onufry_z_daleka Re: Konkurs Onufrego - przypomnienie :-) 21.12.06, 19:22 Re: The Beatles: Konkurs Onufrego :-))) Autor: onufry_na_wyjezdzie Data: 09.12.06, 16:10 Chcialbym dzis zaproponowac taka zabawe. Moja najulubiensza piosenka Beatlesow jest "Let it be". Konkurs polega na tym by przetlumaczyc ta piosenke na jezyk polski. Oto tekst angielski: *** When I find myself in times of trouble, mother Mary comes to me, speaking words of wisdom, let it be. And in my hour of darkness she is standing right in front of me, speaking words of wisdom, let it be. Let it be, let it be, let it be, let it be. Whisper words of wisdom, let it be. And when the broken hearted people living in the world agree, there will be an answer, let it be. For though they may be parted there is still a chance that they will see, there will be an answer. let it be. Let it be, let it be, ..... And when the night is cloudy, there is still a light, that shines on me, shine until tomorrow, let it be. I wake up to the sound of music, mother Mary comes to me, speaking words of wisdom, let it be. Let it be, let it be, ..... *** Prosze przesylac swoje przeklady na "Re" do tego postu do 31.12.2006. Zwyciezca otrzyma od Onufrego cenna nagrode w styczniu 2007. Zapraszam do konkursu :-) Onufry ============================= Do dzis dnia nie wplynal zaden przeklad:-((( Poniewaz do Onufrego zaczely dochodzic glosy, ze sie to nie da przelozyc na jezyk polski, Onufry sprobowal sam zmierzyc sie z tym zadaniem wczoraj. Oto wynik tych zmagan: *** "Niech tak jest" Kiedy przyjdzie na cie czas klopotow, matka Maria zjawi sie, w serce twe wprowadzi pokoj: niech tak jest. A gdy wielka ciemnosc cie ogarnie, ona wkrotce zjawi sie, madrze spojrzy w twoje oczy: niech tak jest. Niech juz bedzie tak jak jest, niechaj bedzie jak juz jest, szeptem powtorz madre slowa: niech tak bedzie, niech tak jest. A gdy ludzie o zlamanych sercach sie usmiechna: drobny gest, ktos pocieszy ich napewno: niech tak jest. I choc ciagle cos ich bedzie dzielic, choc pokloca sie na fest, bedzie szansa by to zmienic: niech tak jest. Niech juz bedzie tak jak jest, ... Kiedy noc pochmurna cie otoczy, promien swiatla musnie cie, bedzie swiecil ci do jutra: niech tak jest. Dzwiek muzyki rano cie obudzi, matka Maria zjawi sie, szeptem powie madre slowa: niech tak jest. Niech juz bedzie tak jak jest, ... (Copyright by Onufry) *** Skoro taki Onufry potrafi, to chyba jednak mozna ;-) Czekam na Wasze przeklady. Ten przeklad Onufrego to oczywiscie poza konkursem. Zwyciezcy cenna nagroda nie minie :-))) O. Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: Konkurs Onufrego - przypomnienie :-) 21.12.06, 19:28 Ja myślę, że teraz to nikt się nie odważy stanąć z Onufrym w szranki. Proponuję, żeby Onufry sam wziął sobie tę nagrodę (szczególnie, że jest to niewiadomoco). Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Konkurs Onufrego - przypomnienie :-) 21.12.06, 19:31 obrobka_skrawaniem napisała: > > Ja myślę, że teraz to nikt się nie odważy stanąć z Onufrym w szranki. > Proponuję, żeby Onufry sam wziął sobie tę nagrodę (szczególnie, że jest to > niewiadomoco). ================== Silna obiekcja: wiadomo przeciez, ze to nie kot w worku, a to juz wiele ;-) O. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Konkurs Onufrego - nagroda :-) 21.12.06, 20:55 Nagrode w konkursie stanowi CD "Sufi's voices" z muzyka jaka mozna uslyszec podczas ceremonii derwiszow z Konii. Glownym wykonawca tego CD jest Mehmet Guntekin. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Science: Naukowe Wydarzenie Roku 21.12.06, 21:44 Za GW: Amerykański magazyn "Science" przyznał dziś tytuł naukowego wydarzenia roku. Według wydawców tygodnika na najwyższe uznanie zasługuje rosyjski uczony, który potwierdził matematyczną teorię zwaną hipotezą Poincare'ego. Francuski matematyk Henri Poincare przedstawił swoją hipotezę ponad sto lat temu. Problem dotyczył kształtów i ich właściwości w różnych wymiarach a dokładnie topologii, czyli dziedziny matematyki zajmującej się badaniem własności rozmaitych przestrzeni, które są rozciągane i wyginane. Innymi słowy, Poincare zadawał sobie pytanie czy sfera, taka jak powierzchnia jabłka topologicznie różni się od torusa, czyli powierzchni pączka z dziurką w środku. Pozornie prosty problem rozwiązał dopiero cztery lata temu rosyjski matematyk Georgij Perelman, który udowodnił, że różnice istnieją i że są one niepodważalne. Jego obliczenia udało się potwierdzić dopiero w ostatnich miesiącach, i dlatego magazyn Science swoją nagrodę przyznał Perelmanowi właśnie teraz. ================= Preleman juz sie matematyka nie interesuje. Przedtem zdarzyl odmowic matematycznego Nobla jakim jest Medal Fieldsa i oswiadczyl, ze ma gdzies 1 mln $ jakie chcial mu za to osiagniecie zaplacic Instytut Clay'a. Sa jeszcze na tym swiecie ludziska z fantazja! (A matematyczny establishment poczul sie ... urazony i twierdzi, ze Perelman zwariowal. Jesli ktos tu wariuje, to bynajmniej nie G. Preleman - naukowiec o ogromnej wyobrazni i wolnej woli. Czapki z glow!) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Science: Naukowe Wydarzenie Roku 22.12.06, 18:04 Polecamy bardzo ciekawy artykul o G. Prelemanie i jego pracy nad Hipoteza Poincare: www.newyorker.com/fact/content/articles/060828fa_fact2 ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Science: Naukowe Wydarzenie Roku 22.12.06, 19:46 Oto zdjecia autora dowodu Hipotezy Poincare: www.englishrussia.com/?p=250 Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Gdy zwierzaki mowia ludzkim glosem ;-) 22.12.06, 07:32 Cytuje za Rzeczpospolita: Ponoć w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Na co dzień posługują się swoim językiem, niedocenianym przez człowieka. Zwierzaki używają różnych metod porozumiewania się. Poszukiwania dowodów świadczących o komunikacyjnych talentach zwierząt trwają od dawna. W końcu XIX wieku Niemiec Wilhelm von Osten zapoczątkował pokazy, które okazały się jednym z największych skandali w tej dziedzinie. Emerytowany nauczyciel twierdził, że nauczył swego konia arytmetyki. Na oczach widowni kazał zwierzęciu rachować. Hans, bo tak nazywał się koń, podawał wynik, odpowiednią liczbę razy grzebiąc kopytem. Na jednym z pokazów dwóm niedowiarkom udało się rozszyfrować podstęp Ostena. Okazało się, że zachowanie konia było reakcją na sygnały jego właściciela. Hans tupał tak długo, dopóki ten nie pokazał mu, że należy przestać. Jak pisze w swojej książce "Mowa zwierząt" Stephen Hart, incydent ten ostudził na całe dziesięciolecia entuzjazm badaczy zajmujących się porozumiewaniem się ze zwierzętami. Miłosne pieśni wielorybów Dzisiaj dzięki nowoczesnym technologiom udaje się naukowcom zdobywać wiarygodne dowody na istnienie języka zwierząt. Ostatnio dokonał tego choćby zespół amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology, którego prace przyniosły zaskakującą informację o tym, że niektóre walenie- humbaki, posługują się własną... gramatyką. Naukowcy wpadli na to, dokonując komputerowych analiz wielorybich pieśni. W czasie okresu godowego samce dla zwabienia samic potrafią wykonywać je nawet przez pół godziny. Okazuje się, że nie są one zbiorem przypadkowych dźwięków, ale mają określoną, powtarzającą się strukturę. Również Amerykanie, tyle że z Uniwersytetu Północnej Karoliny w Wilmington, udowodnili, że delfiny posługują się imionami. Odbywa się to za pomocą gwizdów, które ssaki te wykorzystują do rozpoznawania się i wzajemnej komunikacji. Już w pierwszym roku życia u delfina zaczyna kształtować się charakterystyczny dla niego gwizd, zwany gwizdem indywidualnym. W rezultacie każdy rozróżnia "po imieniu" całą najbliższą rodzinę i przyjaciół. Tego rodzaju odkrycia są doceniane. Dowód? W 1973 roku Nobel w dziedzinie fizjologii i medycyny został przyznany za opisanie pszczelego języka. Szympans by się uśmiał Mówiąc o języku zwierząt porównujemy go do ludzkiego. I słusznie, bo nie tyle w słowie, ile w mimice i geście niektóre stworzenia są do nas podobne, co dotyczy zwłaszcza tych najbardziej rozwiniętych. Jak relacjonuje Stephan Hart, młode szympansy w czasie zabawy mają szeroko otwarte pyski, przez co wyglądają, jakby się śmiały. Łaskocząc się nawzajem, wydają ciąg chrapliwych dźwięków przypominających nieco ludzki śmiech i podobnie jak on zaraźliwych. Koczkodany tumbili wydają inaczej brzmiący okrzyk na widok węża niż na widok orła. Równie urozmaicony jest język ptaków - ok. 70 proc. z nich ma w swoim repertuarze więcej niż jeden typ pieśni. Na tym nie koniec podobieństw. Jak u człowieka, tak i u zwierząt, dorastanie łączy się z nauką mówienia. Przykładowo, młody samiec ptaka, jakim jest paskówka śpiewna, kompletuje swój repertuar z pieśni, których uczy się od trzech, czterech starszych osobników. Kiedy wreszcie wyznaczy swoje terytorium i zaczyna go bronić, jest w stanie odpowiadać na pieśni sąsiadów -swoich nauczycieli i rówieśników. - Zjawisko posługiwania się dialektem istnieje także w świecie zwierząt - przyznaje prof. Michał Woyciechowski, kierownik Zakładu Ekologii Behawioralnej w Instytucie Nauk o Środowisku UJ. - Przykładem mogą być pszczoły. Matka przeniesiona do gniazda położonego w innym obszarze geograficznym nie będzie potrafiła porozumieć się z robotnicami. Jak widać, człowiek jest w stanie rozróżniać coraz to drobniejsze niuanse sposobu komunikowania się naszych młodszych braci. Być może kiedyś będziemy mogli się z nimi naprawdę dogadać, i to w ich języku. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
3bezatu Choinka 22.12.06, 17:36 Choinka W dawnej Polsce (XVI-XVIII w.) nie znano choinki, zwanej też „drzewkiem”. Zwyczaj ten pojawił się dopiero na początku XIX w. i przyszedł do nas Niemiec. Dosyć szybko zaczął się szerzyć wśród mieszczan i inteligencji polskiej. Zanim nastała choinka jej funkcje pełnił sad lub podłażniczka, czyli jodełka zawieszona u sufitu wierzchołkiem w dół. Zawieszano na nich, podobnie jak na choince, wiele ozdób i świecidełek, pierników i cukierków. Na Pomorzu natomiast na początku XVIII w. rozpowszechniony był inny zwyczaj – przystrajania świecidełkami rózeg dla dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
3bezatu Kolęda 22.12.06, 17:45 Innym rozpowszechnionym w dawnej Polsce zwyczajem był obyczaj dawania i przyjmowania w wigilię Bożego Narodzenia lub na Nowy Rok prezentów, tzw. kolędy. Kolędę dawali swoim dworzanom królowie, służbie – magnaci i szlachta. Znana jest anegdota o Stańczyku, według której król Zygmunt August raz zapomniał swym dworzanom dać podarki na Wigilię. Przez cały wieczór Stańczyk chodził smutny, aż wreszcie zapytany o powód, odpowiedział: „Dla mnie rok nie nowy, bo suknie mam stare”. Słysząc to Zygmunt August podarował Stańczykowi nowy żupan, pas i buty. Czasem magnaci byli tak chojni dla służby, że dawali im na kolędę konie, rzędy końskie, pasy słuckie, bobrowe kołpaki czy szable. Nie dziwi więc fakt, że służba czekała na ten dzień z utęsknieniem. Franciszek Zabłocki tak pisze: „Mamy tyle czeladzi, każdy chce kolędy, Trzeba wszystkim coś wetknąć, taki zwyczaj wszędy, Rok też na to czekali, raz w gody ta łaska”. Odpowiedz Link Zgłoś
3bezatu Re: Wróżby wigilijne 22.12.06, 18:21 W wigilijny dzień wróżono sobie i wierzono we wszystkie wróżby. I tak np. aby zapewnić sobie w następnym roku urodzaj, rzucano ziarnem o powałę, aby dowiedzieć się, czy wyjdzie się za mąż albo ożeni, wyciągano źdźbła słomy lub siana spod obrusa (wyciągnięte zielone źdźbło oznaczało ślub w karnawale, trochę zwiędłe, że należy jeszcze poczekać, a żółte źdźbło – staropanieństwo lub pozostanie w stanie kawalerskim). Dziewczęta wybiegały w Wigilię przed dom, "żeby z psiej szczekaniny poznać, z której strony nadejdą kawalerowie chętni do ożenku". (Józef Szczypka) Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Świąteczna opowieść 22.12.06, 19:03 Polecam artykuł o zwyczajach związanych ze Świętami Bożego Narodzenia, autorstwa etnografki Renaty Hryń-Kuśmierek (Wiedza i Życie, grudzień 1998 r.) archiwum.wiz.pl/1998/98123300.asp Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zyczenia 22.12.06, 15:23 Poniewaz niektorzy z piszacych tu lub nas czytujacych nie beda ani jutro ani w niedziele czytac watku, wiec juz dzis - jako gospodarz HwNiSz - skladam Panstwu Najlepsze Zyczenia Swiateczne i Noworoczne :-))) Onufry Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Karpie AD 2006 - podajemy za PAP 22.12.06, 17:40 20-12-2006 20:04 Protest przeciwko zabijaniu karpi 20.12.Warszawa (PAP) - Pod hasłem "Daj karpiowi święty spokój" protestowali w środę w Warszawie przeciw zabijaniu i spożywaniu karpi w święta obrońcy zwierząt z Fundacji "Viva!" i Stowarzyszenia Empatia. Akcja odbyła się z okazji obchodzonego przez ekologów Dnia Ryby. "Istnieje duży kontrast pomiędzy świętami Bożego Narodzenia, które są czasem miłości i spokoju, a faktem, że wówczas zabijane są tysiące karpi. Tradycja spożywania tej ryby w Wigilię jest dość młoda i powinna być zmieniona" - powiedział dziennikarzom Cezary Wyszyński z Fundacji "Viva!". Jak dodał, podobne protesty organizują przed świętami obrońcy zwierząt z Czech i Słowacji, gdzie także istnieje zwyczaj spożywania karpi w Wigilię. "Karpie choć nie wydają dźwięków, to poranione i stłoczone w sklepowych pojemnikach przeżywają męczarnie" - podkreślił Wyszyński. Podczas środowej akcji, przy stoisku sprzedaży karpi, przed Centrum Handlowym "Wileńska" w Warszawie, kilkunastu protestujących położyło się na ziemi z założonymi na głowy foliowymi torbami. Miało to symbolizować cierpienie, jakie przechodzą ryby w okresie przedświątecznym. Przechodniom i klientom stoiska wręczano ulotki zachęcające do rezygnacji z zakupu wigilijnego karpia. Jak powiedziała rzeczniczka prasowa Centrum Handlowego "Wileńska", Magdalena Galant, "spożywanie karpia jest stałym elementem świątecznej tradycji, która szybko się nie zmieni. Natomiast w hipermarketach karpie zazwyczaj są przechowywane w odpowiednich warunkach np. w pojemnikach, do których doprowadzane jest powietrze". Dzień Ryby był po raz pierwszy obchodzony przez ekologów i obrońców zwierząt w Polsce w 2003 roku. (PAP) mja/ pz/ Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Karpie AD 2006 - podajemy za PAP 22.12.06, 19:05 Protest przeciw męczeniu karpi 18.12.Warszawa (PAP) - Nie chcemy, aby karpie, które trafiają na świąteczne stoły, cierpiały przed śmiercią - powiedział Jacek Bożek z Klubu Gaja, który w poniedziałek złożył w Ministerstwie Sprawiedliwości petycję, domagającą się zwrócenia uwagi na warunki, w jakich sprzedawane są ryby. Pod petycją Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturalnego Klub Gaja podpisało się ponad 4800 osób. Uważają oni, że karpie mają prawo do humanitarnej śmierci i do sprzedaży powinny trafiać już martwe. Karpie w sklepach są nadmiernie stłoczone i pakowane żywe do plastikowych toreb, co przedłuża ich cierpienia - podkreślają. "Nie jesteśmy przeciwko tradycji i hodowcom karpi, ale uważamy, że ryby - podobnie jak świnie czy bydło - powinny być zabijane przez przeszkolonych ludzi i nie w sklepach na oczach dzieci" - powiedział PAP Bożek. "Moja zasada jest taka, że złowiona ryba ma być zjedzona, ale nie powinno się jej męczyć" - powiedział PAP Stanisław Wolicki, prezes żoliborskiego koła Polskiego Związku Wędkarskiego, administratora Stawów Brusmana. Członkowie Klubu Gaja, po złożeniu petycji, kupili siedem karpi pod warszawską Halą Mirowską, które potem wypuścili na wolność w Stawach Brusmana na Wawrzyszewie. Klub Gaja - organizacja ekologiczna - istnieje od 1988 r. i zajmuje się walką o prawa zwierząt. Organizuje m.in. akcję "Zbieraj makulaturę - ratuj konie", gdzie za pieniądze zebrane ze sprzedaży makulatury wykupuje się konie, które miały trafić do rzeźni. (PAP) cha/ bno/ rod/ Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 18:24 Polecam artykuł w czasopiśmie "Wiedza i Życie": archiwum.wiz.pl/2001/01120400.asp Odpowiedz Link Zgłoś
3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 19:12 Śmiech odmładza, poprawia krążenie krwi, jest wspaniałą gimnastyką twarzy, klatki piersiowej i brzucha. Najpiękniejsze zmarszczki to właśnie te, które tworzą się od śmiechu. Tak samo jak na co dzień potrzebujemy paru komplementów, by mieć dobre samopoczucie, tak samo potrzebujemy kilka razy dziennie wstrząsającego przeponą śmiechu, aby cieszyć się zdrowiem. Uśmiech jest także najlepszym początkiem naszego kontaktu z ludźmi. *** Do pewnej 102-letniej kobiety przyjechała ekipa telewizyjna, aby spytać o tajemnicę długowieczności. Kobieta nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Na pytanie czemu się tak śmieje, odpowiedziała: - Gdy sąsiedzi zobaczą tyle samochodów przed moim domem będą przekonani, że umarłam... *** Dawno temu pewien profesor zobaczył w pocztowym okienku kartkę z napisem: "Kto ma psa i biega nie uwiązany, będzie zastrzelony". Zaintrygowany profesor spytał urzędniczkę: - Kto będzie zastrzelony? Urzędniczka zmieniła napis, który od tej pory brzmiał tak: "Kto ma psa i biega nie uwiązany, będzie zastrzelony. Ten pies." :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 19:38 Śmiejcie się nie czekając, aż będziecie szczęśliwi, inaczej bowiem umrzecie, nie roześmiawszy się ani razu. Pierre La Mure Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból. Fryderyk Nietzsche Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość. Woody Allen Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne. Johann Wolfgang Goethe Śmiejmy się, kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie! Pierre Augustin Caron de Beaumarchais Odpowiedniejszą rzeczą jest śmiać się z życia, niż lamentować. Seneka Młodszy Po niektórych salwach śmiechu pozostali ranni. Aleksander Kumor Ze wszystkich zwierząt jeden człowiek umie się śmiać, choć on właśnie ma najmniej powodów. Ernest Hemingway Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wzór na śmiech 22.12.06, 19:48 Amerykański naukowiec Igor Krishtafovich stworzył wzór na ludzki śmiech: hotnews.pl/artnauka-300.html Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 20:01 Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i śmiech. Immanuel Kant Absurdalność daje się wyrazić tylko za pomocą humoru. Alfred Hitchcock Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 20:18 Satyryk umiera z przymrużeniem oczu. S.J. Lec Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sw. Mikolaj w realu;-) 22.12.06, 19:26 Ostatnio duza czesc tego watku zajmuja bohaterowie z Turcji. Oto jeszcze jeden takowy (podajemy za Wikipedia): *** Święty Mikołaj z Miry - biskup Miry w dzisiejszej Turcji, urodzony około 280 roku w Patarze, zmarł około roku 345 lub 352. Jeden z najbardziej czczonych świętych prawosławnych (nazywany zawsze św. Mikołajem Cudotwórcą), a także święty katolicki. Zasłynął jako cudotwórca, ratował żeglarzy i uratował miasto od głodu. Odwagą i sprawiedliwością wykazał się ratując od śmierci niesłusznie skazanych urzędników cesarskich. Patron Grecji, Rosji, Bari, Aberdeen, Antwerpii, Berlina, Głogowa, Miry, Moskwy, Nowogrodu, jak również bednarzy, wytwórców guzików, cukierników, gorzelników, dzieci, flisaków, jeńców, kupców, sprzedawców perfum, sprzedawców wina, sprzedawców zboża i nasion, marynarzy, uczonych, młynarzy, kancelistów parafialnych, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, podróżnych, rybaków, sędziów, studentów, złodziei, żeglarzy, notariuszy, uczonych, panien pragnących wyjść za mąż, więźniów oraz obrońców wiary przed herezją, patron pojednania Wschodu i Zachodu, jest również patronem wilków. Według podań po bogatych rodzicach otrzymał w spadku znaczny majątek, którym chętnie dzielił się z ubogimi. Wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem. Mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym dobrych czynów, zmarł w połowie IV w., spontanicznie czczony przez wiernych. Gdy Mirę opanowali Arabowie, kupcom włoskim udało się zabrać jego relikwie i przewieźć do Bari w południowych Włoszech. Znana jest historia o trzech niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem; opowieść o trzech ubogich pannach wydanym za mąż dzięki posagom, których Święty dyskretnie im dostarczył; o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od wyroku śmierci; o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej. Do dziś utrzymuje się zwyczaj składania podarunków w formie niespodzianki, choć obecnie zwyczaj ten jest często łączony z baśniową postacią Świętego Mikołaja. :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Na wigilijny stol ;-) 22.12.06, 20:39 Za GW: Na nic zdała się szamotanina i machanie długimi mackami - ośmiornica została wyłowiona z Pacyfiku przez grupę japońskich badaczy. Wydarzenie udało się sfilmować. Zoolodzy z japońskiego Państwowego Muzeum Naukowego od lat usiłowali wyłowić jedno z najbardziej tajemniczych i nieuchwytnych morskich stworzeń. O gigantycznych ośmiornicach opowiadali miejscowi rybacy, naukowcy nigdy się z nimi nie zetknęli. - Wierzymy, że to pierwsze nagranie tego stworzenia - powiedział o nakręconym przez badaczy filmie, szef zespołu, Tsunemi Kubodera. Do tej pory o ogromnych ośmiornicach wiadomo było niewiele. Prawdopodobnie zainspirowały one osiemnastowiecznych marynarzy i przyczyniły się do powstania legendy o krakenie, morskim potworze zatapiającym statki. Według niepotwierdzonych relacji, ośmiornice-giganty mogą osiągać 20 m długości. Złapane przez Japończyków stworzenie było raczej niewielkie - mierzyło "zaledwie" 3,5 m. Przynętę zarzucono na głębokości 650 m. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce - post 1300 22.12.06, 20:45 W zblizajacym sie poscie nr 1300 nikogo nie pozdrawiamy, bo 1300 to 13 x 100, a liczba 13 podobno przynosi pecha ;-) Watek FH GW "Humor w Nauce i Sztuce" Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 22.12.06, 22:39 Ten dowcipny tekst o odrzucaniu prac naukowych znalazlem na stronie pewnego naukowca z Bilkent University w Ankarze: *** HAVE YOU HAD A PAPER REJECTED LATELY? Here are some people whose ideas were also rejected. I hope they make you feel better. Smile!! * "The wireless music box has no imaginable commercial value. Who would pay for a message sent to nobody in particular?"--David Sarnoff's Associates in rejecting a proposal for investment in the radio in the 1920s. * "The concept is interesting and well-formed, but in order to earn better than a 'C,' the idea must be feasible." Odpowiedz Link Zgłoś
eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wesołych Świąt 23.12.06, 07:48 Już dzisiaj który to raz pędzi poczta przez las! Cóż, nie dziwota, przed każda Gwiazdka pękają banie z manią pisarską: Jacek, co pióra nie bierze w ręce, nagle napisał listów dziewięćset. Pisze Alojzy, Funia i Mania. Rośnie gwiazdkowa życzeniomania. Wczoraj w Krakowie na placu Kingi listy wypchnęły denko od skrzynki, bo tyle listów, któż by to zniósł -- O! znów pocztowy wóz: jeszcze ten mostek, jeszcze ta rzeczka i wjedzie poczta w mury miasteczka, śnieg przed pocztą biegnie jak zając, trąbki pocztowe gromko grają: Listy, paczki, stamtąd i stąd! Wszystkim Wesołych Świąt! (...) Oto cytowany już na forum Konstanty Ildefons Gałczyński... Najlepsze świątczne życzenia wszystkim piszącym i czytającym uczestnikom wątku HwNiSz, składa e_d :-x Odpowiedz Link Zgłoś
3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wesołych Świąt 23.12.06, 17:41 "WIECZÓR WIGILIJNY" Emilia Waśniowska To właśnie tego wieczoru, gdy mróz lśni jak gwiazda na dworze, przy stołach są miejsca dla obcych, bo nikt być samotny nie może. To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimny śniegiem dmuchaw serca złamane i smutne cicha wstępuje otucha. To właśnie tego wieczoru Zło ze wstydu umiera, Widząc jak silna i piękna Jest Miłość, gdy pięści rozwiera. To właśnie tego wieczoru od bardzo wielu wieków pod dachem tkliwej kolędy Bóg się rodzi w człowieku. *** Wszystkim najcieplejsze Świąteczne życzenia składa 3bezatu Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Nasreddin nt zdrady 23.12.06, 14:09 Zapytano Nasreddina, czy zdrada to rzecz naganna? Odpowiedzial bez namyslu: - Nie wiem, i dlatego mam dwie zony. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Nasreddin nt zdrady 24.12.06, 00:33 onufry_z_daleka napisał: > Zapytano Nasreddina, czy zdrada to rzecz naganna? > Odpowiedzial bez namyslu: > - Nie wiem, i dlatego mam dwie zony. ===================== Ten post wyglada tu obecnie jak ni przypial ni wypial. Ale oryginalnie byl on odpowiedzia na post niejakiego/niejakiej ggg reklamujacego/reklamujacej ksiazke na temat zdrady. Mysle ze admin go slusznie usunal, ale teraz wymyslona przeze mnie opowiastka o Nasreddinie wyglada troche ni przypial/ ni wypial ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 17:19 Wprawdzie 3bezatu juz nam duzo o obyczajach swiatecznych opowiedziala :-) ale PAP donosi: Bożonarodzeniowe obyczaje przetrwały... Choinkę ubiera się zaledwie od dwóch wieków. Wcześniej w domach stawiano szopki. Wydmuszki, które dzis kojarzą sie z Wielkanocą, kiedyś służyły do ozdabiania bozonarodzeniowego drzewka. Prezenty świąteczne to obyczaj królów i wielmożów - otrzymywała je służba i najmłodsi dworzanie. Na wsiach prezentów nie było. Do dziś kultywujemy tradycję jedzenia do syta, za to zapominamy często o kolędowaniu - do niewielu domów, zwłaszcza w miastach, pukają kolędnicy z gwiazdą i turoniem. Jak przez lata kształtowały się obyczaje związane z Bożym Narodzeniem? POLSKA CHOINKA MA 200 LAT Choinkę - świerk lub jodłę - ubiera się w naszym kraju od mniej więcej 200 lat. Wcześniej przez całe wieki wigilijną ozdobą izby i stołu były snopy zboża, słoma i siano. Dawniej przed Wigilią, zarówno w domach chłopskich, jak i magnackich, stawiano snopy zboża, a na pamiątkę stajenki, w której urodził się Jezus Chrystus, słomą wyściełano podłogę. Grubą warstwę słomy lub siana kładziono też na stole, który następnie przykrywano białym obrusem. Bliższa współczesnej choince była "zielona gałąź" świerkowa, sosnowa lub jodłowa, którą dekorowano dom, przybijano do płotów, furtek i drzwi. W niektórych regionach Polski przygotowywano stroik, składający się z rozwidlonego wierzchołka świerku, sosnowej gałęzi lub okrągłych słomianych tarcz, które dekorowano symbolicznymi ozdobami. Choinka jest najmłodszą ozdobą Świąt Bożego Narodzenia w polskich domach. Przywędrowała do nas z Niemiec pod koniec XVIII wieku, choć we wsiach środkowej, wschodniej i południowej Polski pojawiła się dopiero w okresie międzywojennym. Ubierano ją zawsze w Wigilię, wieszając na gałązkach ozdoby z opłatka, orzechy, pierniki, jabłka oraz świeczki. Z czasem pojawiły się na niej własnoręcznie wykonane ozdoby z papieru, słomy, wydmuszek jaj oraz z piór. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 17:24 Oto c.d. za PAP: KRÓLEWSKI OBYCZAJ Bożonarodzeniowy zwyczaj obdarowywania się prezentami pod choinką pojawił się dopiero w połowie XIX wieku, ale szybko stał się tradycją. Dawniej tylko królowie i wielmoże obdarowywali podarunkami swoich dworzan. Podarunki te - stroje, futra, pasy i pierścienie, złote i srebrne łańcuchy, a nawet konie i rzędy końskie - były często bardzo kosztowne. Podarunki za wierną służbę otrzymywała też czeladź na dworach szlacheckich. W bogatych domach mieszczan zwyczaj obdarowywania upominkami dzieci powszechny był już w połowie XIX wieku, jednak bardzo rzadko spotykano go na wsi. WIGILIJNE MENU Chociaż wigilijny stół wygląda inaczej w poszczególnych regionach Polski, nigdzie nie powinno zabraknąć podczas tej wieczerzy czerwonego barszczu, śledzia czy kompotu z suszonych owoców. Wigilijny jadłospis jest bogaty, gdyż kiedyś wierzono, że to zapewnia obfitość jadła i umożliwia korzystanie z wszelkiej przyjemności i radości życia w nadchodzącym roku. Dawniej wieczerza zaczynała się od zupy, dziś od zakąsek. W Wielkopolsce i na Śląsku podawano z reguły zupę migdałową lub rybną, w Małopolsce i we wschodnich regionach - barszcz czerwony albo zupę grzybową. Najważniejsze na stole wigilijnym były i są ryby. Kuchnia staropolska słynie z wielu oryginalnych przepisów. W dawnej Polsce w zamożnych domach istniał nawet zwyczaj przyrządzania na kolację wigilijną aż dwunastu dań rybnych, które liczono jako jedną potrawę. Podawano karpie, szczupaki, karasie, liny, sandacze, pstrągi i inne ryby słodkowodne, przyrządzając je w rozmaity sposób. Był zatem karp smażony i karp po polsku w słynnym szarym sosie gotowanym na piwie, z orzechami, migdałami i rodzynkami, zaprawionym karmelem lub pokruszonym piernikiem i powidłami śliwkowymi, karaś w śmietanie, lin z grzybami lub w czerwonej kapuście, szczupak po żydowsku i szczupak w sosie chrzanowym. Specjalnością kuchni polskiej są też śledzie przyrządzane na różne sposoby i podawane na początku wieczerzy jako zakąska. Najpopularniejsze są śledzie w oleju i śledzie marynowane. Oprócz dań rybnych podawano wiele innych potraw. Do najbardziej popularnych należały groch z kapustą, kapusta z grzybami oraz pierogi z kapustą i grzybami. Na stole wigilijnym nie mogło również zabraknąć słodkich dań. Na południu i wschodzie Polski zawsze musiała być tzw. kutia, którą przygotowywano z kaszy pszennej lub jęczmiennej z dodatkiem maku, miodu i bakalii (suszone i kandyzowane owoce południowe - figi, winogrona, daktyle, migdały, orzechy). W innych regionach podawano natomiast kluski z makiem. Do tradycji wigilijnej należy też podawanie świątecznych ciast: strucli z makiem, keksów oraz różnego rodzaju pierników i pierniczków. W niektórych regionach Polski przygotowywano także kisiel z żurawin. KOLĘDOWANIE ZANIKA Popularny niegdyś bożonarodzeniowy zwyczaj kolędowania z gwiazdą, szopką czy turoniem należy dziś do rzadkości i spotykany jest głównie we wsiach południowej Polski, m.in. w Rzeszowskiem, Sądeckiem i Krakowskiem. Obchody kolędnicze znane były w całej Europie, a ich początki sięgają średniowiecza. W Polsce pierwsze zapisy o nich sięgają XVI wieku, lecz zwyczaj ten prawdopodobnie praktykowano już wcześniej. Kolędnicy różnili się przebraniem, repertuarem odgrywanych scen i akcesoriami. Jedni pukali do drzwi prowadząc żywe zwierzęta, inni przychodzili z gwiazdą lub szopką, niektórzy z turoniem, konikiem, bocianem i kozą. Na scenie szopek odgrywano jasełka, czyli przedstawienie o narodzeniu Chrystusa, kolędujący z gwiazdą śpiewali bożonarodzeniowe pieśni, a tzw. Herody odgrywały przedstawienie o Bożym Narodzeniu i królu Herodzie. PAP - Nauka w Polsce, Tomasz Trzciński Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 17:32 Jeszcze PAP donosi: Pierwsza gwiazdka - Wega czy Capella? Na zostanie pierwszą wigilijną gwiazdką tego roku największe szanse mają Wega oraz Capella, a jeśli zaliczymy do tego grona planety, to także Wenus. "Tradycja nakazuje rozpocząć kolację wigilijną w momencie, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. W tym roku w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia Słońce zajdzie w okolicach godziny 15:30, a więc już około godziny 16:00 możemy wypatrywać na niebie pierwszych jasnych obiektów" - mówi dr Arkadiusz Olech z Centrum Astronomicznego PAN w Warszawie. Dodaje, że w tym roku w zasadzie trzy obiekty kandydują do bycia pierwszą gwiazdką. Największe szanse na to ma Wega - będąca najjaśniejszą gwiazdą w konstelacji Lutni. 24 grudnia około godziny 16:00 świeci ona na wysokości prawie 50 stopni nad zachodnim horyzontem. "Nieco słabszym obiektem od Wegi jest Capella (czyli po polsku Koza) - najjaśniejsza gwiazda konstelacji Woźnicy. Znajdziemy ją po przeciwnej stronie nieba, 30 stopni nad północno-wschodnim horyzontem" - wyjaśnia Olech. Okazuje się jednak, że w wigilijny wieczór najjaśniejszym obiektem na niebie będzie Wenus, która jest oczywiście planetą, nie gwiazdą. "Tradycja jednak mówi nam o Gwieździe Betlejemskiej, która najprawdopodobniej była w rzeczywistości kometą, a więc też ciałem Układu Słonecznego, tak jak Wenus" - mówi astronom. AOL Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 19:50 Gazeta-matka informuje w zwiazku z swietami: W tym roku święta co prawda będą, ale równie dobrze moglibyśmy spędzić je w ciepłych krajach. Bo zima nie chce nadejść Odrobina śniegu leży tylko w najwyższych górach. Boże Narodzenie wszędzie będzie bure i ciepłe - w dzień temperatura utrzyma się powyżej zera nawet w północno-wschodniej Polsce, która uchodzi za biegun zimna w naszym kraju. Dopiero w drugi dzień świąt temperatura może spaść poniżej zera. Taka pogoda nie sprzyja dobremu humorowi. Pozostaje tylko zaśpiewać kolędę i życzyć wszystkim nadejścia prawdziwej, świątecznej aury. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Problemy Sw. Mikolaja (tego z Finlandii) 23.12.06, 20:34 Podajemy za GW i prosimy o wyrozumialosc dla Sw. Mikolaja: *** Na adres św. Mikołaja do Finlandii nadeszło w tym roku już około 700 tysięcy listów od dzieci z całego świata, w tym wiele z Polski. Liczbę taką podała Ritta Mattila ze specjalnego "Mikołajowego" urzędu pocztowego w Levi. Według niej, najwięcej przesyłek pochodzi z Wielkiej Brytanii. Na drugim miejscu pod względem liczby listów plasują się dzieci włoskie, a na trzecim miejscu mali Polacy. Polskie dzieci podobnie jak ich rówieśnicy z Wielkiej Brytanii i Włoch uwierzyły, że Mikołaj mieszka za Kołem Polarnym w Finlandii. Tam niedaleko stolicy regionu Laponii Rovaniemi znajduje się jego siedziba. Jest nią pojedyncze gospodarstwo na górze Korvatunturi, co znaczy dosłownie Góra Ucho. Zgodnie z legendą, Mikołaj może z tej góry słyszeć życzenia w sprawie prezentów, wypowiadane przez dzieci na całym świecie. Kilka kilometrów od tego tajemniczego miejsca zbudowano całą tzw. Wioskę św. Mikołaja, gdzie mieści się m.in. urząd pocztowy, obsługujący jego korespondencję. Otworzono go przed 19 laty i jak do tej pory rekordowy był rok 2000, gdy trafiło do niego ok. 600 tys. listów, adresowanych do Mikołaja. Nie wszyscy jednak i nie wszędzie godzą się z faktem, że "najprawdziwszym" Mikołajem jest mieszkaniec Laponii. Np. najmłodsi Duńczycy są przekonani, że św. Mikołaj mieszka na Grenlandii i stamtąd w noc wigilijną wyrusza z prezentami załadowanymi na latające sanie, ciągnięte przez renifery. Tak sądzi 89 proc. małych Duńczyków, a zaledwie 3 proc godzi się na Finlandię. W Danii Mikołaj nosi imię Julemanden, co można przetłumaczyć jako Bożonarodzeniowy Wujaszek. Szwedzi i Norwegowie nazywają go Bożonarodzeniowym Krasnalem, odpowiednio Jultomte i Julnisse, i w większości są przekonani, że zamieszkuje w Tomtenland w środkowej Szwecji. W Finlandii natomiast jego imię brzmi Joulupukki i nikt tam nie ma najmniejszych wątpliwości, że lapońskie Korvatunturi to jego stały adres. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: Problemy Sw. Mikolaja (tego z Finlandii) 23.12.06, 20:47 Byłam w Wiosce Świętego Mikołaja pod Rowaniemi około 10 lat temu. Można sobie poczytać listy do Św. Mikołaja. Znalazłam kartkę pocztową od małej dziewczynki z Polski, który mnie wzruszył. Ona nie prosiła o nic dla siebie, tylko dla rodziców i swojego młodszego braciszka. www.santaclaus.fi/?deptid=11779 www.santaclaus.fi/?deptid=8044 Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 23.12.06, 21:06 ROVANIEMI. Miasto na północy Finlandii (w pobliżu koła podbiegunowego), centrum sportów zimowych (34 tys. mieszkańców). Rovaniemi zostało założone w 1929 r., w 10 lat później stało się stolicą fińskiej Laponii. Odbudowane po zakończeniu wojny według projektu (na planie rogów renifera) słynnego architekta Alvara Aalto, Rovaniemi stało się najnowocześniejszym miastem północnej Europy. Osoby interesujące się kulturą lapońską powinny wybrać się do Arktikum na północy miasta, będącego najciekawszym muzeum Rovaniemi. Ogromne łuki atrium wyłaniają się z ziemi niczym łódź podwodna, a niemal wszystkie wystawy znajdują się pod kamiennym nabrzeżem. W środku mieści się Regionalne Muzeum Laponii i Centrum Polarne; oba pozwalają poznać z wielu stron historię i dzień dzisiejszy narodów północy. Eksponaty obejmują płaszcze przeciwdeszczowe z jelit fok, skóry z lisów polarnych i karibu oraz spodnie z niedźwiedzia polarnego, a także wspaniałe zdjęcia, przedstawiające życie i hodowlę reniferów - widać i tu wpływ najnowszej techniki: telefony komórkowe, pojazdy śnieżne i małe wózki o napędzie czterokołowym. Są także zdjęcia dokumentujące spustoszenia dokonane przez Niemców, kiedy to, zmuszeni do odwrotu w 1944 r., spalili wszystkie budynki. Ekspozycje przedstawiają ciekawą kulturę lapońską. Koło podbiegunowe. Umowna linia przebiegająca mniej więcej wzdłuż równoleżnika na 66o 33` szerokości geograficznej. Na północ od niej słońce przynajmniej raz w roku nie wschodzi i raz - nie zachodzi. Zorza polarna (aurora borealis). Od połowy grudnia do połowy stycznia przez całą dobę panuje ciemność. Wtedy to na dalekiej północy w całej swej krasie prezentuje się zorza polarna. Ta przedziwna migotliwa łuna o postaci świetlistych, barwnych łuków, smug czy wstęg, draperii, zasłon lub koron to efekt zetknięcia z atmosferą ziemską elektronów i protonów wysyłanych przez Słońce. Na dalekiej północy od końca maja do końca czerwca przez całą dobę panuje światło dzienne, a kwiecień i lipiec są bardzo jasnymi miesiącami. Laponia. Daleka Północ fińska, zadziwia urozmaiconym krajobrazem z lasami, jeziorami i rzekami oraz połaciami odludnych terenów wyżynnych. Na tych szerokościach geograficznych część tubylczej ludności lapońskiej nadal wypasa renifery i zachowuje swoje tradycje. Lapończycy wolą pozostawać z dala od ciekawskich spojrzeń turystów, a ich kanciaste tipi (ozdobione rogami i skórą reniferów, wędzonymi łososiami) są z ich strony ustępstwem na rzecz komercji. Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 23.12.06, 21:22 Saami (Lapończycy) w tradycyjnych strojach: www.sami-siida.no/Files/Bilder/forsidebilde.jpg www.sami-siida.no/Files/Bilder/nils_henrik_og_johan.jpg www.firstcongucc.org/Images/fi0074lm.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 23.12.06, 21:38 Rovaniemi to takze jedno z najlepiej zaprojektowanych, pod wzgledem urbanistycznym, miast na swiecie. To przyklad architektury humanistycznej, ktorej najwybitniejszym przedstawicialem byl Alvar Aalto. On to opracowal z zespolem w latach 1944-1945 urbanistyczny plan dla Rovaniemi. Przypomnijmy 2 maksymy Aalto: Jestesmy po to, aby humanizowac mechaniczna forme materialu. Sztuka ma tylko 2 skladniki: humanizm albo jego brak. Nie dziw wiec ze czasem Sw. Mikolajowi nie chce sie stamtad wyjezdzac ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 27.12.06, 19:00 Jeśli chodzi o architekturę Rovaniemi, to zdania są podzielone. "Wynikiem śmiałego, ale niepraktycznego projektu Alvara Aalto są drogi, tworzące kształt rogów reniferów, co jest wspaniałą sprawą jeśli przemieszczasz się helikopterem, ale co czyni piesze wędrówki o wiele dłuższymi niż by musiały być. Rovaniemi to chaos i większość turystów zatrzymuje się tu tylko na krótki postój [...]" ("Finlandia. Praktyczny przewodnik." J. Brown, M. Sinclair) Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Rękodzieło Samów 27.12.06, 19:18 Rękodzieło Samów: kuksa (kubek) www.aitogalleria.com/images/kuksa_basic.jpg Kuksa wykonywana jest z drewna brzozy brodawkowatej. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 27.12.06, 19:33 Hmm... Ja bym ten przewodnik uzyl jako podstawke pod lampe ;-) Jeszcze sie taki nie urodzil co by wszystkim dogodzil ;-))) Nie bylem w Rovaniemi, ale mialem mozliwosc ogladac realizacje Aalto w Helsinkach. I bylem nimi zachwycony. Finskim miastem zaprojektowanym przez Aalto ze wspolpracownikami, ktore otrzymuje najwyzsze oceny jest Tapiola. Slynne sa takze jego realizacje w Otaniemi, zwlaszcza politechnika. Zyczylbym sobie by w Polsce zaistniala tak wspaniala architektura, wyczulona na ludzkie potrzeby. Niestety las chaotycznych i brzydkich wiezowcow w centrum Warszawy to nie jest powod do dumy. Odpowiedz Link Zgłoś
obrobka_skrawaniem Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 27.12.06, 19:45 onufry_z_daleka napisał: > > Ja bym ten przewodnik uzyl jako podstawke pod lampe ;-) W tym przewodniku jest masa śmiesznych fragmentów, pamiętam, że się zaśmiewaliśmy przy czytaniu. Ja mam niezbyt miłe wspomnienia z Rovaniemi, bo jadąc autostopem utknęliśmy na drodze do miasta Ranua (ileś km za Rovaniemi) i staliśmy tam 2 dni. W końcu zaczęliśmy łapać okazję w 2 strony na raz (pewnie to wyglądało jakbyśmy się śmiertelnie pokłócili) i ostatecznie wróciliśmy do Rovaniemi. Ja lubię obiekty projektowane przez A. Aalto, bardzo podoba mi się też jego szkło. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Finowie - wspaniali kierowcy 28.12.06, 08:06 Finowie maja dryg do prowadzenia samochodow - wielu czolowych kierowcow rajdowych to Finowie. Oppwiadal mi kiedys swietny polski kierowca rajdowy historie, ktora mu sie przydarzyla w Finlandii. Trenowal on w nocy jadac stylem rajdowym po niezbyt czesto uczeszczanej drodze. W pewnym momencie za jego plecami pojawily sie swiatla samochodu. Dodal gazu, jadac na skraju ryzyka, ale te swiatla mial wciaz za soba. W koncu dojechal do malego miasteczka i zaciekawiony zatrzymal samochod na rynku. Po minucie na rynek wjechala ... ciezarowka z mlekiem. ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: J.S. Bach: Oratorium na Boze Narodzenie 23.12.06, 22:51 Historia powstania Oratorium na Boże Narodzenie stanowi niezwykłą kompilację z jednej strony tego, co na ten temat wiadomo i mnóstwa nierozwiązanych pytań z drugiej strony. Nigdy nie było żadnych wątpliwości ani kontrowersji dotyczących czasu powstania dzieła i daty jego pierwszego wykonania, zupełnie inaczej niż w przypadku innych wielkich utworów religijnych Bacha (Pasji wg św. Jana, Pasji wg św. Mateusza, Mszy h-moll); zarówno wydane drukiem libretto, jak i rękopis partytury zawierają informację, że oratorium było zaplanowane na święta Bożego Narodzenia w roku 1734-35 (od dnia Bożego Narodzenia do dnia Objawienia Pańskiego; od 25 grudnia do 6 stycznia). Stąd można wydedukować, że kompozycja powstała w miesiącach bezpośrednio poprzedzających te święta, w większości podczas Adwentu, kiedy nie wykonywano kantat w Lipsku i Bach w rezultacie miał więcej wolnego czasu ;-) Wiecej: www.muzyka.ofm.pl/oratorium/analiza_oratorium.htm#B Ale tak naprawde, to nalezy posluchac :-))) od poczatku do konca. Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Morderstwo w Boze Narodzenie ;-) 24.12.06, 00:26 Dla tych, ktorzy beda mieli w Swieta duzo wolnego czasu rekomendujemy zajmujaca lekture - powiesc Agaty Christie: pl.wikipedia.org/wiki/Bo%C5%BCe_Narodzenie_Herkulesa_Poirot PS. Paniom ktore nie maja (jeszcze) zmywarki, przypominamy ze A. Christie twierdzila, ze najlepsze pomysly przychodzily jej w czasie zmywania naczyn :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Torunski Piernik Re: Bozo-narodzeniowy Torun :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.06, 12:40 Pozdrawiam ten watek z mego miasta - Torunia (przy pomocy tekstu z Gazety Wyborczej). Stary torunski piernik :-) ----------------- Święta Bożego Narodzenia od kilkunastu lat spędzane w Toruniu za każdym razem przenoszą mnie w krainę dziecięcej religijności, baśniowego świata Andersena i powieści Dickensa. Kto wie, czy w zaaferowanym tłumie wypełniającym deptak na Szerokiej lub ciasne uliczki pomiędzy Staromiejskim i Nowym Rynkiem nie przemyka się sam pan Scrouge w lichym paletku i wyświeconym cylinderku na głowie, jeszcze nie myślący o dobroczynności, ani nawet o godnym uczczeniu Wigilii. W przeciwieństwie do toruńskich mieszczan, którzy penetrują okoliczne sklepy w poszukiwaniu ostatnich prezentów. Nieliczni, a jednak widoczni w tym tłumie turyści poruszają się wolniej, usiłują coś fotografować, w sumie trochę zagubieni. Nie dotyczy to Japończyków, którzy z nabożeństwem kupują pierniki. Bo przecież tak jak niemiecka Norymberga, polski Toruń piernikami stoi. I to już od XIII wieku. Piernikowe sklepy, jak choćby te dwa na Żeglarskiej, nigdy nie narzekają na brak klientów. Trzeba jednak wiedzieć, że te najpiękniejsze, figuralne - w formie karocy, anioła, Matki Boskiej z Dzieciątkiem czy żłóbka - są twarde. Za to świeżutkie "Katarzynki, katarzynki, przysmak chłopca i dziewczynki", albo małe pierniczki nadziewane morelową, bądź różaną konfiturą i oszronione lukrem rozpływają się w ustach. Warto zajrzeć do apteki. Przezorni, pamiętający o możliwych skutkach świątecznego braku umiaru w jedzeniu i piciu zachodzą Pod Lwa przy Rynku Nowomiejskim albo do Królewskiej, założonej w 1389 r. przez Alberta z Wrocławia - najstarszej w Toruniu i jednej z najstarszych w Polsce. Torunianie nazywają ją Pod Orłem, od rzeźby znajdującej się nad wejściem. I wolą historyczne apteki od tych nowoczesnych, ceniąc staroświeckość wystroju, w którym dominuje ciemne drewno, mleczne szkło, porcelanowe moździerze. Przypomnijmy, że piernik traktowany był niegdyś jako środek leczniczy. Czerstwy, pełen zamorskich, "piernych", czyli pieprznych ingrediencji, mógł być antidotum na kłopoty z trawieniem. Ulice pustoszeją, nieliczni przechodnie wydłużają kroku. Pora się śpieszyć, bo zbliża się czas Wigilii. Brzęczą dzwonki w obładowanych saniach Świętego Mikołaja, z uchylonych okien wymykają się boskie aromaty - grzyby na uszka, smażona kapusta, drożdżowe ciasto... Powoli gaśnie dzień i jedne po drugich zapalają się okna toruńskich kamienic. Domy dawnego patrycjatu mogą budzić podziw, choć klasycyzm ogołocił z ozdób wiele elewacji. Kilka jednak przetrwało, jak choćby reprezentacyjna kamienica Pod Gwiazdą, pod numerem 35 Staromiejskiego Rynku. Patrząc na Toruń z drugiej strony Wisły, zobaczymy nadbrzeżną przestrzeń ściągniętą czerwoną taśmą murów, sponad których wzbijają się ku niebu kościelne wieże, z najbardziej monumentalną, tą od świętych Janów. To właśnie z niej zabrzmi o północy głęboki, spiżowy głos Tuba Dei, wieszczący narodzenie Pańskie i wzywający na pasterkę. Cały gród zdaje się dygotać w rytmie majestatycznie bijącego, liczącego ponad 500 lat dzwonu. Z katedry, zaraz po pasterce, wierni śpieszą do Betlejki, ustawionej na Starym Rynku, aby w żłóbku, na sianie, złożyć symboliczną figurkę, której oprócz Maryi i Józefa strzec będą najprawdziwsze owieczki i osioł. Największe tłumy zbierają się w kościele garnizonowym św. Katarzyny Aleksandryjskiej, tej nocy przemienionym w wielką pasterską szopę, której centrum stanowi żłóbek przy ołtarzu, ocieniony strzechą, z wszelakim sprzętem, jakiego pewnie używali także biblijni pasterze strzegący trzód na betlejemskich polach. Uroku i autentyzmu tej sielskiej scenerii dodają żywe zwierzęta - owieczki, króliki, ptactwo. Pianie miniaturowego kogutka podczas podniesienia można uznać za przejaw szacunku wyrażanego przez wszelkie stworzenie boże dla Przychodzącego. Wokół pachnie świerkiem i choć wiadomo, że bardziej zdałyby się tu palmy niż choinki, to i tak wszyscy z zapartym tchem przeżywają każdą chwilę bożonarodzeniowej, rozkolędowanej liturgii. Pasterki odprawiane są też w starutkim św. Jakubie, w monumentalnej Najświętszej Maryi Pannie i w klasycystycznym kościele oo. Jezuitów, zwanym kościołem akademickim, którego zaletą jest porządne ogrzewanie. Po pasterce mieszkańcy Torunia nie od razu wracają do domów. Zwłaszcza gdy noc jest pogodna, trochę mroźna i śnieżna, nie zaś wietrzna i deszczowa, o co nietrudno w pobliżu Wisły. Całe rodziny spacerują wokół Betlejki na Starym Rynku, robią sobie zdjęcia z Dzieciątkiem, Józefem i Maryją, próbują poklepać owieczkę lub poczochrać osła za uszami. Podziwiają ogromną choinkę stojącą tuż przy ratuszu stanowiącym przykład pięknego holenderskiego renesansu bądź gawędzą u stóp posągu Mikołaja Kopernika, któremu 6 grudnia studenci uroczyście przywdziewają czapeczkę świętego patrona. Rzeźbę odlano w ludwisarni Fischerów w Berlinie według projektu berlińskiego rzeźbiarza Fryderyka Tiecka w 1852 r. Młodzież odwiedza staromiejskie gospody, szynki i winiarnie. A ma w czym wybierać - tylko na Starym Rynku jest ich kilkanaście. Niektórzy idą wprost do Nieba w piwniczce ratusza. Od wieków było to miejsce składowania i handlu piwem, winem oraz innymi trunkami. Ze spisu przeprowadzonego w Toruniu w 1576 r. wynika, że w mieście działały aż 102 gospody. A miasto było bez porównania mniejsze od dzisiejszego. Inna sprawa, że gdy tylko zabrzmiał wieczorny dzwon, a straż miejska zaczynała swoje tradycyjne nawoływanie "Już dziesiąta na zegarze, idźcie do snu gospodarze", za handel alkoholem i publiczne biesiadowanie można było trafić do miejskiego karceru. Uchowała się też gospoda Pod Modrym Fartuchem, przy Rynku Nowomiejskim, o tradycjach sięgających końca XV w. Nie ma już wprawdzie gospody Pod Dzikim Mężem na rogu św. Ducha i Różanej, przed którą stała figurka tegoż z solidną maczugą, ale zapewniam, że dzikich mężów i tak nie brakuje w naszym dziwnym świecie. I lepiej jest się z nimi nie spotykać, zwłaszcza w czas tej pięknej, cichej, świętej nocy. Wesołych Swiat! Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Piosence :-) 25.12.06, 11:23 Podajemy za GW: *** Dlaczego niektóre utwory nas smucą, inne poprawiają nastrój, a jeszcze inne dodają energii? Brytyjscy eksperci poszukali na to pytanie naukowej odpowiedzi Już Starsi Panowie śpiewali: "Piosenka jest dobra na wszystko/(...)/Na co dzień jak i na niedzielę/na to żebyś ty patrzał weselej/jej słowa, melodia i rytm". Czy tak jest rzeczywiście? Za próbę naukowego wyjaśnienia, jak muzyka wpływa na nastrój, zabrał się ostatnio zespół naukowców pod kierunkiem fizjologa Harry'ego Witchela z uniwersytetu w Bristolu. Witchel wcześniej interesował się wpływem muzyki tanecznej na aktywność ludzkiego organizmu ze szczególnym uwzględnieniem mózgu, fizjologią śmiechu i językiem ciała randkowiczów. Był też dyżurnym komentatorem w brytyjskiej edycji "Big Brothera". Teraz 15 wielbicielom muzyki rozrywkowej puszczano kolejno piosenki z brytyjskich list przebojów ostatnich dziesięcioleci. Jednocześnie badano ich reakcje - od liczby uderzeń serca i oddechów na minutę, przez temperaturę ciała, aż po liczbę westchnień. Okazało się, że każda "wesoła" piosenka przyspiesza tętno i oddech, a "smutna" powoduje spadek liczby uderzeń serca na minutę. - Zmiany w tempie muzyki czy częstotliwości dźwięków działają na organizm - komentuje Witchel w gazecie "The Independent". - Muzyka poprzez czystą fizjologię sprawia, że nasze ciało reaguje tak samo, jakby reagowało, gdybyśmy byli smutni. Ale przecież fizjologia to nie wszystko - dowodów na to, że czasem nastrój poprawiają piosenki, które według Witchela powinny wywoływać smutek, jest aż nadto. Na początku roku 2004 stacja BBC przeprowadziła sondę, w której radiosłuchacze mieli wyłonić utwory najbardziej podnoszące na duchu. Wyniki były zaskakujące: pogodne "Good Day Sunshine" Beatlesów sąsiadowało na liście zwycięzców z "Love Will Tear Us Apart" Joy Division, "Glory Box" Portishead czy "Everybody Hurts" R.E.M., których ze względu na rytm, tempo, melodię, nastrój czy nawet temat pogodnymi nijak nazwać się nie da. - Nie zapomnij o piosenkach, przez które roniłeś łzy, i o tych, które uratowały życie ci - śpiewał swego czasu Morrisey w utworze The Smiths "Rubber Ring". Okazuje się, że czasem i łzy, i radość potrafią wywoływać te same utwory. Pięć najbardziej podnoszących na duchu piosenek według zespołu Witchela: 1. Lily Allen "LDN" 2. Abba "Dancing Queen" 3. R.E.M. "Shiny Happy People" 4. B52s "Love Shack" 5. The Beatles "She Loves You" Pięć najbardziej dołujących piosenek według zespołu Witchela: 1. The Verve "The Drugs Don't Work" 2. Robbie Williams "Angels" 3. Elton John "Sorry Seems To Be The Hardest Word" 4. Whitney Houston "I Will Always Love You" 5. Sinead O'Connor "Nothing Compares 2 U" Pięć najbardziej energetycznych piosenek według zespołu Witchela: 1. Blur "Song 2" 2. Girls Aloud "Love Machine" 3. Killers "Somebody Told Me" 4. Prodigy "Firestarter" 5. Razorlight "Rip It Up" Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Finlandia to nie tylko Sw. Mikolaj!!! 25.12.06, 18:32 Dosc leniuchowania watkowicze! Byla mowa o Finlandii jako o kraju Sw. Mikolaja, teraz o Finlandii jako o kraju, ktory zainwestowal w nauke: Za wp.pl: Finlandia „(…) kraj drwali przeszedł do pierwszej ligi, ponieważ rząd Finlandii zaufał środowisku naukowemu i przez 20 lat w ciemno inwestował w naukę. Oczywiście Polska to inny kraj, niemniej jednak bez odrobiny ryzyka będziemy zawsze drugą ligą.” (prof. Jerzy Szwed) wiecej: finanse.wp.pl/POD,21,wid,8650986,prasa.html?rfbawp=1167067747.364&ticaid=12ec3 Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: O ksiazkach roku 2006 25.12.06, 20:41 Za GW: Ciągłe wyczekiwanie na skończone arcydzieło nie służy czytaniu dobrych książek. A w tym roku było ich niemało Liczne postulaty kierowane do polskich pisarzy, wykuwane nie tylko przez ten rok w sążnistych debatach na łamach prasy, domagały się od nich przeróżnych rzeczy: zaniechania hermetycznych wycieczek w głąb własnych obsesji, jeszcze większego zaangażowania we współczesne problemy społeczne, stworzenia polskiego odpowiednika Wielkiej Powieści Amerykańskiej - rzeczy, która przez jednostkową historię dałaby obraz stanu duszy całego narodu, zachęcały do wyprawy po Polsce ze Stendhalowskim lustrem w ręku etc. Za wadę numer jeden uznawano przy tym często rzekomy brak ambicji twórców naszej literatury, który skazuje ją na przyczynkowość, miałkość, słowem - nieistotność. Jednak najlepsze polskie książki tego roku wyszły spod piór autorów, którzy zdają się w ogóle puszczać mimo uszu dyskusje krytyków i niezmiennie tkwią przy swoich tematach. W "Całym czasie" Janusz Anderman wprawdzie rozprawia się zjadliwie z polską rzeczywistością ostatnich dekad, ale demaskatorski żywioł to nienowa cecha jego pisarstwa. Jerzy Pilch swój znak firmowy - gorzki ironiczny dowcip plus smutek - doprowadza w "Moim pierwszym samobójstwie" do doskonałości. Eustachy Rylski w "Warunku" swoim zwyczajem zajął się trudną stylistyczną formułą przy pisaniu o kampanii napoleońskiej. A Andrzej Bart bawi się kunsztowną gawędą w nęcąco staroświeckim "Don Juanie raz jeszcze". Nadal obowiązuje (i nic nie wskazuje, że to się zmieni) niezwiązana żadnymi manifestami różnorodność oraz dowolność sposobów komunikowania się z czytelnikiem. Pewnie dlatego kryminał (nieortodoksyjny, ale przedni) w przerwach w pisaniu nowego tomu "Muzyka środka" mógł popełnić poeta Marcin Świetlicki ("Dwanaście"). Renesans tego szlachetnego gatunku w całej Europie trwa już dłużej niż rok (Mankell, Montalban, Camilleri, Izzo, Akunin), jednak u nas seryjnie fascynuje na razie tylko Marek Krajewski, który zamknął swoją tetralogię o radcy kryminalnym Eberhardzie Mocku z Breslau. Ten rok najobficiej wypada jednak w dużych zbiorach poezji (m.in. pierwszy raz po polsku Nelly Sachs w przekładzie Ryszarda Krynickiego, Krystyna Miłobędzka i Andrzej Sosnowski). Kapitalnym jego zwieńczeniem jest gotowa od kilku dni antologia Piotra Sommera "O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich". Na dłużej pewnie zostaną po tym roku, poza tomem Świetlickiego, pachnące Schulzem "Kolonie" Tomasza Różyckiego. Polski rynek książki zbliżył się w tym roku do ogólnoświatowych standardów przynajmniej pod dwoma względami. Po pierwsze - zadziałały nowe sposoby kreowania popularności przez pisarza, czego najlepszym przykładem jest Michał Witkowski, autor powieści, w której geje są ciotami, a "przegięcie" służy także za klucz do kariery w kolorowych i cyfrowych mediach. W efekcie znacznie więcej osób wie, kim jest Witkowski, niż przeczytało jego błyskotliwą książkę o jednak przygnębiającej kondycji homoseksualistów w PRL-u. Zresztą na niezmiennie niskim poziomie utrzymuje się sprzedaż książek wybitnych, których autorzy nie są aż tak efektowni. To przypadek najlepszej, jak sądzę, pozycji tego roku: "Śmierci w bunkrze" Austriaka Martina Pollacka, który tropi dzieje nazizmu we własnej rodzinie. Ok. 4 tys. egzemplarzy to o wiele za mało dla książki właściwie ustanawiającej nowy gatunek - reportaż historyczny o wszelkich walorach powieści. Po drugie - nastąpiło rozmnożenie nagród literackich. Do Nike, fundowanej przez wydawcę "Gazety" Agorę (w tym roku Dorota Masłowska), od powstania atakowanej za nominacje rzekomo wypaczające panoramę polskiej literatury od tej jesieni dołączyła Nagroda Literacka Gdynia (trzy kategorie po 50 tys. zł - proza, esej i poezja) oraz pomyślany szerzej, jako laur dla twórców z Europy Środkowej i Wschodniej, wrocławski Angelus (150 tys. zł dla Jurija Andruchowycza). Jeśli dodać nagrody im. Kościelskich i im. Mackiewicza, liczba ważnych werdyktów literackich w roku zbliża nas nieco do znacznie bardziej okrzepłych rynków zachodnich, gdzie ewentualne podwójne nominacje potwierdzają klasę kandydatów. Znamienne, że obie nowe nagrody fundują miasta, które najlepiej w całej Polsce radzą sobie z własnym rozwojem. Ich prezydenci po latach intensywnych inwestycji (za które nagrodzono ich reelekcją w ostatnich wyborach samorządowych), zdecydowali się na budowanie prestiżu miasta sposobami mniej oczywistymi niż spoty w TV. Jak tak dalej pójdzie, Gdynia (ma już festiwal polskich filmów fabularnych i muzyczny Open'er) i Wrocław (Nowe Horyzonty i Wratislavia Cantans) zostawią resztę Polski daleko w tyle. Polskie nagrody jednak wciąż nie mają takiego przełożenia na wzrost sprzedaży jak np. we Francji, gdzie książka laureata Nagrody Goncourtów rozeszła się już w pół miliona egzemplarzy (u nas taki wynik ma lider list bestsellerów, nowy "Harry Potter"). Jury po raz pierwszy w historii nagrodziło Amerykanina, Jonathana Littela, ale nie miało wyboru - jego potężna powieść, spisana w pierwszej osobie relacja z wojny widzianej oczyma wysokiego funkcjonariusza SS, rozpaliła paryskie gazety. Żadnych kontrowersji tym razem nie wzbudził za to Nobel - Orhan Pamuk zasłużył na niego choćby samym "Śniegiem", starannie zaaranżowanym powieściowym dialogiem wszystkich stron sporu o turecką tożsamość i przyszłość. Z zasługującym na osobną nagrodę imponującym wyczuciem opublikowało go w Polsce tuż przed werdyktem Wydawnictwo Literackie. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Nauka bezsilna w sprawie sniegu :-((( 25.12.06, 23:19 Za GW: Mieszkańcy Suwalszczyzny zwanej polskim biegunem zimna są zawiedzeni, że tegoroczne święta Bożego Narodzenia nie są białe. W poniedziałek jest zero stopni Celsjusza, a śnieg spadnie dopiero po świętach. Według meteorologów, do świąt bez śniegu trzeba się przyzwyczaić nawet na Suwalszczyźnie, jednym z najzimniejszych regionów w Polsce. To efekt ocieplenia klimatu. Mieszkańcy Północno-Wschodniej Polski są przyzwyczajeni, że w Boże Narodzenie jest dużo śniegu i bardzo mroźno. Śnieżyce, trzaskający pod butami mróz i wokół sama biel - tak powinny według nich wyglądać święta. Minus dwa, trzy stopnie Celsjusza to żaden mróz dla mieszkańców Północnej Polski. Święta bez śniegu, to dla nich święta smutniejsze. Nawet kolędnicy odwiedzający domy na wsi, nie mogą w tym roku poskarżyć się na szczypiący w policzki mróz. Zasmucone są szczególnie dzieci. We wsi Rudawka, miał do nich przyjechać na saniach Mikołaj, ale z braku śniegu musiał przyjść pieszo. Nie było więc sanny, dzwonków i parskającego konia św. Mikołaja. W tegoroczne święta nie ruszył także pociąg kolejki wąskotorowej w Płocicznie k. Suwałk. Co roku była to wielka atrakcja. Kolejka jechała nad jezioro Wigry, gdzie na podróżnych czekały sanie. Można było porzucać się śnieżkami na zamarzniętym jeziorze. "Nie ma śniegu, to i nie ma chętnych na wyjazd kolejką. Nawet widoki są nie takie, kiedy brakuje białego puchu" - powiedział PAP właściciel kolejki Stanisław Huryn. Dlatego z nostalgią w Suwałkach wspomina się zimę stulecia. To był przełom roku 1978 i 1979. Temperatura minus 34 stopnie Celsjusza. Dwumetrowe, a nawet wyższe zaspy śnieżne, a w nich wyżłobione wąskie tunele, by przejść lub przejechać. Stąd trochę starsi mieszkańcy Suwalszczyzny, kiedy ktoś teraz narzeka na szczypiący w policzki dziesięciostopniowy mróz, mawiają: "dzieci, kiedyś to były zimy". ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Wyklad Prof. Dawkinsa n/t Sw. Mikolaja :-))) 26.12.06, 08:28 Profesor Richard Dawkins o Świętym Mikołaju - wykład (nie)wygłoszony w przedszkolu Fair Hills* Od samego początku, od niemowlęctwa czyni się wam wielką niesprawiedliwość! Święty Mikołaj, Gwiazdor, Dziadek Mróz - imiona mogą się różnić, ale idea pozostaje ta sama. Nie wątpię, że rysowaliście jego portrety, oglądaliście filmy i śpiewaliście o nim piosenki. Dobrotliwy, jowialny gość, którego jedynym zadaniem jest monitorowanie waszego zachowania non-stop przez cały rok, tylko po to, by na koniec podzielić na dwie drastycznie uproszczone grupy: dzieci grzeczne i niegrzeczne. Z pomocą elfich współpracowników i latających reniferów, ten Dobry Samarytanin w jeden wieczór dostarcza prezenty wszystkim dzieciom świata. Mówią: poznacie go po długiej, białej brodzie i brzuchu, który trzęsie się jak salaterka pełna galaretki. Wręcz przeciwnie! Poznacie go po niedorzeczności i absurdzie. Ot, cały on! Jako człowiek nauki poszukuję prawdy. Wszechświat jest bardzo skomplikowanym miejscem, wiecznie ewoluującym i poddawanym zmianom, budowanym od miliardów lat. Dzięki teorii Darwina pojmujemy kim jesteśmy i skąd przybywamy. Tylko nauka może dostarczyć odpowiedzi na takie pytania. Ślepa wiara w Wielki Plan, ufanie, że rzeczy "po prostu się dzieją" bez żadnych racjonalnych wytłumaczeń i dowodów, są częścią alternatywnej nie-nauki. Święty Mikołaj, z jego długą białą brodą i workiem pełnym gadżetów, jest modelowym jej przykładem. Jeżeli jesteście osobami, którym zależy na prawdzie, być może zastanowicie się nad takim problemem: jak samotny, starszy mężczyzna, nie tylko produkuje, ale i dostarcza w jeden wieczór to, co na logikę rzecz biorąc, jest milionami zabawek? Oczywiście, jeżeli będziecie dalej drążyć sprawę, pojawią się kolejne, trudniejsze pytania. My skupimy się na podstawach - dostałem sygnał, że nie mamy zbyt wiele czasu. Wasi rodzice i nauczyciele powiedzą pewnie coś w stylu "Jak to? Przecież ma elfy, które cały rok pracują w specjalnym warsztacie na biegunie północnym". Odpowiedź na pytanie, jak Mikołaj może dostarczyć wszystkie prezenty w jeden wieczór, nie zmieniła się odkąd byłem chłopcem. Oczywiście robi to z pomocą Świątecznej Magii (cóż za zaskoczenie!). No właśnie - Świąteczna Magia, ta cudowna, wspaniała moc. Jedna mała kropelka pozwala człowiekowi latać dookoła świata na saniach zaprzężonych w dziewięć reniferów. Fascynujące, prawda? Teraz, zanim zagłębimy się w temat, pozwólcie mi coś wyjaśnić. Nie twierdzę, że istnienie Mikołaja, cudownie efektywnych elfów, czy Świątecznej Magii jest niemożliwe. Nie mogę udowodnić, że rzeczy te nie istnieją, tak jak nie mogę dowieść nierealności dobrych duszków i leprekaunów. Twierdzę jednak, że rachunek prawdopodobieństwa i nauka przybliżają nas do prawdy. I jeśli zdołamy spojrzeć tej prawdzie w oczy, szybko zorientujemy się, że po prostu nie ma naukowych podstaw dla żadnego z wymienionych wcześniej zjawisk. Są natomiast mocne dowody na to, że nikt inny, ale właśnie wasi rodzice kładą pod choinką prezenty podpisane "od Mikołaja", tak samo, jak nikt inny nie zjada ciasteczek i nie wypija mleka, które tak przezornie zostawiacie w Wigilię zanim ułożycie się do snu. Jeśli nie akceptujecie tych metod i wciąż upieracie się przy nie-nauce i Świątecznej Magii, jeśli nadal twierdzicie, że "moc" Mikołaja pochodzi z jakiegoś nieokreślonego źródła, to znaczy, że zabrnęliście na naprawdę mętne wody. To odrzucenie wszelkiej logiki. Dlaczego nie Różowy Jednorożec, albo Latająca Makaronowa Maszkara? Żaden racjonalnie myślący naukowiec nie akceptuje jakichkolwiek informacji bez określenia ich źródła i podstaw. Wy też nie powinniście. Celem tego wykładu jest uświadomienie wam, że jako dzieci powinniście być wychowywani w kulcie prawdy, faktów, logiki i intelektu. Wspólnie doprowadzimy do tego, że w nie tak dalekiej przyszłości słowa "Święty Mikołaj", "Gwiazdor" i "Dziadek Mróz" nie będą znajdowały żadnego odzewu. Nie ma nic złego w niewierze w Mikołaja. Zdaję sobie sprawę, że niektórych z was temat ten wprawia w zakłopotanie. Nie ma się czego wstydzić. Płaczecie, ale wasze łzy są pozytywne, nie negatywne. Stoicie twarzą w twarz z prawdą, która może przybierać wiele postaci i nie zawsze jest wygodna. W przyszłości będziecie tego doświadczali raz po raz. Jeśli marzycie o życiu przynoszącym wiadomości przyjemne i niekoniecznie prawdziwe, wówczas wasza egzystencja będzie pełna złudzeń. Wasza dojrzałość intelektualna zależy od tego, czy w tej chwili, w tak młodym wieku będziecie potrafili zmierzyć się z prawdą. Absurdalność Świętego Mikołaja i Świątecznej Magii jest wymarzonym początkiem. Teraz, gdy wszystko zostało powiedziane, chciałbym podziękować wam za poświęcony mi dzisiaj czas. Z chęcią odpowiem na wszystkie pytania. * Autorem wykładu jest Mike Jones. Tekst został zamieszczony w literackim serwisie mcsweeneys.net :-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Pozdrowienia swiateczne od Nasreddina :-))) 26.12.06, 12:56 "Wspaniały pomysł na swieta" Zona Nasreddina byla Polka. Nasreddin poprosił ją, żeby upiekła sernik. Żona upiekła bardzo dużo sernika i N zjadł prawie wszystko. Tej nocy obudził ją w łóżku i powiedział: - Mam wspaniały pomysł! - Jaki? zapytała ciekawie żona. - Przynieś mi resztę sernika to ci powiem. Żona wstała i przyniosła mu sernika a kiedy skończył jeść, powiedziała: - Teraz już nie zasnę, jeśli nie powiesz mi swojego pomysłu. - Wspaniały pomysł jest taki: ‘Nigdy nie chodź spać, zanim nie zjesz całego sernika, który został upieczony przez twoja zone tego dnia!’ Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: J. Kepler ur. 27.12... 26.12.06, 17:30 Jutro rocznica urodzin Keplera - pierwszego przedstawiciela nowoczesnej Nauki. Jan Kepler (niem. Johannes Kepler; ur. 27 grudnia 1571 r. w Weil der Stadt, zm. 15 listopada 1630 r. w Ratyzbonie) - wybitny niemiecki matematyk, fizyk i astronom, odkrywca m.in. trzech reguł (prawa Keplera), jakimi rządzą się ruchy planet Układu Słonecznego. Zajmował się także obliczaniem objętości różnych brył geometrycznych. Dzięki interwencji Tycha Brahego Kepler otrzymał w 1601 zaszczytne stanowisko cesarskiego matematyka. Brahe pozostawił wszystkie swe prace Keplerowi, gorącemu zwolennikowi heliocentrycznego systemu Kopernika. Kepler sformułował trzy prawa ruchu planet i skłonił Galileusza do ogłoszenia badań potwierdzających teorię Kopernika. Swoje ostatnie dwa lata życia spędził w Żaganiu (województwo lubuskie) (1628-1630) gdzie pośmiertnie wydano jego dzieło "SEN" - pierwszą książkę fantastyczną na świecie. Prawa Keplera uwzględniają ledwo zauważalne różnice w położeniach planet, wynikające z eliptyczności ich orbit. Różnice te maja jednak zasadnicze znaczenie, dzięki nim właśnie Newton mógł udowodnić, że siły przyciągania maleją wraz z kwadratem odległości. Natomiast II prawo Keplera uważamy za przypadkowe odkrycie ważnej zasady fizycznej a mianowicie zasady zachowania momentu pędu. Praca Keplera miała zasadniczy na dalszy rozwój astronomii i Nauki w ogole. *** Przypominamy anegdote o Keplerze: Po śmierci swojej pierwszej żony w 1911 roku Kepler został sam z dwójką małych dzieci. Nic więc dziwnego, że zaczął się rozglądać za drugą żoną. Poszukiwania prowadził równie systematycznie i wnikliwie jak swoje dociekania astronomiczne, a potem szczegółowo opisał je w długim liście do przyjaciela. Wybierał spośród 11 kandydatek, które mu przedstawiano. Pierwsza była w dość zaawansowanym wieku i miała dwie córki na wydaniu. Kepler odrzucił ją, ponieważ zraził go cuchnący oddech i niejasne poglądy w sprawach religii. Zainteresował się jedną z jej córek, ale też mu nie odpowiadała, bo chociaż dobrze wykształcona, była przyzwyczajona do życia w luksusie. Trzecia, panna z Czech, podobała się Keplerowi, jednak okazało się, że wcześniej dala już słowo innemu. Kepler byt niemal zdecydowany poślubić czwartą kandydatkę, wysoką i atletycznie zbudowaną, ale pojawiła się piąta, Susanne, która przyrzekała miłość, skromność i oszczędność oraz że będzie kochała jego dzieci. Tymczasem pasierbica Keplera Regina przedstawiła mu szóstą kandydatkę, szlachetnie urodzoną i z majątkiem. Kepler miał jednak wątpliwości, czy jest dostatecznie dojrzała, i obawiał się wydatków na wystawne wesele. Siódma kandydatka była niezdecydowana. Ósma - niezbyt ładna i pospolicie urodzona. Dziewiąta miała wiele zalet, ale chorowała na płuca, Kepler więc szybko się wycofał, udając, że kocha inną. Kandydatka numer 10, zamożna i gospodarna szlachcianka, nie grzeszyła urodą i Kepler pisał w liście, że nie wyobraża sobie kontaktów cielesnych ze względu na wielki kontrast między nimi. Kepler był chudy i zasuszony, a ona niska i gruba". Jedenasta kandydatka, gospodarna szlachcianka, przez cztery miesiące nie przysłała żadnej odpowiedzi. Ostatecznie Kepler wybrał ostatecznie numer piąty. Ślub odbył się w październiku 1613 roku. Susanne Kepler okazała się bardzo dobrą żoną i urodziła aż siedmioro dzieci. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Prawa Keplera 26.12.06, 17:51 Oto Prawa Keplera przedstawione tak, ze kazdy je moze zrozumiec: www.um.zagan.pl/kepler/index1.html ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: jeszcze o Keplerze 26.12.06, 18:03 Oto interesujaca, acz nie przeladowana informacjami, strona o Keplerze (po angielsku): kepler.nasa.gov/johannes/ Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Zamiokulkas zamiolistny 26.12.06, 21:02 "Pamietajcie o ogrodach - przeciez wlasnie z nich wyszliscie..." - J. Kofta Podajemy za GW: Wszystko wskazuje na to, że mamy nową "żelazną roślinę" - wytrzymałą na niedostatek wody, światła i wilgoci w powietrzu, odporną na szkodniki. Nazywa się zamiokulkas zamiolistny. Zamiokulkas, który na światowych giełdach kwiatowych pojawił się przed około pięciu laty, a w naszych kwiaciarniach dwa-trzy lata temu, w szybkim tempie staje się równie popularny jak dracena czy juka. Praktyczni Anglicy nadali mu krótki i zwięzły pseudonim: ZZ i wychwalają roślinę pod niebiosa. Czym sobie na to zasłużyła? Otóż zamiokulkas odznacza się nie tylko oryginalnie zbudowanymi i pięknie lśniącymi liśćmi, ale też małymi wymaganiami i dużą wytrzymałością na niekorzystne warunki. Świetnie rośnie i w domu, i w biurze (mamy okazję obserwować jego rozwój w redakcji "Kwietnika"). Zamiokulkas jest byliną, w warunkach naturalnych występuje we wschodniej i północno-wschodniej Afryce. Rośnie tam na suchych kamienistych terenach, w cieniu wyższych roślin. To właśnie ciężkie warunki bytowania wyrobiły w nim tę żelazną odporność. wiecej: dom.gazeta.pl/ogrody/1,72157,1719840.html Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: O swiatecznym benedyktynskim jedzonku I 26.12.06, 21:36 Za onet.pl: Benedyktyńskie specjały Tynieccy benedyktyni znani byli z anielskiej cierpliwości. A ostatnio doszła jeszcze do tego anielska konfitura. I smalczyk ze skwarkami. I "Przedsoborowe konfitury z żubrówką". I "Rydze w zalewie nowicjackiej". Mniam… Krakowski rynek. Setki ludzi tłoczą się wokół kilkudziesięciu drewnianych budek kiermaszu świątecznego. Obok dwa znudzone żywe renifery patrzą leniwie na kolejnych gapiów. Przy jednej z budek kolejka. Smalec, miody, konfitury. A nad głowami sprzedawców napis: Tyniec. Benedyktyni zabrali się za podbój rodzimego rynku spożywczego? Ostatni taki ser Na początku był ser – śmieje się o. Zygmunt Galoch. Wiem, wiem, jako mnich powinien wyrecytować, że "na początku było Słowo", ale pytam o benedyktyńskie smakołyki, a nie o Prolog Janowy. Do tynieckiego opactwa, które rozsiadło się okrakiem na wapiennej skale nad zakolem Wisły, przyjeżdżali od lat goście. Modlili się z mnichami, jedli z nimi posiłki. Szczególnie chwalili klasztorny ser. Wyjeżdżając, często prosili braci o solidną porcję dla rodziny. – A może podzielić się z ludźmi naszymi tradycyjnymi specjałami? Moglibyśmy je sprzedawać w przyklasztornym sklepiku – myśleli mnisi. Do pomysłu podchodzili jednak z pewną nieśmiałością. Aż do ostatnich dni maja. W pobliskim Krakowie trwały Dni Dziedzictwa Kulturowego. Przez tynieckie opactwo w ciągu trzech dni przewijały się tysiące ludzi. Mnisi wystawili na stoliku klasztorne specjały: miody, konfitury i osławiony już ser. Podpisali stoisko "Produkty benedyktyńskie", choć nazwa ta nie była jeszcze zastrzeżona. Ku zaskoczeniu mnichów, wszystko zniknęło. Do tego stopnia, że brat obsługujący stoisko musiał licytować ostatni kawałek sera. Szczęśliwiec kupił go za… 50 złotych. Klasztory od wieków słynęły z pysznego tradycyjnego jadła. W całej Europie znany jest francuski likier ziołowy: benedyktynka. To mnichom zawdzięczamy szampana, sery, niemieckie leki Klosterfrau czy gęste, belgijskie piwa. A karmelki? To podobno mniszki za klauzurą zrobiły pierwsze takie cukierki. Wokół nas stare wapienne mury. Tu modlono się przez dziewięćset lat. Przechodzimy drzwiami, którymi wchodzili zakonnicy już za czasów Bolesława Śmiałego. W Tyńcu postanowiono wskrzesić mniszą kulinarną tradycję. Prace nad wypromowaniem marki "Produktów benedyktyńskich" ruszyły pełną parą. Konfitury, miody, ciastka, syropy, ryby, wędliny, sery, wina, miody pitne, herbaty ziołowe można kupić w przyklasztornym sklepiku. W weekendy przewijają się przez niego tłumy gości. Spokojniej jest w ciągu tygodnia. Można wypić espresso i przy serniku napawać się ślicznym widokiem krętej Wisły. Jeśli nie możesz wybrać się pod Kraków, wystarczy kliknąć na stronę: www.benedicite.pl. Tam znajdziesz wszystkie smakołyki. Benedyktyńskie specjały można też nabyć w sieci sklepów "Alma" w całym kraju. – Nie planujemy własnych sklepów, będziemy jednak otwierali swoje stoiska – zapowiadają mnisi. ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: O swiatecznym benedyktynskim jedzonku II 26.12.06, 21:42 c.d. za onet.pl: Brzytewka nie ścina z nóg Konfitura "Brzytewka", czyli wiśnie z rumem. To ona otwiera listę kulinarnych hitów. Rumu jest niewiele, nieco ponad 1 proc., ale i tak słoiczki schodzą jak cieple bułeczki. Ludzie kupują też chętnie konfitury "Medytacyjną" (powidła śliwkowe) i "Anielską" (jabłkowo-gruszkową). Wszystkie kosztują niecałe 10 zł. Z półek znika też "Konfitura niewiernych z cytryn", pomarańczowa "Konfitura o. Antoniego" oraz smalce ze skwarkami i z czosnkiem (po 5 złotych). Sporo ludzi kupuje mieszankę wigilijną: suszone owoce na kompot. Produkty powstały na podstawie starych zakonnych r+eceptur. Co sprawia, że z miejsca stały się tak popularne? – To żywność naturalna, bez chemikaliów, z ekologicznych składników najwyższej jakości – opowiada o. Galoch. – Sami nie dalibyśmy sobie rady przy produkcji, zatrudniliśmy więc małe przedsiębiorstwa, często firmy rodzinne. Sprawdzamy starannie proces produkcji. Na przykład ostatnio rozmawiałem z producentem soku, który wyrabia go, wyciskając owoce przez brzozowe gałązki. A więc w stu procentach naturalnie. Ci ludzie w produkcję wkładają całe serce. To widać. Cebulowy krem św. Anzelma Od trzech miesięcy do opactwa można przyjść nie tylko na modlitwę chorałem gregoriańskim czy po duchową poradę, ale i na obiadek. Na terenie klasztoru czynna jest restauracja. W małej, przytulnej piwniczce pod budynkiem Opatówki skosztujemy kremu cebulowego św. Anzelma z tymiankiem i grzankami czosnkowymi oraz sałatki warzywnej św. Scholastyki i sandacza w białym winie. A deser? Lody różane świętej Jadwigi. Dochód ze sprzedaży specjałów przeznaczony jest na ogromny klasztor tyniecki. Przyda się każdy grosz – od lat opactwo jest starannie remontowane. Mnisi z Tyńca chcą sprowadzać przysmaki z wielu benedyktyńskich opactw z całej Europy. Już teraz w sklepie znajdziemy wina z ogromnego węgierskiego opactwa Pannonhalma. Klasztorne specjały cieszą się coraz większą popularnością. Do Tyńca każdego dnia spływa około 40 zamówień pocztowych. To świetnie, bo do tej pory żywność ekologiczną można było kupić w sklepach związanych często z nurtem New Age. Sam, kupując w kilku śląskich sklepach konfiturę z płatków róży, z podejrzeniem zerkałem na leżące tuż obok wahadełka i podręczniki Reiki. Teraz przy konfiturze znajdę ulotkę, na której sam brat Bernard, tyniecki opat, zapewnia mnie o modlitwie. By kupić klasztorne smakołyki, nie trzeba jednak dorabiać żadnej ideologii. Są po prostu pyszne. Ludzie, słysząc o nich, kupują je często "w ciemno". Sam, jadąc do Tyńca, miałem kilka kartek z redakcyjnymi zamówieniami. Na smalczyk mnisi, soki, suszone maliny i konfiturę. Oczywiście "Brzytewkę". ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... I 27.12.06, 07:22 Czesto w tym watku pojawiaja sie afiryzmy. Podajemy w odcinkach esej Wojciecha Wierciocha o aforyzmach z "Konspektu" - pisma AP w Krakowie. *** Szkice o aforystyce Logika aforyzmu A foryzm - to zwięzłe, najczęściej jednozdaniowe sformułowanie, wyrażające ogólną prawdę o charakterze paradoksalnym, która w sposób niespodziewany odkrywa zaskakujące strony istnienia. Podobnie jak przysłowie, od którego różni się jednak autorskim charakterem, niekiedy i stylem, aforyzm nie posługuje się argumentacją, lecz oddziałuje na świadomość odbiorcy oryginalnością i wyrazistością struktury znaczeniowej oraz udziałem środków poetyckich. Aforyzm nie stroni od dowcipów i prowokacji, cechuje go pewna agresywność, związana z odwagą myślenia, także zwięzłość i metaforyczność (część znaczeń jest ukryta). Aforyzm może powstać jako utwór samodzielny; często jednak jest elementem innego utworu, właściwością stylu (mówi się np. o aforystycznym stylu rozważań filozoficznych Pascala, Nietzschego, Bierdiajewa, Wittgensteina). Czasem aforyzm przekształca się w anonimową mądrość, w powiedzenie całkowicie oderwane od autorskiego kontekstu. W wielu krajach naszego kręgu kulturowego przekłady Biblii kształtowały nowożytną literaturę. Nie może więc dziwić występowanie w języku licznych słów, zwrotów, przysłów i sentencji zaczerpniętych z Biblii bądź nawiązujących do jej słownictwa i metaforyki. Niekiedy jeszcze jesteśmy świadomi ich biblijnego pochodzenia, ale w wielu przypadkach zaledwie przeczuwamy, że są one zapożyczone z Biblii, a często nie towarzyszy im nawet takie odczucie. Aforyzmy biblijne weszły do skarbnicy języka, stając się „skrzydlatymi słowami”. Przykładami pochodzących z Biblii przysłów są: „Oko za oko, ząb za ząb”; „Jest czas mówienia i czas milczenia”; „Nic nowego pod słońcem”; „Wszystko to marność i pogoń za wiatrem”; „Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”; „Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”; „Kto nie pracuje, ten nie je”; „Gdy ślepy prowadzi ślepego, obaj wpadną do dołu”; „Wiara przenosi góry”; „Nie samym chlebem człowiek żyje”; „Nie można dwom panom służyć”; „Drzewo poznaje się po owocach”; „Jaką miarką mierzysz, taką ci odmierzą”; „Gdzie jest padlina, tam się i sępy zgromadzą”; „Każda rzecz ma swój czas”. Również wiele maksym przerodziło się w anonimowe zwroty i powiedzenia. Kto pamięta, że zdanie: „Śpiesz się powoli” wypowiedział cesarz rzymski Oktawian August, a myśl: „Wiedza jest siłą” - filozof angielski Franciszek Bacon? Aforyzm jest gatunkiem literackim o bardzo długiej historii. W trakcie swego rozwoju podlegał wielu strukturalnym przeobrażeniom. Dlatego trudno jest podać jego jednoznaczną definicję. Umberto Eco pisze: „Nic z takim trudem nie poddaje się zdefiniowaniu jak aforyzm. Termin grecki, który początkowo określał >>rzecz odłożoną na bok w intencji ofiarowania<<, >>oblację<<, wraz z upływem czasu zaczął znaczyć tyle, co >>definicja, sentencja, zwięzłe zdanie<<. Takie są na przykład aforyzmy Hipokratesa. A zatem - według słownika Zingarellego - aforyzm to >>krótka maksyma, która wyraża jakąś zasadę postępowania bądź sentencję filozoficzną<<”. Słownik języka polskiego (pod red. Witolda Doroszewskiego) podaje natomiast taką definicję: „Aforyzm - zwięzłe zdanie wyrażające jakąś myśl filozoficzną, moralną lub regułę życiową”. Z kolei w Wielkiej encyklopedii powszechnej znajdujemy następujące hasło: „Aforyzm, zwięzła wypowiedź, najczęściej jednozdaniowa, formułująca myśl ogólną np. natury moralnej, filozoficznej, psychologicznej czy estetycznej, uderzająca błyskotliwością formy; podstawą stylu aforystycznego, formalnie bliskiego ujęciom definicyjnym, są zazwyczaj rozmaite środki retoryczne, zwłaszcza zaś antyteza i paradoks”. Aforyzmy można również definiować w sposób błyskotliwy, obrazowy, paradoksalny. cdn Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... II 27.12.06, 08:04 Aforyzmy o aforyzmach „Aforyzmy są dowcipami filozofii” (Luc de Vauvenargues). „Aforyzmy są najwygodniejszymi w przekazie mądrościami, najbardziej wyszukanym ekstraktem myślenia i czucia” (William R. Alger). „Aforyzm jest sprytnym amorkiem, który sztukę i filozofię zespolił we wzajemnej miłości: filozofia zadaje pytania, sztuka formułuje odpowiedzi” (Gerhard Branstner). „Aforyzm to mikrokosmos, który jest odzwierciedleniem makrokosmosu, zawarte jest w nim wszystko” (Mikołaj Bierdiajew). „Aforyzm jest ostatnim ogniwem długiego łańcucha myśli” (Marie Von Ebner-Eschenbach). „Sentencje krótkie, aforystycznie skondensowane, bywają wynikiem długich przemyśleń, tak jak długie rozważania bywają spowodowane niedostatkiem przemyśleń” (Stefan Kisielewski). „Jakie są właściwe proporcje maksymy? Minimum dźwięku przy maksimum sensu” (Mark Twain). „Aforyzm nigdy nie pokrywa się z prawdą; jest albo półprawdą, albo mieści w sobie półtorej prawdy” (Karl Kraus). „Aforyzm: ani ryba, ani mięso. Nie jest epigramem, ani odkryciem. Z pozoru brakuje mu całościowego ujęcia, łatwości zapamiętania, redukcyjności, jak również jest ruchem bez rezultatu, punktem węzłowym itp. Stąd niechęć do niego” (Robert Musil). Konkluzja: „Aforyzm - jak życie - jest krótki i wieloznaczny, pełen paradoksów i antytez.” cdn Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... III 27.12.06, 08:47 Anatomia aforyzmu Struktura aforyzmu opiera się na paradoksie i antytezie. Paradoks to zestawienie całości znaczeniowych maksymalnie kontrastowych i ustalenie między nimi stosunku wzajemnego zawierania się (inkluzji). Przykład: „Pierwszym warunkiem nieśmiertelności jest śmierć” (S. J. Lec). Antyteza jest zestawieniem dwóch opozycyjnych znaczeniowo segmentów wypowiedzi. Np.: „Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć”. Środki stylistyczne, retoryczne i logiczne wyznaczają zasadnicze cechy aforyzmu. Ks. Jan Hojnowski pisze: „Zainteresowanie aforystyką w kulturze europejskiej pojawiło się w połowie XIX w. i odtąd co jakiś czas ukazują się zbiory aforyzmów różnych autorów z rozmaitych epok. Przy katalogowaniu aforyzmów kierowano się jednak więcej wyczuciem niż jakąś powszechnie przyjętą definicją. Stan ten przetrwał do chwili obecnej. Można wszakże wskazać na pewne cechy charakterystyczne, właściwe aforyzmom. Są nimi: zwięzłość, uniwersalność tematyki, oryginalność. Aforyzm ma działać jak ukłucie szpilką, jak światło błyskawicy. Zawdzięcza to zwięzłości, wyrażaniu myśli w kilku słowach. Aforyzm ma zwykle formę jednego zdania; rzadziej kilku zdań. Uniwersalność sprawia, że aforyzmy - niezależnie od czasu pochodzenia - zachowują swoją aktualność z uwagi na zawartą w nich uniwersalną tematykę. Oryginalność dotyczy nie tyle treści, ile raczej sposobu jej wyrażenia. Chodzi o to, by jakiś problem ogólnoludzki otrzymał frapującą oprawę słowną. Rzeczy doniosłe, ale podane w wyświechtanej formie, spadają do rzędu banałów i nie mają nic wspólnego z aforyzmami”. Dłuższą listę właściwości aforyzmu podaje Kazimierz Orzechowski. Wymienia on „kilka cech, które są zarazem sygnałami gatunku literackiego: 1) samodzielność - aforyzm bez żadnego przygotowania wyłania się z milczenia i bez żadnego rozwinięcia do niego powraca, w samotności i oddzieleniu od wszystkiego, co by go mogło poprzedzać i po nim następować, tkwi jego siła (trzeba go po prostu przeczytać do końca); 2) krótkość - określenie w potocznym rozumieniu nader względne, ale przez aforystów intuicyjnie wyczuwane i stosowane z wielką precyzją, nakazuje sformułować myśl najczęściej w jednym lub dwu zdaniach (możliwie lakońsko lakonicznych); 3) zwartość - cecha wymagająca rezygnacji z wszelkich zbędnych słów, a niekiedy - dla uzyskania pewnych efektów - nawet z połowy krótkiej samogłoski, z której zaoszczędzenia autor sanskryckiej sutry (a może i aforysta) cieszył się tak samo jak z narodzin syna; 4) wieloznaczność - pozwala odróżnić definicję aforystyczną od jednoznacznej definicji naukowej, w sensie dosłownym aforyzmu kryje się co najmniej drugi sens ważniejszy od dosłownego, im więcej znaczeń, tym większe możliwości interpretacyjne i tym większe zadowolenie estetyczne odbiorcy; 5) uniwersalność - aforyzm nie znosi ograniczeń czasowych, używa (i nadużywa) najczęściej czasu teraźniejszego, tego najbardziej „filozoficznego” ze wszystkich czasów, który zapewnia sformułowaniu wieczną aktualność; 6) humor - aforyzm unika powagi, choć często przybiera pozory wzniosłości, broni go przed tym puenta wprowadzająca element niespodzianki i powodująca >wirowanie< sensu, ona też zwykle wyznacza tonację humoru: od pobłażliwości i wyrozumiałości do zjadliwej ironii i sarkazmu; 7) oryginalność - może się wyrażać zarówno w odkrywczej myśli, jak i w sposobie jej przedstawienia, oczywistość i banał są niewybaczalnymi błędami aforyzmu, dlatego dąży on za wszelką cenę do oryginalności, przesadza, lubuje się w antytezach, paradoksach, śmiałych zestawieniach, działa swym retorycznym wystrojem”. Wnikliwa analiza może doprowadzić do wyodrębnienia jeszcze większej liczby cech aforyzmu. Warto wymienić również następujące wyznaczniki tego gatunku literackiego (choć nie każdy aforyzm musi je zawierać): definicyjność i umiejętność przewrotnego redefiniowania pojęć, komunikatywność, metaforyczność, błyskotliwość oraz sceptycyzm i pesymizm. Aforyzm to nie tylko wyrafinowana, dowcipna forma - to również głęboka treść, niosąca nowe spojrzenie na sprawy pozornie jasne i oczywiste. Swoiste właściwości aforyzmu sprawiają, że potrafi on - jak sonda - zgłębić ukryte sfery rzeczywistości. Lapidarność pozwala zbadać i wyrazić tajemnicę ludzkiej duszy: „Zwięzłość słowa daje głębię myśli” (Jean Paul). „Cechą wielkich umysłów jest wyrazić wiele w kilku słowach, tak jak cechą umysłów miernych jest w wielu słowach nie powiedzieć nic” (F. de La Rochefoucauld). Aforyzmy to „błyskawice myśli” - to instrumenty poznawcze, pozwalające uchwycić i wyrazić prawdę będącą efektem (specjalnym) olśnienia, iluminacji. Nie zawsze wgląd w istotę rzeczy jest rezultatem długiego ciągu argumentów, sylogizmów, dowodów - nieraz pojawia się nagle, niespodziewanie, gwałtownie, jako objawienie, oświecenie, satori. cdn Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... IV 27.12.06, 10:35 Fizjologia aforyzmu Aforyzm jest najstarszym gatunkiem literackim. Pierwsi aforyści byli kolekcjonerami ludowych przysłów i porzekadeł, kontynuatorami twórców ustnych pouczeń i napomnień (nakazy, zakazy), z bardziej lub mniej rozwiniętymi uzasadnieniami. Lidia Kośka pisze: „Aforyzm jest formą najstarszej książki świata, za którą uchodzą >nauki< Ptahhotepa, spisane w 24. stuleciu p.n.e., a także mądrościowych ksiąg Starego Testamentu. W aforystycznej postaci oderwanych i zagadkowych zdań zachowała się dla nas filozofia presokratyków. Można wręcz powiedzieć, że kultura europejska wspiera się na kilku zdaniach, z których fundamentalne brzmi: >Poznaj samego siebie<”. Aforyzm ewoluował z biegiem lat, wieków i tysiącleci. Różnorodne były drogi rozwoju treści i formy aforystyki, różne jej rozumienie w poszczególnych okresach historycznych i epokach literackich, różne podejście jej najwybitniejszych przedstawicieli. Stąd też trudno mówić o zgodzie na pełną, powszechnie przyjmowaną definicję aforyzmu. Nawet najwybitniejsi historycy i teoretycy aforyzmu nie potrafi ą podać pełnej, ścisłej, jednoznacznej definicji tej małej formy literackiej. „Sama nazwa aforyzm nie jest powszechnie przyjęta. Wielcy aforyści (od XVII w. po czasy dzisiejsze) bardzo różnie nazywali i nazywają swoje aforyzmy. Można by wyliczyć kilkadziesiąt nazw, którymi określali swą twórczość. Nazwy te odzwierciedlają duży zakres oraz różnorodność treści i formy tego gatunku literackiego. Tak np. Jean Paul, jeden z najpłodniejszych aforystów, określał swoje aforyzmy jako m.in. uwagi, pomysły, nastroje, reguły, improwizacje, błyskawice poszukiwania. Inni określali je jako maksymy, refleksje, fragmenty, powiedzenia, idee, obserwacje, drzazgi, próby, moralia, przemiany, myśli, zmyślenia, paradoksy, apokryfy, sentencje itp. itd.” (Marian Dobrosielski). Do tej (i tak już obszernej) listy można jeszcze dorzucić następujące określenia: skrzydlate słowa, złote myśli, cytaty, zastępcze definicje słownikowe, pomysły do zrealizowania, próby językowe, impresje liryczne i krytyczne, zapiski dziennika, streszczenia, notatki do wyzyskania, ocalałe strzępy dzieł, konkluzje, slogany, hasła, memy, kalambury, apoftegmaty, gnomy, metafory, obrazki, epigramaty, mikroeseje, mikroparodie, anegdoty, dowcipy, definicje o obrazowej treści i dowcipnym ujęciu tematu, definicje paranaukowe, parodystyczne trawestacje przysłów i sloganów, zabawne etymologie, satyryczne hasła słownikowe. Efekt? Silva rerum! Terminologiczne niejasności i nieporozumienia wynikają z faktu, że wyraz „aforyzm” pochodzi od greckiego słowa aphorismós, co oznacza „oddzielenie”, „określenie”, „osiągnięcie pewności” - czyli „odgraniczam”, „oddzielam”, „definiuję”. Jeszcze w XIX w. termin „aforyzm” funkcjonował w nauce jako określenie wyniku obserwacji i doświadczenia (vide pisane w poetyce fragmentu filozoficzne przemyślenia Artura Schopenhauera pt. Aforyzmy o mądrości życia). Historycy literatury borykają się więc z rozdzieleniem znaczeń poszczególnych terminów, jak: maksyma, sentencja, aforyzm, fragment - gdyż „po pierwsze, w jednym i tym samym języku te różne nazwy używane są niekiedy synonimicznie, niekiedy zaś tak, jak gdyby graniczyły ze sobą lub zgoła wzajemnie się wykluczały albo przynajmniej uwydatniały odmienne aspekty znaczeniowe. Po drugie, jedna i ta sama nazwa, która występuje w różnojęzycznych, ale etymologicznie tożsamych wariantach - np. aphorisme, aphorism, Aphorismus albo sentence, Sentenz - jeśli w ogóle miałyby oznaczać autentyczny gatunek literacki, to w różnych językach nie zawsze ten sam gatunek. Jeśli ponadto uwzględnić przemiany zachodzące z biegiem czasu w terminologii, to wypadnie stwierdzić, że sytuacja jest dość skomplikowana” (Franz H. Mauter). Wobec powyższych rozbieżności - Mauter zaproponował słowo rumby (przyjęte przez Paula Valéry'ego z terminologii żeglarskiej) dla oznaczenia wszystkich odmian gatunku. Nie zyskało ono jednak aprobaty w kręgach znawców aforystyki. Jak wobec tego zdefiniować aforyzm? Jak ustrzec się przed najczęstszymi błędami w definiowaniu? Co zrobić, by definicja nie była za szeroka lub za wąska, by uniknąć błędu przesunięcia kategorialnego, by nie stosować błędnego koła bezpośredniego (idem per idem - czyli to samo przez to samo) czy błędnego koła pośredniego, by nie stosować definiowania typu ignotum per ignotum (nieznane przez nieznane)? Ze względu na zadanie wyróżnia się definicje sprawozdawcze, analityczne (podające zastane znaczenie wyrażenia) oraz definicje projektujące, syntetyczne (ustanawiające znaczenie słów i wyrażeń w projektowanym sposobie mówienia). Ponieważ nie można określić aforyzmu za pomocą definicji sprawozdawczej - możemy zastosować jedynie definicję projektującą. Ale. to nie takie proste. Dlatego zaproponuję humorystyczną, postmodernistyczną definicję paranaukową. Psycholodzy (nawet ci najbardziej inteligentni), mając trudności ze zrozumieniem istoty inteligencji, stworzyli taką definicję: „Iloraz inteligencji jest tym, co mierzą testy na iloraz inteligencji”. Analogicznie - można więc powiedzieć: AFORYZM jest tym, co antologiści zamieszczają w antologiach aforyzmów. Niektórzy znawcy tematu zaliczają do kręgu aforystyki przysłowia, fraszki, haiku. „Gnomy, epigramy, haiku - to w antycznej Grecji i Rzymie oraz Japonii popularne, różnorodne, rymowane formy aforyzmów. Aforystyka jest więc tak stara, jak dawna jest tradycja ludzkości. A nawet starsza. Świadectwem tego są przysłowia różnych kręgów kulturowych, powstałe często przed wynalezieniem pisma” (Marian Dobrosielski). Warto dodać, że istotnym elementem formalnym aforyzmu indyjskiego był rym i rytm, który służył lepszemu zapamiętaniu i chronił go tym samym przez zniekształceniami. cd(bm)n ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... V 27.12.06, 13:30 Jezeli ktos zyczy sobie jeszcze bardziej naukowego potraktowania aforyzmow, to zapraszam do: www.wsp.krakow.pl/konspekt/24/wiercioch2.html Odpowiedz Link Zgłoś