Dodaj do ulubionych

Nie uważacie, że to niesprawiedliwe?

04.08.06, 14:00
Jest taki wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera:

"Wszystko umiera z smutkiem i z żałobą
Choć tylko zmianą kształtu jest skonanie
Lecz chociaż wszystko zmarłe zmartwychwstanie
NIE zmartwychwstanie nic juz nigdy SOBĄ

Cóż, że w tysiącu kształtów moje ciało
Z tysiąca zmarłych kształtów w jedno zlane
Dawne, jak ziemia dawna będzie trwało
do końca ziemi.... JA nie zmartychwstanę

Łamiąca jest myśl, że człowiek tak musi
Ginąć, jak ginie zwierzę i roślina
Że to co we mnie nazywa się DUSZĄ
to jest czująca i mysląca ... glina".

Wczoraj obejrzałam wreszcie "Mikrokosmos" - film pokazujący życie owadów na
pewnej łące (niesamowite zdjęcia). I właściwie co kilka minut na ekranie
widziałam śmierć... wszechobecną w naturze. W nić pająka wpadł jakiś drobny
owad, w ułamku sekundy pająk sporządził sobie z niego danie na obiad. Nad
łąkę przyleciało wielkie ptaszysko, które w ciągu kilku chwil "na naszych
oczach" pozbawiło życia kilkudziesiąt mrówek - tak jeszcze przed chwilą
ruchliwych...

Czy zwierzaki też mają "świadomość", że ich kruche życie kiedyś się skończy?
Tak jak nasze...?

Jeśli jednak tylko nam, ludziom, dana została ta "świadomość" właśnie, ta
możliwość refleksji, odczuwania lęku przed śmiercią, lęku przed faktem
skończoności naszego istnienia... - to uważam, że to cholernie
niespawiedliwe. DLACZEGO nam to zrobiono?

Być może ta świadomość ma nam pomóc w przeżyciu życia w sposób godny
("memento mori"), skłaniać nas do dostrzegania w nim piękna, dbania o
wartości... Być może..

Ale z drugiej strony ta świadomość potrafi nas paraliżować strachem,
zasłaniać wszystko "smugą cienia", cichutko sączyć się w nas, odbierając
radość przeżywania dnia codziennego, wciąż czaić się gdzieś pod powiekami,
gdy zasypiamy kończąc kolejny dzień, przybliżający nas do dnia naszego
odejścia w niebyt, naszego końca..?


Obserwuj wątek
    • heelpinka Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 04.08.06, 14:46
      mallutka napisała:


      >
      > Ale z drugiej strony ta świadomość potrafi nas paraliżować strachem,
      > zasłaniać wszystko "smugą cienia", cichutko sączyć się w nas, odbierając
      > radość przeżywania dnia codziennego, wciąż czaić się gdzieś pod powiekami,
      > gdy zasypiamy kończąc kolejny dzień, przybliżający nas do dnia naszego
      > odejścia w niebyt, naszego końca..?
      >
      >
      >

      ale dlaczego boisz się końca?
    • mallutka Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 04.08.06, 16:23
      Dlaczego boję sie końca?

      Bo coraz bardziej bierze we mnie górę "szkiełko i oko", a coraz mniej we mnie
      wiary z dawnych czasów, wiary, że JEST coś po śmierci... Im bardziej stykam się
      z medycyną, ze stanami, które dzieją się z ciałem (zupełnie poza świadomością -
      jak np. utrata przytomności na kilka sekund, która zdarzyła mi się niedawno,
      podczas której mnie "nie było", ani cieleśnie, ani "duchowo" - nic, biała
      plama...), coraz mocniej dociera do mnie, że być może jednak jesteśmy tylko
      bytem biologicznym. Wiązkami reakcji chemicznych, tkanek - a to, co
      nazywamy "duszą", "przeżyciami", to tylko bardzo skomplikowana maszyneria.
      Niezwykle genialna, ale tylko maszyneria, nic więcej.

      Dlatego boję się końca. Tego, że to właśnie będzie koniec. Chmury będą dalej
      płynąć po niebie, budynki stać na swoich miejscach, będą rodzić się miliony
      nowych ludzi, kochać się, przeżywać radości i smutki - ale mnie już nie
      będzie...

      Bardzo, bardzo chciałabym WIERZYĆ, że JEST coś jeszcze, że jest jakaś tamta
      strona - ale chyba czuje się trochę tak, jak opisuje to Różewicz w swoim
      wierszu "Bez":

      "Największym wydarzeniem
      w życiu człowieka
      są narodziny i śmierć
      Boga

      ojcze Ojcze nasz
      czemu
      jak zły ojciec
      nocą

      bez znaku bez śladu
      bez słowa

      czemuś mnie opuścił
      czemu ja opuściłem
      Ciebie

      życie bez boga jest możliwe
      życie bez boga jest niemożliwe

      przecież jako dziecko karmiłem się
      Tobą
      jadłem ciało
      piłem krew

      może opuściłeś mnie
      kiedy próbowałem otworzyć
      ramiona
      objąć życie

      lekkomyślny
      rozwarłem ramiona
      i wypuściłem Ciebie

      a może uciekłeś
      nie mogąc słuchać
      mojego śmiechu

      Ty się nie śmiejesz

      a może pokarałeś mnie
      małego ciemnego za upór
      za pychę
      za to
      że próbowałem stworzyć
      nowego człowieka
      nowy język

      opuściłeś mnie bez szumu
      skrzydeł bez błyskawic
      jak polna myszka
      jak woda co wsiąkła w piach
      zajęty roztargniony
      nie zauważyłem twojej ucieczki
      twojej nieobecności
      w moim życiu

      życie bez boga jest możliwe
      życie bez boga jest niemożliwe..."
      • zojkaojka Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 04.08.06, 23:04
        Piekny wiersz.Jest mi cholernie bliski.Ale poniewaz nie moge zyc bez wiary- ta
        mysl mnie dobija-walcze o nia.I choc czasem mysle ze to tchorzostwo,to i
        tak..."Chocbym kroczyl ciemna dolina zla sie nie ulekne bo Ty bedziesz ze mna"-
        powtarzam sobie jak mantre i z zazdroscia patrze na ludzi ufnej wiary , i
        wspominam wlasna niezachwiana z dziecinstwa...Tesknie...
    • mskaiq Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 05.08.06, 06:47
      Mallutka napisala
      >Bo coraz bardziej bierze we mnie górę "szkiełko i oko", a coraz mniej we mnie
      >wiary z dawnych czasów, wiary, że JEST coś po śmierci... Im bardziej stykam
      >się z medycyną, ze stanami, które dzieją się z ciałem (zupełnie poza
      >świadomością - jak np. utrata przytomności na kilka sekund, która zdarzyła mi
      >się niedawno, podczas której mnie "nie było", ani cieleśnie, ani "duchowo" -
      >nic, biała plama...), coraz mocniej dociera do mnie, że być może jednak
      >jesteśmy tylko bytem biologicznym.

      Mysle ze tak jest zawsze kiedy mierzysz zycie szkielkiem i okiem. Zawsze staram
      sie mierzyc go radoscia, przygoda ktora moze przyniesc. Nie szukam w nim
      smierci, szukam w nim zycia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • mania60 Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 05.08.06, 12:25
        Byłam bardzo blisko śmierci. Chorowałam na czerniakaIV stopnia .Dzisiaj jestem zdrowa i chce mi się żyć i wcale nie myślę o śmierci, chociarz w każdej chwili choroba może wrócić . Ale ja dopiero teraz widzę jak pięknie szumia drzewa w drodze do sklepu. Proza życia a jednak bogata ,piękna. Trzeba żyć do końca , kazdego dnia. A śmierć to dla mnie cisza i spokuj.Bez względu na to czy ON jest , czy nie.
        • heelpinka Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 05.08.06, 15:02
          mania60 napisała:
          widzę jak pięknie szumia drzewa w dr
          > odze do sklepu. Proza życia a jednak bogata ,piękna. Trzeba żyć do końca ,
          kazd
          > ego dnia. A śmierć to dla mnie cisza i spokuj.Bez względu na to czy ON jest ,
          c
          > zy nie.

          Wreszcie ktoś się ze mną zgadza.Dziękuje.
    • blanka_e Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 11.08.06, 10:04
      Śmierć bliskiej osoby i ból związany ze stratą jest prawdziwym krzyżem dla
      mnie. Bóg mi to daje, bo chce, żebym ufała Jemu bezgranicznie, żebym się na
      Niego zdała i zbliżyła sie doń. Wiem, że nie jestem panią swego życia, to On tu
      rozdaje karty, ale ponieważ się przyjaźnimy - nie są to dla mnie kiepskie
      karty, choć komuś mogłoby sie wydać, że są fatalne. I ufam, bo On daje mi tę
      łaskę, sama z siebie nie mam takiej mocy by wierzyć, to wszystko jest Jego
      łaską. W budowaniu mojej wiary bardzo pomogła mi śmierć mojego chłopaka, a
      potem moich kochanych Rodziców. Wiem, że oni istnieją nadal, a skoro oni
      istnieją to to przeżywane co roku w liturgii kościoła zmartwychwstanie Boże
      jest prawdą - doszłam do tego w taki chytry sposób, ale widać inaczej nie
      umiałam - mam za ciasny rozum. Ja dopiero wtedy uwierzyłam (w ten bardzo
      ludzki, niedoskonały sposób), że Chrystus zmartwychwstał, wcześniej - owszem -
      chodziłam do Kościoła i na pielgrzymki, modliłam sie i traktowałam Boga troszkę
      jak czarodzieja, który może tak zaczarować, że wszystko ułozy sie, jak tego
      sobie zyczę. I wtedy przyszedł cios-jego wypadek, smierć, moja samotność.
      Zrozumiałam co to znaczy zaprzeć się samego siebie, wziąć krzyż na swe ramiona
      i Go naśladować - pokornie i ufnie. Teraz uważam, że najważniejsze w zyciu
      religijnym są dwie sprawy: jedna to uwierzyć, że Chrystus zmartwychwstał, że
      nie umarł tak sobie i na tym koniec, a druga-uwierzyć, że istnieje szatan.
      Zdaje się, że Ojciec Pio powiedział takie słowa: nie jest sztuką uwierzyć w
      istnienie Boga, za to sztuką jest uwierzyć w istnienie szatana. Łatwiej nam
      ufać, że jest dobry i wybaczający Ojciec, który zawsze na nas czeka, niż w to,
      że jest szatan,który nami rządzi ile wlezie, którego sprawką jest wszelkie
      zwątpienie, rozpacz, czarnowidztwo, uporczywe szukanie i nie znajdowanie,
      wszelka dążność do tego by podwarzyć dogmaty wiary, by wciąż szukać
      wytłumaczenia, potwierdzenia i pewności, że Bóg istnieje, jednym słowem
      niepokój. Ilekroć coś takiego mnie dopada, jakaś złość lub rozpacz mówię: idź
      precz szatanie! i już mi lepiej... to może wygladać na średniowieczne
      odczynianie, ale ja wcale tym zwyczajem nie pogardzam, bo uwierzyłam ,że szatan
      istnieje. Często atakuje ludzi będących bardzo blisko Boga, np. świętych,
      zakonników, kler generalnie, ponieważ szatan jest inteligentny i przebiegły.
      Przecież ta zaciekłość, np. niektórych członków Radia Maryja to sprawka
      szatana. Przecież ci ludzie na pewno mają dobre intencje i szczere chęci być
      blisko Boga, ale szatan na to im nie pozwala i w rezultacie zamiast miłości
      chrześcijańskiej jest nienawiść, brak chęci dialogu z kimkolwiek kto chce
      prezzywac swoją wiare inaczej niż oni, ciszej, spokojniej a efektywniej -
      więcej działać , tj. czynić dobro i być radosnym przede wszystkim, bo wiara
      katolicka jest wiarą radosną i optymistyczną, a nie ponurą i zamknietą w
      ascetyczne formy.
      Sens wiary polega na tym, że nie mamy pewności. Gdybyśmy mieli pewność nie
      byłoby wiary, wiary nie tylko w Boga, ale w cokolwiek innego, nawet w to, że
      spotka mnie jutro coś dobrego, że człowiek na którym mi zależy odezwie się do
      mnie i tak dalej...pozdrawiam
    • tofik991 Re: Nie uważacie, że to niesprawiedliwe? 11.08.06, 14:32
      Sprawiedliwości na świecie nigdy nie było, nie ma i nie będzie!
      Dlatego uważam: _tak_, jest to niesprawiedliwe, że jedni są szczęśliwi, inni
      nie są; część z nas żyje krócej, część dłużej; wielu ludzi jest skrajnie
      biednych i wielu nieprzyzwoicie bogatych.
      I choć na niektóre czynniki warunkujące w/w opis nie mamy wpływu, to w
      konkretnym przypadku powinniśmy się skupić li tylko na tych, które są od nas
      zależne.
      Chcę przez to powiedzieć, aby starać się nie patrzeć w przeszłość i nie szukać
      czegoś, czego znaleźć się już nie da. Trzeba czerpać z doświadczeń,
      wyniesionych z przeżytych dni, a nie powinno się tkwić w przeświadczeniu, że
      wszystko co najlepsze jest już za nami.
      Kolejne etapy w życiu człowieka są bardzo ruchome i nieprzewidywalne. Nic nie
      jest w stanie tego zmienić. Nawet modlitwy pozostają bez echa.
      Dlatego proponuję, o ile to możliwe, maksymalnie skracać momenty naszej
      ludzkiej stagnacji, by nie tracić tak cennego czasu jaki pozostał nam do końca.
      Żyjmy dniem dzisiejszym i myślmy o przyszłości, korzystając ze wszelkich
      ziemskich uroków. Wspominajmy naszych zmarłych bliskich i uczmy się na ich
      błędach oraz swoich własnych.
      Ewolucja niech trwa!

      Pozdrawiam!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka