Gość: Szalony Kucharz
IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl
11.12.02, 12:10
Miłe Moje!
Pod powyższym, niezbyt chyba fortunnym tytułem, ukazała się już jakiś czas
temu (1996) nakładem wrocławskiego wydawnictwa „Astrum” książka Susan Crain
Bakos. Najwyraźniej ta arcyciekawa lektura zbyt wolno schodziła z półek,
bowiem nabyłem ją w zeszłym tygodniu w „Arsenale” za jedyne 6 zł.
A dlaczego o niej piszę? Ponieważ autorka stawia niezwykle śmiałe tezy
dotyczące kobiecego seksualizmu (tak, tak, moje drogie - nie jest to kolejny
miłosny poradnik o tym jak znaleźć mężczyznę idealnego, lecz w miarę
przenikliwa analiza tego, co niewiasta zbyt często ukrywa za ciężkimi
kotarami konwenasów, złudnymi szatami romantyczności i ciepłymi kocykami
życiowego pragmatyzmu). „Wiele kobiet – zwłaszcza po czterdziestym i
pięćdziesiątym roku życia – żałuje teraz, że nie dopuściły do głosu swojego
seksualizmu, kiedy były młodsze. Żyły jak ‘grzeczne dziewczynki’ wpisując
swoje potrzeby seksualne na samym dole listy potrzeb życiowych lub
koncentrując się jedynie na zdobyciu mężczyzny, wyjściu za mąż i
macierzyństwie – aż do chwili, gdy wydarzyło się coś w ich życiu, co
uświadomiło im, że właściwie bez żadnego powodu tracą bardzo ważną sferę
życia.”
Czy znajdzie się tutaj parę osób skłonnych podjąć kulturalną polemikę na
temat seksualnych potrzeb kobiet, ich tłumienia, konwertowania w inne
potrzeby, kłopotach w ich wyrażaniu i tym podobnych sprawach, czy mam po
prostu pozwolić temu wątkowi spokojnie spłynąć w dół, stopić się i wyparować
na moim języku, niczym zagubiony płatek śniegu?
Z poważaniem,
Szalony Kucharz