Gość: piecyk gazowy
IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl
15.07.03, 09:10
Halber dla zwierząt
Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Adam Halber podał do sądu
członka komisji śledczej posła Rokitę. Powodem ma być "bezprawne" ujawnienie
treści SMS, jaki Halber wysłał do szefa TVP Roberta Kwiatkowskiego. "Może byś
wrócił do Piotrka Urbankowskiego. To świetny koleś - pracowity, lojalny,
lubię go i cenię. Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Ch... [w
oryginale niewykropkowane] precz!"
Rokita twierdził, że jest to dowód "nagannego koleżeństwa" między członkami
KRRiTV a władzami TVP. Ustawowo KRRiTV pełni funkcję kontrolną wobec TVP. Jak
wygląda ona w rzeczywistości, SMS Halbera pokazuje lepiej niż wiele
udokumentowanych analiz. Jego tekst więcej zresztą mówi o "ludziach
trzymających władzę" w naszych mediach, zwłaszcza publicznych, niż godziny
drobiazgowych przesłuchań.
Czy więc, jak skarży się Halber, naruszone zostało jego "dobre imię oraz
zaufanie potrzebne do działalności publicznej i zawodowej"?
Czy można naruszyć coś, czego nie ma? Przyjmijmy jednak teoretycznie,
że "dobre imię" Halbera istniało. Kto je więc narusza: Halber wypowiadający
jakąś kwestię czy Rokita ją cytujący? Jeśli Halber uważa, że jego słowa i
działania (bo treść SMS ma pociągnąć za sobą określone działanie i sama jest
pewnym działaniem również) naruszają jego "dobre imię", oznacza to, że sam
się go pozbawia. Jeśli natomiast domaga się, aby jego działania podważające
jego dobre imię pozostawały ukryte, dowodzi to, że chce dokonać oszustwa, aby
cieszyć się dobrem, na które nie zasługuje.
O jakim "zaufaniu" Halber mówi? Zaufaniu społecznym czy zaufaniu towarzyszy,
którzy na to stanowisko go naznaczyli? Jeśli chodzi o to pierwsze, to
rozumowanie zastosowane powyżej odnosi się również do tej sprawy. Jeśli
natomiast chodzi mu o zaufanie partyjnych (w szerokim tego słowa znaczeniu)
towarzyszy, a są podstawy, aby przypuszczać, że tylko w takim kontekście jest
on w stanie zrozumieć owo pojęcie, to cytowany SMS może je tylko wzmocnić.
Halber żąda sporej sumki dla siebie i sporo mniejszej na schroniska dla
zwierząt - pewnie myśli, że w ten sposób odzyska dobre imię. Biedne
zwierzęta. Nikt ich nie zapyta, czy życzą sobie takiego obrońcy.
Bronisław Wildstein
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030715/publicystyka/publicystyka_a_7.html