Dodaj do ulubionych

Niych cołyj śwat ziy jek kocha sia w Krakozie

01.06.07, 21:10
"Niych cołyj śwat sia dozie jek sia kocha w Krakozie"
750 lot tamu nazot buła lokacja mniasta. łod dzisioj jimprezujam, fest
jimprezujam i jutro zazijam kece i lece w Krakow.

Tero je transmisja na II programie tv z Krakozia

Zapraszam Warnije
Obserwuj wątek
                                                  • rita100 Re: Nie łodrazu Kraków wyrychtowano 08.06.07, 21:44
                                                    Só take mniejsca na mapie noju cołej ziamnicki, chtóre skupiają , niczam w
                                                    soczewce wielowiekowy dorobek społeczeństwa. To só mniasta ze swoimi kościołami,
                                                    uniwersytami i zamkiem. Stanowiły łóne rdzeń historii państw, narodów, regionów.
                                                    I ta historia tworzy swoisty klimat i atmosferę.
                                                    Kraków i Olsztyn só takemi rychtycznymi mniastami.

                                                    Jeno Warnija kopca ni ma. Datemu poziym woma jek jygo wyrychtować. Damy
                                                    gwarancję na 1500 lat,a może i ziancej.....
                                                    Ale ni łodrazu Kraków wyrychtowano .....
                                                  • rita100 Re: Land nad Wiślech 09.06.07, 21:54
                                                    W okolicach Krakowa obecność Słowian można datować na koniec XII wieku. Założyli
                                                    oni państwo Wiślan. O jego istnieniu informują współczasne źródła niemieckie,
                                                    bizantyjskie i najważniejsze z nich, wielkomorawski "Żywot Św. Metodego. W
                                                    Żywocie tym napisane jest, że w II polowie IX wieku potęzny Książe siedzi... na
                                                    Wiślech. Ów Książe sprawował swoją władzę z kasztelu - zamku.
                                                    Czy nazwa Kraków była już wtedy używana ? Trudno powiedzieć.
                                                    Przyjrzyjmy się temu z bliska.

                                                    Zawrzyjcie na silka łoczka, i dajcie pozor, bo weno bandziem po tych ciasach
                                                    rejzować.
                                                    Poszukamy mniana grodu.
                                                  • rita100 Re: Stolica Wiślan 09.06.07, 22:08
                                                    Pospołu szukamy mniana grodu... na Wiślech.

                                                    "Od pewnego czasu grzeje w grodzie. Na szczajście to ni czyrwony kur zlecioł na
                                                    strzechy noju domostw, ale rozgorzały dysputy jeke mniano dać noju grodowi ?
                                                    Mówimy Wawel, ale cóż znaczy nozwa ? Nazwa wzgórza pośród mokradeł.

                                                    Som Princ głosu nie zabziera. Mym wszelako chcemy co by gród nosił mniano Kraków
                                                    ! Godnym jest uczcić tą nazwą imię naszego zacnego księcia. Gród istnieje
                                                    przecież dzięki niemu i jego to jest własność. Uczcijmy więc naszego księcia,
                                                    aby za lat sto i tysiąc wszyscy mózili: - gród to Kraków, bo własnością był Kraka.
                                                    I eszcze jedno dodajmy. Podgrodzie pod grodem okrom rozłożone, też niech się
                                                    zwie Krakowem, aby jednośc grodu i podgrodzia po wieki wieków była."

                                                    I tak mowam mniano mniasta Krakowa, chtóre w tym cziasie śwanci swojó lokacje.
                                                    A tero bandziem budować Kopsiec.
                                                  • rita100 Re: Noma brok Kopsiec Kraka. 09.06.07, 22:12
                                                    Jek podaje reporter Jakusz ze Stradowa , łobaczył łón po drugej stronie Wisły
                                                    intensywny ruch budowolany. Jyżdzó tamój sznurem wozy - kożdan zaprzężony w
                                                    sztyry woły - wyładowane po brzegi ziamnió. Na somym wierchu rośnie dziwna
                                                    budowla. Kopsiec ziamny. O przyczynach rozpoczęcia tej budowy w kancelarii
                                                    książęcej ni chiano siła (wiele) mózić. Ujawniono tlo, że ów kopsiec , bandzie
                                                    mnioł 16 - metrów wysokości oraz, że prace wykonywane só na koszt skarbu
                                                    książęcego. Nic ni ziymy, a może to bandzie łobiekt militaryjny ? Można sia
                                                    przecież spodziewać kolejnej fali najazdu Hunów lub Awarów. A może ten kopsiec
                                                    to hołd noju Kraka no bogów za odniesione w młodości zwycięstwa i ziele lot w
                                                    pokoju, którym sia tero lejdujewam ? A może na wierchu tygo kopca bandzie płonół
                                                    wieczny łogań, abo zasadzą tam śwanty Dąb. No chodźta bliżej, pogodowam z
                                                    ludziami co budujó.
                                                    Taki anonimowy człoziek goda co to bandzie kopa ziamni, taka góra ziamni i to
                                                    bandzie grób Kraka, kedy pomrze.
                                                    Zidzita mistrza Raka ze Szczaworyża ? Łón noma cosik ziancej pozie.
                                                    Tralala, łuż bziegnie do niygo i sia pyto:
                                                    - Co to za budowla powstaje pod Krakowem ?
                                                    - ??????
                                                    - Czamu Pan milczy ? Czy informacja jest utajniona ?
                                                    - Nic nie je utajnione. Nie odpowiadam, bo nie jestem do tego upoważniony. Moim
                                                    zadaniem jest budować, a nie godać.
                                                    - Ludzie godajó - pyto dalyj Tralala - że może to być obiekt militarny, a moze
                                                    kultowy ?
                                                    - A niych sobzie mózió !
                                                    - To daczemu do takiej budowy zaangażowano nolepszego fachowca, jakim jest
                                                    właśnie Pan ?
                                                    - Dziankuje za mniłe słowa, bardzo Pani Tralala dziankuje. Staram sia. Kopsiec
                                                    wznosimy partiami. Jego konstrukcję stanowią ściany kamienne ułożone w rzucie
                                                    rozety. Dzięki temu będzie on odporny na działanie złych warunków
                                                    atmosferycznych i niszczący wpływ czasu. Przeżyje mnie i panią. Nawet za tysiąc
                                                    trzysta lat będzie stał ! - poziedzioł mistrz Rak.
                                                    - Za tysiąc trzysta lot ? A boc co (po co) komu tak trwała budowla ? - dziwuja
                                                    sia Tralala.
                                                    - Za jyjzyk ma pani ciójgnie, ale nic ziancej nie poziam. Jeno dodam, że somemu
                                                    księziu Kraka dołam gwarancje na tysiąc pięćset lot.
                                                    - Czyżby princ chioł mnieszkać w tam kopcu za tysiąc pięćset lot ?
                                                    - Przykro mi, ale ni mom ziancej ciasu na godke. Robota czka.

                                                    Dziankujewam Mistrzu Rak za poziostke, tero Tralala i coła Warnija ziedzó jek
                                                    brok spatrzyć kopsiec no Herkusa Monte.
                                                  • rita100 Re: Kopiec Kraka i Kopiec Wandy i Skarb Wiślan. 09.06.07, 22:29
                                                    Kopiec Kraka i Kopiec Wandy i Skarb Wiślan.

                                                    "Okres Wiślan odegrał ważną rolę w kształtowaniu grodu. Nostarsze krakowskie
                                                    splytki o Smoku Wawelskim i o Prince Kraku, mają swoją genezę sięgającą tych
                                                    kedajszych ciasów. Podobne u źródeł só legendy o Królewnie Wandzie, co rzecz
                                                    jasna nie oznacza, ze za tami splytkami nie kryją sia ślady rychtycznych
                                                    wydarzeń. Kożdy krakozian zapytany o niezwykłe baśniowe przekazy, kojarzy je
                                                    natychmiast z dwoma starożytnymi, ziemnymi budowlami, które stały się symbolem
                                                    starego Krakowa. Kopsiec Kraka i Kopsiec Wandy, legendarne mogiły dawnych
                                                    władców, choć prawdopodobnie nie kryją w sobie ich doczesnych szczątków, dają
                                                    bardzo dobre świadectwo organizacji państwa Wiślan. Wzniesienie ich
                                                    momumentalnych budowli, wymagało dużego wysiłku organizacyjnego i materialnego
                                                    oraz wiedzy inżynieryjnej.
                                                    Ciekawostką bardzo cenną jest znalezisko w 1979 roku na ul. Kanoniczej tzw.
                                                    Skarb Wiślan. W ogromnej skrzyni złożono ponad 4000 (cztery tysiące) żelaznych
                                                    siekierek, będących w tamtych czasach powszechnym środkiem płatniczym. Ogromna
                                                    wartość materialna tego skarbu każe domyślać się, ze jego włascicielem był sam
                                                    Książe Krak."
                                                  • rita100 Re: Angielski król znał Wisle Land ! 09.06.07, 22:34
                                                    No jó ! Mym w Krakozie nie musielim włazić do Ojrópy. Mym buli łuż kedajś.

                                                    "Jak sie dowiadujemy w Europie Zachodniej, gdzieś na terenie królestwa Niemiec
                                                    powstało dzieło pt. "Opis grodów i ziem z północnej strony Dunaju".
                                                    Odważny autor tego opisu albo sam wybrał się na wyprawę albo korzystał z innych
                                                    relacji, bo wiedzę miał obszerną i prawdę w swej książce głosi. W swoim opisie
                                                    stwierdził, ze w dorzeczu górnej Wisły mieszkają Wiślane. Wybaczamy autorowi, ze
                                                    nieco zmienił właściwą pisownię i wymowę naszej nacji. Nazywamy się przecież od
                                                    stuleci Wiślanie ! Cieszy jednak to, ze ktoś nas wreszcie zauważył. Szkoda, ze
                                                    twórca został anonimowy i nie może zdradzić szlachetnej godności. Może się
                                                    zdarzyć, ze za kilkaset lat ktoś ten bezcenny rękopis umieści w jakimś
                                                    klasztorze, dajmy na to w Bawarii, i wszyscy czytający jego pożółkłe karty będą
                                                    mówić o jakimś Geografie Bawarskim.
                                                    Najlepszy był król angielski Alfred Wielki, który na wieki upamiętnił swe imię.
                                                    Z jego kancelarii wyszedł Opis Germanii króla Alfreda Wielkiego. W dziele tym
                                                    czytamy, ze na wschód od Moraw leży Wiśle Lond (Kraj Wiślan).
                                                    Znowu piszą o nas !
                                                    Nie koniec na tym !
                                                    O Kraju Wiślan wspomniano także w kronice, ktora powstała na dworze cesarza
                                                    Bizancjum, Konstantyna Porfirogeneta. Od tego czasu nikt już chyba nie powie, ze
                                                    nasz kraj nie należy do Europy."

                                                    Dajcie pozor na to zdanie, czy nie je aktualne ?

                                                    "Szkoda, ze twórca został anonimowy i nie może zdradzić szlachetnej godności.
                                                    Może się zdarzyć, ze za kilkaset lat ktoś ten bezcenny rękopis umieści w jakimś
                                                    klasztorze, dajmy na to w Bawarii, i wszyscy czytający jego pożółkłe karty będą
                                                    mówić o jakimś Geografie Bawarskim."
                                                  • rita100 Re: Ratujta - Jesteśmy w niewoli (874 a 885) 11.06.07, 21:16
                                                    To ogólny zarys, bo zaraz przejdziemy do szczegółowej relacji.
                                                    "Losy Wiślan znalazły nagły i gwałtowny koniec. W okresie pomiędzy latami 874 a
                                                    885, wczesnosłowiańskie państwo zostało podbite przez Wielkomorawskiego sąsiada.
                                                    Ten rozdział w historii Krakowa budzi gwałtowne i emocjonalne polemiki
                                                    historyków. Skoro państwo Wielkomorawskie było wówczas już od dłuższego czasu
                                                    państwem schrystanizowanym, dzięki działalności misyjnej św. św. Cyryla i
                                                    Metodego, to czy nie doszło wówczas do chrystanizacji podbitych Wiślan ?
                                                    Dla historii Polski taka ewentualność miałaby kapitalne znaczenie, skoro
                                                    powszechnie uznawaną datą chrztu Polski, jest rok 966, a więc sto lat później."

                                                    Wenowejcie, keby łu woju eszcze pogaństwo buło, to Kraków buł łuż
                                                    schrystanizowany. Datemu musza woma poziedzieć , że keby Mieszko I sia krzcił to
                                                    cołyj Kroków sia śnioł, bo łóni łuż dawno buli chrześcijanami.
                                                    No ale ło tam potam....
                                                  • rita100 Re: Z ostatniej chwili (851 a 900) 11.06.07, 21:18
                                                    A tak się to zaczeło, a skończyło na niewoli
                                                    Znad południowej granicy powróciły zwycięskie drużyny naszych wojowników, wioząc
                                                    jeńców i łupy. Celem ataku były pogranicza Księstwa Wielkomorawskiego. Nasz
                                                    książe poczytuje sobie tą wyprawę za zwycięską i uważa się za księcia potężnego.
                                                    Prosimy jednak naszego władcę o rozsądek w rządach, który cechował władztwo
                                                    naszego nieodżałowanego księcia Kraka, przodka naszego obecnego księcia. Po co
                                                    mości książe, drażnić potężnego sąsiada ?
                                                  • rita100 Re: Z ostatniej chwili (851 a 900) 11.06.07, 21:20
                                                    Jak donoszą z zamkowego biura prasowego, w dniu dzisiejszym przybył do naszego
                                                    księcia posłaniec od biskupa wielkomorawskiego Metodego. Z czym przybył
                                                    posłaniec do księcia, dokładnie nie wiadomo. Wiadomo tylko, że po odjeździe
                                                    posła książe wpadł w taką wściekłość, że aż biegał po komnacie i ryczał jak
                                                    ranny tur krzycząc:
                                                    - Do zmiany wiary mnie namawia, niewolą grozi ! Śmierć na ziemi cudzej
                                                    przepowiada ! Hańba, sromota !

                                                    hohoho, ale nerwy
                                                    Nie wszystko z tego można zrozumieć, ale polityka księcia prowadzi nas, jak się
                                                    wydaje, do przepaści.
                                                    Będzie walka, gromadzimy zapasy
                                                  • rita100 Re: Świętopełk Wielkomorawski 890 r 11.06.07, 21:25
                                                    wkroczył do Krakowa.
                                                    Jeszcze sie nie obudziliśmy całkowicie ze snu, a tu o poranku roku 890 do
                                                    Krakowa wkroczyły drużyny wojów księcia wielkomorawskiego Świętopełka. Na zamku
                                                    książęcym wcześniej coś przypuszczano, że Swiętopełek zaatakuje, bo kilka dni
                                                    wcześniej pod osłoną nocy do portu nad Wisłą przetransportowano ogromny ładunek
                                                    żelaznych grzywien - płacideł, które przedstawiały wartość ok. 300 tłustych
                                                    wołów. Najpewniej książe chciał skarb przygotować do wywiezienia Wisłą w
                                                    bezpieczne miejsce. Teraz książe w niewoli, a skarb przepadł. Może kiedyś ktoś
                                                    go odnajdzie. Czy będzie miał nadal taką wartość jak dzisiaj ?

                                                    Co tam zresztą sam skarb. Jaki los czeka dumne państwo Wiślan ?

                                                    ----------------
                                                    "Ciekawostką bardzo cenną jest znalezisko w 1979 roku na ul. Kanoniczej tzw.
                                                    Skarb Wiślan. W ogromnej skrzyni złożono ponad 4000 (cztery tysiące) żelaznych
                                                    siekierek, będących w tamtych czasach powszechnym środkiem płatniczym. Ogromna
                                                    wartość materialna tego skarbu każe domyślać się, ze jego włascicielem był sam
                                                    Książe Krak."
                                                  • rita100 Re: Tralala gnieźnieńska wyrusza do Krakowa 11.06.07, 21:29
                                                    Jaki los czeka dumne państwo Wiślan ?
                                                    Łoto pytanie.
                                                    Zabzieram woju tero do Krakozia, na ulice Krakowa, bandziem sia pytoć ludzi,
                                                    urządzim sobzie sondę uliczną. Co sądzą mieszkańcy grodu o Wielkomorawianach ?
                                                    Tralala bziega po cołym grodzie Kraka i zadaje pytanie, a Krakusy łodpoziadajó:

                                                    Kowal Harbut: - To koniec naszego narodu, koniec naszej wiary. Państwo Wiślan
                                                    upadło na wieki.
                                                    Szewc Dratewka: - Myślę, że wojowie wielkomorawscy też potrzebują butów. Roboty
                                                    dla mnie nie zabraknie.
                                                    Hamdlarka z ulicy pragnąca zachować anonimowość: - Doigrał się nasz książę. A ci
                                                    wojowie morawscy to nawet grzeczni. Miasta nie spalili. Wszystkich do niewoli
                                                    nie porwali. Jakoś się musi ułożyć.

                                                    Łoj, łobaczta, jidzie do Tralali urzędnik kancelarii księcia Plesz (jeden z tych
                                                    , których w pętlach nie pociągnięto do grodów wielkomorawskich) i goda:
                                                    - Nie trapsie sia Tralala gnieźnieńska, nie trapsie sia tyż ło Prusiech. Noju
                                                    żależność od księcia Świętopełka będzie luźna. Książe nie może trzymać na Wawelu
                                                    silnej drużyny. Ma kłopoty na granicach z Niemcami, z Madziarami. Zadowoli się
                                                    haraczem, weźmie daninę w naszej soli, wyznaczy swoich urzędników. Ale o
                                                    wolności politycznej trzeba zapomnieć na długie lata. Może na zawsze Nowego
                                                    księcia drażnić nie wolno. Poteżny jest.
                                                    Bunt we krwi utopi."

                                                    Brok pomóżć Wiślanom, pomyśloła Tralala gnieźnieńska i pojychała uzbroić Mieszka
                                                    I, wszak trza Wiślan wydrzeć z rank Wielkomorawian, Rita wawlelska ło to prosi,
                                                    musim ji przyjść z łodsieczó. wink)))
                                                  • rita100 Re: Przemyślidzi w Krakowie X wiek 11.06.07, 21:41
                                                    Brok łuczyć sia... czeskiego wink
                                                    Historia ostatnich lat przyniosła ogromne zmiany. Najpierw pod ciosami
                                                    Świętopełka upadło państwo Wiślan. Potem pod mieczem Madziara pękła potęga
                                                    Wielkomorawska (907) Co się działo w Krakowie, nawet nie wiemy. Błąkaliśmy się
                                                    przez spalone ziemie Panonii i Moraw, by nareszcie odpocząć w siedzibie Wacława,
                                                    księcia Przemyślidów. Po jego śmierci księciem został jego brat Bolesław. Mówią,
                                                    że to on Wacława zamordował: jeżeli to prawda to wawrzyn męczeństwa ozdobi grób
                                                    Wacława !
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=41766194&a=64009167
                                                    Bolesław włączył Kraków do księstwa czeskiego. Wraz ze zwycięskimi drużynami
                                                    czeskimi wróciliśmy do miasta i my. Łza się kręci. Wszędzie ślady upadku, na
                                                    kopcu Kraka trwa po pas miasto zaniedbane. Moze jednak pod rządami Przemyślidów
                                                    nastaną czasy dobrobytu. Księstwo czeskie stało się potęgą nie lada ! Kwitnie
                                                    handel, kupców wciąż przybywa. Jadą karawanami z Pragi.
                                                    Tymczasem uczmy się czeskiego i patrzmy na nasz Kraków.
                                                    Dobrze, ze znów tu jesteśmy !
                                                  • rita100 Re: Pierwsza bajka krakowska :) 11.06.07, 21:43
                                                    Napisana przez Macieja Radwana Rybińskiego, jeszcze prawie gorąca. Będą to
                                                    urywki, ale warto przeczytać. Jest ona trochę satyryczna, to i uśmiech zagości
                                                    na waszych twarzyczkach.
                                                    "Dratedka z Baranem"
                                                    (...)
                                                    Wbrew kłamliwym relacjom niejakiego Galla, który ze wstydu wolał pozostać
                                                    Anonimem, pierwszym niezależnym państwem na ziemiach polskich nie było państwo
                                                    Polan w Wielkopolsce, tylko państwo Wiślan ze stolicą w Krakowie. Erygował je
                                                    państwotwórczo nastawiony knieź Krak, kiedy tylko zauważył, ze siły twórcze
                                                    dostatecznie sie rozwinęły. To znaczy wcześniej. Na bazie sił wytwórczych
                                                    powstała nadbudowa, którą dziś możemy oglądać jako Wawel z przyległościami.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re: "Dratedka z Baranem" 11.06.07, 21:47
                                                    (zwróćcie uwagę na tekst, starajcie kojarzyć go z czasami dzisiejszymi )

                                                    Krak wciągnął do współpracy przy budowaniu nowoczesnego państwa Smoka
                                                    Wawelskiego, którego mianował rzecznikiem dyscypliny społecznej. Z utajnionych
                                                    do tej pory archiwów Wawelskiego, tak zwana lista Draco Wawelsteina wynika, ze
                                                    usunięto wtedy siłą z grodu Kraka i przegnano do Gniezna niejakiego Piasta
                                                    Chościuszkowca z jego synem Siemowitem, oficjalnie za skąpstwo, a w
                                                    rzeczywistości za działalność wymierzoną w młodą państwowość wiślacką i
                                                    rozpuszczanie pogłosek, ze Krak naprawdę nazywa się Kwach. A może odwrotnie, bo
                                                    prawda utonęła w pomroce dziejów. W każdym razie zgodnie z tradycją ustną i
                                                    pisaną Kraków nazywa się, a nie Kwachów ani Jaruzolima, co sugerowali niektórzy
                                                    dziejopisowie.
                                                    Piast z Siemowitem, przybywszy do Gniezna, nakłonili tamtejszego władykę Popiela
                                                    do spróbowania śliwowicy łąckiej o tej, jeszcze coś zostało do dziś

                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=86&pos=15
                                                    A kiedy Popiel zasmakował w trunku, poili go tak długo, aż został pożarty przez
                                                    białe myszki. Następnie Piast z Siemowitem, naśladując Kraka, zaczęli na nowym
                                                    gruncie tworzyć własną państwowość, nazywając opanowane przez siebie tereny
                                                    dufnie Wielką Polską, a dziedziny Kraka szyderczo Małą Polską. Czas byłby już
                                                    najwyższy sprostować to historyczne krętactwo i zamienić nazwy gwoli
                                                    zadośćuczynienia dziejowej sprawiedliwości.
                                                    Umocniwszy się także w Kruszwicy, wstępna para ojciec z synem wzięła ponury i
                                                    krwawy odwet na Kraku, a przede wszystkim na jego najbliższym współpracowniku
                                                    Smoku Wawelskim. Do Krakowa wysłano agenta i skrytobójcę o pseudonimie służbowym
                                                    Dratewka, który wszedł w konszachty z jednym z przywódców miejscowej
                                                    przestępczości zorganizowanej, dla której Wawelski od dawna stanowił zagrożenie,
                                                    niejakim Baranem.
                                                  • rita100 Re: "Dratedka z Baranem" 11.06.07, 21:50
                                                    Dratewka z Baranem uknuli krwawą intrygę, wykorzystując okoliczność, ze Krak
                                                    postanowił wydać swoją córkę Wandę za Wawelskiego, zbudować w ten sposób
                                                    dynastię i przejść do historii. Baran poinformował Smoka Wawelskiego, ze Wanda
                                                    nie jest już dziewicą, a ponieważ nie zrobiło to na mającym postępowe poglądy
                                                    Smoku spodziewanego wrażenia. Dratewka doniósł Wandzie, że Wawelski jest z
                                                    pochodzenia Niemcem, i to z NRD, tak zwanym Brandenburem. - Niemiec ? Nigdy w
                                                    życiu - zawołała Wanda i rzuciła się w nurty Wisły. Wtedy zrozpaczonemu
                                                    Wawelskiemu, który miotał się nad brzegami rzeki, Baran poradził, żeby dla
                                                    ratowania narzeczonej wypił Wisłę.
                                                    Wawelski pił, ale było to akurat w czasie obfitych opadów, więc nie dał rady.
                                                    Znalazł tylko wianek dziewiczy Wandy, a potem umarł z żalu i boleści, bo w tych
                                                    czasach nie było w Krakowie oczyszczalni ścieków.

                                                    Przestępcza para wróciła triumfalnie do Siemowita, Dratewka otrzymał w nagrodę
                                                    premie kwartalną i awans, a Barana uznano za świadka koronnego wszystkich
                                                    gwałtów i rozbojów, których się dopuścił. I jeśli nie umarli, żyją nadal
                                                    całkiem nieźle.

                                                    Taka jest prawdziwa historia początków polskiej państwowości, którą ujawniamy tu
                                                    po raz pierwszy, ale nie ostatni. Takie bowiem będą Rzeczpospolite, jakie ich
                                                    młodzież chowanie.

                                                    Dwe dury w nosie i skóncyło sie smile

                                                    Bajeczki só dedykowane no Tralali, z łokazji jimnienin a bandzie jich mocka.
                                                  • rita100 Re:Mieszko musi wyrzec się błędów pogaństwa 12.06.07, 22:05
                                                    Kraków 966 r. Od jakiegoś czasu docierają do Krakowa splytki o zamiarach
                                                    matrymonialnych księcia Polan. To że siedem żon mu nie wystarcza, nie jest
                                                    niczym dziwnym. W końcu władca pogański chce przodować i w każdej dziedzinie
                                                    objawiać swą potęgę i majestat.
                                                    Mieszko - jak dowiadujemy sie z poufnych źródeł - zamierza oddalić wszystkie
                                                    połowice, chyba bardziej siedmiornice i poślubić nową, imieniem Dobrawa, którą
                                                    znalazł w Czechach.
                                                    To właśnie Dobrawa zażądała wyłączności w sprawach małżeńskiej łożnicy, jest
                                                    bowiem chrześcijanką. Wedle tej wiary, o czym w Krakowie wiemy już od dawna, nie
                                                    godzi się mieć więcej nad jedną ukochaną małżonkę, na co książe przestał
                                                    chętnie, bo prawdę rzekłszy - jest już w latach, ale pani owa postawiła jeszcze
                                                    jeden warunek. Mieszko musi mianowicie wyrzec się błędów pogaństwa i przyjąć
                                                    nową wiarę. Ponoć książe godzi się na to.
                                                    Chrześcijaństwo w Krakowie jest już od dawna, od kiedy panują tu królowie z
                                                    Pragi. I nie chodzi o to, ze z nowym dworem zjedzie do Gniezna cała armia
                                                    dostojników świeckich i duchownych, ale że nastaną nowe obyczaje, nowe myślenie.
                                                    Oj, obawiamy się , ze wyniknie z tego wielkie zamieszanie - tak sądzimy tu w
                                                    Krakowie.
                                                  • rita100 Re:Koniec wojny 12.06.07, 22:06
                                                    Księstwo Polan, Gniezno 990 r. Sytuacja międzynarodowa w ostatnich latach
                                                    skomplikowała się. Sojusz naszego księcia Mieszka z Bolesławem II, księciem
                                                    czeskim, uległ rozluźnieniu, natomiast zaciśniła się przyjaźń z cesarzem
                                                    Ottonem, którego Mieszko podarował cenne dary, między innymi dziwaczne zwierzę,
                                                    wielbłąda.
                                                    Pamiętajmy bowiem, że ruski książe Włodzimierz I zajął w 981r Grody
                                                    Czerwieńskie, co być może spowodowało, że Mieszko zwrócił baczną uwagę na zachód.
                                                  • rita100 Re:Kraków odebrany Czechom 12.06.07, 22:07
                                                    "Tak czy inaczej, w tym roku 990 doszło do wojny miedzy Mieszkiem a Bolesławem
                                                    czeskim. Pomagali na Niemcy w sile czterech odziałów okrytych żelazem, oni
                                                    wszelako walczyli na ziemi Słupian. Sam Mieszko skierował główne siły na Kraków,
                                                    odebrał go Czechom i wygnał ich precz.
                                                    Teraz Kraków przeszedł pod Piastowe władanie.

                                                    Znany czeski kronikarz, Kosmas, nie zostawił suchej nitki na polskim władce,
                                                    pisząc, że 'książe Mieszko wyciął w Krakowie w pień wszystkich Czechów nader
                                                    okrutnie'. Z pewnością jest to opinia stronnicza i nieco przesadna, osobliwie na
                                                    temat okrucieństwa Polan, znanych przecież z łagodności. O niczym takim nie
                                                    wspomina niejaki Thietmar, syn rycerza niemieckiego z drużyny, która walczyła po
                                                    naszej stronie."
                                                  • rita100 Re:Stolica Pistów 12.06.07, 22:09
                                                    Najpóźniej w latach 40. X w, ziemie Wiślan dostały się w granice Czech,
                                                    największego księstwa powstałego na gruzach państwa Wielkomorawskiego. W tym
                                                    czasie dokonała się chrystanizacja miasta. Powstają pierwsze sakralne budowle
                                                    m.in kościół Najświętszego Salwatora.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=446
                                                    Patrząc z tej perspektywy, musimy uznać rok 990 za przełomowy moment w dziejach
                                                    Krakowa. W tym własnie roku, wojowniczy i sprytny książe państwa Polan, Mieszko,
                                                    tocząc wojnę z Czechami zagarnął Śląsk i Ziemię Krakowską.

                                                    O ile zdobycz Ślaska nie była wystarczająco trwała, o tyle zdobycz Krakowa
                                                    okazała się ostateczna. Od tego czasu Kraków wraz z regionem nazywanym później
                                                    Małopolską, stanowił niezaprzeczalną macierz państwa Polskiego."
                                                  • rita100 Re:Kraków w latach 990-1040 12.06.07, 22:10
                                                    "Polityczna rola Krakowa mimo odcięcia jego od Czech nie zmalała, przeciwnie,
                                                    chcąc prowadzić aktywną politykę względem Rusi, Czech i Węgier, władcy z
                                                    dynastii Piastów
                                                    Mieszko I (ok. 960-992)
                                                    jego syn Bolesław Chrobry (992-1025
                                                    i wnuk Mieszko II (1025-1034)

                                                    bardzo wysoko cenili tę zdobycz.
                                                    Wawelski gród jak się zdaje, stał się nawet siedzibą każdorazowego następcy
                                                    tronu. Miasto doznawało też od władców wiele dowodów sympatii. W roku 1000
                                                    Kraków stał się siedzibą biskupstwa, bedącego Gnieźnieńską sufraganią, a pod
                                                    koniec swego panowania Bolesław Chrobry wybudował na Wawelu Katedrę.
                                                    Obok Gniezna i Poznania Kraków był niewątpliwie najważniejszym ośrodkiem władzy
                                                    w Polsce.

                                                    Mieszko II zmuszony był uciekać z żoną i z synem Kazimierzem. Znów wywiązały się
                                                    wojny. Kiedy w 1040 roku po śmierci ojca powrócił Kazimierz na swoje ziemie
                                                    zastał spustoszony kraj i zainstalował się w Krakowie, który szczęśliwie uniknął
                                                    katastrofalnych znieszczeń jak inne miasta.

                                                    Rok 1040 wyznacza moment, kiedy Kraków przejmuje stołeczną role państwa, którą
                                                    sprawował faktycznie do 1609r, protokularnie i ceremonialnie do 1791, a
                                                    tytularnie do dnia dzisiejszego. Kazimierz rządząc z Krakowa przeprowadził wiele
                                                    reform, który przyniosły mu zaszczytny tytuł i przydomek - Odnowiciela.
                                                    Jego syn
                                                    Bolesła Śmiały (1058-1079) - koronował się w roku 1076.
                                                    Jego obiecujące i pełne sukcesów panowanie przerwały gwałtownie wydarzenia znane
                                                    w historii pod nazwą "sprawy św. Stanisław"
                                                    --
                                                    Do tego jeszcze powrócimy. Trochę przynudziłam, ale tylko po to żebyście
                                                    bardziej zrozumieli pewne wydarzenia, które będą się dziać teraz na naszych
                                                    oczach. wink
                                                  • rita100 Re:Nasz książe Mieszko I nie żyje. 12.06.07, 22:11
                                                    "Kraków 992r. Nasz książe Mieszko I nie żyje. Dwa lata minęły od dnia, kiedy
                                                    drużyny Polan zdobyły Kraków. Wtedy to obawialiśmy się nowego władcy i jego
                                                    okrucieństwa, o jakim prawili niezbyt mu życzliwi. Wszystko okazało się być
                                                    nieprawdą. Mieszko nasze miasto potraktował bardzo godnie i uczynił z Krakowa
                                                    jedną z siedzib książęcych.
                                                    Dwa lata jeno mninęły, a łuż poczulim więź z Polakami z Gniezna i Poznania. Ci
                                                    wprawdzie wciąż z wyższością mówią, ze pochodzą z większej Polski, a my z małej
                                                    Polski, ale cóż tam. Zawiści w tym nie ma, tylko zdrowa rywalizacja.
                                                    Ta i za 1000 lat szkody czynić nie będzie."
                                                  • rita100 Re:Ślad św. Wojciecha 12.06.07, 22:12
                                                    Około 996 zapisze się niewątpliwie w naszej pamięci. Na zaproszenie Krola
                                                    Bolesława Chrobrego przybył do nas Wojciech Sławnikowic, książe. Był on biskupem
                                                    praskim. Świątobliwy ten mąż upodobał sobie życie skromne i pełne poświęcenia
                                                    Bogu. Aliści papież nakazał mu, aby ruszył z misją do pogan, iżby ich nawracać
                                                    na wiarę. Ruszył tedy Wojciech do Polski i został życzliwie przyjęty przez
                                                    króla. Po drodze zatrzymał sie w Krakowie. Nikt, kto słyszał, nie zapomni jego
                                                    żarliwych kazań do ludu, ktore wygłaszał, stojąc u wrót niewielkiej świątyni za
                                                    miastem. Niestety, niedługo zabawił Wojciech w Krakowie. Wyjechawszy do Gdańska
                                                    ochrzcił wielkie tłumy ludu, a potem ruszył do pogan, gdzie wkrótce poniósł
                                                    męczeńską śmierć.
                                                  • rita100 Re:Król wykupił relikwie świętego. 12.06.07, 22:18
                                                    Wszelako męczeństwo to zostało nagrodzone, bo w roku Pańskim 999 papież
                                                    Sylwester II uznał Wojciecha za świętym, zaś król Bolesław Chrobry wykupiwszy
                                                    jego swięte relikwie za tyle złota, ile ważyły, umieścił je w cudnym relikwiarzu
                                                    w kościele w Gnieźnie.

                                                    U nas w Krakowie natomiast w miejscu, gdzie św. Wojciech wygłaszał kazania,
                                                    stanął kosciół pod jego wezwaniem.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=103&pos=77
                                                    Ten kościół po lewej stronie, taki malutki wobec kościoła Mariackiego

                                                    Nie wiem czy zauważyliśie, ale ten kościółek stanowi problem w znalezieniu tego
                                                    obiektu. Mówią, ze najciemniej pod latarnią, a jest to kościół znajdujący się na
                                                    płycie Rynku Głównego. I pamiętajcie , jeśli ktoś zada wam pytanie jaki kościół
                                                    znajduje się na płycie Rynku Głównego w Krakowie, to nie mówie, że Kościół
                                                    Mariacki, bo to bedzie błędna odpowiedź i zakład przegracie, tylko kościół św.
                                                    Wojciecha. Zobaczcie na zdjęciu. Wśród tylu zabytków znajdujących się na płycie
                                                    Rynku ten kościółek jakoś unika w tłumie. Ale nie teraz , kiedy go poznaliscie smile
                                                  • rita100 Re:Niezwykły dar cesarza w Gnieźnie. 12.06.07, 22:19
                                                    "Milenium i kończący się wiek wiele wywołał niepokoju. Różne po świecie krążyły
                                                    wieści, a to , ze za grzechy nasze koniec świata nadchodzi, a to, że zagłada
                                                    całego rodzaju ludzkiego jest bliska.
                                                    Jak więc odwrócić ten niepewny los ?
                                                    A więc wszyscy pielgrzymowali do Gniezna, by u grobu męczennika Wojciecha modlić
                                                    się o grzechów odpuszczenie.
                                                    Przybył też do Gniezna młody cesarz Otton III zwany Rudym. Od Tralali , ktora to
                                                    własnymi oczyma oglądała, dowiadujemy się, ze Bolesław przyjęciem zgotowanym
                                                    cesarzowi i towarzyszącym mu dostojnikom wprawił wszystkich w podziw.
                                                    Kulminacyjnym momentem pielgrzymki była modlitwa cesarza u grobu męczennika.
                                                    Wtedy to cesarz, który drogę z miasta do świątyni przebył boso, płacząc błagał
                                                    Wojciecha o wstawiennictwo w niebiosach. Następnie odczytano dwie bulle papieskie:
                                                    - pierwszą - ogłaszającą biskupa Wojciecha świętym
                                                    - drugą - mówiącej o polskiej prowincji kościelnej z biskupstwami w Gnieźnie,
                                                    Kołobrzegu, Wrocławiu i w Krakowie.
                                                    Na uczcie pożegnalnej cesarz nalożył Bolesławowi Chrobremu swój diadem, mówiąc,
                                                    że godzien jest królestwa oraz ofiarował mu, w zamian za relikwie Wojciechowe,
                                                    włócznię św. Maurycego zwaną Świętą Włócznią. Zaliczana jest ona do największych
                                                    pamiątek skarbca katedry wawelskiej."

                                                    Tak nom poziada Tralala, a jo musza skóknóńć do skarbca i łobaczyć czy eszcze
                                                    tam je. Może i łobrazecek knypsna.
                                                    Zaro, jo tu rychtycznie dzieś mom.
                                                  • rita100 Re:Dzienniki z Hiszpanii 12.06.07, 22:20
                                                    Kraków - Praga - Kordoba Xw.
                                                    Wszyscy znają reportera Ibrahima ibn Jakuba. Przypomnijmy, że ten słynny
                                                    podróżnik pochodzenia żydowskiego w latach 965-66 wybrał się z Hiszpanii, aż w
                                                    nasze strony. Jego reportaże z podróży są powszechnie znane. Okazuje się, ze
                                                    wszelako Ibrahima ibn Jakub prowadził dziennik, w ktorym zapisywał na gorąco
                                                    swoje wrażenia. Dopiero niedawno ujawniono te zapiski, tym cenniejsze, ze
                                                    surowe, nie opracowane, zatem bardziej prawdziwe. Zanim ukażą się drukiem,
                                                    publikujemy - zachowując pisownię oryginału - jako pierwsi fragmenty.

                                                    Panie i Panowie z Warniji oto one:

                                                    środa. Ledwo żyje. Załydzien przez las, bardzo wiele lasów mają, nazywa się
                                                    'puszcza'. Wieczorem nocleg w szalasie. Wieczerza bardzo obfita.

                                                    czwartek. Piekne miasto Olakus (Olkusz). Wieczerza bardzo obfita, duzo miesa,
                                                    duzo mioda, duzo rybow. Srebra duzo kopią.

                                                    sobota. Nic wtorek. Piękna ziemia, chłopy orają gęsto, zboze wysokie na caly
                                                    chlop, dziw bierze.

                                                    czwartek. Koło urwało sie zepsula sie pisata chlopy pomogli. Wieczerza obfita,
                                                    duzo miodu, duzo placki. Piekne bialeglowy piatek. Karako (Kraków). Miasto
                                                    bardzo piekne, duzo domow drewnianych, ulice tez drewniane albo slomniane. Kladą
                                                    na ulice tarcice tak, że nie ma błota. Domy gesto kolo siebie.

                                                    wtorek. Dokoła duzo rzek i obfitosc ryb. Środek miasta zajmuje targ, a czego tam
                                                    nie ma - jest i mieso, i zboze, i ryby rozmaite, i mod i piwo, a takze żelazo.
                                                    Są skory i futra bardzo piekne i sukno. W wielu domach tkackie wrsztaty.
                                                    Najpiekniejsza rzecz jantar, tak pieknie wyrobiony, ze w środku nieraz mucha
                                                    siedzi jak żywa. Bardzo osobliwa rzecz.

                                                    Środa. Ćwierć dnia drogi od miasta jest Welecka (Wieliczka) gdzie warzą sól.
                                                    Duże bogactwo. Czwartek. Na górze wysokiej gród potężny bardzo, dostęp do niego
                                                    po stromej skale. Wał wysoki dokoła, wieza wysoka kształtna, straże srogie.

                                                    piątek. Korale handlują się bardzo dobrze. Bialeglowy urody wielkiej, wlosy u
                                                    nich jasne, płeć jasna, chichotliwe sobota.nic.

                                                    ----
                                                    hehe, fajny dziennik, tylko co oznacza jantar , tak piekny, że mucha siedzi ?
                                                  • rita100 Re:Druga bajka Krakowska 12.06.07, 22:21
                                                    Maciej Radwan Rybiński
                                                    "Odesłani Cyryl i Metody"
                                                    Biedne dzieci, którym w szkołach wmawiają, ze Krak, Smok Wawelski i Wanda to
                                                    legendy i klechdy. Biedni dorośli, ktorzy z całą powagą, że chrzest Polski
                                                    nastąpił w roku 966, kiedy najpierw Dubrawa poprowadziła Mieszka do
                                                    chrzcielnicy, a potem Mieszko Dubrawę do ołtarza. Owszem , Mieszko z Dubrawą
                                                    prowadzili się wzajemnie, ale mieszkańcy Krakowa przyglądali się temu i
                                                    chichotali - patrzcie, baba prowadzi tego poganina. Ciekawe, czy mu się chrzest
                                                    przyjmie ? W końcu się przyjął, ale z trudem.
                                                    Tymczasem, kiedy jeszcze Mieszko wraz ze swym ojcem Siemowitem uprawiali
                                                    wielomałżeństwo, w Krakowie od stu już bez mała lat dzwony zwoływaly wiernych
                                                    na modlitwę. A jeśli nawet nie było dzwonów, to krakowianie i tak się schodzili,
                                                    bo byli ochrzczeni. Zupełnie jak dzisiaj. Podczas gdy pod Kaliszem, mordowano
                                                    podstępnie dla pieniędzy misjonarzy, żeby ich zwłoki odsprzedawać na relikwie,
                                                    najpierw w całości, a potem w kawałkach, bo we fragmentach wychodzili drozej, a
                                                    Wielkopolanie zawsze byli pazerni i skąpi. Malopolanie wiślaccy dawno już
                                                    wybrali opcję europejską. I to właściwą. Dlatego mogli w IX wieku odesłać Cyryla
                                                    i Metodego w kierunku Moskwy. Bizancjum powiedzieli im - to nie dla nas. Za dużo
                                                    pompy, kadzidła i bicia poklonów. To dobre dla Rusi. Oni to lubią. My may Rzym i
                                                    nasze biskupstwo w Pradze. Cyrylica też nam nie odpowiada. Za dużo zawijasow.
                                                    Łacina to coś dla nas.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Druga bajka Krakowska 12.06.07, 22:21
                                                    To wszystko się przed Polakami ukrywa. Coś tam sie opowiada o Polanach, którzy
                                                    mieszkali w chatach z bali na polach, a nie wspomina, ze w X wieku Kraków był
                                                    dużym miastem z grodem obronnym - Wawelem, podgrodziem, portem handlowym na
                                                    Wiśle, a nad wszystkim od dwóch wieków czuwał grobowiec Kraka, rozmiarami
                                                    dorównujący piramidom egipskim. Nawet Ibrahim ibn Jakub, podróżnik arabski,
                                                    ktory niejedno widział, był pod wrazeniem Krakowa, a zwłaszcza urody krakowianek.

                                                    I dziś, ponad tysiąc lat później, podróżujący ze wszystkich stron świata te same
                                                    mają refleksje, co pokazuje dobitnie, ze Kraków jest najtrwalszą opoką.

                                                    Koniec bajeczki drugiej
                                                  • rita100 Re:Budowa katedry i sensacyjny dziennik budowy 13.06.07, 21:13
                                                    Król Bolesław Chrobry wykazywał wielką gorliwość około budowy kościołów. W
                                                    Krakowie, na Wawelu własnym kosztem wzniósł katedrę dla biskupa. Długo to trwało
                                                    bo budowla była wielka i wspaniała. Może właśnie wtedy zrodziło się znane
                                                    powiedzenie 'nie od razu Kraków zbudowano' ?
                                                    Domysł ów potwierdza sensacyjne odkrycie. W bibliotece kapitulnej odnaleziono
                                                    dziennik budowy katedry. A to stanowi niebywałą sensację, bo przecież pisał go
                                                    budowniczy a zatem nie tylko mnisi umieją pisać.

                                                    Jakże wspaniałe jest królestwo Bolesława, w którym nawet kamieniarze umieją
                                                    władać piórem, nie tylko kamieniem.

                                                    Panie i Panowie odkrywamy przed wami ten sensacyjny fragment dziennika :

                                                    wtorek: kładziemy kamienie
                                                    środa: kładziemy kamienie
                                                    czwartek: kładziemy kamienie
                                                    piątek: okropnie leje
                                                    sobota: kładziemy kamienie
                                                    poniedziałek: kładziemy kamienie
                                                    wtorek: kładziemy kamienie
                                                    piątek: kładzie...

                                                    Tak właśnie, kamień po kamieniu wznoszono katedrę Chrobrego.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=381
                                                    Tero ziam, co musza eszcze roz jiśc do Katedry.
                                                  • rita100 Re:Śmierć króla Bolesława Chrobrego 1025r 13.06.07, 21:19
                                                    Ostatnie słowa Chrobrego
                                                    "Jak nam donoszą z Poznania, wicie rozesłano na cały kraj. Od Szczecina po Grody
                                                    Czerwieńskie, od Gniezna po Kraków, Wrocław, Płock, Nakło wszystko smutkiem i
                                                    żałobą się okryło. Wielki Bolesław odszedł z tego świata. Gallus, co to swego
                                                    nazwiska nie chciał objawić, tak zanotował ostatnie słowa, którymi wielki król
                                                    na łożu boleści żegnał się z najbliższymi:

                                                    .... Już jakby w niejasnym odbiciu widzę potomstwo królewskie, błąkające się na
                                                    wygnaniu i błagające o miłosierdzie u wrogów, których ja nogami podeptałem !
                                                    Widzę też z daleka, jak z lędźwi moich rodzi się jak gdyby karbunkuł świetlisty,
                                                    który ująwszy rękojeść miecza, całą Polskę swym rozjaśni blaskiem."

                                                    Czyżby to były prorocze słowa ?

                                                    Następnie władzę objął wnuk Bolesława Mieszko II, który wraz z żoną i synem
                                                    Kazimierzem zmuszony został do ucieczki. Kiedy w 1040 roku zmarł ojciec,
                                                    Kazimierz powrócił do królestwa i rządził z Krakowa. Przeprowadził wiele reform
                                                    dlatego miał przydomek - Odnowiciel.
                                                  • rita100 Re:Trzecia bajka krakowska 13.06.07, 21:21
                                                    napisana przez Macieja Radwana Rynińskiego nosi tytuł:
                                                    "Korona za złoto"

                                                    Mieszko I, który był awanturniczego usposobienia, bił się ze wszystkimi dookoła,
                                                    a zwłaszcza z Wieletami i Brandenburgami o odzyskanie ziem odzyskanych. Bił się
                                                    też z Czechami o Śląsk. Małopolanie i Krakusy w tym czasie żyli sobie spokojnie,
                                                    handlując ze wszystkimi, bogacąc się i kładąc zręby cywilizacji i kultury.
                                                    Samodzielne biskupstwo krakowskie powstało decyzją papieża Sylwestra w roku 999.
                                                    W tym samym roku Kraków, już po śmierci Mieszka I, dostał się pod panowanie
                                                    dynastii piastowskiej. Ale to nieprawda, ze Bolesław Chrobry przyłączył Kraków
                                                    do swego państwa. Przeciwnie, to państwo piastowskie przyłączyło sie do Krakowa.
                                                    Nie odbyło się też bez oporu krakowian, ktorzy przewidująco wcale nie chcieli,
                                                    żeby każdy się do nich przyłączał !

                                                    W roku 1000 do Gniezna przyjechał cesarz Otton III, który przyznał Bolesławowi
                                                    władzę i tytuł krolewski. Naprawdę było to tak, ze Chrobry kazał damom i
                                                    rycerzom założyć na powitanie cesarza wszystkie ozdoby i klejnoty. Zobaczywszy
                                                    tyle złota cesarz zawołał:
                                                    - Nie godzi sie tak bogatego męża nazywać księciem lub komesem, lecz wypada
                                                    wynieść go na tron królewski. Po czym Otton zdjął własną koronę i włożył ja na
                                                    głowę Chrobrego, zabierając w zamian klejnoty i złotą zastawę.
                                                    Był to pierwszy, potwierdzony historycznie przypadek dojścia w Polsce do władzy
                                                    za pomocą korupcji.
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Trzecia bajka krakowska 13.06.07, 21:21
                                                    Mimo koronacji okazało się szybko, że krakowianie mieli - jak zwykle - rację,
                                                    odnosząc się powściągliwie do przyłączenia się do nich Wielkopolski i całej
                                                    reszty. To, co nastąpiło później, to zamieszanie dziejowe, z którym do dziś nie
                                                    można sobie poradzić. Trwały wojny ze wszystkimi sąsiadami. Tradycyjnie utracono
                                                    część ziem odzyskanych na rzecz Niemców. Walczono z Rusią nie bez strat, bo to
                                                    właśnie wtedy Chrobry wyszczerbił miecz o bramę Kijowa. Jeszcze gorzej było po
                                                    śmierci Bolesława, kiedy wybuchła wojna domowa, między trzema synami zmarłego
                                                    krola - Mieszkiem II, Bezprymem i Ottonem. Korzystając z chaosu, żona Mieszka,
                                                    Rycheza, ukradła i wywiozła z Polski insygnia władzy krolewskiej. Książe czeski
                                                    Brzetsław zajął i złupił Gniezno i Poznań.
                                                    Kolejnego władcę, Kazimierza wygnano natychmiast z Polski. Wrócił dopiero w roku
                                                    1034 i jedną z jego pierwszych decyzji było ustanowienie stolicy w Krakowie.
                                                    Dlatego do dziś nazywanym jest Odnowicielem, a nie dlatego, ze zastał Polskę
                                                    drewnianą, a zostawił murowaną. Kraków zastał już przecież murowany.
                                                  • rita100 Re:Sprawa biskupa Stanisława 13.06.07, 21:23
                                                    Powracamy do tej sprawy, bo wywarła wielki wpływ w dziejach naszego państwa.
                                                    Pamiętacie, że po Kazimierzu przydomek Odnowiciel na tron zasiadł jego syn
                                                    Bolesław Śmiały też znany jako Bolesław Szczodry bo ponoć był hojny. Zapowiadał
                                                    on , że nikt w jego państwie biedny być nie może. A swoją drogą, któż tego nie
                                                    mówił, jakie to odwieczne i wciąż aktualne hasło wyborcze. Ale wracajmy w tamte
                                                    czasy.
                                                    Bolesław Śmiały (1058-1079), koronował się w roku 1076. Jego obiecujące i pełne
                                                    sukcesów panowanie przerwały gwałtownie wydarzenia zwane w historii pod nazwą
                                                    "sprawy św. Stanisława"

                                                    "Wydarzenia te wywarły wielki wpływ na ciąg dalszy dziejów miasta. Konflikt
                                                    pomiędzy królem i krakowskim biskupem Stanisławem ze Szczepanowa zrodził się na
                                                    tle walki kościoła o autonomię i konieczność wyznaczenia w związku z tym,
                                                    granicy powinności względem państwa.
                                                    Sytuację dodatkowo zaogniło opozycja możnych skupionych wokół biskupa
                                                    Stanisława, którzy sprawę chcieli wykorzystać do osłabienia władzy krolewskiej.
                                                    Król oskarżywszy Biskupa o zdradę kazał go zamordować w 1079 r, co zostało
                                                    wykonane z dużą brutalnością. Tradycja przekazała, że Stanisław został zabity
                                                    przy ołtarzu kościoła na Skałce, a następnie poćwiartowany.
                                                    Król Bolesław Śmiały musiał uciekać, a władzę po nim musiał objąć jego młodszy
                                                    brat Władysław Herman."

                                                    Zostańmy jeszcze przy Stanisławie, bo jest pewna legenda, która..... stała się
                                                    przepowiednią.
                                                  • rita100 Re:OŁTARZ OJCZYZNY 13.06.07, 21:26
                                                    W 1088 r. zwłoki Stanisława zostały przeniesione na Wawel, gdzie zaczęły
                                                    odbierać częśc jako relikwie świętego. W czasach rozbicia dzielnicowego Polski
                                                    kult św. Stanisława, przekraczający granicę podzielonego państwa odgrywał rolę
                                                    integrującą, a popularna legenda przyrównywała sytuację Polski do
                                                    rozczłonkowanego ciała Stanisława. Biskupa ze Szczepanowa kanonizowano w 1253r.
                                                    W 1629r wybudowano na środku katedry mauzoleum, do którego przeniesiono zwłoki
                                                    św.Stanisława. Miejsce to do dziś uchodzi za swoisty 'ołtarz ojczyzny'.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=446
                                                    Św. Stanisław, obok św. Wojciecha, patrona Polski, jest także obok św. Floriana
                                                    patronem Krakowa.

                                                    Jak strasznie ważne miejsce w świadomosci narodowej zajmowała pamięć o tej
                                                    sparwie może świadczyć legenda, która w rzeczy samej jest przesądem.

                                                    Otóż św. Stanisław miał rzekomo rzucić klątwę na każdego władcę Polski, który
                                                    miał nadane, przez nierozwagę rodziców, imię Stanisław. Po pierwsze nigdy nie
                                                    zostanie koronowany w Krakowie, po drugie jego władanie zakończy się odsunięciem
                                                    od władzy, po trzecie jego ciało po śmierci nie zostanie złożone na Wawelu. Kto
                                                    nie wierzy niech zaglądnie do encyklopedii pod hasła Stanisław Leszczyński i
                                                    Stanisław Poniatowski.
                                                    Dodajmy od razu, ze w Krakowie ósmym grzechem głównym jest nieprzestrzeganie
                                                    tradycji i niewiara w miejscowe legendy."
                                                  • rita100 Re:Gorąca relacja Tralali gnieźnieńskiej 13.06.07, 21:27
                                                    Rany, rany tragedia na Skałce
                                                    Rozpacz, zdumienie, niedowierzanie w samym mieście Kraków. Drodzy Gnieźnianianie
                                                    co tam się dzieje w tym grodzie wawelskim, co sie dzieje. Powiadają, że nasz
                                                    Bolesław Śmiały zamordował biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Mimo szczelnego
                                                    kordonu przedostałam się przez straż otaczający kosciół na Skałce. Dotarłam do
                                                    diakona posługującego biskupowi do porannej mszy. Przerażony, znajduje się w
                                                    szoku, świeżo wyświęcony diakon powiedział mi tylko:
                                                    - Król ! Król ze służbą ! Wpadł do światyni ! Strasznie krzyczał i miecz miał w
                                                    dłoni! Uderzył mieczem w tył głowy! A potem tyle krwi! Straszne, straszne !
                                                    Oj, nie darmo ludziska nazywają naszego władcę raz "Szczodry", innym razem
                                                    "śmiały". Co teraz bedzie ?
                                                    Nie wiem. Ale król zamknął się na Wawelu. Jedno jest pewne. Ten czyn będzie miał
                                                    swoje konsekwencje, zapewne smutne dla naszego młodego królestwa.

                                                    Zawijam kiece i lece do Gniezna, oj, boje się boję..... wink)))
                                                  • rita100 Re:Na tropie prawdy 13.06.07, 21:30
                                                    "O co naprawdę poszło krolowi i biskupowi ? Tego do końca nie wiemy, a być może
                                                    i nie dowiemy się. Prawdą jest natomiast, iż na pewno nie o kilka wszetecznych
                                                    dziewek lub o jednorazową popędliwą surowość króla.
                                                    Bolesław wielokrotnie dawał do zrozumienia, ze biskup jest zdrajcą. Cóż to
                                                    jednak oznaczało ? Czy każdy sprzeciw woli króla jest zdradą ? Stanisław na
                                                    kazaniach prawił, że jest pasterzem Kościoła, którego powinnością jest dbać o
                                                    zbawienie dusz dla królestwa niebieskiego, nie o interes polityczny krolestwa
                                                    ziemskiego.

                                                    Tak czy inaczej wyrok w tej sprawie wydadzą przyszłe pokolenia, a na naszej
                                                    młodej stolicy biskupiej nieprędko zasiądzie ktoś, kto odważy się przybrać imię
                                                    Stanisław. Najwcześniej za dziesięć stuleci, czyli w XXI wieku."

                                                    Tak się ma 'sprawa św. Stanisława'.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=446&pos=3
                                                    tu, tu widzicie na łobrazecku. Jest tam na miejscu źródełko św. Stanisława, z
                                                    którego po wypiciu łyka wody ugasisz każde pragnienie. Mówią, ze to źródełko
                                                    leczy, tak mówią, może jest to prawda, ale ja wam powiem, że zródełko to leczy
                                                    duszę, zbłakaną, rozstrzaskaną wewnętrznie. Tak bym chyba to ujęła.
                                                    No jó !
                                                    Od tego miejsca powinniśmy zwiedzać Kraków od strony historycznej.
                                                  • rita100 Re:Władaysław Herman 14.06.07, 20:29

                                                    miał podobno do Krakowa dużą niechęć i dlatego chętnie uciekał do mazowieckiego
                                                    Płocka. Jak mówi legenda, od wilgoci i niedobrego klimatu panującego w stolicy,
                                                    nabawił sie choroby wrzodowej. Zdrowie przywróciły mu okłady, z kwiatów , które
                                                    wyrosły na piasku, w miejscu objawionym mu we śnie przez Najświętszą Marię
                                                    Pannę. Miejsce to zostało nazwane "Na Piasku", a władca z wdzieczności wystawił
                                                    tu kosciół, który dał początek barokowej świątyni oo.Karmelitów.
                                                  • rita100 Re:Cudowne uzdrowienie 1090 14.06.07, 20:31
                                                    Kraków - Płock 1090
                                                    Tralala zapisuje w dzienniku gnieźnieńskim tak:
                                                    "Książe Władysław Herman, brat Bolesława Szczodrego, który po tragicznym zgonie
                                                    biskupa Stanisława i wygnaniu króla objął władzę w Polsce, nie podziela upodobań
                                                    dziada, ojca i brata i nad uroki Wawelu przedkłada płocką skarpę.
                                                    Niestety , szkorbut i inne choroby i wrzody męczą od pewnego czasu Władysława
                                                    Hermana, który z bólu nie wiedział, co począć, bo żadne leki nie przyniosły mu
                                                    ulgi. Ostatniego czasu jak mówi jego medyk znużony, obolały Władysław Herman
                                                    zasnął. W śnie ujawiła mu się piękna niewiasta, która kazała mu się udać
                                                    nieopodal miasta i tam szukać ukojenia. Tak też zrobił, pojechał za miasto i
                                                    kopał ziemię, aż dokopał się białego jak śnieg piasku, gdy przetarł nim miejsce
                                                    obolała, choroba jak za dotknięciem cudownej różczki ustąpiła.
                                                    I tak wdzięczny książę na tym miejscu postawił kosciół, który powinien się zwać
                                                    Matki Boskiej Śnieżnej Na Piasku.
                                                  • rita100 Re:Tajemniczy gość księcia Bolesława 14.06.07, 20:35
                                                    Kraków 1130 r.
                                                    W ostatnią niedzielę na niedzielnej mszy , nasza redaktorka gnieźnieńska Tralala
                                                    siedząc , zauważyła w prezbiterium katedry wawelskiej nową, nieznaną wcześniej
                                                    postać. Mąż ów siedział blisko księcia i cieszył się wyraźnie jego względami.
                                                    Kim jest tajemniczy nieznajomy ? Podchodzi do Krystka z Wolbromia, na pewno coś
                                                    nam powie.
                                                    - Na dworze księcia nowa twarz. Kto to ? Poseł obcego kraju ? Nowy doradca
                                                    księcia? - pyta Tralala
                                                    - Ani to, ani to. To kronikarz !
                                                    - ??????
                                                    - Też nie znałem tego słowa - mówi Krystek - Kronikarz to ten, co rok po roku
                                                    opisuje życie sławnych mężów i wielkich krajów. Nasz książe zasługuje na takie
                                                    upamietnienie.
                                                    - Z pewnością tak - odpowiada Tralala - ale skąd ów... kronikarz czerpie wiedzę
                                                    dla kreślenia swego dzieła ?
                                                    - Nasz gość wiele czyta, szpera w starych archiwach, ale najczęściej godzinami
                                                    rozmawia ze starymi ludźmi, słucha, notuje, a potem wieczorami przy świecy pisze
                                                    swoją kronikę.
                                                    - Kiedy będzie można ja przeczytać ?
                                                    - Powstają trzy księgi. Dwie pierwsze mówią o czasach najdawniejszych i te -
                                                    myślę - w krórce będą dostępne w zamkowej czytelni.
                                                    - Ostatnie pytanie, bo muszę pilnie poinformować Gniezno. Jak się nazywa ów
                                                    kronikarz ? Z jakiego kraju pochodzi ?
                                                    - Nie jestem upoważniony do przekazania tej informacji. Ostatni rozkaz księcia
                                                    stanowi, ze osobiste dane jego współpracowników mają być chronione przed obcymi.

                                                    Donoszę uprzejmie, że Tralala gnieźnieńska śledziła ukradkiem owego kronikarza i
                                                    tak napisał w swoich dopiskach wink
                                                    "Mąż ten niby jutrznie z brewiarza odmawiał, ale myśląc, ze nikt nie widzi,
                                                    ślimaki wielkie, co to na lisciach winogron siedzą, do kaptura wkładał. Musi
                                                    więc z Galli pochodzić, bo tam wolą to paskudztwo, zamiast kapusty z grochem
                                                    zjadać (tfu!). A jak imię swoje chce zataić, to znać go będziemy Gallem Anonimem
                                                    !!!!"
                                                  • rita100 Re:Testament Bolesławe 1138r 14.06.07, 20:37
                                                    Kraków 1138r
                                                    Wielką żałobą okryła się cała ziemia polska. Odszedł z tego świata najlepszy z
                                                    władców, książe Bolesław Krzywousty. Potęga umysłu. Bowiem książę, w trosce o
                                                    jedność swego państwa pozostawił nam testament. W dokumencie owym podzielił
                                                    państwo na dzielnice pomiędzy swoich synów, iżby sie nie wadzili między sobą.
                                                    Tak tedy Władysławowi przypadł Śląsk, Bolesławowi Mazowsze, Mieszkowi
                                                    Wielkopolska, zaś Henrykowi ziemia sandomierska. Te oddał w dziedziczne
                                                    władanie. Ale nie koniec na tym. Książe Bolesław Krzywousty wykroił jeszcze
                                                    dzielnicę, na którą składały się częsci Pomorza, Kujaw, Wielkoposki, ziemi
                                                    sieradzko-łęczyckiej i krakowskiej. Dzielnica ta przypadać ma zawsze
                                                    najstarszemu z synów, seniorowi.

                                                    Podziwiamy przeto mądrość naszego świętej pamięci pana, a przy tym cieszymy się
                                                    niezmiernie, jako że stolicą owej senioralnej dzielnicy będzie Kraków. To wiemy,
                                                    ze nie ma ważniejszego miasta niz nasze. Testament księcia Krzywoustego niejako
                                                    to przypieczętował, za co wdzięczność nasza i uznanie.
                                                  • rita100 Re:Czwarta bajka krakowska 14.06.07, 20:39
                                                    Maciej Radwan Rybiński
                                                    "Prawdziwy władca tylko z Krakowa"

                                                    Bolesław Śmiały wcale nie był taki śmiały. Przeciwnie, bardzo był wstydliwy, co
                                                    zresztą w rodzie Piastów często sie zdarzało. Jego przydomek wziął się stąd, ze
                                                    kiedy chował się po katach, wołano za nim - Bolek, wyłaź ! Bolek , bądź śmiały !
                                                    Lud słysząc te okrzyki, dochodzące z Wawelu mówił: - nasz Bolesław, ten jest
                                                    Śmiały. I tak zostało: Bolesław miał jeszcze drugi pseudonim, Szczodry,
                                                    przypisany mu także przez nieporozumienie. W roku 1068 u stóp krola wielmożni z
                                                    różnych krajów składali daniny w złocie i srebrze. Zebrała się góra pieniędzy i
                                                    klejnotów, na widok której pewien mnich zaczął jęczeć i wzdychać, że to by
                                                    chciał. Bolesław pozwolił mu zabrać tyle skarbów, ile zdoła unieść. Mnich zdjął
                                                    habit, napakował go jak worek, zarzucił na plecy i skonał z wysiłku. Bolesław
                                                    nie pozwolił go pochować, tylko kazał utopić chciwca w Wiśle, razem z klejnotami.
                                                    Był to pierwszy drastyczny przykład antyklerykalizmy króla. Ale nie ostatni. W
                                                    kwietniu 1079 roku Bolesław zamordował biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Różnie
                                                    mówią, jak tam było - albo król osobiście przebił mieczem biskupa przy ołtarzu w
                                                    kosciele Dominikanów, albo kazał go poćwiartować na pniu, który do dziś
                                                    przechowują na Skałce. Nie wiadomo też dokładnie, za co król zabił biskupa.
                                                    Niewykluczone, ze miał rację pewien bardzo stary mieszkaniec Krakowa, który
                                                    powiedział mi, ze Bolesław bardzo Stanisława nie lubił. Ale mogło być też i
                                                    całkiem inaczej, bo wszystko, co w tej sprawie wiemy, pochodzi od pewnego Galla,
                                                    piszącego Anonimy, którego nie należy mylić z Gallem, biskupem polowym WP w II
                                                    Rzeczpospolitej, który naprawdę nazywał się Gała, tylko zmienił nazwisko, żeby
                                                    było ładniejsze.
                                                    Anonimowy Gall sam był mnichem, więc mógł coś przekręcić, zwłaszcza że w tych
                                                    czasach nie wynaleziono jeszcze cenzury ani poprawności politycznej.
                                                    Cała historia z królem i biskupem stała sie na wieki symbolem konfliktu władzy
                                                    duchownej i świeckiej, osiągając szczyt popularności w PRL, kiedy każdy
                                                    sekretarz KC PZPR czuł się Bolesławem Śmiałym, tylko nie miał odwagi, zeby
                                                    pojechać do Krakowa. W każdym razie pogłoski, ze Bolesław Śmiały był
                                                    Towarzyszem, należy uznać za przesadzone.
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Czwarta bajka krakowska 14.06.07, 20:40
                                                    Po rządach następcy Bolesława - Władysława Hermana władzę objął Bolesław
                                                    Krzywousty, nazywany tak dla pewnych efektów urody. Ale że władza upiększa,
                                                    Bolesław miał powodzenie, dwie żony z zacnych rodów i moc nałożnic. Był bardzo
                                                    dzielny w polu i w łożnicy, wygrał wiele wojen, nie tylko z cesarzem Henrykiem
                                                    V, ale i z własnymi krewnymi. Brata Zbigniewa oślepił i zabił, ale odprawił
                                                    potem pokutę, co przyniosło mu ulgę. Spłodził pięciu synów i dla uniknięcia
                                                    masakry podzielił Polskę miedzy nich i na dzielnice. Nie było to posunięcie
                                                    najszczęśliwsze, bo żaden z braci nie chciał się zadowolić swoim. Jedna tylko
                                                    zasada wprowadzona przez Krzywoustego okazała się prorocza, kto jest princepsem,
                                                    ten ma władzę zwierzchnią, ten rządzi Krakowem. I tak zostało do dziś. Kto włada
                                                    Krakowem, choćby tylko duchowo i intelektualnie, ten jest prawdziwym władcą
                                                    Polski. Reszta to plewy. wink
                                                    --
                                                    dobry jest ten Pan Maciej, ale czekają w kolejce dalsze bajeczki jeszcze lepsze,
                                                    np. o Kaczyńskich w grocie Łokietka w Ojcowie.
                                                  • rita100 Re:Tajemnicza śmierć Kazia Sprawiedliwego 14.06.07, 20:43
                                                    Kraków 1194
                                                    Miastem Krakowem i dzielnicą krakowską, a rychło wszystkimi ziemiami
                                                    piastowskich książąt wstrząsneła wieść niespodziewana i bolesna; po dniu
                                                    pracowitym i pogodnym Kazimierz Sprawiedliwy, jako to było w jego zwyczaju
                                                    zasiadł do biesady z gośćmi i dworzanami.
                                                    Jak opowiedział mistrz paryskiego Uniwersytetu Wincenty Kadłubek, w ów czas
                                                    współpracownik monarchy: "Kiedy wszyscy się radowali wspólnie, król, ta jedyna
                                                    gwiazda państwa, właśnie wtenczas, gdy niektóre pytania o zbawieniu duszy
                                                    kapłanom zadawał, wychyliwszy mały puchar, na ziemię , upadł i umarł. Bo nie ma
                                                    tu (na ziemi) ani jednej kropli bez goryczy. Wypił i padł na ziemię."
                                                  • rita100 Re:Piąta bajka krakowska 14.06.07, 20:44
                                                    Maciej Radwan Rybiński
                                                    "Dziś diabła nie ma ?"

                                                    Naonczas działy się w Krakowie dziwne rzeczy. Zwłaszcza z oceną przez lud
                                                    czołowych polityków ówczesnych czasów. Władysław II nie doczekał się przydomku
                                                    Okrutny, chociaż kazał swojemu ulubionemu rycerzowi Piotrowi Włostowicowi
                                                    najpierw wykuć oczy i urwać język, a potem, ponieważ mu mało, jeszcze uciąć
                                                    głowę. Widocznie lud bał się, że zły przydomek tak rozeźli króla, iż głowy
                                                    zaczną spadać masowo. Zresztą na wszelki wypadek wygnano go z Krakowa, a to była
                                                    większa kara niż łupienie oczu. Z kolei Kazimierz II miał przydomek
                                                    Sprawiedliwego, ale sprawa z dzisiejszego punktu widzenia nie jest wcale jasna.
                                                    Podobno przyznano mu ten zaszczytny tytuł za to, że kiedy pewien młodzieniec
                                                    uderzył go w twarz przy w grze w kości i został skazany za obrazę majestatu na
                                                    śmierć, Kazimierz darował mu życie i wygłosił przy tym wzniosłą mowę o
                                                    roztropności i rozumie.

                                                    Trzeba sobie zadać pytanie, czy Kazimierz Sprawiedliwy mógłby być dziś liderem
                                                    Prawa i Sprawiedliwości i czy w ogóle nadawałby się z jego poglądami do
                                                    któregokolwiek z ugrupowań i czy miałby szansę na karierę polityczną, czy
                                                    skończyłby w klasztorze Franciszkanów przy Grodzkiej. Nie ma przecież
                                                    wątpliwości, ze żaden z dzisiejszych polityków, a już zwłaszcza sprawujących
                                                    władzę, dostawszy po gębie, wybaczyłby winowajcy i jeszcze wygłaszał rzewne
                                                    kazania. Takich cudów, jakie działy się w Krakowie wtedy, dziś nie ma, zwłaszcza
                                                    w Warszawie.
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Piąta bajka krakowska 14.06.07, 20:45
                                                    Natomiast krwiożerczy Władysław Wygnaniec zrobiłby zawrotną karierę, szczególnie
                                                    w LPR, a wyłupywanie oczu i wyrywanie języka byłyby transmitowane na żywo przez
                                                    radio. Wtedy radia nie było, był tylko mistrz Wincenty Kadłubek, któremu
                                                    zawdzięczamy te opowieści. To świadczy o potędze słowa pisanego juz w wieku XII.
                                                    Bo przecież Kadłubek, mógł to opisywać wszystko odwrotnie a wtedy Kazimierz
                                                    byłby Niesprawiedliwy, a Władysław Łagodny. Biedne dzieci miały fałszywy obraz
                                                    tamtej epoki.

                                                    A były to czasy, gdy w Krakowie, pojawił się diabeł i zaczął robić swoje
                                                    sztuczki. Oczywiście diabelskie. Pewnego duchownego znaleziono pod łożem
                                                    ladacznicy. Zrobiłby się niewątpliwie skandal, gdy nie wytłumaczono, ze to złuda
                                                    diabelska. To diabeł dla omamienia wiernych przyjął postać duchownego, w dodatku
                                                    biskupa, i w tej roli figlował z nierządnicą. Także i ta wersja przeszła do
                                                    historii. Dziś diabła nie ma, jego rolę przejęły archiwa IPN. Ciekawe jest, czy
                                                    w przyszłych kronikach młodych Kadłubków zwycięży wersja i złudzie czy o
                                                    nierządzie. A sporo od tego zależy.
                                                  • rita100 Re:Miasto Senioralne (1138-1320) 14.06.07, 20:46
                                                    "Rozdrobnienia państwa nie udało się uniknąć mimo przemyślanych starań Bolesława
                                                    Krzywoustego. W latach rozbicia dzielnicowego (1138-1320), im bardziej słabła
                                                    pozycja Polski na arenie międzynarodowej to paradoksalnie pozycja Krakowa rosła
                                                    w górę tak politycznie jak i gospodarczo.
                                                    Pomijając straszny czas najazdów tatarskich, szczegolnie ten z 1241, a kończy
                                                    odparta od bram miejskich wyprawa Mongołów z 1287r, to właśnie w okresie
                                                    rozbicia dzielnicowego Kraków uzyskał fundamenty swej potęgi.
                                                    Każdy z książąt piastowskich, a jak na złość w tych trudnych dla kraju czasach
                                                    dynastia ta była płodna nad podziw, patrzył łakomym wzrokiem na wawelskie
                                                    wzgórze, którego posiadanie dawało przewagę nad innym krewniakami i pozwalało na
                                                    dumną koronę Wielkiego Księcia.

                                                    W 1286 r Leszek Czarny wyraził zgode na otoczenie miasta murami, w 1306
                                                    Władysław Łokietek nadał Krakowowi wagę, a w 1257 roku Bolesław Wstydliwy
                                                    ulokował miasto."

                                                    Tak wszyscy musieli na to pracować.
                                                  • rita100 Re:Miedzy Hanzą a Lewantem 14.06.07, 20:49
                                                    Kraków się rozwijał jak cholera, niesamowita ilość powstawała obiektów,
                                                    kościołów, domów i co dalej.... nic tylko podziwiać...
                                                    Książe Bolesław Wstydliwy swój przydomek zawdzięczał ślubom czystości, jakie
                                                    zawarł zgodnie ze swoją małżonką bł. Kingą. W XXIw. niewątpliwie szokuje
                                                    świadomość, ze czystość tę rozumiano jako absolutną wstrzemięźliwość od aktów
                                                    pożycia w małżeństwie. Sam książe, jako polityk i wódz, niczym szczególnym się
                                                    nie wyróżniał poza porażkami, ale jako gospodarz wykazał się talentem i
                                                    dalekowzrocznością godną podziwu i zazdrości i miał on doniosły wpływ na
                                                    historię Krakowa.

                                                    Na skutek najazdów tatarskich i rozwoju sztuki żeglarskiej utracił Kraków
                                                    przejściowo swe znaczenie handel śródziemnomorski. Nowe szlaki zaczęły się
                                                    wytyczać. Kraków na tych nowych szlakach handlowych stanowił dobrym punktem
                                                    handlowym , dlatego sciągali do niego i kupcy i rzemieślnicy z Niemiec. Kiedy
                                                    Kraków przejął w swoje ręce handel miedzią ze złóż węgierskich na Słowacji,
                                                    osiągną szczyt gospodarczej potęgi. Wyrazem tego było członkowstwo w Hanzie. W
                                                    ciągu XIV wieku ustaliły się też powiązania Krakowa z Norymbergią, Lipskiem,
                                                    Brugią i Gdańskiem.
                                                    Dlatego też trzeba było lokalizować miasto.
                                                  • rita100 Re:Kto mury zbuduje ? - pyta Tralala gnieźnieńska 14.06.07, 20:55
                                                    Tu wasz reporter gnieźnieński. Jestem właśnie w Krakowie, oglądam piękne sukno
                                                    na targu, a targ ten ogromny jest, a ludzi pełno, szczególnie ściągnęli tu
                                                    Niemcy widząc jak miasto sie rozwija. Radzą, dyskutują tak głośno, że dokładnie
                                                    powtórzę co tam się dzieje.
                                                    Kraków 1226
                                                    Ale dyskusja trwa o przyszłości grodu. Mowią tu , że Niemieckie i śląskie miasta
                                                    jedno po drugim przeprowadzają nowoczesne reformy ustroju wzorowane na
                                                    doświadczeniach Magdeburga czy Lubeki. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że
                                                    książe Leszek Biały ma zmysł nadać swemu miastu nowe prawa. Zaprosił nawet kilku
                                                    gości by przeprowadzić dyskusję na ten temat.
                                                    Leszek Biały właśnie woła do siebie Sołtysa Piotra, biskupa krakowskiego Iwo
                                                    Odrowąża i krakowskiego Kuśnierza Henryczka. O,jek psianknie jidó panoczki do
                                                    króla, jek psianknie...
                                                    - Tralala gnieźnieńska ! - ryczy król - Wlazuj na Wawel. Jekeś taka ciykawa to
                                                    zadawaj pytania.
                                                    - Jó ! - łoglónda sia za sie Tralala
                                                    - Joł ! - chodź chibko, no łuż wszyscy só.
                                                    Tralala nabrała ochoty, bo ziedza łu nij jek łu JKM i pyto sia :
                                                    - Czy naprawdę Kraków potrzebuje zmian ? Wasze miasto istnieje od czasów księcia
                                                    Kraka, dobre 400 lat - i wciąż dobrze się miewa. Czy warto zmieniać coś co
                                                    dobrze funkcjonuje ?

                                                    Sołtys Piotr : - Rzeczywistośc nie wygląda tak różowo. Od śmierci księcia
                                                    Bolesław Krzywoustego obserwujemy kryzys, władza słabnie, na drogach zbójowie,
                                                    mieszkańcy się boją....

                                                    Biskup Iwo Odrowąż: - Dodajmy jeszcze, ze wieść niesie, jakoby daleko na
                                                    wschodzie ruszyła na Europę wielka nawała pogańskiego tatarstwa. Ich władca
                                                    zowie się jakoś dziwnie - Temudżin. Straszne docierają wieści o ich
                                                    okrucieństwie! Padają pod ich ciosami wielkie miasta, a Kraków nie ma nawet
                                                    wałów obronnych !

                                                    Henryk Kuśnierz: - A kto te mury zbuduje? Książe, którego kasa świeci pustkami?

                                                    Sołtys Piotr: - Książe chce oddać władzę w Krakowie w rece mieszkańców miasta.

                                                    Henryk Kuśnierz: - Ostatniego lata wróciłem z krajów niemieckich. Tam
                                                    najzacniejsi mieszkańcy zasiadają w radzie miejskiej.

                                                    - Czego wieć potrzebujecie Wielcy Panowie ?- pyto Talala

                                                    Henryk Kusnierz: - Wielkiego placu handlowego, wielkiej wagi miejskiej, nowych
                                                    osadników z róznych stron i nowych działek dla osiedlania sie i handlowania.

                                                    Biskup Iwo Odrowąż: - Miasto widzę ogromne !

                                                    Na te słowa 'Miasto widzę ogromne' Gnieźnieńska Dama podziękowała za
                                                    zaproszenie, łodzitoła sia i pojechała karetą wieśći do Gniezna zawieść ?
                                                  • rita100 Re:Tatarzy w Krakowie 1241r 14.06.07, 20:57
                                                    Straszna klęska spadła na Kraków. Jak pisze najlepszy z kronikarzy 'są to ludzie
                                                    bezbożni, srogiego umysłu, małej postawy, nóg krótkich, nosa płaskiego i
                                                    wklęsłego, twarzy szerokiej bez brody, oczu małych, piersi przestronnej,
                                                    rozłożystej, cery brzydkiej, czarnawej. Żywią sie końskim mlekiem, posoką i
                                                    ścierwem, chleba, soli i żadnych przysmaków nie cierpią. Do wszetecznosci zaś i
                                                    cielesnej rozpusty nadzwyczaj są skłonni.'
                                                    Klęska nazywa się Tatarzy.

                                                    Akurat w Popielec Tatarzy podstąpili pod Kraków, ale nie znaleźli nikogo, bo kto
                                                    zyw uciekał jak najdalej. Rozjuszeni tym Tatarzy wyładowywali wściekłość, burząc
                                                    domy i kościoły na koniec w Wielkanoc puścili z dymem całe miasto. Jedynie
                                                    kosciół ś. Andrzeja z ludem, ktory się w nim schował, nie udało się spalić.

                                                    Książe Bolesław Wstydliwy zbiegł dla ocalenia na Węgry, do króla węgierskiego,
                                                    ktorego córkę pojął za żonę.
                                                    Tralala juz wie, ze Kinga jej było na imię smile
                                                  • rita100 Re:Szósta bajka krakowska 14.06.07, 20:58
                                                    Maciej Radwan Rybiński, a tytuł:
                                                    "Prawdziwa historia hejnału"

                                                    Tylekroć słyszę , ze polityk z Krakowa pojechał na Wybrzeże spotkać się z
                                                    politykiem z Gdańska, ciarki przechodzą mi po plecach. A wszystko dlatego, że
                                                    przypomina mi się Leszek Biały, starszy syn Kazimierza Sprawiedliwego. Zdobywszy
                                                    koronę i nawet bullę papieską, potwierdzają jego prawo do władzy, pojechał
                                                    lekkomyślnie na zjazd książąt do Gąsawy i został tam zakuty przez ludzi
                                                    Świętopełka, księcia pomorskiego. Miecze już dziś wyszły z mody, ale są za to
                                                    wywiady prasowe, oświadczenia i deklaracje publiczne. Lepiej uważać.

                                                    O Leszku Białym piszą w podręcznikach, że zmarł nie zostawiwszy następcy.
                                                    Dziwne, że organizacje feministyczne nie wzięły się jeszcze za poprawienie tych
                                                    podręczników i encyklopedii, bo Leszek Biały miał córkę, która na dodatek
                                                    została świętą i nadaje się doskonale na patronkę ruchów feministycznych.
                                                    Salomea wyszła za mąż za króla węgierskiego Kolomana i wymusiła na nim złożenie
                                                    przysięgi o wzajemnym zachowaniu czystości. Pewnego razu jednak Salomea uległa
                                                    podszeptom szatana i przystroiła się w piękne szaty. Mąż powróciwszy z
                                                    polowania, zapomniał o ślubach, chwycił Salomeę, w ramiona i juz niósł ją do
                                                    łożnicy, by dać upust męskim chuciom, ale w ostatniej chwili udało mu się
                                                    opanować żądze i zostawił żonę nietkniętą.
                                                    Tak, byli kiedyś prawdziwi mężczyźni. Od tej pory Salomea ubierała się wyłącznie
                                                    niechlujnie i gdyby żyła do dziś pisałaby felietony.

                                                    Oprócz Leszka Białego mieliśmy niedługo po tym na tronie krakowskim Leszka
                                                    Czarnego. Więcej Leszków kolorowych nie było, choć niektórzy powiadają, ze
                                                    Leszków Czerwonych przeżyliśmy cały hufiec. Teraz został nam już tylko Leszek
                                                    Balcerowicz, który musi odejść, a jak już odejdzie, przejdzie do historii jako
                                                    Leszek Okrutny.
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Szósta bajka krakowska 14.06.07, 21:00
                                                    Pomiędzy Leszkiem Białym a Leszkiem było głównie bezkrólewie, bezhołowie, walka
                                                    o władzę i dwa najazdy tatarskie. To wtedy własnie jakiś Tatar strzałą
                                                    wypuszczoną z łuku przeszył trębacza na wieży koscioła Mariackiego, grającego na
                                                    trwogę. Chociaż niektórzy mówią, ze nie mógł tego zrobić, bo kościoła w tym
                                                    czasie jeszcze nie było. Inni dowodzą, że wymyślono tą historię w XIX wieku, a
                                                    jeszcze inni, ze w 1926 roku legendę tą stworzył amerykański dziennikarz Kelly w
                                                    ramach poparcia Amerykanów dla Piłsudskiego i zamachu majowego. Podobno na
                                                    Krymie krąży wersja, ze Tatar strzelił do trębacza tylko dlatego, ze ten
                                                    fałszował. Jest to oczywiscie ohydne pomówienie, wyraz skrajnego antykrakowizmu.
                                                    Mam własną wersję - Tatar strzelił jako jedyny z oblegających, bo był przygłuchy
                                                    i nie dotarł do niego urok melodii, a rozeźleni mieszczanie krakowscy sprali go
                                                    na kwasne jabłko. Na pamiątkę podaje się dziś w Krakowie tatara po polsku z
                                                    jednym jajem ze względu na doznane inwalidztwo.
                                                    Podobno krakowianie, wiedzeni tradycyjnym humanitaryzmem, opatrzyli
                                                    zmaltretowanego Tatara, ale trzymają go do dziś w lochach pod Wawelem i
                                                    wypuszczają tylko raz w roku na ulicę jako Lajkonika. Ale nie wiadomo, jak długo
                                                    jeszcze, bo rozeszły się pogłoski, że w minionej epoce Lajkonik wspólpracował
                                                    pod kryptonimem Konik Garbusek i teraz czeka go lustracja, a w rezultacie zakaz
                                                    pełnienia funkcji publicznych przez 10 lat. Pewnie jeszcze musi przejśc
                                                    lustrację bajeczek czy nie pokazuje pewnych niedozwolonych zachowań.
                                                  • rita100 Re: Zasadźcy z palikami 1257r. 15.06.07, 21:53
                                                    To ni zginie Tralala, żol co z Olsztyna ni mowam lokacji, tyż byśma dali ku
                                                    pamnienci.

                                                    Zasadźcy z palikami 1257r.
                                                    Wenowajecie , jek Tralala Gnieźnieńska goda z zasiadźcami Krakowa: Jakubem z
                                                    Nysy, Gedkiem Stilwoytem i Ditmarem Wolkiem.

                                                    - Proszę wyjaśnić, po co zakładać, czy tez lokować, nowe miasto, skoro Kraków
                                                    istnieje od tak dawna, iż nawet najstarsi ludzie nie pamiętają od kiedy.

                                                    Gedko: - Oczywiście, ze istnieje. Co więcej, jakieś czterdzieści lat temu był
                                                    już lokowany. Dziś myslimy, ze miastu potrzebna jest inna wizja.

                                                    Jakub: - Potrzebna nam przede wszystkim wizja miasta z rozmachem.

                                                    - A jaką wizję panowie macie ?

                                                    Gietko: - Miasto jeśli patrzeć na nie z góry, bedzie przypominało szachownicę.
                                                    Regularne kwadraty, w nich zaś wytyczone działki. Nazywamy je kuriami.

                                                    - To znaczy, ze to, co już stoi zostanie zburzone ?

                                                    Ditmar: - Częściowo tak. Po częsci zrobili to już Tatarzy. Ale my przesuniemy
                                                    centrum na zachód, tam jest stosunkowo pusto.

                                                    - I tam bedzie rynek ?

                                                    Jakub: - Tak. Rynek będzie ogromny ! Rynek bedzie kwadratowy, z każdego boku
                                                    wyjdą trzy ulice. Wszędzie kąty proste.

                                                    - Czy to nie przesada, taki ogromny rynek ? Toż ludzie się pogubią na takim błoniu.

                                                    Gedko: - Myślimy przyszłościowo, na kilkaset lat do przodu.
                                                  • rita100 Re: WIELKA LOKACJA 5.06.1257 15.06.07, 21:54
                                                    Po wielu latach dyskusji, przygotowań i prób wreszcie dokonało się !
                                                    Mając na uwadze ogromną skalę zmian, Tralala Gnieźnieńska poprosiła księcia o
                                                    wywiad dla naszego Forum Warnija. Książe wyraził zgodę, zaznaczając jednak, ze
                                                    chce by wywiad odbył się w towarzystwie jego żony Kingi.

                                                    - Przed wami ogromne inwestycje, czy skarb waszej wysokości temu podoła ?

                                                    Książe Bolesław Wstydliwy: - Skarb podoła.....

                                                    Księżna Kinga: - Dzięki solnemu wianu z Bochni i Wieliczki.

                                                    Książe Bolesław: - No właśnie. Ale to nie wszystko. Liczę, że do miasta ściągnie
                                                    bogaty kapitał z Niemiec, Ślaska, Węgier, Czech. Zakładam, iż rozwinie się
                                                    handel, rzemiosło będzie kwitnąć, a mieszkańcy będą się bogacić.

                                                    - Ale czy książe nie boi się napływu obcych! Zginie nasza tradycja, nasza
                                                    toższamość !

                                                    Książe Bolesław: - Nie boję się. Jestem pewien, ze wkrótce przybysze przejdą
                                                    proces głębokiej asymilacji i polonizacji. Próbował tego dokonać mój ojciec
                                                    Leszek Biały, ale śmierć pokrzyżowała mu szyki, no i potem ten straszny najazd
                                                    tatarski.
                                                    Ale teraz musi się nam udać !

                                                    Księżna Kinga: - Pora na nieszpory, Książe zaproś Panią Tralale Gnieźnieńską do
                                                    modlitwy z nami.
                                                  • rita100 Re:Pamiętnego dnia 5 czerwca 1257 r. 15.06.07, 21:55
                                                    Bolesław Wstydliwy pragnąc odbudować miasto i zapewnić jego rozwój korzystał ze
                                                    wsparcia matki Grzymisławy i małżonki Kingi. Postanowił sprowadzić osadników i
                                                    odbudować miasto w nowym kształcie, według zasad, które były juz sprawdzone w
                                                    maistach śląskich, niemieckich, czeskich czy węgierskich.

                                                    Pamiętnego dnia 5 czerwca 1257 r. na wiecu we wsi Kopernia koło Pińczowa, książę
                                                    Bolesław Wstydliwy nadał miastu przywilej na mocy ktorego zasadźcy mieli na nowo
                                                    zorganizować miasto Kraków.
                                                    Od tej pory relacja miedzy władcą , a mieszkańcami miasta zmienia się
                                                    zasadniczo. Partnerem księcia nie jest indywidualny człowiek lecz wspólnota.
                                                    Prawo magdeburskie powstało w XIIIw. nazywano u nas - niemieckim.
                                                    Lokacja miasta stanowi proces, który rozpoczął długi, bo trwający 530 lat, okres
                                                    w historii miasta. Prawo magdeburskie, wtedy wprowadzone, regulowało życie
                                                    miejskie, aż do czasów Konstytucji 3 Maja. Niektóre akty rozporządzenia
                                                    funkcjonują do dziś.
                                                  • rita100 Re:Śmierć księcia Bolesława Wstydliwego 15.06.07, 21:56
                                                    7 grudnia 1270r zmarł przeżywszy lat pięćdziesiąt trzy książe krakowski i
                                                    sandomierski Bolesław zwany z łacińska Pudicus, co oznacza Skromny
                                                    (...)
                                                    Choć prowadził liczne walki, głównie z pogańskimi Jadźwingami, duch rycerski nie
                                                    był jego żywiołem.
                                                    Jako człowiek zyskał sobie opinie czystego, wstydliwego, skromnego i łagodnego,
                                                    nikomu złem za złe nieodpłacał.
                                                    Małżeństwo jego było przykładne, ślubu czystości całe życie dotrzymujące.
                                                    Doczesne szczątki księcia złożono w kościele oo.Franciszkanów w Krakowie, gdzie
                                                    już spoczywała jego siostra Salomea, zmarła w nimbie świętości w 1268r.
                                                  • rita100 Re:Hordy pogańskich Prusów i Jadźwinków napadają : 15.06.07, 21:57
                                                    Po Bolesławie Wstydliwym władzę objął Leszek Czarny. Mino dobrego poczatku,
                                                    rychło liczne powstały rozruchy i wojny, efektem były zazdrosci, ze tak liczne
                                                    kraje, udalo mu się połączyć.
                                                    Przyszło mu walczyć z księciem Lwem Halickim, z pogańskimi Jadźwingami i
                                                    Prusakami, Tatarami, Litwinami oraz rodzimymi rywalami do krakowskiego tronu.

                                                    Pewnego razu, gdy liczne hordy pogańskich Prusów i Jadźwingów nań napdały,
                                                    książe nie wiedział, co czynić, a gdy się wahał i bił z myślami, czy walczyć,
                                                    czy wycofać swe hufce, stała się rzecz nieoczekiwana, cudowna: oto ukazał sie
                                                    księciu Michał Archanioł, który go upomniał, 'aby bez żadnego namysłu i zwłoki
                                                    gonił za nieprzyjacielem, zapewniając go, ze zwycięstwo otrzyma'.
                                                    Przywołał książe Leszek rycerzy i opowiedział im swoje widzenie. W boju walczyli
                                                    z niespotykaną dzielnością. Na polu pobite zostawili nieprzyjacioły. A gdy po
                                                    bitwie strasznej policzono szeregi leszkowych rycerzy okazało się, ze żaden nie
                                                    poległ.
                                                  • rita100 Re:Leszek Czarny kontra Konrad na Mazowszu 15.06.07, 21:59
                                                    Niedługo jednak hydra buntu, której nie wszystkie członki obcięto, pokój dawała
                                                    księciu. Ledwie dwa lata minęły, gdy znowu odwieczny do krakowskiego tronu
                                                    pretendent Konrad, książe na Mazowszu i Czersku, po stołeczny Kraków wyciągnął
                                                    rękę, licznych znajdujących popleczników.
                                                    Tylko miasto Kraków i zamek murem stanął za Leszkiem Czarnym i jego zoną
                                                    Gryfiną. Zostali oni na zamku z małą garstką przychylnych mu rycerzy. I oto tak
                                                    zapisał kronikarz:
                                                    'szczęśliwą natchnioną myślą książe Leszek Czarny udał się do mieszczan
                                                    krakowskich, i tak żonę swoją Gryfinę, jako i zamek ich wierności i obronie
                                                    poruczył, obiecawszy, że tę przychylność od nich doznają, po zawojowaniu
                                                    nieprzyjaciół szczodrze im wynagrodzi...'
                                                    Sam zaś ruszył na Węgry po pomoc. Nie pierwszy i ostatni raz na Węgrzech szukał
                                                    książe pomocy. Gdy dzikie zastępy Tatarów pustoszyły miasto książe właśnie
                                                    schronił się na Węgrach. Mieszczanie krakowscy zdołali się obronić.
                                                    Na wezwanie Konrada z Mazowsza do poddania oraz na obietnice jego popleczników,
                                                    ze jest on księciem sprawiedliwym i łaskawym odpowiedzieli mieszkańcy Krakowa:
                                                    ' Nie godzi się nam działać wbrew przysiędze, którąśmy złozyli, kalać sie
                                                    krzywoprzysięstwem i za życia Leszka poddawać się pod władzę Konrada, to nie
                                                    zgadza się z naszym sumienie, aby posłuszeństwo raz zaprzysiężone wypowiadać
                                                    Leszkowi.'
                                                    Rozeźlony postawą krakowian Konrad z Mazowsza spustoszył okolicę, z ktorej
                                                    rychło musiał uchodzić pobity przez Leszka i jego węgierskich sprzymierzeńców.

                                                    Mieszkanom krakowskim, ktorzy zamek utrzymali, ponadawał Leszek liczne
                                                    przywileje, zaś miasto Kraków obwarował wałami.
                                                  • rita100 Re:Truciciel na dworze 15.06.07, 22:00
                                                    Starania o koronne tragicznie przerwane.
                                                    Rok 1288, obfitował w dobre i złe wydarzenia.
                                                    Niespodziewana śmierć księcia Leszka Czarnego. Nie zdołał on uciec przed zarazą,
                                                    która kraj nawidziła, kosząc równo i dwory i chaty.
                                                    Choć wielu myślało, że dzielnicę krakowską dziedziczył będzie bliski zmarłemu
                                                    książe Władysław dla marnej postury zwany Łokietkiem, to obawiano się , ze
                                                    następcą wychowanek praskiego dworu Henryk zwany Prawym.
                                                    Upowszechniła się wiadomość, jaka od arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki
                                                    wyszła, a wsród krążyła, że okoliczni książęta pomni na Świętego Męczennika
                                                    Stanisława, ktore cudownie w jeden organizm się zrosło, postanowili, ze nie
                                                    mając potomków, dziedziczyć będą po sobie i tym sposobem swe drobne księstewka w
                                                    jedno państwo połączą, odbudowując Królestwo Polskie.
                                                    Henryk Probus jako pierwszy po Leszku dziedziczył.
                                                    Nie wszyscy dawali wiarę w ten szlachetny cel, stąd walki o Kraków wybuchły.
                                                    Mieszczanie krakowscy, a szczególnie rzeźnicy, murem stanęli za księciem i
                                                    potajemnie bramy przed nim otworzyli, wpuszczając go do miasta. Posiadanie
                                                    Krakowa, sprawiło , ze książe jął energicznie starać się o królewską koronę.
                                                    Niestety rchła śmierć przecięła nic Jego zywota. Co było jej przyczyną, długo
                                                    nikt nie i wedzial, ale się domyślano.
                                                  • rita100 Re:Smutny koniec czeskich Wacławów 15.06.07, 22:01
                                                    Śmierć Henryka Probusa otworzyła drogę do Krakowa księciu Przemysławowi II,
                                                    ktoremu zmarły testamentem przekazał Malopolskę. Ten jednak ledwie, przez dwa
                                                    miesiące przebywał w Krakowie i wyjechał do rodzimej Wielkopolski. Miejsce jego
                                                    natychmiast zajął Władysław Łokietek, ale też nie na długo, bo szybko musiał
                                                    uchodzić przed potężnym konkurentem królem czeskim Wacławem II.
                                                    Pytacie skąd czeskie roszczenia do posiadania Krakowa ?

                                                    Wszystko przez citkę. Otóż Gryfina, żona nieżyjącego Leszka Czarnego, była
                                                    siostrą Kunegundy matki Wacława. Gryfina będąc bezdzietną zapisała Małopolskę i
                                                    Sandomierz Wacławaowi.
                                                    Nie dość tego, gdy zamordowany został Przemysław II, ktorego skronie arcybiskup
                                                    Jakub Świnka przyozdobił królewską koroną Gryfina sprowadził do Pragi jego córkę
                                                    Reiczkę i wyswatała ją z owdowiałym Wacławem.
                                                    Tak oto rozpoczęły się czeskie w Polsce panowanie.
                                                    A pod Krakowem o panowanie walczył Władysław Łokietek.
                                                    To Wacławowi stale zagrożonemu podchodami Łokietka zawdzięczamy rozbudowę murów
                                                    obronnych Krakowa. Nie mając zaufania do polskiej administracji Wacław ustanowił
                                                    swoich urzędników, których nazwano starostami.

                                                    Energiczny Przemyslida nie tylko polską, czeską, ale i węgierską dźwigał koronę.
                                                    Aby oderwac się od trudów panowania, rzucał się w wir biesiad i ramiona licznych
                                                    kobiet co stało się przyczyną szybkiej śmierci. Syn jego, również Wacław, po
                                                    ojcu wziął umilowanie do biesiad i damskiego towarzystwa, w którym tak się
                                                    zapamiętał, ze nie dostrzegł spisku, ktory go życia pozbawił.

                                                    Tak ledwie po czternastu latach wraz z dynastią Przemyślidów zgasło w Polsce
                                                    czeskie panowanie."
                                                    --
                                                    Strasznie przypomina mi to styl pisania Leszka Mazana, ten, to potrafi
                                                    opowiadać, a szczególnie przy knedliczkach
                                                  • rita100 Re:Siódma bajka krakowska 15.06.07, 22:02
                                                    Siódma bajka krakowska
                                                    Macieja Radwana Rybińskiego nosi tytuł:
                                                    "Po bitwie oczywiscie uczta"

                                                    Opowiadał mi pewien bardzo stary mieszczanin krakowski, ze obudził się pewnego
                                                    dnia Roku Pańskiego 1257 w Krakowie lokowanym na prawie magdeburskim, wyszedł na
                                                    miasto i niczego nie zauważył. To samo przeżył niedawno. Obudził się w IV
                                                    Rzeczpospolitej, a głowa bolała go tak, jakby to nadal była Trzecia.

                                                    Ciekawe, co z tego wykręcą za kilkaset lat historycy do spółki z przyszłymi
                                                    politykami. Kiedyś pisało się, ze Kraków był lokowany na prawie niemieckim, ale
                                                    dziejopisowie PRL, uznali to określenie za niewłasciwe. Lepsze było prawo
                                                    magdeburskie, bo Magdeburg leżał w NRD. Odwetowcy zachodnioniemieccy trzymali
                                                    się prawa niemieckiego. Sam słyszałem i czytałem, ze Kraków jest w związku z
                                                    lokacją starym miastem niemieckim, podobnie zresztą jak Niżnij Nowgorod. To dla
                                                    przeciwdziałania wrogiej propagandzie zbudowano obok Krakowa Nowa Hutę, lokowaną
                                                    na prawie magnitogorskim. Teraz w Nowej Hucie też nastała IV Rzeczpospolita,
                                                    dlatego śpiewano tam:
                                                    "Wesoły nam dzień dziś nastał".
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Siódma bajka krakowska 15.06.07, 22:08
                                                    Nastepca Bolesław, Leszek Czarny, zajął się fortyfikowaniem Krakowa, ktory
                                                    otoczył kamienno-ceglanym murem z basztami. Podobno Leszek łaził po budowach,
                                                    zeby uniknąć blizszego kontaktu ze swoją zoną, księżniczką Gryfiną. Jedni mówią,
                                                    ze z pobudek patriotycznych, inni, ze z estetycznych. W każdym razie, bedąc po 6
                                                    latach małżeństwem, nadal dziewicą Gryfina oskarżyła Leszka o impotencję i
                                                    zażądała rozwodu. Stosunki dynastyczne w Polsce dawniej bardzo przypominały
                                                    stosunki wśród elit artystycznych Polski współczesnej, co świadczy o tym, ze w
                                                    dziedzinie obyczajów nastąpił postęp demokratyczny.

                                                    Jakie były motywy fortyfikowania Krakowa przez Leszka, prywatne czy publiczne,
                                                    jest wszystko jedno, dośc, ze przyniosły rezultat pożądany - w roku 1288 Kraków
                                                    obronił się przed najazdem tatarskim, a zagony Złotej Ordy zostały rozbite w
                                                    bitwie pod Sączem, gdzie polskie wojska wspierały posiłki węgierskie. Po bitwie
                                                    odbyła się oczywiście uczta i to był poczatek trwałej i sprawdzającej się do
                                                    dziś maksymy:
                                                    Polak-Węgier dwa bratanki i do szabli i do szklanki. Ze specjalnym naciskiem na
                                                    szklankę.
                                                    Zgodnie z polską tradycją bitwa pod Sączem jako wygrana poszła w zapomnienie, w
                                                    odróżnieniu od przegranej tragicznie bitwy pod Legnicą.
                                                  • rita100 Re:Zjazd Gnieźniński 2007 15.06.07, 22:09
                                                    W związku z VII Zjazdem Gnieźnińskim dziś się odbywajcym w Gnieźnie śpieszę
                                                    donieść, ze był kiedyś taki arcybiskup gnieźnieński , ktory uratował krakowskie
                                                    ziemie polskie od zniemczenia. Był to Jakub Świnka - gorący zwolennik
                                                    zjednoczenia ziem polskich. On to bowiem położył tamę na falę zniemczenia Krakowa.
                                                    Ale o tym więcej będzie jutro.
                                                    Cieszę się bardzo, ze ten temat nałożył się z imieninami Tralali gnieźnieńskiej.
                                                    A rocznica lokacji miasta to nie tylko biesiady ale szanasa na zdobycie szerszej
                                                    wiedzy.
                                                  • rita100 Re:Bunt wójta Alberta i zdradzieckich mieszczan. 16.06.07, 20:35
                                                    Bunt wójta Alberta i zdradzieckich mieszczan.
                                                    Sądny dzień nastał
                                                    Kraków 1311 r. Niegodziwi to poddani, którzy urosnęli w pychę i zdrady się
                                                    dopuszczają. Wszczynają bunt przeciw swemu panu. Chcieli obrać za swojego pana
                                                    czeskiego Luksemurczyka, a nie za potomka Piasta. Biskup Krakowski Muskata też
                                                    niewdzieczny i niechętny był księciu Łokietkowi. Tymi zdradzieckimi mieszczanami
                                                    dowodził sam wójt Albert i zaprosili na tron krakowski księcia opolskiego Bolka.
                                                    Zachciało się tym niewiernym mieszczanom krakowskim - niby wielkim krakowski
                                                    panom - decydować kto ma być ich władcą !
                                                    A więc podstępnie opanowali miasto. Szczęsciem w zamku wawelskim stała załoga
                                                    Łokietkowa i kiedy do Krakowa przybył sam Łokietek z wojskiem, zdobył miasto i
                                                    surowo rozprawił się z buntownikami.
                                                    Sądny dzień nastał
                                                  • rita100 Re:Sądny dzień nastał - 1311 16.06.07, 20:36
                                                    Niecnych wyrodny mieszczan wyciągnięto z domów i który nie umiał wymówić
                                                    'soczewica', 'kolo', 'miele', 'młyn', ten dawał gardło. Krew zdrajców popłynęła
                                                    po ulicami.
                                                    Najbardziej zajadłych kazał książe umieścić w wieży, po czym kazał włóczyć ich
                                                    końmi po mieście i wywlec za miasto. Tam już hycel zajął się nimi, wieszając
                                                    wysoko na szubienicy, żeby dyndali ku przestrodze i pamięci, póki ptactwo ich
                                                    nie rozdziobie i kości się nie rozpadną.
                                                    Książe opolski Bolesław zapłacił Łokietkowi za wolność i wyjechał do Opola
                                                    zabierając ze sobą zdradzieckiego wójta Alberta. Ten uniknął kary, ale książe
                                                    kazał zburzyć jedno dom i wzniósł na jego miejscu gródek, gdzie osadził swoją
                                                    załogę.
                                                  • rita100 Re:Łacina językiem ksiąg miejskich - 1312 16.06.07, 20:38
                                                    Na skutek zdradzieckiego buntu rajcy w Krakowie zostają wymienieni. Przy okazji
                                                    zostaje zlustrowany pisarz miejski, ktory nie zna jezyka łacińskiego, a włada
                                                    tylko niemieckim.
                                                    Dlaczego tak się stało?
                                                    Ano jak się dowiadujemy, już od dawna dochodziło do okazywania niechęci obcym,
                                                    którzy coraz większą rolę odgrywają w życiu miasta oraz zdobyli znaczne wpływy w
                                                    Krakowie i na dworze książęcym.
                                                    Jednym z najbardziej znanych zwolenników położenia tej tamy fali niemczyzny,
                                                    jaką coraz szersze zatacza kręgi, był arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka -
                                                    gorący zwolennik zjednoczenia ziem polskich. Kolonizacja na prawie magdeburskim,
                                                    scala osadników niemieckich, którzy w Polsce znajdowali lepsze niż na własnej
                                                    ziemi warunki do życia sprawiły, że liczba Niemców stale wzrasta.
                                                    Przemyślidzi - jak pamiętamy - niepewni wierności Polaków, chętnie powierzali
                                                    urzędy Niemcom. Bunt wójta Alberta, wynikły z niechęci niemieckiego
                                                    mieszczaństwa Krakowa do polskiego władcy sprawił, ze przelała się fala
                                                    niechęci. Księgi miejskie Krakowa do czasów buntu prowadzone były w jezyku
                                                    niemieckim, jednym ze skutków nielojalności wójta Alberta będzie, jak szepczą
                                                    wtajemniczeni , wprowadzenie łaciny jako jezyka ksiąg miejskich.
                                                  • rita100 Re:Koronacja Władysława Łokietka 16.06.07, 20:39
                                                    Szlachetny pan nasz, książe Władysław, został ukoronowany na króla Polski. Kilka
                                                    lat o to trwały starania, aż wreszcie Ojciec Święty Jan XXII, mimo knowań
                                                    krzyżackich i protestów czeskich, okazał przychylność. Przeto panowie polscy
                                                    postanowili , że dnia 20 stycznia roku 1320 odbędzie się koronacja księcia i
                                                    jego małżonki Jadwigi.
                                                    Arcybiskup gnieźnieński Janisław, w asyście biskupów namaścił Władysław Łokietka
                                                    na króla a księżnę Jadwigę na królową i obydwoje uwieńczył koronami. Przydał im
                                                    też jabłka królewskie i berła oraz koronacyjny miecz, słynny Szczerbiec.
                                                    Świadkowie obecni w katedrze mówią, ze podczas obrzędu unosiła się nad władcą
                                                    nowo sprawiona chorągiew ze znakiem białego orła.
                                                    Nazajutrz król Władysław w królewskich szatach zszedł do Krakowa gdzie panowała
                                                    powszechna radość, tym większa, ze od tej pory katedra wawelska stała się
                                                    miejscem koronacji królów polskich i tam miało być po wsze czasy.
                                                  • rita100 Re:Ósma bajeczka krakowska - podpepiczyć korone 16.06.07, 20:41
                                                    Ósma bajeczka krakowska - podpepiczyć korone
                                                    "Mały spłodził wielkiego"
                                                    Taki mały a spłodził wielkiego - mówiły z podziwem o Władysławie Łokietku
                                                    kupcowe na Rynku. Zanim jednak Władysław Łokietek przeszedł do historii jako
                                                    ojciec Kazimierza Wielkiego, musiał się nieźle namęczyć. Powodem największych
                                                    kłopotów księcia, ktory chciał zostać królem, była wdowa po jego bracie Leszku
                                                    Czarnym, Gryfina.
                                                    Ruska ksieżniczka odgrywała w tamtych czasach rolę średniowiecznego Ałganowa.
                                                    Nie fotografowała się, nie grała z nim w tenisa, ale za to była skuteczniejsza.
                                                    Zrzekła się ziemi krakowskiej i sandomierskiej na rzecz Czech, a Czesi wzieli to
                                                    na poważnie. Co gorsza, tak , ze wielmoże małopolscy, a za nim krakowainie
                                                    chcieli się koniecznie zczesić. Gdyby nie Łokietek jedlibyśmy dziś w Krakowie
                                                    knedliczki i pili borowiczkę. Aż strach pomyśleć , że co drugi krakus mógłby się
                                                    nazywać Holoubek.
                                                    Zrobiło sie straszne zamieszanie. Henryk Probus pojechał do Rzymu po nominację
                                                    królewską i nie wrócił. Następca Probusa Przemysł II był z Poznania, więc od
                                                    razu uciekł, nie zapominając jednak zabrać korony. Kraków opanował król czeski
                                                    Wacław II, ale bez korony było mu nijako, więc wkrótce ruszył do Wielkopolski,
                                                    odebrał koronę i nalożył ją sobie w Gnieźnie. Potem jego następca Wacław III
                                                    wywiózł koronę do Pragi i nigdy nie oddał. Stąd w średniowieczu nie mówiło się
                                                    ani podiwanić, ani wycyganić, tylko podpepiczyć. smile)))))
                                                  • rita100 Re:Ósma bajeczka krakowska - podpepiczyć korone 16.06.07, 21:23
                                                    Łokietek musiał się przez ten czas ukrywać. Większość czasu spędził w jaskini
                                                    pod Ojcowem. A ponieważ wszystko w historii się powtarza, niedawno jaskinię
                                                    odwiedzili przedstawiciele Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zeby
                                                    sprawdzić czy nadaje się jeszcze do zamieszkania. Podobno wymiary groty są jak
                                                    najbardziej odpowiednie. Ale Tusk już by się nie zmieścił.

                                                    Kiedy wreszcie Łokietek dzięki pomocy bratanków węgierskich opanował Kraków,
                                                    wybuchł w mieście bunt zorganizowany przez wójta Alberta i niemiecki patrycjat
                                                    miasta. Łokietek stłumił rebelię krwawo. Winowajcy , ponieważ jeszcze nie
                                                    istniała instytucja Rzecznika Praw Obywatelskich, byli włóczeni końmi po ulicach.

                                                    Łokietek, ktoremu większość życia upłynęła w siodle kucyka, był szczęśliwym
                                                    wodzem. Pokonał między innymi Krzyżaków pod Płowcami. Jak to zwykle w polskiej
                                                    historii, skutkiem tej wielkiej wiktorii była utrata Kujaw. Tak budowała się
                                                    polska tradycja.
                                                  • rita100 Re:Nie tylko Kazimierz Wielki ...... 18.06.07, 20:35
                                                    W 1320 koronacja Łokietka w wawelskiej katedrze postawiła kropkę nad 'i'
                                                    stołecznej roli Krakowa, a syn Łokietka, Kazimierz Wielki, nie wahał się w 1358
                                                    roku odnowić wszystkich miejskich przywilejów dodając do nich nowe. Od koronacji
                                                    Łokietka aż do 1734 roku niemal wszystkie koronacje i pogrzeby królewskie
                                                    odbywały się na Wawelu.

                                                    Nie można nie zauważyć nagłego i żywiołowego rozwoju kamiennego budownictwa w
                                                    mieście w czasie jego panowania. Ok. 1340 roku zaczyna się budowa kolejnego
                                                    gotyckiego kościoła Bożego Ciała na Kazimierzu.

                                                    Powstał on w miejscu gdzie wg tradycji złodzieje mieli wyrzucić hostie
                                                    ukradzione wraz z drogocennymi naczyniami liturgicznymi z kościoła Mariackiego.
                                                  • rita100 Re:Uczta monarchów we Wierzynku 18.06.07, 20:44
                                                    "Prestiż miasta wzrósł znacznie, gdy w 1364 roku Kazimierz uzyskał od papieża
                                                    Urbana V zgodę na erygowanie w mieście Akademii.
                                                    Pod panowaniem Kazimierza Wielkiego, Kraków wkroczył na drogę wielkiej polityki,
                                                    czego wyrazem był Zjazd Krakowski z września 1364 roku, w czasie którego pod
                                                    pretekstem układania planów krucjaty antytureckiej, krolowie Polski, Węgier,
                                                    Danii i Cupru, cesarz Niemiec i król czeski w jednej osobie oraz liczni książęta
                                                    radzili nad układem sił w tej częsci Europy. Zjazd ten odbył się i gości
                                                    przyjmował Mikołaj Wierzynek w restauracji w kamienicy przy Rynku Głównym gdzie
                                                    zgodnie z tradycją odbyła się słynna uczta monarchów."

                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=103&pos=74
                                                    "Najwspanialsza uczta w rajcy Wierzynka. Kraków i Polska nie widziały od czasów
                                                    pamiętnego gnieźnieńskiego zjazdu w 1000 roku. Zaroiło się miasto od tłumów
                                                    dostojnych gości, pośród których byli Ludwik, król węgierski, Waldemar, krol
                                                    Danii, Piotr, krol Cypru, książęta: Otton Bawarski, Ziemowit Mazowiecki,
                                                    Bolesław Świdnicki, Władysław Opolski, Bogusław Pomorski z synem Kaźkiem i wielu
                                                    innych... wszyscy otoczeni baronami i hrabiami.
                                                  • rita100 Re:Czarny mór 1349 18.06.07, 20:45
                                                    Zeszłego roku w styczniu spadła na nas straszliwa plaga złego powietrza. W trzy
                                                    dni ludzie umierali. Trwała ta plaga siedem miesięcy po czym pojawiła się znowu
                                                    i trwała pięć miesięcy. Ludzie szaleją z przerażenia, rodzice boją sie własnych
                                                    dzieci, te zaś rodziców. Nie ma komu zmarłych grzebać, na ulicach leżą trupy.
                                                    Niektórzy mniemając w trwodze, ze to Żydzi zatruwają powietrze, mordują ich,
                                                    palą i wieszają. Król jednak, nie dając wiary takowym pogłoskom, bierze Żydów w
                                                    obronę i karze złoczyńców przykładnie. Inni zaś, w przekonaniu, ze zarazę zesłał
                                                    Pan Bóg za ludzkie grzechy i nieprawości, biczowali się srodze.
                                                    Może i co wskórali tym biczowniem, bo zaraza ustąpiła choć pochłonęła czwartą
                                                    część ludności.
                                                  • rita100 Re:Dziewiąta bajka krakowska 19.06.07, 21:06
                                                    Maciej Radwan Rybiński
                                                    "Królewskie (nie)obyczaje"
                                                    Władysław Łokietek sporządził nowe insygnia władzy królewskiej, gdyż stare
                                                    zrabowali Czesi - tak można przeczytać w podręcznikach historii. Oczywiscie
                                                    Łokietek niczego nie sporządził. Pewnie nawet by nie umiał. Kazał sporządzić, a
                                                    po sporządzeniu za płacił. Może nawet dał zaliczkę. Ale ten sposób opisywania
                                                    działań władzy bardzo się od czasów Łokietka zadomowił w polszczyźnie. Dlatego
                                                    rząd obiecuje.
                                                    Pamięć historyczna powinna służyć między innymi temu, żebyśmy nie wyobrażali
                                                    sobie Łokietka cyzelującego berło w długie zimowe wieczory na Wawelu, ani
                                                    Kaczyńskiego wołającego do Dorna na rusztowaniu - podaj wapno, rzuć cegłę.
                                                    Nowe insygnia Łokietek przekazał swemu jedynemu synowi i następcy, Kazimierzowi
                                                    III, który przeszedł do historii jako Wielki. A nic na to nie wskazywało, gdyż
                                                    Kazio był szaławiła, birbant i podwikarz. To było w jego rodzie dość powszechne.
                                                    Siostra Elżbieta, żona węgierskiego króla Karola Roberta z rodu Andegawenów, też
                                                    nie słynęła skromnością. Kiedy brat, jeszcze królewicz, odwiedził ją na
                                                    Węgrzech, wpadła mu w oko dwórka Klara, żona jednego z rycerzy. A ponieważ nie
                                                    była chętna do figli bez małżeństwa, Kazimierzowi przyszła z pomocą Elżbieta. On
                                                    udał chorego, a siostra, z jedną tylko dwórką Klarą, przyszła nawiedzić go w
                                                    łożu. Potem Elżbieta wyszła, polecając chorego opiece Klary. Ale to on się nią
                                                    zaopiekował tak starannie, że musiał uciekać do Krakowa przed gniewem ojca
                                                    panny, który wziął odwet na rodzinie. Zranił mieczem króla Karola, a Elżbiecie
                                                    odciął cztery palce u prawej ręki.
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Dziewiąta bajka krakowska 19.06.07, 21:11
                                                    Był to powód, dla którego Kazimierz zniechęcił się do cnotliwych panien z
                                                    dobrego domu. Odtąd, także jako król gustował raczej w paniach lżejszych
                                                    obyczajów. Z Krakowa sprowadził sobie niejaką Rokicznkę, którą wielce miłował.
                                                    Aliści doniesiono mu - jak zwykle w takich wypadkach życzliwie - że jego
                                                    wybranka jest łysa jak kolano, co zakrywa peruką. W trakcie miłosnych figli król
                                                    pociągnął kochankę za włosy, które zostały mu w ręku. Okazało się, ze piękna
                                                    Czeszka jest nie tylko łysa na głowie, ale i krostowata. Zbrzydzony król
                                                    natychmiast ją oddalił i wziął sobie na jej miejsce Esterkę. Cóż za wspaniała
                                                    historia i pole do popisu dla niektórych historyków i publicystów współczesnych.
                                                    Na skutek intrygi król związał się z Żydówką. A ponieważ Kazimierz nadał Żydom
                                                    polskim wiele przywilejów, zezwolił na samorząd bezpośrednio podlegający władcy
                                                    i był patronem budowy Kazimierza krakowskiego. Żydzi sprawowali pieczę nad
                                                    mennicą państwową i dzierżawili zupy solne w Bochni i w Wieliczce, rzecz jasne,
                                                    ze musieli ręce w tym maczać mędrcy z Syjonu. Gdyby to wszystko działo się dziś,
                                                    Kazimierz straciłby, przydomek Wielkiego, a dostał tytuł Szabesgoja.
                                                  • rita100 Re:A za starygo króla Ćwieka... 19.06.07, 21:14

                                                    A kedy babka buła w dobryj lołnie, spsiewoła takó psieśnicke

                                                    A za starygo króla Ćwieka, słynie Kraków łod prazieka,
                                                    W centrum Sukienice, wkoło kamnienice.
                                                    Król z złotyj koronie łazi, wosztami płoty grodzi,
                                                    Psiwo Wisłą płynie po cołkan Krainie.
                                                    Fejn sobzie ludzia żuli, co pojydli to popsili
                                                    I chwali króla, co po ziamni hula.
                                                    A co zieczór, przede zwonam zatykali salcesonam
                                                    Floryjańske Wrota na lepsi łobrone.
                                                  • rita100 Re:Anegdota krakowska 19.06.07, 21:21
                                                    "Ze wspomnień niepołomickich" Stanisław Mirek

                                                    Do Krakozia przyjechoł magik. Ónkiel łopoziodoł co fejn reklame sobzie robził.

                                                    "Przychodzi do fryzjera pan z dużą brodą i każe się ogolić. Fryzjer jak zwykle
                                                    długo mydli, następnie goli i jedną stronę twarzy, zaczyna golić z drugiej
                                                    strony, a za moment widzi, że na ogolonej stronie znowu odrasta broda. Pociąga
                                                    jeszcze raz brzytwą, a broda znowu odrasta. Fryzjerowi już ręka drży, nie wie co
                                                    robić. Magik zdenerwowany pyta się:
                                                    - Golić pan nie umiesz ? Som sia łogole.
                                                    Odbiera fryzjerowi brzytwę, pociąga po swojej szyji z jednej i drugiej strony.
                                                    Bierze za uszy głowę i stawia przed sobą na pulpicie, staranne goli, potem
                                                    ustawia głowę na swoim miejscu.
                                                    - Tak sia goli ! Nie płacę, ponieważ sam to zrobziłem - mózi do przerażonego
                                                    fryzjera. Bzierze kapelusz i laskę, kłania sia i wychodzi."
                                                    smile
                                                  • rita100 Re:Ścięcie Wierzynka - kradł miejskie pieniądze 20.06.07, 20:40
                                                    Kraków 1406r. W piwnicach ratusza ścięto Andrzeja Wierzynka, Kraków huczy od
                                                    plotek, bo przecież rodzina Wierzynków jest znana i szanowana w mieście, mieli
                                                    poważanie i świetną sławę. Czy zasłużenie ?
                                                    Okazuje się, ze nie. Otóż był on jednym z rajców, którzy dysponowali pieniędzmi
                                                    z kasy miejskiej. Pieniądz kusi, a brak kontroli rozzuchwala. Toteż niejeden,
                                                    nadużył zaufania, w ich liczbie i Wierzynek, który co sobotę sobie podbierał
                                                    wypłatę dla pachołków miejskich, chowając ją do rękawa szuby. Nie uszło to
                                                    uwadze bystrych oczu. Kiedy więc nadeszła sobota i Andrzej Wierzynek wziął się
                                                    do wypłaty, rajcy wpadli nagle do izby, a Wierzynkowi zaskoczonemu na gorącym
                                                    uczynku, sakiewka wypadła z rękawa. Przeszukano go i znaleziono jeszcze inne.
                                                    Najpierw zaprzeczał, ale w końcu przyznał się do winy.
                                                    Natychmiast zagojono sąd, przed którym oskarżony stał z zawieszonymi na szyji
                                                    mieszkami na znak, ze jest sądzony gorącym prawem. Sąd skazał rajcę na ścięcie,
                                                    co wykonano natychmiast. Skazanemu nie pozwalając sie nawet wyspowiadać i
                                                    chowając go na niepoświęconej ziemi, za miastem."

                                                    Bez słów, i pomyśleć ilu naszych dziś byłoby ściętych ?
                                                  • rita100 Re:Dziesiąta bajka krakowska 20.06.07, 20:41
                                                    Dziesiąta bajka krakowska
                                                    Maciej Radwan Rybiński
                                                    "Przestał płakać, zaczął.... murować
                                                    "Polska drewniana wydawała się Kazimierzowi niezbyt trwała. Drewno to materiał
                                                    przjazny i ekologiczny, ale łatwopalny. A Kazimierz miał ambicje pozostawić po
                                                    sobie coś trwałego, umyślił więc zastąpić Polskę drewnianą Polską murowaną. Tę
                                                    właśnie ideę z entuzjazmem przyjeli kamieniarze, właściciele cegielni i murarze,
                                                    których było jeszcze niewielu, jako , że w Polsce drewnianej nie było czego
                                                    murować. Natomiast posiadacze lasów, cieśli i stolarze sprzeciwiali się
                                                    stanowczo. Zamówili płatną ekspertyzę u uczonych. Uczeni stwierdzili, ze
                                                    murowanie drewnianej Polski wywoła poważny kryzys gospodarczy i bezrobotnych
                                                    wśród szerokich warstw ludności.

                                                    Kazimierz odpierał ataki, powołując się na Europę, która już od dawna była
                                                    murowana. Ale opozycja na czele z Maćkiem Borkowicem, oczywiście z Wielkopolski,
                                                    wzruszała tylko ramionami. Nie bedzie nam Europa kamienować naszej Polski. Nasi
                                                    wielcy przodkowie - dowodzili wrogowie Polski murowanej - mieli drewniane domy,
                                                    drewniane grody i przecież dobrze im się działo i odnosili wielkie zwycięstwa
                                                    nad najeźdzcami z murowanej Branderburgii albo Czech kamiennych. Kobiety były w
                                                    Polsce drewnianej skromne, młodzież szanowała starszych i nie ma żadnej potrzeby
                                                    aby to zmieniać.
                                                    cd
                                                  • rita100 Re:Dziesiąta bajka krakowska 20.06.07, 21:06
                                                    Kazimierz wreszcie się zirytował, walnął pięścią w stół marmurowy, ktory
                                                    sprowadził z Włoch dla przykładu, aż blat pękł, przestał paktować i zaczął
                                                    budować. Złośliwi mówili potem, ze nabudował tyle zamków murowanych, bo w każdym
                                                    posadził inną nalożnicę, a przez ściany murowane trudniej było podsłuchiwać, co
                                                    sie też w łoznicy działo, niż przez drewniane.
                                                    Oto jeden z zamków w Niepołomicach pod Krakowem
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/thumbnails.php?album=201
                                                    A tu som król Kazimierz Wielki
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=201&pos=4
                                                    Kiedy Polska była już murowana, zjechali się do Krakowa władcy całej Europy, aby
                                                    zapoznać się z nowoczesną technologią, a zwłaszcza z systemem trójek murarskich
                                                    - dwóch muruje, a jeden pogania. W Europie obowiązywał wówczas system dwójkowy -
                                                    jeden murował , a drugi poganiał. Podziw dla pomysłowości króla był wśród
                                                    monarchów wielki. To wtedy odbyła się słynna uczta u Wierzynka. Po raz pierwszy
                                                    zdradzimy jadłospis:
                                                    maczanka krakowska
                                                    szołdra z jajami
                                                    kwaśnica
                                                    karp po żydowsku
                                                    szewska kasza z pierogami
                                                    kremówki i piszingier
                                                  • rita100 Re:Ludwik Andegaweński królem 23.06.07, 20:46
                                                    Niespodziewana śmierć króla Kazimierza Wielkiego obok żałoby powszechnej wielkie
                                                    wywołała poruszenie. Brak naturalnego dziedzica wielkie spowodował zamieszanie.
                                                    Kazimierz pozawierał układy obiecując, ze w razie bezpotomnej śmierci koronę
                                                    polską weźmie Andegawen, krol Węgier, a zarazem Piast ale po kądzieli. Jedni
                                                    więc z niepokojem patrzyli na Węgry, drudzy na Szczecin, ku Kaźkowi, którego
                                                    ponoć usynowił.
                                                    Wtajemniczeni szeptali, ze ten władzę obejmie w Polsce, kto pierwszy do Krakowa
                                                    przybędzie. Z Budy było bliżej do Wawelu. Pilnowała tego Elżbieta Łokietkowa i
                                                    Lydwik.
                                                    W czasie koronacji, ktora wiele sporów i kłótni wywołała, odsłaniając
                                                    rywalizację do tronu miedzy Wielkopolanami a panami krakowskimi, triumfowali
                                                    Małopolanie. Oni to sprawili, ze Ludwik mimo oporu Wielkopolan. którzy chcieli
                                                    koronacji w Gnieźnie.
                                                    Ludwik rycho wyjechał do ojczystych Węgier, na wszelki wypadek zabrał insygnia
                                                    koronacyjne. Rządy w Polsce powierzył regentce, którą została jego matka
                                                    Elżbieta Łokietkowa, pani stanowcza lubiąca też uczty i zabawy.
                                                    i co dalej ?
                                                  • rita100 Re:Prawo do tronu dla białogłów ! 23.06.07, 20:49
                                                    Ludwik, krol Polski i Węgier, jak nie miał syna, tak nie miał. Słabego zdrowia i
                                                    w każdej chwili mógł się spodziewać, że jego doczesna wędrówka po ziemskim
                                                    padole dobiegnie końca i że trzeba zakrzątać się o nowego następcę. Jako plotka
                                                    stugębna głosi, ze sposób na to wynalazł stronnik Andegawenów przebiegły Zawisza
                                                    z Kurozwęk, na ten czas kanclerz koronny. Miał on podszepnąć królowi pomysł
                                                    przewrotny, którego ja nie rozumię. Chodzi o to o podatki jekieś, a w zamian za
                                                    nałozenie podatków można by metodą korubcyjną uzyskać zgodę na następstwo po nim
                                                    swoich córek.
                                                    Na miejsce pertraktacji wybrano Koszyce, dokąd zjechali we wrześniu 1374
                                                    Małopolanie i Wielkopolanie.

                                                    Jak donosi nasz korespondent swarom i kłótniom nie było końca. Wielkopolanie nie
                                                    chcieli wyrazić zgody. Nie mogąc dojść do zgody, postanowiono zerwać obrady,
                                                    skrycie wyjeżdzajac z miasta. Ta tajna ucieczka nie udała się , zostali złapani
                                                    i dowiezieni na miejsce i dotąd musieli pertraktować nim ugoda nie zostanie
                                                    spisana. Zawisza z Kurozwęk, wcześniej pozamykał bramy miasta i obstawił teren.
                                                    Co było robić, dalej pertraktowano w takich warunkach.

                                                    Jak mówili ówcześni statyści, powaga władzy na tym wielce ucierpiała. Ale takim
                                                    oto sposobem, choć do tej pory wydawało się to niemożliwym białogłowy uzyskały
                                                    prawo do polskiej korony.
                                                  • rita100 Re:Królewna na Wawelu 23.06.07, 20:50
                                                    Po śmierci króla Ludwika, cztery lata trwały negocjacje i spór polityczny o
                                                    następstwo polskiej korony. Wreszcie stanęło na tym, co długo przed prasą i
                                                    opinią publiczną skrywano, że tron polski obejmie młodsza córka Ludwika -
                                                    Jadwiga. Wiadomość ta tak pieczołowicie była skrywana, że nie wszyscy wiedzieli
                                                    nawet o przyjeździe młodej królewny do Krakowa. Trudno się jednak dziwić, skoro
                                                    pogłoski krążyły, ze Siemowit mazowiecki chce ów kwiat krwi andegaweńskiej i
                                                    pistowskiej porwać ! Dość na tym, że królewna jest już na Wawelu i 16
                                                    października ma zostać koronowana.
                                                    Kto będzie mężem młodej królowej i kto z jej niewieścich rąk berło władzy
                                                    przejmie ? - zapytała Tralala gnieźnieńska.
                                                    - Kto bedzie mężem Jadwigi, to sia łobaczy, ale pośpsiechu ni ma. Ale co do
                                                    berła, to Jadwiga go z ręki nie wypuści, bo sama jest nie królową ale królem
                                                    całej Polski. Jest bowiem córką Ludwika, który był synem Elżbiety Kikuty, która
                                                    była córką Władysława Łokietka. Ciało z ciała, krew królewska z krwi!
                                                  • rita100 Re:Z woli Jadwigi 23.06.07, 20:51
                                                    powstała Akademia nie tylko prawników, medyków i bakałarzy ale i teologów,
                                                    którzy mogliby prowadzić wielkie dzieło chrystianizacji Litwy. Niestety, krolowa
                                                    nie doczekała spełnienia swych zamierzeń rychło po narodzinach córki Bonifacji
                                                    zmarła. W testamencie jednak zobowiązała męża do kontynułowania rozpoczętego
                                                    dzieła, na które zapisała swoje kosztowności.

                                                    Władysław Jagiełło, spełniając wolę małżonki w dniu 16.VII.1400r. Wydał
                                                    przywilej, w którym powołał do życia uniwersytet na wzór paryski urządzony.
                                                    "Koronę otrzymaliśmy abyśmy ją blaskiem uczonych mężów oświecieli"
                                                  • rita100 Re:Cięcie gęsim piórem 23.06.07, 20:52
                                                    Z pewnością Krzyżakom zależy na poróżnieniu nas z Litwą i w każdy możliwy sposób
                                                    zepsują reputację Jagielle. Dziwi nas tylko ten beztroski ton rady stanu, ktora
                                                    przechodzi do porządku dziennego nad niewątpliwym wariactwem księzia. Codzienne
                                                    mycie! Cóż to za maniery! Kategorycznie domagamy się, aby tej ekstrawagancji
                                                    położyć kres na samym początku i zobowiązać księcia do złożenia w tej sprawie
                                                    solennego przyrzeczenia - mycie raz w miesiącu i przed świętami Wielkiej Nocy.
                                                    Na co komu więcej tego dobrego !
                                                  • rita100 Re:Chorągwie Krziżackie na Wawelu 25.06.07, 21:29
                                                    Wielkie zwycięstwo, które wojska polskie i litewskie odniosły pod Grunwaldem nad
                                                    teutońskim zakonem krzyżackiem uczcił Król Władysław Jagiełło po zakończeniu
                                                    wojny uroczystościami, które miały miejsce w dniu św. Katarzyny 25 listopada
                                                    1411 roku.

                                                    Jak to zanotowali ówcześni kronikarze... król z Niepołomic w dzień św. Katarzyny
                                                    przybył pieszo na Skałkę, wkroczywszy najpierw do miasta Kazimierza w ogromnym
                                                    orszaku prałatów i panów niosących rozwinięte chorągwie i znaki Krzyżaków
                                                    zdobyte w wielkiej bitwie. Po uczczeniu tam relikwii świętych udał się do zamku
                                                    krakowskiego, do katedry, wyprzedzany przez chorągwie krzyżackie i na znak
                                                    świetnego zwycięstwa złożył wszystkie chorągwie krzyżackie w katedrze ś.
                                                    Stanisława. Zawieszono je po prawej i lewej stronie katedry aby ciesząc swym
                                                    widokiem swoich i obcych pokazywały stale triumf króla i klęskę Krzyżaków... 51
                                                    chorągwi krzyżackich, które wówczas wniesiono do katedry, dodały blasku i
                                                    okazałości świątyni.... Chorągwie tedy wodzów i pułków krzyżackich powiewać
                                                    odtąd będą nad grobami Łokietka, Kazimierza, królowej Jadwigi i św. Stanisława,
                                                    który jak utrzymywało rycerstwo, miał się ukazać w obłokach podczas bitwy i
                                                    błogosławić Polakom idącym w straszny bój. Postanowiono też, że chorągwie te
                                                    mają być na wieczną pamiątkę przez Polaków przechowywane, a gdy się zestarzeją,
                                                    przez nowe mają być zastąpione...."
                                                  • rita100 Re:Symbole władzy wróciły 26.06.07, 21:18
                                                    Korona, miecz, jabłko i berło w katedrze.
                                                    Roku Pańskiego 1412 byli krakowianie świadkami podniosłej uroczystości, której
                                                    przebieg odnotowali wszyscy kronikarze, aby po wsze czasy pamiętać o znakach
                                                    wiadomych wielkości i sławy Krolestwa Polskiego trwała była.
                                                    Jak to wiadomo było powszechnie, koronacyjne insygnia królów polskich, a więc
                                                    miecz, co go Szczerbcem lub Żurawiem zwaną, koronę, o której powszechnie
                                                    powiadano, że jest to ta, którą cesarz Otton III ozdobił skronie pierwszego
                                                    króla Polski Bolesława zwanego Wielkim lub Chrobrym, berło i złote jabłko - kulę
                                                    złocistą z krzyżem na wierzchu, starodawne godło władzy cesarskiej i królewskiej
                                                    okrągłość świata wyrażające, uwiózł był przed laty na Węgry Ludwik, obawiając
                                                    się, aby nie zostały użyte do koronacji niechętnych jego władzy konkurentów.
                                                    Musiał więc Władysław Jagiełło koronować się specjalnie na tą uroczystość
                                                    zrobioną koroną.

                                                    I oto teraz w niedzielę przed dniem św. Wawrzyńca całe miasto świadkiem było
                                                    uroczystego wjazdu króla Władysława Jagiełły, który wracając z długiej gościny u
                                                    króla Węgier Zygmunta wiózł zwrócone mu znaki władzy monarszej.
                                                  • rita100 Re:Gwóźdź Chrystusowy 27.06.07, 20:29
                                                    "Wielkie nastało poruszenie w Krakowie. Oto jak się dowiadujemy 9 czerwca 1425
                                                    roku król Władysław Jagiełło i żona jego królowa Zofia otrzymali od Latyna
                                                    biskupa Ostieńskiego; bezcenny dar: Gwóźdź Chrystusowy, jeden z tych, którymi na
                                                    Krzyżu przybite było Najświętsze Ciało Zbawiciela. Zgodnie z wolą królewską
                                                    relikwię tę uroczyście przyjmowano procesjami we wszystkich kościołach miasta, a
                                                    następnie przekazano do Katedry, kędy - jak zapisano - ku pociesze wiernych ma
                                                    być przechowywany i w wielkiej czci pokazywany, co by chorym i nieszczęśliwym
                                                    cudowne niósł wspomożenie."

                                                    Dziś nie wiem , w którym miejscu jest ta relikwia, powinnam się chyba u źródeł
                                                    dowiedzieć.
                                                  • rita100 Re:Żałobny orszak w Krakowie 28.06.07, 21:13
                                                    Czyli uroczysty pogrzeb króla Władysława Jagiełły.
                                                    "Ostatniego dnia maja 1434r z Gródka we wszystkie strony Polski rozbiegli się
                                                    posłańcy, by wszem głosić wieść smutną. Oto król Władysław w przeddzień
                                                    Zielonych Świątek, pożegnawszy wszystkich, oczy zamknął. Zwłoki królewskie do
                                                    trumny złożono drewnianej, którą smołą i żywicą oblepiono i do Krakowa na
                                                    pogrzeb. Wreszcie w piątek, w dzień Barnaby, przybył żałobny orszak do Krakowa.
                                                    Na spotkanie smutnemu pochodowi wyszła królowa Zofia z synami Władysławem i
                                                    Kazimierzem. Płacz i żałoba królowej i małych jeszcze synów monarchy najtwardsze
                                                    poruszyła serca. Biskup krakowski Zbigniew z drogi na sobór w Bazylei na wieść o
                                                    śmierci króla zawrócił i w Poznaniu naradę zwoławszy, radził, by pośpieszyć się
                                                    z koronacją królewicza Władysława, aby domowe jakieś nie powstały niezgody.
                                                    Tymczasem w piątek, dnia 18 czerwca w dzień Marka i Marceli, gdy z całego
                                                    krolestwa dostojnicy do miasta przybyli, odprawiono uroczysty pogrzeb króla
                                                    Władysława. W kościele katedralnym krakowskim mszę żałobną Wojciech Jastrzębiec,
                                                    arcybiskup gnieźnieński, zaś mistrz Paweł z Zatora miał w polskim języku
                                                    kazanie. Po skończonym nabożeństwie zwłoki krolewskie w grobie murowanym, który
                                                    już od dawna był przygotowany, złożono."

                                                    Tu łobaczie jek tero grobowiec króla Władysława Jagiełły wyglónda.
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=381&pos=10
                                                  • rita100 Re:Jedenasta bajka krakowska - Tandaradei 30.06.07, 21:03
                                                    "W roku pańskim 1410 król Władysław Jagiełło pokonał na polach Grunwaldu wojska
                                                    zakonu krzyżackiego. Jest to najlepiej znana wszystkim Polakom data historyczna,
                                                    dzięki jej użyteczności mnemotechnicznej - kilogram cukru, 4 litry wody, 10
                                                    dekagramów drożdzy. Razem 1410. Być może gdyby bitwę stoczono w roku 1411,
                                                    poszłaby już dawno w zapomnienie, bo nadmiar drożdży bardzo psuje smak napoju.
                                                    Pod Grunwaldem pułki smoleńskie walczyły jeszcze u boku wojsk polsko-litewskich.
                                                    W piecach palono wtedy jeszcze drewnem, wozy były ciągnięte przez woły, a karety
                                                    przez konie. Gdyby zakonnicy krzyżaccy i Rusini ówcześni mieli więcej wyobraźni
                                                    i przewidzieli postęp techniczny oraz konieczność pobudowania rury do
                                                    Brandenburgii, pułki smoleńskie stanęły by po stronie Ulricha von Jungingena i
                                                    nie wiadomo jakby się skończyła bitwa i potoczyła historia.
                                                    Przy okazji warto ujawnić pewną historyczną tajemnicę, skrywaną dotąd ze
                                                    względów obyczajowych. Otóż zakon krzyżacki był zakonem męskim, skupiającym
                                                    wielu kochających inaczej. Przed bitwą Wielki Mistrz, niepewny rezultatu, posłał
                                                    Jagielle nie dwa nagie miecze, tylko dwa nagie Miecie, zachęcając w ten sposób
                                                    do wspólnego udziału obu wojsk w Paradzie Równości. Jagiełło nie zrozumiał
                                                    jednak aluzji, bo jako Litwin był ksenofob i ciemnogrodzianin. Trochę szkoda, bo
                                                    orgia pod Grunwaldem zamiast bitwy przyśpieszyły by postęp moralny w całej Europie.

                                                    Historycy zgodnie twierdzą, że zwycięstwo w bitwie nie zostało uzyskane, bo
                                                    Jagiełło nie wypędził Krzyżaków z Prus, a za całą korzyść w wielkiej wiktorii
                                                    pozostały nam chorągwie krzyżackie na Wawelu. Tymczasem Jagiełło wykazał się
                                                    dalekowzrocznością. Gdyby był wypędził zakon, już około roku 1415 powstałby
                                                    Związek Wypędzonych Krzyzaków, powołujacy się na prawa człowieka, a profesor
                                                    krakowskiej Alma Mater, Paweł Włodkowic, nie mógłby wygłosić na soborze w
                                                    Konstancji wielkiego przemówienia o prawie każdego narodu do samostanowienia.
                                                    Musiałby też uwzględnić naród krzyzacki."
                                                  • rita100 Re:"O piękny Krakowie 04.07.07, 20:17
                                                    Zitoj Krakozie. W tam roku je solenna uroczystość 750-lecia lokacji mniasta.
                                                    Tyle łuż popsisałam, ale ni napsisałam jek Kraków łukochała warnijska poetka
                                                    Maria Zientara-Malewska.

                                                    "O piękny Krakowie, kto ciebie nie widział,
                                                    Ten jest jak wędrowiec, co nha progu siedział
                                                    Własnego domu, a nie wszedł do niego
                                                    Witać kolebkę dzieciństwa swojego.
                                                    (...)
                                                    Jak śliczny jest Kraków! O bracia Warmiacy,
                                                    Toć ludność Krakowa to nasi rodacy
                                                    I Warmia była z Krakowem związana,
                                                    Kiedy do Polski jeszcze należała."

                                                    Dajta pozor, co ziersz napsisany buł w 1923 roku w Łolsztynie. Ale ziamy, bo
                                                    Tralala psisoła co w 1921 roku Pani Maria zazitała do Krakowa psyrszy roz i
                                                    łokrutnie Kraków sia jij lejdował.
                                                  • rita100 Re:Prawo miejskie w polskim jezyku ! 05.07.07, 19:58
                                                    Prawo miejskie w polskim jezyku !
                                                    Otóż jak powiadają w Ratuszu nowe czasy idą. Wreszcie po latach, kiedy wszędy
                                                    Niemców było pełno, a dobrze im u nas było, w największym kościele miasta,
                                                    kościele Najświętszej Matyi Panny we własnym języku kazań słuchali, a ława
                                                    miejska sądy sprawowała wedle też w ich mowie spisanego majdeburskiego prawa,
                                                    teraz coś się zmieni. Wszystko to za sprawą tego, że spostrzeżenie Imć Pana
                                                    Reja, że Polacy nie gęsi i swój język mają, doszło do świadomości prawników i
                                                    pisarz Sądu Wyższego prawa Niemieckigo na Zamku, Jegomość Bartłomiej Groicki
                                                    napisał po polsku pierwszą księgę prawniczą, w której omówił Artykuły prawa
                                                    majdeburskiego, przez co wielkie uznanie sobie zyskał, a i sądzącym i podsądnym
                                                    życie znacznie ułatwił. Ale trzeba to wiedzieć, ze już wcześniej Pan Mikołaj
                                                    Jaskier - pisarz miejski krakowski, śladem wielkiego kanclerza Jana Łaskiego
                                                    stąpając, prawo magdeburskie na łacinę przełożył. Stąd był już jeden krok, aby
                                                    ten niezwykły sterujący życiem miejskim dokument na język polski przełozyć, co
                                                    też dzieki staraniom syndyka lwowskiego Pawła Szczerbca dokonano w 1581 roku.
                                                  • rita100 Re:Dwunasta bajka krakowska 06.07.07, 21:36
                                                    Dwunasta bajka krakowska
                                                    Jaka jest polska racja stanu ?
                                                    Pierwszą racją stanu było, aby monarchia miał jak najwięcej dzieci dla
                                                    podtrzymania i kontynuacji dynastii. Władysławowi Jagielle, po trzech
                                                    bezdzietnych małżeństwach groziło, że wymrze jako dynastia już w pierwszym
                                                    pokoleniu. I trzeba będzie rozglądać się za nową. Na szczęscie sprawę wziął w
                                                    swoje ręce wielki książe litewski Witold i wynalazł bratu piękną i młodą
                                                    oblubienicę, Sońkę, księżniczkę holszańską. Biskupi ze sławnym Oleśnickim na
                                                    czele krzywili się, ze za młoda i za ładna, ale król argumentował rozsądnie, że
                                                    ze starą i brzydką, zwłaszcza będąc w podeszłym wieku, nie przedłuży dynastii. A
                                                    z młodą i ładną da, z siebie wszystko. Jak powiedział tak zrobił. Sońka urodziła
                                                    dwóch następnych królów. Starszy syn Jagiełły, Władysław III, został wprawdzie
                                                    także królem Węgier, ale dał się nowym poddanym namówić na wycieczkę do Warny.
                                                    Zamiast wrócić stamtąd z kożuchami i olejkiem różanym, jak tylu Polaków po nim,
                                                    dał się zabić Turkom. Z tego powodu przeszedł do historii jako Warneńczyk. Jego
                                                    młodszy brat, Kazimierz Jagiellończyk, ma ogromne zasługi, ale o tym opowie nam
                                                    Maciej Radwan Rybiński jutro smile
                                                  • rita100 Re:Dwunasta bajka krakowska 11.07.07, 20:58
                                                    Za panowania Kazimierza Jagiellończyka oczywiscie w Krakowie, a konkretnie w
                                                    klasztorze Bernardytów na Stradomiu - wyprodukowano pierwszy polski druk,
                                                    kalendarz ścienny na rok 1474. Ale największa zasługa Kazimierza Jagiellończyka
                                                    i to dla myśli politycznej poszła w zapomnienie. Niestety dziś nikt już nie
                                                    pamięta, ze to Jagiellończyk był prekursorem rozdziału państwa od Kościoła. Nie
                                                    tam żadne Oświecenie, Wolter, czy rewolucja francuska, tylko średniowiecze i
                                                    przedrenesansowy krol Polski wprowadził ten rozdział w praktyce. I to już w
                                                    czasie koronacji.
                                                    A było to tak - po uroczystym akcie koronacji w katedrze wawelskiej król miał
                                                    odbierać na rynku hołd mieszczan krakowskich. Na podium towarzyszyli mu
                                                    dostojnicy - biskupi i dwaj książęta mazowieccy. Władysław i Bolesław. Między
                                                    książętami i biskupami powstał spór, kto ma siedzieć po prawicy króla. Książęta
                                                    jako władcy udzielni i potomkowie Piasta uważali, że ten zaszczyt im się należy.
                                                    Episkopat upierał się, że to biskupom należy się prawica. Król się nie wtrącał
                                                    praktykując w ten sposób rozdział między władzą duchową i świecką. Awantura
                                                    skończyła się tym, ze obrażeni biskupi opuścili rynek i cała pompa została odwołana.

                                                    A łoto klasztor Bernardynów
                                                    schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=485&pos=0
                                                  • rita100 Re:Trzynasta bajka krakowska 12.07.07, 20:17
                                                    Rolę mędrców muszą pełnić błazny.
                                                    Pomiędzy sztuką a jej odbiorcami panowała pełna harmonia. Artystom płacił król,
                                                    płacili im magnaci, płacili mieszczanie. (...) A królowie jegomości zatrudniali
                                                    nawet satyryków, czyli wedle ówczesnej nomenklatury błaznów.
                                                    Najsłynniejszym był oczywiście Stańczyk, z którym Zygmunt August lubił sie
                                                    przekomarzać. Pewnego dnia spytał błazna, czy wielu już znalazł na dworze
                                                    równych sobie głupców. Błazen odparł, ze wielu, właśnie dopisał na listę
                                                    Zygmunta Augusta, który wyprawił za granicę spowiednika królowej Bony,
                                                    franciszkanina Lismaniego z wielką sumą pieniędzy na zakup ksiązek. A jeśli
                                                    Lismani wróci ? - zapytał król. Wtedy ciebie zmażę, a siebie wpiszę. Nie musiał.
                                                    Lismani nie wrócił i na stańczykowej liscie głupców pozostał krol Zygmunt.
                                                    Błazen Stańczyk jest do dziś na liście mędrców."
                                                  • rita100 Re: Zwon Zygmunta 18.07.07, 22:24
                                                    1521- Po raz pierwszy zabrzmiał dźwięk dzwonu Zygmunta. Największy polski dzwon
                                                    został ufundowany przez króla Zygmunta Starego i odlany rok wcześniej w
                                                    krakowskiej ludwisarni mistrza Hansa Behema z Norymbergi. Na wieżę katedry
                                                    wawelskiej wciągnięto go 9 lipca 1521 roku, co uwiecznił Jan Matejko na swoim
                                                    obrazie z 1874 roku. Dzwon Zygmunta uruchamiany jest ręcznie przez 8 – 12 ludzi.
                                                    Przywilej ten ma 28 dzwonników, stowarzyszonych w elitarnym Bractwie Dzwonników
                                                    Zygmunta. Bicie w dzwon Zygmunta oznajmia tylko najważniejsze wydarzenia w życiu
                                                    Polski lub Kościoła katolickiego. Bił na przykład wieczorem 2 kwietnia 2005, gdy
                                                    zmarł Jan Paweł II, jak i 27 lat wcześniej, po wyborze Karola Wojtyły na
                                                    papieża, dzwonił też 30 kwietnia 2004 roku po mszy św. w intencji Ojczyzny,
                                                    odprawionej w katedrze wawelskiej z okazji przystąpienia Polski do Unii
                                                    Europejskiej.

                                                    -------------
                                                    dzwonił też 30 kwietnia 2004 roku po mszy św. w intencji Ojczyzny,
                                                    odprawionej w katedrze wawelskiej z okazji przystąpienia Polski do Unii
                                                    Europejskiej.

                                                    Pono wtenczias Stańczik sia łuśniechoł.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka