Jak przekonać do loda?

IP: *.pl 17.11.02, 16:09
Jest tu wątek kucharza o zaawansowanym oralu, a ja mam problem bo Pani z
którą jestem od kilku lat wogóle nie chce brać do buzi. I co mam całe życie
chodzić na dziwki?
    • adamek42 Re: Jak przekonać do loda? 18.11.02, 03:10
      Nie załamuj się ,ja jestem 12 lat żonaty i loda robią mi dziwki,i co w tym
      takiego tragicznego???? Polish standart. A żona to potrzebuje raz w tygodniu w
      łóżku i do kościoła,i na jakieś zakupy (których nie potrzeba).!!!NORMALKA
      • Gość: afe Re: Jak przekonać do loda? IP: *.proxy.aol.com 18.11.02, 04:54
        UMYL BYS GO CZESCIEJ NIZ 2 RAZY W ROKU TO MOZE BY WZIELA
      • Gość: afe Re: Jak przekonać do loda? IP: *.proxy.aol.com 18.11.02, 04:55
        UMYL BYS GO CZESCIEJ NIZ 2 RAZY W ROKU TO MOZE BY WZIELA
      • Gość: afe Re: Jak przekonać do loda? IP: *.proxy.aol.com 18.11.02, 04:57
        UMYL BYS GO CZESCIEJ NIZ 2 RAZY W ROKU TO MOZE BY WZIELA
      • Gość: siteczko Re: Jak przekonać do loda? IP: *.acn.pl / 10.71.1.* 18.11.02, 21:06
        Oby cię rzuciła za to, że chodzisz na dziwki.
    • ssij Re: Jak przekonać do loda? 18.11.02, 09:03
      myj bata brudasie
      albo obrzezaj se go
      • Gość: HRU Re: Jak przekonać do loda? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.11.02, 09:08
        J/W oraz posmaruj ptaka miodem ,a potem posyp go mielonymi orzechami laskowymi.
        Jeżeli wtedy się nie przekona ,to umarł w butach .Już nigdy Ci nie possie:)
    • Gość: Szalony Kucharz Moi wszyscy drodzy Załamani! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.02, 09:14
      A moja przyjaciółka nie chciała ostatnio dać wiary temu, że gdzieś jeszcze
      ludziom tak wielki problem sprawiać może tak niewinna przecież odmiana
      okazywania uczuć mężczyźnie, jak fellatio.

      Nie chciałbym tutaj bawić się w psychologa-eksperta od miłosnych związków,
      toteż proszę nie traktować mojej wypowiedzi jako worka złotych rad Waszego
      nieomylnego terapeuty. Po prostu podzielę się z wami swoimi refleksjami, nie do
      końca pewien czy ukoją chociaż nieco Wasze skołatane dusze.

      Ab ovo, czyli od początku. Zastanówmy się może nad tym, czym właściwie jest
      związek _miłosny_ (podkreślam, miłosny) dwojga dorosłych osób. Czy ludzie są ze
      sobą ze względu na zbieżność politycznych poglądów? Czy może zauroczyli się
      własnymi kulinarnymi talentami? A może przysięgli sobie dozgonną miłość bo
      komiczny talent jednego z partnerów jest wręcz magnetyczny? To są ważne sprawy,
      oczywiście, ale mnie wydaje się, że ludzi zbliża do siebie, na odległość
      wyszczerzonych kłów i gorącego oddechu, po prostu wzajemna cielesna fascynacja.
      Nie zrozumcie mnie źle, cielesna fascynacja nie kończy się i nie zaczyna na
      całej gamie doznań wizualnych czy dotykowych, chociaż są tacy, którym
      niezwykłych wzruszeń dostarczają zastygłe na kartkach papieru i emanujące
      zimnym światłem z ekranów postaci ludzkie. Zatem prostym zdaniem: miłość to
      ciało, miłość to sex.

      Uprzedzając niesłuszne zarzuty sprowadzania całego bogactwa miłosnych uczuć do
      mniej lub bardziej wyrafinowanych ruchów ciernych, spieszę ze sprostowaniem: ja
      nie sprowadzam jednej rzeczy do drugiej – ja je utożsamiam!

      Nie wierzycie mi? Uważacie, że możliwa jest miłość (nie ojcowska, nie matczyna,
      nie do ojczyzny, czy Istoty Najwyższej, ani tym bardziej najczystsza w swych
      intencjach przyjaźń) pomiędzy dwojgiem (trojgiem, czworgiem, itd.) ludzi, która
      byłaby w stanie obyć się bez własnego seksualnego ciała? No to rozejrzyjcie się
      wokół, proszę, i spójrzcie na ludzi. Zastanawiające, ale większość rozstań
      kochanków ma właśnie takie cielesne podłoże. Nie przyjmuję po prostu do
      wiadomości zdrady państwa, niestrawnych obiadków, porozrzucanych skarpetek czy
      nagminnie nieopuszczanej klapy sedesowej jako najważniejszych przyczyn
      (smutnych w gruncie rzeczy) rozwodów.

      Można argumentować, iż da się oddzielić miłość od seksu. Potrzeby duchowe od
      cielesnych (czy jak to niektórzy się posuwają, „fizjologicznych”). Tak, być
      może pozornie szczęśliwie żonatego adamka42 nocne eskapady to polska norma, ale
      to nie jest normalne. Tak, jak normalne nie było to, że rodzice moi przez 20
      lat męczyli się ze sobą, wzajemnie odrażeni i unieszczęśliwieni, by jeszcze
      przed jej śmiercią, w czasie bezlitośnie obezwładniającej moją matkę choroby,
      ojciec znalazł ukojenie w ramionach innej kobiety. Wybacz mi, mamo...

      Pewna cudowna istota określiła mi się kiedyś jako „kobieta świadoma swych
      potrzeb”. I ukłuła chyba tym stwierdzeniem samo serce problemu: świadomość
      potrzeb. Mimo iż ciało nasze (czyli my) daje aż nadto wyraźne sygnały swoich
      potrzeb (czyli naszych) naszej duszy (czyli nam), wciąż nie do końca chyba
      jesteśmy ich świadomi. Bo iluż jeszcze ludzi męczy się ze swoimi żądzami, nie
      potrafiąc ich do końca wyrazić, jedynie wyjąc bestialsko do księżyca. Ile to
      osób woli odrzucić, odpędzić od siebie nieprzystojne myśli (może jeszcze nawet
      nie myśli, a zaledwie uczucia – niczym heglowska liczba, stan pośredni pomiędzy
      wrażeniem zmysłowym a myślą) niż zmierzyć się z nimi, utożsamić, zaakceptować.

      A to wszystko jest takie proste, nawet sami nie do końca rozumiecie, jakie to
      jest proste. To jest tak proste, że wszystkie nasze uprzednie obawy, zabiegi,
      cały ten pełen namaszczenia rytualno-miłosny blichtr, wszystkie forumowe
      rekomendacje i przestrogi stawia w zaiste ośmieszającym świetle przezierającym
      zza przebitego papierowego tygrysa. A wspomniana wyżej kobieta zrzuca z siebie
      śmiało zawdziewane na nią przeze mnie odium cudowności, niczym krępującą ruchy
      ciężką szatę, zapewniając, że to przesada. Bo to rzeczywiście przesada – pod
      szatą bowiem ukrywa się (wcale się nie ukrywa, nie chce się ukrywać!)
      najnormalniejsza dziewczyna pod słońcem.

      Potęga małej śmierci unieważnia wszystko: tonie w sinych odmętach zapomnienia
      biała struga nasienia, migocącymi falami roznosi się Jej lubieżny uśmiech, a
      okrzyki spełnienia zagłusza nieustanny szmer rzeki xerxesowych łez.

      Zastanów się więc, Załamany, dobrze się zastanów nad tym, co tak naprawdę,
      szczerze... I pamiętaj: te, co biorą penisa do ust niekoniecznie są dziwkami.

      Szalony Kucharz
      • Gość: vicki Re: Moi wszyscy drodzy Załamani! IP: *.net 18.11.02, 16:44
        kurcze, z jednej strony cholenie podoba mi sie to co piszesz (a moze jak
        piszesz...)- a z drugiej nie do konca sie zgodze. Fakt, nie wyobrazam sobie
        milosci bez seksu, bez cielesnosci- a jezeli juz sie kochamy to jest pelna
        akceptacji- oki nie musze sie zgadzac na jakies ekstrema partnera ale je
        rozumiem...
        Tylko niw wiem czy to dziala w obie strony- moj zwiazek sie sypie po kolei na
        kazdym froncie i jedyne co nigdy nie szwankowalo (a wrecz nas godzilo) byl seks-
        swieeetny zreszta.
        Czyli co nie mamilosci bez seksu, ale jest seks bez milosci??
        • robsonick Re: Moi wszyscy drodzy Załamani! 19.11.02, 09:19
          Gość portalu: vicki napisał(a):

          >> Czyli co nie mamilosci bez seksu, ale jest seks bez milosci??


          Viki to jest dokladnie tak jak na pisalas i jest zupelnie inaczej bo
          oczywiscie jest milosc bez seksu ale nie milosc mesko damska (np milosc
          matczyna czy ojcowska) ale jesli pominiemy te specyficzne odmiany milosci i
          wrocimy do czysto mesko damskiego ukladu to natura miloscia obdarzajac nasze
          zwiazki kierowala sie potrzeba prokreacji gatunku i nie miala tu na mysli
          zaplodnienia in vitro dlatego z samego zalozenia zwiazki mesko damskie maja
          podloze seksualne, konkludujac milosci towarzyszy seks !!!

          A w druga strone hymmm... to zalezy od jednostki ale zasada jest chyba bardzo
          prosta:
          Niektórzy maja opory moralne ale podswiadomie fantazjuja uprawiajac w
          marzeniach seks ze swoim seksulanym idolem wyobrazeniem partnera inni maja
          dosc odwagi aby swoje fantazje wcielac w zycie.
          Kiedys prowadzono badania nad doborem partnera przez kobiete i okazuje sie ze
          kobieta jesli nie jest "skuta" przez konwenanse wybiera sobie stalego partnera
          wg nastepujacego klucza : zaradny, opiekunczy, zapewniajacy stabilnosc i
          bezpieczenstwo dla mnie i dla potomstwa,(tego kocha)
          natomiast do prokreacji poszukuje osobników o najlepszych cechach fizycznych :
          siła, zdrowie, muskulatura gwarantujacych potomstwu najlepsze warunki fizyczne
          do przetrwania i rozwoju.
          Budowa biologiczna narzadow plciowych mezczyzny zaklada ze kobieta mogla miec
          stosunek z innym mezczyzna i nalezy wyeliminowac jego nasienie i wprowadzic
          swoje nasienie to tez ciekawostka mowiaca o zamiarach natury. Dlatego ja nie
          mam oporow przed seksem bez milosci oczywiscie istnieje jeszcze aspekt zdrowia
          i bezpieczenstwa ale to jest odrebny temat.
      • Gość: siteczko Re: Moi wszyscy drodzy Załamani! IP: *.acn.pl / 10.71.1.* 18.11.02, 21:05
        Gość portalu: Szalony Kucharz napisał(a):

        > Pewna cudowna istota określiła mi się kiedyś jako „kobieta świadoma swych
        >
        > potrzeb”. I ukłuła chyba tym stwierdzeniem samo serce problemu: świadomoś
        > ć
        > potrzeb. Mimo iż ciało nasze (czyli my) daje aż nadto wyraźne sygnały swoich
        > potrzeb (czyli naszych) naszej duszy (czyli nam), wciąż nie do końca chyba
        > jesteśmy ich świadomi. Bo iluż jeszcze ludzi męczy się ze swoimi żądzami,
        nie
        > potrafiąc ich do końca wyrazić, jedynie wyjąc bestialsko do księżyca. Ile to
        > osób woli odrzucić, odpędzić od siebie nieprzystojne myśli (może jeszcze
        nawet
        > nie myśli, a zaledwie uczucia – niczym heglowska liczba, stan pośredni po
        > między
        > wrażeniem zmysłowym a myślą) niż zmierzyć się z nimi, utożsamić,
        zaakceptować.

        A ja jak zwykle o Innych... ;)
        A co mają robić ci, którzy nie mają nikogo, kto miałby te żądze zaspokoić?! I
        nie ruszajcie tu z oczywistym, a prostackim argumentem, bo to nie chodzi o
        samą tylko rozkosz, ale i o bliskość.
      • Gość: Szalony Kucharz Za oknami świta, widać że rozkwita... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.02, 07:59
        Witam wszystkich...

        ... tę niezwykle przejmującą balladą Bogusia Smolenia.
        Dziękuję vicki za słowa uznania wyrażone pod moim adresem – cieszę się, że do
        kogoś docierają „cholernie” głęboko moje słowa.
        Postaram się poruszyć tutaj parę spraw narosłych wokół nie tak strasznego
        przecież, jak stwierdziła przekonana w końcu ewa, problemu seksu oralnego.

        vicky napisała:

        > Czyli co nie ma miłości bez seksu, ale jest seks bez miłości??

        Ja idą na przekór najnowszym trendom, a trzymając bardziej klasycznych ustaleń
        nie rozdzielam sztucznie seksu od miłości. Słowo „seks” pojmowane tak, jak się
        to najczęściej czyni (czyli sprawy związane z cielesną, w odróżnieniu od
        duchowej, sferą miłosnych kontaktów międzyludzkich) jest pojęciem stosunkowo
        młodym, i obawiam się, że poza wyjaśnieniem wielu dotychczas trapiących
        ludzkość pytań wprowadziło też nieco bałaganu i konfuzji. Wiecie, kiedyś nie
        było seksu – była miłość cielesna, zmysłowa. Nie było stosunków płciowych –
        były miłosne akty; nie było uprawiania seksu (a co to, jakaś roslna), było
        kochanie się; nie było uczuciowo sterylnych partnerów – były kochanki i byli
        kochankowie; nie było przygodnych kontaktów seksualnych – były przelotne
        romanse. Niby to samo, lecz wyrażone innymi słowami? Nie, bowiem w brzmieniu
        zawarta jest tonacja, a warstwa pojęciowa stanowi integralną cześć każdego
        teoretycznego podejścia. Daliśmy zepchnąć nasze zmysłowe życie do wyściełanych
        białymi kafelkami laboratoriów, gdzie całe bogactwo naszych doznań zmysłowych
        sprowadzone zostało do odczytu na skali orgazmometru, gdzie nasze miłosne
        obyczaje wyraża się za pomocą częstotliwości kontaktów seksualnych danego typu.
        Czyż nie jest nieludzkim dowiedzieć się, że Polacy/mężczyźni/kobiety/20-
        latkowie/40-latkowie/górnicy/księgowi/lekarze/etc. uprawiają odmianę seksu typu
        A x razy w miesiącu, a seksu typu B raz na rok? Że jest wśród nas x%
        homoseksualistów, y% zoofilnych flagellanów, z% nieuleczalnych swingerów? A
        istota problemu wciąż wymyka się z rąk sawantów, a zamykanie tego bezcielesnego
        ludzkiego ciała w kolejnych, starannie podpisanych klatkach niczego nie
        załatwia – przeciska się głupie bydlę przez kratki!

        Nie, vicki, nie ma seksu bez miłości – te dwie rzeczy są w istocie tożsame. I
        każdy akt miłosny jest aktem miłości, a każde zbliżenie jest bliskością. Nie
        wierzę po prostu, że można uprawiać seks z osobą/osobami, wobec których nie
        żywi się żadnych, ale to ŻADNYCH, przychylnych uczuć. Jeżeli się tak dzieje, to
        mamy do czynienia z popełnianiem gwałtu (autentycznego gwałtu) na którejś z
        osób. Wiem, że do erotycznego spełnienia nie jest wymagana dozgonna miłość, to
        jasne. Lecz dlaczego każda miłość musi być od razu dozgonna? Ile przecież razy,
        tak uczciwie, z ręką na sercu, zakochiwaliśmy się na zabój, a ile to razy
        czuliśmy, że znajdujemy się u progu wielkiej, śmiertelnie poważnej miłości?
        Chyba więcej niż raz, prawda? A życie jest przecież jedno i nierozsądnie nim
        tak szafować. Nie mylmy zatem miłości z lojalnością i całym tym bagażem
        społecznych (tak, tak, te wszystkie wydawałoby się naturalne odruchy
        monogamiczne/poligamiczne to społeczne w istocie produkty) zobowiązań wobec
        osoby, z którą się jest. I przyznajmy się w końcu przed sobą, że uczuciu
        fizycznego spełnienia przy drugiej osobie towarzyszy uczucie miłości. I
        zaakceptujmy po prostu całą różnorodność doznań miłosnych, od tych przelotnych,
        zwiewnych niczym babie lato, na tych ciężkich, śmiertelnie poważnych
        przypadkach kończąc.

        A to, kochanie, że się Wasz związek sypie niekoniecznie musi być związane z
        miłością w swej najczystszej, zmysłowej postaci. Bo nie łączy was jedynie
        miłosny związek. Wiąże was całe mnóstwo innych spraw, które niezależnie od
        potęgi wspólnych „łóżkowych” doświadczeń, mogą stawać Wam kością niezgody w
        gardłach. Ale to już zupełnie inna bajka...

        Z poważaniem,

        Szalony Kucharz
    • verka.w Re: Jak przekonać do loda? 18.11.02, 13:08
      a jak przekonac do tego faceta?
      • tfuj_aniou_strusz Re: Jak przekonac do loda? 18.11.02, 15:16
        a bo ja wiem? mnie zadna nie musiala przekonywac, ani prosic. nawer spatkalem sie z niechecia przyjecia takowej "uslugi"
        Tfuj Aniou Strusz .
        • ziereal Re: Jak przekonac do loda? 18.11.02, 18:08
          Nie wiem czy "uda się przekonać". Żadne chyba z partnerów w zwiazku nie lubi
          być do niczego zmuszanym..ja też nie. A to kobiety mają z reguły większe obawy
          przed jakimkolwiek dla nich novum-niż męzczyzni.Czesto wpływ wynika ze sposobu
          wychowania (seks jako prokreacja..jedna pozycja). Nie dla wszystkich seks jest
          wspaniałą zabawą, w której mozna próbować wielu roznych rzeczy..odkrywać
          siebie, partnera. Każdy z nas ma inne granice ;na co by sie zdecydował.
          Niektóre granice ulegają przesunięciu wraz ze wzrostem stazu zwiazku..badz po
          prostu pewnymi decyzjami podjętymi przez nas. Mnie osobiście wydaje się, ze
          miłośc do partnera sprawia, że wiele oporów zanika..i jesteśmy w stanie po
          prostu dawać..dawac...dawać..- to co wczęsniej nam sie nie podobało, teraz -
          sprawia nam przyjemność..i robimy to z miłą chęcią. Ja także mogłabym
          znajomej 'szalonego kucharza'dac wiele potwierdzen, że opory przed"lodem" jak
          najbardziej istnieją..i to nie tylko w ortodoksyjnych środowiskach. Wiele
          dziewczyn odczuwa swego rodzaju obrzydzenie na myśl o seksie oralnym..albo po
          prostu trudno im z tego czerpac radosc..czuja sie wykorzystywane (byz moze
          wynika to z dązenia partnera na siłę-do zrealizowania swoich potrzeb..?.nie
          wiem). Przekonywac mozna delikatnie..ale..pytanie-dlaczego Twoja partnerka nie
          chce zdecydowac sie na seks oralny..czym to tłumaczy?.
          pzd
          • Gość: fanka lodów Re: Jak przekonac do loda? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 19:27
            Jeżeli jest uczucie, to nie trzeba przekonywać do niczego. Kocha się w drugiej
            osobie wszystko i nic nie budzi obrzydzenia. Ja to uwielbiam!!!
          • Gość: fanka lodów Re: Jak przekonac do loda? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 19:29
            Jeżeli jest uczucie, to nie trzeba przekonywać do niczego. Kocha się w drugiej
            osobie wszystko i nic nie budzi obrzydzenia. Ja to uwielbiam!!! Tylko bez
            żadnych durexów...
    • Gość: ewa Re: Jak przekonać do loda? IP: 80.48.168.* 18.11.02, 19:33
      Tak szczerze pisząc, ja też nie chciałam się do tego przekonać. Ale widziałam
      niemą prośbę partnera, bym chociaż spróbowała. No, i pewnego razu się
      odważyłam. Nic strasznego ;-). Mało tego, wielka frajda sprawiać ukochanej
      osobie przyjemność. Uwielbiam to. Zresztą działa to również w drugą stronę-
      cudownie się odradzam po każdych Jego takich pieszczotach moim ciałem.
      • Gość: UDALO SIE Re: Jak przekonać do loda? IP: proxy / 210.193.252.* 19.11.02, 09:02
        smakowe durexy, mietowe, truskawkowe, i udalo sie:)))
        • kalina79 Re: Jak przekonać do loda? 23.11.02, 08:10
          Sama czesto zastanawialam sie, dlaczego kobiety czują obrzydzenie przed oralem.
          MOże nie akceptują w pełni partnera? Może boją się, że w jego oczach staną się
          dziwkami? a może facet po prostu śmierdzi?

          Mnie nikt nie musial przekonywać. Zrobiłam to sama z ciekawosci i spodobalo mi
          sie. I nienawidze smaku prezerwatyw. Co to za oral? Jak lizanie cukierka przez
          szybę.
          • Gość: Załamany Re: Jak przekonać do loda? IP: *.acn.pl 23.11.02, 15:58
            Myję się i w ogóle jestem chyba raczej atrakcyjny. Przed tą obecną, żadne Panie
            nie miały oporów. No a ta była dziewicą, z mojego powodu być przestała. Mówi,
            że się wstydzi i nie będzie 'lodziarą'. Niby do wszystkiego można dojrzeć, ale
            mijają lata i nic.
            • Gość: siteczko Re: Jak przekonać do loda? IP: *.acn.pl / 10.71.1.* 23.11.02, 16:35
              Mnie to nie mierzi. Nigdy nie uprawiałam seksu w żadnej postaci, ale jak już
              znajdę pierwszego w życiu z-wzajemnością-ukochanego, to rada mu tak zrobię...
            • dan111 Re: Jak przekonać do loda? 23.11.02, 16:50
              Moja dziewczyna też była dziewicą i też ma problemy z akceptacją wielu zachowań
              w łóżku. Nie chodzi tu o jakieś perwersje, tylko np. o seks oralny. Myślę że tu
              w grę wchodzi wychowanie jakie wyniosła z domu. Seks może być dla takiej osoby
              czymś nieczystym, wskazanym tylko dla celów prokreacji. Stąd jej niechęć do
              eksperymentów i do mówienia o swoich potrzebach.

              Do niczego jej nie zmuszam, staram się być wyrozumiały, bo przecież ją kocham.
              Ale czasem mam smutne myśli typu: "czemu ja nie mam prawa do odrobinki
              przyjemności?".

              Optymistyczne dla mnie jest to co kiedyś powiedział mi seksuolog, że taka
              kobieta zaakceptuje i polubi wiele, tylko musi chcieć i mieć wyrozumiałego i
              mądrego partnera. No i czasu potrzeba :).

              Pozdrawiam i życzę wytrwałości i cierpliwości, Tobie i mnie!
              • ziereal Re: Jak przekonać do loda? 23.11.02, 17:44
                Zgadzam sie z DAnem. Tutaj wcale nie musi chodzić o to ,że partnerka, nie
                kocha, nie akceptuje itp..ale własnie o wychowanie wyniesione z domu. O poglądy
                na seks (prokreacja..zero przyjemnosci, gora trzy pozycje..mala aktywnośc itp).
                O pewne stereotypy, z którymi trzeba walczyc. Niestey nie zawsze sie udaje. Moj
                znajomy własnie z roznic pogladowych , temperamentow- rozstał sie z kims kogo
                kochał. Kochał, ale brakowało mu seksu , jej aktywności..tego-że jej
                wystarczyło przytulenie.. Długo z tym walczył, az sie "poddał".
                • dan111 Re: Jak przekonać do loda? 24.11.02, 14:23
                  > Moj
                  > znajomy własnie z roznic pogladowych , temperamentow- rozstał sie z kims kogo
                  > kochał. Kochał, ale brakowało mu seksu , jej aktywności..tego-że jej
                  > wystarczyło przytulenie.. Długo z tym walczył, az sie "poddał".

                  Mam nadzieję że uda mi się ją trochę "rozbudzić".
                  A Twój przyjaciel jest zadowolony z podjętego kroku?
                  • ziereal Re: Jak przekonać do loda? 24.11.02, 16:20
                    dan111 napisał:


                    >
                    > Mam nadzieję że uda mi się ją trochę "rozbudzić".
                    > A Twój przyjaciel jest zadowolony z podjętego kroku?


                    cóz, On jest zadowolony. Doszedł chyba do momentu, w którym po prostu
                    stwierdził, ze w tej kwestii oni absolutnie do siebie nie pasują..że nawet
                    jeżeli ona coś robi..to robi to wbrew sobie i trudno mu z tego czerpac
                    przyjemnośc. Chłopak stwierdził, ze teraz nie będzie się angażował w zadne
                    związki, poczeka , pobawi się..a potem może kiedyś.
                    To była trudna decyzja, było mu cięzko-bo w momencie w którym z nią zrywał-
                    kochał ją..ale...najwidoczniej nie zawsze miłosć to wszystko :)
                    pzd-
                    i mam andzieje, ze Ci sie uda.
            • kalina79 Re: Jak przekonać do loda?-zalamany? 24.11.02, 20:52
              Gość portalu: Załamany napisał:
              Mówi,
              > że się wstydzi i nie będzie 'lodziarą'. Niby do wszystkiego można dojrzeć,
              ale
              > mijają lata i nic.

              Otóż to... właśnie o tym mówiłam... boi sie, że bedziesz patrzył na nią jak na
              lodziarę. W robieniu loda widzi swoje upokorzenie, a nie okazanie Ci czułości.
              Z drugiej strony, czemu jesteś załamany? Załamuje Cie awersja żony do oralu? Są
              większe powody do załamań! Np. czyjas śmierć, choroba, utrata środków dożycia...
              Twoje załamanie sugeruje mi, że jesteś strasznei napalony na tego loda za
              wszelka cenę.

              Jeśli ona mówi, że się wstydzi, to jest szansa. Gorzej by było, gdyby mówila,
              że to obrzydliwe. Jesli się wstydzi, staraj się ją przekonać, że nie ma w tym
              nic wstydliwego. Nie mów jej "zrób mi loda" powiedz to inaczej... poproś ją,
              powiedz, że Ci na tym zależy, żeby "pokochała Cię ustami". Sęk w tym, żeby ona
              zaczęła na to patrzeć jak na czułośc, a nie jak na puszczanie się- choćby i z
              własnym męzem.
    • _roxy_ Re: Jak przekonać do loda? 23.11.02, 21:39
      Dwa warunki do spełnienia :
      -jesteś bardzo, bardzo czysty i umyty tam tak, żeby na pewno nie poczuła nawet -
      cienia woni moczu
      - musisz umieć poniecić ją tak, ze sama tego chce - jest tak najarana, że
      znaczenia nie mają normy i inne głupstwa wyniesione z domu.
      Osobiście sądzę, że ani Ty jej nigdy porządnie nie ponieciłeś tak naprawdę
      (może tylko udaje cały czas), ani też nie umiesz się porządnie domyś, a że sam
      nigdy swego fiutka nie wąchasz, to zdaje Ci się , iż jest ok.
      • Gość: Margaret Re: Jak przekonać do loda? IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 23.11.02, 22:24
        _roxy_ napisała:

        > Dwa warunki do spełnienia :
        > -jesteś bardzo, bardzo czysty i umyty tam tak, żeby na pewno nie poczuła
        nawet
        > -
        > cienia woni moczu
        > - musisz umieć poniecić ją tak, ze sama tego chce - jest tak najarana, że
        > znaczenia nie mają normy i inne głupstwa wyniesione z domu.
        > Osobiście sądzę, że ani Ty jej nigdy porządnie nie ponieciłeś tak naprawdę
        > (może tylko udaje cały czas), ani też nie umiesz się porządnie domyś, a że
        sam
        > nigdy swego fiutka nie wąchasz, to zdaje Ci się , iż jest ok.


        bzdury..
        skad wiesz jakie maja wpływ normy..wychowanie?.
        spotkałas taki przypadek?.
        -ja tak. I to nie kwestia podniecenia.."najarania"... Tylko wlaśnie tego
        wychowania, podejścia do seksu-zakorzenionego tak silnie , że nawet miłość do
        partnera nie jest w stanie go zmienić..w każdym razie nie od razu. Potrzebna
        jest cholerna cierpliwości, a nawet i z nią-nie zawsze się udaje.
        POmysl zanim nastepnym razem napiszesz w tak kategorycznym tonie, w dodatku
        nieprawdę.

        • _roxy_ Re: Jak przekonać do loda? 24.11.02, 00:52
          Gość portalu: Margaret napisał:

          > _roxy_ napisała:
          >
          > > Dwa warunki do spełnienia :
          > > -jesteś bardzo, bardzo czysty i umyty tam tak, żeby na pewno nie poczuła
          > nawet
          > > -
          > > cienia woni moczu
          > > - musisz umieć poniecić ją tak, ze sama tego chce - jest tak najarana, że
          > > znaczenia nie mają normy i inne głupstwa wyniesione z domu.
          > > Osobiście sądzę, że ani Ty jej nigdy porządnie nie ponieciłeś tak naprawdę
          >
          > > (może tylko udaje cały czas), ani też nie umiesz się porządnie domyś, a że
          >
          > sam
          > > nigdy swego fiutka nie wąchasz, to zdaje Ci się , iż jest ok.
          >
          >
          > bzdury..
          > skad wiesz jakie maja wpływ normy..wychowanie?.
          > spotkałas taki przypadek?.
          > -ja tak. I to nie kwestia podniecenia.."najarania"... Tylko wlaśnie tego
          > wychowania, podejścia do seksu-zakorzenionego tak silnie , że nawet miłość do
          > partnera nie jest w stanie go zmienić..w każdym razie nie od razu. Potrzebna
          > jest cholerna cierpliwości, a nawet i z nią-nie zawsze się udaje.
          > POmysl zanim nastepnym razem napiszesz w tak kategorycznym tonie, w dodatku
          > nieprawdę.
          >
          POczytaj w jakim tonie ty napisałaś. A potem jeszcze raz poczytaj. I przeczytaj
          porządnie to , co ja powiedziałam, bo nie rozumiesz co mówię.
          Sugerowanie, iż nie myslałam pisząc jest obraźliwe. Jestes nie tylko
          kategoryczna, ale też obrażasz rozmówcę. Nie chce mi się z tobą gadać.
          pa
          R.
    • Gość: asia Re: Jak przekonać do loda? IP: *.paw.pl 24.11.02, 17:14
      QRWA JAKBYM MIALA MIEC TAKIEGO MEZA JAK TY TO W OGOLE WOLE NIE MIEC..OBY
      CIE RZUCILA ZA TE DZIWKI..:P
      • Gość: siteczko Re: Jak przekonać do loda? IP: *.acn.pl / 10.71.1.* 24.11.02, 20:58
        Brawo! Niech żyje duma!

        Ano właśnie. Może gdyby konsekwentnie kobiety rzucały mężów za korzystanie z
        usług tego rodzaju pań, dużo gorzej by się im powodziło... :)
    • Gość: stary zgred Re: Jak przekonać do loda? IP: 62.233.164.* 25.11.02, 10:04
      Kiedyś kiedy byłem jeszcze "młodym" mężem i niedoświadczonym kochankiem
      (swojej żony oczywiście) i wszystko mi sie podobało a niezrealizowane fantazje
      traktowałem w myśl zasady "widać tak musi być" i przechodziłmm nad brakiem ich
      realizacji do porządku dziennego, wsztrząsneła mną wiadomość:
      "Mój kolega się rozwodzi!!!" znałem obydwoje byli wspaniałym małżeństwem był
      to dla mnie szok. Kiedyś wybraliśmy się z kumplem w delegację (pracowaliśmy w
      jednej firmie) po kilku piwach porozmawialiśmy szczerze - dlaczego??? -
      zadałem pytanie w odpowiedzi usłyszałem - "Wiesz mogłbym Cię czarować o
      niedopasowaniu o zdradzie o wymyślonych powodach i usprawiedliwieniach ale
      jesteśmy kumplami i powiem Ci jak to naprawdę było. Powodem rozwodu był SEKS
      ten niespełniony ten zgodny z wyśrubowanymi normami moralnymi naszego
      społeczeństwa mnie kochanie się "po bożemu" nie wystarczało dlatego musiałem
      znaleźć sobie portnerkę, która spełni moje oczekiwania a i ja dal niej będę
      kimś wyjątkowym i połączy nas uczucie ale także połączą nas wspólne
      fantazje..." - nie zrozumiałem go wtedy .... teraz po kilkunastu latach
      żałuję, że go wtedy nie zrozumiałem dużo łatwiej byłoby sie rozstawać wtedy
      kiedy byliśmy młodzi nie związani wspólnym dorbkiem, majątkiem, dziećmi,
      przeżyciami. A teraz to bardzo boli ale nie da się żyć z kimś na niby udając
      że się kocha a tak naprawdę nic już nie łączy nie da się też żyć mając
      kochanki bądź korzystając z agencji to wszystko jest na krótką metę. Pierwszy
      wariant wcześniej czy później rozbije małżeństwo (im później tym gorzej) drugi
      opróżnia skutecznie konto.
      Z kobietą z którą jestem obecnie mogę robić wszystko tak jak i ona ze mną
      robimy to w każdy wymyślony przez nas sposób, w każdym dogodnym dla nas
      miejscu i o każdej możliwej porze kiedy przyjdzie nam na to ochota.

      Reasumując: to moje doświadczenia a z Tobą może być zupełnie inaczej, jednak
      ja już nie zostałbym z kimś kto nie daje mi satysfakcji i komu ja nie
      potrafiłbym tej satysfakcji w pełni zaofiarować. Nie chce brać w ustach cóż
      zastanów się czy za 10 lat nie bedziesz żałował że nie rozstaliście się
      wcześniej.....
Pełna wersja