Chwilowa atrakcja turystyczna - saturator :-)

26.07.05, 10:50
W Cieszynie pojawił się saturator

Marcin Czyżewski 25-07-2005 , ostatnia aktualizacja 25-07-2005 22:15


Choć jest niezwykle prostej konstrukcji, to wzruszył już wiele osób. Ludzie żałują tylko, że zamiast musztardówek na łańcuszkach są plastikowe kubeczki. W Cieszynie, jak za dawnych lat, można ugasić pragnienie wodą sodową z saturatora.

Saturatory były nierozerwalnie związane z ulicami i dworcami Polski Ludowej. Obywatele, spiesząc się budować socjalistyczną ojczyznę, mogli przy nich złapać chwilę wytchnienia, gasząc pragnienie szklaneczką wody sodowej z sokiem lub bez. Pan w białym (przynajmniej teoretycznie) kitlu i czapce, stojący przy blaszanym pudle na motorowerowych kołach, był ważną postacią miejskiego folkloru tamtych lat. Gdy na ulice zajrzał kapitalizm, saturatory zniknęły. Jednak nie wszystkie. W Cieszynie możemy sobie przypomnieć (lub poznać) to niezwykłe urządzenie.

Saturator pojawił się bowiem na Wzgórzu Zamkowym. Przyjechał tu z nim Emil Sklepkowski, który wraz z ojcem prowadzi w Warszawie firmę zajmującą się automatami do napojów, czyli młodszymi braćmi saturatorów. - Tata bardzo chciał mieć saturator i udało mu się go uratować przed wyrzuceniem na złom. Własnymi siłami doprowadził go do porządku, choć było sporo kłopotu z częściami. Nie mogliśmy przecież powiedzieć w sklepie: "proszę dwie bańki na sok do saturatora". Trzeba je było załatwiać w hucie. Teraz jeździmy z nim po imprezach w całej Polsce - uśmiecha się pan Emil.

To model "wczesny Gierek" z 1973 roku, wyprodukowany przez spółdzielnię Esemes. W środku bania z wodą i butla z dwutlenkiem węgla. Specjalne śmigło w bani miesza wodę z gazem, zamieniając ją w wodę sodową. U góry lśniąca blacha, kranik i dwie bańki z sokiem malinowym i cytrynowym oraz oczywiście parasol.

Są jednak różnice. Brakuje szklanek typu musztardówka, które były kiedyś przymocowane na łańcuszkach i opłukiwane tryskającą myjką. Dzięki nim wodę z saturatora zwano "gruźliczanką". Zamiast nich są plastikowe, jednorazowe kubeczki. Myjka jest, ale odłączona. Przybył za to filtr wody - kiedyś saturatory podłączano prosto do ulicznego hydrantu.

Saturator jest atrakcją miejskiej plaży i cieszy się niezwykłym powodzeniem. Pan Emil nalewa dziennie około tysiąca kubeczków, za które klienci nie płacą. - Podchodzą wszyscy, dzieci i starsze osoby, które czasami mają łzy w oczach. Wspominają, jak wyskakiwali kiedyś na stacji z pociągu na szklaneczkę z saturatora - opowiada Sklepkowski.

Rarytas popracuje w Cieszynie do niedzieli.

-----

Szkoda, że podają w plastiku. Te szklaneczki miały swój gruźliczo-PRL-owski klimat :-)
Pełna wersja