Dodaj do ulubionych

Miłe spotkanie w Działdowie.

11.07.08, 05:26
Podczas dzisiejszej eskapady po Warmii i Mazurach (niestety tylko
jednodniowej - tak już w życiu bywa...) postanowiłem się udać do
Działdowa, by obejrzeć ten przedwojenny polski Piemont (Muzeum
Mazurskie, Gazeta Mazurskie i te sprawy). Miasto robi wrażenie
przyjaznego i zadbanego, choć tu i tam daje się wyczuć ślady
bolesnej historii Warmii i Mazur (np. synagoga zamieniona w kino,
albo niezbyt szczęśliwie przebudowany zamek krzyżacki). Z rzeczy
ciekawych - jest nowy kościół ewangelicko-augsburski, który został
wyświęcony w zeszłym roku.

Na kilkadziesiąt minut przed odjazdem pociągiem do Olsztynka coś
zagnało mnie na stary cmentarz luterański. Niestety przedstawia sobą
mało budujący widok, służy głównie jako wysypisko śmieci dla
okolicznych domostw, obiekt jest zarośnięty chaszczami. Spotkałem
jednak przemiłą staruszkę, która opiekuje się grobami ks. Ernesta
Barczewskiego, jego syna (poległego w I wojnie światowej) i żony
Jadwigi. Pogawędziliśmy sobie trochę na temat skomplikowanych losów
ziemi mazurskiej.

O Erneście Barczewskim można przeczytać tu, nieśmiało zaznaczę, że
sam skrobnąłem kiedyś ten artykuł w Wikipedii:
pl.wikipedia.org/wiki/Ernst_Barczewski
Pani opiekującej się cmentarzykiem, luterance i Mazurce od kilku
pokoleń (rzadkość w Działdowie i okolicach...) należy się szacunek i
podziękowanie za trud włożony w pielęgnację nagrobków. Może gdyby
inni mieszkańcy Działdowa poczuli się do odpowiedzialności za
wielokulturowe dziedzictwo historyczne tej ziemi, cmentarz nie
przedstawiałby soba tak przykrego widoku?
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Miłe spotkanie w Działdowie. 11.07.08, 11:34
      Toś sobzie zrobiuł wycieczke. Działdowo jest tym miastem, które
      jeszcze w pełni nie zostało odkryte. Chowa ono wiele takenic jak
      obóz niemiecki w Działdowie o którym szczegółowo rozpisuje się
      Kossert w swojej książce "Mazury". Działdowo jest tym pogranicznym
      miastem, które najczęściej przechodził z rąk do rąk. Można o
      Działdowie wyczytać dużo z pamiętników króla Mazur Małłka. Doskonale
      ta sytuacje opisuje. O Działdowie duzo by pisać i należy by ciagle
      przypominać, że jest to miasto miedocenione, nawet przez turystów.

      Toś miał tez szczęście traficz na taką działdowską Mazurkę. Mam
      nadzieje, że spisałes jej opowieści, a może i nawet adres dla kogoś
      kto dałby rady wyciągnąć jej wspomnienia. Właśnie o takich
      spotkaniach zawsze marze. Kiedyś w zamku niepołomiskim spotkałam
      nieoczekiwanie Pania Andrusiewicz - która wiedzę o Olsztynie ma w
      jednym paluszku i jest Przewodnikiem po Olsztynie, pisze też
      przewodniki. Fantastyczna osoba i też w podeszłym wieku .

      Fremensonie, czy robisz jakieś zapiski ze swojej podrózy nawet
      jednodniowej ?
      • freemason Rita, 11.07.08, 15:13
        Niestety nie robię zapisków ze swoich podróży, choć chyba zacznę, bo
        pamięć mimo młodego wieku szwankuje - już na drugi dzień nie pamięta
        się nazw wszystkich ulic, po których się chodziło.

        Co do pani sprzątającej cmentarzyk - niestety nie wymieniłem się
        żadnym namiarem, ale jeśli jesteś zainteresowana, to po prostu można
        o nią zapytać w parafii luterańskiej, na pewno udzielą informacji.

        Swoją drogą, by pokazać jak silne są stereotypy, powiem, że kobieta
        sama używała nazwy "kościół polski" na "katolicki", choć akurat
        luterańskiego nie określiła mianem "niemiecki" - bardzo pozytywnie
        wypowiadała się o Ernście Barczewskim jako postaci tolerancyjnej i
        otwartej zarówno na Polaków, Niemców, jak i Mazurów, podchodzącej do
        wszystkich z szacunkiem. Mówiąc o nim użyła zresztą kilkakrotnie
        niemieckiego słowa "fare" (proboszcz).

        c.d.n.
        • rita100 Re: Rita, 11.07.08, 21:41
          A szkoda, że nie robisz zapisków na gorąco, bo często zapomina się drobnostki,
          które są ważne, a nakładają się inne wydarzenia. Jak jechałam do Olsztyna
          pociągiem, to miałam karteczkę w ręku i długopis i zapisywałam co widzę, bo
          krajobraz ciągle się zmieniał, a jazda dalej biegła. Wtenczas lepiej mogłam
          opisac podróż. I własnie najbardziej cieszyły mnie te ułamki sekundy, ten piękny
          wschód słońca wśród mgiełek i lasów. Niesamowite widoczki.

          Czyli poznałes kogoś , kto pamięta jeszcze Posła Barczewskiego. Ernest
          Barczewski był sławny na terenie Warmii i Mazur, pisali o nim wiersze wyborcze.
          Ważna postać Mazur.

          Gratuluje wpisu w Wikipedii, jesteś jak to Mazurzy mówią łepski smile
          • rita100 Re:jeszcze Działdowo 11.07.08, 21:54
            Nie wiem czy wiesz Freemasonie, że :
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=64905097&v=2&s=0
            Ze w Działdowie mieszkali lokalni Niemcy i to oni najczęsciej stanowili ochronę
            obozu. Obóz ten miescił się w koszarach obok dworca. Czy są tam jeszcze jakies
            slady po tym obozie zagłady ?
            Pisał o tym i Kossert i Frenszkowski.
            • rita100 Re:Z Działdowa pochodzi też 11.07.08, 22:02
              1900- W Działdowie urodził się Arno Kant, nauczyciel, działacz społeczny i
              dyrygent chórów ludowych. To tan Arno Kant, co pospołu z Karolem Małłkiem
              zbzieroł folklor mazurski.
              "Mazurski śpiewnik regionalny (Działdowo 1936) zawierajacy 24 piesni na chór.
              Był on nauczycielem śpiewu w Działdowie. Arno Kant, zginął w 1939 roku w czasie
              tortur.
    • gajowy555 Re: Miłe spotkanie w Działdowie. 11.07.08, 12:23
      Freemasonie, toś buł na rzut beretem łod naju , nastampnym razam musiwa sia
      trasić we Łolstynie.
      Przeczytoł am we Wikipedii artikel ło pastorze Erneście Barczewskim. Szacun za
      to, co robzisz, tlo i małasy feler am naloz, a nie chce porawiac mnistrza. Tamój
      psisze ło kanoncjałach - pewnie eś sia przejezyczuł, tak wciórkie znajó, co ło
      kancjonały sia rozchodzi.

      A łobroziki eś knypsnół?
      • freemason Jeszcze parę słów o mojej podróży. 11.07.08, 15:05
        Tak, knypsnąłem parę obrazków: działdowskiego zamku (przebudowanego
        nieszczęśliwie na urząd miejski - plastikowe okna w zabytkowej
        budowli, koszmar), leżącego na obrzeżach miasta kościoła św.
        Wojciecha - katolickiego, bo ten w centrum do 1945 roku był
        luterański. Niestety nie robiłem zdjęć na cmentarzyku przy ul.
        Nidzickiej, choć może i szkoda, bo poza pomnikiem wdzięczności armii
        radzieckiej zachowało się tam jeszcze parę zabytkowych nagrobków -
        jeden pisany łaciną, kilka innych w języku Goethego.

        W Działdowie jest przepiękny hotel położony na rynku starego miasta
        w starej kamienicy odmalowanej na piękny miodowy kolor - chyba
        mieści się tam też siedziba "Warty". Polecam zachowany ratusz, do
        tego warto obejrzeć kościół znajdujący się w centrum miasta (nie
        pamiętam teraz wezwania) - po oszczędnym wystroju wnętrza od razu
        widać, że dawniej był luterański (w 1981 roku przejęli go katolicy,
        o czym wspominała mi Mazurka na cmentarzu). Jest i nowy kościół
        protestancki zbudowany obok siedziby "Gazety Mazurskiej" z
        międzywojnia, która obecnie służy za dom parafialny ewangelików
        augsburskich. W ogóle podróżując po południowych Mazurach natragia
        się często na ślady obecności protestantów, np. w Olsztynku jest
        przepięknie odnowiona kaplica przy ul. Mrongowiusza, diecezja
        mazurska kościoła luterańskiego liczy chyba z kilkadziesiąt parafii -
        widać, że nie wszyscy Mazurzy wyjechali do RFN, bo zakładam, że
        większość wiernych tego kościoła to dawna ludność Prus Wschodnich i
        ich potomkowie. Kaplicy w Olsztynku luteranie użyczają też
        metodystom - kolejny element do ciekawego portretu wyznaniowego
        mieszkańców Olsztyńskiego.

        Co do działdowskich cmentarzyków: miasto było chyba prawie
        całkowicie protestanckie na początku XX wieku, z niewielką domieszką
        wpływów katolickich i żuydowskich, i to widać w topografii miasta.
        Na ul. Jagiełły znajduje się ślad po cmentarzyku luterańskim
        zlikwidowanym jeszcze za czasów niemieckich (1905), zachował się za
        to - w stanie smutnym - cmentarz w okolicy torów kolejowych, którym
        opiekuje się Mazurka, którą spotkałem. Na tym cmentarzyku pochowany
        jest Ernst Barczewski przez lata związany z Działdowem, jego poległy
        w 1916 roku w wypadku samolotowym syn oraz żona. Zachowały się i
        inne nagrobki, w tym kilka powojennych (widać wspólnota ewangelicka
        cały czas istniała w mieście), ale całość wymaga renowacji - siły
        tej staruszki są za słabe, żeby poradzić wszystkiemu.

        W Działdowie można natrafic i na ślady żydowskiej przeszłości
        miasta, np. obecne kino przy ul. Jagiełły to dawna bóżnica. Znajduje
        się też w Działdowie kirkut położony jeszcze dalej niż cmentarz
        ewangelicki, ale tam niestety nie dotarłem, więc trudno jest mi
        powiedzieć w jakim stanie się zachował.
        • freemason Olsztynek - Hohenstein 11.07.08, 15:33
          Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, szczególnie skansen (przy okazji
          dowiedziałem się skąd pochodzi to pojęcie - "skansen" to po
          szwedzku "szańce", wewnątrz których położone było pierwsze tego typu
          muzeum w Europie) - wszechobecny język niemiecki, w myślach
          przeniosłem się do przedwojennych Prus Wschodnich, "wo man deutsch
          sprach". Cała masa domków mazurskich, warmińskich i powiślańskich,
          do tego paręnaście obiektów z Małej Litwy i Sambii. Ja szczególnie
          upodobałem sobie wóz cygański stojący bilsko wejścia do muzeum -
          przepiękny jest też drewniany kościółek przeniesiony z jedenj z
          mazurskich wsi. Do tego maleńki akcent ukraiński - w jednej z chat
          znajduje się wystawa łemkowskich i bojkowskich obiektów.
          Myślę sobie, że skansem miał wielkie szczęście, że Niemcy przenieśli
          go w 1940 roku z Królewca do Olsztynka - gdyby tam został, nie wiem
          czy moglibyśmy dziś cokolwiek oglądać.

          W samym Olsztynku czas leniwie się toczył - po wyjściu ze skansenu
          zrobiłem sobie malutki spacerek na lokalną starówkę. Ulicą
          Mrongowiusza dotarłem do rynku (swoją drogą, w Olsztynku zachowała
          się jeszcze ulica Świerczewskiego). Niedaleko rynku można w
          Olsztynku nabyć smaczne jagodzianki (po 3 zł), prawie w całości
          wypełnione owocami.

          Nie starczyło czasu, żeby wejść do muzeum gromadzącego stroje ludowe
          z południowych Mazur, jednak zauważyłem, że dość ładnie odnowiono
          krzyżacki zamek znajdujący się w północnej pierzei rynku, na wprost
          ratusza (nie wiem czy tam można wchodzić, chyba obecnie mieści się
          jakaś szkoła?).

          Nie mogłem sobie odmówić sfotografowania olsztyneckiego lwa -
          ostatniej pamiątki po tannenberskim mauzoleum Hindenburga - swoją
          drogą ciekawe, że lwy mają jakąś największą siłę przetrwania, np. w
          Warszawie jedynie lwy zostały po dawnym kinie "Moskwa" i po
          przewojennym Ministerstwie Spraw Wojskowych (obecnie pysznią się
          przed Pałacem Lubomirskich na Żelaznej Bramie).

          Na koniec (zbliżała się siedemnasta, godzina odjazdu do Olsztyna)
          zrobiłem maleńki obchód po Olsztynku, zwiedzjąc m.in. kościół Serca
          Jezusowego wybudowany pod koniec XIX wieku (chyba od początku był
          katolicki, bo w pow. Ostróda i Nidzica katolicy stanowili nawet do
          10% ludności). Miasto mimo - a może dzięki - prowincjonalności ma
          swój urok, szczególnie gdy się obserwuje działki i domki w okolicach
          skansenu. Zastanawiam się nad przeprowadzką z Warszawysmile
                • rita100 Re: Freemasonie łobacz 13.07.08, 20:56
                  co nolazła am. Barzo to je ciykawe, to ło smyntarzach. Studenci na nich majo
                  praktyke i wszistko bandó nanosic na jinternet.

                  "Od czerwca pod adresem www.muw.pl/grobywojenne można znaleźć zdjęcia, mapy i
                  opisy blisko tysiąca cmentarzy i pojedynczych mogił osób poległych od końca
                  XVIII w. do czasów stalinowskich. Na stronie działa wyszukiwarka, dzięki której
                  szybko można dotrzeć do konkretnego obiektu.

                  - Większość informacji pochodzi z archiwów Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego,
                  gdzie dane o grobach wojennych były zbierane na przestrzeni kilkudziesięciu lat
                  - mówi Joanna Sieradzka z biura prasowego wojewody. Jerzy Miller, wojewoda
                  małopolski i pomysłodawca bazy grobów wojennych, poprosił studentów Akademii
                  Pedagogicznej i Uniwersytetu Jagiellońskiego o pomoc w skompletowaniu bazy.

                  Studenci odwiedzają stare cmentarze, rozmawiają z mieszkańcami, przekopują
                  księgi parafialne, fotografują, mierzą i opisują stan nagrobków. Grupa z UJ
                  stacjonuje w Nowym Targu i prowadzi badania na terenie powiatów tatrzańskiego i
                  nowotarskiego. Studenci z AP obozujący w Gorlicach, odwiedzają powiaty gorlicki
                  i nowosądecki. Wcześniej - w marcu - studenci dotarli do mogił i cmentarzy
                  zlokalizowanych w powiatach bocheńskim, suskim i wadowickim.

                  - Co nas podkusiło? Wszyscy studiujemy historię. To okazja na sprawdzenie w
                  praktyce wiedzy, jaką zdobywamy na uczelni, np. na temat pracy z materiałami
                  archiwalnymi - mówi Mateusz Palka, szef koła naukowego historyków im. Joachima
                  Lelewela przy Akademii Pedagogicznej w Krakowie. - Poza tym, nie ukrywam, że dla
                  wielu z nas te poszukiwania są prawdziwą przygodą, docieramy do niesamowitych
                  miejsc - dodaje Palka, który wspólnie z grupą 13 znajomych i opiekunem naukowym
                  koła - dr. Hubertem Chudzio, ma za zadanie zbadać blisko sto obiektów.

                  - Momenty szczególne to rozmowy z mieszkańcami, którzy niejednokrotnie są
                  jedynym źródłem pamięci o mogiłach. To oni pamiętają na przykład, że dany
                  grobowiec miał żeliwną ozdobę, o której nie ma ani słowa w archiwum. Nagrywamy
                  ich relacje na dyktafony, a potem spisujemy. Spotykamy się z bardzo życzliwym
                  przyjęciem, dla niektórych jesteśmy nawet swego rodzaju atrakcją - opowiada
                  Mateusz Palka.

                  Studenci będą pracować w terenie do końca przyszłego tygodnia. Po przyjeździe do
                  Krakowa czeka ich żmudna praca w bibliotekach i archiwach, gdzie będą uzupełniać
                  opisy grobów. Na realizację badań wojewoda przeznaczył 25 tys. zł.

                  Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków"

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka