geolog7
03.03.06, 20:40
Od pewnego czasu eksplorujemy stary szyb górniczy w Bytomiu-Miechowicach i
osoby posiadajace o tym obiekcie jakies ciekawe informację, plany czy znajace
okolice itp prosimy o kontakt mapak@wp.pl
Poniżej trochę informacji w formie wywiadu o tym miejscu i dwie relacje z
eksploracji tego miejsca.
WYWIAD -
autor: Bartosz T. Wieliński 16-07-2004 Gazeta Wyborcza
Gdzie podziały się skarby gubernatora Hansa Franka
Gdzie spoczywają zakopane przez nazistów skrzynie z nieznaną zawartością? W
pobliżu dawnego ośrodka szkoleniowego NSDAP w Mikulczycach czy może w jednym
z szybów dawnej kopalni Miechowice? A może w jednym i drugim miejscu? Styczeń
1945 r. Na stację kolejową w Biskupicach wjeżdża kolumna niemieckich
ciężarówek. Na pakach skrzynie, które ze swojej krakowskiej rezydencji
nakazał wywieźć Hans Frank, okryty złą sławą gubernator Generalnej Guberni. W
skrzyniach spoczywa niezwykle ceny ładunek. Co dokładnie? Nie wiadomo.
Transport opuścił Kraków w ostatniej chwili przed nadejściem Rosjan.
Samochody konwojuje uzbrojona po zęby eskorta. Żołnierze czekają na przybycie
specjalnego pociągu, do którego przeładują skrzynie. Ale pociąg nie
nadjeżdża. Mijają godziny Zdenerwowany dowódca konwoju postanawia nie czekać
dłużej. Tajemniczy ładunek zostaje przeładowany na furmanki. Wozy ruszają na
północ, w stronę Mikulczyc
A słyszał pan o skarbie?
Tak głosi jedna z zabrzańskich legend. Co ciekawe są poszlaki, które tę
historię uprawdopodabniają. - Po raz pierwszy usłyszałem o konwoju i cennym
ładunku gubernatora Franka kilka lat temu. Oprowadzałem wycieczkę po okolicy
i wtedy ktoś mnie zagadnął: "A słyszał pan o skarbie?" - mówi Dariusz
Walerjański, zabrzański historyk z Muzeum Górnictwa Węglowego. Walerjański na
początku traktował sprawę jak kolejną wojenną opowieść. Spoważniał, gdy udało
mu się ustalić parę szczegółów. - Starsi ludzie w Mikulczycach twierdzą, że
widzieli czekający transport - opisuje Walerjański.
Podobno, gdy okazało się, że pociąg nie przyjedzie, szef konwoju wziął
miejscowych na spytki. Ci powiedzieli mu, że w pobliżu NSDAP ma swój ośrodek
szkoleniowy. Ciężarówki ruszyły w tamtym kierunku. Dziś w dawnym ośrodku
mieści się dom spokojnej starości - Pojechałem obejrzeć okolice. Wręcz
wymarzona na tajną skrytkę: same pagórki i stawiki. Pierwsze, co rzuciło mi
się w oczy, to ślady po ciągłym przekopywaniu ziemi. Ktoś ciągle szuka tego
skarbu - mówi Walerjański.
Nie byłby to pierwszy przypadek, że Niemcy, wycofując się, chowali zrabowane
dzieła sztuki w specjalnych skrytkach. Na Dolnym Śląsku (Niemcy łudzili się,
że po przegranej wojnie region nie zostanie im odebrany) przygotowano co
najmniej kilkadziesiąt takich miejsc. Akcją ukrywania zabytków kierował
Günther Grundmann, wnuk samego Friedricha Grundmanna, współzałożyciela
nowoczesnych Katowic.
Co kto opowiada
Być może transport ze skarbami Franka jechał właśnie do jednych z
przygotowanych przez Grundmanna skrytek, np. do zamku w Seichenau, który
później gubernator obrał sobie za tymczasową kwaterę? - O tym, że gdzieś
między Mikulczycami a Miechowicami Niemcy zakopali skarby, wiem od dziecka. O
tym, co i gdzie zakopano, krążyły najdziwniejsze opowieści. Traktowaliśmy je
z przymrużeniem oka - wspomina Tomasz Bugaj, miłośnik Zabrza działający w
stowarzyszeniu Pro Futuro.
Co Frank mógł kazać ukryć? - Na pewno nie złoto ani szlachetne kamienie. Być
może jakieś dokumenty albo zagrabione obrazy. Do dziś nie
odnaleziono "Portretu młodzieńca" z kolekcji Czartoryskich. Może spoczywa
gdzieś pod ziemią w Zabrzu? - snuje domysły Walerjański.
- Pewne fragmenty tej opowieści można potwierdzić. Zimą 1945 r. Frank,
uciekając z Krakowa, faktycznie zatrzymał się na Śląsku. W Katowicach
zorganizowano mu awaryjny sztab, na wypadek zajęcia Krakowa przez Armię
Czerwoną - mówi prof. Ryszard Kaczmarek, historyk z Uniwersytetu Śląskiego
zajmujący się historią najnowszą.
- Można nawet w przybliżeniu określić czas, w którym mogłoby to się dziać.
Frank opuścił Kraków 17 stycznia, a na Dolny Śląsk dotarł cztery dni później.
Co ciekawe jechał w kolumnie samochodów. Wydaje się, że jeżeli coś wiózł w
skrzyniach, to najcenniejsze rzeczy. To, co było mniej wartościowe,
wywieziono z Krakowa wcześniej - dodaje profesor.
Skrzynie na dnie szybu?
Jakiś czas temu w zagadce pojawił się nowy element. To szyb południowy
kopalni Miechowice. Szyb zasypano w 1934 r., ale pod koniec wojny został w
dziwnych okolicznościach reaktywowany przez Niemców, a potem zniszczony na
nowo. W jednej z zabrzańskich gazet pojawił się artykuł byłego inżyniera,
pracującego w tej kopalni tuż po wojnie. Inżynier podpisany "L.Ch." miał za
zadanie zabezpieczyć wylot szybu. O dziwo nie mógł odnaleźć jego planów, a na
temat tego, co się z szybem działo, panowała dziwna zmowa milczenia. Dopiero
później inżynier dowiedział się, że na dno szybu spuszczano skrzynie z
dziwnym ładunkiem. Pracę wykonywali więźniowie pilnowani przez esesmanów. Sam
szyb znajduje się dokładnie w połowie drogi z dworca kolejowego w Biskupicach
do Mikulczyckiego ośrodka NSDAP. Konwój musiał więc przyjeżdżać koło niego.
- Po wojnie sprawą interesowało się UB. Słyszałem, że skrzynie z nieznanym
ładunkiem spuszczono na głębokość kilkuset metrów i tam zabezpieczono.
Więźniowie, którzy przy tym pracowali, zostali rozstrzelani, a ich ciała
wrzucono w czeluść szybu. Podobno to byli jeńcy wojenni - opowiada Bogdan
Pabiszczak, dawniej główny inżynier w jednej z zabrzańskich kopalń.
Walerjański: - Być może transport nie dojechał do Mikulczyc, a skrzynie
spoczęły na dnie szybu. Ale może być i tak, że w Miechowicach spoczywają
zupełnie inne skarby. Sprawę warto badać.
Bugaj: - By się o tym przekonać, trzeba dokopać się na dno szybu, najlepiej z
jakiegoś czynnego chodnika kopalnianego. To by była wielka inwestycja. Kto
się tego dziś podejmie?
www.twierdza.art.pl/a_skarby.htm
serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2182731.html
militariapat.blog.onet.pl/
I WYPRAWA
Właśnie wróciłem z eskapady razem z Marem do tego opisywanego tu na forum
szybu.
Po wejściu kilku metrową, stromą pochylnią z zaklinowanym gruzem skalnym i
pokonaniu 2m progu dostaliśmy się do górnej części szybu, na tzw. betonową
wylewkę.
Zauważyliśmy na dnie wylewki dwie wykute prostokątne dziury do środka szybu.
Nieco oczyszczyliśmy obrzeża tych otworów z gruzu skalnego, który mógł wpaść
do środka i zainstalowaliśmy na solidnych żelaznych szynach podwójne
stanowisko zjazdowe.
Zjechaliśmy, a właściwie zeszliśmy po solidnej kilkumetrowej żelaznej
drabinie ok. 8m niżej na mały podest z gruzem skalnym oglądając betonową
wylewkę z dołu.
Generalnie szyb podzielony jest na część drabinowa którą niegdyś wchodzili i
schodzili górnicy i część transportową czyli tzw. Lufę z charakterystycznymi
żelaznymi rurami.
Jedna z takich rur o średnicy około pół metra po kilkudziesięciu metrach jest
urwana – jej dolna część runęła kiedyś wgłab szybu.
Co pewien czas w szybie są poprzeczne szyny stalwe torzące szachownicę
pomiędzy, którymi utworzył się korek z gruzu spadającego z góry. Wygląda na
niezbyt stabilny i do penetracji głębszej części szybu trzeba by zrzucic w
czeluść szybu część drewna, gruzu i żelastwa, które tworzy go.
Ściany szybu są z cegły klinkierowej i wygladaja stabilnie – miejscami na
ścianie postały ładne polewy naciekowe i kropielnice o rdzawych kolorach,
miejscami cieknie po nich woda.
Sadzimy, że użytkowanie szybu skończono stosunkowo niedawno ok. 10-20 lat
temu.
Po osiągnięciu kolejnego podestu zjeżdżamy na kolejny podest i tak dalej, aż
na głębokości około 50m