O dewiacjach i wzajemnym zrozumieniu

IP: *.cyberk.net.pl / *.gazeta.pl 01.10.02, 11:12
Moze tutaj znajda sie jacys transwestyci, ktorzy zechca opowiedziec o swoich
doswiadczeniach z kobietami?
Albo osoby o innych upodobaniach, albo ich partnerzy?
Bo ja naprawde potrzebuje jakiegos wsparcia...
Moj maz jest transwestyta, a ja nie potrafie tego zaakceptowac, chociaz
naprawde chce.
Pomozcie, prosze -pzdr
    • Gość: Ele no to ja moge cos powiedziec... IP: *.rrcnet.com 01.10.02, 11:30
      ja jestem transwestyta, moze nawet bardziej niz
      transwestyta.
      Moja partnerka calkowicie akceptuje moja odmiennosc.
      Zyjemy razem juz kilka lat. Ale o tym ze jestem trans
      powiedzialem jej na samym poczatku naszej znajomosci,
      wiec nie zaskoczylem jej "w trakcie".

      Jezeli masz jakies bardziej szczegolowe pytania - pytaj.
      • Gość: Grenada Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.cyberk.net.pl / *.gazeta.pl 01.10.02, 11:56
        Super, ze jej o tym powiedziales na poczatku, gdybym ja wiedziala od razu,
        pewnie nie byloby az takiej sprawy, a tak: wydawalo mi sie ze mam faceta a
        nagle okazuje sie ze jest to calkiem inny facet niz myslalam, tu nawet nie
        chodzi o tolerancje, tylko o to, zebym nadal czula do niego pozadanie, kiedy
        (glupio to wyznac i wstyd, ale musze) bywa ze czuje odraze.
        Sorry, ze tak chaotycznie pisze.
        Pytanie: Czy Twoja partnerka czuje sie przy Tobie atrakcyjna kobieta?
        (atrakcyjniejsza od Ciebie?)
        2:(moze glupie)Dlugo takiej szukales?
        3:Co to znaczy, ze jestes transwestyta a nawet bardziej?
        Bo moj maz nie jes pewien, czy nie wolalby byc kobieta i moze to wlasnie jest
        najgorsze - skoro on nie akceptuje swojego ciala to czy moze byc takim naprawde
        dobrym kochankiem?
        Dzieki za odzew -pzdr
        • Gość: Ele Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.rrcnet.com 01.10.02, 12:26
          Gość portalu: Grenada napisał(a):

          > bywa ze czuje odraze.

          musisz z nim porozmawiac na ten temat, wiem ze to trudne.
          Ale musze Ci powiedziec, ze z transwestycyzmu nie da sie
          nikogo wyleczyc.
          On (twoj facet) taki jest. Jezeli zaprzestanie
          robienia "tego" bedzie sie strasznie meczyl i uwierz mi -
          nie wytrzyma tego.

          > Pytanie: Czy Twoja partnerka czuje sie przy Tobie
          atrakcyjna kobieta?

          o tak! jest naprawde fajna, sliczna i zgrabna
          dziewczyna, pelna zycia i radosci. No i przyciaga wzrok
          innych facetow, co jednoznacznie wskazuje na to ze jest
          atrakcyjna.

          > (atrakcyjniejsza od Ciebie?)

          :-)) jako dziewczyny jestesmy bardzo do siebie podobne
          (nie zartuje!).

          > 2:(moze glupie)Dlugo takiej szukales?

          To Ona mnie znalazla! :-) totalny podryw z jej strony.
          Ale moja poprzednia partnerka, tez to akceptowala.

          > 3:Co to znaczy, ze jestes transwestyta a nawet
          bardziej?

          No coz, ja tez nie jestem pewien, wiec ostatnio wybralem
          sie do specjalisty... i wkrotce rozpoczne probna terapie
          hormonalna - pomoze mi to dokonac wyboru...

          >skoro on nie akceptuje swojego ciala to czy moze byc
          takim naprawde dobrym kochankiem?

          dobre pytanie. ja wg niej jestem.
          Moja rada - udajcie sie razem do speca od takich
          przypadkow. Najlepszy jest dr Dulko w Warszawie, do
          ktorego sam chodze. jezeli chcesz dam Ci kontakt na
          priva.

          > Dzieki za odzew -pzdr

          Pozdrawiam i jezeli masz jeszcze jakies pytania, pytaj
          smialo.
          • Gość: Grenada Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.cyberk.net.pl / *.gazeta.pl 01.10.02, 14:06
            Niestety mieszkam w Gdansku, do Warszawy mi troche za daleko.
            Juz i tak mi pomoglo, ze moglam sie troche wygadac, za duzo juz bylo milczenia
            na ten temat.
            Nie w tym rzecz, zebym chciala meza zmieniac na sile, juz to przerabialismy -
            najpierw (jak sie dowiedzialam) probowalam sie z tym pogodzic, nie wychodzilo
            mi, wiec chcialam zebysmy sie rozstali, bo po co sie meczyc, na to on ze mnie
            bardzo kocha, ze sie postara zmienic, to rzecz jasna jemu nie wychodzilo i tak
            w kolko...koszmar!!
            Chcialabym zeby sie wreszcie zrobilo normalnie miedzy nami, kocham tego faceta,
            jest naprawde super czlowiekiem, w lozku tez jest OK (tylko te moje glupie
            watpliwosci czasem), z jednym mnie tylko wkurza - uwaza, ze skoro go kocham, to
            nie powinno byc sprawy. A moze on ma racje?? Ze to zycie musi byc takie dziwne,
            coz moze jednak poszukamy jakiegos seksuologa.
            Ciesze sie ze chociaz Tobie sie uklada, moze i nam sie uda? -pzdr
            • Gość: Ele Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.rrcnet.com 01.10.02, 14:16
              >moze i nam sie uda? -pzdr

              trzymam za Was kciuki!
              pozdrawiam.

              BTW
              w razie czego moj e-mail to:
              paula.ts@wp.pl

              • Gość: mc Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 01.10.02, 23:23
                Ja tylko chcialem powiedziec, ze ciesze sie zescie sobie pogadali i nie wlaczyl
                sie w to zaden kretyn ze swoimi komentarzami. Czy to nie wspaniale? :))))
                • Gość: hir Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: 62.157.169.* 21.11.02, 16:59
                  To jest bardzo wspaniale. Bardzo wyjatkowe wrecz.
                  Wiekszosc watkow jest zasmiecana przez ludzi, ktorzy probuja byc zabawni
                  (nieskutecznie).
                  Tez jestem transwestyta (no moze nie tak mocno) i jest mi i mojej zonie z tym
                  dobrze.
                  Transwetyci to osoby przejawiajace zarowno cech meskie jak i zenskie. Sa o
                  wiele cieplejsze od osob "normalnych" ich zwiazki, statystyczni, sa bardziej
                  stabilne i zgodne niz inne. Posiadaja umiejetnosc bycia szalenie meskimi a przy
                  okazji przejawiaja ogromana wrazliwosc. Najwiekszy problem to fakt nie
                  umiejetnosci pogodzenia sie z wlasna przypadlosci i czerpania z niej profitow.
                  Presja spoleczna (moze i dobrze) zmusza te osoby do pozostania w ukryciu i
                  zycia w poczuciu winy (niepotrzebnie). Bardzo trudno jest znalezc osoby na tyle
                  otwarte aby to przyjac. Ja mialem to szczescie.

                  Sie ma.
                  • Gość: hrum Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.11.02, 19:23
                    Gość portalu: hir napisał(a):

                    > To jest bardzo wspaniale. Bardzo wyjatkowe wrecz.
                    > Wiekszosc watkow jest zasmiecana przez ludzi, ktorzy probuja byc zabawni
                    > (nieskutecznie).
                    > Tez jestem transwestyta (no moze nie tak mocno) i jest mi i mojej zonie z tym
                    > dobrze.
                    > Transwetyci to osoby przejawiajace zarowno cech meskie jak i zenskie. Sa o
                    > wiele cieplejsze od osob "normalnych" ich zwiazki, statystyczni, sa bardziej
                    > stabilne i zgodne niz inne. Posiadaja umiejetnosc bycia szalenie meskimi a
                    przy
                    >
                    > okazji przejawiaja ogromana wrazliwosc.

                    Tak się cieszyłeś ,ze nikt się nie włączył i nie robił sobie jaj.A sam
                    oceniasz .Dlaczego twierdzisz że zwiazki z transami są cieplejsze i trwalsze ?
                    To zwykłe pieprzenie.Stabilne? Poparz wyżej i nie gadaj bzdur! Więcej
                    tolerancji kolego , szczególnie jak oczekujesz tego od "zwykłych "ludzi ,jak
                    sam napisałeś! Co ma bycie transem do zwiekszonej meskosci? tak naprawdę ma
                    gówno ,czyli nic!
                    Nie pozdrwawiam Hrum
                    • kalina79 gdyby moj facet był transem... 22.11.02, 14:17
                      Nie umialabym pozostac z nim , gdybym sie o tym dowiedziala, tak, jak autorka
                      wątku. Czulabym sie, jakby "nie do konca kobietą", mając przy sobie "nie do
                      konca mężczyznę". Jesli sa ludzie, ktorzy odnajdują sie w takich związkach, to
                      bardzo dobrze... ja jednak nie umialabym tego zaakceptowac.
                      • olivvka Re: gdyby moj facet był transem... 22.11.02, 16:14
                        kalina79 napisała:

                        > Nie umialabym pozostac z nim , gdybym sie o tym dowiedziala, tak, jak autorka
                        > wątku. Czulabym sie, jakby "nie do konca kobietą", mając przy sobie "nie do
                        > konca mężczyznę". Jesli sa ludzie, ktorzy odnajdują sie w takich związkach,
                        to
                        > bardzo dobrze... ja jednak nie umialabym tego zaakceptowac.

                        A jeśli byłby wspaniałym czlowiekiem, wspaniałym mężem, troskliwym, czułym,
                        opiekuńczym, zaradnym, elokwentnym i inteligentnym, a do tego byłby doskonałym
                        ojcem dla Waszych dzieci, a miałby jedynie tą słabość, że lubi przebierać się w
                        damskie ciuszki od czasu do czasu? To czy myślalabyś tak samo?

                        pozdrawiam
                        olivvka
                        • kalina79 Re: gdyby moj facet był transem...- olivvko 23.11.02, 08:51
                          olivvka napisała:

                          > A jeśli byłby wspaniałym czlowiekiem, wspaniałym mężem, troskliwym, czułym,
                          > opiekuńczym, zaradnym, elokwentnym i inteligentnym, a do tego byłby
                          doskonałym
                          > ojcem dla Waszych dzieci, a miałby jedynie tą słabość, że lubi przebierać się
                          w
                          >
                          > damskie ciuszki od czasu do czasu? To czy myślalabyś tak samo?


                          Gdyby mi powiedział po tym, jak bym się uczuciowo zaangażowała, nie mówiąc już
                          o wyjściu za mąż, czułabym się OSZUKANA. Przyszła żona powinna wiedzieć, że
                          wiąże się z transwestytą! Gdyby powiedziałby mi o tym przed ślubem, to nie
                          doszłoby do niego. Może i byłby dla mnie dalej wspaniałym człowiekiem , ale już
                          patrzyłabym na niego, jak na mężczyznę, co najwyżej, jak na przyjaciela.

                          Natomiast gdyby mąż wyznał mi, że jest transem, to zwyczajnie miałabym do niego
                          WIELKI ŻAL, że zataił tak istotna prawdę o sobie. Nawet jesli dla dobra dzieci
                          nie zdecydowałabym się na rozwód, moja miłość przeszłaby poważną próbę i
                          wątpię, czy by ją przetrwała.
                          • olivvka Re: pytanie uzupełniające 25.11.02, 08:50
                            kalina79 napisała:

                            > olivvka napisała:
                            >
                            > > A jeśli byłby wspaniałym czlowiekiem, wspaniałym mężem, troskliwym, czułym
                            > ,
                            > > opiekuńczym, zaradnym, elokwentnym i inteligentnym, a do tego byłby
                            > doskonałym
                            > > ojcem dla Waszych dzieci, a miałby jedynie tą słabość, że lubi przebierać
                            > się
                            > w
                            > >
                            > > damskie ciuszki od czasu do czasu? To czy myślalabyś tak samo?
                            >
                            >
                            > Gdyby mi powiedział po tym, jak bym się uczuciowo zaangażowała, nie mówiąc
                            już
                            > o wyjściu za mąż, czułabym się OSZUKANA. Przyszła żona powinna wiedzieć, że
                            > wiąże się z transwestytą! Gdyby powiedziałby mi o tym przed ślubem, to nie
                            > doszłoby do niego. Może i byłby dla mnie dalej wspaniałym człowiekiem , ale
                            już
                            >
                            > patrzyłabym na niego, jak na mężczyznę, co najwyżej, jak na przyjaciela.
                            >
                            > Natomiast gdyby mąż wyznał mi, że jest transem, to zwyczajnie miałabym do
                            niego
                            >
                            > WIELKI ŻAL, że zataił tak istotna prawdę o sobie. Nawet jesli dla dobra
                            dzieci
                            > nie zdecydowałabym się na rozwód, moja miłość przeszłaby poważną próbę i
                            > wątpię, czy by ją przetrwała.

                            A jeśli jego upodobanie do transwestytyzmu nabyte zostałoby dopiero w czasie
                            trwania Waszego małżenstwa?

                            pozdrawiam olivvka
                            • Gość: Szalony Kucharz No właśnie! Nigdy nic nie wiadomo... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 08:55
                              Przecież nikt nie rodzi się seksualnie ostatecznie ukształtowany - wbrew tak
                              modnym ostatnio wyjaśnieniom genetycznym.
                            • kalina79 odpowiedz na: pytanie uzupełniające 25.11.02, 09:31

                              > A jeśli jego upodobanie do transwestytyzmu nabyte zostałoby dopiero w czasie
                              > trwania Waszego małżenstwa?


                              To może nie czułabym się oszukana, bo kiedy mnie poślubiał, mógł nawet nie
                              wiedzieć, co to jest transwestytyzm ;-), ale i tak: Nie czułabym się w pełni
                              kobietą, bedąc żoną nie w pełni mężczyzny. Wobec powyzszego czułabym dyskomfort
                              psychiczny, poważne zachwianie poczucia własnej wartości, jako kobiety i stres,
                              ktorego przyczyną byłby mąż.

                              Nie uważam transwestyty za zboczeńca, ale za kogoś, kto mi nie odpowiada w roli
                              partnera seksualnego. Nawet jeśli w życiu byłby super, to jednak w małżenstwie
                              sex jest bardzo wazny.
                              • olivvka Re: odpowiedz na: pytanie uzupełniające 25.11.02, 10:42
                                kalina79 napisała:

                                >
                                > > A jeśli jego upodobanie do transwestytyzmu nabyte zostałoby dopiero w czas
                                > ie
                                > > trwania Waszego małżenstwa?
                                >
                                >
                                > To może nie czułabym się oszukana, bo kiedy mnie poślubiał, mógł nawet nie
                                > wiedzieć, co to jest transwestytyzm ;-), ale i tak: Nie czułabym się w pełni
                                > kobietą, bedąc żoną nie w pełni mężczyzny. Wobec powyzszego czułabym
                                dyskomfort
                                >
                                > psychiczny, poważne zachwianie poczucia własnej wartości, jako kobiety i
                                stres,
                                >
                                > ktorego przyczyną byłby mąż.
                                >
                                > Nie uważam transwestyty za zboczeńca, ale za kogoś, kto mi nie odpowiada w
                                roli
                                >
                                > partnera seksualnego. Nawet jeśli w życiu byłby super, to jednak w
                                małżenstwie
                                > sex jest bardzo wazny.

                                Kalinko droga, witaj
                                Po pierwsze: uważam że seks w małżeństwie jest chyba najistotniejszym jego
                                elementem. Może stanę się przez to niepopularna, ale uważam że to ok. 75%
                                udanego małżeństwa (przynajmniej w moim i mojego męża przypadku). Tak więc
                                tutaj jesteśmy zgodne.

                                Po drugie: nie mogę zrozumieć, dlaczego nie czułabyś się w pełni kobietą mając
                                za męża transwestytę? Transwestytyzm to jedynie upodobanie do przebierania się
                                w damskie fatałaszki i czasem do odgrywania (odgrywania a nie spełniania) roli
                                kobiecej i to wcale niekoniecznie podczas zbliżenia fizycznego. Mężczyzni,
                                którzy są transwestytami potrafią być bardzo męscy na codzień podczas
                                wykonywania zwykłych obowiązków przypisanych im przez płeć. Tak, jak Ty np.
                                masz upodobanie do seksu SM (gdzieś tak chyba wyczytałam), tak Twój mąż ma
                                prawo mieć (wg mnie) upodobanie do przebrania się czasami w Twoje fatałaszki. I
                                nie widzę w tym nic bardziej zdrożnego od chociażby tego, że przyłożysz mu od
                                czasu do czasu batem po pupie. Bo tak samo możnaby zadać pytanie, czy lanie
                                swojego męża po tyłku batem podczas seksu jest normalne? Ja wykazuję tutaj dużo
                                tolerancji, jeśli chodzi o upodobania partnerów do różnego rodzaju seksu i gdy
                                nie sprawia mi to bólu, dyskomfortu, to godzę się na takie zachowania. A
                                przebranie się mojego męża (choć on akurat tego nie lubi) w damskie ciuszki
                                uważałabym tylko i wyłącznie za dobrą zabawe. Opowiem Ci przy okazji zabawną
                                historię: w Lochu na Starym Mieście w czwartki jest męski striptiz. Kiedyś (nie
                                wiem jak teraz, bo dawno nie byłam), wpuszczano do środka tylko panie. A
                                ponieważ mam biseksualnego męża, który chciał takie pokazy sobie obejrzeć
                                wpadliśmy na pomysł, by przebrać go za kobietę. Umalowałyśmy go razem z moją
                                przyjaciółką, wydepilowałyśmy mu nogi, ubrałyśmy go w pożyczone od naszej
                                puszystej koleżanki ciuszki, problem był tylko z odpowiedniej wielkości
                                obuwiem, ale i z tym sobie poradziłyśmy. No więc tak ubrany wyszedł razem z
                                nami "w miasto" i podążaliśmy spiesznym krokiem ku Lochowi. A tam Pan bramkarz
                                niestety od razu zauważył mistyfikację i mojego męża złapał za ramię z
                                pytaniem "A Pan gdzie?". My śmiałyśmy się do rozpuku, mąż też (bo
                                ucharakteryzowany był wg nas naprawde dobrze) i bramkarz też zaczął się śmiać.
                                W końcu powiedział, że mój mąż może sobie wejść, byleby tylko nie zrzucał tego
                                maskującego jego płeć ubioru :-)))

                                A teraz po trzecie: w poprzednim poście pisałaś, że czułabyś się oszukana,
                                gdyby Twój mąż przed ślubem zataił przed Tobą upodobanie do transwestytyzmu.
                                Masz rację w tym, że byłoby to z jego strony nieuczciwe. Z drugiej jednak
                                strony należałoby okazać nieco wyrozumiałości i zrozumienia dla obaw mężczyzny
                                o ujawnienie tego typu upodobań. Bo przecież jak sama piszesz, nie
                                zdecydowałabyś się założyć z kimś takim rodziny. Czy myślisz, że transwestyci
                                nie mają świadomości swojej odmienności w upodobaniach? Mają zapewne wielką
                                świadomość tego faktu i żywią pewnie obawy, że ujawnienie tego typu zachowań
                                mogłoby w sposób znaczący rzutować na ich związki partnerskie, w których są.
                                Dlatego też milczą na dany temat a poźniej dopiero nieśmiale starają się
                                partnerkę (a być może już żonę) oswajać ze swoimi upodobaniami. Nie wydaje mi
                                się to jednak aż tak straszną przywarą, że nie mogłabym wybaczyć tej
                                nieszczerości. W końcu nie jest to zatajenie posiadania trójki dzieci z
                                poprzednich małżeństw, a jedynie zatajenie prawdy dotyczącej pewnych niewinnych
                                wg mnie upodobań seksualnych.

                                A wreszcie po czwarte: napisałaś także w swoim poprzednim poście, że
                                prawdopodobnie ujawnienie takich upodobań skutkowałoby zanikiem uczucia miłości
                                do Twojego partnera. Czy takie zachowanie nie jest wg Ciebie jeszcze bardziej
                                egoistyczne od samego faktu zatajenia przez męża prawdy o sobie? Czy to nie
                                jest przejaw braku tolerancji? Przeciez partnerstwo wlasnie na tym polega, by
                                akceptować, tolerować swoje odmienności. Nie ma dwojga ludzi, którzy byliby
                                idealnie ze sobą dopasowani. W wiekszości przypadków małżenstwo jest wynikiem
                                zarówno miłości jak i kompromisu. Czy lepiej np. mieć męża transwestytę czy
                                lepiej mieć męża zdradzacza? Czy nie uważasz, że samo odważenie się przez
                                mężczyznę na złożenie takiego wyznania jest już godne pochwały? Bo ja tak
                                właśnie uważam. Czy np. upodobanie do transwestytyzmu jest czymś gorszym od
                                kobiecego feminizmu? Bo ja osobiście wolałabym mieć jako kobieta męża
                                transwestytę niż jako mężczyzna mieć żonę feministkę.

                                Możnaby na ten temat pisać elaborat. Ja chciałabym tylko podkreślić dwa słowa:
                                wyrozumiałość i tolerancja. Zrozumienie potrzeb partnera jest kluczem do
                                szczęśliwego małżeństwa.

                                pozdrawiam
                                olivvka
                                • Gość: Szalony Kucharz Pani Olivvko, czy mogę... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 10:59
                                  ... przenieść poniższe Jej słowa:

                                  > Możnaby na ten temat pisać elaborat. Ja chciałabym tylko podkreślić dwa
                                  słowa:
                                  > wyrozumiałość i tolerancja. Zrozumienie potrzeb partnera jest kluczem do
                                  > szczęśliwego małżeństwa.

                                  do mojego wątku "Perwersje i estrema"?

                                  Szalony Kucharz
                              • Gość: hir Re: odpowiedz na: pytanie uzupełniające IP: 62.157.169.* 25.11.02, 10:58
                                > To może nie czułabym się oszukana, bo kiedy mnie poślubiał, mógł nawet nie
                                > wiedzieć, co to jest transwestytyzm ;-), ale i tak: Nie czułabym się w pełni
                                > kobietą, bedąc żoną nie w pełni mężczyzny. Wobec powyzszego czułabym
                                dyskomfort
                                >
                                > psychiczny, poważne zachwianie poczucia własnej wartości, jako kobiety i
                                stres,
                                >
                                > ktorego przyczyną byłby mąż.
                                >
                                > Nie uważam transwestyty za zboczeńca, ale za kogoś, kto mi nie odpowiada w
                                roli
                                >
                                > partnera seksualnego. Nawet jeśli w życiu byłby super, to jednak w
                                małżenstwie
                                > sex jest bardzo wazny.


                                Raczej nie mozliwe jest nabycie tych sklonnosci w okresie po 20 roku zycia, ale
                                nigdy nie mow nigdy. Przewaznie osoby o tej sklonnosci borykaja sie z nimi od
                                wczesnej mlodosci, zupelnie nie rozumiejac co sie z nimi dzieje. Maja czesto
                                swiadomosc, ze to co robia jest rzecza szalenie wstydliwa i napietnowana przez
                                spoleczenstwo. Przechodza przez pieklo, bo wstyd i zazenowanie nie pozwalaja
                                sie im zwrocic o pomoc. Czesto (przewaznie) sa to zupelnie normalnie
                                funkcjonujace jednostki, zupelnie mescy, przystojni, bez kompleksow itd.
                                Nastepnie znajduja osobe, z ktora chca spedzic reszte zycia, ktora kochaja z
                                wzajemnoscia. Wiaza sie, ale problem nie mija automatycznie, tak jak na to
                                liczyli. Ich akt wyznania swiadczy o ogromnym zaufaniu jakim daza partnera.
                                Wyznanie czesto jest bardzo bolesnie i trudne. Lek przed reakcja partnera jest
                                paralizujacy. Teraz jak ma zareagowac osoba obdarzona zaufaniem. Osoba, ktora
                                wyznaje swoj problem jest dokladnie ta sama osoba w ktorej kobieta sie
                                zakochala. Jezeli zwiazek jest na poziomie (udany, dobry, emocjonalnie
                                stabilny), to nie powinno to stanowic dla pary problemu. Transwestytyzm jest
                                pewna forma fetyszyzmu i jako taki jest zupelnie nie szkodliwy (nie mowie o
                                transseksualizmie, ktory moze wniesc spore rozczarownie, zwlasza jesli partner
                                oczekuje zmiany plci).
                                Jest to pewna sklonnosc, ktora pomaga partnerowi w osiaganiu satysfakcji
                                seksualnej, aczkolwiek nie oznacza to, ze oczekuje wspolzycia w przebraniu 10
                                razy na 10 przypadkow. Raczej jest to sklonnosc do 2 na 10, a tak naprawde
                                zalezy to od "mania" ochote albo nie. Czasami ma ochote przez tydzien, a potem
                                przez 6 tygodni nic. Pierwsza obawa partnera jest to, ze wydaje sie jej ze jego
                                celem jest noszenie odziezy plci przciwnej non-stop. Nic bardziej blednego.
                                I teraz pytanie o akceptacje. Osoba kochajaca partnera o tych sklonnosciach
                                powinna (moim zdaniem) zaakceptowac jego sklonnosc, oswoic sie z mysla o tym i
                                nie osadzac (nigdy). Pytac, proscic o wyjasnienia. Tak naprawde, kazdy ma
                                sklonnosc (ochote) na zrobienie czegos nie stereotypowego w lozku. Dlaczego nie
                                potraktowac tego wlasnie tak. Jezeli sex jest wazny w malzenstwie, jak ktos to
                                juz wczesniej stwierdzil, to waznej jest tez sklonnosc do realizacji swoich nie
                                typowych fanaberii. No, chyba ze ktos woli inaczej.
                                Wiec reasumujac, partner o tych sklonnosciach nie przestaje byc ta sama osoba
                                tylko dla tego ze sie nimi podzelila.
                                Jezeli kochalas przed wyzaniem, bedziesz kochac po, bo albo kochasz jego albo
                                wyobrazenie o nim.
                                Statystyki mowia, ze osoby z tymi sklonnosciami nie wykazuja tendecji do skokow
                                w bok.
                                Ta ciniutka niteczka damskiej osobowosci (kazdy ja ma, nie kazdy w to wierzy,
                                nie kazdy sie przyznaje) sprawia, ze jest mu latwiej nawiazac dobre stosunki z
                                kobietami i wykazuja sie wieksza wrazliwoscia.
                                Osoby takie sa bardziej szczere.


                                A poza tym moze to wszystko nie prawda...

                                Pozdrawiam
                                HIR
              • Gość: _cholercia_ Re: no to ja moge cos powiedziec... IP: *.acn.waw.pl 23.11.02, 00:14
                Paula Moja Kochana!:) i TU cie znalazlam a wlasnie mialam zamiar odpisac na ten
                list... podajac Ciebie I Madzie za WSPANIALY przyklad Milosci I Tolerancji!:)


                LUDZIE! OBCUJAC Z TAK WSPANIALYMI LUDZMI JAK PAULA I JEJ MAGDA - CZLOWIEK UCZY
                SIE! UCZY SIE, ZE TO CO JEST INNE MOZE BYC ROWNIE WSPANIALE... CHOCIAZ JA JUZ
                JESTEM ZDANIA, ZE WSPANIALSZE!
                (juz wylaczam capsa:))
                w obecnym kulcie prawdziwych macho - dowiedzenie sie, ze z mezem jest "troszke
                inaczej" moze byc wrecz ciosem dla zony... ale tu wlasnie powstaje pytanie "czy
                wyszlas za faceta, ktorego kochasz? czy za wyobrazenie o nim?"

                i zdradze wam maly rabek tajemnicy... Paula jest wspaniala, niezwykle ciepla,
                kobieca (!!!) kolezanka... ale i Prawdziwym Twardzielem jezeli chodzi o
                interesy:)))

                pozdrawiam:)
                P.S.
                Paulus wieeeelki <cmok> i do zobaczenia na NS:)
Pełna wersja