on_in_lothian
16.01.03, 14:31
umowili sie na przystanku, wlasciwie to on zaproponowal,
nie wiedzial czemu i gdzie pojada, chcial sie umowic
wiedzial tylko ze chce byc z nia, ale gdzie tego nie wiedzial
gdy dzwonil do niej...
spotkali sie, nie czekali dlugo, on wsiadl pierwszy, ona za nim
nie pytala dokad i on nic nie mowil, bylo goraco, przez okna
goracem wialo...znali sie od niedawna ale jakby dluzej choc czasu
razem mieli malo i znali sie snami o sobie, znali sie glosu drzeniem...
nie rozmawiali w autobusie bo czuli ze nie musza rozmawiac, wiedzieli
ale niepewnosci byli pelni tak jak pelni byli oczekiwania
nie dotykali sie przedtem tylko teraz kolanami sie zetkneli...
przystanek za przystankiem, skonczyla sie podroz, wysiedli
na goracy asfalt, tak to ostatni byl przystanek...wokol pola i nic
wiecej oprocz zielonej lini lasu do ktorej prowadzila polna droga...