Humor w Nauce i Sztuce

    • onufry_z_daleka Re: Konkurs Onufrego - przypomnienie :-) 21.12.06, 19:22
      Re: The Beatles: Konkurs Onufrego :-)))
      Autor: onufry_na_wyjezdzie
      Data: 09.12.06, 16:10

      Chcialbym dzis zaproponowac taka zabawe. Moja najulubiensza piosenka Beatlesow
      jest "Let it be". Konkurs polega na tym by przetlumaczyc ta piosenke na jezyk
      polski. Oto tekst angielski:

      ***

      When I find myself in times of trouble, mother Mary comes to me,
      speaking words of wisdom, let it be.
      And in my hour of darkness she is standing right in front of me,
      speaking words of wisdom, let it be.


      Let it be, let it be, let it be, let it be.
      Whisper words of wisdom, let it be.


      And when the broken hearted people living in the world agree,
      there will be an answer, let it be.
      For though they may be parted there is still a chance that they will see,
      there will be an answer. let it be.


      Let it be, let it be, .....


      And when the night is cloudy, there is still a light, that shines on me,
      shine until tomorrow, let it be.
      I wake up to the sound of music, mother Mary comes to me,
      speaking words of wisdom, let it be.


      Let it be, let it be, .....

      ***

      Prosze przesylac swoje przeklady na "Re" do tego postu do 31.12.2006.
      Zwyciezca otrzyma od Onufrego cenna nagrode w styczniu 2007.

      Zapraszam do konkursu :-)

      Onufry

      =============================

      Do dzis dnia nie wplynal zaden przeklad:-(((
      Poniewaz do Onufrego zaczely dochodzic glosy, ze sie to nie da przelozyc na
      jezyk polski, Onufry sprobowal sam zmierzyc sie z tym zadaniem wczoraj. Oto
      wynik tych zmagan:

      ***

      "Niech tak jest"

      Kiedy przyjdzie na cie czas klopotow, matka Maria zjawi sie,
      w serce twe wprowadzi pokoj: niech tak jest.
      A gdy wielka ciemnosc cie ogarnie, ona wkrotce zjawi sie,
      madrze spojrzy w twoje oczy: niech tak jest.


      Niech juz bedzie tak jak jest, niechaj bedzie jak juz jest,
      szeptem powtorz madre slowa: niech tak bedzie, niech tak jest.


      A gdy ludzie o zlamanych sercach sie usmiechna: drobny gest,
      ktos pocieszy ich napewno: niech tak jest.
      I choc ciagle cos ich bedzie dzielic, choc pokloca sie na fest,
      bedzie szansa by to zmienic: niech tak jest.


      Niech juz bedzie tak jak jest, ...


      Kiedy noc pochmurna cie otoczy, promien swiatla musnie cie,
      bedzie swiecil ci do jutra: niech tak jest.
      Dzwiek muzyki rano cie obudzi, matka Maria zjawi sie,
      szeptem powie madre slowa: niech tak jest.


      Niech juz bedzie tak jak jest, ...

      (Copyright by Onufry)

      ***

      Skoro taki Onufry potrafi, to chyba jednak mozna ;-)

      Czekam na Wasze przeklady. Ten przeklad Onufrego to oczywiscie poza
      konkursem. Zwyciezcy cenna nagroda nie minie :-)))

      O.
      • obrobka_skrawaniem Re: Konkurs Onufrego - przypomnienie :-) 21.12.06, 19:28

        Ja myślę, że teraz to nikt się nie odważy stanąć z Onufrym w szranki.
        Proponuję, żeby Onufry sam wziął sobie tę nagrodę (szczególnie, że jest to
        niewiadomoco).
        • onufry_z_daleka Re: Konkurs Onufrego - przypomnienie :-) 21.12.06, 19:31
          obrobka_skrawaniem napisała:

          >
          > Ja myślę, że teraz to nikt się nie odważy stanąć z Onufrym w szranki.
          > Proponuję, żeby Onufry sam wziął sobie tę nagrodę (szczególnie, że jest to
          > niewiadomoco).

          ==================

          Silna obiekcja: wiadomo przeciez, ze to nie kot w worku,
          a to juz wiele ;-)

          O.
          • onufry_z_daleka Re: Konkurs Onufrego - nagroda :-) 21.12.06, 20:55
            Nagrode w konkursie stanowi CD "Sufi's voices" z muzyka jaka mozna uslyszec
            podczas ceremonii derwiszow z Konii. Glownym wykonawca tego CD jest
            Mehmet Guntekin.
    • onufry_z_daleka Re: Science: Naukowe Wydarzenie Roku 21.12.06, 21:44
      Za GW:

      Amerykański magazyn "Science" przyznał dziś tytuł naukowego wydarzenia roku.
      Według wydawców tygodnika na najwyższe uznanie zasługuje rosyjski uczony, który
      potwierdził matematyczną teorię zwaną hipotezą Poincare'ego.

      Francuski matematyk Henri Poincare przedstawił swoją hipotezę ponad sto lat
      temu. Problem dotyczył kształtów i ich właściwości w różnych wymiarach a
      dokładnie topologii, czyli dziedziny matematyki zajmującej się badaniem
      własności rozmaitych przestrzeni, które są rozciągane i wyginane. Innymi słowy,
      Poincare zadawał sobie pytanie czy sfera, taka jak powierzchnia jabłka
      topologicznie różni się od torusa, czyli powierzchni pączka z dziurką w środku.

      Pozornie prosty problem rozwiązał dopiero cztery lata temu rosyjski matematyk
      Georgij Perelman, który udowodnił, że różnice istnieją i że są one
      niepodważalne. Jego obliczenia udało się potwierdzić dopiero w ostatnich
      miesiącach, i dlatego magazyn Science swoją nagrodę przyznał Perelmanowi właśnie
      teraz.


      =================

      Preleman juz sie matematyka nie interesuje. Przedtem zdarzyl odmowic
      matematycznego Nobla jakim jest Medal Fieldsa i oswiadczyl, ze ma gdzies
      1 mln $ jakie chcial mu za to osiagniecie zaplacic Instytut Clay'a.

      Sa jeszcze na tym swiecie ludziska z fantazja!

      (A matematyczny establishment poczul sie ... urazony i twierdzi, ze
      Perelman zwariowal. Jesli ktos tu wariuje, to bynajmniej nie G. Preleman
      - naukowiec o ogromnej wyobrazni i wolnej woli. Czapki z glow!)
      • onufry_z_daleka Re: Science: Naukowe Wydarzenie Roku 22.12.06, 18:04
        Polecamy bardzo ciekawy artykul o G. Prelemanie i jego pracy
        nad Hipoteza Poincare:


        www.newyorker.com/fact/content/articles/060828fa_fact2


        ;-)))
        • onufry_z_daleka Re: Science: Naukowe Wydarzenie Roku 22.12.06, 19:46
          Oto zdjecia autora dowodu Hipotezy Poincare:


          www.englishrussia.com/?p=250
    • onufry_z_daleka Re: Gdy zwierzaki mowia ludzkim glosem ;-) 22.12.06, 07:32
      Cytuje za Rzeczpospolita:


      Ponoć w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Na co dzień posługują się swoim
      językiem, niedocenianym przez człowieka. Zwierzaki używają różnych metod
      porozumiewania się. Poszukiwania dowodów świadczących o komunikacyjnych
      talentach zwierząt trwają od dawna. W końcu XIX wieku Niemiec Wilhelm von Osten
      zapoczątkował pokazy, które okazały się jednym z największych skandali w tej
      dziedzinie. Emerytowany nauczyciel twierdził, że nauczył swego konia arytmetyki.
      Na oczach widowni kazał zwierzęciu rachować. Hans, bo tak nazywał się koń,
      podawał wynik, odpowiednią liczbę razy grzebiąc kopytem. Na jednym z pokazów
      dwóm niedowiarkom udało się rozszyfrować podstęp Ostena. Okazało się, że
      zachowanie konia było reakcją na sygnały jego właściciela. Hans tupał tak długo,
      dopóki ten nie pokazał mu, że należy przestać. Jak pisze w swojej książce "Mowa
      zwierząt" Stephen Hart, incydent ten ostudził na całe dziesięciolecia entuzjazm
      badaczy zajmujących się porozumiewaniem się ze zwierzętami.

      Miłosne pieśni wielorybów

      Dzisiaj dzięki nowoczesnym technologiom udaje się naukowcom zdobywać wiarygodne
      dowody na istnienie języka zwierząt. Ostatnio dokonał tego choćby zespół
      amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology, którego prace przyniosły
      zaskakującą informację o tym, że niektóre walenie- humbaki, posługują się
      własną... gramatyką. Naukowcy wpadli na to, dokonując komputerowych analiz
      wielorybich pieśni. W czasie okresu godowego samce dla zwabienia samic potrafią
      wykonywać je nawet przez pół godziny. Okazuje się, że nie są one zbiorem
      przypadkowych dźwięków, ale mają określoną, powtarzającą się strukturę.

      Również Amerykanie, tyle że z Uniwersytetu Północnej Karoliny w Wilmington,
      udowodnili, że delfiny posługują się imionami. Odbywa się to za pomocą gwizdów,
      które ssaki te wykorzystują do rozpoznawania się i wzajemnej komunikacji. Już w
      pierwszym roku życia u delfina zaczyna kształtować się charakterystyczny dla
      niego gwizd, zwany gwizdem indywidualnym. W rezultacie każdy rozróżnia "po
      imieniu" całą najbliższą rodzinę i przyjaciół.

      Tego rodzaju odkrycia są doceniane. Dowód? W 1973 roku Nobel w dziedzinie
      fizjologii i medycyny został przyznany za opisanie pszczelego języka.

      Szympans by się uśmiał

      Mówiąc o języku zwierząt porównujemy go do ludzkiego. I słusznie, bo nie tyle w
      słowie, ile w mimice i geście niektóre stworzenia są do nas podobne, co dotyczy
      zwłaszcza tych najbardziej rozwiniętych. Jak relacjonuje Stephan Hart, młode
      szympansy w czasie zabawy mają szeroko otwarte pyski, przez co wyglądają, jakby
      się śmiały. Łaskocząc się nawzajem, wydają ciąg chrapliwych dźwięków
      przypominających nieco ludzki śmiech i podobnie jak on zaraźliwych. Koczkodany
      tumbili wydają inaczej brzmiący okrzyk na widok węża niż na widok orła. Równie
      urozmaicony jest język ptaków - ok. 70 proc. z nich ma w swoim repertuarze
      więcej niż jeden typ pieśni.

      Na tym nie koniec podobieństw. Jak u człowieka, tak i u zwierząt, dorastanie
      łączy się z nauką mówienia. Przykładowo, młody samiec ptaka, jakim jest paskówka
      śpiewna, kompletuje swój repertuar z pieśni, których uczy się od trzech,
      czterech starszych osobników. Kiedy wreszcie wyznaczy swoje terytorium i zaczyna
      go bronić, jest w stanie odpowiadać na pieśni sąsiadów -swoich nauczycieli i
      rówieśników.

      - Zjawisko posługiwania się dialektem istnieje także w świecie zwierząt -
      przyznaje prof. Michał Woyciechowski, kierownik Zakładu Ekologii Behawioralnej w
      Instytucie Nauk o Środowisku UJ. - Przykładem mogą być pszczoły. Matka
      przeniesiona do gniazda położonego w innym obszarze geograficznym nie będzie
      potrafiła porozumieć się z robotnicami.

      Jak widać, człowiek jest w stanie rozróżniać coraz to drobniejsze niuanse
      sposobu komunikowania się naszych młodszych braci. Być może kiedyś będziemy
      mogli się z nimi naprawdę dogadać, i to w ich języku.

      ;-)
      • 3bezatu Choinka 22.12.06, 17:36
        Choinka

        W dawnej Polsce (XVI-XVIII w.) nie znano choinki, zwanej też „drzewkiem”.
        Zwyczaj ten pojawił się dopiero na początku XIX w. i przyszedł do nas Niemiec.
        Dosyć szybko zaczął się szerzyć wśród mieszczan i inteligencji polskiej. Zanim
        nastała choinka jej funkcje pełnił sad lub podłażniczka, czyli jodełka
        zawieszona u sufitu wierzchołkiem w dół. Zawieszano na nich, podobnie jak na
        choince, wiele ozdób i świecidełek, pierników i cukierków. Na Pomorzu natomiast
        na początku XVIII w. rozpowszechniony był inny zwyczaj – przystrajania
        świecidełkami rózeg dla dzieci.

        • 3bezatu Kolęda 22.12.06, 17:45
          Innym rozpowszechnionym w dawnej Polsce zwyczajem był obyczaj dawania i
          przyjmowania w wigilię Bożego Narodzenia lub na Nowy Rok prezentów, tzw.
          kolędy.

          Kolędę dawali swoim dworzanom królowie, służbie – magnaci i szlachta. Znana
          jest anegdota o Stańczyku, według której król Zygmunt August raz zapomniał swym
          dworzanom dać podarki na Wigilię. Przez cały wieczór Stańczyk chodził smutny,
          aż wreszcie zapytany o powód, odpowiedział: „Dla mnie rok nie nowy, bo suknie
          mam stare”. Słysząc to Zygmunt August podarował Stańczykowi nowy żupan, pas i
          buty. Czasem magnaci byli tak chojni dla służby, że dawali im na kolędę konie,
          rzędy końskie, pasy słuckie, bobrowe kołpaki czy szable. Nie dziwi więc fakt,
          że służba czekała na ten dzień z utęsknieniem.

          Franciszek Zabłocki tak pisze:
          „Mamy tyle czeladzi, każdy chce kolędy,
          Trzeba wszystkim coś wetknąć, taki zwyczaj wszędy,
          Rok też na to czekali, raz w gody ta łaska”.


          • 3bezatu Re: Wróżby wigilijne 22.12.06, 18:21
            W wigilijny dzień wróżono sobie i wierzono we wszystkie wróżby.
            I tak np. aby zapewnić sobie w następnym roku urodzaj, rzucano ziarnem o
            powałę, aby dowiedzieć się, czy wyjdzie się za mąż albo ożeni, wyciągano źdźbła
            słomy lub siana spod obrusa (wyciągnięte zielone źdźbło oznaczało ślub w
            karnawale, trochę zwiędłe, że należy jeszcze poczekać, a żółte źdźbło –
            staropanieństwo lub pozostanie w stanie kawalerskim). Dziewczęta wybiegały w
            Wigilię przed dom, "żeby z psiej szczekaniny poznać, z której strony nadejdą
            kawalerowie chętni do ożenku". (Józef Szczypka)

            • obrobka_skrawaniem Świąteczna opowieść 22.12.06, 19:03

              Polecam artykuł o zwyczajach związanych ze Świętami Bożego Narodzenia,
              autorstwa etnografki Renaty Hryń-Kuśmierek (Wiedza i Życie, grudzień 1998 r.)

              archiwum.wiz.pl/1998/98123300.asp
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Zyczenia 22.12.06, 15:23
      Poniewaz niektorzy z piszacych tu lub nas czytujacych
      nie beda ani jutro ani w niedziele czytac watku,
      wiec juz dzis - jako gospodarz HwNiSz - skladam Panstwu

      Najlepsze Zyczenia Swiateczne i Noworoczne :-)))

      Onufry
    • onufry_z_daleka Re: Karpie AD 2006 - podajemy za PAP 22.12.06, 17:40
      20-12-2006 20:04
      Protest przeciwko zabijaniu karpi

      20.12.Warszawa (PAP) - Pod hasłem "Daj karpiowi święty spokój"
      protestowali w środę w Warszawie przeciw zabijaniu i spożywaniu
      karpi w święta obrońcy zwierząt z Fundacji "Viva!" i
      Stowarzyszenia Empatia. Akcja odbyła się z okazji obchodzonego
      przez ekologów Dnia Ryby.

      "Istnieje duży kontrast pomiędzy świętami Bożego Narodzenia,
      które są czasem miłości i spokoju, a faktem, że wówczas zabijane
      są tysiące karpi. Tradycja spożywania tej ryby w Wigilię jest dość
      młoda i powinna być zmieniona" - powiedział dziennikarzom Cezary
      Wyszyński z Fundacji "Viva!".

      Jak dodał, podobne protesty organizują przed świętami obrońcy
      zwierząt z Czech i Słowacji, gdzie także istnieje zwyczaj
      spożywania karpi w Wigilię. "Karpie choć nie wydają dźwięków, to
      poranione i stłoczone w sklepowych pojemnikach przeżywają
      męczarnie" - podkreślił Wyszyński.

      Podczas środowej akcji, przy stoisku sprzedaży karpi, przed
      Centrum Handlowym "Wileńska" w Warszawie, kilkunastu
      protestujących położyło się na ziemi z założonymi na głowy
      foliowymi torbami. Miało to symbolizować cierpienie, jakie
      przechodzą ryby w okresie przedświątecznym. Przechodniom i
      klientom stoiska wręczano ulotki zachęcające do rezygnacji z
      zakupu wigilijnego karpia.

      Jak powiedziała rzeczniczka prasowa Centrum Handlowego
      "Wileńska", Magdalena Galant, "spożywanie karpia jest stałym
      elementem świątecznej tradycji, która szybko się nie zmieni.
      Natomiast w hipermarketach karpie zazwyczaj są przechowywane w
      odpowiednich warunkach np. w pojemnikach, do których doprowadzane
      jest powietrze".

      Dzień Ryby był po raz pierwszy obchodzony przez ekologów i
      obrońców zwierząt w Polsce w 2003 roku. (PAP)

      mja/ pz/



      • onufry_z_daleka Re: Karpie AD 2006 - podajemy za PAP 22.12.06, 19:05
        Protest przeciw męczeniu karpi

        18.12.Warszawa (PAP) - Nie chcemy, aby karpie, które trafiają na
        świąteczne stoły, cierpiały przed śmiercią - powiedział Jacek
        Bożek z Klubu Gaja, który w poniedziałek złożył w Ministerstwie
        Sprawiedliwości petycję, domagającą się zwrócenia uwagi na
        warunki, w jakich sprzedawane są ryby.

        Pod petycją Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturalnego Klub Gaja
        podpisało się ponad 4800 osób. Uważają oni, że karpie mają prawo
        do humanitarnej śmierci i do sprzedaży powinny trafiać już martwe.
        Karpie w sklepach są nadmiernie stłoczone i pakowane żywe do
        plastikowych toreb, co przedłuża ich cierpienia - podkreślają.

        "Nie jesteśmy przeciwko tradycji i hodowcom karpi, ale uważamy,
        że ryby - podobnie jak świnie czy bydło - powinny być zabijane
        przez przeszkolonych ludzi i nie w sklepach na oczach dzieci" -
        powiedział PAP Bożek.

        "Moja zasada jest taka, że złowiona ryba ma być zjedzona, ale nie
        powinno się jej męczyć" - powiedział PAP Stanisław Wolicki, prezes
        żoliborskiego koła Polskiego Związku Wędkarskiego, administratora
        Stawów Brusmana.

        Członkowie Klubu Gaja, po złożeniu petycji, kupili siedem karpi
        pod warszawską Halą Mirowską, które potem wypuścili na wolność w
        Stawach Brusmana na Wawrzyszewie.

        Klub Gaja - organizacja ekologiczna - istnieje od 1988 r. i
        zajmuje się walką o prawa zwierząt. Organizuje m.in. akcję
        "Zbieraj makulaturę - ratuj konie", gdzie za pieniądze zebrane ze
        sprzedaży makulatury wykupuje się konie, które miały trafić do
        rzeźni. (PAP)

        cha/ bno/ rod/




    • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 18:24

      Polecam artykuł w czasopiśmie "Wiedza i Życie":

      archiwum.wiz.pl/2001/01120400.asp
      • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 19:12
        Śmiech odmładza, poprawia krążenie krwi, jest wspaniałą gimnastyką twarzy,
        klatki piersiowej i brzucha. Najpiękniejsze zmarszczki to właśnie te, które
        tworzą się od śmiechu.

        Tak samo jak na co dzień potrzebujemy paru komplementów, by mieć dobre
        samopoczucie, tak samo potrzebujemy kilka razy dziennie wstrząsającego przeponą
        śmiechu, aby cieszyć się zdrowiem. Uśmiech jest także najlepszym początkiem
        naszego kontaktu z ludźmi.

        ***


        Do pewnej 102-letniej kobiety przyjechała ekipa telewizyjna, aby spytać o
        tajemnicę długowieczności. Kobieta nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Na
        pytanie czemu się tak śmieje, odpowiedziała:
        - Gdy sąsiedzi zobaczą tyle samochodów przed moim domem będą przekonani, że
        umarłam...

        ***

        Dawno temu pewien profesor zobaczył w pocztowym okienku kartkę z napisem: "Kto
        ma psa i biega nie uwiązany, będzie zastrzelony". Zaintrygowany profesor spytał
        urzędniczkę:
        - Kto będzie zastrzelony?
        Urzędniczka zmieniła napis, który od tej pory brzmiał tak: "Kto ma psa i biega
        nie uwiązany, będzie zastrzelony. Ten pies."

        :-))
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 19:38
          Śmiejcie się nie czekając, aż będziecie szczęśliwi, inaczej bowiem umrzecie,
          nie roześmiawszy się ani razu.
          Pierre La Mure


          Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie.
          Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.
          Fryderyk Nietzsche


          Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość.
          Woody Allen


          Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne.
          Johann Wolfgang Goethe


          Śmiejmy się, kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie!
          Pierre Augustin Caron de Beaumarchais


          Odpowiedniejszą rzeczą jest śmiać się z życia, niż lamentować.
          Seneka Młodszy


          Po niektórych salwach śmiechu pozostali ranni.
          Aleksander Kumor


          Ze wszystkich zwierząt jeden człowiek umie się śmiać, choć on właśnie ma
          najmniej powodów.
          Ernest Hemingway

          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wzór na śmiech 22.12.06, 19:48

            Amerykański naukowiec Igor Krishtafovich stworzył wzór na ludzki śmiech:

            hotnews.pl/artnauka-300.html
          • obrobka_skrawaniem Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 20:01

            Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy
            rzeczy: nadzieję, sen i śmiech.
            Immanuel Kant

            Absurdalność daje się wyrazić tylko za pomocą humoru.
            Alfred Hitchcock
            • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce - Śmiech 22.12.06, 20:18
              Satyryk umiera z przymrużeniem oczu.

              S.J. Lec
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Sw. Mikolaj w realu;-) 22.12.06, 19:26
      Ostatnio duza czesc tego watku zajmuja bohaterowie z Turcji.
      Oto jeszcze jeden takowy (podajemy za Wikipedia):

      ***

      Święty Mikołaj z Miry - biskup Miry w dzisiejszej Turcji, urodzony około 280
      roku w Patarze, zmarł około roku 345 lub 352. Jeden z najbardziej czczonych
      świętych prawosławnych (nazywany zawsze św. Mikołajem Cudotwórcą), a także
      święty katolicki.

      Zasłynął jako cudotwórca, ratował żeglarzy i uratował miasto od głodu. Odwagą i
      sprawiedliwością wykazał się ratując od śmierci niesłusznie skazanych urzędników
      cesarskich. Patron Grecji, Rosji, Bari, Aberdeen, Antwerpii, Berlina, Głogowa,
      Miry, Moskwy, Nowogrodu, jak również bednarzy, wytwórców guzików, cukierników,
      gorzelników, dzieci, flisaków, jeńców, kupców, sprzedawców perfum, sprzedawców
      wina, sprzedawców zboża i nasion, marynarzy, uczonych, młynarzy, kancelistów
      parafialnych, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, podróżnych, rybaków, sędziów,
      studentów, złodziei, żeglarzy, notariuszy, uczonych, panien pragnących wyjść za
      mąż, więźniów oraz obrońców wiary przed herezją, patron pojednania Wschodu i
      Zachodu, jest również patronem wilków.

      Według podań po bogatych rodzicach otrzymał w spadku znaczny majątek, którym
      chętnie dzielił się z ubogimi. Wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem.
      Mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym
      dobrych czynów, zmarł w połowie IV w., spontanicznie czczony przez wiernych. Gdy
      Mirę opanowali Arabowie, kupcom włoskim udało się zabrać jego relikwie i
      przewieźć do Bari w południowych Włoszech. Znana jest historia o trzech
      niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem;
      opowieść o trzech ubogich pannach wydanym za mąż dzięki posagom, których Święty
      dyskretnie im dostarczył; o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od
      wyroku śmierci; o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej.

      Do dziś utrzymuje się zwyczaj składania podarunków w formie niespodzianki, choć
      obecnie zwyczaj ten jest często łączony z baśniową postacią Świętego Mikołaja.

      :-)))
    • onufry_z_daleka Re: Na wigilijny stol ;-) 22.12.06, 20:39
      Za GW:


      Na nic zdała się szamotanina i machanie długimi mackami - ośmiornica została
      wyłowiona z Pacyfiku przez grupę japońskich badaczy. Wydarzenie udało się sfilmować.

      Zoolodzy z japońskiego Państwowego Muzeum Naukowego od lat usiłowali wyłowić
      jedno z najbardziej tajemniczych i nieuchwytnych morskich stworzeń. O
      gigantycznych ośmiornicach opowiadali miejscowi rybacy, naukowcy nigdy się z
      nimi nie zetknęli. - Wierzymy, że to pierwsze nagranie tego stworzenia -
      powiedział o nakręconym przez badaczy filmie, szef zespołu, Tsunemi Kubodera.

      Do tej pory o ogromnych ośmiornicach wiadomo było niewiele. Prawdopodobnie
      zainspirowały one osiemnastowiecznych marynarzy i przyczyniły się do powstania
      legendy o krakenie, morskim potworze zatapiającym statki.

      Według niepotwierdzonych relacji, ośmiornice-giganty mogą osiągać 20 m długości.
      Złapane przez Japończyków stworzenie było raczej niewielkie - mierzyło
      "zaledwie" 3,5 m. Przynętę zarzucono na głębokości 650 m.
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce - post 1300 22.12.06, 20:45
      W zblizajacym sie poscie nr 1300 nikogo nie pozdrawiamy, bo 1300 to 13 x 100,
      a liczba 13 podobno przynosi pecha ;-)


      Watek FH GW "Humor w Nauce i Sztuce"
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 22.12.06, 22:39
      Ten dowcipny tekst o odrzucaniu prac naukowych znalazlem na stronie
      pewnego naukowca z Bilkent University w Ankarze:

      ***

      HAVE YOU HAD A PAPER REJECTED LATELY?


      Here are some people whose ideas were also rejected. I hope they make you feel
      better. Smile!!

      * "The wireless music box has no imaginable commercial value. Who would pay for
      a message sent to nobody in particular?"--David Sarnoff's Associates in
      rejecting a proposal for investment in the radio in the 1920s.

      * "The concept is interesting and well-formed, but in order to earn better than
      a 'C,' the idea must be feasible."
      • eilean_donan Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wesołych Świąt 23.12.06, 07:48
        Już dzisiaj który to raz
        pędzi poczta przez las!
        Cóż, nie dziwota, przed każda Gwiazdka
        pękają banie z manią pisarską:
        Jacek, co pióra nie bierze w ręce,
        nagle napisał listów dziewięćset.
        Pisze Alojzy, Funia i Mania.
        Rośnie gwiazdkowa życzeniomania.
        Wczoraj w Krakowie na placu Kingi
        listy wypchnęły denko od skrzynki,
        bo tyle listów, któż by to zniósł --
        O! znów pocztowy wóz:
        jeszcze ten mostek, jeszcze ta rzeczka
        i wjedzie poczta w mury miasteczka,
        śnieg przed pocztą biegnie jak zając,
        trąbki pocztowe gromko grają:
        Listy, paczki, stamtąd i stąd!
        Wszystkim Wesołych Świąt! (...)

        Oto cytowany już na forum Konstanty Ildefons Gałczyński...
        Najlepsze świątczne życzenia wszystkim piszącym i czytającym uczestnikom wątku
        HwNiSz, składa e_d
        :-x
        • 3bezatu Re: Humor w Nauce i Sztuce - Wesołych Świąt 23.12.06, 17:41
          "WIECZÓR WIGILIJNY"
          Emilia Waśniowska

          To właśnie tego wieczoru,
          gdy mróz lśni jak gwiazda na dworze,
          przy stołach są miejsca dla obcych,
          bo nikt być samotny nie może.

          To właśnie tego wieczoru,
          gdy wiatr zimny śniegiem dmuchaw
          serca złamane i smutne
          cicha wstępuje otucha.

          To właśnie tego wieczoru
          Zło ze wstydu umiera,
          Widząc jak silna i piękna
          Jest Miłość, gdy pięści rozwiera.

          To właśnie tego wieczoru
          od bardzo wielu wieków
          pod dachem tkliwej kolędy
          Bóg się rodzi w człowieku.


          ***


          Wszystkim najcieplejsze Świąteczne życzenia składa 3bezatu

    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Nasreddin nt zdrady 23.12.06, 14:09
      Zapytano Nasreddina, czy zdrada to rzecz naganna?
      Odpowiedzial bez namyslu:
      - Nie wiem, i dlatego mam dwie zony.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Nasreddin nt zdrady 24.12.06, 00:33
        onufry_z_daleka napisał:

        > Zapytano Nasreddina, czy zdrada to rzecz naganna?
        > Odpowiedzial bez namyslu:
        > - Nie wiem, i dlatego mam dwie zony.

        =====================

        Ten post wyglada tu obecnie jak ni przypial ni wypial. Ale oryginalnie
        byl on odpowiedzia na post niejakiego/niejakiej ggg reklamujacego/reklamujacej
        ksiazke na temat zdrady. Mysle ze admin go slusznie usunal, ale teraz
        wymyslona przeze mnie opowiastka o Nasreddinie wyglada troche ni przypial/
        ni wypial ;-)
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 17:19
      Wprawdzie 3bezatu juz nam duzo o obyczajach swiatecznych opowiedziala :-)
      ale PAP donosi:

      Bożonarodzeniowe obyczaje przetrwały...

      Choinkę ubiera się zaledwie od dwóch wieków. Wcześniej w domach stawiano szopki.
      Wydmuszki, które dzis kojarzą sie z Wielkanocą, kiedyś służyły do ozdabiania
      bozonarodzeniowego drzewka. Prezenty świąteczne to obyczaj królów i wielmożów -
      otrzymywała je służba i najmłodsi dworzanie. Na wsiach prezentów nie było. Do
      dziś kultywujemy tradycję jedzenia do syta, za to zapominamy często o
      kolędowaniu - do niewielu domów, zwłaszcza w miastach, pukają kolędnicy z
      gwiazdą i turoniem. Jak przez lata kształtowały się obyczaje związane z Bożym
      Narodzeniem?

      POLSKA CHOINKA MA 200 LAT

      Choinkę - świerk lub jodłę - ubiera się w naszym kraju od mniej więcej 200 lat.
      Wcześniej przez całe wieki wigilijną ozdobą izby i stołu były snopy zboża, słoma
      i siano. Dawniej przed Wigilią, zarówno w domach chłopskich, jak i magnackich,
      stawiano snopy zboża, a na pamiątkę stajenki, w której urodził się Jezus
      Chrystus, słomą wyściełano podłogę. Grubą warstwę słomy lub siana kładziono też
      na stole, który następnie przykrywano białym obrusem.

      Bliższa współczesnej choince była "zielona gałąź" świerkowa, sosnowa lub
      jodłowa, którą dekorowano dom, przybijano do płotów, furtek i drzwi. W
      niektórych regionach Polski przygotowywano stroik, składający się z rozwidlonego
      wierzchołka świerku, sosnowej gałęzi lub okrągłych słomianych tarcz, które
      dekorowano symbolicznymi ozdobami.

      Choinka jest najmłodszą ozdobą Świąt Bożego Narodzenia w polskich domach.
      Przywędrowała do nas z Niemiec pod koniec XVIII wieku, choć we wsiach środkowej,
      wschodniej i południowej Polski pojawiła się dopiero w okresie międzywojennym.
      Ubierano ją zawsze w Wigilię, wieszając na gałązkach ozdoby z opłatka, orzechy,
      pierniki, jabłka oraz świeczki. Z czasem pojawiły się na niej własnoręcznie
      wykonane ozdoby z papieru, słomy, wydmuszek jaj oraz z piór.
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 17:24
        Oto c.d. za PAP:


        KRÓLEWSKI OBYCZAJ

        Bożonarodzeniowy zwyczaj obdarowywania się prezentami pod choinką pojawił się
        dopiero w połowie XIX wieku, ale szybko stał się tradycją. Dawniej tylko
        królowie i wielmoże obdarowywali podarunkami swoich dworzan. Podarunki te -
        stroje, futra, pasy i pierścienie, złote i srebrne łańcuchy, a nawet konie i
        rzędy końskie - były często bardzo kosztowne. Podarunki za wierną służbę
        otrzymywała też czeladź na dworach szlacheckich. W bogatych domach mieszczan
        zwyczaj obdarowywania upominkami dzieci powszechny był już w połowie XIX wieku,
        jednak bardzo rzadko spotykano go na wsi.

        WIGILIJNE MENU

        Chociaż wigilijny stół wygląda inaczej w poszczególnych regionach Polski,
        nigdzie nie powinno zabraknąć podczas tej wieczerzy czerwonego barszczu, śledzia
        czy kompotu z suszonych owoców. Wigilijny jadłospis jest bogaty, gdyż kiedyś
        wierzono, że to zapewnia obfitość jadła i umożliwia korzystanie z wszelkiej
        przyjemności i radości życia w nadchodzącym roku.

        Dawniej wieczerza zaczynała się od zupy, dziś od zakąsek. W Wielkopolsce i na
        Śląsku podawano z reguły zupę migdałową lub rybną, w Małopolsce i we wschodnich
        regionach - barszcz czerwony albo zupę grzybową. Najważniejsze na stole
        wigilijnym były i są ryby. Kuchnia staropolska słynie z wielu oryginalnych
        przepisów.

        W dawnej Polsce w zamożnych domach istniał nawet zwyczaj przyrządzania na
        kolację wigilijną aż dwunastu dań rybnych, które liczono jako jedną potrawę.
        Podawano karpie, szczupaki, karasie, liny, sandacze, pstrągi i inne ryby
        słodkowodne, przyrządzając je w rozmaity sposób. Był zatem karp smażony i karp
        po polsku w słynnym szarym sosie gotowanym na piwie, z orzechami, migdałami i
        rodzynkami, zaprawionym karmelem lub pokruszonym piernikiem i powidłami
        śliwkowymi, karaś w śmietanie, lin z grzybami lub w czerwonej kapuście, szczupak
        po żydowsku i szczupak w sosie chrzanowym.

        Specjalnością kuchni polskiej są też śledzie przyrządzane na różne sposoby i
        podawane na początku wieczerzy jako zakąska. Najpopularniejsze są śledzie w
        oleju i śledzie marynowane. Oprócz dań rybnych podawano wiele innych potraw. Do
        najbardziej popularnych należały groch z kapustą, kapusta z grzybami oraz
        pierogi z kapustą i grzybami.

        Na stole wigilijnym nie mogło również zabraknąć słodkich dań. Na południu i
        wschodzie Polski zawsze musiała być tzw. kutia, którą przygotowywano z kaszy
        pszennej lub jęczmiennej z dodatkiem maku, miodu i bakalii (suszone i
        kandyzowane owoce południowe - figi, winogrona, daktyle, migdały, orzechy). W
        innych regionach podawano natomiast kluski z makiem. Do tradycji wigilijnej
        należy też podawanie świątecznych ciast: strucli z makiem, keksów oraz różnego
        rodzaju pierników i pierniczków. W niektórych regionach Polski przygotowywano
        także kisiel z żurawin.

        KOLĘDOWANIE ZANIKA

        Popularny niegdyś bożonarodzeniowy zwyczaj kolędowania z gwiazdą, szopką czy
        turoniem należy dziś do rzadkości i spotykany jest głównie we wsiach południowej
        Polski, m.in. w Rzeszowskiem, Sądeckiem i Krakowskiem.

        Obchody kolędnicze znane były w całej Europie, a ich początki sięgają
        średniowiecza. W Polsce pierwsze zapisy o nich sięgają XVI wieku, lecz zwyczaj
        ten prawdopodobnie praktykowano już wcześniej. Kolędnicy różnili się
        przebraniem, repertuarem odgrywanych scen i akcesoriami. Jedni pukali do drzwi
        prowadząc żywe zwierzęta, inni przychodzili z gwiazdą lub szopką, niektórzy z
        turoniem, konikiem, bocianem i kozą. Na scenie szopek odgrywano jasełka, czyli
        przedstawienie o narodzeniu Chrystusa, kolędujący z gwiazdą śpiewali
        bożonarodzeniowe pieśni, a tzw. Herody odgrywały przedstawienie o Bożym
        Narodzeniu i królu Herodzie.

        PAP - Nauka w Polsce, Tomasz Trzciński

        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 17:32
          Jeszcze PAP donosi:


          Pierwsza gwiazdka - Wega czy Capella?

          Na zostanie pierwszą wigilijną gwiazdką tego roku największe szanse mają Wega
          oraz Capella, a jeśli zaliczymy do tego grona planety, to także Wenus. "Tradycja
          nakazuje rozpocząć kolację wigilijną w momencie, gdy na niebie pojawi się
          pierwsza gwiazda. W tym roku w Wigilię Świąt Bożego Narodzenia Słońce zajdzie w
          okolicach godziny 15:30, a więc już około godziny 16:00 możemy wypatrywać na
          niebie pierwszych jasnych obiektów" - mówi dr Arkadiusz Olech z Centrum
          Astronomicznego PAN w Warszawie.

          Dodaje, że w tym roku w zasadzie trzy obiekty kandydują do bycia pierwszą
          gwiazdką. Największe szanse na to ma Wega - będąca najjaśniejszą gwiazdą w
          konstelacji Lutni. 24 grudnia około godziny 16:00 świeci ona na wysokości prawie
          50 stopni nad zachodnim horyzontem.

          "Nieco słabszym obiektem od Wegi jest Capella (czyli po polsku Koza) -
          najjaśniejsza gwiazda konstelacji Woźnicy. Znajdziemy ją po przeciwnej stronie
          nieba, 30 stopni nad północno-wschodnim horyzontem" - wyjaśnia Olech.

          Okazuje się jednak, że w wigilijny wieczór najjaśniejszym obiektem na niebie
          będzie Wenus, która jest oczywiście planetą, nie gwiazdą. "Tradycja jednak mówi
          nam o Gwieździe Betlejemskiej, która najprawdopodobniej była w rzeczywistości
          kometą, a więc też ciałem Układu Słonecznego, tak jak Wenus" - mówi astronom. AOL
          • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce 23.12.06, 19:50
            Gazeta-matka informuje w zwiazku z swietami:

            W tym roku święta co prawda będą, ale równie dobrze moglibyśmy spędzić je w
            ciepłych krajach. Bo zima nie chce nadejść
            Odrobina śniegu leży tylko w najwyższych górach. Boże Narodzenie wszędzie będzie
            bure i ciepłe - w dzień temperatura utrzyma się powyżej zera nawet w
            północno-wschodniej Polsce, która uchodzi za biegun zimna w naszym kraju.
            Dopiero w drugi dzień świąt temperatura może spaść poniżej zera.

            Taka pogoda nie sprzyja dobremu humorowi. Pozostaje tylko zaśpiewać kolędę i
            życzyć wszystkim nadejścia prawdziwej, świątecznej aury.

            ;-)
    • onufry_z_daleka Re: Problemy Sw. Mikolaja (tego z Finlandii) 23.12.06, 20:34
      Podajemy za GW i prosimy o wyrozumialosc dla Sw. Mikolaja:

      ***

      Na adres św. Mikołaja do Finlandii nadeszło w tym roku już około 700 tysięcy
      listów od dzieci z całego świata, w tym wiele z Polski.
      Liczbę taką podała Ritta Mattila ze specjalnego "Mikołajowego" urzędu pocztowego
      w Levi. Według niej, najwięcej przesyłek pochodzi z Wielkiej Brytanii. Na drugim
      miejscu pod względem liczby listów plasują się dzieci włoskie, a na trzecim
      miejscu mali Polacy.

      Polskie dzieci podobnie jak ich rówieśnicy z Wielkiej Brytanii i Włoch
      uwierzyły, że Mikołaj mieszka za Kołem Polarnym w Finlandii. Tam niedaleko
      stolicy regionu Laponii Rovaniemi znajduje się jego siedziba. Jest nią
      pojedyncze gospodarstwo na górze Korvatunturi, co znaczy dosłownie Góra Ucho.
      Zgodnie z legendą, Mikołaj może z tej góry słyszeć życzenia w sprawie prezentów,
      wypowiadane przez dzieci na całym świecie.

      Kilka kilometrów od tego tajemniczego miejsca zbudowano całą tzw. Wioskę św.
      Mikołaja, gdzie mieści się m.in. urząd pocztowy, obsługujący jego
      korespondencję. Otworzono go przed 19 laty i jak do tej pory rekordowy był rok
      2000, gdy trafiło do niego ok. 600 tys. listów, adresowanych do Mikołaja.

      Nie wszyscy jednak i nie wszędzie godzą się z faktem, że "najprawdziwszym"
      Mikołajem jest mieszkaniec Laponii. Np. najmłodsi Duńczycy są przekonani, że św.
      Mikołaj mieszka na Grenlandii i stamtąd w noc wigilijną wyrusza z prezentami
      załadowanymi na latające sanie, ciągnięte przez renifery. Tak sądzi 89 proc.
      małych Duńczyków, a zaledwie 3 proc godzi się na Finlandię. W Danii Mikołaj nosi
      imię Julemanden, co można przetłumaczyć jako Bożonarodzeniowy Wujaszek.

      Szwedzi i Norwegowie nazywają go Bożonarodzeniowym Krasnalem, odpowiednio
      Jultomte i Julnisse, i w większości są przekonani, że zamieszkuje w Tomtenland w
      środkowej Szwecji.

      W Finlandii natomiast jego imię brzmi Joulupukki i nikt tam nie ma najmniejszych
      wątpliwości, że lapońskie Korvatunturi to jego stały adres.

      :-)
      • obrobka_skrawaniem Re: Problemy Sw. Mikolaja (tego z Finlandii) 23.12.06, 20:47
        Byłam w Wiosce Świętego Mikołaja pod Rowaniemi około 10 lat temu. Można sobie
        poczytać listy do Św. Mikołaja. Znalazłam kartkę pocztową od małej dziewczynki
        z Polski, który mnie wzruszył. Ona nie prosiła o nic dla siebie, tylko dla
        rodziców i swojego młodszego braciszka.

        www.santaclaus.fi/?deptid=11779
        www.santaclaus.fi/?deptid=8044
        • onufry_z_daleka Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 23.12.06, 21:06
          ROVANIEMI.

          Miasto na północy Finlandii (w pobliżu koła podbiegunowego), centrum sportów
          zimowych (34 tys. mieszkańców). Rovaniemi zostało założone w 1929 r., w 10 lat
          później stało się stolicą fińskiej Laponii. Odbudowane po zakończeniu wojny
          według projektu (na planie rogów renifera) słynnego architekta Alvara Aalto,
          Rovaniemi stało się najnowocześniejszym miastem północnej Europy.

          Osoby interesujące się kulturą lapońską powinny wybrać się do Arktikum na
          północy miasta, będącego najciekawszym muzeum Rovaniemi. Ogromne łuki atrium
          wyłaniają się z ziemi niczym łódź podwodna, a niemal wszystkie wystawy znajdują
          się pod kamiennym nabrzeżem. W środku mieści się Regionalne Muzeum Laponii i
          Centrum Polarne; oba pozwalają poznać z wielu stron historię i dzień dzisiejszy
          narodów północy. Eksponaty obejmują płaszcze przeciwdeszczowe z jelit fok, skóry
          z lisów polarnych i karibu oraz spodnie z niedźwiedzia polarnego, a także
          wspaniałe zdjęcia, przedstawiające życie i hodowlę reniferów - widać i tu wpływ
          najnowszej techniki: telefony komórkowe, pojazdy śnieżne i małe wózki o napędzie
          czterokołowym. Są także zdjęcia dokumentujące spustoszenia dokonane przez
          Niemców, kiedy to, zmuszeni do odwrotu w 1944 r., spalili wszystkie budynki.
          Ekspozycje przedstawiają ciekawą kulturę lapońską.

          Koło podbiegunowe.

          Umowna linia przebiegająca mniej więcej wzdłuż równoleżnika na 66o 33`
          szerokości geograficznej. Na północ od niej słońce przynajmniej raz w roku nie
          wschodzi i raz - nie zachodzi.


          Zorza polarna (aurora borealis).

          Od połowy grudnia do połowy stycznia przez całą dobę panuje ciemność. Wtedy to
          na dalekiej północy w całej swej krasie prezentuje się zorza polarna. Ta
          przedziwna migotliwa łuna o postaci świetlistych, barwnych łuków, smug czy
          wstęg, draperii, zasłon lub koron to efekt zetknięcia z atmosferą ziemską
          elektronów i protonów wysyłanych przez Słońce.
          Na dalekiej północy od końca maja do końca czerwca przez całą dobę panuje
          światło dzienne, a kwiecień i lipiec są bardzo jasnymi miesiącami.


          Laponia.

          Daleka Północ fińska, zadziwia urozmaiconym krajobrazem z lasami, jeziorami i
          rzekami oraz połaciami odludnych terenów wyżynnych. Na tych szerokościach
          geograficznych część tubylczej ludności lapońskiej nadal wypasa renifery i
          zachowuje swoje tradycje.

          Lapończycy wolą pozostawać z dala od ciekawskich spojrzeń turystów, a ich
          kanciaste tipi (ozdobione rogami i skórą reniferów, wędzonymi łososiami) są z
          ich strony ustępstwem na rzecz komercji.
          • obrobka_skrawaniem Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 23.12.06, 21:22
            Saami (Lapończycy) w tradycyjnych strojach:

            www.sami-siida.no/Files/Bilder/forsidebilde.jpg
            www.sami-siida.no/Files/Bilder/nils_henrik_og_johan.jpg
            www.firstcongucc.org/Images/fi0074lm.jpg
            • onufry_z_daleka Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 23.12.06, 21:38
              Rovaniemi to takze jedno z najlepiej zaprojektowanych, pod wzgledem
              urbanistycznym, miast na swiecie. To przyklad architektury humanistycznej,
              ktorej najwybitniejszym przedstawicialem byl Alvar Aalto. On to opracowal
              z zespolem w latach 1944-1945 urbanistyczny plan dla Rovaniemi.

              Przypomnijmy 2 maksymy Aalto:

              Jestesmy po to, aby humanizowac mechaniczna forme materialu.

              Sztuka ma tylko 2 skladniki: humanizm albo jego brak.

              Nie dziw wiec ze czasem Sw. Mikolajowi nie chce sie stamtad wyjezdzac ;-)))
              • obrobka_skrawaniem Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 27.12.06, 19:00

                Jeśli chodzi o architekturę Rovaniemi, to zdania są podzielone.

                "Wynikiem śmiałego, ale niepraktycznego projektu Alvara Aalto są drogi,
                tworzące kształt rogów reniferów, co jest wspaniałą sprawą jeśli przemieszczasz
                się helikopterem, ale co czyni piesze wędrówki o wiele dłuższymi niż by musiały
                być. Rovaniemi to chaos i większość turystów zatrzymuje się tu tylko na krótki
                postój [...]"
                ("Finlandia. Praktyczny przewodnik." J. Brown, M. Sinclair)
                • obrobka_skrawaniem Rękodzieło Samów 27.12.06, 19:18

                  Rękodzieło Samów: kuksa (kubek)
                  www.aitogalleria.com/images/kuksa_basic.jpg
                  Kuksa wykonywana jest z drewna brzozy brodawkowatej.
                • onufry_z_daleka Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 27.12.06, 19:33
                  Hmm...

                  Ja bym ten przewodnik uzyl jako podstawke pod lampe ;-)
                  Jeszcze sie taki nie urodzil co by wszystkim dogodzil ;-)))

                  Nie bylem w Rovaniemi, ale mialem mozliwosc ogladac realizacje Aalto
                  w Helsinkach. I bylem nimi zachwycony. Finskim miastem zaprojektowanym
                  przez Aalto ze wspolpracownikami, ktore otrzymuje najwyzsze oceny
                  jest Tapiola. Slynne sa takze jego realizacje w Otaniemi, zwlaszcza
                  politechnika.

                  Zyczylbym sobie by w Polsce zaistniala tak wspaniala architektura,
                  wyczulona na ludzkie potrzeby. Niestety las chaotycznych i brzydkich
                  wiezowcow w centrum Warszawy to nie jest powod do dumy.
                  • obrobka_skrawaniem Re: jest takie wazne miejsce: Rovaniemi :-) 27.12.06, 19:45
                    onufry_z_daleka napisał:
                    >
                    > Ja bym ten przewodnik uzyl jako podstawke pod lampe ;-)

                    W tym przewodniku jest masa śmiesznych fragmentów, pamiętam, że się
                    zaśmiewaliśmy przy czytaniu.

                    Ja mam niezbyt miłe wspomnienia z Rovaniemi, bo jadąc autostopem utknęliśmy na
                    drodze do miasta Ranua (ileś km za Rovaniemi) i staliśmy tam 2 dni. W końcu
                    zaczęliśmy łapać okazję w 2 strony na raz (pewnie to wyglądało jakbyśmy się
                    śmiertelnie pokłócili) i ostatecznie wróciliśmy do Rovaniemi.
                    Ja lubię obiekty projektowane przez A. Aalto, bardzo podoba mi się też jego
                    szkło.
                    • onufry_z_daleka Re: Finowie - wspaniali kierowcy 28.12.06, 08:06
                      Finowie maja dryg do prowadzenia samochodow - wielu czolowych kierowcow
                      rajdowych to Finowie.

                      Oppwiadal mi kiedys swietny polski kierowca rajdowy historie, ktora mu sie
                      przydarzyla w Finlandii. Trenowal on w nocy jadac stylem rajdowym po niezbyt
                      czesto uczeszczanej drodze. W pewnym momencie za jego plecami pojawily sie
                      swiatla samochodu. Dodal gazu, jadac na skraju ryzyka, ale te swiatla mial
                      wciaz za soba. W koncu dojechal do malego miasteczka i zaciekawiony
                      zatrzymal samochod na rynku. Po minucie na rynek wjechala ... ciezarowka
                      z mlekiem.

                      ;-)))
    • onufry_z_daleka Re: J.S. Bach: Oratorium na Boze Narodzenie 23.12.06, 22:51
      Historia powstania Oratorium na Boże Narodzenie stanowi niezwykłą kompilację z
      jednej strony tego, co na ten temat wiadomo i mnóstwa nierozwiązanych pytań z
      drugiej strony. Nigdy nie było żadnych wątpliwości ani kontrowersji dotyczących
      czasu powstania dzieła i daty jego pierwszego wykonania, zupełnie inaczej niż w
      przypadku innych wielkich utworów religijnych Bacha (Pasji wg św. Jana, Pasji wg
      św. Mateusza, Mszy h-moll); zarówno wydane drukiem libretto, jak i rękopis
      partytury zawierają informację, że oratorium było zaplanowane na święta Bożego
      Narodzenia w roku 1734-35 (od dnia Bożego Narodzenia do dnia Objawienia
      Pańskiego; od 25 grudnia do 6 stycznia). Stąd można wydedukować, że kompozycja
      powstała w miesiącach bezpośrednio poprzedzających te święta, w większości
      podczas Adwentu, kiedy nie wykonywano kantat w Lipsku i Bach w rezultacie miał
      więcej wolnego czasu ;-)


      Wiecej:


      www.muzyka.ofm.pl/oratorium/analiza_oratorium.htm#B


      Ale tak naprawde, to nalezy posluchac :-))) od poczatku do konca.
    • onufry_z_daleka Re: Morderstwo w Boze Narodzenie ;-) 24.12.06, 00:26
      Dla tych, ktorzy beda mieli w Swieta duzo wolnego czasu rekomendujemy
      zajmujaca lekture - powiesc Agaty Christie:

      pl.wikipedia.org/wiki/Bo%C5%BCe_Narodzenie_Herkulesa_Poirot


      PS. Paniom ktore nie maja (jeszcze) zmywarki, przypominamy ze A. Christie
      twierdzila, ze najlepsze pomysly przychodzily jej w czasie zmywania
      naczyn :-)))



    • Gość: Torunski Piernik Re: Bozo-narodzeniowy Torun :-))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.06, 12:40
      Pozdrawiam ten watek z mego miasta - Torunia (przy pomocy tekstu
      z Gazety Wyborczej).

      Stary torunski piernik :-)


      -----------------

      Święta Bożego Narodzenia od kilkunastu lat spędzane w Toruniu za każdym razem
      przenoszą mnie w krainę dziecięcej religijności, baśniowego świata Andersena i
      powieści Dickensa. Kto wie, czy w zaaferowanym tłumie wypełniającym deptak na
      Szerokiej lub ciasne uliczki pomiędzy Staromiejskim i Nowym Rynkiem nie przemyka
      się sam pan Scrouge w lichym paletku i wyświeconym cylinderku na głowie, jeszcze
      nie myślący o dobroczynności, ani nawet o godnym uczczeniu Wigilii.

      W przeciwieństwie do toruńskich mieszczan, którzy penetrują okoliczne sklepy w
      poszukiwaniu ostatnich prezentów. Nieliczni, a jednak widoczni w tym tłumie
      turyści poruszają się wolniej, usiłują coś fotografować, w sumie trochę
      zagubieni. Nie dotyczy to Japończyków, którzy z nabożeństwem kupują pierniki.

      Bo przecież tak jak niemiecka Norymberga, polski Toruń piernikami stoi. I to już
      od XIII wieku. Piernikowe sklepy, jak choćby te dwa na Żeglarskiej, nigdy nie
      narzekają na brak klientów. Trzeba jednak wiedzieć, że te najpiękniejsze,
      figuralne - w formie karocy, anioła, Matki Boskiej z Dzieciątkiem czy żłóbka -
      są twarde. Za to świeżutkie "Katarzynki, katarzynki, przysmak chłopca i
      dziewczynki", albo małe pierniczki nadziewane morelową, bądź różaną konfiturą i
      oszronione lukrem rozpływają się w ustach.

      Warto zajrzeć do apteki. Przezorni, pamiętający o możliwych skutkach
      świątecznego braku umiaru w jedzeniu i piciu zachodzą Pod Lwa przy Rynku
      Nowomiejskim albo do Królewskiej, założonej w 1389 r. przez Alberta z Wrocławia
      - najstarszej w Toruniu i jednej z najstarszych w Polsce. Torunianie nazywają ją
      Pod Orłem, od rzeźby znajdującej się nad wejściem. I wolą historyczne apteki od
      tych nowoczesnych, ceniąc staroświeckość wystroju, w którym dominuje ciemne
      drewno, mleczne szkło, porcelanowe moździerze. Przypomnijmy, że piernik
      traktowany był niegdyś jako środek leczniczy. Czerstwy, pełen zamorskich,
      "piernych", czyli pieprznych ingrediencji, mógł być antidotum na kłopoty z
      trawieniem.

      Ulice pustoszeją, nieliczni przechodnie wydłużają kroku. Pora się śpieszyć, bo
      zbliża się czas Wigilii. Brzęczą dzwonki w obładowanych saniach Świętego
      Mikołaja, z uchylonych okien wymykają się boskie aromaty - grzyby na uszka,
      smażona kapusta, drożdżowe ciasto...

      Powoli gaśnie dzień i jedne po drugich zapalają się okna toruńskich kamienic.
      Domy dawnego patrycjatu mogą budzić podziw, choć klasycyzm ogołocił z ozdób
      wiele elewacji. Kilka jednak przetrwało, jak choćby reprezentacyjna kamienica
      Pod Gwiazdą, pod numerem 35 Staromiejskiego Rynku.

      Patrząc na Toruń z drugiej strony Wisły, zobaczymy nadbrzeżną przestrzeń
      ściągniętą czerwoną taśmą murów, sponad których wzbijają się ku niebu kościelne
      wieże, z najbardziej monumentalną, tą od świętych Janów. To właśnie z niej
      zabrzmi o północy głęboki, spiżowy głos Tuba Dei, wieszczący narodzenie Pańskie
      i wzywający na pasterkę. Cały gród zdaje się dygotać w rytmie majestatycznie
      bijącego, liczącego ponad 500 lat dzwonu. Z katedry, zaraz po pasterce, wierni
      śpieszą do Betlejki, ustawionej na Starym Rynku, aby w żłóbku, na sianie, złożyć
      symboliczną figurkę, której oprócz Maryi i Józefa strzec będą najprawdziwsze
      owieczki i osioł.

      Największe tłumy zbierają się w kościele garnizonowym św. Katarzyny
      Aleksandryjskiej, tej nocy przemienionym w wielką pasterską szopę, której
      centrum stanowi żłóbek przy ołtarzu, ocieniony strzechą, z wszelakim sprzętem,
      jakiego pewnie używali także biblijni pasterze strzegący trzód na betlejemskich
      polach. Uroku i autentyzmu tej sielskiej scenerii dodają żywe zwierzęta -
      owieczki, króliki, ptactwo. Pianie miniaturowego kogutka podczas podniesienia
      można uznać za przejaw szacunku wyrażanego przez wszelkie stworzenie boże dla
      Przychodzącego. Wokół pachnie świerkiem i choć wiadomo, że bardziej zdałyby się
      tu palmy niż choinki, to i tak wszyscy z zapartym tchem przeżywają każdą chwilę
      bożonarodzeniowej, rozkolędowanej liturgii. Pasterki odprawiane są też w
      starutkim św. Jakubie, w monumentalnej Najświętszej Maryi Pannie i w
      klasycystycznym kościele oo. Jezuitów, zwanym kościołem akademickim, którego
      zaletą jest porządne ogrzewanie.

      Po pasterce mieszkańcy Torunia nie od razu wracają do domów. Zwłaszcza gdy noc
      jest pogodna, trochę mroźna i śnieżna, nie zaś wietrzna i deszczowa, o co
      nietrudno w pobliżu Wisły. Całe rodziny spacerują wokół Betlejki na Starym
      Rynku, robią sobie zdjęcia z Dzieciątkiem, Józefem i Maryją, próbują poklepać
      owieczkę lub poczochrać osła za uszami. Podziwiają ogromną choinkę stojącą tuż
      przy ratuszu stanowiącym przykład pięknego holenderskiego renesansu bądź gawędzą
      u stóp posągu Mikołaja Kopernika, któremu 6 grudnia studenci uroczyście
      przywdziewają czapeczkę świętego patrona. Rzeźbę odlano w ludwisarni Fischerów w
      Berlinie według projektu berlińskiego rzeźbiarza Fryderyka Tiecka w 1852 r.
      Młodzież odwiedza staromiejskie gospody, szynki i winiarnie. A ma w czym
      wybierać - tylko na Starym Rynku jest ich kilkanaście. Niektórzy idą wprost do
      Nieba w piwniczce ratusza. Od wieków było to miejsce składowania i handlu piwem,
      winem oraz innymi trunkami. Ze spisu przeprowadzonego w Toruniu w 1576 r.
      wynika, że w mieście działały aż 102 gospody. A miasto było bez porównania
      mniejsze od dzisiejszego. Inna sprawa, że gdy tylko zabrzmiał wieczorny dzwon, a
      straż miejska zaczynała swoje tradycyjne nawoływanie "Już dziesiąta na zegarze,
      idźcie do snu gospodarze", za handel alkoholem i publiczne biesiadowanie można
      było trafić do miejskiego karceru.

      Uchowała się też gospoda Pod Modrym Fartuchem, przy Rynku Nowomiejskim, o
      tradycjach sięgających końca XV w. Nie ma już wprawdzie gospody Pod Dzikim Mężem
      na rogu św. Ducha i Różanej, przed którą stała figurka tegoż z solidną maczugą,
      ale zapewniam, że dzikich mężów i tak nie brakuje w naszym dziwnym świecie. I
      lepiej jest się z nimi nie spotykać, zwłaszcza w czas tej pięknej, cichej,
      świętej nocy. Wesołych Swiat!
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Piosence :-) 25.12.06, 11:23
      Podajemy za GW:

      ***

      Dlaczego niektóre utwory nas smucą, inne poprawiają nastrój, a jeszcze inne
      dodają energii? Brytyjscy eksperci poszukali na to pytanie naukowej odpowiedzi
      Już Starsi Panowie śpiewali: "Piosenka jest dobra na wszystko/(...)/Na co dzień
      jak i na niedzielę/na to żebyś ty patrzał weselej/jej słowa, melodia i rytm".
      Czy tak jest rzeczywiście?

      Za próbę naukowego wyjaśnienia, jak muzyka wpływa na nastrój, zabrał się
      ostatnio zespół naukowców pod kierunkiem fizjologa Harry'ego Witchela z
      uniwersytetu w Bristolu. Witchel wcześniej interesował się wpływem muzyki
      tanecznej na aktywność ludzkiego organizmu ze szczególnym uwzględnieniem mózgu,
      fizjologią śmiechu i językiem ciała randkowiczów. Był też dyżurnym komentatorem
      w brytyjskiej edycji "Big Brothera".

      Teraz 15 wielbicielom muzyki rozrywkowej puszczano kolejno piosenki z
      brytyjskich list przebojów ostatnich dziesięcioleci. Jednocześnie badano ich
      reakcje - od liczby uderzeń serca i oddechów na minutę, przez temperaturę ciała,
      aż po liczbę westchnień. Okazało się, że każda "wesoła" piosenka przyspiesza
      tętno i oddech, a "smutna" powoduje spadek liczby uderzeń serca na minutę. -
      Zmiany w tempie muzyki czy częstotliwości dźwięków działają na organizm -
      komentuje Witchel w gazecie "The Independent". - Muzyka poprzez czystą
      fizjologię sprawia, że nasze ciało reaguje tak samo, jakby reagowało, gdybyśmy
      byli smutni.

      Ale przecież fizjologia to nie wszystko - dowodów na to, że czasem nastrój
      poprawiają piosenki, które według Witchela powinny wywoływać smutek, jest aż
      nadto. Na początku roku 2004 stacja BBC przeprowadziła sondę, w której
      radiosłuchacze mieli wyłonić utwory najbardziej podnoszące na duchu. Wyniki były
      zaskakujące: pogodne "Good Day Sunshine" Beatlesów sąsiadowało na liście
      zwycięzców z "Love Will Tear Us Apart" Joy Division, "Glory Box" Portishead czy
      "Everybody Hurts" R.E.M., których ze względu na rytm, tempo, melodię, nastrój
      czy nawet temat pogodnymi nijak nazwać się nie da.

      - Nie zapomnij o piosenkach, przez które roniłeś łzy, i o tych, które uratowały
      życie ci - śpiewał swego czasu Morrisey w utworze The Smiths "Rubber Ring".
      Okazuje się, że czasem i łzy, i radość potrafią wywoływać te same utwory.

      Pięć najbardziej podnoszących na duchu piosenek według zespołu Witchela: 1. Lily
      Allen "LDN" 2. Abba "Dancing Queen" 3. R.E.M. "Shiny Happy People" 4. B52s "Love
      Shack" 5. The Beatles "She Loves You" Pięć najbardziej dołujących piosenek
      według zespołu Witchela: 1. The Verve "The Drugs Don't Work" 2. Robbie Williams
      "Angels" 3. Elton John "Sorry Seems To Be The Hardest Word" 4. Whitney Houston
      "I Will Always Love You" 5. Sinead O'Connor "Nothing Compares 2 U" Pięć
      najbardziej energetycznych piosenek według zespołu Witchela: 1. Blur "Song 2" 2.
      Girls Aloud "Love Machine" 3. Killers "Somebody Told Me" 4. Prodigy
      "Firestarter" 5. Razorlight "Rip It Up"

    • onufry_z_daleka Re: Finlandia to nie tylko Sw. Mikolaj!!! 25.12.06, 18:32
      Dosc leniuchowania watkowicze!

      Byla mowa o Finlandii jako o kraju Sw. Mikolaja, teraz o Finlandii
      jako o kraju, ktory zainwestowal w nauke:

      Za wp.pl:

      Finlandia „(…) kraj drwali przeszedł do pierwszej ligi, ponieważ rząd Finlandii
      zaufał środowisku naukowemu i przez 20 lat w ciemno inwestował w naukę.
      Oczywiście Polska to inny kraj, niemniej jednak bez odrobiny ryzyka będziemy
      zawsze drugą ligą.” (prof. Jerzy Szwed)

      wiecej:

      finanse.wp.pl/POD,21,wid,8650986,prasa.html?rfbawp=1167067747.364&ticaid=12ec3
      • onufry_z_daleka Re: O ksiazkach roku 2006 25.12.06, 20:41
        Za GW:

        Ciągłe wyczekiwanie na skończone arcydzieło nie służy czytaniu dobrych książek.
        A w tym roku było ich niemało

        Liczne postulaty kierowane do polskich pisarzy, wykuwane nie tylko przez ten rok
        w sążnistych debatach na łamach prasy, domagały się od nich przeróżnych rzeczy:
        zaniechania hermetycznych wycieczek w głąb własnych obsesji, jeszcze większego
        zaangażowania we współczesne problemy społeczne, stworzenia polskiego
        odpowiednika Wielkiej Powieści Amerykańskiej - rzeczy, która przez jednostkową
        historię dałaby obraz stanu duszy całego narodu, zachęcały do wyprawy po Polsce
        ze Stendhalowskim lustrem w ręku etc. Za wadę numer jeden uznawano przy tym
        często rzekomy brak ambicji twórców naszej literatury, który skazuje ją na
        przyczynkowość, miałkość, słowem - nieistotność.

        Jednak najlepsze polskie książki tego roku wyszły spod piór autorów, którzy
        zdają się w ogóle puszczać mimo uszu dyskusje krytyków i niezmiennie tkwią przy
        swoich tematach. W "Całym czasie" Janusz Anderman wprawdzie rozprawia się
        zjadliwie z polską rzeczywistością ostatnich dekad, ale demaskatorski żywioł to
        nienowa cecha jego pisarstwa. Jerzy Pilch swój znak firmowy - gorzki ironiczny
        dowcip plus smutek - doprowadza w "Moim pierwszym samobójstwie" do doskonałości.
        Eustachy Rylski w "Warunku" swoim zwyczajem zajął się trudną stylistyczną
        formułą przy pisaniu o kampanii napoleońskiej. A Andrzej Bart bawi się
        kunsztowną gawędą w nęcąco staroświeckim "Don Juanie raz jeszcze".

        Nadal obowiązuje (i nic nie wskazuje, że to się zmieni) niezwiązana żadnymi
        manifestami różnorodność oraz dowolność sposobów komunikowania się z
        czytelnikiem. Pewnie dlatego kryminał (nieortodoksyjny, ale przedni) w przerwach
        w pisaniu nowego tomu "Muzyka środka" mógł popełnić poeta Marcin Świetlicki
        ("Dwanaście"). Renesans tego szlachetnego gatunku w całej Europie trwa już
        dłużej niż rok (Mankell, Montalban, Camilleri, Izzo, Akunin), jednak u nas
        seryjnie fascynuje na razie tylko Marek Krajewski, który zamknął swoją
        tetralogię o radcy kryminalnym Eberhardzie Mocku z Breslau.

        Ten rok najobficiej wypada jednak w dużych zbiorach poezji (m.in. pierwszy raz
        po polsku Nelly Sachs w przekładzie Ryszarda Krynickiego, Krystyna Miłobędzka i
        Andrzej Sosnowski). Kapitalnym jego zwieńczeniem jest gotowa od kilku dni
        antologia Piotra Sommera "O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich". Na
        dłużej pewnie zostaną po tym roku, poza tomem Świetlickiego, pachnące Schulzem
        "Kolonie" Tomasza Różyckiego.

        Polski rynek książki zbliżył się w tym roku do ogólnoświatowych standardów
        przynajmniej pod dwoma względami. Po pierwsze - zadziałały nowe sposoby
        kreowania popularności przez pisarza, czego najlepszym przykładem jest Michał
        Witkowski, autor powieści, w której geje są ciotami, a "przegięcie" służy także
        za klucz do kariery w kolorowych i cyfrowych mediach. W efekcie znacznie więcej
        osób wie, kim jest Witkowski, niż przeczytało jego błyskotliwą książkę o jednak
        przygnębiającej kondycji homoseksualistów w PRL-u. Zresztą na niezmiennie niskim
        poziomie utrzymuje się sprzedaż książek wybitnych, których autorzy nie są aż tak
        efektowni. To przypadek najlepszej, jak sądzę, pozycji tego roku: "Śmierci w
        bunkrze" Austriaka Martina Pollacka, który tropi dzieje nazizmu we własnej
        rodzinie. Ok. 4 tys. egzemplarzy to o wiele za mało dla książki właściwie
        ustanawiającej nowy gatunek - reportaż historyczny o wszelkich walorach powieści.

        Po drugie - nastąpiło rozmnożenie nagród literackich. Do Nike, fundowanej przez
        wydawcę "Gazety" Agorę (w tym roku Dorota Masłowska), od powstania atakowanej za
        nominacje rzekomo wypaczające panoramę polskiej literatury od tej jesieni
        dołączyła Nagroda Literacka Gdynia (trzy kategorie po 50 tys. zł - proza, esej i
        poezja) oraz pomyślany szerzej, jako laur dla twórców z Europy Środkowej i
        Wschodniej, wrocławski Angelus (150 tys. zł dla Jurija Andruchowycza). Jeśli
        dodać nagrody im. Kościelskich i im. Mackiewicza, liczba ważnych werdyktów
        literackich w roku zbliża nas nieco do znacznie bardziej okrzepłych rynków
        zachodnich, gdzie ewentualne podwójne nominacje potwierdzają klasę kandydatów.

        Znamienne, że obie nowe nagrody fundują miasta, które najlepiej w całej Polsce
        radzą sobie z własnym rozwojem. Ich prezydenci po latach intensywnych inwestycji
        (za które nagrodzono ich reelekcją w ostatnich wyborach samorządowych),
        zdecydowali się na budowanie prestiżu miasta sposobami mniej oczywistymi niż
        spoty w TV. Jak tak dalej pójdzie, Gdynia (ma już festiwal polskich filmów
        fabularnych i muzyczny Open'er) i Wrocław (Nowe Horyzonty i Wratislavia Cantans)
        zostawią resztę Polski daleko w tyle.

        Polskie nagrody jednak wciąż nie mają takiego przełożenia na wzrost sprzedaży
        jak np. we Francji, gdzie książka laureata Nagrody Goncourtów rozeszła się już w
        pół miliona egzemplarzy (u nas taki wynik ma lider list bestsellerów, nowy
        "Harry Potter"). Jury po raz pierwszy w historii nagrodziło Amerykanina,
        Jonathana Littela, ale nie miało wyboru - jego potężna powieść, spisana w
        pierwszej osobie relacja z wojny widzianej oczyma wysokiego funkcjonariusza SS,
        rozpaliła paryskie gazety.

        Żadnych kontrowersji tym razem nie wzbudził za to Nobel - Orhan Pamuk zasłużył
        na niego choćby samym "Śniegiem", starannie zaaranżowanym powieściowym dialogiem
        wszystkich stron sporu o turecką tożsamość i przyszłość. Z zasługującym na
        osobną nagrodę imponującym wyczuciem opublikowało go w Polsce tuż przed
        werdyktem Wydawnictwo Literackie.

        ;-)
    • onufry_z_daleka Re: Nauka bezsilna w sprawie sniegu :-((( 25.12.06, 23:19
      Za GW:

      Mieszkańcy Suwalszczyzny zwanej polskim biegunem zimna są zawiedzeni, że
      tegoroczne święta Bożego Narodzenia nie są białe. W poniedziałek jest zero
      stopni Celsjusza, a śnieg spadnie dopiero po świętach. Według meteorologów, do
      świąt bez śniegu trzeba się przyzwyczaić nawet na Suwalszczyźnie, jednym z
      najzimniejszych regionów w Polsce. To efekt ocieplenia klimatu. Mieszkańcy
      Północno-Wschodniej Polski są przyzwyczajeni, że w Boże Narodzenie jest dużo
      śniegu i bardzo mroźno. Śnieżyce, trzaskający pod butami mróz i wokół sama biel
      - tak powinny według nich wyglądać święta. Minus dwa, trzy stopnie Celsjusza to
      żaden mróz dla mieszkańców Północnej Polski. Święta bez śniegu, to dla nich
      święta smutniejsze. Nawet kolędnicy odwiedzający domy na wsi, nie mogą w tym
      roku poskarżyć się na szczypiący w policzki mróz. Zasmucone są szczególnie
      dzieci. We wsi Rudawka, miał do nich przyjechać na saniach Mikołaj, ale z braku
      śniegu musiał przyjść pieszo. Nie było więc sanny, dzwonków i parskającego konia
      św. Mikołaja. W tegoroczne święta nie ruszył także pociąg kolejki wąskotorowej w
      Płocicznie k. Suwałk. Co roku była to wielka atrakcja. Kolejka jechała nad
      jezioro Wigry, gdzie na podróżnych czekały sanie. Można było porzucać się
      śnieżkami na zamarzniętym jeziorze. "Nie ma śniegu, to i nie ma chętnych na
      wyjazd kolejką. Nawet widoki są nie takie, kiedy brakuje białego puchu" -
      powiedział PAP właściciel kolejki Stanisław Huryn. Dlatego z nostalgią w
      Suwałkach wspomina się zimę stulecia. To był przełom roku 1978 i 1979.
      Temperatura minus 34 stopnie Celsjusza. Dwumetrowe, a nawet wyższe zaspy
      śnieżne, a w nich wyżłobione wąskie tunele, by przejść lub przejechać.
      Stąd trochę starsi mieszkańcy Suwalszczyzny, kiedy ktoś teraz narzeka na
      szczypiący w policzki dziesięciostopniowy mróz, mawiają: "dzieci, kiedyś to były
      zimy".

      ;-)
    • onufry_z_daleka Re: Wyklad Prof. Dawkinsa n/t Sw. Mikolaja :-))) 26.12.06, 08:28

      Profesor Richard Dawkins o Świętym Mikołaju - wykład (nie)wygłoszony w
      przedszkolu Fair Hills*

      Od samego początku, od niemowlęctwa czyni się wam wielką niesprawiedliwość!
      Święty Mikołaj, Gwiazdor, Dziadek Mróz - imiona mogą się różnić, ale idea
      pozostaje ta sama. Nie wątpię, że rysowaliście jego portrety, oglądaliście filmy
      i śpiewaliście o nim piosenki. Dobrotliwy, jowialny gość, którego jedynym
      zadaniem jest monitorowanie waszego zachowania non-stop przez cały rok, tylko po
      to, by na koniec podzielić na dwie drastycznie uproszczone grupy: dzieci
      grzeczne i niegrzeczne. Z pomocą elfich współpracowników i latających reniferów,
      ten Dobry Samarytanin w jeden wieczór dostarcza prezenty wszystkim dzieciom
      świata. Mówią: poznacie go po długiej, białej brodzie i brzuchu, który trzęsie
      się jak salaterka pełna galaretki. Wręcz przeciwnie! Poznacie go po
      niedorzeczności i absurdzie. Ot, cały on!

      Jako człowiek nauki poszukuję prawdy. Wszechświat jest bardzo skomplikowanym
      miejscem, wiecznie ewoluującym i poddawanym zmianom, budowanym od miliardów lat.
      Dzięki teorii Darwina pojmujemy kim jesteśmy i skąd przybywamy. Tylko nauka może
      dostarczyć odpowiedzi na takie pytania. Ślepa wiara w Wielki Plan, ufanie, że
      rzeczy "po prostu się dzieją" bez żadnych racjonalnych wytłumaczeń i dowodów, są
      częścią alternatywnej nie-nauki. Święty Mikołaj, z jego długą białą brodą i
      workiem pełnym gadżetów, jest modelowym jej przykładem.

      Jeżeli jesteście osobami, którym zależy na prawdzie, być może zastanowicie się
      nad takim problemem: jak samotny, starszy mężczyzna, nie tylko produkuje, ale i
      dostarcza w jeden wieczór to, co na logikę rzecz biorąc, jest milionami zabawek?
      Oczywiście, jeżeli będziecie dalej drążyć sprawę, pojawią się kolejne,
      trudniejsze pytania. My skupimy się na podstawach - dostałem sygnał, że nie mamy
      zbyt wiele czasu. Wasi rodzice i nauczyciele powiedzą pewnie coś w stylu "Jak
      to? Przecież ma elfy, które cały rok pracują w specjalnym warsztacie na biegunie
      północnym".

      Odpowiedź na pytanie, jak Mikołaj może dostarczyć wszystkie prezenty w jeden
      wieczór, nie zmieniła się odkąd byłem chłopcem. Oczywiście robi to z pomocą
      Świątecznej Magii (cóż za zaskoczenie!). No właśnie - Świąteczna Magia, ta
      cudowna, wspaniała moc. Jedna mała kropelka pozwala człowiekowi latać dookoła
      świata na saniach zaprzężonych w dziewięć reniferów. Fascynujące, prawda?

      Teraz, zanim zagłębimy się w temat, pozwólcie mi coś wyjaśnić. Nie twierdzę, że
      istnienie Mikołaja, cudownie efektywnych elfów, czy Świątecznej Magii jest
      niemożliwe. Nie mogę udowodnić, że rzeczy te nie istnieją, tak jak nie mogę
      dowieść nierealności dobrych duszków i leprekaunów. Twierdzę jednak, że rachunek
      prawdopodobieństwa i nauka przybliżają nas do prawdy. I jeśli zdołamy spojrzeć
      tej prawdzie w oczy, szybko zorientujemy się, że po prostu nie ma naukowych
      podstaw dla żadnego z wymienionych wcześniej zjawisk.

      Są natomiast mocne dowody na to, że nikt inny, ale właśnie wasi rodzice kładą
      pod choinką prezenty podpisane "od Mikołaja", tak samo, jak nikt inny nie zjada
      ciasteczek i nie wypija mleka, które tak przezornie zostawiacie w Wigilię zanim
      ułożycie się do snu. Jeśli nie akceptujecie tych metod i wciąż upieracie się
      przy nie-nauce i Świątecznej Magii, jeśli nadal twierdzicie, że "moc" Mikołaja
      pochodzi z jakiegoś nieokreślonego źródła, to znaczy, że zabrnęliście na
      naprawdę mętne wody. To odrzucenie wszelkiej logiki. Dlaczego nie Różowy
      Jednorożec, albo Latająca Makaronowa Maszkara? Żaden racjonalnie myślący
      naukowiec nie akceptuje jakichkolwiek informacji bez określenia ich źródła i
      podstaw. Wy też nie powinniście.

      Celem tego wykładu jest uświadomienie wam, że jako dzieci powinniście być
      wychowywani w kulcie prawdy, faktów, logiki i intelektu. Wspólnie doprowadzimy
      do tego, że w nie tak dalekiej przyszłości słowa "Święty Mikołaj", "Gwiazdor" i
      "Dziadek Mróz" nie będą znajdowały żadnego odzewu. Nie ma nic złego w niewierze
      w Mikołaja. Zdaję sobie sprawę, że niektórych z was temat ten wprawia w
      zakłopotanie. Nie ma się czego wstydzić. Płaczecie, ale wasze łzy są pozytywne,
      nie negatywne. Stoicie twarzą w twarz z prawdą, która może przybierać wiele
      postaci i nie zawsze jest wygodna. W przyszłości będziecie tego doświadczali raz
      po raz. Jeśli marzycie o życiu przynoszącym wiadomości przyjemne i niekoniecznie
      prawdziwe, wówczas wasza egzystencja będzie pełna złudzeń. Wasza dojrzałość
      intelektualna zależy od tego, czy w tej chwili, w tak młodym wieku będziecie
      potrafili zmierzyć się z prawdą. Absurdalność Świętego Mikołaja i Świątecznej
      Magii jest wymarzonym początkiem. Teraz, gdy wszystko zostało powiedziane,
      chciałbym podziękować wam za poświęcony mi dzisiaj czas. Z chęcią odpowiem na
      wszystkie pytania.

      * Autorem wykładu jest Mike Jones. Tekst został zamieszczony w literackim
      serwisie mcsweeneys.net

      :-)))))
    • onufry_z_daleka Re: Pozdrowienia swiateczne od Nasreddina :-))) 26.12.06, 12:56
      "Wspaniały pomysł na swieta"

      Zona Nasreddina byla Polka. Nasreddin poprosił ją, żeby upiekła sernik.
      Żona upiekła bardzo dużo sernika i N zjadł prawie wszystko. Tej nocy obudził
      ją w łóżku i powiedział:
      - Mam wspaniały pomysł!
      - Jaki? zapytała ciekawie żona.
      - Przynieś mi resztę sernika to ci powiem.
      Żona wstała i przyniosła mu sernika a kiedy skończył jeść, powiedziała:
      - Teraz już nie zasnę, jeśli nie powiesz mi swojego pomysłu.
      - Wspaniały pomysł jest taki: ‘Nigdy nie chodź spać, zanim nie zjesz całego
      sernika, który został upieczony przez twoja zone tego dnia!’
    • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: J. Kepler ur. 27.12... 26.12.06, 17:30
      Jutro rocznica urodzin Keplera - pierwszego przedstawiciela nowoczesnej Nauki.

      Jan Kepler (niem. Johannes Kepler; ur. 27 grudnia 1571 r. w Weil der Stadt, zm.
      15 listopada 1630 r. w Ratyzbonie) - wybitny niemiecki matematyk, fizyk i
      astronom, odkrywca m.in. trzech reguł (prawa Keplera), jakimi rządzą się ruchy
      planet Układu Słonecznego. Zajmował się także obliczaniem objętości różnych brył
      geometrycznych.

      Dzięki interwencji Tycha Brahego Kepler otrzymał w 1601 zaszczytne stanowisko
      cesarskiego matematyka. Brahe pozostawił wszystkie swe prace Keplerowi, gorącemu
      zwolennikowi heliocentrycznego systemu Kopernika. Kepler sformułował trzy prawa
      ruchu planet i skłonił Galileusza do ogłoszenia badań potwierdzających teorię
      Kopernika. Swoje ostatnie dwa lata życia spędził w Żaganiu (województwo
      lubuskie) (1628-1630) gdzie pośmiertnie wydano jego dzieło "SEN" - pierwszą
      książkę fantastyczną na świecie. Prawa Keplera uwzględniają ledwo zauważalne
      różnice w położeniach planet, wynikające z eliptyczności ich orbit. Różnice te
      maja jednak zasadnicze znaczenie, dzięki nim właśnie Newton mógł udowodnić, że
      siły przyciągania maleją wraz z kwadratem odległości. Natomiast II prawo Keplera
      uważamy za przypadkowe odkrycie ważnej zasady fizycznej a mianowicie zasady
      zachowania momentu pędu.

      Praca Keplera miała zasadniczy na dalszy rozwój astronomii i Nauki w ogole.

      ***

      Przypominamy anegdote o Keplerze:

      Po śmierci swojej pierwszej żony w 1911 roku Kepler został sam z dwójką małych
      dzieci. Nic więc dziwnego, że zaczął się rozglądać za drugą żoną. Poszukiwania
      prowadził równie systematycznie i wnikliwie jak swoje dociekania astronomiczne,
      a potem szczegółowo opisał je w długim liście do przyjaciela.
      Wybierał spośród 11 kandydatek, które mu przedstawiano. Pierwsza była w dość
      zaawansowanym wieku i miała dwie córki na wydaniu. Kepler odrzucił ją, ponieważ
      zraził go cuchnący oddech i niejasne poglądy w sprawach religii. Zainteresował
      się jedną z jej córek, ale też mu nie odpowiadała, bo chociaż dobrze
      wykształcona, była przyzwyczajona do życia w luksusie. Trzecia, panna z Czech,
      podobała się Keplerowi, jednak okazało się, że wcześniej dala już słowo innemu.
      Kepler byt niemal zdecydowany poślubić czwartą kandydatkę, wysoką i atletycznie
      zbudowaną, ale pojawiła się piąta, Susanne, która przyrzekała miłość, skromność
      i oszczędność oraz że będzie kochała jego dzieci. Tymczasem pasierbica Keplera
      Regina przedstawiła mu szóstą kandydatkę, szlachetnie urodzoną i z majątkiem.
      Kepler miał jednak wątpliwości, czy jest dostatecznie dojrzała, i obawiał się
      wydatków na wystawne wesele. Siódma kandydatka była niezdecydowana. Ósma -
      niezbyt ładna i pospolicie urodzona. Dziewiąta miała wiele zalet, ale chorowała
      na płuca, Kepler więc szybko się wycofał, udając, że kocha inną. Kandydatka
      numer 10, zamożna i gospodarna szlachcianka, nie grzeszyła urodą i Kepler pisał
      w liście, że nie wyobraża sobie kontaktów cielesnych ze względu na wielki
      kontrast między nimi. Kepler był chudy i zasuszony, a ona niska i gruba".
      Jedenasta kandydatka, gospodarna szlachcianka, przez cztery miesiące nie
      przysłała żadnej odpowiedzi.

      Ostatecznie Kepler wybrał ostatecznie numer piąty. Ślub odbył się w październiku
      1613 roku. Susanne Kepler okazała się bardzo dobrą żoną i urodziła aż siedmioro
      dzieci.


      ;-)
      • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: Prawa Keplera 26.12.06, 17:51
        Oto Prawa Keplera przedstawione tak, ze kazdy je moze zrozumiec:

        www.um.zagan.pl/kepler/index1.html

        ;-)
        • onufry_z_daleka Re: Humor w Nauce i Sztuce: jeszcze o Keplerze 26.12.06, 18:03
          Oto interesujaca, acz nie przeladowana informacjami, strona o Keplerze
          (po angielsku):


          kepler.nasa.gov/johannes/
    • onufry_z_daleka Re: Zamiokulkas zamiolistny 26.12.06, 21:02
      "Pamietajcie o ogrodach - przeciez wlasnie z nich wyszliscie..." - J. Kofta

      Podajemy za GW:

      Wszystko wskazuje na to, że mamy nową "żelazną roślinę" - wytrzymałą na
      niedostatek wody, światła i wilgoci w powietrzu, odporną na szkodniki. Nazywa
      się zamiokulkas zamiolistny. Zamiokulkas, który na światowych giełdach
      kwiatowych pojawił się przed około pięciu laty, a w naszych kwiaciarniach
      dwa-trzy lata temu, w szybkim tempie staje się równie popularny jak dracena czy
      juka. Praktyczni Anglicy nadali mu krótki i zwięzły pseudonim: ZZ i wychwalają
      roślinę pod niebiosa. Czym sobie na to zasłużyła? Otóż zamiokulkas odznacza się
      nie tylko oryginalnie zbudowanymi i pięknie lśniącymi liśćmi, ale też małymi
      wymaganiami i dużą wytrzymałością na niekorzystne warunki. Świetnie rośnie i w
      domu, i w biurze (mamy okazję obserwować jego rozwój w redakcji "Kwietnika").

      Zamiokulkas jest byliną, w warunkach naturalnych występuje we wschodniej i
      północno-wschodniej Afryce. Rośnie tam na suchych kamienistych terenach, w
      cieniu wyższych roślin. To właśnie ciężkie warunki bytowania wyrobiły w nim tę
      żelazną odporność.

      wiecej:

      dom.gazeta.pl/ogrody/1,72157,1719840.html
    • onufry_z_daleka Re: O swiatecznym benedyktynskim jedzonku I 26.12.06, 21:36
      Za onet.pl:

      Benedyktyńskie specjały

      Tynieccy benedyktyni znani byli z anielskiej cierpliwości. A ostatnio doszła
      jeszcze do tego anielska konfitura. I smalczyk ze skwarkami. I "Przedsoborowe
      konfitury z żubrówką". I "Rydze w zalewie nowicjackiej". Mniam…
      Krakowski rynek. Setki ludzi tłoczą się wokół kilkudziesięciu drewnianych budek
      kiermaszu świątecznego. Obok dwa znudzone żywe renifery patrzą leniwie na
      kolejnych gapiów. Przy jednej z budek kolejka. Smalec, miody, konfitury. A nad
      głowami sprzedawców napis: Tyniec. Benedyktyni zabrali się za podbój rodzimego
      rynku spożywczego?

      Ostatni taki ser

      Na początku był ser – śmieje się o. Zygmunt Galoch. Wiem, wiem, jako mnich
      powinien wyrecytować, że "na początku było Słowo", ale pytam o benedyktyńskie
      smakołyki, a nie o Prolog Janowy. Do tynieckiego opactwa, które rozsiadło się
      okrakiem na wapiennej skale nad zakolem Wisły, przyjeżdżali od lat goście.
      Modlili się z mnichami, jedli z nimi posiłki. Szczególnie chwalili klasztorny
      ser. Wyjeżdżając, często prosili braci o solidną porcję dla rodziny. – A może
      podzielić się z ludźmi naszymi tradycyjnymi specjałami? Moglibyśmy je sprzedawać
      w przyklasztornym sklepiku – myśleli mnisi. Do pomysłu podchodzili jednak z
      pewną nieśmiałością. Aż do ostatnich dni maja. W pobliskim Krakowie trwały Dni
      Dziedzictwa Kulturowego. Przez tynieckie opactwo w ciągu trzech dni przewijały
      się tysiące ludzi. Mnisi wystawili na stoliku klasztorne specjały: miody,
      konfitury i osławiony już ser. Podpisali stoisko "Produkty benedyktyńskie", choć
      nazwa ta nie była jeszcze zastrzeżona. Ku zaskoczeniu mnichów, wszystko
      zniknęło. Do tego stopnia, że brat obsługujący stoisko musiał licytować ostatni
      kawałek sera. Szczęśliwiec kupił go za… 50 złotych.

      Klasztory od wieków słynęły z pysznego tradycyjnego jadła. W całej Europie znany
      jest francuski likier ziołowy: benedyktynka. To mnichom zawdzięczamy szampana,
      sery, niemieckie leki Klosterfrau czy gęste, belgijskie piwa. A karmelki? To
      podobno mniszki za klauzurą zrobiły pierwsze takie cukierki.

      Wokół nas stare wapienne mury. Tu modlono się przez dziewięćset lat.
      Przechodzimy drzwiami, którymi wchodzili zakonnicy już za czasów Bolesława
      Śmiałego. W Tyńcu postanowiono wskrzesić mniszą kulinarną tradycję. Prace nad
      wypromowaniem marki "Produktów benedyktyńskich" ruszyły pełną parą. Konfitury,
      miody, ciastka, syropy, ryby, wędliny, sery, wina, miody pitne, herbaty ziołowe
      można kupić w przyklasztornym sklepiku. W weekendy przewijają się przez niego
      tłumy gości. Spokojniej jest w ciągu tygodnia. Można wypić espresso i przy
      serniku napawać się ślicznym widokiem krętej Wisły. Jeśli nie możesz wybrać się
      pod Kraków, wystarczy kliknąć na stronę: www.benedicite.pl. Tam znajdziesz
      wszystkie smakołyki. Benedyktyńskie specjały można też nabyć w sieci sklepów
      "Alma" w całym kraju. – Nie planujemy własnych sklepów, będziemy jednak
      otwierali swoje stoiska – zapowiadają mnisi.

      ;-)))
      • onufry_z_daleka Re: O swiatecznym benedyktynskim jedzonku II 26.12.06, 21:42
        c.d. za onet.pl:

        Brzytewka nie ścina z nóg

        Konfitura "Brzytewka", czyli wiśnie z rumem. To ona otwiera listę kulinarnych
        hitów. Rumu jest niewiele, nieco ponad 1 proc., ale i tak słoiczki schodzą jak
        cieple bułeczki. Ludzie kupują też chętnie konfitury "Medytacyjną" (powidła
        śliwkowe) i "Anielską" (jabłkowo-gruszkową). Wszystkie kosztują niecałe 10 zł.
        Z półek znika też "Konfitura niewiernych z cytryn", pomarańczowa "Konfitura o.
        Antoniego" oraz smalce ze skwarkami i z czosnkiem (po 5 złotych). Sporo ludzi
        kupuje mieszankę wigilijną: suszone owoce na kompot.

        Produkty powstały na podstawie starych zakonnych r+eceptur. Co sprawia, że z
        miejsca stały się tak popularne? – To żywność naturalna, bez chemikaliów, z
        ekologicznych składników najwyższej jakości – opowiada o. Galoch. – Sami nie
        dalibyśmy sobie rady przy produkcji, zatrudniliśmy więc małe przedsiębiorstwa,
        często firmy rodzinne. Sprawdzamy starannie proces produkcji. Na przykład
        ostatnio rozmawiałem z producentem soku, który wyrabia go, wyciskając owoce
        przez brzozowe gałązki. A więc w stu procentach naturalnie. Ci ludzie w
        produkcję wkładają całe serce. To widać.

        Cebulowy krem św. Anzelma

        Od trzech miesięcy do opactwa można przyjść nie tylko na modlitwę chorałem
        gregoriańskim czy po duchową poradę, ale i na obiadek. Na terenie klasztoru
        czynna jest restauracja. W małej, przytulnej piwniczce pod budynkiem Opatówki
        skosztujemy kremu cebulowego św. Anzelma z tymiankiem i grzankami czosnkowymi
        oraz sałatki warzywnej św. Scholastyki i sandacza w białym winie. A deser? Lody
        różane świętej Jadwigi.

        Dochód ze sprzedaży specjałów przeznaczony jest na ogromny klasztor tyniecki.
        Przyda się każdy grosz – od lat opactwo jest starannie remontowane.

        Mnisi z Tyńca chcą sprowadzać przysmaki z wielu benedyktyńskich opactw z całej
        Europy. Już teraz w sklepie znajdziemy wina z ogromnego węgierskiego opactwa
        Pannonhalma.

        Klasztorne specjały cieszą się coraz większą popularnością. Do Tyńca każdego
        dnia spływa około 40 zamówień pocztowych. To świetnie, bo do tej pory żywność
        ekologiczną można było kupić w sklepach związanych często z nurtem New Age. Sam,
        kupując w kilku śląskich sklepach konfiturę z płatków róży, z podejrzeniem
        zerkałem na leżące tuż obok wahadełka i podręczniki Reiki. Teraz przy konfiturze
        znajdę ulotkę, na której sam brat Bernard, tyniecki opat, zapewnia mnie o
        modlitwie. By kupić klasztorne smakołyki, nie trzeba jednak dorabiać żadnej
        ideologii. Są po prostu pyszne. Ludzie, słysząc o nich, kupują je często "w
        ciemno". Sam, jadąc do Tyńca, miałem kilka kartek z redakcyjnymi zamówieniami.
        Na smalczyk mnisi, soki, suszone maliny i konfiturę. Oczywiście "Brzytewkę".

        ;-)))
    • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... I 27.12.06, 07:22
      Czesto w tym watku pojawiaja sie afiryzmy. Podajemy w odcinkach esej Wojciecha
      Wierciocha o aforyzmach z "Konspektu" - pisma AP w Krakowie.

      ***

      Szkice o aforystyce

      Logika aforyzmu

      A foryzm - to zwięzłe, najczęściej jednozdaniowe sformułowanie, wyrażające
      ogólną prawdę o charakterze paradoksalnym, która w sposób niespodziewany odkrywa
      zaskakujące strony istnienia.

      Podobnie jak przysłowie, od którego różni się jednak autorskim charakterem,
      niekiedy i stylem, aforyzm nie posługuje się argumentacją, lecz oddziałuje na
      świadomość odbiorcy oryginalnością i wyrazistością struktury znaczeniowej oraz
      udziałem środków poetyckich. Aforyzm nie stroni od dowcipów i prowokacji,
      cechuje go pewna agresywność, związana z odwagą myślenia, także zwięzłość i
      metaforyczność (część znaczeń jest ukryta).

      Aforyzm może powstać jako utwór samodzielny; często jednak jest elementem innego
      utworu, właściwością stylu (mówi się np. o aforystycznym stylu rozważań
      filozoficznych Pascala, Nietzschego, Bierdiajewa, Wittgensteina). Czasem aforyzm
      przekształca się w anonimową mądrość, w powiedzenie całkowicie oderwane od
      autorskiego kontekstu. W wielu krajach naszego kręgu kulturowego przekłady
      Biblii kształtowały nowożytną literaturę. Nie może więc dziwić występowanie w
      języku licznych słów, zwrotów, przysłów i sentencji zaczerpniętych z Biblii bądź
      nawiązujących do jej słownictwa i metaforyki. Niekiedy jeszcze jesteśmy świadomi
      ich biblijnego pochodzenia, ale w wielu przypadkach zaledwie przeczuwamy, że są
      one zapożyczone z Biblii, a często nie towarzyszy im nawet takie odczucie.

      Aforyzmy biblijne weszły do skarbnicy języka, stając się „skrzydlatymi słowami”.
      Przykładami pochodzących z Biblii przysłów są: „Oko za oko, ząb za ząb”; „Jest
      czas mówienia i czas milczenia”; „Nic nowego pod słońcem”; „Wszystko to marność
      i pogoń za wiatrem”; „Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”; „Kto mieczem
      wojuje, od miecza ginie”; „Kto nie pracuje, ten nie je”; „Gdy ślepy prowadzi
      ślepego, obaj wpadną do dołu”; „Wiara przenosi góry”; „Nie samym chlebem
      człowiek żyje”; „Nie można dwom panom służyć”; „Drzewo poznaje się po owocach”;
      „Jaką miarką mierzysz, taką ci odmierzą”; „Gdzie jest padlina, tam się i sępy
      zgromadzą”; „Każda rzecz ma swój czas”.

      Również wiele maksym przerodziło się w anonimowe zwroty i powiedzenia. Kto
      pamięta, że zdanie: „Śpiesz się powoli” wypowiedział cesarz rzymski Oktawian
      August, a myśl: „Wiedza jest siłą” - filozof angielski Franciszek Bacon?

      Aforyzm jest gatunkiem literackim o bardzo długiej historii. W trakcie swego
      rozwoju podlegał wielu strukturalnym przeobrażeniom. Dlatego trudno jest podać
      jego jednoznaczną definicję. Umberto Eco pisze: „Nic z takim trudem nie poddaje
      się zdefiniowaniu jak aforyzm. Termin grecki, który początkowo określał >>rzecz
      odłożoną na bok w intencji ofiarowania<<, >>oblację<<, wraz z upływem czasu
      zaczął znaczyć tyle, co >>definicja, sentencja, zwięzłe zdanie<<. Takie są na
      przykład aforyzmy Hipokratesa. A zatem - według słownika Zingarellego - aforyzm
      to >>krótka maksyma, która wyraża jakąś zasadę postępowania bądź sentencję
      filozoficzną<<”.

      Słownik języka polskiego (pod red. Witolda Doroszewskiego) podaje natomiast taką
      definicję: „Aforyzm - zwięzłe zdanie wyrażające jakąś myśl filozoficzną, moralną
      lub regułę życiową”.

      Z kolei w Wielkiej encyklopedii powszechnej znajdujemy następujące hasło:
      „Aforyzm, zwięzła wypowiedź, najczęściej jednozdaniowa, formułująca myśl ogólną
      np. natury moralnej, filozoficznej, psychologicznej czy estetycznej, uderzająca
      błyskotliwością formy; podstawą stylu aforystycznego, formalnie bliskiego
      ujęciom definicyjnym, są zazwyczaj rozmaite środki retoryczne, zwłaszcza zaś
      antyteza i paradoks”.

      Aforyzmy można również definiować w sposób błyskotliwy, obrazowy, paradoksalny.

      cdn
      • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... II 27.12.06, 08:04
        Aforyzmy o aforyzmach

        „Aforyzmy są dowcipami filozofii” (Luc de Vauvenargues). „Aforyzmy są
        najwygodniejszymi w przekazie mądrościami, najbardziej wyszukanym ekstraktem
        myślenia i czucia” (William R. Alger). „Aforyzm jest sprytnym amorkiem, który
        sztukę i filozofię zespolił we wzajemnej miłości: filozofia zadaje pytania,
        sztuka formułuje odpowiedzi” (Gerhard Branstner). „Aforyzm to mikrokosmos, który
        jest odzwierciedleniem makrokosmosu, zawarte jest w nim wszystko” (Mikołaj
        Bierdiajew). „Aforyzm jest ostatnim ogniwem długiego łańcucha myśli” (Marie Von
        Ebner-Eschenbach). „Sentencje krótkie, aforystycznie skondensowane, bywają
        wynikiem długich przemyśleń, tak jak długie rozważania bywają spowodowane
        niedostatkiem przemyśleń” (Stefan Kisielewski). „Jakie są właściwe proporcje
        maksymy? Minimum dźwięku przy maksimum sensu” (Mark Twain). „Aforyzm nigdy nie
        pokrywa się z prawdą; jest albo półprawdą, albo mieści w sobie półtorej prawdy”
        (Karl Kraus). „Aforyzm: ani ryba, ani mięso. Nie jest epigramem, ani odkryciem.
        Z pozoru brakuje mu całościowego ujęcia, łatwości zapamiętania, redukcyjności,
        jak również jest ruchem bez rezultatu, punktem węzłowym itp. Stąd niechęć do
        niego” (Robert Musil).

        Konkluzja: „Aforyzm - jak życie - jest krótki i wieloznaczny, pełen paradoksów i
        antytez.”

        cdn
        • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... III 27.12.06, 08:47
          Anatomia aforyzmu

          Struktura aforyzmu opiera się na paradoksie i antytezie.

          Paradoks to zestawienie całości znaczeniowych maksymalnie kontrastowych i
          ustalenie między nimi stosunku wzajemnego zawierania się (inkluzji). Przykład:
          „Pierwszym warunkiem nieśmiertelności jest śmierć” (S. J. Lec).

          Antyteza jest zestawieniem dwóch opozycyjnych znaczeniowo segmentów wypowiedzi.
          Np.: „Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć”.

          Środki stylistyczne, retoryczne i logiczne wyznaczają zasadnicze cechy aforyzmu.
          Ks. Jan Hojnowski pisze: „Zainteresowanie aforystyką w kulturze europejskiej
          pojawiło się w połowie XIX w. i odtąd co jakiś czas ukazują się zbiory aforyzmów
          różnych autorów z rozmaitych epok. Przy katalogowaniu aforyzmów kierowano się
          jednak więcej wyczuciem niż jakąś powszechnie przyjętą definicją. Stan ten
          przetrwał do chwili obecnej. Można wszakże wskazać na pewne cechy
          charakterystyczne, właściwe aforyzmom. Są nimi: zwięzłość, uniwersalność
          tematyki, oryginalność. Aforyzm ma działać jak ukłucie szpilką, jak światło
          błyskawicy. Zawdzięcza to zwięzłości, wyrażaniu myśli w kilku słowach. Aforyzm
          ma zwykle formę jednego zdania; rzadziej kilku zdań. Uniwersalność sprawia, że
          aforyzmy - niezależnie od czasu pochodzenia - zachowują swoją aktualność z uwagi
          na zawartą w nich uniwersalną tematykę. Oryginalność dotyczy nie tyle treści,
          ile raczej sposobu jej wyrażenia. Chodzi o to, by jakiś problem ogólnoludzki
          otrzymał frapującą oprawę słowną. Rzeczy doniosłe, ale podane w wyświechtanej
          formie, spadają do rzędu banałów i nie mają nic wspólnego z aforyzmami”.

          Dłuższą listę właściwości aforyzmu podaje Kazimierz Orzechowski. Wymienia on
          „kilka cech, które są zarazem sygnałami gatunku literackiego: 1) samodzielność -
          aforyzm bez żadnego przygotowania wyłania się z milczenia i bez żadnego
          rozwinięcia do niego powraca, w samotności i oddzieleniu od wszystkiego, co by
          go mogło poprzedzać i po nim następować, tkwi jego siła (trzeba go po prostu
          przeczytać do końca); 2) krótkość - określenie w potocznym rozumieniu nader
          względne, ale przez aforystów intuicyjnie wyczuwane i stosowane z wielką
          precyzją, nakazuje sformułować myśl najczęściej w jednym lub dwu zdaniach
          (możliwie lakońsko lakonicznych); 3) zwartość - cecha wymagająca rezygnacji z
          wszelkich zbędnych słów, a niekiedy - dla uzyskania pewnych efektów - nawet z
          połowy krótkiej samogłoski, z której zaoszczędzenia autor sanskryckiej sutry (a
          może i aforysta) cieszył się tak samo jak z narodzin syna; 4) wieloznaczność -
          pozwala odróżnić definicję aforystyczną od jednoznacznej definicji naukowej, w
          sensie dosłownym aforyzmu kryje się co najmniej drugi sens ważniejszy od
          dosłownego, im więcej znaczeń, tym większe możliwości interpretacyjne i tym
          większe zadowolenie estetyczne odbiorcy; 5) uniwersalność - aforyzm nie znosi
          ograniczeń czasowych, używa (i nadużywa) najczęściej czasu teraźniejszego, tego
          najbardziej „filozoficznego” ze wszystkich czasów, który zapewnia sformułowaniu
          wieczną aktualność; 6) humor - aforyzm unika powagi, choć często przybiera
          pozory wzniosłości, broni go przed tym puenta wprowadzająca element
          niespodzianki i powodująca >wirowanie< sensu, ona też zwykle wyznacza tonację
          humoru: od pobłażliwości i wyrozumiałości do zjadliwej ironii i sarkazmu; 7)
          oryginalność - może się wyrażać zarówno w odkrywczej myśli, jak i w sposobie
          jej przedstawienia, oczywistość i banał są niewybaczalnymi błędami aforyzmu,
          dlatego dąży on za wszelką cenę do oryginalności, przesadza, lubuje się w
          antytezach, paradoksach, śmiałych zestawieniach, działa swym retorycznym wystrojem”.

          Wnikliwa analiza może doprowadzić do wyodrębnienia jeszcze większej liczby cech
          aforyzmu. Warto wymienić również następujące wyznaczniki tego gatunku
          literackiego (choć nie każdy aforyzm musi je zawierać): definicyjność i
          umiejętność przewrotnego redefiniowania pojęć, komunikatywność, metaforyczność,
          błyskotliwość oraz sceptycyzm i pesymizm.

          Aforyzm to nie tylko wyrafinowana, dowcipna forma - to również głęboka treść,
          niosąca nowe spojrzenie na sprawy pozornie jasne i oczywiste. Swoiste
          właściwości aforyzmu sprawiają, że potrafi on - jak sonda - zgłębić ukryte sfery
          rzeczywistości. Lapidarność pozwala zbadać i wyrazić tajemnicę ludzkiej duszy:
          „Zwięzłość słowa daje głębię myśli” (Jean Paul). „Cechą wielkich umysłów jest
          wyrazić wiele w kilku słowach, tak jak cechą umysłów miernych jest w wielu
          słowach nie powiedzieć nic” (F. de La Rochefoucauld).

          Aforyzmy to „błyskawice myśli” - to instrumenty poznawcze, pozwalające uchwycić
          i wyrazić prawdę będącą efektem (specjalnym) olśnienia, iluminacji. Nie zawsze
          wgląd w istotę rzeczy jest rezultatem długiego ciągu argumentów, sylogizmów,
          dowodów - nieraz pojawia się nagle, niespodziewanie, gwałtownie, jako
          objawienie, oświecenie, satori.

          cdn
          • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... IV 27.12.06, 10:35
            Fizjologia aforyzmu

            Aforyzm jest najstarszym gatunkiem literackim. Pierwsi aforyści byli
            kolekcjonerami ludowych przysłów i porzekadeł, kontynuatorami twórców ustnych
            pouczeń i napomnień (nakazy, zakazy), z bardziej lub mniej rozwiniętymi
            uzasadnieniami.

            Lidia Kośka pisze: „Aforyzm jest formą najstarszej książki świata, za którą
            uchodzą >nauki< Ptahhotepa, spisane w 24. stuleciu p.n.e., a także
            mądrościowych ksiąg Starego Testamentu. W aforystycznej postaci oderwanych i
            zagadkowych zdań zachowała się dla nas filozofia presokratyków. Można wręcz
            powiedzieć, że kultura europejska wspiera się na kilku zdaniach, z których
            fundamentalne brzmi: >Poznaj samego siebie<”.

            Aforyzm ewoluował z biegiem lat, wieków i tysiącleci. Różnorodne były drogi
            rozwoju treści i formy aforystyki, różne jej rozumienie w poszczególnych
            okresach historycznych i epokach literackich, różne podejście jej
            najwybitniejszych przedstawicieli. Stąd też trudno mówić o zgodzie na pełną,
            powszechnie przyjmowaną definicję aforyzmu. Nawet najwybitniejsi historycy i
            teoretycy aforyzmu nie potrafi ą podać pełnej, ścisłej, jednoznacznej definicji
            tej małej formy literackiej. „Sama nazwa aforyzm nie jest powszechnie przyjęta.
            Wielcy aforyści (od XVII w. po czasy dzisiejsze) bardzo różnie nazywali i
            nazywają swoje aforyzmy. Można by wyliczyć kilkadziesiąt nazw, którymi
            określali swą twórczość. Nazwy te odzwierciedlają duży zakres oraz różnorodność
            treści i formy tego gatunku literackiego. Tak np. Jean Paul, jeden z
            najpłodniejszych aforystów, określał swoje aforyzmy jako m.in. uwagi, pomysły,
            nastroje, reguły, improwizacje, błyskawice poszukiwania. Inni określali je jako
            maksymy, refleksje, fragmenty, powiedzenia, idee, obserwacje, drzazgi, próby,
            moralia, przemiany, myśli, zmyślenia, paradoksy, apokryfy, sentencje itp. itd.”
            (Marian Dobrosielski). Do tej (i tak już obszernej) listy można jeszcze
            dorzucić następujące określenia: skrzydlate słowa, złote myśli, cytaty,
            zastępcze definicje słownikowe, pomysły do zrealizowania, próby językowe,
            impresje liryczne i krytyczne, zapiski dziennika, streszczenia, notatki do
            wyzyskania, ocalałe strzępy dzieł, konkluzje, slogany, hasła, memy, kalambury,
            apoftegmaty, gnomy, metafory, obrazki, epigramaty, mikroeseje, mikroparodie,
            anegdoty, dowcipy, definicje o obrazowej treści i dowcipnym ujęciu tematu,
            definicje paranaukowe, parodystyczne trawestacje przysłów i sloganów, zabawne
            etymologie, satyryczne hasła słownikowe. Efekt? Silva rerum!

            Terminologiczne niejasności i nieporozumienia wynikają z faktu, że
            wyraz „aforyzm” pochodzi od greckiego słowa aphorismós, co
            oznacza „oddzielenie”, „określenie”, „osiągnięcie pewności” -
            czyli „odgraniczam”, „oddzielam”, „definiuję”. Jeszcze w XIX w.
            termin „aforyzm” funkcjonował w nauce jako określenie wyniku obserwacji i
            doświadczenia (vide pisane w poetyce fragmentu filozoficzne przemyślenia Artura
            Schopenhauera pt. Aforyzmy o mądrości życia). Historycy literatury borykają się
            więc z rozdzieleniem znaczeń poszczególnych terminów, jak: maksyma, sentencja,
            aforyzm, fragment - gdyż „po pierwsze, w jednym i tym samym języku te różne
            nazwy używane są niekiedy synonimicznie, niekiedy zaś tak, jak gdyby graniczyły
            ze sobą lub zgoła wzajemnie się wykluczały albo przynajmniej uwydatniały
            odmienne aspekty znaczeniowe. Po drugie, jedna i ta sama nazwa, która występuje
            w różnojęzycznych, ale etymologicznie tożsamych wariantach - np. aphorisme,
            aphorism, Aphorismus albo sentence, Sentenz - jeśli w ogóle miałyby oznaczać
            autentyczny gatunek literacki, to w różnych językach nie zawsze ten sam
            gatunek. Jeśli ponadto uwzględnić przemiany zachodzące z biegiem czasu w
            terminologii, to wypadnie stwierdzić, że sytuacja jest dość skomplikowana”
            (Franz H. Mauter).

            Wobec powyższych rozbieżności - Mauter zaproponował słowo rumby (przyjęte przez
            Paula Valéry'ego z terminologii żeglarskiej) dla oznaczenia wszystkich odmian
            gatunku. Nie zyskało ono jednak aprobaty w kręgach znawców aforystyki.

            Jak wobec tego zdefiniować aforyzm? Jak ustrzec się przed najczęstszymi błędami
            w definiowaniu? Co zrobić, by definicja nie była za szeroka lub za wąska, by
            uniknąć błędu przesunięcia kategorialnego, by nie stosować błędnego koła
            bezpośredniego (idem per idem - czyli to samo przez to samo) czy błędnego koła
            pośredniego, by nie stosować definiowania typu ignotum per ignotum (nieznane
            przez nieznane)?

            Ze względu na zadanie wyróżnia się definicje sprawozdawcze, analityczne
            (podające zastane znaczenie wyrażenia) oraz definicje projektujące, syntetyczne
            (ustanawiające znaczenie słów i wyrażeń w projektowanym sposobie mówienia).
            Ponieważ nie można określić aforyzmu za pomocą definicji sprawozdawczej -
            możemy zastosować jedynie definicję projektującą. Ale. to nie takie proste.
            Dlatego zaproponuję humorystyczną, postmodernistyczną definicję paranaukową.
            Psycholodzy (nawet ci najbardziej inteligentni), mając trudności ze
            zrozumieniem istoty inteligencji, stworzyli taką definicję: „Iloraz
            inteligencji jest tym, co mierzą testy na iloraz inteligencji”. Analogicznie -
            można więc powiedzieć: AFORYZM jest tym, co antologiści zamieszczają w
            antologiach aforyzmów.

            Niektórzy znawcy tematu zaliczają do kręgu aforystyki przysłowia, fraszki,
            haiku. „Gnomy, epigramy, haiku - to w antycznej Grecji i Rzymie oraz Japonii
            popularne, różnorodne, rymowane formy aforyzmów. Aforystyka jest więc tak
            stara, jak dawna jest tradycja ludzkości. A nawet starsza. Świadectwem tego są
            przysłowia różnych kręgów kulturowych, powstałe często przed wynalezieniem
            pisma” (Marian Dobrosielski). Warto dodać, że istotnym elementem formalnym
            aforyzmu indyjskiego był rym i rytm, który służył lepszemu zapamiętaniu i
            chronił go tym samym przez zniekształceniami.

            cd(bm)n

            ;-)
            • onufry_z_daleka Re: Aforyzmy, aforyzmy,... V 27.12.06, 13:30
              Jezeli ktos zyczy sobie jeszcze bardziej naukowego potraktowania aforyzmow,
              to zapraszam do:


              www.wsp.krakow.pl/konspekt/24/wiercioch2.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja