Gość: bux
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.12.05, 08:48
Prawo Nowaka, czyli jak się rządzi w gliwickiej Straży Miejskiej
Sobota, 3 grudnia 2005r.
Trzy osoby straciły pracę w gliwickiej Straży Miejskiej. Twierdzą, że to zemsta komendanta Andrzeja Nowaka, którego w czerwcu podejrzewano o kradzież granitowej kostki brukowej z terenu Centrum Ratownictwa. Pracujący strażnicy są nazywani przez Nowaka „śmierdzielami” i „głupkami”. Wielu z nich nie wytrzymuje napięcia i szuka pomocy u psychologów. Zarząd Miasta i większość radnych umywa ręce. Radzą strażnikom szukać sprawiedliwości w sądach.
REKLAMA
Dwójkę strażników: Piotra Grabowskiego i Joannę Osiej zwolniono, bo nie przeszli testów sprawności. Grabowski w ciągu minuty wykonał 40 pompek, ale były one „zbyt płytkie”. Joanny Osiej nie dopuszczono do trzeciego etapu sprawdzianu. Oboje to sprawne osoby. Ona od 4,5 roku uprawia judo. On wcześniej pracował w żandarmerii wojskowej. W poprzednich latach za oblanie sprawdzianu karano upomnieniem. W przepisach nie ma ani wzmianki o tym, że testy sprawności w straży są obowiązkowe.
– Jesteśmy związkowcami i nie zgadzaliśmy się z tym, że komendant zrobił z komendy prywatny folwark. Czarę goryczy przelała sprawa kostki. Nowak się na nas mści – mówią zwolnieni.
Pracę straciła także Danuta Maruda, która przez kilka lat była w Straży Miejskiej kadrową. Kiedy poskarżyła się w wydziale kontroli gliwickiego magistratu na rażące nieprawidłowości w jednostce oraz podejrzenia o fałszowanie dokumentów, została zwolniona. Twierdzi, że zamiast skontrolować jednostkę, urzędnicy przetrzepali jej papiery.
Pani Danuta twierdzi, że w dniu zniknięcia kostki brukowej, szef kazał jej sfałszować listę obecności. Na tej podrobionej wpisał sobie wcześniejszą godzinę wyjścia z pracy. Z podejrzeń o kradzież został jednak oczyszczony i wrócił na swoje stanowisko.
Komendant Nowak nie chciał rozmawiać z DZ. Powiedział „nie” i basta. Listę pytań przesłaliśmy mu faksem do komendy. Zaprzeczył wszystkiemu:
„W kontaktach z podwładnymi i innymi osobami nie używam określeń „śmierdziel”, bądź „głupek”. Nie zastraszam podwładnych. Strażnicy nie płacą za żadne szkolenia, kandydaci do pracy w charakterze strażnika miejskiego płacą za kurs podstawowy i czynią to z własnej woli.” •
Na odprawach Nowak wyzywa nas od śmierdzieli i głupków. Zwolnił dobrych pracowników, związkowców, bez porozumienia z nami. Komendantem kieruje chęć zemsty i urażona duma. Mści się na nas. To nasiliło się po aferze z kradzieżą kostki brukowej. Kiedy go oczyszczono, opadły nam ręce – mówi Krzysztof Kleczka, szef zakładowej organizacji związkowej.
Chce wykończyć związkowców. On zna tylko „prawo Nowaka”. To zemsta za to, że nie tolerujemy patologii – dodaje Joanna Osiej, była strażniczka.
Była kadrowa Danuta Maruda długo tolerowała łamanie prawa przez Nowaka. W końcu odważyła się iść na skargę do magistratu.
– Nasza główna księgowa straciła uprawnienia. Na polecenie komendanta zatrudniłam na część etatu panią, która oficjalnie piastowała to stanowisko. Widziałam ją tylko w dniu przyjmowania do pracy. Są podejrzenia, że wszystko i tak podpisywała za nią była główna księgowa, w tym czasie sprawująca funkcję zastępcy. Kiedy zrobiło się głośno o kradzieży kostki, ta pani poprosiła o rozwiązanie umowy. Powstał problem, kto podpisze dokumenty. Zastępczyni komendanta kazała mi „z tym coś zrobić”, bo „nie chciała się mieszać”. To było niezgodne z prawem, jak zresztą wiele innych rzeczy w jednostce – opowiada Maruda.
Maruda poszła do wydziału kontroli w Urzędzie Miejskim. Tam ją wysłuchano i przysłano kontrolę. Tyle tylko, że kontrolerzy wzięli się za... kadrową: wytknięto jej m. in., że na skargę do magistratu poszła bez zgody przełożonej.
– Prawdziwym powodem było odmówienie podpisania listy płac za czerwiec. Było tam nazwisko księgowej zatrudnionej na polecenie komendanta głównej. W czerwcu ani razu nie była w pracy – mówi Danuta Maruda.
I opowiada też o tym, jak wbrew prawu strażnicy na własny koszt badali się i płacili za obowiązkowe szkolenia. Komendant zakazał jej wydawania pracownikom zaświadczeń o ukończeniu kursów. Żeby mieć podkładkę, kazał Marudzie napisać samej sobie naganę i włożyć ją do akt. Powód? Kadrowa rzekomo zagubiła dokumenty.
Danuta Maruda twierdzi, że w czerwcu na polecenie szefa sfałszowała listę obecności pracowników – właśnie w dniu, kiedy z terenu gliwickiego Centrum Ratownictwa zniknęła kostka brukowa. Kostka trafiła na prywatną posesję komendanta, a później cudownie się odnalazła. Na oryginalnej liście obecności komendant „wypisał” się z pracy o godz. 15.30, na podróbce – dużo wcześniej.
Strażnicy spotkali się z komisją do spraw bezpieczeństwa. Na posiedzeniu nie było kworum. Prezydent Frankiewicz w liście do przewodniczącego RM Stanisława Ogryzka napisał, że spory pomiędzy komendantem a pracownikami powinny załatwiać sądy pracy.
Ale na tym lista zarzutów podwładnych wobec Nowaka się nie kończy. Piotr Grabowski i Joanna Osiej twierdzą, że zostali zwolnieni bo, że nie godzili się na styl rządzenia komendanta. Oficjalnie przyczyną utracenia przez nich pracy było niezdanie testów sprawnościowych. Grabowski miał robić zbyt płytkie pompki, a Osiej nie dopuszczono do trzeciego etapu sprawdzianu. Decyzja komendanta jest o tyle dziwna, że Grabowski raczej ułomkiem nie jest (był kiedyś w żandarmerii wojskowej), a Osiej od ponad 4 lat ćwiczy judo.
Strażnicy przy przyjmowaniu do pracy muszą przechodzą dwa obowiązkowe szkolenia. Muszą być sprawni umysłowo i fizycznie. Nigdzie jednak nie napisano, że co roku powinni być poddawani testom sprawności. Nie dzieje się tak ani w Katowicach, ani np. w Dąbrowie Górniczej. Nowak stworzył własny regulamin: jego ludzie raz w roku w trzech podejściach muszą przebiec 1200 metrów, w minutę zrobić 40 pompek, 40 brzuszków i rzucić piłką lekarską na odległość co najmniej 8 metrów. Jeszcze w ubiegłym roku niesprostanie testowi oznaczało upomnieniem. W tym roku oznacza zwolnienie z pracy.
Co roku testy sprawnościowe przechodzą policjanci. Reguluje to rozporządzenie komendanta głównego. Jeśli jednak nie zaliczą testu, mają szansę na poprawkę i nie są z tego powodu wyrzucani z pracy.
Andrzej Nowak nie chciał rozmawiać z DZ – zażądał przedstawienia pytań na piśmie, a odpowiedź przysłał faksem. Twierdzi, że nie używa wobec podwładnych obelżywych słów i że ich nie zastrasza. Utrzymuje, że zwolnień pracowników dokonał na podstawie przepisów, m.in. Ustawy o strażach gminnych, statutu Straży Miejskiej w Gliwicach, regulaminu pracy. Wyjaśnia także, że zwolnieni strażnicy na 7 dni przed terminem poprawki zostali pisemnie zapoznani z konsekwencjami niezaliczenia testów.
Według Nowaka strażnicy nie płacą za żadne szkolenia, a kandydaci za kurs podstawowy „płacą z własnej woli”. Za badania okresowe pracowników płaci gliwicka straż. Osoba starająca się o przyjęcie do pracy wykonuje badania na własny rachunek.
Komendant twierdzi też, że nieprawdą jest, iż wydał byłej kadrowej polecenie sfałszowania listy obecności w dniu kradzieży kostki brukowej. Co prawda w 2000 r. nie wydano pracownikom zaświadczeń za kurs zlecony przez Straż Miejską w Gliwicach, ale nikt nie protestował. Zapewnia też, że była kadrowa wymyśliła sobie rzekomą naganę, bo z jej akt wynika, że nigdy nie była karana. •
Kom. Jacek Sikora, ekspert ze Szkoły Policji w Katowicach:
- Wykonanie 40 pompek w minutę to bardzo trudne ćwiczenie. Prawidłowa pompka polega na tym, że przy wyprostowanym tułowiu, wychodząc od wyprostowanych ramion, uginamy te ramiona, aż między nimi a przedramionami powstanie kąt ostry. Następnie wraca się do prostych ramion i znowu się je ugina. Nie spotkałem się z pojęciem „płytka pompka”. Być może chodzi o to, że ręce były ugięte nieznacznie, czyli nie powstał kąt o