Akademia zdrowego rozwoju

01.10.06, 16:42
To kicha. Byliśmy dziś, nastawiłam się na coś ciekawego, a tu... wszystko
działo sie w małym, potwornie dusznym namiocie, zainteresowanie
odwiedzającymi znikome. Przejście wszystkich "atrakcji" zajęło nam około pół
godziny. Generalnie wyszłam zawiedziona. A, zapomniałam o prezentach - dwie
małe kaszki, których Marek nie je,gazeta, pieluszka, łyżeczka i mnóstwo
ulotek. Jedynie łyżeczka mnie ucieszyła, bo ostatnio zgubiłam podobną, ale
nie musiałam po nią jechać aż na drugi koniec miasta sad
    • gusia210 Re: Akademia zdrowego rozwoju 01.10.06, 20:13
      Ty dostałaś chociaż łyżeczkę.Ja tylko próbkę mleka którego Zbyszko i tak nie
      pije.No i pampersa.smile
      Ale w sumie to mi się podobało ze względu na to że Zbyszko był zachwycony
      gąsienicą czyli żółtym tunelem,materacem i zabawkami.Bardzo się tam wyszalał.I
      dlatego byłam zadowolona że pojechałam.Ale faktem jest że było strasznie duszno
      i gorąco.
      W Gdyni zainteresowanie było dość duże(przynajmniej w porze w jakiej ja byłam).
      • endzi11 Re: Akademia zdrowego rozwoju 02.10.06, 10:48
        Mnie sie podobało też ze wzlędu ma Amelke która tam szalała,tunel jej sie
        bardzo podobał,stolik z zabawkami i piłeczki.Ja tam pojechałam w sumie tylko
        dla niej.

        Amelia-31.07.2005 - moje małe wielkie szczęście!smile
      • mamka_klamka Re: Akademia zdrowego rozwoju 03.10.06, 19:40
        > Ale w sumie to mi się podobało ze względu na to że Zbyszko był zachwycony
        > gąsienicą czyli żółtym tunelem,materacem i zabawkami

        IMHO nie były to atrakcje warte przejechania na drugi koniec miasta.

        > Ale faktem jest że było strasznie duszno
        > i gorąco.

        Swietny inkubator dla wszelakich drobnoustrojów. Efekt jest taki, ze chłopaki
        znowu chorują sad
        • gusia210 Re: Akademia zdrowego rozwoju 03.10.06, 21:05
          no właśnie,masz rację
          Zbyszko po tym chyba się rozchorował
          byliśmy w czwartek a w niedzielę chorysad
Pełna wersja