Dodaj do ulubionych

Zielgónoc na Warniji

18.04.14, 19:39
Warmińska Wielkanoc

Dzianki Antykwariatowi Mazurskiemu
możemy przedstawić „wielkanocny” fragment książki Edwarda Cyfusa, „Smaki Warmii. Cztery pory roku”, która ukazała się nakładem Oficyny Wydawniczej „Retman”.
Dołączamy do tej opowieści najlepsze wiosenne życzenia wielkanocne dla naszych Sympatyków.
Wciórkiygo nojlepszygo. Alleluja!


Przygotowania do świąt

Dziesięć-czternaście dni przed świętami gospodynie wysiewały do płaskich naczyń len, pszenicę lub jęczmień. Do Wielkanocy wyrastała mała, kilkucentymetrowa łączka, na której stawiano baranka z chorągiewką, tworząc w ten sposób ozdobę stołu. Baranek miał dla miejscowych podwójne znaczenie. Symbolizował zmartwychwstałego Chrystusa i jednocześnie, z przekłutym bokiem, z kroplami krwi, stanowił warmiński herb. Baranki były z cukru, kupowane w sklepach lub robione domowym sposobem z ciasta, wypiekane w specjalnych foremkach albo z marcepana własnej produkcji. Podstawowe składniki do jego wyrobu to szklanka mleka i szklanka kaszy manny. Te produkty należało gotować tak długo aż tworzyła się z nich masa. Po jej wystudzeniu dodawano cukier puder i tylko olejek migdałowy, a nie mielone migdały. Po osiągnięciu odpowiedniej konsystencji formowano figurki albo kulki i obtaczano je w kakao. Żeby marcepan nie był za słodki, dodawano czasem zmielone w maszynce gotowane kartofle.
Na tydzień, dwa przed świętami zabijano w gospodarstwie dorodnego świniaka i cielaka lub młodego wolca (wykastrowany byczek), żeby nie zabrakło mięsa. Z kuchni dochodziły apetyczne zapachy przygotowywanych pieczeni, klopsów i zawijanych zrazów nazywanych przez Warmiaków roladami. Do dziś robi się je według niezmienionego upływającym czasem przepisu, ze świeżego wołowego mięsa krojonego w dość cienkie plastry potem rozbitego tłuczkiem. Wewnętrzną stronę smaruje się musztardą, posypuje tartą bułką kładzie podłużny pasek wędzonki, ogórek kiszony i krążki cebuli. Przyprawia solą, pieprzem, zawija i obwiązuje cienką nitką. Tak przygotowane rolady należy obtoczyć w mące, obsmażyć na patelni używając smalcu, przełożyć do rondla, podlać wodą. Dusić z dodatkiem liścia bobkowego i kubeby w piekarniku. Czasami doprawiano sos śmietaną. Należy pamiętać o zdjęciu ze zrazów nitek.
W Wielkim Tygodniu w domu i obejściu robiono generalne porządki. Mężczyźni przygotowywali karmę dla inwentarza, a kobiety pucowały chatę na glanc (błysk). Zaczynały od okien. Na okres zimy wstawiano podwójne ramy, żeby ocieplić wnętrze. Między nie wkładano warstwę waty czy ligniny w celu uszczelnienia. Teraz należało wewnętrzne części wymontować i zanieść na strych, a okna umyć. Przed Wielkanocą pobielano kuchnię, sień i izbę, w której się najczęściej przebywało. Jak sprzyjała pogoda, bielono także pnie drzew owocowych w przydomowym sadzie. Wszystko musiało być uprzątnięte i tak przygotowane, żeby w dni świąteczne robić tylko to, co naprawdę konieczne.

cdn...

Obserwuj wątek
    • warnija Re: Wielka Sobota 18.04.14, 19:42
      Wielka Sobota

      Przynajmniej jedna osoba z rodziny udawała się na wieczorną wielkosobotnią mszę do kościoła, przed którym tego dnia rozpalano ognisko, odprawiano specjalne nabożeństwo i święcono w dużych naczyniach wodę. Potem wierni razem z kapłanem wchodzili do świątyni. Po mszy nabierali w przyniesione naczynia wodę święconą i zabierali ją do domu, tak, jak i kawałki węgla drzewnego z ogniska. Tą wielkanocną wodą gospodarz kropił całe obejście, prosząc Pana o łaskę, dobre plony i opiekę. Kawałeczki węgla kładziono przy świętych figurkach na domowym ołtarzyku. Miały one uchronić dom od wszelkiego nieszczęścia i pożaru. Na Warmii nie chodzono w Wielką Sobotę do kościoła z koszyczkiem. Zwyczaj święcenia potraw nie był tu dawniej znany.
      Wielkanocne jajka gotowano i farbowano w Wielką Sobotę późnym popołudniem lub wieczorem. Wszystkie barwniki były dostępne w obejściu. Wywary przygotowywano z kory dębowej, łupin cebuli, buraków. Jednak jajka barwione w saradeli były najładniejsze. Miały nieregularne wzorki odciśnięte w procesie farbowania z rozmoczonymi plewami. Intensywny niebieski, a nawet granatowy kolor jajek uzyskiwano przez zanurzanie w roztworze ultramaryny kupowanej w sklepach chemicznych lub kolonialnych. Był to ciemnogranatowy proszek, ten sam, który dodawano do wody podczas płukania wypranych białych koszul, firanek czy pościeli. Do wszystkich roztworów barwiących wlewano ocet, który intensyfikował i utrwalał kolor. Pomalowane, wyschnięte jajka pocierano skórką słoniny, co nadawało im połysk. Po sobotnim malowaniu farbek nie wylewano – przydawały się jeszcze do przygotowywania kolejnej ich partii. Pisanek i kraszanek na Warmii nie znano.

      cdn...
      • warnija Re: Wielkanocna Niedziela 18.04.14, 19:44
        Wielkanocna niedziela

        Kto tylko mógł, szedł na godzinę szóstą rano do kościoła na rezurekcje. Był jeszcze kiedyś pewien zwyczaj, zaniechany już w powojennym okresie: po drodze z domu na tę uroczystą mszę szło się nad brzeg pobliskiego jeziora czy rzeczki, zdejmowano obuwie i wchodzono na kilka minut do wody. Zaczynała się wiosna, a ze zmartwychwstaniem Chrystusa nowe życie. To, co przeszłe, stare, często i niedobre należało zmyć.
        Msza rezurekcyjna to dla katolików bardzo ważna i radosna chwila. Grób Pański jest pusty. Wesołe „Alleluja!” rozlega się w świątyni. Drugim, bardziej prozaicznym powodem tego, że na tej mszy kościół był wypełniony przez wiernych do ostatniego miejsca, a często nie mieścili się w jego murach było to, że ludzie wymęczeni postem chcieli jak najszybciej zjeść wreszcie coś konkretnego. Obowiązkiem każdego katolika było przystąpić do wielkanocnej komunii świętej na czczo.
        Po powrocie z kościoła cała rodzina zasiadała do uroczystego wystawnego frysztyku. Na stole nie mogło zabraknąć niczego. Od wędlin po sałatki. Dzieci piły kakao, a dorośli delektowali się smakiem wybornej prawdziwej kawy lub herbatami. Jedzono również, a raczej przede wszystkim, malowane jajka. I dorośli, i dzieci urządzali zabawy z ich wykorzystaniem. Wszyscy kładli przed sobą trzy. Każdy z każdym siedzącym przy stole uderzał jajkiem jednym o drugie. Ten, którego jajko pękło, oddawał wygrywającemu jedno ze swoich całych. Kto nazbierał najwięcej jajek, musiał na koniec zabawy rozbić skorupkę najtwardszego z nich o własną głowę. Odbywał się również tradycyjny konkurs polegający na zjedzeniu największej ilości jajek. Pamiętam, że zawsze zwyciężał ópa, pochłaniający ich co najmniej dziesięć. Jednego razu poprzestał na siódmym. Zapytany, dlaczego się poddaje odpowiedział poważnym głosem: „Bo na pierwszym już siedzę”.
        Trzeba było przygotować tyle malowanych jajek, żeby nie zabrakło ich przez całe święta. W wielkanocny poniedziałek bowiem dzieci i młodzież chodzili po smaganiu, za co dostawały kuchy, słodycze, a przede wszystkim malowane jajka. Po śniadaniu gospodyni gotowała tuziny świeżych jajek, a dzieci miały wielką frajdę, mogąc je malować.
        Świąteczny obiad zaczynał się tradycyjnym rosołem z rozdrobnionym kurzym mięsem. To był właściwie jedyny drób jedzony w te święta. Potem na stół wędrowała duża miska lub salaterka z marchewką i groszkiem z obłożonymi dookoła małymi smażonymi kotlecikami mielonymi. Następnie podawano zasadnicze danie, na które składały się pieczenie, kotlety mielone, duszone żeberka i pyszne rolady. Wszystko jedzono z gotowanymi kartoflami, które obierano dzień wcześniej i pozostawiano na noc w zimnej wodzie. Dzieci z niecierpliwością czekały na desery. Te były naprawdę wykwintne. Kilka smaków budyniów i galaretek z owocami, syropem z weków i bitą śmietaną, pachnące kompoty z gruszek, śliwek, jabłek czy wiśni. Godzinę, dwie po sutym obiedzie podawano kawę i kuchy. Na Wielkanoc zawsze pieczono pyszne kremowe torty. Oj, potrafił od tych dobroci zaboleć wyposzczony żołądek!

        cdn...
        • warnija Re: Wielkanocna Poniedziałek 18.04.14, 19:50
          Wielkanocny poniedziałek

          Poranek zaczynał się bardzo wcześnie od wesołych śmiechów i pisku dziewczyn. Nie było na Warmii tradycji oblewania się w ten dzień wodą. Chłopcy i kawalerowie już dzień wcześniej przygotowywali sobie gałązki kadyka. Każda dziewczyna musiała zostać wysmagana. Wierzono, że jeśli jakaś zostanie pominięta, to na pewno nie znajdzie męża. Smaganie kadykiem po łydkach było dość bolesne, bo igiełki bardzo kłuły, ale to poprawiało krążenie. Te panny, które miały na nogach drogie wtedy nylonowe pończochy, przydóny (kawalerowie) uderzali delikatnie brzozowymi gałązkami, ale tradycji musiało stać się zadość.
          Któregoś razu w panieńskich czasach mojej mamy, wiejscy kawalerowie dogadali się z jej ojcem, że w nocy, z niedzieli na poniedziałek, zostawi niedomknięte okno w izbie, w której spała razem z siostrą. Miało to ułatwić zaskoczenie dziewcząt. Ópa słowa dotrzymał, ale powiedział córkom co je czeka. Obydwie siostry udawały, że twardo śpią i nie słyszą gramolących się przez okno. Jakież było zaskoczenie młodzieńców, kiedy nie mogli zerwać z dziewczyn pierzyny. One nie były nią normalnie przykryte - weszły między poszwę i wsypę, poza tym miały nogi dokładnie owinięte gazetami i owiązane sznurkiem. Na piski i krzyki zareagował ópa. Po chwili stanął on w drzwiach do izby i naśmiewał się z młodzieńców.
          Rodzina zasiadała do poniedziałkowego śniadania, którego końca nie mogły się doczekać niecierpliwe dzieci. Nikt nie miał prawa wstać i odejść od stołu, dopóki nie uczynił tego ojciec. Po śniadaniu dzieciaki pędziły jak szalone do pobliskiego lasu, a jeśli go nie było w pobliżu to do sadu, aby w krzakach kadyka i agrestu szukać gniazdek zajączka wypełnionych słodyczami. Przygotowywał je zawsze sam ópa. Mościł on te gniazdka z siana, umieszczał głęboko w środku krzaka i układał w nich kolorowe jajka i słodycze. Robił to tak, że nie zostawiał żadnych śladów i dzieciaki musiały sobie dotkliwie pokłuć ręce, zanim odnalazły „swoje” gniazdko.
          Opowiadała mi mama o pewnym wielkanocnym poniedziałku z jej dzieciństwa. Miała wtedy siedem lat i razem ze starszą siostrą Agnesą pobiegły szukać w kadykach gniazdek. Na szczęśliwe i uśmiechnięte córeczki czekała już w progu mama. Agnes podbiegła do niej, chwaląc się małym kolorowym aluminiowym pierścionkiem znalezionym w czekoladowym jajku-niespodziance. Moja mama słysząc to, wybuchła płaczem. Nie wiedząc, że w jajku może być coś jeszcze, zjadała swój pierścionek razem z czekoladą!
          W rodzinach, w których nie było dziadka, a dorośli nie mieli czasu, gniazdka dzień wcześniej, w niedzielne popołudnie mościły same dzieci. Kiedy zajączek zdążył te gniazdka napełnić słodyczami, pozostaje jego tajemnicą, bo nigdy się nie zdarzyło, żeby dziecko wróciło z lasu z pustymi rączkami.
          Po szczęśliwym odnalezieniu gniazdek, ojciec wyprowadzał konie ze stajni i zaprzęgał do bryczki. Cała rodzina wybierała się do kościoła. W chałupie zostawał tylko ten, kto musiał pilnować gospodarstwa. Pierwszy dzień świąt spędzano w gronie tylko najbliższych. Poniedziałek wielkanocny był zaś dniem odwiedzin. Prosto po mszy jeździło się w gościnę, najczęściej do potków któregoś z dzieci. Jeśli rodzina mieszkała w nieodległej sąsiedniej parafii, na mszę tam jechano, spotykano się przed kościołem. W drugi dzień świąt jeżdżono na duże (sumę). Nie było roku, żeby w czasie tej mszy ksiądz nie udzielał ślubów lub nie chrzcił dzieci. Te uroczystości nie odbywały się natomiast w wielkanocną niedzielę.

          Edward Cyfus, Smaki Warmii. Cztery pory roku (fragment), Oficyna Wydawnicza „Retman”, Dąbrówno 2012

          ..............................................

          Zidzita same jekó psiankno ta ksiójżka. Brok poczytoć wciórko.
          Dziankujewam Oficynie Retman za to, że tak noma przybacza warnijskie zyty, psisane przez Edwarda Cyfusa.
                • warnija Zielgónoc 2017 12.04.17, 19:59
                  Roczek przefurnoł, znowój bandzie Zielgónoc.
                  Tak ślypsiojta co yśwa psisali ło Zielgónocy na Warniji.
                  A mniajso łuż łurojchrowane? Kuchy popsieczóne, jojka wymalowane?
                  Tak napsiszta co łu Waju słychać smile
                    • warnija Zielgónoc na Warniji 31.03.18, 19:21
                      Dawniej Wielkanoc na Warmii trwała trzy dni. Pokarmy święcono od 1945 roku

                      Święcenie pokarmów w Wielką Sobotę ma wielowiekową tradycję. Jednak na Warmii ten zwyczaj przyjął się powszechnie dopiero po drugiej wojnie światowej. Po 1945 roku to ksiądz chodził po domach i święcił całe stoły obfite w pokarm – mówi Magdalena Wałkuska z Muzeum Warmii i Mazur.

                      https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/civktkqTURBXy9hZWYzZjRiNDQwYWY2M2QzNzI0MzIwNWJhM2NmMDQ2Mi5qcGVnkpUDAFXNCBPNBIqTBc0DFM0BvA
                      foto: istock

                      W Wielką Sobotę, święcono wcześniej wodę i ogień. Był również zwyczaj palenia najstarszego krzyża stojącego we wsi. Popiół z niego miał zabezpieczać przed bólem gardła na cały rok. Chronić przed chorobami miało też łykanie wierzbowych bazi. Przez cały rok zabierano do domu węgle i używano ich jako okłady na bolące miejsce.
                      Jaja barwiono na rudo w łupinach cebuli lub na zielono – w źdźbłach żyta. Bardzo rygorystycznie przestrzegano postu. Przed Wielkanocą nie jedzono zarówno mięsa, jak i tłuszczy zwierzęcych. Nawet śniadanie wielkanocne było postne. Oprócz jaj, na stole był razowy chleb, twaróg oraz słone ciastka w kształcie ptaków, co miało symbolizować nadejście wiosny. Mięso jedzono dopiero podczas wielkanocnego obiadu.

                      W Niedzielę Wielkanocną wstając o świcie i obserwując wschodzące słońce, według ówczesnych przekonań, można było zobaczyć na nim baranka. Nieco później w milczeniu chodzono do płynącej na wschód wody, aby obmyć w niej twarz i ręce. Miało to zapewnić zdrowie i urodę. W Niedzielę Wielkanocną w różnych miejscach chowano też podarki od zajączka, których później szukały dzieci.

                      W Poniedziałek Wielkanocny już o brzasku zaczynało się smaganie gałązkami wierzbowymi, brzozowymi lub jałowcem. Smagali przede wszystkim chłopcy, a dziewczęta mogły się tego ustrzec, ofiarując im najpiękniejsze pisanki. Stąd też chodzących "po smaganiu" nazywano również wykupnikami.

                      (AW)

                      .........................................................

                      A wciórko mowam dzianki : https://ocdn.eu/pulscms-transforms/1/qAaktkpTURBXy9mYWY2M2MwMjI1NjU1YTNhZDFiNmU5NzU3MWFmZjYxOC5qcGeRlQIAHsLD

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka