Humor w Nauce i Sztuce

    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Robert Hooke 09.11.06, 12:55
      Z książki Andrzeja K. Wróblewskiego „Uczeni w anegdocie”:

      Na czwartkowym posiedzeniu londyńskiego Royal Society w dniu 15 lutego 1672
      roku Robert Hooke miał wygłosić referat na temat nadesłanej tydzień wcześniej
      pracy poświęconej światłu. Jej autor, bliżej wówczas nieznany Isaac Newton z
      Cambridge, dowodził, że światło białe to mieszanina promieni różnych barw.
      Hooke na wstępie z uznaniem wypowiedział się o doświadczeniach Newtona, ale
      potem wyraził wątpliwość, czy hipoteza na temat natury światła jest sensowna.
      Zdaniem Hooke'a była ona podobna do zapewniania, iż wszystkie dźwięki są obecne
      w powietrzu zawartym w miechach organów lub w strunie, z których wydobywa się
      je przez naciskanie lub uderzanie. Istotnie, ówczesna hipoteza Newtona nie
      mogła wyjaśnić wielu faktów, na przykład barw cienkich płytek. Hooke nie
      wiedział jednak, że krytykując Newtona, robi sobie z niego śmiertelnego wroga,
      który postara się skazać go na zapomnienie.

      Konflikt między Newtonem a Hookiem trwał aż do śmierci Hooke'a 3 marca 1703
      roku. 30 listopada tegoż roku Newton został prezesem Royal Society. Funkcję tę
      pełnił do śmierci, rządząc żelazną ręką nauką angielską. Każdego, kto
      kiedykolwiek ośmielił się go skrytykować, tępił wszelkimi sposobami. Przy
      przenosinach Royal Society do nowej siedziby w tajemniczy sposób zaginął jedyny
      portret Hooke'a i większość instrumentów, które wynalazł i wykonał. Portrety
      pozostałych członków Newton kazał odświeżyć, opatrzyć złotymi napisami i
      ozdobić nimi nowe pomieszczenia. Przez dwa stulecia postać Hooke'a pozostawała
      w zasadzie zapomniana. Dziś nie ulega wątpliwości, że Newton potraktował go
      wyjątkowo niesprawiedliwie.

      W istocie Hooke był niezwykle wszechstronnym uczonym. Ostatnio nazywa się go
      nawet angielskim Leonardem da Vinci. Jego wkład w rozwój fizyki nie ograniczał
      się do odkrycia prawa sprężystości. Był pionierem meteorologii, autorem ważnych
      obserwacji astronomicznych i spostrzeżeń paleontologicznych. Był geniuszem
      konstrukcji mechanicznych. Wynalazł i skonstruował kilkadziesiąt przyrządów
      naukowych. Poza pompą próżniową i mikroskopem można wymienić np. barometr
      sprężynowy, termometr, higrometr, deszczomierz, wiatromierz, głębokościomierz i
      przyrząd do pobierania próbek wody z dużej głębokości. Miał także udział w
      rozwóju nauk medycznych, ponieważ przeprowadził ważne eksperymenty nad
      oddychaniem zwierząt. Historia biologii podkreśla, że to on odkrył komórki
      roślinne. W historii Londynu zapisał się również jako świetny architekt. Po
      pożarze miasta w 1666 roku znalazł się w komisji odbudowującej je i według jego
      projektów wzniesiono wiele pałaców i budynków.
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Jean Baptiste Lamarck 09.11.06, 16:26
        Uczeni nie mieli łatwego życia i musieli wykazywać się wielką odpornością
        psychiczną. Drogo zapłacił Robert Hooke za krytykę Newtona, omal o nim nie
        zapomniano.
        Przyjrzyjmy się następnej postaci.

        ***

        LAMARCK Jean Baptiste (1744-1829)
        francuski biolog, ewolucjonista, prof. Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu,
        czł. franc. Akad. Nauk; zreformował systematykę zwierząt; twórca uproszczonej
        teorii ewolucji organizmów żywych, zw. lamarkizmem, powiązał procesy psychiczne
        zwierząt ze stopniem komplikacji ich układu nerwowego; był współorganizatorem
        sieci meteorologicznej we Francji; wprowadził do nauki termin "biologia".


        Szerokie zainteresowania Lamarcka wykraczały poza biologię. Bardzo wcześnie
        zaczął się pasjonować meteorologią, zapewne ze względu na wpływ klimatu na
        organizmy żywe. Na jego wniosek rozpoczęto we Francji organizację sieci
        meteorologicznych punktów obserwacji. W latach 1799-1810 wydawał też „Roczniki
        meteorologiczne” zawierające prognozy pogody.
        Ta inicjatywa spotkała się z bardzo niechętnym przyjęciem przez Napoleona,
        została przezeń nawet publicznie wyszydzona. W 1809 roku, na dorocznej
        uroczystości, podczas której akademicy wręczali cesarzowi swe prace Lamarck
        chciał mu przekazać świeżo ukończoną „Filozofię zoologii”. Napoleon jednak nie
        rzuciwszy nawet okiem na książkę, wykrzyknął:
        - Ach, to znów ta pańska absurdalna meteorologia…Ten rocznik to hańba pańskiej
        starości. Przyjmuję to tylko dlatego, że szanuję pańskie siwe włosy – i
        niedbale rzucił książkę swemu adiutantowi.
        Lamarck na próżno usiłował wtrącić, że jest to jego nowe dzieło z historii
        naturalnej. W końcu się rozpłakał. Zaprzestał też publikacji „Roczników”.
        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Jerzy Panek IP: *.d4.club-internet.fr 09.11.06, 17:56
          Znakomity polski grafik i malarz, Jerzy Panek tryskal humorem, byl czlowiekiem
          naprawde wolnym i od nikogo i od niczego zaleznym. Znane byly jego opowiastki o
          sobie samym. Czesciowo byly one prawdziwe, czesciowo byly wyrazem fantazji
          artysty. Panek opowiadal ze jego kochankami sa dziewczyny, ktore wychodza
          prosto z pociagu, lekko spocone. "Takie kobiety sa dla mnie najbardziej
          pocigajace". Kiedys zapytany jak spedzil Sylwestra odpowiedzial ze w dworcowym
          WC, bo tam jest najbardziej wesolo w ta uroczysta noc.
          Ostatnio mieszkancy Krakowa mieli szczescie ogladac jego prace na swietnie
          zorganizowanej wystawie w Muzeum Narodowym.
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: H. Weyl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.06, 22:11
      Dzis obchodzilby urodziny Hermann Weyl (ur. 9 listopada 1885 w Elmshorn
      — zm. 8 grudnia 1955 w Zurychu) wielki niemiecki matematyk, fizyk i filozof.
      Profesor Politechniki w Zurychu, nastepnie Uniwersytetu w Getyndze,
      a od 1933 roku Uniwersytetu w Princeton.

      Moj host-profesor znal go osobiscie e Princeton, w okresie gdy Weyl byl
      juz profesorem emerytowanym. Mial zwyczaj przesiadywac w swojej ulubionej
      kawiarence i zagadywac do mlodszych adeptow nauki:
      - Wygladasz mlodziencze jakbys nie spal zbyt duzo! Ja obecnie wysypiam
      sie bardzo dobrze.
      Albo komentowal:
      _ Jak wy modziezy mozecie zajmowac sie obecnie matematyka - przeciez
      jest ona w dzisiejszych czasach strasznie skomplikowana? Za czasow
      mej mlodosci mysmy rozwiazywali znacznie prostsze problemy.


      Obok wielu scisle naukowych ksiazek i artykulow, Weyl napisal perelke
      popularyzaci nauki, ksiazke "Symetria". W Polsce ostatni raz wydal ja
      Proszynski i spolka w 1997. Oto recenzja:

      "Niezwykły przegląd zastosowań zasad symetrii w sztuce (rzeźba, malarstwo,
      architektura, zdobnictwo) i występowania ich w naturze (świat płatków śniegu
      i żywych organizmów), pióra jednego z najwybitniejszych matematyków XX wieku
      i filozofa nauki."

      ;-)))
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.impan.gov.pl 10.11.06, 08:51
      Sir John Joseph Thompson (1856-1940) Fizyk angielski, otrzymał w 1906 roku
      nagrodę Nobla za badania nad przepływem gazów i za odkrycie swobodnych
      elektronów

      ***

      W swych wspomnieniach Thompson opisał zabawny incydent z dzieciństwa, kiedy
      dostał od ojca w prezencie mikroskop i bardzo się cieszył z możliwości
      oglądania maleńkich przedmiotów. Pewnego dnia przybył w odwiedziny przyjaciel
      ojca, któremu chłopiec pokazał przez mikroskop swój włos. Gość był wyraźnie
      rozczarowany.
      - Czy włos jest widoczny? - spytał chłopiec.
      - Ależ tak, widzę go!
      - Czyż nie jest wielki?
      - Tak, ale nie mogę na nim dojrzeć numeru - odparł gość.
      - Numeru? - zdziwił się chłopiec.
      - Tak, numeru, przecież w Biblii powiedziano, że wszystkie włosy są policzone.

    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce : E. Fermi 10.11.06, 09:16
      Enrico Fermi (1901-1954)
      Fizyk włoski, podał teorię rozpadu beta, opracował statystykę o spinie
      połówkowym, zaprojektował pierwszy reaktor atomowy. Laureat Nagrody Nobla z
      1938 roku za odkrycie reakcji jądrowych wywołanych przez powolne neutrony i
      odkrycie jądrowych reakcji łańcuchowych.


      Fermi z wielką wprawą posługiwał się matematyką, ale przede wszystkim słynął z
      niezwykłej intuicji i umiejętności prostego tłumaczenia najbardziej
      skomplikowanych teorii. Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski w cyklu "Uczonych w
      anegdocie" zamieszczanych w "Wiedzy i Życiu" przytacza zwierzenia
      Fermiego: "Nie potrafię już śledzić tych nowości formalizmu. Wybrałem się na
      wykład jednego ze współpracowników Oppenheimera i przygnębiło mnie to, że
      niczego nie byłem w stanie zrozumieć. Najbardziej poruszyło mnie jednak
      ostatnie zdanie wykładowcy, który powiedział: To jest właśnie teoria rozpadu
      beta Fermiego.

      :-)))

      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce : E. Fermi 10.11.06, 09:20
        Enrico Fermi jeszcze jako student często nudził się na zajęciach z matematyki.
        Pewnego razu podszedł do profesora i powiedział:
        - Zadawane przez Pana zadania są dla mnie za łatwe!
        Profesor spojrzał na niego i stwierdził:
        - Dobrze, jestem pewien, że to cię zainteresuje - i skopiował dziewięć
        zagadnień ze swojej książki do zeszytu Fermiego. Po miesiącu nauczyciel spotyka
        Enrico na korytarzu, i z nutką złośliwości w głosie pyta:
        - No i jak poradziłeś sobie z problemami, które ci dałem?
        - Och, one rzeczywiście były bardzo trudne - odpowiada Fermi - zdołałem
        rozwiązać tylko sześć z nich.
        - Profesor był wyraźnie zszokowany:
        - Co!? To niemożliwe! Przecież żadnego z nich nie da się rozwiązać!.

        ***

        Z okresu, gdy Fermi czynnie wykładał na uniwersytecie, studenci i
        współpracownicy wspominają go jako bardzo barwną i lubianą postać. Odznaczał
        się nieprawdopodobną wprawą w rachunkach. Do jego ulubionych rozrywek należało
        zakładanie się ze studentami, że wyprowadzi od podstaw wzór, którego akurat nie
        pamiętał, w czasie krótszym, niż potrzebny na pójście do biblioteki i
        znalezienie go w podręczniku. Według świadków nigdy nie przegrał!

    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 17:37
      Dzis obchodzilby urodziny pewien muzyk francuski, o ktorym sie mowi,
      ze byl tym dla Francji, czym J.S. Bach dla Niemiec. O kim tu mowa?
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 10.11.06, 19:07
        Francois Couperin
        • Gość: Onufry Re: François Couperin « le Grand » IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 19:57
          3bezatu napisała:

          > Francois Couperin

          ==========================

          Tak, brawo !!!

          François Couperin « le Grand » (ur. 10 listopada 1668, zm. 12 września 1733) to
          francuski kompozytor epoki baroku.

          Pochodził ze znanego rodu kompozytorów i muzyków. Był nauczycielem muzyki w
          Wersalu, nadwornym klawesynistą i organistą kościoła St. Gervais w Paryżu.

          Jest uważany za twórcę formy muzycznej ronda. Tworzył także suity i utwory
          kościelne.

          Od 1693 roku był nadwornym muzykiem króla Ludwika XIV, skomponował 2 msze
          organowe, około 230 kompozycji klawesynowych zebranych w 4 księgach (często o
          tytułach programowych), dzieła kameralne, nawiązujące do A. Corellego i J.B.
          Lully’ego, motety religijne; słynny podręcznik gry na klawesynie: L’Art pour
          toucher clavecin.


          Wiecej po angielsku:

          en.wikipedia.org/wiki/Fran%C3%A7ois_Couperin

          lub po francusku:


          fr.wikipedia.org/wiki/Fran%C3%A7ois_Couperin
          • Gość: Onufry Re: François Couperin « le Grand » IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 20:08
            Ciekawostka :-)

            6798 Couperin (1993 JK1) – planetoida z grupy pasa głównego asteroid, okrążająca
            Słońce w ciągu 5,03 lat, w średniej odległości 2,94 j.a. Odkryta 14 maja 1993 roku.
        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Hector Berlioz IP: *.d4.club-internet.fr 10.11.06, 19:57
          Hector Berlioz, swiadomy swej wagi dla muzyki, a szczegolnie dla muzyki
          francuskiej, cierpial na obsesje znieksztalcenia posmiertnie jego zycia. Z tego
          powodu napisal autobiografie, ktora przed wydaniem wlasnorecznie korygowal.
          Jednak dzielo ukazalo sie w sprzedazy dopiero po jego smierci.
          • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Hector Berlioz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 20:11
            Hector Berlioz (1803-1869) - kilka maksym:

            * Czas jest wielkim nauczycielem, tyle tylko, że zabija swoich uczniów.

            * Jestem crescendem Beethovena.
            o Je suis un crescendo de Beethoven. (fr.)
            o Berlioz o swoich symfoniach, porównując je z symfoniami Beethovena

            * Wierz mi, że ten, kto to napisał, nie był zwykłym człowiekiem.
            o słowa Berlioza do jednego z przyjaciół, kiedy usłyszał III Symfonię
            Eroicę Beethovena

            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Hector Berlioz 10.11.06, 20:50
              Niccolo Paganiniego, kiedy przebywał w Parmie wciągnięto w spółkę rzekomo
              mającą na celu założenie kasyna w Paryżu o charakterze elitarnym i muzycznym.
              Wskutek nieuczciwości wspólników stanął przed sądem. Skazano go na niebagatelną
              karę pieniężną, ucierpiała także jego opinia wśród ludzi. Niejako, aby
              załagodzić incydent, ofiarował bardzo utalentowanemu kompozytorowi
              francuskiemu, Hektorowi Berliozowi, 20 tys. franków. Umożliwiło to młodemu
              artyście pracę twórczą wolną od trosk materialnych.

              • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Hector Berlioz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 21:38
                Młody muzyk udał się do Berlioza z prośbą, by zechciał ocenić jego kompozycje.
                Berlioz po przejrzeniu owych dzieł, powiedział:
                - Chcąc być uczciwym, muszę panu wyznać, że nie posiada pan najmniejszych
                zdolności muzycznych. Mówię szczerze, nie bawiąc się w żadne pochlebstwa, a to
                dlatego, aby póki czas, wybrał pan sobie inny zawód.
                Można sobie wyobrazić, czym stał się ów wyrok sławnego muzyka dla biednego
                chłopca. Gdy młodzieniec był już na ulicy, nagle w otwartym oknie ukazał się
                Berlioz i zawołał:
                - Chłopcze, chcąc być uczciwym, muszę też wyznać, że gdy byłem w pańskim wieku,
                moi ówcześni profesorowie powiedzieli mi dokładnie to samo, co ja panu.
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce :-))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.06, 21:51
      W czasie tournée koncertowego pianista Claudio Arrau miał wystąpić w jednym w
      prowincjonalnych miast Ameryki Południowej. Jakież było jego zdziwienie, gdy
      stanąwszy na estradzie, ujrzał na fortepianie napis: "Nie strzelać, facet gra
      najlepiej, jak potrafi".
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Imieniny ulicy 11.11.06, 09:34
      11 listopada - Narodowe Święto Niepodległości to dzień z założenia radosny.
      Obchody rocznic i świąt państwowych w Polsce radosne i spontaniczne zazwyczaj
      nie są: ograniczają się najczęściej do oficjalnych ceremonii (składanie
      kwiatów, przemówienia, salwy).

      Inaczej jest jednak w Poznaniu.
      Tak się składa, że 11 listopada to także dzień św. Marcina, który - obok
      patronów miasta Piotra i Pawła - jest najpopularniejszym poznańskim świętym.
      Jest w Poznaniu kościół pw. św. Marcina, są znane tylko tu marcińskie rogale,
      którymi każdy poznaniak objada się właśnie 11 listopada, jest wreszcie ulica
      Św. Marcin - główna arteria miasta, przy której wznosi się siedziba CK "Zamek".
      To właśnie w "Zamku" narodził się w połowie lat 90. pomysł, aby - nawiązując do
      tradycji ulicznych festynów, którym patronowali rozmaici święci: opiekunowie
      ulic, miast, cechów - wyprawić ulicy Święty Marcin huczne imieniny.

      Momentem kulminacyjnym obchodów Imienin jest co roku barwny korowód, który
      wyrusza spod kościoła św. Marcina po zakończeniu sumy odpustowej. Pochód z
      postacią Patrona na czele przemierza ul. Św. Marcin i przybywa na plac
      przed "Zamkiem". Tu święty otrzymuje z rąk prezydenta klucz do bram miasta, co
      staje się sygnałem do rozpoczęcia ostatniej przed zimowymi chłodami ulicznej
      zabawy. Na imieninowych gości czekają plenerowe koncerty, spektakle, pokazy
      filmowe, wystawy (często związane z historią ulicy i miasta), kiermasz z
      marcińskimi rogalami oraz - na finał - pokaz sztucznych ogni.
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Święty Marcin i rogale 11.11.06, 09:57
        Święty Marcin, obok patronów miasta Piotra i Pawła, jest jednym z
        najpopularniejszych poznańskich świętych. Jako rzymski legionista okrył połową
        swojego płaszcza półnagiego żebraka. Za zasługi został zwolniony z wojska,
        otrzymał święcenia kapłańskie, wkrótce został biskupem. Zawsze stawał w obronie
        niewinnych.
        W Poznaniu, kościół Św. Marcina należy do najstarszych w mieście (ufundowany
        został w XII wieku - w/g niektórych źródeł nawet w XI.) Wtedy też obok kościoła
        wykształciła się podmiejska osada zamieszkana przez rzemieślników, zwana od
        patrona - Św. Marcin. Na miejscu dawnego traktu wytyczono ulicę, która jest do
        dziś jedną z głównych arterii miasta. Ulica nabrała wielkomiejskiego
        charakteru na początku naszego wieku, kiedy u jej wylotu, w miejsce dawnych
        fortyfikacji okalających miasto, powstał zamek cesarski.


        Tutaj też na odpuście ku czci św. Marcina pojawiły się ponoć świętomarcińskie
        rogale. Jeden z poznańskich cukierników, odpowiadając na apel proboszcza
        parafii proszącego o dary dla biednych, upiekł ich aż 3 blachy i przyniósł pod
        kościół. Potem dołączyli do niego inni - przed wojną poznańscy rzemieślnicy
        przynosili też mięsa i chleby, aby każdy mógł w ten dzień najeść się do syta.
        Do dziś przetrwała tylko tradycja wypiekania z drożdżowego ciasta wypełnionego
        masą makowo-migdałową świętomarcińskich rogali.


        11 listopada objadamy się rogalami marcińskimi z białym makiem. Dziś smak tych
        rogali jest wyjątkowy. Nie ma Poznaniaka, który nie skonsumuje pachnącego
        migdałami rogala.
        Ludzie z całej Polski przyjeżdżają w tym dniu do Poznania – właśnie dla rogali.
        Zapraszam, bo warto. Wie o tym każdy, kto choć raz ich skosztował!
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Święty Marcin i rogal 11.11.06, 16:07
          3bezatu narobiłaś mi smaku. Jak ja się teraz pozbieram?

          A ja wszystkim polecam krótki artykuł (zapewne wszyscy uczestnicy tego wątku to
          wiedzą, ale może zaglądają tu też jakieś marudy):

          zdrowie.onet.pl/1302874,2041,,,,terapia_smiechem,psychologia.html
          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:zapomniane swieta IP: *.d4.club-internet.fr 11.11.06, 18:20
            Swieto Marcina w Poznaniu przypomnialo mi dwa, zapomniane juz ,swieta
            sredniowieczne.
            W tym czasie swieto oblakanych i swieto osla byly bardzo popularne.
            Swieto oblakanych bylo obchodzone w dniu Bozego Narodzenia, w Nowy Rok lub 6
            stycznia.Przypominalo rzymskie saturnalia.Byl to dzien wolnosci podczas ktorego
            sludzy stawali sie panami, a panowie-slugami.Podczas swieta ulice wypelnialy
            sie tanczacymi zarowno szalonymi, jak i zdrowymi na umysle i ludzmi kosciola.
            Tanczacy pochod zmienial sie w parodie wladzy.Wybierano papieza, kardynalow i
            proboszczow.Dzialo sie to z udzialem publicznosci, ktora nie powstrzymywala sie
            od wrzaskow, gwizdow i gestykulacji mozliwie najbardziej groteskowej.
            Swieto osla obchodzono w niektorych miastach Europy Zachodniej w wigilie Bozego
            Narodzenia.Na pamiatke ucieczki z Egiptu mloda dziewczyna, trzymajaca w swych
            ramionach niemowle, penetrowala do wnetrza kosciola na grzbiecie osla.Podczas
            mszy wszelkie modlitwy konczyly sie oslim rzeniem "hi-han".Kosciol zabronil
            tych celebracji, ktore przyjely charakter obsceniczny.







            La fête de l'âne était célébrée dans certaines villes la veille de Noël ou au
            cours des secondes vêpres le 25 décembre : en souvenir de la fuite en Egypte,
            une jeune fille tenant un enfant dans ses bras pénétrait dans une église à dos
            d'âne. Pendant la messe, toutes les prières se terminaient alors par "hi-han".
            L'Église a rapidement interdit ces célébrations qui prenaient un caractère
            obscène.



            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Mark Twain IP: *.d4.club-internet.fr 11.11.06, 18:39

              Do Marka Twaina przyszedł dziennikarz i powiedział, ze słyszał, jakoby pisarz
              pracował nad wielkim dziełem dramatycznym. Chciał wiedziec, jak daleko posuneła
              sie praca. Twain odpowiedział:
              - Moze pan napisac w swojej gazecie, ze pisze dramat składajacy sie z czterech
              aktów i trzech antraktów, oraz ze juz ukonczyłem wszystkie antrakty.
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Święty Marcin i wino IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 19:27
          A Romain Rolland rozpoczyna swa cudna ksiazke
          "Colas Breugnon" takim mottem:

          "Swiety Marcin pije wino,
          wode pozostawia mlynom."

          (Przyslowie francuskie z XVI w.)


          Swa ksiazke zas dedykuje:

          "Swietemu Marcinowi patronowi Clamecy".
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Święty Marcin i wino 11.11.06, 20:23
            Przez wieki kultura ludowa wzbogacała uroczystość św. Marcina o nowe obrzędy.
            Tradycyjne świętowanie obejmowało także wesołe zabawy z tańcami, wróżby i
            charakterystyczne potrawy.
            Wesołej zabawie towarzyszyło młode wino, które właśnie w dzień św. Marcina
            otwierano, by uczcić pamięć hojnego świętego, nazywając je „winem św. Marcina".
            Trunkiem św. Marcina było i jest wino. Od najdawniejszych czasów w tym dniu
            odbywała się pierwsza degustacja młodego wina. Mówiono wówczas „spuszczaj wino
            na św. Marcina i pij je przez cały rok". W dniu św. Marcina był zwyczaj
            rozdawania wina biedakom. Wino św. Marcina miało szczególne właściwości,
            dodawało sił i urody. Znane też było określenie „dolegliwości
            świętomarcińskie", powstałe na skutek przedawkowania trunków.


            W dzień świętego Marcina zakazana była praca młynów. Zwyczaj zatrzymywania
            pracy młynów w dzień św. Marcina nawiązuje do starej legendy. Kiedyś, gdy
            diabli zarządzali młynami nikt inny nie mógł mleć. Św. Marcin namówił diabłów,
            że wynajmie młyny dotąd, aż szpilki oblecą z drzew iglastych, na co diabli się
            zgodzili. Na szczęście drzewa iglaste nigdy nie zrzucają igliwia, a na jodłach
            rosną młode gałązki w kształcie krzyżyków i to one na dobre spłoszyły diabłów.
            Święty Marcin nie pozwala mleć w swoje święto. Wierzono, że kto nie stosuje się
            do zakazu ryzykuje awarią młyna.
            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Przysłowia 11.11.06, 20:28
              Najbogatszy jest zbiór przysłów prognozujących w tym dniu pogodę na zimę,
              ponieważ dzień świętego Marcina uważano za zwiastuna zimy.

              -Od świętego Marcina zima się zaczyna.

              -Mróz na Marcina, będzie tęga zima.

              -Jak Marcin na białym koniu jedzie, to lekką zimę przywiedzie.

              -Gdy liście przed Marcinem nie upadają, to mroźną zimę przepowiadają.

              -Jeśli Marcin z chmurami, niestateczna zima przed nami.

              -Jaki Marcin, tak zima.

              -Święty Marcin błoniem, jeździ siwym koniem.

              -Gdy Marcin po lodzie, to kolęda po wodzie.

              -Gdy święty Marcin w śniegu przybieżał, będzie po pas całą zimę leżał.
              • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Przysłowia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.06, 21:32

                • Gdy na świętego Marcina śnieg choć prószyć poczyna, to zima się zaczyna.
                • Czasem liść się gęsto trzyma, nie chce siać się na Marcina.
                • Liście spadają, drogę ścielają, wiatr je ścina dla Marcina.
                • Marcinkowe lato (babie lato).
                • W święty Marcin deszcz lub chmury, czas niestateczny, ponury, jasna zaś w ten
                dzień pogoda, znaczy mrozy, z drwa wygoda.
                • Marcinowa pogoda mrozów zimie doda.
                • Jaki dzień świętego Marcina, taka będzie cała zima.
                • Marcin święty bez gęsi nas tego nauczy, jeśli deszcz czysty, zimy niedostatek
                dokuczy, jeśli jaśnie pogodny: miej zimy nadzieję, suchy mróz mokrych śniegów na
                szyję nawieje.
                • Jak mnie na święty Marcin nie masz, to mnie na święty Mikołasz i sto masz (jak
                śniegu nie ma na św. Marcina, to jest go dużo na św. Mikołaja).
                • Jeśli na Marcina sucho, Boże Narodzenie z pluchą.
                • Na Marcina woda się ścina.
                • Czasem liść się gęsto trzyma, nie chce słać się dla Marcina.
                • Na świętego Marcina lód, na Trzy Króle wody bród.
                • Na świętego Marcina śnieg choć prószyć zaczyna.
                • Na świętego Marcina puchła pierzyna (zaczynała się zima i była potrzebna gruba
                pierzyna).
                • Jeśli zima swą drogę zaczyna, to czyni to w dzień świętego Marcina.
                • Że śnieg na święty Marcin pospolicie spada, na białym koniu jeździ,
                przypowieść powiada.
                • Usypało śniegu tyle, przyjechał święty Marcin na białej kobyle.
                • Marcin święty bez gęsi nas tego nauczy, jeśli deszcz czysty, zimny niestatek
                dokuczy; jeśli jaśnie pogodny, mierzimy nadzieję, suchy mróz mokrych śniegów za
                szyję nawieje.
                • Na białym koniu święty Marcin jedzie, nie bój się gościa, ruszy w przedobiedzie.
                • Gdy święty Marcin w śniegu przybieżał, będzie po pas całą zimę leżał.
                • Na święty Marcin stary do komina (starcy siadają przy kominie, bo tam jest
                najcieplej w izbie).
                • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Przysłowia niezalezne IP: *.d4.club-internet.fr 11.11.06, 22:35
                  Kto rano wstaje ten jest nie wyspany.

                  Lepszy wróbel w garści niż skrzypek na dachu.

                  Gdy koń się śmieje to nie ma żartów.

                  Kobieta bez mężczyzny jest jak ryba bez roweru.

                  Nosił wilk razy kilka dopóki mu się ucho nie urwało.

                  Człowiek brzmi dumnie w trzcinie.
                  Jak cię widzą - to pracuj

                  Komu w drogę, temu nostalgia.

                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Przysłowia niezalezne 12.11.06, 20:02
                    Na pochyłe drzewo nawet Salomon nie naleje.

                    Kobieta bez mężczyzny jest jak rower bez pedałów.
                    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Przysłowia niezalezne 13.11.06, 22:01
                      Oko za oko - proteza za protezę.

                      Póty dzban wodę nosi, póki się czajnika nie kupi.

                      Nie licz na ludzi, licz na pieniądze.

                      Wykształcenie nie piwo - nie musi być pełne.

                      Nieudana operacja to połowa udanej sekcji.

                      Świat jest stożkowaty - największe jest dno.
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rossini :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.06, 13:58
      Rossini słynął z dobrego apetytu. Kiedyś zaproszono go na obiad do pewnego domu,
      lecz jedzenie było raczej dość skromne, tak co do ilości dań, jak też ich
      obfitości. Po skończonej biesiadzie pani domu, żegnając mistrza, zapytała:
      - Mistrzu, kiedy znowu będziemy mieli przyjemność zasiąść wspólnie do stołu?
      - Choćby zaraz, droga pani, choćby zaraz - odrzekł Rossini.

      ***

      Rossini dowiedział się, że w Mediolanie chcą mu za życia wystawić pomnik.
      Wysokość sumy przeznaczonej na ten cel oszołomiła go zupełnie. Toteż gdy ojcowie
      miasta zwrócili się do niego z zapytaniem, jakie miałby życzenia co do rodzaju
      pomnika, Rossini odpowiedział: "Panowie, dajcie mnie te pieniądze, a ja
      podejmuję się osobiście postać codziennie przez kilka godzin na mediolańskim rynku".
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rossini :-))) 12.11.06, 19:56
        Gioacchino Rossini na wiele lat przerwał komponowanie, co zwróciło uwagę
        wielbicieli jego muzyki. Zapytany o przyczynę, odpowiedział:
        - Wszyscy pracują dla trzech rzeczy: sławy, złota i przyjemności. Sławę już
        mam, złota mi nie trzeba, a przyjemności już dawno mnie znudziły...

        ***

        Pewnego razu włoski kompozytor operowy Gioacchino Rossini był obecny na
        koncercie węgierskiego kompozytora i pianisty Ferenca Liszta. W czasie przerwy
        jeden ze słuchaczy pyta Rossiniego, co sadzi o grze wirtuoza. - Jeszcze nic na
        ten temat nie mogę powiedzieć, gdyż Liszt robi tak wiele, żeby go obserwować,
        że chwilowo nie miałem czasu go posłuchać - odrzekł Rossini.

        ***

        Młody kompozytor zgłosił się do Rossiniego z dwoma partyturami pod pachą.
        - Chciałbym mistrzowi zagrać dwie symfonie i dowiedzieć się, która jest lepsza.
        Dyrektor orkiestry obiecał mi jedną z nich wykonać publicznie!
        Młody muzyk zasiadł do fortepianu i zaczął grać pierwszą z symfonii. Po kilku
        taktach Rossini zamknął partyturę i powiedział:
        - Na pewno tą drugą, chłopcze!
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rossini :-))) 12.11.06, 20:47
          Gdy Rossini umierał, przyjaciele chcieli wezwać księdza, lecz muzyk rzekł:
          - Nie trzeba. Myślę, że przed tym, kto skomponował "Stabat Mater" drzwi do raju
          stoją szeroko otwarte!

          ***

          Po premierze opery "Wilhelm Tell" Rossiniego, Gaetano Dionizetti wykrzyknął
          pełen entuzjazmu:
          - Pierwszy i trzeci akt opery z pewnością napisał Rossini, ale drugi musi być
          dziełem Boga!

          ***

          Gaetano Donizetti (1797-1848) był niezwykle płodnym kompozytorem oper, a w
          dodatku komponował bardzo szybko. Swą najsłynniejszą operę "Don Pasquale"
          napisał zaledwie w ciągu kilku dni. Gdy powiedziano mu, że Joachim Rossini na
          skomponowane opery "Cyrulik Sewilski" potrzebował "aż" dwóch tygodni,
          Dionizetti rzekł:
          - To mnie wcale nie dziwi. Rossini jest taki leniwy...

          :-)))
          • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rossini :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.06, 23:19
            (...)
            20 marca 1816 r. w Teatro Argentina w Rzymie odbyła się premiera Cyrulika
            sewilskiego – opery komicznej na podstawie dramatu Pierre Beaumarchais –
            uznawanej za jedno najwybitniejszych dzieł w historii muzyki operowej. Według
            niektórych źródeł napisanie Cyrulika zajęło Rossiniemu 8 dni, on sam twierdził,
            że było to 12-13 dni – najprawdopodobniej trwało to jednak około 25 dni. Z
            niewiadomych przyczyn premiera Cyrulika okazała się klęską. ;-)))
            Kolejne przedstawienie (na którym sam kompozytor się nie pojawił, symulując
            chorobę ;-) ) spotkało się już jednak z entuzjastycznym przyjęciem i aż
            po dzień dzisiejszy Cyrulik sewilski jest najczęściej wykonywaną operą Rossiniego.
            (...)
            • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rossini :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.06, 23:26
              (...)
              Biografowie przedstawiają go [Rossiniego] w tym okresie jako człowieka
              obdarzonego błyskotliwym, choć nieco cynicznym poczuciem humoru i jednocześnie
              zakompleksionego, upokorzonego i przekonanego o zmarnowaniu swojego talentu. To
              wszystko widoczne jest w dedykacji Mszy:
              "Drogi Boże, oto jest, ukończona, moja mała Msza. Czy to, co stworzyłem, to na
              pewno święta muzyka (musique sacrée), czy może raczej muzyka potępiona (sacrée
              musique)? Dobrze wiesz, że urodziłem się dla opery buffa! Trochę umiejętności,
              trochę serca, to wszystko. Bądź więc błogosławiony i przyjmij mnie do Raju."

              :-)))
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.06, 11:59
      Jan Sebastian Bach był życiowo dość niezaradny i zawsze we wszystkim wyręczał
      się żoną. Gdy zmarła mu, zalał się łzami, zakrył twarz dłońmi i usiadł niezdolny
      do niczego. Wkrótce przybył jeden z przyjaciół, który obiecał zająć się
      pogrzebem, na co jednak potrzeba było pieniędzy, wtedy Bach powiedział:
      - Zwróć się w tej sprawie do mojej żony.

      ***

      Na egzaminie w konserwatorium uczennica zapytana, czym się tłumaczy wielkość i
      nieśmiertelność Jana Sebastiana Bacha odpowiedziała: "bo napisał akompaniament
      do Ave Maria Gounoda"

      ***

      Kiedyś zapytano Jana Sebastiana Bacha (1685-1750), co należy robić, by stać się
      wybitnym organistą. Mistrz odpowiedział:
      - Trzeba niewiele. Nauczyć się tylko trzech rzeczy: grać, grać i grać.

      ***

      Jan Sebastian Bach tak mówił o swoim rówieśniku - Jerzym Fryderyku Haendlu
      (1685-1759):
      - To jedyny człowiek, którego chciałbym zobaczyć nim umrę i jedyny, którym
      chciałbym być, gdybym nie był Bachem.
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) 13.11.06, 18:44
        Barbara Gruszka-Zych:


        "Jan Sebastian Bach — poczciwy mieszczuch, lubiący zajadać „kiełbaski na
        szpinaku”, konfitury z dyni, a między jedną a drugą filiżanką kawy chrupiący
        bułeczki i komponujący fugi. Nieobyty, ubrany w wyświechtany frak i kiepsko
        przypudrowaną perukę lipski kantor, nie bardzo umiejący zachować się przy
        wykwintnym stole. Krewki nauczyciel rozwydrzonych chórzystów, który w
        zdenerwowaniu potrafił ich ostro poszturchać, albo rzucić peruką w fałszującego
        akompaniatora. Ale też organista z Arnstadt, który wprowadza chaos do
        nabożeństwa, bo unosi go muzyka, zapomina się, improwizuje. Albo — dostaje
        czterotygodniowy urlop na wyjazd do Lubeki, żeby posłuchać gry słynnego
        Buxtehudego, a tam tak mu się ta muzyka podoba, że wraca na etat organisty w
        Arnstadt dopiero po czterech miesiącach. U współczesnych wzbudzający wiele
        kontrowersji, wręcz niechęci, jak mówili — ze względu na trudny charakter.
        Dziś, 250 lat po jego śmierci, bliski przez muzykę. Geniusz, który był zdolny
        przenieść na papier wszystko, co tylko chciał — jak twierdzi Ton Koopman,
        wykonawca jego utworów, szef The Amsterdam Baroque Orchestra. Zostało niewiele
        dokumentów z życia muzyka. Zachowały się za to setki utworów wydanych w 59
        tomach przez Bachgesellschaft."

        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) IP: *.d4.club-internet.fr 13.11.06, 19:31
          L.van Beethoven powiedzial o muzyce J.S. Bacha iz nazwisko autora powinno
          brzmiec raczej meer(morze), a nie bach (potok).
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) 13.11.06, 20:54
            Konstanty Ildefons Gałczyński

            Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha


            Rodzina wyjechała do Hagen.
            Sam zostałem w tym ogromnym domu.
            Po galeriach krokami dudnię.

            Bardzo śmieszą mnie te złocenia
            i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
            i te chmury mknące na południe.

            Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
            Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.

            Cóź to za rozkosz błądzić przez pokoje
            z Panią Muzyką we dwoje!
            Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.

            A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.
            O, wesołe jest serce moje!

            W starych szufladach są stare listy,
            a w książkach zasuszone kwiaty,
            jak to miło plądrować wśród starych papierów...
            O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów!
            o, natchnienia jak kolumny złote! 0, kantaty!

            Ubrany w zielony aksamit
            brodzę, błądzę tymi pokojami,
            i po galeriach, i po schodach;

            o, jeszcze tyle, tyle do wieczora godzin,
            żeby mruczeć, żeby nucić, żeby chodzić,
            żeby płynąć jak zaczarowana woda!

            Ciemne jak noc portrety witają mnie w salach,
            jeszcze bardziej ciemniejąc, kiedy się oddalam.

            To śmieszne, że niektórzy nazwali mnie mistrzem,
            mówiąc, że w mych kantatach zamknąłem niebiosa.
            Szkoda, że tu nie wszyscy znacie mego kosa,
            ach, jakże ten kos śpiewa, jakże ten ptak gwiżdże,
            jemu wiele zawdzięczam. No i wielkim chmurom.
            I wielkim rzekom. I piersiom twoim, Naturo.

            Spójrzcie na te niebieskie hiacynty,
            na te krzesła z czarnego drzewa,
            na te wszystkie złocone sprzęty,
            na tę klatkę z papugami, która śpiewa,
            na te obłoki jak srebrne okręty,
            które wiatr południowy podwiewa.
            Tak. Spójrzcie. To jest moje mieszkanie.
            Też wspomnienie po Janie Sebastianie.
            (…)
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) 14.11.06, 11:12
              W wielu biografiach Bacha opowiada sie o jego liscie do przyjaciela,
              w ktorym zwierza sie, ze zima ktora minela byla wyjatkowo niepomyslna.
              Chodzilo Bachowi o to, ze tej zimy zmarlo wyjatkowo malo mieszkancow
              parafii gdzie byl kantorem i w zwiazku z tym przychody z pogrzebow
              byly znacznie mniejsze niz zwykle.

              ;-)))
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) 15.11.06, 11:46
                Muzyka J.S. Bacha to przyklad tego, ze jedyna wyrocznia w sprawach sztuki
                jest czas. Za swego zycia Bach nie doczekal slawy. Byl ceniony jako organista
                ale byli "wieksi" kompozytorzy niz on np. Teleman. Wiekszosc kompozytorow
                uwazala ze Bach przynudza, ze jego muzyka jest zbyt skomplikowana. Jeden z synow
                - tez kompozytor nazwal go "stara peruka". Dopiero wykonanie pod kierunkiem
                Mendelsohnna Pasji Mateuszowej zaczelo niesmiertelna slawe Bacha.

                ***

                Albert Schweitzer obok medycyny mial druga wielka pasje: gre na organach.
                W czasie swego pobytu w Paryzu, chcial codziennie cwiczyc. Udal sie wiec
                do organisty Notre Dame - Ch. Widora i poprosil o pozwolenie gry na organach
                tamze. Widor spojrzal na mlodego wowczas czlowieka i zapytal:
                - A co pan bedzie gral?
                - Oczywiscie Bacha - padla odpowiedz.
                Muzyka organowa Bacha nie byla podowczas we Francji bardzo popularna
                i Schweitzer otworzyl francuskim organistom oczy i uszy na Bacha.
                Poprosili oni by Schweizter spisal to co wie nt muzyki Bacha i w ten
                sposob powstala znakomita ksiazka o tym wielkim muzyku
                ;-)))
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: J.S. Bach :-))) 15.11.06, 12:04
                  Bach jako czlowiek z krwi i kosci byl osobnikiem temperamentnym.
                  W chorze kosciola Sw. Tomasza gdzie byl kantorem byl pewien osobnik
                  ktory zawziecie falszowal. Gdy mimo wielu upomnien zafalszowal jeszcze
                  raz, zdenerwowany Bach zrzucil go ze schodow, omal nie pozbawiajac zycia.

                  ***

                  Innym razem. w czasie jakiegos swieta Bach odswietnie ubrany z przypieta
                  szpada spacerowal po rynku Lipska. W pewnym momencie inny przechodzien
                  wyrazil sie niepochlebnie o jego muzyce. Bach dobyl szpady i wyzwal
                  tego osobnika na pojedynek. Rozdzielac ich musiala straz miejska

                  ;-)))
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 14.11.06, 10:43
      Kiedy francuski matematyk, twórca znakomitego podręcznika Charles Boussut
      dowiedział się, że jego znakomity starszy kolega Pierre-Louis Maupertuis jest
      ciężko chory, czym prędzej udał się doń z wizytą.

      - Pacjent jest umierający - powiedział mu lekarz. - Nie jest już w stanie
      powiedzieć nawet słowa...

      - To niemożliwe. Wiem co zrobić, żeby się odezwał - stwierdził Bossut i
      podszedłszy do łóżka, głośno zapytał Maupertuisa:

      - Ile jest dwanaście do kwadratu?

      - Sto czterdzieści cztery! - odpowiedział umierający i wydał ostatnie
      tchnienie.


      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ostatnie słowa 14.11.06, 11:59
        Burnaby Conrad zebrał w książce "Famous Last Words" (Alvin Redman, London,
        1962) ostatnie słowa wypowiedziane lub zapisane tuż przed śmiercią przez
        różnych wybitnych ludzi. Oto kilka:
        * * *
        Anna Boleyn (na szafocie) : "Kat, jak myślę, jest bardzo doświadczony a
        moja szyja jest bardzo cienka".

        Giordano Bruno (na stosie) : "Moja dusza wzniesie się wraz z dymem do raju".

        Charlotte Corday (odsuwając kata, który chciał zasłonić przed nią
        gilotynę): "Mam prawo być ciekawa. Nigdy tego przedtem nie widziałam".

        Denis Diderot (do żony) : "Jak myślisz, co mi diabeł zrobi?".

        Thomas Edison (powróciwszy do przytomności po agonii) : "Bardzo jest tam
        pięknie".

        Philip Egalite (do kata, który chciał mu zdjąć buty) : "Łatwiej ci będzie
        ściągnąć je potem. Do roboty!".

        J. H. Green, lekarz (do lekarza domowego) : "Udar", po czym wziąwszy się za
        puls: "Nie bije".

        J. C. Harris, pisarz (spytany o zdrowie) : "Czuję się o jedną dziesiątą
        brwi komara lepiej".

        Franz Kafka (prosząc swego przyjaciela, Maxa Broda, o zniszczenie całej jego
        puścizny literackiej) : "W ten sposób nie będzie dowodu że kiedykolwiek byłem
        pisarzem".

        Leonardo da Vinci : "Obraziłem Boga i ludzkość, gdyż dzieło moje nie
        osiągnęło tej doskonałości jaką powinno było mieć".

        R. M. Narvaez, wojownik hiszpański (spytany przez spowiednika czy przebaczył
        swoim nieprzyjaciołom) : "Nie mam im niczego do przebaczenia. Wystrzelałem
        ich".

        Aleksander Puszkin (spytany czy chce zobaczyć kogoś ze swoich przyjaciół,
        podniósł oczy na półkę z książkami) : "Do widzenia przyjaciele".

        H. D. Thoreau, eseista (spytany czy pogodził się z Bogiem) : "Nie pamiętam
        bym kiedykolwiek się z Nim pokłócił".

    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: George Boole 14.11.06, 15:31
      George Boole (1815-1864), genialny samouk, profesor matematyki w Queen's
      College w Cork (Irlandia), twórca podstaw logiki matematycznej


      George Boole był chorowity, miał słabe płuca i kłopoty z oczami, ale jego
      małżeństwo układało się szczęśliwie. W ciągu dziewięciu lat przyszło na świat
      aż pięć córek: Mary, Margaret, Alicia, Lucy i Ethel. Wydawało się, że ma przed
      sobą długą i pomyślną przyszłość, ale zszedł z tego świata nagle i w dość
      niezwykłych okolicznościach. 24 listopada 1864 roku odbywał zwykłą
      trzykilometrową drogę, aby wygłosić wykład. Tym razem wędrował w ulewie, która
      przemoczyła go do suchej nitki. W kompletnie mokrym ubraniu wygłosił wykład i
      wrócił do domu. Niska temperatura sprawiła, że się przeziębił. Niestety, jego
      żona Mary wierzyła, że najlepszą metodą pokonania choroby jest wystawienie
      pacjenta na jej przyczynę, wylewała więc na łoże, w którym leżał Boole, wiadra
      wody, aby pościel była dokładnie nasiąknięta. Pacjent nie przeżył kuracji.

    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: D.Mendelejew 14.11.06, 20:11
      Dymitr Mendelejew (1834-1907) chemik rosyjski, twórca okresowego układu
      pierwiastków.

      ***

      Na wszystkich portretach Mendelejewa rzuca się w oczy jego długa, nieporządna
      broda i chaotycznie sterczące na wszystkie strony długie włosy. Istotnie,
      obcinał on włosy tylko raz w roku, w końcu wiosny, przed nadejściem upałów.

      ***

      Miał dwie żony. Z pierwszą rozwiódł się i niedługo później poślubił drugą.
      Postąpił niezgodnie z rosyjskim prawem, które pozwalało żenić się dopiero po
      upływie siedmiu lat od rozwodu. Mendelejew przekupił jednak pewnego popa, który
      udzielił mu ślubu. Niedługo wszystko wyszło na jaw. Jednakże, mimo że zgodnie z
      prawem naukowiec był bigamistą władze zostawiły go w spokoju - był zbyt znaną
      osobą.
      Jakiś czas później podobnie chciał postąpić pewien bogaty arystokrata rosyjski.
      Argumentując mówił, iż tak właśnie zrobił Mendelejew. Car odpowiedział mu:
      "To prawda, że Mendelejew ma dwie żony, ale przecież mam tylko jednego
      Mendelejewa".
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: D.Mendelejew 14.11.06, 21:35
        Mendelejew lubił w wolnych chwilach oprawiać książki, robić torby i walizki.
        Pewnego razu, gdy kupował na rynku potrzebne mu surowce, ktoś zapytał
        sprzedawcę: - Kto to jest? - Jak to, przecież wszyscy go znają - odpowiedział
        sprzedawca. - To znany kaletnik, Mendelejew.

        :-))
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: D.Mendelejew 15.11.06, 11:37
          Kierownika jednej z wielkich wytwórni napojów alkoholowych w Rosji oskarżono o
          kradzież alkoholu. Brakowało bowiem sporej ilości tego trunku. Jeden z członków
          rodziny oskarżonego studiował chemię w Petersburgu, gdzie pracował i wykładał
          chemię Mendelejew. Zwrócił się więc do niego o pomoc. Właśnie przed rokiem
          Mendelejew ogłosił wyniki swojej wieloletniej pracy nad roztworami wodnymi
          alkoholu, ujawniając zjawisko kontrakcji, które polega ubytku objętości po
          zmieszaniu alkoholu z wodą. Sąd uznał ekspertyzę uczonego i uwolnił skazanego
          od dalszego więzienia.
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: D.Mendelejew 15.11.06, 18:32
            Pod koniec XX wieku w Rosji stała się głośna afera, której bohaterem był
            dostawca bielizny dla wojska. Nie znano wówczas jeszcze wtedy gumy i do
            zapinania kaleson i koszul używano guzików. Do wyboru było: drewno, rogi i
            cyna. Z uwagi na cenę rogi i kości odpadły, a drewno wydawało się za mało
            trwałe. Dlatego też zamówiono guziki cynowe i to dbając o jakość zaznaczono, że
            musi to być czysta cyna. Dostarczona bielizna powędrowała do licznych magazynów
            rozsianych po wielkim terytorium Rosji. Po roku w magazynie na dalekiej Syberii
            z przerażeniem stwierdzono, że zamiast guzików na bieliźnie są szczypty szarego
            proszku. Dostawca poszedł do więzienia, a w magazynach wojskowych nastąpiła
            ścisła kontrola. Guziki jak nowe znaleziono przy bieliźnie składowanej w
            umiarkowanym i ciepłym klimacie, natomiast na północy, gdzie panują silne mrozy
            znaleziono tylko szary proszek. Tym razem samo wojsko zwróciło się do wielkiego
            Mendelejewa z prośbą o wyjaśnienie zagadki. Wielki chemik, który w swym bogatym
            dorobku naukowym zajmował się też i cyną odpowiedział:
            - Mamy do czynienia z ospą cynową, po prostu czysta metaliczna cyna w bardzo
            niskich temperaturach przechodzi w odmianę a (alfa), czyli szary proszek.
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Pozdrawiamy tworcow filmu "Zakochany Paryz" 15.11.06, 12:11
      W 600. poscie pozdrawiamy wszystkich (a bylo ich wielu) tworcow filmu
      "Zakochany Paryz" za wyborne poczucie humoru i znakomite sceny ukazujace
      czar tego miasta.

      :-)))

      Watek FH GW "Humor w Nauce i Sztuce"
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 15.11.06, 21:44
      Jeden ze znajomych Karola Szymanowskiego zwrócił się do niego z pytaniem:
      - Mistrzu, nie wydaje się panu, że to bardzo nudne tak całe życie nic nie
      robić, tylko komponować?
      - Tak, to dosyć nudne - zgodził się kompozytor - ale jeszcze nudniej całe życie
      nic nie robić, tylko słuchać tego, co ja skomponuję.
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 16.11.06, 13:03
      Znanemu przed wojną w Poznaniu, bardzo lubianemu aktorowi charakterystycznemu,
      Franciszkowi Ryllowi (1878-1928) koledzy zrobili dowcip.
      Artysta ów miał skłonność do nadmiernego spożywania napojów wyskokowych i z
      góry było wiadomo, że gości zaproszonych przez niego na przyjęcie imieninowe
      czekają trudne chwile. Kiedyś przy takiej okazji koledzy aktora przynieśli ze
      sobą firmowe butelki napełnione czystą wodą. Zasiedli przy stole, napełnili
      kieliszki i wznieśli toast za zdrowie solenizanta. Wszyscy go spełnili,
      skrzywili się, że wódka taka mocna – główny bohater też wypił i zdumiony
      rozejrzał się po wszystkich – ale nic nie powiedział. Przy drugiej kolejce
      scenka się powtórzyła, lecz przy trzeciej Ryll się rozpłakał: „Koledzy, umierać
      mi przyjdzie – straciłem smak!”. Długo potem nieszczęśnika pocieszano, że nie
      ma powodu do obaw, ale i tak przez pewien czas był obrażony.
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 16.11.06, 18:14
      Znany kompozytor (twórca melodii m.in. do „Roty”) Feliks Nowowiejski (1877-
      1946) prowadził w Poznaniu żywot solidnego mieszczanina, z bardzo
      uporządkowanym życiem rodzinnym i osobistym. Do tradycji rodzinnej należy jak
      najbardziej autentyczna opowieść, że teściowa i żona Nowowiejskiego liści
      laurowych z wieńca przyznanego artyście za oratorium „Quo vadis” używały...
      jako przyprawę do zup.

      :-)
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: F. Nowowiejski 17.11.06, 11:59
        Było to dokładnie 13 stycznia 1910 roku. Znany kompozytor Feliks Nowowiejski
        (1877-1946) siedział w zakładzie fryzjerskim w Krakowie przy ulicy
        Floriańskiej. Czekając na swoją kolejkę z nudów przeglądał świeżo wydany numer
        pisemka „Przodownica”. W trakcie lektury natrafił na mało mu znany
        wiersz „Hasło” Marii Konopnickiej. Przeczytał i zrezygnował ze strzyżenia.
        Wyszedł na Planty i tam w ciągu godziny na przypadkowo znalezionej w kieszeni
        kopercie naszkicował melodię póżniej znaną jako „Rota”. Pytany później przez
        dziennikarzy, gdzie wpadł na pomysł nowej pieśni, odpowiadał skromnie, ale
        zgodnie z prawdą: „U fryzjera”.

        :-)
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Heine :-))) 17.11.06, 10:37
      Ktoś zapytał Heinego, czym był zajęty przed obiadem.
      - Przeczytałem wiersz, który napisałem wczoraj, i w jednym miejscu postawiłem
      przecinek.
      - A po obiedzie?
      - Przeczytałem ten wiersz jeszcze raz i skreśliłem przecinek, bo okazał się
      zbyteczny.

      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Heine :-))) 17.11.06, 21:45
        H.Heine:

        „Jestem człowiekiem o na wskroś pojednawczym usposobieniu. A oto
        moje życzenia: skromny domek kryty strzechą, przy tym jednak
        dobre łóżko, dobre jedzenie, mleko i masło pierwszej świeżości,
        przed oknem kwiaty, przed drzwiami kilka pięknych drzew, jeśli zaś
        dobry Bóg chce mnie w pełni uszczęśliwić, to niech da mi się
        nacieszyć widokiem sześciu czy siedmiu moich nieprzyjaciół
        wiszących na tych drzewach. Z sercem przepełnionym wzruszeniem
        wybaczę im wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządzili w życiu - no,
        trzeba wybaczać nieprzyjaciołom, ale nie wcześniej, nim zawisną.”

        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Heine :-))) IP: *.d4.club-internet.fr 17.11.06, 23:35
          Wielka fanka Heinego byla Elzbieta austriacka-"Sisi". Znala na pamiec wiekszosc
          jego utworow, nazywala go swym mistrzem..gdyz tez pisala wiele poezji. Byly to
          jednak marne podrobki "pod Heinego".
          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Heine :-))) IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 00:02
            W 1841 roku w Paryzu Heinrich Heine poslubil Eugenie Mirat. Byla ona
            sprzedawczynia butow, nie mowila ani jednego slowa po niemiecku, byla
            grubianska , malo obyta i nie rozumiala intelektualnego swiata meza. Ten
            pozostawil jej calkowita wolnosc pod jednym warunkiem: ze po jego zgonie
            powtornie wyjdzie za maz."W ten sposob przynajmniej jeden czlowiek bedzie
            zalowal mojej smierci"-tlumaczyl swa decyzje Heine.:-)
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rubens i Picasso:-))) 17.11.06, 12:06
      Pewien dziennikarz zapytał Picassa:
      - Którego z wielkich malarzy przeszłości ceni pan najbardziej?
      - Rubensa.
      - Dlaczego?
      - Dlatego, że z dwóch tysięcy jego obrazów do naszych czasów przetrwało około
      czterech tysięcy.

      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Scrambled eggs IP: *.d4.club-internet.fr 17.11.06, 17:55
        Pewnego dnia Paulowi McCartney wydawalo sie, ze przypomona sobie stara
        melodie. Zagral ja Geogowi Martin z prosba o odszukanie orginalnej melodii aby
        wykupic prawa adaptacji i umiescic ja w swoim repertuarze. Poszukiwania okazaly
        sie bezskuteczne : wydawalo sie ze melodia, ktora Paul mial sobie przypomniec
        nie istniala wczesniej.Paul pracowal nad ta melodia podczas wakacji u
        przyjaciela Bruce Welcha , nazywajac ja najpierw Scrambled eggs, a pozniej
        Yesterday.George Martin zasugerowal aranzacje muzyczna tej melodii w wykonaniu
        kwartetu smyczkowego, co w latach 65 bylo uwazane za prowokacje, gdyz w tych
        czasach nigdy nie slyszano orkiestry rockowej z takim akompaniamentem.15 lat
        pozniej utwor ten stal sie standartem i doczekal sie 200 nagranych
        interpretacji.Obecnie grany jest tak czesto, ze w kazdym momencie w chociaz
        jedenej stacji radiowej na swiecie jest emitowany.







    • Gość: 6UL DV8 Milton Friedman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.06, 17:54
      Wczoraj zmarł Milton Friedman, jeden z największych ekonomistów i orędowników
      wolnego rynku. Jeśli ktoś chciałby śpiewająco w ciągu 3 minut poznać istotę
      jego poglądów, polecam link:
      video.google.com/videoplay?docid=-6407847019713273360 ;))

      A oto kilka myśli Friedmana:

      * Nikt nie wydaje cudzych pieniędzy równie uważnie jak swoich. Nikt nie
      wykorzystuje cudzych możliwości równie efektywnie jak swoich. Jeżeli chcemy
      więc wydajności i efektywności, jeśli chcemy, by wiedza była odpowiednio
      spożytkowana, musimy czynić to za pomocą prywatnej własności.

      * Nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad. Prędzej czy później będziesz musiał
      za niego zapłacić.

      * Furia piekła jest niczym w porównaniu z wściekłością zlekceważonego
      biurokraty.

      * Prawo w dużym stopniu polega na zabranianiu ludziom rzeczy, które chcieliby
      robić.

      * Inflacja to forma opodatkowania wprowadzana przez rządy bez żadnej ustawy.

      * Nie próbuj przechodzić przez rzekę w bród tylko dlatego, że jej średnia
      głębokość wynosi cztery stopy.


      I jeszcze krótka anegdotka:

      Pewna studentka University of Chicago zasnęła na zajęciach prowadzonych przez
      Friedmana. Gdy Friedman to zauważył, obudził ją i zażądał, by odpowiedziała na
      postwione przed chwilą przez niego pytanie. Rezolutna dziewczyna odparła: co
      prawda nie usłyszałam pytania, ale odpowiedź na pewno brzmi "zwiększona podaż
      pieniądza!" ;) (Milton Friedman uważał podaż pieniądza za główny czynnik
      ekonomiczny).
      • Gość: ewa Re: Milton Friedman ekonomia nad fizyka IP: *.d4.club-internet.fr 17.11.06, 18:26
        "... nie urodzil sie jeszcze taki fizyk ktory moglby przepowiedziec los 100-
        dolarowego banknotu, porzuconego na trotuarze w godzinach szczytu, podczas
        wietrznego dnia. Natomiast ekonomista moze przepowiedziec, ze z pewnoscia
        znajdzie sie w kieszeni szczesliwego znalazcy.":-)
        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 12:28
          Smierc Shakespeara i Cervantesa ma te sama date, ale nie w tym samym
          kalendarzu.W owym czasie katolicka Hiszpania przyjela kalendarz gregorianski,
          czego jeszcze nie uczynila anglikanska Anglia. Victor Hugo, ktory nie znal tego
          szczegolu , byl zafascynowany (pozornym) faktem, ze tych dwoch znawcow ludzkiej
          duszy postanowilo opuscic ziemski padol rownoczesnie.
          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: podsluchane w operze IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 16:13
            Pewna dama zwraca sie do sasiadki" znam te, opere, z pewnoscia ja slyszalam;
            doskonale rozpoznaje dekoracje"
            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Liszt i Chopin IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 17:54
              Wiadomo, ze czesto grali w salonach dla publicznosci zainteresowanej
              muzyka.Jednego wieczoru Liszt gral utwor Chopina, lecz dorzucajac trille i
              ornamentacje, ktorych nie ma w kompozycji pierwotnej.Zostal entuzjastycznie
              oklaskany.Jednak Fryderyk, zdenerwowany, zauwazyl publicznie iz nie ceni
              transformacji swego utworu.Nastepnego dnia dwaj muzycy ponownie wystapili przed
              publicznoscia. Chopin zasiadl przy fortepianie,zgaszono swiece aby lepiej
              wsluchiwac sie w muzyke.Rownoczesnie Liszt poprosil Chopina o zamiane miejsc.
              Tym razem Liszt gral bez dorzucanych ornamentacji.Uzyskal wielkie brawa i
              doprowadzil do zadziwienie publicznosci gdy zapalono kandelabry i okazalo sie
              ze wykonawca nie byl Chopin. Liszt mial wowczas powiedziec"potrafie grac tak
              jak Chopin,lecz on nie potrafi grac tak jak ja!"..
              • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Chopin IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 19:42
                Zanotowano niewielka ilosc wystapien Chopina przed duza publicznoscia, w sali
                koncertowej. Bylo to wynikiem nekajacej go, potwornej tremy. Juz zgodziwszy sie
                na koncert przed szersza publicznoscia, Chopin zamykal sie w swoim apartamencie
                i ... przez dwa tygodnie przed wystapîeniem gral wylacznie Bacha.
                • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Chopin IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 19:50
                  Przez pewien czas Fryderyk Chopin nosil brode tylko z jednej strony twarzy.
                  " Nie wazne, moi entuzjasci widza jedynie moja dobra strone"- wyjasnil genialny
                  kompozytor.
              • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Liszt i Chopin 18.11.06, 22:03
                Pewnego razu zaproszono w Paryżu Chopina i Liszta na obiad do arystokratycznego
                domu. Po uczcie pani domu zwraca się do Chopina z prośbą, aby coś zagrał. -
                Ależ madame, ja tak mało jadłem - odpowiada Chopin. - Proszę zwrócić się z tą
                prośbą raczej do Liszta.

                :-)
                • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Leonardo da Vinci IP: *.d4.club-internet.fr 18.11.06, 23:24
                  Maurizio Seracini, historyk sztuki i naukowiec, zafascynowany sztuka Leonarda
                  da Vinci wiele lat swego zycia poswiecil poszukiwaniom Bitwy Anghiari, jednego
                  z najwiekszych dziel mistrza. Dzieki nowoczesnym technikom udowodnil ze w
                  Adoracji Magow znajduje sie glebsza warstwa, przedstawiajaca wstep do bitwy
                  Anghiari.Zdaniem Maurizio Saracini Bitwa Anghiari, dzielo nie dokonczone,
                  znajduje sie w Wielkiej Sali Rady w Palazzo Vecchio we Florencji.To malowidlo
                  scienne zostalo zakamuflowane przez Vasariego, ktory pokryl je murem, na ktorym
                  namalowal wlasny obraz.
                  Natomiast adoracja Magow, dzielo zbyt nowoczesne na owczesne czasy, zostalo
                  pokryte warstwa zakrywajaca wiele szczegolow przez znacznie mniej zdolnego
                  artyste. Obecnie toczy sie dyskusja naukowcow nad renowacja i przywroceniem
                  pierwotnego ksztaltu obrazu.
                • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Liszt 19.11.06, 16:56
                  Pewna pianistka, ogłaszając swój występ w Jenie, zaprezentowała się na afiszu
                  jako "uczennica Liszta", który właśnie w tym samym czasie bawił w Jenie
                  przejazdem. Poruszona tym, pianistka odwiedziła kompozytora i wyznała swe
                  kłamstwo, tłumacząc się, iż w ten sposób chciała zapewnić sobie większą
                  frekwencję na koncercie. Liszt roześmiał się i kazał jej odegrać jakiś utwór z
                  jej programu. W trakcie grania wygłosił parę uwag, a gdy skończyła, powiedział:
                  - No, teraz może pani śmiało mówić, że jest pani moją uczennicą.

                  :-)

    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Lionel Hampton 19.11.06, 20:48
      Jeden z dziennikarzy podszedł kiedyś do Lionela Hamptona, pytając:
      - Mister Hampton, jest pan znakomitym wibrafonistą, poza tym gra pan na
      fortepianie i bębnie, śpiewa pan, komponuje, aranżuje i prowadzi orkiestrę. Jak
      pan to wszystko robi?
      - Świetnie - odparł Hampton...

      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: jazz! 19.11.06, 22:29
        Louis Armstrong został kiedyś zaproszony do Bernarda Showa. Kiedy gość
        przyszedł, gospodarz powiedział: - Proszę o wybaczenie, ale nie mogę pana
        przyjąć, bo mam straszną migrenę. - To może coś panu zagram? - zaproponował
        Armstrong. - Bardzo dziękuję, ale wolę już swoją migrenę.

        :-)))
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: F. Klein 20.11.06, 09:10
      Feliks Klein (matematyk 1849-1925) twierdził, że najlepsze lata twórcze
      przypadają na trzydziestkę, pózniej się tylko głupieje. Obecny przy tym Walter
      Nernst (fizyk i chemik 1864-1941) odrzekł, że jest przeciwnego zdania, uważa
      bowiem, że z każdym dniem staje się mądrzejszy.

      - Tak pan sądzi? - chłodno spojrzał na niego Klein - No to w takim razie
      wkrótce się wyrównamy.

      :-)


    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: pasztet zajeczy 20.11.06, 09:40
      Stanisław Saks (matematyk 1897-1943) zatrzymując się przed oknem sklepowym, w
      którym widniał napis "pasztet zajęczy" zapytał towarzyszącego mu Bronisława
      Knastera (matematyk 1893-1980):
      - Jak myślisz, czy to rzeczywiście zajęczy pasztet?
      Na to Knaster:
      - Kto go zje, zaraz pozna. Jeśli nie zajęczy, to zajęczy, a jeśli zajęczy to
      nie zajęczy.

      :-)))


    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 09:52
      Dlaczego właśnie ja sformułowałem zasadę względności? – powtórzył pytanie
      Einstein. Ile razy zadaję sobie to pytanie wydaje mi się, że przyczyna jest
      następująca: Normalny dorosły człowiek w ogóle nie rozmyśla nad problemami
      czasu i przestrzeni. W jego mniemaniu przemyślał to już w dzieciństwie. Ja
      jednak rozwijałem się intelektualnie tak powoli, że czas i przestrzeń zajmowały
      moje myśli nawet wtedy, gdy stałem się już dorosły.


      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 13:35
        Einstein nie potrafił bez pomocy drugiej osoby wypełnić deklaracji podatkowej.

        - To jest zbyt skomplikowane dla matematyka - mawiał - do tego trzeba być
        filozofem.


        :-)))
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 13:40
          Dwaj amerykańscy studenci założyli się o to, że list zaadresowany:

          Profesor Einstein, Europa

          dojdzie do adresata. List doszedł w normalnym czasie, a Einstein stwierdził po
          prostu:

          - Poczta funkcjonuje u nas doskonale.


          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 15:43
            Spotkawszy przyjaciela Einstein powiedział:
            - Niech pan przyjdzie jutro do nas na obiad. Będzie profesor Smithson...
            - Ależ profesorze, przecież Smithson to właśnie ja!
            - Nic nie szkodzi, niech pan przyjdzie.

            ***

            Einsteinowi zdarzyło się, że nie mógł znaleźć okularów. Odnalazła mu je
            dziewczynka.
            - Dziękuję Ci moje dziecko, jak się nazywasz?
            - Klara Einstein, tatusiu.
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 15:56
              Teoria wzglednosci Einsteina przewidywala zakrzywienie promieni swietlnych
              pod wplywem pola grawitacyjnego. Gdy po wielu latach od wymyslenia przez
              Einsteina teorii, zostalo to potwierdzone doswiadczalnie, stwierdzil on:

              - Nigdy bym nie przypuszczal, ze optyka osiagnie taki stopien precyzji!
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 16:36
                Einstein przyjechał w 1923 roku do Kopenhagi na spotkanie z Bohrem. Uczeni po
                spotkaniu się na stacji kolejowej wsiedli do tramwaju, ale zatopieni w rozmowie
                zapomnieli wysiąść na właściwym przystanku. Wsiedli więc w tramwaj jadący w
                przeciwnym kierunku, ale znów pojechali za daleko. Historia powtórzyła się
                jeszcze kilkakrotnie, zanim wreszcie wysiedli na właściwym przystanku.

                • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 17:11
                  I kto by pomyślał, że nie byłoby być może genialnych prac Einsteina, gdyby nie
                  rodzinne perypetie :-)
                  Zaczęło się od Milevy Marić - kapryśna , przewrotna, o wybujałej ambicji,
                  kompletnie nie odpowiadała rodzicom Alberta w charakterze jego towarzyszki
                  życia. Pół – Serbka, pół- Greczynka, chłopskiego pochodzenia, prawosławna, a
                  Hermann i Paulina, de domo Koch, należeli do ortodoksyjnej społeczności
                  żydowskiej. Milena wcale nie chciała wychodzić za mąż za Alberta, który po
                  studiach zatrudnił się w Urzędzie Patentowym w Bernie, zarabiał grosze, a
                  talent naukowy nie miał dla niej większego znaczenia. Zgodziła się wyjść za
                  Alberta na przekór jego matce. Einstein np. napisał do Milevy w liście: „moja
                  matka zamartwia się, że tak bardzo ciebie kocham. Opłakuje mnie, jakbym umarł.
                  Lamentuje, że ściągam na siebie nieszczęście”.
                  Nienawiść Pauliny Einstein do przyszłej synowej wzrosła, gdy przyszło na świat
                  nieślubne dziecko ukochanego syna, dziewczynka, którą zresztą młodzi oddali
                  natychmiast do adopcji. Po ślubie dom Einsteinów nie był bynajmniej oazą
                  spokoju. Teściowa i synowa urządzały dantejskie sceny. Einstein w liście do
                  przyjaciółki, Elzy Lowenthal (która wkrótce zresztą zastąpiła Milevę u jego
                  boku), tak pisał: „ obydwie ponoszą winę za tak opłakany stan wzajemnych
                  stosunków. W tych okolicznościach nic dziwnego, że rozkwita moja miłość do
                  nauki – unosi mnie ona z tego padołu łez ku strefom niebiańskiego spokoju”.
                  No i proszę, ślub w 1904, piekło w domu, a w 1905 publikacja trzech prac, w
                  których, jak Emilio Segre powiedział „geniusz zapłonął z niedościgłą
                  jasnością”.

                  • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 20.11.06, 21:51
                    Einstein rozmawiał z Chaplinem.
                    -Dokonał pan cudu! - powiedział twórca teorii względności - Cały świat pana
                    podziwia i rozumie.
                    -Pan dokonał jeszcze większego - odparł Chaplin - Wszyscy pana podziwiają, choć
                    nikt pana nie rozumie.

                    :-))
                    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Elza Einstein 21.11.06, 12:20
                      Druga żona Eisteina, także 3 lata starsza, typowa "hausfrau", była mu w
                      większym stopniu matką, niż żoną. Życie jej nie było łatwe, stała się obiektem
                      wielu uszczypliwych uwag. Zarzucano jej zbyt niski poziom intelektualny jak na
                      towarzyszkę życia Einsteina, oskarżano, że nie dopuszcza do męża ludzi nauki,
                      faworyzując osobistości ze świata polityki i sztuki.

                      Elza organizowała mężowi codzienne życie, w którym był niefrasobliwy i mało
                      zaradny, chroniła przed natarczywością wścibskiej publiki. Odwzajemniał się
                      jej ... raniąc dotkliwie jej uczucia. Sława uczonego przyciągała jak magnes
                      wiele kobiet, z którymi nawiązywał znajomości: czasem przelotne, czasem
                      bardziej zażyłe. Jego zamiłowanie do flirtów stało się w rodzinie legendarne.
                      Jednocześnie z pogardą wyrażał się o intelekcie i osobowości płci żeńskiej.

                      Był fanatycznie uczulony na punkcie swojej niezależności, do tego stopnia, ze
                      odrzucał stosowany zwyczajowo w małżeństwie zaimek my. Nikt, a już w żadnym
                      przypadku Elza, nie miał prawa wypowiadać się w jego imieniu. Mów o sobie lub o
                      mnie, ale nigdy o nas - przykazywał jej oschle.
                      Nie raz dochodziło do konfliktów w małżeństwie, ale Elza nie skarżyła się. "Tak
                      genialny człowiek nie może być doskonały pod każdym względem" - pisała w jednym
                      z listów - "Tam gdzie natura dużo daje, dużo też zabiera. Powinno się go
                      przyjmować jako cudowną, choć tak męczącą całość".

                      Dla wielu osób tajemnicą było, czemu Einstein trwa przy swojej drugiej żonie.
                      Odpowiedź, być może, znajduje się w wypowiedzi Charliego Chaplina o Elsie,
                      którą poznał w 1931 roku: „najwyraźniej sprawiało jej satysfakcję, że jest żoną
                      owego wielkiego człowieka, i nie starała się tego ukrywać; jej entuzjazm był
                      ujmujący”.
                      Elza zmarła w 1936 roku.

                    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Einstein 21.11.06, 15:02

                      "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota,
                      choć nie jestem pewien co do tej pierwszej."

                      Albert Einstein
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Gustaw Mahler 21.11.06, 21:20
      Gustaw Mahler był człowiekiem niezwykle sumiennym, nigdy nie zdarzyło się, żeby
      opuścił jakąkolwiek próbę. Jakież więc było zdziwienie wykonawców, gdy pewnego
      dnia kierowanie próbą Mahler powierzył swemu zastępcy, sam zaś oświadczył, że
      musi wyjść na godzinę. Zdarzyło się to po raz pierwszy, odkąd objął on
      stanowisko kapelmistrza. Dokładnie w godzinę później Mahler zjawił się w operze
      i stanął przy pulpicie dyrygenta. Po próbie jeden z muzyków, zaprzyjaźniony z
      Mahlerem, zapytał o przyczynę tego niezwykłego wydarzenia.
      - Ożeniłem się! - odpowiedział spokojnie kapelmistrz.

      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Gustaw Mahler IP: *.d4.club-internet.fr 21.11.06, 23:13
        Gustaw Mahler cierpial na rozmaite manie, w tym manie czystosci naczyn i
        sztuccow.Kiedys, gdy byl dyrektorem opery w Budapeszcie , wybral sie z siostra
        Justi do kawiarni. Zgodnie ze swym zwyczajem najpierw powycieral sztucce, a
        potem nalal wode do szklanki aby ja umyc. Wode ze szklanki nonszalancko wylal
        przez ramie na ponizej znajdujacy sie taras. Odpowiedzia byly okrzyki
        niezadowolenia, na co Mahler powiedzial "Bardzo przepraszam".
        Gdy po chwili zabral sie ponownie do czyszczenia naczyn, tym razem Justi, cala
        sala wybuchnela smiechem. G. Mahler byl lubiany i szanowany w Budapeszcie i
        latwo wybaczano mu rozmaite dziwactwa.
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Alma Mahler 22.11.06, 21:08
          9 marca 1902 r. w zakrystii Karlskirche 42-letni Gustaw Mahler poślubił o 20
          lat młodszą Almę Schindler, "najpiękniejszą dziewczynę w Wiedniu".
          "Ta dziewczyna jest interesująca i inteligentna. Początkowo wydała mi się
          antypatyczna i wziąłem ją za lalkę. Zwykle nie traktuje się serio takich
          młodych i ładnych dziewcząt" – mówił o niej Mahler.
          "On przerasta znacznie wszystkich mężczyzn, których dotąd spotkałam" - notuje
          Alma w pamiętniku.
          Almę zafascynował Gustav Mahler jako dyrygent, wielka gwiazda. Podczas
          koncertów Alma wpatrywała się w jego "twarz Lucyfera, blade policzki i płonące
          oczy".

          Alma była fascynującą osobowością. Była utalentowaną pianistką i kompozytorką.
          Po ślubie Mahler zażądał, żeby przestała zajmować się muzyką. Jednak był przez
          całe życie w niej zakochany.
          Zmarł w 1911 roku.

          Alma jeszcze dwukrotnie wychodziła za mąż: za awangardowego architekta Waltera
          Gropiusa; następnie za pisarza "buntownika" o lewicujących poglądach - Franza
          Werfla.
          Piękną, inteligentą, utalentowaną Almę Mahler adorował "istny legion
          kochanków", mistrzów pędzla, pióra i batuty.
          Muza - Alma zniewalała swą charyzmatyczną osobowością; niezależnością i
          poglądami wyprzedzała swój czas.
    • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Picasso we Francji IP: *.d4.club-internet.fr 22.11.06, 19:59
      Przybywszy do Paryza w 1901 r., Pablo Picasso byl bacznie obserwowany przez
      autorytety francuskie. Zakwalifikowany w raportach policji jako "anarchista", "
      podzegacz", "Hiszpan", "ledwie mowiacy po francusku" , dwukrotnie przezyl
      odrzucenie jego naturalizacji francuskiej.
      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Picasso we Francji IP: *.d4.club-internet.fr 22.11.06, 22:31
        W domu Picasso na poludniu Francji odwiedzajacy nie znajdywali jego obrazow na
        scianach willi. Jeden z odwiedzajacych zapytal czy to dlatego, ze mistrz nie
        lubi swoich obrazow."Przeciwnie, bardzo je lubie" odparl Picasso "ale rowniez
        nie moge sie osmielic ich zawiesic".
        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Einstein i policjant IP: *.d4.club-internet.fr 23.11.06, 17:18
          Pod koniec XXI wieku rodzice mogli wybrac inteligencje ich potomstwa. Pewna para
          zapragnela miec syna o inteligencji Einsteina. Wsadzili dziecie do maszyny,
          nacisneli guzik .. i wyszedl geniusz. Ale zle mu bylo zyc w coraz bardziej
          rasistowskim i konsumpcyjnym swiecie. Aby mu pomoc rodzice postanowili
          zmniejszyc jego inteligencje. Wsadzili go do maszyny.. ale pomylili guziki.
          Zamiast nacisnac "inteligencja srednia", nacisneli "sredni debil". No coz,
          odczekali chwile, syn wychodzi z maszyny i mowi" Policja narodowa. Papiery do
          sprawdzenia dawac!".
          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Einstein i szofer IP: *.d4.club-internet.fr 23.11.06, 23:51

            English


            Historia miala miejsce w latach 40-tych. Einstein podrozowal po Stanach
            Zjednoczonych aby dac serie konferencji naukowych. Program byl bogaty i wiele
            miast do odwiedzenia.Kazdego niemal dnia Einstein przemieszczal sie w
            samochodzie z szoferem oddanym mu do dyspozycji
            .Tygodnie mijaly, miasta zmienialy sie i w koncu zaistniala pewna
            rutyna.....Pewnego dnia, gdy Einstein i jego szofer dyskutowali o
            powtarzajacych sie konferencjach, szofer powiedzial:
            -"sluchajac panskich wypowiedzi dzien po dniu, znam je tak dobrze ze wierze iz
            moglbym wyglosic konferencje za pana". Einstein, ktory uwielbial blagi
            odpowiedzial-"znakomicie".
            Trzeba dodac, ze w tych czasach glowa Einsteina nie byla jeszcze powszechnie
            znana.
            Nastepnego dnia miejska sala byla wypelniona po brzegi.Einstein zajal miejsce
            szofera w glebi sali, obok drzwi wejsciowych.Konferencja eozpoczela sie i
            domniemany uczony niezle sobie radzil.Nikt, oprocz wtajemniczonych nie
            podejrzewal mistyfikacji.Jednak na koniec konferencji pewien czlowiek wstajac
            zadal techniczne i precyzyjne pytanie dotyczace teorii Einsteina. Pytanie na
            ktore szofer nie byl w stanie odpowiedziec.Lecz, nie zbity z tropu, falszywy
            mowca zabil wzrokiem pytajacego, wyciagnal reke z palcem wskazujacym
            skierowanym na koniec sali, obok drzwi i rzekl"szanowny panie, panskie pytanie
            jest tak trywialne, ze odpowiedz otrzyma pan od mojego szofera".

            Les semaines passent, les villes se succèdent et une certaine routine
            s'installe... Un jour, tandis qu'Einstein et son chauffeur discutent du côté
            répétitif de ces conférences, celui-ci lui dit :
            - A force de vous écouter jour après jour, je connais tellement bien votre
            conférence que je crois que je pourrais la donner à votre place...
            Einstein, facétieux, aurait répondu :
            - Chiche !
            Il faut préciser qu'à cette époque, peu de gens connaissaient la tête
            d'Einstein...

            Le lendemain, la salle municipale est comble. Einstein s'installe au fond,
            debout, près de la porte comme le fait son chauffeur habituellement. La
            conférence commence et l'imposteur ne s'en sort pas mal du tout. Personne,
            parmi l'assistance, ne semble détecter la supercherie. A la fin de la
            conférence toutefois, un homme se lève et pose une question très technique sur
            la théorie d'Einstein. Une question à laquelle évidemment, le chauffeur est
            bien en peine de répondre...

            Mais, sans se démonter, le faux conférencier pose un regard condescendant sur
            l'homme dans le public, pointe son index vers le fond de la salle et dit :
            - Monsieur, votre question est tellement triviale que c'est mon chauffeur qui
            va vous répondre !

            Note: Cette anecdote est racontée comme
            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Einstein i szofer IP: *.d4.club-internet.fr 23.11.06, 23:55
              Przepraszam za balaganiarski sposob opisania tej anegdoty, podobno opartej na
              faktach.
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce Picasso - narodziny 24.11.06, 09:02
          25. października 1881 roku, w Maladze, mieście położonym w
          Andaluzji, o godzinie 21.30, w rodzinie don Jose Ruiza Blasco,
          nauczyciela rysunku i doni Marii Picasso López, przyszedł na świat
          chłopiec.
          Narodziny te miały również pewien akcent dramatyczny z winy
          akuszerki, która sądząc, iż dziecko narodziło się martwe, położyła
          je na stole, poświęcając całą uwagę matce. Dzięki obecności don
          Salvadora, jednego z wujów - lekarza, dziecko zostało uratowane od
          zaduszenia.
          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Einstein smierc IP: *.d4.club-internet.fr 24.11.06, 19:40
            Zgodnie z testamentem Einsteina po smierci(1955) jego cialo zostalo spalone,
            prochy rozrzucone w scisle sekretnym miejscu, natomiast oczy i mozg zostaly
            oddane nauce. I tu zaczyna sie karambol. Mozg , pokrojony na 240 kawalkow
            zostal zwazony, zbadany pod mikroskopem i.... nic szczegolnego nie znaleziono.
            Ponownie dokonane badania w 1999 roku i pozniej podaja rozmaite wyniki. A to
            mozg Einsteina mialby jakoby zawierac wiecej niz przecietnie astrocytow, platy
            ciemieniowe mialyby byc wieksze o 15 % niz u pozostalej ludzkosci i wreszcie
            mozg Einsteina mialby cierpiec na malformacje platow skroniowych. Malformacje
            tak powazna, ze w dzisiejszych czasach i w niektorych krajach, po odkryciu jej
            u plodu istnieja wskazania do aborcji.Innym czlowiekiem, ktorego mozg
            maltretowano po smierci byl...Lenin. Jego mozg zostal pokrojony na ok 30 tys.
            blaszek, ktore starannie zbadano .. i nic nie znaleziono.
            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce Einstein - listy 25.11.06, 19:29
              8 lipca 1986 roku zmarła Margot Einstein, pasierbica Alberta. Zgodnie z
              testamentem ponad trzy tysiące listów do jej ojczyma i od niego, ostatnia tak
              duża porcja korespondencji genialnego fizyka, trafiło do Uniwersytetu
              Hebrajskiego w Jerozolimie. Wcześniej tę właśnie uczelnię uczynił spadkobiercą
              całego swojego archiwum sam Einstein. Margot zastrzegła, że oddawane przez nią
              listy nie mogą być udostępniane opinii publicznej wcześniej niż 20 lat po jej
              śmierci. Obawiała się, że ich treść może zranić żyjących jeszcze członków
              najbliższej rodziny.
            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce Archimedes i telefon IP: *.d4.club-internet.fr 25.11.06, 19:33
              "....to jednak dzieki fantastycznemu postepowi nauki od pewnego czasu wiemy, ze
              gdy nasze cialo jest zanurzone w wodzie wanny telefon dzwoni" Pierre Desprogres
              • big.moose Re: Humor w Nauce i Sztuce Archimedes i telefon 25.11.06, 20:34
                fajne ale prawdziwe
Inne wątki na temat:
Pełna wersja