Humor w Nauce i Sztuce

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Dzien Sw. Patryka :-) 17.03.07, 11:32
      Za Gazeta-Matka:

      ***

      Irlandczycy obchodzą w sobotę swoje narodowe święto - Dzień świętego Patryka.
      Charakterystyczny element tego święta to zielone piwo, serwowane także w
      polskich pubach.

      Obchody w Dublinie rozpocznie Parada Święta świętego Patryka, którą uświetni
      wspaniały pokaz widowisk teatralnych, barwnych kostiumów, niesłychanych postaci
      oraz maszerująca orkiestra. Równocześnie odbędą się mistrzostwa świata w rugby.
      W Pucharze Sześciu Narodów Irlandia będzie walczyła o pierwsze od 22 lat
      zwycięstwo. Nie spowoduje to jednak zmniejszenia liczby uczestników obchodów
      święta, których ma się zjawić kilkaset tysięcy.

      USA: zielone piwo, zielona rzeka

      Największa poza Irlandią parada z okazji dnia Świętego Patryka odbędzie się w
      Nowym Jorku. Weźmie w niej udział ponad 100 tysięcy osób. Słynną 5 aleją
      przemaszerują strażacy, policjanci, orkiestry dęte, grupy taneczne oraz
      przedstawiciele wszystkich grup etnicznych. Na czele pochodu jak zwykle znajdzie
      się kompania reprezentacyjna 69 Pułku Piechoty. W ubiegłym roku nowojorską
      paradę obserwowały 2 miliony osób. Najkrótszą paradą szczyci się z kolei
      Maryville w stanie Maryland. By utrzymać rekord władze miasta muszą z roku na
      rok skracać jej trasę. W ubiegłym wynosiła ona już tylko 25 metrów.

      Z okazji Dnia Świętego Patryka Amerykanie ubierają się na zielono. W niektórych
      miastach kolorem tym pomalowano nawet pasy dla pieszych. W Chicago na zielono
      barwiona jest cała rzeka przepływająca przez centrum miasta. Ponieważ na
      wschodnie wybrzeże USA powróciła zima, w tej części kraju mniej będzie
      tradycyjnych tańców i zabaw na ulicach. Większych tłumów spodziewają się
      natomiast właściciele irlandzkich pubów.

      Kim był święty Patryk?

      To właśnie św. Patrykowi Irlandia zawdzięcza swój symbol - koniczynę. Według
      legendy za jej pomocą święty tłumaczył istnienie Trójcy Świętej. Dlatego też w
      Dniu św. Patryka koniczynę można spotkać niemalże wszędzie. Święty Patryk, żył
      na przełomie IV i V wieku (ok. 389-461), pochodził z Brytanii - ze Szkocji lub
      Walii. W wieku 16 lat został porwany przez piratów i przewieziony na Zieloną
      Wyspę jako niewolnik. Według legendy Patryk zbiegł z niewoli i powrócił do
      Brytanii. Przebywając już w rodzinnym domu, miał proroczy sen, w którym Bóg
      nakazał mu powrócić do Irlandii i rozpocząć chrystianizację tego pogańskiego
      kraju. Patryk został duchownym, a w 432 r. przyjął święcenia biskupie. Wyruszył
      w swoją powtórną podróż do Irlandii, tym razem mając na celu nauczanie o Bogu.
      Św. Patryk nie był pierwszym chrześcijańskim misjonarzem w Irlandii. Wiadomo, że
      przed nim działał m.in. biskup św. Palladiusz czy św. Declan. To jednak
      Patrykowi udało się schrystianizować wyspę.

      Ze św. Patrykiem wiąże się również legendę, że wygnał z Irlandii wszystkie węże.
      Wydarzenie to miało odniesienie do Biblii, gdyż w ten sposób Patryk miał wygnać
      zło z Irlandii. Irlandczycy przekonują, że ich patron był też wytrawnym
      piwoszem, ponieważ pastorał, który nosił, przypomina łopatkę do mieszania słodu.

      ***
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czapski w W-wie 17.03.07, 17:17
        Za GW:

        ***

        W piątek w warszawskiej Zachęcie została otwarta wystawa "Józef Czapski. Wokół
        kolekcji Aeschlimanna", ekspozycję tworzy 80 płócien, 30 rysunków i gwaszy
        wybitnego malarza i pisarza

        - Józef Czapski miał wielkie marzenie, by zaistnieć na wystawie w Polsce - mówił
        wczoraj Richard Aeschlimann, szwajcarski marszand i przyjaciel artysty. To z
        jego kolekcji pochodzi większość prac Czapskiego pokazywanych na wystawie
        otwartej wczoraj w Zachęcie. Powstały one w ostatnich dekadach życia artysty.
        Wielu nie pokazano na największej prezentacji malarstwa Czapskiego 15 lat temu w
        Muzeum Narodowym w Warszawie, Krakowie i Poznaniu.

        W Zachęcie oprócz malarstwa, rysunków i gwaszy można oglądać karty z
        legendarnego "Dziennika" Czapskiego. Pisarz zostawił po sobie 260 tomów ręcznych
        zapisków prowadzonych po polsku, francusku i niemiecku. Przekazał je Muzeum
        Narodowemu w Krakowie, obecnie są przechowywane w Bibliotece Czartoryskich.
        Wczoraj ogłoszono, że Narodowe Centrum Kultury i Instytut Dokumentacji i Studiów
        nad Literaturą Polską przystąpią do odczytania, przepisania i opracowania
        "Dzienników". Na ten rok zaplanowano prace nad dwoma rocznikami - 1985 i 1986.

        Przy okazji wystawy w Zachęcie nakładem Zeszytów Literackich ukazało się
        najlepsze jak dotąd opracowanie twórczości i sylwetki pisarza i malarza -
        "Portret Czapskiego" pióra Wojciecha Karpińskiego.

        Pisał Karpiński: "Czapski nigdy nie przestał być namiętnym obserwatorem świata.
        Zmieniają się u niego metody pracy twórczej. Stała w zmienności pozostaje
        osobowość artysty: malarza, pisarza, żołnierza, działacza, niezwykłego świadka
        wieku (...). Pozostawił po sobie błysk rozświetlającego widzenia, melodię
        zdania, umiejętność twórczego łączenia wielu zjawisk, umiejętność uczenia się od
        innych i pozostawania sobą - w ciągłych przemianach. Jego obrazy, jego teksty,
        rozrzucone po świecie ślady jego osobowości stanowią przede wszystkim szkołę
        widzenia. To jest skarb, który może objawić się każdemu, kto patrzy na jego
        obrazy lub pochyla się nad jego książką, czy będzie to w Paryżu, czy w
        Maisons-Laffitte, w Warszawie czy w Józefowie, gdzie mieszkał przed samą wojną,
        w Pradze, gdzie się urodził, czy w Petersburgu, gdzie chodził do szkół".

        ***
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 17.03.07, 22:24
      Dbajac o uniwersalna tematyke watku, dolaczamy temat
      etnograficzno-kurpiowski:

      Za serwisem naukowym PAP:

      ***

      Przygotowania do Wielkiej Nocy na Kurpiach

      Około tysiąca młodych ludzi, głównie z Ostrołęki, nauczy się, jak zrobić
      wielkanocną palmę i opleść sitowiem pisankę. W ostrołęckim Muzeum Kultury
      Kurpiowskiej trwają warsztaty etnograficzne poświęcone zwyczajom wielkanocnym.

      Jak mówi Grażyna Talarek z Muzeum Kultury Kurpiowskiej, "celem prowadzonych
      zajęć jest przybliżenie uczniom tradycyjnej obrzędowości, charakterystycznej dla
      regionu kurpiowskiego, dotyczącej świąt Wielkiej Nocy".

      Tegoroczne warsztaty wielkanocne będą trwały do końca marca. Podczas zajęć, po
      części teoretycznej, młodzież pod kierunkiem opiekunów wykonuje wielkanocne
      palmy z Puszczy Zielonej i oklejane sitowiem pisanki z Puszczy Białej. Zajęcia
      prowadzone są przez twórczynie ludowe - Juliannę Puławską i Wiesławę Bogdańską.

      Muzeum Kultury Kurpiowskiej organizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej, związane
      ze świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, od czternastu lat.

      PAP - Nauka w Polsce

      ***
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: Sumaryczny raport o Rospudzie 18.03.07, 07:29
      Nasz watek jest zaangazowany w ratowanie przyrody Doliny Rospudy.
      Oto, przygotowany przez Gazete-Matke, raport sumujacy sprawe Rospudy.
      Mimo powagi sprawy jest tam troche elementow humorystycznych,
      dlatego pasuje on do tego watku.


      www.gazetawyborcza.pl/0,79163.html
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: Fortepian Chopina 18.03.07, 07:38
      To tytul wiersza Norwida. Ala - jak informuje GW - ten instrument odnaleziono
      wlasnie w Anglii:

      ***

      Po żmudnych badaniach potwierdzono, że znajdujący się w posiadłości Hatchlands w
      brytyjskim hrabstwie Surrey fortepian marki Pleyel jest instrumentem, na którym
      prawie 160 lat temu koncertował Fryderyk Chopin. Na świecie zachowało się kilka
      fortepianów Pleyela z tego czasu, ale nie było wiadomo, na którym z nich
      osobiście grywał Chopin - stąd znaczenie odkrycia.

      W 1848 roku Chopin przyjechał do Londynu z własnym fortepianem, na którym grywał
      dopiero od dwóch lat, ale do którego był bardzo przywiązany ze względu na
      miękkie i ciche tony i również dlatego, że osobiście go wybrał. Był to właśnie
      ten instrument, który trafił do Hatchlands - potwierdził Jean-Jacques
      Eigeldinger, emerytowany profesor muzykologii z Genewy i jeden z największych w
      świecie znawców twórczości Chopina. Ekspertyzę Eigeldinger oparł na badaniach
      numerów seryjnych wyrobów Pleyela.

      Na tym egzemplarzu Chopin koncertował w Londynie m.in. przed królową Wiktorią.
      Decydując się na powrót do Paryża, bo jego zdrowiu nie służyły późnojesienne
      londyńskie mgły, kompozytor postanowił nie zabierać instrumentu z powrotem, ale
      zamówić sobie nowy u producenta i swego bliskiego przyjaciela Camille'a Pleyela.
      Chopin nie wiedział, że zostało mu już tylko kilka miesięcy życia.

      Kompozytora i producenta łączyła umowa, że artysta otrzyma darmowy fortepian,
      ale w zamian zarekomenduje instrument Pleyela swoim uczniom i admiratorom. Gdy
      dzięki temu Pleyel zyskiwał nabywcę, Chopin otrzymywał 10 proc. wartości
      transakcji. :-)))

      Pleyela, którego Chopin zostawiał w Anglii, odkupiła - zapłaciwszy 80 funtów -
      niejaka lady Trotter, której córka pobierała u niego lekcje. Jej spadkobiercy
      nie byli już świadomi pochodzenia fortepianu. 20 lat temu instrument kupił na
      aukcji kolekcjoner Alec Cobbe za niewysoką cenę 2 tysięcy funtów i przekazał go
      do muzeum swego imienia, mieszczącego się w Hatchlands. Właściciel Hatchlans -
      organizacja National Trust, mająca pieczę nad dziedzictwem historycznym Wysp
      Brytyjskich - zapowiada organizowanie w Surrey koncertów, podczas których Pleyel
      znów zabrzmi dźwiękami muzyki Chopina.

      ***
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowe Bajania 18.03.07, 12:01
      Rozpoczęły się Sabałowe Bajania

      2006-08-10 10:10:46

      źródło: PAP

      Przejazdem kapel, zespołów regionalnych i zaproszonych gości zaprzęgami konnymi
      przez Bukowinę Tatrzańską rozpoczęły się XL Sabałowe Bajania, czyli ogólnopolski
      konkurs gawędziarzy, instrumentalistów i śpiewaków ludowych.

      Według organizatorów, Sabałowe Bajania to jedna z najstarszych i największych
      imprez folklorystycznych w Polsce. Od lat cieszy się ona ogromną popularnością
      turystów spędzających wakacje pod Tatrami. To z myślą o nich organizatorzy
      Sabałowych Bajań przygotowują co roku szereg dodatkowych atrakcji i imprez
      towarzyszących konkursowym zmaganiom ludowych artystów.

      – Pierwsze Sabałowe Bajania odbyły się w 1967 r. Pomysłodawcą był ówczesny
      prezes Domu Ludowego w Bukowinie Tatrzańskiej, Józef Pitorak. Ten światły,
      wszechstronnie utalentowany góral wiedział, że niepielęgnowana spuścizna
      kulturowa szybko zginie. Aby stare zwyczaje i obrzędy, gwara, muzyka i strój
      góralski nie poszły w zapomnienie, podjął próbę ożywienia ich na scenie –
      wspomina Stanisława Galica-Górkiewicz z bukowiańskiego Domu Ludowego.

      Sabałowe Bajania potrwają do niedzieli. Każdego dnia na scenie Domu Ludowego
      odbywać się będą przesłuchania konkursowe gawędziarzy, instrumentalistów,
      śpiewaków, popisujących się krasomówstwem starostów weselnych oraz pytacy. Ci
      ostatni trudnią się spraszaniem gości na wesela, bo ‘pytać’ w gwarze góralskiej
      znaczy ‘prosić’. Równolegle artyści prezentować się będą szerszej publiczności
      na bukowiańskim stadionie pod skocznią, gdzie do niedzieli niemal bez przerwy
      trwał będzie ludowy piknik.

      Jako atrakcje towarzyszące przygotowano degustacje potraw regionalnych, zawody
      strzeleckie, koncerty zespołów folkowych, występy kabaretu góralskiego,
      spektakle teatralne w gwarze góralskiej, zabawę taneczną oraz kiermasz sztuki
      ludowej.
      – Sabałowe Bajania to także Sabałowa Noc – piękna impreza plenerowa. Noc
      szczególna nie tylko z powodu licznych atrakcji. Tej nocy zwiększa się grono
      zbójników tatrzańskich - mężczyzn godnych zaszczytu, którzy światłością
      inicjatyw, talentem twórczym, przywiązaniem do ziemi rodzinnej, uporem w
      realizacji zamierzeń i wytrwałością wpisują się w kontynuowanie tradycji i
      rozwój kultury Podhala – podkreśla Stanisława Galica-Górkiewicz. Według
      organizatorów, Sabałowe Bajania zrodziły się z podhalańskiej tradycji
      gawędziarstwa, umiłowania tańca, śpiewu i muzyki góralskiej. Ich nazwa pochodzi
      od przydomka Jana Krzeptowskiego - Sabały (1809-1894), słynnego gawędziarza i
      muzyka góralskiego, zwanego Homerem Podhala.

      Organizatorem Sabałowych Bajań jest Bukowiańskie Centrum Kultury – Dom Ludowy w
      Bukowinie Tatrzańskiej.

      ***
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowe Bajania 18.03.07, 12:56
        Za Wikipedia:

        ***

        Sabała, Sabalik, wł. Jan Krzeptowski (ur. 26 stycznia 1809 w Kościelisku, zm. 8
        grudnia 1894 w Zakopanem), góral podhalański, honorowy przewodnik tatrzański,
        muzykant, myśliwy, gawędziarz i pieśniarz. Przydomki Sabała, Sablik, Fakor,
        Kozica i Koziar pozwalały orientować się w rozległych koligacjach rodów
        góralskich, które nosiły te same nazwiska (funkcjonują one do dziś w rodzinach
        góralskich). Rodowe nazwisko Krzeptowski jest nazwiskiem przybranym - wcześniej
        zarówno Jan jak i jego bracia nosili nazwisko Gąsienica. W młodości był
        kłusownikiem, a podobno także zbójnikiem. Po upadku powstania chochołowskiego, w
        którym brał udział, przez krótki czas siedział w austriackim więzieniu.
        Porzuciwszy myśliwstwo nie osiadł na gospodarstwie, lecz zajął się
        gawędziarstwem i muzykowaniem. Był przez to przez miejscowych górali, zwłaszcza
        zamożniejszych gazdów, uważany za dziwaka lub dziada, lecz dla goszczących w
        Tatrach twórców stał się symbolem góralszczyzny. Towarzyszył Tytusowi
        Chałubińskiemu i Stanisławowi Witkiewiczowi w ich górskich wyprawach. Przez
        Witkiewicza został nazwany "Homerem Tatr". Zabawiał znakomitych gości doktora
        Chałubińskiego śpiewem i opowieściami, a nawet zainscenizowanym dla Heleny
        Modrzejewskiej napadem zbójeckim, podczas którego wystąpił w roli harnasia.

        Melodie grane przez niego na złóbcokach (odmiana gęśli) nazywane Sabałowymi
        nutami są wykonywane do dziś przez przez ludowe kapele góralskie. Sam Sabała
        rzadko grywał w kapeli lub do tańca, jego muzyka była formą osobistej
        wypowiedzi, podporządkowanej nastrojom. Gawędy góralskie (jego autorstwa lub
        powtarzane przez niego) zostały spopularyzowane przez Stanisława Witkiewicza,
        Henryka Sienkiewicza, Wojciecha Brzegę oraz opublikowane w licznych zbiorach, m.in.:

        * Bajki według opowiadań Jana Sabały Krzeptowskiego z Kościeliska, Bronisław
        Dembowski, 1892
        * Sabała. Portret, życiorys, bajki, powiastki, piosnki, melodie, Andrzej
        Stopka-Nazimek, 1897.

        Do dziś przez górali śpiewane są śpiewki upamiętniające Jana
        Krzeptowskiego-Sabałę, np:

        Idziy se Sabała popod zieleniny!
        Gwizdo, podśpiywujy pojod niedźwiedziny!

        Sabała zaśpiywoł Krywań mu łodpedzioł,
        bo ło jego sprawak nik wiyncyj nie wiedzioł!

        Czeba by siy spytać starego Sabały:
        Ftorymi wiyrskami koziny chodzały?!

        Umar nom Sabała dej mu Boze niebo!
        Fto se bedziy growoł na złóbcockach jego?

        Zmarł w 1894 w willi "Zacisze" należącej do Wandy Lilpopowej, która opiekowała
        się nim w ostatnich latach życia.[3]. Pochowany został na Cmentarzu Zasłużonych
        na Pęksowym Brzyzku. W 1979 w domu Sabały na Krzeptówkach otwarto oddział Muzeum
        Tatrzańskiego ze skromną ekspozycją, później dom wrócił w ręce prywatne.

        Postać Sabały pojawiła się w polskiej literaturze u Henryka Sienkiewicza
        (Sabałowa bajka, 1884), Stanisława Witkiewicza (Na przełęczy, 1891), Kazimierza
        Przerwy-Tetmajera (Legenda Tatr, 1910), Władysława Orkana (nowela Przez co
        Sabała omijał jarmark w Kieżmarku).

        Wspólny pomnik Sabały i Chałubińskiego odsłonięto w 1903 w centrum Zakopanego, u
        zbiegu ulic Chałubińskiego i Zamoyskiego, staraniem Związku Przyjaciół
        Zakopanego. Monument zaprojektował Stanisław Witkiewicz, a figury wyrzeźbił Jan
        Malborczyk. Pomimo tego, że figura Sabały jest drugoplanową postacią, większość
        ludzi nazywa go pomnikiem Sabały, a nie Chałubińskiego. Problemem były częste
        kradzieże smyczka od gęśli Sabały, dlatego nowy smyczek (piąty dorabiany przez
        artystę kowala Władysława Gąsienicę-Makowskiego) został przymocowany śrubami i
        umieszczono na nim napis Wandalu nie zabieraj mnie.

        Jego imieniem nazwano ulice w Zakopanem i Łodzi.

        ***
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowe maksymy 18.03.07, 13:00
          Sabała (właśc. Jan Krzeptowski, 1809-1893), zakopiański bajarz, poeta, muzyk,
          taternik, przyjaciel artystów młodopolskich


          * Byli chłopcy, byli, ale się mineni,
          I my się miniemé po malućkiej kwili.



          * Jakiegoś mnie, Panie Boze, stworzył, takiego mos.
          (przytoczone przez Stanisława Witkiewicza, Na przełęczy, IV, 1891)



          * W Pana Boga wierz, ale Mu nie wierz.
          (przytoczone przez Stanisława Witkiewicza, Na przełęczy, IV, 1891)



          * Smutne serce gorse niźli chorość - pilniej cłowieka uśmierzci.



          * Do przodka się nie pchać, na tyle nie zostawać, a i w środku
          za długo nie siedzieć.

          ***

          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowy portet 18.03.07, 13:05
            Oto portet Sabaly autorstwa Stanislawa Witkiewicza:


            www.pinakoteka.zascianek.pl/Witkiewicz/Images/Sabala.jpg
            • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: O Sabale i Diable 18.03.07, 19:01
              O Sabale i Diable

              Andrzej Skupień Florek

              Tak sie wej tys stało, bo raz, kie Sabała seł dolinom pomiędzy turnice ku
              Krywaniu, to wtej z drugiej strony tymi samymi pyrciami prosto ku Sabale seł
              Djaboł, a kie uwidzioł Sabałe, to jaze z radości zawołoł:
              - He Jasiek, jak to dobrze ześ mi tu! A Sabała na to:
              - Zje, coześ taki rod. Cy mie ci trza?
              - To jesce nie wiys?, ba sie pytos? - powiado Djaboł - Ty morderco zatracony
              namrdowołeś telo tyk Niedźwiedzi, ze ci sie już słuśnie piekło nolezy -
              powiedzioł jesce Djaboł.
              - Haj, piekło? Na to dobrze, bo mi tam bedzie ciepło, ale to jesce mam cas -
              powiado Djabłu Sabała.
              - Ho, nima casu, bo cie juz trza - ze złościom powiedzioł Djaboł - Jo cie
              wezne siłom.
              - Kie jo ci sie nie dom wziąść - radzi Sabała.
              - Nie pudzies, to jo cie weznem som.
              Tak sie dość fajnom kwile przegadujom i swojom siłom kozdy sie przekwaluje,
              jaz na ostatku uradzili ze musom zmiyrzać swoje siły.
              - No to jo jesce teroz nie pudem - radzi Sabała.
              - Jo tyz mom siłe i nie dom sie!
              - No to zamiyrzojmy - powiado Sabało.
              - Ale jako, pyta sie Djaboł. Noj uradzili ze pudom za pasy, tak jak sie to
              nie roz chłopcy pasujom. Popluli se kozdy do swoik ręcy i hipli ku sobie,
              obłapili sie bez poły po nad krzyze i pasujom sie. Jeden drugiego podnosi ku
              górze, dźwigo i prasnąć wce o ziem, ale ani tyn tego, ani tyn tego nimoze nijako
              zmóc i prasnąć. Nieroz widzialo sie ze Djaboł praśnie Sabałom bo był mocniejsy,
              ale cos, kie Sabała był sykowniejsy i co razej Djaboł dźwignom Sabałe w góre i
              mioł prasnąć ś nim o ziym, to jednak nie doł rady, bo Sabała jak lecioł bokiem
              dołu, to se ino noske wyprosconom nadstawił, tak, ze na nie spod i na nie sie
              oparł, ze zwalić sie nie doł. Jak zaś w drugom strone wcioł do Djaboł
              podźwigować i prasnąć, to Sabała drugom noge wyproscoł i nadstawioł i znowu na
              niej sie oparł a prasnąć sie nie doł. Djablisko przy tyj zopierace cysto piyknie
              sie zmordowało, ześliniło i zesmarkało, ale Sabale rady dać ni mók. Taki
              zesmarkany i zafucany stanon i do Sabały powiado:
              - Jasiek, cy my to jakie waryjoki jabo jakie głuptoki, coby my se mieli
              swojom siłe tak marnić? Cy my se to ni mozemy swojej siły inacej zmierzać?
              - Dyj mozemy, mozemy - powiado Sabała.
              - Ale jako, - pyto sie Djaboł.
              - Jako wces to niek tak bedzie mnie haw syćko jedno - powiado Sabała.
              - No ale być moze byś ty wymyśloł jako - powiado Djaboł.
              - Ty mos wielki djabelski łep, to myśli, a mnie syćko jedno co wymyślis -
              powiedzioł mu Sabała.
              Djaboł zaś teroz myśli i myśli jaz wymyśloł, ze bedom ciskać do góry ku
              niebu palice, wtorom ze sobom nosił Djaboł i podpieroł sie. To bedziemy ciskać -
              powiado do Sabały, a wtory z nos wysej jom ciśnie to tyn bedzie sie nazywoł
              mocniejsy.
              - Nej dobrze, powiado Sabało, mnie haw syćko jedno, jacej piyrsy ciskoj ty,
              co jo uwidzem jako to trza.
              Djaboł se teroz stanon ozkrocony, popluł ślinom do swoik kopyt, bo dłoni ni
              mioł, oztarł śline łapił palice za koniec, ozobyrtoł i cisnon ze syćkik siył w
              górę. No, leciała ona leciała i moze zaleciała tam ka dziś Sputniki góniom, ale
              potem po jakiejsi kwili spadała na ziym.
              - No, to teroz ciskoj ty - powiado do Sabały Djaboł. Widziołeś ka jo
              zacisnon, to ty sie postaroj cisnąc wysej, jak wces cobyk cie nie wzion se sobom
              w piekło.
              - Nej dobrze, mnie haw syćko jedno, powiada Sabała i biere sie do ciskanio
              palice. Stanon se, ozkrocył sie, do ręcy ślinom popluł i w jednej gorzci trzymie
              palice, drugom podpar se bok, stoji i patrzy w niebo. Stoji i stoji, a patrzy do
              góry jakby co wypatrzowoł. Djaboł ceko skoro bedzie ciskoł i ni moze sie nicego
              do cekać, jaz zezłoscony przyskocył ku Sabale i ozdar sie do niego:
              - Cos tak stojis a nie ciskos?
              - Ho, ho, pomałuze, pomału, jo haw mom cas, powiado Sabała. Jo wypatrzujem
              swojego Dziadka co to nie downo pomar i jest je w niebie, to jak go uwidzem to
              mu cisne tyn palice, noj bedzie mioł cym sie podeprzyć bo je kulowy, a nic mu do
              truchły nie włozyli coby mioł sie cym podeprzyć, to mu prasnem, powiedzioł
              Sabała. A Djaboł kie to usłysoł, o odraz ku Sabale przyskocył i palice mu z
              gorzci wydar i o ziem prasnom powiadając przy tym:
              - Hej dołbyś mi ty doł, jakbyś mi ty mojom palice do nieba cisnon! Cym ze by
              jo se piekło zaparł, dyjto moja zopora do piekła, ino jek se jom ze sobom na
              podpore wzion - powiado Djaboł i nie do jej ciskać.
              Dawno nie było takik zomków jako dziś jest, ba były ino takie drewniane
              zawory i drewniane zopory co sie takim hrubym kijem zapierały.
              - Inacej musimy se swojom siyłe zmierzać - powiado znowu Djaboł.
              - No dej mozemy inacej, mnie haw syćko jedno - powiado Sabała.
              - Co za dziwny z tobie cłek, ze zawse mos cas i zawse ci syćko jedno -
              powiado do Sabały Djaboł, - a moze byś choć roz pomyśloł i wymyśloł jako se momy
              tyn swojom siłe zmiyrzać.
              - Ty mos wielki djabelski łep to myśli. - powiedzioł Djabłowi Sabała. Noj
              Djaboł zacon myśleć i myśleć. Za uchem jaz sie kopytem dropnon, coby mu myślenie
              lekcej przysło, i wymyśloł, ze bedom gwizdać, tak, jak to słysoł gwizdać
              juhasów, co paśli po holak owce. Noj jak wymyśloł, tak do Sabały powiado:
              Wiys, bedziemy gwizdać - gwizdem bedziemy swoje siły miyrzać. Wtory ś nos
              głośniej gwiźdnie to ten bedzie sie nazywoł ze je mocniejsy, noj bedzie to
              ostatnio próba. Jak ty głośniej gwiźdnies jako jo, bedzie znacyć ześ mocniejsy i
              pudzies du domu - więcej prógować sie nie bedziemy. Ale jak jo głośnij gwizdnem
              jako ty to bedzies mój, na mój stodusiu bedzies mój i pudzies zemnom.
              - Nej dobrze, mnie haw syćko jedno - powiado Sabała i godo Dajbłowi jesce i
              to coby, on piyrsy gwizdoł, co on usłysy jako to trza. A ze gwizdanie robi sie
              na palcak, tosto Djablisko wsadziło do kufy swoje raci, bo jak wiycie to Djabli
              niemajom palcy, i tak na tyk raciak gwizdo kielo ino ma siły. Gwizdoł na jednej
              raci tak jak juhasi gwizdzom na jednym palcu, to znowu gwizdoł na dwok raciak,
              tak jak na dwok polcak gwizdzom juhasi. A wto umie i bez palcy w gębie, na samyk
              wargak gwiźdnie to i on, Djaboł tys tak gwizdoł na samyk wargak, a mioł wargi
              jak kobyła, to i głośno gwizdoł i jesce głośniej wcioł, to tys cysto piyknie
              pare ze sobie wyduł, a jak już barzej ni mók, to do Sabały powiado potem tak:
              - No to teroz gwizdoj ty! Słysołeś kielo jo głośno gwizdoł, to jak głośniej
              gwizdnies to pudzies w dom, ale jak nie, toś mój. Sabała sie zaś tak warciućko
              do gwizdanio nie brał, ba se coś medetował, a jak to Djaboł zmiarkował, to powiado:
              - Eche, cosi widzem sie obowios i nie gwizdzes.
              - Pewnie ze sie obowiom, bo jok gwizdnem jo to sie moze jakie niescęście
              stać. - powiedzioł Sabała.
              - Zje cosby sie to miało stać? - pyto sie Djaboł Sabały.
              - Co sie moze stać? To nie wiys ze jak gwizdnem jo, to ci moze głowa puknąć!
              - powiedzioł Sabała.
              - He, to jo se jom musem cymsi zabezpiecyć - radzi Djaboł. Patrzy po sobie,
              ani ni mioł nic, zodnego odzionka ino same kudły po sobie, tosto chycił piyknie
              pytać Sabały, coby mu pozycył cuchy, coby se ś niom głowe poowijoł. Sabała jako
              ze był ś niego cłek uzycliwy, co tfu sjon ze sobie cuche, gęśliki z rękowa wyjon
              i połozył na pnioku, a cuchy Djabłowi doł. Djaboł uradowany cuchom, po owijoł se
              ś niom głowe, ze ani nie widzioł nic, a kie już była zabeśpiecona, to Sabale
              powiedzioł:
              - No to tero gwizdoj.
              Sabała zchylił sie ku ziymi po zapore od piekła i z całej siły sie ozegnoł i
              bechnon ś niom w djabłowom łep. Djablisko sie kopyrtło, bo telo tęgo dostoł ze
              omgloł, ale potem kie nie kie ostoł sie i przyseł do sobie co wstoł na nogi,
              cuchy końdek z głowy odwinon i do Sabały przepedzioł:
              - No, cłeku, aleś ty gwizdnon, cok sie ledwo dźwignon. Więcej nie pedzioł
              nic, bo znowu zacon słabnąć, bo sie mu puściła z kufy cyrwono juha, ze
              wyciurcała het, tak ze djablisko wzieno i zdechło. Od tego casu więcej już
              diabły po świecie nie c
              • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: O Sabale i Diable 18.03.07, 19:11
                Obcielo koncowke tekstu, wiec ja tu powtarzamy;


                (...)

                Sabała zchylił sie ku ziymi po zapore od piekła i z całej siły sie ozegnoł i
                bechnon ś niom w djabłowom łep. Djablisko sie kopyrtło, bo telo tęgo dostoł ze
                omgloł, ale potem kie nie kie ostoł sie i przyseł do sobie co wstoł na nogi,
                cuchy końdek z głowy odwinon i do Sabały przepedzioł:
                - No, cłeku, aleś ty gwizdnon, cok sie ledwo dźwignon. Więcej nie pedzioł
                nic, bo znowu zacon słabnąć, bo sie mu puściła z kufy cyrwono juha, ze
                wyciurcała het, tak ze djablisko wzieno i zdechło. Od tego casu więcej już
                diabły po świecie nie chodzom, haj nie chodzom!

                żródło:
                Andrzej Skupień Florek - "O Tatry wy moje" - oprac. Janina i Franciszek Sichelscy
                • onufry_z_daleka Re: Sabala, gorale i Tatry na starych fotografiach 18.03.07, 19:22
                  Obrobka chyba baluje :-) wiec sam sie zabralem za poszukiwanie obrazkow
                  zwiazanych z Sabala. Oto co znalazlem:


                  www.idn.org.pl/medykon/tatry/
                  • obrobka_skrawaniem Re: "Na Skalnym Podhalu" 18.03.07, 20:26
                    Kazimierz Przerwa-Tetmajer "Na Skalnym Podhalu":

                    monika.univ.gda.pl/~literat/podhal/index.htm
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 18.03.07, 14:21
      Co ktory Polak jest alergikiem?

      • Gość: scyzoryk Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.07, 20:18
        Co czwarty.
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 18.03.07, 20:34
          Gość portalu: scyzoryk napisał(a):

          > Co czwarty.

          ===============
          Dobra odpowiedz - brawo!

          Oto co na ten temat pisze serwis naukowy PAP (podajemy fragmenty):

          ***

          Co czwarty Polak może cierpieć na alergię, co dziesiąty może chorować na astmę,
          a blisko 70 proc. chorych na alergie może nie mieć postawionego prawidłowego
          rozpoznania. Takie są wstępne wyniki badań przeprowadzanych w Polsce w ramach
          projektu Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce (ECAP). Badania finansuje w
          70 proc. minister nauki, a w 30 proc. minister zdrowia.

          Badania przeprowadzono już w Warszawie, Lublinie i Katowicach oraz w powiatach
          krasnostawskim i zamojskim. W najbliższych dniach rozpoczną się w aglomeracji
          krakowskiej. Do 2,5 tys. mieszkańców Krakowa, wytypowanych według danych z
          programu PESEL, trafią ankieterzy z prośbą o wypełnienie ankiety. 800 osób z
          badanych zostanie zaproszonych na badania laboratoryjne. Pozwolą one ustalić,
          czy odczucia pacjentów pokrywają się z ich stanem zdrowia.

          W maju badani będą mieszkańcy Gdańska, jesienią – Białegostoku i Poznania, a na
          początku 2008 roku mieszkańcy Wrocławia. Dotychczas przebadano już 9 tys. osób;
          łącznie przebadanych zostanie 22,5 tys. osób.

          „Z już wykonanych badań wynika, że na alergiczny katar sienny cierpi co
          trzeci-czwarty Polak, a na astmę do 10 proc. ludności” – powiedział prof.
          Bolesław Samoliński. Jak podkreślił, kolejny problem, który się z nich wyłania,
          polega na tym, że zaledwie jeden na trzech pacjentów, którzy mają objawy
          alergii, ma postawione prawidłowe rozpoznanie. „To jest duży problem. Jeden na
          trzech, którzy mają objawy, ma postawione rozpoznanie. To znaczy, że 60-70 proc.
          pacjentów ma objawy, a nie ma postawionego rozpoznania” – podkreślił prof.
          Samoliński. Jak dodał, badania pozwolą poznać rangę i rodzaj problemu i w
          zależności od tego kształtować politykę leczenia i profilaktyki.

          Zapytany, gdzie najzdrowiej jest mieszkać, by nie zachorować na alergię, prof.
          Samoliński wyjaśnił, że "najlepiej jest mieszkać w czystym, zdrowym środowisku".
          „Okazuje się, że tam, gdzie jest najwięcej alergenów, czyli na wsi, gdzie mamy
          koty, psy, siano, zboża, drzewa i inne alergeny, jest zdecydowanie mniej alergii
          niż tam, gdzie tych alergenów jest mniej, czyli w mieście. Wpływają na to inne
          czynniki, jak np. zanieczyszczenie powietrza, powodując wzmocnienie dla
          potencjalnych alergików nabycia alergii” – wyjaśnił prof. Samoliński.

          PAP - Nauka w Polsce

          ***
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: Jeszcze o mlodych polskich informatykach 18.03.07, 14:57
      Za GW:

      ***

      Pojechali, zwyciężyli, powrócili. Marcin Pilipczuk, Marek Cygan i Filip Wolski z
      Uniwersytetu Warszawskiego zostali mistrzami świata w programowaniu zespołowym
      na międzynarodowych zawodach w Tokio. Marcin Pilipczuk i kapitan drużyny Marek
      Cygan (obaj studenci czwartego roku Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki
      UW) wylądowali wczoraj na Okęciu. W Tokio został jeszcze najmłodszy z
      trzyosobowej drużyny, 19-letni Filip Wolski, student pierwszego roku tego samego
      wydziału. Dwaj informatycy byli zmęczeni 17-godzinną podróżą, ale szczęśliwi. Z
      dumą pokazywali puchar najstarszych i najbardziej prestiżowych akademickich
      mistrzostw świata w programowaniu zespołowym - ACM ICPC. Pokonali 89 drużyn z
      całego świata, wyprzedzając studentów uniwersytetu Tsinghua z Chin i rosyjski
      zespół z Sankt Petersburga. Dopiero czwartą lokatę wywalczyła ekipa słynnej
      amerykańskiej uczelni MIT z Cambridge.

      - Wystartowaliśmy w zawodach bez kompleksów. Nie daliśmy się ponieść emocjom.
      Najbardziej stresujące było to, że czuliśmy odpowiedzialność wobec pokonanych w
      krajowych eliminacjach drużyn z innych polskich uczelni - mówi Marcin Pilipczuk.

      Siłę czerpali z przekonania, że polska informatyka stoi na światowym poziomie. -
      To nie było pierwsze polskie zwycięstwo w tych zawodach. Cztery lata temu też
      wygrała drużyna z Uniwersytetu Warszawskiego pod wodzą Andrzeja Gąsienicy-Samka.
      Mamy świetny system olimpiad licealnych, które wyłaniają najzdolniejszych
      studentów i wspaniałych profesorów, którzy stwarzają nam warunki do rozwoju -
      tłumaczy Pilipczuk. Jego zespół w listopadzie ub.r. zdobył tytuł mistrza Europy
      Środkowej w programowaniu zespołowym na zawodach w Budapeszcie.

      Decydująca rywalizacja odbyła się w ciągu jednego dnia. Wszystkie drużyny
      zasiadły przed komputerami w wielkiej sali Hilton Tokyo Bay Hotel. Miały pięć
      godzin na rozwiązanie dziesięciu skomplikowanych zadań. - W cztery godziny
      rozwiązaliśmy osiem. Jedno było w ogóle nie do wykonania. Do ostatniej chwili
      nie byliśmy pewni wygranej. Nabraliśmy otuchy, gdy Chińczycy wygadali się, że
      zrobili siedem - mówi Marcin Pilipczuk.

      Trofeum to oprócz pucharu 10 tys. dol. oraz zaproszenie na czerwcową galę w San
      Diego.

      ***

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 18.03.07, 15:14
      Dzis urodziny obchodzilby:

      Vespucci [wespụczczi] Amerigo, ur. 18 III 1454, Florencja, zm. 22 II 1512,
      Sewilla, żeglarz włoski, w służbie hiszpańskiej i portugalskiej; 1499–1502 jako
      uczestnik wypraw hiszp. i portugalskich dotarł do Gujany, Wenezueli, Haiti,
      opłynął wschodnie wybrzeże Ameryki Południowej; poznane lądy nazwał Nowym
      Światem; opisy podróży i mapy zyskały mu wielką popularność; od jego imienia
      nazwa Ameryka (z inicjatywy M. Waldseemüllera).

      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Amerigo Vespucci 18.03.07, 15:21
        Wiecej szczegolow za Wikipedia:

        ***

        Dzieciństwo i młodość

        Vespucci urodził się 9 marca 1454 roku we Florencji (Włochy). Od najmłodszych
        lat marzył o dalekich podróżach. Zanim jednak je rozpoczął, zdobył bardzo dobre
        wykształcenie. W nauce wspierał go wuj. Amerigo był znakomitym matematykiem.
        Jego ulubionym zajęciem było kopiowanie map. Po ukończeniu nauki młodzieniec
        został kupcem. Był agentem domu bankowego sławnego, potężnego florenckiego rodu
        Medyceuszów.

        Amerigo w Sewilli

        W 1492 roku Amerigo opuścił rodzinną Florencję i udał się do Sewilli w
        Hiszpanii. Wysłał go tam sam Medyceusz, gdyż w Hiszpanii kwitł handel, a to
        między innymi dzięki dalekomorskim podróżom Hiszpanów i żeglarzy, pracujących
        dla hiszpańskich władców. Jednym z poważniejszych zadań kupieckich Vespucciego w
        Sewilli było wyposażenie we wszystko co niezbędne drugiej i trzeciej wyprawy
        Krzysztofa Kolumba.

        Brał udział w przygotowaniu drugiej i trzeciej wyprawy Kolumba.

        Wyprawy

        Według własnego świadectwa został wybrany przez króla Manuela I miał jakoby w
        latach 1497-1504 odbyć cztery wyprawy odkrywcze, w co powątpiewają dzisiejsi
        badacze. Dotarłszy w sierpniu 1499 roku nad jezioro Maracaibo, żeglarze
        zobaczyli Indian żyjących w palafitos, czyli chatkach zbudowanych na palach
        wbitych w wodę. Americo Vespucci nazwał to miejsce Małą Wenecją – Venezuelą.

        Vespucci pracował na usługach Hiszpanów i Portugalczyków. W 1500 przyłączył się
        do wyprawy Vicenta Pinzona, podczas której odkrył ujście Amazonki i zbadał
        wybrzeże Brazylii do 6° szerokości geograficznej południowej. Pewne jest że w
        latach 1499–1500 uczestniczył – jako przyrodnik i kartograf – w hiszpańskiej
        ekspedycji żeglarzy Alonso de Ojeda i Juana de Cosa. Dopłynęli oni do półwyspu
        Guajira, znajdującego się w zachodnim krańcu obecnej Wenezueli. W czasie jej
        trwania już samodzielnie dotarł do Amazonki, zbadał wybrzeże Brazylii, dopłynął
        do ujścia rzeki Orinoko i zawrócił do Kadyksu. W latach 1501-1502 na okręcie
        portugalskim opłynął brzegi Brazylii. Od 1503 r. zaczęły się ukazywać drukiem
        listy Vespucciego wraz z barwnymi opisami poznanych krajów. Tłumaczone na wiele
        języków, zyskały mu tak dużą popularność, iż powszechnie jego, a nie Kolumba,
        zaczęto uważać za odkrywce Ameryki , a nowy ląd nazwano od jego imienia.

        Vespucci pracował też dla króla Portugalii. W latach 1501-1502 pełnił funkcję
        kosmografa podczas portugalskiej wyprawy do wschodnich wybrzeży Ameryki
        Południowej, od ujścia Magdaleny do Bahia Blanca. Zbadał znaczną część
        wschodniego wybrzeża Ameryki Południowej. Opisał odkrycie rzek Rio de Janeiro i
        Rio de la Plata oraz Patagonii i Georgii Południowej. To właśnie podczas tej
        podróży Amerigo - w odróżnieniu od Krzysztofa Kolumba, który sądził, że dotarł
        do Indii - uznał odwiedzone tereny za nieznany wcześniej kontynent.

        Nikt dokładnie nie wie, ile razy Vespucci przemierzał Atlantyk, nawet jego
        własne relacje są niejednoznaczne. Relacje z jego wypraw zawarte w listach do
        przyjaciół różniły się między sobą, a dane co do długości i szerokości
        geograficznych nie zawsze były zgodne z prawdą. W pierwszą podróż udał się
        prawdopodobnie w 1497 roku. Vespucci twierdził później, że to właśnie wtedy, rok
        przed Kolumbem, ujrzał Amerykę Południową.

        Zmarł 22 lutego 1512 roku w Sewilli (Hiszpania).

        ***
    • onufry_z_daleka Re: HNSz: uwaga organizacyjna 18.03.07, 21:15
      Nasz watek dobiega konca - mamy do dyspozycji 2500 postow :-(((

      Poniewaz jutro bede bardzo zajety, wykorzystam dzisiejszy, niedzielny
      wieczor na pozegnanie Uczestnikow i Czytelnikow tego watku. Zrobie to
      w nastepnym poscie.

      Zostanie nam jeszcze kilka postow - prosze je wykorzystac w sposob
      zgodny z Panstwa "natchnieniem".

      O.


    • onufry_z_daleka Re: Podziekowania, i do ponownego spotkania :-))) 18.03.07, 21:28
      Moi Drodzy,

      Watek zbliza sie do konca. Jako jego "gospodarz" dziekuje
      za wspolna zabawe. Szczegolnie dziekuje nickom:

      3bezatu, 6UL DV8, Alicja, boska.rita, eilean_donan,
      ewa, frred, L-4, obrobka_skrawaniem oraz scyzoryk

      - choc rowniez inne nicki wniosly do watku cenny wklad.

      Moze ktos zalozy nowy watek o podobnym charakterze;
      ja chetnie - od czasu do czasu - cos napisze, choc z powodu
      bardzo pracochlonnych planow w najblizszej przyszlosci,
      nie bede dysponowal duza iloscia czasu.

      Kilka rad dla gospodarza (albo gospodyni) takiego watku
      oraz jego potencjalnych uczestnikow - w formie cytowanych
      wczesniej aforyzmow:

      Nic tak nie odmladza, jak prawdziwie niedorzeczny kawal.
      Wlasnie najglupsze prawa natury sa najbardziej smakowite.

      W zyciu chodzi o to, by byc troche niemozliwym.

      Staraj sie zawsze byc pozytecznym,
      lecz nigdy - niezastapionym.

      Czlowiek musi cos traktowac powaznie,
      jesli chce miec jakas rozrywke w zyciu.

      ***

      No to konczymy:

      Niech sie dzieje wola nieba,
      z nia sie zawsze zgadzac trzeba.

      Koniec i bomba,
      A kto czytal, ten traba!

      :-)))
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 21:35
      Począwszy od dynastii Tang, podstawowym tematem chińskiego malarstwa jest
      pejzaż, znany pod nazwą shanshui (górsko-wodny):

      www5a.biglobe.ne.jp/~shici/s190shanshui.jpg
      zhengjian.org/news_images/2003-6-14-shanshui.jpg
      korkos.club.fr/shanshui-02.jpg
      www.welcome2cn.com/shopping/big/shanshui.jpg
      www.chuke.com/works/shanshui/DSC_0210.JPG
      chinese-painting.net/pic6/100003550c2.jpg
      chinese-painting.net/pic6/100003550.jpg
      www.zhaoweiqing.com/image/shanshui2.jpg
      www.wenhuacn.com/meishu/minghua/02mingqing/wangyuanqi_shanshui14.jpg
      www.wenhuacn.com/meishu/minghua/02mingqing/wangyuanqi_shanshui15.jpg
      • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:29
        obrobka_skrawaniem napisała:

        > Począwszy od dynastii Tang, podstawowym tematem chińskiego malarstwa jest
        > pejzaż, znany pod nazwą shanshui (górsko-wodny).

        ========

        Dzieki obrobeczko za piekne obrazy shanshui :-) Trudno wyobrazic sobie
        piekniejsze zamkniecie tego watku :-)))


        ***

        Pejzaż chiński jako samodzielny gatunek malarski zaczął się rozwijać
        najprawdopodobniej już w czasach dynastii Tang (618 – 907), tym niemniej większą
        popularność zyskał w okresie Dynastii Song (960 – 1276). Od tamtej pory przez
        kolejne stulecia stawał się on coraz bardziej reprezentatywnym rodzajem
        malarstwa chińskiego.

        Zamiłowanie do tego rodzaju przedstawień wynikało w dużej mierze z filozofii
        taoistycznej i jej stosunku do natury. Według taoizmu natura jest początkiem i
        końcem ludzkiego istnienia, w niej także objawia się najwyższa harmonia
        regulowana działaniem dwóch przeciwstawnych sobie sił: yang i yin. Te dwa
        pierwiastki stały się również podstawą chińskiego pejzażu malarskiego, będącego
        przede wszystkim obrazem gór i wód (shan shui hua).
        Góra w tradycji chińskiej jest uosobieniem spokoju, niezmienności,
        wieczności, trwania, woda zaś stanowi całkowite jej przeciwieństwo – wyobraża
        bowiem ruch, zmienność, chwilowość i przemijanie. Nawet wizualnie góra i woda to
        elementy przeciwstawne, ale i uzupełniające się. Góra, której zbocza pną się
        wzwyż jest przeciwieństwem spadającego w dół wodospadu – tak samo jak jej
        pionowe zbocza wobec horyzontalnej linii jeziora. Brak w obrazie jednego z tych
        dwóch składników czyni malowidło niepełnym, dziwnym i nieczytelnym.

        Wczesne pejzaże artystów takich jak Fan Guan (aktywny około 1000 r.), Guo Xi
        ( po 1000 - ok. 1090) i Li Tang (ok. 1070-1150) są bodajże najlepszymi
        przykładami ilustrującymi hołd składany naturze w czasach Północnej Dynastii
        Song (960-1127). Ich monumentalne prace do tej pory uchodzą za niedoścignione
        wzory pejzaży, w których artystom udało się przeniknąć rzeczywistą naturę i za
        pomocą pędzla i tuszu wyrazić zjednoczenie z nią.

        cdn

        ***
        • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:31
          c.d.

          ***

          Pierwszy z całej trójki, Fan Guan, był gorliwym taoistą, niestroniącym jednakże
          od alkoholu. Sporą część swojego życia spędził w grotach góry Hua (hrabstwo
          Huayin w prowincji Shaanxi), którą według legendy miał odwiedzić sam Laozi.
          Przebywając w odosobnieniu, z dala od zgiełku miasta, Fan Guan całkowicie
          poświęcił się obserwacji natury. Owocem jego badań oraz kontemplacji był obraz
          pt. "Wędrujący Pośród Gór i Strumieni" – imponujących rozmiarów dzieło (206,3 ×
          103,3 cm), wykonane na jedwabiu za pomocą tuszu i delikatnych barwników.
          Trzy czwarte kompozycji zajmuje tu potężna góra porośnięta niskopienną
          roślinnością. Jedną czwartą – droga pośród pojedynczych skał i rzeka wraz ze
          spływającymi do niej strumieniami. Obie części, wertykalna i horyzontalna,
          wyraźnie odcinają się od siebie pustą przestrzenią, tj. parą wodną unoszącą się
          nad nienamalowaną, a jedynie zasugerowaną wodą. Umiejętność malowania "wody bez
          wody" była częstym chwytem artystycznym chińskich artystów, chodziło bowiem
          tylko i wyłącznie o oddanie wrażenia. Nadmiar kresek mógłby doprowadzić do
          przeładowania kompozycji i zachwiania w niej harmonii.
          Potęga natury, którą Fan Guan starał się wyrazić w swoim dziele, byłaby
          jednak mniej czytelna, gdyby nie dwie malutkie postaci wędrujących pasterzy i
          ich czterech towarzyszy – osiołków. Cała, ledwie dostrzegalna grupka wyłania
          się na drodze, po prawej stronie kompozycji. Równie słabo widoczne są pawilony
          mieszkalne umieszczone na jednym z zboczy niewysokiej skały wznoszącej się po
          prawej stronie obrazu, tuż nad drogą. Domy, ludzie i zwierzęta, mimo ich
          niewielkich rozmiarów, zostały namalowane z niezwykłą drobiazgowością i
          precyzją, którą najlepiej śledzić pod lupą.

          cdn

          ***
          • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:34
            c.d.

            Drugi z wielkich trzech mistrzów, Guo Xi, pochodził z prowincji Henan. Swoją
            karierę zaczynał od malowania dużych ekranów i ścian cesarskiego pałacu, czym
            zwrócił uwagę cesarza Shenzonga . Władca zachwycony talentem artysty wkrótce
            mianował go Nadwornym Malarzem w Akademii Malarstwa Hanlin. Do dziś najbardziej
            znanym dziełem Guo Xi jest dużych rozmiarów zwój wiszący (158,3 x 108,1 cm) pt.
            "Wczesna Wiosna". Malowidło zostało stworzone w 1072 roku.
            Niezwykłość tego obrazu zasadza się na pewnej grze wyobraźni, a co za tym idzie
            rozmaitych możliwościach oglądania tego, co zostało zawarte w zwoju. Artysta
            bowiem zastosował tu różne skróty perspektywy, które przy oglądaniu z bliska
            rozbijają obraz na pojedyncze fragmenty, a przy większym dystansie układają się
            w jeden niezwykły widok. Dla jednych będzie to osobliwie wykręcona w literę S
            góra, dla innych całe pasmo nachodzących na siebie skał, osnutych szalem z
            mgieł. Odmienność skojarzeń rodzi się dzięki temu, że Guo Xi podzielił zwój po
            przekątnej na dwie części. Dolny prawy narożnik artysta wypełnił wyraźnymi,
            ostrymi konturami budującymi strukturę skał, wodospadu i pawilonów umieszczonych
            na wzniesieniu po prawej stronie obrazu. Z kolei lewy górny narożnik zwoju
            pozostawił częściowo pusty, a częściowo zapełniony mgielnymi góro-chmurami i
            widmowym wodospadem.
            Te dwie części to jakby inne światy. Jeden bardziej rzeczywisty (lepiej
            widzialny), drugi niemal fantastyczny (za zasłoną mgieł). Pierwszy zamieszkały
            przez człowieka, drugi tajemniczy i odległy. Tym niemniej w obu rodzi się nowe
            życie. I tu, i tam nadchodzi wiosna rozkuwająca zamarznięte potoki i pokrywająca
            zielenią skały. Jedynie powykręcane stare cyprysy z rzadkimi igłami przypominają
            o przemijaniu i nieuchronnym końcu wszystkiego. Istotne, bo symboliczne
            znaczenie mają również namalowane sylwetki ludzi. Są to wędrowcy przeprawiający
            się przez most nad przepaścią (trzy figurki po lewej stronie, w jednej czwartej
            odległości od dołu obrazu) albo rybacy wychodzący na brzeg ze swych małych łódek
            (postać mężczyzny i kobiety z dwójką dzieci oraz postać mężczyzny, u dołu po
            lewej i prawej stronie zwoju). Niewielkie rozmiary osób mają przede wszystkim
            podkreślać potęgę natury, wobec której człowiek jest wielokrotnie bezbronny.

            cdn

            ***
            • onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:42
              c.d.

              Trzeci z trójki wielkich mistrzów, Li Tang, podobnie jak jego poprzednik Guo Xi
              był malarzem nadwornym i podobnie jak tamten większość swojego życia związał z
              Akademią Malarstwa Hanlin, podlegającą cesarzowi Huizongowi. Po upadku Północnej
              Dynastii Song, artysta przeniósł się wraz całym dworem na południe kraju do
              nowej stolicy w Hangzhou, gdzie kontynuował tradycje akademickie.
              Jego potężnych rozmiarów malowidło na jedwabiu pt. "Wiatr w Sosnach
              Miriadowych Dolin" (188,7 x 139,8 cm) stało się najgłośniejszym dziełem artysty.
              Główny punkt kompozycji stanowi masywna, kanciasta góra, wyglądem przypominająca
              cztery postaci w profilu. Po jej obu stronach artysta namalował znacznie węższe
              skały, wyłaniające się z "chmurnomgielnych" oparów. Na jednym z bladych i
              cienkich szczytów, tuż po lewej stronie centralnego wzniesienia pojawia się
              napis: Namalowane Przez Li Tanga z Hoyangu, Wiosną, Roku Jia Zhen (1124). Oprócz
              wspomnianej góry i towarzyszących jej ostańców obraz szczelnie wypełniają zbocza
              kolejnych masywów skalnych porośniętych sosnami. Zewsząd spływają wodospady,
              których wody najprawdopodobniej łączą się w jeden strumień, widoczny po lewej
              stronie na dole obrazu.

              W przeciwieństwie do monumentalnych zwojów Fan Guana i Guo Xi, Li Tang
              "skrócił" dystans dzielący widza od namalowanych na obrazie elementów.
              Zieleniące się sosny, chropowate skały i spływające strumienie znajdują się
              jakby w zasięgu ręki oglądającego. Jedynie wiatru nie da się pochwycić, choć
              jest on wyczuwalny za sprawą schodzących do doliny mgieł lub chmur. Musi to być
              jednak delikatny zefir, ponieważ konary drzew zdają się być nieporuszone.

              Konfucjusz (551 – 479 p.n.e.) powiedział kiedyś, że mądry człowiek znajduje
              przyjemność w wodach, prawy zaś odnajduje ją w górach. Pejzaż chiński, który
              łączy w sobie "obie przyjemności", jest niejako wyrazem mądrości i prawości
              malującego go artysty. Jest on również, jak napisał w swym traktacie o
              malarstwie z 1117 roku Guo Xi, poezją obdarzoną formami. Poezją, która
              niezmiennie będzie niosła te same treści, choć jej "słowa" za każdym razem będą
              układać się inaczej.

              ***

              Tekst ten pochodzi z czasopisma internetowego "Pinezka; comiesiecznik
              z domieszka absurdu" :-) Autorka tekstu jest Bogna Łakomska.

              Caly tekst wraz z reprodukcjami obrazow znajduje sie na stronie:

              www.pinezka.pl/content/view/2345/219/
              • Gość: ewa Re: Humor w NiSz - koniec swiata IP: *.dsl.club-internet.fr 18.03.07, 22:53
                imagineressources.linternaute.com/document/image/540/nuageux-ciel-mer-port-finistere-701684.jpg
Inne wątki na temat:
Pełna wersja