Dodaj do ulubionych

Napsiankniejsze mniasto Łolstyn

19.03.06, 21:48
Naprawdę , nie mogłam się pohamować, tak ma sia podoba to zdanie.
Czy ktoś próbował wypowiedziec to zdanie na głos ?
Am sia łuśnioła wink
Obserwuj wątek
    • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 20:12
      Rita zajęta tyloma wątkami i łuczy sia gwary to ji ciasu nie ma ksiajżki
      Stanisława Piechockiego noma łopowiedzieć. Sprytnie to wykorzystam i przeczytam
      rozdział z książki 'Prusy Wschodnie - za żelaznym kordonem', którą w roku 1933
      napisał i wydał Jędrzej Giertych.
      Acha, skoro wnukowi dziadka nie godzi się wypominać, to i dziadkowi wnuka nie
      wytykajmy, tylko posłuchajmy.
      • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 20:14
        Jedziemy krajem falistym i lesistym, ozdobionym wyłaniającymi się co chwila
        płaszczyznami wielkich i pięknych, srebrnych jezior. Zmierzamy do stolicy
        wschodniopruskiej polszczyzny: do Olsztyna.
        - Allenstein!
        Wita nas miasteczko schludne i dobrze zagospodarowane o około 40.000
        mieszkańców, - posiadające tramwaj elektryczny i niezły teatr niemiecki
        (coprawda utrzymywany przy dużych subwencjach rządowych, rozlokowany w gmachu
        zwanym 'Treudank', ufundowanym w nagrodę za wierność po zwycięskim dla Niemiec
        plebiscycie), będący wreszcie ważnym węzłem kolejowym oraz siedzibą władz
        osobnego okręgu rejencyjnego (Regierungsbezirk) – a więc jednostki
        administracyjnej do pewnego stopnia odpowiadającej naszemu województwu.
        • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 20:14
          Srodmieście Olsztyna nosi na sobie piętno tradycyj krzyżackich. Jego punkt
          centralny stanowi wyśmienicie zachowany, średniowieczny zamek, będący ongiś
          własnością biskupów Warmijskich – potężna, czworoboczna, ceglana budowla z
          wyniosłą wieżą i obszernym dziedzińcem, otoczona zarośniętą dzisiaj ogrodami
          fosą.
          Prócz zamku, zasługuje w średniowiecznym Olsztynie na uwagę stary, gotycki
          kościół św. Jakóba, oraz zachowana, piękna brama miejska.
          Dookoła Olsztyna starego – dookoła sieci wąskich uliczek, otaczających spory
          rynek, rozrósł się Olsztyn nowy, miasto nowoczesnych gmachów i kamienic,
          pięknych sklepów, dobrze utrzymanych ogrodów.
          • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 20:16
            W północnej części miasta na tak zwanem Jakóbowie, powstał piękny park,
            przypominający Bydgoskie przedmieście w Toruniu. Brak wspaniałej rzeki, jaką
            posiada Toruń, zastępuje w Olsztynie niewielka, dostępna dla tratw i kajaków
            Łyna, wijąca się w malowniczych skretach przez miasto i przez uroczy park
            miejski – oraz dwa, sięgające aż w sam obrąb miasta, prześliczne jeziora, z
            których większe, Okole (Okull-See), długie na 6 kilometrów, jest ulubioną plażą
            Olsztyna. W dni wietrzne, gdy fala jeziora mocniej się wzdyma, i gdy widnokrąg
            zapełnia się mrowiem białych żagli, daje złudzenie morza.

            Dalej opowie nam Jędrzej o olsztyniakach - ale to już nie dziś.
              • rita100 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 20:52
                'Prusy Wschodnie - za żelaznym kordonem', którą w roku 1933
                napisał i wydał Jędrzej Giertych.

                Inny styl pisania i podziwiania miasta. Najbardziej żal to tej zieleni, ogrodów
                i zadbanych chodniczków przy których były ogródki. Najpiękniejsze miasto
                zieleni, tak dawno Olsztyn okreslano.
                • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 20:58
                  Aż musiałam przynieść tu z fotogalerii ten wątek - Olsztyn na starych
                  pocztówkach. Gdzieś pod koniec - i to dwukrotnie - jest pocztówka z Zimmer
                  Strasse (ul Żeromskiego na Zatorzu). Tam widać takie ogródki - może
                  małomiasteczkowe, ale komu to przeszkadzało?
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=27625528&v=2&s=0
                  • rita100 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 21:06
                    Właśnie , taki styl Olsztyna był taki nietypowy, to odrózniało go od innych
                    miast. Powinni ten styl zostawić , ale może to dla architektów pejżaży
                    zostawić, może kiedyś wrócą do tego stylu . Widac dokładnie na tych zdjeciach
                    jak dużo zieleni , nawet zobacz Tralala, przy Wysokiej Bramie i przy tej
                    zabudówce obok Bramy, wszędzie na chodniczkach piękne metalowe płoteczki.
                    To by wyróznialo miasto od innych.
                    Teraz na tych powojennych widokówkach Olsztyn jest jak nagi.
                    hehe Olsztyn nagi smile
                    Dobre określenie
                    • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 21:17
                      Niestety, co z tego, że na olsztyńskim uniwersytecie mamy archtekturę
                      krajobrazu, skoro władze miasta kolejną aleję chcą wycinać. Mój tato do tej
                      pory wspomina, jak kiedyś go deszcz złapał a nie miał ani parasola, ani
                      płaszcza. Przeszedł całą ulicę Wojska Polskiego pod drzewami i doszedł do domu
                      prawie suchy. Teraz już by mu się taka sztuczka nie udała sad
                          • rita100 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 29.03.06, 21:44
                            www.uwm.edu.pl/pl/plik/ryc/uwmw038.jpg
                            To jest piękne i wiesz , zapomnieliśmy bardzo pochwalić Kortowo. Ja widząc
                            Kortowo po raz pierwszy dwa lata temu byłam tak zauroczona tym miescem
                            akademiskim , że śmialo powiem, że miejsce i Uniwersytet jest najpiękniejsze w
                            Polsce. Mało kto wie o takiej zieleni, malo kto widział taka zieleń z jeziorem
                            w centrum , z kortami tensowymi i powiem więcej . To miejsce i ten Uniwersytet
                            jest na skalę światową, bo jak wiesz każdy Uniwersytet szczególnie w Ameryce
                            szczyci się sportowcami i wielu naszych studiuje na takich sportowych
                            Uniwersytetach w Ameryce. W Kortowie są najlepsze warunki ku temu. Nic nie
                            mozna zarzucić miasteczku uniwersyteckiemu - można pogratulować tylko i być z
                            niego dumnym.
                            Nojpiankniejsze mniejsce w Łolstynie.

                            Nie wiem czy widziałaś misteczko akademiskie w Krakowie - to sa blokowiska.
      • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 31.03.06, 21:03
        Jek Jędrzej Giertych łopisał łolstyniaków:

        Po ulicach przelewają się tłumy. Sztywni urzędnicy licznych tutejszych urzędów,
        z bliznami na lewym policzku, otrzymanemi w studenckich pojedynkach. Fertyczne
        biuralistki i sklepowe. Gimnazjaliści w okrągłych czapeczkach. A
        przedewszystkim wojsko: oficerowie i żołnierze potężnego tutejszego garnizonu –
        całe ich gromady, całe tłumy – a wraz z nimi ich żony, ich dzieci, ich
        przyjaciółki.
        Eine gut pruessiche Stadt ...
        Tak, ale czy to nie pozory tylko? Czy pod powłoką niemczyzny nie ukrywa się tam
        życie inne?
        O tem – innem razem.
        • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 31.03.06, 21:04
          Jakie wrażenie robi Olsztyn pod względem narodowym? Wyznajmy rzecz przykrą
          odrazu: pierwsze wrażenie – to że miasto jest zupełnie niemieckie.
          Niemiecki styl miasta, zwłaszcza jego nowszych dzielnic, niemieckie napisy,
          rozbrzmiewający wszechwładnie niemiecki język, sprawiają, że polskiego podkładu
          ludowego w tem mieście i w tym kraju, trudno się na pierwszy rzut oka domyśleć.
          Ale gdy się rozejrzeć uważniej i krytyczniej – dostrzega się obraz odmienny.
          • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 31.03.06, 21:05
            Pierwszy, rzucający się w oczy fakt – to liczba polskich nazwisk na szyldach.
            Widzi się te nazwiska co krok – jedne za drugiemi – na niektórych ulicach w
            skupieniach, prawie pozbawione sąsiedztwa nazwisk niemieckich. Większość pisana
            jest prawidłowo – z zachowaniem wszystkich ‘rz’ i ‘sz’, niektóre jednak już
            zewnętrznie zniemczone: Pajong, Kaeasch, Gellonneck, Bratt, Schliewa, Salofsky,
            Jakuptiig, itp. To nazwiska zniemczonego olsztyńskiego kupiectwa, chłopskich
            synów, którzy przywędrowali do miasta i w niem dorobili się majątku. Ludzie ci
            z reguły mówią świetnie po polsku (oczywiście gwarą ludową) i zdradzają w głębi
            serca sporo ukrytych polskich sympatyj.
            • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 31.03.06, 21:05
              Czy liczne jest w Olsztynie kupiectwo polskie? Polski stan średni? Jest to
              pytanie, na które niepodobna jest udzielić odpowiedzi, bo miedzy typem
              zadeklarowanego Polaka a typem zadeklarowanego Niemca leży cała gama typów
              pośrednich, napół, na ćwierć, lub na trzy czwarte zgermanizowanych, które nie
              wiadomo gdzie zaliczyć.
              Jedno jest w Olsztynie faktem: niema tam nieomal sklepu, w którym bądź z
              właścicielem, bądź z kimś z posród jego rodziny, czy też handlowego personelu,
              nie można się było rozmówić po polsku. Już sam ten jeden fakt sprawia, że Polak
              nie czuje się w tem mieście obco.
              • tralala33 Re: Napsiankniejsze mniasto Łolstyn 31.03.06, 21:05
                Tembardziej jest w Olsztynie znać obecność polskiego ludu. W dzień targowy na
                rynku polski huczy zupełnie wszechwładnie: po polsku mówią między sobą przybyłe
                ze wsi gospodynie – i po polsku bardzo często porozumiewają się z niemi również
                i olsztyńskie mieszczki.
                  • rita100 Re: Nazwa Łolstyna 01.04.06, 21:49
                    "Łania" to "Alle" czyli tak dawniej nazywali Prusowie swoją sliczną rzekę.
                    "Alle" czyli łania (samica jelenia) - tak była zwana dawno, dawno przez plemie
                    tam zamieszkujące rzekę. Nad tą rzeką wybudowano zamek czyli strażnicę , czyli
                    polozono kamień , a zamek nazywano - stein. I tak powstała nazwa miasta
                    Allenstein. Czyli zamek nad Łyna. Wszytkie miasta na Warmii w ten sposób
                    zostały nazwane - od imienia zamków, a rzekom Prusowie zawsze dawali nazwę
                    zwierzat. Tak własnie z dala od Olsztyna poznaję pomalutku jej historię,
                    tradycję i kulturę.
                    Więc patrzę na rzeke Łynę jak na sliczną łanię smile


                    A tak ło Łynie bym zaśpsiewała smile

                    Witaj rzeko, wodo czysta
                    witaj rzeko, wodo bystra, tylko ty
                    możesz zabrać moje serce,
                    możesz zabrać moje serce i dać mi
                    na to miejsce rzeczny kamień,
                    pewnie wtedy będzie łatwiej, prościej żyć.
                    Mira Kubasińska
                    • rita100 Re: Nazwa Łolstyna 01.04.06, 21:53
                      Pozwólcie , że zaśpsiewam eszcze jydnó psieśnió Miry Kubasińskiej , tak mi tero
                      łóna siadzi na syrcu - no posłuchajta

                      Rzeko dzieciństwa

                      Las nad tobą szumiał ale ścieli go
                      Las nad tobą szumiał, twoją wodą poił się
                      Rzeko dzieciństwa
                      Gdzie twa woda czysta, która koi ból
                      Daj mi twoją wodą z oczu moich spłukać łzy
                      Rzeko dzieciństwa

                      Zostawiłem ciebie rzeko dawnych dni
                      Opuściłem ciebie, miasto zwiodło gwarem mnie
                      Rzeko dzieciństwa
                      Gdzie mnie toczy niby kamień miasta nurt
                      Daj mi twojej wody nabrać w dłonie chociaż raz
                      Rzeko dzieciństwa

                      Ach , jek mniantko na syrcu i jek skuczno
                      • rita100 Re: Nazwa Łolstyna 02.04.06, 21:20
                        Faktycznie Bartazek może być starszy ale nie ma zamku - popatrz:
                        Miasto Olsztyn założyła kapituła warmińska mieszcząca się we Fromborku, która
                        31 października 1353 roku nadała akt lokacyjny miasta Allenstein (dzisiaj
                        Olsztyn) Janowi z Łajsk i on to był pierwszym sołtysem grodu.
                        Zwyczajem bardzo, bardzo dawno temu na Warmii było to , że na tych terenach
                        budowano warownie , strażnice. Budowały je zakony krzyżackie dla obrony swoich
                        terenów. Dlatego też wszystkie nazwy miejsowości pochodzą od Pruskich nazw
                        zamków. I nigdy nie zdarzyło sie inaczej a terenie Warmii.
                        Dla przypomnienia:
                        Bisztenek = Bischofstein = zamek Biskupa
                        Biskupiec = Bischofsburg = zamek Biskupa
                        Barczewo = Wartenburg = zamek strażniczy
                        Jeziorany = Seeburg = zamek Jeziorany
                        Bartoszyce = Bartenstein = zamek Borcja
                        Szczytno = Ortelsburg = zamek Ortolfa
                        Węgorzewo = Angerburg = zamek na Błoniu
                        Malbork = Marienburg = zamek Maryi
                        Dzierzgoń = Christburg = zamek Chrystusoway
                        Prabuty = Riesenburg = zamek Riesa
                        Olsztyn = Allenstein = zamek nad Łyną.
                        • rita100 Re: Nazwa Łolstyna - Brzeziny 25.04.06, 22:16
                          www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=26&ido=307&idz=8203
                          www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=26&ido=307&idz=8197
                          www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=26&ido=307&idz=8176
                          www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=26&ido=307&pg=0
                          Wystarczy tylko popatrzeć smile
                          • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 10.05.06, 21:52
                            Tak pomyślałam , ze czas abyście się zapoznali z moimi wspomnieniami z
                            Olsztyna. Mieszkam w Krakowie, urodziłam się w Olsztynie, ale Olsztyn jest
                            jedynym miastem do którego przez całe życie tęskniłam mimo, że tylko mieszkałam
                            pierwsze 10 lat, później tylko jeździłam w odwiedziny. Przyjazd do Olsztyna po
                            30 latach niewidzenia się z tym miastem był szokiem pewnego rodzaju..... ale o
                            tem potem. Olsztyn widziany moimi oczami.
                            • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 11.05.06, 22:24
                              Muszę was poinformować , że w moim sercu już dawno zapaliła się iskierka z
                              tęsknotą do Olsztyna, bo jak wyczytałam w jakiejś książce, tam twoja ziemia
                              gdzie pochowani są bliscy.
                              Tak więc za namową forumowiczów i organizacji I Zjazdu zdecydowałam się
                              przyjechać na dwa dni - na sobotę i niedzielę. Nie było ławo opóścić dom na te
                              dwa dni i jechać taki kawał drogi. Udało się jednak i każdy dzień , który
                              przybliżał mnie do Olszyna był dla mnie wielkim przeżyciem, stresem i
                              myśleniem - jak będzie, co zobaczę, czy poznam ?
                              • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 11.05.06, 22:29
                                A oto te wspomnienia i medytacje przedwyjazdowe.
                                Olsztyn się bardzo zmienił i napewno go nie poznam, nie byłam w nim prawie
                                trzydzieści lat. Pewnie będzie to dla mnie szok, ale już się nie mogę doczekać
                                tego szoku.

                                Często coś ostatnio puszczają na krakowskiej stacji w radio - Wróćmy nad
                                jeziora - Cz.G. i nie dam rady tej piosenki słuchać spokojnie. Jestem myślami w
                                Olsztynie nad jeziorem i czuję , że ta piosenka jest skierowana do mnie. Tak ją
                                też odbieram, dlatego zgłaśniam ją na cały regulator.
                                Ciało w Krakowie dusza już w Olsztynie

                                Oto ta piosenka
                                Kiedy wrócą ptaki
                                Do mazurskich gniazd,
                                Ruszaj tam, gdzie już żeglarze
                                Płyną szlakiem gwiazd.

                                Wróćmy na jeziora,
                                Na wędrowny rejs;
                                Znajdziesz tam cel swojej drogi
                                Wśród szumiących drzew.

                                Białe żagle,
                                Szmaragdowa toń,
                                A przy tobie
                                Przyjaciela dłoń.

                                Wrócisz tam z gitarą,
                                Gdzie ogniska blask.
                                Zostań tu, noc śpi w szuwarach,
                                Pieśni słucha las.

                                Wróćmy na jeziora,
                                Na samotny brzeg.
                                Zostań tu, gdzie las i woda,
                                Masztów cichy śpiew.

                                Białe żagle,
                                Które kryje mgła.
                                I nic nie mów,
                                Bo przygoda trwa.

                                Wróćmy na jeziora,
                                Gdy zapadnie mrok.
                                Znajdziesz tu swoją przygodę,
                                Wrócisz tu za rok.


                                • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 11.05.06, 22:34
                                  Uwaga, uwaga - pociąg pospieszny z Krakowa wjeżdża na tor trzeci przy peronie
                                  drugim. Proszę zachować ostrożność przy wjeździe pociągu i odsunąć się od
                                  torów.
                                  www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=57&idz=5076
                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 12.05.06, 21:46
                                    Tak to ten sam pociąg smile
                                    To jedziemy z pioseneczką
                                    schlesien.nwgw.de/m/l/Wrocmy_na_jeziora.mp3
                                    Hanys, dał link do tej piosenki i już na żywo możecie posłuchać - Wróćmy nad
                                    jeziora. Piękna piosenka Czerwonych Gitar i można powiedzieć wieczna.
                                    Dziękując Hanysowi , jeśli tylko macie ochotę włączcie głosniki i to jest to !

                                    Tak , droga do Olsztyna będzie pasjonująca, tymbardziej, że trzymam bilety w
                                    rękach. Samo ich kupno to duma serce rozpierała. Jak głośno się wymawia zdanie
                                    w okienku kasowym - poproszę bilet do Olsztyna ! Takie słowa to samo serce
                                    mówi, a ręce z wrażenia się trzęsą. 30 lat, po trzydziestu latach wymawiam
                                    słowo Olsztyn tak realnie i tak prawdziwie z nadzieją i wiarą.

                                    Już słyszę stukot pociągu i widzę okno przy którym siądę i będę tyle godzin
                                    patrzeć i patrzeć i połykać widoki, żadne czytanie - wspominanie
                                    jutro już środa !!!!!!

                                    A tu nagle ukazał się wiersz ...... każdemu życzę tak wspaniałych ludzi jakich
                                    poznałam i których się nigdy nie zapomni.

                                    "Zobaczysz , będzie jak pragniesz,
                                    słoneczko, wietrzyk i czyste przedziały
                                    Konduktor miły, papier w WC,
                                    kawunia, muzyczka - tłok mały
                                    a jak tłok - to rusza
                                    ta "ciuchcia" powoli,
                                    już koła po torach turlają,
                                    gdziesz szumi już w uszach,
                                    świst pędu powietrza,
                                    a iskry gdzieś w górze śmigają.
                                    Pantograf to szumi, po żółtych przewodach
                                    Gdzie prąd elektryczek tak płynie
                                    To on nam pozwala tak szybko wędrować
                                    Z Krakowa do grodu przy Łynie.
                                    I śmiga za oknem widoczek przemiły
                                    te lasy, te miasta, to pole
                                    Obrazy jak w kinie szybciutko migają
                                    - ale ja tutaj pier..., to znaczy gadam głupoty
                                    Mówiąc króciutko - do soboty!!!!!

                                    Przyznacie , że robi wrażenie. Krakowskie noce przed wyjazdem były nocami
                                    olsztyńskimi. Czy to sen czy jawa ?
                                    Na to pytanie odpowiem po zakończonej wyprawie i wcale nie wirtualnej
                                    cdnj
                                    • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 13.05.06, 20:49
                                      To wszystko przed Olsztynem
                                      Teraz po Olsztynie
                                      Pierwsze wrażenia , relacja na gorąco smile
                                      Pogoda w Olsztynie wspaniała, byłam na plaży i pływałam,
                                      jeżdziłam na rowerku wodnym, na sam środek jeziora - cudownie , cudownie i
                                      jeszcze raz cudownie.
                                      Na plaży byłam sama i rybacy - dużo by pisać.... , nogi mnie bolą od
                                      pedałowania rowerkiem i pływania ale to najprzyjemniejsze uczucie. Brama Wysoka
                                      na swoim miejscu, tramwaj też i jeszcze dodam, że byłam na Al. Przyjaciółł i
                                      szkołe oglądnełam - zrobione zdjęcia. Teraz po przespaniu się poszłam na
                                      Dąbrowszczaków i do słynnej naszej forumowej eNki, gdzie ma sie odbyć
                                      spotkanie. Wcale nie przespałam się, bo już mnie nosiło na miasto.
                                      • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 13.05.06, 20:50
                                        Drugie wrażenie tuż po powrocie do Krakowa.
                                        Już jestem po pracy i po trzech niewyspanych nocach. Dużo by opowiadać, od
                                        czego mam zacząć? To , że poszalałam na jeziorze, to już wspomniałam. Teraz
                                        odczuwam zakwaszenie mieśni od pedałowania na rowerku wodnym, ale warto było !
                                        O swoim domu rodzinnym w Olsztynie przy ul. Partyzantów 81 i rogiem
                                        ul.Samulowskiego 10 mogę powiedzieć tyle, że szukając swoich sąsiadów
                                        dowiedziałam się, że to ja jestem nastarszą mieszkanką , ponieważ aktualnie
                                        mieszkaniec tam najstarszy mieszka około 20 lat. Rotacja lokatorów tego domu
                                        była częsta.
                                        Kiedy wysiadłyśmy z pociągu na Dworcu jeszcze było dużo ludzi, ale kiedy
                                        wyszłyśmy na miasto i przeszliśmy z córką placem Bema, a póżniej Partyzantów
                                        córka powiedziała, że jest to miasto widmo.
                                        Mało ludzi, wręcz bezludzie. Z tej samotności , bo tak się poczułam wziełyśmy
                                        taxi i kazaliśmy się zawieść do jakiegoś hotelu, a póżniej na plażę miejską, a
                                        tam również byłyśmy same, jedynie rybak siedział sobie na molo.
                                        A była to godzina 10.00 i spodziewałam się na plaży tłumów jak to dawniej
                                        bywało, ale i jezioro Krzywe okazało się widmem. Pusto wszędzie , głucho
                                        wszędzie. A plaża się zmieniła, chociaż się nie zmieniła. Stanowisko kasowe
                                        było tylko że nowoczesne z kasą fiskalną. Miałam i czułam wielką przyjemność w
                                        kupowaniu niby biletu, chociaż otrzymałam paragon
                                        identyczny jaki daję swoim klientom, czyli paragon fiskalny. Rozejrzałam się po
                                        plaży i widzę czystość oraz zadbany teren. Zobaczyłam również na starym miejscu
                                        wypożyczalnię sprzętu wodnego. I tu byłam zaskoczona - rowery wodne , jeszcze
                                        takie jakie pamiętam , stare ciężkie klonkiery. Jak tylko je zobaczyłam kamień
                                        spadł mi z serca i odczułam ulgę, że jestem na właściwym miejscu. Pobiegłam do
                                        pana, który miał pieczę nad sprzętem i jak zobaczył moją ochotę i chęci na
                                        rowerek, bez przeszkód mi wypożyczył, był to tak grzeczny człowiek, że bez
                                        zbędnych formalności oddał rower w moje władanie. Ubrał ,mnie w najładniejszy
                                        kapok , poinstrułował i jazda, a może i nawet był odlot w krainę marzeń.
                                        Żebyście chociaż poczuli to co ja przeżywałam - wy myślicie, że jestem
                                        zakręcona , życzę każdemu być tak zakręconym. Kręciłam tym rowerkiem i
                                        kręciłam, żeby jak najszybciej być na środku jeziora.
                                        Jeżeli jest ktoś, kto pływał na takich rowerkach to musi wiedzieć, że to nie
                                        lada wyczyn samemu zmagać się z tą maszyną i wodą.
                                        • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 13.05.06, 20:51
                                          Słuchajcie upatrzyłam sobie swoją trasę - będzie to olsztyńska trasa pątnika,
                                          muszę was tam kiedyś zabrać w głąb jeziora na tych wspaniałych maszynach. Żeby
                                          komuś nie przyszło do głowy wyrzucać te muzealne obiekty pływające, żaden
                                          nowoczasna maszyna nie zastąpi traktora pływającego pamiętającego jeżdzące
                                          tramwaje olsztyńskie. Ten środek jeziora mnie oczarował, to jest właśnie moje
                                          magiczne miejsce, tam naprawdę człowiek czuje się wolny otoczony taflą jeziora
                                          i wspaniałymi jeziorami i ta cisza i chlup wody jak łyk dobrego piwa w eNce.
                                          Muszę przyznać , że dziwię się Olsztyniakom, że jeżdzą w inne rejony jezior -
                                          mogłabym im powiedzieć cudze chwalicie swego nie znacie.
                                          Prosze sie nie obrażać, bo nie było moją intencją obrażanie tylko docenienie
                                          uroku i magii tego jeziora.
                                          Teraz wiem , że muszę wrócić do swojej trasy (i wróciłam w następnym roku) -
                                          jest to męcząca trasa fizycznie
                                          ale przyjemna, można objechać cały brzeg jeziora, taką trasę sobie upatrzyłam i
                                          bardzo będę teraz o niej marzyć przy każdym słonecznym dniu. Trasa pątnika to
                                          połączenie wolności, duszy , magii, uroku i historii zarówno ludzi jak i miasta.
                                          Całkowita harmonia miasta Olsztyna z naturą. Nie wiem co dalej będzie się
                                          działo ze mną ale z każdą godziną zaczynam tęsknieć odnowa. Dociera do mnie
                                          pomalutku, że ja tam byłam i to wszystko widziałam i przeżywałam. Już nie żyję
                                          tylko starymi wspomnieniami ale mam już nowe wspomnienia i marzenia.
                                          cdnj
                                          ( od tej jazdy rowerkiem wodnym dostałam zakwaszenie mięśni , ktore leczyłam w
                                          Krakowie, ale nikt nie chciał wierzyć , że zakwaszenie powstało z wyczynów
                                          fizycznych w Olsztynie. Gdzie Rzym , a gdzie Krym mówili. Ból mięśni sprawiał
                                          na skutek wspomnień wielką radość. To był strasznie miły ból, zachwycający.)
                                          • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 13.05.06, 21:39
                                            Teraz olsztyniacy rzeczywiście szukają dalszych jezior - wsiadają w samochody i
                                            całymi sznurami jadą a to nad jezioro Pluszne, a to nad Gim, albo chociaż nad
                                            Wulpińskie. Każdy szuka swojej ulubionej plaży.
                                            • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 13.05.06, 21:53
                                              Tak się porozłazili , że cięzko im będzie wrócić na swoje stare śmieci. A
                                              wystarczyłoby tylko włozyć duszę i dawną jej historię , a nie unowocześniać w
                                              butki z soczkami i grillem. Musi być tawerna, musza być kwiaty i rośliny
                                              ozdobne i mnóstwo róznych zjeźdzalni a nie tylko jedna. No i sławny brodzik z
                                              zamkami i hustawkami wodnymi i nawet może być fontana z Jadźwingiem. wink
                                              • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 14.05.06, 20:27
                                                Kobieta pod Arkadami na Starówce sprzedawała w słoiku grzyby i jak je ujrzałam
                                                to pomyślałam, że to z olsztyńskich lasów i bez opamiętania kupiłam. Kurki
                                                razem z igliwem smakowały jak za dawnych lat, ich smak wcale się nie zmienił.
                                                Niech takich sprzedawców pod Arkadami będzie jak najwięcej, oni wnoszą do
                                                Olsztyna zapach, smak i urok Warmii.
                                                A teraz coś z pociągu !!!!, może widok ?
                                                • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 14.05.06, 20:30
                                                  Teraz jak wyglądał wschód słońca widziany z okien pociągu, który mimo
                                                  zapowiadjącej deszczowej pogody dany był mi oglądać. Była to jazda nocna
                                                  pociągiem relacja Kraków-Olsztyn.
                                                  Nocne widoki nie były ciekawe, ciemność i światełka , tyle z niego pamiętam, a
                                                  ranek okazał sie łaskawy dla Warmii, wyszło słońce i oglądałam wschód. Słońce
                                                  wychodziło z pod równin pól i cieszyło mój wzrok.
                                                  Więc tak ,jak już wyszło w całości to chowało sie za lasy i bawiło sie ze mną w
                                                  chowanego. Okazało sie ,że niektóre lasy były rzadkie i moje słoneczko
                                                  przebłyskiwało przez nie. Ciekawy widok, kiedy zza konarów i pni drzew
                                                  przebłyskiwało. Raz się chowało, a raz świeciło z poza konar drzew. Co za
                                                  widok, tylko może być oglądany na żywo. Jakby sie cieszyło , że jestem już na
                                                  ziemi warmińskiej. Łzy w oczach i moich i słoneczka.
                                                  Siedziałam i zasłaniałam ręką twarz, by nikt nie widział tych wzruszeń.
                                                  Kiedy słońce było już wyżej, zjawisko się zmieniło powstała lekka mgiełka
                                                  wyglądająca jak obłoki chmur, tyle tylko , że znajdowały się na ziemi.
                                                  A teraz najpiękniejsze zjawisko jakie widziałam, to leśne tęcze, które w tej
                                                  obłocznej mgiełce powstawały. Mgła leśna oświetlana przez słońce - to właśnie
                                                  było najciekawsze i najpiękniejsze, powstawały delikatne kolory tęczy, które
                                                  zdawały się mówić - jesteś po drugiej stronie tęczy jak śpiewała znakomita Mira
                                                  Kubasińska. A tu inny kawałek Breakautu .
                                                  schlesien.nwgw.de/m/15%20Breakout_Rzeka_Dziecinstwa.mp3

                                                  Trzeba przyznać, że urok jazdy pociągiem i widoku z okien jest wspaniały.
                                                  Martwiłam się, że będzie deszczowa i pochmurna pogoda i że ona właśnie popsuje
                                                  mi widoki, ale pogoda okazała się dla mnie łaskawa w ten cudowny ,pierwszy
                                                  najważniejszy dzień w życiu, dzień wjazdu na swoją ziemię. I co mi tam , ze
                                                  rodzice byli napływowi, tu zaczeło się moje życie. Tu wydałam pierwszy swój w
                                                  życiu krzyk. Ziemia warmińska zrobiła mi śliczną niespodziankę, dotrzymała
                                                  słoneczko do końca, dopiero drogę powrotną miałam już pochmurną i deszczową.
                                                  cdnj
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 14.05.06, 20:53
                                                    Z pociagu tak sie ich nie widzi, zresztą przy wjeździe do Olsztyna nie
                                                    poznawałam go. Dworce na Wamii są urocze, wspaniałe, jeszcZe takie z cegły
                                                    czerwone , umiejscowione w lesie tak jak : Jabłonki.
                                                    Krótko powiem , bo pewnie będzie jeszcze o uroczych stacjach kolejowych Warmmi -
                                                    nie widziałam pieknieszych stacyjek jak własnie na Warmii. To sa następne
                                                    uroki tej ziemi i nastepne rodzynki Warmii, które robią się teraz bardziej
                                                    zaniedbane.
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 15.05.06, 21:45
                                                    Mimo wielu kłopotów zamieszcze swoje wspomnienia, bo tu jest najwłasciwsze
                                                    miejsce.

                                                    Pierwsze kroki jakie zrobiłam to prosto poszłam do swojego domu ul.
                                                    Samulowskiego 10. Szłam na wyczucie, za sercem wypełnionym wspomnieniami i
                                                    znalazłam , jest , stoi, taki seledynowy domek z drewnianymi starymi i
                                                    zaniedbanymi oknami. Spojrzenie w okna i .... okazało się, że mój rodzinny dom
                                                    w Olsztynie już nie jest tak sentymentalny jak go widziałam we wspomnieniach.
                                                    Jest zwykłym domem, po remoncie, ze zwykłymi ludzmi, który po zobaczeniu go na
                                                    żywo nie odegrał większego znaczenia, czar prysnął w jednym momencie - był już
                                                    obcym domem. Zawsze myślałam, że jak tam pojadę i go ujrzę to się rozpłaczę,
                                                    przypłyną stare wspomnienia.
                                                    A tu nic, ujrzałam , zobaczyłam i zrozumiałam , że dom stał się murami, ktoremu
                                                    obojętnie kto mieszka , kto mieszkał - że to skała bez czucia, bez emocji, z
                                                    ktorej wypłyneło dawne życie, tak jak i podwórko, które teraz cicho sobie żyje -
                                                    nie jak dawniej , pełne komórek lokatorów , ktorzy trzymali sobie narzędzia,
                                                    rowery, drewna i inne tajemnice wyrobów 'złotych rączek', brak też ławeczki na
                                                    której wysiadywali sąsiedzi tocząc opowieści o życiu. A wokoło nie ma karetek
                                                    pogotowia, nie ma też okien danego magazynu do którego strzelało sie z procy,
                                                    no i nie ma Dworca Autobusowego, za to piękne, bardzo piękne bloki i bardzo
                                                    zadbane, przy których moj domek to skansenik i napewno nie cieszy wzroku
                                                    lokatorów tych ślicznych domów nowo wybudowanych. Oby tylko nie wpadli na
                                                    pomysł wyburzenia go. To jest ten domek :
                                                    Oto ten seledynowy domek:
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=94&idz=5706
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=94&idz=5707
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=5&ido=94&idz=5708
                                                    Stanełam pod swoim domem, obeszłam całe podwórko i nie znalazłam nic swojego,
                                                    wszystko było takie obce. Spotkałam lokatora i pytam się go - panie, kto w tym
                                                    domu jest najstarszy, kto tu najdłużej mieszka ? Mieszkałam tu przez 20 lat,
                                                    znajdę sąsiadkę lub sąsiada z tych czasów ?
                                                    A uprzejmy pan odpowiada - pani jest najstarsza, a nastrszy lokator, który
                                                    mieszka, to mieszka najwyżej od 20 lat. I tak nić i więź z rodzinnym domem
                                                    została przerwana. Muszę przyznać, że dzięki tej wizycie moja tęsknota sie
                                                    uspokoiła, nie jest już taka wariacka.
                                                    Nie ma mojej bandy podwórkowej, nie ma ludzi, a jak nie ma ludzi to mój
                                                    rodzinny dom umarł, zostały gołe mury, które już tak na mnie nie działają jak
                                                    przez tyle lat w mojej wyobrażni. Ale bardzo sie cieszę , że byłam, że
                                                    zobaczyłam - teraz wiem, że nie ma co wracać do wspomnień i nimi żyć - dzień
                                                    dzisiejszy się liczy i jutrzejszy, a wspomnienia wrzucić głeboko do serca i je
                                                    pieścić aż do końca swoich dni.

                                                    Większe wrażenie wywarła na mnie eNka przy ul.Dąbrowszczaków niż domek
                                                    rodzinny . Nie wiem dlaczego tak sie stało ? Może dlatego , że eNka żyła
                                                    ludźmi, że dzieki eNce przyjechałam, dużo by przy tym temacie można napisać,
                                                    ale to już są wspomnienia również głęboko umieszczone w sercu. Może dlatego, że
                                                    już wysiadając na Dworcu Głównym w Olsztynie, czułam sie jakbym była w
                                                    Olsztynie pierwszy raz. Połączenie dworców i Ma Donalda sprawił, że dawny
                                                    Olsztyn jest już inny i ten dawny czar Dworca Główniego również prysł, a ta
                                                    nowa budowla Dworca to pudełeczko zapałek w większym rozmiarze - wolę już
                                                    oglądać małe stacyjki kolejowe.
                                                    cdnj
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 17.05.06, 22:16
                                                    Teraz wizyta w eNce na Dąbrowszczaków, pubie, ktorym żylismy wspólnie na Forum
                                                    i to jest temat rzeka, piękna rzeka jak Łyna w Olsztynie.
                                                    Pierwsze wrażenie eNki nie było dobre. Kiedy zaszłyśmy z córką piechotką pod
                                                    samą eNkę, to córka mówi:
                                                    - Mamo wziełaś dres na imprezę ?
                                                    - A dlaczego miałam wziąść dres- mówię.
                                                    A ona , przecież widzisz co to jest. Faktycznie byłam zaszokowana, na murach
                                                    odpowiednie rysunki. Myślę sobie - Boże, w jakie towarzystwo wpadłam na tym
                                                    internecie, jaki obciach, a ja tu strój wieczorowy wiozę wink

                                                    ENka była zamknięta i pusto wszedzie, więc wziełyśmy taxi i pojechałyśmy szukać
                                                    noclegu. Niedaleko się zakotwiczyliśmy, bo w Hotelu Warmińskim (super) więc
                                                    kiedy córka spała zmeczona po podróży ja się wybrałam na zbadanie tego
                                                    tajemniczego pubu. Mury i rysunki to nie wszystko, myślę sobie. Już był
                                                    otwarty, weszłam do środka i tu oczarowanie.
                                                    Wnętrze jest cudowne, ciepłe, mający swój urok. Klatka schodowa drewniana i
                                                    podasze niczego sobie. Wszystko takie orginalne, stropy, które są dekoracją
                                                    wnętrza, kominek dający klimat , tradycyjne stoły drewniane i ławy. W rogu sali
                                                    mały zgrabny barek. Jest też sala bilardowa. Wszystko to daje swoisty
                                                    urok i może przez to człowiek nie może być tam sztywny.
                                                    Przebywając tam dłużej otacza człowieka atmosfera luzu i choćby się było
                                                    prezydentem czy królem ,nie jest się w stanie utrzymać sztuczności i
                                                    dyplomatyczności.
                                                    Wróćmy jednak do tematu, więc eNka z zewnątrz jest inna. Patrząc z zewnątrz to
                                                    zastanawiałam sie czy wogóle wejść do niej , to tak jak ludzie , którzy widzą
                                                    fanów metalu zastanawiają się - co to za ludzie i unikają z nimi kontaktów.
                                                    Traktują ich jako coś gorszego , a nie patrzą do wnętrza człowieka.
                                                    Stąd też porównanie eNki do muzyki metalowej.
                                                    Ponoć zmieniła już swój chrakter smile
                                                    www.enka.pl/?page=gdzie
                                                    strona Enki

                                                    Polecam też eNkę wszystkim tym co obracają się w górnych sferach, niech kiedyś
                                                    wejdą i poczują tego blusa, którego nie znajdą w oliwkach i krewetkach i innych
                                                    napojach z gwiazdkami niby w lepszych lokalach.
                                                    Pewien blus jest w każdym z nas.
                                                    Jutro zaprowadzę Was na Al. Przyjaciół.
                                                  • gajowy555 Re: Łolstyn - moje mniasto 18.05.06, 10:10
                                                    Jek am musioł swoje ołto na warstacie łostozić, tom zaczął piechty chodzić po
                                                    Łolstynie. I spraziedliwie Wom poziem, co zza szyb ołta tygo nie łobacysz, jek
                                                    psiankny je Łolstyn ło poranku. Po Starym Mnieście am chodziół, zamek, Łyna,
                                                    wszystka kościoły łobaczył w porannym słóńcu, Dom Gazety, Stary Ratusz i nowy,
                                                    kamienice na Targu Rybnym, Dąbrowszczaków, Partyzantów, Kopernika, wiadukt przy
                                                    dworcu i moje łukochane Zatorze.
                                                    Tlo w łeb sia palnąc, com aparatu ze sobó nie wzion i fotek nie zrobziół.
                                                    I tak sobzie godom, co na drugi roz bez tygo nie łoddo, coby Woma tych łobrozków
                                                    nie pokozać ...
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 18.05.06, 21:25
                                                    No nie godajcie Gajowy co dla Woju Zatorze je łukochane! Zatorze je moje
                                                    łukochane - am mnieszkała na Zatorzu całe dzieciństwo, i do szkoły tam
                                                    chodziłam, do 13. Na długiej przerwie biegaliśmy do piekarni na Żeromskiego po
                                                    ćwiartkę gorącego chleba za złotówkę. Piekarz to niejeden raz sia jadoził, bo
                                                    musiał te chleby kroić i nasze złotówki zbierać, a reszta klientów łuciekała ze
                                                    sklepu smile Albo biegliśmy do warzywniaka obok szkoły po ogórki z beczki i
                                                    oranżadę z kapslem na druciku. Fejn tam noma buło, dzieciukom na Zatorzu.
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 18.05.06, 21:38
                                                    Mnieszkali no nie zaboczyli bo Zatorze to sie jak klajstrem do serca przylepi.
                                                    Zaraz po wojnie do zrujnowanego Olsztyna przyjechali też przesiedleńcy z
                                                    jeszcze bardziej zrujnowanej Warszawy. I szukali jakiegoś podobieństwa do
                                                    swojego miasta. Jak szli na Zatorze mostem nad torami to mówili, że idą na
                                                    Pragę smile))
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 18.05.06, 21:53
                                                    Chyba się nie dziwisz Tralala, czasy to były cięzkie, kazdy szukał swojego
                                                    miejsca. Ciekawe jek sia tam znalazł Gajowy ? smile

                                                    Temat Al. Przyjaciół w Olsztynie i szkoły jest dla mnie tematem znanym i
                                                    nieznanymn. Temat forumowy do dziś wątek istnieje i na szczęscie ma sie dobrze.
                                                    Miałam w planie ten rejon Olsztyna zwiedzić w drugi dzień pobytu, ale nie
                                                    wytrzymałam, zajechałam taxi w drodze na plażę miejską.
                                                    Ciężko mi opisywać ta trasę ale opiszę , chyba tylko tak dla humoru, jechałam
                                                    przez most, wjechałam w śkośną ulicę i już była Al.Przyjaciół, a wzdłuż tej
                                                    Aleji jednorodzinne domki.
                                                    Byłam tam pierwszy raz, nigdy w tamte rejony się nie zapuszczałam, ale wywarło
                                                    na mnie wrażenie.
                                                    Po pierwsze czułam się dumna, że znajduję się w miejscu świętym dla szkoły.
                                                    Po drugie pomyślałam, że oto jestem w tym miejscu. I nie wiecie jakie to
                                                    uczucie, czuć , że się jest zaproszonym w to miejsce. Więc wysiadłam z taxi ,
                                                    pochodziłam, pooglądałam i szukałam czegoś, na czym możnabyłoby sie skupić by
                                                    póżniej poopowiadać.
                                                    Ale Aleja Przyjaciół okazała się aleją faktycznie przyjacielską, wszystkie domy
                                                    tak po jednej i drugiej stronie okazały się podobne, nie wyróżniają sie tak od
                                                    siebie, wszystkie żyją w harmonii.
                                                    Weszłam na podwórko domku 34, była głucha cisza, nikogo na zewnątrz i widzę
                                                    widok tego kwiecistego podwórka.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=137

                                                    Tuż u podnóża ogródka jezioro, jezioro Długie, tak blisko, na wyciągnięcie
                                                    ręki. Zrobiłam zdjęcie. To naprawdę zaskakujące by tak blisko jeziora mieszkać.
                                                    To aż niemożliwe by mieszkać u stóp jeziora, móc się kąpać o każdej porze dnia.
                                                    Nie zauważyłam , czy po stronie nieparzystej też jest jezioro ?
                                                    Dojechałyśmy do szkoły, trudno jej nie poznać, okaz w okolicy. Niestety była
                                                    zamknięta, więc jej pstryk zrobiłam, poszłam od tyłu i zobaczyłam na
                                                    wzniesieniu boisko, odświeżone i odmalowane. Nie było z kim rozmawiać, jedyna
                                                    osoba jaka się znajdowała była w stanie leżącym i coś do siebie mówiącym.
                                                    Trochę sie tej osoby bałam, więc długo nie zabawiłam z tyłu szkoły. Chyba obok
                                                    jest biblioteka. Dalej jak gdyby pod arkadami jest apteka gdzie zrobiłam
                                                    zakupy, a jeszcze dalej w takim domku sklep spożywczy do którego właśnie pan
                                                    wnosił towar i był bardzo zajęty, by ze mną porozmawiać, a ja z kolej bardzo
                                                    sie śpieszyłam bo taksówkarz który nas wiózł był postępowaniem moim zdziwiony
                                                    wielce. No o taksówkarzu to może opowiem, bo jak sie okazało to ja go musiałam
                                                    kierować na plaże miejską , bo on nie wiedział gdzie jest ? Naprawdę, to też
                                                    był szok. Mówię mu - tam gdzie patelnia , a on nie rozumie - ślypsia łotworzył
                                                    i zyrka na ma w szpiglu ofta.
                                                    To naprawdę było szybkie tempo zwidzania, nie tak to sobie wyobrażałam,
                                                    chciałam spacerować, chciałabym aby ktoś mi opowiadał dzieje Aleji Przyjaciół,
                                                    Rybaków, pięknej Al. Róż. Chciałabym wejść do szkoły cichaczem.
                                                    Chciałabym..
                                                    Ale jestem szczęśliwa z tego co zobaczyłam, bo wiecie , ja do Olsztyna tak
                                                    prędko nie przyjadę (udalo mi się przyjechać w następnym roku), to był ósmy cud
                                                    świata , że mi sie udało. Niecałe dwa dni spędzić w bardzo ekspresowym tempie.
                                                    No a jutro ło szubienicach - jedynego mojego azymutu olsztyńskiego.


                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 19:54
                                                    Z tymi szubienicami to miałam pełne zaskoczenie, ja o nich całkowicie
                                                    zapomniałam, nawet nie kojarzyłam ich sobie i kiedy znalazłam się w tym
                                                    miejscu, to tak myślę skąd znam ten plac, skąd ja go znam i eureka kiedy sobie
                                                    skojarzyłam to miejsce to dla mnie było miejscem świętym w tym momencie.
                                                    Coś z Anny K. " poddając się nastrojowi czułam w całym swoim jestestwie rosnący
                                                    napór szczęścia " - chodzi o to właśnie miejce , które miałam przed oczami, coś
                                                    kojarzyłam i tylko nie mogłam sobie przypomnieć.
                                                    Wiecie, w którym miejscu Olsztyna poczułam , że oto jestem, że to jest miejsce
                                                    pamiętne i dotarło dopiero do mnie , że to jest Olsztyn i w nim się znajduję.
                                                    To jest Olsztyn !
                                                    Kiedy ujrzałam pomniki szubienic i ten plac, gdzie się nic nie zmieniło, to
                                                    powróciły wspomnienia, defilad, pochodów i spacerów. To zadziałało bardzo na
                                                    mnie.
                                                    Oczywiście, ze wyszłam jak najwyżej i upamiętniłam się.
                                                    Ten plac został całkowicie taki jaki był, bez żadnych zmian, dzięki temu byłam
                                                    bardzo ucieszona i rozradowana, że znalazłam coś co nie zostało zmienione -
                                                    mały skansen wspomnień.
                                                    Jestem bardzo, bardzo zadowolona z tej wizyty, jestem myślami jeszcze w
                                                    Olsztynie i wcale nie zaspokoiło mej tęsknoty, chyba bardziej pobudziło. Nie
                                                    mogę sie skupić na wielu innych problemach mając w myślach to tak cenne dla
                                                    mnie spotkanie z Olsztynem.
                                                    Pewnie uważacie, że dziwne to, że nie znalazłam wspomnień w domu rodzinnym, w
                                                    Wysokiej Bramie czy Starówce, a tylko w tym placu z szubienicami - dziękuję
                                                    Olsztynowi, że zostawił ten skansenik dla mnie, że zostawił skrawek
                                                    nietkniętego Olsztyna .

                                                    Widzicie,jest za co dziekować, bo te szunienice to prawie na każdych
                                                    pocztówkach z Olsztyna były. Po tym rozpoznawałam Olsztyn. Nawet nie wiedziałam
                                                    wcześniej , ze one nazywają sie szubienice i w ogole się tym nie interesowałam,
                                                    bo dla mnie to były one azymutem w mieście, nawet więcej symbolem miasta i sie
                                                    nie myliłam, bo jest symbolem wielkiej tragicznej historii.
                                                    Dodam , ze będąc powtórnie w Olsztynie złożyłam kwiaty na postumencie. Czy
                                                    zrobiłabym to dziś , kiedy mam tak rozległa wiedzę o tym pomiku - powiem Wam ,
                                                    ze tak, jako hołd Xaweremu Dunikowskiemu za tą wymowną rzeźbę.
                                                  • gajowy555 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 20:47
                                                    No jó, a toc na Zatorzu am dwadzieścia psianc lot mniyszkoł.
                                                    A kandy mym nie mnieszkali. Na Jagiellońskiej, Żeromskiego, Puszkina, Kossaka,
                                                    Tczewskiej...
                                                    A cołki cias na Zatorzu. Dopsiero potam pora lot na Jarotach, a teroz kole
                                                    Łolstyna, niedaleko.
                                                    Pamniantom "koński rynek", "Słodową", stadion Warmii, mecze rugby na OKS-ie i
                                                    wiela inkszych wspomnień sia przypomino.
                                                    No jó, ale to łuż curyk sie nie wróci...
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 21:02
                                                    A kandy mym nie mnieszkali. Na Jagiellońskiej, Żeromskiego, Puszkina, Kossaka,
                                                    Tczewskiej...

                                                    Na jednej z tych ulic to i ja mieszkałam. 'Słodową' pamietem ale do niej nie
                                                    chodziłam z oczywistych względów. Za to jak dziecko pracujących rodziców, z
                                                    kluczem na szyi, żywiłam się czasem w barze mlecznym Rodzynek (ciagle jest,
                                                    choć wystrój już nie taki jak z 'Misia'). A na Żeromskiego nadal jest
                                                    księgarnia, zupełnie nie zmieniona (i nawet pani, która w niej sprzedaje jest
                                                    ciągle taka sama, z wysokim kokiem na głowie), w której jako przedszkolak
                                                    kupowałam pierwsze bajki. Tylko sklep z zabawkami 'Jaś i Małgosia' zniknął z
                                                    ul. Wojska Polskiego. I park przy tej ulicy bardziej zaniedbany - kiedyś na
                                                    stawie była fontanna, jak jest teraz? O Stadionie Leśnym aż żal mówić sad A w
                                                    podstawówce zdarzało sie, że chodziliśmy tam na lekcje WF-u. Jeszcze była
                                                    bieżnia.
                                                  • gajowy555 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 21:10
                                                    No to masz fejn wspomnienia z dzieciństwa.
                                                    Ja dziecinstwo spędziłem gdzie indziej, a na Zatorze "wkroczyłem"
                                                    juz jako berbeć pełnoletni.
                                                    Ale to może i dobrze, bo smakowałem te klimaty jakby bardziej z rozmysłem,
                                                    bardziej dojrzale.
                                                    Wszystkie tematy, o których piszesz, ja codziennie oglądam, może nawet
                                                    przejeżdżając tylko objazdem, ale w sobotę na pewno na własnych nogach odwiedze
                                                    te czarowne miejsca...
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 21:30
                                                    Łobrazki bandó?
                                                    Znalazłam stronę mojej podstawówki i aż mnie zatkało.
                                                    www.sp13.olsztyn.pl/
                                                    Patrzjata - ja ten bal pamnientam jekby wczora buł. I ta Królowa Zima siuła
                                                    znajoma mi sia zidzi smile)) Eszcze musza jiej spytać co sia nie myla.
                                                    www.sp13.olsztyn.pl/aktualn/45lat/wspomnij/12.jpg
                                                  • gajowy555 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 21:42
                                                    No jó, toc 13-ka na Puszkina, kole mojygo domu je (jak am mnieszkoł na Puszkina).
                                                    Strónka fejn, gwołt łobrozków i inkszych ziadomości, moc cytanio.
                                                    A jo ty Królowy ni znom, bo jo nie do ty szkoły chodziuł.
                                                    Jek łutro bandzie fejn pogoda, to może i łobrozki bandó...
                                                  • gajowy555 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 21:46
                                                    No jó, ale tero to sia łodzitom z Woma. Rita po muzeach sobzie łazi i zwiydzo, a
                                                    noma wóntku nowygo nie założuła i nie ma jek do łoża lygnónc.
                                                    Trza bandzie na ślumbanku sia rozłożyć abo do wanny skoknónc.
                                                    To tedy aż drugi roz...
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - moje mniasto 19.05.06, 21:52
                                                    W historii szkoły napsisali: '12.10.1978 roku, z okazji 20 lecia istnienia
                                                    szkoły, odbyły się uroczystości rocznicowe. W tym dniu gościem szkoły była
                                                    nauczycielka, działaczka społeczno-oświatowa, wielka poetka Pani Maria Zientara
                                                    Malewska.' - a ja to spotkanie cołkem zaboczyła sad
                                                    Rita dzisiaj nie śpsi to i 'dobranocki' noma nie założyła.
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 21.05.06, 22:27
                                                    Ciekawie prazicie, a jo tu dalej ze wspomninkami z 2003 roku smile

                                                    W drugi dzień pobytu w Olsztynie. Umówiliśmy się o 11.00 pod Wysoką Bramą.
                                                    Zwiedziliśmy zamek, wyszliśmy na Basztę skąd podziwialiśmy widoki, robiliśmy
                                                    zdjęcia. Na dziedzińcu zamkowym odbywały się próby do koncertu Poezji
                                                    Śpiewanej, kręciło się dużo ludzi, a w jednej komnacie zamku było spotkanie
                                                    osobistości. Being mówił, że jest tam sam prezydent miasta p.Małkowski.
                                                    Korzystając z okazji zrobiłam zdjęcie, ale okazało się , że spotkanie było
                                                    zamknięte i zdjęć nie można robić. Mimo wszysko aparat uszedł cało.
                                                    Byliśmy niegrzeczną wycieczką. Co chwile panie z ochrony zwracały nam uwagę. Za
                                                    bardzo swobodnie chyba żeśmy się czuli. Zrobiliśmy zdjęcie na tle obrazu i tu
                                                    też się nam oberwało za pstryk. Już nas póżniej mieli na uwadze. Ale obrazy
                                                    były tam piękne. Na piętrze była wystawa współczesnej malarki i tam dłużej
                                                    zostaliśmy, gdyż każdy obraz zmuszał do myślenia i zgadywałyśmy, co autorka
                                                    chciała przekazać.
                                                    Tak więc zamek został przez nas zdobyty, póżniej udaliśmy się do knajpy na
                                                    jedzenie, a następnie spacer po zakamarkach Olsztyna. Chodziliśmy po parku,
                                                    gdzie w fontanie już leżały nasze groszówki, widocznie już działały skoro już
                                                    drugi raz w jednym dniu wróciłam do niej, szliśmy wzdłuż słynnej naszej Łyny.
                                                    Wszędzie cicho i spokojnie.
                                                    Punkt zborny był w eNce i o 16.00 Bpkw zabrał nas na prywatną wizytę tuż przed
                                                    moim odjazdem z Olsztyna.
                                                    Jeżdziliśmy po całym Olsztynie i mówiłam co poznaję, co nie. Z ogromną
                                                    ciekawością oglądałam Olsztyn po tylu latach. Są miejsca, które kojarzyłam, ale
                                                    i są miejsca , które wogóle nie kojarzyłam.
                                                    Dużo się mówiło na forum o Kortowie i wiecie w jakim byłam błędzie z tą nazwą,
                                                    ale jak mnie zawieziona na miejsce, to takiego błędu swojego nie widziałam.
                                                    Pełno kortów, pięknych kortów i to nad jeziorem i w centrum mieateczka
                                                    studenckiego. Byłam na tych kortach, właśnie był tam obóz pod patronatem PZT ,
                                                    ale co to za obóz - rekreacyjny i takie się tam odbywają. Nie są tam prowadzone
                                                    typowo szkoleniowe obozy. Bardziej szkoleniowe obozy prowadzą Budowlani.
                                                    Miasteczko studenckie jest super, jak się tam wjeżdza czuć klimat studencki,
                                                    jest to obiekt wysokiej klasy.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=137cdn
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 21.05.06, 22:31
                                                    Ogólnie to poznaję to miasto, pewnie , że dużo się zmieniło i nigdy nie będzie
                                                    takie jak z przed 30 lat, tak jak i ja się zmieniłam.
                                                    Ostatnie godziny mojej wizyty w Olsztynie upłynąły z rodziną Bpkw na kawie
                                                    oglądając telewizję.
                                                    Drogę powrotną miałam bardzo nerwową, a to przez to, że w faktach oglądanych w
                                                    tvn powiedzieli, że szukają zbrodniarza na Dworcu w Toruniu i pokazali zdjęcie
                                                    zbrodniarza i jego opis, a mnie się wydawało, a może i nie , że ten zbrodzniarz
                                                    właśnie siedzi w pociągu obok mnie i mimo zmęczenia, padania z sił, całą drogę
                                                    powrotną czuwałam, nie całą, wysiadł on w Inowrocławiu.
                                                    Trzeba przyznać, ze droga powrotna to droga horroru, bo tak mi się wydawało, że
                                                    siedzę koło ptencjalnego zbója. Przygotowywałam się psychicznie i fizycznie na
                                                    odpór ataku wrazie czego. Facet i to młody coś miał z głową, najpierw narzekał,
                                                    że miejsce które mu przypadło nie było odpowiednie, a póżniej zaczął rozmawiać
                                                    o zbrodni dokonanej w Toruniu z młodym obcym chłopakiem z innej wyczieczki.
                                                    Słuchałam tej opowieści jego i już żyłam w strachu, a , że zawsze ze sobą noszę
                                                    nóż wietnamski i doskonale nim rzucam, najważniejsze , że celnie to byłam
                                                    przygotowana na wszystko. Oczywiście, że ten nóż wiozłam do Olsztyna i z
                                                    powrotem. I właśnie w powrotnej drodze był moją ostoją. Musiałam go
                                                    delikatnie , bez jakichkolwiek podejrzeń wyciągnąć z plecaka i przełożyć do
                                                    podręcznej torebki. Po kamuflarskiej operacji spokojnie , trzymając rękę na
                                                    nożu mogłam śledzić jego dalsze kroki.
                                                    A atak swój zaczął potencjalny zbir od pytania:
                                                    - Czy mogę zaświecić światło , bo będę się uczył i zaświecił, wyciągnął dziwny
                                                    kajecik i czytał, prawie nic tam nie było napisane ale dość długo czytał.
                                                    Wszyscy chcieli spać, ale wszyscy mu ustępowali. Kiedy się znudził czytaniem
                                                    zgasił światło i wszczął z młodocianym obok rozmowę i znów na temat zbrodni.
                                                    Oj, jak ja wtenczas czuwałam, myśląc , tyle ludzi jedzie , a mnie przypadł taki
                                                    pasażer. Przyszedł czas na konduktora, sprawdzał bilety i znów myślę , może go
                                                    pozna i zawiadomi policję, ale niestety i tu wszystko było w porządku.
                                                    Dowiedziałam sie tylko, że ma przesiadkę w Inowrocławiu i jedzie do wojska.
                                                    Teraz zostało mi pilnować, by tylko tej stacji nie przegapił. On okazał sie być
                                                    lepszy ode mnie, jak tylko pociąg stanął, on odrazu skok do okna i głośno
                                                    debatuje jaka to stacja. Opowieści nie koniec, na domiar tego w jakiejś
                                                    miejscowości wsiadła wycieczka i tu muszę przyznać, rozwydrzonej młodzieży,
                                                    która pomyliła sobie wagony i zaczeła nagle otwierać i szrpać nerwowo drzwi i
                                                    wyrzucać nas śpiących z przedziału. Twierdzili. że oni mają miejscówki i musimy
                                                    im ustąpić i tu nastąpił nagły zwrot w działaniu potencjalnego zbira. Cały
                                                    przedział się skonsolidował i scalił, byliśmy już jedną rodziną nie dającą się
                                                    wykurzyć. Oczywiście prym prowadził nasz potencjalny zbój. Walczył zaciekle i
                                                    słownie o nas nawet dość kulturalnie. Podobała mi się ta walka. Zaimponował
                                                    nam, odrazu czułam się bezpieczniej. Teraz byliśmy jedną paczką i razem
                                                    czuwaliśmy by nie przeoczył swojego Inowrocławia. Kiedy już wysiadł , opadły
                                                    emocje i byłam całkowicie spokojna myśląc , że wszędzie dobrze ale najlepiej w
                                                    domu.
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - moje mniasto 23.05.06, 21:29
                                                    Mimo tak krótkiej wizyty, wrażeń miałam dużo. Przykład Hotelu Warmińskiego w
                                                    którym krótko też przebywałam, ale ten holel był pełen Niemców - turystów.
                                                    Byli to starsi ludzie, którzy przyjechali zwiedzać swoje dawne strony, coś
                                                    podobnie do mnie. Bardzo kulturalni ale głosni. Ich głos roznosił się po całym
                                                    holu, bardzo rozmowni. Jak byłam na śniadaniu to ciężko było coś przełnąć, co
                                                    chwilę wchodzący czy wychądzący witali nas i rozmawiali, niestety w
                                                    niezrozumiałym dla mnie języku.
                                                    Może myśleli, że jesteśmy z tej samej wycieczki.
                                                    I wogóle w korytarzu, w windzie ciągle słyszałam guten tag. W górach tak
                                                    turyści sie pozdrawiają , a że w Olsztynie też - tego nie wiedziałam.
                                                    Z Niemcami nie koniec, spotykałam sie z tymi znajomymi turystami też na
                                                    Starówce.
                                                    Miałam przyjść pod Wysoką Bramę o 11.00 ale byłam grubo wcześniej by jeszcze
                                                    raz oglądnąć z samego rana miasto widmo, bo ludzi jak na lekarstwo i co się
                                                    okazało, byłyśmy z córką na Starówce samiutkie, same kamieniczki i my,
                                                    siadłyśmy sobie pod parasolką przy zamkniętej knajpie przed Biblioteką i tak
                                                    siedzimy rozmawiamy, a tu idzie kto ? - moja znana hotelowa turystyczna
                                                    wycieczka, starszych Niemców. Mieliśmy już kogo obserwować, wtenczas już nas
                                                    nie znali, nie usłyszałam
                                                    słynnego guten tag, tylko oni byli bardzo zajęci obserwacją, oglądali nawet
                                                    drogę ułożoną z kamieni, dotykali je, wogóle byli bardzo zainteresowani
                                                    wszystkim. Rozumię ich, szli ścieżkami pokoleń.
                                                    Póżniej doszedł do nas już polski turysta i mówi;
                                                    - Czy może mi pani zrobić zdjęcie na tle tej Biblioteki, pierwszy raz jestem w
                                                    Olsztynie od 50 lat tak to dumnie mówił, że ośmieliłam mu sie powiedzieć:
                                                    - To musimy sobie podać rękę, bo ja jestem pierwszy raz od 30 lat uśmialiśmy
                                                    się, ale jakiś dziwny facet, bo jak odszedł to zauważyłam, że na niego czeka
                                                    jakaś kobieta - czy ona zdjęć nie umie robić, że musiał podejść do
                                                    nas ? Dziwne to było.
                                                    To chyba już koniec moich wspomnień i wrażeń z pierwszego po wielu latach
                                                    pobytu w Olsztynie.
                                                    Z jednej strony był to cud i ten cud dano mi oglądać w następnym roku. Na
                                                    kolejne eskapady w Olsztynie już jest coraz trudniej, sprawy domowe się
                                                    komplikują. Zresztą jak Wam opiszę w jaki sposób potajemnie dostałam się do
                                                    Olsztyna w następnym roku to można boki zwijać wink))
                                                    Acha
                                                    Zauważyłam, że w Olsztynie nie ma żebraków, oraz grajków jak w Krakowie . A
                                                    grajki bardzo dodają klimatu miastu.
                                                    Może już się to zmieniło.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=137
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wierszowisko 23.05.06, 21:44
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=7259841&v=2&s=0
                                                    A oto wspólny wiersz pisany na Forum Olsztyn
                                                    Naprawdę piękny

                                                    Wśród wielu różnych pięknych miast
                                                    to jedno wzbudza szybsze serca bicie
                                                    tu może płynie wolniej czas
                                                    i wolniej się rozbudza życi
                                                    Kurantów z wieży słychać głos
                                                    i Łyna cicho płynie
                                                    Komarów dźwięki oraz os
                                                    Gra olsztyniątko na pianinie
                                                    Zaułków tajemniczych stos
                                                    Rankiem porannych pełen ros
                                                    Mgła w zakamarkach ginie
                                                    I kroplą niknie w Łynie
                                                    A kajakarz sobie płynie
                                                    Marząc że płynie w winie
                                                    Za zdrowie Łyny pije
                                                    Niech żyje i się wije
                                                    I niech nigdy nie zgnije
                                                    Liść co na ziemię lekko opadł
                                                    Wsród kwiatów tworzy kolor miasta
                                                    Olsztyna kolorem są jego ludzie
                                                    I entuzjastów mała garstka
                                                    Co dbają o to by Olsztyn żył
                                                    (O! W końcu wers i o Olsztynie)
                                                    A nocą kiedy gwiezdny pył
                                                    Rozprasza mroki Ratuszowej
                                                    Księżyc często do niej wył
                                                    Gdy schylał nad nią swoją głowę
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wierszowisko 23.05.06, 21:45
                                                    II
                                                    Przyjacielu miasta, przybądź tu spiesznie
                                                    Czekają na Ciebie otwarte ramiona
                                                    Może i trafi się tu Tobie mąż
                                                    Może i trafić się piękna żona
                                                    A jeśli nie żona i nie mąż
                                                    To Wielka Brama czeka wciąż
                                                    A jak już znajdziesz drugą duszę
                                                    I na kobiercu staniesz z nią
                                                    To jak tradycja nowa (chyba?) każe
                                                    Przez wszystkie mosty przejedź wnet
                                                    A ukaże się wysoka wieża ratusza
                                                    która,zdaje się,swą iglicą chmury porusza.
                                                    Mimo , że słońce chciało się schować
                                                    Lecz się nie schowało
                                                    Z nami zostać chciało
                                                    Tak jest tu pięknie
                                                    Dusza w nas mięknie
                                                    Tak trwać
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wierszowisko 23.05.06, 21:48
                                                    III
                                                    W zamkowych murach legenda drzemie
                                                    A popłynęłaby z nurtem Łyny
                                                    Opowiedz proszę, jak olsztyńską ziemię
                                                    zasiliły te piękne dziewczyny
                                                    Jak wyrosły tak pięknie, chowane z mozołem
                                                    a krasne ich lica - tak znane na świecie
                                                    Nie jeden z tęsknoty już padał za stołem
                                                    wciąż myśląc o swojej kobiecie
                                                    Z Kościuszki, Zatorza, Dworcowej, Szrajbera
                                                    Warszawskiej, Bałtyckiej czy Linki
                                                    Na spacer w Jakubowie już panna się zbiera
                                                    By zbierać tam w lesie malinki
                                                    Czasem rumieniec na twarzy wykwita
                                                    Gdy słyszy chłopców docinki
                                                    To natura - tak to piękno nas wita
                                                    i cieszą się bardzo dziewczynki.
                                                    I wraca do domku dziewczynka z malinką
                                                    A mamuś tak dziwnie spogląda
                                                    A dziewcze skruszone z niewinną minką
                                                    wie, że coś tak dziś dziwnie wygląda
                                                    Alergia to mamuś od drzewek pylących
                                                    co kwitną na Wojska Polskiego
                                                    Oj curuś , oj curuś - Twych chuci palących
                                                    nie studzi już woda z Krzywego
                                                    Nie studzi już woda, nie studzą już Krzyki
                                                    Ty wciąż na Starym Mieście szlifujesz chodniki
                                                    Ty wciąż od Mostu Jana, pod Wysoką Bramą
                                                    A ona powiada: oj Mamo, oj Mamo
                                                    Gdy byłaś młoda, to samo czyniłaś
                                                    To na tańce "Pod Żagle", do kina "Grunwald" sobie chodziłaś
                                                    Lecz cóż "Grunwald" poległ, Żagle? już nikt w nie nie dmucha
                                                    Do starych zabytków zawitała kostucha
                                                    Lecz zachodzę w głowę - czy przyjdzie kiedyś nowe
                                                    Co odgrzebie w pamięci, podniesie ruiny
                                                    I my do starych, nie tylko nazw, też kiedyś wrócimy
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wierszowisko 23.05.06, 21:50
                                                    IV
                                                    Janie z Łajs, coś kamień przy rzece postawił
                                                    Gdzie też wykwitł Kościół Św.Jakuba Apostoła
                                                    Gdzie swój kunszt i myśli uczone Kopernik objawił
                                                    Wskrzeszmy dzieje Olsztyna, historia nas woła
                                                    Każdy kto w Olsztynie się zjawił
                                                    To piękno widział dookoła
                                                    Właśnie tutaj swe serce zostawił
                                                    A tej historii Polska jest korzeniem –
                                                    Gdziekolwiek jesteś, jakkolwiek nazywasz,
                                                    To zawsze Olsztyn bedzie twym imieniem,
                                                    Bo on pamięcią ojców ziemię skrywa.
                                                    Tu żyli wielcy i zwyczajni ludzie,
                                                    A każdy treść zostawił tu życia,
                                                    W Olsztynie Pięknym - spełnienia ułudzie,
                                                    Gdzie wciąż jest tyle miejsc do odkrycia.
                                                    Najlepiej spacerek przy letniej pogodzie
                                                    Gdy Olsztyn wtulony w zieleni
                                                    Zacznijmy od Zamku – on jedyny w grodzie,
                                                    Kopernika gwiazdą się mieni.
                                                    Komnata jak w wawelskim salonie
                                                    Swoją ciekawą historię ci powie.
                                                    Turyści patrzą i podziwiają
                                                    Basztę zamkową piekną i wysoką mają.
                                                    Rzuć grosik do studni, co na dziedzińcu zamkowym
                                                    Odpowiada echem spotkań z poezyją
                                                    Szczęście Ci przyniesie i zawsze tu wrócisz
                                                    Tu, gdzie ludzie za Twe zdrowie, szklaneczkę wypiją
                                                    Zagrają, zaśpiewają i Ty z nimi zanucisz
                                                    A potem oklaski, oklaski Ci oso wielkie biją.
                                                    Jam tylko oso, choć są też oso-bistości
                                                    Jam wierszokleta - oni jegomości
                                                    Lecz cóż bym zdziałał bez Waszej pomocy
                                                    sam bym wyglądał - jak wół do karocy
                                                    Bo bez Was - me myśli błądzą po ziemskim padole
                                                    nie są takie jasne, jak karty na stole
                                                    Lecz nie popełni dziewka żadnego mezaliansa
                                                    Gdy z dziką rozkoszą postawi mi pasjansa
                                                    Kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości
                                                    Cóż, gdy kogoś pcha do kart i ma takie żądze
                                                    Kto ma szczęście w kartach, ten ma miłość za pieniądze.
                                                    Miłość za pieniądze ?- to nie Olsztyn Piekny !
                                                    Jego niewykły urok i magia to czar przepiękny.

                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wierszowisko z oso1 23.05.06, 21:54
                                                    V
                                                    Przysiądz na dziedzińcu twierdzy Olsztyna
                                                    Wsłuchaj się w szepty,które niesie Łyna
                                                    A dostrzeżesz dyskretny urok grodu tego
                                                    Z wieku na wiek,z dnia na dzień piękniejszego
                                                    Popatrz na wszystko swoimi oczami
                                                    Potem je zamknij by błądzić myślami
                                                    O tym co było i o tym co będzie
                                                    I o tym jak pięknie w Olsztynie jest wszędzie
                                                    I czy nie mam racji
                                                    Gdy mówię zamknij oczy
                                                    Pogrąż się w kontemplacji
                                                    Nasz Olsztyn, prawda, że uroczy?
                                                    Drzewa, jeziora, grzyby i zioła
                                                    Które się na Warmii krzewicie
                                                    Zdrowe, zielone, wysokie dookoła
                                                    Słuchajcie mieszkańców wołań !
                                                    Olsztynie, gdy dostaniesz się w głupie ręce
                                                    Jak rządzą, zobaczysz najprędzej
                                                    Nikt tak jak oso Cię nie zrozumie wink
                                                    Choć każdy w krąg próbuje i usiłuje.
                                                    Kiedyś Odys powróci w ojczyste strony
                                                    I ujrzy olsztyńskie swe stare domy
                                                    Nie zburzą je historia ni plany zacne
                                                    Bo Odysa żywot nigdy nie zgaśnie.

                                                    Gdzieś się zagubił , ale już jest, nie może być wątku bez tak opisanej
                                                    piękności Olsztyna.

                                                    Jeszcze szukam wpisu o Zatorzu - wspomnienia z Zatorza Mobidycka

                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wspomnienie Mobi Dick 23.05.06, 22:07
                                                    rita 23.07.03, 22:55 zarchiwizowany


                                                    "Tramwaj (1) na plażę. Kto pamięta jego "mijanki", a w latach 50-tych "letnie"
                                                    przyczepy - można było wejść i wyjść z DOWOLNEJ strony, bo nie miały ścian !
                                                    Kto pamięta ciężkie problemy z podjazdem pod Grunwaldzką od mostu Jana.
                                                    Kto pamięta (BARDZO mało Kto !) czerwony, CIĘŻAROWY trolejbus (po prostu wielka
                                                    ciężarówka z elektrycznym silnikiem i odpowiednimi "pałąkami").
                                                    Woził węgiel z Lubelskiej do Gazowni. Jeszcze w latach 60-tych widziałem przy
                                                    składowisku węgla na Lubelskiej, w krytej hali do wyładunku węgla z wagonów na
                                                    samochody - "zagadkowe" przewody trolejbusowe na suficie. Jako chłopak, gdy
                                                    forsy zbrakło, rozładowywałem tam kilka razy wagon 24-tonowy za 104 zł. A może
                                                    hala i te przewody nadal tam są ?
                                                    Czy "nowi" Olsztyniacy wiedzą, że Ich "nowość" wychodzi jak szydło z worka, gdy
                                                    powiedzą "Osiedle Mazurskie" zamiast "Kolonia Mazurska" ?
                                                    Kto siadywał na skwerku na samym środku obecnego placu Bema ?
                                                    Kto chodził po DREWNIANYM BRUKU obok Dyrekcji DOKP (Panowie z Rejencji pewnie
                                                    nie lubili łoskotu stalowych obręczy kół po kamiennym bruku) ?
                                                    Kto zwalał kijem kasztany w alejce na Limanowskiego, tuż koło olbrzymiej kuźni,
                                                    zanim kuźnię zastąpił pierwszy sklep samoobsługowy ?
                                                    Kto kupował (z Mamą) osełkę masła na "koniu" ?
                                                    Kto widywał okropną niezgodę wokół baru Zgoda ?
                                                    Kto rozglądał się na Zatorzu, aby nie dostać wpiernicz od bandy Artka ?
                                                    Widywałem kilkanaście lat temu spokojnego Człowieka w kościele.
                                                    Kto oglądał filmy na ścianie, stojąc naprzeciw ratusza "na przyszłych
                                                    fundamentach" okrąglaka - albo w innych naszych letnich kinach ?
                                                    Komu przeszkadzał w oglądaniu filmu słup stojący W ŚRODKU sali "Dworcowego"
                                                    (tego w bryle starego dworca !) ?
                                                    Kto podkradał PGR-owskie słoneczniki tam, gdzie stoi OZOS (chrzanię skradzioną
                                                    Poznaniowi nazwę STOMIL, co to za przebieg - tylko 100 mil ?)
                                                    Kto rozwalił sobie sanki na "Wilczej Górce", blisko przeciwnego do Zatorza
                                                    brzegu Łyny? To była dawna, ewidentna, mała skocznia narciarska. Z progu były
                                                    już tylko "rozmyte" resztki, ale wystarczyły do likwidacji sanek.
                                                    Kto pamięta pierwsze kąpiele w najpierw nagrzewającym się Kopytku (vel
                                                    Podkówka) ?
                                                    Kto, jak ja, do tej chwili wybaczyć nie potrafi likwidacji Karolka, swego
                                                    dzieciństwa ? Chyba wiecie, że nie chodzi mi o tow. Waltera !"


                                                    Przepraszam autora tekstu za cytowanie bez zezwolenia - ale to jest takie
                                                    piękne, że nie mogłam sie pochamować ,by nie pokazać to swoim przyjacielom
                                                    i to w Olsztynie Pięknym. Dziękuję za tak piękny tekst.

                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wspomnienie innych 23.05.06, 22:10
                                                    rita 24.07.03, 22:53 zarchiwizowany


                                                    No jak tam żyjecie po tych wspomnieniach, młodzież niech czyta, za czterdzieści
                                                    parę lat i ona będzie wspomninać.
                                                    A i wasze wspomnienia będą już inne, przeczytajcie więc to czego nie
                                                    znajdziecie w żadnej ksiązce jedynie w Olsztynie pięknym.
                                                    Dziś inny kwiatuszek wspomnień.
                                                    Miłej lektury

                                                    "Do Olsztyna przyjechałem, bo chciałem. Zostałem nieco przypadkiem. Chciałem po
                                                    skończonych studiach osiedlić się w małej miejscowości.
                                                    Pamiętam jak OLsztyn po 1989 zaczłą byc coraz bardziej kolorowy i jak
                                                    wypiękniała Starówka. KIedyś Łyna była brudna... teraz wygląda na czystszą.

                                                    Pamiętam kilka barów mlecznych (śmierdzących) i dworzec kolejowy w lepszym
                                                    stanie niż obecnie. Las Mieski jest tak samo piekny jak kiedyś. Tylko bardziej
                                                    przyjazny spacerowiczowi.

                                                    Ze względu na OLsztyńskie Lato Artystyczne wakacje staram się zaplanować... w
                                                    OLsztynie.

                                                    W pamięci pozostaja także koncerty organowe w katedrze i tajemnicza mistyka
                                                    tego miejsca. Pamiętam odbudowywane fragmenty muru (dlaczego nie więcej)."

                                                    autora tego tekstu również przpraszam, tak wakacyjnie wspominamy


                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wspomnienie 24.05.06, 22:35
                                                    W 2003 roku zobaczyłam znów w Olsztynie tramwaj.
                                                    Musze przyznać, że wywarło na mnie duże wrażenie ten czerwony tramwaj w
                                                    Olsztynie i jeszcze przy Wysokiej Bramie. Poleciałam cos sie więcej dowiedzieć
                                                    o Olsztynie. Już wiem , że największy rozwój i taki błyskawiczny był w latach
                                                    1870-1920. Nie będę mówiła, za czyjej władzy był taki wielki rozwój by nie
                                                    wywołać burzy.
                                                    W 1907 r. Olsztyn otrzymał tramwaj. Zawsze zastanawiałam się dlaczego był
                                                    czerwony, a nie jak w innych miastach zielony czy niebieski. Dużo pisałam na
                                                    forum o tramwaju olsztyńskim i widze , że nie tylko ja za nim tęskniłam i nie
                                                    tylko ja jestem tak zakrecona we wspomnieniach.
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - wspomnienie 25.05.06, 12:46
                                                    Żadnej burzy nie będzie. Tak naprawdę Olsztyn zmienił się z malutkiego
                                                    miasteczka w nowoczesne miasto i stolicę Warmii pod rządami dwóch burmistrzy, z
                                                    których jeden był Polakiem a drugi, dla równowagi Niemcem. Obaj wspaniale
                                                    zapisali się w dziejach Olsztyna. Żaden z nich, niestety, nie ma nawet swojej
                                                    ulicy w Olsztynie sad
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - wspomnienie 25.05.06, 12:47
                                                    Z Gazety Olsztyńskiej możemy dowiedzieć się, że:
                                                    Robert Zakrzewski Był ostatnim Polakiem sprawującym urząd burmistrza Olsztyna
                                                    przed II wojną światową. Zanim objął tę funkcję, pracował jako nauczyciel
                                                    języka polskiego. Nie trwało to długo, bo przedmiot ten wkrótce usunięto ze
                                                    szkół na Warmii. Funkcję burmistrza pełnił od 1865 roku. Zakrzewski przyczynił
                                                    się do rozwoju miasta, m.in. doprowadził do założenia węzła kolejowego, który
                                                    połączył Olsztyn z Czerwonką i Ostródą. 26 listopada 1872 roku, przy salwie
                                                    honorowej na Dworcu Głównym, przywitano pierwszy pociąg. Zakrzewski osobiście
                                                    przecinał wstęgę. Za jego rządów zbudowano też szpital olsztyński, którego
                                                    oficjalne otwarcie nastąpiło 15 października 1867 roku. Robert Zakrzewski
                                                    współpracował z działaczami polskiego ruchu politycznego w Prusach Wschodnich.
                                                    Miał poglądy liberalne. W 1873 roku otworzył pierwszą szkołę dla dzieci
                                                    wszystkich wyznań. Podczas kadencji burmistrza napotkał też poważne problemy. W
                                                    1866 roku w Olsztynie nastąpiło apogeum epidemii cholery. Zmarł wówczas co 20.
                                                    mieszkaniec Olsztyna. Burmistrz Zakrzewski osobiście kierował komisją
                                                    sanitarną. W 1875 roku Zakrzewski złożył urząd. Został do tego zmuszony, gdy
                                                    większość w Radzie Miasta zdobyło stronnictwo katolickie przeciwne jego
                                                    polityce.
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - wspomnienie 25.05.06, 12:48
                                                    Zastąpił go na urzędzie
                                                    "Oskar BelianBył burmistrzem w latach 1877-1908. Objął to stanowisko po
                                                    rezygnacji Roberta Zakrzewskiego. Przeszedł do historii jako "ojciec
                                                    nowoczesnego Olsztyna". W pierwszym roku kadencji Beliana w mieście otworzono
                                                    gimnazjum i sąd ziemski, dwa lata później sąd okręgowy i garnizon. W 1885 roku
                                                    otwarto Szpital Garnizonowy, a rok później Zakład Dla Obłąkanych w Kortowie. Od
                                                    1887 roku mieszkańcy mogli korzystać z usług Poczty Głównej, a pięć lat później
                                                    w mieście zainstalowano pierwsze telefony. W 1899 roku budynki mieszkalne
                                                    zostały podłączone do sieci gazowniczej oraz wodociągowej i kanalizacyjnej.
                                                    Osiem lat później doprowadzono do nich też energię elektryczną. Rozwijał się
                                                    też przemysł drzewny, który korzystał z praktycznie nieograniczonych zasobów
                                                    naturalnych i taniej siły roboczej. Z rządami Oskara Beliana wiążę się też
                                                    powstanie Gazety Olsztyńskiej. Pierwszy numer dziennika ukazał się 16 kwietnia
                                                    1886 roku".
                                                    O tych i innych burmistrzach Olsztyna mozna poczytać w bardzo ciekawym artykule
                                                    Gazety Olsztyńskiej
                                                    www.wm.pl/Index.php?ct=olsztyn&sct=olsztyn&id=460074
                                                  • tralala33 Re: Łolstyn - wspomnienie 25.05.06, 13:27
                                                    Ciekawy ten artykuł, tylko nie wiem, czy uda nam się jeszcze wiecej odszukać
                                                    informacji o burmistrzach. Mozna sprobować - a ja nie mogę przeboleć, że w
                                                    Olsztynie nie znalazły się ulice dla tych dwóch burmistrzów. Może obecny boi
                                                    się porównań wink
                                                    W dodatku obelisk Beliana zdemontowano a nagrobek znikł pod garażami. Wstyd.
                                                  • rita100 Re: Łolstyn - wspomnienie 25.05.06, 13:33
                                                    Warto załozyć wątek o burmistrzach , zeby nasi dzisiejsi burmistrze widzieli
                                                    jak poprzednicy pracowali. Napewno coś więcej poszperamy o nich.
                                                    A tu jeszcze będzie wiel wspomnień - sami zobaczycie jak przeciętny człowiek
                                                    może opowiadac o Olsztynie i wspominac go.
                                                    To uciekam do pracy
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 29.05.06, 22:27
                                                    Udało mi się , udało się odwiedzić Olsztyn po raz drugi w następnym roku tj.
                                                    2004. I to całkiem normalnie, zamiast do Kołobrzegu pociąg zawiózł mnie i moją
                                                    kuzynkę do Olsztyna. Nie mogło być inaczej. Cztery dni w Olsztynie a dwa dni w
                                                    Kołobrzegu. Wspaniały urlop i wspaniała pełna przygód wyprawa do Olsztyna i
                                                    znów zaczynamy od Krakowa i zakupu biletu.
                                                    Jak zwykle nerwy, bunt żoładka, a noce były dniami, spsik nie chciał
                                                    przychodzić.
                                                    Wieczorkiem jedziemy z kuzynką po bilety, by mieć pewność , ze dojedziemy
                                                    wygodnie siedząc z miejcówkami w rękach.
                                                    A w skrócie uprzedzę opowiadanie, ze tym razem Olsztyn był inny, nie było już
                                                    tramwaju pod Wysoką Brama, jakiś domek drewniany stał, widziałam naocznie jak
                                                    młodzi chłopacy kradli w sklepie na Starówce, kradli przy mnie, a ja nic, nic
                                                    nie mogłam zrobić, bałam się, odeszłam na bok, by przy okazji mnie nie okradli,
                                                    a jak oni robili to sprytnie ho, ho. Bałam sie wejść do lasu nad j. Długim , bo
                                                    napotkałam dziwnego rowerzystę , a taksówkarz bał się nas zwieźć do lasu, bo
                                                    również sie bał o siebie i tak koło się zamyka, bałam się kwiaty złożyć przy
                                                    szubienicach , by mnie ktoś nie przegonił, ale udało się ,pięknie wyglądały.
                                                    To jedziemy, jedziemy ze wspomnieniami sprzed dwóch lat.

                                                    "Z Krakowa do grodu przy Łynie.
                                                    I śmiga za oknem widoczek przemiły
                                                    te lasy, te miasta, to pole
                                                    Obrazy jak w kinie szybciutko migają"
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 01.06.06, 21:44
                                                    Zacznę, zacznę od wyjazdu z Krakowa.
                                                    Nasza kolej państwowa bardzo się pogorszyła. Kiedy kupowałam bilet poprosiłam o
                                                    miejscówkę , pani w okienku powiedziała, że miejcówek ten pociąg nie posiada,
                                                    czym wywołałam dyskusje, bo na taką odległość chciałabym siedzieć a nie stać w
                                                    korytarzu, więc zaczeliśmy debatę komunistyczną przed kasą, że przeciez XXI
                                                    wiek, że taka jazda w tłoku i w sezonie nas nie bawi itd.
                                                    Wpadłam na pomysł, żeby kupić jedynkę, wtenczas będzie wiekszy konfort w staniu
                                                    na korytarzu. Pani w okienku sprzedała bilety na wagon z jedynką i już byłysmy
                                                    z kuzynką zadowolone i z nadzieją na lepsze jutro.
                                                    Kiedy przeszedł dzień wieczornego odjazdu i idziemy na peron skąd z Zakopanego
                                                    jechał pociąg nocny do Olsztyna, byłyśmy pełne obawy, kto wskakuje , kto
                                                    zajmuje miejsca, jak oknem będziemy wpychać bagaże, zaczelismy się śmiać , że
                                                    jest to pociąg naszej młodości, ścisk, tłok , lezenie na bagażach w korytrzu
                                                    itp. Już w megafonach rozlega się głos o pociagu z Zakopanego do Olsztyna
                                                    wjeżdzającego na peron, przy torze , juz wzrosła nasza nerwowość, pociąg
                                                    wjeżdza, stoi, a my szukamy wagonu jedyneczki, doszlismu do końca pociagu, a
                                                    kolejarz mówi , że na początku jest wagon jedyneczka, wleczemy się z bagażami
                                                    na poczatek, a tam nie ma jedyneczki, wołamy kolejarzy, konduktora i zaczyna
                                                    sie głosna debata w poszukiwaniu jedyneczki, jeszcze dołączyli się inni
                                                    pasażerowie z wykupionymi biletami na jedynkę i wszyscy szukają wagonu. Ominę
                                                    sytuację , że cały prawie pociąg był pusty, ale my uparcie nacieramy i
                                                    poszukujemy jedynki. Wreszcie dowiadujemy się , że zapomnieli w Zakopanym
                                                    przyczepić wagon jedynki, albo gdzieś po drodze zgubili w czasie szybkiej jazdy
                                                    i że musimy jechać dwójką. Zajełyśmy cały wagon dwójki , był pusty , że aż
                                                    strach nas obleciał - czy aby to pociąg do Olsztyna ?
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 02.06.06, 22:05
                                                    No i zaczeła się jazda. Ja z tego wszystkiego ze wzgledu na bezpieczeństwo
                                                    ubrałam pas z nożem, czym wystraszyłam kuzyneczkę, która natychmiast
                                                    zareagowała słowami - przecież nie jedziemy do Iraku !.
                                                    Moja riposta brzmiała, że do Iraku nie, ale mamy dzieki temu zapewniony pusty
                                                    przedział, bo nikt ze strachu na widok noża do nas nie wsiądzie. Trochę
                                                    pożartowałysmy i sen nas zmorzył. Jechalismy przez Warszawę, a póżniej na
                                                    widoku mieliśmy znany nam krajobraz Warmiński. Słońce pięknie wstawało, było
                                                    czerwone razem z chmurkami, ktore tez stawały się całe czerwone, ho, ho mysle,
                                                    dobry znak i poszłam dalej spać jako , że mieliśmy miejca leżace. Do Warszawy
                                                    kontrolował nas jeden konduktor, który kończył trasę, po Warszawie drugi, który
                                                    zaczynał trasę, a każdy robił protokół aby w kasie zwrócili nam pieniądze za
                                                    jedynkę.
                                                    W Olsztynie byłyśmy o 6.00 raniuteńko.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 02.06.06, 22:09
                                                    Piękną rzeczą jest mieszkać w Wysokiej Bramie, wszystko masz pod samiutkim
                                                    nosem. A sam hotel nie wywarł na mnie wrażenia, jest przeciętny, jest on w tej
                                                    przybudówce Wysokiej Bramy, to ten obiekt, który szpeci Bramę i powinien być
                                                    jak najszybciej może nie zburzony ale stylem dostosowany do Wysokiej Bramy, a
                                                    sam hotel powinien być o najwyższym standarcie - ciekawe gdzie konserwator
                                                    zabytków ? - tak zmarnować tą przybudówkę. Nie wiem, nie wiem, żeby nie mieć
                                                    wyobrażni, projektu na tą ochydną budowlę. Przecież to w centrum Starówki, obok
                                                    najpiekniejszej zabytkowej budowli jak Wysoka Brama, toż wszystko wokół hotelu
                                                    bylo piekniejsze, a to takie szkaradzrwo tymbardziej, że można z tego hotelu
                                                    wejść schodami na samą Wysoka Bramę i zerkać z okienek na Starówkę i Ratusz, co
                                                    codziennie czyniłam. Schody tam są drewniane i nawet nie zdają sobie z tego
                                                    sprawy , że niedopałek papierosa może spowodować pożar Bramy, a wejść może
                                                    każdy bywalec hotelu. Wiecie co w tej Bramie porobili ? - pranię, suszarnię i
                                                    nie wiem co jeszcze - czy to nie profanacja zabytku ? Konserwator zabytku
                                                    uważa, że jak wygładzi cegłę od zewnątrz to wszystko, ale nie wsadził w środek
                                                    duszy, a tak się ona prosi.
                                                    Jestem zawiedzona, bo myślałam, że mieszkając w Wysokiej Bramie chwycę jej
                                                    historię, poczuję jej dostojnośc i w ogóle , ze mam zaszczyt tam mieszkać, nie
                                                    wiem jak to określić, że zabytkowość tego obiektu będzie w całej swej
                                                    szerokości i długości i wnętrzności i, że mogę być dumna tam mieszkając. Pokoje
                                                    takie sobie, a obsługa miała zasadę tuwimisizmu, dopiero w trzeci dzień był
                                                    pan, którego mianowałabym na dyrektora hotelu ponieważ był uprzejmy, z
                                                    uśmiechem i miał kawę, o którą prosiłam przez wszystkie te dni, ponieważ jestem
                                                    kawoszem i bez porannej kawy ani rusz. Ciągle mówili , że będzie i oferowali
                                                    herbatkę. Jemu jednemu zależało na gościach.
                                                    Pewnie, że każdy, a szczególnie Olsztyniacy pomyslą, że jak mi się nie podoba,
                                                    to moge nocować w Warmińskim, tylko sęk w tym, że Wysoka Brama jest kultem i
                                                    nie tego się spodziwałam i oczekiwałam i właśnie co jak co ale Wysoka Brama
                                                    powinna być oczkiem w głowie Olsztyników , a nie jest. Najważniejsze, że na
                                                    zdjęciach ładnie wychodzi i to tak trzeba robić zdjęcia by uciąć ten hotelowy
                                                    budynek - najlepiej to robić je od strony Ratusza tak by objąć piekne
                                                    kamieniczki po prawej stronie, to one dodaja blasku Bramie i stoja dumnie przy
                                                    niej nie szpecąc jej. Tak, to jest najpiękniejszy widok Olsztyna. Alem się
                                                    rozpisała, a to dopiero ranek.
                                                    Dziś wiem , ze w Wysokiej Bramie było więzienie kiedajś, a póżniej magazyn
                                                    mundurów żołmierskich.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 03.06.06, 21:20
                                                    Od 6.00 do 12.00 miałyśmy czas na spanie po trudach podrózy. Ale gdzie tam,
                                                    mnie tam spanie żadne nie brało wiec w tym czasie kilkakrotnie wybiegałam z
                                                    hotelu na Starówkę. Wychodziłam, wracałam , wychodziłam i znów wracałam.
                                                    Żadnego miejsca nie mogłam sobie znaleź. To wychodziłam na Starówkę , to
                                                    wracałam jak zaginiony pies. Po prostu nie umiałam miasto zwiedzać. Można
                                                    porównać to do puszczonego psa na cudze podwórko. Nie znajdzie sobie miejsca.
                                                    Tak wyglądały pierwsze godziny pobytu w hotelu 'Wysoka Brama'.( Tak , dzisiaj
                                                    wiedziałabym gdzie wychodzić, a przynajmniej pogłaskałabym zamkową Babę Pruską,
                                                    uśmiechnełabym się do Nepomuka, no i zobaczyłabym naocznie lampę z rogów
                                                    jelenia, który w/g legendy jeleń wleciał do Olsztyna do kościoła św. Krzyża na
                                                    placu , którym stoi dziś Ratusz, a legendarne rogi są już w kościele św.
                                                    Jakuba. Nie wspomnę o pomnikach i o wielu innych wspaniałych zabytkach , które
                                                    odkryłam tu na Forum.)

                                                    O 12.00 umówiliśmy się na wycieczkę i bpkw miał czekać na takiej bocznej
                                                    uliczce przy Ratuszu. Poszłyśmy tam, była to uliczka M.C.Sklodowskiej - dużo by
                                                    i o niej pisać, sliczna uliczka, powinna mieć swoje święto, jak ulica Kanonicza
                                                    w Krakowie, ponieważ jest ona ułożona z kocich łbów i czuć tą starość ,idziemy
                                                    pod górkę i idziemy, idziemy, żadnego samochodu nie widzimy, ja wskakuję w bok
                                                    do pomieszczenia gdzie internet i nie ma mnie, znikłam w czeluściach salki.
                                                    Siadłam za komputerem i o całym swiecie zapomniałam. Na szczęście został przy
                                                    mnie zdrowy rozsądek i szybko wyszłam, a na ulicy nikogo nie ma, rozglądam się
                                                    i nic. Biorę za komórkę i dzwonię, okazuje się , ze kuzynka gubiąc mnie nagle
                                                    na tej uliczce wróciła do hotelu. Dzięki nowoczesnemu łączu odnależliśmy sie i
                                                    wszyscy wsiedliśmy do auta.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 03.06.06, 21:21
                                                    Jeżdziliśmy wszędzie i plaża na Krzywym gdzie zrobiliśmy wędrówkę , bo są tam
                                                    dwie plaże i bylismy na molo, gdzie się potkłam na bosaka i ubiłam sobie palec,
                                                    który spuchł i kulałam. Było ciepło i słonecznie, wreszcze widziałam dużo ludzi
                                                    kąpiących sie, póżniej bylismy na Przystani, tam byłam pierwszy raz, wywarła
                                                    wrażenia, póżniej pojechaliśmy na Al. Przyjaciół i oblechaliśmy wszystkie
                                                    uliczki, by wiedzieć o czym sobie tak szeptają w szkole Nr7. Dalej pojechaliśmy
                                                    do Kortowa i tu - trochę sie ztrzymam bo smię twierdzić ,że jest to
                                                    najpiękniejsze miasteczko studenckie w Polsce.
                                                    Tu pracując czy studiując trzeba byś dumnym. Bardzo dbają o rekreację
                                                    studentów, mnóstwo kortów, plaża przy j. Kortowskim, piekne molo, rowerki,
                                                    kajaczki , dzika roślinność i kaczuszki, studiować tam to sama przyjemność, czy
                                                    zdasz egzamin czy nie to masz gdzie się odstresować fizycznie, a nie jak w
                                                    innych uczelniach marichuanka czeka przy wyjściu i planty z pijakami. Tu masz
                                                    komfort natury. Obiekt przy plaży też niczego sobie - jednym słowem ślicznie
                                                    jest studiować w Olsztynie, a w zimie stoi tam balon tenisowy. Te wszystkie
                                                    budowle są również ciekawe i mają swoją klasę. Każda cegłówka czerwona z
                                                    których zbudowane są gmachy uczelni świadczą o dostojności budowli i całego
                                                    obiektu, którym byłam zauroczona. Że też tam nie ma Akadamii Wychowania
                                                    Fizycznego - to sie dziwię, takie warunki dla treningów i studentów i amatorów
                                                    i zawodowych sportowców. Tam by móg przygotowywać się 'Rambo' do zadań
                                                    specjalnych oraz do walk bokserskich w innym filmie 'Rocki' I i II i III.
                                                    Nie wspomniałam o Ogrodzie Botanicznym tym malutkim obiekcie , który zbytnio
                                                    nie wywarł na mnie wrażenia.
                                                  • tralala33 Re: II wyprawa do Łolstyna 03.06.06, 21:29
                                                    Będąc kortowianką jeśli nie z dziada pradziada, to na pewno z ojca i matki,
                                                    muszę się zgodzić z tą opinią - Kortowo jest wyjątkowe. Tylko ten Ogród
                                                    Botaniczny? W Kortowie nie ma (jeszcze) ogrodu botanicznego - jest dopiero w
                                                    planach. Rito - może widziałaś poletka doświadczalne i szklarnie niedaleko
                                                    jeziora?
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 03.06.06, 21:50
                                                    Nie , nie widziałam, choć to jest tak duży teren, a tylko głównymi drogami
                                                    jechaliśmy samochodem, te budynki, ta przyroda. Ja się dziwię , że studenci z
                                                    całej Polski nie zjeżdzają sie na wczasy uczelniane. Myslę , że nawet większość
                                                    ludzi nie wie. Jak sobie pomysle , że tam mogłabym mieć pracę w szerokim
                                                    zakresie bo i jako trener i jako nauczyciel - to jednak coś mi przeszło kolo
                                                    nosa. Gdybym choć jedną osobę znała z Olsztyna w tych czasach, a tak to ...
                                                    przemineło z wiatrem
                                                  • tralala33 Re: II wyprawa do Łolstyna 03.06.06, 22:28
                                                    Kortowo ma parę szczególnych mieszkańców smile
                                                    www.wm.pl/index.php?ct=olsztyn&id=864983
                                                    GO [01.06.2006] Przylatują do Kortowa od lat. Na pierwszy klekot czekają z
                                                    niecierpliwością pracownicy i studenci uniwersytetu. A później obserwują
                                                    wykluwanie się młodych, ich karmienie, naukę latania... Wczoraj był Dzień
                                                    Bociana Białego.
                                                    Są małe
                                                    Za oknem widać platformę, na której znajduje się bocianie gniazdo. I to w
                                                    dodatku pełne gniazdo. - Już są małe - z dumą opowiada Chanowska. - O, zaraz
                                                    będzie widać, jak - no właśnie, nie wiem, czy matka, czy ojciec je karmi.
                                                    Pięknie. Ile tu u nas się dzieje!
                                                    Nauka latania
                                                    I dopiero wtedy gniazdo staje się najważniejszym punktem, jeśli nie w całym
                                                    Kortowie, to przynajmniej na ul. Oczapowskiego. Zwłaszcza, gdy w gnieździe
                                                    panuje coraz większy ruch.
                                                    - One bardzo szybko rosną - mówi prof. Marianna Flis. - Najpierw ledwo widać
                                                    dzioby, a później próbują stawać. Najpierw bardzo nieporadnie, a później coraz
                                                    pewniej.
                                                    Gdy zbliża się św. Bartłomieja, czyli 24 sierpnia, robi się smutno. To właśnie
                                                    wtedy bociany odlatują na zimę.
                                                    - To się odbywa bez żadnych przygotowań - dodaje Barbara Chanowska. - Po prostu
                                                    jednego dnia są, a drugiego już nie.

                                                    Od siebie dodam, że to gniazdo najprawdopodobniej istniało już w przedwojennym
                                                    Kortowie. Kilka razy je nieco przenoszono a raz nawet zlikwidowano! Ale
                                                    bociany 'wyklekotały' je z powrotem. Tak długo stały na dachu Nowej Zootechniki
                                                    i głośno się skarżyły, aż w końcu ludzie się ulitowali - ustawili nowy słup i
                                                    odbudowali im gniazdo.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 04.06.06, 21:37
                                                    Zmęczone poszłyśmy odpocząc, by znów stanąć do boju z Olsztynem. Pogoda była
                                                    śliczna ale chmurzysta ,nie wiedziałam czy iść na plażę , ale że byłyśmy trochę
                                                    otumanione to postanowiłysmy najpierw załatwić bilety do Kolobrzegu, żeby mieć
                                                    spokój i nie myśleć już o tym oraz w poszukiwaniu odpowiednich klapek na mój
                                                    spuchnięty palec. I wyobrażcie sobie co drugi sklep w Olsztynie to sklep z
                                                    obuwiem, tego jest ogromna ilość , gdzie nie spojrzysz obuwie, a już zaskoczona
                                                    byłam kiedy na straganach zobaczyłam obuwie góralskie i kupiłam tam
                                                    klapeczki góralskie takie ze skórki - gdzie tam, one to pogorszyły sprawę
                                                    palców u nogi, więc nie daliśmy za wygraną, chodziliśmy po sklepach i mierzyłam
                                                    wszystkie klapeczki, dopiero przy Dworcu Głównym w takiej bramie natrafiłam
                                                    pantofelkiem na nogę i już zapanowała wygoda chodzenia. A byłam nawet w
                                                    sławetnym Manhatanie - tam specjalnie liczyłam ilość stoisk z obuwiem - bylo
                                                    ich 15, pietnaście stoisk - uśmiałam się , że miasto Olsztyn zostanie w mej
                                                    pamięci jako stolica obuwia. Chyba na tym skończę dziś,
                                                    siadając do pisania martwiłam się że nie bedę miała o czym pisać, przecież nic
                                                    takiego się nie działo, a ciężko mi to zakończyć, urwę tu nagle i energicznie,
                                                    jutro tez jest dzień. Zapomniałam powiedzieć, że cały czas chodziłam w
                                                    koszulce 'Olsztyn jest piękny' naszej klubowej z czym spotykałam się z
                                                    wyrazami uznania, słyszałam jak za mną szeptali Olsztyn jest piekny,
                                                    uśmiechałam się do tych ludzi, byli to turyści.
                                                    To do jutra.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 06.06.06, 23:00
                                                    Dalej wędrujemy po Olsztynie, skończyliśmy na tym, że w koszulce Olsztyn jest
                                                    piękny paradowałam przez cały czas. Pogoda nam dopisywała, więc zrobiłysmy
                                                    sobie po objedzie spacer po Starówce, póżniej po parku zamkowym, a następnie
                                                    spacer wzdłuż Łyny. Do Łyny wrzuciliśmy groszówki, wziełam ich ogromną ilość,
                                                    składałam je w kasie z myślą zabrania je do Olsztyna. Tak pierwsze groszóweczki
                                                    znalazły się w wodach Łyny. Doszlismy do ogromnych dwóch mostów, które wywarły
                                                    na nas wrażenie, za tymi mostami już zgubiliśmy się i nie wiedzieliśmy gdzie
                                                    idziemy, szlyśmy w ciemno, ale było bardzo, bardzo
                                                    przyjemnie, tereny nieznajome, ciekawe, inne . Czulo się tajemniczość tej
                                                    okolicy, weszliśmy znów w park i wyszliśmy pod Zamkiem gdzie udaliśmy się do
                                                    Amfiteatru, a tam czynili już przygotowania na noce blusowe, póżniej znowu na
                                                    Starówkę gdzie była przygotowywana i nagłasniana scena pod występy. Własciwie,
                                                    ruch na Starówce był duży. Dużo szumu lecz czekać do 21.00 na wytępy było
                                                    trudno. Tu zrobiono błąd, bo takie występy powinny być od popołudnia, nie
                                                    mówiąc , ze i z rana też powinni występować, a tak to wielki rajwach, a na
                                                    scenie nic nie było i nic się ciekawego nie działo.
                                                    Zmęczone tym rajwachem wróciłyśmy do hotelu. Kuzynka padła, a ja jeszcze w
                                                    koszulce Olsztyn jest piekny powędrowałam na Starówkę z myślą , że kogoś
                                                    wreszcie spotkam, przecież ta Starówka nie jest taka duża . Połaziłam,
                                                    posłuchałam wstępnych koncertów, przymiarek do blusu i sama się również
                                                    znudziłam, jednak brakowało mi rozmów, stać samej i się przyglądać nie było
                                                    wesołe, a samej pić piwo też nie nalezy do przyjemności . Więc i ja wróciłam do
                                                    hotelu. Tu powiem prawdę, moja kuzynka, nie lubi ze mną wyjeżdzać, twierdzi ,
                                                    ze jestem niespokojnym duchem, ze wprowadzam w atmosferę adrenalinę i takim
                                                    niespokojnym duchem byłam w Olsztynie. Ona sobie odpoczywała , a ja góra dół,
                                                    góra dół po tych schodach w hotelu i z siup jestem już pod Bramą Wysoką i już
                                                    jestem na Starówce i powrót i nie usiedzę na miejscu i znów wszystkie drzwi w
                                                    hotelu się otwierają i zamykają i znów Starówka i tak w koło macieju jak w
                                                    piosence 'Umarł Maciek umarł' wink
                                                    Umarł Maciek, umarł, już leży na desce ...
                                                    Gdyby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze,
                                                    Bo w Mazurze taka dusza,
                                                    Gdy zagrają to się rusza.
                                                    Oj da dana ...
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 07.06.06, 22:13
                                                    Nastąpiła pierwsza noc w wymarzonym hotelu "Wysoka Brama", z myślą , że się
                                                    wyśpię i całkiem spokojnie zasnełam przed 21.00. Jednak obudził mnie przed
                                                    22.00 szum i energiczne życie na Starówce, ciagłe przemieszczanie się ludzi,
                                                    życie tętniło gwarą przy kawiarnianych stolikach, głośne rozmowy, śmiechy, w
                                                    oddali muzyka i oklaski. Chciałam sie zerwać i iśc, ale do kogo ?. Dosiąśc sie
                                                    do obcego towarzystwa czy tylko patrzeć w samotności - nie. Jakoś udało się
                                                    zasnąć, za
                                                    chwilę następna pobutka innego rodzaju, głucha cisza i unoszący się w powietrzu
                                                    piękny śpiew piosenek blusowych, tak pieknych , że postanowiłam wysłuchać,
                                                    miałam zamiar wstać i iść. Coś niesamowitego, co za piosenki co za głos.
                                                    Słuchałam w łóżku z przyjemnością. Nie wiem kto śpiewał ostatnie kawałki, ale
                                                    wrażenie zrobił ogromne, zapanowała głucha cisza i tylko ten śpiew, żadnych
                                                    rozmów, żadnych śmiechów i w tej ciszy przy taktach ślicznej spokojne muzyki
                                                    usnełam ponownie, ale nie na długo, dobrze mówią ludzie, po ciszy przychodzi
                                                    burza, to co się działo po tej pieknej
                                                    ciszy to przeszlo moje wyobrażenia o śnie. Otóż na Starówkę wyległy maszyny
                                                    sprzatające lub remontowe brygady nocne. Jak nie zaczeły szuru-buru, jak nie
                                                    zaczeły hałasować, warkotać aż wstałam na równe nogi myśląc , że odbywa się
                                                    Rajd Kormoran po Starówce. Ale to nie możliwe, zaczełam podejrzewać , że
                                                    zaczeła się wycinka topól, ale Starówka nie ma drzew, co to może być ? Patrzę
                                                    przez okno, nic nie widzę, jedynie panie biegające po ulicy z wiaderkami i
                                                    miotłami, sprzatające.
                                                    Gdzie nigdzie stali na rogach bywalcy Starówki, plątają się poszukują czegoś
                                                    mokrego, też głośno debatowali.
                                                    Najgorsze w tym wszystkim była tonacja hałasu, raz cicha i nagle mocna i
                                                    głośna. Mogło to doprowadzić do wściekłości czlowieka.(Były to maszyny
                                                    sprzątające, które nierównomiernie hałasowały). Ale wszystko się kiedyś kończy
                                                    i Olsztynem znów zawładneła cisza , a ja spokojnie zasypiam zmęczona tym
                                                    hukiem, nie na długo jednak, teraz przyszedł czas na stojące pod oknem hotelu
                                                    Wysokiej Bramy auto firmy securite, panowie z tego auta zaczeli głośną rozmowę
                                                    przez radiostację chyba z szefem. I nic by sie takiego nie działo gdyby ich
                                                    głos nie
                                                    roznosił się wśród głuchej ciszy dość głośno i gdyby jeszcze rozmawiali nudno,
                                                    ale rozmowa była tak energiczna taka emocjonalna, jakby wypili z samego rana
                                                    kawkę szatana, że nie sposób było parsknąć śmiechem leżąc w łóżku. Nie
                                                    przytocze tej rozmowy, ale powiem krótko, że panowie podpuszczali swojego
                                                    szefa, a ten w nerwach odpowiadał odpowiednio jak na szefa przystało, potokiem
                                                    słów jakby wstał lewą nogą. Chyba był to już ranek, a ja sobie nuciłam:

                                                    Wszystkie rybki śpią we wodzie
                                                    Tralala la la la la smile
                                                    Tylko jedna spać nie może
                                                    Tralala la la la la smile
                                                    Wszystkie rybki spią w jeziorze
                                                    Tiula, la, tiula, la, la
                                                    Tylko grzeczna spać nie może
                                                    Tiula, la, tiula, la, la.

                                                    Co za noc !
                                                    Tak sie mieszka w hotelu Wysoka Brama.
                                                    A dzień zapowiada się dobrze i słońce i rowerek i... spotkanie w eNce.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 08.06.06, 22:23
                                                    Burzliwą noc trzeba było sobie wynagrodzić dobrym śniadankiem. Już wcześniej
                                                    rozglądałam się za jakimś typowym barem bez ekstrawagandzkich posiłków. Taki
                                                    bar znalazłam pod Arkadami na Starówce "Dziupla". Lokal bardzo przyjemny,
                                                    skromny, czysty i obsługa pań fantastyczna. Zestaw śniadaniowy układa się w/g
                                                    życzeń, a więc serek, szyneczka, masełko , pomidorek, ogóreczek i świżuteńka
                                                    cólta. Do tego kawusia lub herbatka podana z uśmiechem i muzyczka.
                                                    Polecam "Dziuplę " dla turystów, można tam nawet zrobić sobie kanapki na drogę.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 10.06.06, 22:27
                                                    Pogoda jak mówiłam dość dobra, chociaż czuło się ochlodzenie i zbliżajżący
                                                    front chmur, chmureczek, ale nie ma jak męska decyzja i zdecydować się na plażę.
                                                    Więc ubrane cieplutko wyruszylyśmy na plażę. Miałam ogromne szczęście, bo
                                                    kuzyna która nie lubi jeżdzić taxi, a nie wiedziała gdzie plaża sie znajduje,
                                                    więc zgodziła się dojechać taxi i to koniec, od tej pory musiałam cały Olsztyn
                                                    schodziłam piechotą, na własnych nogach. Okazało się , że kuzynka szybciej
                                                    pojeła plan miasta niż ja i doprowadzała mnie do celu na nogach. Oto by nie
                                                    brać taksi tylko piechotką chodzić były największe awantury między nami, a
                                                    zaczynały się tak : idziemy, idziemy, idziemy i nagle wołam - o taxi, siadamy,
                                                    a ona - to sobie siadaj, ja idę na nogach - odpowiadała i co było robić, taka
                                                    wędrówka ludów . Ale na plażę dojechaliśmy taksówką. Wejście na plażę wreszcie
                                                    bezpłatne, bez tych fiskalnych bilecików i skierowałam się prosto do rowerków.
                                                    Kuzynka mówi - ja tu poczekam, ja nie umię pływać, jedź sama, ale kiedy
                                                    zobaczyła te masywne maszyny i kapoki kolorowe bez oporów siadła ze mną.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 10.06.06, 22:28
                                                    Zaczyna się rajd po Krzywym, woda pod nogami, słońce, chmury, nad nami i wiatr
                                                    z przodu i z tyłu. Płyniemy, pedałujemy na środek jeziora, a ze mną płyną
                                                    groszóweczki, doskonała jazda, fale nas moczę, wiatr duży, a tu fruuuu -
                                                    deskorolkarz z żaglem na jeziorze, złapał wiatr i przejechał nam pod nosem.
                                                    Chyba sie uczył, bo nie umiał hamować i wpadał do wody i co chwileczkę miał
                                                    przymusową kąpiel. Kuzynka mówi, zjedżmy mu z toru, bo niebezpieczeństwo
                                                    stwarzamy i pomalutku płyniemy dalej, szybko się nie da. W oddali widzimy jak
                                                    jezioro Krzywe ma taki przesmyk i obrałyśmy sobie jako cel naszej przejaźdzki
                                                    turystycznej po jeziorze. To pływanie tak nam się spodobało, że kuzynka
                                                    zadzwoniła do domu ze środka jeziora z pytaniem - zgadnijcie
                                                    gdzie się znajduję ? - na środku jeziora ! hihihi
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 11.06.06, 21:12
                                                    Płyniemy, płyniemy do tego przesmyku ale nic do przodu, wydawało nam się , ze
                                                    stoimy w miejscu, chyba płynełyśmy pod wiatr, a fale nas wstrzymywały i tak
                                                    poddałyśmy się i zawróciliśmy z obranej trasy. Na hotyzoncie pokazali się nowi
                                                    serfingowcy i tylko glowy nam się odwracały , to w tył , to w bok, a oni
                                                    fruuuuu pięknie. Za chwilę ukazał sie kajakarz i szybciuteńko, zgrabnie
                                                    przepłynął kolo nas, my się odwracamu, a on już prawie przy naszym przesmyku i
                                                    zniknął, tak szybko tam dopłynął, więc biorąc wzór z dzielnego kajakarza
                                                    postanowiłyśmy się spiąć, nawróciłyśmy i jeszcze raz wznowić próbę dopłynięcia
                                                    do tego przesmyku. Energia była, ochota była, cel był, tylko fale przeciwne
                                                    spychały nas w odwrotnym kierunku. Nie udało się tam dopłynąć. Ogłosiłyśmy pas
                                                    i znów spokojnie , wyluzowane wracamy, może innym razem pokonamy fale. Płyniemy
                                                    sobie, kuzynka się opala do slońca, a ja wyciągam groszówki i pojedynczo,
                                                    dostojnie wyrzucam do wody mówiąc za kogo i tak wymieniam, wszystkie niki jakie
                                                    pamiętałam, wszystkich po kolei, a kuzynka już zniecierpliwona tym moim dłygim
                                                    mysleniem nad każdym pyta się - nie masz tu kalendarza, czytałabym wszystkie
                                                    imiona, bys kogoś nie omineła smile I tak miluteńko biegł czas na tej wodzie,
                                                    relaksująco, którą karmiłam złotymi monetami. Nagle kolo nas niezauwazalnie
                                                    przepłyną już z powrotem podziwiany przez nas kajakarz, a my dalej w tym samym
                                                    miejscu, na środku jeziora, a on już zdążył obrócić przesmyk na drugą stronę.
                                                    Serfingowcy dalej ryzykowali stłuczkę z nami, błyskawicznie się przemieszczając
                                                    tuż obok. Kiedy nasze siły się wyczerpały i kiedy poczułyśmy głód wrócilysmy na
                                                    plaże oddałyśmy wspaniały rowerek i myslami już byłam w wygodnej taxi do hotelu.
                                                    A jednak nie , jeszcze przed nami długa piesza droga
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 13.06.06, 21:53
                                                    Nie przypuszczałam, że będzie mnie czekać powrót z plaży na nogach. Idziemy
                                                    pamiętną drogą asfaltową, przy pamietnych drzewach jak 30 lat temu i więcej.
                                                    Przypuszczam, że asfalt był nie zmieniany, przechodzimy przez tory, a po lewej
                                                    stronie widzimy slicznie zadbany park z jeziorkiem. Właśnie odbywały się tam
                                                    sianokosy i unosił się zapach. Cieszyłam się , bo na skrzyzowaniu już widziałam
                                                    postój taksówek, ale skąd żdnej taxi tam nie było, po drugiej stronie widok na
                                                    Bałtycką i znajomy teren, skręciliśmy w prawo i dalej prosto, prosto, prosto,
                                                    idziemy i idziemy, a ja padam ze zmęczenia, jest mi już tak obojętnie, że nie
                                                    zauważyłam jak doszliśmy do Starówki, jeszcze wdepnełyśmy na objad i zaczelyśmy
                                                    sjestę. O 17.00 umówione byłyśmy w eNce.
                                                    Tyle na dziś, choć nie wszystko bo...
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 16.06.06, 23:28
                                                    już jestem, bo dużo czasu poświęcam na wklejanie zdjęć
                                                    pozdrawiam Cię Giga smile

                                                    bo zapomniałabym najważniejszego, przeciez byłam po drodze jeszcze nad jeziorem
                                                    Długim. Więc jak wracałyśmy z plaży to na skrzyżowaniu poszłysmy na Bałtycką,
                                                    ponieważ sobie przypomniałam , że resztę groszówek miałam wrzucić do tego
                                                    jeziora, a że nie byłam pewna jak dalej potoczą się moje wycieczkowe losy
                                                    zaciągłam kuzynkę do jeziora Długiego. Zleciałyśmy z takiej skarpy między
                                                    domkami na początku al.Przyjaciół i byłysmy nad samiuteńkim jeziorem Długim.
                                                    Po raz pierwszy zobaczyłam go w całej swej okazałości i... nie powiem , bardzo
                                                    ciekawe miejsce, ma swój urok, szczególnie spacerowy. Zaczełam szukać
                                                    najlepszego zakola by z rozmachem rzucić resztę groszowek. Jak zaczełam szukać
                                                    tego właściwego punktu tak wędrowalyśmy wędrowalyśmy, aż znów zdrowy rozsądek
                                                    mi podpowiedział, że jutro obejdziemy jezioro wokoło, tak nam się tam podobało.
                                                    Widziałam i dotykałam ścięte konary topoli, część z nich były zdrowe, ale część
                                                    topoli były chore. Wreszcie znalazłam miejsce między dwoma rzezbami i z
                                                    rozmachem, energicznie , w górę i z radością wyrzuciłam te zlote monety -
                                                    poleciały w górę , zabłysneły w słońcu i wleciały z uroczo do wody.
                                                    Jakie to było piękne, wyglądało to jakgdyby nad jeziorem Długim przez moment
                                                    zawisła złota fontanna lub złoty deszcz. O jeziorze Długim jeszcze popisze, bo
                                                    spędziłam tam pół dnia w dniu zjadu.

                                                    Jeszcze powiem, że kiedy wracałam z wojażów to się martwiłam, że tak naprawdę
                                                    nie będę miała co napisać. Nic się nie działo, a tu jeszcze czeka opowieść o
                                                    złodzieju.
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 20.06.06, 21:17
                                                    Łuż jest - lopis wody w jyziorze Krzywym smile
                                                    łoj Giga, wytrzymujesz ten łupał ?

                                                    Warto jeszcze powiedzieć, że w roku 2004 fale jezior były inne niż rok
                                                    wcześniej, miały dziwny blask w wodzie, czubeczki tych fal były bieluteńkie jak
                                                    kryształki i lśniły w słońcu wychodzącym zza chmur. Śliczne świecące kryształki
                                                    pływające po jeziorze.
                                                    Niesamowite wrażenie wzrokowe, samo patrzenie na taką wodę było ucztą wzrokową
                                                    w najwyższym stopniu. Tego się nie da opisać, kto tam nie był, ten tego nie
                                                    czuje. Gdyby ktoś długo siedział w zamknięciu, odosobnieniu i nagle posadzono
                                                    by go na środku jeziora na tym rowerku i o tym czasie , myślę, że byłby oślepł
                                                    od jaskrawości pieknych iskrzących fal. To były tańczące kryształowe iskierki,
                                                    to był balet na wodzie, to była serenada w wykonaniu fal jezior, to była parada
                                                    wody i kryształków, to były błyski w oczach i w wodzie. To było coś co tylko
                                                    mozna zobaczyć, ale w żaden sposób opisać - można to nazwać jako żywiołowe
                                                    igraszki słońca ,chmur, wiatru i wody. To było wyjątkowe i niezapomniane.

                                                    Jutro dalyj bandzie
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 22.06.06, 22:39
                                                    Skończyliśmy na tym, że po rowerkach na jeziorze Krzywym zrobiłam piechotką
                                                    rekonesans Olsztyna . Po południu wybierałyśmy sie do eNki na przedzjazdowe
                                                    spotkanie. Po odpoczynku, zebrałysmy się na wymarsz, ja dalej w tej koszulce
                                                    Olsztyn jest piekny pardaowałam, wybiegałam w rózne miejsca, a to tu, a to tu ,
                                                    właściwie bezcelowo , nawet wpadałam szybciuteńko do kafejki internetowej na
                                                    M.C.Skłodowskiej, gdzie już mnie poznawali. Dalej podziwiałam te kocie łby tej
                                                    uliczki, te piekne uliczki przyratuszowe i ten antykwariat , który jako jedyny
                                                    chyba prztrwał tyle lat. Pamiętam jak do niego oddawałam wszystkie ksiązki
                                                    domowe, opuszczając Olsztyn. Ciągle podziwima ten antykwariat, bo tak się
                                                    złożyło, że nie liczyłam na pieniądze ze sparzedaży tych ksiażek i czasopis, a
                                                    nawet o nich całkowicie zapomniałam , a tu jednak po długim czasie przysłali mi
                                                    pieniądze przesyłką w najodpowiedniejszym momencie, kiedy to miałam dołeczek
                                                    finansowy i wydałam je na żywnośc. Tak własnie często sie zdarza, że coś jest
                                                    nieoczekiwanego z nieoczekiwanej strony. Więc ten mój antykawriat istnieje,
                                                    byłam w nim w środku.
                                                    Ha, zapomniałabym powiedzieć, że byłam tez w swoim domu, drzwi były otwarte do
                                                    klatki, te same schody, te same drzwi - weszłam cichutko po nich na górę,
                                                    zeszłam, usiadłam na schodach i zawracałam sobie głowę wspomnieniami.
                                                    Po cóż zawracać głowę sobie wspomnieniami, wpadać w melancholię i psuć humor
                                                    innym. Tu zaszła zmiana......
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 22.06.06, 23:07
                                                    Giga, Ty sie nie wstydz, wchodz do watków, ktore Ci pasują. Spójrz na wątek
                                                    Olsztyn na żywo. Obserwowałam przez kamerę waszą szalejącą aurę.
                                                    Giga , ja mam prośbe , jakbyście tak szli na zamek gdzie ta lipa padła i
                                                    zrobili zdjęcia - to ja zamieszczę w albumie swoim. Mam tam dział - Moje miasto.
                                                    Możesz mi kilka zdjęć przysłać ? Takie ładne , takie coby poszły w świat i
                                                    wszyscy to miasto podziwiali. hehe
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 23.06.06, 22:18
                                                    I tak pomalutku, idąc obok szubienic, więzienia i Dąbrowszczków doszlyśmy do
                                                    eNki, gdzie byłyśmy pierwsze.
                                                    Zaraz przyszli inni. Zaczeły sie rozmowy , smiechy i debaty. Potem się
                                                    zebraliśmy i poszliśmy ku miastu. Połaziliśmy tocząc dalsze rozmowy i
                                                    rozeszliśmy się. Ja jednak jestem dusza niespokojna, kuzynka poszła
                                                    spać , a ja jeszcze skok na miasto, własciwie bezcelowo, ale mieszkając prawie
                                                    w środku Starówki robiłam co chwileczkę skok i wyskok, co byłam w pokoju to już
                                                    zatęskniłam za ulicą. I tak wieczorem weszłam do Delikatesów na Starówce po
                                                    jogurcik, znajdujący się tuż
                                                    za Wysoką Bramą po lewej stronie idąc do Starówki. Było parę ludzi, ja stanełam
                                                    ostatnia w kolejce, za mną stanął chlopak, który stał już w sklepie obok,
                                                    przede mną tez jakiś chlopak, ale jakoś dziwnie się ten zza mną kręcił,
                                                    podejrzanie , więc wyszłam z kolejeczki na bok i obserwuję, a on całkiem
                                                    spokojnie sięgał za lade
                                                    chlodniczą i wyciągał sery zółte, bo taki towar leżął na końcu lady i chował je
                                                    do kurtki. Wszystko na moich oczach, ja zdębiałam, żadnego obciachu ani
                                                    respektu przede mną. Kolejeczka sie skończyła , pani zaczeła obsługiwać
                                                    chlopaka tego przede mną i juz widzaiałam, że to jest jedna banda, ponieważ
                                                    kolega był zainteresowany konserwami i pyatał się co chwilę o cenę każdej, nie
                                                    będąc nimi zainteresowany, a szybko myśląc o cenie następnej konserwy. Pani
                                                    odwrócona tyłem do klientów mówiła ceny, oglądała konserwy , a ten drugi kradł
                                                    na żywca, a to były cięzkie przecież sery zółte, w kostkach i tak kiedy gablota
                                                    robiła się juz prawie pusta, pani się nagle odwróciła i złapała złodziejszka.
                                                    I tak to wszystko widziałam na własne oczy i nie grzmiałam, bo ja znam na
                                                    pamięć takie numery,
                                                    teraz czułam to od strony zwykłego klienta. No i pani mówi do złodziejaszka -
                                                    prosze mi to oddać, a złodziejaszek - co ?, no to co pan ma za sobą i całkiem
                                                    spokojnie złodziejaszek oddał jeden kawałeczek sera i wyszedł. Wyszli wszyscy,
                                                    bo nie jestem pewna czy było ich tylko dwóch czy jeszcze na stanowisku
                                                    alkoholowym nie było obstawy. A wszystko się to działo kiedy była jedna pani,
                                                    dwóch złodziejaszków i ja samiutka w sklepie, dla relaksu kupiłam dwa
                                                    jogurciki , nie jeden
                                                    i też wyszłam. Poszłam prędko do hotelu, bo bałam sie co jeszcze mnie moze
                                                    spotkaćw w Olsztynie nocnym i już nie wyszłam z niego ze strachu, dopiero
                                                    rano smile
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 24.06.06, 20:36
                                                    A więc, wstałyśmy rano w sobotę, pogoda taka sobie, na plażę już nie miałyśmy
                                                    ochoty iśc więc zaproponowałam las. Lasy olsztyńskie są również piękne, tak
                                                    sobie myślę, dobrze będzie połazić między drzewami. Ale
                                                    gdzie tu się wybrać w lasy ? Jedynie pamiętam, że dawno, dawno temu jechało się
                                                    tramwajem do końca, do pętli i zaczynał się las, chyba w odwrotną stronę niż na
                                                    plażę się jechało. Tramwajów już nie ma, nawet szyny zostały zlikwidowane, bo
                                                    można by szynami iśc, została taksówka i przekonałam kuzynkę , że kto jak kto
                                                    ale gdzie znajduje się las to toksówkaż powienien wiedzieć. Buch ,siadamy do
                                                    taxi i mówię - do lasu proszę !. Chyba kierowca wpadł w strach z powodu mojego
                                                    zdecydowanego głosu, pomyslał sobie , że kurs niebezpieczny, że w lesie mogą do
                                                    obrabować i zabić i pyta się o szczegóły. Wyjaśniam mu, że chodzi nam o taki
                                                    las gdzie są drzewa i
                                                    jeziorko i żeby bylo pięknie. Kierowca wystartował bez myślenia i zawiózł
                                                    nas - nad jezioro Długie i znów znależliśmy się w tym samym miejscu co dzień
                                                    poprzedni jakby w Olszynie innych lasów już nie było. Trasa naszej wędrówki
                                                    pieszej zaczynała się od starej brzozy. Postanowiłyśmy obejść całe jezioro.
                                                    Fajna trasa wycieczkowa, bardzo fajna, pogoda w sam raz na takie marsze.
                                                    Spacerujemy, po prawej stronie tafla jeziora, po lewaej ogródki z działeczkami,
                                                    na alejce pojedyncze ławeczki.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 26.06.06, 22:17
                                                    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=11&ido=24&pg=19
                                                    To jest piekne, ale jak dużo zależy od wiedzy taksówkarza, a takiego
                                                    spotkałam , w drodze już do dworca - tak slicznie opowiadał o Olsztynie i
                                                    wszystko pamiętał - szkoda, że takiego się spotyka w drodze do Dworca. Naprawdę
                                                    żaluję, bo wiem , że wszystkie tajemnice mi pokazał, pamiętał tramwaje i wiele
                                                    innych rzeczy.

                                                    No to sobie spacerujemy, zaczynamy podziwiać scięte topole, zostały po nich
                                                    ogromne pnie, ładnie , równo je ścieli i wspaniały pomysł był z tymi rzeŹbami,
                                                    szkoda , ze tak mało ich jest, byłaby to aleja rzeŹb. Pierwszą rzeźbą jaką
                                                    spotkałyśmy była rzeźba Świątka. Stoi okazale na pmiu topoli, pełno na niej
                                                    podpisów. Kawałek dalej leży upadły piekny anioł, brzydko to wygląda, ale
                                                    choćbym chciała go podnieść i ustawić na swoim miejscu to i tak bym nie dała
                                                    rady. Aniołek też miał podpisy
                                                    to i ja się na nim podpisałam. Tego aniołka wypadało by podnieść ale to
                                                    zaciężkie. Ogromna, wielka i piekna rzeźba, ma śliczne skrzydła - co to za
                                                    twórca był ? Do tej pory nie znam. Wędrujemy dalej, wśród drzew obok wody i się
                                                    zastanawiamy jak wysoko woda podchodzi gdy są ulewy i powodzie ? Ale to tylko
                                                    nasze takie dysputy, bardziej podziwiamy widoki. Po lewej stronie znaleźliśmy
                                                    kamienne schodki, chyba prowadzą do szkoły, bo nad jeziorem widać nowo
                                                    postawioną tablicę z napisem -" Szkoła Podstawiwa Nr 7 w Olsztynie opiekuje się
                                                    terenem wokół j. Długiego i pobliskim lasem".
                                                    Ponieważ była to świeża tablica jeszcze bez podpisów to i ja nie zostawiłam
                                                    żadnego śladu na niej. Ale nie powiem, że właśnie pomyślałam sobie - oto jestem
                                                    w świętym miejscu szkoły smile
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 27.06.06, 20:27
                                                    Dochodzimy do mostku, drewnianego z drewnianym parkanem. Trzeba bardzo uwaznie
                                                    iść , bo są dziury i można nogą zamoczyć sie w jeziorze. Na poręczy pełno
                                                    odpisów. Widok z mostku jest też wspaniały , po obu stronach to samo jezioro, a
                                                    patrząc w lewo widzimy w oddali przesmyk , który korci by tam dojść.
                                                    Mostek prowadzi do sosnowego lasu i tam się udalyśmy. Lasy sosnowe i brzozowe
                                                    są najpiękniejsze. Kiedy wychodziłyśmy z mostku w stronę lasu na horyzoncie
                                                    pojawił się kolarz i zjechał z górki na rowerze na mostek i wszystko byłoby w
                                                    porządku gdyby pojechał sobie dalej, ale on zrobił numer, zobaczył nas i wrócił
                                                    się, a ja wpadłam w paniczny strach i mówię do kuzynki wracajmy się , ja nie
                                                    wiem kto to jest i jakie ma zamiary. Ale kuzynka, chodź , chodź i skręciliśmy w
                                                    lewo
                                                    zagłębiając się w las, a ja dalej niespokojna byłam, patrzyłam w wodę
                                                    przybrzeżną jeziora i się bałam. Już nie byłam zainteresowana dalszą wycieczką,
                                                    ciagle sie odwracałam i szukałam wzrokiem tego rowerzystę
                                                    podejrzanego. Wreszcie udalo mi się przekonać do zawrócenia z drogi, bardzo
                                                    byłam niezadowolona z takiego obrotu sprawy, ale iść w strachu nie nalezy do
                                                    przyjemności. Więc większość czasu spędzilismy na mostku przyglądając sie falom
                                                    jeziora. I tak patrzę i patrzę, a tu powraca mój rowerzysta, zjeżdza z górki w
                                                    podskokach, chyba uprawia kolarstwo górskie, bo miał całe uposażenie roweru i
                                                    siebie kolarstwa górskiego i przejechał spokojnie przez mostek do domu.
                                                    Przechodził też pan z dużym czarnym psem, pan z dzieckiem w wózeczku, a my już
                                                    udaliśmy się w drogę powrotną.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 29.06.06, 22:06
                                                    Z jeziora Długiego udałyśmy się na objadek do słynnej Przystani. Szłyśmy między
                                                    domkami , schodkami kamiennymi na górę , wzdłuż Al.Przyjaciół na Bałtycką,
                                                    przez skrzyzowanie prosto i droga na plażę, póżniej w
                                                    prawo i dochodzimy do Restauracji Przystań. Po drodze się upewniałam czy
                                                    kuzynka zezwoli na taxi w powrotną drogę, bo już maszerowania miałam dość.
                                                    Tak ją więc prosze - Asiu, ale jak już pojemy bardzo i będziemy mieć pełne
                                                    żołądki to sobie wygodnie je dowieziemy do hotelu ? - Tak , brzmiała odpowiedź,
                                                    przecież z obciążonymi żołądkami nie będziemy chodzić, z takim cięzarem w
                                                    zołądku, weźmiemy taxi, może nas uwiezie. Bardzo optymistycznie brzmiały te
                                                    słowa kuzynki więc i apetytu nabrałam. Wchodzimy, my turystki bez limuzyn, bo
                                                    tam stały fejne ofta, rozglądamy się, jest super. Zajełyśmy sobie stolik na
                                                    werandzie ale w sali, ponieważ okropny był wiatr i jeszcze do tego zimny,
                                                    stolik przy klatce z papużkami i szperamy w karcie. Tak własciwie to nic
                                                    szczególnego nie znalazłyśmy i zaczełyśmy od herbaty i to ona była bohaterem i
                                                    specjalnością Przystani. Okazuje się , ze podanie herbaty na Przystani ma swój
                                                    rytuał i swoją oprawę. Poprosiliśmy o dwie herbatki, a po przyniesieniu jej,
                                                    stolik się tak zpełnił jakbysmy ucztę herbacianą robiły. Byłam zaskoczona tym,
                                                    więc: białe spodeczki, białe szerokie filiżanki, talerzyczki z herbatką,
                                                    spodeczki z cytrynką, czajniczki z gorąca wodą, cukierniczki, łyżeczki -
                                                    wszystko to podwójnie - czułyśmy się w porcelanowym raju herbacianym. Miejsca
                                                    na stole już brakowało od tej zastawy herbacianej. Zrobiłam sobie przerwę w tak
                                                    dostojnym piciu i poszlam zwiedzać dalsze apartamenty Przystani, byłam na molo,
                                                    oraz fajnym tanecznym placyku, który mieści sie w drewnianej klatce, by
                                                    tancerze nie wpadali do wody. Bardzo jest tam ładnie, a fale jeziora rozbijały
                                                    się o molo. Jeszcze bardzo ładnie dzwoniły dzwoneczki przy żaglówkach tam
                                                    stojących, przypominały mi dzwiekiem stada górskich
                                                    baranków . Już jestem zmęczona tym pisaniem, ale jeszcze zamówimy objad,
                                                    przecież dla niego tu przyszłyśmy. Jak myślicie, co można nad jeziorem
                                                    zamówić ? - oczywiście , że pstrąga.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 30.06.06, 21:34
                                                    Mam nadzieje, że już po kolacji jesteście - bo tak ten obfity objad wyglądał -
                                                    różowy filet z pstrąga, 3 malutki ziemniaczki nowe z koperkiem, maleńkie
                                                    kawałeczki papryczki kolorowej, a obok kawałeczek cytrynki, a wszystko to na
                                                    ogromnym białym talerzu, ledwo dostrzegałam to jedzenie. Pomyślałam , ze do
                                                    tego jedzenia powinni lupe podawać, powiem szczerze zawiedzona byłam, obok w
                                                    innym naczyniu była suróweczka z białej kapusty, ale tak grubo pokrojona jak
                                                    dla konia. Nie byłam zachwycona jedzeniem tymbardziej,że sam pstrąg był bez
                                                    smaku. Dobrze, że wcześniej podali jako przystawkę chleb z pastą i to było
                                                    najlepsze, chleb chyba prawdziwie wiejski, rewelacja - naprawdę, dla niego
                                                    właśnie warto było tam iść, ale nie warto wydawać takiej kasy.
                                                    No wiec , pojedli , popili , czas wracać do domu i domyślacie się jakim
                                                    sposobem, sposobem szukania taxi, pod pretekstem szukania taxi i jej ciężkiego
                                                    złapania doszliśmy do Wysokiej Bramy piechotką z samiutkiej Przystani przy
                                                    obciążonych zołądkach, bo już mi było wszystko jedno czy jadę czy ide. Była to
                                                    ostatnia wędrówka ludu po Olsztynie.
                                                    Potem szykowałyśmy sie na zjazd. Ponieważ cały czas wychodziłam sie w dwóch
                                                    koszulkach Olsztyn jest piękny na zjazd włożyłam skromną kreację z myślą o
                                                    zabawie i nie pomyliłam się, nie miałam też żadnych oporów, zeby się nie
                                                    zabawić i nikt też nie miał. Rano, sniadanko w Dziupli i odjazd.
                                                    Było, mineło, zostały wspomnienia.

                                                    I jo tam buła buła , to takie ładne buło. Sukienke mniołam z papsieru, żonek z
                                                    masła, buty z glomzdy (sera). Jekem tancowała, obleka sie poderła, masło
                                                    zleciało, buty, jakem skokła, to sie rozlecieli, dwa durki w nosie i skońcyło
                                                    sie.
                                                    Kedy bande eszcze roz w Łolstynie łopsisze bezuch po naszamu.
                                                  • giga5 Re: II wyprawa do Łolstyna 04.07.06, 22:42
                                                    Witam Cię Rita z Olsztynasmile)
                                                    Byłam dzis na Twojej ukochanej plaży.
                                                    Woda cieplutka, a chętnych do kąpieli nie małosmile)
                                                    Na wodzie żaglówki rowerki i kajaczki.Jutro też się wybiorę.
                                                    I Tylko Ciebie tu brakujesmile)
                                                    Pozdrawiam cieplutko
                                                  • rita100 Re: II wyprawa do Łolstyna 05.07.06, 20:18
                                                    Tak , ten wątek będzie czekał na nastepne opisy fiki miki Riti wink))))
                                                    Giga, jeszcze nie mam nic ustalonego , pod koniec sierpnia postaram się zboczyć
                                                    z drogi. Giga , a czy czasmi nie chcesz się wybrać na Zjazd w Gietrzwaldzie
                                                    Warmijaków - zobaczysz, napiszesz nam ilu ich tam bylo. Bedą imprezy.
                                                    Po drodze grzyby nazbierasz wink))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka