Dodaj do ulubionych

Biblioteka 'Forum Warnija'

15.12.06, 20:51
To bandzie kóntek, dzie zamieszamy pocytane i przerobzione ksiójżki ło
tematyce Warmii i Mazur. Mowam jich gwołt i musim te wszystkie ksiójzki
zebrac pospoły i łumieścić z noju Biblioteczce.
Obserwuj wątek
      • rita100 Re: Biblioteka 'Forum Warnija' 11.02.07, 16:36
        artwilk napisał:

        > „Dzieci Jerominów” Ernsta Wiecherta - moim zdaniem najpiękniejsza p
        > owieść
        > rozgrywająca się na tych terenach

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=48303470&a=48303470
        Dziękuje za polecenie, postaram się ją zdobyć. A Ernesta Wiecherta już
        poznaliśmy z ksiązki "Glos ziemi i krwi"
        Chociaz jak widzisz , bylo ich chyba dwóch - wiesz coś o tym Artwilk ?
        • artwilk Re: Biblioteka 'Forum Warnija' 11.02.07, 19:07
          Było ich dwóch i choć obaj byli pisarzami pochodzącymi z Prus, to sporo ich
          dzieliło. Ernst Wiechert urodził się w 1887, E. Wichert miał już 57 lat. Ten
          pierwszy przyszedł na świat w Piersławku k. Piecek (dziś jest tam niewielkie
          muzeum), Wichert pochodzi z Wystruci (niem. Insterburg, dziś Czerniakowsk w
          Obwodzie Kaliningradzkim). Książki Wiecherta (czytałem) to powieści obyczajowe,
          oparte o jego życie i tęsknotę za utraconą ojczyzną. Dzieł Wicherta nie znam,
          ale z tego co czytałem w opracowaniach, pisał powieści i sztuki historyczne.
          Tyle wiedzy. A jeśli jesteś Rito ( i nie tylko) ciekawa twórczości Ernsta
          Wiecherta, to wejdź na stronę www.ernst-wiechert.de - tam możesz przeczytać
          większość jego książek po polsku. Miłej lektury
    • artwilk Re: Henryk Panas 11.02.07, 19:41
      Książki tego pisarza też warto poznać. Ja polecam zwłaszcza zbiór opowiadań
      „Bóg, wilki i ludzie”, powieści „Grzesznicy” i „Krew na śniegu”. Wszystkie te 3
      książki mam - mogę pożyczyć.
      • rita100 Re: Kirst mniej znany 11.02.07, 20:12
        Sam tytuł jest szokujący, pewnie i z czasem dotrzemy do tego, ale wiesz, kiedy
        się przeczytało 3 tomy po 500 stron 08/15 to mam przesyt Kirsta. Trochę odpoczne smile
        Ale pisze doskonale, słowa jego docierają i pozwalają pomysleć na systemem
        tamtych czasów. I jak sie mówi - Nigdy więcej wojny - za wszelką cenę trzeba
        pilnowac pokoju.
        • artwilk Re: Kirst mniej znany 12.02.07, 12:40
          Moim zdaniem czytanie mazurskich rzeczy Kirsta powinno się zaczynać właśnie od
          tej książki. Jest w niej miłość do tej ziemi, zamieszujących ją prostych ludzi i
          zdziwienie, że zaraza faszyzmu mogła się wedrzeć nawet w ich serca. Naprawdę
          pouczająca rzecz, zwłaszcza jak się ją porówna z wspomnieniami Wysiedlonych.
    • artwilk Marion Donhoff 12.02.07, 14:05
      Książek Hrabiny też nie powinniśmy w tym kóntku pominąć. Polecam dwie „Nazwy,
      których już nikt nie wymienia” i „Moje dzieciństwo w Prusach Wschodnich”. Obie
      znakomite, świetnie napisane i przepełnione miłością do tego regionu. Szczerze
      mówiąc dopóki nie zacząłem czytać książek niemieckich autorów urodzonych w
      Prusiech, czułem się trochę odosobniony w poczuciu przywiązania do tych ziem.
      Poczytałem i zrozumiałem, że każdy kto się tu urodził, nosi tę ziemię w sercu do
      końca życia. A jak nie nosi, to chyba kochać nie umie.
    • artwilk Siegfried Lenz 12.02.07, 14:13
      Dwie jego książki powinny stać w biblioteczce: „Muzeum ziemi ojczystejĺ„ i
      „Słodkie Sulejki”. Dzięki tej pierwszej trochę lepiej zrozumiałem postawę
      wschodniopruskich ziomkostw w Niemczech
      • rita100 Re: Siegfried Lenz 12.02.07, 20:22
        Artwilk, dziekujemy . Bardzo lubię jak mam polecone książki, bo w tym gąszczu
        książek ciężko jest trafić na te właściwe. Tak zrobie, już mam prawie zamówione
        "Dzieci", a i Kirsta też. Te książki obwowiązkowo muszą znaleź się w mojej
        biblioteczce. Czynię już starania i pomalutku je zdobędę.
        Fajnie , że polecasz, mamy kierunek....
        • artwilk Re: Siegfried Lenz 13.02.07, 16:08
          Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że moja wiedza na ten temat może
          się Wam przydać. Na czwartym roku studiów chodziłem na bardzo solidne
          konwersatorium poświęcone literaturze Warmii i Mazur, a cały piąty rok
          przygotowywałem pracę magisterską na temat obrazu tych ziem w powieściach
          mieszkających tu pisarzy niemieckich i polskich. Magisterki jak dotąd nie
          skończyłem, ale naczytałem się „warmińsko - mazurskich” książek bez liku. Dzięki
          temu mogę Wam teraz polecać te najlepsze.
          • rita100 Re: Siegfried Lenz 13.02.07, 22:27
            Co się stało , ze magisterskich ni zrobiłeś ? To już lenistwo wink Moja córka
            polonistyke na UJ skończyła, a teraz jest w Szczecinie na anglistyce. Ale jej
            hobbi to była fantastyka.
            Popatrz się Artwilk, jak wspaniale jest mieć wiedzę i ją użytkować. Przelej ją
            czasami na forum , podaj tematy. Miałes to szczęście , ze bardzo ciekawy region
            sobie wybrałeś, specyficzny. Czy jakośc użytkujesz ta wiedzę ?
            • artwilk Re: Siegfried Lenz 14.02.07, 16:49
              Oj Rita, trudne pytania zadajesz smile Przeszkód w ukończeniu było wiele smile praca
              zarobkowa, początki pracy dziennikarskiej, życie towarzyskie itd. Przyczyny
              mógłbym mnożyć, ale najbliższe prawdy jest chyba stwierdzenie „to już lenistwo”.
              Ale sam siebie przekonuję, że ważniejsza od dyplomu jest zdobyta wiedza. Dlatego
              cieszę się, że w czasie studiów trafiłem na zajęcia Anny Matysiak, dzięki której
              porządnie poznałem literaturę naszego regionu. A użytek z tego zrobić trudno,
              dlatego cieszę się, że mogę swoją wiedzą podzielić się z Wami. A inny pożytek z
              tej wiedzy jest taki, że ciągle chce się ją pogłębiać. Docieram zatem ciągle do
              coraz nowych, mniej znanych pisarzy i książek „wschodniopruskich”. Ale chleba to
              z tego nigdy miał nie będę, no chyba że sam napiszę bestsellerową sagę o
              ludziach z Mehlsack i Pieniężna smile
              • gajowy555 Re: Siegfried Lenz 14.02.07, 19:57
                artwilk napisał:

                >Ale chleba to
                >z tego nigdy miał nie będę, no chyba że sam napiszę bestsellerową sagę o
                >ludziach z Mehlsack i Pieniężna smile

                No jó, tak prosimy, do dzieła...
                • rita100 Re: Siegfried Lenz 14.02.07, 23:29
                  Artwilk, w dzisiejszych czasach wymagany jest papierek. To bardzo ważne. Moja
                  robi jeszcze dodatkowo anglistyke tylko dla papierku, bo inaczej do pracy jej
                  nie przyjmą mimo , że jezyk zna perfekt.
                  Ale widzę, ze masz szeroką wiedzę o Warmii i Mazurach, trza by było to
                  spożytkować tak by na tym zarabiać. Sagi rodzinne szczególnie na tych terenach
                  musiały być bardzo interesujące. Właśnie będę robić album mojej sagi
                  olsztyńskiej, w czasach powojennych, kiedy to życie było inne niż dzisiaj. Wiele
                  rodzin przyjechało, ale i wiele rodzin odjechało nie znalazwszy tu swego tam
                  miejsca. Wiele wyjechało. To wszystko historia. Sam widzisz po sobie , też nie
                  mieszkasz w rodzinnym mieście.
                  • artwilk Re: Siegfried Lenz 15.02.07, 21:30
                    Tak się złożyło, że w mojej branży nie patrzą na papierek, ale na to, co do tej
                    pory zrobiłem - trochę w myśl zasady, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni,
                    czyli wczorajszy, tekst. Pewnie dlatego wśród dziennikarzy jest tak dużo ludzi,
                    którzy nie skończyli studiów albo się nie obronili smile
                    A co do sagi, to pewnie powstanie. Muszę mieć tylko na to czas, a praca w
                    dzienniku nie pomaga go znaleźć. No i znaleźć odpowiedni styl, bo codzienne
                    pisanie do gazety wbrew pozorom trochę wyjaławia język. Ale powstanie,
                    powstanie... Zacznie się od sceny, której nigdy nie zapomnę. Piękne, ciepłe
                    popołudnie. Siedzę z moją niepełnosprawną babcią przed domem. Podjeżdża
                    samochód, z którego wysiada starszy pan o mlecznobiałych włosach. Rozmawia z
                    babcią w języku, którego nie rozumiem. – Artuś, zaprowadź pana za dom, do
                    ogródka - prosi mnie po chwili babcia. Boję się. Myślę o tym, czego on chce,
                    patrzę podejrzliwie, czy ma przy sobie aparat, którym zrobi zdjęcia, a potem
                    opublikuje je w gazetach z podpisem „zobaczcie jaka w Polsce bieda”. Boję się,
                    ale prowadzę go do ogrodu. Patrzę na siebie: buty mam czyste, koszulkę też, ale
                    spodenki poplamione trawą. Jak zrobi mi ukradkiem zdjęcie, jego rodacy będą się
                    smiać z małego, brudnego Polaka. Otwieram furtkę, on zatrzymuje się przy
                    pierwszej grządce i coś do mnie mówi. Nie rozumiem, ale kiwam głową. Wtedy on
                    sięga do kieszeni i wyjmuje starannie złożony, biały płócienny woreczek. Klęka.
                    Teraz to ja mógłbym mu zrobić zdjęcie, bo od razu ubrudził sobie spodnie na
                    kolanach. Delikatnie, żeby nie powyrywać rzodkiewek, bierze garść ziemi i
                    wsypuje do woreczka. Potem następną garstkę i następną. Wsypuje powoli, jakby
                    nie chciał upuścić ani ziarenka. Wreszcie związuje woreczek tasiemką i chowa do
                    kieszeni. Uśmiecha się do mnie i idzie do furtki. Potem serdecznie ściska
                    babcię, wsiada do auta i odjeżdża. Nie mam odwagi zapytać babcię, ale ona
                    wiedziała. – Ten pan mieszkał kiedyś w naszym domu - powiedziała. – Wyjechał,
                    jak miał tyle lat, co ty. Jest chory, wie, że już nigdy tu nie przyjedzie.
                    Chciał zabrać sobie trochę ziemi, którą dzieci wysypią mu na trumnę.
              • tralala33 Re: Siegfried Lenz 15.02.07, 21:49
                No to mowam coś wspólnego z Artwilkiem jó tyż dugo ta praca magisterska
                psisałam. A buło to tak - po czwartym roku studiów wyjechałam na rok zagranicę
                i to bardzo daleko. Tam sobie mieszkałam, pracowałam a jak wróciłam, to od razu
                dostałam dobrą pracę, na studia też wróciłam, ale już tylko kilka godzin w
                tygodniu no i pisanie pracy. Tyle, że ta pisanina wydawał mi się niepotrzebna,
                sztuka dla sztuki albo dla papierka. W końcu napisałam, pojechałam do promotora
                a on mówi ' E, to jakoś nie tak, trzeba by poprawić a najlepiej napisać od
                nowa'. Tak i znowu pisałam, pory roku się zmieniały a co robi Tralala? Pisze
                pracę magisterską. Już się wszyscy w tego śniali smile Szczęśliwy finał był taki,
                że w końcu pojechałam na obronę a tam, pod drzwiami sali, kogo widzę? Kolegę ze
                studiów - też przyjechał na obronę smile)) Od razu nam się lżej na duszy zrobiło,
                co żadne z nas nie je takie łostatnie, razem eśma sia łobronili, potem na psiwo
                poszliśmy powspominać studia. papsierek mom i nikt ma nie pozie com je prazie
                magister. Napszisz ta praca - jó dobrze mniarkuja co jek człoziek łod ty szkoły
                łodejdzie, ma swoja robota, rodzina, jenaksze życie, to je ciajżko, no brok to
                zrobzić coby nie żałować.
                • rita100 Re: Siegfried Lenz 15.02.07, 22:44
                  Zitojcie. To jestem pod wrażeniem, waszego wspólnego pisania. I tak z rozbiegu
                  napisze, co jó mniałam szczajście, bo promotorka mnie pilnowała i szybko chciała
                  bym ją ukończyła na AWF, ale to nic - nigdy nie zostałam tą nauczycielką wf, bo
                  bardziej z tenisa żyłam. Ale dzięki temu tytulowi mogłam przystąpić na
                  podyplomowe studia trenerskie II klasy i być zawodowym trenerem. Bez tego
                  maristerskiego nigdy bym nie mogła tego skończyć. A już lekcje u zawodowego
                  trenera kosztują więcej, nie mówiąc, że każdy klub sportowy musi takiego z
                  papierkiem mieć trenera.
                  To samo jest w anglistyce, są kursy europejskie , ale naukę może prowadzić tylko
                  z papierkiem, choć wielu zna angielskie, ale papierek musi być.

                  Co do książki Artwilk to zapowiada się ciekawie i bardzo życiowo. Opowiadałam mi
                  Giga z Olsztyna, że do jej matki przyjechał Niemiec , poprosił o wejście do
                  domu, oglądnął tylko, był grzeczny , wyszedł i z podziękowaniem przysłał kartkę.
                  Ja z kolei mieszkając i spędzając dzieciństwo w starym domu na Partyzantów , a
                  potem wyjeźdzając do Krakowa , to po 30 latach miałam straszny głód zobaczenia
                  tego swojego domu. Kiedy na FO Beong pierwszy pokazał mi zdjęcie tego domu -
                  uwierz, to uczucie nie do określenia. Z samego tego , ze jeszcze stoi , ze nie
                  jest zburzony to taka radość, że spać nie można było. Kiedy pojechałam i
                  stanełam pod drzwiami tego mieszkania , nie miałam odwagi zapukać i zapytać , że
                  tylko na chwileczkę , że tylko chcę zobaczyć , nic więcej. I nie zapukałam.

                  Z drugiej strony, czlowiek jadący po 30 latach spodziewa się to samo co przed 30
                  latami i to jest błąd. Jedzie z bagażem wspomnień i co się dzieje - nagle
                  wszystko umiera, to nie to , to nie to, czar pryska, rozumie czlowiek że
                  wspomniena trzeba odrzucić i odkrywac piękno inne , nie wspomnien.
                  Dobra uciekam , bo się rozpisałam , a tu spać trzeba.
                  • artwilk Re: Siegfried Lenz 15.02.07, 23:27
                    No to mnie Tralala pocieszyłaś. Pytanie mam tylko, ile trwało w Twoim przypadku
                    to dochodzenie do tytułu magistra. Bo ja studia skończyłem 5 lat temu, ale mam
                    wrażenie, że już wieki od tamtego czasu minęły i tej pracy nie napiszę już
                    nigdy. Ale może masz rację, może coś mi odbije, wezmę się w garść i napiszę.
                    Przyda się ten papier czy nie, ale nie mieć go, szczerze mówiąc, wstyd.
                    A co do tego, o czym napisała Rita. Niezależnie od tego, ile lat się swego
                    rodzinnego domu nie widziało, powrót zawsze przynosi rozczarowanie. Masz rację,
                    konfrontacja wspomnień z rzeczywistością to jest szok. Ale pół biedy, kiedy
                    wracasz i widzisz jak twój dom, podwórko ulica się zmieniły. Znacznie gorzej
                    jest, gdy przyjeżdzasz, a tego nie ma. Byłem świadkiem takich scen w rodzinnym
                    Pieniężnie. Przejeżdżali starzy Niemcy, a na miejscu ich domu rośnie trawa. To
                    jest dopiero szok. Dlatego rozumiem tych, którzy nie chcą do krainy dzieciństwa
                    przyjeżdżać, wolą odwiedzać ją tylko we wspomnieniach.
                    Śpijcie dobrze, ja jeszcze pracuję.
                    • rita100 Re: Siegfried Lenz 16.02.07, 20:31
                      Artwilk, widać , że doroślejesz do sprawy. Nic nie jest stracone jak pisze
                      Tralala, a papierek jest ważny, bo nigdy nie wiadomo co będzie dalej. Są okazje,
                      których w życiu nie wolno zmarnować, a satysfakcja jeszcze większa. Wszak
                      pływasz w tym jeziorze jeszcze.
                      Zastanów się nad tematem pracy, cenisz i tęsknisz za Warmią i Mazurami, oczytany
                      jesteś to moze i temat będzie z tym związany. Połączysz przyjemność z obowiazkiem.
                      Co do wspomnień, to fakt. Jeśli czegoś już nie ma, to tak jakby i wspomnień nie
                      było tylko jakiś sen. Takim wstrząsającym przeżyciem był Dworzec Główny w Olsztynie.
                      Kiedy się wraca to wysiadając z pociągu dostaje się pierwszy kubeł zimnej wody.
                      - To jest Olsztyn ?
                      Spogląda sie na tablice informacyjne, czy aby napewno jestem tam gdzie miałam
                      dojechać ? Wychodzi się z niego i szok ! A byłam z córką wtenczas, ona też
                      pierwszy raz. Obydwie takie zaniepokojone jesteśmy w tym całkie obcym miejscu.
                      No dobra, myśle sobie, Partyzantów jakoś odnajdę i idziemy piechotą w stronę
                      ulicy. Dziwnie się czułam, wszystko takie obce, niepoznawalne. Pusto wokoło,
                      ludzi ni ma, a był to niedzielny poranek. Idziemy tak, idziemy i się pytam córki:
                      - Podoba ci się to miasto ?
                      - To jest miasto widmo - odpowiedziała.
                      Cisza, taka a my po tych ulicach same się włóczymy. Wreszcie wzieliśmy taksówkę
                      i kierowca pozawoził nas w te pierwsze miejsca , które chciałam zobaczyć
                      natychmiast. Plaża miejska - szok ! Gdzie ta wspaniała patelnia ? Naprawde
                      cudowna patelnia, pełna życia - gdzie ? Jedziesz, jedziesz w napięciu, już
                      jesteś, a tu bach, następne widmo !
                      Mimo wszystko, wyjeżdzając człowiek jest dumny, dumny , że właśnie tu mu
                      przyszło spędzać dzieciństwo, ze żył w tym czasie na tym miejscu i nigdy by go
                      nie zamienił na żadne salonowe, pałacowe miejsca. I stoi sobie taki domek , dziś
                      w seledynowym kolorze ze starymi oknami, z oberwanymi firankami, ktoś tam
                      mieszka, ale nie ma już w nim tego dawnego życia, nie ma sąsiadów tych samych,
                      nie ma też na parterze krawca, ktory miał swoją pracownię krawiecką i budkę na
                      placu targowym.
                      Ale dom jest i pisze nową inną już historię.
                      Tak Artwilk, kibicujemy Ci pracy i wyzwań przed Tobą, rodziną i małej ojczyzny.
                      • rita100 Re: Siegfried Lenz 16.02.07, 20:57
                        Artwilk, zauważyłam , że piszesz o Niemcach powracających na te ziemie bardzo
                        dobrze, ale teraz w dzisiejszych czasach są i te złe strony - sprawa majątków i
                        żadanie przywrócenia własności. To jest już problem.
                        • artwilk Re: Siegfried Lenz 17.02.07, 02:46
                          Tak, wiem. Codziennie czytam w necie Gazetę Olsztyńską i kilka dni temu ten
                          temat pojawił się po raz kolejny. Takich spraw niestety będzie coraz więcej, bo
                          zaniedbania prawne temu sprzyjają. Ale zdania na temat Niemców, których
                          spotkałem bądź o których tylko czytałem, nie zmienię. Tworzyli miasto, w którym
                          się wychowałem, spędzili w nim szczęśliwe dzieciństwo, są takimi trochę
                          starszymi kolegami z podwórka. Dlatego ich lubię.
                    • tralala33 Re: Siegfried Lenz 17.02.07, 20:38
                      Jak długo trwało u mnie to pisanie pracy magisterskiej? Artwilk, tak długo, że
                      jak przeczytałam Twoje pytanie to nie mogłam sobie przypomnieć. Do dziś mam
                      problem, kiedy muszę gdzieś wpisać datę ukończenia studiów. Kiedy zaczęłam -
                      pamiętam doskonale. Kiedy skończyłam - gorzej, wiem tylko, że broniłam się dość
                      nietypowo, bo poza jakąkolwiek sesją egzaminacyjną, wiosną. No i dodam, że po
                      mnie i moim równie zapóźnionym kolegą z roku, wiele lat później obroniła się
                      jeszcze jedna dziewczyna, z którą zaczynałam studia. Nigdy za późno i zawsze
                      warto smile
                      • rita100 Re: Siegfried Lenz 22.02.07, 22:02
                        Wytłumaczycie mi ten wpis na FO ?

                        Dyzio jest Dyziem i odpowie Ci, że z drugiej strony to ganc inaczy wyglondo! Ty
                        masz swojom racje, a ja swojom! Popatrz se na pirwszy komontorz - Kopernik by
                        większego odkrycia nie dokonoł. Bundesrepublika nie po to Warmiaków i Mazurów z
                        Gierkiem se przehandlowała, żeby nic z tygo nie mieć. Nie po to geld na ferajny
                        i gemaiszafty dawła. Oni juz som tera rychtyczne Mniemce i jeszcze sia o swoje
                        Ostprojsen nie raz upomną! I w nosie bedom mieli waszych Nowowiejskich, Kajków,
                        Samulowskich i całą reszte. Ale na razie sie dziwta i pukajta w czoło i mówta:
                        Dyzio ty głuptoku! Warmioki som fajn!
                          • artwilk Re: Siegfried Lenz 23.02.07, 14:55
                            Ritko, przede wszystkim nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że „Mniemce tylko po
                            ziemie przyjeżdzają by na trumnę swoją rzucić”. Opisałem tylko jedną taką scenkę
                            i dodałem, że kilku podobnych byłem świadkiem. Pisałem też w jednym z
                            poprzednich postów, że zdaję sobie sprawę bolesnych historii, jakie przeżywają
                            mieszkańcy Warmii i Mazur, którzy muszą się zmierzyć z roszczeniami Niemców. Jak
                            już wspomniałem, takich spraw będzie więcej, bo sprzyja temu, niestety,
                            niedbalstwo Polaków. Jeżeli niemiecka rodzina wyjechała stąd po wojnie i od tego
                            czasu nikt nie zadbał o to, by zmienić prawo własności w księgach wieczystych,
                            to oni mają prostą drogę do odzyskania swoich ziem czy budynków. I niestety,
                            żaden sąd na to rady nie znajdzie. Boleję nad tym, ale taka jest prawda.