Dodaj do ulubionych

KAROL MAŁŁEK - łosamotniony król Mazur

21.09.07, 21:38

Toć tyś, Karol ? Król Mazur ?! Zitaj, kosiany! Dawaj pyska bracie!

Lubziuł godke mazurkó. Buł z niyj dumny. Ze smakam pśieściuł i podkreśloł jich
niezykłe psiankno.
Jego potężna postać kipsiała energią, a rubaszny, ludowy humor zjednywał z
miejsca. Tubalny i dzwięczny głos tryskał siłą i poddawał właściwy ton.
Obdarzony talentem aktorskim i wrodzoną ekspresją muzyczną - był chodzącym
śpiewakiem i gawędziarzem. Przywracał polskość Helmutom i Gerdom po przez swój
urok osobisty, darem prostej, barwnej gawędy, która trafiała do wszistkich syrc.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Łón buł syrcem zwonu 21.09.07, 21:42
      "Pierwszy między Mazurami" - to je ksiojżka, chtórnó gorónco polecam.
      Wspomnienia ło Karolu Małłku łopracowane bez Jan Chłosta, wydana Łolstin 1998, a
      zianc eszcze pewno só w ksiangarniach. Prosza kupta jó, i poczitajta, a
      łobaczicie jek mniatko sia zrobzi na syrcu, a niyjedna łezka potocy sia po licu.
      W taj ksiójżce só wspomnienia ludziów i dozieta sia kim buł Karol Małłek i
      daczemu łóni Jygo kochali, lubzieli i cenili.
      Poziam ziancej, Karol Małek zaszczepił w ludziach mniłość do Warniji i Mazur.
      Citomy w tak ksiójżce wspomnienia takich ludzi jek: Andrzej Drawicz, Kira
      Gałczyńska, Jan Miaria Gisges, Erwin Kruk, Marek Wiktor Leyk, Igor Newerly,
      Władysław Ogrodziński, Agnieszka Osiecka.... i łobaczicie chto eszcze.

      "I żodne, nawet nopsiankniejsze pośniartne słowa - tyj zielkiej krziwdy Jamu nie
      wyrównajó."
      Jarosław Abramow-Newerly

      A jó mom nadzieja co łu noju bandzie żuł ziecznie i bandziewam sia radowali z
      tygo co Uon buł i je dalyj z noma.
      • rita100 Re: Łón buł syrcem zwonu 21.09.07, 21:46
        A tero przijżyjmy sia tam wspomnieniom, no ale wcześniej taki małi cytacik:
        "Karol Małłek był typowym Mazurem, wesołym z usposobienia i towrzyskim. Chętnie
        spotykał się w gromadzie znajomków. Z upodobaniem opowiadał historie zasłyszane
        o przeszłosci Mazur, o zwyczajach mieszkańców tej ziemi. Lubił śpiew. Miał
        wyjątkowe poczucie humoru, czym zjednywał sobie ludzi. Był gościnny, Dzielił się
        przysłowiowym kawałkiem chleba i mocniejszym, jak trzeba było, trunkiem. Miał
        wielu przyjaciół.(...)
        Ktokolwiek w pierwszych latach po wojnie pragnął poznać Mazury, musiał złożyć
        wizytę Karolowi Małłkowi w Rudziskach Pasymskich, później w Krutyni, kiedy u
        boku swojej żony Wilhelminy, kierowniczki szkoły, już jako emeryt miał więcej
        czasu na działalnosć społeczną."
        Jan Chłosta dalej pisze:

        Droga Karola Małłka do polskości wcole nie buła prosta. Urodził się 18 marca
        1898 roku w Brodowie pod Działdowem. Uczęszczał do szkoły niemieckiej. W czasie
        pierwszej wojny światowej słuzył w niemieckim wojsku. Miał nawet zostać
        niemieckim nauczycielem, ale w domu posługiwano się gwarą mazurską.
        22 grudnia 1935 roku utworzył Związek Mazurów i wydał wtenczas: "Mazurski
        śpiewnik regionalny" razem z Arno Kantem, "Plon , czyli dożynki na Mazurach"
        oraz "Wesele mazurskie". Potem jeszcze wydał "Jutrzne mazurską na Gody". Dzięki
        swoim uczniom w Purgałkach, Plośnicy, Nowej Wsi, Kisinach, Działdowie, Pierławce
        zdołał zebrać wiele gadek, przypowieści, przysłów mazurskich i pieśni ludowych.
        Wszechstronnie angażował się w życie publiczne.
        • rita100 Re: Łón buł syrcem zwonu 21.09.07, 21:49
          A po wojnie ? Po wojnie uwierzył zapewnieniom władzy PRL, ze sprawy mazurskie
          będą sprawiedliwie rozwiązane i pozwolił się wciągnąć w rogrywki polityczne
          okresu stalinowskiego. Ale stało się inaczej, uderzono w Niego.
          Kiedy był Karol Dyrektorem Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach odbyła
          się rozmowa z przewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Kontroli Partyjnej w
          Olsztynie i tak w notatkach zapisał Karol:
          "Rozmowa toczyła się wokół czterech zasadniczych pytań:
          - Dlaczego piszecie się przez dwa 'ł' ?
          - Co robiliście przed wojną ?
          - Co robiliście w okresie okupacji?
          - Co robicie teraz ?
          W wyniku tej rozmowy Karolowi odebrano legitymację członka partii. Został
          odwołany ze stanowiska dyrektora i Małłek zaczął pisać swoje wspomnienia, ktore
          przy okazji też bardzo polecam.
          W ksiojzce "Z Mazur do Verdun" wyjaśnił Małłek skąd w nazwisku ma dwa 'ł'. To
          już legenda, którą Karolowi opoziedzioł łojciec, ło przodku ze Sławki Wielkiej.
          Tamtan stari Małek w czaie bzitwy pod Grunwoldem trasiuł strzałó w łoko Krziżoka
          w ciasie kedy tan Krziżok chcioł cisnóńć mnieczm w krola Jagiełłe. Po bzitwie za
          tan czyn król Jagjełło doł przodkowi Karla, szlachectwo i druge 'ł' do mniana.
          Tak łod tyj pory mianuje sia familia Małłek.
          cdn
          • rita100 Re: No Karola....łod Rity 21.09.07, 22:12
            A tero pozwole sobzie na przerywnik łosobisty, a związany z Małkiem, tlo ni ziam
            czy psisane bez dwa 'ł',czi nie, bo pomnientam nazwisko ze słuchu. A zianc, jo w
            swich młodziańczych lotach przijeżdzoła do Łolstina na bezuch do brata. Mój
            bruderek mnioł łod dawni przijociela, a zwoł sia Ryszard Małek. Mom jygo nowet
            łobrazecek.
            I kedy buła am w Łolstinie w tym ciasie Ryszard Małek mnioł czijeś
            wesele dzieś na wsi. Mój bruderek buł fotogrof to tyż z niam jychał, a ze jo
            przijechała nieoczekiwanie, to wziyli i mnie. To byłi nopsiankniejsze dni i
            noweselsze, bo tan Rysiek sia strasznie wygłupsioł zawdy. Jechalim na to wesele
            na zieś oftobusam z pod samiuśkygo domu, bo ziyta, co Bonóf Aftobusowy buł na rogu
            ul. Samulowskiego Jandrzeja, a ul.Partizantów. Wsiedlim i pojechalim. Weselisko
            dotrwoło tydziań, ale mym buli trzi dni. Mało co pamnientom, gwołt ludziów
            łobcych , kościół i gwołt przigód. Pamnientom kapela, mikrofony, tańce, spanie
            dzieś po jizbach w mazurskich łożach, pamientom tyż meble, jizbe zabawowó,
            podworzec i rzeczke bez chtóró buła kładka by przejść na szosyje. Pamnientom
            bagienko, bo po dysz'czu na dworzu sia zrobziuło i bez to bagienko brutkon
            niósł na rankach brutke i sia wykopyrcili i buło gwołt śniechu. Pamnientom co
            mój bruderek w kosciele prazie przi łołtarzu długo szukoł łobrónczek no młodich,
            bo dzieś wtrynił i nie ziedzieli kaj, a ksiójdz chcioł położić łobrónczki na tacy.
            Wsziści sia nerwowali i trwożili w tam momencie i ksiójdz tyż. Mój bruderek
            zamniast robzić fotki szukoł pod bankami kościalnymi łobrónczek, a potam Rysiek
            Małek włożił ranke do kieszani mojego bruderka i wyciójgnół łobrónczki dwie.
            Tedi wsziści ludzia sia śnioli w tam kościele. Tak łóni we dwa potrasili
            różnieste sztuczki robzić i żol, co jo tygo łuż ni pamnietom. Może sobzie kedy
            przibacze, ale prowdó je, ze w ciasie wesela na szczajście młodyj pary musieli
            sia na podwórzu bzić. Na weselu bez bójki ni może sia łobyć. Jo mnioła jydno
            zadanie na tam weselisku coby psilonować abi państwo młodzi i śwadkowie sia nie
            łożarli, datemu tam na jich stole musioło stać tlo łoranżada. Achtowoła am i
            dowała am baczenie na te flaszczeczki z oranżadó. Co silke donosili oranżadke i
            donosili, a mym psili. Wszistko buło psianknie, am buła trzyźwa jek nic i dumna
            z zadania, a
            łóni czyli świadkowie i państwo młodzi troche sia rozłochocili. Czaroj jeki, co
            sia dzieje ? - myśla sobzie i sia pytom bziesiadników. A dyć soma skosztuje tyj
            łoranżadki - godali. I tak, łokazało sia , ze w jiych flaszeczkach nie buło
            łoranżady tlo gorzałeczka wlana. Mniarkujeta, co jedynó łosobó trzyźbzió to jo
            buła ! Poziem woma co jo psyrszy roz buła na weselisku i nie ziydzioła jek to mo
            wyglóndać, co to wszitko łoznacza ? Ale jydno ziam, to buło mazurskie
            (warnijskie) tradycyjne wesele we wsi, na psianknej wsi. Tero moge poziedzieć,
            że jich godki nie mniarkowała am, bezto mało i jo co godoła, nie mniołam z kam i
            nikogo ni znoła
            am. Pewno łuż dawno młodzi wyjechali do Mniemniec. No, ale nie łobuło sia bez
            przigód kedym nazod do dom wracali. A zianc stalim na tyj szosyji na wsi i
            czkalim na oftobus do Łolstina. Wsziści mnieli eszcze w kurunie. Małek ni doł
            rady eszcze ło własnych siłach jiśc, to szedł podtrzymywany, jek w ślójskiej
            psieśniczce:

            schlesien.nwgw.de/mp3/Kapela_J_Poloka/O_powrocie_z_karcz
            Jak jo ida z karczmy do dom potrzebuja trzech ze sobó
            Jak jo ida z karczmy do dom potrzebuja trzech ze sobó
            dwa mnie wiedó pod ramiona trzeci pokazuje strona
            dwa mnie wiedó pod ramiona trzeci pokazuje strona
            ludzie z łoken zaglóndajó co to za chahara majó
            ludzie z łoken zaglóndajó co to za chahara majó
            a to Karola łożartego w karczmie łokulanego wink

            Trzimalim go fest, jo i moj bruderek. Kedym tak stali na przistnaku oftobusowym
            na szosyji we tyj wsi, to marzuło noma sia coby oftobus buł pusty, tak aby mógł
            sobzie Rysiek legnóńć na dylach oftobusu, jek w tyj pieśniczce:
            'umer Maciek , umer,łuż lyży na desce,
            a jek by zagroli potańcził by eszcze'

            ... i tak jygo zazieść do somego Łolstina. Ale jek to je marzenia,
            marzeniami.... i podjychoł oftobus pełan ludziów. Ło jenu, jek mym wciskali
            Ryśka do tygo oftobusu, jek mym sia łumaczyli. Potam jygo trzymalim w pozycji
            pionowej coby sia nie nolozł na dylach, bo jygo podaptajó ludziska. Mocno go
            trzimalim, fest mocno, aże w noju rankach tlo ancung łostoł, a Rysiek na dylach.
            Podnosili jygo i roz i
            dwa..., a ludzi coroz barzi przibywało w oftobusie łod przistanku do przistanku.
            Tak sia zrobziuła kupka ludzi co łuż nie musilim Ryśka trzimać, bo jinni jygo
            trzymali w tam tłoku. I tak dojychalim szczajśliwie do dóm. A jek łuż dojechalim
            do tygo Łolstina to czkalim aż wszistke ludzia wylezó z niygo a na kóńcu mym
            wynosili Ryśka Małka. Tero to sobzie myśla co to buła krew Małłka.
            Jakem tylko nazod nolazła sia w Krakozie to łopisołam am to psiankne wesele w
            swojam pamniantniku, chtóri kedajś wyrzuciuła am do śniatniska. Ziym,
            szpetnie,szpetnie, bo tero mnioła bym jek nolazł. Ale bez to pamnientom cosik,
            co woma i Małłkowi łopisołam i coby ni buło że przitoczam wspomnienia jinnych smile
            I tok mysla co Małłek lejdowoł by sia z weołeygo łopoziadania bo łón mnimo
            wszistko wesołym buł człoziekam
            • rita100 Re:Moja prośba 22.09.07, 20:54
              Citom tó ksiójżke ło wspomnieniach ło Karolku Małłku i ziam , co tygo ni możem
              przemilczeć. Ta ziedza ni może być zakryta tlo w ksiójżce, łóna musi na wierch
              wypłynóńć, jek łoliwa. Małłkowi brok przywrócić należny Jamu Honor, ni tak
              łobojętnie i cichaczam przejść.
              Tak nie gniewajta sia moi mnili autorzy tyj ksiójżki co bande nikedy cytować, po
              prostu musza, bo je to mój łoboziązek. Godata co :

              "I żodne, nawet nopsiankniejsze pośniartne słowa - tyj zielkiej krziwdy Jamu nie
              wyrównajó."

              Być może krziwdy nie naprawim, ale prowde ło Małłku brok poznać, to możem
              zrobzic, możem przekazać jó dali, dali i dali coby coła Polska ziedzioła jekego
              syna Maziury mnieli. A łostatniemu, łosamotnionemu Królowi Mazur to sia należy.
              • rita100 Re:Wracamy do Karola Małłka 22.09.07, 21:46
                Wracamy do Karola Małłka i tematy dlaczego Małłek był łosamotniony w sej pracy?
                Po II wojnie światowej Karol Małłek dązył do utworzenia ośrodka dla autochtonów
                w duchu wierności dawnym tradycjom, specjalnych kursów języka polskiego, bowiem
                większośc uczetników tych kursów nie była związana z Polską. Ich dzieciństwo
                przypadało akurat na lata rodzącego sie faszyzmu i jego rozkwitu. Byli niekiedy
                członkami hitlerowskich organizacji. Końcówka wojny pozbawiła tych ludzi
                ojczyzny, mienia i utracili niekiedy najbliższych. Znależli sie ci ludzie w
                próżni, a Małłek tworząc Mazurski Uniwersytet Ludowy chciał przywrócić ich Polsce.
                Cz mu się to udało ? - pyta i odpowiada Jan Chłosta.
                Tu musze przytoczyć cytat:
                "Nie wszystkich zdołał pozyskać dla polskości. On tego nie ukrywał. Ubolewał nad
                wyjazdem Mazurów za Odrę. Postrzegał w tym błędy ludowej władzy. Ale także i
                jego , Małłka traktowano z nieufnością. W tamtym okresie również wobec Karola
                Małłka organizowano sieć donosów. Potem odsunięto Małłka na boczny tor."

                A tylko chodziło mu o sprawiedliwy status Mazurów na Działdowczyźnie. Dzianki
                taj ksiójżce poznomy Karola bliżej, łod strony prywatnej i poziam woma co
                kosiany buł Karol. Ziyta, poziam ziancej dzianki tyj ksiójżce poznalim nowe
                słózieczko - kosiany czili kochany smile
                • rita100 Re:"Był dąb nad Mukrem..." 24.09.07, 22:18
                  Przytoczę wspomnienia Jarosława Abramowa-Newerlygo.
                  Jeno z nociykawszych.
                  "Karola Małłka poznałem w lecie 1949 roku, kiedy był jeszcze dyrektorem
                  założonego przez siebie Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach. Lud mazurski wrócił
                  do Macierzy, a system pruski legł w gruzach. Wydawało się, ze czas na takich
                  działaczy jak Małłek nadszedł. Znali jego wartość Niemcy i w III Rzeszy tępili
                  bezlitośnie. Wysoka nagroda, jaką wyznaczali podczas okupacji za głowę Małłka,
                  jest najlepszym tego przykładem.
                  Tymczasem nowa władza zgotowała mu przykrą niespodziankę. Wielu aresztowano
                  traktując jako faszystów. Inni zgorzkniali umierali z zapomnieniu. Haniebna to
                  karta. Małłka jeszcze nie ruszono. Nawet z pozoru fetowano. Własnie zaproszony
                  został na uroczyste otwarcie Trasy W-Z w Warszawie. (....)
                  Wracał z tej lipcowej fety zmęczony i radosny. Od stacji kolejowej w Pasymiu
                  szedł piechtó do Rudzisk z łolbrzymió teczkó, w której niósł pamiątkowy album.
                  Pokazywał go, cieszył się nim, a na mój widok radośnie rozwarł ramiona i ryczy:
                  - Toć tyś, Jarek! Syn Igora! Zitoj, kosiany! Dawaj pyska, bracie! - wyściskał
                  syrdecznie.
                  Lubił gwarę mazurską i był z niej dumny.
                  Zawsze byliśmy serdecznie goszczeni, wspólnie śpiewalismy. Chodziliśmy na
                  Krutynię, a Karol ostrożnie zanurzył sie w niej i z rozkoszą wołał:
                  - To jest rzeka ! Wielka święta rzeka Ganges! Nasz Ganges, bracie.
                  Takich miejsc świetych było więcej. Chociażby ten stary dąb w pobliżu Zgonu.
                  Potem, gdy razem z Andrzejem Jareckim napisali książkę o Mazurach, wydaną w
                  latach pięćdziesiątych - taki właśnie miała tytuł: "Jest dąb nad Mukrem"

                  On właśnie, który wojował całe życie o polskość Mazur - szanował ich stare nazwy
                  i bolał nad tym, ze tak głupio je często zmieniają. Dlatego ten dąb rósł
                  wtenczas nad Mukrem. A nie nad jeziorem Mokrym, jak je dziś nazywają.
                  Jeździliśmy wówczas do Pup i Kurwi, którą potem nazywano Karwicą Mazurską, o
                  której tak piękną piosenkę napisał Andrzej Jarecki.
                  Jaka to moze byc piosenka ?
                  • rita100 Re:"Był dąb nad Mukrem..." 24.09.07, 22:19
                    Pamiętam jak oprowadzał mnie po starych wioskach - a kobiety mówiły tam
                    krystaliczną gwarą mazurską. Mimo , ze urodziły się w Prusach Wschodnich, nie
                    znały słowa po niemiecku.
                    Na jego oczach zniszczono wszystko. Wkrótce pozostał samotnym królem bez swoich
                    poddanych. Bo tym niekoronowanym królem Mazur niewątpliwie był. Po wygnaniu z
                    Rudzisk zaistniała iskra nadziei, ze pozwolą mu wrócić do aktywnego życia. Po
                    Październiku 1956 roku przyjaciele ludowcy zgłosili go na listę posłów. Miał
                    reprezentować ziemię mazurską. Wspaniały byłby to poseł. Urodzony trybun ludowy,
                    potrafił porywająco mówić i przekonywać do swojej racji.

                    A tak... patrzył na to bezsilnie zza płotu w Krutyni i pisał pamiętniki. Mój
                    Ojciec wspominając często Karola zwykł mówić, że to jedna z najbardziej
                    tragicznych postaci, jakie znał. Pozbawiono Go nie tylko możliwości pracy, ale i
                    ludzi, dla których z taką miłoscią pracował. Helmuty i Gerdy kolejno wyjeżdżali
                    do Niemiec. Pozostał sam. I nawet głośno nie mógł mówić o tej sprawie. "
                    • rita100 Re:Kim był Karol Małłek ? 25.09.07, 22:13
                      Bożena Domagała , Olsztynianka, dr socjologi zatrudniuona w OBN
                      im.Kętrzyńskiego, autorka wielu opracowań też wspomina Karola Małłka. Przede
                      wszistkim pisze o Karollu Małłku z okresu Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego.
                      Postawiła sobie pytanie:
                      Kim był Karol Małłek ?
                      Odpowiada tak: jeden z najbarwniejszych przedstawicieli mazurskiej
                      inteligencji, okreslany niekiedy mianem "Króla Mazurów". Bohaterem epizodu
                      związanym z tworzeniem i dyrektorowanie MUL. To było dla niego najważniejsze
                      dzieło życia. Utworzył Mazurski Uniwersytet Ludowy w 1945 roku w Rudziskach
                      Pasymskich po to by uchronić Mazurów i stworzyć im możliwość awansu, by się
                      odnaleźli w nowej rzeczywistości i agitować na rzecz szybkiej weryfikacji
                      Mazurów, co oznaczało formalne przyznanie się do polskości.
                      W kronice możemy odnaleźć takie zapiski:
                      " Zgodnie z naszym planem, szykowalismy się do objazdu miejscowości w powiecie
                      Szczytno, w którym pełni gorliwości przedstawialiśmy nasze życie naszym ziomkom
                      słowem i śpiewem, tańcem ludowym i gestem. Zarazem pragnęliśmy wykonać to
                      zadanie, tych naszych ziomków zachęcić do wiązania się z naszym ludem. Oprócz
                      tego chcieliśmy, ażeby oni przy naszej pomocy, raz porządnie się rozweselili. W
                      tym celi odwiedziliśmy Dźwierzuty i Rańsk. Z rysów twarzy tej masy ludzi oprócz
                      ciekawości można było wyczytać, ze mało zaufania do nas czuli, lecz gdy się z z
                      naszym przedstawicielem i z nami zapoznali, nastąpiła zupełnie inna atmosfera."
                      (...)
                      • rita100 Re:Kim był Karol Małłek ? 25.09.07, 22:15
                        Zamieszczone są też Mazurów wspomnienia o Małłku:
                        "On nas rozumiał, starał się wszelkimi siłami, zeby Mazurzy zostali, a władze
                        robiły wszystko aby ich zdegradować. Gdy ja byłem w MUL, to przyjechali
                        urzędnicy z PUR i zabrali nam majątek jako mienie poniemieckie.
                        Wspominam Małłka bardzo serdecznie. Jego żonę też, która bardzo była przejęta
                        sprawami męża, chociaż była warszawianką. Władze krzyżowały jego plany. On
                        chciał tę młodzież zrepolonizować, a władze to odrzuciły. Zrobiły z nas Niemców.
                        Gdyby było więcej ludzi jak Małłek, byłoby inaczej. Małłek przeciwstawiał się
                        prześladowaniom Mazurów, że Mazurzy byli dyskryminowani przez urzędników."

                        Na pytanie do Mazurów, co dał im Mazurski Uniwersytet Ludowy (MUL) padła odpowiedź:
                        "Nie byliśmy już tacy bojaźliwi, potrafiliśmy znaleźć drogę i wyegzekwować swoje
                        prawa. Poznawaliśmy język, mogliśmy napisać podania, a podań wtedy było dużo.
                        Przede wszytkim o pracę."

                        Z ponad trzystu osób, ktore przewinęły sie przez MUL w 1951 roku udało sie
                        odnaleźć tylko trzy. Wychowankowie MUL nie wiedzą o sobie ani o tych, którzy
                        pozostali w Polsce i teraz są członkami stowarzyszeń mniejszości niemieckiej ani
                        o tych, którzy już nie żyją.
                        W podsumowaniu naszej rozmowy Mazur powiedział:

                        "Gdyby Karol Małłek się obudził, nie poznałby tego świata. 'Świat' również nie
                        wie, czy widzieć w Małłku bohatera, czy też raczej jeszcze jednego partyjnego
                        działacza, który okazał się po prostu niepotrzebny."

                        Tak kończy swoje wspomnienia o Małłku Bożena Domagała, dzieki ktorej poznaliśmy
                        wiecej Karola. Oczywiście, że zamieściłam tylko skrót opowiadania i zachęcam do
                        sięgnięcia po tą bardzo ciekawą pozycję.
                        • rita100 Re:"Ojcyzna to nasa..." 26.09.07, 21:36
                          A tero napsiszem barzo ciykawe wspomnienie Jandrzeja Drawicza (1932-1997) -
                          krytyk literacki, wybitny znawca literatury radzieckiej i rosyjskiej.

                          "Na Mazury trafiłem po raz pierwszy w 1955 roku, latem tuż po warszawskim
                          Festiwali Młodzieżowym. Przywieziono nas do Rucianego pociągiem, a potem
                          wędrowaliśmy rzemiennym dyszlem szosą, polami, zagajnikami, lasem - ku Krutyni.(...)
                          Spokojna, a przy tym bujna uroda organiczna, swojska, otwarta, podbiła nas wtedy
                          od razu ('nas', tj. moich równolatków z kręgu STS-u czyli Studenckiego Teatru
                          Satyry).
                          Las wciągał nas swoim rytmem, falowaniem przestrzeni, korytarzami i polanami,
                          światłami i cieniami, uskokami zagajników, strzelistością sosen.

                          "I gdy człowiek wejdzie w las to nie wie, czy ma lat pięćdziesiąt czy
                          dziewięć..." napisał Gałczyński o mazurskiej magii. I lubiliśmy wtenczas mówić
                          jego słowami:

                          Jutro popłyniemy daleko,
                          jeszcze dalej niż te obłoki
                          pokłonimy się wysokim brzegom,
                          odkryjemy nowe zatoki;
                          nowe ryby znajdziemy w jeziorach,
                          nowe gwiazdy złowimy w niebie,
                          popłyniemy daleko, daleko,
                          jak najdalej, jak najdalej przed siebie.

                          Tak właśnie było. Myśmy chcieli się zanurzyć w sielskość i zapomnieć o
                          wszystkim. Ale obecni. Ludzie tamtejsi mieli w oczach strach. Byli jakby
                          porażeni niedawnym koszmarem. Uśmiechali się widocznym wysiłkiem, patrząc gdzieś
                          w bok. Pytani woleli nie mówić albo odpowiadali wymijająco. Zresztą nie bardzo
                          ich wypytywaliśmy. Byliśmy wielkimi egoistami, może dodatkowo znieczuleni przez
                          niedawne okrucieństwo wojny."

                          Tak noczyna swoje wspomnienie Andrzej Drawicz. Przyznocie co barzo ciykawie,
                          datemu zatrzimamy sia tu dłużi i popłyniewa daleczko, daleczko w dal....
                          cdn
                          • rita100 Re:"Ojcyzna to nasa..." 26.09.07, 21:41
                            "Wtedy to właśnie, za pierwszym przyjazdem, po dojściu do Krutyni- wioski
                            poznałem Go.
                            Karol Małłek miał wtedy lat pięćdziesiąt siedem. Urodzony w roku 1898 w
                            Brodowie, w chłopskiej rodzinie, żołnierz armii niemieckiej w pierwszej wojnie
                            światowej, absolwentem seminarium nauczycielskiego, działacz, wieloletni prezes
                            Związku Mazurów, w czasie okupacji ścigany listami gończymi i ukrywający się pod
                            przybranym nazwiskiem - był jeszcze w pełni sił, ale już na bocznym torze. Okres
                            stalinowsko-bierutowski spuścił na Mazurów jeszcze jedną plagę. Kiedy już trochę
                            ochłonęli po sowieckich represjach i polskim rabunku, wzięli się w garść,
                            spróbowali robić, co sie dało, ratować ludzi, tworzyć elementarne struktury
                            regionalne - oskarżono ich o separatyzm i nacjonalizm.
                            Małłka też nie ominęło to oskarżenie. Wyrzucono Go z partii, odebrano ukochane
                            dzieło, Uniwersytet Ludowy, i odesłano na głodową emeryturę. Dowiedziałem się w
                            jakiejś instancji, że Małłek chciał oderwać Mazury od Polski. Własnie tak coś.
                            Prawda, była w tym pewna, łagodząca polska specyfika, jednak nie zgnił w łagrze.
                            Pozostał na wolności."

                            (A pamiętacie, z żoną Linka też tak zrobiono, dali jej głodową emeryturę)
                            cdn wspomnień Drawicza
                            • rita100 Re:"Ojcyzna to nasa..." 26.09.07, 21:44
                              "Takim ukazał nam się tego letniego dnia, kiedy doszliśmy do Krutyni. Wyszedł
                              nam na przeciw wielkogłowy grubas niedużego wzrostu, o kartoflanym nosie i
                              bystrych oczach. Pokaźny brzuch obnosił swobodnie, nawet go wypinając. "Mazurski
                              Colas Breugnon" - pomyślałem od razu. Bo struktura Mazur jest węźlasta, raczej
                              przyziemna niż strzelista, rosochata i zakorzeniona zarazem. Mieszkańcy tego
                              kraju rzadko błyskali posągową urodą i tacy właśnie dobrze wpisywali się w
                              pejzaż, miedzy wierzby, sosny, chaty, piachy i pagórki. Pan Karol obejrzał nas i
                              powitał swoim piersiowym, głebokim, oratorsko modulowanym głosem. (...) Trudno
                              sobie wyobrazić lepszego ambasadora mazurskiej idei. Może dlatego, ze był jej
                              naturalnym wcieleniem. Wiódł swobodną gawędę. Mówił szeroko, efektownie, niczym
                              ludowy bajarz. Opowieści swoje snuł na scenkach obyczajowych, anegdotki,
                              przypowieści ludowe, ludowe baśnie. Przechodził na gwarę. Miękka mowa mazurska,
                              przytulna niby gaworzenie dziecka, odsłaniała w ustach pana Karola swój urok.
                              Potem zaczął śpiewać, domagając się od nas prędkiej nauki i towarzyszenia.
                              Wkrótce nieskładnie wtórowalismy Jego basowi:

                              Na polu ziezba
                              Pod ziezbą woda,
                              Ciezpała ją panienecka
                              Ślicna uroda.

                              Był też mazurski hymn, który należało śpiewać nie tyle z powagą, co z liryczną
                              czułością:

                              Ojcyzna to nasa, te wody i las.
                              Ojcyzna to nasa, te góry i las.
                              Niech żyją Mazu-u-ry, ten kraj pełen kras !

                              Nie wiem, które z tych słów były Jego własne - bo sam nie tylko zbierał i
                              układał, ale i współtworzył mazurski folklor - a które wyszły od wybornego poety
                              ludowego Michała Kajki.

                              Małłek rozdawał najhojniej ten folklor - żeby przybysze wiedzieli, gdzie się
                              znaleźli, zeby nabrali do tej ziemi smaku, żeby w nią, jeśli się uda, wrośli,
                              uznali ją za swoją."

                              Ziam, co przidługase só te wspamnienia, ale take psiankne co ni moge woma je ni
                              zamnieścić. No dyć jek, jek ło tam nie godać i nie psisoć smile
                              cdn Andrzeja Drawicza bandzie.
                              • rita100 Re:"Ojcyzna to nasa..." 26.09.07, 21:52
                                "Krolem Mazur być Mu po wojnie nie pozwolono, ale ambasadorem - powtórzę - był
                                znakomitym, z własnego mianowania i potrzeby.
                                Wspaniale świntuszył: to było również częścią obrazu - Jego samego i swiata, w
                                ktorym wyrósł. Ludowe pieprznosci grały w Jego ustach pełnymi barwami, co w
                                innym wydaniu byłyby płaskie albo niesmaczne, stawało się u Niego bezapelacyjne.
                                Lubił podkreślać swoje dawne męskie przewagi w sprawach z 'bziałkami'.
                                Panakarolowe intonacje, zaśpiewy, zawieszenia głosu, pauzy i przyśpieszenia mam
                                w uszach jak żywe, choć już trzydzieści i więcej lat uciekło od tej pory. Żal
                                tylko, ze samej żywej materii opowieściowej już się nie odtworzy (magnetofonu
                                nikt z nas wówczas nie widział) więc pamięć utrwaliła ledwie szczątki.
                                Ot choćby, gdy pan Karol chciał o kimś powiedzieć, ze się strasznie przestraszył
                                - wówczas z nie do opisania, przydechową energią w głosie rzucał:
                                "Zesrał się na waść !"

                                To eszcze nie wszistko co psisze Jandras Drawicz, łutro dokańcza. Dzisioj gwołt
                                napsioła am. Tero rychtycznie czujeta kam buł Karol, król Mazur.
                                cdn
                                • rita100 Re:"Ojcyzna to nasa..." 27.09.07, 21:42
                                  "Taki był początek naszych spotkań. Widywaliśmy króla Mazur przez wiele sezonów.
                                  Wpadało sie do Niego do Krutynie, czasem On wpadał do pobliskiego Zgonu, gdzie
                                  mieliśmy wieloletnią bazę. Tymczasem Jego własna sytuacja uległa poprawie. Tyle
                                  , ze była to poprawa dwuznaczna. Owszem, został wkrótce zrehabilitowany,
                                  przywrócony, dopuszczony do różnych wysokich progów, a nawet odznaczono Go i
                                  fetowano. Nie został wprawdzie posłem, ale do posłowania - mówiliśmy między sobą
                                  był stworzony. (...)
                                  Karol Małłek okazał się bowiem królem Mazur - bez Mazurów. Poddani go opuścili.
                                  Sowiecki program wojenny i pierwsze polskie lata bezprawia przesądziły sprawę
                                  mazurską nieodwołalnie. Kraj pozostawał, ale ludzie wyjeźdzali. A kiedy znowu
                                  można było coś zrobić, okazało się, że już nic zrobić nie można. Ten lud, o
                                  którego wolność pan Karol tak wojował przez dziesięciolecia, ryzykując głową i
                                  tracąc dwu braci - wyrzekł się Polski, bo Polska w istocie, za sprawą swej
                                  władzy, wyrzekła się Mazurów."
                                  Dlatego też gdy znów Karol Małłek otrzymał swój Uniwersytet Ludowy, okazało sie,
                                  ze nie ma już kogo tam kształcić.
                                  cdn
                                  • rita100 Re:"Ojcyzna to nasa..." 27.09.07, 21:44
                                    Dali Jandrzej Drawicz psisze tak:
                                    "Czuję ukłucie spóźnionego wyrzutu sumienia; pogrążony w letnich, mazurskich
                                    radościach, we włóczęgach i kajakowych wyprawach - ledwo tedy zauważyłem, co się
                                    z panem Karolem i wokół Niego dzieje. To teraz po latach, kiedy usłyszę gdzieś w
                                    olsztyńskim czy szczycieńskim miłe sercu mazurskie: 'psiwo', 'misko', 'pojesiał'
                                    - podrywam się jak stary kawalerski koń na dzwięk trąbki, od dawnych wspomnień i
                                    dzisiejszej radości, ze jednak ktoś tu został." (...)

                                    "Któregoś letniego popołudnia odprowadzałem pana Karola ze Zgonu, wówczas
                                    jeszcze cichej wioseczki, rozrzuconej półkoliście w samym końcu Mukra.
                                    Przyjechał tu wedle swojego zwyczaju autobusem z Krutyni, obszedł wioskę,
                                    pogadał ze znajomymi, zjadł pewnie objad u Igora Newerlego, a teraz ruszał ku
                                    pobliskim Starym Kiełbonkom, gdzie starszy syn był kierownikiem szkoły. Pan
                                    Karol, mimo tuszy, lubił spacery, więc szliśmy dość szparko, najpierw szosą, a
                                    potem za jeziornym przesmykiem polną drogą i w głąb klasycznego mazurskiego
                                    krajobrazu i rozmawialiśmy.... (...)
                                    Z tej rozmowy miałem zrozumieć, ze Karol dopił swój kielich do dna."
                                    Dopsiuł kiylich do całka.
                                    "Sprawa mazurska była przegrana. Nic z niej już tu nie zostawało.
                                    - Tilo Reich! - powiedział nagle, patrząc na ziemię - Tylko Reich! - powtórzył
                                    głucho.
                                    Zaraz potem pożegnaliśmy się. Pan Karol odchodził nieśpiesznie, postukując
                                    kijaszkiem. Był cząstką krajobrazu, która zaraz miała zniknąć.

                                    "Byłem wtedy bardzo beztroski, ale starczyło mi - nie wiem czego, instynktu czy
                                    intuicji ? - żeby stać w miejscu i patrzeć za Nim, pod słońce, ze ściśniętym
                                    sercem i żeby odczuć, ze tak się spełnia pożegnanie. Moje z Nim, a Jego - ze
                                    wszystkim.

                                    Chociaż przecież żył i jeszcze dobrych parę lat. Zmarł w sierpniu roku 1969,
                                    przekroczywszy siedemdziesiątkę i śmierć miał dobrą, taką, o jakiej można
                                    marzyć, we śnie; lekką śmierć po ciężkim trudnym życiu."

                                    Tak napsisoł Jandrzej Drawicz, a zamnieszczony tekst pochodzi z czasopisma
                                    "Karta" nr 6 z 1988 r
                                    • rita100 Re:O panu Karolu z pamięcią 28.09.07, 21:49
                                      Cykawie tyż psisze Kira Gałczyńska, współorganizatorka muzeum Gałczyńskiego w
                                      Praniu na Mazurach, dziennikarka i edytorka twórczości Gałczyńskiego.

                                      Częstym gościem mojego ojca w Praniu był Jerzy Borejsza, który spędzał w
                                      pobliskim Rucianem swoj urlop. Rozmawiał on często z Karolem Małłkiem.
                                      Prowadzili długie rozmowy. Kira słysząc takie opowiadania pytała się ojca: Kto
                                      to jest ten Małłek ? Ale na to pytanie odpowiedział mi Jerzy Borejsza:
                                      " To taki człowiek, który za każdego Mazura oddałby wszysko co ma najlepszego."
                                      Wytłumaczył mi na czym polega prosta prawda, którą Polacy nie chcieli zrozumieć.
                                      "Tych rdzennych mieszkańców z dziada pradziada uważa się za Niemców. Bo są
                                      innego wyznania, mówią po niemiecku, dzieci należały do Hitlerjugent...
                                      A do czego mieli należeć ? Do sodalicji mariańskiej ?"

                                      I tak stopniowo, krok po kroku tłumaczyli Kirze pokręcone dzieje tego regionu. A
                                      jo woma poziem co eszcze godoł Jerzy Borejsza.
                                      cdn
                                      • rita100 Re:O panu Karolu z pamięcią 28.09.07, 21:52
                                        "O Nim Jerzy Borejsza także mówił słowami niezykłymi. Bo i człowiek nie był
                                        codziennego formatu ten pan Karol...
                                        Hitlerowcy dawali za niego sto tysięcy nagrody. Jego fotografie rozplakatowane
                                        były w każdej tutejszej wsi. Domagano się jego głowy, ale nie dostano jej, nikt
                                        Go nie wydał, nikt Go nie zdradził. Dla wszystkich Mazurów był jedną z
                                        najważniejszych postaci. Kochali Go i szanowali."
                                        - Co jeszcze z tamtych opowieści zapamiętałam ? - pisze Kira.
                                        "O jego przyjeżdzie do Lublina i o rozmowie z Bierutem, do którego zaprowadził
                                        pana Karola właśnie on, Jerzy Borejsza. Był obecny przy tej rozmowie, słuchał
                                        argumentów Karola Małłka oraz dziejów Jego ludu podczas rządów w
                                        dwudziestoleciu, w czasie okupacji...
                                        A mówić umiał jak mało kto, a malował tę mazurską mizerię z takim żalem, z taką
                                        łzą serdeczną, że na wyćwiczonej w bojach twarzy Bieruta pojawiły się łzy.
                                        Płynęły po policzkach niemal strugami, a on niezręcznie ocierał je wierzchem
                                        dłoni...."
                                        - Płaczący Bierut ! Czy aby to prawda ? - zapytała Kira
                                        Jakże pan Jerzy na mnie huknął ! - Czy ty, smarkata, myślisz, ze mógłbym kłamać.
                                        Karol przyjedzie, poświadczy...!"

                                        Tak noma sia fajnieście Kira rozpsisoła co jutro bandó eszcze jyj wspomnienia ło
                                        Karolu. A ziedzieliśta ło tam co Bzierut płokoł jek słuchoł Małłka ?
                                        Jo ni.
                                        • rita100 Re:O panu Karolu z pamięcią 29.09.07, 22:47
                                          "Minęło wiele lat. Jeździłam na Mazury często. Przyglądałam się sprawom
                                          mazurskim.....
                                          Ubywało rodowitych Mazurów, trwała jedynie cudowna babcia Kwiatkowska. Wpadałam
                                          do niej, by posłuchać jej czarownego mazurzenia, jej 'kosiane dziećko'.
                                          Opowiadała wtedy , kto ubył, bo pojechał 'do swoich'.
                                          Aż przyszedł rok 1965. Trwał dziesiąty jubileuszowy Zjazd Pisarzy Ziem
                                          Zachodnich i Północnych. Wszyscy się zjechali do Prania gdzie zrobiono Izbę Pamięci.
                                          Ale najważniejsze nastąpiło później. Na duzej łące przylegającej do stodoły,
                                          której już dzis nie ma, miała miejsce pogwarka przyjaciół. To wtedy poznała
                                          wreszcie Karola Małłka.
                                          I kiedy tak gadaliśmy, podszedł do nas Zenon Kliszko, jakby zwabiony nazwiskiem
                                          Bieruta. Pytał, w jakim momencie życia pana Karola pojawił się Bolesław Bierut.
                                          Swoim cichym, spokojnym głosem Karol zaczął mówić, przywoływać zdarzenia dla
                                          niego bolesne, tragiczne. Mówił, ze uwierzył wówczas tym łzom, obietnicom
                                          pomocy, ale to były słowa jedynie. A potem już nawet słów nie stało. Mazurzy
                                          wyjeżdzali, wygnani przez nas, ich rodaków. I jak to długo ma trwać ? Czy
                                          wszyscy Mazurzy wyjadą ? Czy muszą wyjechać ? Czy nic nie możemy temu zaradzić ?
                                          Kliszko, tłumaczył się, a że to polityka, ze ideologia.....
                                          - Jaka ideologia - przerwał Karol - kiedy zwyczajnie krzywdzi się ludzi, wytacza
                                          sie fikcyjne procesy, obraża, odsuwa najwartościowszych ? Panu też wyciągano
                                          nieprawdziwe fakty. I co ?
                                          Rozmawiali ze sobą po polsku, ale nie rozumieli się.
                                          (...)
                                          • rita100 Re:Karol Wielki Mazurski 30.09.07, 21:30
                                            Tero bandó wspomnienia profesora Bronisława Gołebiowskiego, który współpracuje
                                            w Centrum Pamiętnikarstwa Polskiego i Polonijnego z nestorem humanistów
                                            polskich, profesorem Janem Szczepańskim. W latach 1955-1957 był redaktorem w
                                            olsztyńskim czasopiśmie "Warmia i Mazury".
                                            Barzo tyż ciykawe wspomnienia ło Karolu.

                                            "Karola Małłka można wspominać na różne sposoby, ale zawsze wyjdzie na to, ze
                                            jest wielki, choć się nazywa Małłek. I nie ma w tym zdaniu ani krzty ironii,
                                            poza taką, jaką On sam czasem uwielbiał: samoprześmiewanie odmładzające.
                                            Pamiętam, to było w Olsztynie, chyba w 1957 roku, tak coś po polskim
                                            Październiku, gdy może w "Warmiance", a może "Pod Żaglami" siedzieliśmy w
                                            dziennikarskim towarzystwie, wszedł właśnie Karol i skierował się ku nam. Wtedy
                                            na przywitanie któryś z nas - nie pamiętam, może Henio Święcicki, pewniej Roman
                                            Kogucki - odpowiednio donośnie orzekł:

                                            "Witamy Karola Wielkiego Mazurskiego"

                                            A wtedy Małłek do witającego i do całej sali coś w tym stylu powiedział:

                                            "Nie zitoj niecnoto, Małłka jeko zielgiego, bo nie przystoi młokosowi drwić ze
                                            starego."

                                            Oczywiscie mogę tylko sens repliki oddać, jej wykonanie pewnie było o wiele
                                            bardziej jowialno-dosadne i oryginalne. W tym Karol Małłek był nie do podrobienia.

                                            Karola Małłka dom na d Krutynią lubili odwiedzać rózni uczeni czy artyści
                                            stołeczni, którzy na Mazurach mieli swoje doroczne wczasowiska. Często
                                            odwiedzali go artyści i autorzy tekstów Studenckiego Teatru Satyryków."
                                            cdn
                                            • rita100 Re:Karol Wielki Mazurski 01.10.07, 21:59
                                              "Problem autochtonów najbardziej leżał Karolowi Małłkowi na sercu. W czasach
                                              przełomu październikowego 1956 roku Karol odgrywał na tym zgromadzeniu dużą
                                              rolę, o ile pamietam jednym z problemów było: nie wolno traktować inności jako
                                              wrogości !
                                              Przyszedł polski Październik 1956; nie z siebie sam, lecz myśmy go - razem z
                                              Karolem Małłkiem jakby prowokowali, tyle może , ze nie aż tak radykalnie.
                                              Ze schodów olsztyńskiego Teatru im. Jaracza w dniu bodajże 26 października
                                              odczytałem rezolucję mieszkańców Olsztyna. W tym rozwiązaniu problemów
                                              autochtonicznych, krzywd w stosunku do tej rodzimej ludności, nagromadzonych w
                                              okresie stalinizmu (1948-1955)
                                              Wtedy już byłem w bezpośrednim kontakcie z Karolem Małłkiem, który z dużym żalem
                                              odnosił się do zaneksowania w czasach stalinowskich przez Urząd Bezpieczeństwa
                                              Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach Pasymskich koło Pasymia na
                                              wywczasowisko 'ubeków'. (....)
                                              Udało nam się odebrać ten obiekt i przekazać znów go Karolowi Małłkowi. Mazurski
                                              Uniwersytet Ludowy, który zdobył sobie wielkie uznanie w latach 1946-49 pod
                                              przewodnictwem Karola Małłka. W atmosferze październikowej MUL znowu odżył, choć
                                              nigdy nie powrócił do swojej poprzedniej świetności.
                                              Karol Małłek na emeryturze zaczął pisać wspomnienia.

                                              Karol Małłek był ;królem' (korol) mazurskim o przewrotnym nazwisku, ale wielkiej
                                              indywidualności i serdecznosci w kontaktach. Był On indywidualistą poza ciasnymi
                                              granicami."

                                              Tak wspomina Bronisław Gołębiowski w lipcu 1997 roku.
                                              • rita100 Re:Karol Małłek 02.10.07, 20:59
                                                Barzo dokumantnie wspomnina Kazimierz Koźniewski, powieściopisarz, publicysta,
                                                krytyk literacki, datemu wybziore nociykawsze fragmenty.

                                                "Karol Małłek.... Wiosną 1947 roku, równo pięćdziesiąt lat temu, jako reporter
                                                nieznanego wówczas szeroko czytanego "Przekroju", poszukując na Mazurach
                                                budzącej się na nowo polskosci trafiłem do Uniwersytetu Ludowego w Rudziskach. (...)
                                                I oto pewnego upalnego dnia majowego znalazłem się na takiej 'gackiej' -
                                                prowadzącej do Solarzowej Góry (od nazwiska Ignacego Solarza) - ścieżce
                                                biegnącej przez mazurską wieś.
                                                Pora przedwieczorna, wśród wysokich sosen widać już willę. Dziewczyny i chłopcy
                                                zawziecie kręcili nowego dla nich oberka, by po chwili z całym impetem rzucić
                                                się w niemal akrobatyczny wir 'żabki', starego tańca mazurskiego. Tańce
                                                przeplatano śpiewem oraz deklamacjami jakiś anegdot, ludowych facecji,
                                                miejscowych kawałów.
                                                Polkie słowa nabierały obcego, zbyt opornego akcentu. Niełatwo bylo dać sobie
                                                radę z jezykiem, którego się jeszcze przed paru miesiącami w ogóle nie znało."
                                                • rita100 Re:Karol Małłek 02.10.07, 21:00
                                                  "Przed naszą gromadkę słuchaczy wysunął się młody mężczyzna i pasując się ze
                                                  słowami zaczął recytację, starego wiersza mazurskiego. Tak czysto mazurskiego,
                                                  ze go nawet Niemcy w wydanej przed wojną książce 'Old Preussen' wydrukowali w
                                                  całości, jako charakterystyczną, regionalną poezję tej ziemi:

                                                  Jestem wesół przez rok cały,
                                                  Chocz mam grunczyk tylko mały.
                                                  Nie zamieniam z panem sądowym,
                                                  Nie z landratem, nie z wodzem wojskowym.
                                                  Moja włóczka mnie zawsze dobrze żywi.
                                                  Kto mych słów nie pojmie, niech sie dziwi.
                                                  (.............)
                                                  Wtedy chwalę Boga w Trojcy jedynego
                                                  I pożywam dar, płynący z łaski Jego.

                                                  Eryk Kamiński, eks-żołnierz Wehrmachtu o czysto polskim nazwisku, deklamuje ten
                                                  wiersz w jego autentycznej, cztery podobno wieki sięgającej, gwarowej postaci.
                                                  Tak, jakoś wypadło, ze ta artystyczna, regionalna wieczornica stała sie moim
                                                  pierwszym kontaktem z młodymi w Rudziskach. I zaraz po niej była moja pierwsza
                                                  długa rozmowa z Karolem Małłkiem.
                                                  • rita100 Re:Karol Małłek 03.10.07, 22:11

                                                    "W ciągu dwu pierwszych lat uniwersytet Karola Małłka opuściło 136 wychowanków,
                                                    a tylko w jednym wypadku proces repolonizacji spotkał się z natychmiastową
                                                    reakcją negatywną. Wystąpiła ona u młodej nauczycielki hitlerowskiej,
                                                    autentycznej Mazurki, która po dobrej woli zapisawszy się do uniwersytetu, nie
                                                    wytrzymała jednak konfrontacji z polskością. Nieszczęśliwa, uciekła z płaczem -
                                                    kultura przyswajona zapuściła już zbyt głębokie korzenie, a młoda kobieta
                                                    musiała należeć do ludzi z gruntu uczciwych. Była może uczciwsza niż wielu
                                                    innych, którzy lżej sobie ważyli sprawy narodowe: gdy przyszła Polska, a
                                                    katastrofa Niemiec wydawała się nieodwracalna i całkowita, szybko adoptowali sie
                                                    do polskości, lecz gdy potem międzynarodowa i gospodarcza sytuacja Niemiec
                                                    uległa zasadniczej poprawie, równie lekko zapomnieli o swojej ostatniej decyzji
                                                    i powrócili na germańskie szlaki."
                                                    (....)
                                                  • rita100 Re:Karol Małłek 03.10.07, 22:12
                                                    "Polscy autochtoni - dzisiaj już chyba wszyscy na emeryturze - kierowali później
                                                    szkołami, fabrykami, fermami, województwami. Ale wśród nich znaleźli sie i inni,
                                                    którzy uczyniwszy ku nam pewną ilośc kroków, potem cofnęli się z powrotem.
                                                    Przykład konkretny: brat i siostra - razem oboje - ukończyli uniwersytet w
                                                    Rudziskach. Oboje tak samo reasymilowani polskości, oboje tak samo gorliwi w
                                                    akceptowaniu swojej nowej, lecz macierzystej kultury, oboje poprzez szczeble
                                                    studiów juz normalnych pnący się w górę życia. I oto nagle, po latach piętnastu,
                                                    mężczyzna powiedział: Nie ! Nie mogę dalej ! - I wyjechał do Niemiec. Kobieta,
                                                    siostra, została - została w Polsce, została Polką już chyba na zawsze.
                                                    Zwycięstw odniesiono wiecej, ale i klęski dotkliwe były rezultatem pedagogicznej
                                                    pracy Karola Małłka."
                                                  • rita100 Re:Karol Małłek 04.10.07, 22:20
                                                    "Gdy w 1947 na ganku budyneczku uniwersytetu nikt z nas nie wiedział dokąd
                                                    zaprowadzą nas te szlaki. Byliśmy optymistami, choć wiedzielismy, ze powroty do
                                                    ojczyzny będą miały jeszcze swoje tragiczne labirynty i meandry.

                                                    Na pierwszy kurs, już jesienią 1945 roku, Małłek musiał młodzież specjalnie
                                                    zapraszać, a nawet ciągnąć natrętnie, niemal siłą. Wprawdzie zapisywali się
                                                    dobrowolnie, ale zaraz wciskała się wroga plotka ostrzegająca przed "wywózką na
                                                    Syberię" - i niejeden cofał swoje zgłoszenie. Bardzo trudno rozpoczynał się
                                                    tamten pierwszy kurs. Ale na drugi młodzi cisnęli się już tłumnie.
                                                    Szczególnym elementem repolonizacji przyjętym przez Małłka był szeroko
                                                    uwzględniony regionalizm. Wtedy Małłek mówił swoim wychowankom:
                                                    "Jesteście dobrymi Mazurami, a więc jesteście Polakami! Waszym domem jest ta
                                                    ziemia tutaj, ale waszą ojczyzną jest Polska, gdyż mówiąc po 'mazursku'
                                                    porozumiecie się bez trudu z Polakami, ale Niemiec nie bedzie was rozumiał.
                                                    Niemcy germanizując, jezyk mazurski musieli usuwać konsekwentnie i zupełnie.
                                                    Natomiast Polacy nie usuwają języka mazurskiego, gdyż jest on narzeczem
                                                    polskiego jezyka.
                                                    Regionalizm mazurski - Małłek tłumaczył mi to w długiej rozmowie - jest naszym
                                                    sprzymierzeńcem w walce o postawę i duszę tych ludzi" - napisał Kazimierz
                                                    Koźniewski.

                                                    Warszawa 1997r

                                                    Dzięki takim wspomnieniom możemy zrozumieć jaka ciężką pracę wykonywał Karol
                                                    Małłek, jak bardzo się poświecał na rzecz ludzi i pozostania jej na tej ziemi.
                                                  • rita100 Re:"Kilka luźnych zapisków" 05.10.07, 20:53
                                                    Barzo ciykawe wspomnienie ło Karolu zapodał Erwin Kruk. Dzianki tam wspomnieniom
                                                    poznamy lepsi i Karola i Erwina. Je to długase wspomnienie, to i łuzbrójta sia w
                                                    cirzpliwość citania. Naczynowam smile

                                                    "Teraz, gdy żyjemy w czasach swobody wypowiedzi, mamy powody do przypuszczeń, ze
                                                    tak jak o Mazurach, również o Karolu Małłku pamięć współczesnych nie udzwignie
                                                    więcej nad potoczne wyobrażenie o barwnej postaci. Upływ czasu juz dawno
                                                    przysłonił cieniem niepamięci te sprawy, którymi Karol Małłek żył.
                                                    Ten świat odszedł w przeszłość. Odchodził już za życia Małłka. Nic dziwnego
                                                    zatem, że to, co w regionie zniknęło z oczu, nie obciąża nazbyt pamieci
                                                    współczesnych mieszkańców."
                                                    (....)
                                                    Ominęłam rozdział mówiący, ze były pomysły o autonomii Mazur. Tu odsyłam do książki.
                                                  • rita100 Re:"Kilka luźnych zapisków" 05.10.07, 20:55
                                                    Czasy w których przyszło Karolowi działać, to kwestie do rozstrzygniecia losu
                                                    tej ludności.
                                                    "Czy w strukturach tworzącej władzy polskiej znajdą się działacze, którzy mają
                                                    jako tako pojęcie o ukształtowanej przez wieki mazurskiej odrębności ? Czy
                                                    podczas wkroczenia Armii Czerwonej do Prus Wschodnich, a więc do najbardziej na
                                                    wschód wysuniętego obszary III Rzeszy, wywołane przez hitlerowskie zbrodnie na
                                                    terenach okupowanych pokłady nienawiści, coraz dobitniej podsycane przez
                                                    sowiecką propagandę wojenną, nie obrócą się swym ostrzem przeciwko bezbronnej
                                                    ludności cywilnej ?
                                                    To był argument za tym, by nie uchylać się od odpowiedzialności, by swą
                                                    obecnoscią chronić ludność mazurską przed niewyobrażalną tragedią. Śmierć i
                                                    poniewierka najbliższych, wywózki do obozów pracy, gwałty i grabieże - to była
                                                    ta rzeczywistość."
                                                    (...)
                                                    "Rzadko sie wszelako pamięta, ze Małłek podobnie jak inni działacze mazurscy,
                                                    raz był na wozie, raz pod wozem. Pod wozem - częściej.
                                                    Nie wiadomo też, jak wspominają Go po latach słuchacze MUL, jaką miarą mierzą w
                                                    pamięci czasy swej okaleczonej młodości. A ponadto - gdzie ich dzis szukać ?
                                                    Kiedy w 1945 roku Małłek przystępował po raz pierwszy do realizacji tego
                                                    przedsięwzięcia MUL, to ratował młodzież mazurską przed wywózkami na Syberię i
                                                    przed kolejnymi gwałtami. Chronił przed głodem i dawał złudne poczucie
                                                    bezpieczeństwa."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Kilka luźnych zapisków" 07.10.07, 10:48
                                                    "Poznałem osobiście Karola Małłka, gdy był już na rencie. On poświecił życie dla
                                                    mazurskiego świata, który sie zwolna i w milczeniu przewracał. Ten świat żywił
                                                    się jeszcze legendą, jakie to boje toczono przeciw mazurskiej krzywdzie. Tej
                                                    dawnej przedwojennej, ponieważ o tym, jakie obecnie jest położenie tego ludu,
                                                    przez olsztyńskie media nie przemknęło się żadne słowo. Ciągle powtarzano, ze
                                                    nie czas na rozdrapywanie ran. Tak oto z przeszłosci, skazanej na milczenie,
                                                    pozostała tylko mazurska legenda.

                                                    Co z prac Małłka zostało ?
                                                    Może się okazać , ze tylko barwna postać i cztery tomy wspomnień, wydane w
                                                    latach sześćdziesiątych w "Czytelniku".
                                                    Książki ożywiły na moment pamięć o autorze, których tych przejawów
                                                    zainteresowania już nie doczekał. Trzeba też powiedzieć, ze przemycił w tych
                                                    książkach więcej prawdy o mazurskim losie niż inni, szczególnie o latach
                                                    powojennych."
                                                  • rita100 Re:"Kilka luźnych zapisków" 07.10.07, 10:49
                                                    "Co z duchem mazurskim dziś się porobiło, nie bardzo już wiadomo. Sięgnąłem po
                                                    swoją "Kronikę z Mazur".
                                                    Z książki tej, zawierajacej pewne bogactwo materiału nie skrywanego za fikcyjną
                                                    szatą, pragnę przytoczyć fragment."
                                                    I własnie skupimy się na tym fragmencie, bo jest to książka tak ciekawa, ze
                                                    koniecznie trzeba po tą pozycję sięgnąć - "Kronika z Mazur" Erwin Kruk. Ja tylko
                                                    mniejsze fragmenty przytocze tak byście poczuli klimat tamtych czasów.

                                                    "Jeżeli jest gdzieś mazurskie niebo, to zapewne Fryderyk Leyk, syn 'kaziciela
                                                    gromadkowego', bezie tam chciał reaktywować Mazurski Związek Ludowy, a Kraol
                                                    Małłek zwoła posiedzenie Związku Mazurskiego i zacznie przypierać pytaniami
                                                    zebranych, czy jeszcze czują prawdziwego ducha mazurskiego. Co na to odpowie mu
                                                    skrupulatny Gustaw Leyding ? Może zapyta, czy nie zapomnieli wysłać zaproszenia
                                                    do Szwajcarii, gdzie zmarł na obczyźnie, w rodzinnej krainie poniżany, doktor
                                                    Adolf Szymański, autor przedwojennej pracy o Mazurach pruskich przed zagładą ?
                                                    Zapewne przypomną sobie o Fryderyku Burskim, pierwszym pośle mazurskim do KRN,
                                                    od początku odsuwanym od zajmowanych stanowisk, a potem spychanym w takie
                                                    zapomnienie, że nie wiadomo, kiedy skończyło się jego publiczne życie, a kiedy
                                                    ten ciężar przejeła juz cywilna śmierć."

                                                    Erwin Kruk przypomina tu nazwiska, o których w historii Mazur nie powinno sie
                                                    zapomnieć.
                                                    Ale poczytajmy kolejny fragment tej książki. Narrator tej książki "Kronika z
                                                    Mazur" przedstawia nam prawdziwą rzeczywistość tego czasu.
                                                  • rita100 Re:Testament Małłka !!! 07.10.07, 10:50
                                                    Testament Małłka !!!!!!
                                                    "Kiedy snuł te rozważania, w szumiącym cicho radiu, od rana włączonym, usłyszał
                                                    nagle kolejny odcinek prozy Igora Newerlego. Był to fragment końcowy opowieści o
                                                    Karolu Małłku i jego pogrzebie, zawierający autorskie wyznanie, co nad tą trumną
                                                    było trzeba było powiedzieć i dlaczego zamilczeć, i dlaczego zawstydzić się.
                                                    Przejmujące to było i odczytane tak, jakby to była osobista sprawa autora.
                                                    Pomyślał nawet, ze gdyby te słowa usłyszał Karol, wzruszenie wycisnęłoby mu łzy
                                                    z oczu. Znał go na tyle, zeby to przypuszczać.
                                                    (...)
                                                    Mazurskość była jego losem, tragedię swoją i swego ludu przysłaniał jędrnym
                                                    dowcipem, wesołością w towarzystwie i przezabawnymi gawędami, w których nawet
                                                    dramatyczne anegdoty wydawały się śmieszne."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Testament Małłka !!! 07.10.07, 10:51
                                                    "Teraz przypomniał sobie, że któregoś dnia, gdy od roku czy też dwóch pracowali
                                                    juz w lokalnym dzienniku, spotkał w Olsztynie Karola Małłka przygnębionego.
                                                    Zrazu, gdy usiedli w kawiarni przy piwie, co prawda próbował jeszcze żartować, a
                                                    potem ni stąd, ni zowąd stwierdził, ze nic już tutaj nie zostało dla niego do
                                                    roboty. Inni wiedzą wszystko lepiej, nie potrzebują rad, a przed przestrogami
                                                    zamykają uszy. W pewnym momencie powiedział, ze ma tylko jedno życzenie, a
                                                    mianowicie, zeby po jego śmierci na kamieniu nagrobnym wyryty został napis:

                                                    "Żyłem razem z wami. Walczyłem razem z wami. Umarłem razem z wami."

                                                    To życzenie nie było tajemnicą. Po śmierci Małłka słyszał też od innych, jak
                                                    sobie o tym testamencie mówili. Słów tych jednak, ostatnich, w kamieniu nie
                                                    wyryto. Igor Newerly znał to Małłkowe życzenie i wyznając je milczał nad mogiłą.
                                                    I swym milczeniem sprzeciwiał się słowom pożegnania, które unosiły się nad
                                                    trumną: szeleściły o braterstwie, o przyjaźni, o pamieci, a szeleszcząc jak
                                                    chrust, który płonie, okadzały jedynie oczy i uszy, i ginęły po chwili, bo były
                                                    lekkoduszne i nie miały znaczenia."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Testament Małłka !!! 07.10.07, 10:52
                                                    "Wyłączył radio po skończonej audycji, jakby w ciszy, która nastała, jeszcze raz
                                                    chciał przywołać słowa, jakie zdaniem Newerlego powinny były paść na tym pogrzebie:
                                                    "że na półwyspie fryskim z dala od tutejszej krainy, w tym i w tamtym wieku, w
                                                    tym i w tamtym roku, zmarł ostatni człowiek, który znał język pruski: że teraz w
                                                    dwudziestym wieku, w tym i w tym roku, zmarł Karol Małłek, ostatni Mazur, który
                                                    całe życie poświęcił swojemu ludowi. Ta skala życia i śmierci, jaką chciałby
                                                    widzieć pisarz, domagała się stosowania miary ostatecznej. Mieściłyby się w niej
                                                    i odpowiedzialność, i wstyd, i przekleństwo ścigające żyjacych. Amen."
                                                  • rita100 Re:Zmarł ostatni Mazur 07.10.07, 10:54
                                                    Dalej Erwin Kruk pisze:
                                                    " Cóż to bowiem znaczy: zmarł ostatni Mazur ? Czyżby dzień 28 sierpnia 1969 roku
                                                    był dniem, w którym zginęli Mazurzy ?
                                                    Pod koniec lat sześćdziesiątych kończyły sie dzieje ludu mazurskiego jako
                                                    formacji historycznej z określonym bagażem dziedzictwa i kultowanych tradycji, a
                                                    pozostały jedynie dzieje Mazurów, jako resztki grupy plemiennej w stanie
                                                    rozkładu. Co więcej - od czasu pogrzebu "ostatniego Mazura" tę krainę do dnia
                                                    dzisiejszego opuściło ponad pięćdziesiąt tysięcy Mazurów i Warmiaków. Opróżniała
                                                    się nadal z tych, którzy przez całe wieki mieli tutaj swoje laski, piaski i
                                                    karaski."

                                                    Take wspomninki zamnieściuł noma Erwin Kruk. Pewno sobzie zadajeta tero pytanie
                                                    - kedy łostanie spełniony Testament Karola Małłka, a może łuż spełniono. Nie
                                                    ziam. Gdybi mnieszkała w Łolsztynie zaro bym poleciała sprawdzić. Czy choć chto
                                                    sia tam testamentam przejoł ?
                                                    Wnetki badzie Swanto Pomerłych i mninie trzydzieści łosiem lot łod pogrzebu, czy
                                                    nie czas spełnić życzenie Karola Małłka ?
                                                  • rita100 Re:Czy usuwać ślady Mazur ? 08.10.07, 22:15
                                                    Czy usuwać ślady Mazur ?
                                                    A teraz coś o Erwinie Kruku, by to zdarzenie nie umkło nam w pamięcie. Coś co
                                                    się zdarzyło już po śmierci Karola Małłka.
                                                    Po wyborach 1989 roku Erwin Kruk znalazł się w senacie i już po paru miesiącach
                                                    urzędowania przyszło mu zmierzyć się z bardzo cieka sprawą związaną z Karolem
                                                    Małłkiem. Otóż musiał bronić Jego imienia.
                                                    Z okazji dziewięćdziesiątej rocznicy urodzin Karola Małłka, nadano Jego imię
                                                    Szkole Podstawowej w Narzymiu, położonej opodal Brodowa, w którym Karol się
                                                    urodził. Jednak, ktoś sobie przypomniał, że tutejsza szkoła nosiła przed wojną
                                                    imię marszałka Józefa Piłsudzkiego. I zaczął się spór.Kuratorium w Ciechanowie,
                                                    jak i Ministerstwo Edukacji Narodowej były zasypywane listami, w którym
                                                    samozwańczy rzecznik powojennego patrona osądził od czci i wiary obecnego
                                                    patrona. Jak
                                                    podczas gry w dwa ognie (dokładnie pisze Erwin Kruk), dwojakie wysuwał
                                                    insynuacje i oskarżenia. Raz, że obecny patron wprowadził stalinizm, dwa - że
                                                    był hitlerowskim niedobitkiem.
                                                    Lektura tych wymysłów, okraszona była coraz nowymi epitetami, była dla Erwina
                                                    Kruka porażająca. A to wszystko toczyło się pod hasłem rozprawy z komuną i
                                                    błędami przeszłości.
                                                    Delegacja Narszymia wystąpiła o pomoc do Erwina , ponieważ szkoła nie mogła
                                                    prowadzić normalnie lekcji. Tłumaczył senator Kruk wszystkim na czym polega
                                                    konflikt i kim był Karol Małłek.
                                                    Rzeczą istotną, było to , by przedstawić argumenty i na ich podstawie wyjaśnić
                                                    konflikty. Ci, którzy podsycali konflikt, stanowili grupę niewielką, ale
                                                    nieustępliwą. Konflikt nie dotyczył tego, czy Marszałek na szacunek nie
                                                    zasługuje. Istota problemu tkwiła w odpowiedzi na pytanie: Czy chcemy z
                                                    mazurskiej ziemi usuwać
                                                    nadal ślady po Mazurach ?
                                                  • rita100 Re:Czy usuwać ślady Mazur ? 08.10.07, 22:16
                                                    Dzieki Erwinowi Krukowi i jego inicjatywie Departament MEN wydał pozytywną
                                                    opinię i Karol Małłej dalej miał być patronem szkoły.
                                                    Jednak inicjator tej akcji, reagując alergicznie na wszystko co mazurskie, nie
                                                    odłożył pióra. Dalej odbywały się zebrania. NIKT Z DZIENNIKARZY PO PIÓRO NIE
                                                    CHWYCIŁ.
                                                    Na dobrą sprawę, jak sądzę - pisze dalej Erwin Kruk, wszystko bierze sie stąd,
                                                    że powojenna historia Mazur jest nieprzepatrzona.
                                                    Małłek był świadkiem tego, co w 1945 roku czynili ludzie oczyszczając
                                                    działdowski skrawek Mazur. Dlatego też ludzie z tego kręgu właśnie, chcieli
                                                    wymazać Jego imię, tak jak to uczyniono z mieszkańcami Narzymia w 1945 roku,
                                                    którym z zapałem, we współpracy z NKWD, ułatwiono wyjazd z Działdowszczyzny na
                                                    Syberię, aby móc korzystać ze sprzętu i dobytku, jakie zostały w opustoszałych
                                                    domach. Pamięć o tym - nie do końca wygasła.
                                                  • rita100 Re:Czy usuwać ślady Mazur ? 08.10.07, 22:18
                                                    Sprawami Mazur żył też Edward Małłek, brat Karola. Opuścił również Mazury i
                                                    zamieszkał w Hamburgu.
                                                    Kiedy zmienił sie w Polsce ustrój zaczął częściej przyjeźdzać na Mazury.
                                                    Osiemdziesięcioletni tęsknił.
                                                    W czerwcu 1995 roku Erwin Kruk listownie umówił się z Edwrdem Małłkiem na
                                                    spotkanie w Olsztynie lecz... nie dotarł.
                                                    Zaś w kronice wypadków Gazety Olsztyńskiej ukazała sie notatka:
                                                    "W dniu 24 czerwca 1995 roku na dworcu w Olsztynie zmarł turysta niemiecki."
                                                    Tym 'turystą' był Edward Małłek, absolwent polskiego seminarium nauczycielskiego
                                                    w Działdowie, polski oficer biorący udział w wojnie 1939 roku, a podczas
                                                    okupacji - sekretarz tajnego Instytutu Mazurskiego.
                                                    On emerytowany pastor, postanowił jeszcze za swojego zycia uporządkować
                                                    cmentarzyk w rodzinnym Brodowie. Z zaoszczędzonych 10 tysięcy marek postawił
                                                    ogrodzenie i ufundował tablicę z polskim napisem:
                                                    "Tu leżą pochowani dawni mieszkańcy."
                                                    Na tablicy wyszczególniona jest długa lista nazwisk. Uroczystości na odnowionym
                                                    centarzu w Brodowie odbyły się z udziałem działdowskich władz i gości w 1994
                                                    roku. Cały opis uroczystosci, wraz ze zdjęciami, wysłał Edward Małłek do "Das
                                                    Ostpreussenblatt". Miał nadzieję, ze radakcja tę relację opublikuje. W odmownej
                                                    odpowiedzi, wraz z którą powrócił tekst i przesłane zdjecia, dowiedział się, ze
                                                    przez swoje działania 'wprowadza bałagan historyczny'. Bo gdyby obok polskiego
                                                    obelisku postawił tablicę w jezyku niemieckim, to wówczas taką relację redakcja
                                                    mogłaby ostatecznie opublikować.

                                                    W ostatnim liście Edward Małłek napisał:
                                                    "Przecież Karol nie "walczył o polskość tej ziemi", lecz, ryzykując zdrowiem,
                                                    walczył o prawo Mazurów do swej Ziemi Ojczystej...."

                                                    Tak napisał Erwin Kruk w Olsztynie 1997.
                                                    Chyba wyjaśnił nam wiele spraw dzięki takiemu opisowi.
                                                  • rita100 Re:Czy usuwać ślady Mazur ? 09.10.07, 20:49
                                                    Dzianki Gajowy, dzieki Fedarowi mowam te łobrazecki, a tero to eszcze jenaczej
                                                    sia łogląda. Ale chiba ni mowam łobrazecku grobu Karola Małłka z Uolsztyna z ul.
                                                    Poprzecznej. Tamój leży. Tamój mowam tyż grób Maryny Okęckiej-Bromkowej.
                                                  • rita100 Re:Posłowie do 'Wspomnień' 09.10.07, 21:27
                                                    Ten rozdział napisany jest przez Bogusława Leśnodorskiego - prawnika i
                                                    historyka, autora wielu opracowań. Pisze on m.in tak:
                                                    " Należy wyrazić też głeboką wdziecznosć pani Wilhelminie Małłkowej - wiecznej
                                                    towarzysce Jego życia i pracy i oficynie wydawniczej "Czytelnik" za wydanie
                                                    wspomnień Karola Małłka w sposób nader staranny, z pietyzmem dla Autora i dla
                                                    reperezentowanej przezeń sprawy ludu mazurskiego."
                                                    A tera przechodzimy do samych wspomnień:
                                                    "Ostatnim pociągiem wyjechał Karol Małłek do Warszawy, aby przywieź swoją
                                                    rodzinę z wakacji. Powrócił do Działdowa dopiero w 1945 roku. Wśród najbliższej
                                                    rodziny poniósł ciężkie straty. Dwaj bracia zginęli z rąk hitlerowców. Karola
                                                    Małłka poszukiwano, wyznaczajac wysoką nagrodę za wskazanie Go policji.
                                                    W granicach GG pod przybranym nazwiskiem Michała Skoryny Karol Małłek
                                                    kontynuował działalność. W 1945 roku, już w wyzwolonym Olsztynie, został
                                                    prezesem Instytutu Mazurskiebo, razem z Emilią Sukertową-Biedrawiną, która była
                                                    sekretarzem generalnym."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Posłowie do 'Wspomnień' 09.10.07, 21:28
                                                    "W listopadzie i grudniu 1944 roku Małłek dotarł do Polskiego Komitetu
                                                    Wyzwolenia Narodowego i do Prezydium Krajowej Rady Narodowej, w szczególności do
                                                    prezydenta Bolesława Bieruta. Przedłozył mu memoriał w sprawie ludności
                                                    mazurskiej, reinkorporacji Warmii i Mazur do odradzającego się państwa polskiego
                                                    i nowej organizacji Jego regionalnej ojczyzny. Sprawy te oczekują jeszcze na
                                                    źródłowe badania naukowe.
                                                    (....)
                                                    Ale życie nie bywa sielanką. Również Karol Małłek doznał w pierwszym
                                                    dziesięcioleciu Polski Ludowej niepowodzeń i krzywd wywołanych okrutnymi
                                                    trudnościami pierwszych lat po wyzwoleniu Warmii i Mazur, jak i wypaczeniami
                                                    socjalistycznej demokracji. Ale nigdy nie zraził się, 'nie obraził się' na kraj
                                                    i państwo."
                                                  • rita100 Re:Posłowie do 'Wspomnień' 09.10.07, 21:29
                                                    "Ale działacz - to jedna strona medalu. Równie ciekawą, ba fascynującą cechą
                                                    Małłka był talent narracyjny, urok gawedziarza. Miłosci do swojego ludu
                                                    mazurskiego, który dał wyraz w różnych publikacjach o charakterze obyczajowym.
                                                    Najbardziej godny uwagi jest Jego zbiór staropolskich pieśni z kancjonału
                                                    Wasiańskiego.

                                                    W 1964 roku ukazały się w Warszawie "Opowiesci znad mazurskiego Gangesu",
                                                    napisane przez Małłka w pięknej Krutyni, gdzie zamieszkał w ostatnich latach zycia.
                                                    - Jak bieda dokuca - czytamy tu powiedzenie mazurskie - to trzeba z nią iśc do
                                                    tańca, tedy ona ucieknie...
                                                    smile
                                                  • rita100 Re:Małłkowe królowanie 11.10.07, 21:42
                                                    Barzo ciykawe só te wspomnienia, a to tyż datemu co doziadujewa sia tyż ło
                                                    jinszych ludziach z Mazur. Tak Marek Wiktor Leyk wspomnia ło swojam łojczulku
                                                    Emiliu Leyk - zapraszam do poczytonia:

                                                    "Karola Małłka spotkałem bezpośrednio zaledwie, dwa, trzy razy. Było Go jednak w
                                                    naszym domu pełno, a to za sprawą ukazujących się wtedy kolejnych tomów Jego
                                                    pamiętników. Ale przede wszystkim, dzięki Ojcu, ktory sie z Małłkiem serdecznie
                                                    przyjaźnił, często się spotykali i dużo korespondowali."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Małłkowe królowanie 11.10.07, 21:43
                                                    "Wracając do Karola Małłka: w pamieci utkwiło mi Jego 'gadanie' po polsku z
                                                    wtrąconymi słowami w gwarze mazurskiej. Z moim Ojcem Emilem rozmawiali na sobie
                                                    znane tematy, z czego mało co wtedy rozumiałem.(...)
                                                    Szczególnie mój Ojciec, któremu po wojnie powiodło sie o wiele gorzej niż panu
                                                    Karolowi, był załamany. Po aresztowaniu w grudniu 1950 roku wraz z grupą Mazurów
                                                    i zwolnieniu Go po śledztwie utracił mój Ojciec pracę. Dopiero zrehabilitowany w
                                                    1955 roku dostał pracę, a trzy lata póżniej przeszedł na skromną emeryturę. To w
                                                    czasie rozmów z Karolem Małłkiem zrodził sie pomysł, aby upublicznić wojenną
                                                    historię mojego Ojca.. Jego współpracę z ruchem oporu w Grecji, Skandynawii i
                                                    podziemiem polskim. Karol Małłek spowodował kilka publikacji w polskiej prasie,
                                                    m.in. w "Argumentach', "Ekspresie Wieczornym". Ponieważ w tym właśnie czasie na
                                                    ekranach telewizorów królowała "Stawka większa niż życie", tytuły tych
                                                    publikacji informowały, ze prawdziwy Kloss mieszka w Szczytnie. Karol Małłek i
                                                    Walter Późny chcieli uzyskać dla Ojca wysokie odznaczenie państwowe, ale
                                                    niestety nie zdołali tego osiągnąć."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Małłkowe królowanie 11.10.07, 21:45
                                                    "Pamiętam, jaki Ojciec wrócił przygnębiony z Małłka pogrzebu. Stracił
                                                    przyjaciela, z ktorym tak wiele dyskutowali o Mazurach, a nawet przez chwilę, w
                                                    pierwszych latach powojennych mieli nadzieję, ze Mazurzy odprostują grzbiety i
                                                    stworzą u siebie własne godne życie. Ale już wkrótce grzbiety zostały jeszcze
                                                    bardziej przygięte, a większość mazurskich rąk zaczęło budować dobrobyt
                                                    Republiki Federalnej Niemiec.
                                                    Żeby było jasne, mój Ojciec często sie z Karolem Małłkiem nie zgadzał.... jak to
                                                    w życiu bywa.
                                                    (...)
                                                    Zaprzyjaźniłem się też z profesorem Januszem Małłkiem. Wraz z nim, panią
                                                    Wilhelminą Małłkową i księdzem Jerzym Otello uczestniczyliśmy w odsłonieciu
                                                    pomnika Karola Małłka w Brodowie. Wtedy nikt nie przypuszczał, ze za kilka lat
                                                    komuś przyjdzie do głowy zacierać Jego imię w szkole, w ktorej kiedyś nauczał
                                                    dzieci mazurskie po polsku. Wieć przyszło prostować, jak nieraz w przeszłosci."
                                                  • rita100 Re:Wspomnienia - Igora Newerly 14.10.07, 21:27
                                                    A tero bandó wspomnienia samygo Igora Newerly, który mieszkając w Zgonie
                                                    zaprzyjaźnił się z Karolem Małłkiem. Tekst ten pochodzi z książki "Za Opiwardą,
                                                    za siódmą rzeka", gdzie został zatytułowany "Mazurska historia".


                                                    "A Karol Małłek umiał opowiadać, znał mnóstwo podań, przypowieści i podań
                                                    ludowych, umiał obracać starym zacnym słowem i budować przejmujący obraz.
                                                    "Ach, jakaż to bzieda wtencas naso ziomecke gniotła ! - wołał opowiadając o
                                                    uwłaszeniu chłopów na Mazurach po wojnach napoleońskich. - Wtedy, to nie
                                                    pozostało gburom nic, tlo wziość postronek i iść do stodoły, a skrzypsienie
                                                    dzwierzów od stodoły i wycie psa oznajmiało zgon gospodarza...."
                                                  • rita100 Re:Wspomnienia - Igora Newerly 14.10.07, 21:28
                                                    Dalyj Igor Newerly pisze tak:
                                                    Karol Małłek wtenczas był jeszcze w najszczęśliwszym szczytowym okresie życia,
                                                    świeżo po wojnie, z niewygasłą euforią ocalenia, ze nic im się nie stało,
                                                    wszyscy żyją.
                                                    Wierzył w ocalenie Mazurów, nie mógł nie wierzyć, miał słowo prezydenta i jego
                                                    łzy...
                                                    A Karol w tym czasie przeszedł ewolucję od uczucia rozgoryczenia i trwogi do
                                                    ostatecznej konstatacji tragedii swego życia. Rozpoczeło sie wyjście Mazurów z
                                                    Polski, nazwane akcją łączenia rodzin. Żył z renty dla zasłuzonych, respektowany
                                                    przez wszystkich, odsunięty od wszystkiego. Nawet posłem nie został, a byłby to
                                                    znakomity poseł ziemi mazurskiej.
                                                    Ale ktokolwiek z władzy czy z dalekich stron przybywał na Mazury, rychło
                                                    dowiadywał się, ze jeśli chodzi o sprawę mazurską, to wszystkie drogi prowadzą
                                                    do Małłka w Krutyni. Toteż nie znał samotnosci, mnóstwo ludzi przewijało się
                                                    przez Jego dom. Każdego przyjmował z gościnnością ubiegłego wieku, raczył swą
                                                    gawędą o tym, jak niegdyś bywało.
                                                    Ludzie wychodzili od Niego unosząc w pamięci Jego głos i postawę trybuna
                                                    ludowego. Jego plastykę słów, ujmującą szczerosć tego co mówił. Jego
                                                    impulsywność i jowialność.

                                                    Co do tej impulsywności - jeden epizodzik
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Jeden epizodzik :) 14.10.07, 21:29
                                                    Podaje go Igor Newrly
                                                    Pewnego dnia wyszliśmy razem z Nim w towarzystwie kilku początkujących
                                                    literatów, którzy złożyli mu swe uszanowanie - jak zwykle odprowadził gosci po
                                                    staroświecku aż na granicę posiadłości, to znaczy do autobusu. Ujrzawszy wśród
                                                    oczekujących na przystanku inspektora lasów państwowych, Karol powiedział do
                                                    mnie: Miał operację prostaty, mnie też to czeka, i śpiesznie, bo już autobus
                                                    nadjeżdzał, na cały głos:
                                                    - No i jakże tam, inspektorze, kuśka stoi ?
                                                    Pod rechot pasażerów zburczały inspektor dał nura do wnętrza wozu, ale na dobro
                                                    tych młodych literatów należy zapisać, ze nikt z nich nie roześmiał się,
                                                    uśmiechnęli się dyskretnie, rozumiejąc, ze dla starszego pana to poważna sprawa,
                                                    za kilkadziesiąt lat i oni mogą przechodzić podobny kryzys...."
                                                  • rita100 Re:Śluby Mazurskie 15.10.07, 23:06
                                                    A take wspomnienia psisze Agnieszka Osiecka. Mazury nazywała "Tajemniczymi
                                                    Ogrodami".
                                                    "Moj pierwszy krok w stronę Mazur był bardzo prosty. Przeczytałam "Archipelag
                                                    ludzi odzyskanych" - jeszcze w szkole - i zachwyciłam się nim. Nawet dziś, po
                                                    latach, blizsze mi są tropy Newerlego niż tropy Smętka.

                                                    Była wczesna wiosna, prawie jeszcze zima '56 roku. Wysiedliśmy z pociągu w
                                                    Rucianem i brnęliśmy przez pola...'na skróty' do Krutyni. Andrzej Jarecki był
                                                    mistrzem w chodzeniu na skróty, nigdy nie poplątał leśnych ścieżek, przesiek ani
                                                    ledwo widocznych miedz. Szlismy wtedy do Karola Małłka. Szliśmy do Karola, ktory
                                                    był legendą, przez Mazury, ktore były legendą. Na polanach leżała twarda lutowa
                                                    gruda. Marzłam. Byłam przejęta. Bardzo! Chłopcy rozmawiali o Karolu.

                                                    Karol Małłek był bohaterem ludowym. Był też bohaterem tragicznym. Mógł by zostać
                                                    bohaterem sagi, a został bohaterem kilku artykułów."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Śluby Mazurskie 15.10.07, 23:07
                                                    "(...) Karol przeżył wojnę.
                                                    Nastała Polska Ludowa. Wydawało się, ze człowiek taki jak Karol będzie dla niej
                                                    bezcennym skarbem - działacz ludowy w krwi i kości, trybun przemawiający
                                                    wspaniałą mieszaniną mazurskiej gwary i żarliwego politycznego żargonu, człowiek
                                                    głeboko doświadczony, o sercu bez reszty oddanym sprawej mazurskiej i o dłoniach
                                                    ciepłych, wielkich, przypominających buły chleba.
                                                    Władza nasza nie przyjęła jednak wyciągniętego ku niej bochna, a nawet, w latach
                                                    stalinowskich, poszła z Karolem na udry. Mimo to Karol Małłek nigdy nie
                                                    zjełczał, nie zaczął sie smutno psuć od środka, jak to się dzieje nieraz z
                                                    odtrąconymi politykami. Kiedy Go poznałam, ukochany Jego uniwersytet ludowy już
                                                    nie istniał. Karol żył sobie w malutkiej Krutyni, u boku pani Małłkowej,
                                                    niewiasty wielkiej dobroci i zawsze było można w ich domu liczyć na kęs chleba,
                                                    szklankę wódki, pieśń i kawałek prawdy."

                                                    Taki mały cytacik wybrałam z rozdziału wspomnień Małłka przez Agnieszkę Osiecką.
                                                    Kilka razy odwiedziła Małłka w Krutyni.
                                                  • rita100 Re:Małłkowe prostowanie dróg. 16.10.07, 22:21
                                                    A tero łobaczcie co napsisoł Tadeusz Ostojski - dziennikarz i literat, tłumacz
                                                    prozy Ernsta Wiecharta m.in. znanych nam "Dzieci Jerominów".
                                                    Barzo dużo psisze ło MUL i roli młodzieży mazurskiej.

                                                    "Byli to najczęściej ludzie młodzi, wykorzenieni z dotychczasowej egzystencji.
                                                    Wyrwani z niej przez wojnę - przejście frontu - i bezpośrednio po tym przeżywane
                                                    miesiące. (...)
                                                    Wiadome było i oczywiste, ze oto będzie żyć w świecie, którego nie znała,
                                                    posługiwać się jeżykiem polskim, uczyć się w nim. (Niektórzy potem pokończyli w
                                                    Polsce studia).
                                                    Dzisiaj nie jednemu łatwo o prostą wykładnię tego, co w tej dziedzinie robił
                                                    Karol Małłek. Mówi się oto, ze przede wszystkim natrętnie polonizował. Tak
                                                    twierdzą dziś niektórzy Mazurzy, ci mieszkający na Mazurach, jak i ci, ktorzy
                                                    żyją w Niemczech. Tu trzeba zapytać, w jakiż to sposób mieliby owi młodzi ludzie
                                                    funkcjonować wśród morza polskości i polszczyzny znając tylko niemiecki, nie
                                                    wiedząc niczego o Polsce, która do nich przyszła. Nie wolno zapominać i o tym,
                                                    ze trzeba było tych młodych ludzi uczyć polskiego między innymi z tego powodu,
                                                    że na niemiecką mowę przez wiele lat po wojnie liczni Polacy reagowali wręcz
                                                    alergicznie."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Małłkowe prostowanie dróg. 16.10.07, 22:24
                                                    "W zestawieniu z owym polonizowaniem dziwacznie prezentuje się zarzut, który
                                                    oficjalnie postawiono Małłkowi i głównie ze względu na to odebrano Mu Mazurski
                                                    Uniwersytet Ludowy oraz skazano na egzystencje rentiera.
                                                    Zarzut dotyczył zaś zabiegania przezeń o autonomię Mazur i skryte jej
                                                    przygotowanie. Był to absurd do kwadratu.

                                                    Dla kogo miała by to być autonomia, skoro cała "ludność miejscowego
                                                    pochodzenia", a więc nie tylko mazurska liczyła powyżej stu tysięcy ?

                                                    Zarzuty dotyczyły zamysłów autonomizacyjnych miał zapewne swoje korzenie w
                                                    memoriale, który grupa mazurskich działaczy (też Małłek) przedłożyła nowym
                                                    władzom Polski w Lublinie. Jednak i tam nie było mowy o autonomii, tylko o
                                                    rozumnym, uwzględniajacym historycznie losy Mazur traktowaniu rodzimej ludności.
                                                    (...)
                                                    Wówczas, w Lublinie, nie wiedziano, ze Polska przejmie tereny niemal wyludnione.
                                                    Ponieważ tak było, o jakąż to autonomię miałby zabiegać Małłek ? Dla kogo
                                                    konkretnie ?

                                                    "Karol Małłek upominał się o powszechną - obejmującycą również ludzi przybyłych
                                                    na Mazury, a zwłaszcza tych, którzy administrowali, rządzili, nauczali -
                                                    edukację historyczną dotyczących tych ziem i losów żyjących tu ludzi. Zabiegał,
                                                    prosił o cierpliwość, oględność, uczciwość w postępowianiu z miejscową ludnością.
                                                    Z trosk Karola Małłka, Jego wystąpień, upomnienia, proszenia nie wynikało chyba
                                                    nic, poza okrzyknięciem Go autonomistą i ukaraniem swoistą banicją."

                                                    Pan Ostojski opisuje też wielą rolę Wilhelminy, żony Karola. Ale mamy przed sobą
                                                    jeszcze wiele wspomnień, to na tym zakończymy ten rozdział.
                                                  • kostek674 Re:Czy usuwać ślady Mazur ? 18.10.07, 08:47
                                                    Myslę, że Mazury, jak wszystkie tereny pogranicza maja swoje "rachunki krzywd"
                                                    niezapomniane i zadawnione. Sądzę, że nie powinno się ich za bardzo rozdrapywać,
                                                    niech wyjaśnią to historycy.
                                                    Sądzę też, że Ci, którzy kochają Mazury, powinni dziś skupić się na szerzeniu
                                                    wiedzy i historii tych ziem. Jest wiele okazji w 2008 r. rocznica śmierci Małłka
                                                    i 20 lecie wmurowania tablicy w Brodowie, rocznica nadania imienia szkole w
                                                    Narzymiu, w 2010 obchody bitwy pod Grunwaldem i wiele wiele innych. Zawsze można
                                                    znaleźć jakąś okazję. Tak naprawdę to chodzi o to, aby ruszyć lokalne
                                                    społeczeństwo.
                                                    Myslę, że gdyby syn Karolla Małłka, Janusz wyraził zgodę lub opublikował na nowo
                                                    wspomnienia ojca (4 tomy) lub inne książki, z okazji jego urodzin bądź rocznicy
                                                    śmierci, to w okręgu Działdowa rozeszły by się jak "świeże bułeczki". Może
                                                    znajdzie się ktoś w szkole w Działdowie, Narzymiu, Kisinach,Uzdowie czy
                                                    Pierławce, kto wystawi "Jutrznię na Gody". Myślę, że wszyscy którzy kochają te
                                                    ziemię powinny iść w tym kierunku.
                                                  • rita100 Re:Czy usuwać ślady Mazur ? 18.10.07, 10:14
                                                    Cołkam podobnie myśle, tylko ja sięgam w głębię i w duszę Mazur. Nie
                                                    można ciagle wyrównywać krzywd i rozdrapywać ran. To już niczemu nie
                                                    służy. Najlepiej pokazana jest i bardzo ciekawie opisana historia
                                                    własnie u Małłka. Wspomnienia Małłka potrafią czytelnika wciągnąć i
                                                    zachwycać opisem. W Interudium Mazurskim można przeżyć wesołe i
                                                    smutne chwile. Nie jest to ksiązka naukowa, a osobista i wiele w
                                                    niej mówi, ze Pogranicze Mazurskie to bardzo skąplikowana sprawa i
                                                    hop siup nie da się jej przedstawić. Całą tą sytuację trzeba
                                                    zrozumieć, bo nie jest ona tak jednoznaczna.

                                                    Jeszcze poczekajcie, doczekajcie do ostatnich dwóch rozdziałów jakie
                                                    napisze, a w sobote - Finał tej książki. Ale ostrzegam, żebyśmy nie
                                                    traktowali Małłka jako pomnik, to był żywy czlowiek, żywy Mazur z
                                                    wielkim darem swobodnego wypowiadania się i z wieką tonacią głosu,
                                                    niesamowicie kontaktowny i z wiekim humorem.
                                                    Wydaje mi się , ze obchody rocznicy Karola Małka powinny nieść
                                                    radość społeczeństwu lokalnemu, powinni Go oni poczuć od strony
                                                    folkloru, który był dla Małłka oczkiem w glowie. Małłek powinien
                                                    nieść pojednanie, zgodę i radość życia. Tak, tak w/g mnie widzę
                                                    obchody rocznic Małłka. Dni Małłkow - może Dni Małłkowe.
                                                    Jeśli będziemy brać wzór z Karola to chyba tak on to wszystko
                                                    widział. Jego taniec Żabka, którego na oczy nie widziałam i nie
                                                    słyszałam, a o ktorym pisze w ksiażce, wiele jego humoresek i
                                                    anegdotek - niech to wreszcie wypłynie na sceny mazurskie tak na wsi
                                                    jak i w mieście. Karol przecie królem był i dziś nie powinien być
                                                    samotny.
                                                    Może dużo błędów napisałam, ale klawiaturkę mam daleko od monitoru i
                                                    piszę na wyczucie, w dodatku w pracy.

                                                    Dotrzymajcie do soboty, a w sobotę będzie rozdział , który
                                                    najbarziej mówi o Jego szpasie mimo tych wszystkich krzywd jakie Mu
                                                    wyrządzono.
                                                  • rita100 Re:Napisał Walter Późny 18.10.07, 21:23
                                                    Kolejne wspomnienia o Małłku napisał Walter Późny, związane ze Szczytnem.
                                                    "Jesienią 1956 roku zgodził się kandydować na posła do Sejmu. W liscie napisanym
                                                    do mnie 20 grudnia 1956 roku czytam:
                                                    "Widzisz, jak mnie szpetnie wykiwali ? A latali wszyscy jak ze sr...cką i
                                                    namawiali mnie na kandydowanie. Było tutaj do mnie iks delegatów, kilkadziesiąt
                                                    telefonów, uchwały na wielkich konferencjach, zjazdach... Długo zastanawiałem
                                                    się nad wyrażeniem zgody, bo znam te krętactwa. Ale kiedy mnie partia
                                                    przycisnęła, wyraziłem zgodę, no i co ?"
                                                    W 1963 roku Karol zamieszkał w Toruniu u syna Janusza. Lato spędzał nadal w
                                                    Krutyni. Z okazji 70-lecia urodzin Urząd Wojewódzki w Olsztynie urządził Mu
                                                    bardzo uroczyste przyjęcie. Niestety w rok później Karol odszedł od nas na zawsze."
                                                  • rita100 Re:Napisał Walter Późny 18.10.07, 21:24
                                                    Kończymy cykl wspomnień o Karolu Małłku. Jeszcze są wspomnienia wielu przyjaciół
                                                    Karola, ale odsyłam już bezpośrednio do książki, która pokazuje nam jak
                                                    powinniśmy Karola Małłka odbierać, jak poczuć głębię ducha ideii Małłka.

                                                    No wszistkich cirzpliwych eszcze jedno wspomnienie napsisze cobyśta nie myśleli
                                                    że Karol to cierzpsielnik buł. Nie, Łón buł barzo wesołym, pogodnym człoziekiam
                                                    z zielgó lołnó (humorem). Pokozoł to Bronisław Sałuda we swojych wspomnieniach z
                                                    Małłkam.
                                                    A chto to je tan Bronisław Sałuda ? - pytota sia
                                                    Ano, poziam woju co Łón je dr. nauk rolniczych, ale w latach 1954-1966 był
                                                    redaktorem naczelnym Rozgłosni Polskiego Radia w Łolsztinie.

                                                    To łuż ziyta jek sia łuśniejem smile
                                                  • rita100 Re:Wspomnina Bronisław Sałuda 18.10.07, 21:26
                                                    "Jeszcze w Łodzi, skąd dosyć nieoczekiwanie, ale nie wbrew woli, zostałem wiosną
                                                    1956 roku przeflancowany do Olsztyna, dowiedziałem się, ze w Krutyni mieszka
                                                    legendą owiany, działacz mazurski Karol Małłek. Znali "króla Mazurów" i
                                                    obligowali, bym Go odwiedził, redaktor łódzkiej rozgłośni Arnold Borowik i poeta
                                                    Igor Sikirycki.
                                                    Pojawiłem się u Niego w Krutyni.
                                                    Karol pochwalił się zaraz na wstępie, ze radio to dla Niego żadna nowina, gdyż
                                                    On jeszcze przed wojną w programie ogólnopolskim, a nie w żadnym tym jakimś
                                                    radiowęźle (czyli nadawanym przez kołchoźniki, czyli szczekaczki smile). Byłem
                                                    przekonany, że to taka tylko zagrywka, bym sobie nie myślał Bóg wie co. Aliści
                                                    po latach w "Komunikatach Mazursko-Warnijskich" wyczytałem, ze bodajże w 1038
                                                    roku Warszawa nadała program regionalny z Działdowszczyzny i że w tym programie
                                                    gadki mazurskie opowiadał własnie Karol Małłek."
                                                    (....)
                                                  • rita100 Re:Och Karol ;))))) 18.10.07, 21:28
                                                    "Po jakimś czasie, gdy pan Karol zorientował się, ze zbieram dowcipy, to gdy
                                                    wpadł czasem do rozgłośni, stałym ceremoniałem była wymiana wiców, wśród których
                                                    nierzadko były i polityczne. W tamtych czasach był to niewątpliwie dowód pewnej
                                                    zażyłosci i znacznej dozy zaufania. A śmiać się pan Karol potrafi jak rzadko
                                                    kto. Potrafił też opowiadać. Jego opowieści często miały tzw. podwójne dno. A
                                                    moze to ja starałem się doszukać ich głębszego znaczenia ?
                                                    Pan Karol był zawołanym gawędziarzem, no i co tu ukrywać nie stronił też od
                                                    pieprznych dowcipów:

                                                    - Wzieta co je nojprzyjemniejsze ?
                                                    - Pogrzeb
                                                    - ?
                                                    - Łoto dowód: jena niewziasta w łożu powziada do męża:
                                                    Ady pogrzeb mi tam, bo to nojprzyjemniejszo rzecz na szwacie.

                                                    wink))))))

                                                    Psisoć dalyj ?
                                                  • rita100 Re:Och Karol ;))))) 19.10.07, 20:55
                                                    Lejduje wama sia smile
                                                    Jadziem dalyj

                                                    "Innym razem opowiadał mi o swym znajomym z okolic Działdowa:
                                                    - Ja mu mówię, panie Stanisławie, ma pan nie tylko ładną, ale i barzo młodą
                                                    bziołke (różnica tak na oko co najmniej ćwierć wieku), i wiecie co ten stary
                                                    zgred mi odpowiedzioł ? :
                                                    - Panie Małłek, a czy to jo dziańcioł, żebym w próchnie dłuboł !"
                                                  • rita100 Re:Och Karol ;))))) 19.10.07, 20:56
                                                    Inny przykład:
                                                    - Mioł jedan na boku panią. I pewnego razu, jak łuż nad renem od niej
                                                    wychodziuł, to poprosił ją o glaseczkę sznapsa.
                                                    - To po to, żeby moja ślubna twoich perfum nie wyczuła.
                                                    Był jednak zdziwiony, gdy dostał w pysk od żony, gdy tylko próg przektoczył.
                                                    - A za cóż to, aniele mój ? - spytoł niewierny.
                                                    A ona:
                                                    - Za głupią mnie masz! ? Myslisz, ze wystarczy na siebie trochę wody kolońskiej
                                                    wylać i ja już nie będę wiedziała, ześ znów z tymi swoimi kompanami w karczmie
                                                    przez calutką noc chlał ! ?

                                                    wink)) Och, Karol, alem sia łuśnoła
                                                  • rita100 Re:I dalyj je tak: 20.10.07, 20:12
                                                    "W swoim czasie ksiądz ewangielickim Jerzy Otello lansował opinię, ze w rodzinie
                                                    Małłków żywe były myśli, by w oparciu o jakiś nowy Kosciół zintegrować mazurską
                                                    społeczność. Nigdy nie próbowałem dochodzić, na jakich podstawach ksiądz Jerzy
                                                    opierał swoje przypuszczenie, a szkoda, gdyż zabrał te argumenty do grobu. Tym
                                                    niemniej jest faktem, ze wśród gadek Pana Karola sporo było takich, które
                                                    dotyczyły religii i nieba. Korci mnie, by przynajmniej jedną z nich przytoczyć."
                                                    I Bronisław Sałuda przytacza, patrz dalej smile
                                                  • rita100 Re:Będą kosić :) 20.10.07, 20:13
                                                    - Tu w nas na Mazurach jak tylko nadchodzi czas sianokosów lub żniw to
                                                    najczęściej leje. A bierze się to stąd, że Pan Bóg przygłuchł na starość. I jak
                                                    tylko jakiś święty zagada: "Będą kosić". to Stwórca Niebieski przedstawia sobie,
                                                    ze trzeba rosić i zsyła na ten ziemski padół solidne deszcze.
                                                  • rita100 Re:I dalyj je tak: 22.10.07, 22:39
                                                    "Karol Małłek był niebywale inteligentnym, wprost błyskotliwym rozmówcą.
                                                    Pamiętam nasze spotkanie. Miało ono miejsce jeszcze w starym budynku rozgłosni
                                                    przy ulicy Kajki 8. Odbyło się następnego dnia po uroczystościach, podczas
                                                    których miedzy innymi w Ogródku odsłonięta została płyta na grobie Michała
                                                    Kajki. Jubileusz 100-letniej rocznicy urodzin poety poprzedziła ponoć kosmiczna
                                                    popijawa ( to wówczas Melchior Wańkowicz oburzony marnotrawieniem społecznych
                                                    pieniędzy ostentacyjnie odesłał komitetowi organizującemu 100 złotych, mających
                                                    stanowić równowartość tego, co zjadł i wypił podczas rzeczonej uczty).

                                                    Uczestnicy libacji snuli się potem po cmentarzu, pokładali się na grobie
                                                    mazurskiego barda, byli wśród nich luminiarze polskiej literatury, leli łzy i
                                                    pokrzykiwali:
                                                    "Michale, Michale....."
                                                    - Podobno panie Karolu płakał pan jak bóbr na cmentarzu w Ogródku ? - podpytywałem.
                                                    W pierwszej chwili mój rozmówca stropił się, być może był przekonany, ze o
                                                    niczym nie wiem. Charakterystyczny, trochę figlarny błysk w oku i juz w
                                                    następnym ułamku sekundy padła odpowiedź:
                                                    - Portek mi było szkoda !
                                                    Teraz ja byłem całkiem zbity z pantałyku, nie rozumiejąc, jaki związek mogły
                                                    mieć spodnie z wydarzeniami w Ogródku.
                                                    - Straszniem je sobie poplamił, bom podczas uczty usiadł na winogronach,
                                                    pobrudziły się, a były całkiem nowe.
                                                    Teraz już obydwaj śmialiśmy sie serdecznie. Sam pan Karol zresztą śmiał się
                                                    najgłośniej, rad z konceptu."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:I dalyj je tak: 23.10.07, 22:08
                                                    "Moze nikt tego nie napisze, ale pan Karol był niebywale inteligentnym rozmówcą
                                                    o niewyparzonej gamzie, co w głowzie to na jajzyku. Przyjaciół Mu to nie
                                                    przyszparzało, raczej wrogów. Historię, którą chcę tu zrelacjonować, zasłyszałem
                                                    od Czesława Rychlika z Olsztyna.
                                                    Rzecz miała się zdarzyć na Wiejskiej w bufecie Krajowej Rady Narodowej. W
                                                    przerwie obrad posłowie tłoczą się w obunku po kawę. Karol Małłek i wspomniany
                                                    Czesław Rychlik stoją obok siebie. Przechodzący prezydent zauważył Małłka (znali
                                                    się jeszcze z lubelskiego PKWN-u) i wita się z nim wylewnie:
                                                    - No co tam, towarzyszu Karolu, słychać w terenie, co o nas ludzie mówią ?
                                                    Małłek nie zastanawiając się nawet sekundy, huknął swoim tubalnym głosem, z
                                                    pewnością był dobrze słyszany w całej sejmowej stołówce:
                                                    - A co by nie mieli mówić ! Mówią, ze rzóndzić nie umieta !
                                                    Obecni na sali postawili uszy. Przewodniczący KRN próbuje wybrnąć wybrnąć z
                                                    nieprzyjemnej sytuacji.
                                                    - Sami chyba, towarzyszu Karolu rozumiecie, zniszczenia wojenne, rządzenie to
                                                    bardzo trudna sprawa...
                                                    Małłek ani myśloł przeczyć.
                                                    - Co bym nie mnioł rozumnieć - basował - rozumię, ale jak wam tak trudno, to po
                                                    co się mordować, oddajta tą robotę innym !

                                                    Trudno sie dziwić, ze pan Karol, mając takie zagrania, stosunkowo rzadko
                                                    znajdował uznanie peerelowskiej władzy, i zdaje się - częściej był pod wozem niż
                                                    na wozie. Wcześniej został odsunięty na boczny tor. Starał się trzymać fason,
                                                    ale w ostatnich latach swego niełatwego zycia coraz bardziej gorzkniał. Coraz
                                                    mniej skory był do śmiechu i żartów. Choroba i wiek też pewnie miały swój udział."

                                                    Bronisław Sałuda
                                                  • rita100 Re:Tak jo to łodbzierom. 23.10.07, 22:09
                                                    Eszcze napsisze takió mnieszanke wspomnień ło Karolu Małłku i na tam łukóczym.
                                                    Tero ziancej, ło grubo ziancej ziamy jeki buł Karol Małłek prywatnie. Barzi mi
                                                    sia lejduje łokazanie takygo Małłka niżli jeko samego działacza. To samo je przy
                                                    Kętrzyńskim, naukowiec, działacz, a przecie mnioł tyż syrcko poety. Zawdy
                                                    nojdziewa w człozieku to co w niam zaiskrzy mniadzy autorem a czytalnikam. I to
                                                    pozinniśmy nojdować mniast suchego słózieczka 'działacz'. Tak jo to łodbzierom.
                                                  • rita100 Re:Mazury, ten kraj pełen kras ! 24.10.07, 20:18
                                                    Tak wspomina Jerzy Sikorski - historyk.
                                                    "Jestem wilnianinem z urodzenia. Do Olsztyna przybyłem w 1945 roku jako dziecko.
                                                    Mieszkaliśmy w budynku internatu Liceum Pedagogicznego.
                                                    Pytacie, cóż to ma jednak do rzeczy ?
                                                    Ma. Bo właśnie ów internat wypełniała bowiem młodzież autochtoniczna. Recytowano
                                                    tu Kajkę i Zientarę-Malewską, a śpiewano nie tylko 'kokoszkę', ale i ów hymn,
                                                    który Karol Małłek nazywał 'hymnem ludowym Mazurów'

                                                    Ojczyzna to nasza te wody i las!
                                                    Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras !

                                                    Nie łatwo było zrozumieć przyjezdnemu, że ów Mazur, który chodzi do
                                                    'niemieckiego' kościoła, to też Polak.
                                                    W naszym domu bywał Wojciech Steffen, pracownik Kuratorium, rodem z Sząbruka,
                                                    który służył mojej matce jako konsultant w sprawach gwary warnińskiej - była
                                                    bowiem zapaloną propagatorką tutejszego folkloru, ucząc młodzież recytacji
                                                    tekstów ludowych z zapisem gwarowym. Jeszcze jako licealista poznałem też
                                                    Hieronima Skurpskiego, dyrektora Muzeum Mazurskiego w Olsztynie.
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Koniec 25.10.07, 20:47
                                                    "Znał oczywiście nie tylko Mazurów, przy czym kwestia pochodzenia w żadnym razie
                                                    nie przesądzała o takim czy innym Jego stosunku do ludzi przybyłych tu skądkolwiek.
                                                    Bardzo realnie oceniał rzeczywistość i nigdy nie słyszałem, by nieżyczliwie
                                                    odnosił się do tych, którzy zasiedli opuszczone mazurskie chaty i przeistaczali,
                                                    wedle swoich odmiennych zwyczajów, tutejsze koscioły. Nosił w swym sercu ból,
                                                    lecz było ono takie wielkie, ze starczyło Go dla wszystkich."

                                                    Joł, tośwa łukończyli pospołu citanie ksiójżeczki ło Karolu Małłku "Psiyrwszy
                                                    mniandzy Maziurami" Jana Chłosta. Eszcze je gwołt wspomnień do citonia, ale tero
                                                    to łodsyłam do ksiójżki, ksiójżki chtóra pokazuje noma jekim buł Karol Małłek,
                                                    tan łosamotniony 'król Maziur'.
                                                    Ni zaboczta ło Niam, kedy bandzieta łazić na smantarzu w Łolsztinie na ulicy
                                                    Poprzecznej, a także w Brodowie, Narzymiu i w Działdzie. Wszandzie tamój só jygo
                                                    tropy, ślady, kroki. Ślady zaniknionych Maziurów.
              • rita100 Re:18 marca 22.03.08, 21:56
                1898- W Brodowie koło Działdowa urodził się Karol Małłek, działacz mazurski,
                prezes Związku Mazurów, po wojnie kierownik Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego w
                Rudziskach koło Pasymia, folklorysta, autor książek o tematyce mazurskiej, m.
                in. „Opowieści znad mazurskiego Gangesu”.
                • warnija Re:Izba pamięci Karola Małłka 28.01.16, 14:42
                  Przy muzeum przyrodniczym w Krutyni otwarto izbę pamięci Karola Małłka. Przedwojenny działacz ruchu mazurskiego, pisarz i folklorysta był przez kilka lat mieszkańcem tej miejscowości i tutaj zmarł.

                  https://bi.gazeta.pl/im/aa/2e/ed/z15543978Q,Kajakarze-na-rzece-Krutyni.jpg
                  Kajakarze na rzece Krutyni (Fot. PrzemysA,aw SkrzydA,o / Agencja Gazeta)

                  Jak poinformowała Judyta Gencza z Mazurskiego Parku Krajobrazowego w nowej izbie pamięci, którą udostępniono zwiedzającym, zgromadzono przedmioty związane z życiem i twórczością Małłka. Większość ekspozycji zajmują książki, publikacje, dokumenty i fotografie rodzinne tego zasłużonego dla polskości Mazur działacza.

                  Wśród pamiątek jest wykonana przez niego mapa Krutyni ze spisem dawnych mieszkańców oraz oryginalne meble z jego domu. W pokoju - zaaranżowanym na pracownie pisarską - prezentowane są również archiwalne zdjęcia wsi i rzeki Krutyni, która jest najpopularniejszą trasą spływów kajakowych na Mazurach.

                  Izba pamięci znajduje się w ośrodku edukacji przyrodniczo-kulturowej, mieszczącym się w dawnej stodole z końca XIX w. Pamiątki po pisarzu prezentowane są w odrębnym pomieszczeniu, w którym kiedyś w sezonie letnim znajdowała się poczta. Wcześniej zajmowały one jedynie niewielką część wystawy w sali tamtejszego muzeum przyrody.

                  Mazurski pisarz mieszkał we wsi Krutyń w latach 1951-57. Upamiętniono go tablicą na głazie w pobliżu miejscowej szkoły, a jego imieniem nazwano szlak turystyczny prowadzący do leśniczówki Pranie oraz pomnik przyrody - sędziwy dąb rosnący w rezerwacie na wschodnim brzegu Jeziora Mokrego.

                  Karol Małłek (1898-1969)...

                  ... był działaczem mazurskim, pisarzem i folklorystą. W okresie międzywojennym pracował jako nauczyciel i kierownik szkół na Działdowszczyźnie, działał w Związku Mazurskim. Zbierał opisy mazurskich obrzędów, pieśni ludowe, przysłowia i podania. Publikował prace folklorystyczne, wiersze, felietony i artykuły w "Gazecie Mazurskiej". Był autorem m.in. widowiska "Jutrznia na Gody", "Mazurskiego śpiewnika regionalnego" i Kalendarza dla Mazurów na 1939 rok.

                  W czasie II wojny - dla uniknięcia niemieckich represji za działalność na rzecz polskości Mazur - ukrywał się pod przybranym nazwiskiem w Warszawie, gdzie pracował jako robotnik.

                  W 1945 r. pełnił krótko urząd starosty w Działdowie. Potem był prezesem Instytutu Mazurskiego w Olsztynie i kierownikiem Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego. Następnie, do przejścia na emeryturę, pracował w kuratorium. Zmarł w Krutyni, jego grób znajduje się na cmentarzu komunalnym w Olsztynie.

                  ...................................................................................................

                  a wciórko mowam dzianki:

                  https://bi.gazeta.pl/im/7/16956/m16956757.png




Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka