Zrobiliście komuś psikusa i nigdy się do tego nie

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.07, 11:18
przyznaliście?
Zakładali u nas w bloku centralne ogrzewanie i niektórzy sąsiedzi wystawiali
piece kuchenne na klatkę schodową. Tak też zrobiła sąsiadka z mojego piętra.
Jej piec dość długo tak sobie stał.
Ja bardzo lubię jabłka. Do tej pory zjadam ich około kilograma dziennie.
Szczególnie lubię szare renety, ale one są takie, ze obieram je ze skórki.
Wtedy miałam 7-8 lat. Mogłam nic innego nie jeść, wystarczyło mi, ze miałam
jabłka. Tego dnia przesadziłam. Naobierałam tych jabłek baaardzo dużo. Kiedy
już byłam najedzona, pomyślałam, że resztę zetrę na tarce. Natarłam ich dużo.
Potem nie wiedziałm, co z nimi zrobić. Jakoś obawiałam się co na to powie
moja mama. Włożyłam te starte jabłka do woreczka foliowego i tak sobie je
trzymałam do wieczora. Wieczorem wyszłam na klatkę schodową i zawartość
woreczka wrzuciłam do pieca sąsiadki.
Na drugi dzień rano słyszę moją sąsiadkę, jak mówi do mojej mamy:
No niech pani zobaczy. Komu się chciało wejść na trzecie piętro, żeby mi
nasr.. do piecyka.
Jak ja się wtedy bałam, żeby się nie wydało.
Ps. Przyznałam się mamie po 20 latach, a sąsiadka już nie żyje.
    • dyzio2626 Re: Zrobiliście komuś psikusa i nigdy się do tego 14.02.07, 00:04
      Kiedyś mieszkałem w bloku i założyli na naszej klatce domofon. Mieszkaliśmy na
      parterze i przez judasza dokładnie widać było przeszklone drzwi od klatki
      schodowej. Mieszkał na tej klatce sąsiad, którego nikt nie lubił, bo facet
      strasznie wysoko głowę nosił. Żona tego faceta całymi dniami siedziała w oknie
      i często (gdy tylko zauważyła wracającego męża) w odpowiednim momencie naciskała
      przycisk otwierający zamek. Pewnego dnia dopisało mi szczęście: zauważyłem przez
      okno wracającego faceta. Idzie obładowany po same uszy - w jednej ręce aktówka,
      pod pachą gazety. W drugiej ręce kilka siatek z zakupami. Doskakuję do judasza i
      z palcem na przycisku czekam na odpowiedni moment. Widzę gościa. Podchodzi do
      drzwi i próbuje nacisnąć dzwonek od swojego mieszkania. Nie robi tego jednak,
      gdyż w tym momencie ja naciskam przycisk otwierania drzwi. Facet odchodzi od
      panelu z guzikami, łapie za klamkę. Ja, puszczam wtedy przycisk. Facet znowu
      podchodzi do panelu. W ekwilibrystyczny sposób unosi rękę do przycisku. Ja znowu
      naciskam otwieranie drzwi. Gościu skacze do klamki, ja puszczam przycisk.
      Z daleka widzę jego wściekłą minę. Cała procedura powtarza się jeszcze z sześć,
      siedem razy. Facet jest tak zły na swoją lubą, że jak wejdzie do domu to ją
      chyba rozniesie. W końcu lituję się nad nim i pozwalam pociągnąć za klamkę.
      Ciekawe jak przebiegała ich rozmowa kiedy facet wszedł do mieszkania? :)
      W końcu na pewno sobie to wyjaśnili, ale wtedy głównym podejrzanym stało się
      nasze mieszkanie :) Jednak facet się nie wygłupił i nie zastukał do nas z
      awanturą.
Pełna wersja