Gry i Zabawy z dzieciństwa

27.04.03, 18:11
Wątek Pandory o smakach dzieciństwa nasunął mi od razu gry i zabawy z
cielęcego wieku. Pamiętacie w co się dzieciarnia bawiła?

Oczywiście z patykami imitującymi karabiny była niekończąca się wojna.
Z dziewczynami skakało się całe przerwy i dni wolne od szkoły w gumę.
Potem był okres kapsli, pstrykało się po takich trasach że ho ho! Jak dorośli
kupowali piwo w sklepie gromada dzieciarni stałą i nadzorowała proces
odginania kapsla otwieraczem tak żeby był jak najlepszy do Pstrykania! Dobry
kapsel był nieodzowny do zwycięstwa!
Klasy były oklepane i dla maluchów (punkt widzenia mnie- 7, 8 latki ;) )
Jak tylko komuś udało się skombinować finkę (zuchy, harcerstwo) to zaraz
dzieciarnia grała w Pikuty (? chyba tak to nazywaliśmy) albo w "państwa
miasta" miejsce wbicia finki w rozrysowane na ziemi państwo kolegi odtąd
stanowiło nową granicę twojego imperium :)

Warszawiacy, pamiętacie kolejki w Składnicy Harcerskiej? Pamiętam że z bratem
rozpłaszczaliśmy nosy o szybę i mogliśmy tam stać godzinami i patrzeć na te
jeżdżace po makietach pociągi! Babcia mogła zrobiż zakupy a potem nas
odrywała od szyby :)Każde dziecko chciało mieć coś takiego!
    • Gość: Max Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa IP: *.tvswiecie.com.pl 29.06.03, 22:18
      szczęśliwym?
    • anahella Ja gralam w ciupy:) 30.06.03, 01:25
      w roznych rejonach Polski nazywalo sie to roznie, gralo sie 5 kostkami do gry i
      polegalo na tym zeby podrzucic jedna, zlapac kostke z ziemi i zdazyc zlapac te
      podrzucona. Potem sie lapalo po dwie, potem 3 i 1, nastepnie cztery a potem
      byla tzw. przerzutka, czyli przerzucalo sie 5 kostek z wnetrza na wierzch
      dloni.
      He, bylam w tym najlepsza. Jak juz wssytkich ogralam to nikt nie chcial ze mna
      grac, wiec zeby dac fory to gralam lewa reka (jestem praworeczna). Potem tak
      sie wycwiczylam ze i na lewusa ogrywalam i wtedy przestalam grac;)
    • Gość: Dzidka Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 30.06.03, 07:42
      wiedzma_ple_ple napisała:

      > Wątek Pandory o smakach dzieciństwa nasunął mi od razu gry i zabawy z
      > cielęcego wieku. Pamiętacie w co się dzieciarnia bawiła?

      A rysowanie "domów" na asfalcie? Jakie myśmy tam apartamenty mieli!! Jeżeli
      ktoś miała szczęście i kupił w papiernicznym kolorową kredę, frajda byla
      ogromna. Ale normalnie za kredę służyły kawalki cegły (białej i czerwonej) i
      nikt się tym nie przejmował :-)
    • barbor Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa 02.07.03, 19:48
      1. cegiełki (lub pobite gary) - zabawa w chowanego. Potrzebne: dzieciaki w
      liczbie min. 4 (im więcej, tym lepiej), kilka cegieł, okolice z zakamarkami,
      szybkie nogi, bystre oczy. Dzieciaki w drodze wyliczanki bybierają delikwenta,
      który ma "kryć" (czyli szukać). Potem za pomocą formuły "ja nacieram, ja
      smaruję, którym palcem cię ukłuję" dźga sie kryjącego delikwenta w plecy, a on
      ma zgadnąc, którym palcem. Za każdy niezgadnięty 10. Czyli maksymalnie do 90
      może liczyć. Kryjący ustawia cegiełki jedna na drugiej, liczy, a dzieciaki
      rozbiegają się po zakamarkach. Potem kryjący szuka, a kogo znajdzie, to przy
      cegiełkach zaklepuje. No, chyba że znaleziony jest szybszy i dobiegnie do
      cegiełek wcześniej. Wtedy rozwala wieżę z cegiełek drąc się w
      niebogłosy "pobite gary". I reszta schowanych dzieciaków może wychodzić. Jeśli
      nikomu nie uda się rozbić garów, to kryjący szuka do skutku.
      2.
      • barbor Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa 02.07.03, 20:00
        Za wcześnie mi się wysłało. Ciąg dalszy:

        > 1. cegiełki (lub pobite gary) - zabawa w chowanego. Potrzebne: dzieciaki w
        > liczbie min. 4 (im więcej, tym lepiej), kilka cegieł, okolice z zakamarkami,
        > szybkie nogi, bystre oczy. Dzieciaki w drodze wyliczanki bybierają
        delikwenta,
        > który ma "kryć" (czyli szukać). Potem za pomocą formuły "ja nacieram, ja
        > smaruję, którym palcem cię ukłuję" dźga sie kryjącego delikwenta w plecy, a
        on
        > ma zgadnąc, którym palcem. Za każdy niezgadnięty 10. Czyli maksymalnie do 90
        > może liczyć. Kryjący ustawia cegiełki jedna na drugiej, liczy, a dzieciaki
        > rozbiegają się po zakamarkach. Potem kryjący szuka, a kogo znajdzie, to przy
        > cegiełkach zaklepuje. No, chyba że znaleziony jest szybszy i dobiegnie do
        > cegiełek wcześniej. Wtedy rozwala wieżę z cegiełek drąc się w
        > niebogłosy "pobite gary". I reszta schowanych dzieciaków może wychodzić.
        Jeśli
        > nikomu nie uda się rozbić garów, to kryjący szuka do skutku.


        2. konie - wymysł mojego podwórka. Potrzebne: paski od sukienek (im więcej, tym
        lepiej), trawnik, dzieciaki w liczbie jak największej. W drodze dowolnej
        wybierany jest trener, reszta to konie. Trener z pasków od sukienek robi
        dłuższe pasy, którymi obwiązuje każdego "konia" w pasie, drugi koniec paska
        trzyma w garści, oczywiście. Konie, jak to konie, rwą dużo trawy, rozsypują ją
        wszędzie, potem trener trenuje konie, na sposobów ze dwieście.

        3. Państwa - miasta (opisane już przez kogoś). Potrzebna finka lub patyk,
        dzieciaki, piaszczyste podwórko, piłka, szybki nogi, celność rzutu. na podwórku
        rysowane jest duży okrąg, dzielony na tyle części, ile jest dzieciaków.
        Wybierane są dwie osoby, które stają na środku okręgu. Jedna osoba jak najwyżej
        podrzuca piłkę, a druga stara się jak najszybciej ją złapać. W tym czasie
        (kiedy piłka jest w powietrzu), pozostałe dzieciaki uciekają jak najdalej. Jak
        już "łapacz" złapie piłkę, uciekające dzieciaki mają obowiązek się zatrzymać.
        I "łapiący" wybiera sobie delikwenta, w którego będzie rzucał piłką. Ocyzwiście
        motywy wyboru mogą byc różne - albo kogoś z sąsiedniego "miasta", albo kogoś,
        kto stoi najbliżej. No i rzuca w niego piłką. Jeśli trafi, to z
        terytorium "trafionego" może sobie odkroić kawałek lądu - staje na "granicy
        miasta" i to, co zdoła "odkroić" finką lub patykiem, to jego. Itd.

        4. komórki do wynajęcia. Nie pamiętam dokładnie zasad, ale było coś ze
        ślimakiem rysowanym na ziemi, podzielonym na "pokoiki". Może ktoś pamięta?

        5. Sekrety. Potrzebne: płatki kwiatów lub całe kwiatki (małe), jakieś sreberka,
        folijki kolorowe od cukierków, jakieś piórka, kamyczki i inne śliczności
        szkiełko (najlepiej denko od butelki, najładniejsze to zielone). W ziemi (w
        sekretnym miejscu, gdzieś na łące) wykopać trzeba dołek, który trzeba ładnie
        wymościć i udekorować znalezionymi ślicznościami. Całość przykryć szkiełkiem i
        zasypać ziemią. Potem można sekret odkopać za jakiś czas (jeśli się go
        znajdzie!), lub pokazać najlepszej przyjaciółce. Która oczywiście może
        zrewanżowac sie tym samym.

        Jak sobie coś jeszcze przypomnę, to napiszę.
    • Gość: piglet Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa IP: *.visp.energis.pl 02.07.03, 23:10
      ja z koleżanką ścierałam kredę na podwórku i udawałyśmy, że to kokaina, ale
      właściwie nie pamiętam o co w tej zabawie chodziło.
      • raffka Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa 03.07.03, 08:15
        Piglet - powaliłaś mnie na kolana....ze śmiechu! Kokaina?;-)))))))))))))))0
    • Gość: Daniel Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa - kupa IP: 80.51.247.* 10.07.03, 01:33
      Jak byłem mały to dziadkowie oglądali moją kupę i się zachwycali...
      Ja zawsze chętnie korzystałem z nocnika. Ale mi zawsze czynność wypróżniania
      kojarzyła się z zabawą. Dziadkowie wymyślali różne rzeczy, np. kiedy jedli na
      obiad kartofle z sosem, ja stawiałem naprzeciwko nocnik i robiłem kupę. Dziadek
      obiecywał, że pójdziemy do miasta, ustawimy nocniczek na jezdni i obstawimy
      migającymi światłami, żeby wszyscy widzieli, że zatrzymał się "Daniel -
      samochód kupujący" (dokładnie tak!). Było też gremialne oglądanie kupy...
      dopóki nie przyjechał kuzyn babci z żoną z Koszalina. Wtedy ja pomyślałem
      (miałem chyba 5 lat), że wszyscy będą oglądać. Otworzyłem drzwi pokoju i
      powiedziałem: "Jest basiorek" (bo u nas kupę nazywaliśmy basiorkiem), wtedy
      babcia "cicho, cicho!" - byłem zdezorientowany... nie wiedziałem, dlaczego
      teraz "cicho, cicho", skoro przedtem zachwyt nad moją kupą.
      Mimo wszystko nadal ta prosta czynność mnie bawi, a regularny stolec jest
      gwarancją dobrego samopoczucia. Pozdrawiam. :-))
      • Gość: poeta Re: Gry i Zabawy z dzieciństwa - kupa IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 11.07.03, 01:47
        Bowiem....
        Lepiej miec twardy stolec,
        Niz za ojczyzne polec
Pełna wersja