Gość: art
IP: *.acn.pl / 10.64.6.*
14.12.02, 00:12
Był sobie chłopiec. Miły chłopiec. ''Yntelygentny'' i przystojny do tego.
Miał wprawdzie wiele ''koleżanek'', ale nie miał kogoś... hm... bliższego..
Był sfrustrowany, bo co krok - w metrze, na przystanku - jakaś paniusia
(czyt: kobieta, a nie: dziewczyna) spoglądała nań niedwuznacznie, żeby nie
powiedzieć: lubieżnie.. Podniecało go, gdy kobieta starsza o 5-6 lat
ewidentnie miała na niego.. ''ochotę''.. Zdawał sobie sprawę, że to taki
wiek.. że testosteron.. że to normalne, że człowiek w pewnym wieku odczuwa
przemożną potrzebę kontaktu fizycznego z ''pełcią'' przeciwną... Tym niemniej
nie mógł sobie z tym poradzić.. przecież nie zaczepi ''pierwszej lepszej''
kobiety, która równie dobrze mogłaby być jego ''ciocią''...
I cóż ma ów chłopiec w takiej sytuacji począć?...