Gość: Szalony kucharz
IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl
07.11.02, 08:03
Wiem, wiem, wielu traktuje filmy xxx jako bezcharakterną rąbankę, której
oglądanie od czasu do urozmaica domową monotonię. Czy nie zdarzyło się Wam
jednak, drodzy Forumowi Erotomaniacy, natrafić przy którymś seansie na
prawdziwą porno-perełkę, od której wzroku nie mogliście oderwać i która długo
jeszcze prześladowała Was w erotycznych marzeniach. Nie wiem, co Was
zafascynowało: doskonały montaż, nietypowe ujęcia, interesująca intryga,
aktorów/aktorek przekonująca gra, ich płciowe atrybuty, czy po prostu
niecodzienne zachowania seksualne. Dlatego zapraszam Was, kochaniutcy, do
podzielenia się swoimi pornofascynacjami!
Na początek opowiem Wam o dwóch filmach, które wstrząsneły mną do
transcendentnego orgazmu. Pierwszy to mój pierwszy "film przyrodniczy" (nigdy
nie zapomina się tego pierwszego razu, prawda?), zatytułowany
bodajże "Szwedki w Saint Tropez". Znakomita niemiecka produkcja z lat
siedemdziesiątych: filmowa kamera, cudownie słoneczne plenery, wytworne
wnętrza, profesjonalna charakteryzacja, fabuła, no i zapożyczona z teatru
koncepcja "pornosa w pornosie". Najbardziej utkwiła mi w pamięci pierwsza
scena filmu, w której zakopana w plażowym piachu aż po szyję ślicznotka
obsługuje ustami młodą roznamiętnioną parę damsko-męską. Ten pomysł
totalnego, choć tymczasowego przecież, zredukowania możliwości sprawienia
rozkoszy drugiej osobie do ust i języka, wydał mi się, wtedy zaledwie
kilkunastoletniemu szkrabowi, tak genialny w swej prostocie, że długo jeszcze
po tym był głównym tematem moich masturbacyjnych fantazji. No i jeszcze tak
rzadko spotykana w dzisiejszych "filmach o miłości" fetyszyzacja nasienia,
czy może ściślej pisząc, spermatofagia. Po obfitym wytrysku swojego kochanka
na twarz uwięzionej w piasku mineciary, druga z kobiet zlizała ochoczo całą
śmietankę z jej lica - żadnych cięć, żadnego udawania, zdecydowane liźnięcia
i niewymuszona, radosna atmosfera. Oczywiście scena ta okazała sie być
nagraniem pornosa (film w filmie), i po jej zakończeniu dryblasty operator
kamery, imieniem Eddy, nie mógł się powstrzymać i uraczył nieodkopaną jeszcze
damę swoim pokaźnych rozmiarów berłem, dosłownie wypychając jej policzki.
Biały, lepki dowód jego rozkoszy złożony został tym razem na wyciągniętym
języku ślicznej główki, a ta po upojnej chwili przełknęła wszystko.
Dziś "cumeating flicks" stanowią odrębną, koneserską kategorię, a wtedy to
było takie naturalne, słoneczne, roześmiane...
A drugi film to fracusko-niemiecka produkcja z początku lat 90, "French
Baby". Na polski rynek to dziełko trafiło dzięki o ile się nie mylę
dystrybutorni "Omega", więc może ktoś z Was miał okazję to obejrzeć. Bez
przedostaniej sceny film byłby typowym hardcore'owym pornosem: oral, anal,
vaginal, DP - czyli dzisiejszy standardzik. Ale ta właśnie przedostatnia
scena: rosły Francuz namawia taką nieco myszowatą księgową na numerek. Jak
ludowa mądrość głosi, takie skromne kobietki o wyglądzie zasuszonych
bibliotekarek potrafią w okamgnieniu przeobrazić się w perwersyjne diablice,
gotowe na wszystko. I szybko gorący seks analny z tą damą przemienia się w
przepyszną (naprawdę przepyszną, choć możliwe, że niestrawną dla osób o nieco
odmiennych gustach) długą scenę analnego fistingu. Zaprawdę powiadam Wam,
widok dłoni potężnego mężczyzny bezceremonialnie penetrującej rozciągniętą do
granic możliwości odbytnicę wcale nie otyłej pani, ten kontrast pomiędzy
użylonymi, kanciastymi muskułami męskiego przedramienia a gładkością
kobiecych ud i pośladków był niesamowity, wprost zwalający z nóg! Widziałem
scenkę z tego filmiku nieco wcześniej na moim komputerze w postaci zapętlonej
półsekundowej animacyjki, ale myślałem, że to pic na wodę fotomontaż.
Tymczasem na kasecie scena została utrwalona od początku do końca - od
jednego paluszka aż poza nadgarstek.
Pewnie ten drugi film nieco Was zszokował, ale ja z chęcią posłucham Waszych
opowieści o ulubionych różowych filmach.
Zapraszam serdecznie,
Szalony kucharz