Początek mody na imprezy w lokalach

10.08.09, 12:15
W roku 1999 chrześniaczka mojej mamy miała komunię. Przyjęcie
zostało zorganizowane w restauracji. Pięć miesięcy później chrzciny
kuzyna także zostały zorganizowane w restauracji. Urodziny dzieciom
wyprawiało się w eldorado lub Mc Donald"sie, a 18 też zaczęto
świętować w restauracjach. Wcześniej tego rodzaju imprezy robiło się
w domach (i było elegancko moim zdaniem),a jeśli już to wesela,
które zawsze"wymagały" większej liczby osób. Dopiero pod koniec lat
90. nastała moda na lokale(która chyba na szczęście już przemija). A
WQy jak pamiętacie początki tego zjawiska? Lepiej w domu czy w
lokalu? Ja osobiście nie lubię lokali i 18-tkę(2 miesiące temu)
zrobiłam w domu. I co? BYŁO ELEGANCKO!
    • super.kolo Re: Początek mody na imprezy w lokalach 10.08.09, 12:28
      donmari-2 napisała:

      > W roku 1999 chrześniaczka mojej mamy miała komunię. Przyjęcie
      > zostało zorganizowane w restauracji. Pięć miesięcy później chrzciny
      > kuzyna także zostały zorganizowane w restauracji. Urodziny dzieciom
      > wyprawiało się w eldorado lub Mc Donald"sie, a 18 też zaczęto
      > świętować w restauracjach. Wcześniej tego rodzaju imprezy robiło się
      > w domach (i było elegancko moim zdaniem),a jeśli już to wesela,
      > które zawsze"wymagały" większej liczby osób. Dopiero pod koniec lat
      > 90. nastała moda na lokale(która chyba na szczęście już przemija). A
      > WQy jak pamiętacie początki tego zjawiska? Lepiej w domu czy w
      > lokalu? Ja osobiście nie lubię lokali i 18-tkę(2 miesiące temu)
      > zrobiłam w domu. I co? BYŁO ELEGANCKO!

      A kto potem zmywał i sprzątał?
      • pizza_adoloran Re: Początek mody na imprezy w lokalach 10.08.09, 12:42
        super.kolo napisał:


        > A kto potem zmywał i sprzątał?


        Mr Muscle!
      • riki_i Re: Początek mody na imprezy w lokalach 10.08.09, 12:45
        Imprezy domowe to lata 80-te. W połowie lat 90-tych pamiętam, że
        można już było dość tanio wynająć stoliki/salę w knajpie.

        W domach było fajnie, tylko nie dla gospodarza imprezy. Zwalało się
        zawsze dwa razy tyle osób ile się zaprosiło (ludzie przyprowadzali
        partnerów i znajomych), mieszkanie przypominało po tym wszystkim
        pobojowisko (pamiętam jak niektórzy kolesie rzygali z balkonu i
        wywalali krzesła z dziewiątego piętra, część pokoi od razu blokowały
        od wewnątrz grupki pijackie i amatorzy szybkiego seksu, dostać się
        do toalety było niepodobieństwem), a rano były problemy z
        wyprowadzeniem niektórych zbetoniałych gości którzy zamienili się w
        zwłoki. Sprzątanie, zmywanie i uzupełnianie ubytków w mieszkaniu po
        takiej 'prywatce' ('domówce' jak mówią teraz) trwało i dwa dni.
        • donmari-2 Re: Początek mody na imprezy w lokalach 10.08.09, 15:15
          Nie mówię o dzikich imprezach z seksem, wywalaniem krzeseł z
          dziewiątego piętra itp. Chodzi mi o fajne, kameralne imprezki w
          gronie kilku najlepszych, zaufanych przyjaciół, którym chlanie na
          umór i rzyganie z balkonu nie przyszłoby do głowy. Wszelkie ważne
          uroczystości(komunie, chrzciny itp) też powinno się robić w domu
          (atmosfera jest luźniejsza i taka powinna być, bo to imprezy
          rodzinne). No ale to moja opinia
          • riki_i Re: Początek mody na imprezy w lokalach 10.08.09, 20:31
            Komunia w domu? Ja miałem i mimo małolactwa pamiętam do dzisiaj jaki to był
            Sajgon dla rodziców.

            IMO dysponując dużym domem z ogrodem, cateringiem i przynajmniej jedną osobą do
            pomocy można rozważyć organizowanie uroczystości u siebie. W innym wypadku
            uważam to za przypał, no chyba, że faktycznie jakieś mikroskopijne grona.

            W latach 80-tych pamiętam imprezy w domach jako totalne szaleństwa. Do mieszkań
            50-60 metrowych w blokach przychodziło po kilkadziesiąt osób. Wspominało się te
            imprezy miesiącami bo zawsze się coś nadzwyczajnego wydarzyło, ale gospodarzy
            ciężko było namówić na powtórki. EOT
        • anahella Re: Początek mody na imprezy w lokalach 21.08.09, 03:13
          riki_i napisał:

          > Imprezy domowe to lata 80-te.
          Zgadza się. Stan wojenny spowodował, że życie towarzyskie poza domem umarło.

          MI podoba się imprezowanie w knajpie. Jest teraz mnóstwo knajpek, gdzie można
          wynająć salę na imprezę i fajne w tym jest to, że są one w dzielnicach gdzie
          zabawa nie przeszkadza sąsiadom.
    • aiczka Re: Początek mody na imprezy w lokalach 11.08.09, 13:17
      Oooo, pamiętam. Co prawda nie na przykładzie imprez rodzinnych, ale
      rówieśniczych. Robiło to raczej dziwne wrażenie - tzn. często goście (w wieku
      licealnym) czuli się nieswojo, pojawiały sie jakieś zgrzyty, nie wiadomo było,
      czemu impreza "musi" wyglądać akurat w ten sposób. Być może teraz zarówno lokale
      jak i wynajmujący są lepiej przygotowani do organizacji imprez.

      Zaczęło się w pierwszej klasie, od imienin czy urodzin koleżanki,
      zorganizowanych w restauracji. Jako powód takiej lokalizacji podano, że rodzina
      dopiero przeprowadza się stopniowo do miasta i w tej chwili nie mogą urządzić
      przyjęcia w mieszkaniu. Tylko, że każdy w związku z tym pomyślał, że przecieć
      nie ma w ogóle obowiązku urządzania przyjęcia, a zwłaszcza gdy jest to kłopot.
      No, ale widocznie chodziło do pewnego stopnia o zapewnienie córce miejsca w
      gronie popularnych kolegów na początku znajomości. Było to raczej niepotrzebne
      posunięcie, bo jak się później okazało, nie trzeba było urzadzać imprez, aby
      uzyskać akceptację. Przyjęcie było dość sztywne, zasiadane, podano podczas
      niego klasyczny restauracyjny obiad (mięso-frytki-surówka), element raczej
      niespotykany na ówczesnych imprezach dla nastolatków (normą były kanapki,
      przegryzki i tort). Chyba wszyscy czuli się dziwnie.
      A najdziwniej ci, którzy udali się do toalety i nadziali tam na opłatę w
      wysokości 50 gr (wtedy jeszcze nie było zasady, że dla gości lokalu toaleta jest
      bezpłatna). Oczywiście gdy wyszło to na jaw, mama koleżanki poleciała tłumaczyć
      obsłudze, że tak się nie robi, no ale jednak... nie jest to sytuacja, która
      powinna się pojawiać i powodować poruszenie na przyjęciu.

      Potem mieliśmy w imprezach lokalowych przerwę. Odbyło się trochę spotkań w
      domach kolegów i były to zupełnie normalne, fajne imprezy, podczas których nie
      dochodziło do żadnych ekscesów (wydarzeniem wieczoru była zwykle jakaś
      pojedyncza stłuczona szklanka, raz na imprezie andrzejkowej koleżance przypalił
      się kosmyk włosów).

      Lokale powróciły przy okazji osiemnastek. Tym razem polegało to na wynajmowaniu
      klubu przez minimum trzy osoby. Ponieważ gospodarzy łączyły raczej zbliżone daty
      urodzin niż gorąca przyjaźń (to nie były osoby z jednej klasy itd.), co
      oznaczało, że znało się zwykle tylko jednego gospodarza a na imprezie spotykało
      się masę zupełnie obcych osób, co powodowało pewne uczucie przytłoczenia.
      Powiedziałabym, ze tylko raz satysfakcjonująco załatwiono sprawę poczęstunku dla
      gości - każdy dostał dwa kupony na dowolny napój. Innym razem było to po jednym
      kuponie na piwo - jako onieśmielony podlotek nie odważyłam się spytać, czy
      mogłabym dostać w zamian jakiś sok. Na dwóch imprezach był poczęstunek do
      samodzielnego częstowania się, ale niewystarczający - kiedy zachciało nam się
      pić, to wszystko było już wypite i trzeba było kupować picie w barze. Na
      szczęście było się już na to przygotowanym po tym, jak na poprzedniej imprezie
      okazało się, że trzeba płacić za szatnię. Wcześniej było raczej normalne, że
      (mowa o nastolatkach) na imprezy nie zabierało się portfela.

      Szkoda, że pod wrażeniem tych nie do końca udanych imprez w lokalach (i np.
      wypowiedzi jednego z kolegów, że imprezy w domach są beznadziejne, bo nie ma
      miejsca do tańczenia), większość z nas nie ośmieliła się zorganizować
      "osiemnastki" w ogóle. Odbyło się ich tylko 4 czy 5.
Pełna wersja