Gość: Julka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
13.02.07, 11:18
przyznaliście?
Zakładali u nas w bloku centralne ogrzewanie i niektórzy sąsiedzi wystawiali
piece kuchenne na klatkę schodową. Tak też zrobiła sąsiadka z mojego piętra.
Jej piec dość długo tak sobie stał.
Ja bardzo lubię jabłka. Do tej pory zjadam ich około kilograma dziennie.
Szczególnie lubię szare renety, ale one są takie, ze obieram je ze skórki.
Wtedy miałam 7-8 lat. Mogłam nic innego nie jeść, wystarczyło mi, ze miałam
jabłka. Tego dnia przesadziłam. Naobierałam tych jabłek baaardzo dużo. Kiedy
już byłam najedzona, pomyślałam, że resztę zetrę na tarce. Natarłam ich dużo.
Potem nie wiedziałm, co z nimi zrobić. Jakoś obawiałam się co na to powie
moja mama. Włożyłam te starte jabłka do woreczka foliowego i tak sobie je
trzymałam do wieczora. Wieczorem wyszłam na klatkę schodową i zawartość
woreczka wrzuciłam do pieca sąsiadki.
Na drugi dzień rano słyszę moją sąsiadkę, jak mówi do mojej mamy:
No niech pani zobaczy. Komu się chciało wejść na trzecie piętro, żeby mi
nasr.. do piecyka.
Jak ja się wtedy bałam, żeby się nie wydało.
Ps. Przyznałam się mamie po 20 latach, a sąsiadka już nie żyje.