Gość: nina
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.02.09, 15:34
Przyznacie się to tego? Może zacznę. W pewne wakacje dorabiałam jako opiekunka
na koloniach. Pod opieka miałam grupę 12-14 latków. Pierwszy dzień niby
wszystkich poznałam. Dzieciaki rozproszyły się po placu celem wydawania
pieniędzy. Zbiórka w ustalonym miejscu i czasie i wymarsz do ośrodka. Tylko,
że do jednego chłopaczka jakoś to nie dociera. Siedzi na ławce i je loda.
Mówię do niego "a ty co nie idziesz". Patrzy na mnie jak na yeti. Powtarzam
więc. On nic. Trochę wkurzona mówię "wstań reszcie bo spóźnimy się na obiad".
Wtedy, któryś z chłopców mówi "on nie od nas proszę pani". Faktycznie za
chwile pojawiła się jego mama (chyba) i zaczęli porozumiewać się na migi. W
mordę jak mi było głupio