ciekawostki z rynku...

02.02.06, 09:07
sztuki :)
    • kserkses1 nareszcie ktoś o tym mówi... 02.02.06, 09:08
      Pralnia płócien
      Tygodnik "Wprost", Nr 1206 (22 stycznia 2006)

      O tym, ile falsyfikatów i zrabowanych płócien wisi w polskich muzeach, nie
      wiedzą nawet ich pracownicy

      Łukasz Radwan

      Kiedy do gmachu stołecznej galerii Zachęta wkroczyła policja i zarekwirowała
      płótno "Włoszka", nie był to happening, mający zwrócić uwagę na wystawę Olgi
      Boznańskiej. Po prostu obraz jest dowodem w sprawie brutalnego napadu, rabunku,
      a ostatecznie śmierci jednej z ofiar przestępstwa. "Włoszka", którą tylko
      kilkanaście dni mogły podziwiać tłumy zwiedzających, jeszcze cztery lata temu
      należała do kolekcjonera z Rybnika. W październiku 2001 r. właściciela
      napadnięto w jego domu, a łupem padł m.in. obraz Boznańskiej. I choć od
      czterech lat zrabowane płótno figuruje w spisie dzieł skradzionych (pod numerem
      PA01920), kuratorka wystawy Anna Król nie zadała sobie trudu sprawdzenia jego
      pochodzenia. Nie sprawdziła, bo w Polsce nie ma ani przepisów obligujących ją
      do tego, ani zwyczaju, który jest standardem postępowania w innych krajach. -
      Nie sprawdzaliśmy prac w bazach danych, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie daje
      takiego obrazu na wystawę. Gdybym przygotowywała monografię Boznańskiej,
      zapewne sprawdziłabym - tłumaczy "Wprost" kuratorka.

      Czyszczenie falsyfikatów
      Od czerwca 2005 r. rejestr skradzionych polskich dzieł figuruje w Internecie -
      www.oozp.pl (strona prowadzona przez Ośrodek Ochrony Zbiorów
      Publicznych). "Włoszka" znajdowała się też w policyjnym rejestrze skradzionych
      dzieł, który jest udostępniany kuratorom wystaw. O zniknięciu obrazu donosiły
      też branżowe periodyki, na przykład "Gazeta Antykwaryczna".
      W wielu krajach, m.in. we Francji, Włoszech czy Wielkiej Brytanii, istnieją
      przepisy jasno mówiące, że dzieła wypożyczane z prywatnych kolekcji powinny być
      na kilka miesięcy przed wernisażem zaprezentowane w Internecie. Według danych
      Międzynarodowego Rejestru Zaginionych Dzieł Sztuki (The Art Loss Register),
      54Ęproc. skradzionych przedmiotów znajduje się dzięki katalogom aukcyjnym,
      31Ęproc. odzyskuje policja, 6 proc. odnajdują handlarze dzieł sztuki, a 6 proc.
      znajduje się przez rejestr. Kolekcjoner czy kurator nie może się
      usprawiedliwiać, że kupił czy wystawił dzieło w dobrej wierze, gdy obraz już
      funkcjonował na rynku jako skradziony. Takie przepisy
      uniemożliwiają "czyszczenie" podrobionych obrazów (oryginalność dzieła
      potwierdza uczestnictwo w wystawie). A często właśnie w ten sposób podróbki
      trafiały na rynek. W Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II (Fundacja Janiny i
      Zbigniewa Porczyńskich) znajduje się np. falsyfikat "Pejzażu rzecznego" Toma
      Keatinga, który muzeum eksponowało jako arcydzieło Alfreda Sisleya. Tyle że
      wcześniej Keating na oczach widzów w programie telewizyjnym przyznał się do
      fałszerstwa.
      W połowie ubiegłego roku okazało się, że falsyfikatem jest sprzedany w 1977 r.
      przez warszawską Desę do Muzeum Narodowego w Szczecinie obraz Jana Cybisa.
      Praca była rok wcześniej wystawiona do sprzedaży w salonie Desy. Już wtedy
      wdowa po Janie Cybisie Helena Zaremba-Cybisowa kategorycznie stwierdziła, że to
      podróbka. Potwierdził to też malarz Tadeusz Dominik oraz pierwsza żona Jana
      Cybisa, malarka Hanna Rudzka-Cybisowa. Te głosy nie przeszkodziły państwowej
      instytucji w zakupie dzieła. Podkładką była ekspertyza wydana przez pracownika
      Muzeum Narodowego w Warszawie. Okazało się, że współdziałał on ze sprzedającym
      obraz.

      Rasowanie płócien
      W XX wieku działało wielu znakomitych fałszerzy, którzy współpracowali z
      najznamienitszymi państwowymi instytucjami muzealnymi. Najsłynniejsi z nich to
      Alceo Dossena (1889-1947), Federico Joni (1866--1946), Hans van Meegeren (1889-
      1947) i niedawno zmarły Eric Hebborn. Ten ostatni wydał nawet podręcznik
      fałszerza, zdradzając w nim tajniki swej sztuki, a także cenne informacje o
      przestępczym procederze, w którym udział brały muzea. Hebborn został
      zamordowany.
      Holender Hans van Meegeren, jeden z najsłynniejszych fałszerzy XX wieku, jest
      autorem bardzo ryzykownej mistyfikacji. Przez lata posiadane przez niego obrazy
      Vermeera były oceniane przez światowych znawców jako najlepsze dzieła mistrza.
      Bo Meegeren nie kopiował istniejących prac, lecz tworzył nowe. Jak się okazało,
      współdziałał on z kuratorem, który podróbki wprowadzał do muzealnego obiegu. A
      później ich autentyczność potwierdzali kolejni eksperci.
      W Polsce także dochodzi do "rasowania" falsyfikatów pod skrzydłami narodowych
      galerii. Prywatna osoba lub firma oddaje pracę w depozyt do muzeum, tym samym
      uwiarygodniając jego autentyczność (dzieło, które znajdowało się wśród
      narodowych zbiorów potem łatwiej sprzedać w prywatnej galerii). W ten sposób w
      poznańskim Muzeum Narodowym wiszą obrazy wstawione przez prywatną fundację, w
      tym jeden, którego autentyczność od lat kwestionują antykwariusze.
      Powszechny jest proceder wynajmowania przez różne instytucje sal
      wystawienniczych w renomowanych państwowych instytucjach. Robi się to po to, by
      w katalogach umieszczać nazwę państwowej placówki, przez co obraz się
      uwiarygodnia. Tuż przed aukcją zorganizowaną w grudniu 2005 r. przez firmę
      Altius wiarygodność jednego z obrazów Jana Cybisa zakwestionował jego syn
      Jacek. - Mimo mego protestu obraz został sprzedany za 20 tys. zł -
      mówi "Wprost" Jacek Cybis. Nikt nawet nie poczynił stosownych kroków, by
      rozwiać wątpliwości wokół płótna.

      Festiwal podróbek
      W 2003 r. Uniwersytet Jagielloński zainicjował zbiórkę miliona dolarów na wykup
      obrazu przedstawiającego świętą Helenę (do dziś płótno znajduje się w depozycie
      UJ). Takiej sumy zażądała Wiktoria Osęka, jego właścicielka, która utrzymuje,
      że "Święta Helena" to obraz mistrza Rubensa. Pośrednikiem miał być polski dom
      sztuki Unicum. Osęka kupiła płótno w szwedzkim domu aukcyjnym Beijers Auktioner
      w Sztokholmie w 1985 r. Wcześniej należał on do kolekcjonera Uno Sarnmarka.
      Polka zapłaciła za niego równowartość8 tys. zł. W katalogu aukcyjnym obraz
      widniał jako "kopia według Rubensa". Jednak później właścicielka nabrała
      przekonania, że posiada oryginalne dzieło mistrza. Zdobyła nawet opinie
      ekspertów, m.in. Didiera Bodarta i Maurizio Mariniego. Nie zwróciła się
      natomiast do największych znawców Rubensa, czyli autorów 27-tomowego
      dzieła "Corpusu Rubenianum". W 1986 r. dyrektor Domu Rubensa w Antwerpii
      stwierdził, że obraz nie jest autentykiem. Podobny sąd wydał nieżyjący już
      znawca Rubensa- Michael Jaffe. Uznał on "Świętą Helenę" za pracę flamandzkiego
      malarza Jana van Boeckhorsta (1605-1688), naśladowcy Rubensa.
      Pięć lat temu Dom Aukcyjny Bernaerts z Antwerpii i gdańska Galeria Zeidlera
      wystawiły w Teatrze Wielkim w Warszawie 27 obrazów, które powstały na terenie
      Niderlandów od XVI wieku do połowy XVIII wieku. Prof. Konstanty Kalinowski,
      nieżyjący już były dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu, oraz Paul
      Verbraecken, historyk sztuki z Antwerpii, podkreślali rangę prac. W
      rzeczywistości były to dzieła bardzo przeciętnych malarzy. Znakomity historyk
      sztuki Mieczysław Morka zakwestionował autentyczność tych dzieł, przedstawiając
      niezbite dowody (wcześniej zakwestionował autentyczność wielu prac z kolekcji
      Porczyńskich). Mimo to sprzedano 7 obrazów, w tym za 680 tys. zł obraz rzekomo
      autorstwa Fransa Florisa "Kain i Abel".
      Sukces kolekcji Porczyńskich (pochodził z niej m.in. falsyfikat arcydzieła
      Alfreda Sisleya), składającej się głównie z kopii i dzieł epigonów, wynikał z
      szantażu. Nie wolno było mówić źle o kolekcji dedykowanej Janowi Pawłowi II.
      Nawet po ujawnieniu, że w kolekcji znajdują się kopie, sygnowane podpisami
      twórców oryginałów, właściciela wspierali znani historycy sztuki, m.in. prof.
      Marek Kwiatkowski i dr Wojciech Fijałkowski.
      Zbigniew Porczyński twierdził, że w kolekcji posiada prawdziwy klejnot,
      czyli "Autoportret" Vel?squeza, choć była to kopia. Uwiarygodnił ją prof. Marek
      Kwiatkowski, na co nabrała się Poczta Po
    • kserkses1 cudowne zdjęcia... 02.02.06, 09:57
      wprawdzie Warszawy, nie Cieszyna ale wtedy to też było piękne miasto...:
      tiny.pl/mm45
      /gdzieś od drugiej strony tejże aukcji.../
      • kubek foty rewelaja tylko koniec jest przygnębiający 03.02.06, 23:58
        • kubek A tu kulturalnie Cieszyn dał ciała 03.02.06, 23:59
          www.radio.com.pl/reportaz/reportaz_konkurs_05.asp
          • kserkses1 niestety... bo nie słucha "Trójki" :) 06.02.06, 09:04

    • stoik1 dawaj następne 06.02.06, 12:32
      na zainteresowanie nie masz co liczyć, ale to nic
    • kserkses1 obrzydliwe... 06.02.06, 14:09
      w sieci własnie pojawiła się informacja o profesorze UJ Stanisławie Sz. (jest
      tylko jeden taki...) w którego domu znaleziono książki i inkunabuły buchnięte w
      Sandomierzu...
      STRASZNE...
      wiadomosci.onet.pl/1255258,11,item.html
      • stoik1 Re: obrzydliwe... 06.02.06, 14:19
        naukowcy bywają roztargnieni
        może myślał że pożycza i zapomniał oddać
        • kserkses1 niestety... 07.02.06, 09:37
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3150560.html
      • kserkses1 okropne 09.02.06, 15:05
        Prof. UJ przyznał się do kradzieży starodruków
        Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisław S. przyznał się do kradzieży
        kilkudziesięciu inkunabułów i sprzedaży kilku z nich. Te transakcje
        potwierdzają antykwariusze.
        Według nich jeden z cennych inkunabułów kupiła jedna z największych bibliotek w
        Polsce.

        Starodruki pochodzą z biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu.
        Profesor od lat zajmował się tamtejszym księgozbiorem. Stanisław S. jest znanym
        historykiem średniowiecza, specjalistą od starodruków. Pomagał prokuraturze w
        śledztwach w sprawie kradzieży inkunabułów z Jagiellonki i klasztoru kamedułów.

        Profesor S. został zatrzymany na ulicy. Policja znalazła przy nim trzy cenne
        księgi. Podczas rewizji w domu i w pracowni zaprzyjaźnionego z naukowcem
        introligatora, znaleziono kilkadziesiąt kolejnych starych dzieł. Wszystkie
        miały pieczątki sandomierskiej biblioteki seminaryjnej.

        Profesor został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Oprócz niego
        prokuratura objęła śledztwem dyrektora sandomierskiej biblioteki, któremu
        zarzuca wyłudzenie państwowej dotacji na ratowanie księgozbioru.
        wiadomosci.onet.pl/1257616,11,item.html
    • kserkses1 o do licha...pewnie wyjdzie na jakiś aukcjach.... 07.02.06, 15:45
      Drogocenna kolekcja skradziona z bułgarskiego muzeum
      Kolekcja biżuterii i monet, z których niektóre pochodziły z czasów Aleksandra
      Wielkiego, została skradziona z muzeum w mieście Veliko Tarnovo w Bułgarii.
      Wartość łupu ocenia się na 1,2 mln euro. Brak eksponatów odkryto już 2 lutego,
      ale nie wiadomo, kiedy nastąpiła kradzież - poinformował dyrektor muzeum
      Christo Haritonow.
      www.rzeczpospolita.pl/News/1,70,18956.html#18956
      • kubek Chińczycy wyciskają olej z van Goghów ! 08.02.06, 07:01
        Świat podbijają kopie europejskich obrazów olejnych made in China




        Vicky Leung ma 24 lata, ale wysłała już w świat więcej van Goghów, niż sam
        mistrz namalował.

        Młoda Chinka w okularach i nylonowej kurtce jest menedżerem jednej z chińskich
        firm, które zaopatrują hotele i centra handlowe w olejne kopie arcydzieł
        światowego malarstwa (Europejskie i Amerykańskie Słynne Malarstwo, spółka z
        o.o.). Można zamówić dowolny obraz w dowolnych rozmiarach. Firma zajmuje piętro
        biurowca w Shenzhen, 10-milionowym chińskim mieście przy granicy z Hongkongiem.
        Do obowiązków Vicky, która skończyła studium nauczycielskie, należy
        nadzorowanie pracy 250 malarzy, 200 ramiarzy i 30 sprzedawców. To jedna z setek
        firm produkujących kopie obrazów w Chinach. Rzemiosło z wiekową tradycją, staje
        się przemysłem...
        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3148787.html
        • kubek "Zamki Drakuli" wrócą do właścicieli 08.02.06, 07:18
          Znajdujący się w okręgu Prahova w Karpatach zamek Peles zostanie zwrócony
          byłemu królowi Michałowi z dynastii Hohenzollern-Sigmaringen
          Posiadłość należała do rodziny królewskiej przed 1948 rokiem, zanim przejęły ją
          władze komunistyczne. Natomiast położony w Siedmiogrodzie zamek Bran zostanie
          przekazany spadkobiercom Habsburgów, którzy odziedziczyli posiadłość po
          rumuńskiej księżniczce Ileanie.
          Rzeczniczka rządu w Bukareszcie Oana Marinescu powiedziała, że oba zabytkowe
          kompleksy zostaną zwrócone do pierwszych dni marca.
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3151619.html
          Drakula to siedmiogrodzki książę-wampir, tytułowy bohater książki irlandzkiego
          pisarza Brama Stokera. Pierwowzorem księcia był Vlad III Tepes (Palownik),
          władca Wołoszczyzny z XV wieku.
          • kserkses1 Re: "Zamki Drakuli" wrócą do właścicieli 08.02.06, 09:56
            a miejscowi chłopi wyspecjalizują się w uprawie czosnku :)
    • kserkses1 dobrze, że Prezydent nie dotrzymał obietnicy...:) 08.02.06, 10:00
      /bo w programie miał - także PIS to głosił - likwidację takich "kosztów" jak
      SKOZK.../
      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3152596.html
      Obrady Prezydium SKOZK
      KB 07-02-2006, ostatnia aktualizacja 07-02-2006 21:58
      Jest szansa, że w 2006 roku na konto Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków
      Krakowa wpłynie z budżetu państwa aż 37,5 mln zł. Prezydent RP Lech Kaczyński
      obiecał, że będzie walczył, by w przyszłym roku było jeszcze więcej pieniędzy.

      W euforycznym nastroju obradowali wczoraj w klasztorze oo. Pijarów członkowie
      prezydium Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa nad planem prac
      konserwatorskich w tym roku. Do niedawna jeszcze martwili się, że budżet
      komitetu może być niższy niż w ubiegłym roku - czyli poniżej 31 mln zł, a tu
      prezydent RP w liście przysłanym na ręce przewodniczącego Franciszka Ziejki
      zapowiada walkę o zwiększenie dotacji nawet do 50-60 mln zł w 2007 roku. "Będę
      się starał z najgłębszego przekonania, bo są to pieniądze przeznaczone na
      szczytny cel" - czytamy w liście. Tak szczodrobliwy dla naszego miasta nie był
      ani Lech Wałęsa, ani Aleksander Kwaśniewski.

      - Wszystko wskazuje na to, że kwota 37,5 mln zł na odnowę zabytków Krakowa
      rozpisana w tegorocznym budżecie państwa jest aktualna - powiedział Edward
      Szymański, minister w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Taką też kwotę
      Społeczny Komitet planuje przeznaczyć na dofinansowanie tegorocznych remontów.
      Najważniejszym zadaniem będzie rozpoczęcie remontu Sukiennic. Na to Komitet
      przeznaczy tylko w bieżącym roku 3 mln zł. 2 mln 600 tys. zł - o 250 tys.
      więcej niż w ubiegłym roku - dostanie Wawel na m.in. konserwację murów
      obronnych. Pałac Erazma Ciołka przy ul. Kanoniczej 17, gdzie powstanie muzeum
      sztuki staropolskiej - dostanie na dokończenie prac 2 mln 150 tys. Za 925 tys.
      klasztor Kanoników Laterańskich przy ul. Bożego Ciała będzie mógł zakończyć
      remont dachu kościoła i jednej z elewacji. W sumie aż 104 zabytkowe budowle - w
      tym kilkanaście klinik, szpitali i szkół - dostaną w tym roku wsparcie na
      odnowę.

      Za to ani złotówki nie pójdzie z Narodowego Funduszu na remont płyty w Rynku
      Głównym. W ubiegłym roku Komitet wydał na to aż półtora mln zł i prawie pół
      miliona na zabezpieczenie otoczenia wokół kościółka św. Wojciecha. - Mam już
      stos protestów dotyczących wykopek archeologicznych na Rynku. Czas już podjąć
      decyzję o zakresie tych robót. Przecież tam prace są prowadzone na skalę
      przemysłową i nie widać końca. W tej sytuacji SKOZK nie jest zobowiązany
      wspierać budowy drugiego Rynku - podziemnego. Tym bardziej, że za rok będziemy
      obchodzić jubileusz 750-lecia lokacji Krakowa. Przyjedzie tu papież i tłumy
      turystów, które zobaczą rozkopany Rynek. To niedopuszczalne - oburzał się
      Franciszek Ziejka, przewodniczący Komitetu.

      Dobrze oceniono wczoraj ubiegłoroczny plan odnowy. SKOZK dofinansował remonty w
      92 zabytkach na łączną kwotę 31 mln zł, przy czym co najmniej drugie tyle
      dołożyli gospodarze i właściciele tych obiektów. Od wielu lat głównym
      założeniem Komitetu jest koncentracja pieniędzy na najważniejszych zadaniach,
      jakimi są odnowa Wawelu, Starego Miasta w obrębie Plant i zabytkowego
      Kazimierza. Ale z każdym rokiem większą pomoc przeznacza się na remonty
      budynków użyteczności publicznej takich jak kliniki, szpitale, szkoły, obiekty
      uniwersyteckie, muzea i teatry.
      • kubek Nie grabiliśmy, nie zwracamy 22.02.06, 06:49
        Rządy państw, światowe muzea i galerie od kilku lat zwracają dzieła sztuki
        zagarnięte przedwojennym żydowskim właścicielom. Co robi w tej sprawie Polska?

        7 lutego rząd Holandii podjął decyzję o jednej z największych restytucji dzieł
        sztuk zagrabionych przez nazistów. Synowa holenderskiego kolekcjonera Jacquesa
        Goudstikkera otrzymała 202 obrazy z kolekcji sprzedanej Niemcom w 1940 r. tuż
        przed jego ucieczką za granicę.

        W tym samym czasie brytyjskie władze zdecydowały, że zapłacą rekompensaty
        spadkobiercom dzieł znajdujących się w ich zbiorach British Museum i Glasgow Art
        Gallery. Łączna kwota może sięgnąć 200 tys. funtów

        Pytania, żądania i pozwy dotyczące zwrotu dzieł sztuki utraconych przez Żydów w
        latach 1933-45 coraz częściej przekraczają granice państw. Oddaje się kolekcje
        spadkobiercom, podważa się dawne transakcje. Nie tylko przedwojenne i wojenne.
        Także powojenne ugody w świetle dzisiejszych standardów uznawane są często za
        wymuszone lub niesprawiedliwe.

        Kilka tygodni temu państwo austriackie przegrało sprawę w krajowym sądzie
        arbitrażowym z rodziną wiedeńskiego kolekcjonera Blocha-Bauera. Spadkobierczyni
        otrzymała pięć znakomitych obrazów Gustawa Klimty z galerii w wiedeńskim
        Belwederze. Zostały przekazane państwu austriackiemu w 1948 r. przez rodzinę w
        zamian za możliwość wywiezienia z Austrii reszty kolekcji. Sąd uznał tamtą umowę
        za krzywdzącą dla właścicieli. Klimt mógłby pozostać w Wiedniu, gdyby dzisiejszą
        Austrię stać było na jego odkupienie. Rząd zdecydował jednak, że nie wyda na to
        300 mln dolarów.

        Skonfiskowane, zlicytowane

        Kancelaria prawna von Trott zu Solz Lammek z Berlina w imieniu spadkobierców
        domaga się od Muzeum Narodowego w Warszawie zwrotu trzech obrazów i pięciu prac
        na papierze. Rzecz dotyczy m.in. obrazu "Przypowieść o roztropnym rządcy" ze
        szkoły XVI-w. Flamanda Marinusa van Reymerswaele, martwej natury z połowy XIX w.
        niemieckiego malarza Carla Schucha, rysunków Adolfa Menzla i Wilhelma Leibla.

        Zostały prawdopodobnie skonfiskowane Żydom przez nazistów w latach 30. w Niemczech.

        Od połowy lat 30., kiedy w Niemczech wprowadzono tzw. ustawy norymberskie, Żydzi
        byli poddani albo konfiskacie mienia, albo zmuszani do wyprzedaży swoich
        kolekcji. Obrazy z Muzeum w Warszawie pochodzą m.in. ze zbiorów znanych
        wrocławskich kolekcjonerów Carla Sachsa i Maksa Silberberga. Po tym, jak
        skonfiskowali je naziści, znalazły się w Schlesisches Museum der bildenden
        Kuenste w Breslau - dzisiejszym Wrocławiu. W latach 1945-46 wiele dzieł sztuki z
        ziem zachodnich trafiło m.in. do Muzeum Narodowego w Warszawie; wśród nich były
        wrocławskie obiekty.

        W Polskich muzeach znajdować się może więcej takich przedmiotów. Berlińska
        kancelaria stara się też o obraz z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Pejzaż pt.
        "Wieczór" namalował sto lat temu znany śląski malarz Max Wislicenius. Przed
        wojną obraz należał do Leona Smoschewera, wrocławskiego fabrykanta i miłośnika
        sztuki. Został kupiony przez polskie muzeum w 1986 r. w Desie. Dziś wiadomo, że
        na właścicielach obrazu w 1938 r. wymuszono, by oddali go Rzeszy Niemieckiej.

        Muzeum Narodowe w Gdańsku ma w zbiorach dwa obrazy z ogromnego, bo liczącego 1,3
        tys. dzieł, zbioru Goudstikkera. Zostały kupione przez muzeum na aukcji między
        1940 a 1943 r. Jeden z nich to pejzaż słynnego pejzażysty holenderskiego XVII
        wieku Jana van Goyena, drugim jest anonimowy portret z wieku XVII. Rodzina
        Goudstikkera nie wysuwała do tej pory roszczeń wobec gdańskiego muzeum.

        Nie ma jak oddać

        W polskich muzeach mogą być obiekty nie tylko z konfiskat, ale z także z zakupów
        i depozytów wojennych. - W Generalnej Guberni kwitł handel sztuką z zasobów
        pochodzących z getta - mówi historyk sztuki Nawojka Cieślińska-Lobkowicz,
        pisząca książkę o restytucjach dzieł sztuki na przełomie XX i XXI wieku. -
        Zagrożeni wyprzedawali swój majątek. Zdarzało się, że polscy pracownicy
        przejętych przez władze hitlerowskie muzeów kupowali obiekty, fałszując ich
        proweniencję, bo mienie żydowskie w całości podlegało urzędowej konfiskacie.
        Robili to, by ratować ludzi.

        Do tego - wyjaśnia Cieślińska-Lobkowicz - doszły obiekty znacjonalizowane i
        przejęte przez muzea w wyniku dekretów z lat 40. o majątkach poniemieckich i
        opuszczonych. Dekrety te czyniły co prawda wyjątek dla prześladowanych przez III
        Rzeszę osób innych narodowości niż niemiecka prześladowanych przez III Rzeszę, a
        więc przede wszystkim Żydów. Niemniej okres zgłaszania roszczeń restytucyjnych,
        do 1948 r., był cynicznie krótki dla ludzi, którym udało się przeżyć, a którzy
        stracili zazwyczaj całe rodziny i podstawy egzystencji.

        Być może w większości wypadków nie ma nikogo, kto mógłby się dziś po te dzieła
        zgłosić. A gdyby się zgłosił? Niewiele by uzyskał. Według opinii wicedyrektor
        Muzeum Narodowego Doroty Folgi-Januszewskiej sprawa dzieł sztuki, o które
        wystąpiła berlińska kancelaria, zostanie prawdopodobnie skierowana do sądu, gdyż
        Polska nie ma przepisów, mówiących, jak muzeum powinno postąpić w takiej
        sytuacji. Nie może obrazów po prostu oddać.

        Z inwentarza Muzeum Narodowego zabytek może skreślić tylko minister kultury. Do
        tej pory minister nie podjął ani jednej takiej decyzji. Choć roszczenia ze
        strony spadkobierców żydowskich kolekcjonerów już wcześniej się pojawiały.

        Np. cztery lata temu do Muzeum Narodowego w Warszawie wpłynął wniosek o wydanie
        cennego obrazu Courbeta ze zbiorów węgierskiego kolekcjonera Herzoga. W 1945
        Polacy odbierali dzieła sztuki ze składnicy w austriackim Zell am See, dokąd
        wywieźli je w czasie wojny Niemcy. Do skrzyń przeznaczonych do Polski z dziełami
        sztuki zagrabionymi wcześniej Muzeum Narodowemu w Warszawie ktoś przez pomyłkę
        włożył Courbeta. Po interwencji spadkobierców obrazu dyrektor Muzeum Narodowego
        Ferdynand B. Ruszczyc zwrócił się do ministra kultury z wnioskiem o skreślenie
        obrazu z inwentarza. Minister kultury tego nie zrobił. Obraz nadal wisi w muzeum.

        Muzea po Waszyngtonie

        W 1998 r. amerykański Departament Stanu zorganizował w Waszyngtonie konferencję
        na temat dzieł sztuki skonfiskowanych w latach 1933-1945 przez nazistów. Wzięły
        w niej udział 44 państwa, w tym Polska. Przedstawiciele rządów sygnowali tam
        tzw. deklarację waszyngtońską, gdzie zobowiązali się do ujawnienia dzieł, co do
        których zachodzą podejrzenia, że mogły pochodzić z konfiskat, i do podejmowania
        starań, by oddać je prawowitym właścicielom.

        Dorota Folga-Januszewska uważa, że to był przełom także dla Polski. Od tego
        czasu muzea w Polsce dokładniej niż poprzednio opisują pochodzenie obrazów. Np.
        w wydanym w 2000 r. katalogu "111 Arcydzieł Muzeum Narodowego w Warszawie" można
        przeczytać, że obraz Courbeta "Krajobraz z okolic Ornans" był przed wojną
        własnością Herzoga.

        W Muzeum Narodowym w Krakowie niedawno przeglądano inwentarz pod tym kątem. Nic
        o podejrzanej proweniencji nie znaleziono - poinformował mnie wicedyrektor
        Muzeum Marek Świca.

        Brakuje koordynacji takich działań. Nie powstał np. spis dzieł w kolekcjach
        publicznych o nieznanym pochodzeniu. - Mamy w Polsce ponad 800 muzeów, jest w
        nich ponad 15 mln obiektów - mówi Folga-Januszewska - z czego 4 mln o nieznanym
        pochodzeniu. Zrobienie ich listy kosztuje. Ministerstwo Kultury jak dotąd nie
        przyznało na ten cel pieniędzy.

        Co na to rząd?

        Deklaracja waszyngtońska ma charakter dobrowolnego zobowiązania, jednak wiele
        krajów realizuje jej postanowienia. Decyzje podejmowane są zwykle na poziomie
        rządowym.

        - W USA na portalu internetowym (The Nazi-Era Provenance Portal) 119 muzeów
        amerykańskich opublikowało listę ponad 15 tys. budzących wątpliwości obiektów -
        mówi Nawojka Cieślińska-Lobkowicz - Podobne wykazy dostępne są w Wielkiej
        Brytanii, Francji, Czechach. W RFN rząd federalny i rządy landowe wezwały do
        badania pochodzenia dzieł w zbiorach publicznych i ułatwionych procedur
        restytucji, co sprawia, że muzea niemieckie zazwyczaj pozytywnie reagują na
        wnioski restytucyjne ofiar Holocaustu.
        • stoik1 nie grabiliśmy i jeszcze się tym chwalimy 22.02.06, 07:54
          może coś by się jednak znalazło ? bo tak jakoś głupio : )
          • kserkses1 właśnie... 22.02.06, 09:34
            Zamiast wziąć przykład z któregoś sąsiada - byśmy teraz nie musieli jeździć do
            Moskwy,Petersburga, Sztokholmu, czy innego Monachium żeby pooglądać polskie
            dzieła sztuki...
            Zupełne ofermy z tych naszych dzaidków i pradziadków...:)
            • stoik1 niee no 22.02.06, 11:06
              gdzieś tam czytałem, że też palili, wyrzynali i gwałcili
              może przez to wszystko już nie mieli głowy do grabienia
              a może gubili albo przepijali wszystko w drodze powrotnej
              albo nie znali się na sztuce
    • kserkses1 rewelacja! 02.03.06, 15:05
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3190688.html
      • kubek Bomba! 02.03.06, 19:57
        Jeśli znajdzisz stronę z kontem to proszę o namiar,
        każdy datek jest chyba "wielki".

        ps.A tu są fotki.
        serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35076,3106352.html
        • kubek Ze względu na ilość kubków muszę chyba, 02.03.06, 20:00
          podwoić ofiarę!
          • stoik1 1 mln 350 tys. euro 02.03.06, 20:20
            a brakuje jeszcze 800 tys.
            gdyby pan poseł od maybacha był z wrocławia to może by coś dorzucił : )
            • kubek Jakby dorzucił na wachę by mu nie starczyło ;-) 02.03.06, 20:32
        • kserkses1 do usług:) 03.03.06, 09:28
          www.muzeum.miejskie.wroclaw.pl/wystawy/wystawy_czasowe.php?wys=66
          • kserkses1 jeszcze o... 06.03.06, 13:20
            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060306/kultura/kultura_a_3.html
            • stoik1 no pikne 06.03.06, 13:30
              inni się qrna takich nakradli a my teraz musimy kupować za ciężką kasę
              ( w nawiązaniu )
          • kubek Jestem z siebie dumny ;) 06.03.06, 17:27
            • stoik1 wpłaciłeś ? 06.03.06, 17:37
              no to brawo
            • kserkses1 brawo! 07.03.06, 10:33
              /lub jak mawiają - ojczyzna Ci tego nigdy nie zapomni :)/
Pełna wersja