Warmińskie bajanie na ekranie

19.03.06, 11:37
Na początek spróbuję przenieść bajeczki, a jak się uda - to dołączymy
legendy. Nie zmieniłam tematu, choć jak widać bajeczki są i z Warmii (powiat
Olsztyn) i z Mazur (powiaty Nidzica, Olecko). Ciekawe, czy teraz już
zauważymy różnice między gadką warnijską a mazurską?
Acha - jak się nie uda, to trudno, trzeba będzie chwycić miotłę i sprzątnąć,
a bajeczki na nowo pracowicie wklejać.
    • tralala33 Re: Warmińskie bajanie na ekranie 19.03.06, 11:39
      Warmińskie bajanie na ekranie
      rita100 09.08.05, 21:02
      "Bajki warmińskie i mazurskie zostały przygotowane do druku przez mgr Halinę
      Kurowską, ktora dokonała wyboru materiałów zebranych na terenie. Dązeniem tej
      pracy było jak najściślejsze zachowanie wszystkich własciwości fonetycznych,
      gramatycznych czy składniowych języka bajek, ale nawet i toku opowiadań."
      Jest to dokument rodzimego folkloru.
      Zapraszam do unikatowej lektury, szczegolnie w chwilach wolnych i jesiennej
      szarugi.
      Pierwszy rozdział jest poświęcony bajkom o zwierzętach.
    • tralala33 Jak zając uczył lisa ryby łowić 19.03.06, 11:40
      • Re: "Jak zając uczył lisa ryby łowić"
      rita100 09.08.05, 21:03
      "Jak zając uczył lisa ryby łowić"

      Lis chciał od zająca żreć. I zając szie położił na droge jak nieżiwy. Nadjechał
      furmau, zająca wrzucił na wóz, a furman miał na wozie beczke z rybami. Zając po
      cichu kilka ryb wyrzucił i za nimi wyskocził. Pozbierał ryby i zaniós do lisa.
      Lis szie p'ita: " Gdzie ty te ryby złapał?" Zając mowi, że "na lodzie jest
      dziura i ja ogon wsadził, i riby szie nawieszali. Ja z mojem krótkiem nie móg
      więcy nalapać, jak ty twój długi wsadzisz, na pewnie więcy szie prziczepiom".
      Poszli oni na lód, lis wsadził ogon i trzima. Za chwile ogon zaczoł wmarżać.
      Lis pocziągnoł, mowi: "Kilka juz je, ale zacekam, az więcy będzie" - Za chwile
      prziszli ludzie, lis chciał ucieknąć, ale ogon był wmarznięty, ze nie móg go
      wyciągnąć.

      Opowiadał R. Duske, we wsi Sokółki, pow. Olecko w latach 1948

    • tralala33 Lis i wilk na weselu 19.03.06, 11:41
      • Re: "Lis i wilk na weselu"
      rita100 09.08.05, 23:01
      Lis i wilk na weselu

      Wilk pojedział do lisa:" Sukaj mi coś do zercia".
      Lis pojedział :- "Gospodyni napiekła flindz'i". Posz'li i lis kilka prziniós
      jemu, co wilkowi za malo b'ilo. Wilk posed, chciał cało nise zabrać, i nisa
      spadła i sie pobiła. Ludzie przilecieli i wilka pobili. Drugi raz wilk snów
      dochodził zercia od lisa. Mówi lis:"Gospodarz zabił sz'winie, i mienso w
      sklepie (piwnicy) stoi". Posz'li obydwa do sklepu, i wilk zaczioł zerć, a lis
      to co chwileckie zaleciał pod okno, przez okno wychodził, cy jesce wyjść moze.
      Wilk mówzi do niego: "Dlacego tak duzo chodzis ?" Mówi lis: "Ide obacyć, czi
      tam nas kto jidzi". Od tego trzasku ludzie szie obudzili i prziszli do piwnicy.
      Lis przez okno ucziek, a wilk nie móg, że za grubo szie obżar i zabili jego.

      Opowiadał R. Duske, wieś Sokółki pow.Olecko - 1948 rok

      napiekła flindz'i" - co to za potrawa ? Wiesz Tralalala ?
      Zaznacze, że w tej bajce jest wspomniane o sklepie, Warmiacy i Mazurzy dawniej
      nazywali piwnice lub zabudowle wolnostojące oddalone od gospodarstwa, a służące
      najczęsciej za spiżarki w dużych gospodarstwach. Kazdy gbur taki sklep posiadał.
      • tralala33 Re: Lis i wilk na weselu 19.03.06, 14:56
        Flince - już wiem smile naleśniki
        www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/msgwarymazur.htm
    • tralala33 O lisie i wilku na weselu 19.03.06, 11:43
      rita100 10.08.05, 21:18 + odpowiedz
      "O lisie i wilku na weselu i o tym jak chory zdrowego niesie."

      Wilk i l'is sia dowiedzieli, że jest w jeny wsi wesele, namówili sie i poszli
      na to wesele, i bez ta dura (dziura), co idzie do sklepu, to "oni weśli do tego
      sklepu i tam wesele trzymali. Tam byli psieczonki, kuchy: do góry tańc'ili,
      a "oni mieli tam kełbasy, boczki. Lis dolatuwał do tyj dury i mnierzyił swoje
      okoliczności, jeko może przieliść. A zilk był taki głupi i pytał sia lisa : "
      Co ty do tego "okna dolatujesz ?" A lis mu tłumaczył, że on obzorguje , że jeko
      patrolujący. W garku mieli kucharki drożdzi do kuchów pieczenia. Lis garnek z
      drożdzamy zwal'ił sobie na łeb (l'is ten mądrala), to sia garnek rozbził, to
      sie rómot stał. Kucharki usłyszaly, zebrali goście i sie upozażyli kijamy,
      zidłamy i kosturamy. To l'is uciek bez to "okno, bo on miara mniał, a wjilk też
      chciał, ale głowa mu wyszła, a dupa nie chciała. Kuchorki i ten brutkan i
      brutka bili go drągamy, ale zabzić go nie mogli, bo to łeb mniał w tej durze.
      I idzie ten wilk bez wjeś i płacze, i spotkał w rozie lisa. A l'is pyto: "No
      jak tam towarzyszu ?" A ten mózi: "Słuchaj, ale ja dostał, to dostał". A lis
      mózi: "Słuchaj, zilku, to, coś ty dostał, to m'inomalnie, tam kosturkami od
      kucharek, a mnie to mózg, mózi parobcy wybzili na "obok". On nie był nie
      pobzity, to te drożdze mniał na głozie, ale że był obżarty, to nie chciało mu
      sie iść. A zilk: - Widza, co ci śnierć z "oczu patrzy, wleź na mnie". I ten
      zbzity zilk wziół na sie zdrowego l'isa. A l'is żartował: "Potrzcie, chory
      zdrowego niesie !". Tak krzyczał trzy razy. Nareszcie zilk spostrzeg, co on z
      niego kapkuje i rzycił go do rowu w kadyki.

      Opowiadał J.Junker, wieś Uniesowo pow. Olsztyn - 1950r

      obzorguje - pilnuje
      brutkan i brutka = pan młody i panna młoda
      kapkuje - kpić
      kadyki - ?

    • tralala33 O tym jak kobyła zabiła wilka 19.03.06, 11:44
      rita100 11.08.05, 20:27
      " O tym jak kobyła zabiła wilka"

      Co dziodek pozieduwoł, co zilki b'ili kiedyś tutaj. I puśczili szkapa ze
      zrebkam na łąka, tak prziszed do niej zilk i chciał tego zrebaka zazryć, a ta
      szkapa nie dała mu. Tak ten zilk poszedł w błoto, sia "ukulał i prziszed do ty
      szkapy, i chciał ji zaprószyć ślepie, ale jenak nie dostał tego. Tak ta szkapa
      chodziuła w pancie, a tan zilk sia wziuł "uwalił: tak jek rachował, co ta
      szkapa przydzie blisko zilka, tak "un skoczi i zrebakozi bełk (brzuch)rozporze.
      A ta szkapa buła mądrzejsza i wziuła skokła na tego zilka i tam pantam go
      obłapsiuła i zaczuna zambalami drzyć, aż go zażerła.

      Opowiadał E.Kurowski, wieś Pokrzywy, pow. Olsztyn -1950r.

      pozieduwoł - opowiedział
      bełk - brzuch

    • tralala33 Chytry lis i mądry kot 19.03.06, 11:45
      rita100 11.08.05, 23:24
      "Chytry lis i mądry kot"

      Raz kot z lysem sie ześli drogo. L'is mozi do kota: "Siła ty rozumów mosz ?" A
      kot mózi: "Jo mom jeden". A lys mózi: - To mało, jo mom dzie'undziesiąt i
      dziewięć i eszcze w worku". I tro idzie jeger z flynto prosto na niech, tero
      przyłożył jeger na onego lysa flynte i chciał strzelyć. A kot skoczuł na
      chojine, na dźrzewo. A lys zaczoł uciekać i tak ogonem fajtoł. A jeger lysa
      zastrzielył.
      A kot móził: "Lysku bracisku i te z worka, i te z worka".

      Zapisano we wsi Lichtajny, pow. Olsztyn 1948

      jeger - strzelec, myśliwy
    • tralala33 Jak gąsior lisa wyprowadził w pole 19.03.06, 11:46
      • Re: "Jak gąsior lisa wyprowadził w pole"
      rita100 12.08.05, 21:30
      "Jak gąsior lisa wyprowadził w pole"

      B'ił jeden l'is, a drug'i gunsior, i ten lis tego gunsiora chciał go podrzieć i
      por'zeć. Jek tak daleko buło, to ten gunsior wzioł tego l'isa prosicz', ze mu
      ma pozwolić trochie podtańcować przed śmierciu, 'i tej mu sie zezwol'ił.
      Tedi "un go pros'ił, zeby mu przezwol'ił pare metrów odinść" od n'igo. Tak 'on
      tedi mu pozwol'ił. 'I jek tedi 'on zacoł tancować 'i skrzydłami podfuriwać, tak
      sie wziół wzbił na te skrzydła 'i pofuroł prec.
      Tej ten l'is patrzał, c'i 'on nie przijdzie wzad (ale un pofuroł daleko), 'i
      tej sobie dumoł, 'i móził do sie tak tem l'is, co chciał dobry objad nieć,
      juz "on zięcy nie pozwol'i przed "obziadem tancować, az po "obziedzie.

      Opowiadała Z.Gawlicka, wieś Maratki, pow.Mrągowo. 1949
    • tralala33 Wilk i zając 19.03.06, 11:46

      rita100 13.08.05, 21:09
      "Wilk i zając"

      Była jajta na zające i podsztrzelili jednego zajunca. Tak on od bólu nie móg
      juz bez bór ucziekacz', ino sed sobzie drogo wolno i wyrżykał tęgo od bólu, i
      narzekał na te ludzie, co mu toto dotechli.
      Jeden raz spotkał go zilk. "Ha , mózi do niego,tysz' mi ale dobrze przised.
      Ładny frisztik będe z cziebżie miał". Zajune go wzioł proszicz', co on mu
      lepsze coś na frisztik postawi, jakiegosz' cłożieka, co lepszi smakuje, bo zilk
      cłożieka jesce nie znał. "No , mózi, to juz ci dam pokój, ale prowadż' mnie do
      tego cłożieka".

      Jedno raz idzie dżiecziuk mały. P'ita szie zilk: "Jes to cłożiek ?" - Zając
      mózi: "Nie, ten dopsiero chce tym cłożićkiem być" - Ido dalej. Za jakisz' czas
      trafił ich dziadek taki od osziemdzieszięcziu lat. Pyta szie znowu zilk: "Jes
      to cłożiek ?" Zając mózi: "Nie, ten juz dawno cłożiekiem buł. Trzeba mu tez
      dać pokój". Za jakiś cas trafił jech jeger z fl'into. Jak zając go zestrzyg,
      zaraz zilkozin móżiuł: "Bżierż ty go, to cz'łożiek", a sam szie ukruł. Ma jino
      scesz'czie, co ten jeger niał fi'inte naładowano ptaszim sz'rutem i go nie
      zdóżył zabzić, bo zilk uciek i był gorszi chory jak zając. Jak sie tera oba
      chore zeszli, tak szie zając go zaczół pytacz': "Jak ei poszlo, braczie ?" Mózi
      zilk: "Braczie kochany, jakem go chcział zjesz'cz, tak on wzioł do ręki tako
      zo're i dużem głosem dmuchnoł w nió, to mi oczi zas'ipało, com nic nie żidział".
      W'ijoł sobżie potym z boku jedne zebro i me tak niem w'iokładał, com musział
      nogować, aby z'iecie uratować.

      Opowiedział G.Kipar, wieś Jabłonka, pow.Nidzica 1950

      frisztik - śniadanie
      jeger z fl'into - myśliwy ze strzelbą
    • tralala33 Jak się ślimak z lisem ścigał 19.03.06, 11:47

      rita100 14.08.05, 20:22
      "Jak się ślimak z lisem ścigał"

      Jenego pozoranku wyszedł ze swoji dury lis w lesie i myśloł sobzie: "Dzisioj
      przy niedzieli musza sobzie smaczny "obziod obzorgować". I wyszedł z lasa kiele
      purckiego jeziora i zaczoł czotować na dzikie kaczki. Na jeziorze plywalo gwołt
      kaczków, a "onamu aż ślina szła, ni mog sia na nie doczekać. Poszed tedy przy
      brzegu wody i zaczajuł sia w strszyny. Zbliżali sia kaczki do strszyny i
      chcieli przyjść do swojego gniozdka, wtam wskoczuł lis do wody i chcioł z nich
      jena ufycieć. Wtam kaczka pofurła do góry i chciwamu lisożin nic nie ostało.
      Tak szło przez cały dziań. Nad zieczoram już mu sia nakuczuło tego i sia mu
      odżidziało smaczny kaczki. Tedy chodziuł zły po łące tam i nazod (rug-cug),
      natrasiuł na ślimoka i myśloł sobzie, to cjoć sia troszeczka pokrzepsia z
      ślimokam. Móził do ślimoka: - Dzień dobry, ty mały włóczango, to gdzieś sia
      wybroł ? "Jo chca obejść to całe jezioro, zaniam słonko zajdzie". Lis sia śnioł
      z niego: Cha, cha, cha, i móżiuł do niego: "Jo to bym oblecioł ; ale ty - to
      pojutrze byś nie obszed. Ślimok na to: "Chcesz przyść ze mno na wyścigi, to
      chodź". "No dobrze. Ale jek jo banda prandzy, to ja cia pożra". A ślimok
      móżił: "No jo". Lis sia rozradował na to i chantnie sia zgodziuł. Ślimok
      móziuł: "Ale jo odrachuja: roz, dwa.... ty stój tutaj, a jo puda do tyłu, a jo
      jednak wygrom". Chciwy, głodny lis sia ucieszuł, stoi i przedeptuje do
      odlecania. I p'ita: "Czy już ?". Ślimok: "Jeszcze nie". Wzioł sia ślimok tedy
      przyślinuł do jego 'oguna i mózi: "Juz ! roz, dwo, trzy". Lis lecioł i lecioł,
      aż buł na położie drogi, 'obejrzoł sia za ślimokam. Jek go nie 'oboczuł, to
      sia 'uwaluł i 'odpoczywoł sobzie, i wołoł: "No , ślimoku, gdzie jesteś ?". "No
      tutaj". Jek lis 'usłuchoł, jek wstał a nie poszed, zaczoł lecieć, co mniał
      tchu. Słonko zaszło już, jek przyszed lis na to samo mniejsce, 'odkąd
      zaczeli 'uciekać, nie 'obaczuł ślimoka. Z radości zafajtnoł 'ogonam do przudu i
      ślimok sia wtam 'odślinioł i możiuł do lisa: "Toś dopsieru przyszed ". Ja tu
      już stoja pótory godziny i czekam na ciebzie". Wtem lis sia zawstydziuł i
      musioł jiść głodny, stąd przyszed.
      Tak chciwamu zawdy jidzie.

      Opowiedziała A.Kensbok wieś Purda Duża, pow. Olsztyn 1951r.
    • tralala33 O babce i kocie 19.03.06, 11:48

      rita100 16.08.05, 20:02
      Ostatnia bajeczka jest nie notowana nigdzie, w żadnym innym regionie tylko we
      wsi Gilawy, pow. Olsztyńskim, podana przez anonimowego przekazcę. Można ją
      traktować jako typowo warmińske bajanie.

      "O babce i kocie"

      Buła jeno bobka i mniała kotka, żodnego dzieciuka nie mniała, no i tak zyli po
      społu ta bobka z tym kotkiem. Jednego razu to ten kotek mózi do tej
      babki: "Jutro tom jest zaproszony na bankiet, na chcrzciny". Tedy poszed 'on
      kotek zrena, a mieli we sklepsie dzieżka z masłem. 'On kotek poszed. Jek 'on w
      ten sklep wloz, posiedzioł cały dzień i prziszed aż wieczór. No bobka sie
      pyto: "Jek sie dziecko nazywa ?". "Zierzchołuszek", a tedy mózi: " A jutro zaś
      mom iść". Ale poszed na drudi dzień i zaś siedzi cały dzień w tym sklepsie i
      zaś przyszed wieczór. No zaś sie bobka pyta "Jek sie dziecko
      nazywało ?" "Środuszek", no ale jutro zaś mom iść, i zaś na cały dzień poszed.
      Znów wieczór wrócił, a 'ona bobka pyta sie trzeci roz: "Jek teraz sie to
      dziecko nazywo ?". "Wylizauszek". No i duma 'ona bobka, co to mo być, no i
      wzieła i mózi: "Upsieczem plinców" i poszła do sklepu po masło. Garniec
      wylizany i już nic nie było. Sie rozjadoziła, a wzieła kij i kotka zbziła - i
      po bajce.

      przypominam, że sklep dawniej nazywano piwnicę lub magazyn spożywczy.
      • tralala33 Re: O babce i kocie 19.03.06, 11:54
        No, to bajeczki już mamy. Przyznam, że przenosiłam je pojedynczo, więc
        przeniesienie legend trochę czasu zabierze. Chyba, że ktoś sprytniejszy
        komputerowo doradzi, jak przenieść wszystko za jednym zamachem, byle nie
        linkiem, bo to nie to samo.
Pełna wersja