Gość: kod
IP: *.torun.sdi.tpnet.pl
27.01.03, 11:47
To co teraz napiszę będzie niczym. Nikogo nie obrażę, niczego nie udowodnię,
na nikogo nie wpłynę i sam nie będę do końca przekonany.
Wydaje mi się, że relacje damsko-meskie to cieńka nić. Zbyt wiele może być
wynikiem, nazwijmy to niedopasowania (każdy z Was pewnie wstawi sobie
odpowiednie słowa, przykłady, przemyślenia, obserwacje itd.). Owidiusz w swej
sztuce kochania mówi, "że wiele jest rzeczy brzydkich, kiedy się dzieją ale
po dokonaniu są przyjemne". Zbyt często rozmyślamy o stanach nieodwracalnych.
Nic się nie odstanie, zatem wywoływanie w sobie poczucia winy jest sztucznym
nakręcaniem się. Inaczej, rozpatrzmy zdradę. Po wszystkim mamy kaca. Czytałem
jak kobiety tutaj nazywają się sukami... wyluzujcie... zamiast się dręczyć
wydaje mi się, że lepiej będzie odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Po
pierwsze dlaczego tak się stało? Najczęściej jest to szarość i brak zgodności
temperamentów. Facet pójdzie z inną kobietą do łóżka bo jego pani ciągle
pachnie tak samo, tak samo wygląda, ma wypracowane zachowania. To co, że mu
powtarza, iż go kocha, skoro coś się wypala. Mówią, że mężczyzna to ciągły
myśliwy. Dokładnie, co mu po ujarzmionej, udomowionej "zwierzynie"? Najlepszą
metodą na samca jest chyba to, że kobieta nie daje się poznać, odkryć, że
ciągle potrafi zaskoczyć, że fascynuje tak samo jak rok temu czy dziesięć.
Najprawdziwsze zdanie o kobiecie to to, które mówi, że winna być zmienną.
Hmmm... no tak, były kobiety, czas na mężczyzn. Tu przypadek też jest trudny.
Myśli, że kobieta to stan posiadania i ciężko mu myśleć inaczej. Nawet jeśli
jest pełen szacunku dla niej w podświadomości ma jakby zakorzenione, że jest
najlepszy, a kobieta będzie mu oddaną służką. Nie musi dbać i pielegnąwać.
Przecież on przynosi pieniądze, daje jej na nowe ciuchy, wysyła na wycieczkę
do Wenecji itd. To najbardziej pozytywny scenariusz. Bywają, niestety
częściej takie, jak w tym dowcipie, gdzie mąż do żony mówi, ty nie możesz się
puszczać z innym facetem, bo to jakby ktoś nas ruchał (to ładne staropolskie
słowo trochę odeszło od pierwotnego znaczenia) ale ja mogę spać z inną
kobietą, bo to my ruchamy. Uff... spróbowałem odpowiedzieć sobie na pierwsze
pytanie. Drugie dotyczy bardziej nie tego co było ale co będzie. Chodzi o
konsekwencje jakie mogą wyniknąć. Zdradzamy z kimś kogo znamy (dawny chłopak,
przyjaciółka żony - nie to nie jest skrajny przypadek) lub zupełnie obcą
osobą. Ogólnie wiemy, że to co było się nie odstanie. Nie chodzi mi o
konsekwencje jakie mogą wyniknąć, gdy druga połowa się dowie, a jakie
wywołało to stany u nas. Nie chodzi mi o kac, a o odczucia. Nie lubię słowa
seks... jest zimne i wyrafinowane. Wolę doznanie, kochanie itd... poetycko,
choć poezji też nie lubię. Chodzi o to czy było warto, czy się podobało, o
czucie, o odkrycie i poznanie. Nie chcę namawiać nikogo do zdrady, zresztą
napisałem wyżej, jestem elastyczny, nic ciszej, nic głośniej i sam nie jestem
przekonany. Chodzi o to jak zdradzać, a myślę, że najważniejszą rzeczą są
emocje, obojętnie czy będzie to obcy czy znajomy najważniejsze sa emocje, to
coś co sie czuje, a nie pójście z kimś, bo się chce zrobić na złość komuś
itd. To wszystko jest takie banalne. Kiedy są emocje można przeżyć coś
niesamowitego, przecież poznanie innego ciała...wow, rozmażyłem się. Kto z
nas nie marzy o gorącej nocy itd... zatem może wyda się śmieszne, jednak
jeśli zdradzać to z rozsądkiem... życzę spełnienia. Rozwinąłem to na tyle,
aby nie pielęgnować wątku. Wyraziłem coś, do czego nie jestem przekonany
dlatego chętnie wysłucham argumentów innych ludzi... przez ciekawość.