onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Dzien Sw. Patryka :-) 17.03.07, 11:32 Za Gazeta-Matka: *** Irlandczycy obchodzą w sobotę swoje narodowe święto - Dzień świętego Patryka. Charakterystyczny element tego święta to zielone piwo, serwowane także w polskich pubach. Obchody w Dublinie rozpocznie Parada Święta świętego Patryka, którą uświetni wspaniały pokaz widowisk teatralnych, barwnych kostiumów, niesłychanych postaci oraz maszerująca orkiestra. Równocześnie odbędą się mistrzostwa świata w rugby. W Pucharze Sześciu Narodów Irlandia będzie walczyła o pierwsze od 22 lat zwycięstwo. Nie spowoduje to jednak zmniejszenia liczby uczestników obchodów święta, których ma się zjawić kilkaset tysięcy. USA: zielone piwo, zielona rzeka Największa poza Irlandią parada z okazji dnia Świętego Patryka odbędzie się w Nowym Jorku. Weźmie w niej udział ponad 100 tysięcy osób. Słynną 5 aleją przemaszerują strażacy, policjanci, orkiestry dęte, grupy taneczne oraz przedstawiciele wszystkich grup etnicznych. Na czele pochodu jak zwykle znajdzie się kompania reprezentacyjna 69 Pułku Piechoty. W ubiegłym roku nowojorską paradę obserwowały 2 miliony osób. Najkrótszą paradą szczyci się z kolei Maryville w stanie Maryland. By utrzymać rekord władze miasta muszą z roku na rok skracać jej trasę. W ubiegłym wynosiła ona już tylko 25 metrów. Z okazji Dnia Świętego Patryka Amerykanie ubierają się na zielono. W niektórych miastach kolorem tym pomalowano nawet pasy dla pieszych. W Chicago na zielono barwiona jest cała rzeka przepływająca przez centrum miasta. Ponieważ na wschodnie wybrzeże USA powróciła zima, w tej części kraju mniej będzie tradycyjnych tańców i zabaw na ulicach. Większych tłumów spodziewają się natomiast właściciele irlandzkich pubów. Kim był święty Patryk? To właśnie św. Patrykowi Irlandia zawdzięcza swój symbol - koniczynę. Według legendy za jej pomocą święty tłumaczył istnienie Trójcy Świętej. Dlatego też w Dniu św. Patryka koniczynę można spotkać niemalże wszędzie. Święty Patryk, żył na przełomie IV i V wieku (ok. 389-461), pochodził z Brytanii - ze Szkocji lub Walii. W wieku 16 lat został porwany przez piratów i przewieziony na Zieloną Wyspę jako niewolnik. Według legendy Patryk zbiegł z niewoli i powrócił do Brytanii. Przebywając już w rodzinnym domu, miał proroczy sen, w którym Bóg nakazał mu powrócić do Irlandii i rozpocząć chrystianizację tego pogańskiego kraju. Patryk został duchownym, a w 432 r. przyjął święcenia biskupie. Wyruszył w swoją powtórną podróż do Irlandii, tym razem mając na celu nauczanie o Bogu. Św. Patryk nie był pierwszym chrześcijańskim misjonarzem w Irlandii. Wiadomo, że przed nim działał m.in. biskup św. Palladiusz czy św. Declan. To jednak Patrykowi udało się schrystianizować wyspę. Ze św. Patrykiem wiąże się również legendę, że wygnał z Irlandii wszystkie węże. Wydarzenie to miało odniesienie do Biblii, gdyż w ten sposób Patryk miał wygnać zło z Irlandii. Irlandczycy przekonują, że ich patron był też wytrawnym piwoszem, ponieważ pastorał, który nosił, przypomina łopatkę do mieszania słodu. *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czapski w W-wie 17.03.07, 17:17 Za GW: *** W piątek w warszawskiej Zachęcie została otwarta wystawa "Józef Czapski. Wokół kolekcji Aeschlimanna", ekspozycję tworzy 80 płócien, 30 rysunków i gwaszy wybitnego malarza i pisarza - Józef Czapski miał wielkie marzenie, by zaistnieć na wystawie w Polsce - mówił wczoraj Richard Aeschlimann, szwajcarski marszand i przyjaciel artysty. To z jego kolekcji pochodzi większość prac Czapskiego pokazywanych na wystawie otwartej wczoraj w Zachęcie. Powstały one w ostatnich dekadach życia artysty. Wielu nie pokazano na największej prezentacji malarstwa Czapskiego 15 lat temu w Muzeum Narodowym w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. W Zachęcie oprócz malarstwa, rysunków i gwaszy można oglądać karty z legendarnego "Dziennika" Czapskiego. Pisarz zostawił po sobie 260 tomów ręcznych zapisków prowadzonych po polsku, francusku i niemiecku. Przekazał je Muzeum Narodowemu w Krakowie, obecnie są przechowywane w Bibliotece Czartoryskich. Wczoraj ogłoszono, że Narodowe Centrum Kultury i Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską przystąpią do odczytania, przepisania i opracowania "Dzienników". Na ten rok zaplanowano prace nad dwoma rocznikami - 1985 i 1986. Przy okazji wystawy w Zachęcie nakładem Zeszytów Literackich ukazało się najlepsze jak dotąd opracowanie twórczości i sylwetki pisarza i malarza - "Portret Czapskiego" pióra Wojciecha Karpińskiego. Pisał Karpiński: "Czapski nigdy nie przestał być namiętnym obserwatorem świata. Zmieniają się u niego metody pracy twórczej. Stała w zmienności pozostaje osobowość artysty: malarza, pisarza, żołnierza, działacza, niezwykłego świadka wieku (...). Pozostawił po sobie błysk rozświetlającego widzenia, melodię zdania, umiejętność twórczego łączenia wielu zjawisk, umiejętność uczenia się od innych i pozostawania sobą - w ciągłych przemianach. Jego obrazy, jego teksty, rozrzucone po świecie ślady jego osobowości stanowią przede wszystkim szkołę widzenia. To jest skarb, który może objawić się każdemu, kto patrzy na jego obrazy lub pochyla się nad jego książką, czy będzie to w Paryżu, czy w Maisons-Laffitte, w Warszawie czy w Józefowie, gdzie mieszkał przed samą wojną, w Pradze, gdzie się urodził, czy w Petersburgu, gdzie chodził do szkół". *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 17.03.07, 22:24 Dbajac o uniwersalna tematyke watku, dolaczamy temat etnograficzno-kurpiowski: Za serwisem naukowym PAP: *** Przygotowania do Wielkiej Nocy na Kurpiach Około tysiąca młodych ludzi, głównie z Ostrołęki, nauczy się, jak zrobić wielkanocną palmę i opleść sitowiem pisankę. W ostrołęckim Muzeum Kultury Kurpiowskiej trwają warsztaty etnograficzne poświęcone zwyczajom wielkanocnym. Jak mówi Grażyna Talarek z Muzeum Kultury Kurpiowskiej, "celem prowadzonych zajęć jest przybliżenie uczniom tradycyjnej obrzędowości, charakterystycznej dla regionu kurpiowskiego, dotyczącej świąt Wielkiej Nocy". Tegoroczne warsztaty wielkanocne będą trwały do końca marca. Podczas zajęć, po części teoretycznej, młodzież pod kierunkiem opiekunów wykonuje wielkanocne palmy z Puszczy Zielonej i oklejane sitowiem pisanki z Puszczy Białej. Zajęcia prowadzone są przez twórczynie ludowe - Juliannę Puławską i Wiesławę Bogdańską. Muzeum Kultury Kurpiowskiej organizuje zajęcia dla młodzieży szkolnej, związane ze świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, od czternastu lat. PAP - Nauka w Polsce *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: HNSz: Sumaryczny raport o Rospudzie 18.03.07, 07:29 Nasz watek jest zaangazowany w ratowanie przyrody Doliny Rospudy. Oto, przygotowany przez Gazete-Matke, raport sumujacy sprawe Rospudy. Mimo powagi sprawy jest tam troche elementow humorystycznych, dlatego pasuje on do tego watku. www.gazetawyborcza.pl/0,79163.html Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: HNSz: Fortepian Chopina 18.03.07, 07:38 To tytul wiersza Norwida. Ala - jak informuje GW - ten instrument odnaleziono wlasnie w Anglii: *** Po żmudnych badaniach potwierdzono, że znajdujący się w posiadłości Hatchlands w brytyjskim hrabstwie Surrey fortepian marki Pleyel jest instrumentem, na którym prawie 160 lat temu koncertował Fryderyk Chopin. Na świecie zachowało się kilka fortepianów Pleyela z tego czasu, ale nie było wiadomo, na którym z nich osobiście grywał Chopin - stąd znaczenie odkrycia. W 1848 roku Chopin przyjechał do Londynu z własnym fortepianem, na którym grywał dopiero od dwóch lat, ale do którego był bardzo przywiązany ze względu na miękkie i ciche tony i również dlatego, że osobiście go wybrał. Był to właśnie ten instrument, który trafił do Hatchlands - potwierdził Jean-Jacques Eigeldinger, emerytowany profesor muzykologii z Genewy i jeden z największych w świecie znawców twórczości Chopina. Ekspertyzę Eigeldinger oparł na badaniach numerów seryjnych wyrobów Pleyela. Na tym egzemplarzu Chopin koncertował w Londynie m.in. przed królową Wiktorią. Decydując się na powrót do Paryża, bo jego zdrowiu nie służyły późnojesienne londyńskie mgły, kompozytor postanowił nie zabierać instrumentu z powrotem, ale zamówić sobie nowy u producenta i swego bliskiego przyjaciela Camille'a Pleyela. Chopin nie wiedział, że zostało mu już tylko kilka miesięcy życia. Kompozytora i producenta łączyła umowa, że artysta otrzyma darmowy fortepian, ale w zamian zarekomenduje instrument Pleyela swoim uczniom i admiratorom. Gdy dzięki temu Pleyel zyskiwał nabywcę, Chopin otrzymywał 10 proc. wartości transakcji. :-))) Pleyela, którego Chopin zostawiał w Anglii, odkupiła - zapłaciwszy 80 funtów - niejaka lady Trotter, której córka pobierała u niego lekcje. Jej spadkobiercy nie byli już świadomi pochodzenia fortepianu. 20 lat temu instrument kupił na aukcji kolekcjoner Alec Cobbe za niewysoką cenę 2 tysięcy funtów i przekazał go do muzeum swego imienia, mieszczącego się w Hatchlands. Właściciel Hatchlans - organizacja National Trust, mająca pieczę nad dziedzictwem historycznym Wysp Brytyjskich - zapowiada organizowanie w Surrey koncertów, podczas których Pleyel znów zabrzmi dźwiękami muzyki Chopina. *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowe Bajania 18.03.07, 12:01 Rozpoczęły się Sabałowe Bajania 2006-08-10 10:10:46 źródło: PAP Przejazdem kapel, zespołów regionalnych i zaproszonych gości zaprzęgami konnymi przez Bukowinę Tatrzańską rozpoczęły się XL Sabałowe Bajania, czyli ogólnopolski konkurs gawędziarzy, instrumentalistów i śpiewaków ludowych. Według organizatorów, Sabałowe Bajania to jedna z najstarszych i największych imprez folklorystycznych w Polsce. Od lat cieszy się ona ogromną popularnością turystów spędzających wakacje pod Tatrami. To z myślą o nich organizatorzy Sabałowych Bajań przygotowują co roku szereg dodatkowych atrakcji i imprez towarzyszących konkursowym zmaganiom ludowych artystów. – Pierwsze Sabałowe Bajania odbyły się w 1967 r. Pomysłodawcą był ówczesny prezes Domu Ludowego w Bukowinie Tatrzańskiej, Józef Pitorak. Ten światły, wszechstronnie utalentowany góral wiedział, że niepielęgnowana spuścizna kulturowa szybko zginie. Aby stare zwyczaje i obrzędy, gwara, muzyka i strój góralski nie poszły w zapomnienie, podjął próbę ożywienia ich na scenie – wspomina Stanisława Galica-Górkiewicz z bukowiańskiego Domu Ludowego. Sabałowe Bajania potrwają do niedzieli. Każdego dnia na scenie Domu Ludowego odbywać się będą przesłuchania konkursowe gawędziarzy, instrumentalistów, śpiewaków, popisujących się krasomówstwem starostów weselnych oraz pytacy. Ci ostatni trudnią się spraszaniem gości na wesela, bo ‘pytać’ w gwarze góralskiej znaczy ‘prosić’. Równolegle artyści prezentować się będą szerszej publiczności na bukowiańskim stadionie pod skocznią, gdzie do niedzieli niemal bez przerwy trwał będzie ludowy piknik. Jako atrakcje towarzyszące przygotowano degustacje potraw regionalnych, zawody strzeleckie, koncerty zespołów folkowych, występy kabaretu góralskiego, spektakle teatralne w gwarze góralskiej, zabawę taneczną oraz kiermasz sztuki ludowej. – Sabałowe Bajania to także Sabałowa Noc – piękna impreza plenerowa. Noc szczególna nie tylko z powodu licznych atrakcji. Tej nocy zwiększa się grono zbójników tatrzańskich - mężczyzn godnych zaszczytu, którzy światłością inicjatyw, talentem twórczym, przywiązaniem do ziemi rodzinnej, uporem w realizacji zamierzeń i wytrwałością wpisują się w kontynuowanie tradycji i rozwój kultury Podhala – podkreśla Stanisława Galica-Górkiewicz. Według organizatorów, Sabałowe Bajania zrodziły się z podhalańskiej tradycji gawędziarstwa, umiłowania tańca, śpiewu i muzyki góralskiej. Ich nazwa pochodzi od przydomka Jana Krzeptowskiego - Sabały (1809-1894), słynnego gawędziarza i muzyka góralskiego, zwanego Homerem Podhala. Organizatorem Sabałowych Bajań jest Bukowiańskie Centrum Kultury – Dom Ludowy w Bukowinie Tatrzańskiej. *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowe Bajania 18.03.07, 12:56 Za Wikipedia: *** Sabała, Sabalik, wł. Jan Krzeptowski (ur. 26 stycznia 1809 w Kościelisku, zm. 8 grudnia 1894 w Zakopanem), góral podhalański, honorowy przewodnik tatrzański, muzykant, myśliwy, gawędziarz i pieśniarz. Przydomki Sabała, Sablik, Fakor, Kozica i Koziar pozwalały orientować się w rozległych koligacjach rodów góralskich, które nosiły te same nazwiska (funkcjonują one do dziś w rodzinach góralskich). Rodowe nazwisko Krzeptowski jest nazwiskiem przybranym - wcześniej zarówno Jan jak i jego bracia nosili nazwisko Gąsienica. W młodości był kłusownikiem, a podobno także zbójnikiem. Po upadku powstania chochołowskiego, w którym brał udział, przez krótki czas siedział w austriackim więzieniu. Porzuciwszy myśliwstwo nie osiadł na gospodarstwie, lecz zajął się gawędziarstwem i muzykowaniem. Był przez to przez miejscowych górali, zwłaszcza zamożniejszych gazdów, uważany za dziwaka lub dziada, lecz dla goszczących w Tatrach twórców stał się symbolem góralszczyzny. Towarzyszył Tytusowi Chałubińskiemu i Stanisławowi Witkiewiczowi w ich górskich wyprawach. Przez Witkiewicza został nazwany "Homerem Tatr". Zabawiał znakomitych gości doktora Chałubińskiego śpiewem i opowieściami, a nawet zainscenizowanym dla Heleny Modrzejewskiej napadem zbójeckim, podczas którego wystąpił w roli harnasia. Melodie grane przez niego na złóbcokach (odmiana gęśli) nazywane Sabałowymi nutami są wykonywane do dziś przez przez ludowe kapele góralskie. Sam Sabała rzadko grywał w kapeli lub do tańca, jego muzyka była formą osobistej wypowiedzi, podporządkowanej nastrojom. Gawędy góralskie (jego autorstwa lub powtarzane przez niego) zostały spopularyzowane przez Stanisława Witkiewicza, Henryka Sienkiewicza, Wojciecha Brzegę oraz opublikowane w licznych zbiorach, m.in.: * Bajki według opowiadań Jana Sabały Krzeptowskiego z Kościeliska, Bronisław Dembowski, 1892 * Sabała. Portret, życiorys, bajki, powiastki, piosnki, melodie, Andrzej Stopka-Nazimek, 1897. Do dziś przez górali śpiewane są śpiewki upamiętniające Jana Krzeptowskiego-Sabałę, np: Idziy se Sabała popod zieleniny! Gwizdo, podśpiywujy pojod niedźwiedziny! Sabała zaśpiywoł Krywań mu łodpedzioł, bo ło jego sprawak nik wiyncyj nie wiedzioł! Czeba by siy spytać starego Sabały: Ftorymi wiyrskami koziny chodzały?! Umar nom Sabała dej mu Boze niebo! Fto se bedziy growoł na złóbcockach jego? Zmarł w 1894 w willi "Zacisze" należącej do Wandy Lilpopowej, która opiekowała się nim w ostatnich latach życia.[3]. Pochowany został na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. W 1979 w domu Sabały na Krzeptówkach otwarto oddział Muzeum Tatrzańskiego ze skromną ekspozycją, później dom wrócił w ręce prywatne. Postać Sabały pojawiła się w polskiej literaturze u Henryka Sienkiewicza (Sabałowa bajka, 1884), Stanisława Witkiewicza (Na przełęczy, 1891), Kazimierza Przerwy-Tetmajera (Legenda Tatr, 1910), Władysława Orkana (nowela Przez co Sabała omijał jarmark w Kieżmarku). Wspólny pomnik Sabały i Chałubińskiego odsłonięto w 1903 w centrum Zakopanego, u zbiegu ulic Chałubińskiego i Zamoyskiego, staraniem Związku Przyjaciół Zakopanego. Monument zaprojektował Stanisław Witkiewicz, a figury wyrzeźbił Jan Malborczyk. Pomimo tego, że figura Sabały jest drugoplanową postacią, większość ludzi nazywa go pomnikiem Sabały, a nie Chałubińskiego. Problemem były częste kradzieże smyczka od gęśli Sabały, dlatego nowy smyczek (piąty dorabiany przez artystę kowala Władysława Gąsienicę-Makowskiego) został przymocowany śrubami i umieszczono na nim napis Wandalu nie zabieraj mnie. Jego imieniem nazwano ulice w Zakopanem i Łodzi. *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowe maksymy 18.03.07, 13:00 Sabała (właśc. Jan Krzeptowski, 1809-1893), zakopiański bajarz, poeta, muzyk, taternik, przyjaciel artystów młodopolskich * Byli chłopcy, byli, ale się mineni, I my się miniemé po malućkiej kwili. * Jakiegoś mnie, Panie Boze, stworzył, takiego mos. (przytoczone przez Stanisława Witkiewicza, Na przełęczy, IV, 1891) * W Pana Boga wierz, ale Mu nie wierz. (przytoczone przez Stanisława Witkiewicza, Na przełęczy, IV, 1891) * Smutne serce gorse niźli chorość - pilniej cłowieka uśmierzci. * Do przodka się nie pchać, na tyle nie zostawać, a i w środku za długo nie siedzieć. *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sabałowy portet 18.03.07, 13:05 Oto portet Sabaly autorstwa Stanislawa Witkiewicza: www.pinakoteka.zascianek.pl/Witkiewicz/Images/Sabala.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: O Sabale i Diable 18.03.07, 19:01 O Sabale i Diable Andrzej Skupień Florek Tak sie wej tys stało, bo raz, kie Sabała seł dolinom pomiędzy turnice ku Krywaniu, to wtej z drugiej strony tymi samymi pyrciami prosto ku Sabale seł Djaboł, a kie uwidzioł Sabałe, to jaze z radości zawołoł: - He Jasiek, jak to dobrze ześ mi tu! A Sabała na to: - Zje, coześ taki rod. Cy mie ci trza? - To jesce nie wiys?, ba sie pytos? - powiado Djaboł - Ty morderco zatracony namrdowołeś telo tyk Niedźwiedzi, ze ci sie już słuśnie piekło nolezy - powiedzioł jesce Djaboł. - Haj, piekło? Na to dobrze, bo mi tam bedzie ciepło, ale to jesce mam cas - powiado Djabłu Sabała. - Ho, nima casu, bo cie juz trza - ze złościom powiedzioł Djaboł - Jo cie wezne siłom. - Kie jo ci sie nie dom wziąść - radzi Sabała. - Nie pudzies, to jo cie weznem som. Tak sie dość fajnom kwile przegadujom i swojom siłom kozdy sie przekwaluje, jaz na ostatku uradzili ze musom zmiyrzać swoje siły. - No to jo jesce teroz nie pudem - radzi Sabała. - Jo tyz mom siłe i nie dom sie! - No to zamiyrzojmy - powiado Sabało. - Ale jako, pyta sie Djaboł. Noj uradzili ze pudom za pasy, tak jak sie to nie roz chłopcy pasujom. Popluli se kozdy do swoik ręcy i hipli ku sobie, obłapili sie bez poły po nad krzyze i pasujom sie. Jeden drugiego podnosi ku górze, dźwigo i prasnąć wce o ziem, ale ani tyn tego, ani tyn tego nimoze nijako zmóc i prasnąć. Nieroz widzialo sie ze Djaboł praśnie Sabałom bo był mocniejsy, ale cos, kie Sabała był sykowniejsy i co razej Djaboł dźwignom Sabałe w góre i mioł prasnąć ś nim o ziym, to jednak nie doł rady, bo Sabała jak lecioł bokiem dołu, to se ino noske wyprosconom nadstawił, tak, ze na nie spod i na nie sie oparł, ze zwalić sie nie doł. Jak zaś w drugom strone wcioł do Djaboł podźwigować i prasnąć, to Sabała drugom noge wyproscoł i nadstawioł i znowu na niej sie oparł a prasnąć sie nie doł. Djablisko przy tyj zopierace cysto piyknie sie zmordowało, ześliniło i zesmarkało, ale Sabale rady dać ni mók. Taki zesmarkany i zafucany stanon i do Sabały powiado: - Jasiek, cy my to jakie waryjoki jabo jakie głuptoki, coby my se mieli swojom siłe tak marnić? Cy my se to ni mozemy swojej siły inacej zmierzać? - Dyj mozemy, mozemy - powiado Sabała. - Ale jako, - pyto sie Djaboł. - Jako wces to niek tak bedzie mnie haw syćko jedno - powiado Sabała. - No ale być moze byś ty wymyśloł jako - powiado Djaboł. - Ty mos wielki djabelski łep, to myśli, a mnie syćko jedno co wymyślis - powiedzioł mu Sabała. Djaboł zaś teroz myśli i myśli jaz wymyśloł, ze bedom ciskać do góry ku niebu palice, wtorom ze sobom nosił Djaboł i podpieroł sie. To bedziemy ciskać - powiado do Sabały, a wtory z nos wysej jom ciśnie to tyn bedzie sie nazywoł mocniejsy. - Nej dobrze, powiado Sabało, mnie haw syćko jedno, jacej piyrsy ciskoj ty, co jo uwidzem jako to trza. Djaboł se teroz stanon ozkrocony, popluł ślinom do swoik kopyt, bo dłoni ni mioł, oztarł śline łapił palice za koniec, ozobyrtoł i cisnon ze syćkik siył w górę. No, leciała ona leciała i moze zaleciała tam ka dziś Sputniki góniom, ale potem po jakiejsi kwili spadała na ziym. - No, to teroz ciskoj ty - powiado do Sabały Djaboł. Widziołeś ka jo zacisnon, to ty sie postaroj cisnąc wysej, jak wces cobyk cie nie wzion se sobom w piekło. - Nej dobrze, mnie haw syćko jedno, powiada Sabała i biere sie do ciskanio palice. Stanon se, ozkrocył sie, do ręcy ślinom popluł i w jednej gorzci trzymie palice, drugom podpar se bok, stoji i patrzy w niebo. Stoji i stoji, a patrzy do góry jakby co wypatrzowoł. Djaboł ceko skoro bedzie ciskoł i ni moze sie nicego do cekać, jaz zezłoscony przyskocył ku Sabale i ozdar sie do niego: - Cos tak stojis a nie ciskos? - Ho, ho, pomałuze, pomału, jo haw mom cas, powiado Sabała. Jo wypatrzujem swojego Dziadka co to nie downo pomar i jest je w niebie, to jak go uwidzem to mu cisne tyn palice, noj bedzie mioł cym sie podeprzyć bo je kulowy, a nic mu do truchły nie włozyli coby mioł sie cym podeprzyć, to mu prasnem, powiedzioł Sabała. A Djaboł kie to usłysoł, o odraz ku Sabale przyskocył i palice mu z gorzci wydar i o ziem prasnom powiadając przy tym: - Hej dołbyś mi ty doł, jakbyś mi ty mojom palice do nieba cisnon! Cym ze by jo se piekło zaparł, dyjto moja zopora do piekła, ino jek se jom ze sobom na podpore wzion - powiado Djaboł i nie do jej ciskać. Dawno nie było takik zomków jako dziś jest, ba były ino takie drewniane zawory i drewniane zopory co sie takim hrubym kijem zapierały. - Inacej musimy se swojom siyłe zmierzać - powiado znowu Djaboł. - No dej mozemy inacej, mnie haw syćko jedno - powiado Sabała. - Co za dziwny z tobie cłek, ze zawse mos cas i zawse ci syćko jedno - powiado do Sabały Djaboł, - a moze byś choć roz pomyśloł i wymyśloł jako se momy tyn swojom siłe zmiyrzać. - Ty mos wielki djabelski łep to myśli. - powiedzioł Djabłowi Sabała. Noj Djaboł zacon myśleć i myśleć. Za uchem jaz sie kopytem dropnon, coby mu myślenie lekcej przysło, i wymyśloł, ze bedom gwizdać, tak, jak to słysoł gwizdać juhasów, co paśli po holak owce. Noj jak wymyśloł, tak do Sabały powiado: Wiys, bedziemy gwizdać - gwizdem bedziemy swoje siły miyrzać. Wtory ś nos głośniej gwiźdnie to ten bedzie sie nazywoł ze je mocniejsy, noj bedzie to ostatnio próba. Jak ty głośniej gwiźdnies jako jo, bedzie znacyć ześ mocniejsy i pudzies du domu - więcej prógować sie nie bedziemy. Ale jak jo głośnij gwizdnem jako ty to bedzies mój, na mój stodusiu bedzies mój i pudzies zemnom. - Nej dobrze, mnie haw syćko jedno - powiado Sabała i godo Dajbłowi jesce i to coby, on piyrsy gwizdoł, co on usłysy jako to trza. A ze gwizdanie robi sie na palcak, tosto Djablisko wsadziło do kufy swoje raci, bo jak wiycie to Djabli niemajom palcy, i tak na tyk raciak gwizdo kielo ino ma siły. Gwizdoł na jednej raci tak jak juhasi gwizdzom na jednym palcu, to znowu gwizdoł na dwok raciak, tak jak na dwok polcak gwizdzom juhasi. A wto umie i bez palcy w gębie, na samyk wargak gwiźdnie to i on, Djaboł tys tak gwizdoł na samyk wargak, a mioł wargi jak kobyła, to i głośno gwizdoł i jesce głośniej wcioł, to tys cysto piyknie pare ze sobie wyduł, a jak już barzej ni mók, to do Sabały powiado potem tak: - No to teroz gwizdoj ty! Słysołeś kielo jo głośno gwizdoł, to jak głośniej gwizdnies to pudzies w dom, ale jak nie, toś mój. Sabała sie zaś tak warciućko do gwizdanio nie brał, ba se coś medetował, a jak to Djaboł zmiarkował, to powiado: - Eche, cosi widzem sie obowios i nie gwizdzes. - Pewnie ze sie obowiom, bo jok gwizdnem jo to sie moze jakie niescęście stać. - powiedzioł Sabała. - Zje cosby sie to miało stać? - pyto sie Djaboł Sabały. - Co sie moze stać? To nie wiys ze jak gwizdnem jo, to ci moze głowa puknąć! - powiedzioł Sabała. - He, to jo se jom musem cymsi zabezpiecyć - radzi Djaboł. Patrzy po sobie, ani ni mioł nic, zodnego odzionka ino same kudły po sobie, tosto chycił piyknie pytać Sabały, coby mu pozycył cuchy, coby se ś niom głowe poowijoł. Sabała jako ze był ś niego cłek uzycliwy, co tfu sjon ze sobie cuche, gęśliki z rękowa wyjon i połozył na pnioku, a cuchy Djabłowi doł. Djaboł uradowany cuchom, po owijoł se ś niom głowe, ze ani nie widzioł nic, a kie już była zabeśpiecona, to Sabale powiedzioł: - No to tero gwizdoj. Sabała zchylił sie ku ziymi po zapore od piekła i z całej siły sie ozegnoł i bechnon ś niom w djabłowom łep. Djablisko sie kopyrtło, bo telo tęgo dostoł ze omgloł, ale potem kie nie kie ostoł sie i przyseł do sobie co wstoł na nogi, cuchy końdek z głowy odwinon i do Sabały przepedzioł: - No, cłeku, aleś ty gwizdnon, cok sie ledwo dźwignon. Więcej nie pedzioł nic, bo znowu zacon słabnąć, bo sie mu puściła z kufy cyrwono juha, ze wyciurcała het, tak ze djablisko wzieno i zdechło. Od tego casu więcej już diabły po świecie nie c Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: O Sabale i Diable 18.03.07, 19:11 Obcielo koncowke tekstu, wiec ja tu powtarzamy; (...) Sabała zchylił sie ku ziymi po zapore od piekła i z całej siły sie ozegnoł i bechnon ś niom w djabłowom łep. Djablisko sie kopyrtło, bo telo tęgo dostoł ze omgloł, ale potem kie nie kie ostoł sie i przyseł do sobie co wstoł na nogi, cuchy końdek z głowy odwinon i do Sabały przepedzioł: - No, cłeku, aleś ty gwizdnon, cok sie ledwo dźwignon. Więcej nie pedzioł nic, bo znowu zacon słabnąć, bo sie mu puściła z kufy cyrwono juha, ze wyciurcała het, tak ze djablisko wzieno i zdechło. Od tego casu więcej już diabły po świecie nie chodzom, haj nie chodzom! żródło: Andrzej Skupień Florek - "O Tatry wy moje" - oprac. Janina i Franciszek Sichelscy Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Sabala, gorale i Tatry na starych fotografiach 18.03.07, 19:22 Obrobka chyba baluje :-) wiec sam sie zabralem za poszukiwanie obrazkow zwiazanych z Sabala. Oto co znalazlem: www.idn.org.pl/medykon/tatry/ Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: "Na Skalnym Podhalu" 18.03.07, 20:26 Kazimierz Przerwa-Tetmajer "Na Skalnym Podhalu": monika.univ.gda.pl/~literat/podhal/index.htm Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 18.03.07, 14:21 Co ktory Polak jest alergikiem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: scyzoryk Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.07, 20:18 Co czwarty. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 18.03.07, 20:34 Gość portalu: scyzoryk napisał(a): > Co czwarty. =============== Dobra odpowiedz - brawo! Oto co na ten temat pisze serwis naukowy PAP (podajemy fragmenty): *** Co czwarty Polak może cierpieć na alergię, co dziesiąty może chorować na astmę, a blisko 70 proc. chorych na alergie może nie mieć postawionego prawidłowego rozpoznania. Takie są wstępne wyniki badań przeprowadzanych w Polsce w ramach projektu Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce (ECAP). Badania finansuje w 70 proc. minister nauki, a w 30 proc. minister zdrowia. Badania przeprowadzono już w Warszawie, Lublinie i Katowicach oraz w powiatach krasnostawskim i zamojskim. W najbliższych dniach rozpoczną się w aglomeracji krakowskiej. Do 2,5 tys. mieszkańców Krakowa, wytypowanych według danych z programu PESEL, trafią ankieterzy z prośbą o wypełnienie ankiety. 800 osób z badanych zostanie zaproszonych na badania laboratoryjne. Pozwolą one ustalić, czy odczucia pacjentów pokrywają się z ich stanem zdrowia. W maju badani będą mieszkańcy Gdańska, jesienią – Białegostoku i Poznania, a na początku 2008 roku mieszkańcy Wrocławia. Dotychczas przebadano już 9 tys. osób; łącznie przebadanych zostanie 22,5 tys. osób. „Z już wykonanych badań wynika, że na alergiczny katar sienny cierpi co trzeci-czwarty Polak, a na astmę do 10 proc. ludności” – powiedział prof. Bolesław Samoliński. Jak podkreślił, kolejny problem, który się z nich wyłania, polega na tym, że zaledwie jeden na trzech pacjentów, którzy mają objawy alergii, ma postawione prawidłowe rozpoznanie. „To jest duży problem. Jeden na trzech, którzy mają objawy, ma postawione rozpoznanie. To znaczy, że 60-70 proc. pacjentów ma objawy, a nie ma postawionego rozpoznania” – podkreślił prof. Samoliński. Jak dodał, badania pozwolą poznać rangę i rodzaj problemu i w zależności od tego kształtować politykę leczenia i profilaktyki. Zapytany, gdzie najzdrowiej jest mieszkać, by nie zachorować na alergię, prof. Samoliński wyjaśnił, że "najlepiej jest mieszkać w czystym, zdrowym środowisku". „Okazuje się, że tam, gdzie jest najwięcej alergenów, czyli na wsi, gdzie mamy koty, psy, siano, zboża, drzewa i inne alergeny, jest zdecydowanie mniej alergii niż tam, gdzie tych alergenów jest mniej, czyli w mieście. Wpływają na to inne czynniki, jak np. zanieczyszczenie powietrza, powodując wzmocnienie dla potencjalnych alergików nabycia alergii” – wyjaśnił prof. Samoliński. PAP - Nauka w Polsce *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: HNSz: Jeszcze o mlodych polskich informatykach 18.03.07, 14:57 Za GW: *** Pojechali, zwyciężyli, powrócili. Marcin Pilipczuk, Marek Cygan i Filip Wolski z Uniwersytetu Warszawskiego zostali mistrzami świata w programowaniu zespołowym na międzynarodowych zawodach w Tokio. Marcin Pilipczuk i kapitan drużyny Marek Cygan (obaj studenci czwartego roku Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW) wylądowali wczoraj na Okęciu. W Tokio został jeszcze najmłodszy z trzyosobowej drużyny, 19-letni Filip Wolski, student pierwszego roku tego samego wydziału. Dwaj informatycy byli zmęczeni 17-godzinną podróżą, ale szczęśliwi. Z dumą pokazywali puchar najstarszych i najbardziej prestiżowych akademickich mistrzostw świata w programowaniu zespołowym - ACM ICPC. Pokonali 89 drużyn z całego świata, wyprzedzając studentów uniwersytetu Tsinghua z Chin i rosyjski zespół z Sankt Petersburga. Dopiero czwartą lokatę wywalczyła ekipa słynnej amerykańskiej uczelni MIT z Cambridge. - Wystartowaliśmy w zawodach bez kompleksów. Nie daliśmy się ponieść emocjom. Najbardziej stresujące było to, że czuliśmy odpowiedzialność wobec pokonanych w krajowych eliminacjach drużyn z innych polskich uczelni - mówi Marcin Pilipczuk. Siłę czerpali z przekonania, że polska informatyka stoi na światowym poziomie. - To nie było pierwsze polskie zwycięstwo w tych zawodach. Cztery lata temu też wygrała drużyna z Uniwersytetu Warszawskiego pod wodzą Andrzeja Gąsienicy-Samka. Mamy świetny system olimpiad licealnych, które wyłaniają najzdolniejszych studentów i wspaniałych profesorów, którzy stwarzają nam warunki do rozwoju - tłumaczy Pilipczuk. Jego zespół w listopadzie ub.r. zdobył tytuł mistrza Europy Środkowej w programowaniu zespołowym na zawodach w Budapeszcie. Decydująca rywalizacja odbyła się w ciągu jednego dnia. Wszystkie drużyny zasiadły przed komputerami w wielkiej sali Hilton Tokyo Bay Hotel. Miały pięć godzin na rozwiązanie dziesięciu skomplikowanych zadań. - W cztery godziny rozwiązaliśmy osiem. Jedno było w ogóle nie do wykonania. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni wygranej. Nabraliśmy otuchy, gdy Chińczycy wygadali się, że zrobili siedem - mówi Marcin Pilipczuk. Trofeum to oprócz pucharu 10 tys. dol. oraz zaproszenie na czerwcową galę w San Diego. *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 18.03.07, 15:14 Dzis urodziny obchodzilby: Vespucci [wespụczczi] Amerigo, ur. 18 III 1454, Florencja, zm. 22 II 1512, Sewilla, żeglarz włoski, w służbie hiszpańskiej i portugalskiej; 1499–1502 jako uczestnik wypraw hiszp. i portugalskich dotarł do Gujany, Wenezueli, Haiti, opłynął wschodnie wybrzeże Ameryki Południowej; poznane lądy nazwał Nowym Światem; opisy podróży i mapy zyskały mu wielką popularność; od jego imienia nazwa Ameryka (z inicjatywy M. Waldseemüllera). Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Amerigo Vespucci 18.03.07, 15:21 Wiecej szczegolow za Wikipedia: *** Dzieciństwo i młodość Vespucci urodził się 9 marca 1454 roku we Florencji (Włochy). Od najmłodszych lat marzył o dalekich podróżach. Zanim jednak je rozpoczął, zdobył bardzo dobre wykształcenie. W nauce wspierał go wuj. Amerigo był znakomitym matematykiem. Jego ulubionym zajęciem było kopiowanie map. Po ukończeniu nauki młodzieniec został kupcem. Był agentem domu bankowego sławnego, potężnego florenckiego rodu Medyceuszów. Amerigo w Sewilli W 1492 roku Amerigo opuścił rodzinną Florencję i udał się do Sewilli w Hiszpanii. Wysłał go tam sam Medyceusz, gdyż w Hiszpanii kwitł handel, a to między innymi dzięki dalekomorskim podróżom Hiszpanów i żeglarzy, pracujących dla hiszpańskich władców. Jednym z poważniejszych zadań kupieckich Vespucciego w Sewilli było wyposażenie we wszystko co niezbędne drugiej i trzeciej wyprawy Krzysztofa Kolumba. Brał udział w przygotowaniu drugiej i trzeciej wyprawy Kolumba. Wyprawy Według własnego świadectwa został wybrany przez króla Manuela I miał jakoby w latach 1497-1504 odbyć cztery wyprawy odkrywcze, w co powątpiewają dzisiejsi badacze. Dotarłszy w sierpniu 1499 roku nad jezioro Maracaibo, żeglarze zobaczyli Indian żyjących w palafitos, czyli chatkach zbudowanych na palach wbitych w wodę. Americo Vespucci nazwał to miejsce Małą Wenecją – Venezuelą. Vespucci pracował na usługach Hiszpanów i Portugalczyków. W 1500 przyłączył się do wyprawy Vicenta Pinzona, podczas której odkrył ujście Amazonki i zbadał wybrzeże Brazylii do 6° szerokości geograficznej południowej. Pewne jest że w latach 1499–1500 uczestniczył – jako przyrodnik i kartograf – w hiszpańskiej ekspedycji żeglarzy Alonso de Ojeda i Juana de Cosa. Dopłynęli oni do półwyspu Guajira, znajdującego się w zachodnim krańcu obecnej Wenezueli. W czasie jej trwania już samodzielnie dotarł do Amazonki, zbadał wybrzeże Brazylii, dopłynął do ujścia rzeki Orinoko i zawrócił do Kadyksu. W latach 1501-1502 na okręcie portugalskim opłynął brzegi Brazylii. Od 1503 r. zaczęły się ukazywać drukiem listy Vespucciego wraz z barwnymi opisami poznanych krajów. Tłumaczone na wiele języków, zyskały mu tak dużą popularność, iż powszechnie jego, a nie Kolumba, zaczęto uważać za odkrywce Ameryki , a nowy ląd nazwano od jego imienia. Vespucci pracował też dla króla Portugalii. W latach 1501-1502 pełnił funkcję kosmografa podczas portugalskiej wyprawy do wschodnich wybrzeży Ameryki Południowej, od ujścia Magdaleny do Bahia Blanca. Zbadał znaczną część wschodniego wybrzeża Ameryki Południowej. Opisał odkrycie rzek Rio de Janeiro i Rio de la Plata oraz Patagonii i Georgii Południowej. To właśnie podczas tej podróży Amerigo - w odróżnieniu od Krzysztofa Kolumba, który sądził, że dotarł do Indii - uznał odwiedzone tereny za nieznany wcześniej kontynent. Nikt dokładnie nie wie, ile razy Vespucci przemierzał Atlantyk, nawet jego własne relacje są niejednoznaczne. Relacje z jego wypraw zawarte w listach do przyjaciół różniły się między sobą, a dane co do długości i szerokości geograficznych nie zawsze były zgodne z prawdą. W pierwszą podróż udał się prawdopodobnie w 1497 roku. Vespucci twierdził później, że to właśnie wtedy, rok przed Kolumbem, ujrzał Amerykę Południową. Zmarł 22 lutego 1512 roku w Sewilli (Hiszpania). *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: HNSz: uwaga organizacyjna 18.03.07, 21:15 Nasz watek dobiega konca - mamy do dyspozycji 2500 postow :-((( Poniewaz jutro bede bardzo zajety, wykorzystam dzisiejszy, niedzielny wieczor na pozegnanie Uczestnikow i Czytelnikow tego watku. Zrobie to w nastepnym poscie. Zostanie nam jeszcze kilka postow - prosze je wykorzystac w sposob zgodny z Panstwa "natchnieniem". O. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Podziekowania, i do ponownego spotkania :-))) 18.03.07, 21:28 Moi Drodzy, Watek zbliza sie do konca. Jako jego "gospodarz" dziekuje za wspolna zabawe. Szczegolnie dziekuje nickom: 3bezatu, 6UL DV8, Alicja, boska.rita, eilean_donan, ewa, frred, L-4, obrobka_skrawaniem oraz scyzoryk - choc rowniez inne nicki wniosly do watku cenny wklad. Moze ktos zalozy nowy watek o podobnym charakterze; ja chetnie - od czasu do czasu - cos napisze, choc z powodu bardzo pracochlonnych planow w najblizszej przyszlosci, nie bede dysponowal duza iloscia czasu. Kilka rad dla gospodarza (albo gospodyni) takiego watku oraz jego potencjalnych uczestnikow - w formie cytowanych wczesniej aforyzmow: Nic tak nie odmladza, jak prawdziwie niedorzeczny kawal. Wlasnie najglupsze prawa natury sa najbardziej smakowite. W zyciu chodzi o to, by byc troche niemozliwym. Staraj sie zawsze byc pozytecznym, lecz nigdy - niezastapionym. Czlowiek musi cos traktowac powaznie, jesli chce miec jakas rozrywke w zyciu. *** No to konczymy: Niech sie dzieje wola nieba, z nia sie zawsze zgadzac trzeba. Koniec i bomba, A kto czytal, ten traba! :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 21:35 Począwszy od dynastii Tang, podstawowym tematem chińskiego malarstwa jest pejzaż, znany pod nazwą shanshui (górsko-wodny): www5a.biglobe.ne.jp/~shici/s190shanshui.jpg zhengjian.org/news_images/2003-6-14-shanshui.jpg korkos.club.fr/shanshui-02.jpg www.welcome2cn.com/shopping/big/shanshui.jpg www.chuke.com/works/shanshui/DSC_0210.JPG chinese-painting.net/pic6/100003550c2.jpg chinese-painting.net/pic6/100003550.jpg www.zhaoweiqing.com/image/shanshui2.jpg www.wenhuacn.com/meishu/minghua/02mingqing/wangyuanqi_shanshui14.jpg www.wenhuacn.com/meishu/minghua/02mingqing/wangyuanqi_shanshui15.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:29 obrobka_skrawaniem napisała: > Począwszy od dynastii Tang, podstawowym tematem chińskiego malarstwa jest > pejzaż, znany pod nazwą shanshui (górsko-wodny). ======== Dzieki obrobeczko za piekne obrazy shanshui :-) Trudno wyobrazic sobie piekniejsze zamkniecie tego watku :-))) *** Pejzaż chiński jako samodzielny gatunek malarski zaczął się rozwijać najprawdopodobniej już w czasach dynastii Tang (618 – 907), tym niemniej większą popularność zyskał w okresie Dynastii Song (960 – 1276). Od tamtej pory przez kolejne stulecia stawał się on coraz bardziej reprezentatywnym rodzajem malarstwa chińskiego. Zamiłowanie do tego rodzaju przedstawień wynikało w dużej mierze z filozofii taoistycznej i jej stosunku do natury. Według taoizmu natura jest początkiem i końcem ludzkiego istnienia, w niej także objawia się najwyższa harmonia regulowana działaniem dwóch przeciwstawnych sobie sił: yang i yin. Te dwa pierwiastki stały się również podstawą chińskiego pejzażu malarskiego, będącego przede wszystkim obrazem gór i wód (shan shui hua). Góra w tradycji chińskiej jest uosobieniem spokoju, niezmienności, wieczności, trwania, woda zaś stanowi całkowite jej przeciwieństwo – wyobraża bowiem ruch, zmienność, chwilowość i przemijanie. Nawet wizualnie góra i woda to elementy przeciwstawne, ale i uzupełniające się. Góra, której zbocza pną się wzwyż jest przeciwieństwem spadającego w dół wodospadu – tak samo jak jej pionowe zbocza wobec horyzontalnej linii jeziora. Brak w obrazie jednego z tych dwóch składników czyni malowidło niepełnym, dziwnym i nieczytelnym. Wczesne pejzaże artystów takich jak Fan Guan (aktywny około 1000 r.), Guo Xi ( po 1000 - ok. 1090) i Li Tang (ok. 1070-1150) są bodajże najlepszymi przykładami ilustrującymi hołd składany naturze w czasach Północnej Dynastii Song (960-1127). Ich monumentalne prace do tej pory uchodzą za niedoścignione wzory pejzaży, w których artystom udało się przeniknąć rzeczywistą naturę i za pomocą pędzla i tuszu wyrazić zjednoczenie z nią. cdn *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:31 c.d. *** Pierwszy z całej trójki, Fan Guan, był gorliwym taoistą, niestroniącym jednakże od alkoholu. Sporą część swojego życia spędził w grotach góry Hua (hrabstwo Huayin w prowincji Shaanxi), którą według legendy miał odwiedzić sam Laozi. Przebywając w odosobnieniu, z dala od zgiełku miasta, Fan Guan całkowicie poświęcił się obserwacji natury. Owocem jego badań oraz kontemplacji był obraz pt. "Wędrujący Pośród Gór i Strumieni" – imponujących rozmiarów dzieło (206,3 × 103,3 cm), wykonane na jedwabiu za pomocą tuszu i delikatnych barwników. Trzy czwarte kompozycji zajmuje tu potężna góra porośnięta niskopienną roślinnością. Jedną czwartą – droga pośród pojedynczych skał i rzeka wraz ze spływającymi do niej strumieniami. Obie części, wertykalna i horyzontalna, wyraźnie odcinają się od siebie pustą przestrzenią, tj. parą wodną unoszącą się nad nienamalowaną, a jedynie zasugerowaną wodą. Umiejętność malowania "wody bez wody" była częstym chwytem artystycznym chińskich artystów, chodziło bowiem tylko i wyłącznie o oddanie wrażenia. Nadmiar kresek mógłby doprowadzić do przeładowania kompozycji i zachwiania w niej harmonii. Potęga natury, którą Fan Guan starał się wyrazić w swoim dziele, byłaby jednak mniej czytelna, gdyby nie dwie malutkie postaci wędrujących pasterzy i ich czterech towarzyszy – osiołków. Cała, ledwie dostrzegalna grupka wyłania się na drodze, po prawej stronie kompozycji. Równie słabo widoczne są pawilony mieszkalne umieszczone na jednym z zboczy niewysokiej skały wznoszącej się po prawej stronie obrazu, tuż nad drogą. Domy, ludzie i zwierzęta, mimo ich niewielkich rozmiarów, zostały namalowane z niezwykłą drobiazgowością i precyzją, którą najlepiej śledzić pod lupą. cdn *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:34 c.d. Drugi z wielkich trzech mistrzów, Guo Xi, pochodził z prowincji Henan. Swoją karierę zaczynał od malowania dużych ekranów i ścian cesarskiego pałacu, czym zwrócił uwagę cesarza Shenzonga . Władca zachwycony talentem artysty wkrótce mianował go Nadwornym Malarzem w Akademii Malarstwa Hanlin. Do dziś najbardziej znanym dziełem Guo Xi jest dużych rozmiarów zwój wiszący (158,3 x 108,1 cm) pt. "Wczesna Wiosna". Malowidło zostało stworzone w 1072 roku. Niezwykłość tego obrazu zasadza się na pewnej grze wyobraźni, a co za tym idzie rozmaitych możliwościach oglądania tego, co zostało zawarte w zwoju. Artysta bowiem zastosował tu różne skróty perspektywy, które przy oglądaniu z bliska rozbijają obraz na pojedyncze fragmenty, a przy większym dystansie układają się w jeden niezwykły widok. Dla jednych będzie to osobliwie wykręcona w literę S góra, dla innych całe pasmo nachodzących na siebie skał, osnutych szalem z mgieł. Odmienność skojarzeń rodzi się dzięki temu, że Guo Xi podzielił zwój po przekątnej na dwie części. Dolny prawy narożnik artysta wypełnił wyraźnymi, ostrymi konturami budującymi strukturę skał, wodospadu i pawilonów umieszczonych na wzniesieniu po prawej stronie obrazu. Z kolei lewy górny narożnik zwoju pozostawił częściowo pusty, a częściowo zapełniony mgielnymi góro-chmurami i widmowym wodospadem. Te dwie części to jakby inne światy. Jeden bardziej rzeczywisty (lepiej widzialny), drugi niemal fantastyczny (za zasłoną mgieł). Pierwszy zamieszkały przez człowieka, drugi tajemniczy i odległy. Tym niemniej w obu rodzi się nowe życie. I tu, i tam nadchodzi wiosna rozkuwająca zamarznięte potoki i pokrywająca zielenią skały. Jedynie powykręcane stare cyprysy z rzadkimi igłami przypominają o przemijaniu i nieuchronnym końcu wszystkiego. Istotne, bo symboliczne znaczenie mają również namalowane sylwetki ludzi. Są to wędrowcy przeprawiający się przez most nad przepaścią (trzy figurki po lewej stronie, w jednej czwartej odległości od dołu obrazu) albo rybacy wychodzący na brzeg ze swych małych łódek (postać mężczyzny i kobiety z dwójką dzieci oraz postać mężczyzny, u dołu po lewej i prawej stronie zwoju). Niewielkie rozmiary osób mają przede wszystkim podkreślać potęgę natury, wobec której człowiek jest wielokrotnie bezbronny. cdn *** Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w NiSz - malarstwo chinskie - shanshui 18.03.07, 22:42 c.d. Trzeci z trójki wielkich mistrzów, Li Tang, podobnie jak jego poprzednik Guo Xi był malarzem nadwornym i podobnie jak tamten większość swojego życia związał z Akademią Malarstwa Hanlin, podlegającą cesarzowi Huizongowi. Po upadku Północnej Dynastii Song, artysta przeniósł się wraz całym dworem na południe kraju do nowej stolicy w Hangzhou, gdzie kontynuował tradycje akademickie. Jego potężnych rozmiarów malowidło na jedwabiu pt. "Wiatr w Sosnach Miriadowych Dolin" (188,7 x 139,8 cm) stało się najgłośniejszym dziełem artysty. Główny punkt kompozycji stanowi masywna, kanciasta góra, wyglądem przypominająca cztery postaci w profilu. Po jej obu stronach artysta namalował znacznie węższe skały, wyłaniające się z "chmurnomgielnych" oparów. Na jednym z bladych i cienkich szczytów, tuż po lewej stronie centralnego wzniesienia pojawia się napis: Namalowane Przez Li Tanga z Hoyangu, Wiosną, Roku Jia Zhen (1124). Oprócz wspomnianej góry i towarzyszących jej ostańców obraz szczelnie wypełniają zbocza kolejnych masywów skalnych porośniętych sosnami. Zewsząd spływają wodospady, których wody najprawdopodobniej łączą się w jeden strumień, widoczny po lewej stronie na dole obrazu. W przeciwieństwie do monumentalnych zwojów Fan Guana i Guo Xi, Li Tang "skrócił" dystans dzielący widza od namalowanych na obrazie elementów. Zieleniące się sosny, chropowate skały i spływające strumienie znajdują się jakby w zasięgu ręki oglądającego. Jedynie wiatru nie da się pochwycić, choć jest on wyczuwalny za sprawą schodzących do doliny mgieł lub chmur. Musi to być jednak delikatny zefir, ponieważ konary drzew zdają się być nieporuszone. Konfucjusz (551 – 479 p.n.e.) powiedział kiedyś, że mądry człowiek znajduje przyjemność w wodach, prawy zaś odnajduje ją w górach. Pejzaż chiński, który łączy w sobie "obie przyjemności", jest niejako wyrazem mądrości i prawości malującego go artysty. Jest on również, jak napisał w swym traktacie o malarstwie z 1117 roku Guo Xi, poezją obdarzoną formami. Poezją, która niezmiennie będzie niosła te same treści, choć jej "słowa" za każdym razem będą układać się inaczej. *** Tekst ten pochodzi z czasopisma internetowego "Pinezka; comiesiecznik z domieszka absurdu" :-) Autorka tekstu jest Bogna Łakomska. Caly tekst wraz z reprodukcjami obrazow znajduje sie na stronie: www.pinezka.pl/content/view/2345/219/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewa Re: Humor w NiSz - koniec swiata IP: *.dsl.club-internet.fr 18.03.07, 22:53 imagineressources.linternaute.com/document/image/540/nuageux-ciel-mer-port-finistere-701684.jpg Odpowiedz Link Zgłoś