ja.s.i.u
07.09.10, 20:04
To co napiszę niżej, to są moje spostrzeżenia i jeśli ktokolwiek ma inne zdanie, może o tym napisać. Jeszcze raz podkreślam - to są moje subiektywne odczucia.
Na Fuerteventurze byłem pierwszy raz, choć nie był to mój pierwszy pobyt na Wyspach Kanaryjskich. Muszę zauważyć, że ta wyspa jest inna. Zdecydowanie spokojniejsza i dla innego klienta, niż Teneryfa, czy Gran Canaria. Byłem w hotelu Fuerteventura Playa w Costa Calma (recenzje napisałem na innym forum - tu: forum.gazeta.pl/forum/f,54131,Wyspy_Kanaryjskie_HOTELE.html
Po pierwsze - na tej wyspie nic nie ma! Wszystkie atrakcje, jakimi usiłuje się nakarmić żądnego wrażeń turystę są infantylnie prymitywne. Powiedzcie, czy naprawdę istotne dla was jest poznawanie technologii uzyskiwania soli morskiej w basenach, z których odparowuje woda? A może podnieca was obserwacja produkcji artykułów spożywczych z koziego mleka? Moim zdaniem na wszelkie podobne atrakcje, jakie są proponowane przez hotelowych rezydentów naprawdę czasu szkoda.
Owszem, możemy przejechać się trajką, czy quadem, ale nie dla przyjemności dojechania w konkretne miejsce, bo takich miejsc nie ma, ale dla samej przyjemności przejechania się. Nawiasem mówiąc, trasy jakie są wyznaczane dla tych safari-quad-tour bez kłopotu byłyby pokonane i przez starego "malucha 126p". Po prostu bezpieczeństwo turystów (no i sprzętu) jest najważniejsze, a więc wrażenia są takie sobie. Moim zdaniem pieniędzy szkoda.
Można się przejechać do Oasis Park, aczkolwiek jeśli ktoś był w Loro Park odczuje potężny niedosyt. Różnica jest diametralna. W Oasis Park można za to przejechać się wielbłądem. Znów uczucia mam mieszane. Wielbłąd do wielbłąda powiązany króciutkimi łańcuchami. Tego pierwszego prowadzi na nogach gościu obsługujący imprezę. Tempo około 3 km/godz - przecież prowadzący nie może się zziajać! I te siodełka po obu stronach garbu, kiwające się na lewo i prawo. Niemiecką babcię emerytkę może to poruszyć, mnie nie. Mimo wszystko wizytę w Oasis Park polecam. Na bezrybiu i rak ryba, a można dzień spędzić oglądając zwierzęta. I tanio (17 Euro z bezpłatnym busem w obie strony) i w miarę fajnie (pokaz papug, krokodyli, lwów morskich). Za te pieniądze można się skusić.
Pytacie - no to po co tam jechać? Powiem krótko - na plażę. To jest wyspa, na której nic nie ma, ale takie plaże, jakie są na południe od Costa Calma wystarczą za wszystkie atrakcje. I powiem więcej. Nie ma sensu tracić pieniędzy na wypożyczanie samochodu (wyspa jest doskonale skomunikowana autobusami - taniej), ale zainwestować w coś, co przyniesie prawdziwą satysfakcję. To, na co warto wydać pieniądze, to kurs (choćby podstawowy) ślizgania się na desce z latawcem, albo kurs windsurfingu. Polecam zajrzeć na stronę: www.rene-egli.com/pl/multimedia/webcam/ - po polsku. Najpierw obejrzeć, jak to wygląda w WEB-kamerze, a później się zdecydować. I tym naprawdę można się cieszyć, to naprawdę wyjątkowe, opanować wiatr i poszaleć (w miarę możliwości) po płyciutkim w tym miejscu oceanie. Szczegóły na pokazanej wyżej stronie.
Co jeszcze - ano polecam opalanie. Bardzo dużo kobiet w Costa Calma opala się toples i nikt na to nie zwraca uwagi. Jest tu też dość dużo naturystów, a czasem wprost ekshibicjonistów, przechadzających się po plaży zupełnie nago. Tego nie polecam, ale rozłożenie się trochę dalej od brzegu, a później kąpiel "jak nas Pan Bóg stworzył" polecam jak najbardziej.
Bo Costa Calma to typowe miejsce, w którym się nic nie robi. Osoby, szukające wrażeń, czy nowych znajomości (dziewczyny) będą narzekać. Tu są wspaniali mężczyźni, ale szukają wiatru i fal, a nie damskiego towarzystwa. Polecam też to miejsce rodzinom z dziećmi. Może nie tymi najmniejszymi (a jednak wieje), ale już dwu, trzylatki będą zachwycone. Bezpieczna plaża, z bardzo łagodnie opadającym dnem, w miarę ciepłe morze, to wszystko sprzyja takiemu błogiemu lenistwu. Moim zdaniem w ten sposób też można fajnie odpocząć.
Kilka uwag - Polacy już dają się poznać z najgorszej strony. Próba oszukania przez pewną panią murzynki handlującej aparacikami do nawlekania igieł, przychodzenie do autobusu (miał odjazd o 17.00) dwie minuty po piątej - całe szczęście, że kierowcy się nie śpieszyło. Próba wmówienia murzynowi (i jeszcze ten rechot), że zamiast 40 Euro za maskę dostanie 40 złotych - to tylko drobiazgi. No i napiwki - na wyspie nawet Niemcy dają jakieś eurocenty, bo to bardzo silna tradycja. Daje się kierowcy w autobusie, barmanowi (oczywiście przy All Inclusive też), zostawia parę euraków sprzątaczce. Polaka dającego choćby centa napiwku nie spotkałem nigdy.
I krótko o pogodzie - faktycznie wieje, niebo potrafi się zasnuć chmurami, czasem jest ciepło, ale nie upalnie. Ja może jeszcze w październiku, czy w listopadzie bym tam wrócił, ale już w miesiącach zimowych wybrałbym GC, albo Teneryfę. Rozmawiałem z osobami z hotelu, potwierdzają, że w styczniu i w lutym w oceanie kąpią się jedynie Polacy. Inni spacerują i to często w koszulach z długim rękawem, a opalają się tylko w zakątkach, gdzie nie wieje. Niebo zimą potrafi się często zaciągnąć chmurami, no ale Polakom nie przeszkadza, bo przecież taniej. Zrobiłem trochę zdjęć - może ktoś chce zobaczyć, są tu: fotoforum.gazeta.pl/a/50572.html