agulka242
24.06.06, 11:38
Nosi mnie i...nie wiem,co z tym zrobić,jak dać upust emocjom.Dlatego żalę
się,chociaż mam rozwiązanie,a może nie? Wszystko rozchodzi się o
pracę.Tak,tak...Znalzłam nową(jakieś trzy miechy temu),świetnie płatną jak na
nasze małomiasteczkowe realia,w biurze handlowym.Pracuje sama,więc nie mam
jęczenia,ani nikogo na głowie.Szefowa jest super,inni pracownicy także,ale
przcują w innych oddziałach(szefowej też nie ma tu -na miejscu).Wykosiłam
całą konkurencję na rozmowie kwalifikacyjnej,szefowa chwali mnie,jest bardzo
zadowolona ze mnie.Nie piszę z "mojej pracy",bo to świeży punkt,nie mam
jeszcze klientów na pęczki,a co za tym idzie i pracy.Staram się i szefowa
docenia to oraz fakt,że jestem dobra w swojej branży.Zapewnia,że wszystko się
ruszy i dzięki odpowiedniej kampani reklamowej drgnie z miejsca(ich inne
punkty mają się doskonale!),więc moze rzeczywiście tak będzie...Nie oto mi
chodzi w sumie.Mam problem z tzw.moim kierownikiem(on się tak tytuuje,bo
wnioskując z rozmowy z szefową nie jest takim ważniakiem).Facet od początku
prawił mi komplementy,narzucał się ,jednym słowem przystawiał.Oczywiście
wszystko to niby takie tam żarciki,ale sprawa zaczęła wyglądać
poważnie.Gościu proponował propozycje nie do odrzucenia,nagminnie.Nie
reagował na moje prosby o zmianę zachowania,ani na żądanie(w końcu!)żeby dał
sobie spokój.Poczym niektórzy naprawdę myśleli,że my razem coś nie coś...Ale
uciełam te spekulacje,w końcu oni sami zobaczyli,że pan kierownik ma wybujałą
wyobraźnię.Szefowa nic nie wiedziała o tym zachowaniu i nie wie do tej pory,a
wszyscy myślą,że ot takie żarcik sobie urządził moim kosztem.No ,ale do
sedna:Gościu rzeczywiście proponował"tylko seks" i dałam mu kosza,zrobiłam mu
awanturęi przeprosił na drugi dzień(łącznie z czekoladkami).Niestety
zagrosiłam ,że odejdę(a że nie mają nikogo innego i ciężko było im znaleść
kogoś z kwalifikacjami i wiedzą,to prosił o wybaczenie,ach).Ok,postanowiłam
sytuację rozwiązać i po porządnej rozmowie wyjaśniliśmy sobie temat(tak
przynajmniej myslałam!).Od kilku dni facet jak przyjeżdża(średnio raz -dwa w
tygodniu)majaczy coś o zamknięciu oddziału ,że "porozmawia z szefową nt
zamknięcia,bo punkt jest nie rentowny " i takie tam pierdoły.Uważam ,że to
zemsta.Chociaż nie posądzałam go o to.Z tego ,co wiem(po rozmowie z szefową)
on nie ma takich dużych pleców i jego pozycje jest wątpliwa(no,napewno nie
taka jaką sobie kreśli sam!).Szefowa nie zamierz zamknąc oddziału,jest bardzo
ze mnie zadowolona(fajna kobitka z niej)i kazała mi uważać na faceta,bo on
żalił się bidulek ile to ja zarabiam(dostała pierwszą wypłatę,ale za 1,5 m-ca
pracy),wydaje mu się ,że za dużo zarabiam.Szefowa pytała skąd on to wie,a ja
oświeciłam ją,że on był przecież także na mojej rozmowie kwalifikacyjnej to
słyszał.Ma za złe,że on bidulek musi pracowac w terenie tyle,żeby i na mnie
zarobic(skarżył się wszystkim dookoła-swoją droga nie lubie czegoś takiego
brrr!).Nie wiem,co robić teraz:odejść(może powinnam to była zrobic juz
wcześniej),czy zostać.I jak do cholery rpozwiązać tę sytuację z gachem?!
Gość,jak widzi na horyzoncie mojego małża(przyjeżdża od czasu do czasu po
mnie),a akurat jest w biurze,to szlag go trafia.Myślałam juz o rezygnacji z
parcy(poradzimy sobie finansowo-odejdzie niania,poza tym małż prowadzi z
bratem firmę dobrz prosperującą),a może porozmawiać z szefową.Nie
wiem,maprawdę już nie wiem.Myślałam juz o szukaniu nowego zajęcia i odejściu
dopiero wtedy,alwe szefowa jest w porządku i nie chciałabym robić jej takiego
świństwa,ale jak się rozniesie temat mojego odejścia,to będę musiała znosić
gnoja przez niewiadomo jaki okres(dopóki nie znajdę nic innego),a on może coś
wymyśleć w ramach zemsty,a poza tym szefowej będę musiała wytłumaczyć się
powodem rezygnacji.I masz babo placek...!