Humor w Nauce i Sztuce

    • Gość: Onufry Re: Sposob na recenzje, ktore nas nie chwala :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 16:54
      Max Reger (1873-1916) to niemiecki kompozytor, w dorobku którego czołową pozycję
      zajmują dzieła organowe, a także kameralne i symfoniczne.

      ***

      Po koncercie, na którym wykonywane były dzieła Maxa Regera, w prasie ukazała się
      ostra krytyka jednego z recenzentów. "Szanowny panie - pisze doń Reger
      następnego dnia - siedzę w najbardziej ustronnym zakątku mego domu i mam pańską
      krytykę przed sobą. Za chwilę będę ją miał za sobą."
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 18:09
      Jaki baron "strasznie zaszalal" w dziewietnastowiecznym Paryzu,
      ustalajac ksztalt urbanistyczny tego miasta?
      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.d4.club-internet.fr 17.10.06, 19:08
        G.E.Haussmann
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 20:27
          Gość portalu: ewa napisał(a):

          > G.E.Haussmann

          ================
          Tak brawo!!!

          Baron Georges Eugène Haussmann (urodzony 27 marca 1809 - zmarł 11 stycznia 1891)
          - urbanista francuski.

          Napoleon III Bonaparte chciał przekształcić Paryż, mający jeszcze plan
          urbanistyczny typowy dla miast średniowiecznych, w nowoczesną metropolię. Nie
          obyło się to bez znacznego uszczerbku dla średniowiecznych i nowszych zabytków,
          ponieważ dokonano, jak się ocenia, zmian w ok. 60% paryskich budynków. Baron
          Haussmann jako prefekt departamentu Sekwany (1853-1870) podjął się tego zadania.
          W latach 1852-1856, przy nakładzie olbrzymich środków finansowych, wyburzył i
          przebudował w Paryżu kilka dzielnic, realizując szerokie aleje, parki (Lasek
          Buloński), place gwiaździste (Place de l'Etoile) oraz dwa szeregi biegnących
          okrężnie bulwarów. Miasto wzbogaciło się wtedy o ponad 95 km nowych ulic,
          tysiące nowych budowli, gmach wielkiej opery, fortyfikacje.

          Poszczególne rozwiązania architektoniczne wprowadzone przez barona Haussmanna
          były przede wszystkim odzwierciedleniem jego koncepcji, między innymi oparcia
          układów ulic na liniach prostych, lecz również zadań utylitarnych lub
          militarnych. Mając w pamięci rozruchy powstańcze z lat 1830 i 1843 chciano też
          ułatwić przeprowadzanie operacji wojskowego ich tłumienia.

          W roku 1857 Haussmann został senatorem, a w roku 1867 członkiem francuskiej
          Akademii Sztuk Pięknych. Został udekorowany wielkim krzyżem Legii Honorowej w
          roku 1862.
          W późniejszym wielku zajął się pisaniem wspomnień - Mémoires (3 tomy, wydane
          1890-1893).

          Umarł w Paryżu i jest pochowany na cmentarzu Pere Lachaise. Jego imię uczczono
          nazywając jedną z ulic Boulevard Haussmann.

          ==================

          To czego dokonal wzbudzalo kontrowersje i za jego zycia (wielu nazywalo
          okres Haussmanna w architekturze paryskiej "budownictwem policyjnym")
          i pozniej. Znane jest powiedzenie Le Corbusiera: "Paryz to monstrum!"
          (Corbusier uwazal kamienice secesyjne z podworkami za cos obrzydliwego -
          z takich kamienic sklada sie glownie Paryz Haussmanna). Ale bylo wielu
          takich jak nasz rodak pianista Artur Rubinstein, ktory zobaczywszy
          Paryz z jego szerokimi arteriami, zakochal sie w tym miescie i zapragnal
          w nim zamieszkac :-)))

          (Onufry - mimo ze fan Le Corbusiera - podziela opinie Rubinsteina).


    • Gość: Onufry Re: Dziekujemy Gazeto-Matko :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 19:12
      Na stronie glownej elektronicznej Gazety pojawil sie odnosnil "Nauka" !!!

      Dziekujemy Gazeto za ta inwestycje !!!

      Taka inwestycja to "brak inwestycji w ignorancje" :-)))


      Pozdrawiamy,

      Watek "Humor w Nauce i Sztuce" GW
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: pijmy czerwone wino! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 20:36
      Cytujemy za Gazeta-Matka:

      Czerwone wino jest dobre na mózg!
      (a zatem takze pomaga pisac w tym watku :-)))

      Chcesz zrobić coś dobrego dla swojego mózgu - jedz mniej cholesterolu i pij
      kieliszek czerwonego wina dziennie. Takie wnioski (szczególnie ten drugi brzmi
      atrakcyjnie) wynikają z najnowszych badań przedstawionych podczas dorocznego
      zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Neurobiologicznego w Atlancie. Okazuje się
      więc, że to, co dobre dla serca, równie dobre jest dla mózgu.
      ***

      Czyz zycie nie jest piekne ?


      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: pijmy czerwone wino! 17.10.06, 22:10
        Dodam jeszcze anegdotki związane z winem:

        Pisarz Gottfried Keller pił o wiele za dużo wina, niż na to pozwalał stan jego
        zdrowia. Lekarz zwrócił mu taktownie uwagę, żeby zmniejszył ilość spożywanych
        płynów. Keller zasępił się na chwilę, po czym powiedział z uśmiechem:
        - Oczywiście, panie doktorze, od dzisiaj nie będę jadł zupy.

        ***

        Zapytano raz Stanisława Lentza, z czego prędzej by zrezygnował: z kobiet, czy z
        wina. Artysta odpowiedział: - To zależałoby od rocznika wina. I rocznika kobiet.

        :-))

    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 21:40
      Z jakim polskim miastem zwiazani byli/sa nastepujacy ludzie nauki i sztuki:

      * Kazimierz Ajdukiewicz, filozof, matematyk
      * Filip Bajon, reżyser filmowy
      * Stanisław Barańczak, poeta
      * Krystyna Feldman, aktorka
      * Erich Hecke, wielki matematyk niemiecki
      * Kazimiera Iłłakowiczówna
      * Krzysztof Komeda, kompozytor
      * Gerard Labuda, historyk
      * Max von Laue, wybitny fizyk niemiecki, laureat Nagrody Nobla
      * Jan Baptysta di Quadro, architekt
      * Marian Rejewski, matematyk, kryptolog
      * Jerzy Waldorff, pisarz i publicysta
      * Henryk Zygalski, matematyk, kryptolog

      :-)))
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 17.10.06, 21:50
        Z Poznaniem :-)))
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Poznan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 22:01
          3bezatu napisała:

          > Z Poznaniem :-)))

          ==========
          No, prosze rodowita poznanianka (tak sie sama okreslila w pewnym poscie)
          wie o swoim miescie wiecej niz to, ze tam sa Miedzynarodowe Targi Poznanskie
          :-)))

          Tych slawnych osob zwiazanych z Poznaniem, jest naturalnie wiecej. Nie
          wpisalem ich zeby zagadka nie byla zbyt latwa (gdyby na liscie pojawil sie
          np. Stefan Stuligrosz, to zagadka bylaby trywialna :-)))

          Nie-poznaniakow zapraszam na strone:

          pl.wikipedia.org/wiki/Pozna%C5%84


          I niech nikt nie wazy sie opowiadac dowcipow w stylu:

          "- Jak powstal drut?
          - Ano dwoch Poznaniakow poklocilo sie o zlotowke!"


          :-)))))))))))))


    • Gość: Onufry Re: Pozdrawiamy Pania Prof. Magdalene Fikus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 22:15
      To post 200. w naszym watku. Pozdrawiamy w nim Pania Profesor Magdalene Fikus
      i dziekujemy za jej wklad w propagowanie Nauki (przez duze "N"); w szczegolnosci
      za ogromny wysilek w organizowaniu corocznych Festiwali Nauki.

      Watek FH GW "Humor w Nauce i Sztuce" :-)))))
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: jakosc, jakosc,.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.06, 22:47
      No to 200 postow za nami i watek nie umarl. Ale dbajmy o jakosc - bo jak nie,
      to moze nas spotkac cos takiego ;-))) :

      ***

      Pewnego razu Cyprian Kamil Norwid przeglądał gazety, a obecny przy tym
      przyjaciel zapytał:
      - Jest coś nowego?
      - Owszem.
      - Co?
      - Data.

      ***
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce :-))) 18.10.06, 09:23
      Kornel Makuszyński (ur. 8 stycznia 1884 w Stryju, zmarł 31 lipca 1953 w
      Zakopanem) - polski prozaik, poeta, felietonista, krytyk teatralny i
      publicysta. Członek Polskiej Akademii Literatury.

      ***

      Kornel Makuszyński był zapalonym brydżystą. Gdy go kiedyś zapytano, czy gra na
      fortepianie, stwierdził: „Bardzo rzadko, bo nie lubię, gdy mi się karty
      ślizgają…”.

      ***

      Powiedział też: „Stracony jest każdy dzień bez uśmiechu.”
      Zatem uśmiechnijmy się dziś już od rana :-)))
      • Gość: Onufry Re: Maksymy K. Makuszynskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 10:30
        * Książka - to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia
        światłem, a puste serca wzruszeniem.

        * Jeśli w odpowiedzi na twoje pytanie kobieta odpowiada - nie wierz jej,
        jeśli jednak milczy - nie wierz jej tym bardziej.

        * Nie byłoby radości bez smutku.

        * ... choć w Polsce wszystko jest źle zbudowane, lecz Polki są zbudowane
        wybornie.


        :-)))
        • 3bezatu Re: K. Makuszynski 18.10.06, 11:30
          Oto co pisze w powieści dla młodzieży zatytułowanej "Bezgrzeszne lata":

          " W gimnazjum nauczał miłości Boga srogi ksiądz, który w imieniu wszystkich
          potęg niebieskich walił w kark twarde głowy, co było przyjmowane z pokorą wobec
          nieba. Jednego dnia jednak, kiedy po pogodnej nocy lód na stawku był jak szkło
          i kiedy dusze rżały z radości, wspomniawszy łyżwy, srogi ksiądz pod karą
          piętnastu milionów lat piekła zakazał chodzić na ślizgawkę.
          Ha! To było straszne...
          Szukaliśmy w szkolnym katechizmie o tym wzmianki, czy Mojżesz przypadkiem nie
          zakazał swoim Żydkom ślizgawki. Nigdzie ani śladu, ani słowa o tym. Więc się
          nam stała niesprawiedliwość. Dusza moja, która miała wtedy jeszcze włosy na
          młodym, zapalczywym łbie, zapłonęła jak zapałka. Uśmiechnąłem się jak
          szatan...Nie będzie ślizgawki ?Dobrze !-ale będzie wiersz !Nie ! Nie wiersz,
          lecz satyra, taka, jakiej jeszcze świat ani miasto 5... nie widziały; satyra
          krwawa jak trzydziestoletnia wojna, jak rzeźnia miejska, satyra pełna żółci,
          octu, jadu, trucizny i klątwy.
          Oblizałem pióro, umaczałem je w kałamarzu, a ponieważ nadziała się na nie
          mucha, samobójczyni, otarłem je o włosy i jak szpon wparłem je w kajet.
          Jęknęła sroga dusza srogiego księdza. Ja nic. Na twarzy śmiertelny spokój,
          śmierć i marmur, w sercu burza, w ustach język, wywalony na zewnątrz, gdyż to
          pomaga bardzo w tym wieku przy pisaniu.
          Powstała w ten sposób jedna z najbardziej gorzkich satyr tego wieku. Ksiądz
          został sponiewierany.
          Rymy były takie:

          Na próżno jędza
          w ubraniu księdza
          z lodu nas spędza !
          W pierwszej b klasie
          w zimowym czasie
          nikt mu nie da się!!!"

          Za tę słynną satyrę na księdza wyrzucono go z gimnazjum w Stryju.
          :-))
          • Gość: Onufry Re: K. Makuszynski ... prorokiem !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 12:23
            Cytuje z bobkiem:


            Z ostatniej chwili... Makuszyński prorokiem!

            Najnowsze badania nad historią polskiej literatury dowiodły jednoznacznie i bez
            najmniejszej wątpliwości, że w poczet wielkich przepowiadaczy przyszłości
            powinien być zaliczony również Kornel Makuszyński. Jak wynika z przeanalizowania
            dostępnych dokumentów, felieton "Niewidzialne panny", w którym znalazły się
            kluczowe sformułowania:

            Dzisiaj automatyczny telefon wygnał na bruk panny pracowite, jutro telefon bez
            drutu zgruchoce automat telefoniczny, a potem Lucyfer wymyśli taką maszynę,
            którą będziemy nosili w kieszonce kamizelki; kupiec z Gęsiej naciśnie ją, a
            kupiec z ulicy Piotrkowskiej w Łodzi odpowie:
            — Nu? co jest?

            napisany został przed 1939 rokiem, podczas gdy pierwsze próby z telefonami
            komórkowymi, zwanymi wówczas "radiofonami" zostały przeprowadzone dopiero w 1940
            roku w Szwecji. Używała ich sztokholmska policja, jednak eksperyment został
            zarzucony i dopiero w latach 50 w USA, w labolatoriach Bella kontynuowano pracę
            nad koncepcją "cellular phone".

            Pół żartem, pół serio: jednak musi być w tym ziarenko prawdy, kiedy mówi się, że
            pisarz, poeta, w chwili natchnienia potrafi swym szóstym zmysłem przewidzieć
            rzeczy i wydarzenia przyszłe.


            czwartek, 24 sierpnia 2006, bobek_01
            • Gość: Onufry Re: K. Makuszynski ... prorokiem !!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 12:36
              W poprzednim poscie mialo byc: "Cytuje za bobkiem:"

              ====================

              Wracajac do postu 3bezatu z wierszykiem:

              "Na próżno jędza
              w ubraniu księdza
              z lodu nas spędza !
              W pierwszej b klasie
              w zimowym czasie
              nikt mu nie da się!!!"

              Za tę słynną satyrę na księdza wyrzucono Makuszynskiego z gimnazjum w Stryju."

              Czy nie odnosicie Panstwo wrazenia, ze ten wierszyk ma "cos wspolnego"
              z coraz bardziej otaczajaca nas rzeczywistoscia? (Ze uzyje sformuowania
              niezapomnianego aktora: Pana Kazimierza Rudzkiego).

              Jako gospodarz tego watku, musze zachowac umiar w slowach - w przeciwnym
              razie pozwolilbym sobie na "rozwiniecie tego tematu" ;-)))
            • Gość: L-4 Re: K. Makuszynski ... prorokiem !!! IP: *.chello.pl 18.10.06, 12:44
              Pewnego dnia Kornel Makuszyński i jego przyjaciel udali się po sprawunki.
              Między innymi zaszli do sklepu rybnego. Czekając na załatwienie, Makuszyński
              spojrzał na stojącą obok kontuaru skrzynkę, w której leżały różnej wielkości
              flądry i- wskazując na najmniejszą z nich- rzekł z westchnieniem:
              - Popatrz, jasiu, popatrz- taka mała, a już flądra...
              • 3bezatu Re: K. Makuszynski 18.10.06, 15:15
                O Kornelu Makuszyńskim zachowały się liczne anegdoty, bo był postacią barwną i
                pełną werwy. Kochał życie, dobre jedzenie, trunki i grę w brydża. Równocześnie
                w sercach wielu ludzi pozostała jego dobroć.


                Na temat powstania „Przygód Koziołka Matołka” zachowała się zabawna anegdota.
                Otóż przed wojną w jednej z krakowskich kawiarni siedział smutny, ubogo ubrany
                mężczyzna, a obok prowadziła ożywioną rozmowę grupa literatów, wśród nich
                Kornel Makuszyński. Zapytano mężczyznę, skąd pochodzi. Odpowiedział, że z
                Pacanowa.
                Literaci postanowili, że trzeba jakoś pomóc miejscowości Pacanów.
                - To ja coś napiszę - zaofiarował się Makuszyński.
                - A ja namaluję – dorzucił Marian Walentynowicz, znany rysownik i architekt.
                Pierwsze dwie księgi „Przygód Koziołka Matołka” ukazały się w 1933 roku w
                oficynie wydawniczej Gebethner i Wolff.


                • eilean_donan Re: K. Makuszynski 18.10.06, 16:46
                  Jako wybijający się pisarz Kornel Makuszyński został zaproszony na bal związany
                  z jakąś filantropią pod wezwaniem Matki Boskiej.
                  Biskup Teodorowicz witając gości, zagaił do Makuszyńskiego:
                  - Miło mi widzieć pana, spodziewamy się , że pan coś ładnego napisze na czesć
                  Marii Panny.
                  -Eee, proszę ekscelencji, nie zwykłem dorabiać się na kobietach – odpalił
                  Makuszyński.
                  • eilean_donan Re: Humor w nauce i sztuce 18.10.06, 17:00
                    Czasem, tak jak zdarzyło się to Makuszyńskiemu, człowiek nabiera językowego
                    rozpędu, co przypomina mi z kolei taką historię:
                    Miriam Przesmycki, minister kultury i sztuki w latach dwudziestych XXw
                    otwierając wydział sztuki na Uniwersytecie Wileńskim powiedział:
                    „...Wilno to miasto miłości. Tu za czasów pogańskich czczono boginię miłości,
                    tu grzeszna miłość połączyła Zygmunta Augusta i Barbarę Radziwiłłównę, tu, w
                    swej młodości Adam Mickiewicz, błądząc po zaułkach, przeżywał miłosną gorycz
                    niespełnienia, tu cały lud miłuje tę Matkę Ostrobramską…
                    Biskupi obecni na uroczystości zerwali się z miejsc…
    • Gość: Teano a propos Archimedesa IP: *.adsl.inetia.pl 18.10.06, 10:48
      To miała byc korona dla Zeusa, a konkretnie dla jego posągu. Więc sprawa była
      poważna, bo gdyby dali Zeusowi sfałszowaną koronę to nie wiadomo czy by się nie
      rozgniewał. Nieuczciwy złotnik nazywał się Nikander a zdradził go niewolnik
      lękając się gniewu Zeusa.
      Podobno...
      A jak było naprawdę? Któż to może wiedzieć?
      Fakt, że Archimedes biegł nagi (nie _biegał_ po ulicahc Syrakuz tylko wyskoczył
      z wanny i popędził prosto do pałacu króla a swego przyjaciela by powiedzieć o
      odkryciu i wypróbowac wynalazek.) nie budziło sensacji, bo w Grecji np
      olimpijczycy walczyli nago.
      Była to sensacja tej miary, co dzisiaj widok siwego starca biegnącego przez
      miasto w kąpielówkach. Nawet nie w stroju sporotowym, bo dziś widok staruszkow
      uprawaijących jogging tez nie jest sensacją. Więc powiedzmy facet w bieliźnie
      albo w szlafroku, biegnący przez osiedle - ten typ sensacji.
      • Gość: Teano wkleiło mi się za nisko - a to był komentarz do.. IP: *.adsl.inetia.pl 18.10.06, 10:50
        ...pierwszego postu Onufrego o Archimedesie
    • Gość: Alicja Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 14:06
      Dzien dobry,

      Znalazlam dzis takie dwie podobne anekdotki o muzykach:


      Kiedyś pewien młody kompozytor zagrał Straussowi swoją nową balladę.
      - Wspaniała rzecz! - powiedział Strauss. - Tylko w niektórych miejscach
      bardzo przypomina Mozarta.
      - To nic nie szkodzi! - dumnie odpowiedział autor. - Mozarta zawsze chętnie
      słuchają...



      Gdy słynnemu twórcy operetek Franciszkowi Suppé dyrygent zwrócił uwagę,
      że motyw jego nowego utworu można zleźć już u Beethovena, kompozytor odrzekł:
      - No to co z tego? Czy Beethoven nie jest dla pana dostatecznie dobry?


      Pozdrawiam Wszystkich

      Alicja
      • Gość: Alicja Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 14:10
        Ojejku musze poprawic literowke: znaleźć zamiast zleźć
        • Gość: norka Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.06, 15:22
          ładne to to
          www.quelle.pl/pl/extern/index.html?
          EMBPERL_UID=:db898a4e68b9fdb38ee13d0dc3bae457&fsreloaded=1&
    • Gość: Onufry Re: Polskie logo na 50-lecie UE !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 16:40
      Szymon Skrzypczak z poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych pokonał 1,7 tys.
      konkurentów. Jego rysunek - wybrany przez europejskie jury - stanie się
      oficjalnym symbolem 50. rocznicy podpisania Traktatu Rzymskiego, na podstawie
      którego powstała EWG, poprzedniczka UE. Czytajcie i patrzcie:


      www.gazetawyborcza.pl/1,75477,3689701.html

      Wyróżnienie Polakowi wręczyła unijna komisarz ds. komunikacji Margot Wallstrom.
      - Zwycięskie logo przedstawia różnorodność i wigor Europy, ale także podkreśla
      upragnioną jedność i solidarność naszego kontynentu - powiedziała w trakcie
      ceremonii.

      ***

      Niewatpliwie tworca tego logo pamietal o maksymie Mies van der Rohe:
      "Mniej znaczy wiecej." ;-)))

      Madre i piekne logo stworzone przez mlodego Europejczyka z najbardziej
      europejskiego z polskich miast - Poznania :-))))))
      • Gość: krakowianka Re: Polskie logo na 50-lecie UE !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 21:05
        > z najbardziej
        > europejskiego z polskich miast - Poznania :-))))))

        Panie Onufry, za duzo sobie pan pozwalasz. A Krakow !!!???
        • Gość: Onufry Re: Polskie logo na 50-lecie UE !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 21:39
          Gość portalu: krakowianka napisał(a):

          > > z najbardziej
          > > europejskiego z polskich miast - Poznania :-))))))
          >
          > Panie Onufry, za duzo sobie pan pozwalasz. A Krakow !!!???

          ============================

          Prosze Szanownej Pani,

          Poznan jest najbardziej europejskim z polskich miast, natomiast Krakow
          jest najbardziej swiatowym z polskich miast :-)))
    • Gość: Onufry Re: Staczac sie trzeba powoli !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 17:30
      Drodzy watkowicze,

      Jak zapewnie zauwazyliscie, Gazetka-Matka nas na poczatku bardzo rozpieszczala.
      "Bylismy" prawie 2 dni na pierwszej stronie elektonicznego wydania GW.
      Potem umieszczono nasz odnosnik na ogolnej stronie Forum gazety.pl.
      Nastepnie zostalismy przesunieci do rubruki "ciekawe" na tejze stronie.
      Tam, zgodnie z prawem grawitacji Newtona, spadamy w dol. Oto sytuacja z
      ostatniej chwili:

      Ciekawe:
      • Fanki piłki nożnej - ile nas jest?
      • HDMI - niezbędne w telewizorze?
      • Rymowane połączenia
      • Mieszkanie przy cmentarzu
      • Pies i gastronomia
      • Malutki, leciutki laptopik
      • Humor w nauce i sztuce

      Krotko mowiac: dogorywamy ;-)))

      Ale nie zalamujmy sie! My pracujemy dla Prawdy! My nie patrzymy na
      zaszczyty!

      I pamietajmy czego nas nauczyl wielki poeta Jonasz Kofta:

      ***

      Staczać się trzeba powoli
      Kofta Jonasz


      Kiedy codzienność zmęczy ci oczy
      A skrzydeł nie masz, by odfrunąć
      Narasta w tobie chęć, by się stoczyć
      Wypoczynkowo obsunąć

      Nie ma powodu się niepokoić
      Gdy sens tej zasady uchwycicie
      Staczać się trzeba powoli
      Żeby starczyło na całe życie

      Być wzorem dla samego siebie
      Modelem opiewanym w pieśniach
      Bardzo chwalebne, ale sam nie wiesz
      Kiedy sam siebie zaczniesz przedrzeźniać

      Życie to nie jest jeszcze życiorys
      Życie powstaje w brudnopisie
      Tylko staczać się trzeba powoli
      Żeby starczyło na całe życie

      Kiedy już wlazłeś pod górę
      Nerwy ci drgają napiętą struną
      Czas spuścić z tonu, trochę się stoczyć
      Wypoczynkowo obsunąć

      Pora balladkę w morał ustroić
      Więc - chociaż bywa rozmaicie
      Staczać się trzeba powoli
      Żeby starczyło na całe życie

      ***

      Jonaszu - dzieki Ci za to wsparcie duchowe ! - gdy nasz watek spadnie
      z rubryki "ciekawe" na forum naszej Gazety-Matki, sprobujemy staczac
      sie powoli aby ... starczylo na cale zycie ;-)))
      • Gość: ewa Re:Humor w Nauce i SZtuce: zagadka IP: *.d4.club-internet.fr 18.10.06, 18:46
        Ktory z wielkich malarzy, wg. anegdoty, mial umrzec w ramionach krola?
        300 lat pozniej scena ta zostala namalowana przez innego wielkiego malarza. Jak
        on sie nazywal?
        • eilean_donan Re: odpowiedz połowiczna 18.10.06, 19:01
          W ramionach króla Francji Franciszka zmarł Leonardo da Vinci.
          Ale kto namalował obraz, niestety nie wiem...
          • Gość: ewa Re: odpowiedz połowiczna IP: *.d4.club-internet.fr 18.10.06, 19:17
            Brawo, odpowiedz prawidlowa;
            odnosnie drugiej czesci zagadki podpowiem, ze znany jest piekny akt kobiecy
            tego malarza, zawierajacy powazne bledy perspektywy
            • Gość: ewa Re: Kto to napisal? IP: *.d4.club-internet.fr 18.10.06, 19:36
              Galileusz, wchodząc na wieżę
              chodnikiem z linoleum,
              rzekł: - Jajka? Tylko świeże
              i w domu, nie w muzeum.
              • 3bezatu Re: Kto to napisal? 18.10.06, 19:42
                Konstanty Ildefons Gałczyński
              • eilean_donan Re: Kto to napisal? 18.10.06, 19:43
                Gałczyński?
                Ale, ale, Ewo daj jeszcze jakąś wskazówkę o tym malarzu, który namalował śmierć
                Leonarda :)
                • Gość: ewa Re: Kto to napisal? IP: *.d4.club-internet.fr 18.10.06, 19:50
                  TAK, Galczynski
                  Malarz ten namalowal laznie.....
                  • eilean_donan Re: Kto to napisal? 18.10.06, 19:53
                    No, nie wiem czy dobrze napiszę nazwisko,ale widziałam tylko jeden obraz w
                    jakimś albumie - Cezar Mousini, być może?
                    • Gość: Onufry Re: Kto to napisal? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 22:11
                      Mysle za nasza arcymadra e_d ma racje. Ponizszy tekst (z obrazkami)
                      zdaje sie wskazywac ze malarzem tym byl Cesare Mussini:


                      www.kausal.com/leonardo/death.html

                      To e_d a nie mi naleza sie brawa :-)))
                      • Gość: ewa; Re: Kto to napisal? IP: *.d4.club-internet.fr 18.10.06, 23:04
                        W moim pytaniu chodzilo o J.Ingres, ale brawo dla e_d!
    • Gość: Alicja Re: Humor w Nauce i Sztuce: Muzyka jest git! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 20:15
      Dobry Wieczor,

      Przekazuje Panstwu kolejna rewelacje "Wiedzy i Zycia", teraz o dobrodziejstwie
      muzyki:


      Muzyka na serce

      Muzyka nie tylko łagodzi obyczaje (zresztą nie każda). Jak wskazują badania
      Luciana Bernardiego z uniwersytetu w Pawii, może też zapobiegać zawałom serca i
      wylewom krwi do mózgu. Szybsza przyspiesza oddech i krążenie krwi, wolniejsze i
      bardziej medytacyjne rytmy (w szczególności muzyka hinduska) spowalnia puls.

      Diskopolo nie badano.


      Serdecznie pozdrawiam,
      Alicja
      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Muzyka jest git! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 21:10
        Alicjo, trafila Pani w dziesiatke. Czlowiek nie stworzyl rzeczy wspanialszej
        niz piekna muzyka!

        Ciekawostka:
        Filip Melanchton slawiac geniusz znanego nam co nieco Durera pisal "Melancholia
        Dureri generosissima" (najszlachetniejsza melancholia Durera) wyrazajac w tym
        panujacy w renesansie arystotelesowski sad o geniuszu melancholikow. Z
        autobiografii Durera wiadomo, ze cierpial on na stany tworczej depresji, a jaka
        wage przykladal on do tego zjawiska, swiadczy, iz w swoim podreczniku malarstwa
        zaleca, by nie dopuscic do tej choroby u ucznia malarskiego, a w razie
        pojawienia leczyc ja ... muzyka!

        Rzuca to takze nieco inne swiatlo na grafike "Melancholia" Durera, o ktorej
        byla mowa poprzednio.

        ;-)

        (patrz J. Bialostocki "Piec wiekow mysli o sztuce" PWN Warszawa 1959
        - moze znajdziecie ja jeszcze w jakims antykwariacie)
    • Gość: Onufry Re: Ach muzyka, muzyka ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 21:52
      Pierwsze koncerty Haendla w Londynie nie cieszyły się powodzeniem, co bardzo
      niepokoiło przyjaciół kompozytora. Haendel ich uspokajał:
      - Nie martwcie się! W pustej sali muzyka brzmi lepiej.

      ***

      Klara Schumann, żona kompozytora Roberta Schumanna, dawała kiedyś na dworze
      wiedeńskim koncert fortepianowy, na którym grała utwory swojego męża. Po
      koncercie przedstawiono ją monarsze, który zamienił z nią kilka zdań. Na
      zakończenie rozmowy monarcha przez grzeczność zwrócił się też do jej męża:
      - A pan? Czy pan również jest muzykalny, panie Schumann?

      ***

      Louis Armstrong został kiedyś zaproszony do Bernarda Showa. Kiedy gość
      przyszedł, gospodarz powiedział:
      - Proszę o wybaczenie, ale nie mogę pana przyjąć, bo mam straszną migrenę.
      - To może coś panu zagram? - zaproponował Armstrong.
      - Bardzo dziękuję, ale wolę już swoją migrenę.

      ;-)))
      • 3bezatu Re: Ach muzyka, muzyka ... 18.10.06, 22:08
        Po premierze opery Carmen francuskiego kompozytora Jerzego Bizeta (1838-1875)
        jeden z krytyków napisał:
        "W tej operze nie było nic hiszpańskiego. Jedynie sceny w szatni przypominały
        walki byków".

        • Gość: Alicja Re: Ach muzyka, muzyka ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 22:21
          Sluchajcie Panstwo,znalazlam wyborne dowcipy o altowkach:


          - Jaka jest różnica między pierwszym a drugim pulpitem altówek?
          - Pół tonu.
          - A jaka jest różnica między pierwszym a ostatnim pulpitem altówek?
          - Pół tonu i pół taktu.

          - Jaka jest różnica między altowiolistą a papierem toaletowym?
          - Papier toaletowy się rozwija.


          - Dlaczego blondynki nie są altowiolistkami?
          - Bo co za dużo to niezdrowo.


          - Dlaczego altowiolista jest złym kochankiem?
          - Bo zna tylko jedną pozycje.


          Jak zabezpieczyć skrzypce przed kradzieżą?
          - Schować je do futerału po altówce.

          Jaka jest różnica między skrzypcami i altówką?
          - Altówka pali się dłużej.
          - W altówce mieści się więcej piwa.
          - Skrzypce można nastroić.


          Jaka jest różnica pomiędzy altówką a cebulą?
          - Nikt nie płacze kiedy kroi altówkę.


          Jaka jest różnica pomiędzy martwym skunksem i roztrzaskaną altówką na autostradzie?
          - Przed skunksem widać ślady hamowania.

          Grupa terrorystów porwała autokar pełen altowiolistów. Gdy przekazywali policji
          listę swoich żądań zastrzegli, iż w przypadku zignorowania ich instrukcji co
          godzinę będą... wypuszczali jednego altowiolistę na wolność.


          Fajne, co nie ?

          Pozdrawiam,
          Alicja
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 22:55
      Jak sie nazywal muzyk, ktory dokonal niezwyklego dziela: gitare - instrument
      muzyki ludowej, wprowadzil do sal koncertowych calego swiata?

      ;-)))
      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.d4.club-internet.fr 18.10.06, 23:26
        Mysle az o trzech sprawcach tego zjawiska; Boccherini, Giuliani i Schubert
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.06, 23:31
          Nie ;-)))
          • Gość: Onufry Re: Wskaaaaazowkaaaaaaaaaa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 00:00
            X (ur. 21 stycznia 1893, zm. 3 czerwca 1987)
            - hiszpański gitarzysta, wirtuoz i popularyzator gitary klasycznej.

            Z gitarą zetknął się po raz pierwszy w wieku czterech lat, dzięki inspiracji
            swojego wuja. Jego największą zasługą była zmiana postrzegania gitary -
            dzięki jego znakomitej technice i licznym koncertom przestała ona być
            postrzegana jako instrument ludowy i uzyskała akceptację profesjonalnych
            muzyków jako instrument do wykonywania utworów muzyki klasycznej.

            Dzięki doświadczeniom zdobytym podczas swoich koncertów, rozwinął on
            (we współpracy z lutnikiem Hermannem Hauserem seniorem) projekt gitary
            koncertowej. Nowa gitara wykonana była z lepszego drewna, posiadała lepsze
            właściwości akustyczne i nylonowe struny, co przełożyło się na
            donośniejsze brzmienie podczas koncertów. Projekt X przetrwał
            do dziś jako kanon gitary klasycznej.

            W uznaniu dla jego zasług krzewienia kultury hiszpańskiej, X
            w roku 1981 został wyniesiony do godności szlacheckiej.
            Zmarł na atak serca w wieku 94 lat.

            ***

            X (1893-1987) is considered to be the father of the modern
            classical gutiar movement by most modern scholars. Many feel, that without
            his efforts, the classical guitar would still be considered a lowly bar
            instrument, played only by peasants.

            X's quest to elevate the guitar to a prominant position in the music
            world, began at the early age of four. His uncle used to sing songs to him
            and pretend to strum an imaginary guitar in his lap. Luckily for us,
            there was a luthier nearby and X took an instant liking to the guitar.
            Although discouraged by his family (according to them he should play a
            "real" instrument), he continued to pursure his studies of the guitar.
            He set a goal for the guitar and himself early in life. It was, to bring
            Guitar studies to every university in the world, have the guitar played
            throughout the world, on every major stage, just as the piano and violin
            were, and lastly, to pass on his love of the guitar to generations to follow.
            He considerd himself to be the messenger that would complete this impossible
            quest. He succeeded in all respects.

            In 1928 X made his American debut in New York City. Before long,
            composers like Heitor Villa-Lobos even began to compose original pieces
            specifically for the guitar. X himself began transposing the classical
            canon for the guitar as well, most notably his notoriously difficult
            translation of Bach's Chaconne, as well as many transcriptions of lute
            and harpsichord music. In addition to recording and performing, X
            spent the remainder of his life and career successfully influencing
            the authorities at conservatories, academies, and universities to include
            the guitar in their instruction programs with the same emphasis given
            the violin, cello and piano; his early struggles were recounted in his
            1983 memoir X : An Autobiography of the Years 1893-1920.
            He died in 1987.
            • Gość: Artur Re: Wskaaaaazowkaaaaaaaaaa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 00:27
              Sie ma!

              Mialo sie troche do czynienia z gitarami!
              Byla eletryczna, basowa, nie klasyczna he he he
              Ale przy okazji poczytal ja sobie o gitarach ;)

              Byl tylko jeden taki facet, co tu pasuje:

              Andres Segovia


              Pozdrowka
              Artur;))))))
              • Gość: Onufry Re: Wielki Andres Segovia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 00:48
                Gość portalu: Artur napisał(a):

                > Byl tylko jeden taki facet, co tu pasuje:
                >
                > Andres Segovia

                ==========================

                Tak, brawo!!!

                Andres Segovia to wielki muzyk i czlowiek godzien najwyzszego szacunku.
                Swe zycie poswiecil gitarze. Napisze o nim wiecej za dnia.
                Dzis na dobranoc tylko taka ciekawostka. Z gitary wydobywal charakterystyczne
                brzmienie, barwa jego dzwieku byla jedyna w swoim rodzaju. Podobno
                byl to dzwiek dzwonow z jego rodzinnego miasta Linares w Hiszpanii ;-)
                • Gość: Onufry Re: Wielki Andres Segovia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 09:50
                  Troche informacji o Segovii bylo juz podanych w mega-wskazowce. Polskich tekstow
                  - jak na lekarstwo :-(((


                  Oto wybrane fragmenty z artykulu w NYT:

                  Segovia was a pivotal figure whose crusade in behalf of the classic guitar left
                  an imprint on musical history.

                  When he took up the guitar over bitter parental objections in his native village
                  of Linares in southern Spain, the instrument had fallen into neglect and
                  disrepute. Long before his death, the Spanish musician had seen the guitar
                  placed on the curriculum of the major music schools and conservatories and had
                  become an idol to millions who took up the instrument as performers,
                  concertgoers or record collectors.

                  In his furtherance of his chosen instrument, Segovia can be fairly compared to
                  such similarly influential performers as Paganini (violin), Liszt (piano),
                  Casals (cello) and Landowska (harpsichord). As they did, Segovia left his
                  instrument richer in technique, in repertory and in public esteem.

                  The guitarist himself summed up his life's goals in an interview with The New
                  York Times when he was 75 years old: ''First, to redeem my guitar from the
                  flamenco and all those other things. Second, to create a repertory - you know
                  that almost all the good composers of our time have written works for the guitar
                  through me and even for my pupils. Third, I wanted to create a public for the
                  guitar. Now, I fill the biggest halls in all the countries, and at least a third
                  of the audience is young. Fourth, I was determined to win the guitar a respected
                  place in the great music schools along with the piano, the violin and other
                  concert instruments.''

                  Although reference books differ as to his birthdate, Segovia gave it as Feb. 21,
                  1893. His father, a lawyer, wanted the boy to follow a career in law and was
                  horrified to find that at an early age his son had fallen in love with the
                  guitar. Piano and cello lessons were unsuccessful in diverting him from the
                  traditional Spanish instrument. His father, the musician liked to recall in
                  later years, broke ''two or three'' guitars before giving up the attempt to
                  discourage his son's affection for an instrument regarded at that time as fit to
                  be played only in cafes by gypsies.

                  The guitar, however, had a little-recognized tradition that was separate from
                  flamenco and other popular and folk idioms. Segovia, over the objections of
                  teachers at the Granada Institute of Music, where he was sent to study, set out
                  to rediscover the guitar's classic past. Unable to find a teacher, he guided
                  himself and would say in later years with a smile, ''To this day, teacher and
                  pupil have never had a serious quarrel.''

                  Basing his technical study chiefly on his own intuitions and what he could learn
                  of the methods of the 19th-century guitar virtuoso and teacher Francisco
                  Tarrega, Segovia quickly developed into a dazzling technician and consummate
                  musician. He made his debut in Granada in 1909 at age 16 and soon became known
                  throughout Spain. At the age of 22, he appeared in a recital at the Paris
                  Conservatory, and his success resulted in a concert tour of South America.

                  By the time he returned to Europe in 1923, there was a public waiting eagerly to
                  hear him. His official Paris debut in 1924, attended by the city's musical
                  elite, created a sensation. At that time, few had heard Bach played on the
                  guitar, and Segovia's performances of his own Bach transcriptions were
                  revelations of his talent and the instrument's potential.

                  Leading 20th-century composers, most of them close friends of Segovia, wrote for
                  his instrument. Roussel, Ibert, Falla, Villa-Lobos, Casella,
                  Castelnuovo-Tedesco, Poulenc, Britten, Ponce, Turina, Rodrigo, Moreno Torroba,
                  Berkeley, Arnold, Henze, Martin, Walton, Hindemith, Rawsthorne and Bennett are
                  some who wrote pieces either for Segovia or for his disciples, such as the
                  Englishman Julian Bream and the Australian John Williams. Segovia encouraged the
                  writing of concertos for guitar as well as solo works and performed these
                  concertos with many of the world's great symphony orchestras. His own
                  transcriptions fleshed out the solo repertory and today constitute a large part
                  of the music available to the classic guitarist.

                  New York first heard Segovia on Jan. 8, 1928, when he gave a recital at Town
                  Hall that included music by Bach, Haydn, Sor and Tarrega. In a review of the
                  debut in The New York Times, Olin Downes described the already famous
                  34-year-old guitarist this way:

                  ''The appearance of Mr. Segovia is not that of the trumpeted virtuoso. He is
                  rather the dreamer or scholar in bearing, long hair, eyeglasses, a black frock
                  coat and neckwear of an earlier generation.''

                  The reviewer, astonished by the variety of tone colors and the expressive
                  effects that Segovia could call out of his soft-voiced instrument, added this
                  judgment: ''He belongs to the very small group of musicians who by
                  transcendental power of execution, by imagination and intuition create an art of
                  their own that sometimes seems to transform the very nature of their medium.''

                  Although his New York recitals were given for years in such relatively intimate
                  places as Town Hall, Segovia moved in the 1960's to Carnegie Hall and to
                  Philharmonic Hall (now Avery Fisher Hall). Some of his dedicated followers
                  deplored this decision, but Segovia's art proved able to communicate to
                  audiences of several thousand. The phenomenon known as the ''Segovia hush'' fell
                  over any hall in which the aging artist appeared, and he was proud of his
                  ability to hold large audiences in breathless silence. He also could grow
                  impatient when, on occasion, a few persistent coughers and program-rustlers
                  proved immune to his magic. At such times he would frown over his thick glasses
                  (he underwent detached-retina surgery in the late 1960's) or take out his
                  handkerchief, cover his mouth and cough soundlessly into it to offer a hint to
                  the insensitive.

                  Recordings played a large role in Segovia's success. He said late in life that
                  his first record, made in London for HMV ''sometime around 1926,'' still paid
                  him an occasional small royalty. In fact, few Segovia records stayed out of
                  print: more than a dozen could be found in the catalogues at any time during the
                  last 20 years of his life. In this country his records appeared chiefly on the
                  Decca label for years and more recently under the imprint of MCA, Decca's
                  successor, and RCA.

                  Among the dozens of memorable works in his recorded repertory are his
                  transcriptions of Bach's lute music and works for violin and cello; his
                  transcriptions of lute suites by Sylvius Leopold Weiss; concertos by
                  Castelnuovo-Tedesco, Villa-Lobos and Ponce; transcriptions of piano pieces by
                  Granados and Albeniz, and guitar works by Sor, Tarrega, Moreno-Torroba, Roussel,
                  Castelnuovo-Tedesco, Tansman and Turina.

                  One of his invariable triumphs over the years was Bach's Chaconne, which he
                  contended had originally been written for lute or guitar rather than
                  unaccompanied violin. Many musicians who disagreed with that idea still found
                  his performances amazingly persuasive in their harmonic richness and
                  contrapuntal clarity.

                  Segovia's American career had been started in 1928 when Fritz Kreisler, the
                  Viennese violinist, urged F. C. Coppicus of the Metropolitan Musical Bureau to
                  present the guitarist in New York. After more than a decade of success, Segovia
                  broke off his tours in the United States because of the outbreak of the Spanish
                  Civil War in 1936. He left his home in Spain and lived for a time in Genoa,
                  Italy, and in Montevideo, Uruguay. He toured Central and South America during
                  this period but did not return to the United States until 1943, when the
                  impresario Sol Hurok undertook to rebuild his popularity, often by guaranteeing
                  local managers against loss. Before long the name Andres Segovia was in an elite
                  bracket along with such box-office stars as Rubinstein, Heifetz and Horow
                  • Gość: Onufry Re: Wielki Andres Segovia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 10:06
                    Cos nam na koncu obcielo (post byl dlugi, ale - mam nadzieje - interesujacy).

                    Kontynuujemy:

                    Segovia's American career had been started in 1928 when Fritz Kreisler, the
                    Viennese violinist, urged F. C. Coppicus of the Metropolitan Musical Bureau to
                    present the guitarist in New York. After more than a decade of success, Segovia
                    broke off his tours in the United States because of the outbreak of the Spanish
                    Civil War in 1936. He left his home in Spain and lived for a time in Genoa,
                    Italy, and in Montevideo, Uruguay. He toured Central and South America during
                    this period but did not return to the United States until 1943, when the
                    impresario Sol Hurok undertook to rebuild his popularity, often by guaranteeing
                    local managers against loss. Before long the name Andres Segovia was in an elite
                    bracket along with such box-office stars as Rubinstein, Heifetz and Horowitz.

                    Unlike his countryman Pablo Casals, who refused for many years to return to
                    Spain in protest against the Franco regime, Segovia adopted an aloofness from
                    politics. For some years he lived in New York City in an Upper East Side
                    apartment as well as in Switzerland, but he regularly returned to play in Spain.
                    ''I need to touch the earth of my homeland periodically to receive new energy,''
                    he said.

                    Segovia's relations with Casals were once warm: it was the cellist, already a
                    renowned musician, who arranged for the young guitarist's formal debut in Paris
                    in April 1924, a famous event whose audience included such artists as Manuel de
                    Falla and Paul Dukas. They came to hear the unknown Spaniard largely at the
                    insistence of Casals. However, Segovia lost the friendship of the Catalan
                    cellist during the Spanish Civil War by refusing to cut himself off from his
                    native country, which he continued to visit throughout the Franco regime. Unlike
                    Casals, he returned there to live after World War II, his rationale being that
                    he loved his country too much to abandon it for the sake of a political gesture.

                    In recent decades Segovia conducted master classes in the guitar at Santiago de
                    Compostela in Spain, as well as in music schools and universities all over the
                    world. This March he conducted such classes at the Manhattan School of Music and
                    at Carnegie Hall. He also taught for many years in Siena, Italy, at the
                    Accademia Chigiana, a music school housed in a villa owned by his friend, Prince
                    Chigi. Study with Segovia became a virtual necessity for aspiring guitar
                    virtuosos and came to be regarded as a seal of approval internationally. His
                    students included Julian Bream, John Williams, Christopher Parkening, Alirio
                    Diaz, Oscar Ghiglia and dozens more.

                    ***

                    Sluchajcie Segovii! Dzis sa pewnie gitarzysci sprawniejsi technicznie niz on.
                    Ale gdy gra Segovia, to widac (sluchac?) koncepcje i strukture dziela.
                    Niedoscigly mistrz nad mistrze :-)))


                    • Gość: Onufry Re: Maksymy Andresa Segovii ;-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 10:20
                      (przepraszam, ze po angielsku, ale dzis mam baaardzo ograniczony czas.
                      Zreszta ten angielski jest bardzo prosty ;-) )


                      On the value of hard work:
                      I practice only five hours a day, no more. Work is necessary and a pleasure. It
                      is like those old paintings of Jacob's Ladder with angels climbing up and down,
                      rung by rung - although they have wings.

                      On young conductors:
                      For most of them the academy has been the mirror and the gramophone.

                      On the power of the guitar to be heard in large halls:>
                      My friend who is a philosopher was speaking to students in a great hall and one
                      said he could not hear. 'Very well,' said the philosopher, ''I will speak lower.''

                      On the cost of his guitar:
                      A guitar has value but no price.

                      On modern music:
                      Unfortunately, I think music is declining. All art is in need of redemption.

                      On flamenco guitarists:
                      I like very much the true flamenco, which is played with heavy fingers, roughly
                      but from the soul. But flamenco has departed from the good simple tradition. The
                      flamencos should not be professionals.

                      On his hatred of routine playing:
                      I have to be present at every note I play.

                      On his wife, Emilia:
                      She was my pupil for 12 years before she became my master.

                      On continuing a heavy schedule into old age:
                      I will have an eternity to rest.

                      ;-)))
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: R. Feynman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 11:51
      Richard Philips Feynman (1918-1988)
      Fizyk amerykański, główny twórca elektrodynamiki kwantowej, za co dostał nagrodę
      Nobla w 1965 roku.

      Postać bardzo barwna i przez niektórych uważana za kontrowersyjną. Miał podobno
      duży temperament do kobiet i lekceważący stosunek do ludzi. Zdarzało mu się
      przyjść na wykład w piżamie lub nazwać skromne, ale wypracowane osiągnięcie
      innego naukowca "gadaniem". Miał bardzo duże poczucie humoru. W czasie pracy nad
      bombą atomową łamał dla zabawy wszelkie szyfry w sejfach Laboratorium Los
      Alamos. Był nie tylko fizykiem ale używał życia. Grywał na perkusji w nocnych
      klubach już jako profesor fizyki, spędzał tygodnie, obserwując półświatek Las Vegas.

      Jednego razu Richard Feynman, zrobił eksperyment ze swoim przyjacielem -
      malarzem. Założyli się, że wymienią swoje doświadczenia. Przyjaciel uczył
      Feynmana rysować w zamian za lekcje fizyki. Albo Feynman był lepszym uczniem,
      albo gorszym nauczycielem ponieważ przyjaciel-malarz z fizyki nie zrobił
      postępów, ale za to Feynman do tego stopnia opanował malarstwo, że jego obrazy
      były kupowane i miał nawet swoją wystawę.

      :-)))
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: R. Feynman 19.10.06, 12:55
        Richard Feynman nie stronił od uprawiania sztuki, grał na bębnach, malował. Z
        opowieści osób znających go osobiście wyłania się obraz niezwykle barwnej i
        wszechstronnej osobowości. O ile do przyszłej kariery naukowca zainspirował go
        częściowo ojciec, o tyle poczucie humoru zawdzięczał matce. Wyrazem
        ekscentryczności Feynmana było m.in. prowadzenie wykładów w rytm bębenków bongo.


        I jeszcze kilka cytatów:
        ·Bardzo łatwo krytykować to, co ktoś już zrobił i wyrokować co powinien był
        zrobić.

        ·Cel fizyki: ująć przyrodę jako różne przejawy tego samego zespołu praw.

        ·Fizyka jest jak seks: pewnie, że może dawać jakieś praktyczne rezultaty, ale
        nie dlatego to robimy.

        ·Mechanika kwantowa opisuje przyrodę jako absurdalną z punktu widzenia zdrowego
        rozsądku. I w pełni zgadza się z doświadczeniem. Mam więc nadzieję, że
        zaakceptujecie naturę taką, jaka jest – absurdalną.

        ·Nauka to wiara w ignorancję ekspertów.

        ·Nikt nie rozumie świata, w którym żyje, ale jedni są w tym lepsi od innych.

        ·Nikt nie rozumie teorii kwantowej.

        ·Ogrom wiadomości można w dużej mierze skondensować w postaci praw.

        ·Rozumienie sensu matematycznego równań nie oznacza rozumienia fizyki.

        ·Stworzenie czegoś nowego, a jednocześnie zgodnego z tym, co wiadomo dotychczas
        jest niezwykle trudne.

        ·Temu, kto nie zna matematyki, trudno spostrzec głębokie piękno przyrody.

        ·Uprzedzenia sprawiają, że trudniej jest coś udowodnić, ale jeśli to coś
        istnieje, może mimo wszystko liczyć na odkrycie.


    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński 19.10.06, 12:19

      Konstanty Ildefons Gałczyński (1905-1953)
      poeta, dramatopisarz. Studiował filologię angielską i klasyczną w Warszawie.
      Członek grupy poetyckiej "Kwadryga", należał do cyganerii artystycznej i znany
      był ze swego poczucia humoru. W 1930 r. ożenił się z Natalią Awałow - adresatką
      swoich wierszy miłosnych.

      Wczoraj pojawił nam się na wątku ten wielki poeta.
      Może warto przypomnieć chociaż następujące anegdoty:

      Gałczyńskiego wyrzucono ze szkoły wojskowej. Poeta, zapytany przez oficera, co
      to jest karabin, odpowiedział:”Narzędzie szatana”

      ***

      Konstanty Ildefons Gałczyński, przejeżdżając przez Łódź, gdzie odwiedził
      Jerzego Zarubę, chciał u niego wziąć kąpiel.
      - Ale u mnie jest tylko zimna woda - usłyszał.
      - Nie szkodzi, wykąpię się w twoim futrze - zareagował poeta.





      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 13:44
        Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić sztukę

        "Przygoda Paderewskiego"
        czyli
        "Perfidia publiczności"

        Paderewski wstrząsając lwią grzywą, opuszcza po triumfalnym koncercie
        dziewiętnastowieczną salę koncertową i usadawia się w dziewiętnastowiecznym
        powozie, otoczonym ze wszystkich stron tłumami wielbicieli, którzy z
        niesłabnqcym dziewiętnastowiecznym zainteresowaniem wpatrują się w
        dziewiętnastowiecznq superczuprynę maestra

        Woźnica powozu do wielkiego pianisty:
        - Dokąd?

        Tłum wielbicieli:
        - Do fryzjera!!

        K U R T Y N A

        Konstanty Ildefons Gałczyński
        Pierwodruk: «Przekrój» 1949, nr 212
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński 19.10.06, 14:22

          W czasie pobytu Gałczyńskiego w Szczecinie powstała „Satyra na bożą krówkę”.
          Wiąże się z nią miła anegdota. Wiersz został napisany w Świetlicy Artystycznej,
          co autorowi wydało się szczytem banału. Zaproponował, aby lokal ten nazwać
          Klubem 13 Muz. I tak zostało do dziś.

          Satyra na bożą krówkę

          Po cholerę toto żyje?
          Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
          a bez szyi komu się przyda?

          Pachnie toto jak dno beczki,
          jakieś, nóżki, jakieś kropeczki
          ohyda.

          Człowiek zajęty niesłychanie,
          a toto, proszę, lezie po ścianie
          i rozprasza uwagę człowieka;

          bo człowiek chciałby się skoncentrować,
          a ot, bożą krówkę obserwować
          musi, a czas ucieka

          A secundo, szanowni panowie,
          jakim prawem w zimie na ścianie?!
          Co innego latem, gdy kwitnie ogórek!

          Bo latem, to co innego:
          każdy owad może tentego
          i w ogóle.

          Więc upraszam entymologów,
          czyli badaczów owadzich nogów,
          by się na tę sprawę rzucili z szałem.

          I właśnie dlatego w Szczecinie,
          gdzie mi czas pracowicie płynie,
          satyrę na bożą krówkę napisałem /Szczecin, 16. II. 1949/

          • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 17:15
            Cytaty z K.I. Gałczyńskiego

            * Ech, muzyka, muzyka, muzyka,
            spod smyka zielony kurz.
            Lecą gwiazdy zielone spod smyka,
            damy karo i bukiety róż.

            * Ile razem dróg przebytych?
            Ile ścieżek przedeptanych?

            (tekst piosenki śpiewanej przez Marka Grechutę)



            * Kochajcie wróbelka dziewczęta,
            Kochajcie do jasnej cholery!

            * Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć tę miłość przenieść przez
            całe życie.

            * Więcej Osmańczyka, mniej Grottgera
            i wszystko będzie cacy.

            * ...najlepsze te małe kina,
            gdzie wszystko się zapomina...


            ;-)))
            • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński 19.10.06, 18:01
              Konstanty Ildefons Gałczyński studiował filologię angielską i równocześnie –
              klasyczną (mój Boże, czy w XXIw ktoś jeszcze studiuje tak niedochodowy -w
              przyszłości- kierunek jak filologia klasyczna?)
              I żadnych studiów nie skończył, co wydaje się być typowe dla indywidualności z
              wielką pasją artystyczną. Aliści w czasach studenckich w kole naukowym
              anglistów Gałczyński wygłosił półgodzinny referat o szkockim poecie Morrisie
              Gordonie Cheatsie. Referat spełniał wszelkie wymagania stawiane pracy naukowej,
              prelegent wykazywał dużą znajomość przedmiotu, dokonywał niezwykle wnikliwych
              analiz, a nawet przedstawiał przekłady wierszy. Po zebraniu dowodów uznania
              Gałczyński przyznał się, że omawiany autor w ogóle nie istniał ! Był owocem
              wyobraźni i narzędziem żartu dowcipnego, inteligentnego studenta.
              Na szczęście prof. Andrzej Tretiak, opiekun koła, znalazł się w gronie
              życzliwie przyjmujących dowcip słuchaczy.
              • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński 19.10.06, 18:08
                I jeszcze jeden z moich ulubionych i jakże i dziś aktualnych cytatów "z
                Gałczyńskiego":

                Gdy wieje wiatr historii,
                ludziom jak pięknym ptakom
                rosną skrzydła, natomiast
                trzęsą się portki pętakom.
                • Gość: miki Re: Humor w Nauce i Sztuce: K.I.Gałczyński IP: *.mybigcity.net 21.10.06, 23:03
                  hehe
    • Gość: Alicja Re: Wiedza i Zycie 10/2006 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 17:52
      Dzien Dobry,

      Chcialabym zwrocic Panstwa uwage na artykul:

      "Uczeni w anegdocie: Prawdziwy geniusz, Andrzej Kajetan Wróblewski"

      w najnowszym numerze "Wiedzy i Zycia".


      Pozdrawiam serdecznie,
      Alicja
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 19:10
      Wczorajszego wieczoru zajmowalismy sie muzykiem, ktory gitare wprowadzil
      do sal koncertowych calego swiata.

      W dzisiejszej zagadce pytam kto zrobil to samo z argentynskim tangiem?

      :-)))
      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.d4.club-internet.fr 19.10.06, 19:20
        Carlos Gardel
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 19:38
          Gość portalu: ewa napisał(a):

          > Carlos Gardel

          Przez Argentyńczyków uważany za najwiekszego spośród tych, którzy kiedykolwiek
          śpiewali tango i za jednego z największych kompozytorów tego gatunku muzycznego.
          Uznawany jest za twórcę tanga argentyńskiego, bo to dopiero on wyprowadził je z
          nizin społecznych, uczynił bardziej "przyzwoitym" i strawniejszym dla "wyższych
          sfer". Nastąpiło to w latach dwudziestych XX wieku, a szczególnie w
          trzydziestych, kiedy Gardel wyruszył do Europy i podbił Paryż.

          A jednak nie o niego tu chodzi. Pytanie dotyczy muzyka, ktory wprowadzil
          Tango do sal koncertowych calego swiata. Jest on obecnie bardzo slawny.
          Napewno, Ewo, wiesz o kogo tu chodzi ;-)))

          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 19.10.06, 19:53
            Astor Piazzolla ?? Może to o niego chodzi...
            • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 20:08
              3bezatu napisała:

              > Astor Piazzolla ?? Może to o niego chodzi...

              Rzeczywiscie, zadajac pytanie mialem na mysli Astora Piazzolle. Ale teraz
              jestem w klopocie bo trudno pominac Carlosa Gardela. Obaj Ci muzycy
              spowodowali nieslychana "nobilitacje" Tanga. Zatem, po raz pierwszy
              w historii naszych zagadek mamy 2 zwyciezczynie:

              ewa: Carlos Gardel

              3bezatu: Astor Piazzolla


              Brawo!!!!!

              :-)))))))))
              • Gość: Onufry Re: Astor Piazzolla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 20:22
                Cytuje za Wikipedia (ale z komentarzem (*) ):


                Astor Piazzolla (ur. 11 marca 1921r. w Mar del Plata w Argentynie, zm. 4 lipca
                1992 r. w Buenos Aires) – sztandarowa postać historii tanga, kompozytor muzyki
                tego gatunku i wirtuoz bandoneonu.

                Astor Piazzolla był jedynym dzieckiem Vincentego Piazzolli i Asunty Mainetti,
                emigrantów, którzy przyjechali do Argentyny z miejscowości Trani we Włoszech. W
                1925 r. rodzina przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie mieszkali do 1936 r.

                W 1929 r. Piazzolla dostał od ojca pierwszy bandoneon, a cztery lata poźniej
                podjął naukę u Beli Wildy, wybitnego węgierskiego pianisty, ucznia Siergieja
                Rachmaninowa. Piazzolla powiedział o nim później: dzięki niemu pokochałem Bacha.
                W 1934 r. zagrał w filmie El Did Que Me Quieras razem z Carlosa Gardéli, królem
                klasycznego tanga.

                Po powrocie do Argentyny, w roku 1939, zaczął grać w zespole Anibala Tróili -
                najsłynniejszej wówczas orkiestry grającej tango. Po śmierci Tróili Piazzolla
                zaczął karierę solową. W 1954 r. otrzymał stypendium, dzięki któremu wyjechał do
                Paryża, by kształcić się u Nadii Boulanger. To ona nauczyła Piazzollę czerpać z
                ojczystej muzyki i skierowała jego uwagę na tango.

                (*) To niezupelnie odpowiada prawdzie. Nadia Boulanger byla znakomitym
                pedagogiem muzycznym, "mekka" mlodych kompozytorow z calego swiata.
                Gdy zjawil sie u niej Piazzolla i zagral swoje kawalki oparte na tangu,
                powiedziala mu cos mniej wiecej takiego: "Panie Piazzolla, to co uslyszalam
                jest dobre, bardzo oryginalne, to jest Pana muzyka i Pana ojczyzny. Nie jestem
                w stanie nic Pana nauczyc. Niech Pan to kontynuuje. I niech Pan bedzie
                dalej soba, Panie Piazzolla."

                ;-)))

                Międzynarodową sławę zdobył Piazzolla na początku lat 80., gdy tworzył z
                Quinteto Tango Nuevo, założonym w 1976 r. Koncertował z tą grupą do 1989 r., a
                potem grywał solo do 4 sierpnia 1990, gdy jego kariera została przerwana udarem
                mózgu. Zmarł dwa lata później w Buenos Aires .

                • Gość: Onufry Re: Nadia Boulanger - wielki pedagog IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 21:52
                  Przy okazji Piazzolli "wyskoczyla" nam Nadia Boulanger. Boze, kogo ta madra
                  kobieta nie uczyla - to tylko niektorzy:

                  * Leonard Bernstein
                  * Elliott Carter
                  * Aaron Copland
                  * Marius Constant
                  * Jean Françaix
                  * Philip Glass
                  * Jacques Ibert
                  * Quincy Jones
                  * Michel Legrand
                  * Dinu Lipatti
                  * Igor Markevitch
                  * Walter Piston
                  * Olivier Bernard

                  Poczytajcie o niej tu:

                  pl.wikipedia.org/wiki/Nadia_Boulanger

                  A oto jej maksyma:

                  "Być kompozytorem i nie być muzykiem to tragedia.
                  Oznacza, że jest się geniuszem bez talentu."

                  ;-)))
                  • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.d4.club-internet.fr 19.10.06, 22:38
                    Kto napisal utwor muzyczny na jedna nute, ktory moze trwac dluzej niz jedna
                    godzine?
                    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.06, 22:55
                      Ha, moja odpowiedz zapewne nie bedzie sie podobala Jury, ale tym razem
                      nie dam sobie wydrzec zwyciestwa - o nie!

                      Antonio Carlos (Tom) Jobim skomponowal "Samba de Uma Nota So" (Sambe na 1 nute).
                      Na CD ktory mam trwa ona 2'14. Ale w czasie koktailu na pewnej konferencji
                      w Brazylii, slyszalem jej wykonanie przeszlo godzinne!

                      I co, wygralem? ;-)))

                      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.d4.club-internet.fr 19.10.06, 23:44
                        Ech... Onufry.... zabieram szmatki i ide spac

                        wygrales Imc Pan, choc mialam na mysli La Monte Young
                        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 00:51
                          Przeczytalem:

                          pl.wikipedia.org/wiki/La_Monte_Young

                          Raczej watpie, czy w kompozycjach La Monte Younga znalazlbym to czego
                          szukam w muzyce. Ale nie moge jednoznacznie twierdzic, bo nigdy tych
                          kompozycji nie sluchalem. Co w tworczosci L M Y jest humorystycznego? -
                          nie wiem.

                          Po tych glebokich wynurzeniach, poslucham sobie przed snem "Samby na
                          1 nute". Ta muzyka zawsze wprawia mnie w dobry nastroj. ;-)))

                          • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 18:35
                            Ewo, mialas racje: jest pewien humor u La Monte Younga:

                            Po zaangażowaniu się w ruchu Fluxus, w 1960 roku Young napisał kolekcję swych
                            najbardziej znanych utworów "Compositions 1960", w których uwypuklony został
                            element teatralny muzyki. Składają się z prostych instrukcji dla wykonawcy,
                            zamiast tradycyjnego zapisu nutowego, jak na przykład "narysuj prostą linię
                            i idź za nią", inne każą mu zapalić ogień albo wypuścić motyla w pomieszczeniu.

                            ***

                            Inne niekonwencjonalne dzieła Younga, to na przykład utwór, w którym muzyk
                            tylko raz gra akord, składający się z nuty B będącej zaraz poniżej środkowego C
                            oraz F# zaraz ponad środkowym C; dźwięk ma w naturalny sposób wybrzmieć.
                            W innym utworze Young nakazuje pchnąć fortepian w kierunku najbliższej ściany;
                            jeśli fortepian przebije się przez ścianę należy pchać go dalej, dopóki
                            wykonawca ma siły.

                            ***

                            Większość dzieł Younga ma bardzo długie tytuły, jak na przykład

                            "The Tortoise Recalling the Drone of the Holy Numbers as they were Revealed
                            in the Dreams of the Whirlwind and the Obsidian Gong, Illuminated by
                            the Sawmill, the Green Sawtooth Ocelot and the High-Tension Line Stepdown
                            Transformer".

                            Podobnie one same są przeważnie ekstremalnie długie, a wiele nie ma nawet
                            początku ani końca, który istniałby przed konkretnym wykonaniem.

                            ***

                            Poza tym La Monte Young ma baardzo dlugi i wyczerpujacy artykul w polskiej
                            Wikipedii. Zaszczyt ten nie spotkal dotad wielu innych kompozytorow.

                            - O, chyba juz wiem kto ten artykul napisal ;-)))))
    • Gość: Onufry Re: Wielcy wynalazcy: Edison IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 10:18
      Thomas Alva Edison (1847-1931) - ponad 1000 patentów

      Do Edisona przychodzi znajomy i po powitaniu zwraca mu uwagę, że bardzo ciężko
      działa furtka przy wejściu. Trzeba ją koniecznie nasmarować. Ale Edison z
      zadowoleniem odpowiada:
      - Furtka chodzi co prawda ciężko, ale dzięki temu napompowałeś mi do zbiornika
      20 litrów wody.

      ***

      - Mam cudowny pomysł - powiedział Edisonowi pewien młody człowiek.
      - Chcę wynaleźć uniwersalny rozpuszczalnik: ciecz, która będzie rozpuszczać
      każdy materiał. Ale nie mam środków na realizację tej idei.
      - Uniwersalny rozpuszczalnik? - zdziwił się Edison - a w jakim naczyniu będzie
      go pan trzymał?

      ;-)))
      • Gość: Onufry Re: Wielcy wynalazcy: Tesla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 10:38
        Nikola Tesla (1856-1943) Serbski wynalazca, zbudował pierwszy działający silnik
        na prąd zmienny, transformator wielkiej częstotliwości, na jego cześć jednostkę
        indukcji magnetycznej nazwano teslą

        Zbudował pierwszy działający silnik na prąd zmienny, ale nie mógł nikogo
        zainteresować swym wynalazkiem. Wywarł jednak korzystne wrażenie na szefie
        europejskiej filii zakładów Edisona, że ten dał mu list polecający do samego
        Thomasa Edisona. Wyjechał więc do Nowego Jorku. Prosto z portu, nie zdając sobie
        sprawy z wielkości miasta, Tesla udał się na poszukiwanie biur Edisona na Fifth
        Avenue. Kiedy zmęczony wędrował ulicami, w pewnej chwili zobaczył przez otwarte
        drzwi warsztatu jak właściciel, głośno klnąc, próbuje uruchomić zepsutą
        prądnicę. Tesla natychmiast zaproponował pomoc w naprawie, a 20 dolarów, które
        dostał jako honorarium, wystarczyło mu na nocleg w hotelu oraz nabycie nowego
        ubrania i bielizny. Następnego dnia wypoczęty i odświeżony Tesla dotarł do
        Edisona. List polecający sprawił, że został przyjęty życzliwie, ale okazało się,
        iż Edison nie interesuje się nowatorskimi pomysłami przybysza zza oceanu.
        Zatrudnił go jednak w swej firmie. Przypuszczalnie uważał, że Tesla pochodzi z
        jakiejś dżungli w środku Europy, bo raz zapytał go nawet, czy jadł ludzkie
        mięso. Drogi Tesli i Edisona rozeszły się szybko. Edison polecił Tesli wykonać
        skomplikowane plany udoskonalenia jego prądnic, oferując mu za szybkie wykonanie
        50 tys. dolarów. Tesla zadanie wykonał, ale kiedy upomniał się o należną sumę,
        Edison ze śmiechem odrzekł: "Ach, pan jest zbyt młody, żeby zrozumieć
        amerykański humor". Od tej pory trwał konflikt między tymi największymi
        wynalazcami początku XX wieku.

        ;-)
        • Gość: Onufry Re: Wielcy wynalazcy: Tesla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 10:46
          Jak często bywa z geniuszami, Tesla miał mnóstwo dziwactw: nie znosił kobiet
          noszących perły, nie mógł dotykać czyichś włosów. W hotelach unikał pokoi i
          pięter, których numery dzieliły się przez trzy, a w restauracjach domagał się
          dużej liczby serwetek i sam polerował nimi sztućce. Liczył filiżanki, talerze,
          schody, obliczał ciężar i objętość spożywanych posiłków. Ciągła "burza mózgu"
          uczonego doprowadziła go do skrajnej wrażliwości na różne bodźce. Latająca mucha
          raniła jego uszy, a łóżko tak mu trzeszczało, że Tesla zamontował w nim
          amortyzatory ;-)))
          Żył samotnie w hotelach. Z wiekiem coraz bardziej dziwaczał i stawał się
          zapomniany. Bardzo lubił gołębie. Z tego powodu Tesla miał kłopoty ponieważ
          wabił je do pokojów hotelowych i karmił je na swoim stole.
      • 3bezatu Re: Wielcy wynalazcy: Edison 20.10.06, 11:05
        Spytano kiedyś Einsteina:
        - Co myśli pan o ewentualnościach trzeciej wojny światowej i jaka broń będzie
        dla tej wojny charakterystyczna?
        - Postęp w tej dziedzinie jest tak zadziwiająco szybki, że nie mógłbym uczciwie
        odpowiedzieć na to pytanie - rzekł uczony. - Natomiast z całą pewnością mogę
        stwierdzić, że czwarta wojna światowa odbędzie się na maczugi i kamienie.

        ***
        Einstein nie potrafił bez pomocy drugiej osoby wypełnić deklaracji podatkowej.
        - To jest zbyt skomplikowane dla matematyka - mawiał - do tego trzeba być
        filozofem.

        • Gość: Onufry Re: Wielcy wynalazcy: Volta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 14:33
          Chyba warto powtorzyc:

          Re: Volta
          Autor: Gość: Onufry
          Data: 18.02.06, 19:41

          Historia mowi, ze Napoleon Bonaparte byl tak zachwycony
          odkryciami Volty, a zwlaszcza pokazem w Paryzu w roku 1801
          "stosu Volty", ze w bibliotece Akademii zmienil napis
          "Grand Voltaire" na "Grand Volta" ;-)
          • Gość: Onufry Re: Wielcy wynalazcy: Faraday IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 14:44
            Kiedy laboratorium Faradaya odwiedził minister skarbu, zapytał:
            - Jaką korzyść z pana badań będzie miała ludzkość.
            Faraday odpowiedział:
            - Trudno to ocenić, ale jestem pewien, iż pan z tego będzie pobierał podatki.
            (Tak też się stało. Odkrycie zjawiska indukcji elektromagnetycznej przyczyniło
            się przecież do wynalezienia prądnicy).
            • Gość: Onufry Re: Wielcy wynalazcy: B. Franklin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 14:49
              Benjamin Franklin (1706-1790) - Amerykański polityk, przyrodnik, drukarz,
              wynalazca i badacz elektryczności.

              Pewnego razu Franklin puszczał latawiec w czasie burzy. Do sznurka, który
              trzymał w ręku przymocował metalowy klucz. Gdy piorun uderzył w mokry sznurek
              latawca, prąd elektryczny spłynął w kierunku klucza i Franklina. Mogło to
              spowodować śmierć badacza, tak jak to się stało z niektórymi śmiałkami, którzy
              próbowali powtórzyć jego doświadczenie. Przygoda ta pomogła wynaleźć
              piorunochron. Pierwszy taki przyrząd Franklin zainstalował na swoim domu w
              Filadelfii w 1752 roku.

              ***

              Franklin był przez całe życie niezwykle aktywny seksualnie. W archiwum
              dokumentów Franklina w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie znajduje się zbiór
              jego listów do kobiet. Podobno ze względu na śmiałą zawartość nie nadają się do
              publikacji. Podczas pobytu w Paryżu w latach 1776 - 1785 Franklin wtedy już
              wdowiec, był przedmiotem uwielbienia wielu dam. Jego podobiznami ozdabiano
              tabakierki i serwisy stołowe oraz broszki, bransoletki i chusteczki do nosa. Jak
              mówiono kobiety same wchodziły do jego łóżka. Miał 75 lat, kiedy utrzymywał
              zażyły związek z wdową po znanym filozofie. Był jednym z największych
              uwodzicieli wszech czasów.

              ;-)))
              • 3bezatu Re: Wielcy wynalazcy: B. Franklin-okulary 20.10.06, 18:10
                W Europie okulary pojawiły się około roku 1285 i wynalazek ich przypisuje się
                aż dwom Włochom - Florentyńczykowi Salvino DeArmato degli Armati oraz
                Pizańczykowi Alessandro della Spina.

                Niezależnie od tego, kto naprawdę wynalazł okulary, to DeArmato ma swój pomnik -
                popiersie w kościele Santa Maria Maggiore we Florencji z inskrypcją: "Tu
                spoczywa Salvino DeArmato degli Armati z Florencji, wynalazca okularów. Boże
                wybacz mu jego grzechy. Roku Pańskiego 1317."

                Inskrypcja nie precyzuje, czy chodzi o grzech wynalezienia okularów jako
                wynalazku diabelskiego, czy też o inne grzechy Salvino.


                W roku 1780 Benjamin Franklin wynalazł okulary dwuogniskowe. Jak to opisywał w
                swoich listach, był zmęczony ciągłą potrzebą używania dwóch różnych par
                okularów. Oczywiście pomysł na tego typu okulary z pewnością pojawił się
                również gdzie indziej, jednak to Franklin uznawany jest oficjalnie za ich
                twórcę.

    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Reymont ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 11:31
      Podajemy za GW:

      Reymont wyłudził odszkodowanie od carskich kolei

      Władysław Reymont mógł się skupić na twórczości literackiej dzięki
      pieniądzom z odszkodowania za wypadek na rosyjskiej kolei. Obrażenia
      pisarza nie były poważne, ale szpitalny raport mówił co innego.
      O wyłudzeniu ogromnego odszkodowania z carskiego skarbu pisze dzisiejszy
      "Dziennik". Notatkę szpitalną sfałszował dr Jan Roch Raum. Reymont trafił
      do szpitala z dwoma złamanymi żebrami, jednak w raporcie lekarskim
      napisano, że pisarz ma 12 złamanych żeber oraz "inne kontuzje ciała
      i nie wiadomo, czy będzie nadal zdolny do pracy umysłowej".

      Na podstawie tego raportu pisarzowi przyznano astronomiczne odszkodowanie
      w wysokości 38 500 rubli. Jak pisze gazeta, taka suma pozwalała ówcześnie
      na zakup kilkunastu warszawskich kamienic.

      Cytowany przez "Dziennik" Krzysztof Mrowcewicz, historyk literatury z PAN,
      podkreśla, że od tego momentu zaczęła się kariera literacka pisarza.
      Mógł on bowiem skupić się na pisaniu, a nie na kwestiach finansowych.
      Odszkodowanie zapewniło mu utrzymanie na długie lata.

      Jak ocenić postępowanie pisarza? - pyta "Dziennik".
      Pieniądze zostały wyłudzone, ale odszkodowanie uszczupliło kasę zaborcy
      i pozwoliło Reymontowi stworzyć powieść, za którą dostał Nobla,
      a więc w jakimś sensie umożliwiło Reymontowi walkę z zaborcą.

      ======================

      Co Panstwo sadza o sposobie myslenia zaprezentowanym w ostatnim zdaniu?

      ;-)))
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Reymont ?! 20.10.06, 12:50
        Cóż, oszustwo zawsze pozostaje oszustwem. Dość pokrętne tłumaczenie, że to
        umożliwiło Reymontowi „walkę z zaborcą” nie zmieni tego faktu, za to bardzo
        przypomina filozofię Kalego...
        Dziś - niestety - bardzo popularne są podobne interpretacje faktów. Ale w tym
        miejscu nie będę rozwijać tego tematu...


        Natomiast przytoczę jeszcze anegdotę o Reymoncie:


        Władysław Stanisław Reymont (1867-1925) kiedyś w tramwaju spotkał młodego
        człowieka, który zaczął pisarza obsypywać pochlebstwami. W pewnym momencie
        jednak tknięty przeczuciem Reymont zapytał: „Zaraz, zaraz, ale czy pan czytał
        moje książki?”. Na to odpowiedź: „Po co? Przecież Pan jest taki znany…”

        • Gość: Alicja Re: Humor w Nauce i Sztuce: Reymont ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 13:34
          Dzien Dobry,

          Malo wiem o tym Reymoncie, ale te jego "Chlopi" to nudy na pudy.
          Poza tym pani od polskiego powiedziala nam, ze Reymont dostal Nagrode
          Nobla bo Zeromski nie dostal. Zeromski napisal "Wiatr od morza",
          czym sie narazil Niemcom, a oni mieli duzy wplyw na przyznanie
          literackiej Nagrody Nobla.

          Wszystkich pozdrawiam,
          Alicja
    • Gość: Alicja Re: Humor w Nauce i Sztuce: peleryna niewidka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 15:37
      Jestem tu dzis ponownie:)

      W dziale "Nauka" gazety.pl przeczytalam:

      Udało się stworzyć pierwszą pelerynę niewidkę. Otulone nią przedmioty
      znikają z pola widzenia - informują dziś naukowcy w wydaniu on-line magazynu
      "Science".




      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3693441.html

      Co teraz?

      Alicja
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: aforyzmy Leca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 17:54
      Na jesienny wieczor, proponuje garsc aforyzmow Stanislawa Jerzego Leca,
      w taki czy inny sposob zwiazanych z tym watkiem:


      * By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd.

      * Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.

      * Chciałem powiedzieć światu tylko jedno słowo. Ponieważ nie potrafiłem
      tego, stałem się pisarzem.

      * Co nas trzyma na tym globie prócz siły ciążenia?

      * Czas robi swoje. A ty człowieku?

      * Dlaczego piszę te krótkie fraszki? Bo słów mi brak.

      * Epoki tworzy archeologia.

      * Gdyby kunszt konwersacji stał u nas wyżej, niższy byłby przyrost naturalny.

      * Głupota nie zwalnia od myślenia.

      * I cudzy analfabetyzm utrudnia pisanie.

      * "Kawiarniany inteligent" nie jest epitetem jednoznacznym, trzeba dodać, z
      której kawiarni.

      * Każdy wiek ma swoje średniowiecze.

      * Korzystając z doświadczenia ornitologów. Żeby pisarze mogli rozwinąć
      skrzydła, muszą mieć swobodę korzystania z piór.

      * Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli które nie zmuszają do myślenia.

      * Mądrości powinno być pod dostatkiem, któż z niej bowiem korzysta.

      * Na początku było Słowo, a na końcu Frazes.

      * Nasze dni są policzone - przez statystyków.

      * Nauka jest sprawą wielkich. Maluczkim dostają się nauczki.

      * Nawet flądra nie jest bezstronna.

      * Nie ma powrotu do jaskiń, jest nas za dużo.

      * Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba mówić do ludzi.

      * Nie zgadzam się z matematyką. Uważam, że suma zer daje groźną liczbę.

      * Niektórym ludziom należałoby wytoczyć proces myślenia.

      * Nigdy nie dyskutuj z głupcem - ludzie mogą nie zauważyć różnicy!

      * Pegaz nie powinien być kuty na wszystke cztery nogi.

      * Piękne kłamstwo? Uwaga! To już twórczość.

      * Pomyśl, zanim pomyślisz!

      * Satyryk umiera z przymrużeniem oczu.

      * Spotkałem człowieka tak nieoczytanego, że musiał cytaty z klasyków
      wymyślać sam.

      * Stawiaj kropkę pod znakiem zapytania.

      * Szerzenie niewiedzy o wszechświecie musi być także naukowo opracowane.

      * Wiele rzeczy nie powstało z powodu niemożności ich nazwania.

      * Wpadł. I to na pomysł.

      * Z czego powstałeś zależy od genetyki, w co się obrócisz, od polityki.

      * Z jednego systemu nie wydobędziemy się długo: ze słonecznego.

      * Ziemia to kropka pod znakiem zapytania.

      * Żądamy ośmiogodzinnego dnia myślenia!


      ;-)))
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 19:17
      O kim tu mowa:

      "Światową sławę zdobył jako autor grafik, w których - często z inspiracji
      matematycznych - formy przestrzenne były pokazywane w sposób sprzeczny z
      doświadczeniem wzrokowym."
      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 20:42
        grafik holenderski, ur. 1898 w Leeuwarden, zm. 1972 w Hilversum
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 21:44
          www.unm.edu/~cwootton/reptiles.jpg
          • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 21:48
            www.unm.edu/~cwootton/sphere.jpg
            • Gość: kmicic_1976 Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 22:52
              Odpowiedz: Escher

              Chyba raz udalo mi sie!

              Pozdrawiam,

              kmicic
              • Gość: Onufry Re: Escher IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 23:07
                Gość portalu: kmicic_1976 napisał(a):

                > Odpowiedz: Escher

                =====================
                Tak, brawo !!!

                Moze zamiast zyciorysu, galeria jego grafik (strona jest nieco komercyjna):


                www.worldofescher.com/gallery/

                Wpatrzcie sie w te obrazki, a za chwile na Waszych twarzach zagosci usmiech

                ;-)))
    • Gość: Onufry Re: Dowcip matematyczny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.06, 21:08
      Ten dowcip wymyslil Peter Lax, ktory otrzymal w 2005 r. Nagrode Abela (nie za
      ten dowcip ;-)

      Trzeba go opowiedziec po angielsku bo opiera sie na grze slow: Pole = Polak,
      pole = biegun.

      ***

      What's the contour integral around Western Europe?

      Answer: Zero, because all the Poles are in Eastern Europe!

      Addendum: Actually, there ARE some Poles in Western Europe, but
      they are removable!

      ***
      • eilean_donan Re: Dowcip matematyczny 21.10.06, 08:07
        Kiedyś pisaliśmy o Andersenie, więc wyciągnęłam z półki baśnie i w chwili
        refleksji pomyślałam sobie o cudnych ilustracjach Jana Marcina Szancera. To
        nasunęło mi ciąg następujących skojarzeń:
        Kiedyś Jan Brzechwa powiedział do Szancera:
        - Ty to byś chyba wszystko potrafił narysować?
        - Tak - pada nieskromna odpowiedź,
        - No to narysuj androny!
        - Narysuję, jak ty napiszesz!
        - Jak ja napiszę, to każdy głupi potrafi narysować – równie nieskromnie
        zripostował Brzechwa i tak powstał wierszyk z pięknymi ilustracjami Szancera,
        zaczynający się od słów : „ Pan Marcin plecie androny. / Z czego plecie? Ano -
        z łyka./ Taki andron upleciony /Jest podobny do koszyka…”

        J. M. Szancer był nie tylko ilustratorem książek, ale również kierownikiem
        artystycznym Telewizji Polskiej, kiedy jeszcze raczkowała, gdzieś na początku
        lat 60-tych. Oto fajna historia z jego wspomnień:

        "...Działo się to podczas wizyty przyjaźni w Berlinie. Zebraliśmy się <Leon
        Schiller, Jerzy Andrzejewski i Szancer> w holu hotelowym, w programie – wizyta
        w Akademii Nauk, wykład ma wygłosić Bertold Brecht. Obok gromadzą się inne
        grupy czekające, jak my, na przewodników. Jakiś nieduży facecik podbiega i pyta
        po polsku:
        -Panowie delegacja? I natychmiast prowadzi do oczekującej taksówki. Jedziemy
        poza miasto, myślę, dziwne, ale może mają tam pałacyk i coś zaaranżowali w
        stylowym wnętrzu.
        Ale już z daleka widać, że to raczej folwarczne zabudowania. Schiller się
        skrzywił, coś mu się nieprzyjemnego skojarzyło. Wita nas nobliwie, w czarne
        garniturki ubrana delegacja i prowadzą do pierwszego baraku.
        A tu krowy pięknie umyte ustawione do nas zadami czekają na demonstrację.
        Pan wyglądający na dyrektora zaczyna
        - Pozwolimy sobie na wstępie pokazać panom naszą metodę inseminacji, która daje
        świetne wyniki…
        Przerwał, bo Schiller spurpurowiał, jakby go miała tknąć apopleksja.
        - W Polsce nie stosuje się tego zabiegu?
        -Nie – odpowiada głośno Schiller
        -Ależ dlaczego?
        - Bo się krowy nie zgodziły – odpowiada już uśmiechnięty Schiller
        Po wyjaśnieniu pomyłki, w drodze powrotnej Schiller zauważył:
        -No, ale ci agrotechnicy co zamiast nas siedzą na wykładzie Brechta też mają
        niełatwe zadanie…"



        • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce 21.10.06, 08:11
          Oczywiście to co napisałam powyżej, to nie jest dowcip matematyczny (jeszcze
          nie piłam kawy dzisiaj)
          A apropos Brechta:
          Pewnego razu przyszedł do Bertolda Brechta młody człowiek i powiedział:
          - Mam w głowie mnóstwo pomysłów i mogę napisać dobrą powieść, nie wiem tylko,
          jak zacząć. Brecht się uśmiechnął i doradził: - Bardzo prosto. Niech pan
          zacznie od górnego lewego rogu kartki.
          • Gość: Onufry Re: Maksymy Brechta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 09:56
            Bertolt Brecht (1898-1956) pisarz niemiecki

            * Bałagan uratował życie tysiącom ludzi.

            * Celem nauki nie jest otwieranie drzwi nieskończonej mądrości, lecz
            położenie kresu nieskończonym błędom.

            * Ci, którzy nie posuwają naprzód żadnego życia poza swoim własnym, żyją
            nieciekawie.

            * Kto nie zna prawdy, ten jest tylko głupcem. Ale kto ją zna i nazywa
            kłamstwem, ten jest zbrodniarzem.

            * Myślenie jest czymś, co następuje po trudnościach i poprzedza działanie.

            * Myślenie stanowi jedną z największych przyjemności rodzaju ludzkiego.

            * Niech pochwalone będą wątpliwości.

            * Nieznośnie jest żyć w kraju, w którym nie ma poczucia humoru, ale jeszcze
            nieznośniej jest tam, gdzie poczucie humoru jest do życia niezbędne.

            * O losie człowieka decyduje człowiek.

            * Piękne dzieciństwo ma się tylko raz.

            * Tylko z pomocą silnych można dopomóc słabym.

            * Żadna ofensywa nie jest równie trudna jak powrót do rozsądku.

            ;-)))
        • 3bezatu Re: J.M.Szancer 21.10.06, 11:18
          Córka Jana M. Szancera - Małgorzata Colson–Banche mówi o nim:

          - Ojciec kochał dzieci, do nich się zwracał poprzez swoje rysunki. Całe serce i
          wyobraźnię oddał dzieciom. Starał się je rozumieć tak, jak mógł najlepiej. Jak
          była to bajka ze złą czarownicą, to na jego rysunku ta czarownica nie była
          wcale tak straszna - by dzieci nie bały się zasypiając. Zaczepiał nieraz ludzi
          na ulicy i pytał, czy może narysować ich dziecko. Fascynowały go buzie
          dziecięce. Kochał też zwierzęta, stąd wszystkie rysunki do bajek Brzechwy.

          - Ojciec rysował i pokazywał mi swoje prace, dużo mi o nich opowiadał, jeszcze
          zanim nauczyłam się czytać. Później stałam się jego modelką - pozowałam np.
          do ,,Księżniczki na ziarnku grochu’’. Czasem była to moja buzia, czasem tylko
          moja ręka..., na której trzymałam krasnoludka.

          - Kiedyś pozowałam do rysunku... umierającego Mikołaja Kopernika. Mama niosąc
          herbatę bardzo się przeraziła widząc mnie leżącą sztywno na tapczanie, ale
          ojciec wyjaśnił jej szybko dlaczego to robię.

          - Nie rozstawał się ze szkicownikiem. Rysował na serwetkach w restauracjach.
          Kieszenie jego marynarek nosiły zawsze ślady ołówków. Jak sam mówił: rysował
          dla wprawy i z miłości. Nie był typowym portrecistą, ale swoich rysunków mam
          wiele. Wyszłam z kąpieli, podpięłam włosy, a on już wołał: zostań tak na chwilę
          i brał ołówek - i rzeczywiście była to chwila. Innym razem czytałam książkę,
          słuchałam muzyki, czy przysiadłam przy bukiecie kwiatów - błyskawicznie
          powstawały szkice, chwile uwiecznione jego kreską. Przed śmiercią, w szpitalu
          narysował jeszcze portret pielęgniarki, która się nim opiekowała...
          • 3bezatu Re: J.M.Szancer 21.10.06, 11:24
            A wspominany Jan Brzechwa taki napisał wierszyk:

            Dziurawe Buty

            Dwa dziurawe buty szły po podłodze,
            W każdym bucie było po jednej nodze,
            A na dwóch nogach ubranych w spodnie
            Jan Marcin Szancer przechadzał się godnie.
            To ten artysta, słynny ilustrator,
            Znany od Amsterdamu aż po Ułan-Bator.
            Jan Marcin Szancer psa rudego miał,
            Pies ten był rasy, do zwie się czau-czau
            I nie używa języka hau-hau,
            Gdyż na przekór psim obyczajom
            Psy czau-czau mruczą, ale nie szczekają.

            Otóż pies ten codziennie od rana
            Mruczał u nóg swego pana
            I łasił się do niego dopóty,
            Aż z miłości zaczynał obgryzać mu buty.
            Taką sobie wymyślił zabawę!

            Dlatego właśnie buty te były dziurawe.
        • Gość: Onufry Re: Dowcip matematyczny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 12:50
          Spiesze z pomoca e_d i zamieszczam dowcip matematyczny. Co wiecej, jest to
          limeryk, w ktorym to gatunku e_d jest mistrzynia. Oczywiscie limeryk
          jest po angielsku bo angielski jest nick eilean_donan ;-)))

          ***

          3
          \/3
          /
          | 2 3 x 3.14 3_
          | z dz x cos( ----------) = ln (\/e )
          | 9
          /
          1

          Which, of course, translates to:

          Integral z-squared dz
          from 1 to the cube root of 3
          times the cosine
          of three pi over 9
          equals log of the cube root of 'e'.

          And it's correct, too.

          Doug Walker, SAS Institute

          ***

          • Gość: Onufry Re: Dowcip matematyczny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 12:54
            Niestety edytor znieksztalcil wzor, ktory zostal "sciagniety" maksymalnie w lewo.
            Jako wiec cwiczenie, proponuje przywrocic wzor do prawidlowej postaci
            poslugujac sie ... limerykiem!

            ;-)))
            • eilean_donan Re: Dowcip matematyczny 22.10.06, 14:58
              Pierwiastki sześcienne? Ludolfina??
              Całki??? Czytam i rzednie mi mina.
              I myśl podejrzliwa w głowie tkwi,
              czy też Onufry sobie nie kpi?
              e_d się matmy uczyć zaczyna!
              • eilean_donan Re: Dowcip matematyczny 22.10.06, 15:37
                Co do limeryków - 3bezatu
                jest gwiazdą dużego formatu!
                Choć milczy wymownie
                ja wiem, że ponownie
                pokaże swój świetny rym światu.

                A tak poza tym, Onufry, ze mną i z matematyką jest tak jak w tej historii:
                Brytyjski astronom R. Ball (1840-1913) starał się poszerzyć horyzonty
                Brytyjczyków i wygłaszał popularne wykłady o Słońcu, planetach itp.
                Pewnego razu znajoma wyraziła żal, że nie mogła wysłuchać ostatniego odczytu.
                Profesor starał się ją pocieszyć:
                -Temat był raczej specjalistyczny, mówiłem o plamach słonecznych…
                -Och, tym bardziej żałuję, mnie one bardzo interesują. Gdy tylko wyjdę na
                słońce, zaraz mam plamy na twarzy!

                :-D
                • 3bezatu Re: Dowcip matematyczny 22.10.06, 16:45
                  e_d dziękuję za komplement! Z Twoich ust liczy się podwójnie. Aż mi rym zaparło!

                  Nawiązując do matematycznych możliwości, moje są równie wielkie:-))
                  Ale na pocieszenie dodam że:

                  Ponoć Michael Faraday (1791-1867) fizyk i chemik angielski, jeden z
                  najwybitniejszych uczonych XIX w. nie znał się na matematyce! Odkrycia swe
                  ujmował w opisowej, prostej formie. Często umieszczał w swoich pracach rysunki
                  i opisy zależności fizycznych, rezultatów doświadczeń, nie posługując się
                  prawie żadnymi wzorami.
                • Gość: Onufry Re: Dowcip matematyczny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 21:42
                  eilean_donan napisała:

                  > A tak poza tym, Onufry, ze mną i z matematyką jest tak jak w tej historii:
                  > Brytyjski astronom R. Ball (1840-1913) starał się poszerzyć horyzonty
                  > Brytyjczyków i wygłaszał popularne wykłady o Słońcu, planetach itp.
                  > Pewnego razu znajoma wyraziła żal, że nie mogła wysłuchać ostatniego odczytu.
                  > Profesor starał się ją pocieszyć:
                  > -Temat był raczej specjalistyczny, mówiłem o plamach słonecznych…
                  > -Och, tym bardziej żałuję, mnie one bardzo interesują. Gdy tylko wyjdę na
                  > słońce, zaraz mam plamy na twarzy!

                  ======================
                  Mysle, ze nie jest Pani jeszcze stracona. Pisze Pani do rzeczy (i do ludzi)
                  ;-)))

                  Zastanowie sie jak Pani pomoc.

                  Pozdrawiam,
                  O.
              • Gość: Onufry Re: do eilean_donan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 17:06
                Jest taka Eilean z Zaglebia -
                jej dowcip to polot i glebia.
                Nie znajac matematyki(!)
                rymuje cud limeryki -
                Dzis rozsmieszyla golebia :-)
                • 3bezatu Re: do eilean_donan i Onufrego 22.10.06, 17:35
                  Chciałam coś rymnąć z sensem, jako że zapanował tu dziś taki zwyczaj, ale:

                  Moi drodzy! (psiakrew i psiakość!)
                  Nic nie mogę zrymować - na złość.
                  Każdy rym mi ucieka
                  I nie słucha człowieka.
                  Chyba będę już wkrótce mieć dość.
                  • Gość: Onufry Re: do 3bezatu i eilean_donan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.06, 21:06
                    3bezatu to Poznanianka,
                    limeryk pisala co ranka.
                    Lecz ci ... naszej bezatu
                    nie chcieli dac etatu.
                    Ma u nas etat bez staranka!

                    ;-)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja