Dodaj do ulubionych

...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia...

15.11.06, 06:02

Na imię mam Bartek 4X skonczylem 28 wiosen byly to jednak najsmutniejsze
urodziny jakie mialem nie tak sobie wyobrazalem zycie...moj swiat zawalil sie
25VIII...a nic nie wskazywalo na to ze tak wszystko moze sie
potoczyc...24VIII mialem imieniny swietowalismy je razem z Agatka
przygotowala fantastyczna kolacje(swietnie gotowala)...czerwone
wino...swiece...kwiaty...rozmawialismy...na komodzie lezaly dewocjonalia
ktore przywiezli z rodzicami z Fatimy powiedziala zebym wzial sobie rozaniec
a ja na to nie bardzo wiem jak go odmawiac zreszta rozaniec odmawiac bedziemy
gdy bedziemy starzy zniadolezniali odpowiedziala mi..."wez nauczysz
sie..."teraz to najcenniejsza rzecz jaka mam...zasnelismy razem
przytuleni...tak minela nasza ostatnia noc razem...rano pojechalem zobaczyc
co tam w firmie, agatka zaczynala prace dopiero ok10 wiec obudzilem ja o
9telefonem jak zreszta zawsze robilem slowami wstawaj spiochu szkoda
zycia...wypilismy razem kawe szybkie sniadanie i rozjechalismy sie kazdy do
swoich obowiazkow...w trakcie dnia wiele razy dzwonilismy do siebie ustalajac
plan dzialania na week-end byla osoba ktora nieznosila monotonii i ciezko
bylo ja utrzymac w miejscu...postanowilismy ze pojedziemy do wroclawia(tam
studiowalismy ja zaocznie Agatka dziennie, od pazdziernika chciala zaczac
jeszcze jeden fakultet)zabierzemy jej siostre z chlopakiem i pojedziemy na
koncert do Bielawy...byl to kolejny festiwal ktory zaliczylibysmy tego
lata...tak wiec cieszylismy sie na mysl ze jedziemy w doborowym towarzystwie
dobrze sie bawic...Agatka siedziala obok mnie ja prowadzilem
samochod...jestem raczej doswiadczonym kierowcom w tym roku zrobilem 60tys km
a prawo jazdy mam od 11 lat...w czasie jazdy Agatka zamienila sie z
chlopakiem siostry miejscami...usiadla za mna...nigdy wczesniej tego nie
robila...ZAWSZE SIEDZIALA OBOK...pobladzilismy...musialem zawrocic...tak wiec
dojezdzam do skrzyzowanie patrze w lusterka wlaczam kierunkowskaz...chlopak
siostry patrzy na mape...zawracam...w tym momencie trace przytomnosc nie wiem
co sie dzieje...wydostaje sie z auta podbiegam do mojego aniolka caluje ja po
ustach i mowie ze wszystko bedzie dobrze ze bardzo ja kocham i zeby nic nie
mowila teraz wiem ze odeszla na mioch rekach...przyjechala karetka probowali
reanimowac...odciagneli mnie do innego ambulansu strasznie krwawila mi glowa
choc nie czulem kompletnie nic...nie dotarlo wtedy do mnie co sie
stalo...dopiero nastepnego dnia w szpitalu gdy okazalo sie ze w trojke
wyszlismy z tego dotarlo do mnie co sie stalo...chcialem odebrac sobie
zycie...ale to byloby zbyt latwe...moj Aniol jest w niebie a ja poszedlbym
prosto do piekla...
...mielismy jechac we wrzesniu na wakacje sami...tak bardzo cieszyla sie ze
nikogo nie zabieramy ze soba i bedziemy mieli wiecej czasu dla siebie podobno
chorwacja we wrzesniu jest piekna, gdyby nie bylo pogody mielismy jechac
dalej... grecja? az sie zrobi cieplo... tak mielismy swietowac czwarta
rocznice razem...mialem od pazdziernika przeprowadzic sie do wroclawia mam
tam mieszkanie...wybieralismy meble...ustalalismy jak pomalujemy pokoje...i
jak bedzie dobrze...Agatka smiala sie ze podjadam jej
Mercilon...rozgladalismy sie za pierscionkiem...myslalem ze sie oswiadcze w
swieta...bylo nam cudownie...teraz pozostala nicosc...przestalem pracowac,
rzucilem studia...jestem cieniem czlowieka ktorym bylem...szukajac sensu
istnienia blakam sie miedzy cmentarzem na ktorym czuje sie najlepiej a domem
gdzie zamykam sie u polykam ksiazke za ksiazka...ale ciagle sobie powtarzam
ze jakos to musi byc...


Obserwuj wątek
      • kropka991 czytam Ciebie 15.11.06, 08:07
        Myślę, że trzeba o strasznych uczuciach mówić (pisać). Tylko w taki sposób da
        się je przepracować, przeżyć, aby na koniec się z nich wyzwolić. I do tego
        potrzebni są inni ludzie. Czytam co piszesz, wczuwam się w Twoją historię,
        jestem o tą historię bogatsza i kiedyś to przeżycie przyda mi się w moich
        doświadczeniach. Z takich spotkań (w realu i tutaj) buduje się moje
        człowieczeństwo. Dzięki że napisałeś.
        • aniawx Re: czytam Ciebie 15.11.06, 21:10
          Bartolin ja co nieco napisałam do Ciebie w poście "Śmierć małżonka". Tu napisze
          Ci tylko tyle,że nie mów tak nawet, ze niepotrzebnie pisałeś to!! Bartolin
          uwiez mi, ze to pomaga. Pomodlę się za Ciebie, żebyś odnalazł z powrotem sens
          życia, żebyś wrócił do codziennych obowiązków i zebyś mógł odnaleźć spokój.

          Ania
          • zeng Re: czytam Ciebie 15.11.06, 22:23
            Dobrze, że napisałeś, nie żałuj tylko pisz co ci palce na klawiaturę przyniosą.

            Trzymaj się, nikomu nie jest łatwo, tu nikt nie jest twardy.

            zeng
            • ania77 Re: czytam Ciebie 17.11.06, 13:20
              Doskonale Cię rozumiem...przeżywam to samo po stracie ukochanego
              męża..przytulam Cię mocno,musimy to przetrwać,bo teraz-przynajmniej dla mnie-
              to nie jest życie tylko właśnie takie trwanie...Ja wierzę że nasi ukochani żyją
              nadal.I to mi daje resztki sił i nadzieję.
              Ania
              • ja_adam w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 18.11.06, 02:52
                młodzi małżonkowie, dachowanie, zakleszczony z tyłu widze jak zona traci
                przytomność, choc oboje wyszlismy cało nasze nienarodzone dziecko zmarło.
                Dobzre nam sie póxniej wiodło, jubilerka, póki nie propozycja ochrony, policja
                o tyle pomogła , że spalono nam firmę ktora była domem , tylko ja sie
                uratowałem, zona nie. spakowałem to co ocalało i pojechalem życ na dworzec
                krajowy pkp w warszawie, z wyczerpania trafiłem na zwirki i wigury (szpital),
                próbowałem zabic by miec za co żyć... tego samego dnia gdy sie na to
                zdeydowałem podeszla do mnie młoda dziewczyna i dala mi 100zł za wiersz który
                wlasnie wtedy pisalem leżac jak lump na dworcu. Rok później została moją żoną...
                Tego dnia gdy mialem osiągnąć totalne dno nie wiadomo skad 10 lat młodsza
                kobieta do żura...6 lat na walizkach i życie ryło mnie jak...uff
                pozdrawiam,
                resztka sił jest najwazniejsza!
                        • ja_adam Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 19.11.06, 20:33
                          choc nie wiem po co to pisze tak jak Ty sam nie wiesz co dalej i po co .
                          Dokładnie pamietam jak moje pole widzenia się zaweziło, gdybym wtedy miał takie
                          nastawienie jak teraz, to....wybuchłbym jak bomba atomowa.
                          W ciagu 1 roku, dosłownie udało mi sie od nowa założyć nową rodzinę, być na
                          porodzie rodzinnym i odbierać Wiktorka, nowy dom, nowa praca , nowe życie.

                          JESTEM PEWIEN ze i ty masz w sobie siłę powołac do zycia kazde marzenie!
                          Ale tylko ty sam musisz sie na to zdecydować, bo wraz ze smutkiem muszą odejśc
                          i tych których kochalismy a gdy to nastapi i tak będą naszą częścią.
                          • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 19.11.06, 21:02
                            Adam dwa miesiące minęło jak "odszedł" ode mnie mój kochany narzeczony. Nie
                            powiem, że jest mi łatwo, że nie tęsknię, ale wydaje mi sie, ze trzymam się
                            nieźle. Ale CIebie podziwiam nadwyraz!! To co piszesz jest bardzo
                            pokrzepiające, wszyscy tu powinniśmy iść Twoimi śladami, ale pewnie nie
                            potrafimy:( Ja póki co nie wyobrazam sobie życie z kims innym niż Patryk!!
                            Jeszcze raz wyrazy wielkiego podziwu!!
                            Pozdrowienia dla rodziny:)
                            ANia
                            • bartolin1978 Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 08.12.06, 13:06
                              ...co to bedzie w te ŚWIĘTA....JAKIE ŚWIĘTA??

                              to list ktory napisała MOJA AGULINKA TRZY LATA TEMU...
                              schowała u mnie w pokoju zeby Swiety Mikołaj znalazl...

                              List do Świętego Mikołaja

                              Kochany Mikołaju mam kilka życzeń na to Święto, choć wiem, że nie jesteśmy
                              grzecznymi dziećmi. Wiem też że jesteś dobry, hojny i łaskawy i nad nami
                              ulitujesz się.
                              Pierwsza moja prośba to to, aby Bartuś zdał swój egzamin w czwartek i żeby już
                              się nie smucił, ani on ani jego rodzice.
                              Druga prośba to to żebyś mi pomógł na moich sprawdzianach w szkole i żebym ja
                              też wszystko pozaliczała.
                              Wiem wiem, że to i tak już dużo, ale na to Święto przygotowałam długą listę, bo
                              wiem że kochasz wszystkie dzieci nawet te złe.
                              Chciałabym żebyś sprawił, żebym z moim Bartusiem się nigdy nie kłóciła
                              i „żebyśmy” zostali razem do końca życia.
                              Jeszcze żeby Bartusiowi dobrze w szkole szło i nie zapomnij że mi też.
                              A na Święta dużo prezentów pod choinkę i dużo śniegu.
                              Kochamy Cię Św Mikołaju i nie możemy się doczekać tych wszystkich prezentów, bo
                              wiemy że nas też kochasz.
                              A z okazji Twoich imienin 6 grudnia wszystkiego naj i 100 000......lat życia

                              Agatha

                              BOZE JAK MI JEJ BRAKUJE

                              (*)KOCHAM CIE AGATKO I TESKNIE.....
                              • hope13 Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 08.12.06, 21:28
                                Bartku,
                                to będą moje drugie święta bez Rafała a pierwsze bez Taty. Mama oczywiście
                                przygotuje kolację wigilijną, ale nie będzie choinki i radosnego nastroju. Mam
                                nadzieję, że święta się szybko skończą. Nie lubię świąt i generalnie dni
                                wolnych od pracy a kiedyś na nie czekałam z utęsknieniem.
                                • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 09.12.06, 17:42
                                  Witam Was,
                                  A ja dziś kupiłam choinke i bombki i łańcuch i szopke i to wszystko dla Patryka
                                  na grób. Chce żeby miał ślicznie na Święta i żeby poczuł, ze to Święta i żeby w
                                  końcu cieszył się ze Świąt, bo On nie lubił Świąt:( (zawsze spędzaliśmy je
                                  zawsze osobno, bo ja mam rodzinę ponad 100 km od Niego, wiec tyko pod koniec
                                  sie widzieliśmy, a On siedział w zasadzie sam w domu i nie znosił tego czasu).
                                  Wiec teraz muszę Mu pokazać, ze Święta są wesołe i miłe i odwiedzę Go w Święta
                                  i będe z Nim je spędzać, bo w tym roku rodzina do mnie przyjeźdza:)) No i będę
                                  mogła do Niego jechać:))) Już sie nie mogę doczekać tych naszych wspólnych
                                  Świąt:)) To że Go nie ma nie jest bardzo smutne, ale mam nadzieje, ze mi sie
                                  przyśni:))
                                  Kocham Cię Miśku i pamiętaj, ze jesteś dla mnie BOHATEREM!!!!
                                  Ania
                                    • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 10.12.06, 16:07
                                      Witaj Zeng. Cieszę sie, ze sie odezwałes, bo już sie bałam o Ciebie! Mam
                                      nadzieje, ze jakoś sobie radzisz!! Daniel Tobie tez życze żeby Święta były dla
                                      Was radosne na swój sposób. Wiem, ze ciężko będzie, ale Daniel, pamiętaj, ze
                                      Ania będzie tam z Wami!! I może też Ci sie przyśni.
                                      Pozdrawiam ciepło
                                      Ania
                                      • bartolin1978 Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 22.12.06, 10:56
                                        wiecie...trzese sie na sama mysl o swietach...
                                        ...moze wszyscy zapomna?
                                        ...sniegu nie ma...
                                        Agatki nie ma...przynajmniej nie na tej plaszczyznie na ktorej chcialbym zeby
                                        byla...
                                        ...przychodzi czasem do mnie w nocy we snie...ciesze sie ze sa to w miare
                                        spokojne sny a nie jedne z tych cmentarnych koszmarow...
                                        ...moze jutro zasne i obudze sie juz w Nowym Roku?


                                        NIE WYOBRAZAM SOBIE TYCH SWIAT BEZ CIEBIE MALENKA
                                        ...
                                        • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 22.12.06, 11:36
                                          Bartek jest Ci ciężko jak każdemu z nas. Chyba wszyscy na tym forum chcieli by
                                          już styczeń... Ale niestety prawda jest tak, ze obudzisz sie i będzie wigilia,
                                          Boże Narodzenie itd. A Ty będziesz musiał jakos przebrnąć w te dni, jak mi to
                                          napisałeś, musimy się gimnastykować jeszcze w tym życiu (bardzo mi sie to
                                          określenie spodobało:)) Wiec lekkiej gimnastyki Ci życzę!
                                          Trzymaj się ciepło,
                                          Ania
                                          Ps. Ja położyłam na grobi Patryka taki tekst:

                                          A nadzieja znów wstąpi w nas,
                                          Nieobecnych pojawią się cienie,
                                          Uwierzymy kolejny raz,
                                          W jeszcze jedno Boże Narodzenie.

                                          I choć przygasł świąteczny gwar,
                                          Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,
                                          Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
                                          Wbrew tak zwanej ironii losu.

                                          Przyjdź na świat,
                                          By wyrównać rachunki strat,
                                          Żeby zająć wśród nas,
                                          Puste miejsce przy stole.
                                          Jeszcze raz
                                          Pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,
                                          I zapomnieć, że są,
                                          Puste miejsca przy stole.

                                          Daj nam wiarę, że to ma sens,
                                          Że nie trzeba żałować przyjaciół,
                                          Że gdziekolwiek są - dobrze im jest,
                                          Bo są z nami, choć w innej postaci.

                                          I przekonaj, że tak ma być,
                                          Że po głosach tych wciąż,
                                          Drży powietrze,
                                          Że odeszli po to, by żyć,
                                          I tym razem będą żyć wiecznie.

                                              • bartolin1978 Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 27.12.06, 08:06
                                                Witajcie

                                                ...Koszmar a nie Święta...chociaz nie jednak nie...nie bylo zadnych swiat(z
                                                malej litery) bo nie bylo co swietowac...

                                                Jak pomysle sobie ile cierpienia i w jak wielu domach jest w trakcie swiat to
                                                ciarki przechodza po plecach ...

                                                w wigilie wlaczam telewizor a tam statystyka..na naszych drogach zginelo przez
                                                dwa ostatnie dni 56 osob!! co jest?...swiat zwariowal...
                                                • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 28.12.06, 23:09
                                                  WItaj Bartku. Masz rację co do tego, ze w wielu domach to wcele nie sa wesołe
                                                  Święta. To że świat zwariował, tez masz rację. Tylko wydaje mi się, ze sami
                                                  powodujemy to "zwariowanie".:( Niestety, ludzie sami sobie szkodzą i w zasadzie
                                                  nie można tu nikogo obwiniać. Po prostu tak się toczy świat...
                                                  Mam nadzieje, ze kiedyś to się zatrzyma i będzie lepiej.
                                                  Tobie życze lepszego 2007 roku.
                                                  Pozdrawiam serdecznie
                                                  Ania
                                                  • bartolin1978 Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 03.01.07, 11:19
                                                    Wiecie....zawsze chcialem nauczyc mojego Kociaka przystosowywac sie do
                                                    zmianiajacej sie sytuacji...byla dosc nerwowa osobka wiec kazda zmiana planow
                                                    byla nie do przyjecia...ja tlumaczylem ze nie zawsze jest tak jak sobie tego
                                                    chcemy i musimy czesto dostosowac sie do zmieniajacej sie sytuacji...
                                                    ....:( masakrrr jak moglem tlumaczyc cos czego sam teraz nie moge pojac i z
                                                    czym nie moge dac sobie rady...

                                                    ..tak bardzo mi Ciebie brakuje...tylko nie dac sie zwariowac...

                                                    wrocilem do pracy musze sie czyms zajac...tylko coz mi z tego wszystkiego bez
                                                    Kota mojego...powtarzalem ciagle ze zyje aby byla szczesliwa...

                                                    ...mam straszny dolek dzisiaj wyjatkowy atak...
                                                    poprzedni rok byl straszny az boje sie co mi sie przytrafi w tym roku...choc
                                                    wiem ze ludzi dotyka wieksze nieszczescie...to jednak nie wiem jak radzic sobie
                                                    z samym soba...wiec zostalismy w trojke Ja Sam ze Soba...jakos musimy dac sobie
                                                    rade...przelknac te gorycz i niesc ten krzyz...
                                                  • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 03.01.07, 17:51
                                                    Ej Bartek Ty egoisto, a my to co?? Nas to juz nie bierzesz pod uwagę - Ty Sam
                                                    ze Sobą, no nieźle to okresliłeś!! Normalnie czuję sie urażona!!:))
                                                    Bartek wiem, że jest Ci ciężko. Wiesz strasznie załuję, ze nie potrafisz Sam od
                                                    Siebie się uczyć. Wydaje mi się, ze siedzisz w takim swoim świecie cierpienia i
                                                    nie dopuszczasz do niego tego drugiego świata - świata nadzieji i radości!! Co
                                                    zrobić zebyć go odkrył na nowo??? Może będe w stanie jakoś Ci pomóc?
                                                    Kurcze przez Was tu obecnych "smutasów" czuję się jak jakiś psychol!! Mam
                                                    wyrzuty sumienia, że byłam na Sylwestra i fajnie się bawiłam, ze chodze do
                                                    znajomych na imprezki i że stram sie uśmiechac jak najwięcej. Albo coś ze mną,
                                                    albo z Wami jest coś nie tak!
                                                    Bartek postaraj sie choć trochę w to swoje zycie wnieść radości!! Agatce
                                                    Twojemu Kotkowi jest tam smutno jak patrzy na Ciebie. Uśmiechnij sie do Niej
                                                    choć raz dziennie, a nie mów Jej tylko jak Ci jest źle. Głowa do góry!!!
                                                    Wierzę w Ciebie!!
                                                    Pozdrawiam
                                                    Ania
                                                  • alrada Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 03.01.07, 21:25
                                                    Aniu tylko czasem nie miej wyrzutów sumienia, o ktorych wspominasz.
                                                    Twój Anioł by tego nie chciał i dobrze o tym sama wiesz. Swoją drogą każdy
                                                    chyba inaczej reaguje na smierć kogoś bliskiego. Tyle, że zasklepianie w smutku
                                                    do niczego dobrego nie prowadzi. A tęsknota, cóż ona nam będzie juz towarzyszyć
                                                    do końca naszych dni. Dlatego tak cenne sa wspomnienia i wszystko co z nimi
                                                    związane. Tego co w sercu, pamięci nikt nam nie odbierze. I sądzę, że ci nam
                                                    tak bliscy, którzy odeszli nie chcieliby widzieć jak cierpimy z tego powodu.
                                                    Pozdrawiam.
                                                    Ola
                                                  • bartolin1978 Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 04.01.07, 06:56
                                                    Droga Aniu
                                                    Moze podchodze egoistycznie a moze to tylko iluzja? nie wiem...wiedz ze mysle o
                                                    Was o Nas wszystkich...
                                                    ...czasem mam taki dzien ze AUAAAAAA...nie bardzo mam z kim porozmawiac i nie
                                                    zawsze wiem co robie... staram sie jakos pozbierac ale czesto ma to zupelnie
                                                    odwrotny skutek...
                                                    ...ciagle sobie powtarzam ze wszystko bedzie dobrze bo musi byc!!!ciagle nad
                                                    tym pracuje..ale swieta i nowy rok wykonczyly mnie psychicznie...
                                                    POZDRAWIAM
                                                    Bartek
                                                    ...Bóg nie zdejmuje ciężarów...wzmacnia tylko plecy...
                                                  • aniawx Re: w skrócie bo to co pomiędzy jest gorsze 05.01.07, 18:22
                                                    Drogi Bartku, wiem ze jest Ci bardzo cięzko, ciesze sie że wróciłes do pracy,
                                                    może to pomoże Ci przetwać ten smutny okres. Bartek może wyjdz gdzieś ze
                                                    znajomymi na miasto, pogadaj sobie z ludzmi - to naprawde pomaga. Nie zamykaj
                                                    sie w domku po pracy i nie wchodz w świat książek. ZAcznij przebywać z ludzmi!!
                                                    Mam nadzieje, ze ten Nowy Rok będzie czasem, w którym inaczej spojrzysz na
                                                    życie.
                                                    Pozdrawiam
                                                    ANia
      • bartolin1978 Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 24.04.07, 20:05
        ...dokladnie tak jest dni leca...bol nie mija...
        ...jestem tu codziennie tylko nie mam odwagi ostatnio pisac...
        ...bo nie bardzo mam o czym pisac...zacialem sie...nie radze sobie
        ostatnio...najchetniej spakowalbym plecak i podryfowal w swiat bo tu nie trzyma
        mnie juz nic...niby szkola niby praca ale wyje jak maly bobr bo stracilem
        wszystko na czym zalezalo mi w tym zyciu...
        wiesh dryfujacabezcelu dzis mija dwiescie43 dzien czas powoli zatacza kolo
        znowu jest wiosna w tydzien zrobilo sie zielono i cieplo a mam wrazenie ze i ja
        dryfuje...bez celu...mowili ze potrzeba czasu...o tak potrzeba tylko ze czas to
        pojecie wzgledne i tak naprawde to zatrzymal sie w miejscu dla wielu z nas i
        mam wrazenie ze dla wielu tez strasznie szybko biegnie..nie wiem co jest
        lepsze...
        tylko dlaczego nas takie zeczy spotykaja?
        nie wiem
        ale mam nadzieje ze kiedys sie tego dowiemy...
        3maj sie cieplo
        Bóg nie zdejmuje cieżarów,
        wzmacnia tylko plecy...
        • natka81 Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 25.04.07, 11:11
          Witaj Bartku, właśnie przeczytałam Twój wątek i jakoś oczy strasznie mi się
          spociły...Rozumiem cię chociaż nie straciłam swojego chłopaka, a tatę i siostrę
          w ciągu 13 miesięcy - zmarli na raka tata umierał na moich rękach, miałam ten
          cholerny czas i musiałam patrzeć nic nie mogąc poradzić na ich cierpienie, to
          Cholernie boli....
          Przytulam Cię mocno bo poczułam że jesteś mi strasznie bliski pomino, że się
          nie znamy, gdy będzie Ci żle pisz, ja też tu będę...
        • dryfujacabezcelu Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 26.04.07, 09:19
          wszyscy Bartku musimy nauczyć się żyć samotni i nieszczęśliwi... to nie jest
          łatwe, czasem mi sie wydaje, że wręcz niemożliwe.... może dlatego, że jest to za
          świeże dla mnie, dlatego nie potrafię spojrzeć w przyszłość... boję się
          samotnego jutra, a co dopiero przyszłości.... dlaczego nam zostawili takie
          piekło tu na ziemi?? nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem...

          Aniu, ja może sekundę straciłam na myśleniu, że daję radę i dam radę - tylko
          sekundę i aż sekundę...

          Danielu... dołujesz ale w pozytywny sposób... mnie rozmowy z Tobą pomagają...
          nawet takie.... dziękuję....
          • kacha214 Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 26.04.07, 13:06
            Czasem jak widzę szczęśliwe pary to myślę, dlaczego m musimy nauczyc się żyć
            bez osoby którą kochamy, dlaczego my musimy tęsknić i to nigdy się nie skończy,
            bo oni nie wrócą, a dlaczego inni są szczęśliwi??!!!! Co my takiego
            zrobiliśmy,że też nie możemy mieć takiego szczęścia, czy to za wiele??..
            • dryfujacabezcelu Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 26.04.07, 14:14
              Ja też nie mogę znieść widoku par.. rodzin... tatusiów bawiących się ze swoimi
              dziećmi, pchającymi wozki..... moje dziecko nigdy nie pozna swojego taty... jak
              przyjdzie na świat minie prawie pół roku od Jego śmierci... dlaczego to
              wszystko takie okrutne..? nie mam pojęcia.... i dalabym się zabić gdyby tylko
              mógł być ze mną.... mnie niewiele zabrakło... decyzja była bardzo łatwa...
              tylko wtedy byłabym modercą własnego dziecka... dzięki temu, że mam Jego serce
              pod swoim - żyje... gdyby nie to już dawno byłabym z Nim....
                  • kacha214 Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 26.04.07, 17:16
                    nie będziesz skazana na samotne życie, masz dziecko....Wiesz właśnie w nim
                    zobaczysz to za czym tak tęsknisz...A ja nigdy tego nie zobacze.Tak szczerze to
                    też bym chciała strasznie mieć z Piotrkiem dziecko...Ale my byliśmy za młodzi
                    mieliśmy po 20lat, myśleliśmy że całe życie przed nami, na wszystko był czas a
                    jednak ten czas mieliśmy wyliczony....Teraz ja miałam urodziny i spędziłam je
                    sama, niedługo będą urodziny Piotrka, chciałam dać mu wyjątkowy
                    prezent...Zawsze myślałam,że młodość jest piękna, w moim przypadku jest okropna
                    a każdy dzień to koszmar!!!
                    • aniawx Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 26.04.07, 19:30
                      Przeraża mnie to jak Wy sie nawzajem dołujecie:(( To jest straszne!! Jak to
                      czytam to normalnie łapie doła, na szczescie zaraz uzmysławiam sobie, ze jednak
                      u mnie nie ma takiego myślenie i nie dam się w to wkręcić. Ja cały czas myśle o
                      przyszłości, planuję zakup mieszkania, zmieniam od maja prace, ide jutro na
                      imprezkę moja pożegnalną w starej pracy (o to ostani dzień w starej pracy:), w
                      sobote ide na panieński, a za tydzień na wesele:)))) Ciesze się z każdej danej
                      mi chwili, a Patryka wspominam bardzo często i bardzo wesoło. DObrze mi z tym i
                      nie będe sie dołować.
                      Wam już nie wiem co mam pisać, bo jest Was zbyt wiele... przydałaby mi sie tu
                      osoba, która pomogłaby mi pokazac Wam, ze świat nie jest wcale taki straszny!
                      A w życiu co ma być to będzie choćby nie wiem co... Nauczyłam sie z tym zyć i
                      brać wszystko co mi daje życie - to dobre i to złe.
                      Dużo siły i więcej optymizmu życze!!!!!!!!!!

                      Ania
                      • blanka_e Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 27.04.07, 11:29
                        Aniu! to wspaniałe, że tak dobrze sobie radzisz ze swoim bólem po stracie
                        chłopaka, że masz w sobie tyle energii i optymizmu. Widzę, że starasz się
                        tym "zarazić" wszystkich smutnych forumowiczów. Ale musisz zrozumieć, że nie
                        wszyscy tak mają jak Ty. Musisz to uszanować. Każdy jest indywidualnością i
                        przeżywa swój ból na swój sposób i radzi sobie z nim jak tylko potrafi
                        najlepiej, na miarę swoich własnych możliwości (wierzę, że tak jest). Uwierz,że
                        nikt tu specjalnie sam się nie dołuje. Myslę, że to forum pozwala "wypłakać
                        się", a wiadomo, że jak się czlowiek wyżali, popłacze - to mu lżej. Ja wierzę,
                        że to forum jest kołem ratunkowym dla ludzi osamotnionych po smierci swoich
                        bliskich. Piszesz:
                        > normalnie łapie doła, na szczescie zaraz uzmysławiam sobie, ze jednak
                        > u mnie nie ma takiego myślenie i nie dam się w to wkręcić.

                        Ależ Aniu! To forum jest smutne. Pozwól ludziom opisywać swoje smutki, jeśli
                        czują potrzebę pisania o nich na forum. A ciebie zapraszam na forum humorum.
                        Ból po stracie bliskiej osoby przechodzi metamorfozę - u jednych następuje to
                        szybciej a u innych wlecze się nieraz całymi latach. I nic się na to nie
                        poradzi. Trzeba, by każdy miał wolę osiagnięcia takiej metamorfozy, ale ona nie
                        nastąpi za dotknięciem czarodziejskiej różdżki u kogoś, kto jest choć troszkę
                        słabszy psychicznie od np. Ciebie. Nic na siłę. Zduszenie w sobie bólu (wbrew
                        swojej psychice i wrażliwości) może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

                        Życzę wszystkim, by jak najszybciej osiagnęli stan podobny do Twojego i już nie
                        potrezbowali tego forum by na nim pisać o swojej stracie, a zagladali tu
                        jedynie po to, by innych "wysłuchać".

                        • zeng Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 27.04.07, 15:08
                          "Wejście Blanki 2 - ostateczna rozgrywka" :)

                          Ja tam podziwiam Anię, że ma siłę nie tylko, żeby uśmiechać się do swojego
                          ukochanego patrząc w niebo ale jeszcze obdarowywać nas tym uśmiechem. Nie
                          uśmiecham się patrząc w niebo i nie dam się zarazić, ale jestem Ani bardzo
                          wdzięczny za próby pomocy nam wszystkim i ją za tą siłę podziwiam.

                          Poza tym nieprawda, że nikt się specjalnie nie dołuje tutaj :) Ja nienawidzę
                          tych lepszych dni, zielonej wiosny, pastelowego świata i zawsze kiedy wraca mi
                          kolorowe widzenie to łapię za zdjęcia, listy, ślubne pamiątki... Efekt jest ...
                          pożądany ;)

                          Z resztą się niestety zgadzam, z tym, że to smutne forum i że może nigdy
                          niektórzy się nie pozbierają...
                          • kacha214 Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 27.04.07, 21:08
                            Ania chce wszystkich pocieszyć,chce dać nam nadzieję na to,że kiedyś będzie
                            lepiej...Teraz mam akurat nawet dobry humor a wiecie dlaczego, bo niedawno
                            byłam na cmentarzu u Piotrka lubię Go odwiedzać tak samo jak on lubił jeździć
                            do mnie a potem byłam u niego w domu, u jego rodziców, dawno tam nie byłam,
                            chyba miesiąc myślałam że będzie mi łatwiej jak nie bedę tam jeździć a to
                            nieprawda, łatwiej mi kiedy tam jeźdżę, wspominamy Piotrka...Jego mama mi o nim
                            opowiada, ja też jej mówię swoje wspomnienia i choć często przy tym płaczemy to
                            obie jesteśmy bardzo szczęśliwe bo jesteśmy kobietami które Piotrek KOCHAŁ
                            NAJMOCNIEJ..Mi jest bardzo ciężko ale kiedy patrzę na jego mamę to nawet nie
                            mogę sobie wyobrazić jej bólu bo stracie dziecka.I wiem że muszę dać radę i
                            pomóc też jej, odwiedzać ją, żeby wiedziała,że jej syn kochał dobrego
                            człowieka,żeby wiedziała,że Piotrek był naprawdę szczęśliwy, że umarł ale
                            SZCZĘŚLIWY!!!!!
                            • dryfujacabezcelu Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 27.04.07, 21:56
                              mogę się z wami czymś podzielić....? dzisiaj dowiedziałam się, że serce mojego
                              Marka, które noszę pod swoim sercem jest dziewczynką... uśmiech pojawia się na
                              twarzy z radości, a po policzkach płynie morze łez, bo musiałam Mu powiedzieć o
                              tym na cmentarzu....... ale przecież On wie....... wiedział od początku..........
                                • aniawx Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 28.04.07, 11:17
                                  Blanka wiem, ze ludzie różnie przeżywają stratę bliskiej osoby... Ale ja
                                  chciałbym widzieć, ze Wy pomału sobie z tym radzicie, a tu niestety coraz
                                  większe doły widze:((
                                  Zeng, Kasiu - dziękuję Wam za słowa obronne dla mojej osoby:))) No bo ja
                                  naprawdę chcę, zebyscie byli szczesliwi... Nie mogę i nie umiem wpłynąc na Was
                                  jakoś szczególnie, nie mogę Wam dać na siłę szczęścia, ale mogę pisac, ze to
                                  nie jest takie straszne, że jest poza tym inne - radosne życie, tylko musicie
                                  CHCIEĆ go odkryć. I tak jak pisze Daniel - jak mam myśli bardziej radosne, to
                                  zaczyna sie dołować!! A ja nie umiem tego zmienić:((
                                  Dryfującabezcelu - strasznie się cieszę, ze bedziesz miała dzidzisia:))) Moja
                                  Droga, anwet nie wiesz jaką Ona będzie Królewną!! Wiem, ze to przykre, ze jej
                                  Tatuś nie dożył jej narodzin, ale jestem pewna, ze cieszy się jak wariat, że
                                  zostawił tu po sobie taką śliczną póki co małą istotkę i że będzie się nią
                                  opiekował bardzo bardzo bardzo...
                                  Modle się za Was, zebyście spojrzeli inaczej na swiat i liczę na to, ze kiedyś
                                  napiszecie mi, ze jest dobrze...

                                  Ania
                          • blanka_e Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 02.05.07, 12:01
                            zeng jesteś złośliwy w stosunku do mnie?
                            nie rozumiem takiej reakcji, bo ja nikogo nie zamierzałam swoim postem
                            atakować.
                            Ale jeśli tak ktoś to odebrał - to przepraszam. Także podziwiam Anię za jej
                            siłę i wyraziłam to. Ale trochę mnie zirytował jej post. Gdy to przeczytałam
                            poczułam się trochgę zdezorientowana, że jest ze mną coś nie tak, że może się
                            za bardzo roztkliwiam ,że jestem przewrażliwiona... Ale koniec końców mam do
                            takiego stanu psychicznego prawo, bo w przeciągu ostatnich sześciu lat
                            straciłam trzy ukochane osoby. Wciąż jestem w żałobie i dopiero powolutku uczę
                            się na nowo cieszyć się życiem. Nie lubię jak mnie ktoś pogania. Mam swoje
                            tempo. A poza tym to że tkwię w smutku, z lękiem patrzę w przyszłość i trudno
                            mi pomysleć choćby o włożeniu kolorowego ubrania jest ode mnie niezależne.
                            Piszesz:
                            > Poza tym nieprawda, że nikt się specjalnie nie dołuje tutaj :) Ja nienawidzę
                            > tych lepszych dni, zielonej wiosny, pastelowego świata i zawsze kiedy wraca
                            mi
                            > kolorowe widzenie to łapię za zdjęcia, listy, ślubne pamiątki... Efekt
                            jest ...

                            nie o to mi chodzi że Ty się sam pogrążasz. Ja też rozgrzebuję swoje rany - bo
                            to mi paradoksalnie pomaga. I uważam że takie dołowanie się jest zupełnie
                            niezależne od nas samych - to trwa czy tego chcemy czy nie i dopadło nas tak
                            samo nagle jak nastąpiła śmierć naszych bliskich.

                            Wiem, że wszyscy się kiedyś pozbieramy. Tylko że każdy w swoim czasie.

                            • zeng Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 02.05.07, 20:38
                              absolutnie blanka nie jestem nawet w najmniejszym stopniu złośliwy,
                              przepraszam, jeżeli tak to zabrzmiało

                              naprawdę myslisz, że się pozbieramy wszyscy czy masz tylko taką nadzieję ?

                              ja prawdę mówiąc po swoich "postępach" w żałobie coraz bardziej wątpię żebym
                              kiedykolwiek się pozbierał... nie powiem, żeby mi to nie odpowiadało, mimo, że
                              źle mi samemu żyć to nie śpieszy mi się do końca żałoby...
                              • blanka_e Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 04.05.07, 08:25
                                dobra dajmy sobie spokój, wszyscy jestesmy trochę "niezrównoważeni" :)
                                Ale WIEM, że się pozbieramy.
                                Zeng, ile minęło od smierci Twojej żony? raptem pare miesięcy... to strasznie
                                niewiele, choć Tobie może sie to wydawać wiekiem. Zresztą w żałobie nie ma
                                jakiejś cezury czasowej. Każdy jeden człowiek, jak to napisałam wcześniej, ma
                                swoje tempo, swoją wrażliwość w obszarze której przezywa swoją stratę. Nikogo
                                nie da się podciagnąć pod przykład z podręcznika. Ty po prostu do końca jeszcze
                                nie wierzysz w to, że Jej nie ma. Zauważyłam, że jesteś niesamowicie wrażliwym
                                człowiekiem. Na tym forum jesteś chyba jedynym facetem który stracił żonę.
                                Wiąże Cię z nią na pewno wiele a przede wszystkim wiąże Was dziecko. Myślę, że
                                jest Ci tym trudniej stanąć do pionu. Rozumiem Twoje zapędy masochistyczne do
                                rozdrapywania ran :) sama się tak maltretowałam i to był mój intymny świat, w
                                którym nikt nie mógł uczestniczyć. Ja się w tym dobrze czułam. Sama
                                przeciągałam żałobę w czasie, bo czułam, że tylko w ten sposób mogę
                                jakoś "ożywić" Grzegorza i przedłużyć żywotność naszego związku. To było tak
                                jakbym go trzymała jeszcze za rękę. Bo nie przyjmowałam tej narzuconej przez
                                okrutny los samotności, buntowałam się przeciwko temu przeznaczeniu. Ale
                                przyszedł taki moment, że życie się o mnie upomniało, doszedł do głosu
                                racjonalizm i spojrzałam na wszystko innym okiem i doszłam do wniosku, że ten
                                mój zbudowany świat z duchem grześka w roli głównej jest infantylny- uwierz mi
                                ten moment przychodzi!!!to jest bardzo bolesne odkrycie, to jest tak jakbyś był
                                małym chłopczykiem i po okresie bycia tylko z mamusią nagle MUSIAŁ iść do
                                przedszkola do obcych i pokazać, że jesteś juz duży i samodzielny. Ale po
                                pewnym czasie jakoś się w tym nowym układzie odnajdujesz. A Twoja żona zawsze
                                bedzie miała mieszkanie w Twoim sercu, to oczywiste.
                                Na wszystko przyjdzie pora zeng, na 100%. Bądź spokojny.
    • vesper.lynd Re: ...tylko przykryj mnie szeptem na koniec dnia 05.05.07, 21:15
      Kochani!
      Jestem tu nowa i znam Was jedynie z kilku postów, ale to wystarczy by poczuć
      więź jaka nie łączy mnie z większością moich "realnych" przyjaciół.
      Mój Najukochańszy Łukasz odszedł nagle 13 dni temu. Byliśmy razem niecałe 4
      lata, 2 lata mieszkalismy ze sobą. We wrzesniu wyjechał za granice na
      szkolenie, wrócił równo 3 tygodnie temu i nie mieliśmy czasu żeby się soba
      nacieszyć i powiedzieć te najważniejsze rzeczy... Wszystkie plany, te nabliższe
      na majówkę i te na "za kilka lat", planowanie wyjścia do kina na najnowszego
      Allena i planowanie dzieci - wszystko runeło i zepchnęło mnie w przepaść.
      Spadam w dół, to "dopiero" 13 dzień, a czuję jakby wieczność.
      Przez całe 13 dni wspieraliśmy sie z dwójką najbliższych mu osób - Jego
      rodzicami, na przemian płakaliśmy i śmialiśmy się wspominając różne historie.
      Niestety dziś rodzice wyjechali (mieszkają za granicą) i jest mi bardzo ciężko,
      wiem, że Im też. Ból rodzica a ból narzeczonej to zupełnie dwa inne wymiary
      bólu, ale przez to, że kochamy tego samego człowieka daliśmy sobie duże
      wsparcie. Nie umiem funkcjonować. Są momenty pozornie totalnego spokoju i
      otępienia, są totalne doły i wycie, cały czas jest bezradność i bezsens
      wszystkiego dookoła. Mogłabym się zabić, ot tak po prostu, tylko po to żeby z
      Nim być, ale wiem, że Łukasz nigdy by na to nie pozwolił i by mi tego nie
      darował. To jedyne co trzyma mnie przy życiu. Wiem, że mam tu do załatwienia
      kilka rzeczy i że potem się spotkamy.
      Dwa dni po odejściu Łukasza śniło mi się, że gryzę kamienie. W śnie podniosłam
      kamień z drogi, niczym w jabłko wbiłam w niego zęby i zaczęłam gryźć. Mimo, że
      niezbyt przyjemny sen, dodał mi trochę odwagi - tylko bardzo silni i wytrzymali
      ludzie potrafią rozgryzać kamienie i nie połamac sobie przy tym zębów!
      Uwierzyłam w swoją siłę, choć to i tak marne pocieszenie. Oddałabym wszystko,
      żeby mieć Mojego Najdroższego z powrotem.
      Jestem z Wami myslami i całym sercem, Bartku, Aniu, Blanko, Danielu, Haniu,
      dryfujacabezcelu (wybacz jeśli przekręciłam) i cała reszto. Nie opierajmy sie
      emocjom, wierzmy, że predzej czy później nadejdą jeszcze piekne chwile.
      Proszę piszcie do mnie, jestem na tym forum codziennie.
      Poki co życzę wszystkim spokojnej nocy, snu, który przyniesie odpoczynek i
      spokojnego niedzielnego poranka. Sobie także tego zyczę.
      Ania

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka