższych stanach bywały też swego rodzaju
            giełdą małżeńską dla dobrze urodzonych panien.

            Skromniejsze wieczorki taneczne, zabawy i bale urządzali w miastach, w zapusty,
            dla swej młodzieży kupcy i rzemieślnicy. Weselono się na nich, popijano,
            raczono się różnymi przysmakami i przede wszystkim aż do rana tańczono, tak, iż
            zgodnie ze słowami krakowskiej przyśpiewki: »Szły wiechcie z butów i drzazgi z
            podłogi«.

            I na wsi w tym czasie było wesoło, suto i gwarno.
            Ludowe zapusty, pełne życia, wyróżniały się rozmachem, wigorem i wesołością.
            Bawiono się nieustannie.

            Finałem karnawałowego szaleństwa był jego ostatni tydzień: od Tłustego Czwartku
            zaczynając na tzw. “kusym wtorku” kończąc. Tydzień ten, a zwłaszcza ostatnie
            trzy dni skupiały w sobie najwięcej najważniejszych i najciekawszych zwyczajów
            i obrzędów.

            Stefan Żeromski tak opisuje czas karnawałowych uciech: “(…) izba zdało się
            trzeszczała w swych węgłach. Wrzawa uciechy kipiała w niej jak spieniona woda.
            Zdrowie, młodość i kipiące życie przemieniały ten taniec w wylew radości.
            Bawiono się z pełnego serca, hulano z potrzeby dusznej, tańczono w całym
            znaczeniu tego wyrazu, do upadłego”.

            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawał staropolski 14.01.07, 16:18
              Według Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera, poseł Sulejmana Wspaniałego
              (ok. 1495-1566) po powrocie z Polski relacjonował w Stambule, iż „w pewnej
              porze roku chrześcijanie dostają wariacyj i dopiero jakiś proch sypany im potem
              w kościołach na głowy leczy takowe”.

              :-)
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawał staropolski 14.01.07, 17:39
                Na polskiej wsi w okresie karnawału (zapustu) chodzili tzw. zapustnicy,
                przypominający kolędników. Poprzebierani za różne postacie chodzili od domu
                do domu, zbierając datki (były to jajka, mięso, ciasto i wódka).
                Postacie to najczęściej Żyd, Żydówka, Cygan i Cyganka, niedźwiedź, diabły,
                śmierć. Największą sympatią darzono niedźwiedzia, gdyż to on tańcem z
                gospodarzami, podskokami i tarzaniem się po podłodze miał zapewnić pomyślność.
                Niedźwiedzia grał mężczyzna przebrany w odwrócony na lewą stronę kożuch lub
                grochowiny. Wszędzie wśród zapustników pojawiają się diabły, które nic nie
                mówią, za to robią dużo hałasu za pomocą różnych instrumentów muzycznych.
                Zapustników przyjmowano bardzo chętnie, gdyż wierzono, że ich wizyta przyniesie
                zdrowie i urodzaj.

                Przyśpiewki zapustników na Podlasiu (byli to kawalerowie przebrani za Cyganów,
                Cyganki, konia i niedźwiedzia):

                "Hulaj, hulaj koniku,
                po zielonym gaiku!
                Gdzie nasz konik pochodzi
                tam się żytko zrodzi."

                Skąpi gospodarze mogli się spodziewać gróźb:

                "A jak mi nie dacie,
                to mnie nie poznacie,
                wszystkie garki porozbijam,
                co na półce macie!"

                "Przyszli my tu po zapuście,
                ale nos tu nie opuście,
                docie czy nie docie,
                bo wom wszystkie kury wyzdychają w tej chacie!"
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Kolonii 14.01.07, 17:21
          Kilka zdjec z parady karnawalowej z Kolonii:


          www.horizonsunlimited.com/community/koln/images/tuj.jpg
          dzt-top50.dx-work.com/images/itempics/pics/pic_21680_1_m.jpg
          www.stadt-koeln.de/imperia/md/images/festetradi/karneval/3_140x219.jpg
          www.dw-world.de/image/0,,321524_4,00.jpg
          www.worldphotoblog.com/images/20060630193108_15.jpg

          ;-)))
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Wenecji 14.01.07, 18:37
            Wenecja - karnawał masek

            Maski są w Wenecji wszędzie: na straganach, specjalnych wystawach, a przede
            wszystkim –
            wieńczą kostiumy poprzebieranych wenecjan i turystów, którzy setkami paradują
            po weneckich placach i ulicach, a także na każdej karnawałowej imprezie.
            Karnawał zaczyna się i kończy na Placu Świętego Marka. Tam też jest zazwyczaj
            główna scena karnawału, tam odbywa się końcowa parada i szalony bal, choć bale
            przez cały karnawał odbywają się praktycznie na każdym placu miasta. Wszystkie
            oczywiście są maskowe…
            Dziś najczęściej wenecjanie zakładają maski i kostiumy skopiowane z postaci
            komedii dell’arte – ulicznego teatru, opowiadającego o perypetiach Arlekina,
            Pierrota, Pulchinella i innych.

            U weneckich rzemieślników można nawet zamówić sobie maskę robioną „na miarę” do
            twarzy, ale raczej nie tuż przed karnawałem, bo wtedy mają mnóstwo pracy.
            Chętnie natomiast przygotują ją - latem – choć to dość kosztowna przyjemność.

            Karnawał w Wenecji świętują nawet…gondole, udekorowane specjalnie z tej okazji,
            oczywiście również – choć nie tylko – maskami. Niezwykle malowniczym
            widowiskiem jest parada takich gondoli po Canale Grande.


            bi.gazeta.pl/im/4/3818/z3818274N.jpg

            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Wenecji 14.01.07, 19:04
              W tym roku karnawał w Wenecji jest obchodzony od 9 do 20 lutego.
              Typowy wenecki strój to bautta (kaptur), tabarro (czarny płaszcz), koronkowa
              peleryna, trójgraniasty kapelusz i biała maska. Tradycyjne maski weneckie
              robione były z paper mache lub skóry i były monochromatyczne, skromne.

              www.fpm.com.pl/pre/www/max/10000_19999/FPM-WB-13085.jpg
              www.artandframingsolutions.com/images/Masks/venetiancloseup.jpg
              www.veniceshop.it/immagini/maskere/masker.jpg
              www2.arnes.si/~ssdjjude/mask_3.jpg
              www.infotravelromania.ro/foto/italia/carnavalvenetia.jpg
              www.infotravelromania.ro/foto/italia/carnavalvenetia_februarie2006.jpg
              www.digart.pl/data/img/79/26/miniaturki400/336372.jpg
              i12.photobucket.com/albums/a221/jaco1/carnevale/P1050765i.jpg
              www.wspolnota-polska.org.pl/img/mim.jpg
              gfx.download-by.net/screen/4/4509-happy-note-venetian-masks.jpg
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Wenecji 14.01.07, 19:16
                Zdjęcia z karnawału w Wenecji:

                www.fpm.com.pl/buss/index.asp?light=&search=Karnawał_Wenecki
                • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal we Wloszech I 14.01.07, 20:17
                  We Włoszech karnawał świętuje się na ulicach i placach. U nas najbardziej znany
                  jest ten wenecki, ale tak naprawdę...

                  Niemal w każdym mieście jest inny. Zaczyna się też różnie: 26 grudnia, w Nowy
                  Rok, w święto Trzech Króli albo Matki Boskiej Gromnicznej. Kończy - między
                  tłustym czwartkiem a ostatkami. Wszędzie jest spontaniczny, euforyczny i -
                  tradycyjnie - przebrany, ośmiesza mieszkańców poszczególnych regionów. Wenecki
                  Arlekin w kolorowe romby to głupkowaty, ale cwany sługa, a Pantalon - kochliwy i
                  skąpy kupiec. Neapolitański Poliszynel, z garbem i zakrzywionym nosem, nosi
                  czarną maskę. Boloński Balanzone to przemądrzały i gadatliwy doktor. Słodycze
                  karnawału to chiacchiere, czyli ploteczki, znane też pod innymi nazwami,
                  zależnie od regionu i użytego likieru.

                  Viareggio

                  raz na wozie...

                  Za stolicę karnawału we Włoszech uchodzi Viareggio. Znak rozpoznawczy - carri,
                  czyli wozy. Suną ulicami miasta, przewożąc potężne kukły z papieru, które
                  carristi przygotowują przez cały rok. Nie ma polityka, przedstawiciela kultury
                  czy show-biznesu, który nie zostałby przynajmniej raz pasażerem-bohaterem
                  jednego z wozów. W ubiegłym roku zasiedli na nich m.in. Silvio Berlusconi, Dario
                  Fo, Roberto Benigni, Nanni Moretti i George W. Bush. Podczas defilady postaci
                  ożywają: poruszają rękami, wywracają oczami, otwierają usta. Na wozach jadą też
                  dzieci i młodzież, rzucając w stronę widzów konfetti i serpentyny.

                  Wszystko zaczęło się w roku 1873, kiedy kilku notabli wpadło na pomysł, by w
                  niedzielę parada wozów ozdobionych kwiatami przetoczyła się w tę i z powrotem
                  przez via Regia, główną ulicę miasta. Na tę okoliczność niezadowoleni z wysokich
                  podatków mieszkańcy przygotowali maskaradę ośmieszającą poborcę podatkowego.
                  Defilada tak się spodobała zarówno możnym, jak i prostemu ludowi, że włączono ją
                  do kalendarza na stałe.

                  Dziś w internecie można znaleźć ogłoszenia carristi reklamujących swoje kukły.
                  We własnym mieście nie pokażą ich przecież po raz drugi, ale w innym...

                  ;-)
                  • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal we Wloszech II 14.01.07, 20:19
                    Fano

                    Pupo kończy na stosie

                    W tym mieście nad Adriatykiem, niedaleko Urbino karnawał narodził się (jeśli
                    wierzyć legendzie) w XIV w. Pierwsze zapisy pochodzą z 1347 r. Okazją było
                    pojednanie dwóch głównych rodów - Del Cassero i Da Carignano. Wiadomo też, że w
                    1450 r. odbyły się tu wyścigi z udziałem koni i osłów; zwycięzca świętował
                    sukces, rzucając w stronę widzów wafle na miodzie. Podobno w karnawale
                    mieszkańcy obrzucali się flakami. Dziś z wozów w Fano spadają na tłumy kwintale
                    słodyczy.

                    W epoce napoleońskiej pojawił się dodatkowy element: Pupo (zwany też Vulonem) -
                    kukła ośmieszająca francuskich żołnierzy, którzy wymuszali na ludności wysokie
                    podatki. W tym roku Pupo po raz kolejny zakończy żywot na stosie, zapewniając w
                    ten sposób mieszkańcom pomyślność w Nowym Roku. Parada przebierańców kończy się
                    tzw. Luminarią, świętem kolorów i świateł tworzących na odcinku dwóch kilometrów
                    bajeczną grę cieni.

                    ;-)
                    • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal we Wloszech III 14.01.07, 20:23
                      Ivrea

                      bitwa na pomarańcze

                      Wyjątkowo plebejski charakter ma karnawał w piemonckiej Ivrei. Kiedy w XII w.
                      Fryderyk Rudobrody wprowadził na tutejszy urząd niejakiego Raineriego, w mieście
                      zapanowały nadużycia i przemoc. W roku 1194 lud zbuntował się i zniszczył zamek
                      despoty. Podobny los spotkał 72 lata później innego ciemiężyciela Guglielma z
                      Monferato.

                      W ludowej tradycji Raineri i Guglielmo zlali się w jedną postać: tyrana
                      żądającego prawa pierwszej nocy od świeżo zaślubionych obywatelek miasta. Jedną
                      z nich była według legendy piękna młynarka Violetta. Zaproszona na pokoje nie
                      tylko nie uległa złemu panu, ale odcięła mu sztyletem głowę, po czym z dumą
                      zademonstrowała ją uciskanym obywatelom. Zdarzenie to miało zapoczątkować
                      rebelię, która doprowadziła do zburzenia zamku. Dziś symbolizuje ją organizowana
                      w karnawale wielka bitwa na pomarańcze. Zaczęło się rzucaniem owocami z balkonów
                      w przygodnych przechodniów. Początkowo lokalne władze tępiły ten oryginalny
                      zwyczaj. Po II wojnie światowej pomarańczowe igraszki zamieniły się w regularne
                      walki między pieszymi a zaprzęgami konnymi.

                      Dziś na placach mierzą swoje siły dwie drużyny - piesi "pomarańczarze"
                      symbolizują wyzwolony lud, zawodnicy w zaprzęgach - gwardię tyrana. W ruch idzie
                      360 ton soczystej amunicji. Drużyna piechurów składa się z setek osób. W zabawie
                      mogą wziąć udział wszyscy, wystarczy wpisać się na listę. W ostatnich latach
                      zgłasza się coraz więcej zamiejscowych.

                      Karnawał w Ivrei rozpoczyna się w święto Trzech Króli. Uroczysty pochód
                      otwierają giermkowie, powiewając sztandarami historycznych dzielnic.
                      Rozbrzmiewają piszczałki i bębny. Miejscowym daniem karnawałowym jest fasola ze
                      słoniną. Gotowaną w wielkich kotłach rozdaje się gratis. Tradycja sięga
                      średniowiecza, kiedy racje fasolowe przydzielane były najbiedniejszym przez
                      bractwa zakonne. Co do dzielnej młynarki Violetty - niektórzy są przekonani, że
                      do dziś obserwuje obchody wmieszana w barwny tłum.

                      ;-)
                      • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal we Wloszech IV 14.01.07, 20:27
                        Putignano

                        pogrzeb króla

                        Apulijski karnawał, jeden z najstarszych (odnotowany w 1394 r.), a na pewno
                        najdłuższy na świecie, zaczyna się 26 grudnia. Są wozy i kukły, ale i ndonaro (w
                        dialekcie słowo opisujące ruch huśtawki) - hałaśliwy orszak mieszkańców
                        przebranych za wieśniaków i wojowników, który przemierza ulice, śpiewając i
                        grając na zaimprowizowanych instrumentach.

                        Obchody rozpoczyna przegląd humoru i satyry inspirowany postaciami i
                        wydarzeniami z życia miasta. W poniedziałek przed ostatkami następuje ostatnie
                        namaszczenie karnawału - rytuał wzorowany na liturgicznym, z księdzem i
                        ministrantami. Nazajutrz odbywa się pogrzeb Króla Karnawału. Za trumną podąża
                        zapłakana żona, opowiadając o jego cnotach, a towarzyszące jej płaczki intonują
                        przyprawiające o dreszcze śpiewy. Pod koniec procesji trumna zostaje podpalona.

                        Tradycyjnym miejscowym strojem jest farinella, przypominająca karcianego jokera:
                        kolorowe łaty i dzwoneczki na czapce, czubkach butów i kołnierzu. Łaty są
                        zielone i białe, jak barwy miasta. Nazwa przebrania pochodzi od dawnego dania
                        biedoty na bazie ciecierzycy i opiekanego zboża.

                        ;-)
                        • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal we Wloszech V 14.01.07, 20:33
                          Konczymy ten przeglad na Wenecji, o ktorej juz pisaly 3ba i o_s.
                          Karnawal Wenecki wart jest powtorki ;-)

                          Wenecja

                          biała gołębica sypie konfetti

                          Lagunowy krajobraz, niepowtarzalne piękno patrycjuszowskich domów, uliczek,
                          placyków, zapewniają jedyną w swoim rodzaju dekorację. Na bal w jednym z
                          przywróconych do życia podupadających pałaców płynie się gondolą. Wszystkie
                          drogi prowadzą na plac św. Marka. To na jego widok Petrarka wykrzyknął: "Nie
                          wiem, czy istnieje na świecie coś równie pięknego!". Dzięki znakomitej akustyce
                          plac spełnia funkcję i sceny, i widowni. W czasach republiki w karnawale
                          odbywały się tu walki zapaśnicze i bokserskie, koncerty i bankiety, wystawiano
                          komedie. Produkowali się astrologowie, wędrowni pieśniarze, szarlatani. Do
                          karnawałowego folkloru należały nawet egzekucje. W tłusty czwartek do zabawy
                          przyłączał się doża. Mogły w niej uczestniczyć nawet zakonnice, musiały tylko
                          zasłonić twarz. Karnawał pozwalał łamać wszelkie reguły, więc wenecjanie
                          przeżywali ten okres bardzo intensywnie. Spektakle i muzyka wypełniały dnie i
                          noce, wszystkie placyki brał we władanie świętujący tłum. Tańczyło się wszędzie,
                          również na dziedzińcach klasztornych.

                          Typowy strój wenecki to bautta (jedwabny kaptur) i koronkowa peleryna. Do tego
                          tabarro (czarny, obszerny płaszcz), trójgraniasty kapelusz i biała maska, niemal
                          całkowicie zasłaniająca twarz. Pozwalała na anonimowość, na odrobinę szaleństwa
                          w dostojnym świecie średniowiecza i renesansu. Można w niej było wejść do
                          salonu, kancelarii, pałacu, kasyna, na bal. Działała jak czapka niewidka.

                          Na czas karnawału Wenecja stawała się centrum Europy. Dziś też ściąga on tysiące
                          osób. Tradycję przywdziewania masek przywrócono w 1980 r. Kiedyś ich wykonanie
                          powierzano największym artystom, obecnie produkcja osiągnęła rozmiary
                          przemysłowe. Przebierają się wszyscy - wenecjanie i cudzoziemcy. Wielu decyduje
                          się na specjalny makijaż za parę euro, tak barwny i wzorzysty, że może zastąpić
                          maskę. Na ulicy spotkać można nawet przebranego czworonoga.

                          Punktem kulminacyjnym jest tłusty czwartek. Kiedyś obchodzono go wyjątkowo
                          uroczyście na pamiątkę zwycięstwa nad Ulrykiem zmuszonym do składania corocznej
                          daniny z byka i 12 wieprzy (miały symbolizować patriarchę i jego kanoników).
                          Dziś właściciele restauracji wytaczają na wąskie uliczki beczki z młodym winem.
                          Tegoroczne hulanki będą trwały dłużej niż zwykle - od 6 do 24 stycznia.

                          Jednym z symbolicznych wydarzeń weneckiego karnawału jest lot gołębicy. W
                          czasach Serenissimy wysportowany śmiałek wspinał się po linie na szczyt
                          dzwonnicy, po czym schodził do głównego balkonu pałacowego, by złożyć hołd doży,
                          obdarowując go bukietem kwiatów i pochwalnymi strofami. Przedstawienie nazywano
                          lotem anioła lub Turka (po raz pierwszy jego bohaterem był akrobata turecki). Z
                          czasem człowieka zastąpił mechaniczny ptak. W pierwszą niedzielę karnawału, w
                          południe, po linie między dzwonnicą a Pałacem Dożów spływa biała gołębica, z
                          której sypie się deszcz konfetti.

                          Ostatnie godziny wolności, czyli ostatki, to Święto Szaleńców. Płonie kukła, nad
                          głowami tańczących wirują serpentyny. Spod mostu, znad kanału wyłaniają się
                          tajemnicze postaci w pelerynach, kapturach, trójrogach. W przedwieczornej mgle,
                          w malowniczych zaułkach, można odnieść wrażenie, że oto świat cofnął się o
                          kilkaset lat.

                          :-)))
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Wenecji 14.01.07, 21:06
                  Zdjęcia z karnawału w Wenecji:

                  image48.webshots.com/48/5/39/99/316053999zQzXyE_ph.jpg
                  image24.webshots.com/24/5/39/68/316053968JCxkaV_ph.jpg
                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Wenecji 14.01.07, 21:11
                    obrobka_skrawaniem napisała:

                    > Zdjęcia z karnawału w Wenecji:
                    >
                    > image48.webshots.com/48/5/39/99/316053999zQzXyE_ph.jpg
                    > image24.webshots.com/24/5/39/68/316053968JCxkaV_ph.jpg

                    Jeśli link nie działa, należy skopiować powyższy adres po
          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal w Kolonii 14.01.07, 20:56
            Zdjęcia z karnawału w Kolonii:

            www.giselmut.de/Ne_koelsche_Jung2.jpg
            i.goruma.de/S_K_Jecken_k.jpg
            www.heise.de/tp/r4/artikel/19/19391/19391_3.jpg
            www.kvb-koeln.de/newsfiles/20060220160334_Karneval06.jpg
            gallery.markoer.org/d/4161-2/26022006216_G.jpg
            picture.heidi-klum.de/img/karneval_bgl.jpg
            www.altstaedter.de/start.jpg
            skocz.pl/cyif
            www.marcelwuest.com/pics/image/06_karneval_2001_der_258583.jpg
            www.bananensprayer.de/media/pix/Karneval00.jpg
            www.se.com.pl/_gAllery/55/92/55929.jpg
            www.flyyy.com/flyweb/cards/28281512.jpg
            www.trekearth.com/gallery/Europe/Germany/photo324870.htm
        • 3bezatu Re: Humor w NiSz: Karnawał na Wyspach Kanaryjskich 14.01.07, 19:49
          Wyspy Kanaryjskie – karnawał z… pogrzebem

          Podczas karnawału wszystkie wyspy opanowuje roztańczony kolorowy tłum, który na
          pląsy i harce równe tym z Rio de Janeiro anektuje wszystkie ulice i place.
          Ciekawostką są towarzyszące tancerzom bardzo kolorowe i ciekawie przyozdobione…
          karoce. Najbardziej huczne obchody odbywają się w Santa Cruz i Puerto de la
          Cruz na Teneryfie oraz w Las Palmas na Gran Canarii, a wziąć w nich udział może
          każdy, najlepiej fantazyjnie przebrany.

          Jednak najciekawszym elementem kanaryjskiego karnawału jest… pogrzeb sardynki,
          który odbywa się już w Środę Popielcową. Uroczysty i bardzo kolorowy kondukt
          pogrzebowy przenosi drewnianą sardynkę imponujących rozmiarów na brzeg morza.
          Wszyscy szlochają i załamują ręce z żalu za zmarłą, a później palą ją na
          wielkim stosie. Jest to organizowane na znak końca okresu karnawałowego
          obżarstwa. Pogrzeb sardynki wiąże się ponoć z tym, że dawniej podczas całego
          Wielkiego Postu nie spożywano mięsa. Jedzono za to bardzo dużo
          ryb. "Żałobnicy" "litują się" więc nad ich losem. Całość wieńczy pokaz naprawdę
          imponujących sztucznych ogni i zabawa w rytmie flamenco.
          • obrobka_skrawaniem Re:Humor w NiSz: Karnawał na Wyspach Kanaryjskich 16.01.07, 19:03
            Zdjęcia z karnawału na Wyspach Kanaryjskich:

            www.abc-tenerife.com/abcfiles/carnival.jpg
            www.palomabeach.com/new-images/carnival/RA_3-Tenerife-carnival.jpg
            www.cachet-travel.co.uk/images/tene2006/intro11.jpg
            skocz.pl/czfi
            skocz.pl/czfj
      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Karnawal !!! 15.01.07, 14:46
        Zdjęcia z karnawału w Nicei:

        photos.minman.com/europe2001/0121_nice/nice_carnival/
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_8.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_2.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_4.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_6.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_9.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_10.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn2003/carn2003_11.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn1999/oies1.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn1999/char6.jpg
        www.alpix.com/nice/pictures/carn1999/grstet1.jpg
    • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal w Rio 14.01.07, 22:05
      Barwny carnaval w Rio jest najsłynniejszą imprezą rozrywkową na świecie. Wywiera
      ogromne wrażenie na ściągających masowo co roku do miasta bogatych
      cudzoziemcach, pragnących zatopić się w barwnej zabawie, we mgle alkoholowego
      zamroczenia, marzących o spaleniu ciała na ciemny brąz i niezapomnianych
      przeżyciach.

      Oficjalnie karnawał trwa od piątku do wtorku, bezpośrednio przed rozpoczęciem
      się Wielkiego Postu, ale hulanki zaczynają się dużo wcześniej.

      Tydzień przed otwarciem rozpoczynają się conocne bale, które ciągną się przez
      cały okres karnawału. Tańszą, aczkolwiek nie mniej szaloną przygodę może
      stanowić udział w tanecznych korowodach na świeżym powietrzu, prowadzonych przez
      amatorskie zespoły taneczne zwane bandas. Roztańczone tłumy podążają w godzinach
      popołudniowych i wieczornych ulicami miasta podczas karnawału i w tygodniach go
      poprzedzających.

      Przez cały rok najlepsze szkoły samby starannie przygotowują się do występów, by
      przeżyć godzinę chwały podczas najbardziej spektakularnego wydarzenia karnawału
      – parady na sambódromo (obudowana trybunami Rua Marques do Sapuçai, w pobliżu m
      Praça Onze, na zachód od Centro). To właśnie tutaj ociekający potem, zapamiętali
      w szaleńczym tańcu Brazylijczycy, niepomni ogłuszającego hałasu i potwornego
      zamieszania tworzą najbarwniejsze artystyczne widowisko świata. Każda ze szkół
      samby dysponuje wymyślnymi i pełnymi ozdób jeżdżącymi platformami tanecznymi,
      setkami bębniarzy, tysiącami śpiewających i tańczących fanów odzianych w
      karnawałowe stroje, które mogą być zarówno niesłychanie bogate (np.
      półtorametrowej wysokości przybrania głowy), jak i nieprzyzwoicie skąpe,
      ograniczające się jedynie do ozdobionych górskimi kryształami damskich stringów.
      Szczyt szaleństwa przypada na niedzielę i poniedziałek (10 i 11 lutego 2002 r.;
      2 i 3 lutego 2003 r.; 22 i 23 lutego 2004 r.), kiedy 14 najlepszych szkół samby
      z Rio czyni cuda.

      ;-)))

      • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Karnawal w Brazylii !!! 15.01.07, 16:47
        Karnawal w Brazylii to nie tylko ten w Rio:

        Karnawał w Brazylii to zabawa, która ma datę ruchomą związaną z kalendarzem
        katolickim. Przypada przed Wielkim Postem i kończy się na Środzie Popielcowej, a
        tradycyjnie trwa cztery dni. W całym kraju Karnawał faktycznie zaczyna się od
        piątku i kończy w Środę Popielcową rano. W niektórych miastach Brazylii karnawał
        przedłuża się aż do końca następnego tygodnia. W ciągu karnawałowego tygodnia
        większość biur i firm nie pracuję lub pracują na “wolnych obrotach.” Tak jak w
        okresie świątecznym między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem.

        Momentem szczytowym karnawału w Rio de Janeiro jest nocny pokaz “szkół samby” w
        dwóch etapach, pierwszy zaczynający się popołudniu w poniedziałek i drugi we
        wtorek, na Passarela do Samba (Wybieg Samby), znanym jako Sambódromo. Pokaz
        szkół zwycięskich ma miejsce w sobotę po Karnawale. Daty pokazów szkół samby w
        poniedziałki i wtorki karnawału brazylijskiego: w roku 2007: 18/19 lutego.
        Najslynniejsze szkoly samby:

        * Beija-Flor
        * Mangueira
        * Grande Rio
        * Imperatriz Leopoldinense
        * Mocidade Independente de Padre Miguel
        * Viradouro
        * Salgueiro
        * Portela
        * Unidos da Tijuca
        * Caprichosos de Pilares
        * Porto da Pedra
        * Império Serrano
        * Tradição
        * São Clemente

        Karnawał brazylijski jest obchodzony nie tylko w Rio de Janeiro. Wielkie
        karnawały możemy oglądać w Salvadorze (stolica stanu Bahia), Recife i Olinda
        (stolica i obszar stolicy stanu Pernambuco)

        Strony internetowe o karnawale w Brazylii:

        Salvador: www.centraldocarnaval.com.br (P)
        Recife: www.recife.pe.gov.br/carnaval (P)
        Olinda: www.olinda.com.br


    • onufry_z_daleka Re: Humor w ...: Zofia Kowalewska 15.01.07, 10:41
      Dzis urodziny obchodzilaby wybitna matematyczka:

      Zofia Wasiliewna Kowalewska (Софья Васильевна Ковалевская) (15 stycznia 1850 r.
      w Moskwie, zm. 10 lutego 1891 w Sztokholmie) – matematyczka rosyjska.

      ***

      PANNA I MATEMATYKA

      Niedawno minęła 154. rocznica urodzin wybitnej matematyczki Zofii Kowalewskiej z
      domu Korwin-Krukowskiej. Jest ona zaliczana, jako jedyna kobieta, do setki
      najwybitniejszych matematyków kilku ostatnich wieków. Urodziła się 15.stycznia
      1850 roku w Moskwie, jako druga z kolei córka generała Wasilija
      Korwin-Krukowskiego. Od wczesnych lat wykazywała duże uzdolnienia matematyczne,
      ale jako kobieta w carskiej Rosji, nie mogła liczyć na więcej niż zwyczajowe,
      domowe wykształcenie, jakie w tamtych czasach otrzymywały panny z tzw. dobrych
      domów. Ojciec, konserwatywny i despotyczny, również nie ułatwiał jej drogi do
      wiedzy.

      Kowalewska, wobec niemożności zapisania się na uniwersytet w Petersburgu, od
      1866 roku pobierała prywatne lekcje matematyki wyższej u znanego petersburskiego
      pedagoga A. Stranolubskiego. Jesienią 1868 roku udało się jej wysłuchać cyklu
      wykładów z anatomii B. Grubera w wojskowej akademii medycznej. I to było
      wszystko, na co pannie Krukowskiej pozwolono.

      W tym czasie Zofia poznała Władimira O.Kowalewskiego, który, aby uniezależnić ją
      od ojca i dać swobodę, zaproponował jej małżeństwo "na papierze", na co panna
      chętnie przystała i po załatwieniu ślubnych formalności, już jako pani
      Kowalewska, wyjechała na nauki do Niemiec. Tam wstąpiła na uniwersytet w
      Heidelbergu, aby słuchać wykładów z matematyki i fizyki. Po dwóch latach studiów
      przeniosła się do Berlina, ale tamtejszy uniwersytet nie przyjmował kobiet.
      Niemniej los się uśmiechnął do niedoszłej studentki-swoim matematycznym talentem
      zwróciła na siebie uwagę wybitnego berlińskiego matematyka Weierstrassa. Ten,
      zachwycony zdolnościami Kowalewskiej, zaproponował jej prywatne darmowe lekcje.
      W tym czasie Kowalewska napisała trzy prace z matematyki, z których każda-
      zdaniem Weierstrassa- była wystarczająca do otrzymania doktoratu.Za prace te
      młodziutka matematyczka otrzymała od uniwersytetu w Getyndze tytuł doktora
      filozofii z odznaczeniem. Wyniki jednej z tych prac uwzględniane są obecnie w
      podręcznikach analizy matematycznej pod nazwą twierdzenia Cauchy'ego-Kowalewskiej.

      Po powrocie Zofii do Rosji małżeństwo zostało jednak "skonsumowane" ,
      Kowalewskim urodziła się córka i Zofia oddała się spokojnemu życiu rodzinnemu.
      Nie trwało to długo- w 1883r. Władimir Kowalewski, znany już wówczas
      paleontolog, zmarł i Kowalewska została sama z córką bez środków do życia. Z
      pomocą przyszli wybitni matematycy- Weierstrass zaproponował Kowalewskiej i jej
      córce dożywotnią gościnę ,w charakterze przybranej siostry, pod jego dachem,
      szwedzki matematyk Mittag-Leffer natomiast wystarał się dla niej o katedrę
      matematyki na uniwersytecie w Sztokholmie. Kowalewska przyjęła drugą propozycję
      i wyjechała do Szwecji. Była to decyzja bardzo odważna, bowiem większość
      profesorów ( oraz ich żon!) była oburzona powierzeniem kobiecie katedry
      matematyki. Nieprzyjazne nastroje wobec jej osoby podsycała prasa, a znany
      szwedzki mizogin, August Strindberg, "wyróżnił" ją swoimi niewybrednymi,
      wielokrotnymi atakami nienawiści. Pomimo to znalazła Kowalewska w Szwecji grono
      bliskich przyjaciół wśród wybitnych uczonych i artystów i po upływie roku
      otrzymała nominację na profesora. W Szwecji napisała swoją podstawową pracę
      naukową "O zagadnieniu obrotu ciała sztywnego wokół nieruchomego punktu". Praca
      ta uzyskała pierwszą nagrodę w konkursie dotyczącym tego zagadnienia a
      og`1oszonym przez Akademię nauk w Paryżu. Niedługo potem Kowalewska otrzymała
      nagrodę za dorobek naukowy od Szwedzkiej Akademii Nauk, a w roku 1889 została
      członkinią Petrsburskiej Akademii Nauk.

      Zofia Kowalewska zajmowała się również twórczością literacką- pisała dramaty
      oraz wnikliwe, świadczące o dużej erudycji i wrażliwości eseje
      krytyczno-literackie. Zmarła w Sztokholmie 10.lutego 1891 roku - jej schorowane
      serce nie wytrzymało zapalenia płuc, którego się nabawiła wskutek przeziębienia.
      Wybitna matematyczka, pisarka, publicystka, w końcu- feministka, która mogła
      zaistnieć nie tylko dzięki dużemu talentowi, pracowitości, odwadze i uporowi,
      ale również dzięki paru niepospolitym mężczyznom-feministom.

      ***

      Byla to przy tym piekna kobieta:


      www.tollmien.com/sofja.html

      • onufry_z_daleka Re: Humor w ...: Zofia Kowalewska 15.01.07, 13:01
        3 cytaty Kowalewskiej:


        * Niestety, bylam kiepska w tabliczce mnozenia.


        * Powiedz to co wiesz, zrob to co musisz zrobic, a wyjdzie to co ma wyjsc.


        * Nie mozna byc matematykiem, nie majac duszy poety.


        ;-)
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce 15.01.07, 16:29
      Choć uprawiał różne dziedziny sztuki, znany jest głównie z portretów dzieci.
      Proszę podać imię i nazwisko tego artysty.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 15.01.07, 16:35
        Wyspianski
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Stanisław Wyspiański 15.01.07, 16:48
          onufry_z_daleka napisał:

          > Wyspianski

          Tak. Stanisław Wyspiański - dziś by obchodził urodziny
          (jak to lubi pisać Onufry).

          Biogram oraz kalendarium życia i twórczości artysty:

          www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_wyspianski_stanislaw
          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w NiS - Stanisław Wyspiański - anegdoty 15.01.07, 16:54

            Tekst kartki, jaka wisiała na drzwiach Wyspiańskiego, kiedy mieszkał
            z rodziną przy ul. Krowoderskiej 79 w Krakowie:
            „Tu mieszka Stanisław Wyspiański i prosi, aby go nie odwiedzać.”

            *****

            Stanisław Wyspiański lubił przyjmować gości, którzy palili dużo papierosów.
            Denerwowało to jego żonę, Teofilę i w domu nigdy nie było popielniczek.
            Kiedyś Wyspiański przyniósł więc gościom jako popielniczkę... dziecięcy bucik.
            Prawdopodobnie należący do "śpiącego Stasia".
            • obrobka_skrawaniem Re: HwNiS - Stanisław Wyspiański - portrety dzieci 15.01.07, 17:14
              Portrety dzieci autorstwa Stanisława Wyspiańskiego (głównie pastele):

              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Dziewczynka_z_wazonem.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Portret_dziewczynki_2.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Helenka.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Portret_dziecka.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Glowka_Helenki.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Glowka_dziewczynki_2.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Dziewczynka.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Dziewczynka_w_kapeluszu.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Studium_dziewczynki_2.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Glowa_dziewczynki.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Dziewczynka_2.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Chlopiec_z_kwiatem.jpg
              www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Images/Dwie_dziewczynki.jpg
              www.dzierzoniow.art.pl/wielcy/wyspianski/w12.jpg
              www.fantasyworld.pl/malarze/wyspianski/22.jpg
              www.kwiatek.krakow.pl/wyspianski/images/p_ep1902.jpg
              • obrobka_skrawaniem Re: HwNiS - Stanisław Wyspiański - malarstwo 18.01.07, 20:53
                Obrazy Stanisława Wyspiańskiego:

                www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Index.htm
            • onufry_z_daleka Re: Humor w NiS - Stanisław Wyspiański - anegdoty 15.01.07, 17:50
              Do Stanisława Wyspiańskiego przyjechał bogaty bankier z prośbą, by ten namalował
              jego portret. Artysta obejrzał bankiera i powiedział:
              - Nie widzę powodu.

              ;-)
            • onufry_z_daleka Re: Humor w NiS - Stanisław Wyspiański - anegdoty 15.01.07, 18:55
              Gdy do Stanisława Wyspiańskiego zwrócono się z prośba o zaprojektowanie mebli do
              sali odczytowej w krakowskim Domu Lekarskim, wymyslił fotele z wysokimi i
              niewygodnymi poręczami. Zapytany dlazcego właśnie takie poręcze zaprojektował,
              odpowiedział:
              - Ludzie na odczytach przeważnie drzemią, a w tej sali bedą tylko wykłady i
              odczyty, nie będę im więc ułatwiał drzemki.
              • onufry_z_daleka Re: Humor w NiS - Stanisław Wyspiański - wierszyk 15.01.07, 21:00
                Oto dosc smieszny (jak na Wyspianskiego) wierszyk a propos
                ostatniego postu:


                Wyuczono papugę wyrazów o sztuce,
                przyznać trzeba, że łatwość miała w tej nauce;
                więc gdy wyraz "secessja" wymawiać pojęła,
                witała tym wyrazem wszystkie nowe dzieła.
                Więc styl mój krzeseł z lekarskiego domu
                nazwała "secessyjny" - płynnie i bez sromu.
                Czekać trzeba cierpliwie, aż po pewnym czasie
                nowy frazes papudze w pamięć wbić znów da się.
                Jakkolwiek rzecz ta kształtu Sztuki nie odmieni,
                frazes jednak wystarczy, by MYŚL diabli wzięni.


                St. Wyspiański
                dnia 2-ego marca 1905

                • onufry_z_daleka Re: Humor w NiS - Boy o Wyspiańskim ;-))) 15.01.07, 21:56
                  Nieco dluzszy tekst, dla tych co lubia czytac.
                  Jest to tekst Boy'a o Wyspianskim jako projektancie mebli.


                  POEMAT O MEBLACH

                  W owym tak pamiętnym w życiu Krakowa momencie na przełomie zeszłego i obecnego
                  stulecia, nie było działu życia – nawet praktycznego – którego by nie musnęła
                  skrzydłem swoim Sztuka. A że Kraków był wówczas „miastem Wyspiańskiego”, nie
                  dziw, że wszędzie spotykamy rękę tego niezwykłego artysty. Powiem tu więc kilka
                  słów o „meblarstwie” Wyspiańskiego, jako kilkuletni lokator jedynego mieszkania
                  które Wyspiański skomponował w całości, urządzonego wedle jego projektów i wzorów.

                  Wyspiański miał o urządzeniu mieszkania swoje zupełnie zdecydowane pojęcia.
                  O czym on ich zresztą nie miał! Przyjaciele żartowali nieraz, że gdyby mu oddać
                  świat do urządzenia, okazałoby się, że on ma gotowe idee o wszystkim, jak co
                  powinno wyglądać: gdyby się do niego zwróciło np. ministerstwo kolei z prośbą o
                  projekt na lokomotywę, Wyspiański wcale by się tym nie zdziwił, ale przyniósłby
                  nazajutrz najdokładniej wyrysowany model lokomotywy wedle swego rozumienia. (…)

                  Rzecz oczywista, że musiało go zajmować meblarstwo. Któremuś ze znajomych, który
                  sobie urządzał kawalerski pokoik, Wyspiański zaprojektował jakiś uniwersalny
                  mebel, który miał być łóżkiem, komodą, szafą i stolikiem. Skomponował meble do
                  teatru, tworząc świetlicę Bolesława Śmiałego. Brakło mu tylko sposobności do
                  rozwinięcia swoich pomysłów na szerszą skalę. Niebawem znalazła się okazja.
                  Kiedy budowano w Krakowie dom Towarzystwa Lekarskiego, prof. Nowak, entuzjasta
                  Wyspiańskiego i jego przyjaciel, zaproponował mu dekorację gmachu. Wyspiański
                  przyjął z chęcią, skomponował ową śliczną poręcz, dla której niestety klatka
                  schodowa jest zbyt ciasna i uboga, witraż, oraz wewnętrzne urządzenia sal. Już
                  wówczas objawił się charakterystyczny rys, mianowicie pewna surowość,
                  zabarwiona, jak często u Wyspiańskiego, dyskretną ironią. Ktoś zwrócił uwagę
                  Wyspiańskiego, że krzesła w sali posiedzeń nie są zbyt wygodne. Wyspiański
                  odpowiedział: „Bo też nie powinny być wygodne. Kiedy krzesła są wygodne, wówczas
                  ludzie na posiedzeniach śpią”. I objaśnił z uśmieszkiem, że krzesła urządzone są
                  tak, aby ktoś, kto się zdrzemnie, zsunął się łagodnie na podłogę: do tego
                  zmierza prosty grzbiet, gładkie skórzane siedzenie i łukowato zaokrąglona
                  poręcz. Jak zwykle, trudno było wiedzieć w jakim stopniu Wyspiański mówi
                  poważnie, a w jakim kpi sobie z interlokutora.

                  W tym mniej więcej czasie zakładałem ognisko rodzinne. Byłem młodym lekarzem,
                  wyjechałem z żoną do Paryża na studia, tymczasem miano nam po trosze przygotować
                  mieszkanie. Teściowa moja, profesorowa Pareńska, fanatyczna wielbicielka
                  Wyspiańskiego, była z nim w wielkiej zażyłości; artysta bywał w jej domu
                  codziennym gościem. Zwierzyła mu swoje kłopoty, radząc się co do szczegółów
                  urządzenia. Na to Wyspiański oświadczył jej kategorycznie, jak zwykle, aby się
                  nie kłopotała niczym, że on się z przyjemnością wszystkim zajmie. Jakoż,
                  niedługo potem, przyniósł najdokładniej narysowane pierwsze wzory mebli, z
                  pomiarami, skalą, wskazówkami co do gatunku drzewa, wykonania, szczegółów etc.
                  Śliczne te rysunki, to istny wzór dokładności, czystości wykonania. Kolejno
                  zaprojektował całkowite umeblowanie salonu (takie były czasy, że ani rusz „bez
                  salonu”!), sypialni wraz z gotowalnią, i jadalnego pokoju, stosując je do
                  wymiarów i rozkładu wynajętego mieszkania. Bardzo się ucieszył tym, że dom jest
                  nowy, ściany jeszcze nie malowane i że to będzie można wykonać wedle jego myśli:
                  ściany miały być malowane gładko na jeden kolor i przechodzić bez żadnego gzymsu
                  w sufit tego samego koloru. Ale tego punktu nie dało się wykonać z powodu
                  absolutnego sprzeciwu gospodarza domu, który, dumny ze swej wiedeńskiej
                  sztukaterii, zaledwie same ściany pozwolił pomalować gładko. I na to zgodził się
                  z niechęcią, utrzymując, iż w razie naszego wyprowadzenia się, następny lokator
                  może nie przyjąć tych ścian, tak odmiennych od ówczesnych szablonów.

                  Co się tyczy mebli, Wyspiański też miał swoje odrębne pojęcia. Pojedynczy mebel
                  nie był dla niego rzeczą samą w sobie, ale składową cząstką architektonicznej
                  niejako kompozycji, którą był cały pokój. Miejsce i ustawienie każdego mebla
                  były ściśle oznaczone. W kompozycji każdego mebla punkt wyjścia miał czysto
                  geometryczny. Brał za zasadę linię pewnej długości, a każdy wymiar mebla był
                  zwielokrotnieniem tej linii. To zapewne dawało owe piękno i harmonijne proporcje
                  każdego pokoju oglądanego w całości. Z jednym tylko nie liczył się Wyspiański
                  zupełnie; mianowicie... z anatomią ciała ludzkiego i z jego potrzebami. Sam nie
                  miał tych potrzeb zupełnie, będąc czystym niejako duchem, ożywionym niezłomną
                  wolą; może w ogóle nie zastanawiał się nad tą stroną, a jeżeli się zastanawiał,
                  to raczej w duchu rozmyślnej surowości. Surowość była najwybitniejszą cechą tych
                  mebli, dużych, ciężkich, z ogromną przewagą kloców drzewa, o chudo wysłanym
                  siedzeniu, zbudowanych z samych linii prostych, bez jednej falistości, bez
                  jednego wygięcia. Kiedy mu zwracano uwagę, że tak ciężkie meble bez uchwytu będą
                  bardzo trudne do przestawiania, odpowiedział, że mebla w ogóle nie powinno się
                  przestawiać, i że gdyby nie miał stać tam gdzie go postawiono, to by znaczyło,
                  że w ogóle nie jest potrzebny.

                  Mam wrażenie, że Wyspiański komponował meble do prywatnego mieszkania po trosze
                  tak, jak je komponował na scenę, nie myśląc o tym, że „aktorzy” będą w nich
                  mieszkać cały dzień i całe życie... I tak jak Wyspiański sam był niejako
                  człowiekiem z innej planety, inaczej stworzonym od zwykłych ludzi, tak samo
                  meble jego robiły wrażenie mebli, w jakich mogą mieszkać ludzie na jakiejś innej
                  gwieździe, tak jak są opisy u Rabelais’go lub Swifta ludzi innych krain, np.
                  trójkątnych etc. Wymiary mebli, wynikłe – jak rzekłem – z zasady geometrycznej,
                  dawały różne niespodzianki. Stoliki nocne były na przykład tak olbrzymie, że
                  blat ich sięgał do piersi człowieka; zarazem sprzeciwiwszy się całkowicie celom
                  użytkowym: ani spojrzeć na zegarek, ani wypić herbatę w łóżku, nic! Olbrzymie
                  fotele w sypialni miały siedzenie o jakieś 10 cm wyższe od normalnych, stolik
                  zaś, wskutek zasady że ma być równej wysokości z poręczami, był tak niski, że o
                  kant uderzało się kolanami, których nie było sposobu podziać. Bardzo ciężkie a
                  szalenie niewygodne krzesełka były istnym narzędziem tortur; pamiętam, jak
                  samemu Jerzemu Warchałowskiemu, apostołowi Sztuki Stosowanej, po kwadransie
                  siedzenia zrobiło się słabo.

                  Meble dostarczano nam stopniowo, tak że nie ogarniało się całości, widziało się
                  jedynie pojedyncze sztuki. Z wyjątkiem Elizy Pareńskiej, która była
                  sfanatyzowana na punkcie Wyspiańskiego (a wreszcie nie mieszkała tam!) patrzyli
                  wszyscy na te meble z pewnym przerażeniem. Oczywiście, wobec tego że Wyspiański
                  zechciał się nimi zająć, nie było mowy aby się wymówić od tego co jego bawiło i
                  zajmowało; również nie było mowy o tym aby mu czynić jakieś uwagi; ja osobiście
                  byłem w stosunku do Wyspiańskiego bardzo nieśmiały. I zaczęła się najosobliwsza
                  tragikomedia: od czasu do czasu zjawiał się Wyspiański aby badać postępy
                  mieszkania; z wykonania mebli przez stolarza był bardzo zadowolony, a to
                  zadowolenie sprawiało nam tyle przyjemności, że pocieszało nas na chwilę. Ale
                  kiedy zostawaliśmy sami i kiedy nam stopniowo zabierano prowizoryczne graty, na
                  których się jakoś siedziało, aby je zastępować tymi olbrzymimi a tak
                  nieprzytulnymi ciosami drzewa, kiedyśmy sobie uprzytamniali że w nich przyjdzie
                  spędzić życie, ogarniała nas komiczna rozpacz.

                  Zresztą, meble te były tak konsekwentnie skomponowane jako całość, iż,
                  gdyby nawet nie owo coś w Wyspiańskim co onieśmielało, rozumieliśmy że nic się
                  tu zmienić nie da. Ta bezlitosna surowość tkwiła w samej zasadzie mebli, nie w
                  jakimś szczególe. Była ona związana z samym s
                  • onufry_z_daleka Re: Humor w NiS - Boy o Wyspiańskim ;-))) 15.01.07, 22:03
                    tekst sie nie zmiescil w calosci, wiec oto jego koniec:


                    (...)
                    Zresztą, meble te były tak konsekwentnie skomponowane jako całość, iż, gdyby
                    nawet nie owo coś w Wyspiańskim co onieśmielało, rozumieliśmy że nic się tu
                    zmienić nie da. Ta bezlitosna surowość tkwiła w samej zasadzie mebli, nie w
                    jakimś szczególe. Była ona związana z samym surowym pojęciem życia u
                    Wyspiańskiego, z jego sztuką, której zadaniem było budzić, nie dać spocząć, nie
                    dać ludziom drzemać. Istotnie, gdyby ktoś chciał się tam zdrzemnąć, na próżno
                    szukałby we wszystkich pokojach sprzętu ku temu: wszystkie kanapki były krótkie,
                    zaledwie do siedzenia, gdyż np. w salonie kant oparcia wpijał się w plecy.
                    „Cierp i czuwaj”, zdawał się mówić każdy mebel. Sam Wyspiański zresztą,
                    podpisując rysunki, kanapę nazwał surowo „ ławą wyściełaną”.

                    Raz tylko zdobyliśmy się na protest, i to po długich certowaniach o to, kto się
                    ośmieli przyjść do Wyspiańskiego z najpoddańszym przedłożeniem. Chodziło o
                    krzesełka do salonu, ciężkie, wyciosane z grubych kloców jaworu, a których chudo
                    wyściełane siedzenia były tak płytkie, że siedziało się ledwie na brzeżku, już
                    nie pół, ale ćwierćsiedzeniem. Tu już chodziło o kwestię bytu. Kiedy
                    przyniesiono od stolarza model takiego fotelika, był u nas z wizytą grubas Jan
                    Stanisławski: pamiętam co za ryk wydał na widok tego mebla, na którym oczywiście
                    mowy nie było aby mógł usiąść. Wyspiański przyjął nasze błagania dość
                    ironicznie. Odpowiedział, że on uważa to siedzenie za zupełnie wystarczające, i
                    podjął się zademonstrować, że na tym krzesełku można nie tylko siedzieć, ale
                    nawet pisać i rysować, a nawet zjeść obiad, stawiając talerz na poręczy. Na to
                    nie było co odpowiedzieć. Mimo to, dobrotliwie uległ naszej zniewieściałości i
                    podwoił głębokość fotelika, co nie zmieniło faktu, że pozostał arcyniewygodny.
                    Model tego pierwotnego fotelika przechowuję dotąd na pamiątkę.

                    Wyspiański twierdził zresztą, że meble w salonie nie powinny być wygodne, bo
                    inaczej goście za długo siedzą i zabierają czas do pracy...


                    :-)))
                    • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wyspiański 15.01.07, 23:36
                      Wyspiański żył tylko 38 lat, urodził się jako wcześniak, stąd jego słabe
                      zdrowie, a od dziecka miewał halucynacje nawet przy niewielkiej gorączce. Odkąd
                      w wieku 22 lat w Paryżu zaraził się najgroźniejszą chorobą weneryczną, czuł, że
                      goni go śmierć. Zapamiętywał się w pracy, mnóstwo malował, a jego dramaty,
                      wizjonerskie i patriotyczne, powstawały w bardzo krótkich odstępach czasu. W
                      tamtych czasach tę chorobę leczono wcieraniem rtęci w skórę, co było bolesne i
                      nie przynosiło większych efektów, ostatnie lata życia spędził przykuty do łóżka
                      z żoną, prymitywną heterą, na karku. Z Teofilą Pytkówną, góralką z Konar,
                      ożenił się wbrew wszystkim. Była pyskata, brzydka i „przechodzona”, jak
                      określała ją zawzięta ciotka Joanna Stankiewiczowa, która nie mogła zrozumieć,
                      jak ubóstwiany Staś mógł poślubić pospolitego garkotłuka.
                      Młody malarz i scenograf, Jan Frycz wspominał, że Staś miał jednakowoż osobliwy
                      gust. Był na przykład zachwycony tym, że kiedy wracał po całonocnej libacji w
                      środowisku krakowskiej cyganerii, każda żona z towarzystwa dostawałaby
                      spazmów, a jego Teofila otwierała mu drzwi z kułakami wspartymi na biodrach i
                      pytała krótko: „na kaca bedzie jadł żur, abo kwaśnice?”
                      Miała wstręt do obiboków i darmozjadów, jak nazywała artystów, dlatego kiedy
                      Wyspiański miewał emisję choroby, o mało nie dostawał od żony miotłą za
                      nieróbstwo, trzeba było przecież utrzymać dom i ośmioro dzieci. Aplikowała mu
                      spirytus z pieprzem, lekarstwo, którym sama się chętnie raczyła, a które, w
                      przypadku Wyspiańskiego, pogarszało tylko jego stan. Mimo to , Antoni
                      Waśkowski, kuzyn Stanisława, też malarz, wspominał „Staś rozmiłowany był w jej
                      prymitywizmie, godzinami przesiadywał w kuchni i rysował ją.”
                      Nie to co piękne, jest piękne, lecz, to, co się komu podoba.
                      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wyspiański 16.01.07, 12:05
                        W tym roku przypada setna rocznica śmierci Stanisława Wyspiańskiego. W związku
                        z tym wydarzeniem rok 2007 został uchwałą Sejmu RP ogłoszony rokiem Stanisława
                        Wyspiańskiego.
    • onufry_z_daleka Re: HwNiSz: Ptasie problemy z powodu pogody 15.01.07, 23:01
      Pogoda dezorientuje ptaki

      Zimujące w Polsce ptaki są zdezorientowane nietypową pogodą, a ornitolodzy
      martwią się, że może to mieć niekorzystny wpływ na ptasią kondycję.

      Jak informuje prezes Przemyskiego Towarzystwa Ornitologicznego, Przemysław
      Kunysz, szczególnie widoczne jest to u ptaków z rodziny sikor - takich jak
      modraszka, bogatka i czarnogłówka - a także u kowalików i kosów. W parkach i
      lasach na Podkarpaciu słyszy się ich wiosenne śpiewy. Ptaki zajmują terytoria
      lęgowe, a samce poszukują partnerek.

      "Jest to stan wynikający z długotrwałej ciepłej, słonecznej pogody. Dla ptaków,
      podobnie jak i innych zwierząt, taka wiosna w środku zimy nie jest korzystna,
      gdyż zakłóca ich rytm biologiczny, co może ujemnie odbić się na zdrowiu" -
      ocenia Kunysz.

      Ornitolog zauważa, że wprawdzie w poprzednich latach też zdarzały się w zimie
      okresy niemal wiosennego ciepła, ale trwały zwykle kilka dni, najwyżej tydzień.
      "Jeśli nadejdzie wreszcie zimowa aura, to ptaki ponownie zbiją się w stada i
      przerwą zaloty, ale niewątpliwie wytrąci to je z normalnego rytmu, do jakiego są
      przyzwyczajone" - zastrzega Kunysz. MSZ

      PAP - Nauka w Polsce
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: L. Kolakowski 16.01.07, 08:35
      Wielka Nagrode Jerozolimy otrzymal w tym roku
      Leszek Kołakowski (ur. 23 października 1927 r., Radom) - polski filozof,
      historyk filozofii, eseista i publicysta, uważany przez wielu za jednego z
      najwybitniejszych żyjących polskich filozofów.

      wiecej:

      pl.wikipedia.org/wiki/Leszek_Ko%C5%82akowski


      Kilka jego maksym:

      *Gdy filozof dojdzie do końca drogi do mądrości, dowiaduje się rzeczy, jakie
      ludzie prości i mądrzy wiedzieli od zawsze.

      *Jak odmienny sens mogą mieć identycznie brzmiące twierdzenia, umieszczone w
      różnych doktrynach.

      *Nie ma bardziej ryzykownej metody oceny kierunków filozoficznych, jak
      zaufanie do nazw, które nadają sobie ich wyznawcy. Jest to bez wątpienia prawda
      banalna, ale godna częstego powtarzania.

      *Nie oburza mnie ani mnie nie irytuje irracjonalność wiary; nudzą mnie i
      niecierpliwią próby budowania fałszywych zasad racjonalizujących.

      *Wychowanie, całkowicie wyzwolone z autorytetu, tradycji i dogmatu, kończy się
      nihilizmem.

      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:S. Przybyszewski IP: *.dsl.club-internet.fr 16.01.07, 19:18
        Piszmy o nim jak najwiecej. Fascynujaca postac: poeta, pisarz, krytyk sztuki
        pikturalnej i muzyki byl z wyksztalcenia... lekarzem. Wokol niego, pod koniec
        XIX wieku w Berlinie, zebrala sie grupa artystow i ludzi nowej fali. Byl wsrod
        nich Edward Munch, ktorego wystawy zostaly bardzo zle przyjete zarowno przez
        krytyke, jak i przez publicznosc. Nazywano jego obrazy niemoralnymi,
        stworzonymi przez wariata, wrecz szkodliwymi. Jednym z niewielu, ktorzy na czas
        rozpoznali wielki telent E. Muncha byl S. Przybyszewski. Napisal o sztuce
        Muncha iz jest realizmem psychologicznym. Jedno z najcelniejszych okreslen
        ekspresjonizmu.
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Przybyszewski 16.01.07, 19:43
          Portrety Stanisława Przybyszewskiego:

          obrazy.sedina.px.pl/artyk/hehenio/Stanislaw%20Przybyszewski.jpg -
          litografia
          home.swipnet.se/tor-olsson/kraus99/pbrski.jpg
          Obraz Edwarda Muncha, na pierwszym planie S. Przybyszewski:
          vlp.mpiwg-berlin.mpg.de/essays/data/art44/images/munch_jealousy.jpg
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Przybyszewski 16.01.07, 22:51
            (Bohater S.P. wystepuje w zwrotce V)

            ***

            Tadeusz Boy - Żeleński

            O BARDZO NIEGRZECZNEJ LITERATURZE
            POLSKIEJ I JEJ STRAPIONEJ CIOTCE


            J. E. Prof. Dr Hr. St. Tarnowskiemu poświęcam


            I

            Pełna gracji, zacna, słodka,
            Żyła sobie stara ciotka.
            Bez zbytków, lecz i bez braku
            Miała swój domek na Szlaku.
            Oprócz cnót rozlicznych wieńca
            Hodowała też siostrzeńca.
            Brzydki chłopiec, z krzywą buzią,
            Zwał się - dajmy na to - Józio.
            Ciotka była panną czystą,
            A Józio był modernistą.
            (Modernista - znaczy chłopak,
            Co wszystko robi na opak;
            Każdego się głupstwa czepi,
            A zawsze chce wiedzieć lepiej.)
            Z tym smarkaczem ciotka stara
            Miała strapień co niemiara.
            Zawsze jej czymś umiał dopiec,
            Taki już był brzydki chłopiec.
            Próżno ciotka mu wymienia
            Albo Lucka, albo Henia,
            Co ich przykład wszystkim świeci,
            Jako grzecznych, dobrych dzieci;
            On rozeprze się wygodnie,
            Obie ręce włoży w spodnie,
            Śmieje się i kiwa głową,
            Jakby mówił: "Gadaj zdrowo!"


            II

            To rzecz nie do uwierzenia,
            Co on ma za przywidzenia!
            Czasem coś bez sensu maże
            I mówi, że to w i t r a ż e.
            To znów wieczór biega nago
            I rozbija wszystkich lagą.
            Ciotka krzyczy: "Joseph! arrete!"
            A on: "Ciociu, to kabaret!"
            Wszystkie meble w domu psuje:
            Mówi, że sztukę s t o s u j e.
            Wszędzie wlezie, wszędzie dotrze,
            Deprawuje dzieci młodsze.
            To rzecz w Polsce niesłychana:
            Nie chcą wierzyć już w bociana!
            Kiedyś wpada mała Hanka:
            "Ciociu, jestem r o t o m a n k a" -
            "Któż cię tak nauczył?!" - "Józio" -
            Mówi z rozpaloną buzią.
            "A ja - sepleni Ludwiczka -
            Jestem święta pla-samiczka".
            Chociaż zwykle dobra, słodka,
            Zawyła ze zgrozy ciotka:
            Raziła ją na kształt gromu
            Taka hańba w polskim domu!


            III

            Czasem dobra ciotka woła:
            "Usiądźcie, dzieci, dokoła,
            Powiem wam o dawnych dziejach,
            O hetmanach, kaznodziejach,
            Potem każde z was wymieni,
            Którego najwyżej ceni".
            A Józio ze śmiechu kona
            I krzyczy: "Ciociu! Kambrona!"


            IV

            Czasem, a najwięcej w poście,
            Przychodzą do ciotki goście.
            "Józiu, przywitaj się z panem!
            Co ty tam za parawanem?!
            Wyłaź stamtąd, puść Haneczkę
            I powiedz gościom bajeczkę".
            Wylazł Józio, głową kiwa
            I w te słowa się odzywa:
            "Bajeczka pana Jachowicza.
            Staś na sukni zrobił plamę,
            Oblał bowiem ponczem mamę;
            A widząc ją w srogim gniewie,
            Jak przepraszać, sam już nie wie.
            'Plama głupstwo - mama doda -
            Ale ponczu, ponczu szkoda!'"
            Skończył Józio, gość się śmieje,
            A ciotkę wnet krew zaleje:
            Biedaczka dostała mdłości
            I ze wstydu, i ze złości.
            Tak ten niegodziwy chłopiec
            Zawsze ciotce umiał dopiec.


            V

            Tak się trapi dobra ciotka,
            Pełna gracji, zacna, słodka,
            Lecz największą ma subiekcję,
            Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.
            Dojdżże ładu z taką głową:
            Zawsze ma ostatnie słowo!
            Ciotka prawi o Trzech psalmach,
            Józio o "tańczących palmach";
            Ciotka mu o apostołach,
            On jej o spermatozoach;
            Ciotka uczy, kto był G a l l u s,
            On poprawia: "Ciociu, Phallus!"
            Ciotka znów z innego wątku
            Baje o świata początku,
            Józio się ząb za ząb kłóci,
            Że świat cały powstał z CHUCI.
            (Mruknie ciotka w pasji szewskiej:
            "Wciąż ten łajdak Przybyszewski!").
            Ciotka znów o ideałach - Józio:
            "Ciociu, co to wałach?"
            Taką ciotka ma subiekcję,
            Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.


            VI

            Kiedy wieczór już zapada,
            Ciotka do snu się układa:
            "Józiu! Zostaw ten rozporek
            I chodź odmówić paciorek.
            Niech Józio przy łóżku klęknie
            I powtarza głośno, pięknie:
            "Boziu, usłysz głos chłopczyny,
            Odpuść s y n ó w naszych winy!
            Polska cię na pomoc woła!
            Niech tradycji i Kościoła
            Pozostanie sługą wierną!
            Erotyzmem ni m o d e r n ą
            Niech się naród ten nie spodli!"
            Teraz Józio się pomodli
            Za mamusię, za tatusia, Potem grzecznie się wysiusia
            I spokojnie, cicho zaśnie".
            Brzydki chłopak mruknął: "Właśnie!"

            Pisane w r. 1907
            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: S. Przybyszewski IP: *.dsl.club-internet.fr 16.01.07, 23:36
              z zeszytow szkolnych;
              S. Przybyszewski "Confiteor"
              "Artysta to ipse philosophus, daemon, Deus et omnia. Jest kapłanem najwyższej
              religii - sztuki. Stoi ponad życiem, ponad światem, jest panem panów, nie
              ograniczony żadną siłą ludzką".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja