Ziomecka Warmii i Mazur

27.03.06, 21:25
Jesteśmy spadkobiercami Warmiaków i Mazurów, którzy przez wieki żyli na tej
ziemi i pozostawili po sobie ślady kultury materialnej i duchowej. W obecnej
chwili zdecydowana większość tej krainy nie ma ukształtowanej tożsamości
regionalnej i poczucia trwałej więzi z miejscem zamieszkania. Dlatego warto
poznać zwyczaje, tradycje, folklor i przybliżyć się do przodków Tej ziemi.
Pomagać nam w tym będzie doskonała praca zbiorowa pod redakcją Bogumiła
Kuźniewskiego "Warmiacy i Mazurzy"

Nazwa "Warmia" ( niem. Ermland) pochodzi od pruskiego plemienia Warmów
zamieszkującego obszar w dolnym biegu Pasłęki.
Mazury zamieszkiwały pruskie plemiona Galindów i Sasinów.
Krzyżacy bez większych trudności podbili w XIIIw tą ziemię.
Teraz spokojnie przechodzimy do ciekawego życia tej ludności w owych czasach.
Cofniemy się kope lat, a może dalej ... wink))
    • rita100 Re: Nigdy się nie przeje - Chleb 27.03.06, 21:27
      Nigdy się nie przeje
      Mówiono o nim czyli o chlebie Warmiacy i Mazurzy. Raz w tygodniu wypiekano 5-8
      bochenków chleba o wadze 3-4 kilogramów każdy. Po nagrzaniu wnętrza pieca
      chlebowego sprawdzano jego temperaturę. "Kosiorem" pociągano po trzonie pieca i
      jeżeli sypały sie iskry, to temperatura była wystarczająca, aby wsadzić bochny
      chleba.
      Tradycja uszanowania chleba jest odwieczna, a chleb jest najważniejsza pozycja
      jadłospisu. Walka o chleb jest walką o życie, więc warto poswięcić kilka
      wersetów ku chwale Bochanka Chleba smile

      Pierwszy do stołu podchodził ojciec i, przeżegnawszy bochan znakiem krzyża,
      krajał wiekie skiby czarnego chleba.

      Nie wolno bylo darować ani pożyczać całego bochanka chleba, żeby
      błogosławieństwo nie łobróciło się zupełnie od domu. Należało koniecznie
      kawałek chleba łodkroić i sobie łostawić.

      Jeśli kawałek chlebka upadł na ziomecke, podnosząc, pocałujta go "na
      przeprosiny".

      Resztek chleba nie należy wyrzucać. Jeśli nie nadaje się do spożycia należy go
      spalić, co wiązało sie z pradawną wiarą w oczyszczającą moc ognia.

      Chlebem i solą witano nie tylko mlodą parę, lecz również osoby, którym chciano
      łokazać szacunek. Chlebek dawali dziecku rodzice chrzestni, aby nigdy nie było
      głodne.
      • rita100 Re: Nigdy się nie przeje - Chleb 27.03.06, 21:27

        «`'•.¸...:¸.•Bochan chleba
        Błogosławinaś ty, Matko Ziemio,
        Co tak łopatką sypsiesz nam ziarka.
        Zbożem wypachnie pod strop stodoły,
        Łobrodziło sia żyto i jarka.'´»

        (¸.•*'´(¸.•*'´ `'*•.¸)`'*•.¸)


        • rita100 Re: Nigdy się nie przeje - Chleb 27.03.06, 21:28
          A oto wiersz poświęcony bochenkowi chleba, napisany przez Marię Zientara-
          Malewską.

          Bochan chleba
          Błogosławinaś ty, Matko Ziemio,
          Co tak łopatką sypsiesz nam ziarka.
          Zbożem wypachnie pod strop stodoły,
          Łobrodziło sia żyto i jarka.

          Matka położy na stole bochan,
          Tak łokraglutki jak złote słonko,
          Łojciec zakreśli nożem znak krzyża,
          Potem łukraje dzieciom po glonku.

          Będzie no noju chleba dostatkam
          I no sierotki zbziegnie też skrajka,
          I no kaleki, i no babuśki,
          Co nama pozie zieczoram bajka.

          Przędzie babuśka do kitlów,
          Kranci sia szpulka, kółko furkoce,
          A mróz maluje ksiatki na szybach,
          Łokanicami zicher szamoce.

          Oj pozieduje babka stuletnia,
          Jek to na Warmii kiedyś bywalo,
          Kiedy na dżuma wymerli ludzie,
          A zboże zimą powymarzało.

          Żyta tak mało zebrano z pola,
          Że chleb psieczono tylo na śwenta,
          A ludzie jedli mech i korzenie,
          Wszytko to babka jeszcze pamięto.

          O, moje dzieci - szepcze-kochane,
          Każdy kawałek chleba szanujta,
          Kiedy łupadnie woma kruszynka,
          Zaroz podnieśta i pocałujta.

          Przeprośta chlebek, coby nie zbrakło,
          Bo wy nie zieta, co to głód znaczy,
          Blogosławiona niech będzie ziemia,
          Co świeżym chlebem wszystkich uraczy.


          • rita100 Re: Nigdy się nie przeje - Chleb 27.03.06, 21:29
            Ale Warmiasy i Mazurzy nie tylko powaznie podchodzili do Chleba, także
            potrafili trochę zażartować i tak powstała sliczna pieśń mazurska:
            "Jak zwierzeta chleb piekly."

            Dwa gołębzie, dwa gołębzie
            żyto wymłócili, żyto wymłócili.

            Kur z kokoso, kur z kokoso
            do młyna wynoso, do młyna wynoso.

            Baran niele, baran niele
            siuchna mąckie sieje, siuchna mąckie sieje.

            Psies drwa rombzie, psies drwa rombzie
            suka na młyn trąbzi, suka na młyn trąbzi.

            Świnia chleb wygniata, świnia chleb wygniata,
            prosię wodę nosi, prosie wodę nosi.

            Koń w psiecu pali, koń w psiecu pali,
            kobyła go chwali, kobyła go chwali.

            Gęś siodłata, gęś siodłata,
            skrzydłem psiec wymiata, skrzydłem psiec wymiata.

            Myska chlebek sadza, myska chlebek sadza,
            kotek ji zawadza, kotek ji zawadza.

            A psik kocie, a psik kocie,
            nie myl mi w robocie, nie myl mi w robocie.

            Capla dzika, capla dzika,
            z psieca chleb wymyka, z psieca chleb wymyka.

            Bocian dziki, bocian dziki,
            bochenecki licy, bochenecki licy.

            Krowa płowa, krowa płowa,
            chleb do safy chowa, chleb do safy chowa.

            Cy jus wsyscy ?
            Nie esce.

            Dwa dziory w nosie, dwa dziory w nosie,
            no i skońcyło się, no i skońcyło się smile
            • rita100 Re: Nigdy się nie przeje - Chleb 27.03.06, 21:31
              Pieśń o młynarzu

              A komóż tak jak młynarzom:
              na słoneczko nie wyłażą,
              jeno leżą sobie w chłodzie,
              rozkazują robić wodzie.
              Wódka robi jak poddana
              na młynarza i na pana....
              • rita100 Re: Wioski warmińskie 27.03.06, 21:32
                Wioski warmińskie
                Leżały nad brzegami jezior lub nad rzekami. Chaty stały najczęściej po obu
                stronach drogi. Niemal w każdej wiosce stawiano na wzgórzu kościół lub kaplicę.
                Przy drogach stały murowane kapliczki z figurą Matki Boskiej lub drewniane
                krzyże z polskimi napisami.

                Stawianie chałup wiązało sie z pewnym rytuałem.

                1. Ofiary przy zakładzinach - czyli zabite zwierze zakopywano w fundamentach.
                Pod fundamenty kładziono butelkę lub garnek gliniany z pieniędzmi. Pod próg
                kładziono poświęcony obrazek lub Biblię.
                (Teraz wiemy już gdzie szukać skarbu wink

                2. Wiecha - na szczycie konstrukcji dachowej zatykano wianek z koroną z
                kwiatów, gałązek świerku i ziół jako symbol życia i szczęscia.
                (Tradycja do dziś świetnie sie przyjeła )

                3. Rychtunek - po zawieszeniu wiechy na Warmii przygotowano ucztę. Cieśla
                przemawiał do robotników i godpodarzy, życząc im błogosławieństwa bożego w
                nowym domu. Póznie gospodarz częstował wódką, a gospodyni podawała "kucha"
                i "begielek"
                (Ile się tu wódeczki rozlało wink

                Dla tych co będą budować modne tak dziś chałupki, będzie kilka uwag od dawnych
                Warmiaków - o wierzeniach, o zasiedleniu i wprowadzeni. Teraz zapraszam na
                tabake - poniuchamy razem . Warmiacy by powiedzieli, że od zażywania tabaki i
                łoczy zdrowe i łoddychać lekko smile
                • rita100 Re: Budowa chałupy 27.03.06, 21:33
                  Wierzenia związane z budową chałupy:
                  - Budowę chałupy należy rozpocząć w czasie pełni ksiązyca gdyż to gwarantowało
                  dostatek w nowym domu.
                  - Do nowo wybudowanego domu nie wolno wchodzić gdyż grozi to nieszczęściem. Z
                  tego powodu wrzucano najpierw psa albo kota do izby i dopierow wchodzili tam
                  ludzie.
                  - W niektórych okolicach Mazur pierwsza wchodziła gospodyni z miotłą, która
                  wrzucała przed siebie we wszystkich pomieszczeniach.

                  Zasiedlenie nowego domu na Warmii
                  - Najpierw szli gospodarze, niosąc krzyż i święte obrazy, potem niesiono bochen
                  chleba, aby go nigdy nie zabraklo, dalej inną żywność oraz meble i inne sprzety
                  domowe. Najbliższej niedzieli zapraszano księdza, by chatę wyświęcił. Po tej
                  ceremoni gospodyni rozniecała ogień na kominie i gotowała pierwszy posiłek dla
                  wszystkich, którzy pomagali budować dom.

                  Wprowadzenie do nowego domu.
                  - Do nowego domu należało najpierw wnieść chleb, sól i pieniądze, które
                  symbolizowały szczęście, bogactwo i pomyślność, a stół ognisko domowe.
                  - Pierwszy sen w nowym domu zawsze sie sprawdzał.
                  - Znaleziona podkowa, przybita gwoździem do progu, przynosiła szczęsćie.
                  - Żaba lub inny gad podłożony pod próg dawały nieszczęście.
                  - Rycie kreta w domu wrózyło śmierć. (pamiętajmy , ze podłoga była gliniasta)
                  - Stal podłożona pod próg domu chroniła przed piorunami.

                  to jest fajne smile
                  - Jeżeli mężowi umarło kilka żon, to następną wprowadzano do domu przez okno.

                  Teraz juz wiemy jak budować wille wink


                  • rita100 Re: Budowa chałupy 27.03.06, 21:34
                    www.domwarminski.pl/content/view/24/63/
                    Opis w gwarze smile
                    Wokół chat były chezy , był rik otaczający wągród. Wągrodzie lechy. W skład
                    chezy wchodzi krównia i wolnostojąca pwnica.
                    chezy- zabudowania gospodarcze
                    rik - ogrodzenie kamienne
                    krównia - obora
                    lechy - grządki
                    piwnica - sklep


                    • rita100 Re: Wnętrze chaty 27.03.06, 21:36
                      Też ciekawe. Była to jedna wielka izba. Na ścianach wisiały religijne obrazy a
                      na oknie religina figurka, najczęściej świętego patrona. Żyła w niej cała
                      rodzina, często z parobkami i służącą. Dla jednej rodziny było jedno łózko.
                      Sprzęty domowe stół, skrzynia, kilka stołkow, jakieś miski i garnki.
                      W kącie za łózkiem obowiązkowo musiała stać beczka kiszoneju kapusty. Na półce
                      zwanej trzanem obok Bilbli, śpiewnika musiała również stać buteleczka
                      gorzałeczki.


                      • rita100 Re: Społeczeństwo wiejskie 27.03.06, 21:37
                        było dawniej zamknięte, w której obowiązywała ścisła hierarchia ustalona według
                        cenzusu majatkowego. Najwyżej stali - "gburzy", młynarze i kowal, później inni
                        wiejscy rzemieślnicy jak garncarze, stolarze , jeszcze niżej chałupnicy,
                        ogrodnicy, komornicy. Najniższą warstwę stanowili ludzie ubodzy, bezdomni,
                        wędrujący po odpustach i jarmarkach lub siedzący pod kościołem.
                        Od 1842 we wsi mieszkali : karczmarz, sołtys, dziewięciu gburów, sześciu
                        chałupników, kowal i pasterz.

                        Ciekawostką jest to, że zagrodnikami, chałupnikami czy komornikami stawali się
                        często synowie, bracia z rodzin gburskich czyli najbogatszych, dlatego, że
                        gospodarstw nie wolno było dzielić pomiędzy dzieci czy innych spadkobierców.

                        Wydaje mi się , że bardzo dobrze, w ten sposób jeden właściciel może lepiej
                        zadbać o dziedzictwo niż dzielić je na kawałeczki. Takie powinno być prawo do
                        dziś wink
                        • rita100 Re: Stosunki rodzinne 27.03.06, 21:38
                          Mąż- żona
                          Od kobiet wymagało sie posłuszeństwa, nawet przy pomocy kija. Kobiety sie na to
                          godziły mówiąc, że mąż musi żonę okładać kilem, ale nie zatęgo ! Wybaczano
                          mężom wiele, np.picie alkoholu.
                          Dzieci były przyzwyczajone do bezwzględnego posłuszeństwa i wychowywane z
                          despotyczną surowością. Stanowiły tanią siłę roboczą. Córka zaś bez żadnego
                          wpływu na wybór narzyczonego.
                          Srogość rodziców nie zrywała więzi rodzinnych.
                          A oto dawny rym dziecięcy:
                          Wilk - zilk

                          Gdzie zilk ? - za góro !
                          Co robi ? - gęsi drze !
                          Siła ich nader ? - półkopek !
                          Jakie ma ocy ? - Jak węgle w nocy.
                          Jakie ma usy ? - Jak dwa obrusy.
                          Jaki ma nas ? - Jak polski gros.
                          Jakie ma ręce ? - Jak dwa obręce.
                          Jakie ma nogi ? - Jak dwa patogi.
                          Jaki ma pysk ? - Taki, co cię pozre.
                          • rita100 Re: Stosunki rodzinne 27.03.06, 21:39
                            Gość: tralala 30.07.05, 23:48 zarchiwizowany


                            Czarna strona stosunków rodzinnych i zagadka (nietrudna) dla polonistów - czy
                            ta pieśń warmińska nie przypomina pewnego znanego utworu poetyckiego?

                            Stała nom sia nozina:
                            Pani pana zabziuła.
                            W łogródku go schowała
                            Drobny rutki zasiała.
                            Rutko, rutko, ruteczko,
                            Rośnij ty też wysoczko.
                            Rutka rosnónć nie chciała
                            Bo za pana truchlała.

                            (O pieśni ludowej na Warmji - z książki 'Za północnym kordonem - Prusy
                            Wschodnie')
                            • rita100 Re: Stosunki rodzinne 27.03.06, 21:40
                              inka28 31.07.05, 11:04 zarchiwizowany

                              A przypomina.

                              Zbrodnia to niesłychana,
                              Pani zabija pana;
                              Zabiwszy grzebie w gaju,
                              Na łączce przy ruczaju,
                              Grób liliją zasiewa,
                              Zasiewając tak śpiewa:
                              "Rośnij kwiecie wysoko,
                              Jak pan leży głęboko;
                              Jak pan leży głęboko,
                              Tak ty rośnij wysoko."
                              ...

                              To początek ballady "Lilije" Mickiewicza. Ale może motyw kobiety grzebiącej
                              mężczyznę to jakaś powszechna
                              rzecz w tamtych czasach?
                              • rita100 Re: Stosunki rodzinne 27.03.06, 21:41
                                Gość: tralala 31.07.05, 11:23 zarchiwizowany


                                'Jest to stara pieśń prapolska, znana w różnych okolicach ziem polskich w
                                kilkudziesięciu warjantach, która posłużyła Mickiewiczowi za temat do
                                ballady "Lilije". Jak twierdzi p. Eugenjusz Kucharski w wydanej przed paru laty
                                we Lwowie rozprawie p.t. "Pani pana zabiła", pieśń ta powstała w wieku XIII-
                                tym, - zapewne na Śląsku. Tyle więc czasu utrzymuje się ta pieśń w ustach
                                polskiego ludu - i dotarła aż na Warmiję.' O pieśni ludowej na Warmji - z
                                książki 'Za północnym kordonem - Prusy Wschodnie'(rok wydania 1933)
                                • rita100 Re: Stosunki rodzinne 27.03.06, 21:41
                                  broneknotgeld 31.07.05, 12:25 zarchiwizowany


                                  Z połednia na połnoc pieśniczka leciała
                                  Ło ślubny co chopa tu zamordowała.
                                  • rita100 Re: Stosunki rodzinne 27.03.06, 21:44
                                    Tralala - ale zagadka była fajna - gratuluje Ince odpowiedzi - bardzo , bardzo
                                    ciekawe to bylo - dziś uciekam , bo nadchodzi znów burza, musze chronic
                                    komputer.
                                    Pozdrawiam też Bronka - fajny wateczek smile
                                    • rita100 Re: Klatnik 27.03.06, 21:45
                                      No więc strasznie pracowano w tych czasach. Praca zaczynala się o piętej rano,
                                      a kończyła się wraz z wieczornym dzwonieniem na Anił Pański. Utrwaliło sie to w
                                      porzekadle : "Słoneczko za las, to ja gburze nie wasz".
                                      Pojawiali się też na wsi wędrowni handlarze: Żyd sprzedający igły, nici, guziki
                                      i inne wyroby pasmanteryjne, "klatnik" - człowiek skupiający stare, zużyte
                                      tkaniny i ubrania, czyli klaty. Taki klatnik zajeżdzał do wsi wozem konnym; na
                                      nim były garnki, naczynia fajansowe, jarmarczna biżuteria i zabawki dla dzieci.
                                      Za klaty płacił tym co miał na wozie.

                                      Ten zwyczaj długo przetrwał , nawet na południu Polski, pamiętam, przyjeźdzał
                                      klatnik i skupował stare bezużyteczne rzeczy zwane chyba do dziś klamoty lub
                                      klamotami. Było chyba takie coś.
                                      • rita100 Re: Obyczaje rodziny 27.03.06, 21:45
                                        Obyczaje rodziny
                                        Umiera gospodarzowi zamożnemu żona, wtedy natychmiast wprowadza się do niego
                                        byle jaka kobieta, która sobie wszystkie prawa żony wobec męża przywłaszcza,
                                        oczywiście za jego przyzwoleniem. Dzieje się to często nawet już w dzień
                                        pogrzebowy.

                                        Dobrze wiedzieć, ze taki obyczaj istnieje - w razie czego, w sądzie można sie
                                        na niego powołać. Bądźmy dzieweczki czujne wink)))))
                                        Ale .....

                                        Żona i dzieci bez sprzeciwu uznają wole ojca. Kobieta musi być poważna, bez
                                        takich sobie serdecznych małżeńskich stosunków, bez tkliwych scen. Gdy
                                        wyruszają razem do miasta wtedy pamietajcie , mąż podąża przodem, a żona musi
                                        kilka kroków za nim. Jeśli zabierają ze sobą tłumoczek, to niesie go kobieta.

                                        ps: wyobrażam sobie życie Warmiaków w dziesiejszych czasach, marketowych,
                                        wspaniały scenariusz na film regionalny.
                                        Ciekawe czy wiecie co oznacza - gacono, gacić coś, łogacić ?
                                        • rita100 Re: Praca Warmiaków 27.03.06, 21:46
                                          nigdy się nie kończyła. Wiosną były przygotowania ziemi pod uprawy. Lato i
                                          jesień to czas pielęgnacji upraw i zbiorów, czas gromadzenia zimowych zapasów.
                                          Jesienią siano oziminy i gacono chatki czyli ocieplano od zewnątrz. Zimą
                                          nastawał czas napraw narzędzi, czas młócki i przędzenia lnu oraz wełny, a także
                                          czas tkania.
                                          Nie zawsze był szczęśliwy czas ludzi starszych. W niektórych rodzinach ,ludzi
                                          starszych traktowano z szcunkiem i miłością, w niektorych starano się ich
                                          pozbyć uprzykrzając im życie.

                                          Mimo pracy ludzie mieli czas na gry i zabawy, i tak grali w karty w "zechziga",
                                          psieska, czarnego piotrusia albo w kasztelana na frojerki (zapałki), szyszki
                                          sosnowe, rzadko na pieniądze. Kto wygrał, musiał stawiać gorzałkę. Biada temu,
                                          kto został "czarnym piotrkiem". Dziewczęta smarowały go sadzami i
                                          nazywały "pofajdokiem".
                                          • rita100 Re: Praca i zabawa 27.03.06, 21:47
                                            Wieczory zimowe sąsiedzi zbierali się kolejno u któregoś w chałupie.
                                            Rozmawiali, gawędzili, palili fajki i naprawiali sieci.

                                            Kobiety skręcaly nici lniane i śpiewały rózne pieśni. Szczegolnie Mazurki znały
                                            bardzo dużo piesni, które śpiewały chętnie i pięknie na serdeczną nutę.
                                            Podobnie jak podczas wspolnich prac w polu, szczególnie żniw rozlegały się
                                            śpiewy kobiet i dziewcząt.

                                            Okazją do wspolnych spotkań towarzyskich był też zwyczaj wspólnego przędzenia.
                                            Przy tej okazji opowiadano baśnie i autentyczne historie, śpiewano, a po
                                            zakończonej pracy tańczono. Gospodynie przygotowywały poczęstunek - czyli
                                            pieczone kartofle z olejem lub "surgały" - wałeczki z drożdzowego ciasta
                                            suszone w piekarniku i spożywane z ciepłym mlekiem.

                                            Jeszcze przejdziemy do śpiewów i tańców - a może i znajdziemy stare
                                            przyśpiewki, ktore tak dawno, dawno temu kobiety sobie śpiewały.
                                            • rita100 Re: Obciązenia podatkow 27.03.06, 21:48
                                              Urzędnika nazywano skucynik
                                              czyli taki co dokucza ludziom.

                                              Tu musze powiedzieć , że ciekawy był podatek solny. Władze pruskie wprowadziły
                                              monopol na sól. Każdej rodzinie wiejskiej wyznaczono określoną ilość soli po
                                              ustalonej cenie. Sól o wartości 2 talary sprzedawano po 6 talarow. Każdy
                                              poddany musiał wykupić przydział soli, jeżeli tego nie uczynił, podlegał karze
                                              chlosty, a za trzecim razem nawet karze śmierci. Przemyt był surowo karany.

                                              Coś na marginesie, okazuje się , ze sól z Wieliczki przyczyniła sie do budowy
                                              tak wspaniałego i podziwianego miasta jak Kraków. To dzięki handlowi tej soli,
                                              ktora w owych czasach była na wagę złota powstało wiele zabytków , pałaców.
                                              Jedni mowią, że Kraków Wieliczka zbudowała, jako że krol dysponował solą i
                                              dlatego został zbudowany Wawel , za cenę soli. Kiedy się sól wyczerpała , a
                                              cena soli radykalnie spadła inny król przeniósł stolicę do Warszawy, bo tam mu
                                              obiecano i tak do dziś tam własnie obiecują, obiecują.... taka to oto
                                              wspólczesna legendy ciąg dalszy wink
                                              Już niedlugo będzie o pozywieniu i jadle smile
                                              • rita100 Re: Higiena 27.03.06, 21:49
                                                Poziom higieny ludności wiejskiej był w tamtych czasach bardzo niski. Nie
                                                dziwmy sie , ze szalały rózne zarazy i choroby. Zdrowi i chorzy, dorośli i
                                                dzieci sypiali po kilkoro w jednym łózku. Domu nie wietrzono, złamania
                                                nastawiał owczarz, a kowal pełnił funkcje dentysty. Kąpiel odbywała sie raz w
                                                roku w specjalnej bali czy korycie, a w lecie tylko w stawach czy rzeczkach.
                                                Przed drzwiami leżała kupa obornika, na którą załatwiała wszelkie potrzeby cała
                                                rodzina. W okresie zimowym czyniono to nawet we wnątrz izby.
                                                Rewolucyjne zmiany przyniosło dopiero dwudziestolecie międzywojenne
                                                • rita100 Re: Sposoby leczenia 27.03.06, 21:49
                                                  Sposoby leczenia
                                                  A teraz bardzo ciekawe sposoby leczenia.
                                                  - Środek przeciwko wycieńczeniu.
                                                  Dwie baby brały chore dziecko, jedna podawała drugiej przez płot i z powrotem
                                                  je odbierała. Czynność należy powrórzyć trzy razy.
                                                  ( To taktyka polityczna Robiego - ciągle wybieramy tych samych wierząc , że nas
                                                  uzdrowią - tak robisz Robi - ci sami ludzie w róznych partyjkach z rąk do rąk i
                                                  w ten sposób uzdrawiasz )
                                                  - Zimnica.
                                                  Na zimnicę najlepszym środkiem była wódka.
                                                  - Febra.
                                                  Dawniej do odpędzania febry używano Ewangelii św. Jana.
                                                  - Żółtaczka.
                                                  Na żółtaczkę pomagało robactwo na chlebie z masłem.
                                                  - Ból głowy.
                                                  Cierpiącemu na ból głowy stawiano na głowie garnek z wodą, w ktorej był kawałek
                                                  stali.
                                                  - Ból zębów.
                                                  Najlepszym sposobem na bol zebow było przyglądanie się księzycowi na nowiu w
                                                  nieruchomej postawie. Inny sposób to dotknąć chory ząb trzy razy kością z
                                                  cmentarza.


                                                  • rita100 Re: Sposoby leczenia 27.03.06, 21:50
                                                    Gość: tralala 04.08.05, 21:53 zarchiwizowany


                                                    To pewnie niejeden wolał zachorować na zimnicę, niż na żółtaczkę (fuj) lub
                                                    cierpieć na ból zębów (kość z cmentarza - strach się bać!).
                                                  • rita100 Re: Sposoby leczenia 27.03.06, 21:51
                                                    Gość: tralala 04.08.05, 21:51 zarchiwizowany


                                                    Spośród wielu epidemii nękających Prusy wspomnę o dżumie, która nawiedziła te
                                                    ziemie w latach 1708-1710. Wprawdzie już w 1708 roku powołano Kolegium Zdrowia
                                                    z siedzibą w Królewcu, które opracowało i upowszechniło zasady zapobiegania
                                                    dżumie i leczenia tej choroby, lecz nie powstrzymało to to wybuchu epidemii.
                                                    A zalecano utrzymywanie w czystości ulic, wody, zakrywanie studzien,
                                                    dezynfekcję domów przez palenie jałowca, rogów, prochu, a nawet bursztynu i
                                                    kadzidła. Mieszkańcom Prus radzono, by przed wyjściem z domu zjedli posiłek
                                                    (uważano, że głód jest przyczyną dżumy), lub choć kawałek chleba z rutą.
                                                    Oddychać należało przez chustkę lub gąbkę umoczoną w occie rucianym. A przed
                                                    wszystkim zamknięto granicę z Polską, do której zarazę dżumy przyniosły w
                                                    1701r. wojska szwedzkie. Nie na wiele się to zdało - pierwszy przypadek dżumy
                                                    oddnotowano we wsi Białuty na Działdowszczyźnie, a we wrześniu 1708 r. dżuma
                                                    zaatakowała Olsztynek. Ponoć syn miejscowego kapelusznika przywiózł dla swych
                                                    trzech sióstr suknie z Polski. Wkrótce wszystkie zachorowały i zmarły. Niebawem
                                                    zmarł sam kapelusznik, jego żona, dwóch synów i służąca. Do początków listopada
                                                    w Olsztynku pochowano ponad 400 ofiar zarazy.
                                                    Dżuma szalała do końca 1710r. Spośród 600 tys. ówczesnej ludności w Prusach,
                                                    ok. 235 tys. pochłonęło morowe powietrze. ('Życie codzienne na dawnych ziemiach
                                                    pruskich'). Dżuma wyludniła też Olsztyn, a na cmentarzu dla zadżumionych w
                                                    1737r. postawiono figurę Chrystusa, którą dziś można zobaczyć obok kościoła
                                                    NSJ.


                                                  • rita100 Re: Sposoby leczenia 27.03.06, 21:52
                                                    Tak, czytałam o tych chorobach, właściwie to te zarazy wyniszyły ludność
                                                    warmińską, ogromne, ogromne spustoszenie zrobiła dżuma - nawet musieli
                                                    sprwadzać ludność ze Śląska by zasiedlić tereny stąd sa te nalecialości
                                                    niemieckie.
                                                    Tralala - czy zachowały sie jakies nagrania pieśni warmińskich czy mazurskich ?
                                                    Jeszcze o tym będziemy jak pozwolisz rozmawiać , jesteś moim wielkim źródłem
                                                    wiedzy.
                                                  • rita100 Re: pieśni warmińskie - nagrania 27.03.06, 21:53
                                                    Gość: tralala 05.08.05, 12:20 zarchiwizowany


                                                    Oj, nie wiem, czy zachowały się jakieś autentyczne nagrania pieśni warmińskich
                                                    lub mazurskich. Jeszcze ponoć w latach 50 i 60 można było usłyszeć na ulicach
                                                    Olsztyna (a pewnie częściej na targowiskach) ludzi mówiących gwarą warmińską.
                                                    Ale po smutnej w skutkach dla naszej ziemi decyzji z lat 70 o 'łączeniu rodzin'
                                                    dziś trudno znaleźć ludzi żyjących tu z 'dziada pradziada'. Ale może ktoś z
                                                    czytających ten wątek ma takie nagrania? A może wie, gdzie można je znaleźć?
                                                    Na razie pozostają nam gawędy warmińskie Edwarda Cyfusa 'Po naszamu' wydane z
                                                    kasetą, a na stronie domwarminski obiecana co dwa tygodnie nowa gawęda tego
                                                    autora - tyle, że teraz wakacje i z obietnicy została tylko jedna gawęda
                                                    lipcowa sad
                                                  • rita100 Re: Pożywienie 27.03.06, 21:54
                                                    Podstawą pożywienia Mazurów były ziemniaki. Nigdy nie gotowano je w łupinach,
                                                    uważając, że jest to potrawa w takiej postaci dla więźniów albo dla świń.
                                                    Posiłki spożywano w kuchni na dokładnie wyszorowanym stole, tylko w dni
                                                    świąteczne zasiasano w pokoju przy stole z białym obrusem. W dni powszednie
                                                    jadano wspólnie z jednej glinianej lub kamionkowej misy, posługując się
                                                    drewnianymi łyżkami. Talerzami, widelcami i nożami posługowano się niechętnie -
                                                    "mam pięć palców, na co mi te widły ?" - mawiano. Przed rozpoczęciem jedzenia
                                                    odmawiano wspólnie pacierz. Bez pacierza siadać do stołu było "niełobyczajnie"

                                                    Posiłki u bogatych rodzinach na Warmii.
                                                    - godz.5 - sniadanie czyli frysztyk
                                                    - godz.10 - drugie śniadanie czyli podśniadaniec, przedpołudnik lub podobjadek
                                                    - godz.12 - objad
                                                    - godz.16 - podwieczorek czyli podfesperk
                                                    - godz.20 - kolacja czyli ziecierza
                                                  • rita100 Re: Kuchnia biskupia 27.03.06, 21:55


                                                    Nieco przewrotnie zaproponuję zajrzeć do kuchni (i kiesy) biskupa warmińskiego
                                                    Marcina Kromera. W roku pańskim 1587 wydał on na utrzymanie służby kuchennej na
                                                    zamku w Lidzbarku Warmińskim 107 grzywien pruskich (w tym czasie kwintal zboża
                                                    kosztował 2-3 grzywny), a zatrudnniał w kuchni 15 osób. Byli to:
                                                    1. Stanisław kucharz - 15 grzywien i siedem łokci sukna,
                                                    2. Tomasz pomocnik - 12 grzywien
                                                    3. Grzegorz, co pewien czas pomagał - 3 grzywny
                                                    4. Grzegorz pierwszy kucharz - 6 grzywien
                                                    5. Ten, co musiał odejść z pracy - 3 grzywny
                                                    6. Kucharz kurii - 12 grzywien
                                                    7. Adam jego pomocnik - 6 grzywien
                                                    8. Baranek, nowo zatrudniony do pracy na rzecz domowników pierwszej rangi - 1
                                                    grzywna
                                                    9. Bartosz sługa w kuchni - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                    10. Jerzy sługa w kuchni - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                    11. Andrzej sługa do zmywania naczyń - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                    12. Jego następca Jan - 3 grzywny i 10 szelągów
                                                    13. Maciej opiekujący się kurami - 6 grzywien
                                                    14. Michał piwniczny (co już umarł) - 10 grzywien
                                                    15. Jakub jego następca - 5 grzywien.

                                                    Kto chce niech zsumuje (1 grzywna liczyła 60 szelągów) - czy to faktycznie 107
                                                    grzywien. A musieli ci wszyscy kucharze i ich pomocnicy nagotować jadła dla
                                                    około 150 osób, które na zamku pracowały lub gościły na dworze biskupa. No i
                                                    mamawiam do zwiedzania zamku lidzbarskiego, znanego tu - niech się mieszkańcy
                                                    grodu Kraka nie obruszają - jako Wawel Północy smile


                                                  • rita100 Re: Kuchnia mazura 27.03.06, 21:57
                                                    Koniecznie to przeczytajcie - bardzo ciekawe smile
                                                    Latem chłop mazurski zabierał sie do pracy o 5 rano na czczo. O siódmej
                                                    spożywał pierwszy posiłek złożony z kapusty kwaszonej, ziemniaków i wódki.
                                                    O godz. 10 wypijał kieliszek wódki i zjadał kawałek chleba. Na objad
                                                    najczęsciej żur z ziemniakami. Na ziecierze jadł kapustę kiszoną z ziemniakami
                                                    i znow wódeczka.
                                                    Oprócztych dań również przygotowywano kluski z mąki pszennej, do klusek
                                                    przygotowywano "zaklepkę" czyli zupe z kwaśnego mleka. Podawano też słodkie lub
                                                    kwaśne "klekoty" W czasie żniw najczęsiej podawano "breję" ze skwarkami i
                                                    kiełbasą. Na oleju smażono bardzo lubiane "plince" - placki ziemniaczane.
                                                    Częstą potrawą były też "surgały" - długie, cienkie wałeczki z pszennego
                                                    ciasta, suszone w piekarniku podawane z gąrącym słodkim mlekiem.
                                                  • rita100 Re: Menu 27.03.06, 21:58
                                                    Menu dla tradycyjnej jadłodajni:
                                                    - bury groch okraszony słoniną
                                                    - muza ze skrzeczkami
                                                    - muza z mlekiem
                                                    - krupy z olejem
                                                    - marchew z masłem lub ze skwarkami
                                                    - brukiew z masłem lub z olejem
                                                    - kluski kartoflane okraszane ze słoniną
                                                    - kluski kartoflane z zupą grzybową
                                                    - kluski kartoflane z grochem i kapustą
                                                    - kluski kartoflane z serwatka i maslanką
                                                    - kluski kartoflane z zaklepką z zsiadłego mleka
                                                    - kartofle z olejem
                                                    - szturane kartofle i kwaśne mleko
                                                    - plince na oleju
                                                    - breja ze skrzeczkami i kiełbasą
                                                    - kwasne lub słodkie klekoty
                                                    - jajecznica na wędzonce
                                                    - czernina z drobiu
                                                    - rentozina (wołowina) z kluskami lub kartoflami
                                                    - baranina z kluskami
                                                    - woszty z krupów - kaszanka
                                                    - surowa kapusta kiszona
                                                    - podstawą chleb, ktory nigdy sie nie przeje


                                                  • rita100 Re: Napoje 27.03.06, 21:59
                                                    Napoje
                                                    Głównym napojem codziennym była kawa zbożowa, którą przyżądzano z zieren
                                                    jęczmienia. Piło się też wodę , mleko i maślankę. Najbogatsi gospodarze
                                                    popijali prawdziwą kawę i herbatę. Ale najbardziej ulubionym napojem był tzw.
                                                    lenkwar, czyli napój ze sfermentowanego miodu z wodą, z dodatkiem ziaren
                                                    jałowca.. Był musujący, lekko gorzkawy, z wyraźnym jałowcowym zapachem.

                                                    Odzielnym zagadnieniem jest sprawa spożycia alkoholu.
                                                    Piwo od dawna pito w naszym regionie i to bardzo duzo. Tu możemy zauważyć , że
                                                    tradycja nie zagineła, jedynie browary. Wspomnę , że w samym Olsztynie w XIX
                                                    wieku było kilkanaście browarni. Wszytkie wspaniale prosperowały.
                                                    Sprzeczne opinie istnieją co do spozywania mocnych trunków. Wódkę kupowano, a
                                                    wina owocowe chłopi sami wytwarzali.
                                                  • rita100 Re: Uprawa ziemi 27.03.06, 21:59
                                                    Uprawa ziemi
                                                    Klimat i gleba na Warmii i Mazurach nie sprzyjał rolnistwu. Lata krótkie,
                                                    chłodne i wilgotne, a zimy bardzo silne i długotrałe mrozy. Urawiano zboże
                                                    jare, oziminy, ziemniaki , buraki i warzywa. Niemcy nauczyli Warmiaków siać len
                                                    i konopie dzieki którym nastąpił drastyczny rozwój regionu. Rozwineło się
                                                    doskonale tkactwo.
                                                    Wróćmy jednak do siewów. Warmiacy mieli swoje wierzenia związane z siewem -
                                                    bardzo proszę przeczytajcie, bo te wierzenia to dobra zabawa nawet i stanowią
                                                    tajemnicę dobrych plonów.
                                                    A więc zapraszam smile
                                                  • rita100 Re: Wierzenia związane z siewem 27.03.06, 22:00
                                                    Wierzenia związane z siewem
                                                    - Chłopi wywozili obornik na pole podczas przybywania księzyca i natychmiast
                                                    rozstrząsali pierwszą kupę aby robactwo nie dostało sie do zboża.
                                                    Tradycja ta została do dziś , bo nawet w niektóre rosliny w instrukcji pisze ,
                                                    że trzeba sadzić podczas przybywania księzyca smile
                                                    - Pszenicę należało siać we środę, dzięki temu wróble nie wydziobywały ziaren -
                                                    ponoć wróbelki w ten własnie dzień miały post wink
                                                    - Nie należało kłaść na stół nasienia do siewu, bo to powodowało , że rośliny
                                                    nie wzeszły.
                                                    - W supełek od płachty do siewu zawiącywano chleb, pieniądze i sól - zapewniało
                                                    to urodzaj.
                                                    - W czasie zasiewu nie wolno bylo pożyczać ognia, robić ługu z popiołu ani
                                                    prać, bo zboże by nie obrodziło.
                                                    - Kiedy w drodze do siejby siewca przejedzie przez płot, to nastąpi zmiana
                                                    nasienia.
                                                    - Przed siewem mieszają nasiona z trzema garściami ziemi z roli sąsiada; miało
                                                    to wrózyć szczęście.
                                                    - Jeżeli siewca zostawił kawałek roli niezasianej, to wrózyło, że umrze w tym
                                                    roku.
                                                    - Przy sianu zyta mówiono: "Pierwsza garść dla Pana, druga dla mnie, trzecia
                                                    dla ptaków".
                                                    - Aby wyplenić z pola siewnego oset, zakopywano na tym polu we czwartek po
                                                    zachodzie słońca drzazgę z drzewa, w które piorun uderzał.


                                                  • rita100 Re: Ważne instrukcje dla rolników 27.03.06, 22:01
                                                    Ważne instrukcje dla rolników
                                                    - Przy zasiewie grochu nie wolno puszczać wiatrów, aby robactwo nie dostało sie
                                                    do grochu.
                                                    - Bób przed zasadzeniem trzeba trzy razy przesypać przez spodnie.
                                                    - Na zagon gdzie sadzimy kapustę, kładziemy kamień, aby główki kapusty były tak
                                                    twarde jak kamień.
                                                    - Aby zabezpieczyć kapustę od gąsienic trzeba wziąść trochę piasku z grobu
                                                    ostatniego nieboszczyka i posypać nim sadzonki kapusty.
                                                    - Kobiety sadzące kaputę musza mieć na głowach mocno opasaną chustkę by kapusta
                                                    również miała mocno związaną główkę.
                                                    - Sprzedając ziemiaki na nasienie, należy trzy sztuki zostawić sobie, aby nie
                                                    utracić urodzaju. Ani jednej sztuki więcej ani mniej.

                                                    I takie przyslowie:
                                                    " Chceszli mieć kawałek chleba,
                                                    Pilnie ugór orać trzeba
                                                    Dobrze swą rolę uprawiać
                                                    I do siejby w czas się stawić.


                                                  • rita100 Re: Ważne instrukcje dla rolników 27.03.06, 22:02
                                                    Gość: tralala 10.08.05, 11:30 zarchiwizowany


                                                    A dopóki nie obsiało się własnego pola, nie wono było nikomu sprzedawać ziarna,
                                                    bo w ten sposób można było oddać własną pomyślność i błogosławieństwo.
                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo 27.03.06, 22:03
                                                    ciekawe, dodam , ze chyba też pozyczać nie wolnosmile

                                                    Len i tkactwo
                                                    Len uprawiany był na całym obszarze Warmii i Mazur. Właściwie z tego
                                                    utrzymywała sie cała wieś. Len siali wyłącznie starsi i doswiadczeni
                                                    męższczyźni. Za patronkę lnu uważano św.Helenę i starano się go posiać przed 21
                                                    maja
                                                    "Kto sieje len po św. Antonim
                                                    dobrego plonu nie spodziewa się po nim."
                                                    Produkcja przędzy i tkanin lnianych stanowiła główne źródło dopływu gotówki dla
                                                    większości małych gospodarst chłopskich. Zimą i wczesną wiosną całe rodziny
                                                    pracowały przy tykaniu lnu.
                                                    Na poczatku XIX wieku corocznie wywożono z samej Warmii len, przedzę oraz
                                                    płótno na 500 tys. talarów. Pezędzę sprzedawano głównie do Anglii i Holandi.

                                                    A tak sobie śpiewano o lenku smile

                                                    Oj, lenku, lenku, ty wiele
                                                    kosztujesz,
                                                    tak wiele ludzi cięzko
                                                    fatygujesz.
                                                    Prawda, że i ty wycierpiesz
                                                    niemało,
                                                    ale cię za to nosi ludzkie ciało.


                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo 27.03.06, 22:05
                                                    Ze wzgledu na prostą konstrukcję , narzędzia do wstępnej obróbki włokna
                                                    lnianego znajdowały sie w kazdym gospodarstwie, a w każdej chatce kołowrotek do
                                                    przędzenia. Zycie zimowe w gospodarstwach tętnilo śpiewem , przyśpiewkami,
                                                    gawędami w czasie wspolnego przędzenia.

                                                    Zwyczaj był taki, ze Panna Mloda musiała własnoręcznie utkać płótno na koszule
                                                    dla Pana Mlodego i w ręku ją uszyć. Przed ślubem mlody wdziewał podarowaną mu
                                                    koszulę i dawał swojej wybrance talara na szczęście.

                                                    szczegóły w wątku wesele warmińskie
                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo - wiersz 27.03.06, 22:07
                                                    Wiersz
                                                    Oto piękny wiersz niemiecki tłumaczony przez Gizewiusza , dzis od jego nazwiska
                                                    zostało nazwane miasto Giżycko dawne Lec lub z niemieckiego Lotzen.

                                                    Kwitnący len

                                                    Pośpieszmy na pola, na błonie kwitnące,
                                                    lnu ziółko tam widać dla dziewcząt rosnące.
                                                    Zieleni sie mile, wysmukłe i drobne,
                                                    niejako dziewicom młodziuchnym podobne.

                                                    Tam pysznią się klosy w swym złotym ubiorze,
                                                    lnu ziółko, tu stoi w swej cichej pokorze.
                                                    Na główce modrzuchna jak niebo korona,
                                                    ta najczystszą z rosy perełką zrobiona.

                                                    Tuliła je ziemia jak matka w swym łonie,
                                                    aż wnet i podrosło w niebieskiej obronie.
                                                    Już wdzięcznie się kłania i wznosi swe czoło:
                                                    "Wam, niebo i ziemio, dziękuję wesoło".

                                                    Wnet zbierzem i zniesiem do domu to ziółko,
                                                    tam włóknem srebrzystym obwije się kółko.
                                                    Niech kółka zawarczą, niech śpiewy sie wznoszą !
                                                    nić cieńsza nad jedwab - to naszą rozkoszą.

                                                    Gdy śniegi te pola zielone pobielą,
                                                    zejdziemy się wszyscy wieczorem z kądzielą.
                                                    Jak w lecie len strojny nas cieszy w swym kwiecie,
                                                    tak zimą we wieniec żyjący nas splecie.

                                                    Tralala - napewno rozumiesz ten wiersz, to że jest sliczny i taki prawdziwy
                                                    zyciowo, to nie ma wątpliwości, ale to że ten wiersz pokazuje wieką miłośc do
                                                    ziemi i oddaje hołd tej ziemi, wiersz napisany w języku niemieckim przez
                                                    anonimowego poetę ukazujący oddanie tej ziemi swoją twórczość to jest piękne.
                                                    Szkoda , ze nie ukazuje się całej twórczości Warmii, szczegolnie w twórczości
                                                    też niemieckiej - bo wszyscy bez względu na język, czy przekonania ukazują jej
                                                    piękno i szacunek dla pracy. Praca Warmiaków opierała się na rolnictwie i
                                                    uprawach. W lecie zajmowano sie ziemią ale zimą, zimy były też piekne zwłaszcza
                                                    kiedy wszyscy sie zbierali w chałupach na tkaniu i prowadzili Warmiaków rozmowy
                                                    tradycyjne. To spiewy, to tańce , to bajanie, to wypieki. Tak, wiersz ten
                                                    oddaje ten czas:

                                                    "...tak zimą we wieniec żyjący nas splecie."

                                                    Autor tego wiersza był doskonałym znawcą życia ludności na warmińskiej wsi i
                                                    kochał ją. Jak on to delikatnie opisał.
                                                    Tralala dodasz coś jeszcze ? smile

                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo - wiersz 27.03.06, 22:08
                                                    Gość: tralala 11.08.05, 21:12 zarchiwizowany


                                                    Kwitnący len to piękny wiersz, spodobałby się mojej babci. Pola błękitne od
                                                    kwitnącego lnu to jeden z ostatnich widoków, jaki widziała żegnając na zawsze
                                                    swój rodzinny dom. Inna to była ziomecka, ale żal ten sam jak Warmiaków i
                                                    Mazurów, którzy musieli opuścić swoje domy. I nie minął do końca życia.
                                                    Żeby zupełnie nie zmarkotnieć dodam, że długie, zimowe wieczory, kiedy kobiety
                                                    i dziewczęta tkały len, to była też okazja do snucia opowieści i śpiewania
                                                    piosenek, może takich jak ta:

                                                    Jedzie Janek spod Olecka,
                                                    Pod nim konik jako świecka,
                                                    I przyjechał w podworecko,
                                                    Zakołatał w okienecko.
                                                    Dobry wiecor, matko moja,
                                                    Czyli macie córkę doma?
                                                    'Oddałam ją za drugiego,
                                                    Za trąbaca królweskiego!'
                                                    Podajciez mi skrzypki moje,
                                                    Pudę jej grać na wesele!
                                                    'Gdzie, mój miły, tam pudziecie,
                                                    Toć wy się tam pobijecie!'
                                                    Usiądę się na róg stoła,
                                                    Zobacy mię Kaśka moja! -
                                                    Kaśka Jaśka obacyła,
                                                    Bez trzy stoły przeskocyła,
                                                    A na czwartym ślubowała,
                                                    A na piątym rąckę dała.

                                                    No i proszę - jest happy end.


                                                  • rita100 Re: Piosenka przy kądzieli 27.03.06, 22:09
                                                    Gość: tralala 11.08.05, 23:13 zarchiwizowany


                                                    Piosenka przy kądzieli (spisana przez Franza Tetznera)

                                                    Gdy śnieżek pobieli te zielone pola,
                                                    tedy się zejdziemy z kądzeló,
                                                    gdy kołka zawarco, niech się śpiewy wznoso.
                                                    Nić tniejsa nad iedwabb, to nasza rozkosa.
                                                  • rita100 Re: Piosenka przy kądzieli 27.03.06, 22:09
                                                    Wiesz Tralala , ten moment jest najpiękniejszy, relaks przy pracy Warmiaków i
                                                    Mazurów był serdeczny i taki z pieśniami. Teraz chyba przejdziemy do
                                                    najlepszych momentów - sztuki , kultury, zabawy. Najbardziej lubie te liryczne
                                                    momenty. Te wiersze z duszą. Nawet się nie pytam o dzieje Twojej babci , bo być
                                                    może za osobiste pytanie. Chyba jutro bedzie tkactwo, to dopiero sobie
                                                    dziewczyny śpiewały. Czy nie myślisz , że tak spędzając czas przy wspólnym
                                                    tkaniu to coś za czym teraz w dobie nowoczesności nie do pojęcia ?
                                                  • rita100 Re: Konopie i owieczki 27.03.06, 22:11
                                                    Oprócz lnu uprawiano także konopie w mniejszych ilościach ale też się nim
                                                    zajmowano. Rownież hodowano w XIX wieku owce na wełne. Przędzenie włókien i
                                                    tkanie było najbardziej popularnym zajęciem na WiM, najczęsciej zbiorowym.
                                                    dlatego też wytworzono wspaniały klimat i atmosferę.
                                                    Kiedy nastawały długie wieczory, zbierano się w chalupach i rozpoczynano
                                                    przędzenie. Mlodze dziewczęta i strasze kobiety przynosiły ze sobą
                                                    swoje "kółka", które puszczały w ruch "aż się wiatr w izbie robił". Śpiewano
                                                    przy przędzeniu piosenki, opowiadano bajki, niekiedy taki wieczór kończył się
                                                    tańcami. Wspólne takie przędzenie miało więc istotne znaczenie dla przekazania
                                                    miejscowych zwyczajów i wierzeń.
                                                  • rita100 Re: Prządki warmińskie 27.03.06, 22:11
                                                    Prządki warmińskie

                                                    Płyną drzazgi na kominie,
                                                    Sypsią złotych jiskrów moc.
                                                    Prządą dziewki z zazijanki
                                                    A przez łokno patrzy noc.

                                                    Finak siedzi przy łogańku
                                                    I dokłada smolnych drzazg.
                                                    Dudnia kloce na podwórku
                                                    Ze stodoły słychać trzask.

                                                    Hej ! furkocą rażno kółka
                                                    Łustazione w jeden rząd,
                                                    Aż sia zietrz po jizbie kranci
                                                    I wymniata kazdy kąt.

                                                    - Szpulka pełna ! Dajta jano
                                                    Motozidło ! Trzeba zzić ?
                                                    Nie łuprzandziesz putoraka,
                                                    Wstydź, sia zgniła dziewko
                                                    wstydź !

                                                    Powiedz bajka nam, Marianno,
                                                    Możesz tyle, siuła chcesz,
                                                    Choć gadają we wsi ludzie,
                                                    Ci ty gwałt nazmyślasz ! Łżesz !

                                                    Przandą dziewki, bajka przandzie
                                                    Jek z anielskich włosów mnić,
                                                    Ło tych strachach, ło tych czarach,
                                                    Bandziesz potam w nocy śnić.
                                                    ...

                                                    M. Zientara-Malewska


                                                  • rita100 Re: gumiędzianka 27.03.06, 22:13
                                                    Gość: tralala 12.08.05, 22:24 zarchiwizowany


                                                    Jeszcze jedna piosenka z powiatu łeckiego, do śpiewania przy wyszywaniu.

                                                    Jest za miastem gajecek,
                                                    W tym gajecku domecek,
                                                    A w tym domecku slicna gumiędzianka
                                                    Srebrem, złotem wysywa.

                                                    Król się o niej dowiedział
                                                    I sam do niej przyjechał;
                                                    Wysyj, wysyj, ślicna gumiędzianko,
                                                    Imię króla samego.

                                                    Nie mam srebra ni złota,
                                                    Ja uboga sierota,
                                                    Daj mi pokój, najjaśniejszy krolu,
                                                    Mię ubogiej sierocie!

                                                    Król się na nią rozgniewał
                                                    I po kata posłać dał;
                                                    Wysyj, wysyj, ślicna gumiędzianko,
                                                    Imię kata samego!

                                                    Nie chciałam być królową,
                                                    Nie chcę być i katową;
                                                    Daj mi pokój, najjaśnieszy kacie,
                                                    Mię ubogiej sierocie!

                                                    Ona idzie w zieleni,
                                                    A kat za nią w cerwieni,
                                                    Płyńze, płyńze, slicna gumiędzianko!
                                                    Cisnął w dunaj głębocki.

                                                    Przypłynęła do brzega
                                                    I westchnęła do Boga;
                                                    Dzięki Bogu, Panu wsechmocnemu,
                                                    Zem ja się tu dostała!

                                                    Gdyby ktoś przypadkiem wiedział, kim była 'gumiędzianka' proszę mnie oświecić.



                                                  • rita100 Re: gumiędzianka 27.03.06, 22:15
                                                    szwager_ze_laband 14.08.05, 17:26 zarchiwizowany


                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=27702764&a=27711311


                                                  • rita100 Re: Rzemiosło wiejskie 27.03.06, 22:17
                                                    Rzemiosło wiejskie
                                                    Zatrzymaliśmy się przy przędzeniu i tkaniu, ale to zajęcie najbardziej było
                                                    popularne wśród Warmiaków i Mazurów. Powstawało wtenczas wiele pieśni, wierszy,
                                                    opowiadań , baśni i pewna tradycja związana z tym zajęciem. Ale czas na
                                                    wiejskie rzemiosło.
                                                    Krajobraz wiejski to nie tylko pola, łaki, domy i zagrody, lecz także
                                                    różnorodne "punkty usługowe" zaspakajające potrzeby mieszkańców. Takimi
                                                    wspólnymi dla wszystkich obiektami był kościół, szkoła , sklep, karczma,
                                                    wiatrak lub młyn, kuźnia, olejarnia, folusz, garncarnia, stolarnia czy remiza
                                                    strażacka.
                                                    Młyny i wiatraki służyły do przemiału ziarna zbóż na mąkę. W wiatrakach
                                                    znajdowało sie kilka par kamieni młyńskich. Najczęściej były sprowadzane ze
                                                    Śląska, ponieważ przy mieleniu ścierały się, a tzw.ślązaki były wykonane z
                                                    cementu mieszanego z ziarnami kwarcu. (wiadomość dla Labanda smile
                                                    Innym większym punktem usługowym była olejarnia gdzie wytłaczano głuwnie olej
                                                    lniany.
                                                    Następnie - garncarstwo kojarzące się z piecem do wypalania ceramiki i koło
                                                    garncarskie. W XIX wieku ludowe garncarstwo zaczeło upadać , nie wytrzymując
                                                    konkurencji z wyrobami fabtycznymi.
                                                    Kaflarstwem może się szczycić Szczytno, Pasym i Nidzica. Ich wyroby kafli miały
                                                    śliczne ornamenty ludowe. Jajczęściej jeźdzcy na koniach, piechurzy i kwiaty.
                                                    Piece takie najczęściej stawiały bogate rodziny traktując to jako ozdobę i
                                                    oznakę bogactwa swych domów.
                                                    I co ciekawe , tradycja ta wraca - spotykamy ludzi, którzy od nowa dla
                                                    dekoracji salonów stawiają kominki lub dekoracyjne piece w swoich willach.
                                                    Karczmy zostawimy sobie na zaś, bo temat bardzo przyjemny i rozrywkowy.


                                                  • rita100 Re: Karczma 27.03.06, 22:19
                                                    Karczma
                                                    Józef Ignacy Kraszewski pisał: "Gdzie jest wieś bez karczmy ?. Byłoby to
                                                    stworzenie bez gloy. Karczma jest bowiem miejscem schadzek, rady i wesela, w
                                                    niej się wszystko nawiązuje i zawiązuje, w niej żal jeden drugiemu wylewa, w
                                                    niej się kłócą i biją, i swarzą, i godzą i kochają. Karczma to serce wsi ". Na
                                                    Warmii w większości karczmarzami byli Niemcy lub Żydzi.
                                                    Karczmy lokalizowano obok kościoła lub na trakcie czyli gościńcach. Najczęściej
                                                    karczma była budynkiem drewnianym, krytym słomą. W karczmie obradował sąd i
                                                    samorząd wiejski. Gromadzono się na narady w sprawach ważnych. W karczmach
                                                    tańczono w niedzielę przy dźwiękach kapeli. Karczma w taktych czasch była
                                                    swoistym domem kultury. Ale najwazniejsze w karczmie było piwo, pózniej doszła
                                                    wódka i cały zasięg tradycyjnych potraw.

                                                    Stały dopływ gości miały zapewnić zabiegi magiczne - na przykład powróz, na
                                                    którym powiesił sie czlowiek, miał przyciągnąć konsumentów, podobnie jak wywar
                                                    z mrówek; skrapiano nim wnętrze karczmy, aby goście trzymali się jej jak mrówki
                                                    gniazda.

                                                    Prawdziwie stare karczmy zachowały sie dziś tylko w Małszewie i karczma ze
                                                    Skandawy, znajdująca się obecnie w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku
                                                  • rita100 Re: Karczma 27.03.06, 22:20
                                                    Gość: tralala 27.03.06, 16:56 zarchiwizowany


                                                    A to jeszcze raz dziękuję Labandowi i wszystkim, którzy tę zagadkę pomogli
                                                    rozwikłać, a do karczmarnego wątku dodaję piosenkę ze wsi Ostrykół (powiat
                                                    łecki/ełcki), którą można śpiewać 'do oporu':

                                                    Idzie flaska piersa,
                                                    Idzie flaska sersa,
                                                    Wiwat nam,
                                                    Toto pan.
                                                    Bo gorzauki dau!

                                                    Idzie flaska druga,
                                                    Idzie flaska długa,
                                                    Wiwat nam,
                                                    Toto pan,
                                                    Bo gorzauki dau!

                                                    Idzie flaska trzecia,
                                                    Idzie flaska swieza
                                                    Wiwat nam,
                                                    Toto pan,
                                                    Bo gorzauki dau!

                                                    Idzie flaska ... oj, już mi się głowa kiwa. Lepiej zakończę to śpiewanie.


                                                  • rita100 Re: Karczma 27.03.06, 22:21
                                                    To posiedźmy jeszcze w tej Karczmie, tak miło przy flaszeczce jak Mazurzy mówią
                                                    gorzialusi i opowiedzmy o tradycjach pijaństwa. Ale ta piosenak z liczeniem
                                                    flaszeczek jest urocza i wesoła. Czytałam gdzieś, że duzo piosenek ludowych
                                                    zebrał pewien Niemiec i wydał w języku niemieckim, ale ciezko to zdobyć. Można
                                                    by było je przetłumaczyć.
                                                    Pijaństwo na Mazurach
                                                    "Najwyżej cenią sobie gorzałkę. Piją ją nie tylko męższczyżni, lecz również
                                                    kobiety, a nawet karmią tym małe dzieci, żeby je szybciej uśpić."
                                                    M. Toeppen
                                                    Gorzałka
                                                    "Oprócz zwykłej gorzałki, zwanej "kornus", są używane: "maliniak, wiśniak i
                                                    kalmus". "Kalmus" robią w ten sposób, że do flaszki spirytusu wrzucają kilka
                                                    kawałkow korzenia tatarakowego. Na wielkie uroczystości kobiety gotują gorzałkę
                                                    z miodem i przyprawami korzennymi w garnku na ogniu."
                                                    J.K.Sembrzycki
                                                    A piwo z jałowca (kozickowe)
                                                    Stłuczone jagody jałowca gotuje się w wodzie, po ostudzeniu nalezy dodać
                                                    odpowiednią ilość drożdzy. Po fermentacji napój jest gotowy do spożycia.



                                                  • rita100 Re: Karczma - opowieść 27.03.06, 22:22
                                                    Jeszcze znalazłam taką opowieść o Karczmie w Mikołajkach.
                                                    "Pewna karczmarka w Mikołajkach podobno zamurowała opłatek pod kotłem, w której
                                                    pędzono wódkę. Odtąd ludzie schodzili się do karczmy jak do kościoła i
                                                    kaczmarka dorobiła sie majątku. Po śmierci jednak nie miała spokoju, dopóki we
                                                    śnie nie opowidziała o tym mężowi. Ten musiał odszukać opłatek i zanieść do
                                                    kościoła."
                                                    M.Toeppen
                                                  • rita100 Re: Karczma - opowieść 27.03.06, 22:23
                                                    Właśnie miałam napisać o opłatku w karczmie, ale nie zdążyłam. Dopiszę więc
                                                    tylko na 'otrzeźwienie', że w XVIII wieku w parafii Rozogi powzięto
                                                    postanowienie, iż nikomu, kto się zapił wódką na śmierć, nie należy się uczciwy
                                                    pochówek. Kroniki milczą, czy to pohamowało pociąg parafian do wódeczki. No i
                                                    żeby nikt nie pomyślał, że to była tylko przypadłość Mazurów lub Warmiaków,
                                                    przytoczę piosenkę Krakusa:

                                                    Za górami ślepy Maciek
                                                    Kozę na poletku pasie;
                                                    Zarżnie kozę, przepije rogi,
                                                    Zatoczy się na domu progi;
                                                    Bije kobietę, że jęczy i płacze,
                                                    A on się cieszy i wesoło skacze.
                                                    (Albert Zweck: Mazurzy; rok 1900)


                                                  • rita100 Re: Rzemieślnicy 27.03.06, 22:24
                                                    Wyjdźmy już z tej karczmy i do roboty. Jest czas zabawa i czas pracy. Lasy
                                                    najwieksze bogactwo WiM. Drewno było ogólnodostępnym surowcem na budowy domów,
                                                    narzędzi, urządzeń. W dawniejszych czasach duże ilości drewna sprzedawano na
                                                    eksport. Szczególnie cenna i poszukiwana była sosna taborska używana na maszty
                                                    okrętowe. Podziwiał ją sam Napoleon Bonaparte podczas pobytu na Mazurach i
                                                    polecił zabrać jej nasiona do Francji.
                                                    Smolarze - zajmowali się produkcją s,oły płynnej i węgla drzewnego z powalonych
                                                    drzew. Mieszkali w osadach leśnych w pobliżu dużych lasów.
                                                    Ważną rolę w życiu wiejskim odbrywali ludzie, ktorzy zajmowali się zbieractwem.
                                                    Dzikie owoce leśne służyły za pokarm ludziom i zwierzetom, a także stanowiły
                                                    surowiec do wytwarzania octu i gorzałki. Grzyby stanowiły uzupełnienie do
                                                    pozywienia.
                                                    Lasy mazurskie i warmińskie obfitowały w zwierzynę i ptactwo. Ze względu na
                                                    bogactwo zwierzyny łownej organizowano w Prusach wielkie polowania z udziałem
                                                    władz i tak całkowicie wyginął tur, tarpan, żubr.


                                                  • rita100 Re: Bartnicwo 27.03.06, 22:25
                                                    Innym rzemiosłem wiejskim było Bartnicwo .
                                                    Od niepamiętnych czasów człowiek podbierał dziko zyjącym pszczołom miód i wosk.
                                                    Miód służył do slodzenie, a z wosku wyrabiano świece.
                                                    Zakon krzyżacki potrzebował dużych ilości miodu i wosku dla siebie, dlatego też
                                                    popierał rozwój bartnictwa.
                                                    Nieco póżniej pojawiły sie ule i zaczeło rozkwitać pszczelarstwo.

                                                    "W wielki Piątek gospodarz-pszczelarz wstawał o świcie, wysypywał mąkę razową
                                                    na talerz lub miskę glinianą, udawał sie do pasieki, obchodził kilkakrotnie
                                                    wszystkie ule, powtarzając następujące zaklęcie:
                                                    'Wy pszczoły,, królowe, siadajcie na roli i na łąkach swego pana, jak Chrystus
                                                    Pan nakazał, zbierajcie wosk i miód. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
                                                    Amen". Czynił przy tym trzykrotny znak krzyża."
                                                  • rita100 Re: Jeziora i Rybactwo 27.03.06, 22:26
                                                    Mazury i Warmia obftowały w jeziora, rzeki, strumyki, bogate w najrozmaitsze
                                                    ryby, toteż wielu mieszkańców zajmowało sie połowem ryb. Rybołustwo stanowiło
                                                    źródło utrzymania znacznej szęśći społeczeństwa. Szczegolnie ceniono węgorze,
                                                    za które płacono najwięcej. Handlem rybami zajmowali się głównie Żydzi polscy.

                                                    Ryby spożywano w różnej postaci: smażone na oleju, solone, wędzone, a także w
                                                    zalewie octowej; gotowano z nich zupę. Były przedmiotem handlu, o czym
                                                    najlepiej świadczy nazwa placu w centrum Olsztyna - Targ Rybny. Tu własnie we
                                                    wtorki i piatki handlowano rybami, a także nabiałem i runem leśnym.
                                                  • rita100 Re: Wierzenia rybaków 27.03.06, 22:27
                                                    -Idąc na połów "bziałkę spotkać - to źle"

                                                    -Kobieta nie może przejść przez sieci, gdyż to wrózy niepowodzenie w połowach.

                                                    -W niedzielę nie wolno łowić ryb od godz.6 rano do 6 wieczorem, bo "tos ryba
                                                    tes musi pare godzin łodpocąć".

                                                    Regionalne legendy

                                                    Jeziora odgrywały w życiu dawnych mieszkańców wsi ważną rolę gospodarczą. Stały
                                                    sie też tematem wielu baśni i legend. Jedna z nich mówi o tym, że jesienią, gdy
                                                    pojawia się babie lato, po jeziorach na łódeczce z liścia olchy żegluje
                                                    czarodziejka. To ona snuje nici babiego lata i oplątuje nimi ludzkie serca.
                                                    Kogo zaś oplączą nitki, ten zawsze wróci na Warmię i zawsze będzie za nimi
                                                    tęsknił.
                                                  • rita100 Re: Wierzenia rybaków 07.07.06, 20:22
                                                    Ciekawe czy znajdzie się jakis rybak i opowie o zlowionej rybce, no i czy
                                                    przestrzega tych regół ? wink
                                                  • rita100 Re: Rzemiosło i łobrazecki 31.07.06, 22:40
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=205
                                                    To bandziewam tera prawić ło rzemiosle , a jest tygo , jest i łobaczie jakie
                                                    piankne.
                                                  • rita100 Re: Bartnicwo 03.08.06, 21:21
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Innym rzemiosłem wiejskim było Bartnicwo .
                                                    > Od niepamiętnych czasów człowiek podbierał dziko zyjącym pszczołom miód i
                                                    wosk.
                                                    >
                                                    > Miód służył do slodzenie, a z wosku wyrabiano świece.
                                                    > Zakon krzyżacki potrzebował dużych ilości miodu i wosku dla siebie, dlatego
                                                    też
                                                    >
                                                    > popierał rozwój bartnictwa.
                                                    > Nieco póżniej pojawiły sie ule i zaczeło rozkwitać pszczelarstwo.
                                                    >
                                                    > "W wielki Piątek gospodarz-pszczelarz wstawał o świcie, wysypywał mąkę razową
                                                    > na talerz lub miskę glinianą, udawał sie do pasieki, obchodził kilkakrotnie
                                                    > wszystkie ule, powtarzając następujące zaklęcie:
                                                    > 'Wy pszczoły,, królowe, siadajcie na roli i na łąkach swego pana, jak
                                                    Chrystus
                                                    > Pan nakazał, zbierajcie wosk i miód. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
                                                    > Amen". Czynił przy tym trzykrotny znak krzyża."
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=8
                                                  • rita100 Re: Bartnicwo i Pszczelarstwo 05.08.06, 20:25
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=8
                                                    Bartnicy pilnowali barć czyli mieszkania pszczół w lesie. Oj, nie bylo łatwo,
                                                    bo do barci podkaradali się kuny i niedzwiadki. Małe niedźwiadki bardzo
                                                    sprytnie wchodziły na drzewa i mniam , mniam - podbierały pracowitym pszczółkom
                                                    plastry z czerwiem i pszczołami. Również dzięcioły swom stukaniem wystraszały
                                                    pszczoły, no bo gdzie dzięcioł może stukać jak nie w drzewo i tak oto barć było
                                                    w lasach coraz mniej.
                                                    Przykładowo w 1621 roku koło Milomlyna niedźwiedzie zniszczyły 144 barcie.
                                                    I tak zamiast bartnictwa zaczeło rozwijać się pszczelarstwo.
                                                  • rita100 Re: Bartnicwo i Pszczelarstwo 05.08.06, 20:26
                                                    A tak o podbieraniu miodu pisze M.Znamierowska-Prufferowa:

                                                    Jak uz byli w sierżpniu, to tedy miód był wzięty, a do życia było ostawione -
                                                    tyle, aby zyli, zaś robiąc podzbieranie, musiał dymem krzynke przymglić. Brał
                                                    do tego próchno zierzbowe - co się tak mocno torfowało, ognia nie dało, tylo
                                                    dym.

                                                    No jo. I tak dzianki łobrazeckom Gajowego możem sia zaboczyć jek to kedajś
                                                    buło. W karczmie Gietrzwałt nie tlo psiwo psijem , no ale eszcze zidzimi jeke
                                                    prace wykonywali ludzie na Warniji.
                                                  • rita100 Re: Przysłowia pszczelarskie 05.08.06, 20:27
                                                    Przyslowia pszczelarskie
                                                    W kwietniu, gdy pszczoła jeszcze nieruchliwa, mokra wiosna zwykle bywa.

                                                    Rój pszczół w maju brany - skarb to pozyskany, ale w lipcu z biedą wzięty,
                                                    niewart pracy w nim podjętej.

                                                    E.Sukertowa-Biedrawina
                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo 03.08.06, 21:18
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=7
                                                    Łobaczcie na warsztat tkacki. Do dziś eszcze można spotkać, no ale tylko w
                                                    karczmie Gietrzwałd dzie jest całe rzemiosło Warmii.
                                                    Jekie psiankne chusty, jekie dywaniki. No jo. To Gajowy take łobrazeczki
                                                    porobził i mym możem łobaczyc jek to kedajś buło.
                                                  • rita100 Re: Rzeźbiarstwo 03.08.06, 21:28
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=9
                                                    No lobaczcie jek sliczniuchno rzeźbiarz formuje drewno. Jekie fejn postacie i
                                                    bab i rybaków i ksiotuszków. To só pamnióntki z Warmii.
                                                    Fejn to wyglónda.
                                                    Artysta rzeźbiarz tworzy cos co ma nam przypominać Warmię.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=10
                                                    A to jet typowy warmiński rybak. Łobaczcie jeki prawdziwy i łuśmniechnienty.
                                                  • rita100 Re: Garncarstwo 03.08.06, 21:31
                                                    Jak żywe
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=5

                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=6
                                                    A tu łobaczcie sile tych naczyń, gwołt, gwołt i mniejszych i zienkszych
                                                  • rita100 Re: Wikliniarstwo 03.08.06, 21:33
                                                    tyż je smile
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=17
                                                  • rita100 Re: Na szkle malowanym 03.08.06, 21:35
                                                    tyż je smile
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=18
                                                    i motylki
                                                  • rita100 Re: Garncarstwo 04.08.06, 21:37
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=5
                                                    Warsztat pracy garncarza to pomieszczenie wyposażone w piec do wypalania
                                                    ceramiki i koło garncarskie. Obok garncarni znajdował sie specjalny dół do
                                                    składowania zapasu gliny. Glina nie mogła być ani za tłusta, ani za chuda, gdyż
                                                    powodowało to pękanie naczyń.
                                                    Glinę należy najpierw oczyścić ręcznie z grubszych zanieczyszczeń, a za pomocą
                                                    struga z drobniejszych. Tłukło się ją również drewnianym młotem, by była
                                                    miałka. Później garncarz dodawał do gliny wodę i całość wyrabiał aż do
                                                    osiągnięcia konsynstencji miękkiej plasteliny.
                                                    Następnie gliniarz formował 'klusy' - czyli takie cylindryczne kawałeczki
                                                    przyszłego naczynia. Następnie zasiadał przy stole, przepraszam przy kole
                                                    oczywiście.
                                                    Jego dolną tarczę wprawił w ruch nogami, na górnej układał klus i, mocząc ręce
                                                    w wodzie, kształtował naczynie. Czasem złonbi się jakiś wzorek patyczkiem.
                                                    Gotowy wyrób odstawia się do wysuszenia.
                                                    To nie wszystko...
                                                  • rita100 Re: Garncarstwo 04.08.06, 21:38
                                                    Następnie garncarz rozgrzewał piec, układał w nim warstwami naczynia i
                                                    zamurowywał otwór, pozostawiając szczelinkę do obserwacji stopnia wypalania.
                                                    Po zakończeniu wypalania najczęście naczynia takie pokrywalo się specjalną
                                                    polewą.

                                                    W drugiej polowie XIX wieku ludowe garncarstwo zaczeło upadać, nie wytrzymując
                                                    konkurencji z wyrobami fabrycznymi, aż ..... pewnego dnia roku 2006 do karczmy
                                                    Gietrzwałd doszedł spokojnie pewnien Gajowy nr555 i nakrył ukryty wśród innych
                                                    warsztatów rzemieśniczych wyrób dawno zapomniany i zanikniony. Tak więc mamy
                                                    rodzynek , tak pięknego rzemiosła w karczmie - co za czasy , by w karczmie
                                                    wyrabiać garnki. Ciekawe czy w tej karczmie je się też z takich zabytkowych i
                                                    staroświeckich naczyń ?
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=6
                                                  • gajowy555 Re: Garncarstwo 04.08.06, 21:47
                                                    Poziem Woju Rita, co te warsztaty to só na dziedzińcu Karczmy Warmińskiej we
                                                    Gietrzwołdzie, bo by do środka nie wlazły. Bo latem, jek na dworzu ciepło, na
                                                    dziedzińcu turyści popsijajó psiwko i próbują warmnińskich specyjałow, a wokól
                                                    rozmnieszczóne só te warsztaty. Ale karczma je tyż pod dacham i we środku je
                                                    gwołt różnistych, ale prawdziwych- nie sztucznych- przedmiotow z Warniji. Só tyż
                                                    różne naczynia gliniane...
                                                  • rita100 Re: Garncarstwo 04.08.06, 21:52
                                                    To naprawdę wspanialy pomysl z tymi warsztatami rzemieslniczymi - można tak na
                                                    żywo poatrzeć , jak muzeum to wygląda, a jednak żywe. Napewno turyści są
                                                    zadowoleni, że moga to zobaczyć. Zresztą zauważyłes , że dużo fotografuje
                                                    ludzi , bo ten rzeźbiarz by tak nie wystawił tej tabliczki zakaz fotografowania.

                                                    A jak byłeś to duzo ludzi bylo tam ? Jest tam ruch ?
                                                    Jutro bartnictwem sie zajme i tak po koleji, ale o kuźnictwie nic nie mam.
                                                  • gajowy555 Re: Garncarstwo 04.08.06, 21:58
                                                    Ludziów gwołt, bo to buła niedziela, ale mym łuż tamój pora razy buli i zawdy
                                                    ludziów pełno buło. A nolepsi je w pióntek, jek só biesiady: cygańsko, żydowsko,
                                                    kozacko abo warmninsko. No i eszcze wesele warmninskie zespół Warmia jek
                                                    przedstazio to je rychtyk fejniście...
                                                  • rita100 Re: Garncarstwo 04.08.06, 22:02
                                                    Zazdrosze wam tej biesiady - je tak szukam po Krakowie i nic z tego nie ma,
                                                    same puby, puby, puby i w okolicy tyż nie ma.
                                                    Takie garnuszki to powinny byc podpisane Łolstyn , Warnija czy Karczma
                                                    Gietrzwałd - só podpisane ? Na pamnióntke.
                                                  • rita100 Re: Len i tkactwo 07.08.06, 22:04
                                                    Tkaniny dekoracyjne. I tu na łobrazeczku mamy psiankne stoisko tkanin
                                                    dekoracyjnych lnianych, bawełnianych i wełnianych najczęściej służące do
                                                    pokrycia łózek, ław, stołów i podłóg oraz makatek haftowanych wieszanych na
                                                    ścianach zwane inaczej szmaciakami. Takie wyroby znajdowały sie w każdej
                                                    mazurskiej chacie, a i warmińskiej też.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=205&pos=7
                                                  • rita100 Re: Zwyczaje pogrzebowe 25.09.06, 21:02
                                                    Zwyczaje pogrzebowe
                                                    Tradycją na Mazurach było pozostawienie na krzyżókach dróg snopek słomy Aby
                                                    dusza zmarłego towarzysząca konduktowi pogrzebowemu mogła sobie spoczać i było
                                                    jej miękko - taki to był stary zwyczaj.
                                                  • rita100 Re: W wieczór sylwestrowy 29.09.06, 21:20
                                                    tradycja
                                                    "W wieczór sylwestrowy Mazurzy posypują stołek drewniany popiołem, stawiając go
                                                    przy nagrzanym kominie, czekając odwiedzin duchów rodzinnych. Na rano - można
                                                    ujrzeć w popiele ślad siedzącego ducha."
                                                    Wańkowicz
                                                  • rita100 Re: Zwyczaje pogrzebowe w/g tradycji 23.11.06, 21:48
                                                    Śmierć i pogrzeby
                                                    Nadejście śmierci symbolizowały rózne znaki - pianie koguta, wycie psa,
                                                    pohukiwanie sowy i dziwne stukania.
                                                    Wedle wierzeń starych Mazurów, jeśli w domu miał ktoś umrzeć, w przeddzień z
                                                    wieczora sowa albo puchacz siadał nieopodal chałupy i wołał żałośnie: "puść,
                                                    puść". Oznaczało to niechybną smierć.

                                                    Śmierć przychodzi przez trzy wieczory z rzędu, ażeby oznajmić o czyimś zgonie.
                                                    Za każdym razem stuka do okna albo do drzwi. Psy widzą ją i wyją.
                                                    M.Toeppen

                                                    Na Mazurach umierającego wyjmowano z łózka i układano na podłodze na słomie,
                                                    później odmawiano modlitwy i palono świece. Gdy zmarł gosodarz od razu
                                                    powiadamiano jego zwierzęta i pszczoły, powtarzając: "dawny gospodarz zdechł
                                                    (tj, oddał dech), ja jestem waszym panem". Do każdego ula przypinano czarną
                                                    szamtę, aby pszczoły nie wymarły. Dopóki nieboszczyk był w domu nie wykonywano
                                                    żadnych prac, żeby nie niepokoić zmarłego. Zasłaniano wszystkie lustra w domu,
                                                    aby nie spowodować śmierci ktoregoś z domowników.
                                                    Jak cięzko o tym pisać , ale niestety ,obrzęd musiał sie odbywać przy calym
                                                    szacunku do nieboszczyka.
                                                    Ciało nieboszczyka myto, grzebień jego do czesania wyrzucano, ubierano buciki
                                                    by nie spóżnił się na Śąd Ostateczny. Zmarłemu wkładano do ręki pieniądz jako
                                                    wynagrodzenie za jego pracę. Mówiono przy tym: "Otrzymałeś teraz wynagrodzenie,
                                                    nie masz zatem po co wracać".
                                                    Od dnia śmierci aż do pogrzebu co wieczór śpiewano pieśni i modlono się przy
                                                    świecach. Był to czas pustych nocy. Następnie odbywał sie pogrzeb i stypa.


                                                  • rita100 Re: Zwyczaje pogrzebowe w/g tradycji 23.11.06, 21:50
                                                    Gość: tralala

                                                    taki to smutny temat, ze postanowiłam go nieco obejść i wykorzystać najnowszą
                                                    zbobycz 'Kapliczki Warmii południowej' Janusza Hochleitnera. Przy okazji
                                                    zobaczymy jak katolicka Warmia różniła się od ewangelickich Mazur. Tam tego
                                                    zwyczaju nie było.
                                                    Ze wspomnień warmińskich Alojzego Śliwy – w chwili śmierci kogoś ze wsi
                                                    dzwoniono z kapliczki. ‘gdy głos taki zabrzmiał, wtedy wszyscy wiedzieli,
                                                    że jakiś mieszkaniec wioski pożegnał się z tym swiatem. Przez całe następne
                                                    trzy dni, dopóki zmarły leżał jeszcze w domu – po każdym dzwonieniu na
                                                    „Anioł Pański” dzwoniono dodatkowo ku pamięci zmarłego i w tym czasie każdy
                                                    odmawiał za spokój jego duszy pobożnie „Wieczny Odpoczynek”.’
                                                  • rita100 Re: Zwyczaje pogrzebowe w/g tradycji 23.11.06, 21:51
                                                    Gość: tralala
                                                    Podczas ostatniej drogi zatrzymywał się kondukt przy każdej kapliczce i krzyżu,
                                                    aby zebrani mogli modlić się za zmarłego. Do czasu, gdy nie skradziono (!)
                                                    dzwonka w kapliczce w Garzewie, dzwoniono z informacją o śmierci, jak również w
                                                    trakcie wyprowadzania ciała na cmentarz. Podobnie czyniono do niedawna w
                                                    Stękitach. Ten zwyczaj utrzymuje się nadal w kilku wsiach warmińskich.*
                                                    * Tu chyba autor jest niekonsekwentny, bo w podsumowaniu (w tabelach) podaje,
                                                    że zwyczaj powiadamiania o śmierci mieszkańca za pomocą dzwoneczka w kapliczce
                                                    utrzymuję się obecnie aż w 25 wsiach Warmii południowej (okolice Olsztyna), np.
                                                    Dorotowo, Giedajty, Kaborno, Łęgajny, Marcinkowo, Nowa Stawiguda, Radosty, Ruś,
                                                    Tomaszkowo, Unieszewo, Wołowno, Woryty, Wójtowo. W 19 wsiach dzwonek kapliczki
                                                    towarzyszy także wyprowadzaniu Ciała na cmentarz.
                                                  • rita100 Re: Stypa 23.11.06, 21:52
                                                    Gość: tralala 09.09.05, 21:37 zarchiwizowany

                                                    No cóż, żyjemy teraz dłużej ale umieramy jakby gorzej, często w szpitalu, zdala
                                                    od rodziny i domu, jak pisze pani Dorota Simonides w otoczeniu 'skomplikowanej
                                                    aparatury, kroplówek i monitorów.' A czy istnieje jeszcze tradycja wyprawiania
                                                    stypy? Sama mam mieszane uczucia, zwłaszcza gdyby na stole miał pojawić się
                                                    alkohol, bo on godności nie sprzyja. A kiedyś stypa wyglądała tak:
                                                    Po pogrzebie goście zbierają się w domu żałoby. Najpierw podaje się kawę z
                                                    ciastami, potem przeważnie jeszcze dwukrotnie posiłek z obfitością napitków, i
                                                    tak do późnej nocy. Podczas głównego posiłku przystawia się do stołu puste
                                                    krzesło, i całe towarzystwo po jedzeniu idzie w kierunku cmentarza do
                                                    najbliższego skrzyżowania. (Unsere masurische Heimat; rok wyd. 1926).
                                                  • rita100 Re: Stypa 23.11.06, 21:54
                                                    Gość: tralala 09.09.05, 22:02 zarchiwizowany


                                                    A pewnie, trzeba ten wątek skończyć przed niedzielą, bo i takie było dawniej
                                                    wierzenie - jeśli zmarły nie został pochowany przed niedzielą ('przeleżał
                                                    niedzielę w trumnie') to rychło zabierał kogoś z rodziny lub sąsiadów ze sobą
                                                    na tamten świat.
                                                    Lecz przedtem jeszcze tylko jedna opowieść o pogrzebie. Otóż we wczesnych
                                                    latach 80-tych zmarł w Olsztynie pewien pan, wielce zasłużony w umacnianiu
                                                    władzy ludowej na Warmii i Mazurach, tak wielce, iż władze miasta postanowiły
                                                    uczcić go miejscem w Alei Zasłużonych i uroczystym pogrzebem na koszt miasta.
                                                    Postawiły tylko jeden warunek rodzinie - pogrzeb bez księdza. Rodzina zgodziła
                                                    się, pogrzeb zgromadził wielu ówczesnych notabli z miasta i województwa, także
                                                    z władz PZPR. Ich zdumienie nie miało granic, gdy na miejscu pochówku, przed
                                                    wszystkim uczestnikami pogrzebu stanął pan w czarnym garniturze i czymś białym
                                                    pod szyją, wyciągnął Biblię i zaczął odczytywać stosowne fragmenty, tudzież
                                                    zachęcać wszystkich do wspólnej modlitwy. Wyobraź sobie miny tych wszystkich
                                                    notabli! Rodzina dotrzymała słowa, księdza na pogrzebie nie było, za to był
                                                    pastor, bo zmarły był Mazurem i ewangelikiem, o czym rządzący miastem, w swojej
                                                    ignorancji, nie wiedzieli. Tak to w czasach komunistycznych odbył się państwowy
                                                    pogrzeb religijny.
                                                  • rita100 Re: Stypa 23.11.06, 21:56
                                                    może gorzałeczki z jednej szklaneczki

                                                    Wyczytałam , ze własnie przy zmarłym , kiedy świeciły się swieczki , po jednej
                                                    stronie siedziały baby, a po drugiej chłopy. Kobiety grzecznie się modlily i
                                                    plakały , a mężczyżni uraczali się kieliszeczkiem gorzeałeczki , który krązył z
                                                    reki do ręki.
                                                  • rita100 Re: Chto sieje tyn zbziera 23.11.06, 22:17
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=39354040&v=2&s=0
                                                    Wszystko o pracach ziosennych
                                                  • rita100 Re: Zwyczaje pogrzebowe w/g tradycji 02.03.07, 21:28
                                                    mazurskie wierzenia ludowe
                                                    "staromazurskie wierzenie ludowe, ze zmiażdzone miski z wodą po umarłym oznacza,
                                                    iż nie powturzy się tak prędko pogrzeb w danym domu."
                                                  • rita100 Re: Zwyczaje pogrzebowe w/g tradycji 02.03.07, 21:30
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=48627361&a=58350701
                                                    Staromazurski pogrzeb ojca Karola Małłka
                                                  • asioko Re: pieśni warmińskie - nagrania 04.11.07, 19:40
                                                    witam
                                                    wiesz może gdzie można zdobyć jakieś pieśni warmińskie; ale takie które mogłyby
                                                    zaśpiewać dzieci???
                                                    to bardzo pilne ,a na internecie nic nie mogę znaleźć sad
                                                    pozdrawiam
                                                  • rita100 Re: pieśni warmińskie - nagrania 04.11.07, 19:43
                                                    asioko napisała:

                                                    > witam
                                                    > wiesz może gdzie można zdobyć jakieś pieśni warmińskie; ale takie które mogłyb
                                                    > y
                                                    > zaśpiewać dzieci???
                                                    > to bardzo pilne ,a na internecie nic nie mogę znaleźć sad
                                                    > pozdrawiam

                                                    Asioko, nojda, zara posznupsie (dzianki za chęć)
                                                    łuż leca szukać, poczkaj. Mowam taki konteczek.
                                                  • rita100 Re: Sposoby leczenia 29.10.07, 20:47
                                                    W czasie wielkiej dżumy zwanej 'czarnej śmierci' w 1350 roku i w następnych
                                                    latach 1505, 1602, 1620, 1654, 1688, 1709-1711 ludność różnymi metodami się
                                                    ratowała.
                                                    Jak pisze w książce Kellmanna "Klebark Wielki"
                                                    "Jako środek lecznicy zalecano palenie tytoniu i zażywanie tabaki. Specjalny
                                                    ocet wytwarzany w żołądka i wnętrzności kozicy, zalecano do mycia i inhalacji.
                                                    Jeśli ktoś miał wstręt do lekarstw to zalecano kromkę świeżego chleba umoczyć w
                                                    occie winnym i położyć ją na pępek. Zalecano również łuskę orzecha napełnić
                                                    rtęcią i trzymając przy sobie, tak by wystąpiły poty, a złe zarazki zostały
                                                    unieszkodliwione. Praktykowano walkę z zarazkami dymem. Im gęstszy i bardziej
                                                    śmierdzący, tym lepszy. Do tego spalano wermut, suszone liscie dębu, gałązki
                                                    jałowca, kał kurzy, rogi i stare buty. Wierzono w dezynfekujący charakter dymu z
                                                    tych przedmiotów."
    • tralala33 Chrzciny 24.11.06, 20:37
      nieprzypadkowo przypominam cośma na Forum Łostyńskim psisali ło chrzinach smile
      Bardzo starannie dobierano rodziców chrzestnych, których na Warmii nazywano
      patkiem i patką. Musieli być to ludzie porzadni, stateczni i religijni, gdyż
      uważano, że niektore cechy chrzestnych mogą przejść na dzieci.
      Przed uroczystością chrztu po wykapaniu dziecka ubierano go w cienka koszulę,
      kabacik, zawijano w czyte pieluszki i przepasywano szerokim pasem. Następnie
      wkładano do becika przystrojonego kwiatami i gałązkami mirtu. Dodatkowo wiązano
      wstązkami niebieskimi dla chłopczyka i rózowymi dla dziewczynki.

      • tralala33 Re: Chrzciny 24.11.06, 20:37
        Na Mazurach chrzestni wynosząc dziecko z domu przed udaniem się do kościoła,
        mówili: "Zabieramy poganina a przyniesiemy chrześcijanina"
        • tralala33 Re: Chrzciny 24.11.06, 20:38
          Rita napsisała:

          I tu mam wieści o zachowaniu się dziecka w kościele podczas chrztu.
          Pisze tak: jeżeli przy polaniu głowki wodą głośno płakało to znaczy , że bedzie
          śpiewak dobrywink, gdy wierzgało nózkami porządnie to znaczyło , że bedzie
          robotne i taneczne wink Gdy było spokojne to znaczyło , ze będzie to uczony smile
          A wiesz, jaki zwyczaj przestrzegano ? Mazurzy bardzo pilnowali by nie święcono
          tą samą wodą dziewczynki i chłopców. Ponoć zdarzył się przypadek, że gdy
          chrzczono tą samą wodą pewną dziewczynkę po chłopcu to jej pózniej broda urosła.
          Po powrocie z kościoła chrzestni mówili: "Wzielim poganina, a przynieślim
          chrześcijaniana" Pózniej trzeba było nowoochrzczone dziecko obnosić trzy razy
          dookoła stołu, aby w przyszlości żonie nie umarli męzowie, a mężowi - żony.
          A co było po chrzcinach to.... opowiemy pózniej, najpierw uśpimy dzieciatko.
          Teraz kiedy usneło spokojnie urządzimy sobie zabawę, huczną jak na Warmii.
          Żaden ojciec nie żałował "psiwa, zinka, gorzałki", aby "dobrze polać dziecko,
          coby duże łurosło"
          ora, ora , ora
          smutki do wora
          ora, ora , ora
          dajta nam gąsiora.

          • tralala33 Re: Chrzciny 24.11.06, 20:38
            Najbardziej popularne imiona wśród Mazurów to:
            Hansuleczek - Jan
            Jekub - Jakub
            Kristijan - Krystian
            Mnichał - Michał
            Matus - Mateusz
            Jewa - Ewa
            Justa - Augusta
            Barbeczka - Barbara
            Gotliba - Bogumiła
            Lotta - Karolina
            Lowiza - Ludwika
            Magretka - Małgorzta
            Zina - Regina
            Mina – Wilhelmina
            • rita100 Re: Chrzciny 24.11.06, 20:44
              dzianki Tralala, tu je mniejsce na chrzciny smile
              Trza koniecznie Gajowemu pokazać.
              • rita100 Re: Zaćma pijacka - leczenie 16.03.07, 21:01
                to jest sposób mazurski

                Aby wpędzić zaćmę głowy pijaka żona mazurska owija kamień w swoją chustę i
                tłucze tym swojego męża.
                Najczęściej stosowano to u chłopa , który powoził furmanką na targ.

                Może by i teraz przydała się taka metoda naszym kierowcom ofta wink)))
                • rita100 Re: Zaćma pijacka - leczenie 17.03.07, 20:05
                  Kiedy kobieta doszła do domu, Jakub Jeromin zapytał:
                  - Wiózł was dobrze ?
                  - Spił się i musieliśmy iść pieszo.
                  - O matko, tak daleko... dwie mile... a nie miała to kamienia w chuście ?
                  - Miała kamień, a jakże, ale nic nie pomógł.
              • rita100 Re: Chrzciny - bankyt wypraźiać 06.08.07, 09:50
                Kedy sia łurodzi dzieciuk ludzie zawdy bankytowali bez cołe popołudnie aż do
                punoci. Taki bankyt sia rychtowoła tilo z lokazji chrztu. Jek jidziam na bankyt
                to naczy jidziem na gościna z łokazji chrztu. Tak na Warniji ludzia wypraziali
                zielgie bankyty, a szczególnie gdy sia łurodziuł psiyrszy sin.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja