Dodaj do ulubionych

Szlakiem legendy grunwaldzkich

24.04.06, 21:27
Nigdy nie poruszliśmy tematu Grunwaldu, a szczególnie ich legend, które po
takiej pamiętnej bitwie napewno były. Grunwald pamiętam do dziś, to była dla
mnie iście walka z pamiętaniem daty tej bitwy. Budzono mnie w nocy by spytać
się o tą datę, a w szkole na historii było to najważniejsze wydarzenie w
dziejach histori. Nie znać daty tej bitwy to był obciach na całą klasę. Za
niewiedzę o tej dacie z rozbiegu dostawało się pamiętną lufę wink))
Przepraszam, że nie zaczynam od legendy ale od prawdziwych dwanych przygód
szkolnych. Dziś zapoznaję się z legendami Grunwaldu bez żadnego stresu
ocenowego.
Dzięki Pani Emili Sukertowa-Biedrawina możemy sie z nimi dziś zapoznać.
Wszystkich proszę o cierpliwość, bo będzie to długie, długie i nadzwyczaj
ciekawe opowiadanie.
Zapraszam
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Legendy grunwaldzkie 24.04.06, 21:30
      Wiekopomne zwycięstwo, odniesione przez wojska polsko-litewskie na polach
      Grunwaldu i Stębarku 15 lipca 1410 roku oplecione zostało siecią legend, które
      przechodząc z ust do ust, z pokolenia na pokolenie, z czasem narastały, ulegały
      zmianom, niekiedy szły w zapomnienie - w większości przetrwały jednak do
      dzisiejszych czasów.
      Już Jan Długosz przekazał nam legendy, które zaczerpnął od ojca swego,
      uczestnika Wielkiej Wojny. Musiały się one rozejść po zwycięstwie tak wśród
      wojska polskiego jak i ochotniczych odziałów mazurskich, uformowanych w Ełckim
      spośród zbiegów w różnych dzielnic Mazur.
      cdn
      • rita100 Re: Legendy wielkiej batalii 24.04.06, 21:31
        Według tych legend w wigilię wielkiej batalii, po burzy, która przeciągneła nad
        hufcami polskimi, na niebie, wśród rozproszonych chmur, w poświacie ksiezyca,
        rycerze i pachołkowie polscy ujrzeli sylwetki dwóch postaci: króla w koronie i
        mnicha, walczących ze sobą. Król pokonał zakonnika. Uważano to za pomyślną
        wróżkę, która się też nazajutrz spełniła. W czasie samej bitwy nad wojskiem
        polskim ukazała się Matka Boża, a mąż w polskie przyodzian szaty unosił się nad
        walczącymi, błogosławił, dodawał otuchy, upadającym na duchu. Był to podobno
        św.Stanisław Szczepanowski, patron Korony Polskiej.
        cdn
        • rita100 Re: "Kamień Jagiełłowy" - głaz 24.04.06, 21:32
          Sporo legend osnutych jest też wokół postaci Władysława Jagiełły. W lasku
          sosnowym, przy drodze miedzy Łodwigowem a Grunwaldem, leżał wielki głaz, zwany
          z dawien dawna jako "Kamień królewski" albo "Kamień Jagiełłowy". Niemcy
          nazywali go "Jagiellostein" albo "Konigstein", co bardzo drażniło
          nacjonalistów. O tym głazie opowiadano jeszcze w 1868 roku , że miał się przy
          nim modlić król Jagiełło w czasie bitwy. Była to jednak nieścisłość: Jagiełło
          osobiście dowodził przez cały dzień wojskiem, monolit zaś leżał na linii, gdzie
          stały wojska krzyżackie. Sędzia G.Conrad w r. 1903, a Stanisław Kujot w r. 1910
          zamieścił wersję, jakoby Jagiełło po bitwie długo na tym głazie siedziąc
          prowadził naradę wojenną. W roku 1923 autorce niniejszego artykułu opowiedział
          w Brzeźnie pewien stary Mazur, że król, zmeczony bitwą, odpoczywał na owym
          omszałym kamieniu, a u stóp jego składano zdobyte krzyżackie sztandary. W
          okresie międzywojennym mówiono, że istnieje w okolicy Grunwaldu "Lasek
          Jagiełłowy"...Może to ten, w którym leżał "Kamień Jagiełłowy".

          Wiecie co sie stało z tym kamieniem ?
          cdn
      • gietpe Re: Legendy grunwaldzkie 24.04.06, 21:39
        Gazeta Olsztyńska, 1910, nr 11.
        NA 500 ROCZNICĘ GRUNWALDU
        Powstań Jagiełło, powstań spod mogiły,
        Niech Cię wskrzesi Wszechmogący Bóg!
        Powstań, a zobacz, jak wytęża siły,
        By nas wygładzić, nasz odwieczny wróg.
        Wszystkie żywotne wypruwa z nas żyły,
        Ojczystą ziemię bierze nam spod nóg.
        Przed pięćset laty ta zgraja krzyżacka
        Zebrana z różnych rozbójniczych hord
        Okuta w stali, zabójczo-wojacka
        Ze zbrojną dłonią w topór, miecz i kord
        Wpadała jak lwy, jawnie i znienacka
        Do Prus pogańskich, szerząc zgliszcze, mord.
        Gdy wzięli Prusy przez wielkie krwi brody,
        Wymordowali niemal wszystek lud.
        Przerzucili się na litewskie grody
        Rabunkiem własny nagradzając trud.
        A w polskie ziemie, miasta i zagrody
        Po zdzierstwach szczepią w nią swój czarci
        [br
        Tych zbrodni, gdy już dopełnili miarę,
        Gdy cały Zakon opanował bies,
        Bóg zagniewany zesłał straszną karę
        Za przelewanie morza krwi i łez.
        Iż zbezcześcili i Zakon, i Wiarę
        Bóg przez Jagiełłę położył im kres.
        Wyszła ta zgraja zbójecka z nawałą
        Na wielki obszar podgrunwaldzkich pól,
        Myśleli pożreć żywcem Polskę całą,
        Lecz ich na miazgę zbił Jagiełło król.
        Musieli ponieść, co im się dostało
        Klęskę sromotną i śmiertelny ból.
        Pod ten czas nasza królowa Jadwiga
        Najpokorniejsze modły w niebo śle.
        Ta świątobliwa Pani się nie wzdryga
        Za Polskę-Litwę oddać życie swe.
        Za jej modlitwą Bóg wojnę rozstrzyga,
        Polskie zwycięstwo wykonało się.
        Lecz z niedobitków znowu się wylęgło
        Plemię — na hańbę ludzkości i wstyd.Nowe krzyżactwo na nas się sprzysięgło
        Wydzierstwem wzrosło na potęgi szczyt.
        Bractwo trzech liter do dna złości sięgło
        Zgrzytając zębem, my czujem ich zgrzyt.
        Ten ród krwiożerczy, nikczemny, lecz hardy
        Wszystko z nas zdziera, nie ma nigdy dość,
        Niesprawiedliwy, bezczelny i twardy
        Wylewa na nas swą krzyżacką złość.
        To też przed światem jest on celem wzgardy,
        Bo swej niezgody wszędzie rzuca kość.
        Z ojca Bismarcka spłodzona ha ka ta...
        Polska nie chciała przed nim karku zgiąć...
        Z tego nienawiść — i chcą mieczem kata
        Jednym zamachem Polsce głowę ściąć.
        Lecz za ich czyny przyjdzie im zapłata;
        Nienawiść sieją, pomstę będą żąć.
        Ukute na nas wkładają kajdany,
        By nas zagnębić — związek liter trzech.
        Wydarli język i kraj nasz kochany,
        Wzbraniają własnych budować nam strzech.
        Chcą nam wywłaszczyć zagon uprawiany,
        A jęk nasz wzbudza w nich szatański śmiech.
        Lecz przyjdzie pomsta tym, co Boże dzieło
        I jego prawa usiłują zmieść,
        Bo się to plemię pychą swą rozdęło
        I chce nad niebo swą potęgę wznieść.
        Więc niech powstanie nowy król Jagiełło,
        By pod Grunwaldem w proch Krzyżaków
        [zgnieść.
        Boże Wszechmocny! Spojrzyj na naszą biedę
        I zrzuć z nas ciężki tych ciemięzców trud,
        Wyruguj z Polski tą groźną czeredę,
        Uczyńże zbawczy „podgrunwaldzki" cud!
        A „deposuit potentes de sede,
        Et exaltavit humiles" * — swój lud.

        Z rękopisu 1910; drukowany 1910 w jednej z ga-
        zet krakowskich.
        * Deposuit potentes de sede, et exaltavit humi-
        les — zlożyl pyszałków z tronu, a wywyższyl
        pokornych (W. Kochanski, op. cit., s. 136).
        A.Samulowski
          • rita100 Re: Pomnik Urlicha von Jungingena 24.04.06, 21:49
            Pomnik Urlicha von Jungingena
            Około 1893 r znaleźli się ludzie, którzy postanowili uczcić miejsce zgonu
            Urlicha von Jungingena. Zdecydowano wznieść pomnik, a jako materiał użyto -
            "Kamień Jagiełły".
            W roku 1901 dokonano odsłonięcia cokołu wykonanego z "Kamienia Jagiełłowego".
            Ociosany blok 2 i pół metra wysokości, 4 i pół metra obwodu, ważył 200 centarów
            i 5 funtów. Wyryto na nim napis niemiecki tej treści:
            "W walce o niemiecki obyczaj i niemieckie prawo poległ wielki mistrz Urlich v.
            Jungingen dnia 15 lipca 1410 roku śmiercią bohaterską".
            Przestał istnieć "Kamień Jagiełłowy", o co germanizatorom chodziło, ale pamięć
            o zwycięzcy spod Grunwaldu nie wygasła.
            cdn
            • rita100 Re: "Szlak Jagiełłowy" 24.04.06, 21:53
              "Szlak Jagiełłowy"
              W okresie międzywojennym w Działdowszczyźnie, leżej na "Szlaku Jagiełłowym",
              zanotowano tradycje związane z imieniem zwycięzkiego króla: wzgórze we wsi
              Wysoka, gdzie Jagiełło obozował trzy doby, wśród ludu nosiło nazwę Królewskiej
              Gory. Opowiadano też w Chełstach o pobycie tam króla wraz z armią ( w/g
              Długosza obozowano nad jeziorem Kiełpińskim, odległym o 2,5 km) oraz pod
              Wądzynem, nieopodal Dąbrówna. Wedle tradycji miał król nocować w Lubieniu.
              Pokazywano nawet dom, chociaż ks.Kujot niesłusznie przeczy, dowodząc, że
              Jagiełło nie był tam w ogóle. Jest to nieścisłość. Armia Jagiełłowa rankiem 15
              lipca stanęła nad jeziorem Lubień, a król kazał na wzgórzu rozbić namiot.
              cdn
              • rita100 Re: "Szlak Jagiełłowy" 24.04.06, 21:54
                Autor: gietpe

                Pieśń o bitwie pod Grunwaldem

                W strona Gryźlin na Mazórach
                Łokolica z drzewamy,
                Jest tam pasek, psiakny lasek, /
                Jogielkam nazwany.
                Tam przed laty na ty ziamni
                Polsko krew sia leje,
                Jęk Jagiełło z Krzyżokamy
                Ło Prusy sia bzije. •
                Gdy Jagiełło kończy pocierż,
                To do mniecza siango,
                Razam wespół z Litsinamy
                Krzyżaków wypandzo.
                Po łodbytych trudach, znojach
                Łodpoczynku szuko,
                W łowam pasku, psianknam lasku,
                Tam mu serce puko.
                Na pamnióntka swy wdzionczności
                Naród zielgi masy,
                Lasek tan nazwoł Jogielek
                Aż po wszelkie ciasy. •
                Oracja drużby.

                Nie wziem ale kole skansynu w Łolsztynku je mniejscowośc Jagiełek



                • rita100 Re: W Działdowie i Dąbrównie 24.04.06, 21:55
                  W Działdowie i Dąbrównie
                  W działdowie i Dąbrównie opowiadano o tym, że piekarze po miasteczkach
                  mazurskich wypiekali ze słodkiego ciasta figurki, nazywane "Jagiełłami", a
                  śmiałych, dzielnych mężczyzn zwano "Jagiełkami".
                  Na Mazurach przezwisko to stało sie nazwiskiem. Obok Jagiełków spotyka się
                  jeszcze obecnie nazwisko Jagiełło.
                  cdn
                  • rita100 Re: W Ostródzie 24.04.06, 21:56
                    W Ostródzie dzisiejsza ulica Teatralna nosiła nazwę "Mordstrasse". Prowadziła
                    ona pod murem miasta. Wieść niosła, ze uciekajacy z pola bitwy pod Grunwaldem
                    Krzyżacy, ścigani przez lekkie odziały polskie, litewskie i tatarskie, zostali
                    dopędzeni pod Ostródą i wycięci do ostatniego. Na intencję tego 'mordu' drogę
                    nazwano "Mordestrasse".
                    cdn
                    • rita100 Re: pancerz i buty 24.04.06, 21:57
                      W kosciele w Mielnie, przetrwała kula kamienna, rzekomo z pobojowiska
                      grunwaldzkiego, a w kościele w Stębarku jeszcze w trzydziestych latach XX
                      wieku pokazywano pancerz oraz buty, rzekomo pamiętające bitwę grunwaldzką. Buty
                      były raczej z czasów wojen szwedzkich. Jak się okazało później przedmioty te
                      przeniesiono z pałacu w Dąbrównie.
                      cdn jutro smile
              • rita100 Re: Kaplica i jeziorko 25.04.06, 20:37
                Inne legendy związane są z poległym mistrzem krzyżackim i komturami. Wydrukował
                je Harry Schumann, Niemiec miejscowego pochodzenia, w książce 'Unser Masuren',
                wydanej w roku 1921.
                Powszechnie znana jest dziś jeszcze legenda w tym , że na pobojowisku, w
                pobliżu miejsca, gdzie zginąć miał wielki mistrz Urlich von Jungingen, zaczeły
                sie dziać dziwy i cuda: powstało też obok kaplicy pamiątkowej jeziorko, którego
                woda posiadała cudowne lecznicze właściwości. Z ziemi mazurskiej, z Warmii i
                ziem sąsiednich ściągały na odpust liczne pielgrzymki. Chorych i kaleki po
                wysłuchaniu Mszy św. zanurzano w wodzie: doznawali cudu ozdrowienia. Trwało to
                wieki całe. Kiedyś zjawiła się jakaś pani z chorym pieskiem, a po nabożeństwie
                wykąpała swego faworyta. Pies ozdrowiał, lecz woda w jeziorze straciła cudowną
                moc.
                cdn
                • rita100 Re: Kaplica Urlicha von Jungingena 25.04.06, 20:49
                  Kaplica Urlicha von Jungingena
                  Podanie to ma swoje historyczne podłoże. Wprawdzie kronikarz pruski Johannes
                  von Posilge, świadek owych wydarzeń, nie zaznaczył wyraźnie, że kaplicę
                  ufundowano na miejscu zgonu Urlicha von Jungingena, było to jednak zupełnie
                  naturalne. Bowiem w średniowieczu miejsce zgonu wybitnego wodza upamiętniano
                  zazwyczaj krzyżem, kaplicą lub pomnikiem. Następca Urlicha Jungingena, Heinrich
                  von Plauen zwyczajem ówczesnym postąpił tak samo. We dwa lata po bitwie
                  Krzyżacy dobrze pamiętali jeszcze, gdzie się owo 'historyczne' miejsce
                  znajdowało.
                  Przyjaciele Jungingena mieli zebrać na ten cel 5 tysięcy marek. Kaplica
                  wyposażona została świetnie i otrzymała obraz Matki Bożej, 'słynącej cudami'.
                  Konsekracja odbyła się 12 marca 1412 roku. Zakon uzyskał 2 bulle od papieża
                  Jana XXII, który obdarzył kaplicę "wielkimi łaskami i odpustami". Mistrz von
                  Plauen zapewnił utrzymanie jednego kapłana zakonnego, sześciu księży świeckich
                  i dwóch kleryków.
                  Modły za "18 tysiecy poległych chrześcian" odbywały się całą dobę. Przy ołtarzu
                  zawieszono 2 chorągwie krzyżackie , użyte w czasie bitwy.
                  cdn
                  • rita100 Re: Upadek kaplicy 25.04.06, 21:19
                    Po wprowadzeniu reformacji w Prusach Książęcych nikt się kaplicą nie opiekował.
                    W drugiej połowie XVI wieku kronikarz pruski Hennenberger oglądał ją w stanie
                    pożalowania godnym. Pastor z sąsiedniego Mielna raz do roku odprawiał tam
                    nabożeństwo. Tłumy pątników przybywały stale, zwłasza w drugi dzień Zielonych
                    Świąt. Władze pruskie po zapadnięciu się kaplicy w 1720 roku postanowiły
                    wytępić "przesąd katolicki". Konsystorz królewiecki pociągał do
                    odpowiedzialności pastora ze Stębarku - zabobonna wiara ludu była jednak tak
                    silna, że jej pokonać nie zdołano.
                    cdn
              • rita100 Re: Grunwald 2005 25.04.06, 21:37
                Wiem to stronka ak smile

                W ostatniej ćwierci XVIII wieku profesor uniwersytetu królewieckiego F.S.Bock
                oglądał to miejsce nazajutrz po Zielonych Świątkach: na resztkach muru dawnej
                kaplicy leżały liczne kule pozostawione przez uzdrowione widocznie kaleki,
                bielizna, części ubrań, które porzucili "wraz z chorobą" uleczeni chorzy.
                Zebrane szmaty zanoszono do papierni w pobliskim Dąbkowie, warmi ńskie czepki
                złotem haftowane sprzedawano żydom. Kościelny ze Stębarka zabierał pieniądze,
                pozostawione "na ofiarę".
                cdn
                • rita100 Re: jeziorko 25.04.06, 21:38
                  Owo jeziorko, a właściwie staw niewielkich rozmiarów, wykopany rękoma ludzkimi
                  w odległości 50 kroków na południe od kaplicy, w ostatniej ćwierci XVIII wieku
                  przypominalo raczej bagienko. Kiedy woda utraciła swą cudowną moc nikt nie
                  zanotował. Odnośnie pieska, który miał to spowodować, jedni twierdzili, ze
                  cierpiał na chorobę oczu, inni że na altretyzm. Według innej wersji opiekunka
                  jego, to można pani z zachodu, według innych miejscowa.
                  cdn
                  A tak na uboczu, to dlaczego były cuda w tej kaplicy, kaplicy wielkiego
                  przegranego wodza Urlicha von Jungingena i dlaczego tak ludnośc ściągała na te
                  własnie msze ?
                  • rita100 Re: jeszcze o jeziorku 26.04.06, 20:43
                    Dr Max Toeppen, pierwszy wielce zasłużony zbieracz baśni, podań i legend
                    mazurskich, i badacz folkloru stwierdził, że niejaki Mullerhoff ze Szlezwigu, w
                    ogłoszonym przez siebie zbiorze bajek i baśni tamtejszych zanieścił legendę o
                    tym, iż pod Tondern w "cudownym " źródle woda straciła lecznicze właściwości po
                    wykapieniu w niej chorego konia.
                    W sześciedziatych latach XIX wieku "wieść gminna" w okolicach miejsca bitwy
                    grunwaldu niosła, że do jeziorka spłyneła strumieniami krew pomordowanych.
                    Zwiedzającym "bojowisko" pokazywano ślady kaplicym , długości 100 a szerokości
                    25 stóp. Wejście do niej prowadziło z zachodu.
                    cdn
                    • rita100 Re: Kości zostały rzucone 26.04.06, 20:44
                      Na wschód od kaplicy znajdowały się trzy głebokie doły średnicy 50 stóp, pełne
                      kości ludzkich, dalej liczne okrągłe i owalne wklęsłości: miejscowi mieszkańcy
                      uważali je za pozostałość bratnich mogił. Owe doły pełne kości zamierzano
                      zarzycić kamieniami, ale co w dzień wsypano, to jakaś siła nocą je wyrzycała.
                      Pastuszkowie, pasący tam bydło, wrzucali czapki, ale i te jakaś niewidzialna
                      ręka z powrotem wyrzucała.
                      cdn
                      • rita100 Re: Kości zostały rzucone 26.04.06, 20:44
                        We wsi Gardyny, na wschód od Dąbrówna, w końcu XVIII wieku istniały jeszcze dwa
                        okopy. Ludność miejscowa utrzymywała, że to okopy krzyżackie z czasów bitwy
                        grunwaldzkiej. Ale tę wieść, można miedzy bajki włożyć: Krzyżacy ani tamtędy
                        nie przeciągneli ani się nie zatrzymywali w lipcu 1410 roku. W końcu XIX wieku
                        na górze Kaplicznej (Kapellenberg) jedyną pozostalością pobojowiska było
                        rumowisko porośnięte krzakami, jalowcami i chwastami.
                        Harry Schumann, we wspomnianym już wydawnictwie Unser Masuren zamieścił jeszcze
                        inną legendę, nie podając jednak jej pochodzenia.
                        Legenda bedzie jutro smile
                    • tralala33 Re: jeszcze o jeziorku 26.04.06, 21:08
                      Nie wiem, kiedy i nie wiem jak, ale tę kaplicę najwyraźniej (być może nie tak
                      dawno) nieco - no, nie wiem, jak to powiedzieć) - zrekonstruowano, to chyba na
                      wyrost. W każdym razie dziś widać więcej niż tylko ślady. Mury kaplicy na całej
                      długości są podniesione i nie trzeba się domyślać, gdzie było wejście - widać
                      je wyraźnie. Czy ktoś wie dokładniej, kiedy odtworzono kaplicę pod Grunwaldem?
                      • rita100 Re: jeszcze o jeziorku 26.04.06, 21:12
                        Nie znalazłam tej kapliczki na zdjeciach szkoły i pewnie tego jeziorka już nie
                        ma. A popatrz się Tralala, dół pod jeziorko było wykopane rękami i co z tym
                        pomnikiem Urlicha von Jungingena do którego uzyto kamień Jagiełły - jest jakis
                        slad ?
                        • rita100 Re: Legenda Harrego Schumanna cz.I 27.04.06, 20:33
                          Legenda Harrego Schumanna cz.I

                          "Komtur dzierzgońki nie wierzył w potęgę Zakonu i był przeciwnikiem wojny z
                          Polską. Kiedy wyruszył na wojnę, zapytał go jakiś braciszek zakonny, komu
                          pieczę nad zamkiem przekazuje. Odpowiedział ostro: " Tobie i wszystkim złym
                          duchom, którzy tej wojny pragneli".
                          Braciszek padł martwy z przerażenia, a duch jego gospodarzyć począł w zamku.
                          Dusze wszystkich poległych Krzyżaków przybywały do zamku dzierzgońskiego. Po
                          klęsce grunwaldzkiej zaczeły sie tam dziać okropności... Na miejsce poległego
                          komtura przybył inny, ale temu źle się działo: niewidzialna ręka na własnej
                          jego brodzie zawiesiła go u studni, innym razem zapaliła mu się broda, nie
                          można było jej ugasić; dopiero jak uciekł z zamku - zgasła sama. Wszyscy
                          mieszkańcy ze strachu opuścili zamczysko. Po dwóch latach powrócił z
                          pielgrzymki do ziemi Świętej jakiś mieszczanin, kowal dzierzgoński, a
                          nasłuchawszy się okropności o tym, co się na zamku działo, wybrał się, aby się
                          przekonać, ile w tym prawdy.
                          • rita100 Re: Legenda Harrego Schumanna cz.II 27.04.06, 20:33
                            Legenda Harrego Schumanna cz.II
                            Na moście spotkał brata komturowego, który podobno poległ pod Grunwaldem. Ten
                            oprowadził kowala po komnatach, gdzie rycerze grali w karty, gdzie z
                            rozpustnymi kobietami ucztowali i tanczyli. W kaplicy, w stałlach, starszyzna
                            zakonna - spała. Tak działo sie na zamku niegdyś, a obecnie... Widmo krzyżaka
                            wyprowadziło kowala na dziedziniec... Rozległy się straszliwe, iście piekielne
                            jęki , krzyki i narzekania.. Oto był istotny stan po klęsce grunwaldzkiej...
                            Widmo Krzyżaka nakazało kowalowi donieść o tym wszystkim wielkiemu mistrzowi -
                            i znikło widmo.
                            Kowal udał sie do Malborka, a dopuszczony przed oblicze wielkiego mistrza,
                            opowiedział, co widział i słyszał w zamku dzierzgońskim. Mistrz wpadł w gniew ,
                            a żeby zapobiec rozsiewaniu gorszących, fantastycznych wieści, kazał kowala
                            utopić...

                            Z inną wersją ani nawet fragmentami powyższego podania mimo poszukiwań nie
                            udało mi się spotkać.
                            Zwracam się przeto do Czytelników, którzy znaliby tę legendę albo inne,
                            związane z 'Grunwaldem', żeby zechcieli je nam tu opowiedzieć. "
                              • rita100 Re: Wic grunwaldzki stary jek nic :) 29.06.06, 21:16
                                A tu mowam współczesny Grunwald
                                serwis.ro.com.pl/viewattach2.php/id/b669acc3e12794d648f82ad169f9f7b5
                                serwis.ro.com.pl/viewattach2.php/id/3f7f26b9f015b3b444ebe50ff115d15e
                                serwis.ro.com.pl/viewattach2.php/id/5343fbca507c9b2a45ce9c4970328226
                                Jeśli ktoś posiada zdjęcia z pól grunwaldzikich to zapraszamy.
                                  • rita100 Re: 15 lipiec 1410 wielka bitwa 15.07.06, 20:24
                                    15 lipiec 2006
                                    Za 4 lata będziemy świętować VI wieków pamiętnej bitwy.
                                    A własnie dziś przypada rocznica Bitwy pod Grunwaldem.
                                    15 lipiec 1410 rok data ogromnie ważna, w tym dniu nastąpił wieki pogrom
                                    Krzyżaków na polach Grunwaldu o czym świadczą zachowane po dzień dzisiejszy
                                    legendy.
                                    Bądźmy strażnikami tych legend.

                                    Oto zródła o tych legendach:
                                    1) Fr. Thumert 'Der Grosse Krieg zwischen Polen und dem Deutschen Orden,
                                    Zeischrift des Westpreussischen Geschichtsvereins. Gdańsk 1886, zesz XVI. s.
                                    51. powołuje się na Cronica Confictus;

                                    2) Scriptores Rerum Prussicarum, Lipsk 1866 t. III, s.333

                                    3) F.S.Bock 'Versuch einer wirtschaftichen Naturgeschichte von dem Konigreich
                                    Ost -u Westpreussen, Dessau 1783

                                    4) Harry Schumann, Unser Mazuren, Drezno 1921
                                    ------
                                    "Płomień rozgrzeje malowane dzieje
                                    Skarby mieczem spustoszą złodzieje
                                    Pieśń ujdzie cało"

                                    Adam Mickiewicz 'Konrad Wallenrod'
                                      • rita100 Re: anegdotka 15.07.06, 23:06
                                        Wszyscy znamy scenę z powieści Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”, w której
                                        Danusia rzucając nałęczkę na głowę Zbyszka z Bogdańca, ratuje go przed
                                        wykonaniem wyroku śmierci. Był to stary polski zwyczaj, który jednak nie
                                        każdemu odpowiadał. Powiadano, że pewien okrutny złoczyńca prowadzony był pod
                                        szubienicę, gdzie czekał na niego już kat Jakub ze swoimi pomocnikami. Nagle
                                        przez tłum przedarła się dama o urodzie dalekiej od świetności, ratująca
                                        skazańca. Rzezimieszek, gdy zobaczył, kto jest jego wybawcą, rozpaczliwie
                                        zawołał do kata: „Panie Jakubie – wieszaj pan!”.
                                        • rita100 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 20:51
                                          mazury.info.pl/atrakcje/grunwald/index.html
                                          Już z odległości kilku kilometrów widoczny jest pomnik i metalowe maszty
                                          usytuowane na najwyższym wzniesieniu terenu, zwanym Wzgórzem Zwycięstwa. Z
                                          pomnika granitowego graniastosłupa, spoglądają dwie twarze rycerzy osłonięte
                                          częściowo hełmami z przysłonami. Stojące obok 30-metrowe maszty z metalowymi
                                          proporcami ze znakami wojskowymi Polski i Litwy symbolizują chorągwie, które
                                          zatknięto po zwycięstwie na zdobytym obszarze wroga. Zespół pomnikowy zbudowany
                                          został w 1960r. dla upamiętnienia 550 rocznicy bitwy, według projektu
                                          konkursowego Jerzego Bandury i Witolda Cęckiewicza. W pobliżu pomnika znajduje
                                          się Muzeum Grunwaldzkie, ze zbiorami militarnymi pochodzącymi z badań
                                          archeologicznych.
                                          Częścią zespołu pomnikowego jest również amfiteatr na Wzgórzu Zwycięstwa. Jego
                                          arenę zajmuje kolista kamienna makieta, która obrazuje rozstawienie wojsk przed
                                          bitwą. Oznakowano na niej przypuszczalne miejsca obozów wojskowych oraz
                                          miejscowości: Grunwald, Łodwigowo i Stębark.
                                          Pod amfiteatrem mieści się małe muzeum oraz audytorium i salka kinowa, w której
                                          można obejrzeć fragmenty filmu "Krzyżacy", zrealizowanego na podstawie powieści
                                          Henryka Sienkiewicza, a.także filmy dokumentalno-oświatowe.
                                          Idąc szeroką aleją od parkingu do Wzgórza Zwycięstwa, mijamy nieforemną bryłę
                                          obeliska zbudowanego z głazów cokołu pomnika grunwaldzkiego wzniesionego w 1910
                                          roku w Krakowie. Został on zniszczony przez okupanta hitlerowskiego w 1939
                                          roku. Uratowane głazy przekazano na Pola Grunwaldu, by jako "świadectwo
                                          wiecznego kultu narodowej przeszłości" symbolicznie realizowało zamysł
                                          fundatora, Ignacego Paderewskiego, postawienia monumentu na pobojowisku.
                                          • rita100 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 20:52
                                            "Idąc szeroką aleją od parkingu do Wzgórza Zwycięstwa, mijamy nieforemną bryłę
                                            obeliska zbudowanego z głazów cokołu pomnika grunwaldzkiego wzniesionego w 1910
                                            roku w Krakowie."

                                            Tralala, jek to Kraków zbudował ?
                                            • rita100 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 20:53
                                              Gdy udamy się do ruin kaplicy pobitewnej napotkamy przed nią potężny kamień.
                                              Napis objaśnia, że głaz ten, od wieków zwany przez Mazurów "kamieniem Jagiełły"
                                              lub "kamieniem królewskim", licznymi podaniami związany był z osobą króla
                                              polskiego. Kaplica została postawiona na pobojowisku, jak to stwierdzają
                                              dokumenty i poświęcona w 1413 roku. Przetrwała około 100 lat, często odwiedzana
                                              przez pielgrzymów.
                                              Ruiny kaplicy pobitewnej, znajdującej się na Polach Grunwaldu są konkretnym
                                              dowodem archeologicznym świadczącym o lokalizacji wydarzeń 15 lipca 1410r.
                                              Kaplicę Najświętszej Marii Panny polecił wznieść w roku 1411 pośrodku trójkąta
                                              Stębark - Grunwald - Łodwigowo nowy wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego, Henryk
                                              von Plauen, wyposażając ją w przedmioty liturgiczne pochodzące z Malborka.
                                              Wskutek starań wielkiego mistrza papież wydał, 6 października 1412r., bullę
                                              indulgencyjną z odpustem dla wszystkich, którzy nawiedzą kaplicę w oznaczonych
                                              dniach świątecznych. Poświęcenie kaplicy odbyło się 12 marca 1413r. Dla jej
                                              upiększenia sprowadzono z Malborka obrazy, m.in. N.M. Panny, a także dzwon. W
                                              odległości ok. 50-100m od kaplicy znajdowały się mieszkania kapłana zakonnego,
                                              sześciu duchownych świeckich oraz uczniów - archeologowie natrafili w tym
                                              miejscu na konstrukcje z kamienia podczas prac wykopaliskowych w latach 1958-
                                              1960. Przy okazji odsłaniania fundamentów samej kaplicy odkryto pięć grobów
                                              zbiorowych, zawierających według wszelkiego prawdopodobieństwa szczątki rycerzy
                                              poległych w bitwie grunwaldzkiej (widoczne ślady urazów bitewnych).
                                              mazury.info.pl/atrakcje/grunwald/index.html
                                              • rita100 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 20:54
                                                W roku 1414 (okres ponownej wojny Zakonu z Polską i Litwą) kaplicę strawił
                                                pożar. Wnet ją odbudowano i wyposażono w nowe przedmioty liturgiczne, na co
                                                dowodem jest spis sporządzony 22 listopada 1416r. przez zakonnego kapłana Jana
                                                Keselinga.
                                                Inwentarz z roku 1442 jest pierwszym źródłem mówiącym o istnieniu probostwa na
                                                pobojowisku grunwaldzkim. W tym czasie kaplica jest bogato wyposażona - m.in.
                                                psałterz, przedmioty ze srebra, krzyż z kryształu lub ze szlachetnych kamieni
                                                ("brillencreucze") oraz jedwabny welon. Wymieniane są także chorągwie - lecz
                                                są to jedynie chorągwie kościelne, a nie sztandary wojenne zdobyte
                                                ewentualnie przez Zakon. Przekazy źródłowe dają świadectwo istnienia probostwa
                                                aż po czasy reformacji. W kronice Szymona Grunaua (uznawanego przez wielu
                                                badaczy za kontrowersyjnego) czytamy, iż Zakon wznosząc kaplicę uposażył ją
                                                sporym folwarkiem. Kaplica spełniała funkcje religijne jeszcze w I poł. XVI
                                                wieku. O jej znaczeniu świadczy fakt, iż w 1518r. została odrestaurowana. Nowo
                                                odkryte źródła pozwalają stwierdzić, iż kaplica wraz z przynależną do niej
                                                ziemią została przejęta w nieznanym nam momencie przez księcia Albrechta
                                                Hohenzollerna (1525-1568) i podarowana szlachcicowi Ebertowi von Massbach.
                                                W połowie XVII wieku kaplica została zniszczona przez Tatarów (co dało powód do
                                                zbudowania nowego kościoła w Stębarku w 1681r.). Wykonując zarządzenie z 27
                                                sierpnia 1720r. ruinę rozebrano, aby ukrócić "nadużycia rodzące się z
                                                przesądów". Mimo tego posunięcia przybywały na to miejsce pielgrzymki ludności
                                                z okolicznych domen. W końcu 1797r. właściciel ziemski Albrecht von Brandt
                                                podjął starania o wznowienie dawnego przywileju na odbywanie jarmarków w
                                                Stębarku. W związku z tym prosił także o zgodę na odbudowanie kaplicy. Prośbę
                                                jego władze pruskie jednakże oddaliły.
                                                koniec
                                                mazury.info.pl/atrakcje/grunwald/index.html
                                            • tralala33 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 21:00
                                              "Idąc szeroką aleją od parkingu do Wzgórza Zwycięstwa, mijamy nieforemną bryłę
                                              obeliska zbudowanego z głazów cokołu pomnika grunwaldzkiego wzniesionego w 1910
                                              roku w Krakowie."

                                              Czy to nie było tak, że ten krakowski pomnik z 1910 roku został przez Niemców
                                              zburzony w czasie II wojny światowej, a po wojnie kamienie z tego pomnika
                                              zostały przewiezione na pola grunwaldzkie? Za to w Krakowie po latach
                                              wzniesiono kolejny pomnik, na którym król Jagiełło ma ponoć rysy twarzy
                                              rzeźbiarza? Coś mi sie tak kołacze po głowie, ale może ktoś to sprawdzi?
                                              • rita100 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 21:21
                                                Tak musiało być. Popatrz nie wiedziałam o tym. To dlatego z taka pompą
                                                odsłaniano pomnik grunwaldzki w Krakowie , nawet na nim był sam Felik
                                                Nowowiejski z orkiestrą.
                                                Bardzo ładny gest z tymi kamieniami.
                                                • rita100 Re: Grunwald dziś 04.11.06, 21:24
                                                  rita100 napisała:

                                                  > Tak musiało być. Popatrz nie wiedziałam o tym. To dlatego z taka pompą
                                                  > odsłaniano pomnik grunwaldzki w Krakowie , nawet na nim był sam Felik
                                                  > Nowowiejski z orkiestrą.
                                                  > Bardzo ładny gest z tymi kamieniami.

                                                  Tak dalej je w tym kóntku
                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=45428047&v=2&s=0
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 17.11.06, 21:53
                                                    Zbzieramy siły na bitwe 1409r.
                                                    Tak z orszakiem Zawiszy Czarnego szykujemy sia do zielkiej bitwy z Krzyżakami.
                                                    Gdzie łóna bandzie, eszcze nie ziemy. Dokończym z kóntka ło zamku w Dobrzyniu z
                                                    ksiójżki 'Straszne dziedzictwo' Waleria Szalan-Groele.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 17.11.06, 21:56
                                                    Orszak Zawiszy ruszył w dalszą drogę, posuwał się bardzo wolno, jako że nie
                                                    wiadomo było, kędy król Jagiełło znajduje się obecnie, do niego zaś koniecznie
                                                    dotrzeć chciał Zawisza.
                                                    Tymczasem nad zachodem orszak jakowyś liczny zamajaczył w oddali. Rycerski byc
                                                    musiał, bo z dala błyszczały zbroje i ostrza włóczni, więc też Zawisza w
                                                    gotowości ludziom swym być kazał.
                                                    - Kat wie, co zacz - rzekł do noju. Mogą być swoi, ale mogą być i łotrzykowie
                                                    resztkami łupów po najeźdzcy żyjący.
                                                    - Albo i Krzyżaki - mruknął Deresław, poparł go Fedar i Gietpe, a Tralala w
                                                    strachu.
                                                    - Co znowu ? - zawołał Ziemko. - Krzyżaki tu, na polskiej ziemi, gdy krol na
                                                    odsiecz ruszył ? !...
                                                    - Czemu nie ! - odburknął Svolo
                                                    - Dlatego nie , ze Tandaradei nie śpsiewajó - mózi Tralala

                                                    (kóntek ło Tandaradei)
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=48173671&v=2&s=0
                                                    Tymczasem i przybysze spostrzegli snadź orszak Zawiszy i rozwijali nad swoimi
                                                    głowami chorągiew barwną, srebrem i purpurą szyta .....
                                                    Deresław skoczył ku Zawiszy.
                                                    - Dla Boga ! - krzyknął - Wasza Miłość, toż litewski proporzec !
                                                    Patrzymy wszyscy pilnie.
                                                    - Tak ci jest ! - odparł Zawisza. - Rozwinąć łu noju chorągiew polską i mój
                                                    proporzec z Sulimą !
                                                    Z radoscią spełniliśmy rozkaz i barwne płaty jedwabiu załopotały w wieczornym
                                                    powiewie, surmy zagrzmiały, aż Gajowy naczół nastrajać w puszczy gęśliki
                                                    (skrzypki)
                                                    Ciężkie są te proporce - prawda ?
                                                    A jek pianknie wyhaftowane.
                                                    Tak jedziem na bliskie spotkanie dwóch ważnych orszaków.
                                                    Słychać gdzies w oddali gęśliki grajónce smutnó psieśń.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 18.11.06, 19:59
                                                    Oba orszaki w kilka pacierzy zbliżyli sie do siebie. Na czele Litwinów jechał
                                                    mąż poważny Jakub Gliniany z Lublina, doradca zaufany księcia litewskiego
                                                    Witołda, ktory cenił go wielce i najtajniejsze poselstwa powierzał. Zawisza
                                                    ucieszył się wielce.
                                                    - Witajcie - zawołał. - Sam Bog chyba zesłał mi was !
                                                    - Czołem ! - odparł Jakub Glinian. - Cóż jest, żem tak potrzebny takiemu jak wy
                                                    rucerzowi ?
                                                    - Sprawa ważna. Wiecie, ze król całe rycerstwo ściąga i ja też na wezwanie
                                                    śpieszę. Ale prosto z Niemiec jadę, przeto dopytywać się nie mogę, kędy jest
                                                    pan nasz, by mu służby ofiarować !
                                                    - Krol leży teraz obozem między Bydgoszczą a Świeciem !
                                                    - Masz tobie ! To nam z Dobrzynia nawrócić należy !
                                                    Jadą sobie orszaki, a my z nimi, przysłuchując się dyskusji.
                                                    - Wojna tedy bedzie ! - zauważył Zawisza - Ale kiedy? Czy teraz ? Pod zimę ?
                                                    Źle by to było !
                                                    - Wiedzcie tedy - rzekł Jakub Gliniany - że król Jagiełło teraz zaraz na
                                                    Krzyżaka uderzyć chiał, tym więcej , ze Wielkopolska cała do wojny prze, pomsty
                                                    szukając za Dobrzyn ów nieszczęsny. Więc też do księcia Witołda posłał, by wraz
                                                    przybywał z Litwą i razem z wami uderzył na wroga.
                                                    - To jest myśl dobra! - rzekł Zawisza - Krzyżacy odwetu tak rychłego sie nie
                                                    spodziewają.
                                                    - Myśl jest dobra, jeno że wykonać się nie da, bo książe Witołd bratu z pomocą
                                                    nie przyjdzie !
                                                    Zawisza wstrzymał nagle konia.
                                                    - Dlaczego ? - spytał, marszcząc brwi i my tez naśladujemy minę Zawiszy i
                                                    marszczymy brwi energicznie.
                                                    - Bo na Żmudzi rady sobie dać nie może, jako że tam wieczna szarpanina, a
                                                    troska ! Z ową też wieścią do Jagiełły jadę, niech czyni co chce, byle przewlec
                                                    do wiosny, a wtedy pójdziemy i my z pewnością !

                                                    --
                                                    Stop, stop, zsiadajcie z koni, obóz rozłożymy.
                                                    Słyszycie, ciiicho w oddali gęśliczek gra, któż to nadchodzi ?
                                                  • fedar Re: Grunwald 1409 18.11.06, 21:10
                                                    Rito, fejn to wszystko poskładałaś. Dobrze się czyta, trochę chumoru i my tam jesteśmy. Czy dla siebie przeznaczyłaś wyłącznie rolę narratora? Kiedy Gajowy wyjdzie z puszczy?
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 18.11.06, 21:20
                                                    Będzie Gajowy , bedzie nam śpiewał, ma dużą i odpowiedzialną rolę. Zawisza mu
                                                    taką przyznał. Brakuje nam jeszcze aktorów Krzyżaków, bądź co bądź , ktoś musi
                                                    te dwa miecze podac Jagielle wink))Mam nawet prawdziwego Krzyżaka , ale w takiej
                                                    bitwie bysmy mogli przegrać, boć to może być nieobliczlny Krzyżak i wyłamac sie
                                                    z historii może, czasmi slowem jak mieczem wojuje.
                                                    Pytasz się Fedar jaka mnie rola przypada ? Myślę, że gospodyni będe zamku
                                                    wawelskiego gdzie będziemy na końcu ucztować.
                                                  • fedar Re: Grunwald 1409 18.11.06, 21:29
                                                    > Dobrze się czyta, trochę chumoru i my tam ...

                                                    Ups! Jak ma mam się po waszamu gadać nauczyć, gdy po mojemu dobrze nie potrafię sad
                                                    Powinno być "humoru".
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 20.11.06, 21:39
                                                    Tymczasem dojeżdzamy do miejsca, kędy już czeladź obozem się rozłożyła,
                                                    przygotowawszy nocleg jak się patrzy. Dla rycerzy skleciono namiocik niezgorszy
                                                    z opon i gałęzi, dla nas przygotowano tylko z gałęzi, a patrzcie inni rozłozyli
                                                    się wokół ogniska co snopem płomieni strzelało w niebo, hucząc i trzaskając
                                                    okrutnie.
                                                    Noc jak widzicie , jesienna, ciepla była i pogodna.
                                                    Przy ognisku piekły się olbrzymie ćwierci łosia upolowanego w drodze, a
                                                    smakowity zapach pieczonego mięsiwa rozchodzi się daleko, aż pod sam Ciechanów.
                                                    Z troków dobywano chleb, sól (ta z Wieliczki), bułaki winem Gajowego
                                                    napełnione, dla rycerzy. Czeladź czyściła uznojone wierzchowce. Gwar i ruch
                                                    zakipiały w pustkowiu leśnym.
                                                    Kaźko Chełmicki siedział opodal ogniska z Jaśkiem i Ziemkiem i jako młodzieńcy
                                                    mieli bardzo dużo sobie do opowiadania. Kaźko zbolały i stęskniony przylgnął do
                                                    towarzystwa gdzie zwolna zacierały się ślady jego okrutnej tragedii.
                                                    - Cyt, moi mili, słyszycie ?
                                                    - Co znowu ? ! - mruknął Fedar
                                                    - Muzyke słychać - Zawisza odpowiedział, patrząc sie w oczy zaskoczonego Fedara.
                                                    - Rybałt (grajek) wędrowny, czy co ? - nasłuchuje też Tralala.
                                                    Muzyka zbliża się, słychać było wyraźnie drzące tony gęśliczek (skrzypek) i
                                                    słowa piosenki:

                                                    Rybałt ci ja rybałt,
                                                    Po świecie wędruję
                                                    Dajcież że mi chleba
                                                    Bo głód nie żartuje

                                                    Zawisza zaskoczony
                                                    - Toż sie wybrał ! - rzekł do nas - Kraj spustoszony, ludność w pień wycięta, a
                                                    ten śpiewaniem zarabiać myśli !
                                                    Ale już i Gajowy wyszedł z mroku i zbliżył sie szybko do ogniska. Był to
                                                    wyrostek o oczach siwych, ogromnych, patrzący poczciwie i wesoło, to znów i
                                                    strzelały ogniem niezykły.
                                                    Ujrzawszy Zawiszę razu skierował sie doń, snadź wodza poznawszy. Capeckę z
                                                    głozicki zerwał, pokłonił sia nisko, a potam gęśliczki do piersi przycisnął i
                                                    przygrywkę raźną uciął do ucha:

                                                    Ujrzałem ha łogień,
                                                    Poczułem ziecierze
                                                    Dajcież pokosztować
                                                    A zagram wam szczyrze !

                                                    zaśpiewał ochoczo.
                                                    Zawisza rozweselony dłoń na ramieniu Gajowego położył.
                                                    - A skąd tak wędrujesz biedoto ? - zapytał.

                                                    Idę jo łod Tatarów,
                                                    Idę ja bez kóńca,
                                                    Łod wschodu miesióńczka
                                                    Do zachodu słónca !

                                                    odśpiewał Gajowy.
                                                    Teraz łuż wszyscyśmy sia zgromadzili koło śpsiewaka, nawet Tralala, Fedar,
                                                    Gietpe, Svolo i cała Warnija.
                                                    cdn
                                                  • ballest Re: Grunwald 1409 21.11.06, 18:40
                                                    RITA, prosze, Bitwa pod Grunwaldem w kronikach Krzyzakow nazywana jest sporem,
                                                    a nie bitwa i do dzisiaj Polacy nie udowodnili ze sie odbyla, choc to od lat
                                                    historycy probuja!
                                                    Wiele historykow uwaza, ze ta bitwa to wymysl Dlugosza, tak jak bitwa na Psim
                                                    Polu, o ktorej dzisiaj wiemy, ze odbyla tylko w umysle KADLUBKA!
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 21.11.06, 20:13
                                                    Ballest - nie możesz mnieć pretensji, łobacz tylo na tytuł wątku:
                                                    'Szlakiem legendy grunwaldzkich'
                                                    Legendy przechodza z pokoleń na pokolenia z legendami sie nie walczy.
                                                    Tak pozwól noma mnieć te legendy.
                                                    Z legendami nawet się nie dyskutuje , one są i nikt nam je nie odbierze.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 21.11.06, 20:34
                                                    ballest napisał:

                                                    > Rita, wiem, ze to jest legenda, ale Polacy mysla, ze to prawda!

                                                    haha, Ballest , kóniec. Legenda oparta na faktach autentycznych.
                                                    Przykro mi , ale bitwa wielka była i nikt mnie nie przekona , że białe to
                                                    czarne, a czarne to białe.
                                                    Wystarczy tylko przeliczyć ilość soli wywiezionej dla Jagiełło do walki z
                                                    Krzyżakami, a juz wiemy jaka to była ogromna liczba.
                                                    A teraz pozwól nam dalej sobie opowiadać o Jagielle - był i zył napewno.
                                                    Pozdrawiam i żadnych klinów w tym watku już nie wsadzaj.
                                                  • ballest Re: Grunwald 1409 21.11.06, 20:59
                                                    rita, faktem jest, ze Polacy wierza w to co Sienkiewicz na ten temat napisal,
                                                    zapominajc, ze to jest powiesc, a nic innego1
                                                    Rita a kiedy znajda te kosci ktorych od lat szukaja Polacy, a wiec jak ich nie
                                                    znajda, to byl to tylko spor, tak jak w archiwach krzyzackich jak BYK stoji.
                                                    Tak to bywa, kolejny mit, kerego nie byuowink
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 21.11.06, 21:19
                                                    Ballest, szanuje Twoje zdanie, ale się z nim nie zgadzam. Kości to ja już nie
                                                    znajdę ani swojej matki , ani brata, a tez tam gdzieś leżą, chociaz umarli nie
                                                    wiele lat temu. Zagdka kości walczących jest rozwiązana. Nie przeczytałeś
                                                    całego wątku, gdzie mowa jest o kościach i ich składowaniu. Kości są w
                                                    korzeniach drzew.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 22.11.06, 20:16
                                                    No widzisz , prawde mówimy. Po tylu wiekach koście pochłonęły i oplątały
                                                    korzenie drzew. Nikt przecież nie bedzie wykopywał drzewa by je odnaleź.
                                                    Jak już mamy w tej bitwie Ballesta, to też moze być aktorem i najbardziej
                                                    pasuje mi do roli tego.. von....Jungingena, abo może posłem wręczającym nam dwa
                                                    nagie miecze. Zgadzasz się Ballest ? wink))) Takie role tez ktoś musi odgrywać.
                                                    Na ten moment zostaniesz Wielkim Krzyzakiem von Ballest. wink)))) No ale
                                                    cierpliwie czekaj na moment bitwy, dopiero co się zbieramy i ustalamy taktykę.
                                                    W miedzyczasie opiekuj się naszą Hanusią, którą żeście porwali.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 21.11.06, 20:14
                                                    - A czyjże Ty jesteś Gajowy ? - spytał stary Deresław.

                                                    Rycerski jó synek,
                                                    Klejnotny, herbowy,
                                                    Zarobie se grosza
                                                    Wróce w dóm łojcowy !

                                                    - zanucił butnie Gajowy i zagrał siarczyście aż skry poszły.

                                                    Zrozumieli wszyscy. A dla tych co nie zrozumieli wyjaśniam, ze pełno było
                                                    wówczas rycerstwa ubogiego, co w pocie czoła zagon niewielki uprawiając na
                                                    chleb dla rodziny wystarczyć nie mogli. Synowie rodów takich zazwyczaj w służbę
                                                    możnych rycerzy szli, dorabiając sie pod ich opieką imienia i dostatku; uważani
                                                    też byli inaczej niż czeladź pospolita.
                                                    Taki śpiewak wędrowny z gęśliczkami, biedy nie zaznał, bo tak wędrując po
                                                    kraju, rad widziany wszędzie, jako że wszyscy w Polsce za pieśnią i graniem
                                                    przepadali okrutnie.
                                                    - No, ale przecie na roli siedzicie ? - zagadnęła Tralala
                                                    A Gajowy obertasa zawiódł, aż echo do Ciechanowa doszło.

                                                    Oj, dwa stajnia bagna,
                                                    Oj, dwa stajnia piasku,
                                                    Oj, sztyry suche wierzby,
                                                    Oj, zieleń, kieby w lasku !

                                                    Śmiech buchnął, wszystkim się śpiew podoba
                                                    - Ho, ho ! Tos ty bogacz ! - żartujemy.
                                                    Gajowy nie strapsił sia, jeno łodśpiewoł:

                                                    Bogacz ci ja, bogacz
                                                    W syrcu mom dar Boski;
                                                    Jek zagram, zaśpiewam,
                                                    Porozpędzam troski !

                                                    Łokrutnie sia wszystkim to spodobało, a Zawisza rzecze - choć śpsiewasz jek
                                                    szpak, ale głodny i strudzony być musisz. Posil sia z noma.
                                                    - A jakże cię zowią ?
                                                    - Staszek jestem, Jarosza Jastrzębczyka syn, co hen, pod Koscieliskiem zagon ma
                                                    swój.
                                                    - Hej ! Jarosz Jastrzębczyk ?! Toż znam go chyba - chadzał tatulo twój na
                                                    wojnę ?
                                                    - Ho, ho ! I nie raz. Z panem z Melsztyna hen, aż pod Worsklą był. Stamtąd też
                                                    strzałę tatarską w nodze przyniósł, od którego czasu kaleką sie stał i
                                                    zbiedniał do reszty !
                                                    - On! On sam ! Dzieckiem mnie znał; z rodzicem mym drużył się!.... Hej, nie
                                                    zaznasz wiecej biedy, chłopcze; do siebie cię biorę
                                                    - Rybałt pobiegł rozpromieniony do Zawiszy dziekując.
                                                    - Pamiętaj jeno - odparł wesoło Zawisza - byś mi troski i smutki rozpędzać
                                                    potrafił...A teraz ruszaj jeść i odpoczywać.

                                                    Ale Gajowy natychmiast rusza w naszą stronę, by jeszcze nam zaśpiewac , nam
                                                    świadkom tej wzruszajacej chwili.
                                                    I tak przy ognisku niesie echo słowa tej piosenki, tak po góralsku:

                                                    Przyszły tu Krzyżaki,
                                                    Przyszły do nas w gości,
                                                    Chleb powyjadali,
                                                    Zostawili ości!
                                                    Ości zostawili,
                                                    Ziemię spustoszyli
                                                    Bodajby sie sami
                                                    Przódy udławili !.....

                                                    Śpiewka cichła, słabła, aż zginęła w gwarze hucznym wokoło ogniska, bo ziyta co
                                                    zinko to tyż popijalim.
                                                    Wszak to buł cias relaksu.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 22.11.06, 20:17
                                                    To ruszamy dalej do rozłożonych wojsk polskich na obszernej równinie
                                                    nadwiślańskiej. Z dala bielą nam się namioty starszyzny, budki z drzewa ,
                                                    szałasy z gałęzi sklecone, a wokoło ognisk gromady ludzi. Jedziemy, jedziemy i
                                                    co nóz spotykamy takie obozowiska rozłozone, to znów stada koni pasących się na
                                                    bujnych łąkach nadwiślańskich. Mijamy własnie gromadkę rycerstwa pod ciemną
                                                    ogromną topolą stojących. Nagle zatrzymujemy się, bo Zawisza zeskoczył z konia
                                                    i szybko iść począł ku jednej gromady, stojącej trochę na uboczu.
                                                    Z ciekawością przypatrujemy sie co ten Zawisza robi.
                                                    A on zbliża się do człowieczyna niepozornego, szyszak z głowy zerwał i piórami
                                                    jego ziemię zamiótł w pokłonie. Jakub Gliniany poszedł za jego przykładem.
                                                    Deresław do nas
                                                    - Czapki z łbów ! Przed panem stoicie !
                                                    Tralala, Gietpe, Gajowy, Svolo, Fedar i ja , wszyscy stajemy jak słupy soli ze
                                                    zdziwienia.
                                                    - Jakże to ?.... szepnęła z wielkiego wrażenia Tralala, bo już poznała....
                                                    - To Władysław Jagiełło, król nasz, pan miłościwy ! - dokończył Deresław cicho.
                                                    Ballest , gdzieś tam w krzakach , aż sie wystraszył, przeciera oczy , nie
                                                    dowierza, to prawda li tylko bajka - to sam król idzie na potyczkę z
                                                    Krzyżakami ?
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 22.11.06, 20:18
                                                    Tymczasem Zawisza skinął do nas, ze mozemy sie oddalić i znaleź miejsce na
                                                    odpoczynek. Rycerze zaś zostali z królem.
                                                    - A ja myślałem , że król chadza w koronie - zaczyna gadke Fedar
                                                    - W skarbcu ona leży i na uroczystości jeno wielkie król zakłada - tłumaczy
                                                    Tralala
                                                    - Wszelako ładniej by było w koronie ! - upierał się Fedar.
                                                    - Jużci ! - drwi Gietpe - Ujrzysz ty, jako i bez korony panem a władcą być
                                                    potrafi ! A nie daj Boże w gniewie go zobaczyć !
                                                    - Ej, żartujesz chyba Gietpe ! - docina Tralala. Toż dobrze jeno z łoczu mu
                                                    patrzy !
                                                    - Bo dobry człek z Jagiełły jest, tylko wszelako biada temu, kto z cierpliwości
                                                    wyprowadzi go - ciągnie Gietpe.
                                                    - Dajże Boże, by i na Krzyżaków rozgniewał się, to i my skorzystamy na tym ! -
                                                    wtrącił twardo Gajowy i łostro zagrał na gęślikach swoją solówkę:

                                                    Chciałbym być królem
                                                    Cóżbym zrobił wtedy ?
                                                    Wszystkich grajków
                                                    całego świata
                                                    sprowadziłbym do siebie
                                                    i grać im kazał
                                                    a spiewać dzień cały

                                                    - O, wa! To ci rozkoszne ! Dobra muzyka, ale przy innych rzeczach - cicho
                                                    podchodząc Zawisza wplata słowa.
                                                    - A ja to bym chciał turniejów, łowów.... - wtrąca Svolo i gdybym był królem
                                                    to wszystkich rycerzy największych na zamku w Morągu bym miał i turnieje
                                                    urządzał.
                                                    Śmiech huknął wokoło.
                                                    - A ty Fedar, cobyś zrobił królem zostawszy ? - śmieje się Tralala.
                                                    Fedar brwi ściągnął surowo i rzecze krótko i treściwie pamiętając o Dobrzynie:
                                                    - Krzyżaków gnębiłbym ! - odparł twardo - Dzień i noc, bez tchu, bez spoczynku,
                                                    biłbym ich, ścigał, prześladował, w pień wycinał, jak gadzinę jadowitą !

                                                    Słusznie mówisz Fedar, jak prawdziwy waleczny Prusak, gdzieś z puszczy unosi
                                                    się głos
                                                    - Bić ! bić ! - rwali sie wszyscy.
                                                    Gajowy, by rozładować bojową sytuację , ujął gęsliki, cicho i słodko przygrywać
                                                    zaczął.....
                                                    cdnj
                                                    --
                                                    O jenu, uciekam, ale zawierucha.... a to jeszcze nie 1410 rok.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 23.11.06, 20:07
                                                    I ująwszy skrzypki Gajowy cicho i słodko przygrywać zaczął.....
                                                    Ten i ów przystanął, słysząc muzykę i nie odchodził już. Dziwneż bo to było
                                                    granie - słychać w nim było szum borów i wichru łkanie, tęskny śpiew matki nad
                                                    kolebką syna, i ligawkę pastuszą, jak w noce wiosenne zawodzi nad strugą. Więc
                                                    słuchali chciwie męże rycerni i serca pod pancerzem kowanym wzbierały in
                                                    tęsknotą, a smutkiem nieznanym.....
                                                    Tymczasem wieczór uczynił się zupełny. Na niebo rumiane od zórz jesiennych
                                                    poczęły z wolna występować gwiazdy, migocące jak brylanty na purpurowym tle.
                                                    Cicho było, jeno ogień trzaskał złotymi iskrami, oblewając łuną twarze,
                                                    skupione i zasłuchane....
                                                    A Gajowy grał coraz ciszej, coraz rzewniej...
                                                    I naraz popłynęła psiosenka żałosna:

                                                    Hej, ty polsko ziemio,
                                                    Ty Piastów dziedzino!
                                                    Twe groby spalone,
                                                    Rzeki twe krwią płyną
                                                    Obcych w dom przyjęłaś
                                                    I chlebem i solą...
                                                    Zapłacili-ć za to
                                                    Krzywdą i niedolą !....

                                                    .....Głos leciał dalej , dalej....aż zginął kędyś w pomroce !.....

                                                    A Krzyżacy , gdzieś tam jadą śpiewając słynną swoją pieśń Tandaradei.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 23.11.06, 20:08
                                                    Pobutka, już jest rano ! W całym obozie polskim zapanował ruch. Przybył poseł
                                                    Witołdowy. Będzie-li pokój czy wojna ? Każdy ciekaw jest okrutnie.
                                                    Dzwięk trąbki - król wzywa do swojego namiotu kilkunastu najprzedniejszych
                                                    rycerzy na naradę.
                                                    (zainstalowany podsłuch pozwoli nam śledzić obrady krola z rycerzami, tak
                                                    cichutko słuchajmy)

                                                    Zbigniew z Brzezina, marszałek koronny, do posła litewskiego się zwrócił.
                                                    - Mówcie tedy, że książe Witołd z wiosną na pewne połączy sie z nami ? -
                                                    zapytał.
                                                    - Na pewno! - odparł stanowczo poseł. - Z tym jadę tu.
                                                    - Ba - zaczął król - wiem ja, iż brat mój zamiary ma dobre, wszelako nieraz już
                                                    Krzyżaków powstrzymał i przeszkodzić im potrafił w swoich knowaniach.
                                                    - Nigdy , miłościwy panie ! - zawołał poseł. Teraz właśnie nic uczynić nie
                                                    mogą !
                                                    - Dlaczego ? - spytał Andrzej z Prochowa, starosta Wielkopolski.
                                                    - Bo sam z nimi obrachunki ciężkie ma za Żmudź ową nieszczesną. Teraz jeno z
                                                    księciem Świdrygiełłą para sie, więc na razie nic czynić nie może, ale z wiosną
                                                    i tej troski zbedzie się !
                                                    - Czekaj no ! - zawołał żywo Powała z Taczewa, rycerz znamienity. - Sprawa
                                                    wikła się, bo właśnie Krzyżacy doprowadzić chcą do tego, by król, a pan nasz
                                                    miłosciwy od spraw żmudzkich odsunął się zupełnie, żadnej pomocy ksieciu
                                                    Witołdowi nie dając ! Więc jakże bedzie ?
                                                    Zawisza milczący dotąd podniósł się.
                                                    - Wszkże to można im przyrzec bez wahania - rzekł żywo. - Rozejm do wiosny jeno
                                                    trwałby. Przez zimę Krzyżacy na Żmudzi niewiele bedą mogli poczynać, a na
                                                    wiosnę my im na karki wsiądziemy, bo i rozejm ustaje !
                                                    - Słusznie ! Dobrze mówi ! - odzywają sie głosy w namiocie i poza namiotem przy
                                                    podsłuchu. Wszyscy zacieramy dłonie z madrości naszego znakomitego rycerza
                                                    Zawiszy.
                                                    No ale dalej słuchajmy co radzą rycerze.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 23.11.06, 20:09
                                                    - Czy tylko przytoi nam - ozwała się Tralala - zwycięzcami dotąd będąc, do
                                                    rozejmu dążyć, jakoby do niemocy się przyznając ?
                                                    Ale się król obruszył na Tralalę
                                                    - Co znowu ! - zawołał...- Wżdy oni sami pierwsi nasłali tu posła od krola
                                                    Wacława, ktory do zgody usilnie nas namawia ! Oni to, nie my, do pokoju dążą !
                                                    - Prawda ! Prawda! Toż teraz jeno zmusić ich trzeba, by sami, pierwsi o rozejm
                                                    prosili ! - odezwała się Tralala
                                                    - Otóż to ! - ozwał się Fedar - A niełatwa to sprawa skłonić ich do tego,
                                                    zważywaszy chytrość ich niesłychaną !
                                                    - Ba ! - odrzekł Wojciech Jastrzębiec, biskup poznański. - Jest przecie rzecz
                                                    większa od chytrosci, a to chciwość niepohamowana - pokażcie im jeno cień zysku
                                                    jakiegoś lub łupu, a w piekło gorejące skoczą bez wahania !
                                                    - Słusznie mówicie ! - rzekł Jagiełło - Ot i teraz o to im idzie, by tą
                                                    nieszczęsną ziemię Dobrzyńską w pazury pochwycić. Dlatego to chcą, by Wacław
                                                    czaski sprawę tę rozsądził między nami, bo on jako im oddany, na ich stronę
                                                    przychyli się !
                                                    - A co nam szkodzi zgodzić się na sąd ów ? - zawołał Zawisza. - Zyskamy na
                                                    czasie, by przygotować się lepiej do walki, a i oni tego jedynie pragną.
                                                    Naradzać się tedy poczęli - ale wnet przerwano im, bo straże dają znać, że
                                                    poselstwo krzyżackie wysłane przez von Ballesta przybyło.
                                                    Prosić do nas poselstwo od Krzyżaków - zawołał król.
                                                    cdnj
                                                  • tralala33 Re: Grunwald 1409 23.11.06, 20:31
                                                    Tlo nie zaboczta co tamoj w Puszczy Jańsborskiej, kole zielgiego demba siedzi
                                                    Akszugor i łogieńki świeci za dusze przodków Prusów.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=52139498
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 23.11.06, 22:12
                                                    Ale my jich tak nazywamy - Polska Piastów. No ale poczkaj i na misje Krzyżacką
                                                    i pamnientaj o Prusaków , to jich ziamnia. Pamnientaj tyź ło trzech powstaniach
                                                    pruskich przeciw Krzyżakom.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 24.11.06, 19:48
                                                    ballest napisał:

                                                    > Pamientej fto tych Krzyzakow sprowadziou!

                                                    Pamnientam, ale tlo do pomocy, nikt im ziami nan własność ni dał. Sami siłą
                                                    łodbierali Prusakom.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 24.11.06, 19:52
                                                    Zjawiło się w obozie poselstwo krzyżackie. Patrzcie w białych płaszczach,
                                                    lśniących zbrojach, z pękami piór pawich na hełmach. Wystrojeni w całej
                                                    rozciągłości.
                                                    Krzyżacy jechali wolno, na czele von Ballest, rzucając wkoło wzrokiem
                                                    pogardliwym jak pogromcy lub władcy.
                                                    Wśród ludu zrobił się pomruk. Zdzisław z Brzozowy przeprwoadzają posłów
                                                    krzyżackich zwrócił się do tłumu:
                                                    - Cicho tam! - Wżdy posłów wiodę, pomnijcie o tym.
                                                    Tymczasem Jagiełło stał u drzwi namiotu.
                                                    Posłowie nadjechali , zeskoczyli z koni.
                                                    - Jam jest Werner von Tettingen, wielki szpitalnik - rzekł najstarszy - a to
                                                    Albert, graf von Schwarzberg, komtur toruński i Fritz von Schwanenfels, brat i
                                                    rycerz znamienity. Przybywamy tutaj tez z kronikarzem von Ballestem w imieniu
                                                    Wielkiego Mistrza po odpowiedź ostateczną.
                                                    - Miło nam powitać dzielnych rycerzy Zakonu - odparł Jagiełło poważnie -
                                                    wszelako powiedzcie jasno, jakiej odpowiedzi czeka Wielki Mistrz ?
                                                    Nie w smak było posłom i von Ballestowi, że od nich pierwsze słowo o rozejmie
                                                    wyjść miało, król jednak milczał, milczało rycerstwo całe, milczeliśmy i my,
                                                    radzi nie radzi więc zacząć musieli.
                                                    - Idzie to o to - rzekła Werner von Tettingen - czyli zgadzacie się na to, co
                                                    poseł króla Wacława przedstawił wam, królu ?
                                                    - Żeby on rozjemcą był ?
                                                    - Tak. A zanim sąd jego zapadnie, by ludzi ni czasu nie marnować darmo na
                                                    utarczki drobne.
                                                    - Jakże to ? - spytał Jagiełło spokojnie.- Rozejmu chcecie ?
                                                    Chytry Krzyżak i von Ballest skręcił się na miejscu.
                                                    - My ? - zawołał z udanym zdziwieniem.- Myślałem że wy, panie, życzycie go
                                                    sobie !
                                                    - Czyliż posyłaliśmy do was z tym żadaniem ?
                                                    - Nie to - odparł von Ballest układnie. - Jeno my tu na zimę warownie mamy i
                                                    dach nad głową, łatwiej nam zimę przetrwać niż wam.
                                                    Jagiełło wstał i do posłów podszedł.
                                                    - Rycerzu von Tettingen i kronikarzu von Balleście - rzekł sam król. - Dlaczego
                                                    mam i sobie oczy mydlić chcecie ? Wiadomo przecie, że jak zima dla nas ciężka
                                                    być może, to i dla was też lekką nie bedzie; wojska macie mało -
                                                    rozzuchwalonego i śpiewającego Tandaredei i niekarnego - co lepsze hufce
                                                    zaciągać dopiero musicie na nowo i jeśli mowicie, ze my rozejmu chcemy, toć wam
                                                    stokroć więcej go trzeba !
                                                    Posłowie zębami zgrzytnęli, widząc się odkrytymi - von Ballest odrzec coś
                                                    chciał - ale król przerwał mu, ręką skinąwszy.
                                                    - Szkoda słów próżnych - rzekł krótko. - Powiedzcie od razu, jakiego zakładu
                                                    chcecie, jeśli na rozejm do wiosny zgodzimy się ?
                                                    - Dobrze, powiem jasno - odparł von Tettingen.- O ziemię Dobrzyńską tu chodzi,
                                                    rościcie sobie do niej prawa, a my swoich też nie ustąpimy - niechże nas
                                                    rozsądzą ! Niech wyjdzie na jaw niewinność i krzywda nasza ! - dorzucił,
                                                    wzdychając ogromnie von Ballest.
                                                    Król zmarszczył brwi niecierpliwie.
                                                    - Do rzeczy! Do rzeczy! - rzekł ostro
                                                    - Otóż - ciągnął von Tettingen - Wielki Mistrz żąda by ziemia Dobrzyńska
                                                    została w naszym ręku, póki król Wacław nie przesądzi jej wam abo nam, wy zaś
                                                    królu przez czas rozejmu nie bedziecie pomagać Żmudzinom przeciw nam.
                                                    - Zgoda ! - rzekł Jagiełło.- W zamian zaś przyrzec musicie, że wszelka ludność
                                                    ziemi owej, jako czasu wojny siedziby swe opuścić musiała, do siedzib tych
                                                    powróci, żadnego prześladowania ni krzywdy nie doznająć.
                                                    - Przyrzekamy w imieniu Wielkiego Mistrza i całego Zakonu! - odparli Krzyżacy.

                                                    Sprawa była zakończona. Teraz musze jako pisarz Jagiełły wygotować akta,
                                                    przypieczętować, a tymczasem Jagiełło ugościł poselswo piciem i jadłem.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 24.11.06, 19:57
                                                    Krzyżacy zostali chętnie, znużeni byli i głodni.
                                                    Służba poczeła znosić przekąski obfite, dzbany miodu i wina. Rycerstwo polskie
                                                    dwornie choć ozieble traktowało posłów. Poznaj von Ballest Zawisze Czarnego ,
                                                    najznakomitniejszego rycerza ze znakomitych, sława jego po całym świacie
                                                    biegnie. Zna obyczaje rycerskie i grzecznoscią nie gardzi. Zawisza się zimno
                                                    uśmiechnął, ale kiedy podszedł do Fritza von Schwanenfelsa Zaisza az drgnął i
                                                    powiedział:
                                                    - Darujcie, że dłoni wam nie podam, lękałbym się, by jej nie splamiła po
                                                    zbójecku przelana krew Chełmickiego, która na wszym rękach jest. Spalenie
                                                    całego zamku w Dobrzynie i zamordowanie okrutnie całą rodzinę Chełmickich.
                                                    Jedynie Kaźkowi, najstarszemu synowi udało sie wyratować. Dokładnie chodzi o
                                                    tym kóntek:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=44148744&a=52252445
                                                    - Dziś posłem jesteście, nie można was ruszyć, ale tam za namiotem czekają
                                                    ludzie , którzy byli świadkami tego zdarzenia. I niech kronikarz von Ballest
                                                    zapisze w swojej kronice o tych okrucieństwach. I wiedźcie , że Hanusia do nas
                                                    wróci.

                                                    I tak zakończyło się poselstwo Krzyżaków. Do wiadomości Kaźka i Gajowego trzeba
                                                    dopowiedzieć , że Hanusia znajduje się w starym dworku Kunegundy Wolle pod
                                                    Olsztynkiem zamknięta w wieżycce. Następnie została uprowadzona do Schonau
                                                    gdzie przebywa u Grety von Dornfeld pod pieczołowitą opieką. O jej majątek
                                                    walczą między sobą wszystkie rody niemieckie.
                                                  • ballest Re: Grunwald 1409 24.11.06, 21:30
                                                    rita100 napisała:

                                                    > ballest napisał:
                                                    >
                                                    > > Pamientej fto tych Krzyzakow sprowadziou!
                                                    >
                                                    > Pamnientam, ale tlo do pomocy, nikt im ziami nan własność ni dał. Sami siłą
                                                    > łodbierali Prusakom.


                                                    Oj, nie dostali ja od Papieza.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 24.11.06, 21:43
                                                    To było zfałszowane, calkiem powaznie ci godam.
                                                    Widze co rola Krzyżaka bardzo ci sia lejduje (podoba)
                                                    Ale były takie czasy kiedy szlachta niemiecka była pod polska chorągwią i razem
                                                    walczyli. Może po tej potyczce pod Grunwaldem zrozumiesz , ze waro
                                                    współpracować ku chwale dobra i sprawiedliwości.
                                                  • ballest Re: Grunwald 1409 24.11.06, 23:09
                                                    W sporze pod Grunwaldem bralo udzial bardzo duzo Niemcow po polskiej stronie,
                                                    np:Zyndram Z Maszkowic czy Marcin z Wrocimowic.
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Zyndram_z_Maszkowic
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 25.11.06, 20:30
                                                    No łobacz, malo ło tam wspominają. Może po potyczce pod Grunwaldem więcej
                                                    powiesz o nich, o Zyndramie z Maszkowic. A jakiego herbu on był ? Nie czasami
                                                    zerwikaptur ?

                                                    Ale nolazłam w Sienkiewiczu jak bardzo pięknie pisze o wojownikach niemieckich.
                                                    Szlachcice Polskę zdradzali, a niemieccy wojownicy nie, walczyli o Polske do
                                                    końca, wprawdzie za pieniądze, ale bohatersko zginęli w "Ogniu i mieczu".
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 25.11.06, 20:35
                                                    Zbliżała sie zima. Wojska polskie po zawarciu rozejmu do domu ruszyły. Król
                                                    natomiast z orszakiem nielicznym rycerstwa doborowego na Litwę podążył, kędy w
                                                    miesiącu grudniu z księciem Witołdem się zjechał na naradę o wojnie przyszłej.
                                                    Do narady tej przypuszczony był jeno Mikołaj Trąba, podkanclerz koronny i
                                                    Saladyn, carzyk tatarski. Co uchwalono tam, nie wiedział nikt, może sławni i
                                                    wielcy rycerze wiedzieli, ale nie zdradzili się niczym. Dlatego musimy być
                                                    ciicho, by Krzyżak von Ballest nic się nie domyślał i nie doniósł Zakonowi.
                                                    O jednym nie wątpił nikt, ze na wojnę wielką się zanosi i radość zapanowała w
                                                    całym kraju.
                                                    - Raz przecie zmierzyć się trzeba z Krzyżakami - powiedział szeptem Gajowy,
                                                    grajek rycerski.
                                                    I kto żyw, do boju się gotował, stare zbroje odkurzał, rzemienie sadłem
                                                    smarował by zmiękły; brzeszczoty wyszczerbione ostrzył i wygładzał...
                                                    Fedar się zaniepokoił z jednej przyczyny i rzecze:
                                                    - Bój , bojem, jeno jak wyżywić taką chmarę ludzi ?
                                                    - Może jakoś bedzie ? - powiedziała zapobiegliwa Tralala - Chyba każdy dla
                                                    siebie żywność wiózł będzie! - dopowiedziała.
                                                    - Nie bójcie się ! - rzekł Akszugor - Da sobie pan nasz radę i nikt z
                                                    pewnością, ni człek ni bydlę głodu nie zazna!
                                                    I jakoś zgadł. Niedługo po naszej rozmowie, gdy śniegi spadły, król łowy
                                                    okrutne zarządził, w których prócz rycerstwa towarzyszącego panu, parę tysięcy
                                                    łuczników i naganiaczy brać miało udział. Olbrzymia, tajemnicza Puszcza
                                                    Białowieska roiła się od zwierzyny, przeto i łowy zapowiadały się niebywałe.
                                                    - Łowy też to bedą, łowy - wszyscy z radością wykrzyknęliśmy. Pójdziemy na
                                                    łowy, a Ballest niech się tymczasowo schroni w zamku w Malborku przy boku
                                                    Wielkiego Mistrza. Krzyżacy chyba nie polowali, nie wprawieni są w sztuki
                                                    mysliwskie, bo to pewnie za nich robili Prusaki.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 27.11.06, 20:53
                                                    - Łowy też to będą łowy ! - cieszyli się wszyscy.
                                                    - A co najważniejsze - dodał król Władysław Jagiełło - że dwie pieczenie
                                                    upieczemy przy tym ogniu.
                                                    - Jakże to ? - pytał ciekawie Gajowy
                                                    - A no, zwierzynę zabitą, zaraz tu na miejscu solić i w beczki pakować każę -
                                                    odparł król - i dla wojsk przyszłych żywność przysposobim !
                                                    Tak więc sól z Wieliczki przybywała, a górnicy wieliccy zaczęli pakować tą sól
                                                    i do króla wysyłać, a za pieniądze z soli Wieliczka Kraków zbudowała, bo trzeba
                                                    pamietać , że sól w tym czasie kosztowała tyle samo co złoto.
                                                    - O, jak żywo ! - wykrzyknął Fedar
                                                    - Jeno jak przywieźć taką moc beczek ? - zafrasowała się Tralala.
                                                    - A kto by je tam przewoził ? - rzekł Jagiełło wesoło - Mało to strumieni i
                                                    rzek puszą ową przepływa ? A wszystkie do Wisły dążą! Z wodą tedy na tratwach
                                                    beczki owe puścimy, a gdy raz do Wisły się dostaną, łatwiej już potem będzie
                                                    odstawić je, gdzie należy.
                                                    Wszyscy się cieszyli na łowy one i zawczasu oszczepy i kusze gotowali.

                                                    Fedar patrzył co chwile na Gajowego, ktory przebierając od niechcenia palcami
                                                    po strunachm gwizdał coś przez zęby.
                                                    - Hej, Gajowy - spytał Fedar - A ty nie pójdziesz jutro z nami na łowy ?
                                                    - Czamu ? - zdziwił się Gajowy
                                                    - A bo broni nie ostrzysz, ni opatrujesz !
                                                    - Dajże mu spokoj! - wtrąciła szybko Tralala - Nie widzicie , ze on właśnie
                                                    broń gotuje ?!
                                                    - Jak to ?
                                                    - A no, gęśliki swoje - mówi Tralala - Jak zagra jutro w puszczy, tak wszystkie
                                                    niedźwiedzie tańcować poczną, a on je jakoby na sznurku powiedzie, aż same do
                                                    beczki powłażą! Jeszcze jeden drugiego nasoli i pokrywą przybije!
                                                    smile
                                                    Śmiech wybuchł tak ogromny, że aż Malbork zaczął sie trzaść od echa głosów
                                                    ogniskowych.
                                                    Gajowy gęśliki chwycił i zagrał siarczyście i huknął z całej piersi:

                                                    W Białowieskiej Puszczy,
                                                    Sprawił wilk wesele -
                                                    Zaprosił niedźwiedzia
                                                    I żubrowe cielę:

                                                    Zjadł gospodarz gościa,
                                                    Zjadł gość gospodarza -
                                                    Tak to się na godach
                                                    Nierzadko przydarza ! - Hu! Ha!

                                                    - Jeszcze! jeszcze! - wszyscy wołali.
                                                    Ale na środek obozowicka poczet rycerski zajechał...
                                                    cdnj
                                                  • tralala33 Re: Grunwald 1409 27.11.06, 21:04
                                                    Wesoło noma przed ta zielga bitwa, nad podziw. I Akszugor do noju przyszed. No
                                                    jó mysłała, co łon bandzie samotnie bez puszcza chodził, z duchami przodków
                                                    godał i klenska Krzyżaków przepowiadał.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 28.11.06, 20:25
                                                    A oto, dajcie pozor, wjeżdza do naszego obozu poczet zbrojny. Na czele
                                                    wspaniały czarny rycerz. Przybywają z krain południowych. Stroje barwne,
                                                    bogate, zbroje cudowne.
                                                    - Kto to ? - pyta szybko Fedar
                                                    - To starosta radomski Dobrogost z Odrzywoła, Czarnym zwany ! - odparła
                                                    Tralala, poznawszy ich jeszcze z lekcji histori, gdyż ona jednynie uważnie
                                                    słuchała swojej pani od historii.
                                                    - Ciekawe czy na łowy jeno przybył czy po zlecenie od króla - spytał
                                                    zaciekawiony Gietpe.
                                                    - Ej, mnie sia zidzi co nawet ptak nie przyleci darmo, jeno wszystko do wojny
                                                    sia szykuje - rzkła Talala.

                                                    Jakoż istotnie starosta radomski w ważnej sprawie przybywał. Szło tu o most na
                                                    Wiśle dla wojsk polskich. Niełatwa to rzecz przeprawa tylu ludzi, koni i wozów,
                                                    zwłaszcza, że po przejsciu natychmiast most taki niszczony być musiał - zatem
                                                    król jako wódz doświadczony zawczasu przygotować rozkazał most łyżwowy, to jest
                                                    taki, który nie po palach wbijanych w dno rzeki, jeno na czółnach oparty jest,
                                                    a przeto nie tylko składny i rozkładany, ale i przewożony byż może.
                                                    Otóż właśnie staroście radomskiemu król polecił wyszukanie mistrza sztuki
                                                    pontonierskiej.
                                                    - Nie ma strachu, miłościwy panie! - rzekł wesoło rycerz Czarny - Sławny
                                                    Jarosław z Płocka to mistrz nad mistrzem!
                                                    - To dobrze ! - rzekł król - O to własnie idzie.

                                                    Tak most będzie wyszykowany, my pojdziemy jeszcze na łowy, a potem , zeby
                                                    Ballest sie nie zanudził przeniesiemy się do zamku krzyżackiego tam gdzie
                                                    siedzi uwięziona Hanusia. Będziemy wiedzieć jak Krzyżacy się przygotowują do
                                                    tej bitwy.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 29.11.06, 20:41
                                                    Nazajutrz sądny dzień zaczął się dla mieszkańców puszczy: od świtu do nocy
                                                    grzmiały w ostępach surmy, rogi i trąby, rozlegały się wycia psów i krzyki
                                                    naganiaczy. Łosie , żubry, dziki , jelenie...Ginęlo też tysiące podlejszej
                                                    zwierzyny, jako to: rogaczy, saren , zajęcy. Te jednak czeladź już tylko
                                                    zabijała, rycerz bowiem potykać się mógł tylko z takim zwierzem, który kły,
                                                    rogi lub pazury mając, dla życia ludzkiego groźnym był; łowy nie połaczone z
                                                    niebezpieczeństwem, na zwierza łagodnego i płochliwego, ujmę czci rycerskiej
                                                    przynosił, jako mord prosty na bezbronnym dokonywany.
                                                    --
                                                    Taka była taktyka i mentalność łowów królewskich.
                                                    Tera łostawiamy łowy i przeniesiem sia do zamku krzyżackiego.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 01.12.06, 21:55
                                                    Wracamy do zamku w Schonau, w którym to zamknięta jest Hanusia. W komnatach
                                                    gwar wesołej biesiady rozbrzmiewał. Tandaradei śpiewano naokrągło. A wśró nich
                                                    Kuno von Giessbach, rudy Poppo von Rosenburg, Fritz von Schwalnenfel, której to
                                                    bratanicą jest Hanusia i oczywiście na wygodnym krześle siedzi Raubritter von
                                                    Ballest.
                                                    Rozmowy toczą się o zbliżającej się bitwie.
                                                    - Okrutnie mocne wojska mamy - powiada von Ballest. Jak Zakon Zakonem takich
                                                    sił nigdy jeszcze nie prowadził do boju. Najpierw kwiat wszystkiego rycerstwa
                                                    niemieckiego - które wierząc, że Zakon tylko potęgę jego ugruntowić może,
                                                    tysiącami garnie się pod nasze sztandary. Krzyżacy to przecie ostoja i tarcza
                                                    niemieckości i tylko tej narodowości rycerze przyjmowani do nich na braci
                                                    bywają.
                                                    - A cóż na to mówi cesarz Zygmunt ? - pyta się Fritz
                                                    - Cesarz po naszej stronie stoi. Z Zakonem też trzymają meklemburskie i
                                                    pomorskie książęta, a także Kazimierz, książe szczeciński. Są i Ślązacy, i
                                                    Brandenburgi, i ci znad Renu, i Bawarczycy - kto żyw jeno pod nasze znaki sie
                                                    garnie!
                                                    - No to chyba nietrudno powiedzieć kto zwycięży.
                                                    - Pewno, Wieki Mistrz rozkazał też, by za wojskiem czterdzieści wozów szło, a w
                                                    nich same łańcuchy na Polaków i Litwinów w niewolę wziętych.
                                                    --
                                                    Czy słyszycie jak Krzyżacy planują, myślą , ze tak łatwo nas w niewolę wezmą.
                                                    Oj, musimy się dobrze przygotować. Jeszcze mamy trochę czasu....Ale to nie
                                                    wszystko przygotowują Krzyżacy, podsłyszymy co dalej planują.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 02.12.06, 20:05
                                                    Dalej von Ballest i rycerze Krzyżacy tak mówią:
                                                    - Nie wszytkie nasze wojska ruszą w pole, część przecie trzeba zostawić w
                                                    warowniach dla obrony. Mój Wielki Mistrz twierdzi, że na Pomorze zapęd Polaków
                                                    się obróci, kraj to płaski, do obrony trudny, przeto aż trzy tysiące ludzi
                                                    zostawiają tam, pod wodzą Henryka von Plauen.
                                                    - Prócz tych, co są po twoerdzach ? - zapytuje się Frytz
                                                    - Prócz tych! Naturalnie. Ale tu jeszcze nie koniec, otóż nie można pościągać
                                                    komandorii z Tylży, Memla, Mowej Marchii, bo nie wiadomo, kędy wróg granice
                                                    przekroczyć zechce, wszystkie zatem załogi pozostać muszą w miejscu, a nawet
                                                    wzmocnić trzeba!
                                                    - To niedobrze ?- odpowiada Frytz
                                                    - Pewno, ze nie - odpowiada von Ballest.- A zwłaszcza, że i wojska bojowe
                                                    ściągali powoli ze środkowych Niemiec, dotąd jeszcze nie przywlokły się -
                                                    Kawalerów Mieczowych z Inflant też nie masz jeszcze. Bóg wie, czy na czas zdążą!
                                                    - Cóż tedy będzie ? - zapytał się zaniepokojony Krzyżak, któremu ze strachu
                                                    nogi się trzęsły jak z galarety.
                                                    - Hej! nic to przecie wielkiego ! Jeśli Zakon, co z karnosci i ładu słynie,
                                                    dotąd wojsk swoich nie mógł pozbierać, to cóż dopiero w tym
                                                    polskim "Barenlandzie" ! Dobrze, by na jesień zebrali ! - rzecze pewnie von
                                                    Ballest.
                                                    --
                                                    Co to może być ten polski "Barenland" ? Psierwszy raz słysze takie łokreślenie.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 03.12.06, 21:10
                                                    Hanusia, dziedziczka dóbr Rosenburga słysząc o wojnie nabrała nadzieji i
                                                    dzielnie zaczeła dopowiadać:
                                                    - Tak von Ballest, ważycie sobie lekko ów "Barenland" - a przecie on cały ów
                                                    Zakon potęzny w garści dzierży!
                                                    - Jakże to rozumiecie ? pyta Krzyżak
                                                    - Tak jak mowicie - odparła Hanusia.- Nalepsze hufy musicie w bezczynności po
                                                    warowniach zostawiać, bo nie wiecie, skąd król Jagiełło na kark wam spadnie!
                                                    - Nie tak to znów ważne, jak wam się zdaje - jął się tłumaczyć z zakłopotaniem -
                                                    von Krzyżak - Zwykła to rzecz na wojnie, ze planów przeciwnika znać nie można.
                                                    - To nie - dopomaga Tralala - Jeno doświadczony wódz potrafi tak ukryć swe
                                                    plany, by nikt o nich nie wiedział - i karność też musi byc wzorowa w wojskach,
                                                    co tajemnicy tak dochować umieją!
                                                    Von Hans Giessbach i von Ballest niezadowoleni z takich rozmów palcami
                                                    strzelają i języka w gambie zapominają.

                                                    Wrócimy do Schonau, teraz przejdźmy do polskiego obozowiska , bo z dnia na
                                                    dzień przybliżamy się do decydujacej bitwy.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1409 04.12.06, 21:14
                                                    rychtycznie , łazi pewno ło nieużytki, dzie ma być bitwa. Wolny plac.

                                                    Poppo von Rosenburg i von Ballest mylili się bardzo twierdząc , ze Zakon
                                                    prędzej do Polski do bitwy gotów bedzie. Najemne wojska krzyżackie ciągnęły
                                                    leniwie, nie śpiesząc się wcale. Inaczej było w Polsce; tam, kto żyw jeno, do
                                                    wojny tej dążył, płonął chęcią walki. Naród cały, jak lew, porwał się do walki
                                                    z Zakonem przeniewierczym i nie było takiego kąta w Polsce i Litwie całej, skąd
                                                    nie płynęłyby hufy zbrojne pod Wolborz, kędy znów punkt zborny naznaczył.
                                                    Tak zaś karność, taki ład wzorowy panowały w szeregach, że z najdalszych stron
                                                    Polski hufce ściśle na oznaczony dzień stawiały się, gdzin nawet nie chybiwszy.
                                                    Tarala, Gietpe, Gajowy, Fedar, Akszugor i cała Warnija patrząc na to mrowie
                                                    nieprzeliczone, ludzi i koni, co płynęlo i płynęło dzień cały, końca zda się
                                                    nie mając, za głowę się chwytali.
                                                    - Dla Boga ! - mowi Gietpe - Toż Polska chyba cała ciągnie tu !
                                                    - Żebyś wiedział, że Polska cała! - odparła Tralala - Czyliż znalazłby się
                                                    Polak, choćby jeden, ktory za dwa wieki krzyżackich bezprawi pomsty by teraz
                                                    wziąć nie zapragnął ?
                                                    - Prawda ! ....Wiecie co, województwa ustawiają się własnie na swych
                                                    stanowiskach, patrzymy, czyli któreho nie brak ! - sparwdza Fedar.
                                                    - Zgoda!.... Tralala juz się cieszy -Ot, tu stoi nasze krakowskie, potem
                                                    sandomierskie i lubelskie, a tam sieradzkie i Fedar wykrzykuje i kujawskie też
                                                    są.
                                                    - A tam... widzicie, kaliskie i poznańskie... wykrzykuje radośnie nie mogąc się
                                                    doliczyć Tralala -.... czekaj, toż ruskie i podolskie nadciąga ! No, no ! Tyle
                                                    świata iść i dnia nie chybić, też nie łacno !
                                                    Wtem Gajowy w bok Kaźka Chełmiskiego trąca.
                                                    - Hej, Kaźko ! - zawołał zdumiony. - Czy mi się zdaje, czy istotnie ziemia
                                                    dobrzyńska i chełmińska są też ?
                                                    - A jakżeby nie ? - spytał Kaźko.
                                                    - No bo przecież Krzyżak je zagarnął - dopowiada Gajowy
                                                    - Więc co ?! - przerwał z zapałem Kaźko. - Dlatego Macierzy rodzonej wyrzec sie
                                                    mają ? Z wrogiem przeciw niej iść ? Och, tego ni Dobrzyń, ni Chełmno nie
                                                    uczynią nigdy, polska to ziemia i polską zostanie - słyszysz Ballest.
                                                    - Patrzcie no, patrzcie ! - wtrąca Svolo - rycerskie hufy rodowe idą!
                                                    - Gdzie?! Gdzie ?! - pytamy wszyscy
                                                    - A, ot !...Hej, ależ surmy grają !
                                                    - Ba! Kwiat to wojsk naszych!
                                                    - Kwiat ?! Chyba potęga i moc.
                                                    Wszyscy przekrzykujemy przez siebie z radości.
                                                    Jakoż siła poteżna biła od hufców tych, co dumne, strojne i zbrojne biegły z
                                                    chrzęstem broni, furkotem proporców rodowych, błyskiem zbroic, tłumy witały ich
                                                    okrzykami, a oni walili zwartą falą, rośli, potężni, hardzi, milczący,
                                                    posłuszni skinieniom najstarszych w swych rodach. Spod szyszaków widniały
                                                    twarze rycerskie młodziutkich junaków, pacholąt prawie, meżów dojrzałych i
                                                    starców dostojnych !
                                                    --
                                                    Szły więc poczty, a nam oczy tylko błyszczały , siła ludziów..... sia
                                                    zbzierało....
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1410 05.12.06, 22:02
                                                    Szły więc poczety: Krystyna Ostrowskiego, Sędziwoja Ostroroga, Jakuba
                                                    Koniecpolskiego, Jana Ligęzy z Bobrka, Krystyna Koziegłowskiego, Piotra
                                                    Szafrańca z Pieskowej Skały, Wincentego Granowskiego, Gniewosza z Dalewic,
                                                    Spytka Jarosławskiego, Dobrogosta Szamotulskiego, Mikołaja Kmity z Wiśnicz (
                                                    zamek jego mozecie oglądać w albumie naszym), Jana Tarnowskiego, Andrzeja
                                                    Tęczyńskiego, Zbigniewa z Brzezia, Dobiesława Oleśnickiego, i innych bez miary
                                                    ni lika - waliły wszystkie rojno, zbrojno, strojno, aż nam się mąci w głowach
                                                    od nawału barw i blasków, od tego ruchu i zamętu.
                                                    No, no! - szepneła Tralala - Nie przejdą dziś chyba, czy co !... W łoczach mi
                                                    sia troi łod łoglóndania !
                                                    - I ma !...aż strach wszelako, co mym za potange mowam ! - rzecze Gajowy.
                                                    - Szkoda jeno, ze tylko czasu wojny widzieć ją można, tak, w zwykłym czasie
                                                    myślałby kto, ześmy potulni i kołki ciosiać sobie damy - odrzekł Gietpe.
                                                    A Tralala widząc to wszystko , takie przygotowania, taką gotowość wojsk naszych
                                                    mówi:
                                                    "Silny prawdziwie, zazwyczaj długo cierpliwym i wyrozumiałym bywa, biada
                                                    wszelako temu, kto cierpliwość jego wyczerpie!"
                                                    - Swięte słowa ! - rzecze Fedar, który ostatnio zanimówił z wrażenia.
                                                    - Czyśmy silni, nie spyta nikt, kto ujrzy zastępy one, a żeśmy świętej,
                                                    anielskiej cierpliwości, tego dowiedliśmy chyba przez lat dwie setki całe ! -
                                                    odrzepła pewnie Tralala.
                                                    - Oj, to prawda !
                                                    - Ho, ho ! - zawołała nagle Katkut. - I biskupi dwe hufce przywiedli -
                                                    widzicie ?
                                                    - Czyjże ten ? - pyta ciekawie Gajowy.
                                                    - Arcybiskupa gnieźnieńskiego - ów zaś, tuż za nim, biskupa poznańskiego -
                                                    cieszy się i z radości podskakuje Tralala, poznaje ich z daleka.
                                                    Wtem Fedar, który od dłuższego już czasu rozglądał się w milczeniu bacznie,
                                                    głową potrząsnął i mówi:
                                                    - Nie rozumię, co to znaczy ! - mruknął - Chorągwi królewskiej częśc jeno tu
                                                    jest , kedyż reszta ?

                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1410 06.12.06, 20:59
                                                    Gajowy sie roześmiał i....mówi, ze jak myśmy sobie smacznie spali to on był na
                                                    pewnej odprawie , tak cichaczem i zaczyna nam opowiadać:

                                                    - Prawda, ze sam jeno byłem wczoraj z panem Zawiszą u króla. Okrutnie się tam
                                                    śmiali. Powiada pan Zawisza:
                                                    Widzi mi się, ze Krzyżacy nieprędko do kupy się zbiorą, radzi by o rozejmie
                                                    zapomnieć, kiedy sie kończy!" A krol prędko: "Tedy im przypominać trzeba,
                                                    sąsiedzka to usługa!" Wszyscy w śmiech, a potem kto żyw jeno, dalej na
                                                    wyprzódki. "Ja im przypomnę!" - "Ja!", malo nie bili się o tę "usługę !".
                                                    - I co ? co ? - wołamy zbiorowo
                                                    - A no, krol rozgniewał się trochę, jako że prędki bywa i woła: "Czekajcież, do
                                                    licha! Nie ma się o co tak dobijać!" A młodziuchny Zbyszko z Dębna w lot na
                                                    to: "Jakże: Wasza Królewska Mość sam mówił, ze sąsiedzka to usługa, więc rwiemy
                                                    się do niej, bo i wiara nakazuje nam pomagać bliźnim!"
                                                    Więc śmiech buchnął jeszcze większy, bo okrutnie poważnie to powiedział, a
                                                    biskup Granowski pogroził mu palcem i powiada:
                                                    "Wiarą załaniać się bedziesz, a Krzyżak ci pachnie"
                                                    A tymczasem nowe hufce wkraczają właśnie do obozowiska.
                                                  • gajowy555 Re: Grunwald 1410 07.12.06, 12:24
                                                    rita100 napisała:

                                                    > tralala33 napisała:
                                                    >
                                                    > > A to zieta co biskup warmijski chorongiew z Krzyżakami pod Grunwald posła
                                                    > ł?
                                                    >
                                                    > Prowde godasz ?
                                                    > Skónd ziysz ?

                                                    Jek goda, to zie i recht mo. A to na zycher buł bziskup warnijski Henryk
                                                    Vogelsang, no łón Warnijokiem buł i został zmuszony coby Krzyżakom na pomoc
                                                    chorongiew posłać. Napewno noma Tralala ło tam napsisze...

                                                    schlesien.nwgw.de/foto/albums/userpics/normal_Obraz%20042%7E9.jpg
                                                  • gajowy555 Re: Henryk Vogelsang 07.12.06, 12:31
                                                    Notka ło bziskupie warnijskim Henryku Vogelsang.

                                                    HEILSBERG (VOGELSANG) von Henryk

                                                    Nie znamy miejsca i daty urodzenia. Henryk był synem piekarza Wicharda
                                                    Vogelsanga z Lidzbarka (Heilsberg), dlatego używał przydomka Heilsberg. Drugi
                                                    proboszcz w historii parafii Wartemborka (Barczewa). W 1379 znalazł się na
                                                    dworze biskupa H. Sorboma i w 1382 r. był jednym z dwóch jego kapłanów. W tym
                                                    samym czasie otrzymał probostwo w Sątopach (pow. bartoszycki) i rozpoczął studia
                                                    prawnicze w Pradze, gdzie w 1386 r. uzyskał stopień bakałarza kanonicznego. Po
                                                    powrocie na Warmię zrezygnował z parafii w Sątopach, ale w latach 1386-1389 był
                                                    proboszczem w Wartemborku (Barczewo). Członkiem kapituły warmińskiej został
                                                    zapewne już w 1387 r., skoro pełnił wówczas obowiązki oficjała biskupiego (aż do
                                                    1392). W latach 1398-1401 był administratorem w Olsztynie. 15 stycznia 1401
                                                    został biskupem warmińskim, zatwierdzenie otrzymał 29 marca 1401 od papieża
                                                    Bonifacego IX. Zapisał się jako dobry organizator kościoła, utrzymywał przyjazne
                                                    kontakty z Zakonem. Po klęsce Krzyżaków 15 lipca 1410 r. złożył hołd królowi
                                                    polskiemu Władysławowi Jagielle. Posądzony o zdradę przez Henryka Plauena, w
                                                    obawie o własne życie, w październiku 1410 r. opuścił Warmię i wyjechał do
                                                    Rzeszy. Do diecezji warmińskiej powrócił w maju 1414 r., lub w kwietniu 1415 r.
                                                    Zmarł 4 czerwca 1415 r. w Lidzbarku Warmińskim, pochowany w katedrze
                                                    fromborskiej.

                                                    - Laskowska U., Barczewo z dziejów parafii św. Anny, 1999, s.347. na podstawie
                                                    opracowania ks. Andrzej Kopiczko.

                                                    A tygo falorza to i mym znomy z łotwarcia Traktu Biskupiego we Butrynach -
                                                    Bałdach...
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=275&pos=17
                                                  • rita100 Re: Henryk Vogelsang 07.12.06, 19:58
                                                    No łobaczcie jek można łączyć tymaty. Ani sia nikt nie spodziewał co bandziem
                                                    brukowali takie łobrazecki.
                                                    Biskup Warnijki buł w samym centrum Krzyżactwa, jinsze ni mógł postąpić. Dał
                                                    swojó chorągiew, ale i tak przeszła w noju rance po bzitwie smile

                                                    Po klęsce Krzyżaków 15 lipca 1410 r. złożył hołd królowi
                                                    > polskiemu Władysławowi Jagielle. Posądzony o zdradę przez Henryka Plauena, w
                                                    > obawie o własne życie, w październiku 1410 r. opuścił Warmię i wyjechał do
                                                    > Rzeszy. Do diecezji warmińskiej powrócił w maju 1414 r., lub w kwietniu 1415
                                                    r.
                                                    > Zmarł 4 czerwca 1415 r. w Lidzbarku Warmińskim, pochowany w katedrze
                                                    > fromborskiej.


                                                    A ks. Andrzeja Kopiczko mowam na łobrazecku. Jeka cikawa historyja.
                                                  • rita100 Re:Grunwald 24 czerwiec 1410 07.12.06, 20:00
                                                    A tymczasem nowe hufce wkraczają właśnie do obozowiska.
                                                    - Jakoś rozeznać sie w nich nie mogę - rzekł Gajowy
                                                    - Może obcy ! - wtrącił Fedar
                                                    - Skądże by ! - upierał się Gajowy
                                                    - A własnie , ze obcy! - rzuciła nagle Tralala - Czesi to i Morawianie, a ten
                                                    trzeci hufiec to Ślązacy zniemczeli, prawda, ale przecie na Krzyżaków idą
                                                    ochotnie !
                                                    - No, ci ostatni nie obcy przecie !
                                                    - Ale i nie nasi, niestety ! - westchnęła Tralala.

                                                    Tymczasem wszystkie wojska polskie zgromadziły się już, brakło litewskich pod
                                                    wodzą Witołda, te jednak dopiero po przebyciu Wisły spotkać miano. Ruszono więc
                                                    w szybkim pochodzie na Wolborz, Skierniewice, Kozłów, do Śladowa, kędy Wisła,
                                                    zwężona przez wyskę na środku, przedstawiała doskonały punkt do rozpięcia mostu.
                                                    W Kozłowie tymczasem spotkano się z gońcem księcia Witołda, który donosił o
                                                    swym przybyciu i prosił o przysłanie przewodników, którzy by wojska jego
                                                    doprowadzili szybko pod Czerwieńsk, kedy spotkanie umówione było.
                                                    Jagiełło posłał natychmiast ludzi pewnych, świadomych drogi, ktorzy co tchu
                                                    naprzód pośpieszyli. Wojska później nieco zdążyły do Śladowa, kędy natychmiast
                                                    rozpięto ów most sztuczny, budzący podziw i zachwtyt nie tylko Polaków, ale i
                                                    obcych, którzy takiego dziwa nie widzieli jeszcze nigdy!
                                                  • tralala33 Re: Henryk Vogelsang 07.12.06, 21:34
                                                    Napewno noma Tralala ło tam napsisze...
                                                    Nie napsisze bo nie pamnientam gdzie jó to łusłyszała abo wyczytała. jek ziecie
                                                    ziency to pozietta bo to warnijska chorongiew to pewnie na Wawel do Katedry
                                                    poszła.
                                                  • gajowy555 Re: Henryk Vogelsang 07.12.06, 21:43
                                                    tralala33 napisała:
                                                    jek ziecie ziency to pozietta bo to warnijska chorongiew to pewnie na Wawel do
                                                    Katedry poszła.

                                                    No jó, coby ziedzieć choćby jekie miano ta chorongiew warnijsko mniała.
                                                    No ale jek na Wawel poszła, to noju Rita łopozie, bo łónej pewnie bliży do
                                                    Wawelu, jek noju...
                                                  • rita100 Re: Henryk Vogelsang 07.12.06, 22:18
                                                    No ni godajcie wink))))))))
                                                    To jo zara pójde na Wawel po tó choragiew i łobrazecek zrobzie.
                                                    Tyż tak myslałam, że pewnie te choragwie só na Wawelu , no alem zaboczyła
                                                    poziedzieć, tyle mowam tymatów. Ale pokażcie mnie jek lona wyglónda , bo moge
                                                    knypsnóńc jinnó chorągiew np. Zerwikaptura wink))
                                                    Tak tero mom zadanie - kierunek Wawel - no ale może po bzitwie, coby sia
                                                    doziedzieć czego eszcze szukać.

                                                    O rany , no tak , przecia na kóniec bitwy zabzieram woju na Wawel i bandziem łu
                                                    króla. No tak , tera to musze po iluś tam latach na ten Wawel wyruszyć.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1410 08.12.06, 21:00
                                                    Król jako wódz doświadczony, kazał odgrodzić naprędce drogę do mostu, by ścisku
                                                    nie było i rozpoczęła się przeprawa. Pierwsze szeregi wstępowały na most ów,
                                                    ktory chwiał się i kołysał za każdym krokiem jadących. I my z trwoga
                                                    przechodzimy przez ten most, kiwa się on na wszystkie strony , ale dzielnie
                                                    maszerujemy na przód i hop.... jestesmy cali na drugiej stronie.
                                                    Trzy dni zeszło, zanim wszyscy przeprawili się, taka mnogość wojsk polskich
                                                    była, potem most rozebranoa, złożono na czółna i do Płocka Wisłą odesłano, by
                                                    gotów był na zawołanie w razie ponownej potrzeby.
                                                    W Czerwieńsku, na drugim brzegu Wisły, zastali już księc8ia Witołda, który
                                                    przybył ze swymi wojskami w towarzystwie chana tatarskiego Saladyna, wiodącego
                                                    z sobą trzydzieści tysięcy ordy.

                                                    Patrzymy sie wszyscy z podziwem na Tatarów, ktorych to pierwszy raz widzimy.
                                                    Dziko błyszczące oczy, twarze kosciste ale sprawnośc ich niesłychana ,
                                                    szczególnie w jeździe na koniu i strzelanu z łuku.
                                                    Gajowy z podziwu głowę stracił, zachwycony tym wszystkim, a ponieważ wielu
                                                    Tatarów mówiło wcale nieźle po rusku, Gajowy zatem zaprzyjaźnił się z nimi na
                                                    dobre co wyjdzie na złe. (bo wiem co razem uczynią, no ale nie będę uprzedzać
                                                    wypadków) Tak więc nasz Gajowy wymykał się i czas wolny spędzał z Tatarami.
                                                    Tralala, Fedar, Gietpe nawet Ol4 zaczynali sie na niego boczyć.
                                                    - Ani cię Gajowy ujrzeć teraz ! - mówi Gietpe - Wieczorem jeno z tym pogaństwem
                                                    rajcujesz !
                                                    - Kiedy bo widzicie - okrutnie dobrze jeźdzą i strzelają! - tłumaczy się
                                                    Gajowy - Rad bym nauczyć się od niach !
                                                    - I co ci z tego przyjdzie - wzdyć jeździć i strzelać umiesz, prawie niegorzej
                                                    od nich, ale ty tam całe dni spędzasz na baraszkowaniu - upomina Fedar.
                                                    - Bo zwyczaje mają strasznie ciekawe! - tłumaczy się Gajowy
                                                    - Ej, może to i ciekawe, ale i nie bardzo bezpieczne, zawszeć to dzicz
                                                    pogańska, rozbójnicz, sam jeszcze biedy jakiej napytać mozesz sobie.
                                                    Ale Gajowy strasznie sie obruszył.
                                                    - Widzicie ich ! A cóż to ja zbój jestem, bym sie do rozboju brał ! Jacy mi
                                                    opiekunowie ! A przcie i wy pod 'kosz' tatarski chodzicie !
                                                    Jeszcze tam grają okrutnie dziwnie na tych piszczałkach i bębenkach swoich, tom
                                                    posłuchać rad...
                                                    Ale do środka nie wchodzę ! - bronił się Gajowy.
                                                    - Wieka rzecz ! Zjedliby cię ! - mruknął Akszugor
                                                    I nadąsany Gajowy poszedł do Tatarów.
                                                    Tak zianc Gajowy sobzie biegał do przyjaciół pogańskich po staremu, coraz
                                                    bardziej przyjaźniąc się z nimi.
                                                    Ni posłuchał noju łostrzeżeń, łobaczycie , że cosik nabroi.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1410 09.12.06, 20:30
                                                    Tymczasem wojska polskie przeszły Mazowsze, kedy wzmocniły się jeszcze,
                                                    książęta bowiem mazowieccy, Janusz i Ziemowit, czyli Ziemaszko, jak go zwano
                                                    zwyczaj, hołdownikami Polski będąc, przyprowadzili swoje wojska. Tak w
                                                    wzmożonej sile wkroczył Jagiełło na ziemię zawkrzyńską, ktora naonczas była w
                                                    zastawie u Krzyżaków, i tam pod Będzinem kazał obóz zalożyć.
                                                    - Ostatni tu postój na ziemi naszej, zanim w krzyżackie granice wejdziem
                                                    - Miłościwy królu - wtrąca Fedar - w wszak i tutaj już krzyżackie dziś są rządy.
                                                    - Rządy krzyżackie, czasowo - odparł król - ziemia wszelako nasza, polska,
                                                    rodzona, dlatego zapowiadam, by mi tu zadnych rabunków ni pożogi nie było, za
                                                    które, jako czasu wojny, śmiercią karać będę.
                                                    Słyszycie, ostrzegam Gajowego , ktory się tak zaprzyjaźnił z Tatarami. Tylko
                                                    nie mów potem , ze nie ostrzegałam.
                                                    Wprawdzie wszystkich za serca zacne słowa królewskie ujęły, niemałe jednak
                                                    przerażenie zapanowało w obozie całym i gdy o zmroku na widnokręgu dostrzeżono
                                                    łunę krwawą:
                                                    - Co to ?! Dla Boga ?! - pyta przestraszona juz Tralala
                                                    - Łotrzykowie jacyś, z czeladzi pewno. Nie dosłyszali snadź rozkazu
                                                    królewskiego - odpowiada Gietpe
                                                    - Gdzie żaś ! - zawołał Fedar - To Tatarzy z pewnoscią.
                                                    - Co znów! Przecie i im rozkaz krola odtrąbiono! - słyszałam , mówi Tralala.
                                                    - Wieka rzecz ! Ależ to zbójeckie plemię, jaki taki wymknął się z kosza, by
                                                    pohulać po swojemu, mysląc , że nie dojdą kto winien - tłumaczy Akszugor
                                                    - Aha ! Nie dojdą ! Król już spostrzegł łunę i gniewem zapłonął strasznym, a
                                                    książe Witołd także. Zaraz też chorągiew jedną pchnął, by otoczyła łotrzyków
                                                    tych i przywiodła tu w lot do nas.
                                                    Naraz Tralala obejrzała sie niespokojnie.
                                                    - Kędyż to Gajowy ? - spytała
                                                    - Nie wiem ! - odpowiedział Gietpe - Od południa nie widziałem go już !
                                                    - Hej ! To znów pewno do Tatarów polazł - dreczy się Tralala
                                                    - A pewno !... Prawda, widziałem go nawet, jak zmierzał w tamtą stronę -
                                                    zauwazył Fedar
                                                    Naraz myśl jedna i ta sama przeleciała im przez głowę, wszyscy drgneli i
                                                    spojrzeli sobie w oczy....
                                                    Tralala nie zastanawiając się mowi:
                                                    - Chodźmy do nich natychmiast, popytamy w koszu, kedy jest Gajowy i zabierzemy
                                                    go za sobą !
                                                    - Tak! Tak! chodźmy..... i idziem, idziem, idziem, idziem......do obozu
                                                    czyli kosza Tatarów.
                                                  • rita100 Re: Grunwald 1410 10.12.06, 13:05
                                                    Szukamy, szukamy, lecz w koszu nie znajdujemy Gajowego.
                                                    - Był "łycar" młody, był ! - mówi Tatar stary. - Ale przed wieczorem jeszcze
                                                    pojechał.
                                                    - Dokąd pojechał ? - wołamy zaniepokojeni
                                                    - Bo ja wiem ! - odparł chytrze Tatar - Pognało naszych kilkunastu...konie nowe
                                                    wypróbować i przyłączył sie do nich.
                                                    - Jezu!...- jęknęła Tralala
                                                    - Cicho ! Nic tu nie poradzimy ! - rzekła stanowczo Fedar i przejął inicjatywę
                                                    działania. Do obozu wracamy !
                                                    Zawracamy tedy do obozu, a tu idzie oddział, co ciagnie Tatarów ujętych na
                                                    rabunku.
                                                    Patrzymy, patrzymy...... i krew nam pulsuje w sercu, niedowierzamy. Wśród
                                                    Tatarów uwięzionych, ze związanymi rękoma, przy koniu na arkanie prowadzony,
                                                    idzie .....Gajowy.....hehe
                                                    Nieszczęsnych do księcia Witołda prowadzą. Książe Witołd spojrzał chmurnie jeno
                                                    na jeńców i krzyknął:
                                                    - Na gałąź ! - jeszcze raz krzyknął Witołd i...

                                                    To sobie teraz wyobrażacie nasz strach, nasze miny, nasz szloch i nasze
                                                    przerażenie.

                                                  • rita100 Re: Grunwald 1410 11.12.06, 20:43
                                                    Nagle książe Witołd podszedł do Gajowego i powiedział, a ten to chyba z
                                                    chorągwi krakowskiej jest - zdjąć mu więzy ! Tego sam król Jagiełło sądzić
                                                    będzie. Odstawić go pod strażą gdzie należy !
                                                    Jesteśmy uratowani - skacze szczęśliwa Tralala wink
                                                    Tak idziemy teraz ze strażą i z Gajowym do namiotu Zawiszy. A tam wszyscy
                                                    rzucamy się na szyję Gajowemu wołając - nasz on, nasz, nie Tatarów !
                                                    - Coś ty uczynił, Gajowy ?! Coś ty uczynił?! - wybuchnął Fedar, bojąc się o
                                                    jego życie.
                                                    Gajowy, chciał coś powiedzieć, nie mógł jednak glosu wydobyć, blady i tylko
                                                    oczy móqwiły zań. Więc sam Zawisza podszedł żywo ku niemu i ręce mu na ramieniu
                                                    położył.
                                                    - Gajowy - rzekł z boleścią Zawisza - tegoż się doczekał, byś ty , druh mój i
                                                    zacnego gniazda syn, z łotrzykami na równi sądzonym był !.... Na Boga !.....
                                                    Gajowy nie wytrzymał, rzycił się na kolana, płomienie strzeliły mu z oczu i
                                                    woła:
                                                    - O, panie ! klnę się...że niewinny jestem !.. I wyście mogli myśleć, ze ja
                                                    mordy niosłem, pożogę...jak zbój... że ja.... - głos mu się załamał w tym
                                                    łkaniu.
                                                    - Gajowy - rzecze łagodnie Zawisza - nie czas teraz na łzy, bo o życie twe
                                                    idzie ! Wierzę, żeś nie uczynił tego, o co-ć obwiniają, wszelako wszystko
                                                    wiedzieć muszę. Gadaj więc coś zrobił ?
                                                    - Ja.... nie wiem sam !...- zaczął Gajowy- Koniucht tartarskie...konie
                                                    pędzili....namówili bym jechał z nimi...pojechaliśmy, gdy nagle... paru naprzód
                                                    skoczyło
                                                    O Jezu... patrzę, a tu blask, dym... mordują, rabują...
                                                    Chcę zawrócić, a tu już mnie otoczyli...
                                                    Nie skończył, bo właśnie przywołuje ich sam król Jagiełło.
                                                    - Królu milościwy! - rzekł Zawisza - Litość miejscie !
                                                    Toż Gajowy głupotą tylko zawinił i tu opowiedział całe zdarzenie królowi. Król
                                                    milczał, wpadł w zadumę, nikt nie chciał przerywać tej zadumy. Zapadła cisza.
                                                    Naraz wśród ciszy grobowej Gajowy wziął do ręki geśliczki i ozwały się żałosne
                                                    nuty....wszystkim zaczęły łzy kręcić sie w oczach... a król milczał.....
                                                    A my nie, co serca nam pękły z żałości i do nóg krola upadamy
                                                    - Krolu milościwy ! - rzecze Tralala głośno w naszym imieniu - Darujcie
                                                    druhowi noju !... A jek ni, to noju tu wszystkich na śnierć
                                                    poślijta !..Darujcie mu !....
                                                    - Dobrze, już dobrze !- odrzekł król Jagiełło
                                                    Skrzypki ucichły, bo wiecie co się działo, radosć niesłychana zapanowała smile
                                                  • rita100 Re: Henryk Vogelsang 10.12.06, 13:04
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=332&pos=0
                                                    Tu łuz mowam choragwie do łoglóndania. Ta poszła z Krzyżakami.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=332&pos=1
                                                    Biskubstwo branieckie idzie z Krzyżokami
                                                  • rita100 Re: Henryk Vogelsang 11.12.06, 20:44
                                                    Tak chućko przeniesiem sia do warowni Schonau, dzie zjadozieni Krzyżacy bandó
                                                    łopoziadać rychtycznó prawde ło bitwie, bardzo szczegółowo.
                                                    Całó prowde ło bzitwie.
                                                  • rita100 Re: 18 lipiec 1410 12.12.06, 20:58
                                                    18 lipiec 1410
                                                    W Schonau szło wszystko na opak, trudno było poznać ów gródek krzyżacki, kedy
                                                    zazwyczaj ład i karność żelazna panowały. Wiedziano , ze lada dzień so rozprawy
                                                    krwawej dojdzie i każdy z niepokojem czekał wieści z pola bitwy.
                                                    Hans, który zamieszkiwał w Schonau, co chwila wyglądał wieści. Wtem róg na
                                                    czarowni zabrzmiał donośnie.
                                                    - Co znów do licha ! - krzyknął Hans gniewnie. - Włóczędzy jacyś czy żebraki ?
                                                    Tymczasem właśnie rycerze to byli. Poznać ich było z dala po zbroi lśniącej i
                                                    piórach na hełmie. Hans patrzy ciekawie.
                                                    - Kto zacz może to być ? - mruknął, nie mogąc poznać przybyszy.
                                                    Śledził ich i zdumienie odmalowało się na jego twarzy.
                                                    - Von Ballest i Kuno von Giessbach ! - krzyknął, oczom nie wierząc. Teraz
                                                    dopiero zobaczył, że zbroja rycerska pogięta była i pocięta, okryta pyłem,
                                                    krwią i błotem zaschłym. Twarz wychudła, nosiła wyraz wściekłości i rozpaczy.
                                                    - Ballest ! Co się stało ? - pyta Hans niespokojnie.
                                                    "Ritter" z trudem powietrze chwycił wink)))
                                                    - Nie masz już.... Zakonu !... - rzekł wreszcie chrapliwym i przerywanym głosem
                                                    Ballest.
                                                    Hans podskoczył doń i za ramiona go wstrząsnął.
                                                    - Co ty gadasz !...Oprzytomnij.... - mówił gorączkowo- Co się stało ? mów
                                                    jasno !
                                                    - Klęska....straszna... niepowetowana !....
                                                    - Wojska krzyżackie ?
                                                    - W pień wycięte!... Ledwo garść niedobitków uszła !...
                                                    - Kędy jest Wielki Mistrz ?
                                                    - Zginął !....
                                                    - Wszyscy osłupieli słuchając takiej opowieści.
                                                    - Herr Je!... Herr Je!... - piszczy żałośnie Ritter
                                                    - Gdzieżesćie się spotkali ?
                                                    - Miedzy Grunwaldem a Tannenbergiem.
                                                    Hans zdumiał.
                                                    - Jak to tam ? Na prawym brzegu Wisły ?
                                                    - Na naszych ziemiach !... Sami zaczepki szukali !
                                                    - Ale co, jak ? Opowiedz dokładnie.
                                                    Ale von Ballest zachwiał się na nogach.
                                                    - Spocząć...muszę !....- rzekł z wysiłkiem.- Trzeci dzień już nie spałem...nie
                                                    jadłem!....

                                                    Migiem przyniesiono von Ballestowi dzbany i misy, jadła i napitku pełne. Gwar
                                                    się wczął i zamieszanie, bo oto i my siadamy za obfitym stołem i czekamy na
                                                    dalsze opowieści von Ballest. Musi tylko rycerz pojąć, ze to prawda niezbita.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: 18 lipiec 1410 13.12.06, 21:40
                                                    Jakoż von Ballest , posiliwszy się i odpocząwszy, rozprawiał okrutnie.
                                                    - Mowicie tedy - pytał Hans - że Wielki Mistrz do ostatka nie wiedział, kędy
                                                    jest Władysław Jagiełło ?
                                                    - Do ostatka. Darmo szarpał się i zżymał, ni rycerze doświadczenie, tajniki
                                                    wojny świadomi - zgoła nikt nie mógł zbadać, co zamierza ów Litwin przeklęty !
                                                    - A ja słyszałem, że komtur Osterody ostrzegał was, iż Polacy zechcą pewno na
                                                    prawy brzeg Wisły się przeprawić i wprost na Malbork godzić będą.
                                                    - Ostrzegał - prawda; ale Wielki Mistrz przekonać się nie dał - owszem wyśmiał
                                                    go jeszcze. - "Po cóż by mieli czynić to - mowił. - Toż w razie przegranej
                                                    drogę mieliby odciętą, bo jużci czasu nie stałoby na budowanie mostu!"
                                                    - O, jako żywo ! - zawołał Hans. - Słusznie mowił.
                                                    - Czy słusznie, to się zaraz okaże! - odparł Ballest. - Swoją drogą przez głowę
                                                    nikomu nie przeszło, co naród ów, w pogardzie u nas, Niemców, będący, wymyślić
                                                    zdoła !
                                                    Otóż Mistrz od Pomorza napadu się spodziewał i dlatego pod Świeciem, jako w
                                                    roku zeszłym, obozem się rozłożył, czekając na resztę wojsk swych, co dotąd nie
                                                    przybyły. Tymczasem na sam święty Jan, po zachodzie słońca buchnęły ognie. -
                                                    Nieszawa i Murzynowo stały w płomieniach!
                                                    - Cóż to było ?! - zawołał Hans
                                                    Ballest roześmiał sie dziko.
                                                    - To Jagiełło dawał znać, że rozejm skończony!
                                                    - Jak to ?! - krzyknął zdumiony Hans. - Sam zaczepki szukał ?... Wpierw od was
                                                    gotów był do wojny !
                                                    Von Ballest westchnął cięzko.
                                                    - Tak ci i było ! - odparł ponuro. - Co się potem działo, strach mówić, ale
                                                    powiem....jutro , bo dziś bardzom zmęczon jestem , a zawsze myślałem że Polacy
                                                    tylko koniki umią strugać, a tu wystrugali taki numer naszemu Wielkiemu
                                                    Mistrzowi. O, Hans, połoze się na chwile zaczym opowiem o samym Ulryku von
                                                    Jungingen.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: 18 lipiec 1410 14.12.06, 19:55
                                                    Co się potem działo strach mowić. Wielki Mistrz posłał hufiec swój wyborowy, by
                                                    zagarnął napastników, tymczasem ci ostatni zwabili naszych w zasadzkę jakąś
                                                    piekielną i w pień wycieli, ze ni jeden nie wrócił. Sądny dzień nastał u nas,
                                                    co tu robić ? - mówił von Ballest. Wojsk naszych połowa ledwo, a ów niedźwiedź
                                                    litewski sam do walki wyzywa !...
                                                    Ba, nie koniec na tym, przyjeżdza do nas Dobiesław Choroczewski, któren w
                                                    Toruniu posłów węgierskich gościł i powiada, że "Jagiełło przeszedł juz Wisłę i
                                                    z Witołdem się połaczy. - Jakze sie przeprawił ? - pyta Mistrz. - A ów na to: -
                                                    Widziałem dziwnej sztuki dzieło: most na łodziach przez Wisłę rzucony, po
                                                    której wojsko przeszło śpiesznie z pociągami i z działami. - Wielki Mistrz
                                                    rzecze na to do posłów węgierskich: - Ten człowiek fałsze mówo, albowiem przez
                                                    szpiegów dowiaduję się właśnie, ze któl Władysław krąży nad Wiesłą, szukając na
                                                    próżno sposobu przebycia rzeki i niemało ludzi potopiło się, brodu szukając."
                                                    Hans zębami zgrzytnął.
                                                    - Dobrych szpiegów macie !- rzekł
                                                    - Dziwna to była zaiste ta zapamiętałosć Mistrza. Tym dziwniejsza, ze Ulryk von
                                                    Jungingen, nim Mistrzem został, słynął już, jako rycerz zawołany.
                                                    - O cóż dalej było ?
                                                    - A no zwlekało się tak do lipca. Dopiero gdy starosta bydgoski, rozzuchwalony
                                                    bliskością wojsk polskich, napadł z śmiałością niesłychaną na Świecie, pod
                                                    ktorym leżeliśmy obozem - spalił je, a załogę naszą wyciął - poznał Mistrz, ze
                                                    prawdę mówił Dobiesław.
                                                    - Rychło w czas! - mruknął, słuchając Hans.
                                                    - Przerzuciliśmy się tedy na prawy brzeg Wisły, kędy Jagiełło tymczasem kilka
                                                    miast zagarnął i spotkaliśmy się wreszczie pod Grunwaldem !....
                                                    Cisza zaległa śmiertelna, wszystkie oczy utkwione były w twarzy von Ballesta,
                                                    drząc oczekiwaniem gorączkowym.

                                                    (A mym czkamy i dumamy , pozie łón li prowde cy nie ? )

                                                    On zaś otarł czoło potem zroszone i odpowiada:
                                                    - Sam nie wierzyłbym, gdybym nie widział, ale musze coś przegryźć jeszcze i
                                                    napić się, by odwagi na opowieść zdobyć.
                                                    Gajowy rozlewa zinko do szklanic i gada:
                                                    - Nie trap sia von Ballest, mów prowde ....smile
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: 18 lipiec 1410 14.12.06, 21:16
                                                    Mym wszyscy jesteśmy przy tym wirtualnie, przenieśliśmy się wehikułem czasu.
                                                    Jesteśmy tam obecni i akcja dzieje się na naszych oczach. Dopowiem , że w tej
                                                    warowni jest też Hanusia, a Gajowy jest czujny i musi na końcu ich wszystkich
                                                    łopoć coby z Hanusią uciec wink))))A mym w tym dopomożem. Jek bandó spać to mym w
                                                    nogi na kóniach hehehe.
                                                    Ten gonsior z zinem bul, bul robzi .... wink)))))
                                                  • rita100 Re: 18 lipiec 1410 15.12.06, 20:06
                                                    To było straszne, dalej ciagnie von Ballest wydarzenie, które sam na własne
                                                    oczy widział.- Południe dobiegało, a wojska stały jeszcze naprzecie siebie, bo
                                                    nikt zacząć nie chciał. Aż marszałek Zakonu, Fryderyk von Wallenrod,
                                                    zniecierpliwiony, posłał Jagielle dwa miecze, mówiąc: "Posyłamy te miecze wam i
                                                    księciu Witołdowi, byście odwagi nabrali i nie kryjąc się po lasach do walki
                                                    wystąpili".
                                                    - Hej ! A cóż Jagiełło na to ? - zawołał Hans.
                                                    - Przyjął je - i wyobraźcie sobie powiada: "Sami na siebie miecze dajecie -
                                                    przyjmuję je zatem jako wróżbę szczęśliwą od Boga !"... I zgadł !... wybuchł
                                                    nagle von Ballest z rozpaczą.
                                                    Wszyscy milczą zgnębieni, przybici- widzicie to ?
                                                    - Od razu zgnębili was ? - spytał Hans.
                                                    Von Balelst zerwał się z ławy.
                                                    - Właśnie, ze nie ! - wybuchnął, łamiąc rece. - Zrazu myśmy byli górą. Pod
                                                    naciskiem naszych hufców pierzchnęli Tatarzy, złamali się Litwini, już Marcin z
                                                    Wrocimowic obalony przez naszych, wypuścił z rąk wielką chorągiew polską... już
                                                    Mistrz Wielki, by dokończyć zwycięstwa, z hufcami najdoborowszymi skoczył w
                                                    zamet walki.... Gdy naraz reszta wojsk polskich runęła na nas, a runęła z taką
                                                    siłą, ze złamała nas od razu. Zamęt, krzyk, huk dział, jęk rannych...

                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=66
                                                    Krzyżacy walczą jak lwy, gdy Litwini, odpocząwszy trochę z drugiej strony
                                                    wpadają na nas!... Czyni się rzeź straszliwa - szczęk broni, chrapanie
                                                    zdyszanych piersi, wrzask , piekło !..... Naraz Mistrz Wielki pada, ugodzony
                                                    sulicą przez prostego pachołka!...

                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=68
                                                    - Jezu - zaszemrał Hans
                                                    - Wściekłość nas ogarnia i rozpacz... Walczymy sił ostatkiem, a obręcz wroga
                                                    ciaśniej i ciaśniej nas otacza !... mdleją ręce... ćmią się oczy... rycerze
                                                    giną jako las, gdy weń drwale wejdą !... Pada Jerzy von Gersdorf, Fryderyk von
                                                    Wallenrod, Albrecht von Schwartzburg, szatny Zakonu - giną komturowie
                                                    Grudziądza, Starogrodu, Pokrzywnicy, Gniewa, Nieszawy, Torunia i inni -
                                                    wreszcie von Schwanenfels pada z reki młodego Chełmickiego.
                                                    Krzyk rozległ się nagle i to nie von Ballesta, ani Hansa tylko Hanusi, ktora
                                                    usłyszawszy to wyrzekła słowa:
                                                    - Z czyjej ręki.... ?
                                                    - Z ręki Chełmickiego, syna owego starosty, co z rodziną w Dobrzyniu głowę dał.
                                                    Najstarszy chlopak Kaźko uratował sie jakimś cudem.
                                                    I usłyszawszy te słowa Hanusia ucieczke planuje.
                                                    Tymczasem rozmowy przy obfitym jadle i piciu dalej sie toczą.
                                                    Co dalej bedzie z nami ? - pyta Hans
                                                    - Nic nie bedzie, tylko wojska polskie pod Malbork pociągnęły, kto wie, czy
                                                    całego kraju nie zajmą, a wtedy źle bedzie ! - odpowiada bardzo już męczony von
                                                    Ballest.
                                                    - Co ty gadasz ? - zdziwił się Hans przestraszony nie na zarty. - Kto mówił, ze
                                                    Polacy pod Malbork idą ?
                                                    - Wszyscy gadają, zresztą to i nic dziwnego nie byłoby. Któz im zabroni, gdy
                                                    Zakon złamany !
                                                  • rita100 Re: 18 lipiec 1410 15.12.06, 20:07
                                                    Hanusia, Zakon złamany - słyszysz ? uciekaj, uciekaj do Kaźka Chełmickiego. Na
                                                    stole, przygotowany snadź świeżo, stał wina dzban i puchary rżnięte ze szkła,
                                                    cudownej roboty. Gajowy dolewa wina rycerzom, a dobra wróżka dodaje kropelkę
                                                    zaczarowanego płynu usypiającego.
                                                    Hans i von Ballest wychylili jednym tchem... Otarli usta i opadli bezwładnie.
                                                    - Uf !.... Zmordowałem się, bardzo ! - szepnął von Ballest
                                                    - Uf ! ... Oj, ja też bardzo ! - szepnął i usnął czujny Hans.
                                                    Śpijta, śpijta.....
                                                    Tak, zmordowani wszyscy, była to Wielka Bitwa pod Grunwaldem 14 lipca 1410 roku
                                                    i gdybyśmy tych śpiących rycerzy zbudzili teraz nagle , napewno tą datę
                                                    zapamiętali po wieki, do dzisiejszego dnia to jest roku 2006 smile
                                                    Ciiicho, nie budźmy. Wierzchowce czekają. Hajda na koń !
                                                    Cwałem......mkniemy, co koń wyskoczy.....do Kiszporku pod Malbork.
                                                  • rita100 Re: Jak Hanusia ratuje Malbork 16.12.06, 21:16
                                                    Mkniemy co koń wyskoczy. Pędzimy naprzód pod Malbork.
                                                    Poranne słońce oświecało jaskrawo potężne, czerwone mury Malborka. Onegdaj
                                                    jeszcze wojska polskie przybyły tu i rozłozyły się obozem wokół twierdzy. Ot,
                                                    radować się nam raczej dziś, że smok ów okrutny pokonanym już został ! - dodał
                                                    Gietpe.
                                                    - Hej ! - rzekł Fedar - Jeszcze dzieło nie skończone. Krzyżak to jak ów smok z
                                                    bajki: ostaw mu jedną jeno głowę, a znów ich sto odrośnie !
                                                    - Toteż i tą ostatnią uciąć mu chcemy ! - odrzekła zaniepokojona bajeczką o
                                                    smoku Tralala.
                                                    Ciiiicho , słyszycie ?
                                                    Hanula najeźdza na koniu patataj, patataj...
                                                    - Na Boga ! - zawołał wzruszony Kaźko Chełmicki - Skądż się ona tu wzieła ?

                                                    Nie trapcie się teraz , tą radosną część spotkania Hanuli i Kaźka ominiemy, bo
                                                    doskonale sobie zdajemy sprawę z radości jaka owładneła całe wojko polskie na
                                                    czele z królem, który na tą okoliczność odnalezienia się Hanusi , aż odstąpił
                                                    od zdobycia Malborka.

                                                    Wszyscy teraz wyruszamy w radosnych humorach na zamek królewski na Wawelu.
                                                    Pociągniemy aż do Krakowa gdzie odbędzie sie uczta na cześć Hanusi i Kaźka
                                                    Chełmickiego.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Kraków wita rycerzy szlachetnych 18.12.06, 19:54
                                                    Szczęsliwie dojechaliśmy

                                                    Jesień już była. Na zamku krolewskim na Waweli rojno było i gwarno. Król
                                                    powrócił już z wojskiem z wyprawy krzyżackiej, odstąpiwszy od Malborka, który
                                                    twierdzą niezdobytą się okazał. Poznał król, iż warowni tej lada garść bronić
                                                    może przez miesiace całe, nie chcąc przeto nadaremnie marnować ludzi,
                                                    zwłaszcza, ze zima była już za pasem, a z nią niedostatek, mrozy, choroby
                                                    rózne, odstąpił od oblężenia i z końcem września do Polski powrócił.
                                                    Kto mógł, cisnąl się, by powitać pana, ujrzeć tych co walczyli w bitwie pod
                                                    Grunwaldem, której sława szeroko po swiecie całym się rozeszła. Roiło się tez
                                                    od rycerstwa, dostojników koronnych i litewskich, był też i Zawisza Czarny, a w
                                                    orszaku jedo nie brakowało Tralali, Rity, Gajowego , Gietpe, Fedara, Svolo,
                                                    Akszugora, Kalkut, Taurona, Kaźka Chełmickiego i Hanusi i wszystkich towarzyszy
                                                    bitwy pod Grunwaldem.
                                                    Hanusia szczęśliwa wystąpiła przed Krolem i mowi:
                                                    - Dziś lat jeszcze nie mam, ale już postanowiłam sobie, że gdy czas nadejdzie,
                                                    połowę majątku dam na Tum Gnieźnieński, jako Rosenburg pragnął.... połowę zaś
                                                    weźcie wy, Królu Miłosciwy!... Zdadzą się na odbudowanie Dobrzynia i warowni
                                                    onych, co granic naszych strzegą przed Krzyżakami.
                                                    Wszyscy milczeli, a przez szyby kolorowe wpadł blask słoneczny i światłem
                                                    teczowym oblał komnatę, i wzruszone, promienne twarze nasze.
                                                    KONIEC
                                                    Co robzimy z choragwiami ?
                                                    Bo wszyscy sie tak rozczulili widokiem Wawelu i wnetrza jego , ze o chorągwiach
                                                    zaboczylim.
                                                  • rita100 Bitwa pod Grunwaldem 23.04.07, 22:05
                                                    Je taki psiankny zierszyk Kajki. Nopisoł tan ziersz Kajka pod wpływem
                                                    "Krziżoków" Sienkiewicza.

                                                    Krzyżackie hordy
                                                    Nie znały granic,
                                                    Jęki i mordy -
                                                    Wsio mnioły za nic.

                                                    U nich wzrastała
                                                    Pycha bez mniary,
                                                    Ta pożądała
                                                    Swojej ofiary.

                                                    Noprzód wpadały
                                                    Hordy do Litwy
                                                    I ujarzmiały
                                                    Lud wpośród bitwy.

                                                    Lud ujarzmiony
                                                    Nie miał swej woli,
                                                    Był udręczony,
                                                    Cierpiał w niewoli.

                                                    W Malborskim grodzie
                                                    Krzyżackiej buty
                                                    O chlebie, wodzie,
                                                    Łańcuchem skuty.

                                                    Potem czynili
                                                    Z pomocą zdrady
                                                    Krytycznej chwili
                                                    Krwawe napady.

                                                    Na ziemię laską,
                                                    Ci ich darzyła
                                                    Uczciwą łaską,
                                                    W przyjaźni żyła.

                                                    Choć król Jagiełło
                                                    Dla tej przyczyny
                                                    Cierpiał niemało,
                                                    Odpuszczał winy.

                                                    Lecz się przrwała
                                                    Nić cierpliwości,
                                                    Polska powstała -
                                                    Przyszło do złosci.

                                                    Król bez odwłoki,
                                                    Gdy biła trwoga,
                                                    Zwrócił swe kroki,
                                                    By stłumić wroga.

                                                    Zwołał przez wicie
                                                    Wojska niemało,
                                                    Aby na szczycie
                                                    Potęgi stało.

                                                    Lecz Krzyżak hardy,
                                                    Ufny w swe bronie
                                                    I pełen wzgardy -
                                                    W swej pysze tonie.

                                                    Królowi podał
                                                    Dwa nowe miecze,
                                                    Lecz król się poddał
                                                    Boskiej opiece.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: Bitwa pod Grunwaldem 24.04.07, 20:50
                                                    (...)
                                                    Lecz pod Grunwaldem
                                                    Z pomocą Boga
                                                    Tam król z Witoldem
                                                    Pobili wroga.

                                                    Brzękły oręże,
                                                    Zawrzała bitwa,
                                                    Tam zbrojne męże
                                                    Wysyła Litwa.

                                                    Lecz przed Krzyżakiem
                                                    Litwa tył bierze,
                                                    Cofa się szlakiem
                                                    Aż ku jezierze.

                                                    Tedy skoczyli
                                                    Polscy rycerze,
                                                    Którzy służyli
                                                    Królowi szczerze.

                                                    Czarny Zawisza
                                                    I też Powała,
                                                    Ten walką dysze,
                                                    Ów jakby skała.

                                                    Zbyszko z Bogdańca
                                                    Z swymi sługami
                                                    Także do tańca
                                                    Szli z Krzyżakami.

                                                    Zewsząd się lała
                                                    Krew strumieniami
                                                    I uścieliła
                                                    Ziemię trupami.

                                                    Padł sam mistrz wielki
                                                    I komturowie,
                                                    I poczet wszelki,
                                                    Wojska jak mrowie.

                                                    Odtąd złamana
                                                    Krzyżacka pycha
                                                    I podeptana
                                                    Sława Ulrycha.

                                                    Ani oręże,
                                                    Ni datek hojny,
                                                    Ni zbrojne męże
                                                    Nie wygra wojny.

                                                    On Sędzia srogi
                                                    W niebieskim grodzie
                                                    Pokruszy rogi
                                                    W hardym narodzie.

                                                    I poprowadzi
                                                    Lud prosty, cichy
                                                    I tam posadzi,
                                                    Gdzie nie masz pychy.

                                                    Michał Kajka
                                                    "Gazeta Mazurska" 1930
                                                  • rita100 Re:Kopiec Grunwaldzki 20.06.07, 21:09
                                                    Mało kto wie, że jest pod Krakowem kopiec Grunwaldzki. Znajduje się on w
                                                    Niepołomicach tuż koło zamku zbudowanego za czasów Kazimierza Wielkiego.
                                                    Według tutejszej legendy król Władysław Jagiełło przed wyprawą na wojnę z
                                                    Krzyżakami dozorował tu robienie zapasów suszonego mięsa z polowań w Puszczy
                                                    Niepołomickiej. Także po zwycięstwie odpoczywał w Niepołomicach przed
                                                    triumfalnym wyjazdem do Krakowa.

                                                    Postanowiono więc tutaj wznieść kopiec dla uczczenia w 1910 roku pięćsetnej
                                                    rocznicy Bitwy pod Grunwaldem.
                                                    Przypuszczam, ze to ten kopiec
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=201&pos=10
                                                  • rita100 Re:"Na szlaku Jagiełły" 12.07.07, 21:19
                                                    To koniec dziciukowych godów tero Teofil Ruczyński jeko młody szurek wycióngnół
                                                    psiechtó na pola Grunwaldu do Tannenbergu. Buła 500 rocznica tyj bzitwy i buła
                                                    łóna psianknie łopisana w "Gazecie Olsztyńskiej". Tak pod wpływem tygo bezuchu
                                                    Ruczyński nopsisoł ziersz:

                                                    "Na szlaku Jagiełły"
                                                    (...)
                                                    Błyszczą oręże,
                                                    Jadą rycerze,
                                                    Jagiełło i Witold ich wiodą,
                                                    Na mnichów fałszywych,
                                                    Krzyżaków zdradliwych,
                                                    Co Polskę niszczą wojenną pożogą.

                                                    Na Lidzbark, Dąbrowno
                                                    Z potęgą ogromną
                                                    Idą zastępy w dziejową godzinę.
                                                    Polacy, Litwini,
                                                    Mężni Rusini,
                                                    A Żyzko czeską wiedzie drużyną.

                                                    Pod Grunwald przybyli,
                                                    Oręże dobyli,
                                                    Każdy z nich stanął gotowy.
                                                    Krzyżaków pobili,
                                                    Kraj sławą okryli
                                                    W ów rok pamiętny, dziejowy.

                                                    Minęły wieki -
                                                    Czas już daleki,
                                                    Tylko historia te chwile przyzywa.
                                                    A drogi te dawne,
                                                    Pochodem wojsk sławne,
                                                    Lud szlakiem Jagiełły nazywa.

                                                    Grunwald 1911
                                                  • rita100 Re:Przesąd związany z bitwą pod Grunwaldem 27.06.08, 22:20
                                                    Przesąd związany z pamiętną bitwą pod Grunwaldem.
                                                    Zapodam cytat z ksiójżki "Wierzenia mazurskie" na tyn temat.
                                                    Przesąd ten rozpowszechniony jest wśród katolików szczegolnie.
                                                    "W pobliżu ocalałych jeszcze szczątków muru niegdysiejszej kaplicy
                                                    grunwaldzkiej, na dość znacznej wysokości znajduje się sadzawka, wykopana jakoby
                                                    ręką ludzką. Wodzie tej sadzawki już od dana przypisuje się moc szczególną i
                                                    mniemanie to dotąd przetrwalo u ludzi, zwłaszcza wyznania rzymsko-katolickiego.
                                                    Mówią o wielu cudownych uzdrowieniach, dokonanych za sprawą tej wody. Tłumy
                                                    pospólstwa z Polski, a także i z Prus przybywają tu w drugi dzień Zielonych
                                                    Świątek, zeby się obmyć i wykąpać w sadzawce; przy tym pozostawiają w wodzie
                                                    różne części ubrania jak: koszule, czapki, czepce, chustki itd. Udają się tam
                                                    niekiedy i osoby wyższego stanu, ale nocami, wstydzą się bowiem swojej
                                                    przesądności. Tamże odbywają się pielgrzymki i składają ślubowania".
                                                    Friedrich Samuel Bock (1716-1785) teoloh, historyj, językoznawca.
    • zeleznodoroznyj Re: Szlakiem legendy grunwaldzkich 07.08.08, 21:44
      ale czy to tak na prawde warto poruszac pamienc Grunwaldu, dla mnie to
      wielokrotnie naduzywany, propagandowy motiv. Zuzity un mocno, dzis djawelnie
      skomercjalizowany. To jest najwazniejsze: Czi byli legendi i opowdziesci
      autenticzne, chtore przetrwaly wieki od sredniowiecza. Czi moze nic sie nie
      ostalo i tworzono nowe na uzitek walki nacjonalistycznej w XX stuleciu? Jak to bilo?
      • rita100 Re: Szlakiem legendy grunwaldzkich 07.08.08, 22:29
        Czcimy najczęście porażki, poległe powstania, a mamy przecież w swojej historii
        i zwycięzkie boje. Nalezy się pamięć o bitwie pod Grunwaldem, dowody na to są w
        kronikach Długosza, w muzeum na Wawelu, kopiec w Niepołomicach. Po wiekach
        faktyczne zdarzenia obrastają w legendy.

        Zeleznodoroznyj, odsyłam Cię do "Muzeum Ziemi Ojczystej" Siegfreida Lenza - tam
        dostaniesz odpowiedź, czy warto ?
        Jeśli my o tym nie bedziemy pamiętać to kto ?

        "bo zawsze do tej pory było tak, że jak ktoś gdzieś daleko zabierał się za
        przedstawienie historii bez naszej zgody, to w końcu z brutalnością czołgu i
        frontowego zołnierza traktował naszą Ziemię"
        (Słownik mazurski - stronniczy)
        • zeleznodoroznyj Re: Szlakiem legendy grunwaldzkich 07.08.08, 22:52
          Hm, Rita,,,
          Heimatmuseum stoi u mnie na regale od dawna, chiba od czasu jak byl rok jego
          wydania.
          I bywa otwieranny czesto i zawsze jest ze smutkiem odkladany, bo to gorzka lektura.
          Widzisz, dla mnie ta niezwykla ksiązka Lenza jest nie tylko nostalgicznym opisem
          swiata odeszlego a kochanego, takoz swietnym opisem zjawiska, jak latwo
          zamieniac muzea ziemi ojczystej w polityczne, sztuczne mauzolea, do ktorych Ty
          juz nie chcesz przybywac.
          Ale to sprawa indywiduallna.
          Zapewne masz swoje wlasne przezycia i doswiadczenia, ale dla mnie mit grunwaldu,
          choc odlegly jadnakze stale podsycany
          kladzie sie glebokim cieniem na pojmowaniu historii tego regionu. Najgorze, ze
          nie ma zadnej pozytywnej przeciwwagi znanej wszystkim - tylko ta zwyciezka, ale
          przecie zmarnowana walka z Krziżakami i nic
          wiencej, a tu tymczasem 500 lat minelo. Troche marnie i smutno.
          • rita100 Re: Szlakiem legendy grunwaldzkich 07.08.08, 23:43
            Zeleznodoroznyj, toś Ty szczęśliwa poziadaczką ksiązki. Nie czytałam jej, tylko
            fragmenty, ale juz one wywarły wrażenie. Do tej pory nie mogę ją zdobyć.
            Nie smuć się tak tym mitem Grunwaldzkim, on przeciez nie szkodzi Warmii, a
            przecież trzeba mnieć jakieś zwycięstwa historyczne. I wiesz przecie, ze Niemcy
            chcieli wymazać ta bitwę z pamięci historycznej. Nie przejmuj sie tym tak
            bardzo, przecież otaczające nasz dzsiejsze życie równie jest marne, w zależności
            jak i kto na nie patrzy smile
            Czy uwazasz jak inni , ze na polu grunwaldzkim powinno być wesołe miasteczko ?

            Ale mi sie kleją oczy, późno uciekamy do swoich łóżek, bo jeszcze von Jungingena
            przebudzimy wink
            • rita100 Re: Szlakiem legendy grunwaldzkich 11.06.09, 21:51
              Piątek pod Grunwaldem
              "Znowu miałem okazję sięgnąć po znakomity tekst mistrza Kapuścińskiego (wydany
              znowu w tomie "Busz po polsku"). Króciutki ale jakże wymowny. Zestawienie
              wielkiej historii z codziennością, pogrążonego w historycznej refleksji
              marzyciela z twardo stąpającym po ziemi gospodarzem Piątkiem. Bitwy nie mają
              znaczenia. Liczy się ziemia i jej plony. Bo to one pozwalają żyć ludziom. Ale
              rzeczywiście coś w tym jest. Kiedy byłem z rodziną ostatnio na polach
              grunwaldzkich (nie przy okazji inscenizacji - w zwykły spokojny dzień) to też
              uderzył mnie podobny obrazek. Chodziliśmy szukając domniemanych śladów bitwy,
              znaczących miejsc, oglądaliśmy kamień w przypuszczalnym miejscu śmierci
              wielkiego mistrza a niedaleko rolnik, nie oglądając się wcale na nas pracował w
              polu. Też uderzył nas ten kontrast: miejsce wielkiej bitwy, pewne nabożeństwo
              krążących tam turystów, tragizm przeszłości i zwykła codzienna praca. A może
              widziałem Piątka albo potomka Piątka?
              marienburg.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?1,2008
              • rita100 Re:Związek Jaszczurczy 22.06.09, 21:48
                W roku 1411 ścięto głowę Mikołaja Ryńskiego, jednemu z założycieli "Z.J." i
                chorąży Chełmna, za dezercję (zdradę) z częścią rycerzy swojej chorągwi w Bitwie
                pod Grunwaldem.

                Nicolas von Renis był jednym z przywódców Związku Jaszczurczego, który miał dbać
                o interesy rycerstwa ziemi chełmińskiej. Wszystko zmieniło się podczas bitwy
                grunwaldzkiej w roku 1410.

                www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080816/TURYSTYKA/120625671
                I zdrady bywają od wieków wieków znane ludzkości.
                Teraz to nie wiem jaki jest najstaraszy zawód świata ? Sprawa sporna.