Na Śląsku powstanie fabryka paliwa przyszłości?

02.09.05, 10:25
Rozmawiał Andrzej Hołdys 01-09-2005, ostatnia aktualizacja 01-09-2005 18:39

Mamy szansę na wartą ponad miliard euro inwestycję naukową! W Polsce może
stanąć pierwsza w Europie doświadczalna fabryka, w której z węgla wytwarzać
się będzie paliwo przyszłości - wodór. Nasi naukowcy zabiegają o to w
Brukseli

Andrzej Hołdys: Ile wodoru można wyprodukować z polskiego węgla?

Dr Jan Rogut, Główny Instytut Górnictwa w Katowicach: Mnóstwo, wystarczyłoby
na zaspokojenie wszystkich potrzeb naszego transportu, który rocznie
zużywałby około 4 mln ton wodoru. Taką ilość można wyprodukować z 20 mln ton
węgla, a my przecież wydobywamy go kilka razy więcej. Mając wodór, moglibyśmy
znacznie ograniczyć import coraz droższej ropy naftowej. Oczywiście nie od
razu, ale dopiero wtedy, gdy w kraju powstanie infrastruktura do
magazynowania i dystrybucji paliwa wodorowego, a na nasze ulice wyjadą
pojazdy z ogniwami paliwowymi.

Trudno uwierzyć, że to się może ziścić.

J.R.: My wierzymy. W Europie powinna jak najszybciej powstać doświadczalna
fabryka, w której można by rozwijać nowoczesne technologie produkcji wodoru z
węgla. Badania laboratoryjne nie wystarczą. Potrzebna jest instalacja próbna
w skali 1:1. Amerykanie już przystąpili do jej budowy - w ramach wartego
miliard dolarów projektu FutureGen. Za 10 lat go podsumują i zdecydują, co
dalej. Również w unijnym budżecie na lata 2007-13 zaplanowano 1,3 mld euro na
budowę takiej fabryki. Gdzie ona powstanie, zdecyduje Komisja Europejska po
wysłuchaniu opinii ekspertów i oczywiście polityków.

Może w Polsce?

Prof. Jan Kozubowski, Politechnika Warszawska: Zabiegamy o to razem z
Czechami, Niemcami i Słowakami. Złożyliśmy w Brukseli wspólny projekt,
przekonujemy urzędników, próbujemy zainteresować sprawą naszych polityków.
Mocno wsparł nas były premier Jerzy Buzek, obecnie poseł do europarlamentu.
Powinniśmy zabiegać o tę pionierską inwestycję choćby dlatego, że u nas jest
połowa wszystkich łatwo dostępnych zasobów węgla kamiennego Unii
Europejskiej. Dzięki tym zapasom Europa mogłaby przynajmniej częściowo
uwolnić się od importu ropy i w ten sposób zwiększyć swoje bezpieczeństwo
energetyczne.

Czemu nie startujemy sami?

J.K.: Przegralibyśmy. Bruksela popiera projekty, na których może skorzystać
nie jedno państwo, lecz cały region. Poza tym Niemcy i Czesi dużo lepiej od
nas znają się na zgazowywaniu węgla, od czego rozpoczyna się produkcja
wodoru.

Kiedy zapadnie decyzja?

J.R.: Najpierw wymieniano datę 1 stycznia 2005 r., ale nic z tego nie wyszło.
Teraz mówi się o przyszłym roku. Jak widać, Europa wciąż się waha. Trudno się
dziwić, bo to jest bardzo kosztowna inwestycja, na którą muszą się zrzucić
wszystkie kraje Unii.

Węgiel ma jeszcze przyszłość? Przez wielu został już skreślony jako paliwo,
bo jest uznawany za największego truciciela Ziemi.

J.R.: Jak wszystkie surowce kopalne kiedyś się wyczerpie. Ale jego zasoby są
znacznie większe niż ropy i gazu, więc jeszcze długo będziemy z niego
korzystali. Niestety, rzeczywiście jest brudny. Podczas jego spalania w
tradycyjnych elektrowniach w powietrze wędrują olbrzymie ilości
zanieczyszczeń, w tym dwutlenku węgla. Dlatego intensywnie poszukuje się
czystych metod wytwarzania energii z węgla.

Na przykład robiąc z niego wodór, na którym świat ma jeździć w przyszłości?

J.R.: To nie jest propozycja na zawsze, lecz na najbliższe kilkadziesiąt lat.
Tyle potrzeba, byśmy nauczyli się tanio produkować wodór, korzystając z
odnawialnych źródeł energii.

Do tego czasu musimy przetrwać na tradycyjnych surowcach?

J.K.: Raczej tak, bo pozyskiwanie energii z takich źródeł jak słońce, wiatr
czy biomasa jest wciąż za drogie mimo olbrzymiego postępu technologicznego,
jaki dokonał się w ostatnich latach. Natomiast tradycyjna energetyka jądrowa
to raczej ślepa droga. Uran do celów energetycznych zdrożał trzykrotnie w
ciągu paru lat. To surowiec równie wrażliwy na politykę jak ropa - jedni go
mają, inni nie. Zresztą jego zasoby też się kiedyś wyczerpią, a im więcej
będzie elektrowni jądrowych, tym szybciej to nastąpi. Również idea
zbudowania "małego Słońca na Ziemi", czyli elektrowni termojądrowej, to
jeszcze daleka perspektywa.

Jak zrobić wodór z węgla?

J.K.: To akurat wiadomo od dawna, bo zanim przyszła era gazu ziemnego, to
właśnie węgiel mniej więcej od połowy XIX w. służył do wytwarzania gazu,
który oświetlał miasta i był wykorzystywany w przemyśle. Produkowano go w
gazowniach, gdzie węgiel najpierw rozgrzewano do białości, a potem dmuchano w
niego parą wodną. W wyniku reakcji utleniania powstawał gaz z dużą domieszką
wodoru, który po oczyszczeniu wędrował do sieci miejskiej lub fabryk.

Czasy gazowni minęły. Jak dziś można zmienić węgiel w wodór?

J.K.: Najlepiej w nowoczesnej elektrowni, w której węgiel jest najpierw
zgazowywany. Powstaje wtedy mieszanka gazów, w której dominuje wodór. Trzeba
go odseparować, oczyścić i zamienić na paliwo.

Skąd wziąć u nas takie elektrownie? Większość z nich ma urządzenia nadające
się raczej do muzeum niż do produkcji wodoru.

J.K.: Paradoksalnie to może być nasz atut, bo nasze elektrownie są już tak
wyeksploatowane, że muszą przejść gruntowną modernizację. Inaczej będą
produkowały zbyt drogi prąd i zbankrutują. Trzeba z nich wycofać przestarzałe
kotły parowe, w których węgiel spala się w zwykłym powietrzu. Powinny je
zastąpić nowoczesne urządzenia, w których węgiel zamienia się w gaz, który
porusza podobną do silnika odrzutowego turbinę. Jest ona znacznie
wydajniejsza od kotła parowego, co samo w sobie jest już korzystne dla
środowiska. Na dodatek w tym strumieniu gazu jest mnóstwo wodoru, który można
odzyskać i przesłać odbiorcom.

Załóżmy, że mamy już mnóstwo wodoru. Komu go sprzedamy?

J.K.: Chętnych na pewno nie zabraknie, choć pewnie jeszcze nie dziś. Jednak
za parę dekad świat zacznie się masowo przestawiać na paliwo wodorowe.
Koncern gazowniczy Linde, który zaczyna właśnie stawiać stacje napełniania
wodorem w pobliżu dużych miast w Niemczech, zamówił ostatnio ekspertyzę na
temat przyszłości gospodarki wodorowej. Według tej prognozy za 15 lat po
Europie będzie jeździć 6 mln pojazdów napędzanych wodorem i obsługiwanych
przez ok. 3 tys. stacji. W 2030 roku na kontynencie będzie już 40 mln takich
samochodów, a stacji - kilkanaście tysięcy. Wodór do nich - podkreślają
autorzy tej analizy - może być dowożony cysternami nawet z dużych odległości.
Na początek możemy więc sprzedawać to paliwo sąsiadom. Z czasem i u nas
pojawią się samochody i stacje wodorowe. Ale wodór to coś więcej niż
transport - ogniwa paliwowe mogą służyć do zasilania przenośnych urządzeń
elektronicznych, domów i małych osiedli.

Wróćmy do instalacji, o którą zabiegacie w Brukseli. Gdzie można ją zbudować?

J.R.: Na Górnym Śląsku, na przykład przy nieczynnej kopalni Morcinek
niedaleko granicy polsko-czeskiej. Pamiętajmy, że idea produkowania wodoru z
węgla ma sens tylko wtedy, gdy równocześnie pozbędziemy się dwutlenku węgla.
Inaczej nadal będzie on wędrował w powietrze. Jeden z pomysłów testowanych na
świecie polega na wpompowaniu CO2 głęboko pod ziemię. Proces ten nazywa się
sekwestracją. Górny Śląsk doskonale nadaje się do tego celu. To olbrzymia
niecka geologiczna z dwoma poziomami węgla. Pierwszy z nich sięga do około
tysiąca metrów, drugi zaczyna się jakieś 300-400 metrów niżej. Tylko z tego
wyższego wydobywa się węgiel, niższy jest nienaruszony. Do niego właśnie
można wpompować dwutlenek węgla.

I nic się złego nie stanie?

J.R.: Mogłoby, gdybyśmy wtłoczyli gaz do wyższego poziomu. Jest on już
częściowo wybrany, więc istnieje pewne ryzyko, że dwutlenek węgla mógłby się
z niego wydostać nagle na powierzchnię i doprowadzić do tragedii. Tym gazem
nie można przecież oddychać. Dlatego musimy być na sto procent pewni, że
pozosta
    • aliveinchains Re: Na Śląsku powstanie fabryka paliwa przyszłośc 02.09.05, 11:08
      Sprywatyzować kopalnie, postawic na naukę nowe technologię i budownictwo. Wtedy
      Górny Śląsk wraz z Cieszyńskim wyjdą z zapaści. Fajnie, że fabryka mogłaby
      powstac koło Cieszyna...
Pełna wersja