Postawa roszczeniowa

12.06.06, 17:43
Co i rusz można o niej przeczytać na forum. Prezentujecie taką postawę?
Myślicie, że najbliżsi mają obowiązek Wam pomóc, przypilnować dzieci, coś
załatwić? A może tak po prostu, jak od rodziny, oczekujecie pomocy, w zamian
oferując swoją? Mnie trudno wyobrazić soboie swoją rodzinę zimną i
wyrachowaną, babcie uważające, że skoro swoje dzieci wychowały, to już nie
mają obowiązku nic zrobić dla wnuków. Przeciwnie - one tego chcą, choć - a
może dlatego - że ich nikt nie zmusza smile Byłoby mi przykro, gdyby ktoś z
najbliższych trzymał mnie na taki dystans. Sama też wolę się otworzyć i
zbliżyć, niż chłodno kalkulować. A jak jest u Was?
    • madziaaaa Re: Postawa roszczeniowa 12.06.06, 20:38
      u mnie normalnie, tak jak być powinno. Na wszystkich zawsze można liczyć. Do
      moich rodziców kiedy bym nie zadzwoniła, to bez problemu zajmą się Olą. Zresztą
      codziennie odbierają ją z przedszkola. Są już na emeryturze, mieszkamy na tym
      samym osiedlu, jak czasem na szybko potrzebujemy coś załatwić, to wiem, że
      dziecko mam z kim zostawić. U teściów podobnie, z tym, że mieszkają na drugim
      końcu Łodzi, a poza tym jakoś wolę, żeby Ola była z moimi rodzicami. nie wiem
      czemu, tak jakoś, ale chyba większość tak ma. W każdym razie, oni wszyscy
      wiedzą, że "w razie czego" oni też mogą liczyć na nas, nie odmawiamy pomocy.
      Ale znam mnóstwo osób z mojego otoczenia, dla których to nie jest normalne.
      Jeśli chodzi o tytuł postu, to najbardziej mnie wkurza, jak komuś się wydaje,
      że coś mu się należy. Mam na myśli np. mieszkanie po rodzicach, jakiś podział
      majątku, albo"twój brat ma pieniądze, to m_u_s_i ci pomóc." Nic tylko przywalić
      w łeb. Uważam, że nic mi się od rodziców nie należy, gdybym miała z bratem
      kłócić się o coś, co kiedyś po nich zostanie, to wolałabym, żeby wziął sobie
      wszystko i mieć spokój a nie wiecznie się ciągać po sądach.
Pełna wersja