Kobiety. Czego naprawdę potrzebują?

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.02, 12:10
Miłe Moje!

Pod powyższym, niezbyt chyba fortunnym tytułem, ukazała się już jakiś czas
temu (1996) nakładem wrocławskiego wydawnictwa „Astrum” książka Susan Crain
Bakos. Najwyraźniej ta arcyciekawa lektura zbyt wolno schodziła z półek,
bowiem nabyłem ją w zeszłym tygodniu w „Arsenale” za jedyne 6 zł.

A dlaczego o niej piszę? Ponieważ autorka stawia niezwykle śmiałe tezy
dotyczące kobiecego seksualizmu (tak, tak, moje drogie - nie jest to kolejny
miłosny poradnik o tym jak znaleźć mężczyznę idealnego, lecz w miarę
przenikliwa analiza tego, co niewiasta zbyt często ukrywa za ciężkimi
kotarami konwenasów, złudnymi szatami romantyczności i ciepłymi kocykami
życiowego pragmatyzmu). „Wiele kobiet – zwłaszcza po czterdziestym i
pięćdziesiątym roku życia – żałuje teraz, że nie dopuściły do głosu swojego
seksualizmu, kiedy były młodsze. Żyły jak ‘grzeczne dziewczynki’ wpisując
swoje potrzeby seksualne na samym dole listy potrzeb życiowych lub
koncentrując się jedynie na zdobyciu mężczyzny, wyjściu za mąż i
macierzyństwie – aż do chwili, gdy wydarzyło się coś w ich życiu, co
uświadomiło im, że właściwie bez żadnego powodu tracą bardzo ważną sferę
życia.”

Czy znajdzie się tutaj parę osób skłonnych podjąć kulturalną polemikę na
temat seksualnych potrzeb kobiet, ich tłumienia, konwertowania w inne
potrzeby, kłopotach w ich wyrażaniu i tym podobnych sprawach, czy mam po
prostu pozwolić temu wątkowi spokojnie spłynąć w dół, stopić się i wyparować
na moim języku, niczym zagubiony płatek śniegu?



Z poważaniem,

Szalony Kucharz
    • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:14
      jeszcze mi brakuje do czterdziestki ale chętnie dowiem się być może czegoś o
      sobie?. Chociaż staram się żyć tak aby niczego właśnie nie żałować.
    • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:19
      Drogi Kucharzu!
      Pare kulturalnych osob to sie znajdzie, tylko ja sie
      obawiam, ze i tak nalezie tu jakis prostacki element,
      ktory caly watek splugawi i z blotem wymiesza!
      • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:27
        sposób? olać i rozmawiać sobie dalej. Dawno nie pisałam na erotyce z powodu
        własnie takich debili którzy nie potrafia romawiać jak dorosły człowiek, mają
        tylko zabawe z wyśmiewania i szydzenia z innych.Ale myśle że najlepszym
        sposobem na takie pasozyty to poprostu ignorować zaczepki.
        • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:33
          Mozna probowac ich olac... ale czasami nerwy ponosza...
          • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:34
            jasne znam to z autopsji, ale trening czyni mistrza:))
            • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:38
              No to zastanowmy sie czego potrzebuja kobiety?
              Ja juz napisalam do Szalawily, ze pieniedzy,
              pieniedzy i jeszcze raz pieniedzy :))))
              I nie wiem czemu strasznie mnie podnieca jak dostaje
              niespodziewanie nawet pare groszy podwyzki :)))
              • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:42
                no coz nie twierdze ze pieniądze nie daja mi satysfakcji, wręcz przeciwnie
                dzięki nim moge sobie sprawić wiele przyjemności. Ale czy one dają mi poczucie
                własnej wartośći? były takie czasy kiedy ich nie miałam, tyeraz nie narzekam
                finansowo a szczęśliwsza wcale nie jestem.
                • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:46
                  Pieniadze oczywiscie dla normalnego czlowieka
                  nie powinny byc zrodlem wlasnej wartosci...
                  Ale przeciez podobnie jest z seksem -dla niektorych
                  stanowi on najwieksza wartosc w zyciu... choc na
                  dobra sprawe -takze nie powinien...
                  • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:55
                    na dana chwile nasze potrzeby sa takie, w innym momencie naszego życia, te
                    potrzeby ulegną zmianie. To wszystko zalezy od punktu w którym się znajdujemy a
                    to że czasem nasze wybory w dłuższej perspektywie okazuja się niecałkiem
                    słuszne to niestey nie mamy na to wpływu. Byc może za x lat bede żałować że coś
                    zrobiłam bądź czegoś nie zrobiłam akurat w tym momencie, na ta chwile takie
                    decyzje wydaja mi sie słuszne.
                    ps. Szalony Kucharzu czyżbyś gotował coś dobrego że zniknąłeś?
                    • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:59
                      iwusia napisała:

                      > ps. Szalony Kucharzu czyżbyś gotował coś dobrego że
                      zniknąłeś?

                      No wlasnie -my tu dyskutujemy a jego nie ma :(
    • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:22
      Zawsze dobrze jest dowiedzieć się, czego potrzebują:))))
      • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:23
        szalawila napisał:

        > Zawsze dobrze jest dowiedzieć się, czego
        potrzebują:))))

        To ty jeszcze nie wiesz???
        Pieniedzy, pieniedzy i jeszcze raz pieniedzy :))))))
        • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:30
          Eeee tam, gadanie takie:)) Takie kobiety to otwarta księga ( komiks ):)))
          • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:32
            W koncu jestem kobieta to sama wiem, czego chce :))))))
            • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:36
              wg mężczyzn same nie wiemy czego chcemy, niezła wymówka, bo tak naprawde
              przraża ich to że tak doskonale wiemy czego nam potrzeba, a że wymagania i
              potrzeby sa wysokie.......
              • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:44
                iwusia napisała:

                > wg mężczyzn same nie wiemy czego chcemy, niezła
                wymówka, bo tak naprawde
                > przraża ich to że tak doskonale wiemy czego nam
                potrzeba, a że wymagania i
                > potrzeby sa wysokie.......

                Chyba cos w tym jest -wystarczy to forum poczytac:
                co pare dni jakis facet marudzi, ze zona nie lubi tego
                czy tamtego i co on ma zrobic, zeby uswiadomila sobie
                swoje potrzeby... przy czym to, ze kobieta odmawia np.
                seksu analnego wcale nie oznacza, ze ona chce ale
                o tym nie wie!!! Ona moze po prostu nie miec takich
                potrzeb i doskonale o tym wiedziec. I ja bym sie zapytala
                faceta, ktory chce partnerke przymuszac i na sile leczyc
                z jej nieswiadomosci -czy on jest swiadomy wlasnych
                potrzeb i dlaczego az tak mu na tym zalezy?
                Moze w nim jest nieuswiadomiona chec postawienia
                na swoim albo sprobowania czegos nowego za kazda
                cene... z czego to on sobie nie zdaje sprawy!
                • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:58
                  no coż mężczuźni maja problem ze zrozumieniem że nie wszystko co jest dla nich
                  dobre, musi byuć dobre i przyjemne dla nas, w momencie kiedy próbujemy
                  manifestować swoje potrzeby stwierdzają że juz same nie wiemy czego chcemy a
                  gwiazdki z nieba nie potrafią nam dać. No cóż wygodnictwo to domena panów:)
                  • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:10
                    Najlatwiej w chwili kiedy samemu sie dokladnie nie
                    wysluchalo i nie zrozumialo zwalic wine na druga
                    osobe -jesli druga strona jest "winna" to niejako kazdy
                    czuje sie zwolniony z obowiazku dokladnego zbadania
                    faktow i wyciagniecia wnioskow.
              • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:45
                Nie mam dużo pieniędzy:))))
                • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:46
                  Ja tez nie mam i dlatego ich pozadam :))))
                  • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:55
                    "Jak zdobyć pieniądze?" to dobry temat na inny wątek, gdzie posypią się setki
                    propozycji:)) Omawiamy temat "Kobiety. Czego naprawdę potrzebują?"
                    • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:02
                      A nie moga wedlug ciebie potrzebowac pieniedzy,
                      ubrania, jedzenia, mieszkania, samochodu?
                      Oczywiscie, ze tego potrzebuja, tylko pewien
                      kulturowy stereotyp sprawia, ze wiele z nas nie zdobywa
                      tego bezposrednio, tylko zdobywa mezczyzne ktory to
                      zapewni...
                      • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:09
                        kobieta bluszcz juz dawno wyszła z mody, męzczyźni szukają raczej partnerek
                        które potrafia sobie same poradzić, a i kobiety zmieniły swoje zapatrywania.
                        Nie oczekują od mężczyzny że bedzie je utrzymywał, ale partnerstwa.
                        • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:12
                          Moze wyszla z mody, ale ciagle zdarzaja sie panie,
                          ktore tego oczekuja... Co gorsza -zauwazylam, ze
                          coraz czesciej zaczyna sie pojawiac typ faceta
                          bluszcza... No ale przy naszym bezrobociu moze nie
                          ma sie czemu dziwic.
                      • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:16
                        Czy mężczyzna powinien to zapewnić "na starcie", czy dajesz mu czas:)))
                        Jak oceniasz czy ktoś jest perspektywiczny?
                        • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:25
                          szalawila napisał:

                          > Czy mężczyzna powinien to zapewnić "na starcie", czy
                          dajesz mu czas:)))
                          > Jak oceniasz czy ktoś jest perspektywiczny?

                          Tu nie chodzi o to co mezczyzna powinien zapewnic
                          kobiecie... Chcialam tylko powiedziec, ze kobieta tez
                          czlowiek i w wielu kwestiach potrzebuje dokladnie tego
                          samego co facet, tylko wiele z nas wychowano tak aby
                          same sobie nie potrafily tego zapewnic. Oczywiscie
                          dzisiaj ten schemat kulturowy sie zmienia, ceni sie
                          kobiete samodzielna, niemniej jednak starsze pokolenia
                          ciagle jeszcze mysla stereotypami. I spojrz na to tak
                          -pani, ktora nauczono, ze sama nie naprawi kranu
                          dostaje histerii gdy okazuje sie, ze maz tez nie umie
                          bo caly jej swiatopoglad wali sie w gruzy (mamusia jej
                          mowila 30 lat temu, ze kazdy chlop potrafi).
                          I moze stad bierze sie przekonanie, ze kobieta nie wie
                          czego chce -zamiast zadzwonic po hydraulika ona
                          beczy... Ale zaden facet nie rozumie, ze ona beczy nie
                          z powodu kranu, tylko dlatego, ze w jej odczuciu maz
                          ktory nie potrafil go naprawic nie jest juz mezczyzna....
                          • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 14:46
                            Może żałuje, że mąż nie jest hydraulikiem, albo ślusarzem, albo murarzem?
                            Albo wszystkimi nimi jednocześnie:))))
                            Wiem, wiem... potrzebuje oparcia. A czego pragnie silna kobieta?:))))
              • olivvka Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 12:58
                iwusia napisała:

                > wg mężczyzn same nie wiemy czego chcemy, niezła wymówka, bo tak naprawde
                > przraża ich to że tak doskonale wiemy czego nam potrzeba, a że wymagania i
                > potrzeby sa wysokie.......

                Witaj Iwusiu,
                A stanąć muszę w tym miejscu po stronie mężczyzn i jednak skłonić się ku
                poglądowi, że często jednak nie wiemy czego tak naprawdę (my, jako kobiety)
                chcemy. Niejednokrotne składamy deklaracje, zapotrzebowania na rzeczy, które są
                od siebie skrajnie różne. Potrzebujemy bezinteresownej miłości, ale i
                potrzebujemy pieniędzy. Potrzebujemy czułości, ale i potrzebujemy ze strony
                mężczyzny siły, brutalności w sytuacjach które tego od nich wymagają.

                Myśle, że jeśli chodzi o prostotę wyrażania swych pragnień, to mężczyźni nas w
                tym przerastają. My to zawsze zawoalowujemy, nie mówimy wprost. Tylko robimy
                dąsy, miny, szantażujemy etc.

                pozdrawiam
                olivvka
                • olivvka Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:01
                  olivvka napisała:

                  Zawsze miałam więcej kolegów niż koleżanek, może dlatego że bez problemów
                  rozumiałam o co im chodzi. Oni mówili o swych pragnieniach i dążeniach zawsze
                  wprost.

                  pozdrawiam
                  olivvka
                  • Gość: Szalony Kucharz To dziwne! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.02, 13:49
                    Dzień dobry Olivvko!

                    > olivvka napisała:
                    >
                    > Zawsze miałam więcej kolegów niż koleżanek, może dlatego że bez problemów
                    > rozumiałam o co im chodzi. Oni mówili o swych pragnieniach i dążeniach zawsze
                    > wprost.

                    Może to zaskakujące, ale ja za to zawsze miałem więcej koleżanek niż kolegów,
                    chociaż nie zawsze rozumiałem o co im chodzi. Ale zawsze mówiłem im o swoich
                    pragnieniach i dążeniach wprost. :-)))


                    Pozdrawiam serdecznie,

                    Szalony Kucharz
                    • olivvka Re: Ależ to wcale nie jest dziwne :-)))!!! 11.12.02, 15:37
                      Gość portalu: Szalony Kucharz napisał(a):


                      > Może to zaskakujące, ale ja za to zawsze miałem więcej koleżanek niż kolegów,
                      > chociaż nie zawsze rozumiałem o co im chodzi. Ale zawsze mówiłem im o swoich
                      > pragnieniach i dążeniach wprost. :-)))
                      >
                      >
                      > Pozdrawiam serdecznie,
                      >
                      > Szalony Kucharz

                      I właśnie dlatego kobiety są potrzebne mężczyznom i na odwrót. Z właśnie też
                      powodu jedna płeć zafascynowana jest drugą.

                      pozdrawiam
                      olivvka
                      • Gość: Szalony Kucharz Zaczynam powoli rozumieć... :-))) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.02, 15:46
                        To ta heteroseksualna asymetria, o której pisał Jack...

                        O w mordę, ile ja się przy Pani nauczę! :-)


                        Już nie "kochany",

                        Szalony Kucharz
                        • Gość: Szalony Kucharz Ale czy jest to asymetria komplementarna, Olivvko? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.02, 08:34
                          Tylko czy jest to asymetria komplementarna?


                          Droga Olivvko!

                          Mam co do powyższego zdania poważne wątpliwości i związku z tym zdecydowałem
                          się rozwinąć nieco dyskusję z Panią w tejże odnodze tematu. Ufam, że zostanę
                          potraktowany przez Nią poważnie i otrzymam od Pani jak zwykle interesującą
                          odpowiedź.

                          Była Łaskawa Pani napisać, moja droga:

                          > kobiety są potrzebne mężczyznom i na odwrót. Z właśnie też
                          > powodu jedna płeć zafascynowana jest drugą.

                          Brzmi to niezwykle pięknie i przywodzi nam na myśl harmonijne zgranie dwóch
                          pierwiastków, niczym – nie przymierzając – yang i yin. Tymczasem niekoniecznie
                          potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn muszą być zgrane i dopasowane tak, jak
                          nakrętka do śrubki. Kto jak kto, ale Pani powinna być tego świadoma.

                          Przejrzyjmy bowiem którekolwiek czasopismo z ogłoszeniami erotycznymi,
                          a „zaskoczy” nas miażdżąca przewaga mężczyzn, zarówno ilościowa, jak i
                          jakościowa. Jeżeli bowiem dokładniej przyjrzeć się anonsom kobiet, to okaże
                          się, że w bardzo wielu przypadkach wcale nie chodzi im o (nie)zwykłą seksualną
                          przygodę, nakarmienie żądz i wygłodniałych zmysłów, tylko o coś zupełnie
                          innego. Słowa „sponsor”, „opiekun”, czy zwroty „w celu towarzyskim i
                          matrymonialnym” albo „w zamian za sfinansowanie” są niczym otrzeźwiające
                          uderzenie w twarz dla tych przekonanych o „czystości” erotycznych intencji dam,
                          albo przysłowiowa jajecznica przyniesiona na śniadanie do łóżka po upojnie
                          spędzonej nocy.

                          Sama Pani dobrze wie, z jakim odzewem spotykały się Jej bezinteresowne
                          ogłoszenia. A ileż to podobnych ogłoszeń ze strony mężczyzn nie doczeka się
                          nigdy ani jednego listu? Lepiej nawet o tym cmentarzysku zawiedzionych nadziei
                          nie mówić – po co zasmucać innych – przecież życie jest piękne!

                          Jestem przekonany, że wielu Pani przygodnych kochanków umieści Wasze spotkanie
                          pośród swoich najmilszych erotycznych wspomnień i hołubić je będzie nawet kiedy
                          się wreszcie „ustatkują”, ożenią i wieść będą żywot zacny a prosty. Czy ta
                          plamka nie zaburza w mikroskopijnym chociaż stopniu kompozycji tego przepięknie
                          zbalansowanego obrazu mężczyzn i kobiet?



                          Liczę na Pani odpowiedź,

                          Kucharz
                • iwusia Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:02
                  Witaj Oliwka, jasne zgodze się z Toba że swoje potrzeby często wyrażamy w
                  dziwny sposób, dla mężczyzn oczywiście, ale to nie oznacza że nie wiem czego
                  chce. Sposób wyrażania jest może i różny, ale to nie zwalnia z obowiązku
                  słuchania i próby zrozumienia tego co sie słyszy i widzi.
                  • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:06
                    iwusia napisała:

                    > Witaj Oliwka, jasne zgodze się z Toba że swoje potrzeby
                    często wyrażamy w
                    > dziwny sposób, dla mężczyzn oczywiście, ale to nie
                    oznacza że nie wiem czego
                    > chce. Sposób wyrażania jest może i różny, ale to nie
                    zwalnia z obowiązku
                    > słuchania i próby zrozumienia tego co sie słyszy i
                    widzi.

                    Ja dodam do tego tylko tyle, ze zdarzaja sie takze
                    mezczyzni, ktorzy swe potrzeby wyrazaja w sposob
                    tak pokretny, ze az glowa boli... Moze statystycznie
                    czesciej mezczyzna mowi wprost o co mu chodzi,
                    niemniej nie oznacza to, ze tak postepuje kazdy facet
                    i w kazdej sytuacji.
                    • Gość: kosmita Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? IP: 217.153.93.* 11.12.02, 13:10
                      witam,
                      no ale czy ja się w końcu dowiem czego naprawdę potrzebują kobiety !!!
                      drogie Panie, nie znajdujcie sobie tematów zastępczych, tylko piszcie na temat

                      pozdrawiam serdecznie
                      • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:18
                        Gość portalu: kosmita napisał(a):

                        > witam,
                        > no ale czy ja się w końcu dowiem czego naprawdę
                        potrzebują kobiety !!!
                        > drogie Panie, nie znajdujcie sobie tematów zastępczych,
                        tylko piszcie na temat
                        >
                        No przeciez piszemy :))))
                        Potrzebujemy miedzy innymi aby panowie uwazniej
                        czytali nasze posty i raczyli zrozumiec bogactwo
                        tresci jakie w sobie niosa :))))))))))
                        • ptic_a Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 14:20
                          Kobiety na prawdę nie wiedzą, czego chcą ... albo są aż tak zmienne.

                          Przedstawię to na prozaicznym przykładzie: robię jedzenie i pytam się "Nałożyć
                          Ci?"; "Nie"; "Ale na pewno nie będziesz jeść?"; "Nie jestem głodna"; po czym
                          siadam przy stole i po chwili talerz nie stoi już przede mną, ale przez moją
                          lubą. Zupełnie nie rozumiem, jak mogła mówić, że nie jest głodna, skoro w
                          takiej sytuacji potrafi pochłonąć całą moją męską porcję.

                          A zmienia się jej tak we wszystkim...
                          • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 14:31
                            ptic_a napisał:

                            > Kobiety na prawdę nie wiedzą, czego chcą ... albo są aż
                            tak zmienne.
                            >
                            > Przedstawię to na prozaicznym przykładzie: robię
                            jedzenie i pytam się "Nałożyć
                            > Ci?"; "Nie"; "Ale na pewno nie będziesz jeść?"; "Nie
                            jestem głodna"; po czym
                            > siadam przy stole i po chwili talerz nie stoi już
                            przede mną, ale przez moją
                            > lubą. Zupełnie nie rozumiem, jak mogła mówić, że nie
                            jest głodna, skoro w
                            > takiej sytuacji potrafi pochłonąć całą moją męską
                            porcję.
                            >
                            > A zmienia się jej tak we wszystkim...


                            Ja ci podam inny przyklad -jakies dwa lata temu
                            jestem w sklepie z moim ex... i widze jak gapi sie na
                            meskie dezodoranty. A ze nie pracowal wtedy to nie
                            mial pieniedzy. Pytam sie "kupic ci?" Slysze "nie".
                            Wracamy do domu i dopiero tam cala awantura w stylu
                            "jaka ty jestes -sobie to nakupisz tyle kosmetykow
                            a mnie glupiego dezodorantu zalujesz". Pytam wiec czemu
                            mi w sklepie powiedzial, ze nie chce... On nie potrafi
                            odpowiedziec i burczy cos nadasany.
                            A wiesz czemu to pisze?
                            Bo prawdziwym problemem w przypadku zarowno mojej
                            jak i twojej historii jest urazona duma glownych
                            bohaterow nie pozwalajaca odpowiedziec "tak" a nie
                            niewiedza o wlasnych potrzebach.
                            I ty po prostu nie potrafisz zauwazyc, ze moze zona
                            byla na ciebie zla czy obrazona i powiedziala "nie"
                            bo tak wypadalo, zeby zachowac twarz -w koncu trzeba
                            pokazac, ze jest sie twarda baba, ktora niczego od
                            tego nedznika nie potrzebuje :)))))) A jak juz jedzenie
                            lezy na talerzu... wygrywa atawistyczny instynkt :)))
                            Przynajmniej dla mnie nie ma zadnej tajemnicy w tego
                            typu zachowaniach ze strony zarowno kobiet jak i mezczyzn
                            • ptic_a Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 15:23
                              Niestety, pomimo pewnego podobieństwa obie sytuacje jednak się różnią.

                              Twój ex mógł obawiać się upokorzenia związanego z tym, że on, tradycyjny
                              żywiciel rodziny, nie może pozwolić sobie na kupno drobiazgu. Faceta to boli!

                              Nie podejrzewam, żeby moja luba czuła upokorzenie spowodowane
                              nierealizowaniem "typowej" roli kobiety w domu. Zawsze to ja gotowałem,
                              nakładałem na talerze. Co więcej, lubiłem to. Przyjęło się to już zwyczajowo.
                              Nie widzę więc powodu dla którego te powtarzające się u lubej zmiany nastrojów
                              wiązały się z czymkolwiek innym, jak tylko z jej "kobiecością".
                              • meduza4 Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 15:50
                                Ale nie mowie o roli w domu! Przeciez zal mozna miec
                                o wszystko -o to, ze buty stawiasz nie tam, gdzie jej
                                by pasowalo, o to, ze z kumplem poszedles na piwo,
                                itd... Ty sie upierasz doszukiwac przyczyn w kobiecosci,
                                przy czym wystarczy poczytac troche ksiazek z psychologi
                                zeby sie dowiedziec, ze taka postawa sygnalizuje
                                zwykle ukrywana niechec i pretensje do drugiej osoby.
                                Jaki jest powod tych pretensji to postronny obserwator
                                z reguly nie wie!
                                • ptic_a Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 16:11
                                  Już zacząłem się obawiać, że pozostała nam tylko poradnia małżeńska, gdyby nie
                                  fakt, że ona robi to z uśmiechem na ustach.
                        • Gość: kosmita Meduzo ! Czego naprawdę potrzebują? IP: 217.153.93.* 11.12.02, 14:38
                          no właśnie, piszecie i piszecie, ale ja jestem tylko prostym mężczyzną i nie
                          widzę tutaj żadnych konkretów ( no może poza kasą, o której raczyłaś wspomnieć,
                          ale chyba nie o to chodziło SK w tej dyskusji:))
                          Droga Meduzo, spróbuj może wypunktować i wytłumaczyć mi "jak koniowi":), czego
                          naprawdę potrzebują kobiety,
                          kocham kobiety i chętnie zmieniłbym moje zachowanie wobec nich, aby uczynić je
                          szczęśliwszymi, ale co mam konkretnie zrobić????

                          zrozpaczony Kosmita
                          • meduza4 Kosmito! 11.12.02, 14:46
                            Ja ci moge powiedziec, czego ja potrzebuje, ale
                            skoro sie nie znamy to po co ci to?
                            A wypunktowywac nic nie bede bo nie mam tyle
                            czasu co nasz nadworny Kucharz.
                            Jak chcesz konkretow to zapytaj kobiete/kobiety
                            ktora/ktore chcesz uszczesliwic -bedziesz mial
                            informacje z pierwszej reki.
                            I 50 zlotych za porade sie nalezy :)))))))))))))))0
                            • Gość: kosmita Re: Kosmito! IP: 217.153.93.* 11.12.02, 15:10
                              meduza4 napisała:

                              > Ja ci moge powiedziec, czego ja potrzebuje, ale
                              > skoro sie nie znamy to po co ci to?
                              > A wypunktowywac nic nie bede bo nie mam tyle
                              > czasu co nasz nadworny Kucharz.
                              > Jak chcesz konkretow to zapytaj kobiete/kobiety
                              > ktora/ktore chcesz uszczesliwic -bedziesz mial
                              > informacje z pierwszej reki.
                              > I 50 zlotych za porade sie nalezy :)))))))))))))))0

                              Droga Meduzo!

                              liczyłem na jakieś uniwersalne mądrości, ale skoro nie, to może napisz właśnie
                              o Twoich potrzebach, może one są uniwersalne i będę mógł wykorzystać tak
                              zdobytą wiedzę w praktyce
                              jeśli chodzi o moją miłość do kobiet, to myślałem o kobietach w ogóle, a nie o
                              jakichś konkretnych :)
                              proszę podaj konto :)))))

                              • meduza4 Re: Kosmito! 11.12.02, 15:52
                                Nie ma uniwersalnych madrosci wiec nie ma o czym pisac
                                :))))
                • szalawila Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 13:09
                  Niekiedy woal jest kurtyną:))) Ale dopiero wtedy kiedy się unosi widz może
                  zrozumieć sztukę:))))
    • Gość: Szalony Kucharz Rozgadało się towarzystwo, aż miło! :-))) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.02, 13:31
      Kochane!

      Jak już na początku napisałem, polski tytuł książki tej wieloletniej
      redaktorki "Penthouse'a" jest nieco niefortunny, bowiem w oryginale
      brzmi: "Sexual Pleasures. Women: What They Really Want, What They Really Need".
      A sama praca koncentruje się przede wszystkim na umiejętności (rzadkiej)
      wzięcia przez kobiety całkowitej odpowiedzialności za własną seksualność; na
      potrzebie uświadomienia sobie przez kobiety własnej, odartej z
      wszelkich "czysto-miłosnych" i pragmatycznych odniesień, zmysłowości; na
      ostatecznym zrozumieniu, że klucz do erotycznego szczęścia tak naprawdę nie
      trzyma żaden cudowny kochanek, telepatycznie bezbłędnie odczytujący wszystko
      to, co w niewieściej duszy gra, lecz sama ona.

      Przykro mi więc, jeżeli którąkolwiek z Was zwiódł ten tytuł - mam nadzieję, że
      nadal będziecie uczestniczyć w dyskusji.

      I jest, zdaje mi się, trochę racji w tym, co napisała Szanowna Olivvka, że
      często kobiety zrzekają się własnej seksualnej podmiotowości na rzecz swoich
      partnerów powodowane miłością, romantycznymi planami małżeńskimi i ulegają
      biernie jego przeróżnym zachciankom, mając potem w końcu niewysłowiony doń żal
      za to, że dostrzega jedynie własne łóżkowe potrzeby, droga Meduzo. :-)

      Znajduje się w tej książeczce parę wyznań kobiet, które po iluś tam latach
      oddanego małżeństwa rozchodzą się z "Panami swych dusz i ciał" i nagle czują
      się kompletnie zdruzgotane, tak jakby ktoś wypalił w ich sercach ogromną
      dziurę, bowiem swą własną seksualność stłumiły na tyle i pozwoliły ją
      zdominować przez seksualność swych mężów, że nie wierzą już, żeby kiedykolwiek
      ją miały.

      Są też wypowiedzi kobiet, które odnalazły (bądź nigdy nie zagubiły) własne
      zmysłowe "ja" i wcale nie są z tego powodu smutne - wręcz przeciwnie.

      Co ciekawe, okazuje się że obiegowe już twierdzenie o nierozłączności seksu i
      miłości u dam wcale nie jest takie oczywiste jakby się to mogło
      wydawać: "większość (...) – prawie 85% badań dotyczących kobiet przedstawionych
      w ciągu ostatnich dwóch lat w poważnym czasopiśmie „The Journal of Sex
      Research” – przeprowadzana jest przez psychologów, psychiatrów, czy socjologów
      w trakcie zajęć w szkołach wyższych, na podstwie ankiet przeprowadzanych wśród
      tej części populacji, do której najłatwiej im dotrzeć, tj. do studentek w wieku
      od 18 do 22 lat. Wniosek wypływający z tych badań jest jednoznaczny: k o b i e
      t a n i e p o t r a f i o d d z i e l i ć m i ł o ś c i o d s e k s
      u. (podkr. SCB) Wyniki ich badań są potem uogólniane i odnoszone do całej
      żeńskiej populacji. W efekcie analizy tak ograniczonych danych tworzy się potem
      pseudonaukowy opis kobiety, której seksualne zachowania są akceptowane przez
      większość społeczeństwa. (...) Żadne badania akademickie, oparte na tak
      ograniczonym materiale jak opowieści studentek, nie mogą stanowić podstawy do
      wydawania opinii o wszystkich kobietach."


      I co Wy na to, Moje Drogie?

      Szalony Kucharz
      • meduza4 Re: Rozgadało się towarzystwo, aż miło! :-))) 11.12.02, 13:44
        Ja sie ustosunkuje do tej obiegowej opinii, ze kobieta
        nie potrafi odroznic milosci od seksu. Oczywiscie,
        ze potrafi i ze zdaje sobie sprawe z istniejacej miedzy
        nimi roznicy.
        Czesc kobiet nie chce uprawiac seksu bez milosci,
        ale to juz inna sprawa i ich wolny wybor. Czesc ludzi
        nie chce jadac chleba bez masla chociaz roznica
        miedzy maslem a pieczywem jest dla nich oczywista.
        Niektore kobiety uwazaja uleganie seksualnym
        zachciankom mezczyzny za wyraz milosci tak jak niektore
        jza wyraz milosci uwazaja prasowanie mu koszuli...
        I tutaj tez zarowno seks jak i prasowanie koszuli sa
        rozne od faktu kochania kogos i sluza niejako okazaniu
        swoich uczuc. Nie wiem czy tak naprawde wnioski
        wyciagniete przez owych badaczy nie sa mocno naciagane.
        • ptic_a Re: Rozgadało się towarzystwo, aż miło! :-))) 11.12.02, 14:24
          Oj potrafi rozdzielić, potrafi...
          Ja jednak wolę sex z miłości.
          • meduza4 Re: Rozgadało się towarzystwo, aż miło! :-))) 11.12.02, 14:35
            ptic_a napisał:

            > Oj potrafi rozdzielić, potrafi...
            > Ja jednak wolę sex z miłości.

            A ja wole seks z miloscia :))))
            O ile rozumiesz subtelna roznice :)))))))))
            • ptic_a Re: Rozgadało się towarzystwo, aż miło! :-))) 11.12.02, 15:25
              Jak już kiedyś wspomniałem lubię grę słów. Twoje słowa "grają" znacznie lepiej!

              Oczywiście masz rację!
      • Gość: ktosia Re: Rozgadało się towarzystwo, aż miło! :-))) IP: *.ras10.nynyc-t.alerondial.net 15.12.02, 05:06
        Drogi "szalony kucharzu".

        Zagladam na to forum dosc czesto, odkad wsrod "tlumu" wypowiedzi i watkow,
        pojawily się Pana posty. Dzisiaj skusilam się....zeby....

        To prawda, ze w naszej kulturze wychowuje się kobietki nie uswiadamiając
        im wlasnej kobiecosci ( zeby nie uzyc mniej ladnego slowa - seksualnosci ).
        Mysle jednak, ze to mezczyzni potrafią obudzić w kobietkach kobiecosc (maslo-
        maslane), pomoc im zlamac regule zakorzeniona gdzies gleboka w swiadomosci.

        Zycze tego wszystkim forumkowiczkom!

        k-t-o-s-i-@
    • rychost Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 18:40
      1. Spermy aby miec dzeici.
      2. Pieniedzy aby dzieci dorosly do pelnoletnosci.
      3. Meza aby byl wzorem mezczyzny przy wychowywaniu dzieci.
      4. Chlopa aby nie robic roznych rzeczy samemu w lozku.

      Kobiety swiadome swego seksualizmu najbardziej potrzebuja roznorodnosci. Czyli
      tego samego czego potrzebuja mezczyzni. Inaczej tylko reaguja na monotonie.
      Kobiety "boli glowa" a mezczyzni szkaja nowej "dupy". Roznorodnosc sama w sobie
      jest zaprzeczeniem recepty. Wiec przepisu uniwersalnego nie ma i nie bedzie.

      Kobiety maja wieksza potrzebe ubierania seksualizmu w piekne slowa. Jest to
      doprawdy wspaniala ich cecha. Mozna powyzej poczytac z przyjemnoscia.
      • _owca Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? 11.12.02, 19:27
        Czego potrzebują kobiety?
        Od pewnego czasu czuję się osaczona tematem "orgazm" w tzw. prasie kobiecej.
        Wszędzie tylko orgazm, orgazm, orgazm, orgazm, orgazm, orgazm, orgazm, orgazm,
        orgazm, orgazm, orgazm, orgazm... Tak jakby w seksie tylko tego kobieta
        potrzebowała. Nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale udany seks nie koniecznie
        jest od niego uzależniony. Przeżyłam wiele wspaniałych zbliżeń nie zakończonych
        orgazmem, a jednak wspominam je bardzo, bardzo dobrze!
        Poza tym dużą uwagę poświęca się do orgazmowi łechtaczkowemu. Jest to
        wspaniałe, (uwielbiam kiedy mnie mój baranek doprowadza językiem na skraj
        zmysłów), ale nie czujecie drogie Panie większej satysfakcji, po zaniedbanym
        przez wszystkich orgaźmie pochwowym? Czy nie warto czasem nie dojść na szczyt,
        rezygnując ze stymulacji łechtaczki, aby później docenić i naprawdę poczuć ten
        wstrząs od środka?
        Osobiście przeżyłam (raz jedyny raz!!!) jeszcze jeden rodzaj orgazmu: nazywam
        go "psychicznym". Kiedy byłam jeszcze dziewicą, zadzwonił do mnie domofonem mój
        luby i zanim zjawił się na górze (III piętro)byłam już mokra i ledwo
        przytomna... nigdy tego nie zapomnę!
        • Gość: Szalony Kucharz O. ł. a o. p. IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.02, 08:32
          Moja Droga Namiętna Owieczko!

          Poruszyła Pani ostatnio zaniedbany na Forum temat orgazmu łechtaczkowego a
          pochwowego. W omawianej tutaj książce autorka niestety rozprawia się z tym
          mitem, mając jednocześnie nadzieję, że któregoś dnia Freud odrodzi się w ciele
          kobiety o niezwykle czułej łechtaczce, lecz nigdy nie będzie mógł jej dotknąć,
          aby się zaspokoić.

          Chociaż sama łechtaczka nie jest jedynym organem w ciele kobiety reagującym
          seksualnym podnieceniem na bodźce dotykowe, to jest ona organem najczulszym,
          stanowiącym niejako centrum kobiecej rozkoszy. I zapewniam Panią, bez
          jakiejkolwiek, pośredniej nawet, stymulacji łechtaczki niezwykle trudno jest
          osiągnąć orgazm – proszę zapytać wszystkie te okaleczone klitoridektomią
          niewiasty, czy nie mają żadnych problemów z dojściem na szczyt.

          Niedawno Lady Olivvka poruszyła temat tzw. „platformy orgazmicznej”, czy „ciałą
          klitoralnego”. Okazuje się, że wszystkie seksualne receptory „podłączone” są do
          tego małego guziczka skrytego zazwyczaj za napletkiem. Idąc więc dalej tym
          tropem stwierdzić należałoby, że nie ma czegoś takiego jak orgazm łechtaczkowy
          stojący w jakiejś opozycji do orgazmu pochwowego. Zresztą Zygmuś wymyślając te
          (po)twory miał na myśli mastrurbację, jako metodę rozładowania seksualnego
          napięcia u dojrzewających dziewcząt (o. łechtaczkowy) oraz „stosunek właściwy”,
          czyli penetrację penisa pochwą (o. pochwowy).

          U mężczyzn nie wyróżnia się przecież żadnych orgazmów żołędziowych, mosznowych,
          prostatowych – czyżby dlatego, że mężczyźni w anatomicznej prostocie swojej nie
          są zdolni do przeżywania różnorodnych stanów uniesień? Ależ nie!

          I na koniec: oczywiście ma Pani absolutną rację, że seks bez orgazmu może być
          całkiem udany. Ale czy ten sam seks z orgazmem będzie gorszy? I dlaczego w
          większości przypadków osobą, która nie wspięła się na szczyt musi być akurat
          kobieta – bo przecież zazwyczaj (podkreślam: z a z w y c z a j ) stosunek
          kończy się erotycznym spełnieniem mężczyzny?



          Pozdrawiam serdecznie, chociaż „Niewolników Miłości” nie widziałem,

          Szalony Kucharz
          • _owca niewolnicy miłości 12.12.02, 11:17
            Witaj Szalony Kucharzu:)
            A już myślałam, że nikt nie zauważył mojego pytania o ten film...
            Tytuł istotnie przypomina bardziej brazylijską szmirę niż coś wartego uwagi,
            ale zapewniam, warto zobaczyć!
            Polecam Ci to również z powodów socjologicznych.
            Film opowiada o wyzwolonej seksualnie komunie (ok 600 osób), która wyzwoliła
            się do tego stopnia, że stworzyła społeczność o niezwykle ścisłych zasadach
            współżycia ze sobą... okazuje się, że pełna wolność seksualna nie jest możliwa.
            Zawsze znajdzie się przywódca, który wprowadzi hierarchię społeczną, zasady i
            normy społeczne.
            Pozdrawiam Cię cieplutko w ten zimowy dzionek:)
            OWCA i kot;)
            • Gość: Szalony Kucharz Powróćmy jednak do kwestii orgazmu, Owieczko... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.02, 12:30
              O ile nie czuje sie Pani zbyt osaczona tym tematem, moja droga. :-)

              Napisała Pani, że nie jest to tak ważne dla udanego pożycia seksualnego. Z tego
              jednak, co raczyła Pani nam wyjawić, jest Ona wyjątkowo orgazmiczną kobietą -
              szczytowanie wywołane samymi tylko półświadomymi skurczami ścian pochwy to dość
              rzadka umiejętność. Mam nadzieję, że nie zawstydzam Pani zbytnio, jeżeli tak,
              to bardzo serdecznie przepraszam.

              Najwyraźniej więc szczytowanie podczas zbliżeń nie sprawia Pani żadnych
              kłopotów, tak więc kwestia jego osiągnięcia przesuwa się na dalszy plan. Czy
              jednak kobiety cierpiące na anorgazmię (a nierzadka wcale to przypadłość)
              naprawdę są zadowolone ze swojego erotycznego życia, i wielkie "O" to tylko
              taki mały drobiażdżek, którego jeszcze sobie nie sprawiły?


              Z poważaniem,

              Szalony Kucharz
              • _owca niezupełnie.. 12.12.02, 12:56
                Drogi mój Kucharzu ;)
                Nie powiedziałam wcale, że szczytowanie bez pobudzania łechtaczki nie sprawia
                mi kłopotów... na palcach obu rąk mogłabym policzyć ile razy udało się nam to
                osiągnąć, podkreślić jednak chciałam, że taki orgazm to największe doznanie i
                warto na nie czekać...
                Moje zakłopotanie tematyką orgazmu w szeroko pojmowanej "prasie kobiecej"
                spowodowane jest tym, ze znam kobiety (np. moja mama), które nigdy tej rozkoszy
                nie zaznały. Co gorsze nigdy pewnie już tego nie poznają. A ciągłe mówienie o
                tym jakie to ważne, sprawia że czują się niespełnione...
                Trochę to niespójne.. wiem. Z jednej strony chciałabym jak najwięcej rozmawiać
                i czytać na ten temat, z drugiej chciałabym aby seks "bezorgazmowy" też był
                pojmowany jako piękny i wart wspomnień.
                *ścisk* OWCA.
                • Gość: Szalony Kucharz Re: niezupełnie.. IP: *.visp.energis.pl 12.12.02, 14:15
                  Moja Owco!

                  Mnie także robi się żałośnie smutno, kiedy zdam sobie sprawę z tego, ile
                  dorosłych kobiet w całym swoim życiu nie doznały tego najpotężniejszego uczucia
                  spełnienia (chociaż nawet w przypadku niewiadomo jak długiego orgazmu
                  wielokrotnego jest to spełnienie chwilowe, umierające szybciej niż się staje -
                  może właśnie dlatego wciąż chcemy [po chwili odpoczynku ;-)] doń powracać). I
                  można kroczyć przez życie z dumnie podniesionym czołem własnej kobiecości będąc
                  pozbawioną tej rozkoszy - przecież seks wcale nie jest najważniejszą sprawą
                  dorosłych ludzi, prawda? ;-)

                  Problem polega jednak także na tym, że seks "orgazmowy" to dla zdecydowanej
                  większości mężczyzn sprawa tak naturalna, że nawet żaden z nas się nad tym
                  zbytnio nie zastanawia. A kobiety miewają z tym niemałe kłopoty, co rodzi dość
                  duży konflikt, bowiem asymetria orgazmiczności męskiej a żeńskiej wcale nie
                  jest komplementarna. Bo jak uzupełniać mają się szczytujący mężczyzna, przez
                  moment nieobecny i przygnieciona pod nim kobieta, która odczuwa jedynie ciężar
                  swego partnera, jego cielesność, trochę ciepła i może lekkie przyjemne
                  mrowienie? To chyba nie wystarcza, aby stać się seksualnie aktywnym (w pełnym
                  tego słowa znaczeniu) podmiotem. Można jedynie od czasu do czasu ulegać
                  czyjejś, ale nie własnej, żądzy. Czyż to nie jest prawdziwe niewolnictwo
                  miłości? :-)

                  Czy po części nie dlatego właśnie mężczyźni są bardziej aktywnymi
                  poszukiwaczami zmysłowych rozkoszy, ponieważ wiedzą dokładnie jakie to wszystko
                  przyjemne? Czy to powszechne przekonanie o seksualnej "niższości" kobiet nie
                  doprowadza do paradoksalnych sytuacji, w których 70-80% internetowych (na
                  przykład) erotycznych propozycji składają faceci, a gdy trafi się kiedyś jakaś
                  śmielsza dziewczyna, to nikt nie chce w nią uwierzyć, podejrzewając, że to
                  jakiś męski kawalarz się pod nią podszywa, albo uspokajając się wyjaśnieniem,
                  że to zwykła nie szanująca się lampucera - przecież porządne kobiety (w
                  domyśle: moja stara) nie podniecają się "mięskiem", nie przeklinają w łóżku i
                  nie mają orgazmów?

                  Czy kluczem do własnej seksualnej tożsamości nie jest właśnie umiejętność
                  osiągania orgazmu, i to orgazmu samodzielnego, bez względu na łóżkowe
                  umiejętności partnera? Czy nie warto być Panią własnej rozkoszy, tak jak prawie
                  wszyscy mężczyzni, który w ogromnej większości potrafili sprawić sobie rozkosz
                  sami, zanim ktokolwiek inny za nich to uczynił?

                  Czytałem wiele opowiadań i wyznań kobiet, które z seksualnej czystości i
                  orgazmicznej wstrzemięźliwości uczyniły główny motyw swojej seksualności. Są
                  naprawdę przepiękne i wzruszające (nie czytałem piękniejszego opisu spełnienia
                  od tego, który nakreśliła pewna kobieta pragnąca zostać na zawsze zamknięta w
                  tak doskonałym pasie cnoty, aby nigdy więc nie była w stanie szczytować i żyć
                  musiała w stanie ciągłej frustracji), jednak prawie wszystkie napiętnowane są
                  tragiczną rysą represyjnego wychowania i postrzegania swej cielesności jako
                  siedliska grzechu.



                  Pozdrowienia,

                  Szalony Kucharz
                  • _owca Re: niezupełnie.. 12.12.02, 14:50
                    Drogi Kucharzu...

                    Może jestem perwersyjna
                    (chociaż perwersją na tym forum będzie bardziej spanie z facetem w jednym łóżku
                    i nie uprawianie z nim seksu (hi, hi))
                    że rozmawiam z własną mamą na temat orgazmu, ale przynajmniej tą otwartością
                    moją wobec niej chciałabym jej jakoś zrekompensować tę czarną dzurę - pustkę
                    orgazmową. Rozmawiamy jak kobieta z kobietą, nie jak matka i córka...
                    I szukam do tego argumentów.
                    Napisałeś:
                    "Czy kluczem do własnej seksualnej tożsamości nie jest właśnie umiejętność
                    osiągania orgazmu, i to orgazmu samodzielnego, bez względu na łóżkowe
                    umiejętności partnera? Czy nie warto być Panią własnej rozkoszy, tak jak prawie
                    wszyscy mężczyzni, który w ogromnej większości potrafili sprawić sobie rozkosz
                    sami, zanim ktokolwiek inny za nich to uczynił?"
                    Owszem. Pod warunkiem, że ta umiejętność nie jest substytutem przyjemności
                    cielesnej z mężczyzną lecz jej uzupełnieniem. Jeśli byłoby inaczej to do czego
                    byliby nam potrzebni mężczyźni? Zwróć uwagę na to, ze mimo całego wyrachowania
                    kobiet, tak naprawdę 90% ich życia to uczucia!
                    Pustka niespełnienia z miłością swego życia jest tym większa im większa jest
                    roskosz bycia z samą sobą... tak twierdzi moja M.
                    OWCA.
                    • Gość: Szalony Kucharz Do perwersyjnej Owcy :) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.02, 15:25
                      Wilczyca w Owczej skórze napisała:

                      > Drogi Kucharzu...
                      >
                      > Może jestem perwersyjna
                      > (chociaż perwersją na tym forum będzie bardziej spanie z facetem w jednym
                      łóżku
                      >
                      > i nie uprawianie z nim seksu (hi, hi))

                      Ja kiedyś spałem z jednym facetem w łóżku i nie uprawiałem z nim seksu! Ale ze
                      mnie zboczeniec! ;-)))

                      > Owszem. Pod warunkiem, że ta umiejętność nie jest substytutem przyjemności
                      > cielesnej z mężczyzną lecz jej uzupełnieniem.

                      Jedno naprawdę nie wyklucza drugiego - przecież kobiety zdolne są do uniesień
                      wielokrotnych, zgadza się. Chodzi o to, że rozkoszy trzeba się nauczyć, i to w
                      dodatku samodzielnie, tak aby nie uzależnić się od żadnej drugiej osoby. Koniec
                      końców odczuwanie zmysłowych przyjemności jest sprawą tak intymną, że aż
                      indywidualną i nikt nikomu nigdy nie da orgazmu, jeżeli osoba ta nie będzie
                      umiała go wziąć!

                      > Jeśli byłoby inaczej to do czego
                      > byliby nam potrzebni mężczyźni?

                      A do wkręcania żarówek i drapania od niechcenia po plecach... :-)))

                      > Zwróć uwagę na to, ze mimo całego wyrachowania
                      > kobiet, tak naprawdę 90% ich życia to uczucia!

                      Nie przesadzajmy tylko z tą sentymentalnością kobiet - mężczyźni też mają
                      uczucia.

                      > Pustka niespełnienia z miłością swego życia jest tym większa im większa jest
                      > rozkosz bycia z samą sobą...

                      A ja bym odwrócił zależność ;-)


                      Szalony Kucharz
    • Gość: Kobalt Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? - Ha ! IP: *.acn.waw.pl 11.12.02, 20:55
      Ad.„Wiele kobiet – zwłaszcza po czterdziestym i
      pięćdziesiątym roku życia – żałuje teraz, że nie dopuściły do głosu swojego
      seksualizmu, kiedy były młodsze. Żyły jak ‘grzeczne dziewczynki’ wpisując
      swoje potrzeby seksualne na samym dole listy potrzeb życiowych lub
      koncentrując się jedynie na zdobyciu mężczyzny, wyjściu za mąż i
      macierzyństwie – aż do chwili, gdy wydarzyło się coś w ich życiu, co
      uświadomiło im, że właściwie bez żadnego powodu tracą bardzo ważną sferę
      życia.”

      Ha ! A ja powiem że tak jest zawsze i ze wszystkim. Tzn. żałuje się po latach
      tego co nie było dane (a nie docenia tego co było dane przeżyć). Wystarczy
      wstawić w powyższy tekst : żyły jak "niegrzeczne dziewczynki" zamiast żyły
      jak "grzeczne dziewczynki" i dalej analogicznie lecieć - tzn. nie wyszły dobrze
      za mąż, macierzyństwo też słabo i na koniec masz jeszcze jedną książkę. Bo
      ksiażkę "Kobiety. Czego chcą naprawdę." można napisać na wiele sposobów, papier
      jest cierpliwy, a kobiety naprawdę chcą wiele różnych dóbr:). Całkiem jak
      mężczyźni. "Ludzie. Czego chcą naprawdę" ?:). Słowem - kiszka wydawnicza.
      • Gość: Szalony Kucharz Besserwisserstwo Kobalta - Ha ! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.02, 08:39
        Gość portalu: Kobalt napisał:

        > Ha ! A ja powiem że tak jest zawsze i ze wszystkim. Tzn. żałuje się po latach
        > tego co nie było dane (a nie docenia tego co było dane przeżyć). Wystarczy
        > wstawić w powyższy tekst : żyły jak "niegrzeczne dziewczynki" zamiast żyły
        > jak "grzeczne dziewczynki" i dalej analogicznie lecieć - tzn. nie wyszły
        > dobrze za mąż, macierzyństwo też słabo i na koniec masz jeszcze jedną książkę.

        No proszę, proszę Kobalcie - może sam coś skrobniesz?

        > Słowem - kiszka wydawnicza.

        To już dwa słowa.


        Szalony Kucharz
        • Gość: Kobalt Habeas Corpus Act IP: *.acn.waw.pl 12.12.02, 10:58
          Chciałbym coś napisać o kobietach i dla kobiet. Bardzo je lubię.

          PS. Złapałeś mnie za słówko (jedno).
        • Gość: Kobalt Czego One potrzebują IP: *.acn.waw.pl 12.12.02, 18:00
          Napiszę trochę szerzej o tym temacie. Nb. przeczytałem większość wypowiedzi i
          podabały mi się te wypowiedzi, m.in. Iwusi i Meduzy. Jest w tych kobietach
          pewna dojrzałość życiowego sądu.

          1/Mówię o kobietach polskich, nb. najlepszych na tej planecie, jeśli to jest w
          ogóle planeta, czasem wydaje mi się, że nazwanie Ziemi-TheEarth planetą jest
          dosyć umowne, wiele prawd naukowych zostało po latach znegliżowanych, i wcale
          się nie zdziwię jeśli za 200 lat okaże się że to co beztrosko nazywamy planetą
          jest treak naprawdę cyckiem jakiejś sporej kobiety. No a to co nazywamy
          deszczem... Wiadomo że np. kobieta islamu ma inny zestaw potrzeb niż Polka,
          Amerykanka też ma inny.

          2/W zasadzie należałoby teraz doprecyzować temat o tyle, żeby wyłączyć
          wszystkie dobra których potrzebują nie tylko kobiety, lecz również mężczyźni,
          bowiem jeśli tego nie zrobimy to zmiesza nam się - czego potrzebują ludzie w
          ogóle ze specyficznymi potrzebami kobiet, a o nie tu chodzi.

          3/Pytanie jednak czy kobiety w ogóle potrzebują czegoś czego my mężczyźni nie
          potrzebujemy ?? Zacząłbym od tego pytania. Niestety, może się okazać że
          odpowiedź jest banalna: potrzebują podpasek, sukienek itd. szkoda by to nawet
          rozwijać. Czy ktoś wie czego potrzebują kobiety a czego nie potrzebują
          mężczyźni na tym właśnie już niebanalnym poziomie ? Póki co potrzeba penisa
          wydaje się najwyraźniejszym elementem odpowiedzi... Ale czy naprawdę na tym
          miałoby się skończyć, och boy ! Help !
    • lemka 'Cogitationum poenam nemo luit.'- czy na pewno? 15.12.02, 10:28
      Przeczytalam wszystko co zostalo napisane . Napawa mnie smutkiem fakt , ze
      jestes z wyksztalcenia socjologiem , a mimo to wykorzystujesz swoja przewage w
      nierownej walce slownej . Piszesz doktorat? Nie wazne " naukowo " tez musisz
      sie jakos rozwijac . Nie jestem partnerka do dyskusji dla Ciebie dlatego nie
      zdziw sie jesli wiecej nie odpowiem . Inteligencja ma tez pewne ograniczenia
      bo przeciez "...serce ma swoje racje , ktorych rozum nie zna ". Moge sie
      wypowiadac jedynie w swoim imieniu i wierz mi sex / pomimo przytoczonej tu
      lektury / nie jest tym co stanowi sens mojego zycia . Nie jestem ani
      wyzwolona , ani wyzwalajaca sie - zwykla przecietna kobieta , ktora uwaza sie
      za porzadna , ale jednoczesnie maz nigdy nie powie :
      "...przecież porządne kobiety (w domyśle: moja stara /no nie- przesadziles/)
      nie podniecają się "mięskiem", nie przeklinają w łóżku i nie mają orgazmów?"
      Wiem jedno - potrzebuje PARTNERSTWA w szerokim tego slowa znaczeniu i wtedy
      sex tez jest ok .
      Obiecuje przeczytac ksiazke stanowiaca temat watku . Jesli jednak Ty chcesz
      znac odpowiedz na nurtujace Cie pytanie to polecam , wcale nie nudna Joanne
      Chmielewska - " Jak wytrzymac z mezczyzna " . Mam nadzieje , ze nie bedzie
      problemow z jej nabyciem pomimo tego , ze chyba naklad wyczerpany . :))
      Z wyrazami szacunku .
      • Gość: Szalony Kucharz Tak mi przykro, lemko... IP: 213.77.27.* 15.12.02, 12:14
        ... że budzę w Tobie lęk, który nie pozwala na podjęcie przez Ciebie dyskusji.
        I napawa mnie smutkiem fakt, że uważasz iż wykorzystuję swoją przewagę w
        nierównej walce słownej. Jaką znów przewagę? I cóż to niby za walka?

        To raczej polecana przez Ciebie Chmielowska ma dużo agresywniejsze ode mnie
        podejście - "Jak wytrzymać z mężczyzną", no wiadomo, z mężczyzną można co
        najwyżej wytrzymać... Ale czy to jest PARTNERSTWO?

        Oczywiście można mi zarzucić, że sugeruję się jedynie tytułem, jednak podobny
        grzech zdaje się popełniasz także Ty. Wątek bowiem został założony nie po to,
        aby udowodnić wszystkim, że seks stanowi sens życia każdej osoby, nawet kobiet.
        Chodzi jedynie o to, że stanowi on niezwykle istotny element osobowości każdego
        dorosłego człowieka, a nie każdy człowiek jest w stanie to sobie uświadomić i
        świadomie, samodzielnie pokierować swoim seksualnym życiem. Autorka książki
        skoncentrowała się na kobiecym seksualizmie, ponieważ uważa, że wiele kobiet ma
        z jego wyrażeniem dość duży problem. I nie chodziło wcale, ani mnie, ani Susan
        Bakos o męski poradnik w stylu "Jak zrozumieć kobietę" - a raczej o to jak
        zrozumieć i zaakceptować pewną część samej siebie, jak przestać bać się własnej
        cielesności (nie związanej z "uczuciami wyższymi", partnerstwem,
        macierzyństwem, rolami społecznymi, itp.), jak względnie uniezależnić się od
        seksualnej "przewagi" mężczyzn i czerpać z seksu niekłamaną radość tak samo jak
        oni.



        Z poważaniem,

        Szalony Kucharz
        • jo-ke Czego potrzebują? 15.12.02, 17:23
          Tyle czytania i nic nowego. Chyba jednak nikt tego nie wie.
          I niewiele jast kobiet i mężczyzn takich którzy w pewnym wieku nie żałują
          czegoś tam. Jesteśmy w tym podobni. Tylko przedmioty "żalów" zmieniają się. A
          sprawa suksualności na pewno nie jest jedyną. To taka nasza "wada fabryczna" A
          wyjątki (jeśli nawet są) to potwierdzają regułę. I nie zmieni tego ani worek
          pieniędzy dla Meduzy ani co noc nowy facet dla oliwki z coraz ciekawszą
          dewiacją ani partnerka dla mistrza patelni gotowa rozstrząsać z nim aspekty
          seksu analnego, oralnego itp. dzień i noc bez odpoczynku. I co byśmy nie mieli
          i tak będziemy chcieli więcej albo coś innego ( nie ja to wymyśliłem). A może
          nie jest to takie złe ?
        • lemka Re: Tak mi przykro, lemko... 15.12.02, 20:58
          :)) Nie budzisz we mnie leku , a przeciaganie dyskusji jak stwierdzil/a jo-ke
          jest bez sensu . Zawsze znajdziesz nastepny element , ktory da poczatek do nie
          konczenia dyskusji . Partnerka nie jestem z prostego powodu - nie zabieram
          glosu na tematy , ktore poruszales w innych watkach . Twoja metode prowadzenia
          wymiany zdan jednak poznalam :))
          Zalaczam pozdrowienia .
          ps. Sprowadzasz wszystko do sexu - i mysle ze to jakis maly temacik , ktory
          masz opracowac , a my jestesmy tylko polem gdzie zbierasz swoje plony . Oj
          Kucharzu wcale nie jestes Szalony.
          • Gość: Szalony Kucharz Oświadczam wszem i wobec! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.12.02, 08:32
            Nie jestem żadnym naukowym pracownikiem, który szuka tutaj materiałów, a Wy nie
            stanowicie dla mnie żerowiska. Zbyt szanuję Was oraz siebie, aby dopuścić się
            czegoś, co sugeruje Lemka.

            Z fikcji naukowego świata zdążyłem się w porę wycofać.

            A seks nie stanowi dla mnie "jakiegoś małego temaciku"...



            Szalony Kucharz
            • kosmita77 Re: Oświadczam wszem i wobec! 16.12.02, 10:27
              a ja oświadczam, że sex stanowi dla mnie i dla mojej partnerki bardzo ważny
              element naszego wspólnego, wieloletniego już (udanego!), małżeństwa :)
              oczywiście nie należy "demonizować" z rolą sexu, ale póki co (może za parę lat
              mi przejdzie, jak mi spadnie odpowiednio nisko "potencjał") uważam, że sex jest
              bardzo ważnym dopełnieniem całości i nie wyobrażam sobie bez niego pełnego,
              udanego małżeństwa

              Kosmita
              • meduza4 Re: Oświadczam wszem i wobec! 16.12.02, 10:30
                Ja tez sobie nie wyobrazam...
                • Gość: Kobalt Brak wniosków IP: *.acn.waw.pl 16.12.02, 17:58
                  Ta dyskusja zmierza donikąd, żadnych wniosków konkretnych jak narazie, każda
                  coś tam chce, potrzebuje

                  Kobalt
                  "Gdy dotykam twoich warg
                  Opętanie w oczach masz
                  Nie mów zatem że to Miłość
                  Kiedy pieszczę twoją pierś
                  Gdy całuję końce rzęs
                  Nie okłamuj że to Miłość"
                  :)

                  • lemka Re: Brak wniosków ,a budzenie seksualnosci kobiety 16.12.02, 19:23
                    Gość portalu: Kobalt napisał(a):

                    > Ta dyskusja zmierza donikąd, żadnych wniosków konkretnych jak narazie, każda
                    > coś tam chce, potrzebuje
                    >
                    > Kobalt
                    > "Gdy dotykam twoich warg
                    > Opętanie w oczach masz
                    > Nie mów zatem że to Miłość
                    > Kiedy pieszczę twoją pierś
                    > Gdy całuję końce rzęs
                    > Nie okłamuj że to Miłość"
                    > :)
                    >
                    Tak rodzi sie swiadomosc :))
                    Pozdrawiam Kobalta :))
                    • Gość: Kobalt Re: Brak wniosków ,a budzenie seksualnosci kobiet IP: *.acn.waw.pl 16.12.02, 20:03
                      Nie no, po co te komplementy. Przecież w ogóle mnie nie znasz Lemka. Takie
                      komplementy to ja 5 lat świetlnych temu bym, angielski czasownik, treasure:).
                      SzKucharz - autor tego wątku jest - powiedzmy to sobie - Czarującym gadułą,
                      który potrafi narracjonować, a nie potrafi złożyć argumentu do kupy, takiego
                      argumentu, który by nie przepuszczał wody:). Jego wypowiedzi wyróżniają się
                      zawierając wiele wyrazów, a każdy lubi czytać wyrazy w liście, na tym polega
                      magia listów. Lubię czytać listy - w listach są różne wyrazy - niezapomniana
                      fraza MM. Natomiast jego kwalifikacje w zakresie umiejetności odkrywania
                      prawdy, coż - rzeczywiście nie kwalifikują Go do polemik z Tobą. Ale to bez
                      przytyku dla Sz.K. - każdy ma swoje talenty. A On choć akurat nie potrafi
                      myśleć syntetycznie, ma Wielki Talent do drobiazgowego relacjonowania zagadnień
                      sexu. I za to Mu dziękuję, bo się wiele od Niego dowiedziałem, skompilował tu
                      wiele cennych źródeł. Erudycji dużo, mądrości mniej. Tu na stronie dygresja do
                      Szalonego K - jak już dotkniesz jądra erotyki, a ponadto gdy opanujesz sztukę
                      zamykania WŁASNEJ MYŚLI w krótkich zdaniach - będziesz świetny, życzę Ci tego.

                      Kobalt:)
                      • lemka Re: Nie znam Cie -stad komplement 16.12.02, 20:43
                        na ktory sam uwazasz , ze nie zasluzyles.:)) Szkoda , ze cenil bys go w
                        swietlanej swojej przeszlosci . Ty tez mnie nie znasz .
                        Milego wieczoru.
                        • Gość: Kobalt Re: Nie znam Cie -stad komplement IP: *.acn.waw.pl 16.12.02, 20:50
                          Lemka, daj spokój. Przecież wiesz że i kobiety. i mężczyźni potrzebują
                          komplementów, przecież to nic nie wniesie do poznania prawdy o tym czego
                          potrzebują one. Zaciemniasz dyskurs...
                          :)
                          • lemka Re: no wiem , co ty ? 16.12.02, 20:52
                            :)) zgubiles/as sygnaturke .Papa
                            • Gość: Kobalt Re: no wiem , co ty ? IP: *.acn.waw.pl 16.12.02, 22:12
                              A to już jest doprawdy komplement:)). Czyżbym osiagnął aż ten pułap empatii ?:)
                      • Gość: Szalony Kucharz 42 IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.02, 09:02
                        Czy z tak syntetycznej odpowiedzi na wszystkie dręczące Cię pytania jesteś
                        zadowolony, liryczny Kobalcie? Wypowiedź ta jest ponadto prawdziwa - w każdym
                        bądź razie nijak nie da się wykazać jej fałszywości. Tylko jaka jest jej
                        wartość poznawcza? Czy dotyka ona jakiegokolwiek jądra?

                        Jesteś nauczycielem, prawda? W każdym bądź razie wydajesz się być: ten
                        scholastyczny ideał argumentu nieprzepuszczającego wody, kwalifikowanie czyichś
                        umiejętności odkrywania prawdy bez najmniejszej, niewinnej nawet refleksji nad
                        prawdy istotą, starożytne pojęcie mądrości, którą obdarza się osoby wedle
                        uznania (a właściwie podług zgodności wzajemnej myśli, tak jak w tym angielskim
                        powiedzeniu "Great minds think alike") zdradzają belfra, który dźwiga na
                        plecach już piąty krzyżyk a wciąż pozostaje w tej samej klasie. Chyba w niczym
                        nie uraziłem pana profesora? Jeśli tak, to przepraszam bardzo.

                        Czego szukasz tutaj, Kobalcie? Odpowiedzi jasnej i prostej, po usłyszeniu
                        której uszczęśliwiony
                        zapadniesz w błogi sen z beztroskim uśmiechem niemowlęcia? Ja Tobie jej nie
                        dam - po prostu nie stawa mi "mądrości", aby niczym Bóg Wszechwiedzący
                        rozdzielać prawdy na prawo i na lewo. A czy Ty przypadkiem nie stoisz się w
                        boskiego sędziego szaty, panie profesorze?

                        Ktoś głupi napisał kiedyś, że egzystencja poprzedza esencję. Ciekawe, co miał
                        na myśli? Jądro erotyki, powiadasz? Inny dureń napisał był, że nie ma w tym
                        nawet grzebienia ani harmonijki ustnej, żeby sobie chociaż można było zagrać...

                        A gdy już dotknę jądra erotyki i opanuję sztukę zamykania WŁASNEJ MYŚLI w
                        krótkich (a wyczerpujących całe Universum) zdaniach, to nie będę świetny -
                        stanę się wtedy bogom równy i obrócę cały ten wszechświat wniwecz, przywracając
                        tym samym naturalny porządek rzeczy. A tego nikomu nie życzę.

                        Powyższe było oczywiście żartem, może trochę kwaśnym. Nie obawiajćie się więc
                        mnie, kochani, nie zgaszę Wam światła! :-)))



                        Szalony Kucharz
                        • Gość: Kobalt Re: Nie 42 tylko 37 IP: *.acn.waw.pl 17.12.02, 14:26
                          Aleś znowu naopowiadał Sz. Kucharzu:).
                          Doprawdy mocno wierzysz w przenikliwość swojego umysłu skoro wydało Ci się że
                          potrafisz już określać profesje :) i jeszcze wiek na dokładkę:)).
                          Pozdrawiam Cię, i zapewniam że - poza talentem do drobiazgowego vs.
                          syntetycznego myślenia - niewiele nas różni, głównie oczywiście cnotliwość...

                          Kobalt:)
                          Gdy dotykam twoich warg
                          Opętanie w oczach masz
                          Nie mów zatem że to miłość
                          Kiedy pieszczę twoją pierś
                          Gdy całuję końce rzęs
                          Nie okłamuj że to miłość:)
                          • Gość: Szalony Kucharz 42! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.02, 16:04
                            I wcale nie jest to Twój wiek, Kobalcie. Zapytaj kogoś, co oznacza "The answer
                            is 42"...

                            A Twojej profesji nie określiłem, tylko zobaczyłem w Tobie belfra.


                            Szalony Kucharz
                            • Gość: Kobalt Re: 42 ? Eeeee, co Ty IP: *.acn.waw.pl 17.12.02, 16:08
                              Zadzieram kiecę i lecę
                              Pytać po całym świecie
                              Co znaczy menswear rozmiar 42
                              Który Szalony Kucharz przynosi mi
                              W Darze Młodzieży
                              Ufff

                              Kobalt:)
    • Gość: Al_tor_ka Re: Kobiety. Czego naprawdę potrzebują? IP: *.acn.waw.pl 17.12.02, 13:39
      Szalony Kucharzu wspaniale ze moge cie tu czasem poczytac. Jest to nie tylko
      relax, ale zmuszasz mnie do przemyslen.Nie ukrywam ze licze na dalsze
      lektury.Wesolego Nowego Roku
Pełna wersja