nieznany_poeta
13.12.02, 09:51
W każdym razie to, co on zrobił w pierwszym odruchu,
były to niewybredne maniery, ale takie, z jakimi można jeszcze wytrzymać.
Pocałował mnie w małej taksówce, jadącej na pełnych obrotach.
Za siedzeniem kierowcy paliła się żółta lampka oświetlająca wnętrze.
On uniósł nogę i butem zakrył światełko;
ręką, którą obejmował moją szyję z włosami na nią opadającymi, lekko
pociągnął mnie za ucho,
a drugą ręką pochwycił mnie za pierś.
Wtedy to pierś pod stanikiem nieco się przesunęła,
co sprawiło na mnie wrażenie, jakby usuwano z owocu skórkę.
"A oto już uniwersytet!" - wymruczał ów amant.
Zrozumiałam dopiero wtedy, że ma oczy otwarte, nawet gdy całuje.
Spostrzegłam też przelotnie, że dalsza droga biegnie wzdłuż alei,
na której ciemne sylwetki miłorzębów uciekają jedna po drugiej pędem do tyłu.
Ile z grubsza biorąc tysięcy taksówek może się właściwie kręcić po Warszawie?
Ilu w przybliżeniu może być stołecznych taksówkarzy?
A jednak tylko jedno lusterko wsteczne w tamtej taksówce
wie o moim ówczesnym jednym jedynym pocałunku.
Napewno i dzisiaj owo lusterko krąży
między rzędami gmachów, po nieznanych mi skarpach
po niezliczonych przejazdach kolejowych i wzdłuż fos.
Gdybym zresztą oświadczyła,
że od owego wydarzenia zaczęła się moja miłość do tego człowieka,
to przecież nie byłoby w tym niczego niemoralnego ani nieczystego.
Ale czym był to, czego ja doświadczyłam po raz pierwszy w tamtym czasie,
przejeżdżając nocą wzdłuż alei z miłorzębami...?
Przeszło mi przez myśl, że może ów taksówkarz,
który pokazując mi tylko plecy,
zatrzasnął z hukiem drzwi i odjechał w niewiadomym kierunku,
był budzącą lęk istotą, którą się zwie Panem Bogiem.
------------
"It's good to be ugly after all..."
Chicken in "The Ugliest Weinie"