Dodaj do ulubionych

w żałobie, jak sobie radzić z ludźmi naokoło

08.06.09, 22:54
to już 6 tygodni i zewnętrznie zachowuję się spokojnie, ale w każdej
chwili czuję lęk jakby miało się coś stać, coś jeszcze się stać, i
jakaś straszna magia jest w tym wszystkim. staram się nikomu nie
mówić, że umarł mój mąż, bo kiedy muszę powiedzieć, reakcje są
dziwne, jakbym była teraz trędowata i wolę być sama. boję się w
swojej drobnej sprawie iść do lekarza, bo nie ufam. ja właściwie
chcę być smutna, bo przecież to normalne, stała się dla mnie
straszna rzecz i chowam się przed pocieszającymi, którzy mówią, że
nie wolno żyć przeszłością. jak sobie radzicie z ludźmi naokoło, ci,
którzy jesteście w żałobie?
wszystkich pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • antychloniak Re: w żałobie, jak sobie radzić z ludźmi naokoło 18.06.09, 00:01
      Właściwie to sobie nie radzę.W pracy pierwszego tygodnia było
      ciężko, jeden kolega odważył się podejsć do mnie i powiedziec ze
      jest im wszystkim przykro z powodu śmierci mojej mamy, jeszcze jak
      stał to czułam jakąś wdzięczność za to co zrobił, ale jak tylko
      odszedł nie mogłam powstrzymać łez, jedna koleżanka podeszła i
      powiedziała że jestem dzielna, inna napisała emaila (to bylo calkiem
      mile).Inni własciwie zachowali sie tak jakby nic nie wiedzieli. Oni
      nie poruszaja tego tematu , ja tez , bo to przeciez obcy ludzie i co
      ich do cholery to obchodzi. Dla nich zycie toczy sie dalej, nawet
      dla mojego chłopaka toczy sie zupelnie jak przed smiercia mojej
      mamy. Na poczatku zachował sie fantastycznie, ciagla przy mnie był ,
      trzymal za reke, tlumaczyc ze zrobiłam wszystko co bylo mozna. Tylko
      ze on myslam ze skonczy sie to chyba na tygodniu zaloby. Bo kiedy ja
      wciaz wracalam do tych wydarzen, przypominalam sobie rozne
      zdarzenia, analizowalam glosno on zdawal sie przemilczac sprawe.
      Wtedy ja przestalam mu opowiadac i zaczelam pisac na forum. Za
      kazdym razem jak mi przychodzi cos do głowy i jak tylko jestm w domu
      biegne do kompa i pisze. Ostatnio spotkalam sie z kolezanka ktorej
      nie wiedzialam dosc dlugo, poruszyla temat a ja sie rozbeczalam,
      powiedziala 'nie placz', nie bedziemy o tym mowic. Tak naprawde boje
      sie spotykac ze znajomymi ktorych nie widzialam dluzszy czas, bo nie
      wyobrazam sobie co mialanbym odpowiedziec na pytanie 'co slychac'.
      • ed-da Re: w żałobie, jak sobie radzić z ludźmi naokoło 26.06.09, 20:47
        jakoś zaczęłam spotykać ludzi, którym ktoś bardzo bliski umarł (a
        zapytaj w jakiejkolwiek rodzinie, komu nikt nie umarł, to przecież
        niemożliwe) i dowiaduję się, że bardzo podobnie wszyscy reagujemy.
        mnie to uspokaja, że te ilości płaczu i opowiadania dziesiątki razy
        tego samego, i ta jakaś wina (np. że gdyby się zadzwoniło na inne
        pogotowie to by tak się nie stało, co nieprawda i potem to się
        rozumie) - to wszystko część żałoby, tej straty. spotkało mnie też
        to, co mówisz, że wpadła do mnie roześmiana koleżanka i zaczęła
        mówić coś swojego, musiałam jej przypomnieć, że wcale mi nie jest
        wesoło i dlaczego. no wiem, wiem, powiedziała. jakbym powinna już
        przestać mieć te fochy. to jest trudne. nawet nie nieczułość, ale
        jakaś niewiedza, co to w ogóle jest takie zniknięcie najbliższego
        człowieka. jeśli przychodzisz tu pisać, to chyba dobry sposób, bo
        tutaj ludzie doświadczyli tego i wiedzą. ja nie przychodzę często,
        ale teraz będę zaglądać częściej. może trzeba tak sobie pozwalać być
        w tym smutku ile trzeba i właśnie w takiej biedzie też przyjaciele
        się sprawdzają, oni też się uczą, co robić, jak pomóc. mnie jest
        dziś lepiej, ale wczoraj dno rozpaczy. nie wiem, ile czasu trzeba.
        pozdrawiam Cię, trzeba mówić tyle razy, aż się wszystko wypowie i
        przeżyje do końca, takie mam wnioski. i trzeba by mieć komu. i uczyć
        się słuchać takich rzeczy. maile są dobre, bo nie tak bezpośrednie i
        pisanie tutaj też.
    • cudownie Re: w żałobie, jak sobie radzić z ludźmi naokoło 22.06.09, 22:56
      dwa i pół miesiąca temu zginął w wypadku mój jedyny syn. miał 19
      lat. nie potrafię opisać słowami bólu jaki czuję po jego stracie.
      ale nie chowam tego bólu w sobie. staram się rozmawiać o nim.
      głównie z moim przyjacielem, który stoi przy mnie jak skała i jest
      bardzo wyrozumiały, ale też z dalszymi przyjaciółmi. to daje mi
      siłę, aby nie musieć za dużo rozmawiać o tym w pracy, gdzie
      rzeczywiście trzeba raczej zachowywać się "profesjonalnie". ale tam
      też się czasem rozklejam - na przykład dziś gdy rozmawiałam z
      koleżanką, której właśnie też zmarł ktoś bliski. wtedy nie wstydzę
      się łez, one płyną same. popłyną i przestaną, ale wiem, że chowanie
      ich zaszkodzi mi bardziej niż pozwolenie im wypłynąć co jakiś czas,
      nawet w miejscu publicznym. w pracy, przy dalszych znajomych
      najwyżej mówię przepraszam i wychodzę na chwilę, bo oczywiście nie
      chcę epatować moim nieszczęściem. ale też nie mam zamiaru ukrywać
      go, bo śmierć bliskiej osoby zdarza się każdemu bez wyjątku. i
      cierpieć jest rzeczą ludzką więc nie będę się tego wstydzić. to tak,
      jakbym wstydziła się mojego syna, a jest dokładnie odwrotnie, bo to
      był wspaniały młody człowiek i zawsze będę dumna, że jestem jego
      mamą.

      przytulam cię mocno, ed-da

      mama Patryka
      • ed-da Re: w żałobie, jak sobie radzić z ludźmi naokoło 26.06.09, 20:58
        to zdanie od ciebie zapamiętam: "nie chcę epatować moim
        nieszczęściem, ale też nie mam zamiaru ukrywać go", tak, to chyba o
        to chodzi. cały czas jesteśmy związani z naszymi zmarłymi, jest
        wielka lojalność czy jak to nazwać. jak to dobrze, że masz takiego
        przyjaciela. ja mam też takie dwie przyjaciółki, którym mogę
        opowiadać od początku to samo we łzach, jeśli znowu w to wpadnę.
        tych łez i opowiadań jest coraz mniej, bo czuję się wysłuchana,
        chciana razem z tym smutkiem. moim problemem są dalsze osoby. i to
        powoli mija. przy obcych już się na mnie ten płacz tak nie rzuca,
        ale nigdy nie ma pewności. napisałaś bardzo dobrą rzecz, że przecież
        my ich kochamy i możemy o nich pamiętać z dumą, ja mam też ogromną
        wdzięczność, że On był, że ktoś tak wspaniały był dla mnie.
        dziękuję Ci bardzo

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka