jaborygyn
21.02.06, 09:47
MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY „ŚLĄSK”
Nr 2 (124) KOK XII LUTY 2006
W Łączniku u księdza MANFREDA SŁABONIA
Na Śląsku siejemy sercem.
JAN COFAŁKA
(...)
Wielka pasja proboszcza
Manfred Słaboń urodził się w 1941 roku w Staniszczach Wielkich, koło Strzelec
Opolskich.
Matka Adelajda – wywodzi się z rodu stolarzy z Dobrodzienia, jego ojciec
Wiktor, syn wiekowego chłopa małorolnego został maszynistą kolejowym.
Pracował w Parowozowni
w Fosowskiem. Zawsze coś usprawniał i doskonalił w pracy. Surowy, ponoć, w
robocie,
w domu delikatniał. Dostrzegając skłonności małego Manfreda do fantazjowania
oraz chodzenia własnymi drogami, powtarzał mu wielokrotnie: Synek rób i żyj
tak, cobyś nom nie przyniósł wstydu. (...)
Zrób to, zrób!
Kiedy już wiedział czego chce i co go coraz mocniej wciąga. Kiedy zorientował
się,
w wyniku różnych samodzielnych studiów jak ogromne jest bogactwo gwar
śląskich, a duża fara w Łączniku, od piwnicy po strych, coraz bardziej
wypełniała się różnymi słownikami
i książkami z nimi związanymi, pojechał do biskupa Alfonsa Nossola z
pytaniem, co sądzi
o podjęciu się przez niego, samodzielnie, przygotowania Słownika dialektów
Śląska, czy może to robić? Bał się nieco, bowiem trwała budowa kościoła w
Mosznej, liczył jednak na to, że biskup, sam posługując się piękną gwarą
śląską, zrozumie czego chce się podjąć i do czego już od dawna gotował się.
Sprzyjało mu też, że Kościół w dzisiejszych czasach, nie zabrania raczej
księżom, którzy chcą się realizować także w innych pasjach i
zainteresowaniach, niż tylko duszpasterstwo. Oczywiście pod warunkiem, że nie
odbija się to na działalności duszpasterskiej, a może ją nawet wspomagać.
Zrób to! – usłyszał od swego biskupa – zrób!
Owo: Zrób to! zabrzmiało nie tylko jak przyzwolenie, lecz wręcz jako
przykazanie. I robi to już ćwierć wieku. (...)
W sierpniu 2005 roku, kiedy u niego byłem miał już zapisanych w komputerze
105 tysięcy (słownie sto pięć tysięcy) haseł. Twierdzi, że całość planowanego
słownika zawrze się w 120 tysiącach. Jego pogoda ducha, życzliwość do niego
przeróżnych ludzi, których spotyka na drodze do celu oraz fakt, że sam dobrze
czuje i posługuje się gwarą, pomaga mu w tej katorżniczej pracy, której
poświęca każdą wolną chwilę, godziny przeznaczone na wypoczynek i wszystkie
urlopy, w czasie których może odwiedzać kolejne regiony
i „zagłębia gwarowe”, od Zgorzelca po Żywiecczyznę i jakże oryginalny gwarowo
Śląsk Cieszyński. Pracę nad takim słownikiem, w naukowych instytutach,
wykonują liczne zespoły ludzkie. On chce to zrobić sam. Nawiązał jednak
kontakt z Uniwersytetem Opolskim
i Instytutem Śląskim w Opolu gdzie grupa dialektologów pod redakcją prof.
Bogusław Wyderki pracuje nad bardzo cennym akademickim „Słownikiem gwar
śląskich”. (...)
Pierwotnie, w zamiarze ks. Manfreda Słabonia, było stworzenie słownika gwar w
obrębie mu bliskich wsi i miejscowości, teraz obejmuje nim cały historyczny
Śląsk, od Zgorzelca po Żywiecczyznę, łącznie ze Śląskiem Cieszyńskim.
Żartuje, że do siedemdziesiątki brakuje mu parę lat, więc zdąży go ukończyć,
a potem niech się dzieje wola nieba.
W okolicach Góry św. Anny, do niedawna jeszcze, rolnicy obsiewający swoje
niezbyt urodzajne pola, kiedy kończyli, ziarnem zasiewali na polu kształt
dużego ludzkiego serca zwieńczonego u góry krzyżem. Co by – jak powiada
ksiądz Manfred Słaboń – ludzka dobroć wyrażona w tym zespolonym symbolu, w to
pole przenikła. Z tego powstało powiedzenie, że na Śląsku sieje się sercem.
Myślę, że to, co czyni ksiądz jest właśnie takim siewem.
Szczęść Boże księże Manfredzie!