Humor w Nauce i Sztuce

    • Gość: Onufry Re: W obronie A. Einsteina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 21:14
      Szanowne eilean_donan i 3bezatu nie pozostawily suchej nitki na
      A. Einsteinie ;-))) Jeden z moich znajomych czytal ta prywatna korespondencje
      Einsteina dopiero co teraz udostepniona na Uniwersytecie Hebrajskim i mowi, ze
      z tych listow wylania sie ... jeszcze gorszy obraz Einsteina jako prywatnego
      czlowieka.

      Ja jednak podejme probe jego obrony i przy okazji skieruje watek na inny tor.
      Byla taka kobieta, w stosunku do ktorej Einstein czul ogromny szacunek.
      Ta kobieta urodzila sie w Warszawie i nazywala sie Maria Sklodowska-Curie.
      O niej to Einstein wyglosil slynne zdanie:

      "Pani Curie jest - z wszystkich ludzi na świecie - jednym nie zepsutym przez
      sławę człowiekiem."

      Poznali sie na 1. Kongresie Solvayowskim grupujacym najwybitniejszych
      fizykow i zaprzyjaznili na cale zycie. W roku 1913 spedzili wspolne
      ze swymi dziecmi wakacje w Szwajcarii. Prosze kliknac na 2. fotografie
      na stronie

      www.sciencemuseum.org.uk/on-line/curie/page1.asp

      Pochodzi ona z tych wakacji. Nalezy sobie zadac pytanie: dlaczego Einstein
      szanowal Marie S.-C., a innych kobiet - nie bardzo?
      Ano wydaje mi sie, ze aby uzyskac jego szacunek trzeba bylo byc takim gigantem
      nauki jak Maria S.C.

      Niestety, nie ma nic za darmo moje szanowne Panie ;-)))
      • Gość: Onufry Re: Pozytywistyczne maksymy Marii Sklodowskiej-C. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 21:23
        Dozowac je bede stopniowo - bo nalezy je starannie przemyslec. Maria Sklodowska
        Curie byla pozytywistka w najlepszym tego slowa znaczeniu. Wierzyla ze
        przy pomocy rozmu, pracy i zdrowego rozsadku mozna zmienic swiat na lepszy.
        Czytajcie:

        * Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie. Trzeba wierzyć, że człowiek jest do
        czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę.


        * Człowiek nigdy nie ogląda się na to, co zrobione, ale na to patrzy, co ma
        przed sobą do zrobienia.


        * Czytam kilka rzeczy, ponieważ zajmowanie się długie jednym przedmiotem
        nużyłoby mój bez tego nieraz wyczerpany umysł. Gdy jestem absolutnie niezdatna
        do produkcyjnego czytania, przerabiam algebraiczne lub trygonometryczne zadanie,
        bo te nie dopuszczają kompromisów z uwagą i wytrzeźwiają mnie.

        ;-)))
        • Gość: Onufry Re: Pozytywistyczne maksymy Marii Sklodowskiej-C. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 21:32
          * Im bardziej się człowiek starzeje, tym mocniej czuje, że umiejętność cieszenia
          się chwilą bieżącą jest cennym darem podobnym do stanu łaski.


          * Jestem z tych, którzy wierzą, że Nauka jest czymś bardzo pięknym.


          * Narażamy się na wiele rozczarowań, jeśli wszystkie nasze życiowe
          zainteresowania uzależniamy od uczuć burzliwych, jak miłość...


          - oj tak ;-)
          • Gość: Onufry Re: Pozytywistyczne maksymy Marii Sklodowskiej-C. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 21:37
            * Nauka leży u podstaw każdego postępu, który ułatwia życie ludzkie i zmniejsza
            cierpienie.


            * Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć.


            * Niech każdy z nas, jak jedwabnik, tka swój kokon i nie żąda wyjaśnień, po co i
            na co. Jeżeli robota nasza będzie dobra, to powiemy sobie, żeśmy się nie gorzej
            od jedwabników zachowali. Reszta zaś nie od nas zależy.


            • Gość: Onufry Re: Pozytywistyczne maksymy Marii Sklodowskiej-C. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 21:45
              * Nie można bowiem mieć nadziei na skierowanie świata ku lepszym drogom, o ile
              się jednostek nie skieruje ku lepszemu. W tym celu każdy z nas powinien pracować
              nad udoskonaleniem się własnym, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swej,
              osobistej odpowiedzialności za całokształt tego, co się dzieje w świecie, i z
              tego, że obowiązkiem bezpośrednim każdego z nas jest dopomagać tym, którym
              możemy się stać najbardziej użyteczni.



              * Nikomu z nas życie, zdaje się, bardzo łatwo nie idzie, ale cóż robić, trzeba
              mieć odwagę i głównie wiarę w siebie, w to, że się jest do czegoś zdolnym i że
              do tego czegoś dojść potrzeba. A czasem wszystko się pokieruje dobrze, wtedy
              kiedy najmniej się człowiek tego spodziewa



              * Rad nie powinien wzbogacić nikogo. Należy do wszystkich ludzi.

              • Gość: Onufry Re: Pozytywistyczne maksymy Marii Sklodowskiej-C. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 21:52
                * Są uczeni-sadyści, którzy chętniej wyszukują błędy, niż stwierdzają prawdę.


                * Smutne książki można wytrzymać tylko kiedy się jest młodym.


                * Uczony jest w swojej pracowni nie tylko technikiem, lecz również dzieckiem
                wpatrzonym w zjawiska przyrody, wzruszające jak czarodziejska baśń.


                * Ja zaś myślę, że w każdej epoce można mieć życie interesujące i użyteczne, a o
                to głównie chodzi, aby go nie zmarnować i móc sobie powiedzieć, jak Jean
                Christophe (autor Romain Rolland) "Jak tylko mogłem".


                =================

                Czy po lekturze tych mysli, ktos sie zdziwi ze A. Einstein darzyl
                Marie Sklodowska-Curie ogromnym szacunkiem ?

                Dobranoc

                ;-)))
                • 3bezatu Maria Skłodowska - Curie 26.11.06, 13:32
                  Maria Skłodowska - Curie była bardzo skromną, pracowitą i porządną kobietą.
                  Podczas spotkania z prezydentem Polski, Stanisławem Wojciechowskim, Prezydent
                  spytał:
                  - Czy pamięta Pani jasiek, który mi pożyczyła na drogę, gdy jechałem z Paryża
                  do Warszawy?
                  - Pamiętam nawet, że pan mi go zapomniał zwrócić - odpowiedziała nasza uczona.

                  ***

                  Maria Skłodowska - Curie, chociaż jest uznawana za obrończynię kobiet, to nie
                  popierała wszystkich nowości. Krótko przed śmiercią widząc nowe buty swojej
                  córki zwraca się do niej:
                  - Och moje biedactwo, jakież okropne obcasy. Nie, nigdy mnie nie przekonasz, że
                  kobiety są stworzone do chodzenia na szczudłach.

                  :-))
                  • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 13:51
                    Dzis Maria S.-C. spoczywa w Panteonie. Ale jej zycie we Francji nie zawsze
                    bylo latwe. Czytajcie 2 rozdzialy z Wikipedii:

                    ***

                    Laboratorium w Sorbonie

                    Po otrzymaniu nagrody Nobla Maria i Pierre stali się nagle bardzo sławni.
                    Pierrowi władze Sorbony przyznały stanowisko profesora i zezwoliły na założenie
                    własnego laboratorium, w którym Maria została kierownikiem badań. W tym też
                    czasie urodziła swoje dwie córki Ewę i Irenę. 19 kwietnia 1906 roku Pierre
                    zginął przejechany przez konny wóz ciężarowy. Maria straciła towarzysza życia i
                    pracy. 13 maja tego samego roku Rada Wydziałowa postanowiła utrzymać katedrę,
                    stworzoną dla Pierra Curie, i powierzyła ją Marii wraz z pełnią władzy nad
                    laboratorium. Umożliwiło to wyjście Marii z cienia. Stała się w ten sposób
                    pierwszą kobietą - profesorem Sorbony. Parę lat później, w 1911, tylko dwóch
                    głosów zabrakło jej do tego, aby stała się jednym z czterdziestu członków
                    Académie française. Według niektórych ocen zadziałały tu w znacznej mierze ataki
                    prasy, w gwałtowny sposób przejawiającej nieufność wobec rzadkiego jeszcze
                    wówczas zjawiska, jakim była kobieta-naukowiec, a także ksenofobiczną postawę
                    wobec cudzoziemców

                    ***

                    Skandal z Paulem Langevin

                    Wkrótce po porażce w Akademii dotknęła Marię kolejna wrzawa. Głośnym echem odbił
                    się w prasie bulwarowej we Francji i poza jej granicami romans Marii Curie z
                    fizykiem francuskim Paulem Langevin, który trwał około roku, w 1910/11. Langevin
                    był żonaty i porzucił swoją rodzinę. Maria Curie w oczach prasy, zwłaszcza
                    brukowej, była osobą, rozbijającą rodzinę Langevin, w dodatku była od Paula o 4
                    lata starsza, a na domiar złego - była cudzoziemką. Jako że była zadeklarowaną
                    ateistką i pochodziła z Polski, która dla większości Francuzów była utożsamiana
                    z bliżej nieokreślonym terytorium pod berłem cara, gdzie znaczny procent
                    ludności stanowili Żydzi, snuto przypuszczenia, że jest Żydówką (co w tamtych
                    czasach było w ksenofobicznych kręgach Francji uważane za mocno podejrzane - nie
                    ucichły bowiem jeszcze resentymenty, które kilkanaście lat wcześniej
                    doprowadziły do sprawy Dreyfusa) pomimo, że w rzeczywistości pochodziła ze
                    szlacheckiego polskiego rodu Dołęga-Skłodowski, a w dzieciństwie została
                    ochrzczona w wierze katolickiej. Domniemania paryskich brukowców oparte były na
                    tym, że Maria nosiła po babce drugie imię Salomea, które w Polsce było bardzo
                    popularnym imieniem chrześcijańskim, zaś we Francji kojarzyło się z Salomé,
                    używanym przez Żydówki. Gazety przez dłuższy czas epatowały się tym romansem,
                    umieszczając sprawę na pierwszych stronach. Protesty Marii, o ile w ogóle były
                    drukowane, zamieszczano drobnym drukiem, mimochodem, na ostatnich stronach.

                    Niezwykłym zbiegiem okoliczności jest fakt, że Michel Langevin, wnuk Paula,
                    ożenił się wiele lat później z Hélène Joliot, wnuczką Marii Skłodowskiej-Curie.
                    Oboje byli - podobnie jak ich rodzice i dziadkowie - naukowcami (w ich przypadku
                    - fizykami nuklearnymi); Hélène Langevin-Joliot (ur. w 1927) jest obecnie
                    emerytowanym dyrektorem badań w CNRS (Centre national de la recherche
                    scientifique) w Paryżu.

                    • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: jej muzeum w W-wie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 14:01
                      Odwiedzcie koniecznie muzeum Marii S.-C. w domu gdzie sie urodzila
                      przy ul. Freta na Nowym Miescie w W-wie:


                      www.ptchem.lodz.pl/pl/muzeum.html

                      W ciagu godziny mozna sie tam nauczyc bardzo wiele na czym polega nauka
                      - ta przez duze "N" ;-)))

                      • obrobka_skrawaniem Maria Skłodowska-Curie - Zagadka 26.11.06, 14:53
                        Dlaczego Maria Skłodowska-Curie nie podjęła studiów w Polsce?
                        • Gość: Alicja Re: Maria Skłodowska-Curie - Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 16:37
                          Dzien Dobry

                          Odpowiedz:bo wtedy kobiety nie mialy wstepu na uniwersytet w Warszawie,a pozatym
                          Polska byla pod zaborami,czyli nie bylo jej na mapie.

                          Pozdrawiam Wszystkich
                          Alicja
                          • obrobka_skrawaniem Re: Maria Skłodowska-Curie - Zagadka 26.11.06, 18:48
                            Gość portalu: Alicja napisał(a):

                            > Odpowiedz:bo wtedy kobiety nie mialy wstepu na uniwersytet w Warszawie,
                            > a poza tym Polska byla pod zaborami,czyli nie bylo jej na mapie.
                            >
                            > Pozdrawiam Wszystkich
                            > Alicja


                            Tak, brawo Alicjo.
                            W nagrodę link do strony, na której można zobaczyć odręczne pismo Marii
                            Skłodowskiej-Curie (można też poczytać, jeśli ktoś zna język francuski):

                            www.upmc.fr/FR/info//FR/info/Historique/207/010005
                            • obrobka_skrawaniem Re: Maria Skłodowska-Curie - Zagadka 26.11.06, 19:09
                              Jeszcze coś ze zdjęciami Marii, jej laboratorium i biura (str.6-7):

                              www.curie.fr/upload/fondation/facts-figures.pdf
                    • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 18:30
                      Do tej pory mozna spotkac we Francji ludzi twierdzacych, ze romans z P. Langevin
                      rozpoczela Maria C.-S. jeszcze za zycia Piotra, ze on sie o tym dowiedzial
                      i ze to byla prawdziwa przyczyna jego smierci pod kolami powozu. Spotkalem sie
                      z tego typu opiniami takze w kregach akademickich zdecydowanie lewicowych.

                      Jednak zadna z powaznych biografii Marii S.-C. tego nie potwierdza (ani ta
                      Ewy Curie, ani ostatnio wydana Susan Quinn). Wydaje sie ze powyzsza opinia
                      to produkt francuskiej ksenofobii, ktora usiluje "uzasadnic" to ze Maria C.-S.
                      nie zostala wybrana w poczet Akademii. Ale czas jest sprawiedliwy. Wszyscy
                      na swiecie wiedza kto to byla Maria C.-S. A kto dzis pamieta nazwisko tego
                      faceta, ktory zostal zamiast niej wybrany do Akademii?

                      ;-)))
                      • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: zdjecia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 19:10
                        Podziwiajcie Rodacy jak piekna kobieta byla Maria S.-C.:


                        commons.wikimedia.org/wiki/Marie_Curie?uselang=pl

                        ;-)))
                      • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 19:55
                        Prosze spojrzec na lewy gorny rog strony:

                        www.aip.org/history/curie/scandal1.htm

                        To tytulowa strona prawicowego dziennika francuskiego "Excelsior".
                        Atakowana jest tu kandydatura Marii S.-C. do Akademii przy pomocy
                        metod rasistowskich: przez badanie charakteru jej pisma i ksztaltu
                        twarzy. Prosze spojrzec na te portrety. To sie az nie chce wierzyc
                        ze w "kulturalnej" Francji moglo do czegos takiego dojsc!

                        Jak silny charakter musiala miec Maria S.-C. aby to wszystko
                        przetrzymac!

                        Niestety, to tez jedno z oblicz Francji...

                        • obrobka_skrawaniem Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji 26.11.06, 20:10
                          Gość portalu: Onufry napisał(a):

                          > Jak silny charakter musiala miec Maria S.-C. aby to wszystko
                          > przetrzymac!

                          To prawda, musiała być silna i zdeterminowana.
                          Jeszcze parę zdjęć Marii:

                          www.ricoh.co.jp/net-messena/ACADEMIA/JRIA/Curie/CurieFig/F52.gif
                          www.univirtual.it/corsi/fino2001_I/fondamenti/images/CURIE.jpg
                          unia.3lo.lublin.pl/~fizyka/fizycy/skl03.jpg
                          www.ips.it/scuola/concorso_99/profumo/curie3.gif
                          www.kbn.gov.pl/en/science/curie.jpg
                        • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 20:13
                          Ale Francja ma i inne oblicza. Prosze teraz spojrzec na dolny, prawy rog
                          tej samej strony

                          www.aip.org/history/curie/scandal1.htm


                          Ten pan to Emil Borel wielki matematyk i wybitny polityk. W czasie skandalu
                          z Langevin byl on dyrektorem Ecole Normale Superiore. Gdy tlum atakowal
                          dom Marii S.-C. udzielil on schronienia jej i corkom, i zrobil to mimo, ze
                          minister chyba szkolnictwa straszyl go konsekwencjami takiego czynu.
                          W matematyce jego dzielo jest szeroko znane:

                          www.matematycy.interklasa.pl/biografie/matematyk.php?str=borel

                          Emil Borel i tacy jak on to inne oblicze Francji ;-)))
                          • obrobka_skrawaniem Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji 26.11.06, 20:48
                            Zapraszam na wycieczkę:

                            hypatiamaze.org/m_curie/curie_walk.html
                            • Gość: ewa Re: Maria Skłodowska-Curie: jej zycie we Francji IP: *.d4.club-internet.fr 26.11.06, 23:15
                              Maria Sklodowska-Curie jest jedyna kobieta ktora spoczywa w Panteonie w Paryzu.
                              Jest na jej grobie bialo-czerwona wstega i zawsze sa swieze kwiaty.
                          • Gość: Onufry Re: Painleve matematyk i premier IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 21:50
                            W tekscie o Emilu Borelu pojawil sie inny wielki matematyk francuski Painleve.
                            Byl on takze politykiem, a nawet premierem Francji ;-)

                            Chce w tym momencie przypomniec anegdote o Painleve z watku "Humor w nauce":

                            ***

                            Humor w nauce
                            Autor: Gość: Onufry
                            Data: 26.02.06

                            Matematycy, ktorzy stworzyli grupe Bourbaki rekrutowali sie z Ecole Normale
                            Superieure - szkoly ktora ksztalci francuskie elity matematyczne. Zalozona
                            zostala ona przez Napoleona, a do jej pierwszych wykladowcow nalezal Lagrange.
                            Szkola ta obok wspanialej historycznej roli w nauce, ma takze dluga i bogata
                            tradycje robienia kawalow. Oto ulubiona opowiastka Andre Weila - jednego
                            z bourbakistow i absolwenta ENS. Na poczatku 20 w. odbywal sie egzamin
                            do ENS. Oprocz egzaminu pisemnego, kandydaci musieli przebrnac przez egzamin
                            ustny. Czekali oni wiec na ten egzamin w hallu ENS. W hallu tym pojawilo
                            sie kilku "starych" studentow, ktorzy instruowali kandydatow co ich czeka
                            na egzaminie ustnym. Opowiadali, ze tradycja egzaminu jest, ze pewien student
                            wciela sie w egzaminatora by upokarzac kandydatow - trzeba uwazac na tego
                            oszusta! Tak sie zlozylo ze tego roku do grona egzaminatorow byl powolany
                            mlodo-wygladajacy profesor Sorbony Paul Painleve. W pewnym momencie podszedl
                            don kandydat, ktory nagle oswiadczyl:
                            - Jak mozesz mi robic takie swinstwo !?
                            - Przepraszam, nie rozumiem o czym pan mowi - odpowiedzial Painleve.
                            - Przeciez obaj doskonale wiemy kim jestes - kontynuowal kandydat.
                            - A niby kim ja jestem? - spytal Painleve.
                            - Oszustem! - stwierdzil kandydat - nie udawaj glupiego i opowiedzial Painlevemu
                            to czego dowiedzial sie od starszych studentow. Painleve sluchal oslupialy
                            po czym poprosil Dyrektora ENS aby ... za niego poreczyl.

                            Podobno opowiadajac ta historyjke Andre Weil dostawal spazmow smiechu :-)))

                  • Gość: Onufry Re: Maria Skłodowska-Curie: rekomendowana lektura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 09:10
                    Tym, ktorzy nie maja czasu przeczytac grube biografie Marii S.-C., polecam
                    kilku-stronicowy artykul w Gazecie-matce:


                    serwisy.gazeta.pl/kultura/1,69370,294235.html?as=1&startsz=x
      • 3bezatu Re: W obronie A. Einsteina 25.11.06, 22:08
        Cóż, o tym, że nie ma nic za darmo, Einstein dobrze wiedział.

        Podczas rozwodu z pierwszą żoną w umowie rozwodowej Einstein przyznał jej część
        pieniędzy z nagrody Nobla, którą spodziewał się dostać.
        Głosząc swoją niechęć do stania się „sytym burżujem”, jednocześnie uważał, że
        on jako osoba wybitna powinien żyć na odpowiednim poziomie.
        Wykłócał się o koszty utrzymania byłej żony i swoich dwóch synów.

        Po rozwodzie z pierwszą żoną zastanawiał się, czy ożenić się ze swoją kochanką
        Elzą, czy może z jej córką(!) wówczas 22-letnią. Wybrał Elzę, być może dlatego,
        że jej córka nie była zainteresowana.
        Obie aż do śmierci musiały czytać osobliwe listy od Alberta, w których on
        lamentował nad swym nadmiernym powodzeniem u kobiet, dzielił się wrażeniami z
        kolejnych romansów i próbował zasięgać porad, jak postępować z
        przedstawicielkami płci pięknej, które same pchały mu się w ramiona.

        O jego stosunku do synów też nic dobrego napisać nie można.
        Albertli, który został profesorem inżynierii hydraulicznej na Uniwersytecie
        Kalifornijskim w Berkeley, po śmierci Einsteina w 1955 roku powiedział prasie,
        że przypuszczalnie był „jedynym przedsięwzięciem, którego ojciec zaniechał”.
        Zapomniał o jeszcze jednym zaniechaniu ojca. O swoim młodszym bracie.
        Cierpiący na schizofrenię Eduard od 1932 roku aż do śmierci w roku 1965
        przebywał w zakładzie zamkniętym. Albert Einstein ostatni raz odwiedził swego
        ukochanego dawniej syna w 1934 roku. Przez następne 21 lat wciąż wykłócał się o
        koszty opieki nad Eduardem. Syn genialnego fizyka był w klinice Burghoelzi
        pacjentem trzeciej, najniższej kategorii.

        Niewątpliwie Albert Einstein był genialny.
        Ale w życiu prywatnym trudno go nazwać kryształowym.
        • Gość: Onufry Re: W obronie A. Einsteina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.06, 22:39
          To nie jest 3bezatu. To jest 13 pik. ;-)))))
          • Gość: Onufry Re: Einstein, Maria i Piotr Curie na rowerach :-)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 09:19
            Oto kilku slawnych ludzi na rowerach:


            www.cyfronet.pl/rowery/slawni.html

            PS. Do 3bezatu: a moze i my bysmy wybrali sie kiedys na majowke
            rowerami w okolicach Poznania ?!?! ;-)))
            • 3bezatu Ciekawostki rowerowe :-) 26.11.06, 11:15
              Ciekawostki - rowerowe rekordy


              - Najwięcej podczas wyprawy rowerowej - ponad 643 700 km przejechał wędrowny
              wykładowca Walter Stolle (rocznik 1926). Od 24 stycznia 1959 roku do 12 grudnia
              1976 roku odwiedził on 159 krajów.

              - Najdłuższym potwierdzonym dystansem przejechanym na rowerze jest 1 286 517
              km. Rekord ten należy do Tommy`ego Chambersa z Glasgow, który skrzętnie
              odnotował wszystkie swoje trasy z lat 1922-1973.

              - Nicholas Mark Sanders z Wielkiej Brytanii (rocznik 1957) objechał na rowerze
              kulę ziemską (20 997,8 km) w ciągu 78 dni 3 godz. 30 min. Stało się to w dniach
              5 lipca - 21 września 1985 roku.

              - W ciągu 365 dni Thomas Edrwad Godwin (Wielka Brytania) przejechał 120 805 km,
              czyli średnio 330,96 km dziennie. Kontynuował potem jazdę jeszcze przez 4 i pół
              miesiąca pokonując kolejne 40 tys. km.

              - Terry Thesmann z Nowej Zelandii zaprojektował najdłuższy rower świata. Miał
              on 22,24 metra długości i ważył 340 kg. Thesmann przejechał na nim 246 metrów.

              - Najmniejszy rower, zdolny do jazdy, miał koła o średnicy 1,95 cm. Jego
              twórca, Australijczyk Neville Patten pokonał na nim dystans 4,1 metra

              ***

              PS.Do Onufrego: Ja jeżdżę często (chociaż bez rekordów). Jeśli miałbyś Waćpan
              ochotę mi towarzyszyć - zapraszam serdecznie:-)))
              • Gość: Onufry Re: Ciekawostki rowerowe :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 12:17
                Do 3bezatu:

                Jasne ze w maju 2007 sie wybierzemy rowerami na majowke :-)
                (O ile pamietam, ja potrafie jezdzic na rowerze ;-) )

                Proponuje zaprosic tez innych aktywnych watkowiczow; ewe, eilean_donan,
                moze obrobke_skrawaniem ?! Oczywiscie decyzja o uczestnictwie jest dobrowolna.

                W oczekiwaniu na maj proponuje "Slodka bajeczke rowerowa":

                Za górami, za lasami, za siedmioma morzami leży sobie miasto O Słodko Brzmiącej
                Nazwie. Czas tutaj płynie sobie wolniutko, a ludzie żyją szczęśliwie. Wszystko
                jest miłe i przyjazne, zupełnie inaczej niż w innych częściach świata.
                Miasteczko kocha swoich mieszkańców, a oni odwdzięczają mu się tym samym, dbając
                o ład, kulturę i porządek. Nikt się tu nie spieszy, wszyscy są mili, nawet dla
                obcych i zawsze można liczyć na ich pomoc. Miasteczko jest ukochaną ostoją
                zagubionych poetów, niedocenianych sztukmistrzów i lekko zbzikowanych
                dekoratorów wnętrz.

                ...

                patrz:

                www.cyfronet.pl/rowery/bajeczka.html
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Kaloryfer zycia ;-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 01:16
      Po raz pierwszy w dziejach dokładnie zmierzono, ile ciepła produkuje
      jądro Ziemi - gigantyczny kaloryfer, dzięki któremu nasza planeta jest tak
      przyjemnym do życia globem.

      :-)

      Jak wyliczyli uczeni, jeden metr kwadratowy ziemskiego jądra ma moc cieplną
      około 80 tys. kilowatów. Kilkadziesiąt metrów kwadratowych takiego pieca
      zapewniłoby ciepło całej Warszawie, a około tysiąca metrów (przyzwoita działka
      podmiejska) zaspokoiłoby potrzeby całej Polski. A to przecież zaledwie
      mikroskopijny ułamek powierzchni jądra liczącej około 150 mln km kw. Łatwo
      pomylić się w zerach, chcąc policzyć łączną moc planetarnego grzejnika. W każdym
      razie - jak informuje prof. Thorne Lay z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa
      Cruz (USA), szef zespołu - jest ona blisko trzy razy większa, niż to zakładały
      dotychczasowe teoretyczne wyliczenia.

      wiecej:


      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3754371.html
      • Gość: 6UL DV8 Kaloryfer zycia - warto sięgać do źródeł ;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 23:56
        Onufry dear - Twój post o jądrze Ziemi jest niestety potwierdzeniem znanego
        faktu, że cytowanie omówień cudzych prac przypomina często zabawę w głuchy
        telefon. W abstrakcie oryginalnej pracy, który można znależć tu:
        www.sciencemag.org/cgi/content/abstract/314/5803/1272
        jest mowa o 85 MILIwatach, a nie 80 tysiącach KILOwatów! Różnica - bagatela - o
        czynnik miliard! Dziennikarz Gazety Wyborczej sam zademonstrował, jak to "łatwo
        pomylić się w zerach..." ;))

        Pozdrawiam
        • Gość: Onufry Re: Kaloryfer zycia - warto sięgać do źródeł ;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 00:18
          Hmm... Ktos nas tu sprawdza ;-)
          Ale to dobrze!!!
          Przyznaje, nie siegnalem do zrodel. Mea culpa! Kiedys napastowalem pewna gwiazde
          polskiej poezji, ze utozsamila 1 z 7, a sam pomijam miliard. Nie ma dla mnie
          usprawiedliwienia ;-)))

          Oczywiscie mozna sie tlumaczyc, ze dla czytelnika watku wszystkie duuuze liczby
          sa rowne ;-))) ale powinnismy trzymac poziom przynajmniej "Science" czy
          "Nature" ;-)))

          Dziekuje za sprostowanie!
          Pozdr.
          O.

    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: czy poglady sa nasze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.06, 13:00
      Cytuje za GW:

      Myślisz, że twoje poglądy to sprawa twojego wyboru? Mylisz się. To, na kogo
      zagłosujesz w jutrzejszych wyborach, zapisane jest w genach. Tak przynajmniej
      wynika z badań genetyka z Virginia Commonwealth University.

      Lindon Eaves jest pastorem Kościoła episkopalnego w USA, a także profesorem
      genetyki i psychiatrii. Od 1989 roku bada pary bliźniąt, prosząc o wypełnienie
      ankiet z pytaniami dotyczącymi kwestii światopoglądowych. Co sądzisz o modlitwie
      przed lekcjami? A o równouprawnieniu kobiet? Pyta także o stosunek do aborcji,
      kary śmierci czy eutanazji. Do dzisiaj w ten sposób przepytanych zostało około 8
      tys. par bliźniąt. Niedawno ukazała się zbiorcza praca naukowa bazująca na
      wynikach tych badań. Praca, której autorami jest trzech profesorów politologii z
      różnych uniwersytetów w USA. Na 16 stronach rozprawy zgodnie stwierdzają, że
      poglądy człowieka w znacznym stopniu determinuje genetyka.

      wiecej:

      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3754378.html


      (Mam nadzieje, ze okaze sie to nieprawda ;-))) ).
      • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce 27.11.06, 08:28
        Onufry wywołał mnie do odpowiedzi (przepraszam, mam mnóstwo pracy i za mało
        czasu na wszystko, więc odpowiadam dopiero teraz).
        No cóż, z pewnością nie można nazwać Einsteina rodzinnym człowiekiem. Był
        raczej, jak wielu bardzo mądrych ludzi, skoncentrowany na sobie. Takie
        niedocenianie osób z bliskiego otoczenia, które może lotnością umysłu nie
        dorównują geniuszowi, ale za to dbają o minimalny komfort, jest bardzo
        krzywdzące. Popatrzmy, gdyby nie dbały o niego kolejne kobiety, genialny
        Albercik chodziłby w śmierdzących, rozlatujących się ciuchach (był przecież
        abnegatem), nie jadłby (roztargnienie), zamiast błyszczeć na uniwersytecie,
        leżałby w szpitalu (krwotoki jelitowe, wrzody i chora wątroba), a może nawet
        zszedłby przedwcześnie (w 1928 roku poważna choroba serca i kilka miesięcy
        przykuty do łóżka).
        Ja wiem, drogi Onufry, że maksymy Skłodowskiej są mądre, ale uważam, że
        porozumienie dusz i dialog umysłów ginie niepodlewany gorącą herbatką.Wynika to
        też z dualizmu ludzkiej natury.
        To, że A. E. przyjął rolę rodzinnego tyrana, to znaczy, że musiał odreagować
        stres i obciążenie związane ze swoją pracą, teoriami i tym ,że w gruncie rzeczy
        to był bardzo niepewny siebie człowiek .Jest to też dowód na to , że był
        normalnym człowiekiem, i tylko człowiekiem, nie zaś przybyszem z kosmosu :)
        A na marginesie, Elza nie była jego ostatnią kobietą. Bardzo poważnie zakochał
        się jeszcze raz. 66-letniego Einsteina łączył gorący romans z Rosjanką, żoną
        rzeźbiarza, Małgorzatą Konenkovą, podobno szpiegiem Moskwy…
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 09:35
          Hmm ... Po glebokim przemysleniu sprawy, jako milosnik goracej herbatki,
          przyznaje Pani slusznosc ;-)))

          O.

          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie IP: *.d4.club-internet.fr 27.11.06, 09:59
            Profesor chemii napisal na tablicy formule HNO3 i zwraca sie do studenta z
            zapytaniem:
            -co oznacza ta formula?
            - hm,hm, mam ja na koncu jezyka Penie profezorze
            -och, och, wyplujcie ja szybko, to jest kwas azotowy!
            *

            Pewien chemik wchodzi do apteki i pyta:
            -czy dostane kwas acetylosalicylowy C6H4(OCOCH3)COOH ?
            -Chce pan powiedziec aspirine ?
            -Tak, o to chodzi. Nigdy sobie nie przypominam tego slowa





            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 10:08
              Pewnemu profesorowi matematyki zepsuł się kaloryfer. Nie wiedział
              jak to naprawić, więc wezwał hydraulika. Ten chwilę postukał i
              naprawił. Profesor jak się dowiedział ile ma zapłacić, mina mu
              zrzedła.
              - Panie majster. Dlaczego to tyle kosztuje?
              - To jest dużo?
              - To pół mojej pensji.
              - Gdzie pan pracuje?
              - Jestem pracownikiem naukowym na wydziale matematyki.
              - Panie, przyjdź pan do nas. Tygodniowy kurs i naprawia pan
              kaloryfery. Tylko nie przyznawaj się pan do wykształcenia.
              Skończył pan 7 klasę i nic więcej. U nas tylko takich przyjmują.
              Profesor poszedł na kurs i zaczął pracować. Po roku szefostwo
              zarządziło podnoszenie kwalifikacji i wszyscy musieli skończyć
              podstawówkę. Na pierwszej lekcji matematyki profesor został
              przywołany do tablicy. Kazano mu napisać wzór na pole koła.
              Niestety jak na złość zapomniał go. Wyprowadza więc go. Pisze,
              pisze i ma wynik: P= - pi*r2. Błąd, pole nie może być ujemne.
              Sprawdza obliczenia, wszystko dobrze. Odsuwa się od tablicy, a z
              sali słychać szepty kolegów:
              - Zmień granicę całkowania...


              ***

              Matematyk, lekarz i prawnik rozmawiają, czy lepiej mieć żonę, czy
              kochankę.
              Lekarz mówi: żonę. Żonaci żyją dłużej, zdrowiej się odżywiają i
              mniej się stresują.
              Prawnik mówi: kochankę. Z rozwodem to takie koszty i trudności...
              Matematyk mówi: Żonę i kochankę. Bo gdy żona myśli, że jest się u
              kochanki, a kochanka, że jest się u żony, można spokojnie zajmować
              się matematyką.




              • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 12:50
                > Matematyk, lekarz i prawnik rozmawiają, czy lepiej mieć żonę, czy
                > kochankę.
                > Lekarz mówi: żonę. Żonaci żyją dłużej, zdrowiej się odżywiają i
                > mniej się stresują.
                > Prawnik mówi: kochankę. Z rozwodem to takie koszty i trudności...
                > Matematyk mówi: Żonę i kochankę. Bo gdy żona myśli, że jest się u
                > kochanki, a kochanka, że jest się u żony, można spokojnie zajmować
                > się matematyką.

                ================

                Mysle, ze w zwiazku z ta rewelacyjna informacja 3bezatu, Polskie Towarzystwo
                Matematyczne rychlo zglosi sie do Narodu z apelem o rekrutacje, w szerokich
                kregach spolecznych, kochanek dla swoich czlonkow ;-)))
                • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 15:02
                  Onufry napisał:
                  >
                  >Mysle, ze w zwiazku z ta rewelacyjna informacja 3bezatu, Polskie Towarzystwo
                  >Matematyczne rychlo zglosi sie do Narodu z apelem o rekrutacje, w szerokich
                  >kregach spolecznych, kochanek dla swoich czlonkow ;-)))

                  Matematycy są jak Francuzi: cokolwiek im się powie, od razu przekładają to na
                  swój własny język i wówczas staje się to czymś zupełnie innym.

                  Johann Wolfgang Goethe.

                  pozdrawiam serdecznie.
                  • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.06, 17:44
                    eilean_donan napisała:

                    > Onufry napisał:
                    Mysle, ze w zwiazku z ta rewelacyjna informacja 3bezatu, Polskie Towarzystwo
                    Matematyczne rychlo zglosi sie do Narodu z apelem o rekrutacje, w szerokich
                    kregach spolecznych, kochanek dla swoich czlonkow ;-)))

                    > Matematycy są jak Francuzi: cokolwiek im się powie, od razu przekładają to na
                    > swój własny język i wówczas staje się to czymś zupełnie innym.
                    >
                    > Johann Wolfgang Goethe.

                    ================

                    Szanowna e_d,

                    Uprzejmie prosze nie straszyc nas tu Goethe'm! Matematycy to ludzie prosci.
                    Do pracy wystarczy nam kartka papieru i olowek. Ale jesli Bog dal inne
                    pomoce naukowe (o ktorych ponformowala nas solidna poznanianka 3bezatu),
                    to one sie nam naleza ;-))) Podobno przez cale popoludnie Polskie Towarzystwo
                    Matematyczne przyjmowalo lawine zapisujacych sie nowych czlonkow ;-)))
                    Wielu z nich prosilo mnie aby podziekowac 3bezatu za informacje, ktora
                    moze zrewolucjonizowac ich zycie naukowe. Wielu modyfikuje kosztorys swoich
                    grantow, dodajac punkt "Kochanka" (z duza tabelka, zawierajaca takie podpunkty
                    jak: kreacje od Diora, kostiumy bikini itd itp). Wyglada na to ze w historii
                    slynnej Polskiej Szkoly Matematycznej, nastapi nowy tworczy okres!!!

                    Pozdrawiam serdecznie,
                    O.

                    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 18:05
                      Gość portalu: Onufry napisał(a):

                      > Podobno przez cale popoludnie Polskie Towarzystwo
                      > Matematyczne przyjmowalo lawine zapisujacych sie nowych czlonkow ;-)))
                      > Wielu z nich prosilo mnie aby podziekowac 3bezatu za informacje, ktora
                      > moze zrewolucjonizowac ich zycie naukowe. Wielu modyfikuje kosztorys swoich
                      > grantow, dodajac punkt "Kochanka" (z duza tabelka, zawierajaca takie podpunkty
                      > jak: kreacje od Diora, kostiumy bikini itd itp).


                      A tabelki grantowe to sobie matematyk sam wypełnia, czy robi mu to
                      żona/kochanka/podwładny(oczywiście kobieta)?

                      Pozdrawiam
                      o_s.
                      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie IP: *.d4.club-internet.fr 27.11.06, 18:43
                        te zony/kochanki/podwladne/ sa niezastapione dla matematyka gdyz z urodzenia
                        znaja sie na matematyce podstawowej. A to:
                        -lat sobie odejmuja
                        -urokow dodaja
                        -mnoza wielbicieli
                        -uczucia dziela;-)
                        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 18:53
                          Gość portalu: ewa napisał(a):
                          > te zony/kochanki/podwladne
                          > -uczucia dziela;-)

                          No nie, specjalisatami od dzielenia uczuć to są mężczyźni.
                          Widać Ewo nie jesteś typową kobietą, skoro masz takie umiejętności.
                          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 19:05
                            obrobka_skrawaniem napisała:

                            > No nie, specjalisatami od dzielenia uczuć to są mężczyźni.
                            > Widać Ewo nie jesteś typową kobietą, skoro masz takie umiejętności.

                            ======================

                            Cos mi sie tu nie zgadza. Czesto slysze ze mezczyzni sa pozbawieni uczuc.
                            Dzielenie zera przez kazda liczbe jest trywialne: zawsze dostajemy zero.
                            Nie trzeba byc do tego specjalista ;-)))
                            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 19:28
                              onufry_na_wyjezdzie napisał:

                              > Cos mi sie tu nie zgadza. Czesto slysze ze mezczyzni sa pozbawieni uczuc.

                              Ale jak u któregoś z nich coś jednak zdoła wykiełkować, to i tak chcą to
                              rozmienić na drobne.
                          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie IP: *.d4.club-internet.fr 27.11.06, 19:17
                            heh, ja tam nic nie wiem o moich umiejetnosciach; nie wiem tez czy jestem
                            typowa kobieta. A co do dzielenia uczuc wymagala tego rymowanka, zas w zyciu to
                            chyba rzeczywiscie mezczyzni maja potrzebe potwierdzenia stopnia swojej
                            meskosci poprzez podboje. Co wcale nie musi byc zwiazane z prawdziwym afektem.
                            No coz, oni w materiale genetycznym maja Y, ktory prawdopodobnie jest
                            zmutowanym X. To wiele tlumaczy......
                            pzdr
                            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie IP: *.d4.club-internet.fr 27.11.06, 19:19
                              powyzszy post kierowany jest do o-s
                              ewa
                      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 18:55
                        obrobka_skrawaniem napisała:

                        > A tabelki grantowe to sobie matematyk sam wypełnia, czy robi mu to
                        > żona/kochanka/podwładny(oczywiście kobieta)?

                        =========================

                        To zalezy od tego kto sobie jak prace zorganizuje ;-)
                        I tak pod tym musi sie podpisac autor grantu, a potem musi sie z tego
                        rozliczyc ;-)))
                        Mysle ze najciekawsze beda teraz w pracach podziekowania autora.
                        Do tej pory dziekowalo sie za pomoc w dowodzie twierdzenia, staranne
                        przeczytanie manuskryptu ...
                        Mysle ze teraz podziekowania autora dla "kluczowej pomocy naukowej"
                        beda znacznie bardziej ciekawe ;-)))))

                        Pozdr.
                        O.

                        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 19:13
                          onufry_na_wyjezdzie napisał:

                          > I tak pod tym musi sie podpisac autor grantu

                          Jak mu ktoś pokaże, w którym miejscu.

                          >a potem musi sie z tego rozliczyc ;-)))

                          A kto mu podliczy te wszystkie liczby w rubrykach?

                          Pzdr. o_s.
                          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 19:18
                            onufry_na_wyjezdzie napisał:

                            >a potem musi sie z tego rozliczyc

                            Ktoś musi dopilnować, aby zrobił to w określonym terminie, bo inaczej MNiI
                            grozi zawieszeniem grantu.
                            o_s.
                            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 19:32
                              obrobka_skrawaniem napisała:

                              > onufry_na_wyjezdzie napisał:
                              >
                              > >a potem musi sie z tego rozliczyc
                              >
                              > Ktoś musi dopilnować, aby zrobił to w określonym terminie, bo inaczej MNiI
                              > grozi zawieszeniem grantu.
                              > o_s.

                              ==================

                              O Boze, to ja tu dyskutuje ze specjalistka - Pani wie co to MNiI !
                              Ma Pani racje - ktos (najlepiej plci zenskiej) powinien byc osoba
                              "prowadzaca" grant. Podliczac tabelki, dopilnowywac terminow itd itp
                              A wie Pani ze ja w swoim grancie takiej osoby prowadzacej nie mam :-(((

                              Pozdr.
                              O.
                              • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 20:33
                                Właśnie wróciłam do komputera.
                                Człowiek wrzuci tu niewinny dowcip i po kilku godzinach z zaskoczeniem
                                stwierdza, że wywołało to niemal rewolucję;-))
                                Po przeczytaniu tej dyskusji mam pytanie. Otóż po pracy, przez popołudnie
                                zajmowałam się…matematyką (wraz z moim synem). Może w związku z tym należy mi
                                się również jakiś kochanek z przydziału? Jak myślicie??

                                :-))
                                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie 27.11.06, 21:16
                                  3bezatu napisała:

                                  > Po przeczytaniu tej dyskusji mam pytanie. Otóż po pracy, przez popołudnie
                                  > zajmowałam się…matematyką (wraz z moim synem). Może w związku z tym należy mi
                                  > się również jakiś kochanek z przydziału? Jak myślicie??

                                  ===============

                                  Szanowna Wacpani,

                                  Odpowiedz jest bardzo prosta. Jesli znajdzie sie odpowiedni do sytacji
                                  dowcip (jak ten ktory nam Pani zaprezentowala) to kochanek bedzie sie
                                  (z przydzialu) nalezal.

                                  ;-)))))

                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie!!! 28.11.06, 20:51
                                    Zona pastora, niezamezna artystka awangardowa i matka srednio utalentowanego
                                    chlopiecia z matematyki dyskutuja co jest lepsze maz czy kochanek?

                                    Pani pastorowa mowi: - skoro juz kosciol protestancki pozwala pastorowi na zone
                                    (w odroznieniu od katolickiego), to ja czuje sie usatysfakcjonowana mezem.
                                    Trzeba miec umiar w zyciu: kochanek to bylby za duzy luksus!

                                    Artystka awangardowa stwierdza: - zadnego meza tylko kochanek. Za kazdym razem
                                    gdy wchodze w nowy okres tworczosci biore sobie nowego kochanka. Gdy bylam
                                    w okresie blekitnym, moj kochanek ubieral sie na niebiesko, gdy przeszlam w
                                    okres rozowy, moj kochanek tonal w rozach!

                                    No i w koncu matka dziecka szokuje obie stwierdzajac: a ja uwazam, ze i maz
                                    i kochanek sa potrzebni. Bo jak synek dostaje jedynke z matematyki to ja
                                    mowie mezowi, ze ide do kochanka, kochankowi, ze musze byc z mezem, a sama
                                    cwicze z synem zadania z matematyki.

                                    ***

                                    Szanowne Panie (w szczegolnosci 3bezatu): prosze sie czuc wolnymi w
                                    wykorzystaniu tego dowcipu do ewentualnego wystapienia o kochanka
                                    z powodu cwiczenia matematyki z synem.

                                    :-)))
                                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce smiejmy sie!!! Errata 28.11.06, 21:52
                                      Otrzymalem przed chwila nerwowy mail od matki pewnego chlopca, ktory nigdy
                                      nie dostal 1 z matematyki. Tym nie mniej matka systematycznie cwiczy z nim
                                      matematyke, twierdzac ze chodzi o sytematyczne cwiczenie umyslu syna.
                                      Uwaza ona, ze tez jej nalezy sie kochanek, a nie podpada pod moj dowcip;-)

                                      Przesylam wiec zmodyfikowana wersje dowcipu, ktora obejmie tez tego typu matki:

                                      ***

                                      Zona pastora, niezamezna artystka awangardowa i matka chlopiecia, ktory poziomem
                                      z matematyki jeszcze nie dorownuje Gaussowi, dyskutuja co jest lepsze maz czy
                                      kochanek?

                                      Pani pastorowa mowi: - skoro juz kosciol protestancki pozwolil bym poslubila
                                      mego od lat ukochanego Gotfryda, ktory jest pastorem, to ja czuje sie
                                      usatysfakcjonowana mezem. Trzeba miec umiar w zyciu: dodatkowo kochanek - to
                                      bylby naduzycie dobroci kosciola ewangelickiego!

                                      Artystka awangardowa stwierdza: - zadnego meza tylko kochanek. Za kazdym razem
                                      gdy wchodze w nowy okres tworczosci biore sobie nowego kochanka. Gdy bylam
                                      w okresie blekitnym, moj kochanek ubieral sie na niebiesko, gdy przeszlam w
                                      okres rozowy, moj kochanek tonal w rozach!

                                      No i w koncu matka dziecka szokuje obie stwierdzajac: a ja uwazam, ze i maz
                                      i kochanek sa potrzebni. Bo moj ukochany synek nie jest jeszcze Gaussem z
                                      matematyki i trzeba z nim cwiczyc. Wiec ja mowie mezowi, ze ide do kochanka,
                                      kochankowi, ze musze sie opiekowac mezem, a sama z synem, zamykam sie w
                                      bibliotece i probujemy udowodnic Hipoteze Riemanna!

                                      :-)))
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: A. von Humboldt :-))) 27.11.06, 19:45
      Podczas podróży po Ameryce Łacińskiej Humboldt spotkał pewnego starego mędrca,
      który wyłożył mu swoją teorię czterech typów ludzi:
      1. Ci, którzy co nieco wiedzą, i wiedzą o tym, że wiedzą. To są ludzie wykształceni.
      2. Ci, którzy co nieco wiedzą, ale nie wiedzą o tym, że wiedzą. Tacy ludzie śpią
      i trzeba ich przebudzić.
      3. Ci, którzy niczego nie wiedzą, ale wiedzą o tym, że niczego nie wiedzą. Takim
      ludziom trzeba pomóc.
      4. Ci, którzy nic nie wiedzą i przy tym nie wiedzą o tym, że nic nie wiedzą. To
      są głupcy i im nie można pomóc.

      ***

      Na wykłady Humboldta przychodziło czasami po 1000 osób. Sale były zapchane i
      można tam było spotkać ludzi o najróżnorodniejszym poziomie wykształcenia. Jeden
      z dziennikarzy tak to opisał: "Sala nie mieściła słuchaczy, a słuchaczom nie
      mieścił się w głowie wykład."

    • onufry_na_wyjezdzie Re: Pozdr. Muzeum Marii-Sklodowskiej-C. w W-wie 27.11.06, 19:50
      W poscie 700 pozdrawiamy ekipe Muzeum Marii Sklodowskiej-Curie w Warszawie
      za interesujaca, i bardzo dobrze pokazana ekspozycje o jej zyciu i pracy.
      (Muzeum jest nieduze i w ciagu godziny mozna je zwiedzic. - Zachecamy)

      Watek FH GW "Humor w Nauce i Sztuce"
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 27.11.06, 20:04
      Kto jest tworca pojecia "pomnik przyrody"?
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 27.11.06, 20:25
        Pomnik przyrody - termin ten został wprowadzony przez Humboldta na przełomie
        XVIII i XIX wieku, co dało początek kierunkowi konserwatorskiemu w ochronie
        przyrody.

        Moim ulubionym pomnikiem przyrody sa dęby rogalińskie: Lech, Czech i Rus.

        :-))
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Alexander von Humboldt 27.11.06, 20:34
          3bezatu napisała:

          > Pomnik przyrody - termin ten został wprowadzony przez Humboldta na przełomie
          > XVIII i XIX wieku, co dało początek kierunkowi konserwatorskiemu w ochronie
          > przyrody.

          =============================

          Tak, braawoo !!!

          Wielkość Alexandra von Humboldta opiera się na tym, że wbrew duchowi czasu
          poszedł w swych dociekaniach drogą badań doświadczalnych, dzięki czemu na kilku
          polach (geologia, astronomia, zoologia, botanika i mineralogia) znakomite zdobył
          wyniki. Poza tym jest on twórcą nauki o krajobrazie, klimatologii, oceanografii
          i geografii roślin. Interesował się również i zajmował naukami takimi, jak:
          etnografia i językoznawstwo, uzyskując i tu podstawowe wyniki.

          wiecej:

          pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_von_Humboldt
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Alexander von Humboldt 27.11.06, 22:45
            Nie jest latwo znalezc anegdoty o Alexandrze Humboldcie. Juz latwiej o jego
            bracie Wilhelmie. A. von Humboldt napisal w swoim zyciu tyle ksiazek, ze na
            dowcipy chyba mu nie starczalo czasu. W zwiazku z tym przytaczam dowcip z
            poprzedniego watku, gdzie nasz bohater wystepuje jako bohater drugoplanowy:

            ***

            Re: Humor w nauce
            Autor: Gość: Onufry
            Data: 10.02.06

            Na pytanie Alexandra von Humboldta, kto jest najwiekszym matematykiem w
            Niemczech, Laplace bez namyslu odparl: - Pfaff.
            - A Gauss? - zapytal zdziwiony Humboldt.
            - Och, Gauss jest najwiekszym matematykiem na swiecie - odrzekl Laplace.

            ;-)
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Gauss i Humboldt 27.11.06, 23:02
              Ci 2 giganci nauki wspolpracowali ze soba w dziedzinie magnetyzmu (jest to
              ciekawe bo Gauss byl teoretykiem, Humboldt empirysta ;-) )

              ***

              The work of Oersted and Ampére drew to the study of magnetism one of the
              sharpest minds of Europe, that of Carl Friedrich Gauss (1777-1855). Gauss was a
              professor of mathematics at the German university of Göttingen and rarely
              traveled away from home, but in 1828 he attended a conference in Berlin, and
              stayed there as house guest of Alexander von Humboldt [Dunnington, 1955].
              Humboldt (1769-1859) was a naturalist who had earlier explored the jungles of
              South America and later the author of "Kosmos," a 5-volume encyclopaedic
              compendium of the natural sciences, which greatly helped spread public interest
              in science. Humboldt was also quite interested in magnetism [Malin and
              Barraclough, 1991]. During this visit he showed Gauss his collection of magnetic
              instruments and encouraged him to apply his talents to magnetism. That Gauss
              did, together with his young assistant Wilhelm Weber (1804-91), contributing
              greatly to the understanding of the Earth's magnetic field [Garland, 1979].

              wiecej:

              www.phy6.org/earthmag/mill_4.htm
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 27.11.06, 20:53
          3bezatu napisała:

          > Moim ulubionym pomnikiem przyrody sa dęby rogalińskie: Lech, Czech i Rus.

          A moim platany w Lesie Bielańskim (przed kościołem). Ogromne platany są jeszcze
          w pobliżu Placu Bankowego, ale nie pamiętam, czy są pomnikami przyrody.
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 27.11.06, 21:12
          3bezatu napisała:

          > Pomnik przyrody - termin ten został wprowadzony przez Humboldta na przełomie
          > XVIII i XIX wieku, co dało początek kierunkowi konserwatorskiemu w ochronie
          > przyrody.
          >
          > Moim ulubionym pomnikiem przyrody sa dęby rogalińskie: Lech, Czech i Rus.
          >
          > :-))

          ====================

          Przeze mnie przemawia troche patriotyzm lokalny: moim ulubionym pomnikiem
          przyrody jest olbrzymi jalowiec w Kampinoskim Parku Narodowym, a dokladniej:
          jałowiec pospolity „Jałowiec Królewski" o obwodzie 84cm i wys. 9 m we wsi Korfowe.

          ;-)
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Koncentracja Gaussa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.06, 00:34
      Skoro Gaussie mowa:

      Gauss utrzymywał, że gdyby inni zajmowali się matematyką tak starannie i głęboko
      jak on, to dokonaliby tych samych odkryć. Istotnie, miał on niezwykłą zdolność
      koncentrowania się na rozwiązywanych problemach. Często podczas rozmów z
      przyjaciółmi nagle milkł, zatapiał się w myślach i przestawał reagować na
      otoczenie. Opowiada się, że gdy do zamyślonego Gaussa podbiegł służący, mówiąc:
      - Panie Gauss, pańska żona umiera i chce Pana zobaczyć.
      Półprzytomny uczony machinalnie odpowiedział:
      - Proszę powiedzieć, żeby trochę poczekała, aż skończę dowód twierdzenia.
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Gauss 28.11.06, 12:15
        A oto ponoc dowcip wymyslony przez samego Gaussa:


        Pewnego razu głupiec zapytał Newtona (1642-1727) o to, jak odkrył prawo
        powszechnego ciążenia. Wiedząc z kim ma do czynienia i chcąc się pozbyć natręta
        Newton odpowiedział, że spadające jabłko trafiło go w nos. I głupiec odszedł
        zadowolony, że teraz już wie.

        Carl F. Gauss

        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Gauss i Avogadra 28.11.06, 12:20
          Gauss (1777-1855) spierał się z Avogadrą (1776-1856) o istotę praw naukowych.
          Słynny matematyk twierdził, że prawa istnieją tylko w matematyce, chemia
          natomiast nie może zwać się nauką ścisłą. Avogadro był innego zdania -
          przyznawał wprawdzie, że matematyka jest koroną nauk przyrodniczych, bez nich
          jednak straciłaby swoje realne znaczenie. Gauss uniósł się wówczas i powiedział,
          że chemia może spełniać dla matematyki jedynie rolę służki. W odpowiedzi na tę
          obrazę Avogadro w obecności matematyka spalił dwa litry wodoru w jednym litrze
          tlenu i otrzymawszy z tego dwa litry pary wodnej zawołał z triumfem:

          - Widzi pan! Gdy chemia zechce, potrafi uczynić, że 2+1= 2. Co na to pańska
          matematyka?
    • Gość: PiotrPSP Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.tru.ca 28.11.06, 01:06
      Tresc pewnego rysunku: siedzi facet ubrany w skory i dwoma kawalkami skaly
      rzezbi kolo z kamienia (dobre do wozu), akurat wycina otwor na piaste do osi. Z
      boku stoi durgi facet, tze ubrany w skory (wiadomo - epoka kamienia lupanego),
      patrzy na ten otwor: "Wole zone".

      Ten zart w formie rysunkowej widzialem w "Polityce" w latch 70-tych lub 60-
      tych, byl przedrukowany z "PlayBoya". Teraz ten rysunek przydal by mi sie do
      wykladu i seksizmach jezykowych (przyklady: wielkie armaty w I wojnie swiatowej
      obdarzali nazwami jak "Gruba Berta" lub polskie slowo "macierz" na oznaczenie
      tabeli).

      Czy ktos mogl by mi poradzic jak znalezc ten rysunek? Czy moze znacie jakas
      witryne Internetowa poswiecona seksizmom w jezykach?
      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: rysunki i obrazki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.06, 08:35
        W sprawach rysunkow i obrazkow specjalistka jest ewa :-)
        Mysle, ze tez moze pomoc obrobka_skrawaniem (Boze, co za nick ;-))) )

        Pozdr.
        O.
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: rysunki i obrazki 28.11.06, 19:22
          Gość portalu: Onufry napisał(a):

          > Mysle, ze tez moze pomoc obrobka_skrawaniem (Boze, co za nick ;-))) )


          Panie Onufry, czy to tak ładnie nabijać się z czyjegoś nicka? Okazał się bardzo
          inspirujący, a poza tym nie ma przypadków: skoro mi przyszedł do głowy, to coś
          w tym musi być.
          A co się Panu stało, że ciągle Pan mruga? Czy to jakiś tik?

          Pzdr. o_s.
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: rysunki i obrazki 28.11.06, 21:02
            obrobka_skrawaniem napisała:

            > Gość portalu: Onufry napisał(a):
            >
            > > Mysle, ze tez moze pomoc obrobka_skrawaniem (Boze, co za nick ;-))) )
            >
            >
            > Panie Onufry, czy to tak ładnie nabijać się z czyjegoś nicka? Okazał się bardzo
            >
            > inspirujący, a poza tym nie ma przypadków: skoro mi przyszedł do głowy, to coś
            > w tym musi być.
            > A co się Panu stało, że ciągle Pan mruga? Czy to jakiś tik?
            >
            > Pzdr. o_s.


            ===============

            Szanowna obrobko_skrawaniem

            1. Wydajac ten okrzyk daleki bylem od nabijania sie z Pani. Przeciwnie
            wyrazal on moj nieklamany zachwyt nad oryginalnoscia Pani nicku. A oryginalnosc
            to ja cenie wysoko :-)))

            2. Ja interpretuje ;-) jako usmiech z przymruzeniem oka. Tak mnie mistrowie
            internetu uczyli. A przymruzenie oka to nie mruganie, a wiec o tiku nie moze byc
            mowy ;-)

            Pozdr.
            O.
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: rysunki i obrazki 28.11.06, 23:04
            No obrobko, nie gniewaj sie juz na Onufrego :-)
            Twoje posty tryskajace zapalem mlodosci sa w tym watku bardzo cenne :-)

            Pozdr.
            O.
            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: rysunki i obrazki 28.11.06, 23:18
              Jak bym mogła się gniewać na Onufrego.
              I niech Onufry nie gra takiego staruszka. ;-)

              Pozdrawiam
              o_s.
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: rysunki i obrazki 30.11.06, 23:34
                obrobka_skrawaniem napisała:

                > Jak bym mogła się gniewać na Onufrego.
                > I niech Onufry nie gra takiego staruszka. ;-)

                ==================
                Odpowiadam z calym spokojem: Onufry nie gra staruszka.
                Onufry jest staruszkiem.

                ;-)

                O.
      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.d4.club-internet.fr 28.11.06, 12:21
        Oj ciezko bedzie, zyjemy w epoce pruderii
        En 1990, le Comité des ministres du Conseil de l'Europe recommande une
        élimination du sexisme dans le langage( w 1990 roku Komitet Ministrow Rady
        Europy zalecil eliminacje seksizmow w jezykach)- Wikipedia
        Podobnie jest z rysunkami....
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 28.11.06, 15:33
      Pianista Harold Lister przerwał swoje tourne koncertowe po Izraelu. Po powrocie
      do Londynu zwierzył się dyrygentowi Beechamowi, że musiał przerwać koncerty,
      ponieważ został dwukrotnie ostrzelany przez Arabów.
      - Co ty mówisz! - zdziwił się Beecham. - Nigdy bym nie przypuszczał ze Arabowie
      tak dobrze znają się na muzyce.
      :-)
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Winston Churchill 28.11.06, 21:36
      Mało anielskie usposobienie Winstona Churchilla było często przyczyna irytacji
      jego bliższego otoczenia. Lady Astor powiedziała mu kiedyś w gniewie:
      - Gdybym była pańską żoną, nalałbym panu truciznę do kawy.
      Znakomity maź stanu odpowiedział:
      Gdyby była pani moją żoną, wypiłbym tę kawę bez namysłu.
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Winston Churchill 28.11.06, 22:26
        Winston Churchill usłyszawszy tezę uczonych, ze gdzieś około roku 2100 światem
        będą rządzić kobiety, przymrużył oko i rzucił:
        - Nadal?
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Aforyzmy Winstona Churchilla I 28.11.06, 22:46
          Sa znakomite, dlatego beda dozowane partiami.


          * Czasami ludziom zdarza się potknąć o prawdę, ale większość prostuje się i
          idzie dalej, jakby nic się nie stało.

          * Człowiek, który zgadza się ze wszystkim, nie zasługuje na to, by ktokolwiek
          się z nim zgadzał.

          * Dobry polityk musi umieć przepowiedzieć, co będzie się działo jutro, za
          tydzień, czy za rok i musi umieć wytłumaczyć, dlaczego nie zaszło to, co
          przepowiedział.

          * Dyplomata to człowiek, który dwukrotnie się zastanowi zanim nic nie powie.

          * Fanatyk to ktoś, kto nie może zmienić zdania i nie może zmienić tematu.

          * Godnym zastanowienia jest fakt, że nasi przyjaciele prędzej umierają niż nasi
          wrogowie.

          *Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym.


          :-)))
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Aforyzmy Winstona Churchilla II 28.11.06, 22:59
            * Jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać jest strach.

            * Jedyną rzeczą której uczy historia, jest to, że większości ludzi niczego nie uczy.

            * Jestem optymistą. Bycie kimkolwiek innym, nie zdaje się być do czegokolwiek
            przydatne.

            * Jeśli posadzić przy stole najodważniejszego marynarza, najbardziej
            nieustraszonego lotnika i najmężniejszego żołnierza cóż ujrzymy? Jak się sumuje
            ich strach.

            * Każdy rząd, który jest dość silny, by dać ci wszystko czego pragniesz, jest
            dość silny by zabrać ci wszystko co posiadasz.

            * Komuniści są jak krokodyle, które kiedy otwierają paszcze, nie wiemy -
            uśmiechają się, czy chcą nas pożreć.

            * Lubię świnie. Psy łaszą się do nas, koty patrzą na nas z góry, a świnie
            traktują nas jak równych sobie.

            * Mając takich przyjaciół, nie potrzebujemy już wrogów.

            * Mało jest zalet, których by Polacy nie mieli, i mało błędów, których udałoby
            im się uniknąć.

            (reszta jutro :-))) )
            • Gość: ewa Re Winston Churchill i De Gaulle IP: *.dsl.club-internet.fr 28.11.06, 23:15
              Winston Churchill wybral rocznice bitwy pod Waterloo jako date w ktorej
              zezwolil De Gaulleowi na rzucenie wezwania o opor przeciwko Niemcom. General
              nigdy nie przebaczyl Churchillowi tego ponizenia.

            • Gość: Onufry Re: Aforyzmy Winstona Churchilla III IP: 62.233.247.* 29.11.06, 08:24
              * Mężowie stanu postępują zgodnie z nakazami rozumu. Zwykli ludzie – zgodnie z
              nakazami uczciwości.

              * Miał wszystkie zalety, których nie cierpię i żadnej wady, którą bym podziwiał.

              * Mówcy powinni mieć na uwadze nie tylko to, by wyczerpać temat, ale także by
              nie wyczerpać słuchaczy.

              * Na Amerykanów zawsze można liczyć, że jak już wyczerpią wszystkie złe
              rozwiązania, wreszcie zastosują właściwe.

              * Najtrudniej nauczyć się tego, że nawet głupcy mają czasami rację.

              * Nie biegaj gdy możesz stać, nie stój gdy możesz siedzieć, nie siedź gdy możesz
              leżeć.

              * Nie masz większych durniów na świecie od Anglików. Są za bardzo beztroscy,
              żeby się przygotować (do wojny). Dopiero w ostatniej chwili mobilizują się i
              walczą jak szatany.

              * Nie po to zostałem premierem, aby przewodniczyć przy likwidacji Imperium
              Brytyjskiego.

              * Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj

              • onufry_na_wyjezdzie Re: Aforyzmy Winstona Churchilla IV 29.11.06, 09:21
                * Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym.
                (podczas przemówienia w brytyjskiej Izbie Gmin na temat pilotów RAF-u i innych
                krajów alianckich, walczących w bitwie o Anglię (20 sierpnia 1940))

                * Pesymizm jest przywilejem młodych. W starszym wieku nie ma się na to czasu.

                * Powtórzę Izbie to, co powiedziałem członkom mego gabinetu: Nie mam nic do
                ofiarowania prócz krwi, znoju, łez i potu.

                * Przyjaciół można mieć o każdym czasie. Pod warunkiem, że się ich nie potrzebuje.

                * Sądy, które połknąłem zamiast je wypowiedzieć, nigdy nie przyprawiły mnie o
                niestrawność.

                * Stwierdzono, że demokracja jest najgorszą formą rządu, jeśli nie liczyć
                wszystkich innych form, których próbowano od czasu do czasu.

                * To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku!
                (mowa po brytyjskim zwycięstwie nad niemieckimi Afrika Korps w Egipcie (10
                listopada 1942))

                * Tylko straceńcy mówią prawdę. Człowiek, który chce coś osiągnąć powinien
                prawdę znać, ale broń boże się z nią nie afiszować.

                * W życiu chodzi o to, aby uczyć się tak, by inni nie spostrzegli, że się
                człowiek uczy.

                * Wierzę tylko w te statystyki, które sam sfałszowałem

                * Władza wykonawcza, która wtrąca człowieka do więzienia bez przedstawienia mu
                jakichkolwiek zarzutów znanych prawu, a zwłaszcza która odmawia mu sądu przez
                jemu równych, jest w najwyższym stopniu odrażająca i stanowi fundament
                wszystkich rządów totalitarnych, czy to nazistowskich, czy komunistycznych.

                * Wojny nie wygrywa się ewakuacjami.

                * Zawsze jestem gotów się uczyć, chociaż nie zawsze chcę, żeby mnie uczono.

                * My rządzimy światem a nami kobiety.

                :-)))
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Winston Churchill 29.11.06, 15:39
          Młody parlamentarzysta mówi do osiemdziesięcioletniego Churchilla:
          - Mam nadzieję, że długo będziemy się spotykać w Parlamencie.
          - Być może mój drogi, być może - odpowiada Churchill, - wyglądasz na całkiem
          zdrowego człowieka
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Jeszcze o Winstonie Churchillu 01.12.06, 08:07
            Jestem ciagle pod wrazeniem jego maksym.

            Czy wiecie Panstwo, ze on przez dluga czesc zycia byl powaznie chory
            na chorobe, ktora potocznie nazywa sie "melancholia", a bardziej naukowo
            obecnie "depresja endogenna" (tak, to jest ta sama choroba na ktora np
            cierpial D"urer). W przypadku wielu ludzi, ta choroba eliminuje ich
            z aktywnego zycia publicznego. Cierpiac na depresja endogenna, Churchill:

            - byl znakomitym pisarzem (Nagroda Nobla z literatury), w szczegolnosci
            autorem znakomitych aforyzmow;

            - kierowal obrona Anglii w czasie 2. wojny swiatowej; i to tak skutecznie,
            ze Niemcy, mimo gigantycznego zaangazowania militarnego, Anglii nie zdobyli.

            My, Polacy nie mamy zbyt duzo powodow by darzyc go uczuciem szczerej sympatii.
            Ale trudno jest odmowic Churchillowi wielkosci!
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Maksymy Ch. de Gaulle'a I 29.11.06, 21:23
      Ewa, przy okazji Churchilla, przywolala postac Ch. de Gaulle'a.
      Warto wiec zapoznac sie i z jego maksymami.



      * Nie można zjednoczyć narodu, który posiada 355 gatunków sera.


      * Polityka jest sprawą zbyt poważną, aby powierzać ją politykom.


      * Doszliśmy w końcu z Churchillem do banalnego, acz ostatecznego, wniosku z
      wydarzeń które wstrząsnęły zachodem, że Anglia, końcem końców, jest wyspą,
      Francja przylądkiem kontynentu, zaś Ameryka zupełnie inną częścią świata.


      * Czy jestem szczęśliwy? Za kogo pan mnie uważa, za idiotę?!


      * Niech żyje wolny Quebec!

      (Słowa te generał wypowiedział z balkonu ratusza w Montrealu, co doprowadziło do
      kryzysu w stosunkach francusko-kanadyjskich.)


      • onufry_na_wyjezdzie Re: Maksymy Ch. de Gaulle'a II 29.11.06, 21:56
        * Przeszkoda pociąga człowieka z charakterem, jako że pokonując ją sam się
        urzeczywistnia.



        * Wyobrażanie sobie, że można zbudować twór, który by sprawnie funkcjonował, a
        jednocześnie wykraczał poza państwo, jest mrzonką.

        [Znane retoryczne pytanie generała Ch. de Gaulle`a, które przywołują (i
        podpisują się pod nim) eurosceptycy.]



        * Zbyt często zapomina się, że jestem zwykłym człowiekiem. Mówię czasem, że
        ludzie są zawsze tylko ludźmi. I ci wysocy, i ci niscy, prezydenci i zwykli
        obywatele.



        * Żaden prawdziwy problem nie może być rozwiązany, najlepsze, co można dla niego
        zrobić, to zapewnić mu trwanie.

        ;-)))
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i ... : Historyczne eksperymenty 29.11.06, 22:15
      Jak na razie malo miejsca w tym watku poswiecamy naukom eksperymentalnym.
      A tam tez zdarza sie wiele sytuacji humorystycznych. Oto 2 eksperymenty
      o znaczeniu historycznym:

      Pieter (Petrus) van Musschenbroek (1692-1761). Wykładał fizykę na Uniwersytecie
      w Lejdzie i był doskonałym eksperymentatorem.

      Jednego razu Musschenbroek ładował elektrycznie wodę, trzymając mokrą butelkę
      ręką i otrzymał mocne uderzenie (porażenie przeskokiem iskry elektrycznej).
      Zdarzenie było na tyle nieprzyjemne, że poprzysiągł sobie (o czym napisał do
      przyjaciela Reamura) nigdy już więcej nie przeprowadzać takich doświadczeń. Mimo
      to wiadomość ta szybko rozeszła się i zwróciła uwagę na siebie innych fizyków.
      Urządzenie to nazwane zostało butelką lejdejską i uznane zostało jako pierwszy
      ... kondensator.

      ***

      Jean Antoine Nollet (1700-1770) Francuski fizyk, odkrył zjawisko dyfuzji cieczy
      i osmozy.

      Nollet wykonywał wiele doświadczeń publicznie, zwłaszcza z elektryczności (znano
      wtedy elektryzowanie przez tarcie). Stojąc na izolowanej podstawie
      eksperymentator wydobywał iskry z nosa obecnych, zapalał palne płyny iskrą z
      wyciągniętego palca, demonstrował "elektryczne" pocałunki. Wynalazek butelki
      lejdejskiej, pierwszego kondensatora pozwolił wykonywać bardziej efektowne
      doświadczenia. Wielki podziw budziło wtedy zabicie wróbla iskrą elektryczną z
      naładowanej butelki. Nollet wykonywał również efektowne doświadczenia z ludźmi.
      Ustawiał on szereg ludzi trzymających się za ręce i kazał pierwszemu z szeregu
      dotykać metalowego pręta wystawającego z naelektryzowanej butli. W tym momencie
      cały szereg podskakiwał, krzycząc z przerażenia. Największą próbę wykonano w
      klasztorze kartuzów, gdzie 700 mnichów trzymając się za ręce utworzyło łańcuch
      długości około 1800 metrów. Kiedy Nollet wyładował w ten łańcuch dużą butelkę
      lejdejską, wszyscy w jednym momencie podskoczyli z chóralnym okrzykiem.

      :-)
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i ... : Historyczne eksperymenty 29.11.06, 23:42
        Michael Faraday (1791-1867) Angielski fizyk i chemik, odkrył m.in. zjawisko
        indukcji elektromagnetycznej.

        Kiedy laboratorium Faradaya odwiedził minister skarbu, zapytał:
        - Jaką korzyść z pana badań będzie miała ludzkość.
        Faraday odpowiedział:
        - Trudno to ocenić, ale jestem pewien, iż pan z tego będzie pobierał podatki.
        Tak też się stało. Odkrycie zjawiska indukcji elektromagnetycznej przyczyniło
        się przecież do wynalezienia prądnicy.

        :-)
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i ... :Wspolczesne eksperymenty 29.11.06, 23:54
          Alan J. Heeger (1936- ) Amerykański fizyk, współodkrywca wraz Alanem
          MacDiarmidem i Hideki Shirakawą przewodzących polimerów, za co dostali nagrodę
          Nobla z chemii w 2000 roku.


          Wszystkie ważniejsze odkrycia w laboratorium były fetowane przyjęciem w
          prywatnym domu Alana Heegera obowiązkową kąpielą w basenie. Ulubioną zabawą
          doktorantów było wpychanie swoich szefów i - jak się okazało - przyszłych
          noblistów do wody, zabawa nie do pomyślenia w ówczesnej (i chyba dzisiejszej)
          Polsce. Polscy profesorowie traktowali bowiem pracę naukową jak religijne
          powołanie, które wymagało powagi i skupienia. O ile typowy polski profesor
          traktował swoich doktorantów jak biskup kleryków, to jego amerykański kolega
          miał do nich stosunek jak trener do zawodników.

          :-)
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i ... :Wspolczesne eksperymenty 30.11.06, 07:34
            > Wszystkie ważniejsze odkrycia w laboratorium były fetowane przyjęciem w
            > prywatnym domu Alana Heegera obowiązkową kąpielą w basenie. Ulubioną zabawą
            > doktorantów było wpychanie swoich szefów i - jak się okazało - przyszłych
            > noblistów do wody, zabawa nie do pomyślenia w ówczesnej (i chyba dzisiejszej)
            > Polsce

            ===================

            Komentarz: oczywiscie chodzi tu o to ze profesorowie w Polsce raczej
            nie dysponuja willami z basenami. Trudno wrzucac kogos do wanny 1,20 m
            w ponurym szarym bloku na takim np Ursynowie.

            ;-)

            nie raczej:

            :-(((

            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i ... :Wspolczesne eksperymenty 30.11.06, 14:43
              onufry_na_wyjezdzie napisał:

              > Komentarz: oczywiscie chodzi tu o to ze profesorowie w Polsce raczej
              > nie dysponuja willami z basenami.

              Niektórzy dysponują i willą z basenem i własnym kortem tenisowym. Zależy jak
              kto się ustawi i na ile jest obrotny.

              Pozdrawiam
              o_s.
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i ... :Wspolczesne eksperymenty 30.11.06, 23:18
                obrobka_skrawaniem napisała:

                > onufry_na_wyjezdzie napisał:
                >
                > > Komentarz: oczywiscie chodzi tu o to ze profesorowie w Polsce raczej
                > > nie dysponuja willami z basenami.
                >
                > Niektórzy dysponują i willą z basenem i własnym kortem tenisowym. Zależy jak
                > kto się ustawi i na ile jest obrotny.

                ========================

                Szanowna obrobko,

                Odnosze wrazenie, ze Pani i ja uzywamy terminu "profesor" w 2 roznych
                znaczeniach ;-)))

                Pozdr.
                O.
        • Gość: .. Re: Humor w Nauce i ... : Historyczne eksperyment IP: *.aster.pl 01.12.06, 18:20
          .
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Egar Degas 30.11.06, 19:34
      Do Edgara Degasa zwrócił się pewien człowiek:
      - Proszę mi wybaczyć, ale pańska twarz wydaje mi się znajoma. Musiałem ją
      widzieć już w innym miejscu.
      - Niemożliwe - odpowiedział Degas - swoją twarz noszę zawsze na tym samym
      miejscu.

      :-)
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Egar Degas 30.11.06, 23:22
        Kiedy Degas był już znanym malarzem, do jego pracowni przyszedł jeden z
        miłośników jego talentu. Nie zobaczywszy na ścianie ani jednego obrazu mistrza,
        zapytał:
        - Dlaczego nie powiesi pan na ścianie którejś ze swoich prac?
        - Mój przyjacielu - odpowiedział Degas - nie stać mnie na kupno takich drogich
        obrazów.

        ;-)
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Egar Degas 01.12.06, 00:01
          Claude Monet malował na swych obrazach to, co nieuchwytne i niestałe w naturze:
          „...iskrzenie światła, błysk wody, przezroczystość powietrza, drżenie liści
          (...). Odtwarzać pragnął słońce, zimno, wiatr, mgłę - a były to dążenia zupełnie
          nowe, mające wartość rewelacji” (Od Maneta do Polloca. Słownik malarstwa
          nowoczesnego, Warszawa 1995). Złudzenie było tak silne, że podczas jednej ze
          wystaw Moneta Edgar Degas, który oglądał właśnie serię obrazów przedstawiających
          topole, powiedział: „Uciekam! Strasznie tu wieje. Jeszcze trochę, a byłbym
          podniósł kołnierz marynarki.
          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Egar Degas 01.12.06, 13:41
            Topole Moneta:

            www.ibiblio.org/wm/paint/auth/monet/poplars-epte/monet.poplars-autumn.jpg
            www.ibiblio.org/wm/paint/auth/monet/poplars-epte/monet.poplars-epte.jpg
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet 01.12.06, 14:35
              Claude Monet jest uznawany za największego z impresjonistów. Jego słynna
              „Impresja, wschód słońca”, eksponowana w 1874 r. na wystawie u Nadara, dała
              nazwę całemu kierunkowi w malarstwie. Monet w swej twórczości konsekwentnie
              prowadził studia nad kolorem, światłem i ich wzajemnymi relacjami. Vollard po
              latach wspominał: „(...) pewnego dnia zobaczyłem w Vergangville, jak w tumanach
              kurzu nadjeżdża małe auto. Wysiada z niego Claude Monet. Popatrzył na słońce,
              potem na zegarek: Oj! Spóźniłem się o pół godziny... Wrócę tu jutro- rzekł.
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet 01.12.06, 14:43
                Claude Monet malował ten sam pejzaż w różnych godzinach dnia, w różnych porach
                roku, w różnym oświetleniu, wydobywając z powtarzanego tematu coraz to nowe
                efekty. Najbardziej znane są dwa jego cykle: widoki fasady katedry w Rouen oraz
                nenufary na stawie w Giverny (za życia artysty jedynie Durand-Ruel wystawiał po
                kilka płócien z tym samym motywem). Podczas jednej z wystaw „Białych nenufarów”
                („Les Nympheegrave;as”) do sklepu Vollarda przyszedł nieznajomy, który podczas
                nieobecności marszanda pragnął skontaktować się z Cladem Monetem:
                - (...) Pan może zna tego Claude’a Moneta?
                - Tak, znam go.
                - Artysta ten interesuje mnie bardzo. Dostarczam największym krawcom nowojorskim
                ręcznie malowanych materiałów. Rozumie pan, że ciągle szukam prawdziwych
                talentów. Brakuje temu panu Monetowi paru drobnostek, ale przy moim
                doświadczeniu artysta ten prędko się wydoskonali. Czy zna pan może jego adres?

                ;-)

                (Ambroise Vollard, Wspomnienia handlarza obrazów, przeł. Julia Rylska, Kraków
                1963). Obecnie olbrzymie malowidła Moneta przedstawiające nenufary można
                podziwiać w dwóch wielkich salach Museegrave;e de l’Orangie w Paryżu.


                PS. Ewo, glowa do gory :-)
                • obrobka_skrawaniem Claude Monet: Katedra w Rouen 02.12.06, 20:53
                  Seria obrazów przedstawiających Katedrę w Rouen to ponad dwadzieścia prac.
                  Przedstawiaja one fasadę tego obiektu, ogladaną zawsze z tego samego miejsca,
                  w różnych warunkach oświetlenia i przy różnej pogodzie.

                  Claude Monet:
                  "Rouen Cathedral: Full Sunlight", 1894; Louvre, Paris
                  www.ibiblio.org/wm/paint/auth/monet/rouen/monet.rouen-cathedral.jpg
                  "Rouen Cathedral, the West Portal, Dull Weather", dated 1894, painted 1892;
                  Musee d'Orsay, Paris
                  www.ibiblio.org/wm/paint/auth/monet/rouen/monet.portail-temps-gris.jpg
                  "Rouen Cathedral, the West Portal and Saint-Romain Tower, Full Sunlight,
                  Harmony in Blue and Gold" dated 1894, painted 1893; Musee d'Orsay, Paris
                  www.ibiblio.org/wm/paint/auth/monet/rouen/monet.st-romain-soleil.jpg
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet 04.12.06, 13:19
                  Claude Monet - "Nenufary":

                  lilt.ilstu.edu/jhreid/frenchculture/monet_wl-1906.jpg
                  www.kahlil.org/Monet-Lillies800.jpg
                  www.kahlil.org/monet10.html
                  www.cs.nthu.edu.tw/~sheu/Images/Monet.jpg
                  www.jimloy.com/arts/monet31.jpg
                  www.jimloy.com/arts/monet23.jpg
                  www.jimloy.com/arts/monet24.jpg
                  www.jimloy.com/arts/monet19.jpg
                  www.jimloy.com/arts/monet30.jpg
                  www.jimloy.com/arts/monet27.jpg
                  • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.06, 13:53
                    Po prostu piekne ...

                    (Jak Pani znajduje te reprodukcje?)

                    :-)))
                    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet 04.12.06, 14:00
                      Gość portalu: Onufry napisał(a):
                      >
                      > (Jak Pani znajduje te reprodukcje?)

                      Klikam myszką i jest. :-)
                      Jak powiem dokładnie, to już tu nie będę potrzebna.
                      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.06, 14:18
                        obrobka_skrawaniem napisała:

                        > Klikam myszką i jest. :-)
                        > Jak powiem dokładnie, to już tu nie będę potrzebna.

                        ====================

                        Ja (a wierze, ze i inni uczestnicy tez) nie jestem zwolennikiem "krwozerczego
                        kapitalizmu", a i liberalne rozwiazania w nauce i sztuce uwazam za kardynalne
                        bledy. Obrobka jest tu potrzebna i jej posty sa dla nas wszystkich interesujace,
                        piekne (np reprodukcji malarstwa, czy grafiki) no i w ogole ... bezcenne :-)))
                        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet 04.12.06, 14:52
                          Gość portalu: Onufry napisał(a):
                          > Obrobka jest tu potrzebna i jej posty sa dla nas wszystkich interesujace,
                          > piekne (np reprodukcji malarstwa, czy grafiki) no i w ogole ... bezcenne :-)))

                          Dziękuję. Cieszę się, że tu się jakoś znalazłam, bo w innych wątkach działy się
                          ostatnio tak dziwne rzeczy, że zupełnie nie wiem o co chodzi.
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Claude Monet 02.12.06, 17:10
                Claude Monet: Impresja, wschód słońca (fr. Impression, soleil levant), 1872,
                Musee Marmottan, Paris:

                www.e-mpressionism.net/monet/monet1.jpg
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 30.11.06, 23:32
      Jaki jest najwiekszy wklad Czech do nauki polskiej?
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka 01.12.06, 13:05
        Klucz do odpowiedzi mozna znalezc w moim komentarzu do Zagadki Nr2 nizej,
        odganietej przez obrobke :-)
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka 01.12.06, 14:01
          "Wkład" Czech kojarzy mi się tylko z Dobrawą. Ale do nauki?
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka nr2 01.12.06, 14:14
            Zagadka zawiera pewien "haczyk":-)
            Rodzina Hoene pochodzila z Czech ;-)
            • Gość: Artur Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka nr2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.06, 15:17
              Sie ma!

              Ja pamietam z poprzedniego watku, ze byl taki geniusz-wariat Hoene Wronski.
              Onufry pisal,ze to wielki uczony.

              Tak se kumam: chodzi o to ze jego rodzina przywedrowala do nas z Czech,
              i tego goscia dostalismy w prezencie.

              Sie ma!

              Wasz Artur
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka nr2 01.12.06, 15:54
                Gość portalu: Artur napisał(a):

                > Tak se kumam: chodzi o to ze jego rodzina przywedrowala do nas z Czech,
                > i tego goscia dostalismy w prezencie.
                ===============

                Tak, brawo Panie Arturze !!!


                O Wronskim bylo sporo w poprzednim watku. Moze przypomnijmy jego zyciorys
                oraz garsc anegdot:

                Re: Humor w nauce: Wronski
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka nr 2 01.12.06, 07:33
      Jest w Polsce gmina, ktora w ulotce propagujacej swe "wdzieki" pisze:

      "Robert Koch, obok parowozowni, jest jednym z glownych atutow promocji naszej
      gminy."

      Jak nazywa sie gmina, ktora mogla pokusic sie o tak "gustowne" zestawienie?

      ;-)))))
      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka nr 2 01.12.06, 11:48
        onufry_na_wyjezdzie napisał:

        > Jest w Polsce gmina, ktora w ulotce propagujacej swe "wdzieki" pisze:
        > "Robert Koch, obok parowozowni, jest jednym z glownych atutow promocji naszej
        > gminy."
        > Jak nazywa sie gmina, ktora mogla pokusic sie o tak "gustowne" zestawienie?

        Jest to gmina Wolsztyn. W Wolsztynie przez kilka lat mieszkał noblista Robert
        Koch, prowadząc tam badania nad wąglikiem.
        o_s.
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Wolsztyn :-))) 01.12.06, 12:28
          obrobka_skrawaniem napisała:

          > Jest to gmina Wolsztyn. W Wolsztynie przez kilka lat mieszkał noblista Robert
          > Koch, prowadząc tam badania nad wąglikiem.

          ===================

          Tak, brawo !!!!!

          W Wolsztynie jest takze parowozownia, ktorej chluba jest parowoz "Piekna
          Helena", ktory ustanowil swoj rekord predkosci 130 km/godz na trasie
          Poznan-Leszno.

          Z Wolsztynem zwiazane sa takze 2 inne wybitne postacie: rzezbiarz Rozek,
          i filozofo-matematyk Hoene-Wronski. Wiecej ciekawych informacji i tym
          sympatycznym miasteczku mozna znalezc na jeszcze bardziej sympatycznej
          stronie:

          wolsztyn.sarbak.pl/


          Serdecznie gratuluje obrobce zgadniecia zagadki :-)

          O.
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce 01.12.06, 14:57
      Z pozdrowieniami dla 3bezatu :-)

      Król Zygmunt I Stary bardzo lubił grać w karty. Pewnego razu gdy gra mu szła nie
      najlepiej, zgłosił posiadanie czterech królów. Na protest partnera, że jeden
      jest u niego, odrzekł, że czwartym jest on sam. W tej sytuacji grę Zygmunt
      ostatecznie wygrał, lecz później niezbyt chętnie z nim siadano do kart…

      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 01.12.06, 15:34
        Dziękuję za pozdrowienia i skoro jesteśmy przy królu Zygmuncie I Starym, to
        dodam jeszcze jedną anegdotkę:

        Król Zygmunt I Stary podczas toalety zdejmował pierścienie z palców i dawał je
        do przytrzymania dyżurnemu dworzaninowi. Pewnego razu nie upomniał się o
        klejnoty i sługa myśląc, że monarcha o nich zapomniał, zachował pierścienie
        przy sobie. Kiedy po jakimś czasie znów przyszła kolej na tego samego
        dworzanina, Zygmunt widząc wyciągniętą dłoń odrzekł: „Wystarczą wam dawne, te
        mogą się przydać innemu”.
        :-)
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zygmunt Stary :-) 01.12.06, 18:44
          Na Zygmuntowskim dworze panował obyczaj, w myśl którego król w Nowy Rok
          obdarowywał służbę elementami nowej odzieży. Pewnego razu Stańczyk, który jakąś
          nieostrożną wypowiedzią naraził się monarsze, nic nie dostał. Siedzi więc z boku
          i ciężko wzdycha. Kiedy zapytano go o przyczynę strapienia, odpowiedział niby
          cicho, ale tak, żeby król usłyszał: „U mnie rok nienowy, bo suknie nienowe”.
          Monarcha się roześmiał i zaraz trefnisia należycie obdarował.
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zygmunt Stary :-) 01.12.06, 18:57
            Stańczyk (w rzeczywistości Stanisław Gąska), słynny trefniś na dworze królów
            Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, kiedyś był świadkiem przystawiania pijawek
            monarsze. Tak to skomentował: - Są to najprawdziwsi dworzanie i przyjaciele
            króla jegomości.

            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Stańczyk 01.12.06, 21:55
              Kiedyś zganiono Stańczyka, za opowiedziane w przytomności panien nieprzystojne
              anegdotki.
              - Jedno z dwojga – odrzekł błazen, – jeśli to rzeczywiście prawe panny, to
              niczego z tego, co mówiłem, nijak nie mogły zrozumieć; jeśli zaś zrozumiały, to
              nie ma za co na mnie fukać, nie takie to znowu panny, skoro tak dobrze wiedzą,
              co się na świecie dzieje…



              Był Stańczyk niewątpliwie pragmatykiem. Jego riposty najczęściej sprowadzają
              się do - czasem cynicznego - racjonalizowania faktów.
              • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Stańczyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.06, 23:46
                Stańczyk, nadworny błazen Zygmunta I i Zygmunta Augusta, kiedyś był świadkiem
                sporu o to, jaki zawód ma najwięcej swoich przedstawicieli. Postanowił
                udowodnić, że najwięcej mamy lekarzy. Obwiązał więc chustą twarz, udając ból
                zęba, i zaczął krążyć po Krakowie. Mieszczanie, współczujący popularnemu i
                lubianemu trefnisiowi, zaczęli udzielać mu różnych rad, które ten skwapliwie
                zapisywał. Po powrocie do zamku zakład wygrał bez trudu. Po latach owa scenka
                stała się tematem młodzieńczego obrazu Jana Matejki, przechowywanego dziś w
                krakowskim domu artysty.

                ***

                W czasach zygmuntowskich wygodne krakowianki udawały się do kościoła z
                poduszkami. Stańczyk, widząc to, zagadnął: „Alboż to panie spać będziecie w
                kościele?”

                :-)
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Stańczyk 02.12.06, 17:42
                  Jan Matejko: "Stańczyk udający ból zębów", 1856, Muzeum Narodowe, Kraków

                  artyzm.com/obraz.php?id=2002
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Cyber atak na gazete-matke !!! 01.12.06, 15:34
      W czwartek, 30 listopada o godz. 19.00, Gazeta.pl stała się obiektem
      cyber-ataku. 80 tysięcy specjalnych komputerów, w przeważającej części z
      zagranicy, zaczęło łączyć się w tym samym momencie z pierwszą stroną Gazeta.pl w
      tym samym czasie. Ich celem nie było włamanie do systemu, ale zablokowanie go.
      Komputery łączyły się z Gazeta.pl początkowo z adresów na Łotwie , w Rosji,
      Hiszpanii, Iranie, a dziś także z krajów azjatyckich.

      Na co dzień ze stronami Gazety.pl łączy się milion użytkowników. Gazeta.pl zaraz
      po ataku rozpoczęła działania obronne we współpracy z Netią i Telekomunikacją
      Polską. Celem trwających prac jest odcięcie połączeń z atakującymi komputerami.

      W wyniku ataku mogą być kłopoty z łączeniem się z pierwszą stroną portalu.
      Natomiast strony serwisów: forum.gazeta.pl, gazetawyborcza.pl, blox.pl,
      wiadomości.gazeta.pl, gazetapraca.pl, sport.gazeta.pl, dziecko.pl,
      dom.gazeta.pl, etc, powinny być lepiej dostępne.

      Przepraszamy naszych użytkowników za trudności. Bardzo się staramy, aby sytuacja
      wróciła do normy - mówi Maciej Wicha, dyrektor w portalu Gazeta.pl .

      Prace nad obroną i usunięciem skutków ataku przez zespół specjalistów z Agory,
      Netii i Telekomunikacji Polskiej trwają. Obecnie, dzięki działaniom obronnym,
      portal utrzymuje 70 proc. swojego normalnego ruchu. Korzystanie z Gazety.pl jest
      całkowicie bezpieczne i nie grozi zawirusowaniem komputerów użytkowników. Celem
      ataku jest uniemożliwienie korzystania z portalu, a nie jego zawirusowanie.

      Jest to pierwszy atak tej skali na portal Gazeta.pl.

      ***

      - To informacja dla tych uczestnikow watku, ktorzy nie mogli sie nan
      wczoraj dostac :-(((
      • Gość: jotes1955 Re: Cyber atak na gazete-matke !!! IP: *.dsl.telepac.pt 15.12.06, 00:20
        Drogi Onufry, po pierwsze chcialam podziekowac za fantastyczne watki. Czytam je
        z przyjemnoscia (takze inni uczestnicy wymagaja wprost pochwal). Do dzis nie
        wiedzialam, dlaczego nie moglam przeczytac codziennej Gazety w tamte dni (nie
        tylko 1 listopada, ale takze przez kilka kolejnych dni). Bardzo dziwne to
        wszystko, czy sa jakies informacje DLACZEGO tak sie stalo? Serdeczne
        pozdrowienia.
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 16:11
      Co łączy C. Moneta z Wolsztynem?
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 16:14
        obrobka_skrawaniem napisała:

        > Co łączy C. Moneta z Wolsztynem?


        Moze nasz watek ?!

        :-)
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 16:18
          onufry_na_wyjezdzie napisał:

          > obrobka_skrawaniem napisała:
          > > Co łączy C. Moneta z Wolsztynem?
          >
          > Moze nasz watek ?!

          Nie tylko ten wątek.
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 17:10
            Sprobuje raz jeszcze. Jest to byc moze zbyt subjektywne skojarzenie.
            Gdy latem odwiedzalem Wolsztyn, przeszedlem sie nad rzeczke Dojca.
            Przez nia przeprowadzony jest urokliwy mostek, ktory do zludzenia
            przypominal mi ten slynny mostek z obrazow C. Moneta (o ile wiem majacy swoj
            oryginal w ogrodzie Moneta przy jego domu kolo Paryza, gdzie malowal nenufary).
            Ale to jest subjektywne i nie wiem, czy mi to Pani zaliczy ;-)
            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 17:39
              onufry_na_wyjezdzie napisał:

              > Gdy latem odwiedzalem Wolsztyn, przeszedlem sie nad rzeczke Dojca.
              > Przez nia przeprowadzony jest urokliwy mostek, ktory do zludzenia
              > przypominal mi ten slynny mostek z obrazow C. Moneta

              Ja nie byłam w Wolsztynie, więc nie mogłam mieć takich skojarzeń.
              Proszę kombinować dalej. :-)
              • zielonamysz Mam pytanie 01.12.06, 18:18
                Moze ktos mi tu pomoze

                Nie pamietam kogo dotyczy nastepujaca anegdota.
                Ktos zapytal
                - Kto jest?
                -Kusocinski.
                - A co om robi?
                - Biega.
                - A w którą strone?
                Czy to był Fiszer?
                Bede wdzieczna za pomoc.
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 18:20
                Podpowiedź: tematem wielu obrazów Claude Moneta było coś mniej malowniczego
                (z pozoru) niż mostki, nenufary i topole. Wolsztyn też jest z tego znany.

                Zostawmy to do jutra, ponieważ ja już muszę Was opuścić.
                o_s.
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 01.12.06, 18:41
                  obrobka_skrawaniem napisała:

                  > Podpowiedź: tematem wielu obrazów Claude Moneta było coś mniej malowniczego
                  > (z pozoru) niż mostki, nenufary i topole. Wolsztyn też jest z tego znany.

                  ============

                  No tak, teraz wszystko jasne: chodzilo Pani o lokomotywy, a dokladniej o
                  parowozy. Muzeum parowozow (podobno najwieksze w Europie) znajduje sie
                  wlasnie w Wolsztynie. Z drugiej strony C. Monet malowal lokomotywy.
                  Szczegolnie slynny jest jego obraz dworca St. Lazare w Paryzu:

                  ***

                  Autorem obrazu "Dworzec Saint-Lazare" (1887r.) jest Claude Monet. Obraz
                  przedstawia dworzec z lokomotywą w Paryżu. W tamtych czasach był to najnowszy
                  wynalazek świata i autor chciał przedstawić jak bardzo był przydatny w tym
                  okresie. Na obrazie znajduje się lokomotywa, która przygotowuje się do drogi.
                  Obraz ten ukazuje, że maszyna parowa jest środkiem transportu.Chmury dymu
                  wypełniają całą powierzchnię dworca. Obraz jest lekko rozmawany. Z dala widać
                  jakiś budynek a po prawej stronie widać ludzi...

                  :-)
                  • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce : parowozy :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.06, 19:39
                    Nawet jesli to nie o parowozy chodzilo obrobce, to warto zerknac na strone

                    www.parowozy.com.pl/

                    gdzie mozna podziwiac parowozy z Wolsztyna. Mysle ze Wolsztyn bylby wdziecznym
                    plenerem dla C. Moneta ;-)
                    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce : parowozy :-) 01.12.06, 20:03
                      Nie tak dawno Gazeta Wyborcza zamieściła ciekawy artykuł o pewnym Angliku,
                      pasjonacie, który dla Wolsztyna porzucił Londyn:

                      Howard Jones przyjechał do Wolsztyna w połowie lat 90., kiedy Polskie Koleje
                      Państwowe przechodziły swoją największą transformację - dzieliły się na spółki.
                      Zobaczył parowozy i... wymiękł. Został. Nigdzie nie spotkał tylu sprawnych
                      maszyn obok siebie. - Moje marzenia się spełniły. To było wyjątkowe przeżycie.
                      Tu w Polsce ludzie jeszcze nie rozumieją, jaki skarb mają - mówi.

                      Wymyślił Wolsztyn Experience - turystyczną szkołę, w której obsługi parowozów
                      uczą się maszyniści z najdalszych zakątków świata. Na tygodniowe kursy
                      przyjeżdżają do Wolsztyna miłośnicy kolei parowej z Niemiec, Francji, Anglii,
                      Kanady, USA, a nawet Japonii, Australii i Nowej Zelandii.

                      Cały artykuł wart jest przeczytania. Polecam.

                      miasta.gazeta.pl/poznan/1,36024,3692880.html
                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 02.12.06, 16:13
                    Tak, świetnie Onufry!
                    Claude Monet namalował kilka obrazów przedstawiających dworzec St. Lazare w
                    Paryżu, również na innych jego pracach są lokomotywy.
                    Jako nagroda dla Onufrego (i nie tylko) przegląd prac C. Moneta o tej tematyce:

                    home.kc.rr.com/jacq/monet.htm
                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce - prosba 02.12.06, 16:20
                      Obrobko, czy moglabys takze zilustrowac 2 wczesniejsze posty o Monecie,
                      tzn "Impresja, wschod slonca" itd

                      Z gory dziekuje i pozdr.
                      O.
              • Gość: a Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka IP: *.aster.pl 01.12.06, 18:21
                a
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: M. Lobaczewski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.06, 21:38
      Dzis urodziny obchodzilby jeden z odkrywcow geometrii nieeuklidesowej
      Mikolaj Lobaczewski:

      Pierwszym człowiekiem, który odważył się wystąpić z nową teorią geometrii,
      teorią całkowicie odmienną od jedynej i powszechnie uznawanej teorii Euklidesa,
      był rosyjski matematyk Mikołaj Łobaczewski, syn Jana (Iwana), który pisał o
      sobie; „należący do polskiej nacji", a o którym mówiła córka, że był to
      „katolik, architekt pochodzący z Polski". Rozpoczął on nową epokę w tym dziale
      matematyki, zdobywając sobie miano „Kopernika geometrii". Urodził się 20
      listopada (I grudnia) 1792 r. w Niżnym Nowogrodzie (obecnie Górki). Ojciec jego
      zmarł wkrótce, jedynie dzięki matce ukończył Łobaczewski gimnazjum w Kazaniu.
      Wstąpił na prowincjonalny Uniwersytet Kazański, którego profesorowie rekrutowali
      się przeważnie z krajów Europy. Zachodniej. Już na pierwszym roku studiów młody
      Łobaczewski wyróżnia się niezwykłymi zdolnościami. Zwraca na siebie uwagę
      profesora Bartelsa, który osobiście zaopiekował się tym nieprzeciętnym
      studentem. Taka opieka była Łobaczewskiemu konieczna, ponieważ swoimi psotami i
      bezbożnością wywoływał ogólne niezadowolenie. Opinia Bartelsa — mówiąca, że
      Łobaczewski jako student ma tyle osiągnięć, iż na każdym z niemieckich
      uniwersytetów byłby prymusem.,.", przestawiona senatowi — uchroniła przyszłego
      naukowca przed wydaleniem z uczelni. W 1811 r. Łobaczewski kończy studia i
      zostaje asystentem Bartelsa. Po trzech latach pracy awansuje na adiunkta. Chce w
      tym czasie wydać drukiem swoją pierwszą pracę pt. „Geometria", która jednak
      przeleżała w archiwum przeszło siedemdziesiąt lat, gdyż nikt z członków akademii
      jej nie zrozumiał. W 1816 roku został mu nadany tytuł profesora. W latach
      1829-1840 Njkołaj Łobaczewski ogłasza kilka prac, m.in. „Nowe podstawy geometrii
      z pełną teorią równoległych", w której przyjmuje swój słynny pewnik, że przez
      dany punkt leżący na tej .samej płaszczyźnie co dana prosta można przeprowadzić
      nieskończenie wiele prostych nie przecinających danej; proste te zawarte są w
      kącie, którego ramiona nazwał prostymi równoległymi do danej prostej. Pewnik
      Euklidesa głosi, że przez taki punkt przeprowadzić można tylko jedną prostą
      równoległą. Geometria Łobaczewskiego, nieeuklidesowa kiper – boliczna, stanowi
      jedno z największych odkryć w matematyce. Wykazuje ona, że mogą istnieć teorie
      geometrii odmienne od euklidesowej i niesprzeczne. Jednakże współcześni mu
      uczeni nie zwrócili uwagi na tę wybitną pracę. Przeciwnie — Łobaczewski spotkał
      się nawet z docinkami jednostek nie rozumiejących, o co chodziło. Łobaczewski
      nie zrażony niepowodzeniami podjął walkę o triumf swoich idei; w szeregu
      publikacji w coraz to inny sposób uzasadniał geometrię nieeuklidesową i
      wskazywał jej zastosowanie w rachunku całkowym. Jednak dopiero w wiele lat po
      jego śmierci idea ta znalazła uznanie i liczne zastosowania tak w samej
      matematyce, jak i w fizyce, gdzie np. w teorii względności prawo dodawania
      prędkości opiera się na metodzie dodawania odcinków według Łobaczewskiego.
      Łobaczewski wybrany został dziekanem wydziału matematyczno-fizyczne go; godność
      tę sprawował przez pięć lat. Był też przez 10 lat bibliotekarzem uniwersyteckim.
      Założył gabinet fizyczny i obserwatorium astronomiczne. Z jego inicjatywy
      ukazały się „Notatki Naukowe Uniwersytetu Kazańskiego". W 1827 roku wybrano go
      rektorem i godność tę piastował przez 20 lat. Założył klinikę oraz rozbudował
      uniwersytet. Specjalnie w tym celu uczył się architektury, aby osobiście
      nadzorować budowę. Przez cały ten czas uczony pracował nad rozwinięciem swojej
      teorii geometrii, zajmując się również innymi działami matematyki. Między innymi
      opracował również metodę przybliżonego rozwiązywania równań algebraicznych n -
      tego stopnia. Zajmował się też rachunkiem prawdopodobieństwa.

      W 1846 roku minęło 30 lat pracy Łobaczewskiego jako kierownika katedry i zgodnie
      z obowiązującą wówczas w Rosji ustawą powinien był opuścić to stanowisko. Ale
      senat z uwagi na jego zasługi zezwolił mu jednogłośnie pozostać dalej na tym
      stanowisku. W kilka lat później Łobaczewski utracił wzrok i ostatnią swoją pracę
      „Pan-geometria" dyktował.

      Mikołaj Łobaczewski umarł w 1856 roku w Kazaniu, wierząc, że jego wyniki znajdą
      zrozumienie i kontynuatorów wśród przyszłych pokoleń.

      ***

      I nie mylil sie - uwazany jest dzis za jednego z pionierow geometrii!
      • Gość: 6UL DV8 Punkty i proste IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.06, 01:57
        Gdy czytałem o Łobaczewskim, przypomniał mi się inny pewnik z geometrii: przez
        dowolne 3 punkty na płaszczyźnie można zawsze przeprowadzić prostą - wystarczy
        tylko wziąć odpowiednio grubo zatemperowany ołówek! ;))
    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ten jedyny(!) Hardy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.06, 21:58
      Dzis przypada tez rocznica smierci Hardy'ego. Przypomnijmy, z poprzedniego
      watku, garsc anegdot o tym jedynym w swoim rodzaju oryginale:

      ***

      Bardzo ciekawą postacią w nauce był angielski matematyk G.H. Hardy (1877-1947).
      Podobno miał on 4 najwazniejsze ambicje życiowe:

      - udowodnić Hipotezę Riemanna;
      - zdobyć decydujące punkty w prestiżowym turnieju krykieta;
      - zamordować Mussoliniego;
      - dowieść, że Bóg nie istnieje.

      Z tego co wiadomo, żadnego z tych celów nie udało mu sie osiagnąć. ;-)

      ***

      Stopień doktora (w nauce) został wprowadzony w Anglii dopiero w latach 20-tych
      XX wieku. G.H. Hardy nie miał stopnia doktora. Jego komentarz na temat doktoratu
      brzmiał następująco: "Niemiecki wynalazek, odpowiedni dla drugo-ligowych
      matematyków i obcokrajowców".

      ***

      Kiedys Hardy podrozowal pociagiem po Anglii. Naprzeciw niego siedzial
      chlopiec czytajacy elementarny podrecznik szkolny z algebry. Starajac sie
      nawiazac mila rozmowe, Hardy zapytal mlodziana, co takiego on czyta.
      Odpowiedz brzmiala: "To wyzsza matematyka, nic by Pan z tego nie zrozumial."

      ***

      Hardy cierpial na obsesje, ze Bog "wyjdzie z siebie" i zrobi wszystko aby
      mu obrzydzic zycie (troche to sprzeczne z 4. ambicja z poprzedniego postu ;-) ).
      Na swoje ulubione rozgrywki w krykieta, niezaleznie od pogody, nosil zawsze
      parasol by - jak to mawial - "nie dac Bogu przyjemnosci zaskoczenia mnie deszczem".

      ***

      Pewnego razu Hardy musial w pospiechu wrocic z Danii do Anglii. Jedyna mozliwosc
      stanowila podroz mala wysluzona lodzia, a ryzyko zatoniecia bylo spore.
      Hardy nie mial wyjscia i musial plynac. Wyslal karte pocztowa do H. Bohra
      piszac: "Dowiodlem Hipotezy Riemanna." Hardy bowiem byl pewien, ze Bog
      nie pozwoli by Hardy'ego spotkal "zaszczyt" utoniecia i tym samym uzyskania
      slawy autora dowodu Hipotezy Riemanna!

      ***

      Hardy wspolpracowal z wielkim matematykiem John'em E. Littlewood'em (1885-1977).
      Wspolnie napisali wiele znakomitych prac (czesto okresla sie ich jako najlepszy
      duet w historii matematyki). Obaj mieli duze poczucie humoru i robili sobie
      nawzajem kawaly. Kiedys Littlewood zapytany o preferencje seksualne Hardy'ego
      mial powiedziec: "Jest on niepraktykujacym homoseksualista."

      ***

      Pewien wybitny matematyk angielski zostal zapytany (iles lat temu) o nazwiska
      trzech zyjacych, najwybitniejszych matematykow w Anglii. Odpowiedzial bez
      namyslu: "Hardy, Littlewood i Hardy-Littlewood".

      ;-)))
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ten jedyny(!) Hardy 02.12.06, 11:29
        Hardy stwierdził kiedyś o sobie:
        „Wcale nie jestem geniuszem, jeśli to słowo w ogóle cokolwiek znaczy. W
        najlepszym razie byłem przez krótki czas piątym matematykiem świata”.

        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 02.12.06, 13:27
          Jak wiemy, najbardziej prestizowym problemem w matematyce jest Hipoteza Riemanna
          o polozeniu nietrywianych zer funkcji zeta Riemanna. Hardy pracowal cale zycie
          aby ja dowiesc. Nie udalo mu sie to. Ale wspolnie z Littlewoodem udowodnili
          pewna wazna wlasnosc funkcji zeta, w kierunku Hipotezy Riemanna.

          Jaka to wlasnosc?
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka 02.12.06, 15:33
            Hipoteza Riemanna orzeka ze wszystkie nietrywiane zera funkcji zeta leza
            na prostej Re(z)=1/2. Hardy i Littlewood dowiedli, ze na tej prostej lezy
            "bardzo duzo" zer. Jak duzo?

            :-)))
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Hardy-Littlewood o HR 02.12.06, 17:25
              Chyba troche przesadzilem z ta zagadka, skoro nikt nie reaguje ;-)

              Otoz Hardy i Littlewood dowiedli za na prostej Re(z)=1/2 lezy nieskonczenie
              wiele zer funkcji zeta. Dzis wiemy wiecej: pokazano, ze na tej prostej
              lezy okolo 2/3 wszystkich nietrywialnych zer. To ze wszystkie one leza
              na tej prostej jest ciagle hipoteza (HR), za ktorej udowodnienie albo pokazanie
              kontrprzykladu czeka nagroda 1 mln $. Przewazajaca czesc matematykow wierzy
              ze Hipoteza Riemanna jest prawdziwa. Ale sa tez tacy ktorzy wierza w istnienie
              kontrprzykladu.

              Podalem ta zagadke bo mowiac o Hardy'm trudno nie wspomniec o HR, ktora
              byla trescia jego zycia ;-)))
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Hardy-Littlewood o HR 02.12.06, 17:46
                Onufry, z całym szacunkiem, nie wiem jak inni, ale ja po przeczytaniu takiej
                zagadki wychodzę z tego wątku.
                Pozdrawiam o_s.
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: 02.12.06, 18:03
                  obrobka_skrawaniem napisała:

                  > Onufry, z całym szacunkiem, nie wiem jak inni, ale ja po przeczytaniu takiej
                  > zagadki wychodzę z tego wątku.
                  > Pozdrawiam o_s.

                  ==========
                  Obrobko,

                  Solennie obiecuje poprawe :-)))
                  Nie bede dawal zagadek z matematyki.

                  Poniewaz dysponujesz wieloma ciekawymi reprodukcjami malarstwa, moze bys
                  rzucila na watek jakies zagadki zwiazane z malarstwem, okraszone reprodukcjami.

                  I niech Ci nawet do glowy nie przyjdzie by stad uciekac. Jestes tu bezcenna!

                  Serdecznie pozdrawia,
                  Skruszony Onufry ;-)

                  • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: 02.12.06, 18:14
                    onufry_na_wyjezdzie napisał:
                    > Nie bede dawal zagadek z matematyki.

                    Onufry, ja uciekam tylko na chwilę, żeby ktoś inny odgadł.
                    Nie mam nic przeciwko zagadkom z matematyki, ale na mnie proszę raczej nie
                    liczyć.
                    Pozdrawiam o_s.

                    PS. A moje zagadki będą.
                • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Z innej beczki IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 18:19
                  Niewatpliwa ciekawostka architektoniczna jest Palac Idealny listonosza Chevala.
                  Wybudowany w ciagu 30-tu lat (1879-1912) z kamieni cierpliwie zbieranych przez
                  listonosza z Hauterives od 1969 roku wpisany jest na liste monumentow
                  historycznych Francji.
                  Ferdynand Cheval codziennie przemierzal ok. 30 km aby rozniesc listy w
                  przynaleznym mu regionie. Pewnego dnia na kamienistej drodze potknal sie o
                  niezwyklego ksztaltu kamien. Od tej pory zaczal je regularnie kolekcjonowac, a
                  nieco pozniej , zainspirowany orginalnoscia ich ksztaltow, zaczal budowac swoj
                  wymarzony, idealny palac.Ukonczyl go i pozostawil, moze watpliwego gustu, ale
                  jednak interesujaca budowle.
                  upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4d/Palais_ideal_-_Hauterives.JPEG
                  • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadka IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 18:36
                    Ktore panstwo wybudowalo pierwszy, seryjny samolot na naped alkoholowy?
                    he, he nie dla pilota:-)))))
                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk 02.12.06, 18:45
                      Gość portalu: ewa napisał(a):

                      > Ktore panstwo wybudowalo pierwszy, seryjny samolot na naped alkoholowy?
                      > he, he nie dla pilota:-)))))

                      ============
                      Napewno nie w Rosji, bo taki samolot w ogole by nie wystartowal.
                      I chyba nie w Polsce, bo nie przelecialby nawet 100 m :-)))
                      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 18:56
                        Podpowiedz; stolica tego panstwa jest znana z nazwy i architektury
                        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 19:01
                          Poniewaz wszyscy juz znaja odpowiedz na zagadka o samolocie, teraz zagadka o
                          sztuce.
                          To ponizej jest obrazem. Jakiej techniki uzyl autor?
                          www.mccullagh.org/db9/10d-13/yves-klein-untitled.jpg
                          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk 02.12.06, 19:10
                            Gość portalu: ewa napisał(a):
                            > To ponizej jest obrazem. Jakiej techniki uzyl autor?

                            Stemplowanie? Wygląda to, jakby autor wysmarował siebie albo kogoś innego farbą
                            i odcisnął na podkładzie.
                            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk 02.12.06, 19:39
                              Gość portalu: ewa napisał(a):
                              > To ponizej jest obrazem. Jakiej techniki uzyl autor?

                              Znalazłam:
                              te monochromatyczne prace autor (Yves Klein) nazwał "Anthropometry".
                            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 19:41
                              Brawo obrobka. To maja byc kobiety.. ale w jednym przypadku pewne szczegoly
                              wskazywalyby na plec przeciwna:-)
                              • onufry_na_wyjezdzie Re: Pozdrawiamy Agnieszke Holland i Beethovena! 02.12.06, 19:53
                                Zbliza sie post 800. W tym poscie pozdrawiamy Pania rezyser Agnieszke Holland
                                za odwage zmierzenia sie z tak trudnym tematem jak zycie i tworczosc
                                Ludwiga van Beethovena. Jej film wszedl wlasnie na ekrany.

                                Watek GW FH "Humor w Nauce i Sztuce"

                                :-)
                                • Gość: ewa Re: Pozdrawiamy Agnieszke Holland i Beethovena! IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 20:04
                                  Czy to jest dobry film?
                                  Kto gra Beethovena?
                                  Jak przedstawiona jest Jego postac?
                                  Czy Agnieszce Holland chodzilo o przedstawienie Beethovena-muzyka, czy B.
                                  czlowieka?
                                  Zagadka; kto wczesniej nakrecil film o Beethovenie?
                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Pozdrawiamy Agnieszke Holland i Beethovena! 02.12.06, 20:43
                                    Gość portalu: ewa napisał(a):

                                    > Czy to jest dobry film?

                                    Nie mi oceniac, bo wybieram sie nan w przyszly weekend. Oto co pisze GW:

                                    "Urzekająca obrazem i dźwiękiem opowieść o wielkiej fascynacji i namiętności,
                                    jaka zrodziła się pomiędzy genialnym kompozytorem Ludwikiem van Bethovenem a
                                    młodziutką utalentowaną kopistką zatrudnioną do spisywania partytur wspaniałych
                                    kompozycji. Uczucie skomplikowane i gwałtowne, rodzi się i rozwija przy
                                    rozbrzmiewającej w tle słynnej IX Symfonii."

                                    > Kto gra Beethovena?
                                    Ed Harris

                                    kopistke Anne Holtz - Diane Kruger

                                    Nie bede cytowal recenzji. Jak sam zobacze film, to napisze tu o wrazeniach.

                                    Pozdr.
                                    O.

                                • onufry_z_daleka Re: Pozdrawiamy Agnieszke Holland i Beethovena! 29.12.06, 20:30
                                  Oto recenzja filmu z Tygodnika Powszechnego:

                                  Twarzą w twarz z geniuszem

                                  Agnieszka Holland i Anna Holz

                                  Największą cnotą kina Agnieszki Holland jest kłopotliwość. Raz po raz chciałoby
                                  się zamknąć reżyserkę w jakiejś szufladce, ale jej filmy na to nie pozwalają.
                                  „Kopia mistrza" jest dobrym tego przykładem.

                                  Michał Oleszczyk /2006-12-20


                                  Ed Harris jako Beethoven
                                  Kiedy czytamy streszczenia i materiały prasowe, wydaje się szczytem
                                  zideologizowanego kiczu sugerowanie, jakoby za sukcesem Beethovenowskiej IX
                                  Symfonii stała wyprzedzająca swój czas kobieta-kompozytor. Idąc do kina bałem
                                  się, że będę świadkował estetycznemu szalbierstwu: oto muzyka – sztuka
                                  „politycznie podejrzana", jak czytaliśmy u Manna – stanie się sztuką politycznie
                                  poprawną.

                                  Pytania

                                  Nic z tych rzeczy. „Kopia mistrza" jest typowym filmem Holland w tym sensie, że
                                  – nie osiągając rangi arcydzieła – stawia pytania z taką świeżością i na tyle
                                  niepokornie, że nie da się ich zignorować. Holland jest bardziej mistrzynią
                                  intelektualnej prowokacji niż reżyserskiego fachu, co bynajmniej nie jest wadą w
                                  czasach, kiedy techniczną sprawność ceni się wyżej od mądrości. Zamieniłbym
                                  większość współczesnych celuloidowych zabawek na jeden jej film choćby po to,
                                  żeby się ciekawie o coś pospierać. Zresztą: czyż nie przewidział takiego stanu
                                  rzeczy Andrzej Wajda w „Człowieku z marmuru"? Wzorowana na Holland bohaterka
                                  filmu Agnieszka kręciła swój dokument, ale bardziej niż on sam, liczył się
                                  niepokój przezeń i przez nią wzbudzany. Nie wiemy, czy zrobiła dobry film –
                                  wiemy jednak, że gdyby nie ona, jej otoczenie pogrążyłoby się w całkowitym
                                  marazmie. Tak samo jest z Holland i z rolą, jaką spełnia w wytrącaniu nas z
                                  myślowego zgnuśnienia.

                                  „Kopia mistrza", film o muzyce, zaczyna się od kompletnej ciszy. Poranna mgła,
                                  wiejska droga, zabiedzone brudne twarze. W dwukonnej bryczce kilkoro podróżnych,
                                  między innymi młoda kobieta. Kilka taktów wygranych przez jakiegoś przydrożnego
                                  Janka Muzykanta staje się pretekstem do uwolnienia kaskady dźwięków. Bohaterka
                                  zaczyna doświadczać rzeczywistości jako przedłużenia muzyki, nie odwrotnie.
                                  Kiedy dociera do celu – łoża umierającego starca – krzyczy mu prosto w ucho:
                                  „Mistrzu! Zrozumiałam! Usłyszałam tę fugę tak, jak słyszysz ją ty!".

                                  Kobietą jest niejaka Anna Holz (Diane Kruger), starcem – Ludvig van Beethoven
                                  (Ed Harris). Po wstępnej sekwencji następuje retrospekcja i tak oto dane jest
                                  nam poznawać historię w pełnej świadomości jej finału (klasyczny chwyt kina
                                  biograficznego, skodyfikowany w największym arcydziele gatunku, jakim jest
                                  „Lawrence z Arabii"). Dodajmy: historię fikcyjną. Anna jest absolwentką
                                  kompozycji – wybitnie uzdolnioną i wysłaną przez swych nauczycieli do Beethovena
                                  w charakterze kopistki. Pracy jest dużo (chodzi o IX Symfonię), czasu mało (do
                                  premiery cztery dni), a warunki trudne (mistrz nie dość, że głuchy, to jeszcze
                                  despotyczny). Od początku chodzi więc o konfrontację – mężczyzny z kobietą,
                                  starości z młodością, mistrza z adeptką i artysty z artystką.

                                  Podziw rzemieślnika

                                  Ta konfrontacja przebiega rozmaicie, ponieważ – jak można się domyślić –
                                  podszyta jest erotyczną fascynacją, i to bynajmniej nie jednostronną. Anna niby
                                  jest związana z niejakim Martinem, ale zarówno aparycja grającego tę rolę
                                  Matthew Goode'a, jak i wykonywana przezeń inżynierska profesja nie dodają mu
                                  seksapilu. Holland znakomicie wygrywa cielesność Eda Harrisa, ponieważ
                                  pieczołowicie kontrastuje ją z cielesnością wszystkich pozostałych mężczyzn w
                                  filmie. Współpasażer Anny z pierwszej sceny obżera się kiełbasą, impresario
                                  Beethovena zaczyna swą ekranową obecność od oddania moczu, a bratanek
                                  kompozytora Karl – od aktu (by użyć zwrotu nam współczesnego) seksualnego
                                  molestowania Anny.

                                  Na tym tle Beethoven nie jest bynajmniej eteryczny i bezcielesny, ale jego
                                  fizyczność – w przeciwieństwie do wyżej wymienionych – ma w sobie coś z kuszącej
                                  tajemnicy domagającej się rozwiązania. Dwukrotnie następuje w filmie scena
                                  obnażania się kompozytora przed Anną – za pierwszym razem Beethoven sam dokonuje
                                  ablucji, za drugim prosi o pomoc dziewczynę. Ten drugi moment jest szczególnie
                                  dwuznaczny, bo Holland urywa go tuż po wyraźnym zasugerowaniu rodzącego się
                                  seksualnego pożądania – nie wiemy, czy do czegoś doszło, ale wiemy, że z całą
                                  pewnością mogło.

                                  cdn
                                  • onufry_z_daleka Re: Pozdrawiamy Agnieszke Holland i Beethovena! 29.12.06, 20:32
                                    .. ciąg dalszy

                                    Erotyczna fascynacja to jeden poziom relacji Anna–Beethoven, ściśle związany z
                                    poziomem następnym: artystycznego uwiedzenia. Anna kopiuje niedbałe rękopisy
                                    mistrza, on jej te rękopisy z zaufaniem powierza. Ona chłonie jego wielkość, on
                                    wie, jak wiele znaczy jej podziw, bo jest podziwem rzemieślnika dla geniusza –
                                    może tylko łechtać, nie może za to zagrozić. W kulminacyjnym momencie filmu
                                    głuchota Beethovena daje jednak o sobie znać w sposób bardzo dotkliwy – na kilka
                                    chwil przed premierą kompozytor dochodzi do wniosku, że nie jest w stanie
                                    dyrygować bez ryzyka kompromitującej wpadki. Prosi Annę, by stanęła w
                                    niewidocznym dla publiczności miejscu i podawała mu tempo, a także markowała
                                    wejścia. Co też Anna z ochotą czyni.

                                    Długa sekwencja prawykonania IX Symfonii jest najbardziej perwersyjną sceną
                                    całego filmu – aliści z kimkolwiek rozmawiam, kogokolwiek czytam, wszyscy zdają
                                    się przyjmować ten fragment niejako „na wiarę", tj. tak, jak zamierzył zapewne
                                    scenarzysta. „Anna dyryguje, a Beethoven ją naśladuje" – i tyle. Tymczasem
                                    inscenizacja Holland każe zapytać, czy tak jest rzeczywiście. Harris tylko z
                                    rzadka zerka na swą kopistkę – przez większość czasu zdaje się bez reszty
                                    pochłonięty własną muzyką. Nie wiem, czy Holland tak to zamierzyła, ale wielkość
                                    sceny polega właśnie na tym, że władza i spełnienie, jakich Anna oto dostępuje,
                                    są całkowicie iluzoryczne. Wydaje jej się, że kieruje Beethovenem, tymczasem w
                                    istocie to jego władza nad nią jest całkowita. Pozwolił Annie wierzyć, że bez
                                    niej nie byłoby symfonii – jego symfonii. Czyż nie jest najdotkliwsze z
                                    możliwych stwierdzenie, że sama nigdy czegoś podobnego nie napisze?

                                    Ku światłu

                                    Anna mieszka w klasztorze, ale to Bee­thoven jest w filmie jedynym rzeczywistym
                                    kapłanem. Kiedy staje na podium dyrygenta, na pierwszym planie pojawia się dym
                                    świecy przypominający kadzidło. Beethoven jest kapłanem i rozmawia z Bogiem –
                                    raz Mu bluźniąc, raz oddając hołd.

                                    Centralnym obrazem całego filmu (brawa dla operatora Ashleya Rowe'a) jest
                                    portret Beethovena, zwierzającego się Annie ze swej twórczej intuicji. Zgodnie z
                                    nią kompozytorzy nasłuchują głosu Boga i przekazują go słuchaczom. Twarz Harrisa
                                    ukryta jest w głębokim cieniu i tylko po szczycie jego głowy prześlizguje się
                                    jaskrawe światło słońca. Jest to dyskretna metafora poznawczej niemocy, na jaką
                                    skazany jest człowiek z racji swej cielesności i śmiertelności. Światła jest
                                    bardzo niewiele, cień jest prawie wszystkim – sztuka jednak zasadza się na
                                    wysiłku sięgania właśnie ponad cień: ku światłu.

                                    Celowo nie piszę o tym, co w „Kopii mis­trza" sztampowe, choć znalazłoby się
                                    wiele przykładów. Holland pozostaje reżyserką świetnych scen, z konstrukcją
                                    całości bywa u niej gorzej. Większość niedociągnięć tyczy się jednak
                                    scenariusza, a nie reżyserii. Holland dzięki swej inteligencji nasyciła tę dość
                                    prosto zbudowaną historię autentycznym niepokojem i intelektualną klasą. Już sam
                                    sposób podawania Beethovenowskiej muzyki pozwala na ciekawą obserwację –
                                    reżyserka droczy się z widzem, każąc mu czekać na pełne dziewięć minut koncertu
                                    w scenie prapremiery. Molto vivace z „Dziewiątej" już-już ma się rozwinąć
                                    podczas próby, ale Beethoven zaniedbuje tempo i wykonanie się sypie; hipnotyczne
                                    Allegretto z VII Symfonii prawie wybucha swą słynną kulminacją, ale urywa się
                                    nagle, kiedy Anna odkrywa złodziejską próbę Karla. Podobnych przykładów jest w
                                    całym filmie więcej.

                                    Ponad tym wszystkim, niby zwieńczenie, rozciąga się autotematyczny i
                                    autobiograficzny wymiar „Kopii mistrza". Anna Holz walczy o swoją własną
                                    ekspresję w konfrontacji z geniuszem absolutnym. On jej próby początkowo
                                    wyśmiewa, a następnie daje bezcenną radę: nie komponuj tak, jak „się komponuje";
                                    nie komponuj nawet tak, jak ja to czynię. Komponuj w zgodzie ze swym wewnętrznym
                                    słuchem. Jest to warunek sine qua non każdej prawdziwej twórczości, polegający –
                                    jak ująłby to Harold Bloom – na przezwyciężeniu lęku przed wpływem swego
                                    wielkiego poprzednika.

                                    ***

                                    Nie ma wątpliwości, że Agnieszka Holland musiała dzielić ten lęk ze swą
                                    bohaterką – podobnie jak dzieli z nią płeć, profesję zdominowaną przez mężczyzn
                                    i – last but not least – inicjały.

                                    „Kopia Mistrza", reż.: Agnieszka Holland, scen.: Stephen J. Rivele, Christopher
                                    Wilkinson, wyst.: Ed Harris, Diane Kruger, Ralph­ Riach, Bill Stewart; prod.:
                                    USA 2006, dystrybucja w Polsce: Best Film.

                        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk 02.12.06, 19:07
                          Gość portalu: ewa napisał(a):

                          > Podpowiedz; stolica tego panstwa jest znana z nazwy i architektury

                          Odp. Brazylia, samolot Embraer
                          • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Z innej beczki, zagadk IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 19:13
                            Brawo Onufry, prosimy o rozwiazanie drugiej zagadki!
                            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:nowa zagadka IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 20:17
                              Co nadzwyczajnego zawiera ponizszy obraz?
                              www.artscape.fr/wp-content/uploads/2006/10/IKB75%20(Large).jpg
                              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce:nowa zagadka 02.12.06, 21:53
                                Gość portalu: ewa napisał(a):

                                > Co nadzwyczajnego zawiera ponizszy obraz?

                                ====================

                                Jako czlowiek prosty odpowiadam: Moim zdaniem, nic. ;-)

                                Ale moze inni uczestnicy watku widza w nim cos nadzwyczajnego ?!?!
                                • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:nowa zagadka IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 22:22
                                  Otoz powyzszy obraz zawiera kolor. Kolorem tym jest niebieski Yvesa Kleina,
                                  opatentowany przez autora. ha!
                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce:nowa zagadka 02.12.06, 22:32
                                    Gość portalu: ewa napisał(a):

                                    > Otoz powyzszy obraz zawiera kolor. Kolorem tym jest niebieski Yvesa Kleina,
                                    > opatentowany przez autora. ha!

                                    ===================
                                    O Boze, Ewo, w jakim swiecie Ty zyjesz? U nas kazdy moze wyjsc z domu i
                                    w piekny sloneczny dzien spojrzec w niebo, kontemplujac dany nam przez
                                    Boga blekit, bez zadnego ogladania sie na jakies patenty ;-)))
                                  • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: nowa zagadka 2 IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 22:32
                                    Jak zachowuje sie wobec ognia zwierze, ktore z fotograficzna precyzja uwiecznil
                                    A. Dürer?
                                    www.cosmopolis.ch/duerer2.jpg
                                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: nowa zagadka 2 02.12.06, 22:51
                                      Gość portalu: ewa napisał(a):

                                      > Jak zachowuje sie wobec ognia zwierze, ktore z fotograficzna precyzja uwiecznil
                                      > A. Dürer?
                                      =======================
                                      Nie mam pojecia ;-) Ale znalazlem fajny aforyzm z nosorozcem, to go Wam
                                      przytaczam:

                                      By aktorka odniosła sukces, powinna mieć twarz Wenus, umysł Minewry, wdzięk
                                      Terpsychory, pamięć wziętego prawnika oraz skórę nosorożca.

                                      (Ethel Barrymore)

                                      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: nowa zagadka 2 IP: *.dsl.club-internet.fr 02.12.06, 23:15
                                        Nosorozce sa wrogami ognia. Tlace sie ognisko wywachuja z daleka, rozwscieczone
                                        przybiegaja.. i rozdeptuja ogien do zupelnego go ugaszenia. Pancerz i gruba
                                        skora odporne sa na poparzenie. Oczywiscie bardzo przydaje sie to aktorkom,
                                        parzonym jezykiem rywalek.:-)
                                        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: nowa zagadka 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.06, 01:32
                                          Co laczy krzesla, lysa spiewaczke i nosorozca ? ;-)



                                          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: nowa zagadka 3 03.12.06, 08:26
                                            Ionesco Eugčne (1909-1994), francuski dramaturg pochodzenia rumuńskiego.

                                            Humanista, sceptyk i analityk współczesnej kultury cywilizacji i społeczeństwa,
                                            kreator nowych światów, pisarz (powieść"Samotnik") i dramatopisarz ("Amadeusz,
                                            czyli jak się tego pozbyć"; "Człowiek z walizką"; "Głód i pragnienie"; "Gra w
                                            zabijanego"; "Improwizacja"; "Król umiera, czyli
                                            Ceremonie"; "Krzesła"; "Lekcja"; "Łysa
                                            śpiewaczka"; "Macbett"; "Nosorożec"; "Nowy lokator"; "Ofiary
                                            obowiązku"; "Pieszo w powietrzu"; "Szaleństwo we dwoje"; libretto
                                            opery "Maksymilian Kolbe")

                                            Należał do awangardy teatralnej, jako współtwórca tzw. teatru absurdu.
                                            Wykorzystywał doświadczenia nadrealizmu i psychologii współczesnej. Posługiwał
                                            się "czarnym humorem", groteską, farsą, parodią.
                                            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: E. Ionesco 03.12.06, 09:29
                                              3bezatu napisała:

                                              > Ionesco Eugčne (1909-1994), francuski dramaturg pochodzenia rumuńskiego.
                                              >
                                              ==============

                                              Tak, brawo!!!

                                              3bezatu juz sama napisala najwazniejsze rzeczy o E. Ionesco. Ionesco
                                              byl wybitnym przedstawicielem "Patafizyki", ktora zajmiemy sie pozniej :-)))
                                              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Patafizyka I 03.12.06, 10:01
                                                Patafizyka (fr. la ’Pataphysique) - pseudonauka wymyślona przez francuskiego
                                                pisarza Alfreda Jarry służąca wykpiwaniu naukowego sposobu myślenia i uczonych
                                                rozpraw.

                                                Historia

                                                Termin "’patafizyka" (gr. epi meta ta phusika) po raz pierwszy pojawił się w
                                                artykule Alfreda Jarry Guignol zamieszczonym w L'Echo de Paris littéraire
                                                illustré z 28 kwietnia 1893.

                                                W Czynach i myślach doktora Faustrolla, patafizyka, gdzie znajduje się kluczowy
                                                dla nauki rozdział pt. Elementy patafizyki, Jarry pisze, iż "’Patafizyka stanowi
                                                teorię urojonych rozwiązań przypisujących symbolicznie zarysom rzeczy, za sprawą
                                                tychże, wartości potencjalne" (tłum. Jan Gondowicz).

                                                Raymond Queneau twierdził, że ’patafizyka opiera się na "prawdzie sprzeczności i
                                                wyjątków". ’Patafizyka używa metod i języka nowoczesnej nauki, dążąc do
                                                ośmieszenia jej przez absurdalne użycie.

                                                Jarry umieszcza apostrof w pisowni nazwy, "by uniknąć taniego kalamburu" (we
                                                francuskim patte a physique, czyli łapofizyka, co za Janem Gondowiczem na język
                                                polski przekłada się jako łopatafizyka).

                                                :-)
                                                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Patafizyka II 03.12.06, 10:09
                                                  Kolegium ’Patafizyki

                                                  Collège de ’Pataphysique to powstała 11 maja 1948 w Paryżu grupa artystów i
                                                  pisarzy zainteresowanych filozofią ’patafizyki i prowadzących badania
                                                  inspirowane ideą Jarry'ego. Mottem kolegium stały się słowa eadem mutata
                                                  resurgo, co znaczy "pozostaję tym samym, choć się zmieniłem".

                                                  Przewodniczącym został Jego Magnificencja baron Jean Mollet. Do Kolegium
                                                  należeli między innymi Noël Arnaud (Regent ’Patafizyki Ogólnej, Kliniki
                                                  Retorykonozy, Wielki Obrońca Orderu Wielkiej Kałdulii), Luc Étienne, znany też
                                                  jako Luc Etienne Périn (Regent), Latis (Osobisty Główny Sekretarz Barona
                                                  Wicekuratora), François Le Lionnais (Regent), Jean Lescure (Regent
                                                  Anabatmologii), Raymond Queneau (Transcendentny Satrapa) i Umberto Eco (także
                                                  Transcendentny Satrapa). Wielu z nich związanych było także z grupą OuLiPo. W
                                                  1975 Kolegium w ramach eksperymentu podjęło decyzję o utajnieniu swej
                                                  działalności do roku 2000. Dziś ma ponad 1000 płacących regularne składki
                                                  członków, głównie artystów.

                                                  Publikacje Kolegium to Cahiers du Collège de 'Pataphysique oraz Dossiers du
                                                  Collège de 'Pataphysique.

                                                  Francuscy autorzy tacy, jak Eugene Ionesco, Joan Miró, Jean Genet, Boris Vian
                                                  czy Jean Ferry określali siebie kontynuatorami ’pataficznej tradycji. Jean
                                                  Baudrillard, filozof postmodernistyczny, często nazywany jest ’patafizykiem,
                                                  zresztą sam uważał się za 'patafizyka przez większączęść życia. Pablo Lopez,
                                                  pisarz amerykański, rozwinął tę naukę przez stworzenie nowego pojęcia zwanego
                                                  pataforą.

                                                  Mimo, iż Francja zawsze uważana była za centrum ’patafizycznego świata,
                                                  miłośnicy 'patafizyki rozprzestrzenili się po całym świecie. W latach '50
                                                  placówki takie powstały w Buenos Aires i Mediolanie, w '60 w Londynie,
                                                  Edynburgu, Budapeszcie, Liege i wielu innych miastach. W 1966 Juan Esteban
                                                  Fassio otrzymał polecenie nakreślenia mapy Collège de ’Pataphysique i jego
                                                  zagranicznych instytutów.


                                                  Patafizyka w sztuce

                                                  Po roku 1960 ’patafizyka używana była jako konceptualna podstawa w różnych
                                                  gatunkach sztuki, zwłaszcza pop-arcie i kulturze popularnej. Prawdopodobnie
                                                  najbardziej znaną wzmianką dotyczącą ’patafizyki pozostaje piosenka Beatles'ów
                                                  Maxwell`s Silver Hammer z fragmentem Joan was quizzical, studied pataphysical /
                                                  Science in the home, wydana w 1969 na płycie Abbey Road. Współczesne prace
                                                  związane z tradycją ’patafizyczną kładą zwykle nacisk na proces twórczy, w
                                                  którym przypadek i arbitralne wybory grają kluczową rolę. Wzorem są m.in. prace
                                                  Marcela Duchampa i Johna Cage'a.
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Patafizyka a sprawa polska ??? :-))) 03.12.06, 15:54
                                                    Kto z panstwa moglby napisac cos nam o polskich aspektach Patafizyki?
                                                    Polska byla niejako ex definitione od poczatku wpisana w patafizyke,
                                                    chocby za sprawa jej ojca Jarry'ego - autora "Krola Ubu", gdzie Polska
                                                    gra nieposlednia role ;-)

                                                    Czekamy na wpisy! Z tego moze sie zrobic calkiem interesujace "Table ronde".

                                                    :-)))))
                                                  • Gość: ewa Re: Patafizyka a sprawa polska ??? :-))) IP: *.dsl.club-internet.fr 03.12.06, 16:20
                                                    Wprzody nalezy przypomniec ze 'patafizyka jest pseudonauka sluzaca wykpiwaniu
                                                    uczonych rozpraw, uczonego jezyka i zbyt naukowego sposobu myslenia. W sztuce
                                                    jest ona wyrazem zerwania z akademickimi normami.
                                                    Patafizykiem polskiej poezji byl K.I.Galczynski, ktory w sepleniacej balladzie
                                                    naigrawal sie z poprawnosci mowionego jezyka. Patafizykiem Wielkim byl Jerzy
                                                    Panek, ktory w serii grafik "list gonczy" umiescil swoje zdeformowane
                                                    autoportrety.
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Patafizyka w Polsce: Jerzy Panek 03.12.06, 16:36
                                                    Grafik, autor osobistych prac malarskich. Urodzony w 1918 w Tarnowie, zmarł w
                                                    2001 w Krakowie.

                                                    Studia odbywał w Krakowie kolejno: w latach 1937-42 w Państwowym Instytucie
                                                    Sztuk Pięknych - pod kierunkiem Andrzeja Jurkiewicza i Władysława Jarockiego; w
                                                    okresie okupacji w Kunstgewerbeschule, gdzie poznał między innymi Adama Hofmanna
                                                    i Mieczysława Porębskiego; następnie w latach 1945-48 w ASP - pod opieką
                                                    Eugeniusza Eibischa i Zbigniewa Pronaszki.

                                                    Stosował rozmaite techniki graficzne (w tym metalowe), ale mistrzostwo osiągnął
                                                    przede wszystkim w drzeworycie, który uprawiał od roku 1952. Początkowo rytował
                                                    posługując się szkicem lub fotografią, czego przykładem jest pierwsza praca
                                                    powojenna pt. LEKCJA GEOGRAFII. Duży wpływ na twórczość graficzną Panka miała
                                                    podróż do Chin, którą odbył w roku 1956. Pobyt w Pekinie i kontakt z kulturą
                                                    chińską (przede wszystkim ze starymi, tradycyjnymi technikami, w tym
                                                    drzeworytniczą) odegrały kolosalne znaczenie: potwierdziły wiarę artysty w
                                                    atrakcyjność i niewyczerpane możliwości ulubionej techniki, a zarazem ukazały
                                                    wartość własnych, odrębnych poszukiwań. Od tego momentu Panek rytował kompozycje
                                                    bezpośrednio na deskach, nie wykonując szkiców przygotowawczych. W uznaniu dla
                                                    wielkości, ale też prostoty jego dzieła, Stanisław Rodziński nazwał go "Wielkim
                                                    Drwalem". Bo też rudymentarność stosowanych przez twórcę form bardziej
                                                    przypomina efekt pracy drwala bądź stolarza, niż dobrze wykształconego artysty,
                                                    gubiącego niejednokrotnie wyraz dzieła w stylistycznych kombinacjach. Świeżość
                                                    jego sztuki brała się z zachowanego do końca życia dziecięcego zaufania do
                                                    natury, do oka, do widzenia, a nie z wiedzy. Istotę wyrafinowania, podstawę
                                                    ekspresji jego prac, stanowiła skromność, oszczędność i surowość. Jego sztuka
                                                    była "czystym dźwiękiem prostego człowieczeństwa" - jak zauważył Werner Schmidt.
                                                    Owa czystość wyrażała się zarówno w formach, jak w motywach. Panka fascynował
                                                    świat najbliższy: własna twarz, mieszkańcy wsi, wiejskie zwierzęta. Powracał do
                                                    tych twórczych zadań niejednokrotnie, przez wiele lat, łącząc prace w cykle
                                                    (AUTOPORTRETY, KOBIETY OBŁĄKANE, PORTRETY JARMARCZNE, PRÓBY PORTRETU JÓZEFA
                                                    GIELNIAKA). Potrafił jednak w sposób sugestywny odwołać się także do dzieła
                                                    literackiego: największy cykl stanowiły drzeworyty inspirowane BOSKĄ KOMEDIĄ
                                                    Dantego, gdzie skupił się wyłącznie na tematach "piekielnych", a właściwie
                                                    "piekielnych" wizerunkach - wysnutych trochę z obserwacji, trochę z wyobraźni.

                                                    Niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że Panek tworzył instynktownie,
                                                    spontanicznie. W rzeczywistości jednak każdy gest poprzedzała starannie
                                                    przemyślana decyzja, dzięki czemu każde dzieło wydaje się - jak u chińskich
                                                    kaligrafów - skonstruowane z niezachwianą trafnością. W wielu kompozycjach
                                                    artysta świadomie "prymitywizował": posługiwał się kilkoma zaledwie cięciami,
                                                    grubymi, ostrymi, sprowadzając przedstawienia do syntetycznego skrótu. Wyrażał w
                                                    ten sposób swój dystans do rzeczywistości. "w dystans znajdował także
                                                    odzwierciedlenie w rubasznym, ironicznym spojrzeniu na siebie samego, czego
                                                    dowodzą wspomniane wizerunki własne" (np. seria autoportretów malarskich).

                                                    Panek zyskał sławę przede wszystkim jako niekonwencjonalny grafik, ale wiele
                                                    poetyckiego uroku, lirycznego humoru posiadają jego prace malarskie (zwykle na
                                                    papierze) i rysunkowe. Podobnie jak w drzeworytach, posługiwał się w nich
                                                    ograniczonym repertuarem ulubionych wątków. Rezygnował z anegdoty, z
                                                    gadatliwości zarówno motywów, jak form. Operował zwartą, "po chłopsku" topornie
                                                    obrobioną bryłą, którą deformował i w ten sposób przeistaczał w rodzaj dosadnego
                                                    znaku, co widać między innymi w "portretach" kóz i koni (KOŃ, 1967;
                                                    POSTRZĘPIONY, 1974). Tego rodzaju przedstawienia charakteryzuje rzadka
                                                    dyscyplina formalna (swoją oszczędnością przypominają stemple) oraz subtelna,
                                                    wyrafinowana kolorystyka. Kompozycje malarskie Panek traktował jako bardziej
                                                    prywatną część swojego dorobku i rzadko wystawiał.

                                                    Żył z dala od zgiełku życia artystycznego, ale należał do międzynarodowego
                                                    ugrupowania XYLON, zrzeszającego drzeworytników. Był artystą wysoko cenionym. Za
                                                    granicą owocem uznania jest między innymi monumentalny katalog dzieł artysty,
                                                    obejmujący twórczość z lat 1939-1993, wydany w Niemczech przez Dietera Burkampa.
                                                    Paradoksalnie - w Polsce wciąż brakuje analogicznej publikacji. W kraju
                                                    uhonorowano jednak Panka kilkoma ważnymi wyróżnieniami: otrzymał między innymi
                                                    niezależną Nagrodę im. Jana Cybisa (1988), tytuł Honorowego Profesora
                                                    krakowskiej ASP (1993), Nagrodę Miasta Krakowa (1998). W 1998 roku kilka wystaw
                                                    jego prac odbyło się w galeriach krakowskich (Fejkiel Gallery, Artemis) i
                                                    warszawskich (Kordegarda).

                                                    ;-)




                                                    © Copyright by Instytut Adama Mickiewicza



                                                    Architektura i realizacja informatyczna:

                                                  • Gość: ewa Re: Patafizyka w Polsce: Tadeusz Boy-Zelenski IP: *.dsl.club-internet.fr 03.12.06, 18:05
                                                    Jeszcze jeden patafizyk polski. Jego "Slowka" sa perelkami tego gatunku.
                                                    Zielony Balonik byl orlim gniazdem patafizyki polskiej.
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Tadeusz Boy-Zelenski - maksymy :-))) 03.12.06, 18:39
                                                    Gość portalu: ewa napisał(a):

                                                    > Jeszcze jeden patafizyk polski. Jego "Slowka" sa perelkami tego gatunku.
                                                    > Zielony Balonik byl orlim gniazdem patafizyki polskiej.

                                                    ================================

                                                    Zapraszamy wiec do Wikipedii:

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Boy-%C5%BBele%C5%84ski

                                                    A teraz garsc maksym Boy'a:

                                                    * Kler, który, uporawszy się z 'heretykami' położył w dawnej Polsce rękę na
                                                    wszystkim, przyczynił się do pogrążenia narodu w owej straszliwej ciemnocie, w
                                                    jakiej tkwiliśmy przez cały wiek siedemnasty i trzy czwarte ośmnastego, wówczas
                                                    gdy inne narody spełniały największą pracę myśli.

                                                    * Oto jak nas, biednych ludzi,
                                                    Rzeczywistość ze snu budzi.


                                                    * Pamiętajcie, drogie dziatki,
                                                    Nie żartować z ojca, matki,
                                                    Bo paraliż postępowy
                                                    Najzacniejsze trafia głowy.


                                                    * Z kobietami trzeba twardo,
                                                    A nie cackać się z pulardą.

                                                    * Z tym największy jest ambaras,
                                                    Żeby dwoje chciało naraz. ;-)

                                                    * Takie ma kobieta szanse,
                                                    Gdy się z wieszczem wda w romanse.
                                                    A niech która się odważy
                                                    Zerwać nici tych szantaży,
                                                    Śluza przekleństwa się otwiera:
                                                    "Puchu marny" et cetera!


                                                    * Czysta wariacja ta demokracja.


                                                    * Dawniej ludzie mniej mieli kultury lecz byli szczersi.


                                                    :-)))
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Tadeusz Boy-Zelenski : Szanujcie staruszkow:-) 03.12.06, 18:54
                                                    Dedykowane (przez staruszka Onufrego)
                                                    obrobce_skrawaniem ;-)


                                                    Dziadzio

                                                    Raz maleńka Fryderyka
                                                    Miała dziadzię tabetyka.
                                                    A że stąpał dość niezdarnie,
                                                    Dziecię pusty śmiech ogarnie.

                                                    "Przestań - rzecze jej na to staruszek łagodnie -
                                                    I ja biegałem niegdyś żwawo i swobodnie;
                                                    A że mi dziś chodzenie idzie jak po grudzie,
                                                    To dlatego, żem w pracy żył ciężkiej i trudzie".

                                                    Dobre dziecię, zawstydzone,
                                                    Poszło płakać aż na stronę;
                                                    Odtąd zawsze w czci głębokiej
                                                    Podpirało starca kroki.

                                                    Pamiętajcie, drogie dziadki,
                                                    Nie żartować z ojcam matki,
                                                    Bo paraliż postępowy
                                                    Najzacniejsze trafia głowy.

                                                    Tadeusz Boy Żelenski
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Tadeusz Boy-Zelenski : Abecadlo ;-))) 03.12.06, 19:06
                                                    Tadeusz Boy Żelenski

                                                    Ach! Co za prześliczne abecadło!

                                                    Barbara się bawiła z bernardynem bardzo,
                                                    Lecz że taką zabawą zacni ludzie gardzą,
                                                    Teraz każde z osobna winy swoje maże:
                                                    Bernardyn beczy Bogu, a bęben Barbarze..

                                                    Certował się co nocy z Cecylią Celestyn,
                                                    Z ilu zdań ma się składać ich miłosny festyn;
                                                    Dziś błąd swój poniewczasie pojmować zaczyna
                                                    Cesia, całując chłodne ciało Celestyna...

                                                    Długą dyskusję z durniem dorzeczna Dorota
                                                    Wiodła, co jest ważniejsze, czy miłość, czy cnota:
                                                    Tymczasem się ściemniło: gdy weszli rodzice,
                                                    w dłoniach durnia dostrzegli Dorotę dziewicę

                                                    Ekscytowała Edzia eteryczna Emma,
                                                    Iż przewrotnej miłości chce poznać dilemma:
                                                    Póty się naprzykrzała, aż wreszcie znudzony
                                                    Edward ewakuował Emmy edredony...
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Tadeusz Boy-Zelenski : Jak wyglada niedziela 03.12.06, 21:49
                                                    Niedziela sie na m konczy, ale warto wiedziec:

                                                    Jak wygląda niedziela oglądana przez
                                                    okulary Jana Lemańskiego


                                                    By uniknąć ambarasu,
                                                    Wzięto rok za miarę czasu.

                                                    Dzielą go (bardzo wygodnie)
                                                    Na miesiące i tygodnie.

                                                    Tydzień znów z grubsza podzielę
                                                    Na zwykłe dni i Niedzielę.

                                                    Do pracy są zwykłe dzionki,
                                                    A Niedziela dla małżonki.

                                                    W ten dzień by największa ciura
                                                    Wyzwolona jest od biura.

                                                    Każdy ze swoją niewiastą
                                                    Rad wybiera się za miasto.

                                                    Podaj ramię magnifice
                                                    I jazda z nią na ulicę.

                                                    Oczywista, że i dziatki
                                                    Śpieszą obok swego tatki.

                                                    Przodem Maryjka, a za nią
                                                    Klementynka, Brzuś i Franio.

                                                    W ciągu miłej tej podróży
                                                    Człowiek trochę się zakurzy.

                                                    Szkoda nowej sukni w groszki:
                                                    Szukaj, mężusiu, dorożki.

                                                    Każda, jak to zwykle w święta,
                                                    Odpowiada ci: "Zajęta".

                                                    Żona ci wypruwa flaki:
                                                    "BO TY ZAWSZE JESTEŚ TAKI."

                                                    Ożywiona tą gawędką,
                                                    Droga mija dosyć prędko.

                                                    Szczęściem wzbiera miejskie łono,
                                                    Gdy trawkę widzi zieloną.

                                                    Już was tylko przestrzeń krótka
                                                    Oddziela od piwogródka.

                                                    Ale kto ma liczną dziatwę,
                                                    Nic mu w życiu nie jest łatwe.

                                                    Franio się przestraszył gęsi,
                                                    A Maryjka woła: "ęsi".

                                                    Brzusiowi pot spływa z czoła
                                                    I co gorsza, nic nie woła.

                                                    Wszystko mija, więc szczęśliwie
                                                    Siedzicie wreszcie przy piwie.

                                                    Miło słyszeć jest Traviatę
                                                    W wykonaniu firmy Pathe.

                                                    Kiedy człowiek sobie podje,
                                                    Dziwnie tkliw jest na melodie.

                                                    Ogryzając z kurcząt kości
                                                    Nucisz "Za zdrowie miłości..."

                                                    Ociężałym nieco krokiem
                                                    Wracasz do dom późnym zmrokiem.

                                                    Teraz wielka pantomima:
                                                    Do snu kładzie się rodzina.

                                                    Najpierw Maryjka, a za nią
                                                    Klementynka, Brzuś i Franio.

                                                    Patrzysz łakomie, jak żona
                                                    Rozdziewa pierś i ramiona.

                                                    Słońce, wieś, Traviata, piwo,
                                                    Myśli płyną ci leniwo.

                                                    A finał ekskursji całej:
                                                    Nowy bąk za trzy kwartały.


                                                    (T. B-Z.)
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: Tadeusz Boy-Zelenski : Szanujcie staruszkow:- 03.12.06, 20:59
                                                    Drogi Onufry, dziękuję za dedykację, ale skąd przypuszczenie, że ja nie szanuję
                                                    staruszków. Szanuję, nawet tych farbowanych.
                                                    Pozdr. o_s.
                                                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Tadeusz Boy-Zelenski : Szanujcie staruszkow:- 03.12.06, 21:22
                                                    obrobka_skrawaniem napisała:

                                                    > Drogi Onufry, dziękuję za dedykację, ale skąd przypuszczenie, że ja nie >szanuję
                                                    > staruszków. Szanuję, nawet tych farbowanych.
                                                    > Pozdr. o_s.

                                                    =======================

                                                    To dobrze. Uspokoilem sie :-)))
                                                    A przypuszczenia nie bylo ;-)))

                                                    Pozdr.
                                                    O.

                                                    PS. Dzieki za grafiki J. Panka (Jak Pani takie rzeczy znajduje?)
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: Patafizyka w Polsce: Jerzy Panek 03.12.06, 20:12
                                                    Jerzy Panek:
                                                    "Don Kichot"
                                                    prezentacje.o.pl/?autor=Jerzy+Panek&category=2&action=image&screen=0
                                                    "Niewidomy erotoman", akwaforta, 1993
                                                    www.desa.art.pl/aukcje/aukcja_sztuka_wspolczesna_2/img_high/asw2_66.jpg
                                                    "Niewidomy erotoman", akwaforta, dat 1994
                                                    www.desa.art.pl/aukcje/aukcja_sztuka_wspolczesna_2/img_high/asw2_67.jpg
                                                    "Głowa", tusz, papier, dat. 1995
                                                    www.desa.art.pl/aukcje/aukcja_sztuka_wspolczesna_2/img_high/asw2_68.jpg
                                                    "Oszust matrymonialny", akwaforta
                                                    www.desa.art.pl/aukcje/aukcja_sztuka_wspolczesna_2/img_high/asw2_69.jpg
                                                    www.muz-nar.krakow.pl/obrazki/wystawybiezace/panek_pies.jpg
                                                    www.muz-nar.krakow.pl/obrazki/wystawybiezace/panek_kon.jpg
                                                    galeria-bwa.karkonosze.com/wyst/2002/zaslona/index.php?kto=panek&jak=pic&picID=panek
                                                    Pasterz 4 (Prokocim), 1961
                                                    www.rempex.com.pl/?nodeid=119&_aph_glowna_tresc_stage=show_prodc&_aph_glowna_tresc_cat_id=99&_aph_g
                                                    lowna_tresc_prod_id=9669&_aph_glowna_tresc_prod_new=0
                                                    "Koza"
                                                    rempex.bmnet.pl/?nodeid=102&_aph_glowna_tresc_stage=show_prodc&_aph_glowna_tresc_cat_id=78&_aph_g
                                                    lowna_tresc_prod_id=7453&_aph_glowna_tresc_prod_new=0
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: Patafizyka w Polsce: Jerzy Panek 04.12.06, 12:39
                                                    skrócone 2 ostatnie linki:

                                                    Pasterz 4 (Prokocim), 1961
                                                    skocz.pl/cljfKoza
                                                    skocz.pl/cljg
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: Patafizyka w Polsce: Jerzy Panek 04.12.06, 12:45
                                                    Pasterz 4 (Prokocim), 1961
                                                    skocz.pl/cljf
                                                  • 3bezatu K.I.Gałczyński "Strasna zaba" 03.12.06, 18:35
                                                    Strasna zaba
                                                    wiersz dla sepleniących

                                                    Pewna pani na Marsałkowskiej
                                                    kupowała synkę z groskiem
                                                    w towazystwie swego męza, ponurego draba;
                                                    wychodzą ze sklepu,
                                                    pani w sloch, w ksyk i w lament: - Męzu, och, och!
                                                    popats, popats, jaka strasna zaba!
                                                    Mąz był wyzsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
                                                    i mówi: - Zecywiście coś skace po trotuaze!
                                                    cy to zaba, cy tez nie,
                                                    w kazdym razie ja tym zainteresuję się;
                                                    zaraz zadzwonię do Cesława,
                                                    a Cesław niech zadzwoni do Symona -
                                                    nie wypada, zeby Warsawa
                                                    była na "takie coś" narazona.
                                                    Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
                                                    wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;
                                                    a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,
                                                    uządzono historycną urocystość;
                                                    ustawiono trybuny,
                                                    spędzono tłumy,"Stselców" i "Federastów"
                                                    słowem, całe miasto.
                                                    Potem na trybunę wesła Wysoka Figura
                                                    i kiedy odgzmiały wsystkie "hurra",
                                                    Wysoka Figura zece tak:
                                                    - Wspólnym wysiłkiem ządu i społeceństwa
                                                    pozbyliśmy się zabiego bezeceństwa
                                                    panowie, do góry głowy i syje!
                                                    A społeceństwo: - Zecywiście,
                                                    dobze, ze tę zabę złapaliście,
                                                    wsyscy pseto zawołajmy: "Niech zyje!"
                                                  • 3bezatu K.I.Gałczyński - Teatrzyk Zielona Gęś 03.12.06, 20:01
                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński


                                                    Teatrzyk Zielona Gęś


                                                    ma zaszczyt przedstawić
                                                    dramat
                                                    pt.

                                                    Dramat zdradzonego mężczyzny



                                                    czyli

                                                    "Przygnieciony przez kredens"

                                                    Osoby.
                                                    Mężczyzna & Kredens Scena przedstawia izdebkę, gdzie stoi wyżej wspomniany
                                                    starożytny trzypiętrowy kredens z galeryjką w kształcie uciesznym i gzymsem z
                                                    trąbiącymi aniołkami.

                                                    Mężczyzna
                                                    Cogito, ergo sum, to znaczy: myślę, więc jestem - powiedział Kartezjusz. Ale co
                                                    z tego, że ja jestem, kiedy mojej żony nigdy nie ma. Ona całymi dniami siedzi w
                                                    cafe i plotkuje. A tymczasem: grzybki nie zamarynowane.
                                                    skarpetki nie pocerowane,
                                                    kurze nie pościerane,
                                                    łóżka nie zasłane,
                                                    ryby nie oskrobane,
                                                    kartofle nie obrane,
                                                    jajka nie ugotowane,
                                                    krany nie pozakręcane,
                                                    a ja patrzę na pustą ścianę
                                                    i łykam gorzkie łzy. łyka raz po raz Jedyne moje towarzystwo, jedyny mój
                                                    przyjaciel to ten stary kredens, świadek moich cierpień i tęsknot. 0, gdybyś
                                                    umiał mówić, stary kredensie, kredensie z galeryjką w kształcie nieokreślonym i
                                                    z gzymsem, na którym dwa aniołki dmą w złote puzony!!! Ale coś mi się zdaje, że
                                                    ten kredens znowu się chwieje. Najprawdopodobniej Pikuś znowu odgryzł nóżkę.
                                                    Przeklęty Pikuś! Rozpaczliwym ruchem poprawia kredens, kredens przewraca się i
                                                    przygniata rozmówcę

                                                    Mężczyzna
                                                    spod kredensu 0, jak mi dobrze! Może nareszcie skończą się moje cierpienia. Co
                                                    to? Aha, to słoik z chrzanem otworzył się i chrzan zalewa mi oczy. Przebaczam
                                                    ci Mario. pauza Mario, gdzie w tej chwili jesteś? Czy może u Alicji? Czy
                                                    ewentualnie w ulubionym cafe? Czy może zapisałaś się na kurs szybowcowy i
                                                    bujasz teraz jaskółeczką wśród obłoków wysoko, nad trywialnym kominem naszego
                                                    domu i, że tak powiem, vanitas vanitatum? Ty jak świetlany duch ponad ziemskim
                                                    padołem. Ja natomiast pod kredensem. Mario, przebaczam ci. A ty, kredensie,
                                                    przygnieć mnie do reszty.

                                                    Kredens
                                                    ludzkim głosem Proszę bardzo! przygniata go do reszty

                                                    K U R T Y N A

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński
                                                    Pierwodruk: «Przekrój» 1949, nr 236
                                                  • 3bezatu Re: K.I.Gałczyński - Teatrzyk Zielona Gęś 03.12.06, 20:06
                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński


                                                    Teatrzyk Zielona Gęś


                                                    ma zaszczyt przedstawić

                                                    "Straszną rozmowę Gżegżółki z duchem"

                                                    Występują:
                                                    Gżegżółka i Duch D e k o r a c j a: Sala Senatorska na Wawelu

                                                    Gżegżółka
                                                    Co słychać?

                                                    Duch
                                                    Nic.

                                                    Gżegżółka
                                                    To w porządku
                                                    K U R T Y N A
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: K.I.Gałczyński - Teatrzyk Zielona Gęś 03.12.06, 20:22
                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński

                                                    Teatrzyk Zielona Gęś

                                                    ma zaszczyt przedstawić

                                                    "Złośliwego krasnoludka"

                                                    Występują:
                                                    Hermenegilda Kociubińska (II piętro)
                                                    Asceta w starszym wieku (I piętro)
                                                    i
                                                    Złośliwy Krasnoludek:

                                                    Złośliwy Krasnoludek
                                                    Na pierwszym piętrze już wszystko przygotowane. Dziura w porządku. Asceta w
                                                    starszym wieku już się kąpie. Koniec wieńczy dzieło. Hejże, do czynu! (wchodzi
                                                    pod wannę Hermenegildy na II piętrze)

                                                    Hermenegilda:
                                                    (wchodząc do wanny) Oto zanurzam moje ciało w orzeźwiającej wodzie. Witaj,
                                                    wodo, witaj, kąpieli, witaj, radości, promienna córo Olympu! (wykonuje, mydląc
                                                    się, cala IX Symfonię z chórami i bębnem)

                                                    Złośliwy Krasnoludek:
                                                    Poczekaj. Już ja cię, literacka szantrapo, urządzę! (wyjmuje korek)

                                                    Hermenegilda:
                                                    Och! (spływa na pierwsze piętro do wanny Ascety w Starszym Wieku)

                                                    Asceta w starszym wieku:
                                                    Ach! (umiera ze wstydu i przerażenia)

                                                    K U R T Y N A
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: K.I.Gałczyński - Teatrzyk Zielona Gęś 03.12.06, 20:30
                                                    Teatrzyk Zielona Gęś

                                                    ma zaszczyt przedstawić

                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński

                                                    "Wesele na Kurpiach"

                                                    Występują:
                                                    Panna Młoda
                                                    Pan Miody
                                                    i Siedmiu Gości Weselnych
                                                    Scena: weselnie przystrojony alkierz wsiowy. Pełno flaszek z gorzałką. Przez
                                                    okno wygląda staropolski księżyc.

                                                    Pan Młody
                                                    (zasępiony): Grób ci zaraz będę kopać,
                                                    przestałaś mi się podobać.

                                                    Panna młoda
                                                    (przerażona): Projekt jakiś niesłychany,
                                                    Wieku, weźże waleriany!

                                                    Pan Młody
                                                    Waleriany ja nie piję,
                                                    za to kulą cię przeszyję. (przeszywa kulą Pannę Młodą na wylot)

                                                    Siemiu Gości Weselnych:
                                                    (wbiega i morduje Pana Miodego, po czym następują porachunki osobiste,
                                                    zakończone masowym nawiązaniem kontaktu z tzw. życiem pozagrobowym

                                                    N a d p r o g r a m
                                                    Żywy obraz: dziewięć trupów weselnych.
                                                    K U R T Y N A
                                                    ze względów pedagogicznych,
                                                    aby zmienić sposób święcenia wesel na wsi rodzimej,
                                                    nie opada 1946
                                                  • obrobka_skrawaniem Re: K.I.Gałczyński - Teatrzyk Zielona Gęś 03.12.06, 20:39
                                                    Konstanty Ildefons Gałczyński

                                                    Teatrzyk Zielona Gęś

                                                    ma zaszczyt przedstawić

                                                    "Siedmiu zakochanych staruszków"

                                                    Comoediae personae:
                                                    Staruszek Pierwszy
                                                    Staruszek Drugi
                                                    itd.
                                                    oraz
                                                    Ironia - postać allegoryczna
                                                    i Kurtyna - słynna kurtyna TEATRU "Zielona Gęś"

                                                    Akt I

                                                    Staruszek Pierwszy:
                                                    Jestem staruszek pierwszy
                                                    i - choć oko się klei -
                                                    nocami kupy wierszy
                                                    piszę dla Dulcynei.

                                                    Staruszek Drugi:
                                                    A jam staruszek drugi,
                                                    forsę tracę na kwiaty,
                                                    chciałbym z nią bugi-ugi,
                                                    niestety: reumatyzm.

                                                    Staruszek Trzeci:
                                                    Ja też bez żadnej ujmy
                                                    w te rzeczy tu się wkleję.

                                                    Siedmiu Zakochanych Staruszków:
                                                    (unisono) Hej, golmy się! pudrujmy!
                                                    Kochajmy Dulcyneję. (tańczą)

                                                    Akt II

                                                    Ironia:
                                                    Zamiast w wygodnym łóżku
                                                    pić skrzyp albo w ogóle,
                                                    spójrzcie: siedmiu staruszków
                                                    dźwiga siedem prymulek.

                                                    Siedmiu Zakochanych Staruszków:
                                                    (z prymulkami w donicach staje pod balkonem Dulcynei)

                                                    Siódmy Zakochany Staruszek:
                                                    (nie wytrzymuje nerwowo tego napięcia, upuszcza i tłucze doniczkę oraz odchodzi
                                                    na zawsze)

                                                    Sześciu Zakochanych Staruszków:
                                                    (smutno, unisono) Teraz zostało nas już tylko sześciu. (tańczą i płaczą)

                                                    Akt III

                                                    Piorun z jasnego nieba w pierwszorzędnym gatunku:
                                                    (mówi ludzkim głosem pod adresem staruszków zgromadzonych pod balkonem) Za
                                                    strojenie koperczaków...

                                                    Staruszek Pierwszy:
                                                    O rany koguta!

                                                    Piorun:
                                                    Za smalenie cholewek...

                                                    Staruszek Drugi:
                                                    Proszę bardzo!

                                                    Piorun:
                                                    Za te umizgi...

                                                    Staruszek Trzeci:
                                                    Z czekoladkami.

                                                    Piorun:
                                                    Za niewczesne amory...

                                                    Sześciu Zakochanych Staruszków:
                                                    (drżenie w kolanach, tiki i zgaga)

                                                    Piorun:
                                                    Za farbowanie włosów...

                                                    Staruszek Drugi:
                                                    (usiluje na próżno przywrócić naturalną barwę swoim kędziorom przez polewanie
                                                    głowy wodą selcerskąz podręcznego syfonu)

                                                    Piorun:
                                                    Za te rzeczy...

                                                    Sześciu Zakochanych Staruszków:
                                                    O!

                                                    Piorun:
                                                    Ciach! (ognistym zygzakiem uduchowia i umistycznia tych panów)

                                                    K U R T Y N A
                                                    (śpiew soprana z towarzyszeniem organów)
                                                    Dziadziusiów koniec łzawy.
                                                    Każdy to chyba powie.
                                                    Warcaby im! Nie baby!
                                                    Bijcie brawo, widzowie.

                                                    opada
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: A. Jarry "Ubu krol" 03.12.06, 22:20
      Alfred Jarry żył krótko (1873–1907) i ciekawie. Jego „Ubu Król” to sztuka, która
      sławą dorównuje „Czekając na Godota”, a przy tym jest znacznie weselsza. Z
      naszego punktu widzenia Jarry bije zresztą Becketta na głowę. W sztuce
      Irlandczyka Polaków szukać ze świecą. Natomiast Jarry nie dość, że dał swemu
      utworowi satysfakcjonujący podtytuł („Ubu Król, czyli Polacy”), nie dość, że w
      Polsce się on dzieje, to jeszcze występują w nim między innymi Jan Sobieski i
      Stanisław Leszczyński, a także „Armia polska w komplecie”. Takiemu autorowi
      wiele można wybaczyć. Nawet grubiańskie żarty, od których roi się w tej
      bezczelnej farsie. Nawet brzydkie słowa – ze sławetnym „grównem” na czele.
      Powiedzmy wprost, autora takiego należy pokochać. A jeśli kto go nie zna –
      poznać, nie mieszkając. Niestety, brak tu miejsca, żeby przystojnie przedstawić
      tego wielkiego artystę. Bo trzeba by przecież napisać o Alfredzie Jarrym, dobrym
      (prawie) Bretończyku, przenikliwym mędrcu, inwentorze patafizyki, arcycykliście,
      zabijace i archopoju, mistrzu dramatu kukiełkowego i sztuki pasyjnej,
      prekursorze rozmaitych izmów, zawołanym rybaku, uczniu Arystofanesa, Szekspira i
      Rabelais’go, fundatorze Orderu Wielkiej Kałdulii etc., etc. Zaraz – zważcie
      państwo – czy ta tytulatura nie brzmi równie dostojnie jak, powiedzmy, „z Bożej
      łaski król Polski, wielki książę Litwy, książę ruski, pruski, mazowiecki,
      żmudzki, inflancki, smoleński, siewierski i czernihowski, a także dziedziczny
      król Szwedów, Gotów i Wandalów”? Może więc dziś, w czasach trudnych i
      wspaniałych, zebralibyśmy się w jakimś świętym miejscu – na przykład na Błoniach
      – by pośmiertnie koronować Alfreda Jarry’ego na polskiego króla? To może być
      nasza ostatnia nadzieja.

      :-)))
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: A. Jarry "Ubu krol" 03.12.06, 22:44
        Jarry napisał swoją sztukę, żeby wyśmiać znienawidzonego nauczyciela Héberta.
        Belfra nazywano père Hébe. Pod piórem Alfreda Jarry père Hébe przeistoczył się w
        Ubu – głupiego uzurpatora, który do spółki ze swoją żoną Ubicą za pomocą maszyny
        do wymóżdżania rozprawia się z każdym, kto staje mu na drodze do władzy. „Ubu
        król” pomyślany jako sztubacki żart, stał się jednak satyrą przez duże „S”. Ubu
        uosabiał całą francuską burżuazję spod znaku pełnego brzucha, wypchanej kiesy i
        wielkiego apetytu na władzę.

        Inscenizacja sztuki okazała się natomiast odtrutką m.in. na naturalistyczny
        styl, który rozpowszechnił się w teatrach za sprawą André Antoine’a i jego
        Théâtre Libre. To właśnie uciekinier z grupy Antoine’a, Aurelien Lugné-Poe
        wystawił w swoim Théâtre de l’Oeuvre sztukę Jarry’ego. Publiczność zobaczyła ją
        pierwszy raz 10 grudnia 1896 r. Było to przedstawienie, które nie miało nic
        wspólnego z naturalizmem ani teatrem symbolistów. Za sprawą „Ubu” objawiła się
        nowa twarz teatru modernistycznego.

        Cała rzecz utrzymana była w konwencji dziecięcej błazenady. Firmin Gémier
        grający na premierze Ubu paradował w wypchanym kostiumie, który czynił z niego
        bardziej kukłę niż żywą postać. Zamiast berła trzymał w garści szczotkę
        klozetową. Aktorzy poruszali się jak marionetki. Dekoracje były malowane –
        celowo niewprawne, „koślawe”, jakby namalowane ręką dziecka. No i do tego
        jeszcze to „Grrrówno!”, które uderzyło prosto w widownię łamiąc językowe tabu
        sceny. „Od połowy pierwszego aktu klęska wisiała w powietrzu. Gdy ze sceny
        padło: Grrrówno!, ktoś z sali wrzasnął: I po równo! I było po wszystkim” notował
        przyjaciel Jarry’ego. Na widowni wybuchła awantura trwająca kilkanaście minut.
        Świadkami skandalu było wiele słynnych osób, m.in. Yeats, który zanotował po
        premierze, że „po poezji Stéphane’a Mallarmégo, Paula Verlaine’a i Gustave’a
        Moreau... po wszystkich naszych subtelnych barwach i dźwiękach... co nadejdzie?
        Po nas tylko już Bóg Barbarzyństwa”.

        Rzeczywiście, „Ubu król” to był straszliwy zgrzyt zarówno dla wyznawców
        naturalizmu, jak i symbolistów, którzy byli w opozycji do tych pierwszych
        przeciwstawiając im konkretną rzeczywistość „przestrzeni nastroju”. Tymczasem w
        sztuce Jarry’ego nie było mowy ani o realizmie, ani o żadnym „nastroju”. Dopiero
        następne lata – doświadczenia surrealizmu i teatru absurdu, pokazały, gdzie
        szukać miejsca dla „Ubu”. Groteskowa maskarada Alfreda Jarry była prawdziwie
        awangardowa, otwierała drzwi do nieznanych przedtem poszukiwań. Warto jednak
        pamiętać, że 12 lat po premierze Firmin Gémier grał Ubu nie gdzie indziej, tylko
        właśnie na deskach Teatru Antoine’a.

        :-)

        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: A. Jarry "Ubu krol" 03.12.06, 22:53
          Król Ubu, czyli Polacy
          Fragmenty książki



          AKT PIERWSZY

          Scena pierwsza


          Ubu, Ubica.

          Ubu: Grrówno!

          Ubica: Och! Ładnie, mości Ubu, straszliwe z ciebie chamidło.

          Ubu: Iżbym cię nie zakatrupił, mościa Ubu.

          Ubica: Nie mnie, Ubu, ale kogo innego trzeba by zakatrupić.

          Ubu: Na moją zieloną świeczkę, nie rozumiem.

          Ubica: Jak to, Ubu, ty jesteś zadowolony ze swego losu?

          Ubu: Na moją zieloną świeczkę, grrówno, mościa pani, juścić że jestem
          zadowolony. Jeszcze by nie: rotmistrz dragonów, oficer przyboczny króla Wacława,
          kawaler polskiego orderu Czerwonego Orła i były król Aragonii, czegóż chcesz więcej?

          Ubica: Jak to! Ty, były król Aragonii, zadowalasz się tym, że komenderujesz na
          rewii setką łobuzów uzbrojonych w koziki, podczas gdy mógłbyś ustroić swoją
          łepetę w koronę polską po koronie Aragonii?

          Ubu: Ha! Moja żono, zgoła nie kapuję, o czym ty bajesz.

          Ubica: Takiś głupek!

          Ubu: Na moją zieloną świeczkę, król Wacław żywie; a gdyby nawet umarł, alboż nie
          ma kupy dzieci?

          Ubica: Cóż ci broni wyrżnąć całą rodzinę i zająć jej miejsce?

          Ubu: Ha! Mościa Ubu, ubliżasz mi i zaraz pójdziesz do paki.

          Ubica: Ech, ty nieboże, jeśli ja pójdę do paki, któż ci będzie portki cerował na
          zadku?

          Ubu: Ejże! I co jeszcze? Czy nie mam zadka takiego jak drudzy?

          Ubica: Na twoim miejscu, lubiłabym ten zadek posadzić na tronie. Mógłbyś
          napychać do woli kabzę, jadać co dzień kiszkę z kapustą i tryndać się karetą po
          mieście.

          Ubu: Gdybym był królem, kazałbym sobie zrobić wielki hełm, taki jak miałem w
          Aragonii. Te hycle Hiszpany ukradły mi go bezwstydnie.

          Ubica: Mógłbyś też postarać się o parasol i o wielką kacabaję, która by ci
          spadała na pięty.

          Ubu: Ha! Poddaję się pokusie. Cholera grówniana, grówno cholerzane, jeśli go
          kiedy zdybię w ciemnym lesie, ciężka jego godzina.

          (...)

          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: A. Jarry "Ubu krol" 03.12.06, 22:57
            A teraz bedzie kino :-)


            www.ubukrol.pl/
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: A. Jarry "Ubu krol" 03.12.06, 23:06
              A oto gwasze Mlodozenca, zainspirowane krolem Ubu:


              www.zderzak.pl/mlodozeniec_2003/molodozeniec_2003_main.html
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Stradivari !!! 03.12.06, 23:23
      Co kryje się za niezwykłym brzmieniem skrzypiec wykonanych przez Antonia
      Stradivariego? Prawdopodobnie tajemnicze związki chemiczne, którymi genialny
      lutnik z Cremony nasycał drewno swoich instrumentów.

      Wiecej:

      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3765129.html
      • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Stradivari !!! IP: *.dsl.club-internet.fr 03.12.06, 23:58
        A tutaj wypowiada sie Dr.Joseph Nagyvary
        agnet.tamu.edu/stories/Violin%20Stradivarius.html
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ach te komputery :-) 04.12.06, 11:01
      Za GW:

      O problemach w komunikowaniu się pracowników serwisu z użytkownikami komputerów
      krążą legendy. W tych opowieściach jest sporo prawdy.

      Po jednej stronie userzy (z angielskiego "user" - użytkownik), po drugiej
      ludzie z helpdesku - działu wsparcia technicznego. Pierwsi dzwonią i mejlują,
      bo coś się stało z komputerem, drudzy usiłują dociec, jaka jest przyczyna
      awarii i ją usunąć. Ich dialogi, często bardzo zabawne, są skrzętnie gromadzone
      w internetowych serwisach.

      - Proszę nacisnąć na "Mój komputer", po lewej stronie ekranu - prosi
      informatyk. I słyszy: - Po lewej u mnie czy u pana?

      - Pani hasło brzmi: małe "a" i duże "V" oraz liczba 7. - 7 duże czy małe? -
      dopytuje się klientka.

      Ktoś inny tłumaczy, że hasło jest na pewno poprawne, bo takie samo wpisał
      wcześniej kolega i zadziałało.

      - Czyli jakie? - docieka fachowiec. - Pięć gwiazdek - oznajmia klient (to
      przykłady z listy mejlowej "humor" - humor.aramin.net).

      Z drobną pomocą informatyków userzy dokonują czasem zaskakujących odkryć. Pani
      zgłaszająca, że nie może wydobyć dyskietki z napędu komputera, ku swemu
      zdziwieniu odkryła, że jej tam wcale nie włożyła. Osoba skarżąca się na
      niedziałającą klawiaturę zauważyła po chwili, że dzierży niewłaściwy sprzęt -
      ta właściwa jest podłączona i działa.

      Wiele takich opowieści zebrał serwis Rinkworks (rinkworks.com/stupid).
      Niektórym osobom kłopot sprawia nie tylko klawiatura, ale także myszka. Tak jak
      ta, która chodziła tylko w prawo i lewo, w górę i w dół już nie. Jak się
      okazało, górę i dół user potraktował dosłownie, unosząc i opuszczając mysz nad
      biurkiem.

      Serwisy przytaczają też pytania wprawiające serwisantów w zdumienie np.: - Jak
      mogę wydrukować moją pocztę głosową? Czy może pan przyjść i przypisać mój dysk
      C do tej laserowej drukarki?

      I wprawiające w zdumienie odpowiedzi:

      - Czy to jest drukarka lokalna czy sieciowa? - Jest na moim biurku - dumnie
      odpowiada klient.

      - To mysz optyczna czy kulkowa? - dopytuje się informatyk, wywołując
      konsternację u zagadniętego. - Ma światełko czy kulkę? - precyzuje pracownik
      helpdesku. - Ma światełko na górze - pada odpowiedź. - Jak to na górze? - Było
      na dole, ale tak wygląda lepiej - oświadcza klient.

      I gdzie te kolory?

      Halo, tu Ewa. Nie mogę drukować. Za każdym razem, jak klikam na drukarkę w
      Wordzie, otrzymuję komunikat: Drukarki nie znaleziono. To niemożliwe, drukarka
      stoi na biurku obok komputera, ja widzę ją doskonale, a komputer jej nie widzi?
      (z listy mejlowej humor.aramin.net).

      Drukarki są zmorą pracowników. Ku ich irytacji wypuszczają np. tylko czarno-
      białe strony. - Zadzwoniła nowa pracowniczka z pytaniem, dlaczego nie może
      drukować na kolorowo. Powiedziałam, że ma czarno-białą laserową drukarkę, na co
      ona, że przecież program zapewnił ją, że "what you see is what you get"
      [dostajesz to, co widzisz na ekranie - DG] - wspomina Steve Bass, publicysta,
      niegdyś pracujący w dziale wsparcia technicznego "pewnej firmy, która raczej
      wolałaby zachować anonimowość". Bass miał więcej takich przygód, podzielił się
      tymi opowieściami w serwisie Winners Windows Users (www.windowsusers.org).
      Wspominał m.in. pracownika, który krzyczał do słuchawki, że nie może wydrukować
      swojego arkusza kalkulacyjnego - ignorując fakt, że sprzęt był wyłączony. Jego
      ulubiona opowieść dotyczy firmy, w której zainstalowano wadliwy program
      zarządzający drukowaniem. Aby rozwiązać ten problem na odległość, informatycy
      musieli połączyć się zdalnie z komputerem klienta, odblokować tworzący się tam
      zator i poprosić o uruchomienie "łatki" usuwającej błąd w programie. I oto pod
      koniec dnia dzwoni rozzłoszczony pracownik, że wszystkie te działania nie
      przyniosły rezultatu. Informatycy zaczęli więc mozolną procedurę, po chwili
      jeden z nich prosi o podejście do drukarki i sprawdzenie, czy świeci się dioda
      przy napisie on line. - Nie świeci się - raportuje klient. - Proszę włączyć
      drukarkę - mówi informatyk i słyszy w słuchawce: - Niesamowita rzecz, wyszedł
      raport! Dobra robota! Dzięki.

      - I to jest powód, dla którego większość firm nie ma działów pomocy technicznej
      na miejscu. Wiedzą, że nie można zabić przez telefon - puentuje Bass.

      Między nami jaskiniowcami

      Podobne opowieści przytacza także serwis The Humor Bin (www.-humorbin.com).
      Prócz nich gromadzi też zabawne porady. Wymienia np. symptomy kłopotliwego
      zgłoszenia. Jeśli klient zaczyna: Szef chce, żebym zrobił..., Nie ma osoby,
      która zazwyczaj obsługuje ten program, więc..., lepiej przygotować się na
      koszmar. Serwis radzi też, jak postępować z klientami. Chcąc wydusić informacje
      o posiadanym sprzęcie i oprogramowaniu, nie należy zaczynać od fachowych pytań

      (- Ma pan 8 mega RAM-u? - Tak - zapewnia klient. Dwadzieścia minut później
      informatyk pyta: - Dlaczego nie powiedział mi pan, że jest tylko
      2 mega RAM-u? - A co to jest RAM? - słyszy). Serwis radzi, żeby szukać zawsze
      najprostszych rozwiązań (często chodzi po prostu o włączenie urządzenia lub
      włożenie papieru do drukarki).


      ==============

      To jest punkt widzenia "servisowcow", ktory nie reprezentuje punktu
      widzenie O. ;-)))
      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ach te komputery :-) 04.12.06, 12:03
        Onufry chyba pracuje w gmachu, w którym wszyscy są biegli w tych sprawach. A ja
        miewam różne dziwne wizyty z niesłychanymi problemami, typu zaginiony plik:
        - przed chwilą zapisałam plik i go nie ma.
        No i trzeba robić dochodzenie, gdzie ta osoba zapisała ów plik, bo sama nie
        bardzo wie. A co się okazało? Że zapisała pod inną nazwą, niż jej się zdawało.
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ach te komputery :-) 04.12.06, 12:35
          obrobka_skrawaniem napisała:

          > Onufry chyba pracuje w gmachu, w którym wszyscy są biegli w tych sprawach.

          =======================

          Obrobko,

          Jako czlowiek starej daty miewam wiele klopotow z komputerami ;-)
          Na szczescie moj syn jest ekspertem i mnie ratuje z opresji :-)

          Ten tekst pochodzi z GW i wyraza punkt widzenia "serwisowcow komputerowych",
          ktorym sie wydaje, ze wszyscy wszystko powinni o komputerach wiedziec.
          Nie podzielam tego punktu widzenia ;-)))

          Pozdr.
          O.
    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 04.12.06, 13:39
      Proszę przeczytać komentarz do obrazów Claude Moneta przedstawiających katedrę
      w Rouen:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=50139626&a=53266202
      Poproszę o skojarzenie z innym dziełem sztuki (z innej dziedziny).

      -----------------------------------------
      Są już zamówione "Nenufary" Moneta (na poprzedniej stronie).
      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.06, 15:05
        Mi sie to kojarzy z muzyka, a dokladnie z wariacjami na zadany temat :-)))
        Pewnie znow palnalem glupstwo ;-)
        • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 04.12.06, 15:12
          Gość portalu: Onufry napisał(a):
          > Mi sie to kojarzy z muzyka, a dokladnie z wariacjami na zadany temat :-)))
          > Pewnie znow palnalem glupstwo ;-)

          Chyba nie, ale mi chodziło o coś innego.
          W jakich dziedzinach sztuki ważne jest jeszcze światło?
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 04.12.06, 16:00
            obrobka_skrawaniem napisała:

            > Chyba nie, ale mi chodziło o coś innego.
            > W jakich dziedzinach sztuki ważne jest jeszcze światło?

            ========================

            Narzuca sie tu fotografowanie (tego samego obiektu przy zmiennym swietle).
            A swiatlo jest niezbedne w sztukach plastycznych: malarstwie, fotografii,
            rzezbie, architekturze. Ciekawe malarstwo powstawalo glownie tam gdzie jest
            interesujace swiatlo: na poludniu Francji, w Holandii. :-)))
            • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka 04.12.06, 16:18
              onufry_na_wyjezdzie napisał:
              >
              > Narzuca sie tu fotografowanie (tego samego obiektu przy zmiennym swietle).

              Bardzo ciepło.

              > A swiatlo jest niezbedne w sztukach plastycznych: malarstwie, fotografii,
              > rzezbie, architekturze. Ciekawe malarstwo powstawalo glownie tam gdzie jest
              > interesujace swiatlo: na poludniu Francji, w Holandii. :-)))

              Zaznaczyłam, że nie chodzi o malarstwo (to by było zbyt łatwe).
              Rzeźbę można "oglądać" przez dotyk (tak robią to niewidomi).
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka - podpowiedź 04.12.06, 16:44
                Kadr 1:
                Mężczyzna ogląda album ze zdjęciami:
                - Eeee, na wszystkich to samo.

                -----------------
                Co było dalej?
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka - podpowiedź 04.12.06, 17:12
                  Skojarzyl mi sie tu pewien film. A mianowicie "Rashomon" Kurosawy. Opowiada on
                  o jednym zdarzeniu w roznych wersjach relacjonowanych przez roznych ludzi.
                  Ale Pani chodzi o cos innego. Ja pasuje, ale ewa (lub ktos inny) ma szanse
                  to odgadnac, wiec prosze zaczekac :-)
                • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka -podpowiedź2 04.12.06, 17:13
                  Codziennie rano właściciel sklepiku tytoniowego wystawia przed swój sklep
                  statyw z aparatem fotograficznym (zawsze w tym samym miejscu) i dokładnie o
                  8.00 naciska spust migawki.

                  Proszę o podanie tytułu filmu. Film ten został nakręcony w 1995 roku.
                  • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka -podpowiedź2 04.12.06, 17:27
                    "Dym" Reżyseria:Wayne Wang, Paul Auster???
                    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka -podpowiedź2 04.12.06, 17:42
                      3bezatu napisała:

                      > "Dym" Reżyseria:Wayne Wang, Paul Auster???

                      Bingo! Gratulacje!

                      film.onet.pl/F,6719,galeria.html
                      skocz.pl/clkc
                      www.imdb.com/title/tt0114478/
                      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Zagadka -komentarz 04.12.06, 18:23
                        Gdy pisałam komentarz do cyklu Moneta przyszło mi do głowy skojarzenie z
                        filmem „Dym”. Każdy, kto fotografował, wie jak ważne jest światło. Dla niego
                        anegdotka przytoczona przez Onufrego
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=50139626&a=53209692
                        nie będzie śmieszna, tylko prawdziwa: spóźniłeś się na najlepsze warunki, to
                        przepadło. Fotograf obserwuje obiekt i planuje, często do danego tematu
                        podchodzi wiele razy.
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 04.12.06, 18:03
      Jest w Europie takie fascynujace miasto, w ktorym wszystko najwazniejsze
      co mialo sie wydarzyc, wydarzylo sie w 17 wieku.
      Jakie to miasto?

      ;-)
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka 04.12.06, 19:26
        O tym niezwyklym miescie, nieco "drapiezna" piosenke spiewal Gilbert Becaud.
        :-)
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka2 04.12.06, 20:30
          Położenie geograficzne:

          52°22' N
          04°54' E
          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: wskazowka2 04.12.06, 20:36
            Trzeba było tak od razu: Amsterdam.
            Z historii nie jestem najmocniejsza, francuskiego nie znam, a piosenka jest na
            pewno strasznie stara.
            o_s.
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Amsterdam 04.12.06, 20:57
              obrobka_skrawaniem napisała:

              > Trzeba było tak od razu: Amsterdam.

              ===============

              Tak jest, brawo!!!!!


              Siedemnastowieczny Amsterdam to miasto malarzy, z ktorych najslawniejszym
              jest Rembrandt (w tym roku fetujemy jego 400. rocznice urodzin). Co tydzien
              w Amsterdamie odbywal sie jarmark obrazow, na ktorym malarze przedstawiali
              i sprzedawali mieszczuchom amsterdamskim setki obrazow. Siedemnastowieczny
              Amsterdam to miasto Barucha Spinozy, wielkiego filozofa, ktorego filozofia
              utorowala droge nowoczesnej nauce, zwlaszcza fizyce i byla natchnieniem
              dla Einsteina.

              Wiecej o tym niezwyklym miescie czytajcie na stronie:

              pl.wikipedia.org/wiki/Amsterdam

              a najlepiej, odwiedzcie je i sie o wszystkim przekonajcie sami.

              Naprawde warto!

              :-)))
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Rembrandt 04.12.06, 21:12
                Rembrandt Harmenszoon van Rijn (ur. 15 lipca 1606 w Leiden, zm. 4 października
                1669 w Amsterdamie) – holenderski malarz, rysownik i grafik. Uważany powszechnie
                za jednego z największych artystów europejskich, jeden z najważniejszych malarzy
                holenderskch Złotego Wieku, okresu w którym kultura, nauka, gospodarka, potęga
                militarna i wpływy polityczne Holandii osiągnęły swoje apogeum.

                Rembrandt pozostawił po sobie około 700 obrazów olejnych, 300 grafik i około
                2000 rysunków. Charakterystyczną cechą dzieł Rembrandta jest zafascynowanie
                efektami światła i głębokich cieni. Jego styl i technika ewoluowały z biegiem
                lat, jednak zamiłowanie do dramatycznego oświetlenia malowanych scen zajmowało
                centralną pozycję w jego całej twórczości, tak malarskiej jak graficznej. Obrazy
                malowane są z olbrzymią swobodą, im później tym bardziej szerokimi, swobodnymi
                podciągnięciami pędzla. Przez całe życie malował z wielkim zamiłowaniem
                autoportrety. Powstało ich niemal 100, w tym około 20 grafik, tworząc w ten
                sposób "pamiętnikarski" zapis zmian jakie życie i doświadczenia wycisnęły na
                jego twarzy.

                wiecej:

                pl.wikipedia.org/wiki/Rembrandt

                (byc moze coniekturzy obejrzeli niedawna wystawe grafik Rembrandta w Muzeum
                Narodowym w W-wie - Onufry obejrzal i sie zachwycil :-) ).
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Spinoza 04.12.06, 21:20
                  Baruch Spinoza (urodzony 24 listopada 1632 - zmarł 21 lutego 1677) - filozof
                  niderlandzki. Urodził się w Amsterdamie, w rodzinie żydowskiej. Uczęszczał do
                  szkoły wyznaniowej. Znał biegle język hebrajski, Talmud i kabalistykę, władał
                  językami obcymi - łaciną, włoskim, francuskim i hiszpańskim. Wykształcił się na
                  optyka - do końca życia pracował wytwarzając soczewki.

                  Dzięki przyjaźni z uczonym, Franciszkiem Van den Ende, zapoznał się z dziełami
                  Giordano Bruno i filozofią Kartezjusza. Nieortodoksyjne poglądy Spinozy (a
                  konkretnie - kłótnia z teologami na temat materialności ludzkiej duszy)
                  spowodowały oskarżenie go o herezję i wykluczenie z gminy żydowskiej. Przyjął
                  wtedy łacińskie imię Benedykt. Nigdy potem Spinoza nie skłonił się ku żadnej
                  religii, przez co odciął się od innych, zachowując kontakty i utrzymując
                  korespondencję jedynie z grupą uczonych.

                  Wiecej:


                  pl.wikipedia.org/wiki/Baruch_Spinoza

                  Garsc maksym Spinozy:


                  * Bóg czyli natura.


                  * Im więcej posiadamy radości, tym doskonalsi jesteśmy.


                  * Każde określenie jest negacją.


                  * Ludzka wolność ludzi polega zaledwie na tym, że człowiek zna swoje pragnienia,
                  nie zna natomiast przyczyn, które je wywołują.


                  * Nie istnieją kłamstwa, a jedynie kalekie prawdy.


                  * Ten, kto się śmieje ostatni, przeważnie nie ma jednego zęba na przedzie.


                  * Zadowolenie z samego siebie jest prawdopodobnie najtrudniej osiągalne.


                  * Ludzkich postępków nie wyśmiewać, nie opłakiwać, nie potępiać, lecz zrozumieć


                  ;-)))

                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ach ten Spinoza! 04.12.06, 22:06
                    Przy okazji Spinozy, ktory jest moim ulubionym filozofem, chce przypomniec
                    swoj post z innego watku:

                    =================================

                    Re: Humor zydowski
                    Autor: Gość: Onufry
                    Data: 09.08.06


                    Zwykle w tym watku opowiada sie (czesto wysmienite) dowcipy zydowskie.
                    Niech bedzie wieczna chwala mister1'owi i harthausenowi za ich trud
                    w tej nielatwej materii!

                    Ale "Humor zydowski" jest pojeciem szerszym. Proponuje dzis
                    2 cytaty dotyczace tej samej osoby: znakomitego zydowskeigo
                    filozofa Barucha Spinozy (1632-1677).

                    Skojarzenie tych 2 fragmentow musi przyniesc zastanowienie
                    jak rozne moga byc oceny tej samej osoby autorstwa roznych ludzi.
                    A po tej chwili zastanowienia przychodzi usmiech, ten madry usmiech
                    zydowski kontemplujacy swiat, w ktorym zyjemy...
                    To tez jest humor zydowski ;-)))

                    Oto pierwszy cytat (tlumaczenie klatwy cherem, jaka na Spinoze rzucili
                    rabini 27.07.1656 w synagodze przy Houtgracht w Amsterdamie):

                    "Panowie z ma'amad, majac od dawna zwiadomosci o niegodziwych
                    pogladach i uczynkach Barucha de Spinozy, usilowali za pomoca
                    rozmaitych srodkow i obietnic zawrocic go ze zlej drogi. Nie
                    zdolawszy jednak naprawic jego nikczemnych obyczajow, lecz
                    przeciwnie, co dzien otrzymujac coraz powazniejsze doniesienia
                    o straszliwych herezjach, ktore praktykuje i o ktorych naucza,
                    oraz o jego potwornych postepkach, i majac na potwierdzenie
                    tego zeznania i swiadectwa wielu wiarygodnych swiadkow, ktorzy zlozyli
                    je w przytomnosci rzeczonego Spinozy, doszli do przekonania
                    o prawdziwosci zarzutow. Totez po zbadaniu sprawy w obecnosci
                    dostojnego chachamim postanowili, za ich zgoda, ze rzeczonego
                    Espinoze nalezy wyklac i usunac z ludu Izraela. (...) Przeklety
                    bedzie w dzien i w nocy, przeklety bedzie kiedy sie kladzie,
                    i przeklety kiedy wstaje (...)"

                    Klatwy tej nigdy ze Spinozy nie zdjeto.

                    A oto drugi cytat zwiazany z pobytem Spinozy w Lejdzie i Rijnsburgu:

                    "Spinoza prowadzil rozmowy w sposob tak ujmujacy i mial porownania
                    tak trafne, ze niepostrzezenie wszystkich zjednywal dla swoich pogladow.
                    Mowil przekonywujaco, chociaz nie silil sie na sztuczne ugrzecznienie
                    ani wytwornosc. Mysli swe przedstawial w sposob tak zrozumialy i tyle
                    bylo zdrowego rozsadku w tym co mowil, ze nie bylo czlowieka, ktory by
                    sluchajac go nie doznawal zaspokojenia. Te piekne przymioty przyciagaly
                    do niego wszystkich ludzi rozumnych a on w kazdej okolicznosci okazywal
                    usposobienie zrownowazone i mile. Umysl mial potezny i przenikliwy,
                    a usposobienie ujmujace. Potrafil tak doskonale przyprawic drwine,
                    ze ludzie najbardziej wrazliwi i najsurowsi znajdywali w tym osobliwy
                    urok."

                    Czyz nie jest komiczny ten nasz swiat? ;-)))

                    =================================
              • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce: Amsterdam 04.12.06, 21:13
                Polecam przewodnik po Amsterdamie (w języku angielskim):

                wikitravel.org/en/Amsterdam

                Ja nie byłam w tym mieście, chociaż mieszkałam i pracowałam ok. miesiąca w
                Holandii. Za to gruntownie zwiedziłam Leiden, Delft, Rotterdam.
                A piosenkę kojarzę, choć nic nie rozumiem (poza słowem Amsterdam) - to ta
                prawda?
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Amsterdam 04.12.06, 21:29
                  obrobka_skrawaniem napisała:

                  > A piosenkę kojarzę, choć nic nie rozumiem (poza słowem Amsterdam) - to ta
                  > prawda?

                  Prawda, to ta.

                  > choć nic nie rozumiem (poza słowem Amsterdam)

                  Moze to i lepiej ;-)))

Inne wątki na temat:
Pełna wersja