brak ochoty na seks..

23.11.02, 18:08
zgarzyło wam się kiedyś, ze chociaż byliście z kimś kogo naprawdę bardzo
kochacie, po pewnym czasie (w moim przypadku po 2 latach) straciliście ochotę
na seks z tą osobą? z moim partnerem mieliśmy od początku bardzo udane
pożycie, urozmaicone, bez zachamowań.. a teraz jestem coraz bardziej
załamana, kochamy się mniej więcej raz na miesiąc a dużo częściej "kocham
się" z moimi palcami.. i co teraz? mam dać sobie spokój, poszukać kogoś
innego, kochanka, iść do lekarza? Ja go nadal szaleńczo kocham!!!!
    • ludgar.kruger Re: brak ochoty na seks.. 24.11.02, 02:20
      no to nie wesolo jest...raczej kwas, aha zaraz mialem zapytac, czy on w ogole
      cie kreci jakos tak, no nie wiem, intelektualnie, towarzysko, znaczy, ze lubisz
      z nim np. imprezowac, rozmawiac, gdzies chodzic; pic razem wodeczke, chodzic do
      kina, itp. czy nic tez raczej nie

      bo jesli nie....to uciekaj, nic juz sie nie wydarzy
      • papriczka Re: brak ochoty na seks.. 24.11.02, 16:35
        no więc w tym cała rzecz - rozumiemy się świetnie, potrafimy się razem bawić,
        wkurwiają nas te same rzeczy, mamy podobne poglądy, jednym słowem - poza seksem
        wszystko gra... właśnie przyszło mi do głowy, ze moze właśnie nasz związek
        rozwinął się bardziej w kierunku świetnej przyjaźni a nie takiego "klasycznego
        związku". tylko ze my chcemy być razem, chcemy mieć dzieci, itd.... to zupełnie
        nie ma sensu! dlaczego fantastyczny związek erotyczny miałby się tak jakoś
        zwyczajnie, spokojnie wypalić????
        • _roxy_ Re: brak ochoty na seks.. 24.11.02, 16:39
          papriczka napisała:

          > no więc w tym cała rzecz - rozumiemy się świetnie, potrafimy się razem bawić,
          > wkurwiają nas te same rzeczy, mamy podobne poglądy, jednym słowem - poza
          seksem
          >
          > wszystko gra... właśnie przyszło mi do głowy, ze moze właśnie nasz związek
          > rozwinął się bardziej w kierunku świetnej przyjaźni a nie takiego
          "klasycznego
          > związku". tylko ze my chcemy być razem, chcemy mieć dzieci, itd.... to
          zupełnie
          >
          > nie ma sensu! dlaczego fantastyczny związek erotyczny miałby się tak jakoś
          > zwyczajnie, spokojnie wypalić????

          Mnie się właśnie wydaje, żę to się może wypalić. Stąd chyba zdrady małżeńskie...
          roxy
    • puntko Re: brak ochoty na seks.. 24.11.02, 02:29
      papriczka napisał:

      > zgarzyło wam się kiedyś, ze chociaż byliście z kimś kogo naprawdę bardzo
      > kochacie, po pewnym czasie (w moim przypadku po 2 latach) straciliście ochotę
      > na seks z tą osobą? z moim partnerem mieliśmy od początku bardzo udane
      > pożycie, urozmaicone, bez zachamowań.. a teraz jestem coraz bardziej
      > załamana, kochamy się mniej więcej raz na miesiąc a dużo częściej "kocham
      > się" z moimi palcami.. i co teraz? mam dać sobie spokój, poszukać kogoś
      > innego, kochanka, iść do lekarza? Ja go nadal szaleńczo kocham!!!!

      No dobra ale ja czegoś nie rozumiem kochasz go, ale nie chcesz "uprawiać z
      nim miłości". Coś chyba jest nie tak. Miłość platoniczna????????????
      • Gość: Clin Re: brak ochoty na seks.. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.11.02, 17:13
        " I ciągle sobie zadaje pytanie ,czy to jest przyjaźń czy to jest
        kochanie?"A może to co uważasz za miłość ,to przyjaźń? I nie tylko ,ale aż!!! A
        sama wiesz,kochać się z przyjacielem trudno.Tak czy owak,szkoda wielka waszej
        miłości:(
        • ziereal Re: brak ochoty na seks.. 24.11.02, 18:52
          A moze..po prostu porozmawiałas bys o tym z nim..zamiast z nami. Bo de facto,
          wiemy przecież tylko tyle -co mówiTwoja relacja..a nei jest to wiele.
          Porozmawiaj z nim.Koniecznie.
    • Gość: Portos Re: brak ochoty na seks.. IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.02, 19:51
      Zastanów się czy w tym wszystkim nie ma twojej winy. Boy-Żeleński pisał
      w "Litanii ku czci P.T. Matrony Krakowskiej:
      Ty co ciągle winisz męża
      o prozaizm i codzienność.
      Gdy energia twa zwycięża
      nazbyt żadko jego senność.
      Myślę,że warto wyskoczyć po wino musujące /albo prawdziwego szampana/,
      włączyć fajną muzykę,zapalić świece , a potem... . No,sama zobaczysz.
      Życzę upojnej nocy.Jutro daj mały znak czy się powiodło.
      • kalina79 a moze cie rozumiem... 25.11.02, 06:45
        Stracilam pociąg do chlopaka i nie wiedzialam dlaczego. W jego zachowaniu nic
        sie nie zmienilo. Refleksja, ze przestalam go kochac przyszla sama po jakims
        czasie. Ale zanim zdalam sobie z tego sprawe, tez myslalam, ze szalenczo go
        kocham, ale jak... przyjaciela.

        Wam moze pomoc szczera rozmowa, a moze specjalista...? A czy myslisz czasem, ze
        on jest nieatrakcyjny? Czy myslisz czasem o zdradzie? A moze urodzilas, i po
        dziecku zmienilo sie Twoje libido? Czy tylko Ty nie masz ochoty? Czy on także
        nie wykazuje zainteresowania sexem?
    • olivvka Re: Nuda i rutyna 25.11.02, 09:56
      papriczka napisał:

      > zgarzyło wam się kiedyś, ze chociaż byliście z kimś kogo naprawdę bardzo
      > kochacie, po pewnym czasie (w moim przypadku po 2 latach) straciliście ochotę
      > na seks z tą osobą? z moim partnerem mieliśmy od początku bardzo udane
      > pożycie, urozmaicone, bez zachamowań.. a teraz jestem coraz bardziej
      > załamana, kochamy się mniej więcej raz na miesiąc a dużo częściej "kocham
      > się" z moimi palcami.. i co teraz? mam dać sobie spokój, poszukać kogoś
      > innego, kochanka, iść do lekarza? Ja go nadal szaleńczo kocham!!!!

      Witaj papriczko, przeczytaj proszę uważnie to co piszę:
      Codziennie jadąc do pracy czuję znudzenie przejeżdzając tymi samymi ulicami,
      stojąc na tych samych światłach, mijając o danej godzinie te same samochody.
      Codziennie wszystko wydaje mi się takie znajome i przewidywalne.

      Codziennie przychodząc do tej samej pracy, oglądam te same twarze, wykonuję te
      same czynności, wiem co będzie gdy zrobię coś dobrze i wiem co będzie, gdy
      zrobię coś źle. Codziennie wszystko wydaje mi się takie znajome i przewidywalne.

      Codziennie wracając do domu robię zakupy. Wchodzę do tego samego sklepu, idę do
      tych samych stoisk, towar podają mi te same panie. Wiem, która nie potrafi
      liczyć i która pomyli się przy wydawaniu reszty. Co więcej, wiem która zrobi to
      na moją niekorzyść i wiem, która pomyli się w drugą stronę. Codziennie robiąc
      zakupy wszystko wydaje mi się takie znajome i przewidywalne.

      I tak dalej i tak dalej. Możnaby mnożyć takie przykłady z dnia codziennego, i w
      końcu....

      Codziennie wracając do domu widzę w nim swojego męża. Wciąż to ten sam
      mężczyzna. Raz chociaż mogłabym spotkać w swych podwojach innego. Ale nie,
      wciąż jest ten sam. Wieczorem, gdy będziemy kładli się do łóżka, wiem co się
      stanie. Będzie uprawiali seks. Najpierw troche popieszczę go ręką, i on mi się
      zrewanżuje tym samym. Później chwilkę pouprawiamy seks oralny a w następnie
      przejdziemy do zwykłego stosunku waginalnego. 50-100 ruchów frykcyjnych,
      orgazm, przekręcenie się na drugi boczek, może kilka wzniosłych słów w
      stylu "kocham Cie" i zaśniemy obok siebie, by następnego ranka przebywając
      drogę do pracy, znów minąć tych samych ludzi, jadąc tymi samymi ulicami.

      To jest właśnie nuda i rutyna. Ale można przecież tak:

      Dzień pierwszy:
      Dzisiaj postanowiłam sobie, że do pracy pojadę "skrótem". Pewnie będzie
      bardziej zakorkowany, ale ciekawi mnie jak teraz jesienią wyglądają drzewa przy
      tej ulicy. A może coś innego ciekawego dostrzegę co wzbudzi moje
      zainteresowanie?

      Dzisiaj w pracy zrobię wszystkim niespodziankę. A kupie każdemu z moich
      współpracowników po kwiatku, niech się zastanawiają od kogo otrzymali dowód
      sympatii.

      Dzisiaj wracając z pracy, podjadę sobie do tego starego spożywczego, w którym
      ostatnio robiłam zakupy przed rokiem. Ciekawe, czy zmieniła się obsługa tego
      sklepu. A może i wystrój wnętrza uległ zdecydowanej poprawie?

      Dzisiaj wieczorkiem, gdy przyjdzie nam razem z mężem ochota na seks, najpierw
      weźmiemy sobie gorącą kąpiel, w jakimś aromatycznym olejku, a później trochę
      się z nim poprzekomarzam, podkręcę go i........ zaproponuję mu wspólne wyjście
      do pubu. A tam pobawimy się w nieznajomych. On usiądzie przy barze, i ja
      podejdę do baru siadając sobie o kilka stołków barowych dalej. Będziemy
      udawali, że się nie znamy i tak potoczymy nasz wspólny dialog, by wszyscy
      myśleli, że naprawde widzimy sie po raz pierwszy. A może uda nam się jeszcze
      kogoś poznać interesującego i będziemy mogli zaprosić go do naszego gniazdka
      rozkoszy? Wypijemy po kilka kieliszków dobrego czerwonego wina i przeniesiemy
      się na powrót do naszego domku. A tam przed przypadkowo poznanymi osobami dalej
      będziemy odgrywali rolę przypadkowo poznanych kochanków. Oddamy się w ich
      obecności wszelkim lubieżnym grom, które tylko przyjdą nam do głowy. A na sam
      koniec dopiero uświadomimy im, że jesteśmy kochającym się małżenstwem, które
      stroni od rutyny i monotonii życia seksualnego, która niepostrzeżenie wkrada
      się do większości pożyć małżeńskich. I wkrada się z nienacka, przysparzając
      później kłopotliwych pytań w stylu: "czy ja już mu się znudziłam?", "czy ja już
      go nie pociągam?", "czy on mnie już nie kocha?", "czy ja go w ogóle jeszcze
      podniecam?"

      Więc widzisz papriczko, każdy związek jest narażony na rutynę i nudę, gdyż
      zmuszeni jesteśmy każdego dnia do wykonywania tych samych czynności, z tymi
      samymi ludźmi (tak jak z jeżdzeniem tymi samymi ulicami do pracy, w końcu
      kiedyś danej trasy mamy dość i ją zmieniamy). Ale małżonka nie musisz zmieniać.
      Zmieniajcie tylko otoczkę, która towarzyszy Waszym miłosnym igraszkom.
      Urozmaicajcie swoje pożycie. Może warto byloby np. zaproponować mu taką formę
      współżycia, o której on marzył od dawna, a na którą ty nie chciałaś się
      zgodzić? A może wypożyczcie sobie jakiś perwersyjny film porno z takim rodzajem
      miłości, który wydaje się Twojemu partnerowi fascynujący? A moze zaproście do
      tego oglądania swoich dobrych przyjaciół, napijcie się dobrego wina,
      rozluźnijcie nieco atmosfere i zagrajcie poźniej w butelkę na fanty? Pomysłów
      są tysiące. Nie wolno dać zagnać się życiu w rytune i monotonię. Bo ona
      naprawde zabija związki i powoduje, że zadaje się później pytania, których w
      ogóle nie powinno być :-)))

      Głowa do góry, liczę na Twoją inwencję. Myśle, że poradzisz sobie z tym
      problemem.

      pozdrawiam
      olivvka
    • Gość: asia Re: brak ochoty na seks.. IP: *.paw.pl 25.11.02, 13:39
      ....Boze przeciz Ty go kochasz..nie sluchaj tych bzdur ktore ci tam wypisuja .
      Badzcie razem i tyle , wszystko sie ulozy . Przeciez kazdy zwiazek przezywa
      jakis kryzys..i kryzysy w seksie tez bywaja. Poczekaj, odpocznij od myslui "
      nie wychodzi nam z seksem, nie jest mi dobrze:("..idzcie gdzies, bawcie sie
      dobrze, robcie wszystko co nie jest zwiazane z seksem..a pozniej po dluzszej
      przerwie spedzcie wieczor razem..swieczuszki, muzyka, kolacja..i kochajcie
      sie ..sprobujcie czegos nowego ..uczyncie ten wieczor wyjatkowym...jestescie ze
      soba juz dlugo i nie dziwie ise ze seks moze sie znudzic..Musisz odczekac az
      znow nabierzesz ochoty..i troche inwencji tworczej..powiedz swojemu facetowi ze
      chcesz czegos nowego ze ci sie znudzlo...Jesli sie kochacie bedzie dobrze,
      przeciez o to chodzi w milosci zeby mimo wszystko , nawet nudy w zyciu
      seksualnym, przetrzymac prawda?
    • sonnya brak BRAKU ochoty na seks!!!! 25.11.02, 14:35
      Papriczko, to o czym piszesz, to cos co wywoluje u mnie prawdziwa alergie!!!
      Rutyna, nuda, monotonia, "ziemniaczanosc" tego, co jeszcze niedawno zapieralo
      dech w piersiach... Jak to wszystko znajomo i paskudnie brzmi...
      Tak wlasnie konczyly sie wszystkie moje "najjjjjcudniejsze" (i sprobowalabys mi
      wtedy powiedziec inaczej!) zwiazki! I tak wlasnie doszlam do przykrego wniosku,
      ze instytuacja malzenstwa jest zdecydowanie nie dla mnie i albo bede krzywdzic,
      albo bede krzywdzic (czyli przednia perspektywa!)
      Nie moglam w zadnym facecie odnalezc tego, czego szukalam - ciaglego
      nieustajacego dreszczu! Zawsze slyszalam: dziecinko, ale o czym ty mowisz,
      przeciez zawsze bede cie kochac, blablabla, pitu pitu... Z czasem wszystko
      nabieralo szarosci, seks stal sie rytualem rownie pasjonujacym jak
      szczotkowanie zebow, a czasem - o zgrozo - duzo mniej!!! Nic dziwnego, ze
      zjawial sie nastepny i nastepny i kazdy fajny tylko dlatego, ze nowy i troche
      inaczej caluje... Smutno sie, kurde, zrobilo w tym moim zyciu, bo juz nic nie
      zaskakiwalo, a tylko potwierdzalo smutna teorie!
      Ale, zeby nie bylo, ze sie rozwodze tu i zaczynam prznudzac;) [a przeciez tak
      bardzo tego sie boje!], sprobuje Ci naswietlic o co tu cho;)
      Jakis czas temu spadl na mnie jak grom z nieba, wepchnal sie w moje zycie z
      buciorami i dlugo dlugo przekomarzal i draznil, zanim dotknal mojej reki, a
      pozniej plecow, brzucha, nog (no wystarczy!;P)... a poniewaz zawsze bylam typem
      zdobywcy (ze slomianym zapalem;P), zaimponowala mi jego taktyka! Zdobywamy sie
      do dzis, kazdy dzien to mile zaskoczenie, kazdy seks to rozkoszne dzikie
      uniesienie... I nie musze mu tlumaczyc, ze nie lubie "ziemniakow" i ze chce,
      zeby ciagle mnie podrywal i walczyl (choc nie ma z kim, bo przyslonil mi
      swiat!). Bawimy sie soba jak dzieci nowa zabawka, nie chcemy zobojetniec na to
      co sie miedzy nami dzieje i moze dlatego ciagle nie dowierzamy, ze to wlasnie
      TO, o czym sie czasem slyszy i wklada miedzy bajki...
      Za pol roku slub, i zabrzmie naiwnie, ale kreci mnie to, ze ten facet juz
      zawsze rano bedzie sie budzil uwalony na mojej pupie, ze za kazdym razem gdy
      bede myc naczynia nie opedze sie od jego gilgotek i szczypania, ze bedziemy
      wysylac dzieciaki do babc i dziadkow, zeby poszalec bez krepacji i pokrzyczec
      troszke, ze bedziemy INNI, nie damy sie, na przekor, na zlosc goopiej naturze
      uczuc, ze odkryjemy ta cholerna tajemnice seksu w wieku starczym i ze nasze
      nastoletnie pociechy beda nas upominac, jak bedziemy lazic po parku wtuleni w
      siebie jak zakochane gnojki...
      Brzmie banalnie, ale jaram sie tym strasznie! Tym bardziej, ze jeszcze kiedys
      cynizm i scpetyzm wylewaly sie ze mnie strugami szczegolnie po kazdym "wlasnie
      tym" zwiazku...
      Powodzenia! To musi dzialac, tylko trzeba troszke wysilku... no i szczescia!
      Pamietaj, ze nic sie samo nie zrobi... Trzymam kciuki!
Pełna wersja