Dodaj do ulubionych

Na byzuchu w Bzisztynku

05.06.17, 21:13
https://m.salon24.pl/b0f93e232feaf904fc70b5cd084fac38,750,0,0,0.jpg

Ziyta już ło tam moi mnili com buł na byzuchu na naszy Warniji. Ziyta ło tam bo woma ło tam  psisoł. Tero fligram sobzie furam ponad łoceanem coby eszcze poślypsiać na jinsze krainy i narody jek nasza Warnija na końcu  tygo świata. Znata mnie i ziyta co zawdy w kożdan kóntek na Warniji zaglondne, jenaczy nie potrasza, byzuch je byzuch i sztymt. Bułam nie tlo w Łolsztynie, w Bizkupcu czy Wotamborku, pociójgło ma tyż do Bzisztynka. Poziedać co w Bzisztynku żyli Warnijoki to nie bandzie rychtyczno prowda, tamój ziancy Mniamców żuło i po naszamu ni godali. Jenakoż to eszcze je Warnija i ołtam brok buło tamój skoknónć. Takam i zrobziuł. Znata to gyszychta ło bzisztyneckam kamnianiu ? nie znata ? ło tam diochelskim kamnianiu ne znata gyszychty ? nie znata to poślypsiajta com woma na tym kamnianiu naloz i rychtycznie woma spsisoł cobyśta i wy znali gyszychte ło bzisztyneckam diochelskam kamnianiu.


... z kamienia 

Dawno, dawno temu żył w okolicach Bisztynka ubogi, choć bardzo pracowity szewc. Potrafił nie tylko wyfasować zgrabne buty, ale też dar prokreacji miał niebywały. Bez wdawania się w detale : może jeszcze zdjęcia z sieci mam wrzucić ? Mawiali sąsiedzi - nie bez zazdrości - że u szewca co rok to prorok. Kiedy urodziło się trzynaste dziecko - chłopiec tym razem, nie było już w okolicy nikogo, kto mógłby zostać kumem, bowiem wszyscy byli już rodzicami chrzestnymi wcześniejszej szewca progenitury. A brać kuma dubeltowo nie wypadało, bo wiadomo, że z prezentami nie podoła. Bieda w okolicy panowała straszliwa, co po części spowodowała likwidacja PGR - ów. Frasował się szewc niemiłosiernie, więc postanowił wyruszyć do miasta w nadziei znalezienia kumotra. Dziś nie miałby szewc tego rodzaju problemów. 13 x 500+ daje okrąglutkie 6500 PLN. Do tego stragan z obuwiem na rynku w Bartoszycach i handel z obwodem kaliningradzkim. Do takiego szewca w kumy dziś stawałaby kolejka. Te czasy miały jednak dopiero nadejść, a tu czas nagli, chrzcić trzeba. Utrudzony wędrówką szewc przysiadł na kamieniu by niuchnąć tabaki, jak to mężczyźni w zwyczaju wówczas mieli. Nagle jak spod ziemi przed szewcem wyrósł  przystojny młodzian. Skłonił się układnie, zdjął kapelusz  i dał susa przez rów oddzielający popegieerowskie pole od pasa drogowego.
- Czymże dobrodzieju tak się frasujecie ?  - spytał
- Dziecko trzynaste żona mi powiła, sam nie wiem jak to się stało. Uważałem, ale widać tak być musiało. Kuma do niedzieli znaleźć muszę, bez chrztu dziecko chować to nie po bożemu - szewc wyłuszczył tajemniczemu człowiekowi swoją zgryzotę.
- Lepiej trafić nie mogliście, ja wam będę za kuma. Pieniędzy nie poskąpie, jeśli chłopak okaże się zdolny to i do szkół posłać będziecie mogli za moje pieniądze. A kiedy chłopaka wspólnie wychowamy i wyuczymy, to i robotę załatwię, bo pomagier w moim fachu zawsze mile widziany. Młodzian zniknął tak szybko jak się pojawił. Jednak słów na wiatr nie rzucał. W niedzielę zajechał w dwójkę karych koni przed ubogą chatynkę szewca. Takich koni, takiej uprzęży, takiej bryczki i takiego chrztu nie oglądano w okolicy nigdy wcześniej. A postronki jakby ze srebra. Chłopak, Michał mu na chrzcie dano, rósł i uczył się bardzo dobrze. Po ukończeniu miejscowej szkoły rodzice postanowili kształcić chłopca na księdza i wysłali go - za pieniądze chrzestnego ojca - do Reszla, gdzie działało kolegium jezuickie, a potem jeszcze gdzieś dalej. Gdzie ? nie udało mi się ustalić. Po latach wrócił Michał do rodzinnego Bisztynka, by wywdzięczyć się ziomkom, pierwszym nauczycielom, rodzicom i rodzeństwu za całe  dobro i troskę jakiej doświadczył z ich strony. Świeżo upieczony ksiądz odprawił w miejscowym kościele pw. św. Macieja, mszę prymicyjną.
Wówczas zjawił się on, szewski kumoter  i " dobroczyńca " w jednym.Tym razem nie był układny, ktoś mógłby odnieść wrażenie, że niespodziewany gość zjadł na śniadanie dwie paczki zapałek, bo siarką przed kościołem zapachniało. Długa peleryna zasłaniała stopy, ale tam też i ortopeda miałby co oglądać, bo przybysz dziwnie postukiwał, kręcąc się niecierpliwie po brukowanym podjeździe przed kościołem. Kopytkami stukał, bo diabeł z piekła rodem to był. Blady strach padł na uczestników nabożeństwa prymicyjnego.
- Ach ! Szewczyku witaj bracie ! zaskrzeczał i ku szewcowi bieży obcesem. Pamiętasz mnie ? ze mnąś robił o duszę chłopca zapisy. Poznasz swój podpis na umowie kredytowej ? to znaczy na cyrografie.
- Nie nadążam już za tymi nowymi czasami, kiedyś było przejrzyściej, cyrograf i wszystko jasne, a teraz takie reformy w piekle, jakieś umowy, cesje, odsetki, weksle, tytuły egzekucyjne, windykacje - diabeł nie wiedzieć czemu zaczął utyskiwać na swój los, nie czuło się dawnej diabelskiej mocy. Widać teraz diabelskie decyzje scedowano na ziemskich pomagierow. Przełamał się jednak i wyjął spod peleryny umowę spisaną drobny druczkiem.
- Hola ! hola ! Panie diable - szewc nie wydawał się być zbity z pantałyku. Choć był człowiekiem bez wykształcenia, to posiadał jednak tę iskierkę, której nie daje dziś nawet ukończenie gimnazjum. Był człowiekiem  inteligentnym i oczytanym.
- Mickiewicza diable nie znasz ? Nie znasz przepisów egzekucyjnych ? kogo oni dziś z piekieł wysyłają diabelskie sprawy załatwiać ? Prawniczy nieuk i ignorant jesteście diable, ot co. Schowaj ten kontrakt, ale to już.
- Jaki Mickiewicz ? o co chodzi ? chłopak jest mój i kropka, albo oddawaj kasę z odsetkami za 22 lata. Są jeszcze komornicy w "tenkraju " Do grosza oddasz, a chłopaka i tak zabiorę. Diabeł sięgnął do aktówki  i wyjął foliowe etui z wekslem in blanco.
- To co wypisujemy, czy oddasz chłopaka ?
- Nie tak prędko diable, ty mi tu z windykatorami nie wyjeżdżaj. Sprawdź lepiej umowę. Strona 6 paragraf 66. Diabeł lekko zdenerwowany sięgnął do aktówki jeszcze raz i wyjął cyrograf. Mrucząc i pufając siarką pod nosem zaczął, z zauważalnym zniecierpliwieniem, przeglądać kontrakt. Tymczasem szewc, z diabelską iskierką w oku, zaczął deklamować Mickiewicza. Bez kartki, z pamięci pojechał.
Patrz w kontrakt, Mefistofilu,
Tam warunki takie stoją
Po latach tylu a tylu,
Gdy przyjdziesz brać duszę moją,

Będę miał prawo trzy razy
Zaprząc ciebie do roboty?
A ty najtwardsze rozkazy
Musisz spełnić co do joty.
- Prawa diabelskiego nie znasz ? procedur nie znasz ? 
Diabeł zbity z tropu mruczał po diabelsku.
- Horrendum, faktycznie, takie prawo jest tu pod 66 paragrafem zapisane. Kusa rada, trzeba będzie zabrać się do roboty. 
- Jakie masz polecenia chytry człowieku ? tylko szybko, bo spieszno mi duszę chłopaka do piekła zawlec. 
- Staryś diable, to i męczył ciebie nie będę. Wykonaj tylko jedną pracę, a chłopak będzi twój i służył ci będzie po wsze czasy. 
- Słucham ? co rozkażesz ? 
- A poleć-ze diable do Afryki i przynieś do Bisztynka największy kamień jaki unieść zdołasz.
- Postanowiliśmy kościół rozbudować, zakrystię dostawić, a jak materiału starczy to może i dwie nawy. Z materiałem u nas krucho. Miasteczko biedne.
- Phi ! tylko tyle ? diabeł parsknął jak Roman Giertych na wiecu KOD - u i już począł zamiatać peleryną, by wzbić się w powietrze i poszybować do Afryki. 
- Hola ! hola ! diable. Nie skończyłem jeszcze. Kamień ma być największy jaki znajdziesz, najważniejsze jednak byś wrócił przed końcem mszy prymicyjnej. Spóźnisz się choć o pół minuty, wszystko na nic. Chłopaka nie dostaniesz. Masz czas póki dzwony po mszy nie rozśpiewają się na bisztyneckim kościele. Przegranyś wówczas. Tak stanowi aneks do cyrografu. Strona 9 par 99, sprawdź diable.
- Dobra, dobra, wierzę ci, człowiekiem jesteś nie diabłem, to ci wierzę. Nie przeciągajmy sprawy. Lecę. Diabeł po raz wtóry rozmachał  pelerynę , kurz wzniecił, zastukał kopytkami, ogon nastroszył  i pół sekundy później widziano go nad Troszkowem. Poleciał na południe. Uwinął się z robotą wartko. Kamień największy znalazł, w pazury diabelskie uchwycił i poszybował z powrotem do Bisztynka. Dusza Michałowa wisiała na włosku. Diabeł p
Obserwuj wątek
    • lelozjusz68 Re: Na byzuchu w Bzisztynku 05.06.17, 21:14
      Diabeł pędził jakby w setkę diabelskich koni, już był pewny wygranej, już się widział z duszą chłopaka na postronku. Niestety za Biskupcem, lecąc wzdłuż jeziora Dadaj wpadł w turbulencje i musiał " wejść " na 4000 tysiące stóp, nie chciał upuścić kamienia, który zaczął niebezpiecznie  drżeć w diabelskich pazurach. To wystarczyło, te utracone sekundy uratowały duszę Michała. Kiedy mijał Troszkowo rozdzwoniły się dzwony na wszystkich bisztyneckich kościółach. Msza skończona, diabelskie sprawy jeszcze raz przegrały. Diabeł zatrząsł się ze złości, kłęby żółtego dymu nosem puścił, kamieniem w miasteczko cisnął i tyle jego mocy było na ten dzień. A kamień z wyraźnymi śladami diabelskich pazurów leży po dziś dzień w miejscu, w którym go odnalazłem. W trzech miejscach trzaśnięty. 





Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka