madziaaaa
19.07.06, 13:49
Skończyłam właśnie rozmawiać z koleżanką. Wkurzyła mnie, choć w jakimś
niewielkim procencie rozumiem jej rację. Otóż mieszka razem z mężem w
niewielkim mieszaniu, planują dziecko. Nadarzyła się się okazja kupna
większego mieszkania, jak na Łódź to niedrogiego, cena naprawdę okazyjna. I
tu okazało się, że jej rodzice dadzą im połowę pieniędzy, a jego nie. Bo
kupili samochód i nie mają. No jak mogli kupić samochód, jak można by było tą
kasę lepiej spożytkować?-to zdanie koleżanki. Teściowie powiedzieli, że nie
mają, ale mogą sobie młodzi wziąć kredyt na tę kwotę,a oni im pomogą
spłacać.Na co kumpela się wypieła i powiedziała, że żadnego kredytu brała nie
będzie, bo nie wie kiedy go spłaci. No tu właśnie ją trochę rozumiem, bo ona
haruje na 3 etaty, a mąż jest bezrobotny, bez prawa do zasiłku i jeszcze
studiuje. Ale wkurza mnie to, że uważa, że rodzice powinni im te pieniądze
dać, bo im się należy i już. Nieprawda, moim zdaniem, nic się nikomu nie
należy. Jak rodzice mają, to mogą dać, ale nie ma, że muszą. A i tak
teściowie opłacają jego studia i płacą alimenty za jego dziecko (no bo on
bezrobotny). Co Wy na to? Uważacie, że rodzice mają obowiązek nadal Wam
pomagać?