Dodaj do ulubionych

Humor w Nauce i Sztuce

          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: W.A. Mozart 05.12.06, 10:12
            Z Mozartem jest latwiej, przypominamy 3 anegdoty:

            ***

            Pewien młodzieniec pytał Mozarta, jak się pisze symfonie. Mozart odpowiedzial:
            - Jesteś jeszcze za młody. Zacznij lepiej od ballad.
            Młodzieniec zaprotestował:
            - Ale przecież pan zaczął pisać symfonie, kiedy nie miał jeszcze dziesięciu lat!
            - No, tak. Ale ja wtedy nikogo nie pytałem, jak to się robi.

            ***

            Podobno Mozart z żoną w domu tańczył menueta bo nie stać go było na ówczesne CO.
            Widać dobrze się im tanczyło, sądząc po twórczości.

            ***

            Do malca koncertującego we Frankfurcie podszedł jakiś nastolatek i powiedział:
            - Wspaniale grasz! Ja nigdy się tak nie nauczę.
            - Dlaczego? Jesteś już całkiem duży. Spróbuj, a jeśli nie wyjdzie, to zacznij
            pisać utwory.
            - Ja już piszę. Wiersze...
            - To interesujące. Pisać dobre wiersze jest chyba jeszcze trudniej niż pisać
            muzykę.
            - Dlaczego, całkiem łatwo. Spróbuj...
            Rozmówcami byli Mozart i Goethe.


            :-)






            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: W.A. Mozart 05.12.06, 10:33
              I jeszcze 3 następne:


              Wolfgang Amadeusz Mozart (1756-91) będąc jeszcze
              małym chłopcem otrzymał zaproszenie na obiad do cesarza
              Józefa II. Przy stole zachowywał się bardzo swobodnie
              i wesoło. Jego zachowanie dotknęło obecnych tam
              generałów do tego stopnia, iż powiedzieli o tym cesarzowi.
              Jakież było ich zdziwienie, gdy władca roześmiał się i rzekł:
              -Mozarta zostawcie w spokoju. Generałowie rodzą się codziennie,
              Mozart-tylko jeden raz.

              ***

              Wolfgang Amadeusz Mozart jako nadworny kompozytor
              cesarza Józefa II został zapytany przez władcę:
              -Czy jesteś zadowolony ze swojej rocznej gaży?
              Mozart odpowiedział:
              -Jest ona zbyt duża w stosunku do tego, co robię,
              jednak zbyt mała w stosunku do tego, co mógłbym zrobić!

              ***

              Po premierze opery Mozarta "Uprowadzenie z Seraju"
              cesarz Józef II rzekł do kompozytora:
              -Drogi mistrzu, wydaje mi się, że w tej operze słyszałem
              za dużo nut.
              -Cóż...Wasza Wysokość z racji sprawowania władzy
              zbyt wiele słyszy!

              :-))
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Mozart a edukacja 05.12.06, 12:10
                Pod koniec XX wieku muzyka Mozarta znalazła dość niezwykłe zastosowanie w
                powstającej dziedzinie szybkiego uczenia się, znanego jako SALT (Suggestive-
                Accelerative Learning and Teaching) lub Superlearning. Badacze, pod
                kierownictwem bułgarskiego psychologa Georgija Łozanowa, utrzymują, że
                słuchanie takiej muzyki, odpowiednio dobranej i zaadoptowanej, sprzyja
                przyspieszonej nauce. Według G. Łozanowa fizjologiczny rytm organizmu - puls,
                oddech, fale mózgu dopasowują się do struktury muzyki, która aktywizuje pracę
                mózgu oraz synchronizuje obie półkule sprzyjając procesowi efektywniejszego
                uczenia się.

                Pierwsze badania nad wpływem muzyki na człowieka prowadził w latach 50-tych
                francuski laryngolog dr Alfred Tomatis. Zauważył, że słuchanie pewnego rodzaju
                dźwięków wpływa korzystnie na aktywność układu nerwowego aktywizując mózg. W
                swojej pracy z dziećmi z zaburzeniami mowy i komunikacji odkrył zależność
                pomiędzy mówieniem a słyszeniem, stwierdzając że ucho nie jest stworzone
                wyłącznie do słuchania. Ucho jest narzędziem, które dostarcza energii mózgowi i
                ciału aktywizując do różnego rodzaju działań.Z tego odkrycia powstało tzw.
                pierwsze prawo Tomatisa, mówiące o tym, że nie można odtwarzac dźwięków,
                których się nie słyszy. Poprzez "trening ucha" - przez słuchanie dźwięków o
                wysokich częstotliwościach, ucho staje się coraz sprawniejsze, potrafi
                przetworzyć do mózgu dźwięki, które ładują "baterie mózgu" sprawiając, że umysł
                człowieka jest gotowy na przyjęcie, przetworzenie i zapamiętanie dużej ilości
                informacji.

                :-)
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Mozart w literaturze 05.12.06, 12:13
                  Mozart jest postacią niezwykłą wśród kompozytorów z racji licznych legend,
                  które wokół niego narosły - jest nią na przykład opowieść, że Mozart komponował
                  Requiem z myślą o własnej śmierci. Niektóre z tych historii są zapewne
                  prawdziwe, ale oddzielenie zmyśleń od rzeczywistych zdarzeń jest zadaniem
                  uczonych zajmujących się Mozartem. Dramaturdzy i scenarzyści, wolni od
                  odpowiedzialności naukowców, znaleźli w legendach o Mozarcie doskonałe tworzywo
                  dla swoich dzieł.

                  Przykładowo, rzekoma rywalizacja między Mozartem i Antonio Salierim jest
                  przedmiotem sztuki Aleksandra Puszkina Mozart i Salieri. Mikołaj Rimski-
                  Korsakow skomponował operę Mozart i Salieri, a Peter Schaffer napisał sztukę
                  teatralną Amadeus, przeniesioną potem na ekran kinowy. Większość dramatów
                  opartych na życiu Mozarta jest w dużej mierze fabularyzowana.

                  ;-)

                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Mozart i Salzburg 05.12.06, 12:42
                      Współczesne ślady Mozarta w Salzburgu:

                      W domu, w którym urodził się Mozart (Mozarts Geburtshaus) można zobaczyć
                      skrzypce i klawikord, na których grywał. Zgromadzono tu również dekoracje
                      sceniczne do jego przedstawień operowych.
                      Na Makartplatz 8, w rezydencji Mozarta (Mozarts Wohnhaus) zorganizowano stałą
                      ekspozycję instrumentów muzycznych z epoki. W Archiwum Mozarta przy
                      Schwartstrasse 26-28 można oglądnąć znajdującą się niegdyś w Wiedniu niewielką
                      chatkę drewnianą, w której Mozart napisał muzykę do Czarodziejskiego fletu. W
                      barokowej katedrze na Residentplatz Mozart był Konzertmeistrem.

                      Od imienia kompozytora nazwano powstałą w 1842 roku prestiżową akademię
                      muzyczną Mozarteum. Od 1917 roku odbywa się Festiwal Salzburski Salzburg
                      Festspiele, którego pomysłodawcami i założycielami byli Max Reinhardt, Ryszard
                      Strauss i Hugo von Hofmannsthal. Gromadzi tłumy melomanów. Rokrocznie w
                      przeddzień otwarcia inaugurowany jest tańcem z pochodniami, tzw. Fackeltanz. W
                      ramach festiwalu wystawiane są opery, dramaty, odbywają się koncerty, projekcje
                      filmów.

                      :-)
                          • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 05.12.06, 16:00
                            Zawsze, kiedy oglądam „Amadeusza” żal mi biednego Salieriego, a jednocześnie
                            przypominam sobie, jak wielu kompozytorów miało lub ma kompleks Mozarta, co się
                            przejawia w naśladowaniu Mistrza, bądź w dyskredytowaniu jego osiągnięć.
                            Czytałam kiedyś biografię niemieckiego kompozytora i dyrygenta Richarda
                            Straussa, dla którego Mozart był wzorem i niedoścignionym ideałem. Strauss
                            wielbił Mozarta bezgranicznie i absolutnie, mawiał, że Mozart wszystkie
                            muzyczne problemy już rozwiązał, zanim się w ogóle pojawiły. Twierdził też,
                            że "namiętność Mozarta wolna jest od wszelkich cech ziemskich".
                            Gdy przyjaciel Straussa rozmawiał kiedyś z nim o jego własnych, nowych pracach,
                            ten zakończył rozmowę następująco: "Wiadomo- Mozart! Kto mu dorówna! Zagrajmy
                            Mozarta" I usiadł do fortepianu, zagrał jeden z kwartetów Mozarta, zachwycając
                            się pomysłami melodycznymi... Bezgranicznemu uwielbieniu dla Mozarta dał
                            Strauss wyraz mówiąc: "Proszę słuchać tej cudownej ekspansywności Mozartowskiej
                            melodii! Można pomyśleć, że się kończy, a ona płynie dalej, stale dalej… Tak!
                            Melodia!
                            A o dwóch taktach smyczków rozpoczynających tercet masek w "Don Giovannim"
                            powiedział: "Gdyby mi się udało skomponować te dwa takty, oddałbym za nie
                            chętnie wszystkie moje opery!”
                            W późnym wieku, nawiązywał do Mozarta w swoich ostatnich dziełach i umieścił
                            nad II Sonatiną na 16 instrumentów dętych następującą dedykację: "Cieniom
                            boskiego Mozarta, u kresu życia pełnego wdzięczności".

    • Gość: warcabik Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: 81.210.16.* 05.12.06, 15:53
      Jak glosi tradycja pewien XVIIwieczny malarz holenderski stosowal unikatowa
      recepture dla swoich farb. Zwlaszcza czerwienie, zolcie, zlota nie mialy sobie
      rownych. Dla ulatwienia dodam ze po mistrzowsku stosowal swiatlocien i
      modelunek cial. Jaki to malarz i czego dodawal do swoich farb?
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Dzieła Rembrandta w Polsce - zagadka 05.12.06, 17:42
        Poniewaz ogol mysli to ja powiem co wiem.

        W Polsce znajdują się trzy obrazy Rembrandta: Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem
        w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, a dwa: Uczony przy pulpicie i Dziewczyna w
        kapeluszu na Zamku Królewskim w Warszawie. Latem tego roku odwiedzilem Amsterdam.
        Z okazji 400. rocznicy urodzin R holendrzy starali sie sprowadzic z calego
        swiata jak najwiecej obrazow R do Amsterdamu i ww Uczony przy pulpicie wisial
        sobie w domu R w Amsterdamie.

        :-)
        • obrobka_skrawaniem Re: Dzieła Rembrandta w Polsce - zagadka 05.12.06, 18:16
          onufry_na_wyjezdzie napisał:

          > Odpowiedzialem na 1. i 4. Mam nadzieje ze na 2. i 3. odpowie kto inny :-)

          Dziękuję Onufremu za odpowiedzi. Wszystko się zgadza. Czekamy na innych.

          A tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku reprodukcji mistrza (aby powiększyć
          należy kliknąć w pojedynczy obraz):
          www.elrelojdesol.com/zoomable-paintings/rembrandt/index.htm
        • obrobka_skrawaniem Re: Dzieła Rembrandta w Polsce - zagadka 05.12.06, 20:50
          onufry_na_wyjezdzie napisał:

          > 2. jakimi metodami badano autentyczność tych dzieł
          > laser

          To wiadomość z jakiegoś żródła, czy tylko przypuszczenie?
          Bo wg mnie to badania rentgenowskie i w podczerwieni, zbadano też pigmenty
          (ale nie podano metody).

          > 3. na jakim podłożu zostały namalowane
          > deska, olej na desce

          Tak, wykorzystano deski topolowe (rzadko używane w Holandii).

          Pozdr. o_s.
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Dzieła Rembrandta w Polsce - zagadka 05.12.06, 21:07
            obrobka_skrawaniem napisała:

            > > 2. jakimi metodami badano autentyczność tych dzieł
            > > laser
            >
            > To wiadomość z jakiegoś żródła, czy tylko przypuszczenie?
            > Bo wg mnie to badania rentgenowskie i w podczerwieni, zbadano też pigmenty
            > (ale nie podano metody).

            To jest wiadomosc na 99.9%, ale zrodla nie potrafie podac ;-(((

            >
            > > 3. na jakim podłożu zostały namalowane
            > > deska, olej na desce
            >
            > Tak, wykorzystano deski topolowe (rzadko używane w Holandii).
            >
            Gdy bylem latem 2 dni w Amsterdamie, jeden dzien przeznaczylem na zrozumienie
            fenomenu Rembrandta. A byla ku temu okazja bo z powodu 400. rocznicy urodzin
            Rembrandta, Amsterdam az kipial od wystaw z R zwiazanych. Te deski topolowe
            zapamietalem dobrze. Interesowalem sie czy Rembrandt i Spinoza sie znali.
            Rembrandt mial dom w dzielnicy zydowskiej (mimo, ze sam byl protestantem).
            Portetowal rabinow i zydow na modlitwach. Ale nikt nie potrafil mi powiedziec
            czy oni sie znali. Ale odbieglem od tematu ;-)
            >
            • obrobka_skrawaniem Re: Dzieła Rembrandta w Polsce - zagadka 05.12.06, 21:23
              onufry_na_wyjezdzie napisał:
              > Gdy bylem latem 2 dni w Amsterdamie, jeden dzien przeznaczylem na zrozumienie
              > fenomenu Rembrandta. A byla ku temu okazja bo z powodu 400. rocznicy urodzin
              > Rembrandta, Amsterdam az kipial od wystaw z R zwiazanych. Te deski topolowe
              > zapamietalem dobrze. Interesowalem sie czy Rembrandt i Spinoza sie znali.
              > Rembrandt mial dom w dzielnicy zydowskiej (mimo, ze sam byl protestantem).
              > Portetowal rabinow i zydow na modlitwach. Ale nikt nie potrafil mi powiedziec
              > czy oni sie znali. Ale odbieglem od tematu ;-)

              Te dwa obrazy powinny być już w Polsce. Też przedstawiają (prawdopodobnie)
              Żydów - inne ich tytuły to "Żydowska narzeczona" i "Ojciec żydowskiej
              narzeczonej" (Wikipedia).
              Polecam jeszcze stronę (jest tam też krótki film):
              ww2.tvp.pl/1772,20060213302517.strona
              Pozdrawiam o_s.
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Pozdrawiamy weteranow watku Humor w nauce! 05.12.06, 17:11
      W zblizajacym sie poscie 900. serdecznie pozdrawiamy:

      future_phd, ypestis, steinbock, Biolog, frred, meehow1, jambur,
      bazyliszek4, betsaida, babcia.vveatherwax, femme_maudite, bonobo44,
      Zagloba, pinocchio999.

      Tesknimy za waszymi cennymi postami!
      Wroccie i piszcie razem z nami

      :-)))))

      Watek GW FH "Humor w Nauce i Sztuce"
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zagadka 05.12.06, 18:33
          eilean_donan napisała:

          > Władysław Szpilman

          ================

          Tak, brawo!!!!!


          Fragmenty tekstu z Wikipedii:

          Władysław Szpilman (ur. 5 grudnia 1911 r. w Sosnowcu, zm. 6 lipca 2000 r. w
          Warszawie), polski kompozytor i pianista.

          (...)

          Po wojnie Szpilman skomponował ponad 500 popularnych piosenek (m.in. Deszcz,
          Przyjdzie na to czas, Pik, pik pik, Do widzenia Teddy, Cicha noc, Nie wierzę
          piosence, Jutro będzie dobry dzień, Pójdę na Stare Miasto, Autobus czerwony, Do
          roboty, Ja jestem twoja, Piosenka Mariensztacka, W małym kinie, Tych lat nie
          odda nikt, Zakochani, Lata ptaszek, Literki), do których teksty pisali m.in. Jan
          Brzechwa, Julian Tuwim, Konstanty Ildefons Gałczyński, Tadeusz Kubiak, Kazimierz
          Winkler, Jerzy Ficowski, Bronisław Brok, Ludwik Starski, Wanda Chotomska i Hanna
          Januszewska. Był też autorem muzyki filmowej do filmu Zadzwońcie do mojej żony
          (1957), wielu piosenek i słuchowisk radiowych dla dzieci, musicalów Ciotka
          Karola i Czerwony Kapturek, kompozytorem szeregu utworów symfonicznych (obecnie
          wydanych w całości w wydawnictwie muzycznym Boosey & Hawkes w USA). W 1947 roku
          skomponował sygnał do Polskiej Kroniki Filmowej. W 1961 roku zorganizował wg
          własnego pomysłu Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie. Od 1945 do 1963
          roku był także szefem działu muzyki rozrywkowej Polskiego Radia. W 1963 roku
          stworzył Kwintet Warszawski (zapraszając do współpracy Gimpla, Wrońskiego,
          Kamasę i Ciechańskiego), z którym do 1986 roku dał ponad 2000 koncertów na całym
          świecie, głównie poza granicami Polski.

          W 1998 r., syn Szpilmana Andrzej doprowadził do wydania jego książki w Niemczech
          i Anglii (pod tytułami Das wunderbare Überleben i The Pianist). Uznana została
          wówczas za najlepszą książkę roku 1999 przez szereg gazet w Wielkiej Brytanii i
          USA, a w 2002 roku została wybrana najlepszą książką roku przez francuskie
          czasopismo literackie Lire, oraz otrzymała nagrodę czytelników pisma Elle.
          Książka zajmowała także pierwsze miejsca na listach bestsellerów w wielu krajach
          (m.in. w Polsce ok. 80 tygodni w latach 2000-2003 - oraz trzykrotnie książka
          roku na liście Rzeczypospolitej ). Na jej podstawie w 2002 roku Roman Polański
          wyreżyserował film pod tym samym tytułem (główna rola Adrien Brody), nagrodzony
          m.in. Złotą Palmą w Cannes (2002) i 3 Oscarami (2003) w USA.

          ;-)
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Walt Disney :-))))) 05.12.06, 19:22
          3bezatu napisała:

          > Walter Elias Disney (o_s takze, a jakze)

          ===============

          Tak brawo !!!


          Za Wikipedia:

          Walter Elias Disney (ur. 5 grudnia 1901 w Chicago, zm. 15 grudnia 1966) -
          producent filmów animowanych, twórca amerykańskiego Disneylandu i wartej miliard
          dolarów korporacji The Walt Disney Company.

          Walter i jego brat – O. Disney - założyli wspólnie Walt Disney Productions,
          korporację znaną dziś jako The Walt Disney Company, osiągającą roczny obrót w
          wysokości ok. 32 miliardów dolarów.

          Walter Elias Disney urodził się w Chicago, jako syn Eliasa Disneya i Flory Call.
          Imiona otrzymał po ojcu i jego bliskim przyjacielu (Walter Parr - kaznodzieja
          kościoła świętego Pawła). W roku 1906 rodzina Walta Disneya przeniosła się na
          farmę w pobliżu miasta Marceline w stanie Missouri. Farmę sprzedali w roku 1909
          i zamieszkali w wynajętym domu aż do 1910 roku, kiedy to przeprowadzili się do
          Kansas City. Walt ukończył Benton School 18 czerwca 1917 roku. Podjął naukę w
          Kansas City Art School, lecz opuścił szkołę w wieku szesnastu lat, aby zostać
          ochotniczym kierowcą ambulansu w pierwszej wojnie światowej. W tym celu podał
          rok 1900 jako rok urodzenia. Był członkiem American Red Cross Ambulance Force do
          roku 1919.

          W 1931 roku Walt Disney uzyskał honorowego Oskara za stworzenie postaci Myszki
          Miki. Następnymi postaciami stworzonymi przez samego Walta Disneya były Kaczor
          Donald i pies Pluto. W 1938 Walt Disney uzyskał kolejnego honorowego Oskara za
          osiągnięcia przy tworzeniu filmu "Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków". W
          1941 uzyskał honorowego Oskara Walt Disney, technicy dźwięku, wraz z RCA
          Manufacturing Company za realizację pełnometrażowego filmu animowanego "Fantazja".

          Otrzymał również Oskary w roku 1953:

          * za pełnometrażowy film dokumentalny "The Living Desert"
          * za krótkometrażowy film dokumentalny "The Alaskan Eskimo"
          * za krótki film animowany "Toot, Whistle, Plunk and Boom"
          * za krótki film przyrodniczy (na dwóch rolkach) "Water Birds"

          Walt Disney otrzymał łącznie 22 nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej!

          Pełnometrażowe filmy animowane wytwórni Disney'a za zycia Walta Disney'a:

          1. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków (Snow White and the Seven Dwarfs)
          21 grudnia 1937
          2. Pinokio (Pinocchio) 7 lutego 1940
          3. Fantazja (Fantasia) 13 listopada 1940
          4. Dumbo 23 października 1941
          5. Bambi 13 sierpnia 1942
          6. Saludos Amigos 6 lutego 1943
          7. Trzej Caballeros (The Three Caballeros) 3 lutego 1945
          8. Make Mine Music 15 sierpnia 1946
          9. Fun and Fancy Free 27 września 1947
          10. Melody Time 27 maja 1948
          11. The Adventures of Ichabod and Mr. Toad 5 października 1949
          12. Kopciuszek (Cinderella) 15 lutego 1950
          13. Alicja w Krainie Czarów (Alice in Wonderland) 26 lipca 1951
          14. Piotruś Pan (Peter Pan) 5 lutego 1953
          15. Zakochany kundel (Lady and the Tramp) 22 czerwca 1955
          16. Śpiąca Królewna (Sleeping Beauty) 29 stycznia 1959
          17. 101 Dalmatyńczyków (One Hundred and One Dalmatians) 25 stycznia 1961
          18. Miecz w kamieniu (The Sword in the Stone) 25 grudnia 1965

          ===============

          Pamietam bylem kiedys zaproszony na kolacje przez (zagranicznego) kolege
          do jego domu. Jego zona okazala sie byc znakomita dokumentalistka filmowa.
          Po kolacji pokazala nam kilka swoich fimow dokumentalnych. Po tym pokazie,
          widzac, ze gospodarze maja w domu spora filmoteke, poprosilem ja by pokazala
          nam jej najbardziej ulubiony film. I wiecie co nam puscila? -
          "101 Dalamatynczykow" Walta Disney'a

          :-)))
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Walt Disney :-))))) 05.12.06, 19:44
            Maksymy Walta Disney'a (po angielsku):


            A man should never neglect his family for business.


            Adults are interested if you don't play down to the little 2 or 3 year olds or
            talk down. I don't believe in talking down to children. I don't believe in
            talking down to any certain segment. I like to kind of just talk in a general
            way to the audience. Children are always reaching.


            All cartoon characters and fables must be exaggeration, caricatures. It is the
            very nature of fantasy and fable.


            All our dreams can come true, if we have the courage to pursue them.


            All the adversity I've had in my life, all my troubles and obstacles, have
            strengthened me... You may not realize it when it happens, but a kick in the
            teeth may be the best thing in the world for you.


            Animation can explain whatever the mind of man can conceive. This facility makes
            it the most versatile and explicit means of communication yet devised for quick
            mass appreciation.


            Animation is different from other parts. Its language is the language of
            caricature. Our most difficult job was to develop the cartoon's unnatural but
            seemingly natural anatomy for humans and animals.


            Animation offers a medium of story telling and visual entertainment which can
            bring pleasure and information to people of all ages everywhere in the world.


            Crowded classrooms and half-day sessions are a tragic waste of our greatest
            national resource - the minds of our children.


            Disneyland is a work of love. We didn't go into Disneyland just with the idea of
            making money.


            Disneyland is the star, everything else is in the supporting role.


            Disneyland will never be completed. It will continue to grow as long as there is
            imagination left in the world.


            Give the public everything you can give them, keep the place as clean as you can
            keep it, keep it friendly.


            I always like to look on the optimistic side of life, but I am realistic enough
            to know that life is a complex matter.


            I am not influenced by the techniques or fashions of any other motion picture
            company.


            I believe in being an innovator.


            I don't like formal gardens. I like wild nature. It's just the wilderness
            instinct in me, I guess.


            I don't want the public to see the world they live in while they're in the Park
            (Disneyland). I want to feel they're in another world.


            I have been up against tough competition all my life. I wouldn't know how to get
            along without it.


            I have no use for people who throw there weight around as celebrities, or for
            those who fawn over you just because you are famous.


            I love Mickey Mouse more than any woman I have ever known.


            I never called my work an 'art' It's part of show business, the business of
            building entertainment.


            I only hope that we don't lose sight of one thing - that it was all started by a
            mouse.


            I started, actually, to make my first animated cartoon in 1920. Of course, they
            were very crude things then and I used sort of little puppet things.


            I try to build a full personality for each of our cartoon characters - to make
            them personalities.


            I would rather entertain and hope that people learned something than educate
            people and hope they were entertained.


            I'd say it's been my biggest problem all my life... it's money. It takes a lot
            of money to make these dreams come true.


            If you can dream it, you can do it. Always remember that this whole thing was
            started with a dream and a mouse.


            It's kind of fun to do the impossible.


            It's no secret that we were sticking just about every nickel we had on the
            chance that people would really be interested in something totally new and
            unique in the field of entertainment.


            It's something that will never be finished. Something that I can keep
            developing... and adding to.


            Laughter is America's most important export.


            Mickey Mouse is, to me, a symbol of independence. He was a means to an end.


            Mickey Mouse popped out of my mind onto a drawing pad 20 years ago on a train
            ride from Manhattan to Hollywood at a time when business fortunes of my brother
            Roy and myself were at lowest ebb and disaster seemed right around the corner.


            Movies can and do have tremendous influence in shaping young lives in the realm
            of entertainment towards the ideals and objectives of normal adulthood.


            Of all of our inventions for mass communication, pictures still speak the most
            universally understood language.


            Or heritage and ideals, our code and standards - the things we live by and teach
            our children - are preserved or diminished by how freely we exchange ideas and
            feelings.


            People look at you and me to see what they are supposed to be. And, if we don't
            disappoint them, maybe, just maybe, they won't disappoint us.


            People still think of me as a cartoonist, but the only thing I lift a pen or
            pencil for these days is to sign a contract, a check, or an autograph.


            The era we are living in today is a dream of coming true.


            The way to get started is to quit talking and begin doing.


            There is more treasure in books than in all the pirates' loot on Treasure Island
            and at the bottom of the Spanish Main... and best of all, you can enjoy these
            riches every day of your life.


            There's nothing funnier than the human animal.


            We allow no geniuses around our Studio.


            We are not trying to entertain the critics. I'll take my chances with the public.


            We believed in our idea - a family park where parents and children could have
            fun- together.


            We did it Disneyland, in the knowledge that most of the people I talked to
            thought it would be a financial disaster - closed and forgotten within the first
            year.


            We have created characters and animated them in the dimension of depth,
            revealing through them to our perturbed world that the things we have in common
            far outnumber and outweigh those that divide us.


            We keep moving forward, opening new doors, and doing new things, because we're
            curious and curiosity keeps leading us down new paths.


            When people laugh at Mickey Mouse, it's because he's so human; and that is the
            secret of his popularity.


            When we opened Disneyland, a lot of people got the impressions that it was a
            get-rich-quick thing, but they didn't realize that behind Disneyland was this
            great organization that I built here at the Studio, and they all got into it and
            we were doing it because we loved to do it.


            When you're curious, you find lots of interesting things to do.


            Whenever I go on a ride, I'm always thinking of what's wrong with the thing and
            how it can be improved.


            You can design and create, and build the most wonderful place in the world. But
            it takes people to make the dream a reality.


            You can dream, create, design and build the most wonderful place in the world,
            but it requires people to make the dream a reality.


            You may not realize it when it happens, but a kick in the teeth may be the best
            thing in the world for you.


            You reach a point where you don't work for money.


            Your dead if you aim only for kids. Adults are only kids grown up, anyway.

    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: matematycy ur. 5.12. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.06, 20:07
      Tak sie sklada ze 5.12. obchodziloby urodziny takze 2 wybitnych
      matematykow: Painleve i Heisenberg. Zacznijmy od Painleve.
      Byl on takze politykiem i to premierem Francji! (ministrm marynarki
      w jego rzadzie byl Emil Borel - ten matematyk, ktory nie opuscil
      Marii Curie w potrzebie w czasie skandalu z Langevin).

      Przypominamy anegdote czesto opowiadana przez Andre Weila:


      ***

      Humor w nauce
      Autor: Gość: Onufry
      Data: 26.02.06

      Matematycy, ktorzy stworzyli grupe Bourbaki rekrutowali sie z Ecole Normale
      Superieure - szkoly ktora ksztalci francuskie elity matematyczne. Zalozona
      zostala ona przez Napoleona, a do jej pierwszych wykladowcow nalezal Lagrange.
      Szkola ta obok wspanialej historycznej roli w nauce, ma takze dluga i bogata
      tradycje robienia kawalow. Oto ulubiona opowiastka Andre Weila - jednego
      z bourbakistow i absolwenta ENS. Na poczatku 20 w. odbywal sie egzamin
      do ENS. Oprocz egzaminu pisemnego, kandydaci musieli przebrnac przez egzamin
      ustny. Czekali oni wiec na ten egzamin w hallu ENS. W hallu tym pojawilo
      sie kilku "starych" studentow, ktorzy instruowali kandydatow co ich czeka
      na egzaminie ustnym. Opowiadali, ze tradycja egzaminu jest, ze pewien student
      wciela sie w egzaminatora by upokarzac kandydatow - trzeba uwazac na tego
      oszusta! Tak sie zlozylo ze tego roku do grona egzaminatorow byl powolany
      mlodo-wygladajacy profesor Sorbony Paul Painleve. W pewnym momencie podszedl
      don kandydat, ktory nagle oswiadczyl:
      - Jak mozesz mi robic takie swinstwo !?
      - Przepraszam, nie rozumiem o czym pan mowi - odpowiedzial Painleve.
      - Przeciez obaj doskonale wiemy kim jestes - kontynuowal kandydat.
      - A niby kim ja jestem? - spytal Painleve.
      - Oszustem! - stwierdzil kandydat - nie udawaj glupiego i opowiedzial Painlevemu
      to czego dowiedzial sie od starszych studentow. Painleve sluchal oslupialy
      po czym poprosil Dyrektora ENS aby ... za niego poreczyl.

      Podobno opowiadajac ta historyjke Andre Weil dostawal spazmow smiechu :-)))

      ***

      • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: matematycy ur. 5.12. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.06, 20:16
        No to teraz kilka anegdot o Wernerze Heisenbergu.

        Werner Carl Heisenberg (1904 - 1967) Fizyk niemiecki, współtwórca mechaniki
        kwantowej za co dostał nagrodę Nobla w 1931 roku, sformułował zasadę
        nieoznaczoności.

        ***

        Podczas wojny Heisenberg był zajęty głównie przy niemieckim programie atomowym,
        ale miał taż wyniki prac naukowych, które chciał jakoś komunikować fizykom w
        innych krajach. We wrześniu 1943 roku wysłał więc specjalnego wysłannika do
        Tomonagi ze specjalną zapieczętowaną kopertą, którą przywiózł z Niemiec na
        pokładzie łodzi podwodnej U-511. Okazało się, że koperta z groźnymi napisem
        Treng geheim (ściśle tajne) zawierała po prostu artykuł Heisenberga na bardzo
        abstrakcyjny temat tzw. macierzy rozpraszania.

        ***

        Heisenberga zatrzymuje patrol policyjny, kiedy jedzie ulicą w swoim samochodzie.
        - Czy wie Pan z jaką prędkością Pan jechał?!? - pyta policjant.
        - Nie, ale wiem gdzie jestem - odpowiedział Heisenberg.

        :-)
        • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce: matematycy ur. 5.12. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.06, 20:24
          Powtorka okolicznosciowa :-)

          Re: Humor w nauce
          Autor: Gość: Onufry IP
          Data: 15.07.05

          No to na dobranoc historyjka o Diracu i Heisenbergu. Zdarzylo sie to jak
          plyneli razem statkiem z USA do Japonii. Heisenberg lubil tanczyc, natomiast
          Dirac siedzial i przypatrywal sie. Gdy pewnego razu Heisenberg wrocil zadyszany
          po tancu i usiadl kolo Diraca, ten zapytal: "Heisenberg, dlaczego pan tanczy?".
          Heisenberg odparl:"No coz, gdy sa mile dziewczyny to milo jest potanczyc".
          Dirac zamyslil sie na pare minut i zapytal ponownie: "Heisenberg, skad pan wie
          z gory, ze te dziewczyny sa mile?"

          :-)

          (To jest raczej anegdota o Diracu, ale niech tam ...)
      • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce 05.12.06, 20:45
        onufry_na_wyjezdzie napisał:
        > Dobre wiesci dla obrobki_skrawaniem: jutro nie obchodzi(lby) urodzin zaden
        > wielki matematyk :-)))

        Dziękuję Onufremu z całego serca. A może jakiś fizyk na osłodę?
        A na swoje pytania chyba sama odpowiem (jutro). W wiadomej sprawie też,
        bo dziś są jakieś problemy.
        Pozdr. o_s.
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce 05.12.06, 21:00
          obrobka_skrawaniem napisała:

          > Dziękuję Onufremu z całego serca. A może jakiś fizyk na osłodę?

          =============

          Niestety nie znam sie na tyle na fizyce ;-)

          Ale jutro i tak wszyscy beda zajeci prezentami od Sw. Mikolaja, czego
          i obrobce zycze :-)))
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sw. Mikolaj :-))) 05.12.06, 22:55
      (wprawdzie ponizsze rozwazania dotycza pracy Sw. Mikolaja podczas Wigilii
      ale - z przymruzeniem oka - mozemy je takze odniesc do 6.12.)

      NADDŹWIĘKOWY MIKOŁAJ czyli nauka na wesoło

      Czy Święty Mikołaj istnieje? Możemy uspokoić dzieci. Nauki ścisłe potwierdzają
      „świętość” Mikołaja, a skoro tak, musi istnieć. Na świątecznych kartkach i
      filmach rysunkowych Mikołaj to okaz zdrowia, radości i krzepy. Uśmiechnięty,
      wypoczęty, sprawnie przeciskający się przez kominy, zjeżdżający po zaśnieżonych
      dachach. Zawsze na czas. Zawsze z prezentami. Praca Mikołaja nie jest jednak
      sielanką.

      MIKOŁAJOWE RACHUNKI

      Zacznijmy od obowiązków. Pozornie są dość łatwe: podczas Wigilii dostarczyć
      prezenty dzieciom. Dzieci, wg danych UNICEF, na kuli ziemskiej jest ok. 2106
      milionów.

      W każdym "dzietnym" domu mieszka średnio po 2,5 dziecka (także dane UNICEF).
      Oznacza to, iż Święty Mikołaj odwiedzić musi ok. 842 mln domostw na całym
      świecie. Czy to wykonalne?

      Obliczmy. Dla uproszczenia przyjmijmy, że domy rozmieszczone są równomiernie.
      Znając promień kuli ziemskiej (6.400 km) oraz wzór na powierzchnię kuli
      obliczamy powierzchnię Ziemi. To około 514 mln km kw.

      Nie cała Ziemia jest jednak zamieszkana. Większość zajmują oceany. Lądy to tylko
      ok. 150 mln km kw. Znając wielkość nadającej się do zamieszkania powierzchni
      oraz liczbę "dzietnych" domów, obliczamy średnią wielkość gospodarstwa domowego.
      150 mln km2 / 842 mln = 0,178 km2.

      Przyjmując, że wszystkie domy mają kształt kwadratu oraz identyczną powierzchnię
      (w święta nie ma biednych i bogatych) obliczamy, że średnia odległość między
      domami to ok. 420 metrów. Wielkość ta pozwala nam oszacować długość trasy, jaką
      musi pokonać Święty Mikołaj, a także obliczyć średnią prędkość sań wypełnionych
      prezentami.

      48 GODZIN NA DOBĘ

      Iloczyn odległość między "dzietnymi" domami (420 m) oraz ich liczby (842 mln)
      daje nam gigantyczną trasę długości ok. 365 mln km, czyli więcej niż dwie
      odległości z Ziemi na Słońce. Całą tę trasę Mikołaj pokonać musi w ciągu jednego
      dnia.

      Na szczęście Wigilia trwa dłużej niż 24 godziny. Zaczyna się bowiem w momencie,
      gdy na zachód od Międzynarodowej Linii Zmiany Daty (Pacyfik, południk 180) 24
      grudnia nastaje godzina 00:00, kończy się natomiast wraz z godziną 24:00 tego
      samego dnia, ale na wschód od tej linii.

      Wigilia trwa zatem 24 godziny plus czas potrzebny kuli ziemskiej na całkowity
      obrót wokół własnej osi. W sumie jest to 48 godzin, czyli 2880 minut albo
      172'800 sekund. Tyle czasu musi wystarczyć Mikołajowi, by odwiedzić wszystkie
      812 mln domostw na Ziemi, na trasie ponad 365 mln km.

      Obliczmy zatem prędkość Dostawcy Prezentów. 365 mln km / 48 godzin = ponad 2000
      km/s, czyli ok. 6395-krotność prędkości dźwięku. I to niezależnie od warunków
      pogodowych, mgły, śnieżyc czy też panujących w grudniu na półkuli południowej
      upałów.

      DŹWIĘKOWA ANTYFALA

      Brytyjsko-francuski Concorde, wycofany z eksploatacji naddźwiękowy samolot
      pasażerski, kursował tylko na nadmorskich trasach. Lecąc z prędkością dwukrotnie
      większą od prędkości dźwięku powodował bowiem ogromny hałas - dźwiękową falę
      uderzeniową.

      Święty Mikołaj, jak obliczyliśmy, pędzi ponad 3000 razy szybciej, nikt go jednak
      nie słyszy. Jak to możliwe?

      Zdaniem fizyków, sanie Mikołaja wyposażone być muszą w bardzo nowoczesny
      generator fal dźwiękowych o takiej amplitudzie, by była przeciwieństwem fali
      uderzeniowej, generowanej ruchem sań. Fale te, nakładając się, znoszą się
      wzajemnie. Dlatego pojazd leci w idealnej ciszy.

      „Innego wyjaśnienia bezszelestnego lotu nie ma” – uważa fizyk z Uniwersytetu
      Warszawskiego (woli, by w kontekście Świętego Mikołaja nie ujawniać jego
      nazwiska ani stopnia naukowego).

      „W ogóle nie wierzyłbym w Świętego Mikołaja, gdyby złamał on choć jedno z
      podstawowych praw fizyki. Na szczęście chyba nie łamie. Wyliczona prędkość jest
      bowiem niższa - i to prawie 150 razy - niż prędkość światła. Einstein nie
      przewraca się w grobie, a dzieci mogą spokojnie czekać na prezenty od Świętego
      Mikołaja” – dodaje.

      JAK ON TO WYTRZYMUJE?

      Powyższe obliczenia mają jednak pewien błąd. Prędkość Mikołaja obliczyliśmy
      dzieląc jego trasę przez czas. W każdym domu jednak staruszek musi się przecież
      choć na chwilę zatrzymać: zaparkować sanie na dachu, przecisnąć się przez komin,
      podłożyć prezenty pod choinkę. Wszystko to trwa choćby ułamek sekundy.

      Nie bądźmy jednak małostkowi. Uznajmy, że Mikołaj staje i natychmiast rusza. I
      tak w konsekwencji zatrzymania (ok. 842 mln postojów) jego prędkość między
      poszczególnymi domami musi przekraczać 4000 km/s. Leci zaś między nimi przez 2
      dziesięciotysięczne sekundy. Co to oznacza? Musi „ostro” przyspieszać – ok. 5
      mln km/s2.

      Przyspieszenie sań jest więc ok. dwóch miliardów razy większe od przyspieszenia
      ziemskiego (grawitacji). Mikołaj zatem, na oko ważący z 200 kg, wciskany jest w
      siedzenie sań z niewyobrażalną siłą 4 bilionów newtonów. To tyle, ile miałoby
      ok. 400 tys. połączonych Jumbo Jet-ów (Boeing 747).

      Co się dzieje w takich warunkach z żywym organizmem? „Już przy przyspieszeniach
      kilkakrotnie przewyższających przyspieszenie ziemskie, z mózgu uchodzi krew i
      tracimy przytomność. Przy takim przyspieszeniu z normalnego organizmu robi się,
      nie przymierzając, pasztet. No ale skoro Mikołaj rozdaje prezenty, to znaczy, że
      istnieje i ma się dobrze, musi być zatem spoza świata żywego” – konstatuje
      naukowiec.

      I ma rację. W końcu, Mikołaj, jak sama nazwa wskazuje, jest Mikołajem Świętym.

      ***

      Onufry zyczy wszystkim uczestnikom watku DOSIEGO MIKOLAJA!

      :-)))

    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiaski Zen I 06.12.06, 07:52
      Sw. Mikolaj przynosi dzis watkowiczom garsc opowiastek Zen. Niektore z nich
      juz tu goscily. Ale natura tych opowiastek polega na tym ze nalezy je
      przypominac Niektore, moga sie wydawac dziwne dla osobnikow z kraju nad Wisla.
      ;-)

      Tym lepiej.

      ***

      Książki

      Żył kiedyś powszechnie znany filozof, który wiele lat poświęcił na studiowanie
      Zen. Wreszcie osiągnął oświecenie. W dniu gdy to się stało wyrzucił wszystkie
      swoje książki na dziedziniec i tam je spalił.

      ***

      Dwa króliki

      Pewien adept sztuk walki powiedział do swojego nauczyciela:

      — Chciałbym poszerzyć moje umiejętności i dowiedzieć się czegoś nowego. Dlatego
      pomyślałem by pobierać ddatkowe nauki u jeszcze jednego nauczyciela. Co o tym
      sądzisz?.

      Nauczyciel odpowiedział:

      — Myśliwy który próbuje złapać równocześnie dwa króliki, nie łapie żadnego.

      ***

      Sen

      Pewnego razu Chuang Tzu — wielki mistrz Tao — miał sen. Śniło mu się, że jest
      motylem, fruwającym to tu, to tam. W trakcie snu nie był świadom swojej
      osobowości, był po prostu motylem. Gdy się zbudził, świadomość bycia człowiekiem
      powróciła.

      „Czy to człowiek śnił, że jest motylem, czy motyl śni, że jest człowiekiem?” —
      spytał sam siebie mistrz.

      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiaski Zen II 06.12.06, 07:57
        Koncentracja

        Młody i pyszałkowaty łucznik, po odniesieniu wielu zwycięstw na wielu
        turniejach, rzucił wyzwanie znanemu mistrzowi Zen — Mistrz je podjął.

        Gdy spotkali się w wyznaczonym miejscu, młodzieniec zademonstrował wysoką klasę
        swych umiejętności, trafiając ze znacznej odległości w oko byka, już za
        pierwszym razem. „Teraz pokaż czy też jesteś tak dobry!” — wykrzyknął
        podekscytowany młodzieniec. Niezrażony mistrz, zamiast wystrzelić od razu swoją
        strzałę, zaproponował by udali się góry. Zaciekawiony łucznik przystał na
        propozycję i podążył za mistrzem.

        Wkrótce dotarli nad głęboką przepaść, przez którą przerzucona była jedynie
        wątła, niepewnie wyglądająca kłoda. Stary mistrz spokojnie, bez strachu, wszedł
        na sam jej środek. Za swój cel wyznaczył odległe drzewo. Wypuścił strzałę, która
        bezpośrednio trafiła w drzewo. „Teraz twoja kolej” rzekł, gdy z lekkością i
        gracją stawiał stopy na pewnym gruncie.

        Młodzieniec z przerażeniem spojrzał w bezdenną przepaść. Nie mógł jednak zmusić
        się, by podobnie jak mistrz, wejść na kłodę. Od tej pory chybił każdy z
        wyznaczonych celów.

        Widząc jego wielkie kłopoty mistrz rzekł: „Jesteś doskonale wyszkolonym
        łucznikiem, wyśmienicie panujesz nad strzałą. Lecz nie potrafisz równie dobrze
        panować nad swym umysłem. Dlatego teraz nie trafiasz”.

        ***

        Przeznaczenie

        Właśnie miała rozegrać się decydująca bitwa. Japoński generał postanowił
        zaatakować, pomimo znacznego osłabienia swojej armii. Był pewny wygranej, lecz
        jego wojownicy nie podzielali tego entuzjazmu. W drodze na pole bitwy zatrzymali
        się w sanktuarium. Po wspólnej modlitwie generał wziął monetę i powiedział:
        „Teraz rzucę monetą. Jeśli wypadnie orzeł powinniśmy wygrać, jeśli reszka
        zapewne przegramy”. Podrzucił monetę, wszyscy z nadzieją i niepokojem patrzyli
        na którą stronę upadnie. Wypadł orzeł. Wszyscy byli rozradowani, serca żołnierzy
        napełniły się tą samą pewnością co serce dowódcy.

        Walczyli mężnie i zwyciężyli wroga.

        Po bitwie adiutant powiedział: „Przecież nikt nie może zmienić przeznaczenia,
        nie mówiąc o jakiejś monecie”. „Masz rację!” odparł generał, pokazując mu monetę
        z orłami po obu stronach.

        ***

        Ego

        Pierwszy minister dynastii Tang, dzięki sukcesom jakie osiągnął zarówno jako mąż
        stanu, jak i naczelny dowódca, był uważany za narodowego bohatera. Ale pomimo
        sławy, władzy i majątku jakie posiadał, pozostawał pokornym i oddanym buddystą.
        Często odwiedzał swojego ulubionego mistrza Zen, by móc pod jego pieczą oddawać
        się praktyce. Byli dobrymi przyjaciółmi, a relacja mistrz-uczeń nie została
        zakłócona wysoką funkcją państwową jaką pełnił uczeń.

        Pewnego dnia, podczas jednej z wizyt minister zapytał mistrza:

        — Czcigodny, czym według Buddyzmu jest egoizm?

        Twarz mistrza poczerwieniała, po czym zirytowanym tonem wykrzyknął:

        — Cóż to znowu za głupie, idiotyczne pytanie!?

        Niemiła reakcja mistrza tak bardzo zaskoczyła ministra, że stał się on zły i
        wyraźnie spochmurniał. Mistrz spostrzegł to, uśmiechnął się i powiedział:

        — Wasza ekscelencjo, TO właśnie jest egoizm.

        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiaski Zen II 06.12.06, 08:14
          Oświecenie

          Pewnego dnia Mistrz ogłosił, że jeden z młodych mnichów osiągnął głęboki wgląd.
          Wiadomość wywołała poruszenie, część mnichów chciała zobaczyć młodzieńca.

          — Słyszeliśmy, że osiągnąłeś oświecenie. Czy to prawda? — spytali go.

          — Tak — odpowiedział

          — I jak się czujesz?

          — Tak nędznie, jak nigdy dotąd — odparł młody mnich.

          ***

          Palec

          Ktokolwiek spytał o Zen wielkiego mistrza Gutei, ten tylko podnosił palec do
          góry. Jeden z chłopców mieszkających w wiosce zaczął go przedrzeźniać. Gdy ktoś
          rozmawiał o mistrzu, chłopiec przerywał i powtarzał gest mistrza. Gutei dobrze
          wiedział o psotniku — gdy pewnego razu zobaczył na ulicy tego chłopca złapał go
          i uciął mu palec. Malec rozpłakał się i zaczął uciekać, wówczas Gutei zawołał na
          niego, gdy się odwrócił Gutei podniósł palec w niebo. W tym momencie chłopiec
          doznał oświecenia.

          ***

          Nie wiem!

          To prawdopodobnie historia z życia Bodhidharmy.

          Pewien cesarz, gorliwy buddysta, zaprosił wielkiego mistrza Zen do swego pałacu,
          by ten nauczał jego i dworzan. Na samym początku władca zapytał:

          — Jaka jest najwyższa prawda w Buddyzmie?

          — Bezbrzeżna Pustka, bez śladu świętości — brzmiała odpowiedź mistrza.

          — Jeśli nie ma świętości — powiedział cesarz — to kim, lub czym ty jesteś?

          — Nie wiem — odpowiedział mistrz.
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen IV 06.12.06, 08:18
            Przejdzie

            Uczeń przyszedł do swojego nauczyciela ze skargą:

            — Moja medytacja jest okropna! Wciąż jestem rozproszony, albo senny, bolą mnie
            nogi. Po prostu straszne!

            — „To przejdzie” — powiedział nauczyciel.

            Po tygodniu uczeń znów przyszedł.

            — Moja medytacja jest teraz fantastyczna! Jestem skupiony, wyciszony, odżyłem!
            Jest wspaniale!

            — To przejdzie — powiedział nauczyciel.

            ***

            Cena Dharmy

            Pewnego razu uczeń przyszedł do mistrza zen Hyang Bonga i powiedział:

            — Mistrzu, naucz mnie proszę, Dharmy.

            Hyang Bong powiedział: — Przykro mi, ale moja Dharma jest bardzo droga.

            — Ile kosztuje?

            — A ile możesz zapłacić?

            Uczeń włożył rękę do kieszeni i wyjął kilka monet.

            — To wszystkie pieniądze, jakie mam.

            — Nawet gdybyś ofiarował mi bryłę złota wielka jak góra -
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen V 06.12.06, 08:26
              Flaga

              Dwóch mężczyzn dyskutowało o fladze łopoczącej na wietrze. „Tak na prawdę wiatr
              się porusza” twierdził pierwszy z nich. „Nie, to flaga się porusza” zaprzeczał
              drugi mężczyzna. Mistrz Zen który przysłuchiwał się rozmowie w pewnej chwili
              przerwał im: „Ani flaga, ani wiatr się nie poruszają. To UMYSŁ się porusza”.

              ***

              Pytania

              Podczas jakiegoś przyjęcia, psychiatra postanowił zadać, obecnemu tam mistrzowi
              Zen, pytanie które nurtowało go od jakiegoś czasu. „Właściwie w jaki sposób
              pomagasz ludziom”, zagadnął przy pierwszej sposobności. „Zabieram ich w takie
              miejsce, gdzie nie mogą już zadać więcej pytań”, odpowiedział mistrz.

              ***

              Wciąż żyję

              Cesarz zapytał mistrza Gudo:

              — Co dzieje się z oświeconym człowiekiem po śmierci?

              — Skąd mógłbym wiedzieć? — odpowiedział mistrz.

              — Przecież jesteś mistrzem!

              — Tak, ale jeszcze nie umarłem!
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen VI 06.12.06, 08:30
                Uważność

                Po dziesięciu latach treningu Zen Tenno uzyskał tytuł nauczyciela.

                Pewnego deszczowego dnia udał się z wizytą słynnego mistrza Nan-in. Gdy wszedł
                do jego mieszkania, mistrz przywitał go pytaniem: „Czy zostawiłeś sandały i
                parasol na ganku?”. „Tak”, odpowiedział Tenno. Mistrz kontynuował „Powiedz mi,
                po której stronie butów postawiłeś parasolkę. Po lewej, czy prawej?”.

                Tenno nie znał odpowiedzi — uświadomił sobie, że nie jest w pełni uważny.
                Dlatego też, przez następne dziesięć lat kontynuował trening u mistrza Nan-in.

                ***

                Najważniejsza nauka

                Słynny mistrz Zen powiedział do mnichów: „Moja najważniejsza nauka brzmi: Budda
                jest twoim umysłem”. Jeden z mnichów zachwycony i zainspirowany głębią tej nauki
                postanowił opuścić klasztor i udać się na pustkowie, by tam oddać się medytacji.
                Spędził 20 lat jako pustelnik zgłębiając wielką naukę mistrza.

                Pewnego dnia, podczas wędrówki, spotkał innego mnicha. Szli w tym samym
                kierunku. W czasie wspólnej podróży dowiedział się, że mają wspólnego mistrza.
                Spytał go czy mistrz im także powiedział o swojej najważniejszej nauce. „O tak!”
                — odpowiedział mnich — „zawsze podkreślał, że jego najważniejsza nauką jest iż
                Budda NIE JEST naszym umysłem”.

                ***

                Pragnienie Boga

                Pewnego dnia nad rzeką siedział mistrz-pustelnik i medytował. Przyszedł do niego
                młody człowiek i poprosił:

                — Mistrzu, chciałbym się u ciebie uczyć, chciałbym medytować.

                — Dlaczego? — spytał pustelnik.

                Młodzieniec pomyślał chwilkę po czym odparł:

                — Chciałbym odnaleźć Boga.

                W tym momencie pustelnik podskoczył, złapał go z szyję, wykręcił ręce i zawlókł
                do rzeki. Tam włożył mu głowę pod wodę i przytrzymał chwilę. Gdy mistrz zwolnił
                uchwyt, młodzieniec mógł nareszcie złapać oddech. Gdy nieco ochłonął mistrz
                spytał go:

                — Czego najbardziej chciałeś, gdy byłeś pod wodą?

                — Powietrza! — natychmiast odpowiedział niedoszły adept.

                — Wracaj teraz do domu. Możesz do mnie wrócić, gdy będziesz pragnął Boga tak
                samo jak pragnąłeś teraz powietrza — powiedział mistrz.
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen VI 06.12.06, 08:39
                  Kamienna głowa

                  Trzysta lat temu żył w Korei mnich zwany Sok Du, co znaczy „Kamienna Głowa”. Był
                  on bardzo głupi. Sutry były dla niego o wiele za trudne, więc zdecydował się
                  praktykować zen. Ale siedzenie zen dla niego było także zbyt trudne. Dlatego
                  uprawiał tylko zen pracy w kuchni i na polach klasztoru. Dwa razy w miesiącu
                  mistrz zen wygłaszał mowę Dharmy, która zawsze napełniała Sok Du zamętem.
                  Pewnego dnia, po mowie Dharmy, Sok Du podszedł do mistrza zen i powiedział:

                  — Mistrzu, jestem zmęczony moją głupotą. Czy jest jakiś sposób, abym mógł
                  zrozumieć? Mistrz odpowiedział:

                  — Musisz zadać mi właściwe pytanie.

                  Sok Du podrapał się w głowę i myślał przez kilka minut. Potem powiedział:

                  — Dobrze. Zawsze mówisz o Buddzie. Czym jest Budda?

                  — Juk shim shi bul — odpowiedział Mistrz, co znaczyło „Budda jest umysłem”.

                  Ale Sok Du źle to zrozumiał i sadził, że mistrz powiedział: „Jip shin shi bul”,
                  co znaczy: „Budda jest butem z trawy”. „Co za trudny kong-an”, pomyślał Sok Du,
                  gdy kłaniał się mistrzowi i wychodził. „Jak Budda może być butem z trawy? Czy ja
                  to kiedykolwiek zrozumiem?”.

                  Przez następne trzy lata Sok Du zastanawiał się nad tym wielkim pytaniem i
                  wykonywał swój zen pracy. Nigdy nie prosił mistrza o wyjaśnienie, po prostu
                  utrzymywał to pytanie w swoim umyśle przez cały czas. Wreszcie pewnego dnia, w
                  trzy lata później, znosił wielkie naręcze drewna ze wzgórza do klasztoru. Stopą
                  zawadził o kamień, stracił równowagę, drewno rozsypało się, a jego buty
                  wyleciały w powietrze. Kiedy spadły na ziemie, okazało się, że są zupełnie
                  zniszczone, a Sok Du osiągnął oświecenie.

                  Sok Du był bardzo szczęśliwy i bardzo podekscytowany. Pobiegł wiec do mistrza zen.

                  — Mistrzu mistrzu, teraz wiem, czym jest Budda!

                  Mistrz spojrzał na niego i powiedział:

                  — Tak? A wiec czym jest Budda?.

                  Sok Du zdjął z nogi jeden but i uderzył nim mistrza po głowie. Mistrz powiedział:

                  — Czy to prawda?

                  Sok Du rzekł:

                  — Moje buty są zupełnie zniszczone!

                  Mistrz wybuchnął śmiechem, a Sok Du skakał z radości. Soen Sa i uczniowie także
                  wybuchnęli śmiechem. Potem wrócili do jajecznicy z grzankami.

                  ***

                  Dźwięki

                  Mnich zapytał T'ou Tzu:

                  — Wszystkie dźwięki są dźwiękami Buddy — to prawda, czy nie?

                  T'ou Tzu odrzekł:

                  — Prawda.

                  Mnich powiedział:

                  — Mistrzu, czy otwór w twoim siedzeniu nie wydaje dźwięków przypominających
                  pierdnięcie?

                  Wówczas T'ou Tzu uderzył go.

                  Mnich zapytał znów:

                  — Słowa ordynarne i subtelne, wszystko wraca do znaczenia pierwotnego. To
                  prawda, czy nie?

                  T'ou Tzu odrzekł:

                  — Prawda.

                  Mnich powiedział:

                  — Czy mogę nazwać ciebie osłem, Mistrzu?

                  T'ou Tzu uderzył go.

                  ***

                  Listy

                  Pewien Mistrz Zen miał ucznia. Któregoś dnia kazał on owemu uczniowi pojechać
                  gdzieś daleko. Mistrz nakazał uczniowi, by ten pisał mu o swych postępach. Co
                  rok Mistrz dostawał listy, jednak wciąż martwił się o los ucznia.

                  Po kilku latach listy przestały przychodzić. Minął rok i żaden list nie
                  nadszedł. Mistrz z radością klasnął w dłonie i powiedział — „Tak, to jest to!”.
                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen VIII 06.12.06, 08:46
                    (w temacie poprzedniego postu mialo byc VII)

                    ***

                    Święta księga

                    Pewien stary mistrz zen zdecydował się przekazać swe powołanie jedynemu, ale
                    pojętnemu uczniowi.

                    Powiedział więc do niego:

                    — Chcę, abyś Ty od dzisiaj był Mistrzem. Ja jestem zmęczony i stary. Jako symbol
                    przekazu weź tę świętą księgę i chroń ja, jako ja, mój Mistrz i jego Mistrz, od
                    pokoleń. Tam jest cała mądrość zen.

                    Uczeń odrzekł:

                    — Mistrzu, całe życie uczyłeś mnie zen sercem, nie potrzebowałem nigdy księgi.
                    Nie dawaj mi jej, nie jest mi potrzebna.

                    Mistrz jednak nalegał, aby uczeń wziął księgę. Uczeń więc wziął ją i natychmiast
                    rzucił w ogień.

                    — Co za głupstwo robisz!? — krzyknął mistrz.

                    — Co za głupstwo mówisz? — odparł uczeń.

                    ***

                    Duch

                    Żona pewnego mężczyzny zapadła na śmiertelną chorobę. Będąc na łożu śmierci
                    powiedziała: „Tak bardzo cię kocham! Nie chcę cię zostawić. Nie chcę również byś
                    mnie zdradzał; obiecaj, że gdy umrę, nigdy nie spojrzysz na inną kobietę. Jeśli
                    nie dotrzymasz obietnicy wrócę!”.

                    Mąż, przez kilka miesięcy po śmierci żony, unikał kobiet. Lecz pewnego dnia
                    spotkał wyjątkową niewiastę. Zakochał się i oświadczył. Już w pierwszą noc po
                    zaręczynach ukazał się duch zmarłej żony. Potępiła go za niedotrzymanie
                    obietnicy i odtąd, każdej nocy ukazywała się by go dręczyć. Duch żony
                    przypominał mu wszystko co zaszło w ciągu dnia między nim, a narzeczoną — każde
                    słowo, każdy szczegół ich rozmów. To wszystko tak bardzo niepokoiło mężczyznę,
                    że nie mógł w ogóle spać.

                    Zdesperowany, udał się na poszukiwanie mistrza Zen, który mieszkał gdzieś w
                    pobliżu wioski. „To bardzo przebiegły duch”, podsumował opowieść mistrz. „Tak!”
                    — odparł mężczyzna — „pamięta każdy szczegół, co robiłem i mówiłem. Wie
                    wszystko!”. Mistrz uśmiechnął się, „Powinieneś odczuwać przed nim respekt, ale
                    powiem ci co zrobić następnym razem, gdy ów się pojawi”.

                    Gdy kolejnej nocy duch powrócił, mężczyzna postąpił zgodnie z radami mistrza.
                    „Jesteś bardzo mądrym duchem” — rzekł mężczyzna — „Wiesz o mnie wszystko, nic
                    nie mogę przed tobą ukryć. Dlatego też, jeśli odpowiesz na jedno moje pytanie
                    zerwę zaręczyny i pozostanę kawalerem do końca życia”. „Czekam na pytanie” ---
                    powiedział duch. Mężczyzna wziął pełną garść nasion z worka stojącego przed nim.
                    „Powiedz mi, ile dokładnie nasion mam w dłoni?”.

                    W tym momencie duch zniknął i już nigdy więcej nie powrócił.

                    ***

                    Teraz!

                    Japoński wojownik został pojmany przez wrogów i wtrącony do więzienia. Tej nocy
                    nie mógł zmrużyć oka, bał się mającego nastąpić następnego dnia przesłuchania,
                    niechybnych tortur i ostatecznie egzekucji. Wtedy przypomniał sobie słowa
                    swojego Mistrza Zen „Jutro nie jest prawdziwe, to iluzja. Rzeczywiste jest
                    jedynie TERAZ”. Uświadomiwszy sobie ten fakt, wojownik uspokoił się i zasnął.

                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen IX 06.12.06, 08:54
                      Dzwon

                      Nowy uczeń przyszedł do swego Mistrza Zen z pytaniem jak ma się przygotować do
                      praktykowania pod jego okiem. „Myśl o mnie jak o dzwonie”, wyjaśniał Mistrz.
                      „Muśnij mnie lekko, a usłyszysz delikatne brzęczenie. Uderz mocno, usłyszysz
                      ogłuszający dźwięk”.

                      ***

                      Chrześcijański Budda

                      Jeden z uczniów mistrza Gasana odwiedził uniwersytet w Tokio. Gdy wrócił spytał
                      mistrza, czy czytał kiedyś chrześcijańską Biblię. „Nie,” odpowiedział Gasan,
                      „Proszę, przeczytaj mi fragment”.

                      Mnich otworzył Biblię na „Kazaniu na Górze” w Ewangelii św. Mateusza i zaczął
                      czytać. Przerwał po przeczytaniu słów Chrystusa w których ten mówił o liliach
                      na polu (Mt 6,28-29).

                      Mistrz Gasan milczał przez długi czas. W końcu powiedział: „Tak, ktokolwiek
                      wypowiedział te słowa jest oświeconym człowiekiem. To co usłyszałem teraz,
                      jest esencją wszystkiego czego próbowałem nauczyć ciebie!”.

                      ***

                      Święty człowiek

                      Po okolicy rozeszła się wieść o Świętym Mężu, który mieszkał w małym domku na
                      szczycie góry. Mieszkaniec pewnej wioski postanowił odwiedzić go, mimo że droga
                      była długa i niebezpieczna. Gdy przybył na miejsce, zobaczył w drzwiach domku
                      starego służącego, który przywitał go.

                      — Chciałbym widzieć się ze słynnym w tej okolicy Świętym Mężem — powiedział do
                      służącego.

                      Ten uśmiechnął się i wprowadził do środka. Gdy szli przez dom, gość
                      niecierpliwie rozglądał się za Świętym Człowiekiem, bowiem gorąco pragnąc go
                      spotkać. Ani się nie obejrzał, jak został doprowadzony z powrotem do drzwi i
                      wyprowadzony na zewnątrz. Zaskoczony mężczyzna powiedział do służącego:

                      — Ale przecież chciałem zobaczyć Świętego Męża!

                      — Już widziałeś — odparł stary człowiek. Każdego kogo spotykasz na swej drodze —
                      także gdy to prosty, niczym nie wyróżniający się człowiek — postrzegaj jak tego
                      słynnego Świętego Człowieka. Jeśli to zrobisz, wówczas każdy problem z którym
                      dziś tutaj przyszedłeś zostanie rozwiązany.
                      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen X 06.12.06, 08:58
                        Dwa słowa

                        Był kiedyś klasztor w którym obowiązywały bardzo surowe reguły, między innymi
                        śluby milczenia — nikt nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa. Był jednak jeden
                        wyjątek: co dziesięć lat każdy z mnichów mógł wypowiedzieć dokładnie dwa słowa.

                        Jeden z mnichów, po spędzeniu swoich pierwszych dziesięciu lat w klasztorze,
                        przyszedł do opata.

                        — Minęło dziesięć lat — powiedział opat — możesz teraz wypowiedzieć dwa słowa.

                        — Łóżko... twarde — powiedział mnich.

                        — Rozumiem — odparł opat.

                        Gdy minęło kolejne dziesięć lat mnich ponownie przyszedł do opata.

                        — Minęło dziesięć lat — powiedział opat — jakie dwa słowa chcesz wypowiedzieć?

                        — Jedzenie... cuchnie — powiedział mnich.

                        — Rozumiem — odparł opat.

                        Znów minęło dziesięć lat, gdy mnich stanął przed opatem.

                        — Co chcesz teraz powiedzieć? — zapytał mnicha.

                        — Odchodzę... stąd! — powiedział mnich

                        — Ach, wiem nawet dlaczego — wykrzyknął opat. Przecież ty ciągle narzekałeś!

                        ***

                        Natura rzeczy

                        Dwóch mnichów myło w rzece swoje miski. W pewnej chwili zauważyli topiącego się
                        skorpiona — jeden z mnichów natychmiast wyłowił go z wody i postawił na brzegu,
                        został jednak ukąszony. Mnich powrócił do mycie miski, a skorpion ponownie wpadł
                        to rzeki. Mnich znów go wyłowił i ponownie został ukąszony. Drugi mnich spytał go:

                        — Dlaczego wciąż ratujesz tego skorpiona, przecież wiesz iż naturą skorpiona
                        jest kąsać?

                        Usłyszał odpowiedź:

                        — Ja ratuję, ponieważ to jest wpisane w moją naturę.

                        ***

                        Powodzenie

                        Pewien bogaty człowiek poprosił mistrza Zen, by ten napisał dla niego jakąś
                        sentencję — słowa, które podnosiłyby na duchu jego rodzinę, dodawałby otuchy,
                        pomagały w życiu tego i stały się dewizą dla przyszłych pokoleń.

                        Na dużym kawałku papieru mistrz skreślił: „Umiera ojciec, umiera syn, umiera wnuk”.

                        Bogacz zezłościł się na mistrza, gdy to ujrzał.

                        — Miałeś napisać coś optymistycznego, coś co dodawało by otuchy moim krewnym.
                        Dlaczego napisałeś coś tak przygnębiającego?

                        Mistrz odpowiedział:

                        — Jeśli twój syn umrze przed tobą, przyniesie to rodzinie nieznośny żal i
                        smutek. Gdy twój wnuk umrze nim śmierć dosięgnie twego syna, to również
                        sprowadzi wielki smutek na cały ród. Jeśli jednak twoja rodzina, pokolenie za
                        pokoleniem, będzie znikać w takiej kolejności jak napisałem, wówczas będzie to
                        naturalny bieg życia. Oto źródło prawdziwego szczęścia i powodzenia.

    • Gość: Onufry Re: Humor w Nauce i Sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.06, 10:41
      Cytuje:


      Re: powiedzonka profesorów
      uccello 05.12.06, 13:48

      Przełom lat 80tych/90tych, wernisaż malarstwa Pana ,który poszedł właśnie w
      ASPowe derektory. Trwają mowy powitalne, oczywiście niezmiernie pochwalne dla
      Artysty, że wciaż poszukuje nowych dróg i zgłębia i rozwija się na tej
      drodze...i tak przez 10 minut, leje się ów przypochlebny miód.
      Jerzy Nowosielski rozgląda się po obrazach i mówi szeptem scenicznym :
      no, jak on się rozwija, to ja się zwijam.
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Charlie Chaplin 06.12.06, 11:21
      Wczoraj w zagadce ewy pojawił się wielki Charlie Chaplin. Chciałabym
      przypomnieć anegdotkę, która już nam się tu pojawiła w związku z Einsteinem i
      dodać jeszcze jedną:

      Einstein rozmawiał z Chaplinem.
      -Dokonał pan cudu! - powiedział twórca teorii względności - Cały świat pana
      podziwia i rozumie.
      -Pan dokonał jeszcze większego - odparł Chaplin - Wszyscy pana podziwiają, choć
      nikt pana nie rozumie.

      ***

      Charlie Chaplin pracował w początku swej kariery za psie pieniądze w
      podmiejskim teatrzyku w Londynie. Ponieważ budynek roił się od szczurów,
      dyrektor Chaplina często wołał załamując ręce:
      - Już nie mogę wytrzymać! Jak się pozbyć tej plagi?!
      Na to Chaplin:
      - Niech pan im da moją gażę, wtedy szybko zdechną z głodu!
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Charlie Chaplin 06.12.06, 12:01
        Jego sytuacja finansowa uległa poprawie, bowiem wkrótce stał się sławny.

        Cytuję za Wikipedią:

        Oto jego historia zarobków, która sugeruje, jak szybko stał się sławny.
        Sugeruje także wysokie umiejętności jego menadżera, którym był brat Sydney.

        · 1914: Keystone, 150 dolarów tygodniowo,
        · 1914-1915: Essanay Studios, Chicago, Illinois, 1250 dolarów na
        tydzień + 10,000 dolarów premii,
        · 1916-1917: Mutual, 10,000 dolarów na tydzień + 150,000 dolarów premii,
        · 1917: First National, 1 milion dolarów – pierwszy aktor, który zarobił
        taką sumę.
          • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Charlie Chaplin 06.12.06, 13:09
            Bill Irwin, znany angielski mim, opisał Chaplina następująco:

            Kostium czynił zeń postać jednocześnie abstrakcyjną i uniwersalną. Gagi były
            dość prymitywne, ale tylko Chaplin umiał pocałować swoją ofiarę na dobranoc i
            jak nikt inny znaleźć niezwykłe zastosowanie dla zwykłych przedmiotów.
            • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ch. Chaplin - cytaty 06.12.06, 13:32

              Jestem smutny, bo stałem się bogaty, grając biednych.

              Kto nigdy nie był dzieckiem, nie może stać się dorosłym.

              Kobiety mogą uczynić milionerem tylko takiego mężczyznę, który jest miliarderem.

              Na cudze błędy patrzymy jak na cudze żony. I z jednych, i drugich mamy więcej
              radości, niż ze swoich.

              Nienawiść jest najsubtelniejsza formą gwałtu.

              Tylko niekochani nienawidzą.

              Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie
              otwierają się usta, a głosu nie słychać.

              Życie jest tragedią, gdy widziane z bliska, a komedią gdy, widziane z daleka.
                  • Gość: Onufry Re: Humor ... :Max Linder - uroncie lze - warto! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.06, 23:48
                    Gość portalu: Alicja napisał(a):

                    > Odpowiedz: Max Linder

                    =======
                    Tak to jest dobra odpowiedz. Max Linder byl komikiem nietrywialnym. Daleko
                    wyprzedzil swoja epoke. Nie mniescil sie w glubawych schematach owczesnej
                    komedii. W koncu opuszczony i zaszczuty przez wszystkich popelnil samobojstwo.
                    Byc moze jest to jedyna droga zejscia z tego swiata dla ludzi nietuzinkowych
                    takich jak on. Ja bynajmniej nie zartuje.

                    Z Wikipedii:

                    Max Linder, właść. Gabriel-Maximilien Leuvielle, (ur. 16 grudnia 1883 - zm. 31
                    października 1925), francuski aktor i reżyser, jeden z pionierów kina, niezwykle
                    popularny w USA, święcący największe triumfy w latach poprzedzających I wojnę
                    światową. Charles Chaplin nazywał go swoim mistrzem. Jednak komiczna postać Maxa
                    była przeciwieństwem późniejszej postaci Charliego. Lowelas i modniś Max
                    paradujący na ekranie z wąsikiem, w cylindrze i eleganckim ubraniu z laseczką w
                    dłoni zdobył przychylność mieszczańskiej widowni nienagannością manier i
                    lekkością dowcipu. Nie ma tu miejsca na późniejsze, słynne chaplinowskie gagi
                    polegające często na kopaniu w tyłek.

                    Max Linder pozafilmowo dawał na całym świecie recitale, m.in. w warszawskiej
                    Filharmonii (1914). Zdążył wtedy nawiązać romans z polską tancerką-mężatką (był
                    skandal łącznie ze strzelaniem). I wojna światowa, w czasie której walczył na
                    froncie i był ranny, przerwała pasmo sukcesów. Ostatni film nakręcił w 1924;
                    popadł w depresję, co skończyło się wspólnym z żoną samobójstwem w jednym z
                    paryskich hoteli.

                    [edytuj] Filmografia:

                    Jako reżyser:

                    1924: Król cyrku (Zirkuskönig, Der)

                    1922: Trzej muszkieterowie (Three Must-Get-Theres, The)

                    1921: Bądź moją żoną (Be My Wife)

                    1921: Siedem lat nieszczęść (Seven Years Bad Luck)

                    1917: Max przybywa do ameryki (Max Comes Across)

                    1914: N'embrassez pas votre bonne

                    1913: Max toréador

                    1912: Amour tenace


                    Jako scenarzysta:

                    1963: Znowu Max Linder (En compagnie de Max Linder)

                    1924: Au secours!

                    1924: Król cyrku (Zirkuskönig, Der)

                    1924: Nawiedzony dom (Au secours!)

                    1922: Trzej muszkieterowie (Three Must-Get-Theres, The)

                    1921: Siedem lat nieszczęść (Seven Years Bad Luck)

                    1919: Mała kawiarenka (Petit café, Le)

                    1914: N'embrassez pas votre bonne

                    1913: Max toréador


                    Jako aktor:

                    1963: Znowu Max Linder (En compagnie de Max Linder)

                    1924: Au secours! jako Max

                    1924: Król cyrku (Zirkuskönig, Der) jako Max

                    1924: Nawiedzony dom (Au secours!) jako Max

                    1922: Trzej muszkieterowie (Three Must-Get-Theres, The) jako Dart-In-Again

                    1921: Siedem lat nieszczęść (Seven Years Bad Luck) jako Max

                    1921: Bądź moją żoną (Be My Wife) jako The Fiancé

                    1919: Mała kawiarenka (Petit café, Le) jako Max

                    1917: Max przybywa do ameryki (Max Comes Across) jako Max

                    1916: Max szpiegiem (Max et l'espion) jako Max

                    1915: Chory na miłość (Max Is Love Sick) jako Max

                    1914: N'embrassez pas votre bonne

                    1914: Zazdrość (Max et le mari jaloux) jako Max

                    1913: Max toréador jako Max

                    1912: Amour tenace

                    1908: Mon pantalon est décousu

                    1908: Repos impossible

                    1907: Vie de Polichinelle, La jako Poliszynel / Arlekin

                    1907: Domestique hypnotiseur

                    1907: At the Music Hall

                    1907: Une mauvaise vie

                    1907: Sganarelle

                    1906: Pendu, Le

                    1906: Lèvres collées

                    1906: Premier cigare d'un collégien, Le

                    1906: Cross Country

                    1906: Rencontre imprévue, La

                    1906: Contrebandiers, Les

                    1906: C'est papa qui prend la purge jako Kochanek na ulicy

                    1906: Trucizna (Poison, Le)

                    1905: Dix femmes pour un mari

                    1905: Première sortie d'un collégien.





      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 14:35
        Jem i czytam

        Mistrz Zen zapytany czym różni się od nieoświeconych ludzi odpowiedział: „Kiedy
        jem, to jem. Kiedy czytam, to czytam”. Pewnego dnia, jeden z uczniów przyłapał
        go na tym jak jadł obiad i jednocześnie czytał gazetę i oburzony wykrzyknął:

        — Mistrzu! Przecież mówiłeś, że kiedy jesz to jesz, a kiedy czytasz to czytasz!
        A przecież teraz czytasz kiedy jesz!

        Mistrz ze spokojem odparł:

        — Kiedy jem, to jem. Kiedy czytam, to czytam. Kiedy jem i czytam, to jem i czytam.

        ***

        Pomarańcza

        Kiedyś była śmieszna sytuacja — umówili Kalu Rinpoche na dyskusje z mistrzem
        Zen. Siedzą naprzeciwko siebie; mistrz Zen, chcąc rozpocząć dyskusję, wyciąga z
        rękawa pomarańczę i z zenowską energia krzyczy: „Co to jest?”. A Kalu Rinpoche
        tylko się na niego patrzy i przekłada kolejne koraliki w mali. Mistrz Zen znowu
        krzyczy: „Co to jest?”, a Kalu Rinpoche pyta wtedy tłumacza: „Cóż to za biedny
        człowiek, czy on nigdy nie widział pomarańczy?”.

        ***

        Obelgi darowane w prezencie

        Niedaleko Tokio żył wielki samuraj. Kiedy się zestarzał, poświęcił się nauczaniu
        młodych buddyzmu Zen. Mówiono jednak, że pomimo podeszłego wieku był w stanie
        pokonać każdego przeciwnika. Pewnego wieczoru odwiedził go młody wojownik
        zupełnie pozbawiony skrupułów. Był on również znany ze swojej techniki
        prowokacji. Najpierw czekał na pierwszy ruch przeciwnika, a potem dzięki
        wyjątkowej bystrości umysłu oceniał popełnione przez niego błędy i przypuszczał
        nagły kontratak. Nigdy jeszcze nie przegrał żadnej walki. Wiele słyszał o sławie
        samuraja i udał się na spotkanie z nim z zamiarem pokonania go i umocnienia
        własnej reputacji. Pomimo protestów swoich uczniów stary samuraj przyjął
        wyzwanie wojownika.

        Kiedy ludzie zgromadzili się na placu, młody człowiek zaczął obrażać starego
        nauczyciela. Rzucał w niego kamieniami, pluł mu w twarz, obsypywał obelgami jego
        i jego przodków, nie przebierając w słowach. Przez wiele godzin robił wszystko
        co w jego mocy, aby wyprowadzić samuraja z równowagi, ale starzec pozostał
        niewzruszony. Pod wieczór porywczy wojownik wycofał się, wycieńczony i poniżony.
        Uczniowie, rozgoryczeni faktem, że ich nauczyciel nie zdołał odpowiedzieć na
        wyzwiska i prowokacje młokosa, spytali:

        — Jak mogłeś znosić takie upokorzenia? Dlaczego nie podjąłeś ryzyka, nawet
        gdybyś miał przegrać tę walkę? A ty nawet nie wyciągnąłeś miecza i pokazałeś się
        nam jako tchórz.

        — Jeśli ktoś przychodzi do ciebie z podarunkiem i ty go nie przyjmujesz, to do
        kogo wtedy należy ten prezent? — spytał samuraj.

        — Do darczyńcy — opowiedzieli uczniowie.

        — To samo dotyczy zawiści, złości i obelg — rzekł ich nauczyciel. Jeśli nie są
        przyjęte, pozostają własnością osoby, która nosi je w sobie.
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 14:40
          Cela

          Pewien człowiek siedział w zamkniętej celi. Cela była mała i mroczna. Na jednej
          ze ścian było małe okienko, przez które widać było niebo. Człowiek nieustannie
          wyglądał przez okno i marzył o wolności. Siedział i marzył, aż do śmierci. Przez
          całe życie nie przyszło mu do głowy, by spróbować wyjść drzwiami celi, które
          przez cały ten czas były otwarte.

          ***

          Wejście

          Mnich niecierpliwie chcący nauczyć się Zen powiedział do mistrza:

          — Zostałem zainicjowany do Braterstwa. Czy mógłbyś być tak wspaniałomyślny i
          wskazać mi drogę do Zen?

          Na co mistrz rzekł:

          — Czy słyszysz pomruk strumyka górskiego?

          Mnich odpowiedział:

          — Tak, słyszę.

          — To jest wejście.

          ***

          Prawda

          Pewien człowiek, który odwiedził Mistrza, chciał zostać jego uczniem.

          Mistrz powiedział do niego: Możesz ze mną zamieszkać, ale nie staraj się iść za mną.

          — Za kim więc mam iść?

          — Za nikim. W dniu, w którym pójdziesz za kimś, przestaniesz iść za Prawda.
          • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 14:48
            Mędrzec

            Puhua wszedł do pokoju, Lin Chi przygląda mu się i mówi:

            — Od wielu dni Puhua robi z siebie durnia na ulicach i bazarach. Niektórzy
            mówią, że jest on zwykłym człowiekiem, a inni, że mędrcem. Hej ty! Powiedz, czy
            jesteś zwykłym człowiekiem czy mędrcem?

            — Sam powiedz, czy jestem zwykłym człowiekiem czy mędrcem!

            ***

            Posłuszeństwo

            Mistrz Bankei przemawiał nie tylko do adeptów Zen, ale do każdego kto chciał go
            słuchać, niezależnie od statusu społecznego i religii jaką wyznawał. Nigdy nie
            cytował sutr, nigdy nie wdawał się w puste dysputy. Jego słowa wynikały z
            doświadczenia, płynęły prosto z serca i trafiały do serc słuchaczy.

            Szerokie grono słuchaczy, które zawsze zbierało się wokół Mistrza, złościło
            mnicha należącego do sekty Nichiren, bowiem część z nich była również
            zwolennikami jego sekty. Egoistyczny kapłan przybył do świątyni zdecydowany na
            debatę z Mistrzem.

            — Hej, nauczycielu Zen — zawołał na Mistrza Bankeia. Poczekaj chwilę. Wszyscy
            którzy cię szanują będą posłuszni twym słowom. Lecz człowiek taki jak ja, nie ma
            szacunku dla ciebie. Czy i mnie uczynisz posłusznym?

            — Przyjdź do mnie, a zrobię to — odrzekł Mistrz

            Butny kapłan utorował sobie drogę przez tłum i stanął przed Mistrzem Bankei.
            Bankei uśmiechnął się i powiedział:

            — Stań z mojej lewej strony.

            Kapłan usłuchał.

            — Nie, nie, jednak lepiej będzie nam rozmawiać, gdy staniesz po prawej stronie —
            rozmyślił się Mistrz.

            Kapłan dumnie przemaszerował z lewej na prawą.

            Mistrz Benkei powiedział:
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 14:55
              Najcenniejsza rzecz na świecie

              Sozan, Chiński mistrz Zen, został zapytany przez swojego ucznia:

              — Jaka jest najcenniejsza rzecz na świecie?

              — Głowa martwego kota — odparł Mistrz.

              — Dlaczego akurat głowa martwego kota miałaby być najcenniejsza na świecie? —
              dopytywał się uczeń.

              — Ponieważ nikt nie potrafi określić jej ceny — zakończył Sozan.

              ***

              Zabijanie

              Gasan przemawiał do swoich uczniów: „Słusznie robią ci którzy sprzeciwiają się
              zabijaniu, ci którzy dążą do zachowania życia czujących istot; dobre jest
              niezabijanie zwierząt, ani owadów. Co jednak można powiedzieć o ludziach którzy
              zabijają czas, trwonią bogactwo, albo niszczą gospodarkę? Ponadto, co powiedzieć
              o ludziach nieoświeconych, którzy nauczają? Oni zabijają Buddyzm”.

              ***

              Twoje Światło może zgasnąć

              Uczeń szkoły Tendai, filozoficznego odłamu Buddyzmu, studiował Zen pod
              kierunkiem mistrza Gasana. Po kilku latach, gdy odchodził, Gasan ostrzegł go:
              „Rozumowe poznawanie prawdy jest użyteczne, gdy zbierasz materiały do kazań.
              Pamiętaj jednak, że jeśli nie będziesz stale medytował, to twoje światło prawdy
              może zgasnąć”.
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 15:01
                Chwila niczym klejnot

                Pewien władca poprosił Takuana, Mistrza Zen, o radę jak ma spędzać czas. Dni
                bardzo mu się dłużyły, siedział bowiem cały dzień w komnacie, oficjalnie
                przyjmując hołdy i dary od poddanych.

                Takuan napisał osiem chińskich znaków i wręczył je władcy:
                Dzień się nie powtarza
                Chwila niczym klejnot
                Ten dzień nie powróci
                Każda minuta warta jest bezcennego klejnotu.

                ***

                Cicha świątynia

                Shoichi w pełni oświecony człowiek, był jednookim nauczycielem Zen, opiekował
                się świątynią Tofuku.

                Dzień i noc świątynia ogarnięta była przenikliwą ciszą. Nie dobiegał z niej
                żaden odgłos. Mistrz zakazał nawet recytowania sutr; jego uczniowie nie robili
                nic poza medytacją.

                Gdy Mistrz zmarł, stary sąsiad usłyszał odgłosy dzwonu i recytowane sutry.
                Wiedział, że Shoichi odszedł.

                ***

                Porada matki

                Mistrz Juin był w epoce Tokugawa powszechnie znanym znawcą sanskrytu. Gdy był
                młody miał zwyczaj wygłaszać wykłady swoim współbraciom.

                Gdy jego matka dowiedziała się o tym, napisała następujący list:

                „Synu, nie sądzę by twoje pragnienie stania się chodzącym słownikiem, miało
                przybliżyć cię do Buddy. Nie ma końca dla pouczeń i komentarzy, nie ma końca
                sławienie i głoszenie chwały. Życzyłabym sobie byś zarzucił ten zwyczaj
                wykładania. Wycisz się. Osiądź w cichej świątyni, w odległej części góry.
                Poświęć swój czas na medytację — to jest droga osiągnięcia prawdziwej realizacji”.
                • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 15:13
                  Nic nie istnieje

                  Yamaoka Tesshu, gdy jeszcze był adeptem Zen, odwiedzał coraz to kolejnych
                  mistrzów. Przybył też do Mistrza Dokuona.

                  Chcąc zademonstrować swoje osiągnięcia zaczął:

                  — Umysł, Budda, niezliczone istoty, wszystko to nie istnieje. Prawdziwą naturą
                  zjawisk jest pustka. Nie ma osiągnięcia, nie ma iluzji, nie ma mędrców, ani
                  głupców. Nie ma dawania, nie ma nic do wzięcia.

                  Dukon, który w ciszy palił fajkę, nic nie powiedział. Nagle uderzył Yamaoke
                  kijem bambusowym. To rozzłościło młodzieńca.

                  — Skoro nic nie istnieje, to skąd pochodzi złość?
                  • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 15:20
                    Budda

                    W erze Meiji, w Tokio żyło dwóch wybitnych nauczycieli o zupełnie przeciwnych
                    charakterach. Pierwszy, Unsho, nauczyciel w Shingon, skrupulatnie wypełniał
                    wskazania Buddy. Nigdy nie pił alkoholu, ani nie jadł po dwunastej w południe.
                    Zaś drugi, Tanzan, profesor filozofii na Cesarskim Uniwersytecie, nigdy nie
                    przestrzegał tych przepisów. Kiedy poczuł głód — jadł, gdy w ciągu dnia zmorzył
                    go sen — spał.

                    Pewnego dnia Unsho odwiedził Tanzana. Tanzan pił właśnie wino.

                    — Witaj, napijesz się? — przywitał radośnie gościa.

                    — Nigdy nie piję! — oparł poważnie Unsho.

                    — Ten kto nie pije, nie jest człowiekiem — powiedział Tanzan.

                    — Więc nie uważasz mnie za człowieka, bo nie piję alkoholu?! -
                    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Opowiastki Zen c.d. 06.12.06, 15:26
                      Jeszcze trzy dni

                      Suiwo, uczeń Hakuina, był dobrym nauczycielem. Na czas jednego z odosobnień, z
                      południowej wyspy Japonii, przyjechał do niego uczeń, któremu Shiwo dał zadanie:
                      „Usłysz dźwięk jednej dłoni”.

                      Uczeń spędził trzy lata zmagając się z tym problemem, ale nie rozwiązał go.
                      Pewnej nocy przyszedł zapłakany przyszedł do mistrza:

                      — Muszę wracać na południe, okryty hańbą i wstydem, ponieważ nie mogę rozwiązać
                      koanu który mi dałeś.

                      — Zostań jeszcze tydzień i nie przerywaj medytacji — polecił Suiwo.

                      Przez ten czas uczeń nie osiągnął oświecenia. „Zostań jeszcze tydzień” — uczeń
                      usłuchał, ale na próżno.

                      — Zostań jeszcze tydzień — orzekł Suiwo.

                      Znów bez efektów. Zrozpaczony uczeń zaczął się pakować, ale Mistrz zarządził
                      jeszcze pięć dni medytacji — uczeń nie osiągnął urzeczywistnienia. Wówczas Suiwo
                      powiedział:

                      — Medytuj przez trzy dni. Jeśli teraz nie osiągniesz oświecenia, lepiej będzie
                      gdy się zabijesz.

                      Drugiego dnia uczeń osiągnął satori.

                      ***

                      Jak trawa i drzewa osiągną oświecenie?

                      W erze Kamakura żył człowiek imieniem Shinkan. Sześć lat studiował Tendai, zaś
                      przez kolejne siedem Zen. Później udał się do Chin, gdzie przez trzynaście lat
                      kontynuwał naukę Zen.

                      Gdy wrócił do Japonii wielu chciało z nim rozmawiać i zadawać niezrozumiałe
                      pytania. Nawet gdy już przyjmował gości, co zdarzało się nieczęsto, bardzo
                      rzadko odpowiadał na zadane pytania.

                      Pewnego razu 55-letni człowiek spytał Shinkana:

                      — Studiowałem nauki szkoły Tendai odkąd byłem małym chłopcem. Ale jest jedna
                      rzecz, której nie rozumiem. Tendai głosi, iż nawet trawa, nawet drzewa dostąpią
                      oświecenia. Dla mnie brzmi to bardzo dziwnie.

                      — Jakie znaczenie ma w jaki sposób trawa, czy drzewa osiągną oświecenie? —
                      spytał Shinkan. Pytanie jest, w jaki sposób ty je osiągniesz. Czy kiedykolwiek
                      to rozważałeś?

                      — Nigdy nie myślałem w ten sposób — odrzekł zaskoczony człowiek.

                      — Zatem wracaj do domu i przemyśl to — zakończył Shinkan.

                      ***

                      Prawdziwa droga

                      Tuż przed śmiercią, Ninakawa został odwiedzony przez mistrza Zen Ikkyu. Ikkyu
                      spytał:

                      — Czy mam cię poprowadzić?

                      Ninikawa powiedział:

                      — Przybyłem tutaj samotnie, samotnie odejdę. W jaki sposób miałbyś mi pomóc?

                      Ikkyu odpowiedział:

                      — Jeśli myślisz, że naprawdę przychodzisz i odchodzisz, to jest twoje złudzenie.
                      Pozwól pokazać sobie ścieżkę na której nie ma przychodzenia, ani odchodzenie.

                      Tymi słowami Ikkyu w pełni odsłonił drogę Ninikawie. Ten uśmiechnął się i
                      wyzionął ducha.
                        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: koeny:-) IP: *.dsl.club-internet.fr 06.12.06, 17:42
                          Po dokladnym przemysleniu madrosci ZEN przyszlo mi do glowy kilka koenow:
                          -dlaczego "rozdzieleni" pisze sie razem, a "wszyscy razem" oddzielnie?
                          -dlaczego "skrocenie" jest tak dlugim slowem?
                          -dlaczego Kamikadze nosili kask ochronny?
                          -dlaczego sterylizuje sie igle przed fatalnym zastrzykiem skazanego na smierc? -
                          -dlaczego przedsiebiorstwa otwarte 24/24 maja w drzwiach zamki?
                          -jaki jest synonim synonimu?
                          -czy Adam mial pepek?
                          -jesli nie znajduje sie wspolnego zdania, czyz nie jest to wspolne zdanie?
                          -;-))))


    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Czarodziej z Japonii 06.12.06, 17:33
      Sin-Itiro Tomonaga (1906 - 1979) Fizyk japoński, jeden ze współtwórców
      elektrodynamiki kwantowej za co otrzymał wspólnie z R. Ph. Feynmanem i J. S.
      Schwingerem nagrodę Nobla w 1965 roku.

      Tomonaga był dobrym wykładowcą. Studenci wspominali go jako czarodzieja.
      Ulubionym jego powiedzeniem było:
      - Jeżeli problem zostanie poprawnie sformułowany, to znaczy jeśli potrafimy
      zadać właściwe pytanie, to odpowiedź pojawia się spontanicznie.

      ***

      Kiedy media ogłosiły, że został jednym z laureatów nagrody Nobla to natychmiast
      odwiedził go jego stryj Masuzo, przynosząc w prezencie japońską wódkę sake. Obaj
      tak świętowali, że Tomonaga poślizgnął się potem przy kąpieli, upadł i złamał
      sześć żeber. Z tego powodu był nieobecny na ceremonii wręczenia nagród w
      Sztokholmie.

      ;-)
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: amerykanski styl 06.12.06, 19:14
        Henry Augustus Rowland (1848-1901) Amerykański fizyk, zajmował się zjawiskami
        magnetycznymi i elektrycznymi oraz optyką.

        Rowland pewnego razu występował podczas rozprawy sądowej jako biegły powołany
        przez prokuratora. Obrońca oskarżonego, chcąc podważyć wiarygodność stwierdzeń,
        obciążających jego klienta, zapytał:
        - Profesorze Rowland, a jakie ma pan kwalifikacje, by zeznawać w tym procesie?
        Rowland zmierzył adwokata wzrokiem i spokojnie odparł:
        - Jestem najwybitniejszym fizykiem amerykańskim.
        Po zakończeniu rozprawy jeden z obecnych tam przyjaciół Rowlanda powiedział do
        niego:
        - Czy rzeczywiście powinieneś się tak przedstawić sądowi?
        - A cóż innego miałem powiedzieć? Przecież zeznawałem pod przysięgą - odparł
        Rowland.
    • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce 06.12.06, 21:17
      Marlena Dietrich jechała kiedyś windą w jednym z hoteli na Riwierze. Razem z
      nią jechała młoda kobieta bacznie się jej przyglądając. W pewnej chwili kobieta
      rzekła:
      -Pani wygląda zupełnie jak Marlena Dietrich.
      -Możliwe. – odpowiedziała Marlena - Ale ona była znacznie młodsza

      :-))
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Ostrzegam przed francuska ksenofobia! 07.12.06, 00:49
      Ten artykul nie bedzie sie podobal zaslepionym frankofonom. Sam bylem taki
      do pewnego czasu. Ale przejrzalem. Oto wyidealizowany obraz francuskiej
      kultury majacej ilustrowac powiedzenie "Uprzejmy i grzeczny jak Francuz".:

      ***

      Sto lat temu krajem, który rządził wyobraźnią milionów była Francja. Francuska
      była nowoczesna sztuka, moda, najlepsza kuchnia, trunki oraz powszechnie znany i
      używany język. Żeby zobaczyć stolicę cywilizacji, trzeba było jechać do Paryża.
      Poza nim nic się tak naprawdę nie liczyło - ani zamglony, brudnawy, zbyt
      przemysłowy Londyn, ani Nowy Jork, dobry dla emigrantów, a nie dla kulturalnych
      ludzi. W modzie kobiecej na jesień 1896, w roku udostępnienia kinematografu
      szerszej publiczności, zapowiadano wprawdzie powrót szkockiej kraty i
      angielskich tweedów, ale impuls miał nadejść oczywiście od paryskich krawców.

      Paryz byl takze miastem swietnej literatury, nowatorskiego filmu...
      O sztukach plastycznych juz nie wspomne: Luwr, Muzeum Orsay, Muzeum Rodin,...

      Paryz - stolica europejskiej kultury - tak mnie wychowywano (bo stolica
      dzisiejszej europejskiej kultury miesci sie obecnie w... Nowym Jorku ;-)

      ***

      Niestety to juz nie jest dzisiejszy Paryz! Ministrm spraw wewnetrznych Francji
      jest typek o nazwisku Sarkozy. On transformuje Paryz i okolice w minipanstwo
      policyjne. Policja i stowarzyszone sluzby maja nieograniczone prawo do
      kontrolowania obywateli i turystow, co robia czesto w stylu gestapo.
      To jest strategia Sarkozy'ego na zwalczanie nielegalnych emigrantow.
      Ale jego pretorianie wykorzystuja to do szkalowania Bogu winnych obywateli
      Francji i turystow, czesto kompletnie zdezorientowanych, co tu jest grane.
      Jezeli Sarkozy wygra wybory, to Francja zostanie przetransformowana
      w panstwo policyjne, gdzie policjant bedzie mogl zrobic z czlowiekiem
      wszystko. Ostrzegam wybierajacych sie do Francji turystow z Polski!
      Jedziecie juz nie do kraju prawa.

      A dlaczego to pisze ja, ktory pisal w tym watku o Francji zawsze bardzo cieplo?
      Ano bo doswiadczylem tego na wlasnej skorze i jest moim moralbym obowiazkiem
      ostrzec innych. W Francji zapomniano co to jest "Liberte, Egalite, Fraternite".
      Mozna to przeczytac na kazdym ratuszu, ale nikt tego nie czyta nie mowiac
      o stosowaniu w praktyce. Francja to obecnie kraj policyjny, gdzie depcze sie
      podstawowe Prawa Czlowieka.

      Znane powiedzenie von Neumanna:

      "Natomiast we Francji dozwolone jest wszystko, co jest wyraznie zabronione."

      nie ma juz zadnego sensu!

      Ostrzegam udajacych sie do Francji - badzcie czujni!

      O.


      • Gość: zgadzam sie Re: Ostrzegam przed francuska ksenofobia! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.06, 07:11
        Cos podobnego spotkalo mego kolege ostatnio w Paryzu.

        "Elegancja Francja"-tam sie zawsze znajdzie jakis Petain. W czasie wojny wyslali
        iles tysiecy francuskich Zydow do Auschwitz tylko po to by sie przypodobac
        Niemcom. Kraj zarozumialych ksenofobow,ludzi bez honoru. Maja Le Pena takiego
        malego "hitlerka", teraz Serkozy-cos blisko Mussoliniego. Ich intelektualnym
        produktem jest PolPot-przyjemniaczek, co to wymordowal iles milonow swoich
        rodakow w dalekiej Azji, z doktoratem Sorbony pod pacha. Teraz w imie "Vive la
        France" policja Sarkozy'ego traktuje kazdego obcokrajowca jako terroryste,co
        moze zjesc im zaby.Kiedys francuski tlum i prasa omal nie dokonali linczu na na
        Marii Sklodowskiej Curii. Afera Dreufusa ... - w Paryzu nawet nie ma ulicy jego
        imienia!De Gaulle-wielki bohater, ktory bez pomocy Churchilla bylby niczym...

        Rzygac sie chce! Francja nie zasluguje na minimum szacunku.
        • onufry_na_wyjezdzie Re: Ostrzegam przed francuska ksenofobia! 07.12.06, 09:10
          Coz, otworzylem wlasnie komputer i przeczytalem poprzedni post. Jako gospodarz
          watku powinienem pewnie zrugac autora, za krzewienia antyfrancuskich nastrojow.
          Ale jest pewien problem: to co pisze autor jest zgodne z prawda. Mozna sie
          przyczepic do sformuowania, ze Sarkozy to drugi Mussolini (ale czy za kilka
          lat to nie okaze sie prorocze?)

          ================

          Ja chce natomiast opisac przypadek jaki spotkal we Francji jednego z
          najwiekszych matematykow w historii: Aleksandra Grothendiecka. Mieszkal
          on niedaleko Montpelier, gdzie pracowal na Uniwersytecie. Kiedys bedac
          w TATA instytucie w Bombaju spotkal pewnego japonskiego buddyjskiego
          mnicha, z ktorym sie zaprzyjaznil. Ten mnich odwiedzil go potem we
          Francji. Grothendieck udzielil mu gosciny w swoim domu. Wtargnela
          (francuska) policja i stwierdzila ze ow mnich ma wize nie do konca
          w porzadku. Oskarzono Grothendiecka, ze "udzielil noclegu cudzoziemcowi
          z nieuregolowanym prawem wizyty we Francji" i wytoczono proces przed sadem.
          Grothendieck udal sie do Paryza i w czasie Seminarium Bourbaki przedstawil
          swoja sprawe proszac o solidarnosc i pomoc. Prawie wszyscy sie od niego
          odwrocili (lacznie z jego bylymi uczniami). W jego obronie wystapilo
          tylko kilku matematykow francuskich, z ktorych najslynniejszym byl Laurent
          Schwarz - tworca teorii dystrybucji i laureat Medalu Fieldsa. Na niewiele
          to sie zdalo. Odbyl sie proces, na ktorym Grothendieck oswiadczyl, ze
          podstawowym obowiazkiem czlowieka jest udzielenie pomocy drugiemu czlowiekowi,
          ktory znajduje sie w potrzebie. Prawo francuskie to guzik obchodzilo. Zostal
          on skazany na wiezienie (w zawieszeniu) i ogromna grzywne, ktora musial
          zaplacic.

          To jest Francja.

          (Oczywicie niniejszy post reprezentuje "czarny humor w nauce").
            • onufry_na_wyjezdzie Re: Ostrzegam przed francuska ksenofobia! 07.12.06, 11:26
              Dla pewnej Pani pisujacej w tym watku, a znajacej jezyk francuski, przepisuje
              fragmenty mowy obronczej Aleksandra Grothendiecka (mam jego cala mowe obroncza
              dana mi przez jednego z matematykow, ktory pomagal mu w tej sprawie).

              "Vous etes appeles aujourd'hui a juger un homme - un citoyen francais - accuse
              d'avoir offert l'hospitalite a un autre."

              "Le fait qui m'est reproche est parfaitement exact sur le fond. J'ai bel et bien
              "offert gratuiment nourriture et logement" a un ami japonais le Reverend Kuniomi
              Masusaga" au mois de Novembre 1975, a mon domicile."

              Prawo francuskie mowi, mowilo(?) w r. 1975:

              "Toute invidu qui, par aide directe ou indirecte, a facilite ou tente de
              faciliter l'entre, la cirulation ou le sejour irregulier d'un etranger
              est possible d'un emprisonnemet de deux mois a deux ans et d'une amende
              de 2.000 a 200.000 Frc ..."

              Moj francuski nie jest dobry. Zeskanuje ta mowe obroncza A. Grothendiecka
              i umieszcze na watku.

              Pisze on jeszcze, ze nie boi sie wiezienia. W czasie wojny policja
              francuska wspolpracujaca scisle z hitlerowcami, umiescila jago ojca-Zyda
              najpierw we francuskim obozie internowania dla francuskich Zydow,
              a potem wyslala transportem do Auschwitz, gdzie zostal zamordowany.
              Grothendieck byl internowany (jako niebezpieczny cudzoziemiec! - mial kilka
              lat) w obozie o lzejszym rezimie. Nie boi sie wiec wiezienia.

              To jest prawo francuskie, to jest Francja, moja Pani.

              Pozostawiam to wszystko do osadu czytelnikom watku.

              O.
              • onufry_na_wyjezdzie Re: Mowa obroncza A. Grothendiecka 09.12.06, 10:43
                onufry_na_wyjezdzie napisał:

                > Moj francuski nie jest dobry. Zeskanuje ta mowe obroncza A. Grothendiecka
                > i umieszcze na watku.

                =================
                Okazalo sie ze zeskanowana mowa obroncza (6 stron maszynopisu) zajmowalaby
                zbyt duzo pamieci w tym watku i poniewaz napisana jest po francusku, nie bylaby
                latwo czytelna dla wiekszosci watkowiczow. Jesli ktos sobie jej zyczy,
                to moge przeslac odbitke xero pod wskazany adres. - O.
            • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce:Ignacy Paderewski IP: *.dsl.club-internet.fr 07.12.06, 12:05
              Ten wielki Polak byl nie tylko znakomitym muzykiem, ale takze politykiem.
              Jako muzyk zostal w pamieci( niestety juz zmarlych )widzow jego koncertow jako
              czarujaca postac obdarzona potezna fryzura. Co K.I. Galczynski wykorzystal w
              teatrzyku Zielona Ges:

              Przygoda Paderewskiego
              Konstanty Ildefons Gałczyński

              Teatrzyk Zielona Gęś


              ma zaszczyt przedstawić sztukę

              "Przygoda Paderewskiego"
              czyli
              "Perfidia publiczności"



              Paderewski
              wstrząsając lwią grzywą, opuszcza po triumfalnym koncercie dziewiętnastowieczną
              salę koncertową i usadawia się w dziewiętnastowiecznym powozie, otoczonym ze
              wszystkich stron tłumami wielbicieli, którzy z niesłabnqcym
              dziewiętnastowiecznym zainteresowaniem wpatrują się w dziewiętnastowiecznq
              superczuprynę maestra

              Woźnica powozu
              do wielkiego pianisty Dokąd?

              Tłum wielbicieli
              Do fryzjera!!

            • onufry_na_wyjezdzie Re: Ostrzegam przed francuska ksenofobia! 07.12.06, 22:18
              frred napisał:

              > Popularne powiedzenie: "Kto nie dostał w zęby od francuskiego policjanta, ten
              > nic nie wie o życiu"

              =============

              Widzisz frred, szkoda ze nie wiedzialem, bo bym poprosil aby francuscy
              policjanci, ktorzy sie mnie czepiali dali mi w zeby. Wiedzialbym przynajmniej
              wiecej o zyciu ;-)

              Francja znajduje sie obecnie na prostej drodze do faszyzmu. :-(((


    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Penderecki we Francji 07.12.06, 12:16
      Kiedys K. Penderecki, polski kompozytor byl zaproszony na kolacje
      na "kulturalne salony" Paryza. W czasie wytwornej - oczywiscie, niewatpliwie -
      kolacji, kelner chcial mu nalac wina. Penderecki podziekowal:
      - Nie pije alkoholu.
      Na to siedzacy naprzeciw niezwykle kulturalny Francuz z ironia stwierdzil:
      - Przeciez mowi sie "Pijany jak Polak" - Cha Cha Cha!
      Penderecki spokojnie zripostowal:
      - Ale mowi sie tez "Grzeczny jak Francuz."

      :-)
      • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Maria Sklodowska 07.12.06, 12:43
        Kiedys, na jakies sesji na Sorbonie, poswieconej Marii Sklodowskiej,
        jakis niezwykle inteligentny francuski profesor (oczywiscie, niewatpliwie
        czlonek Ahkademii Francuskiej) z zapalem oswiadczyl:
        - To tu na francuskiej ziemii, nasza jubilatka wydobyla z kilku ton smolki
        bezcenny ulamek grama radu.
        Maria wysluchala tego, po czym z calym spokojem powiedziala:
        - Gdyby nie moi profesorowie fizyki i chemii w liceum w Polsce,
        to ja bym tego radu nie wydobyla.

        (Ten cytat znajduje sie w Muzeum Marii Sklodowskiej w Warszawie).
        • Gość: ewa Re: Humor w Nauce i Sztuce: Ezop IP: *.dsl.club-internet.fr 07.12.06, 13:05
          Za Wikipedia:
          "Ezop (gr. Αἴσωπος Aisopos) – grecki bajkopisarz pochodzący z Frygii w Azji
          Mniejszej. Przyjmuje się, że żył w VI wieku p.n.e., według tradycji był
          niewolnikiem Jadmosa z Samos. Postać na wpół legendarna, o której życiu i
          twórczości mało wiadomo. Daty jego urodzin i śmierci nie są znane. Uważany jest
          za twórce bajki zwierzęcej czyli takiej bajki w której bohaterami są zwierzęta
          oraz moralizujących i satyrycznych. Z początku bajki nie były uznawane za
          typowe utwory dla dzieci, lecz dla dorosłych. W swoich bajkach wyśmiewał ludzi,
          ukazując ich pod postaciami zwierząt. Z pozoru zabawne, bajki Ezopa zawierały
          gorzką prawdę i głęboką mądrość. Nie dochował się oryginalny zbiór jego
          utworów, ani ich adaptacja dokonana przez Demetriusza z Faleronu (IV/III w.
          p.n.e.). Znane są przede wszystkim z przeróbek wierszowanych Fedrusa i Babriosa.

          Na początku XIV w. zebrał przypisane mu bajki Maksym Planudes. Do literatury
          polskiej wprowadził Biernat z Lublina " ... i K.I. Galczynski:-)))))
          Ezop (gr. Αἴσωπος Aisopos) – grecki bajkopisarz pochodzący z Frygii w Azji
          Mniejszej. Przyjmuje się, że żył w VI wieku p.n.e., według tradycji był
          niewolnikiem Jadmosa z Samos. Postać na wpół legendarna, o której życiu i
          twórczości mało wiadomo. Daty jego urodzin i śmierci nie są znane. Uważany jest
          za twórce bajki zwierzęcej czyli takiej bajki w której bohaterami są zwierzęta
          oraz moralizujących i satyrycznych. Z początku bajki nie były uznawane za
          typowe utwory dla dzieci, lecz dla dorosłych. W swoich bajkach wyśmiewał ludzi,
          ukazując ich pod postaciami zwierząt. Z pozoru zabawne, bajki Ezopa zawierały
          gorzką prawdę i głęboką mądrość. Nie dochował się oryginalny zbiór jego
          utworów, ani ich adaptacja dokonana przez Demetriusza z Faleronu (IV/III w.
          p.n.e.). Znane są przede wszystkim z przeróbek wierszowanych Fedrusa i Babriosa.

          Na początku XIV w. zebrał przypisane mu bajki Maksym Planudes. Do literatury
          polskiej wprowadził Biernat z Lublina" i.....K.I. Galczynski:-)))))))
          Ezop (gr. Αἴσωπος Aisopos) – grecki bajkopisarz pochodzący z Frygii w Azji
          Mniejszej. Przyjmuje się, że żył w VI wieku p.n.e., według tradycji był
          niewolnikiem Jadmosa z Samos. Postać na wpół legendarna, o której życiu i
          twórczości mało wiadomo. Daty jego urodzin i śmierci nie są znane. Uważany jest
          za twórce bajki zwierzęcej czyli takiej bajki w której bohaterami są zwierzęta
          oraz moralizujących i satyrycznych. Z początku bajki nie były uznawane za
          typowe utwory dla dzieci, lecz dla dorosłych. W swoich bajkach wyśmiewał ludzi,
          ukazując ich pod postaciami zwierząt. Z pozoru zabawne, bajki Ezopa zawierały
          gorzką prawdę i głęboką mądrość. Nie dochował się oryginalny zbiór jego
          utworów, ani ich adaptacja dokonana przez Demetriusza z Faleronu (IV/III w.
          p.n.e.). Znane są przede wszystkim z przeróbek wierszowanych Fedrusa i Babriosa.

          Na początku XIV w. zebrał przypisane mu bajki Maksym Planudes. Do literatury
          polskiej wprowadził je Biernat z Lublina" ......i K.I.Galczynski:-)))))))))

          Osioł i jego cień
          Konstanty Ildefons Gałczyński



          Teatrzyk Zielona Gęś


          ma zaszczyt przedstawić
          bajkę Ezopa

          "Osioł i jego cień"


          Podróżny
          (na Ośle, za plecami Właściciela, od którego Osła wynajął jako środek
          lokomocji): Słońce w zenicie. Ani jednej chmurki. Ani jednego drzewa na
          horyzoncie. Gdzie tu, jak tu odpocząć? (zamysla się) Wiem. (każe wstrzymać Osła
          jego Właścicielowi i układa się na spoczynek w cieniu Osła)

          Właściciel:
          Ach, ty spryciarzu, won natychmiast z tego cienia, ten cień jest dla mnie. Ja
          wynająłem osła bez cienia. (usiłuje ułożyć się w cieniu Osła)

          Podróżny:
          Precz, łachudro, chałwiarzu! Jeśli ja wynająłem osła od ciebie, to znaczy się
          ze wszystkimi możliwościami, czyli i z cieniem. Nie ruszę się z miejsca. (nie
          rusza się z miejsca)

          Osioł:
          (korzystając z zamieszania, rusza się z miejsca i - lekki - znika na
          horyzoncie)

          Morał
          CZASEM O BYLE CIEŃ
          CZŁOWIEK MA ŻAL DO CZŁOWIEKA,
          A ŻYCIE JAK OSIOŁ UCIEKA.


          K U R T Y N A


    • onufry_na_wyjezdzie Re: Humor w Nauce i Sztuce: Kronecker 07.12.06, 14:37
      Dzis urodziny obchodzilby wielki matematyk niemiecki Kronecker.

      Za Wikipedia:

      Leopold Kronecker (ur. 7 grudnia 1823 w Legnicy, zm. 29 grudnia 1891 w Berlinie)
      – niemiecki matematyk i logik.

      Od roku 1883 członek Akademii Nauk w Berlinie i profesor Uniwersytetu Humboldta.
      Zajmował się algebrą, teorią liczb i teorią funkcji. Propagował arytmetyzację
      matematyki, którą chciał sprowadzić do arytmetyki liczb całkowitych. Występował
      przeciwko teoriom Karla Weierstraβa i Georga Cantora.

      Pochodził z rodziny żydowskiej, rodzice zapewnili mu staranne wykształcenie.
      Podczas nauki w gimnazjum jego talent matematyczny odkrył Eduard Kummer, który
      następnie udzielał mu prywatnych lekcji. W 1841 roku Kronecker podjął studia na
      uniwersytecie w Berlinie w zakresie matematyki, chemii, astronomii i
      meteorologii. Szczególnie jednak cenił i lubił astronomię i filozofię. W 1843
      roku podjął pracę u boku Kummera na Uniwersytecie we Wrocławiu, gdzie zajmował
      się teorią liczb. Następnie wrócił do Legnicy, by zająć się prowadzeniem
      rodzinnych interesów. Firma, którą przejął po rodzinie matki, przyniosła takie
      dochody, że mógł przenieść się z rodziną do Berlina i ponownie oddać pracy naukowej.

      Oto jego slynna maksyma:

      "Liczby całkowite są dane od Boga, wszystkie inne wymyślili ludzie."

      i inny, w oryginale niemieckim, o matematykach:

      "Nein! Wir Sind Dichter"

      :-)

      (Tak obrobko, my jestesmy poetami :-) )
    • onufry_na_wyjezdzie Re: Pozdrawiamy warszawska Stodole :-))) 07.12.06, 16:04
      W zblizajacym sie poscie 1000. pozdrawiamy:

      Warszawski Klub "Stodola"

      Legendarny klub studentów Politechniki Warszawskiej świętuje 50. urodziny
      Gdyby istniał ranking miejsc prawdziwe zasłużonych w historii polskiej
      popkultury, Stodoła znalazłaby się w ścisłej czołówce. Gdy klub rozpoczynał
      działalność na początku kwietnia 1956 roku, był tancbudą zorganizowaną w
      służącym za stołówkę drewnianym baraku na ulicy Emilii Plater odziedziczonym po
      budowniczych Pałacu Kultury. Temu specyficznemu lokum zawdzięcza nazwę. W kilka
      miesięcy później był już lokalem z poważnym programem, stąd to właśnie jesień
      1956 bywa uważana za oficjalny początek artystycznej działalności Stodoły.

      Klub w swej historii przenosił się czterokrotnie. Z Emilii Plater trafił na
      Trębacką, potem na Wspólną, Nowowiejską i wreszcie na początku lat 70. do
      specjalnie wybudowanego budynku na ulicy Batorego. Zawsze jednak zachowywał
      specyficzny charakter i ambicje artystyczne. Nieomal od samego początku działała
      w nim scena kabaretowa. Przez scenę klubu przewinęli się między innymi: Jan
      Tadeusz Stanisławski, Elżbieta Jodłowska, Magda Umer, Marcin Wolski i Jan Wołek.

      W Stodole działały też teatry studenckie i kluby filmowe. Jednak jego drugą siłą
      była zawsze muzyka. Najpierw jazz - to tutaj odbyły się trzy pierwsze
      warszawskie edycje festiwalu Jazz Jamboree, to w Stodole odbywały się w latach
      60. konkursy jazzu tradycyjnego Złota Tarka. Potem rock - w Stodole powstawały
      bądź grały próby legendy polskiej muzyki młodzieżowej - od bigbitowych Tajfunów
      i Chochołów przez Perfect i Oddział Zamknięty aż po Kult i Wilki.

      Legenda klubu nie zamyka się tylko w jego działalności artystycznej. To także
      miejsce barwnego życia towarzyskiego - w latach 60. lokal, w którym bawiła się
      znienawidzona przez ówczesną władzę bananowa młodzież. Czym był wtedy ten lokal
      dla Warszawy, pisze chociażby Eli Barbur w swoich „Grupach na wolnym powietrzu”:
      „Piweczko w większych ilościach i zespoły zmieniały się na estradzie, i w
      przerwach wychodziliśmy spoceni na dwór, gdzie opieraliśmy się o samochody przed
      wejściem, i przeciąg wydmuchiwał ze środka dym papierosów i duszne powietrze z
      zapachem chmielu. Słyszałeś dzwonienie szklanek i niektórzy woleli wineczko
      porcjowane specjalną »szklanką z plasterkiem «, i kolorowe smugi reflektorów
      lotniczych chodziły po ludziach, i w przerwie o północy puszczali Beatlesów
      przez kamerę pogłosową”.

      Klub przygotował na 50. urodziny pokaźną porcję atrakcji. W najbliższych
      tygodniach ma ukazać się książka o jego historii, powstała też płyta
      dokumentująca muzyczną działalność sceny Stodoły. W miniony weekend w klubie
      odbył się zamknięty bal dla osób związanych z jego historią. W czwartek coś dla
      jego dzisiejszej publiczności - już normalnie biletowany koncert rockowy, na
      którym obok weteranów zagrają młode formacje związane z klubem. W programie
      między innymi występy VooVoo, Oddziału Zamkniętego, Happysad i Power Of Trinity,
      a także 50 tortów dla przybyłych na imprezę gości.

      ***

      Watek GW FH "Humor w Nauce i Sztuce"

      :-)))