kserkses1 nareszcie ktoś o tym mówi... 02.02.06, 09:08 Pralnia płócien Tygodnik "Wprost", Nr 1206 (22 stycznia 2006) O tym, ile falsyfikatów i zrabowanych płócien wisi w polskich muzeach, nie wiedzą nawet ich pracownicy Łukasz Radwan Kiedy do gmachu stołecznej galerii Zachęta wkroczyła policja i zarekwirowała płótno "Włoszka", nie był to happening, mający zwrócić uwagę na wystawę Olgi Boznańskiej. Po prostu obraz jest dowodem w sprawie brutalnego napadu, rabunku, a ostatecznie śmierci jednej z ofiar przestępstwa. "Włoszka", którą tylko kilkanaście dni mogły podziwiać tłumy zwiedzających, jeszcze cztery lata temu należała do kolekcjonera z Rybnika. W październiku 2001 r. właściciela napadnięto w jego domu, a łupem padł m.in. obraz Boznańskiej. I choć od czterech lat zrabowane płótno figuruje w spisie dzieł skradzionych (pod numerem PA01920), kuratorka wystawy Anna Król nie zadała sobie trudu sprawdzenia jego pochodzenia. Nie sprawdziła, bo w Polsce nie ma ani przepisów obligujących ją do tego, ani zwyczaju, który jest standardem postępowania w innych krajach. - Nie sprawdzaliśmy prac w bazach danych, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie daje takiego obrazu na wystawę. Gdybym przygotowywała monografię Boznańskiej, zapewne sprawdziłabym - tłumaczy "Wprost" kuratorka. Czyszczenie falsyfikatów Od czerwca 2005 r. rejestr skradzionych polskich dzieł figuruje w Internecie - www.oozp.pl (strona prowadzona przez Ośrodek Ochrony Zbiorów Publicznych). "Włoszka" znajdowała się też w policyjnym rejestrze skradzionych dzieł, który jest udostępniany kuratorom wystaw. O zniknięciu obrazu donosiły też branżowe periodyki, na przykład "Gazeta Antykwaryczna". W wielu krajach, m.in. we Francji, Włoszech czy Wielkiej Brytanii, istnieją przepisy jasno mówiące, że dzieła wypożyczane z prywatnych kolekcji powinny być na kilka miesięcy przed wernisażem zaprezentowane w Internecie. Według danych Międzynarodowego Rejestru Zaginionych Dzieł Sztuki (The Art Loss Register), 54Ęproc. skradzionych przedmiotów znajduje się dzięki katalogom aukcyjnym, 31Ęproc. odzyskuje policja, 6 proc. odnajdują handlarze dzieł sztuki, a 6 proc. znajduje się przez rejestr. Kolekcjoner czy kurator nie może się usprawiedliwiać, że kupił czy wystawił dzieło w dobrej wierze, gdy obraz już funkcjonował na rynku jako skradziony. Takie przepisy uniemożliwiają "czyszczenie" podrobionych obrazów (oryginalność dzieła potwierdza uczestnictwo w wystawie). A często właśnie w ten sposób podróbki trafiały na rynek. W Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II (Fundacja Janiny i Zbigniewa Porczyńskich) znajduje się np. falsyfikat "Pejzażu rzecznego" Toma Keatinga, który muzeum eksponowało jako arcydzieło Alfreda Sisleya. Tyle że wcześniej Keating na oczach widzów w programie telewizyjnym przyznał się do fałszerstwa. W połowie ubiegłego roku okazało się, że falsyfikatem jest sprzedany w 1977 r. przez warszawską Desę do Muzeum Narodowego w Szczecinie obraz Jana Cybisa. Praca była rok wcześniej wystawiona do sprzedaży w salonie Desy. Już wtedy wdowa po Janie Cybisie Helena Zaremba-Cybisowa kategorycznie stwierdziła, że to podróbka. Potwierdził to też malarz Tadeusz Dominik oraz pierwsza żona Jana Cybisa, malarka Hanna Rudzka-Cybisowa. Te głosy nie przeszkodziły państwowej instytucji w zakupie dzieła. Podkładką była ekspertyza wydana przez pracownika Muzeum Narodowego w Warszawie. Okazało się, że współdziałał on ze sprzedającym obraz. Rasowanie płócien W XX wieku działało wielu znakomitych fałszerzy, którzy współpracowali z najznamienitszymi państwowymi instytucjami muzealnymi. Najsłynniejsi z nich to Alceo Dossena (1889-1947), Federico Joni (1866--1946), Hans van Meegeren (1889- 1947) i niedawno zmarły Eric Hebborn. Ten ostatni wydał nawet podręcznik fałszerza, zdradzając w nim tajniki swej sztuki, a także cenne informacje o przestępczym procederze, w którym udział brały muzea. Hebborn został zamordowany. Holender Hans van Meegeren, jeden z najsłynniejszych fałszerzy XX wieku, jest autorem bardzo ryzykownej mistyfikacji. Przez lata posiadane przez niego obrazy Vermeera były oceniane przez światowych znawców jako najlepsze dzieła mistrza. Bo Meegeren nie kopiował istniejących prac, lecz tworzył nowe. Jak się okazało, współdziałał on z kuratorem, który podróbki wprowadzał do muzealnego obiegu. A później ich autentyczność potwierdzali kolejni eksperci. W Polsce także dochodzi do "rasowania" falsyfikatów pod skrzydłami narodowych galerii. Prywatna osoba lub firma oddaje pracę w depozyt do muzeum, tym samym uwiarygodniając jego autentyczność (dzieło, które znajdowało się wśród narodowych zbiorów potem łatwiej sprzedać w prywatnej galerii). W ten sposób w poznańskim Muzeum Narodowym wiszą obrazy wstawione przez prywatną fundację, w tym jeden, którego autentyczność od lat kwestionują antykwariusze. Powszechny jest proceder wynajmowania przez różne instytucje sal wystawienniczych w renomowanych państwowych instytucjach. Robi się to po to, by w katalogach umieszczać nazwę państwowej placówki, przez co obraz się uwiarygodnia. Tuż przed aukcją zorganizowaną w grudniu 2005 r. przez firmę Altius wiarygodność jednego z obrazów Jana Cybisa zakwestionował jego syn Jacek. - Mimo mego protestu obraz został sprzedany za 20 tys. zł - mówi "Wprost" Jacek Cybis. Nikt nawet nie poczynił stosownych kroków, by rozwiać wątpliwości wokół płótna. Festiwal podróbek W 2003 r. Uniwersytet Jagielloński zainicjował zbiórkę miliona dolarów na wykup obrazu przedstawiającego świętą Helenę (do dziś płótno znajduje się w depozycie UJ). Takiej sumy zażądała Wiktoria Osęka, jego właścicielka, która utrzymuje, że "Święta Helena" to obraz mistrza Rubensa. Pośrednikiem miał być polski dom sztuki Unicum. Osęka kupiła płótno w szwedzkim domu aukcyjnym Beijers Auktioner w Sztokholmie w 1985 r. Wcześniej należał on do kolekcjonera Uno Sarnmarka. Polka zapłaciła za niego równowartość8 tys. zł. W katalogu aukcyjnym obraz widniał jako "kopia według Rubensa". Jednak później właścicielka nabrała przekonania, że posiada oryginalne dzieło mistrza. Zdobyła nawet opinie ekspertów, m.in. Didiera Bodarta i Maurizio Mariniego. Nie zwróciła się natomiast do największych znawców Rubensa, czyli autorów 27-tomowego dzieła "Corpusu Rubenianum". W 1986 r. dyrektor Domu Rubensa w Antwerpii stwierdził, że obraz nie jest autentykiem. Podobny sąd wydał nieżyjący już znawca Rubensa- Michael Jaffe. Uznał on "Świętą Helenę" za pracę flamandzkiego malarza Jana van Boeckhorsta (1605-1688), naśladowcy Rubensa. Pięć lat temu Dom Aukcyjny Bernaerts z Antwerpii i gdańska Galeria Zeidlera wystawiły w Teatrze Wielkim w Warszawie 27 obrazów, które powstały na terenie Niderlandów od XVI wieku do połowy XVIII wieku. Prof. Konstanty Kalinowski, nieżyjący już były dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu, oraz Paul Verbraecken, historyk sztuki z Antwerpii, podkreślali rangę prac. W rzeczywistości były to dzieła bardzo przeciętnych malarzy. Znakomity historyk sztuki Mieczysław Morka zakwestionował autentyczność tych dzieł, przedstawiając niezbite dowody (wcześniej zakwestionował autentyczność wielu prac z kolekcji Porczyńskich). Mimo to sprzedano 7 obrazów, w tym za 680 tys. zł obraz rzekomo autorstwa Fransa Florisa "Kain i Abel". Sukces kolekcji Porczyńskich (pochodził z niej m.in. falsyfikat arcydzieła Alfreda Sisleya), składającej się głównie z kopii i dzieł epigonów, wynikał z szantażu. Nie wolno było mówić źle o kolekcji dedykowanej Janowi Pawłowi II. Nawet po ujawnieniu, że w kolekcji znajdują się kopie, sygnowane podpisami twórców oryginałów, właściciela wspierali znani historycy sztuki, m.in. prof. Marek Kwiatkowski i dr Wojciech Fijałkowski. Zbigniew Porczyński twierdził, że w kolekcji posiada prawdziwy klejnot, czyli "Autoportret" Vel?squeza, choć była to kopia. Uwiarygodnił ją prof. Marek Kwiatkowski, na co nabrała się Poczta Po Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 cudowne zdjęcia... 02.02.06, 09:57 wprawdzie Warszawy, nie Cieszyna ale wtedy to też było piękne miasto...: tiny.pl/mm45 /gdzieś od drugiej strony tejże aukcji.../ Odpowiedz Link Zgłoś
kubek A tu kulturalnie Cieszyn dał ciała 03.02.06, 23:59 www.radio.com.pl/reportaz/reportaz_konkurs_05.asp Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 dawaj następne 06.02.06, 12:32 na zainteresowanie nie masz co liczyć, ale to nic Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 obrzydliwe... 06.02.06, 14:09 w sieci własnie pojawiła się informacja o profesorze UJ Stanisławie Sz. (jest tylko jeden taki...) w którego domu znaleziono książki i inkunabuły buchnięte w Sandomierzu... STRASZNE... wiadomosci.onet.pl/1255258,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 Re: obrzydliwe... 06.02.06, 14:19 naukowcy bywają roztargnieni może myślał że pożycza i zapomniał oddać Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 niestety... 07.02.06, 09:37 serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3150560.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 okropne 09.02.06, 15:05 Prof. UJ przyznał się do kradzieży starodruków Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Stanisław S. przyznał się do kradzieży kilkudziesięciu inkunabułów i sprzedaży kilku z nich. Te transakcje potwierdzają antykwariusze. Według nich jeden z cennych inkunabułów kupiła jedna z największych bibliotek w Polsce. Starodruki pochodzą z biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Profesor od lat zajmował się tamtejszym księgozbiorem. Stanisław S. jest znanym historykiem średniowiecza, specjalistą od starodruków. Pomagał prokuraturze w śledztwach w sprawie kradzieży inkunabułów z Jagiellonki i klasztoru kamedułów. Profesor S. został zatrzymany na ulicy. Policja znalazła przy nim trzy cenne księgi. Podczas rewizji w domu i w pracowni zaprzyjaźnionego z naukowcem introligatora, znaleziono kilkadziesiąt kolejnych starych dzieł. Wszystkie miały pieczątki sandomierskiej biblioteki seminaryjnej. Profesor został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Oprócz niego prokuratura objęła śledztwem dyrektora sandomierskiej biblioteki, któremu zarzuca wyłudzenie państwowej dotacji na ratowanie księgozbioru. wiadomosci.onet.pl/1257616,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 o do licha...pewnie wyjdzie na jakiś aukcjach.... 07.02.06, 15:45 Drogocenna kolekcja skradziona z bułgarskiego muzeum Kolekcja biżuterii i monet, z których niektóre pochodziły z czasów Aleksandra Wielkiego, została skradziona z muzeum w mieście Veliko Tarnovo w Bułgarii. Wartość łupu ocenia się na 1,2 mln euro. Brak eksponatów odkryto już 2 lutego, ale nie wiadomo, kiedy nastąpiła kradzież - poinformował dyrektor muzeum Christo Haritonow. www.rzeczpospolita.pl/News/1,70,18956.html#18956 Odpowiedz Link Zgłoś
kubek Chińczycy wyciskają olej z van Goghów ! 08.02.06, 07:01 Świat podbijają kopie europejskich obrazów olejnych made in China Vicky Leung ma 24 lata, ale wysłała już w świat więcej van Goghów, niż sam mistrz namalował. Młoda Chinka w okularach i nylonowej kurtce jest menedżerem jednej z chińskich firm, które zaopatrują hotele i centra handlowe w olejne kopie arcydzieł światowego malarstwa (Europejskie i Amerykańskie Słynne Malarstwo, spółka z o.o.). Można zamówić dowolny obraz w dowolnych rozmiarach. Firma zajmuje piętro biurowca w Shenzhen, 10-milionowym chińskim mieście przy granicy z Hongkongiem. Do obowiązków Vicky, która skończyła studium nauczycielskie, należy nadzorowanie pracy 250 malarzy, 200 ramiarzy i 30 sprzedawców. To jedna z setek firm produkujących kopie obrazów w Chinach. Rzemiosło z wiekową tradycją, staje się przemysłem... gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3148787.html Odpowiedz Link Zgłoś
kubek "Zamki Drakuli" wrócą do właścicieli 08.02.06, 07:18 Znajdujący się w okręgu Prahova w Karpatach zamek Peles zostanie zwrócony byłemu królowi Michałowi z dynastii Hohenzollern-Sigmaringen Posiadłość należała do rodziny królewskiej przed 1948 rokiem, zanim przejęły ją władze komunistyczne. Natomiast położony w Siedmiogrodzie zamek Bran zostanie przekazany spadkobiercom Habsburgów, którzy odziedziczyli posiadłość po rumuńskiej księżniczce Ileanie. Rzeczniczka rządu w Bukareszcie Oana Marinescu powiedziała, że oba zabytkowe kompleksy zostaną zwrócone do pierwszych dni marca. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3151619.html Drakula to siedmiogrodzki książę-wampir, tytułowy bohater książki irlandzkiego pisarza Brama Stokera. Pierwowzorem księcia był Vlad III Tepes (Palownik), władca Wołoszczyzny z XV wieku. Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 Re: "Zamki Drakuli" wrócą do właścicieli 08.02.06, 09:56 a miejscowi chłopi wyspecjalizują się w uprawie czosnku :) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 dobrze, że Prezydent nie dotrzymał obietnicy...:) 08.02.06, 10:00 /bo w programie miał - także PIS to głosił - likwidację takich "kosztów" jak SKOZK.../ miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3152596.html Obrady Prezydium SKOZK KB 07-02-2006, ostatnia aktualizacja 07-02-2006 21:58 Jest szansa, że w 2006 roku na konto Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa wpłynie z budżetu państwa aż 37,5 mln zł. Prezydent RP Lech Kaczyński obiecał, że będzie walczył, by w przyszłym roku było jeszcze więcej pieniędzy. W euforycznym nastroju obradowali wczoraj w klasztorze oo. Pijarów członkowie prezydium Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa nad planem prac konserwatorskich w tym roku. Do niedawna jeszcze martwili się, że budżet komitetu może być niższy niż w ubiegłym roku - czyli poniżej 31 mln zł, a tu prezydent RP w liście przysłanym na ręce przewodniczącego Franciszka Ziejki zapowiada walkę o zwiększenie dotacji nawet do 50-60 mln zł w 2007 roku. "Będę się starał z najgłębszego przekonania, bo są to pieniądze przeznaczone na szczytny cel" - czytamy w liście. Tak szczodrobliwy dla naszego miasta nie był ani Lech Wałęsa, ani Aleksander Kwaśniewski. - Wszystko wskazuje na to, że kwota 37,5 mln zł na odnowę zabytków Krakowa rozpisana w tegorocznym budżecie państwa jest aktualna - powiedział Edward Szymański, minister w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego. Taką też kwotę Społeczny Komitet planuje przeznaczyć na dofinansowanie tegorocznych remontów. Najważniejszym zadaniem będzie rozpoczęcie remontu Sukiennic. Na to Komitet przeznaczy tylko w bieżącym roku 3 mln zł. 2 mln 600 tys. zł - o 250 tys. więcej niż w ubiegłym roku - dostanie Wawel na m.in. konserwację murów obronnych. Pałac Erazma Ciołka przy ul. Kanoniczej 17, gdzie powstanie muzeum sztuki staropolskiej - dostanie na dokończenie prac 2 mln 150 tys. Za 925 tys. klasztor Kanoników Laterańskich przy ul. Bożego Ciała będzie mógł zakończyć remont dachu kościoła i jednej z elewacji. W sumie aż 104 zabytkowe budowle - w tym kilkanaście klinik, szpitali i szkół - dostaną w tym roku wsparcie na odnowę. Za to ani złotówki nie pójdzie z Narodowego Funduszu na remont płyty w Rynku Głównym. W ubiegłym roku Komitet wydał na to aż półtora mln zł i prawie pół miliona na zabezpieczenie otoczenia wokół kościółka św. Wojciecha. - Mam już stos protestów dotyczących wykopek archeologicznych na Rynku. Czas już podjąć decyzję o zakresie tych robót. Przecież tam prace są prowadzone na skalę przemysłową i nie widać końca. W tej sytuacji SKOZK nie jest zobowiązany wspierać budowy drugiego Rynku - podziemnego. Tym bardziej, że za rok będziemy obchodzić jubileusz 750-lecia lokacji Krakowa. Przyjedzie tu papież i tłumy turystów, które zobaczą rozkopany Rynek. To niedopuszczalne - oburzał się Franciszek Ziejka, przewodniczący Komitetu. Dobrze oceniono wczoraj ubiegłoroczny plan odnowy. SKOZK dofinansował remonty w 92 zabytkach na łączną kwotę 31 mln zł, przy czym co najmniej drugie tyle dołożyli gospodarze i właściciele tych obiektów. Od wielu lat głównym założeniem Komitetu jest koncentracja pieniędzy na najważniejszych zadaniach, jakimi są odnowa Wawelu, Starego Miasta w obrębie Plant i zabytkowego Kazimierza. Ale z każdym rokiem większą pomoc przeznacza się na remonty budynków użyteczności publicznej takich jak kliniki, szpitale, szkoły, obiekty uniwersyteckie, muzea i teatry. Odpowiedz Link Zgłoś
kubek Nie grabiliśmy, nie zwracamy 22.02.06, 06:49 Rządy państw, światowe muzea i galerie od kilku lat zwracają dzieła sztuki zagarnięte przedwojennym żydowskim właścicielom. Co robi w tej sprawie Polska? 7 lutego rząd Holandii podjął decyzję o jednej z największych restytucji dzieł sztuk zagrabionych przez nazistów. Synowa holenderskiego kolekcjonera Jacquesa Goudstikkera otrzymała 202 obrazy z kolekcji sprzedanej Niemcom w 1940 r. tuż przed jego ucieczką za granicę. W tym samym czasie brytyjskie władze zdecydowały, że zapłacą rekompensaty spadkobiercom dzieł znajdujących się w ich zbiorach British Museum i Glasgow Art Gallery. Łączna kwota może sięgnąć 200 tys. funtów Pytania, żądania i pozwy dotyczące zwrotu dzieł sztuki utraconych przez Żydów w latach 1933-45 coraz częściej przekraczają granice państw. Oddaje się kolekcje spadkobiercom, podważa się dawne transakcje. Nie tylko przedwojenne i wojenne. Także powojenne ugody w świetle dzisiejszych standardów uznawane są często za wymuszone lub niesprawiedliwe. Kilka tygodni temu państwo austriackie przegrało sprawę w krajowym sądzie arbitrażowym z rodziną wiedeńskiego kolekcjonera Blocha-Bauera. Spadkobierczyni otrzymała pięć znakomitych obrazów Gustawa Klimty z galerii w wiedeńskim Belwederze. Zostały przekazane państwu austriackiemu w 1948 r. przez rodzinę w zamian za możliwość wywiezienia z Austrii reszty kolekcji. Sąd uznał tamtą umowę za krzywdzącą dla właścicieli. Klimt mógłby pozostać w Wiedniu, gdyby dzisiejszą Austrię stać było na jego odkupienie. Rząd zdecydował jednak, że nie wyda na to 300 mln dolarów. Skonfiskowane, zlicytowane Kancelaria prawna von Trott zu Solz Lammek z Berlina w imieniu spadkobierców domaga się od Muzeum Narodowego w Warszawie zwrotu trzech obrazów i pięciu prac na papierze. Rzecz dotyczy m.in. obrazu "Przypowieść o roztropnym rządcy" ze szkoły XVI-w. Flamanda Marinusa van Reymerswaele, martwej natury z połowy XIX w. niemieckiego malarza Carla Schucha, rysunków Adolfa Menzla i Wilhelma Leibla. Zostały prawdopodobnie skonfiskowane Żydom przez nazistów w latach 30. w Niemczech. Od połowy lat 30., kiedy w Niemczech wprowadzono tzw. ustawy norymberskie, Żydzi byli poddani albo konfiskacie mienia, albo zmuszani do wyprzedaży swoich kolekcji. Obrazy z Muzeum w Warszawie pochodzą m.in. ze zbiorów znanych wrocławskich kolekcjonerów Carla Sachsa i Maksa Silberberga. Po tym, jak skonfiskowali je naziści, znalazły się w Schlesisches Museum der bildenden Kuenste w Breslau - dzisiejszym Wrocławiu. W latach 1945-46 wiele dzieł sztuki z ziem zachodnich trafiło m.in. do Muzeum Narodowego w Warszawie; wśród nich były wrocławskie obiekty. W Polskich muzeach znajdować się może więcej takich przedmiotów. Berlińska kancelaria stara się też o obraz z Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Pejzaż pt. "Wieczór" namalował sto lat temu znany śląski malarz Max Wislicenius. Przed wojną obraz należał do Leona Smoschewera, wrocławskiego fabrykanta i miłośnika sztuki. Został kupiony przez polskie muzeum w 1986 r. w Desie. Dziś wiadomo, że na właścicielach obrazu w 1938 r. wymuszono, by oddali go Rzeszy Niemieckiej. Muzeum Narodowe w Gdańsku ma w zbiorach dwa obrazy z ogromnego, bo liczącego 1,3 tys. dzieł, zbioru Goudstikkera. Zostały kupione przez muzeum na aukcji między 1940 a 1943 r. Jeden z nich to pejzaż słynnego pejzażysty holenderskiego XVII wieku Jana van Goyena, drugim jest anonimowy portret z wieku XVII. Rodzina Goudstikkera nie wysuwała do tej pory roszczeń wobec gdańskiego muzeum. Nie ma jak oddać W polskich muzeach mogą być obiekty nie tylko z konfiskat, ale z także z zakupów i depozytów wojennych. - W Generalnej Guberni kwitł handel sztuką z zasobów pochodzących z getta - mówi historyk sztuki Nawojka Cieślińska-Lobkowicz, pisząca książkę o restytucjach dzieł sztuki na przełomie XX i XXI wieku. - Zagrożeni wyprzedawali swój majątek. Zdarzało się, że polscy pracownicy przejętych przez władze hitlerowskie muzeów kupowali obiekty, fałszując ich proweniencję, bo mienie żydowskie w całości podlegało urzędowej konfiskacie. Robili to, by ratować ludzi. Do tego - wyjaśnia Cieślińska-Lobkowicz - doszły obiekty znacjonalizowane i przejęte przez muzea w wyniku dekretów z lat 40. o majątkach poniemieckich i opuszczonych. Dekrety te czyniły co prawda wyjątek dla prześladowanych przez III Rzeszę osób innych narodowości niż niemiecka prześladowanych przez III Rzeszę, a więc przede wszystkim Żydów. Niemniej okres zgłaszania roszczeń restytucyjnych, do 1948 r., był cynicznie krótki dla ludzi, którym udało się przeżyć, a którzy stracili zazwyczaj całe rodziny i podstawy egzystencji. Być może w większości wypadków nie ma nikogo, kto mógłby się dziś po te dzieła zgłosić. A gdyby się zgłosił? Niewiele by uzyskał. Według opinii wicedyrektor Muzeum Narodowego Doroty Folgi-Januszewskiej sprawa dzieł sztuki, o które wystąpiła berlińska kancelaria, zostanie prawdopodobnie skierowana do sądu, gdyż Polska nie ma przepisów, mówiących, jak muzeum powinno postąpić w takiej sytuacji. Nie może obrazów po prostu oddać. Z inwentarza Muzeum Narodowego zabytek może skreślić tylko minister kultury. Do tej pory minister nie podjął ani jednej takiej decyzji. Choć roszczenia ze strony spadkobierców żydowskich kolekcjonerów już wcześniej się pojawiały. Np. cztery lata temu do Muzeum Narodowego w Warszawie wpłynął wniosek o wydanie cennego obrazu Courbeta ze zbiorów węgierskiego kolekcjonera Herzoga. W 1945 Polacy odbierali dzieła sztuki ze składnicy w austriackim Zell am See, dokąd wywieźli je w czasie wojny Niemcy. Do skrzyń przeznaczonych do Polski z dziełami sztuki zagrabionymi wcześniej Muzeum Narodowemu w Warszawie ktoś przez pomyłkę włożył Courbeta. Po interwencji spadkobierców obrazu dyrektor Muzeum Narodowego Ferdynand B. Ruszczyc zwrócił się do ministra kultury z wnioskiem o skreślenie obrazu z inwentarza. Minister kultury tego nie zrobił. Obraz nadal wisi w muzeum. Muzea po Waszyngtonie W 1998 r. amerykański Departament Stanu zorganizował w Waszyngtonie konferencję na temat dzieł sztuki skonfiskowanych w latach 1933-1945 przez nazistów. Wzięły w niej udział 44 państwa, w tym Polska. Przedstawiciele rządów sygnowali tam tzw. deklarację waszyngtońską, gdzie zobowiązali się do ujawnienia dzieł, co do których zachodzą podejrzenia, że mogły pochodzić z konfiskat, i do podejmowania starań, by oddać je prawowitym właścicielom. Dorota Folga-Januszewska uważa, że to był przełom także dla Polski. Od tego czasu muzea w Polsce dokładniej niż poprzednio opisują pochodzenie obrazów. Np. w wydanym w 2000 r. katalogu "111 Arcydzieł Muzeum Narodowego w Warszawie" można przeczytać, że obraz Courbeta "Krajobraz z okolic Ornans" był przed wojną własnością Herzoga. W Muzeum Narodowym w Krakowie niedawno przeglądano inwentarz pod tym kątem. Nic o podejrzanej proweniencji nie znaleziono - poinformował mnie wicedyrektor Muzeum Marek Świca. Brakuje koordynacji takich działań. Nie powstał np. spis dzieł w kolekcjach publicznych o nieznanym pochodzeniu. - Mamy w Polsce ponad 800 muzeów, jest w nich ponad 15 mln obiektów - mówi Folga-Januszewska - z czego 4 mln o nieznanym pochodzeniu. Zrobienie ich listy kosztuje. Ministerstwo Kultury jak dotąd nie przyznało na ten cel pieniędzy. Co na to rząd? Deklaracja waszyngtońska ma charakter dobrowolnego zobowiązania, jednak wiele krajów realizuje jej postanowienia. Decyzje podejmowane są zwykle na poziomie rządowym. - W USA na portalu internetowym (The Nazi-Era Provenance Portal) 119 muzeów amerykańskich opublikowało listę ponad 15 tys. budzących wątpliwości obiektów - mówi Nawojka Cieślińska-Lobkowicz - Podobne wykazy dostępne są w Wielkiej Brytanii, Francji, Czechach. W RFN rząd federalny i rządy landowe wezwały do badania pochodzenia dzieł w zbiorach publicznych i ułatwionych procedur restytucji, co sprawia, że muzea niemieckie zazwyczaj pozytywnie reagują na wnioski restytucyjne ofiar Holocaustu. Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 nie grabiliśmy i jeszcze się tym chwalimy 22.02.06, 07:54 może coś by się jednak znalazło ? bo tak jakoś głupio : ) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 właśnie... 22.02.06, 09:34 Zamiast wziąć przykład z któregoś sąsiada - byśmy teraz nie musieli jeździć do Moskwy,Petersburga, Sztokholmu, czy innego Monachium żeby pooglądać polskie dzieła sztuki... Zupełne ofermy z tych naszych dzaidków i pradziadków...:) Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 niee no 22.02.06, 11:06 gdzieś tam czytałem, że też palili, wyrzynali i gwałcili może przez to wszystko już nie mieli głowy do grabienia a może gubili albo przepijali wszystko w drodze powrotnej albo nie znali się na sztuce Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 rewelacja! 02.03.06, 15:05 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3190688.html Odpowiedz Link Zgłoś
kubek Bomba! 02.03.06, 19:57 Jeśli znajdzisz stronę z kontem to proszę o namiar, każdy datek jest chyba "wielki". ps.A tu są fotki. serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,35076,3106352.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 1 mln 350 tys. euro 02.03.06, 20:20 a brakuje jeszcze 800 tys. gdyby pan poseł od maybacha był z wrocławia to może by coś dorzucił : ) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 do usług:) 03.03.06, 09:28 www.muzeum.miejskie.wroclaw.pl/wystawy/wystawy_czasowe.php?wys=66 Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 jeszcze o... 06.03.06, 13:20 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060306/kultura/kultura_a_3.html Odpowiedz Link Zgłoś
stoik1 no pikne 06.03.06, 13:30 inni się qrna takich nakradli a my teraz musimy kupować za ciężką kasę ( w nawiązaniu ) Odpowiedz Link Zgłoś
kserkses1 brawo! 07.03.06, 10:33 /lub jak mawiają - ojczyzna Ci tego nigdy nie zapomni :)/ Odpowiedz Link Zgłoś